Dodaj do ulubionych

Najgłupsze teksty ekspedientek cz. 2

  • kwiat-kalafiora 15.09.08, 17:17
    Dzisiaj po dowiedzeniu się jaki właściwie rozmiar noszę wyruszyłam na poszukiwania.
    Wchodzę do podobno dobrego sklepu z bielizną i z uśmiechem mówię że potrzebuję
    80FF lub G.
    Wywaliła gały jak żaba na spawarę, prześwietliła mój biust wzrokiem i
    powiedziała : "Ależ co pani opowiada, Pani nosi najwyżej E. A z obwodem to
    będzie tak, że... Powinno pasować 90" .
    Chyba faktycznie czas przeszukać internet ;D
  • turzyca 15.09.08, 18:30
    Jak chcesz szukac stacjonarnie, to Ci napisze te polskie rozmiary, trzeba bylo
    od razu krzycze. A poza tym sprawdz czy nie mieszkasz w miescie objetym zaraza -
    bo juz w Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Zielonej Gorze, Katowicach, Trojmiescie
    i chyba we Wroclawiu sa miejsca, gdzie nawet 65JJ nie wywoluje zdumienia.
    (Mozliwe, ze przegapilam jeszcze jakies miasto, w koncu zaraza sie szerzy... ;))
  • kwiat-kalafiora 15.09.08, 19:59
    No ja niestety mieszkam w dziurze gdzie to budzi wielkie zdziwienie. Do Krakowa
    mam równo 222km. a to najbliżej z w/w miejscowości ;D
  • kuraiko 15.09.08, 22:06
    Tarnogród, Biłgoraj? ;)))
  • kwiat-kalafiora 16.09.08, 12:59
    Jarosław :)
  • k_linka 16.09.08, 23:10
    Tu masz link do spisu dosc dobrze zaopatrzonych sklepow w Rzeszowie. W dobraniu
    rozmiaru nie pomoga, ale wez kolezanke (najlepiej asertywna) i przymierzaj:)
  • wielebnna 15.09.08, 23:59
    rzecz dzieje się na targowisku miejskim w Łodzi, pani handluje chińszczyzną,
    barwną i wesołą, rozciągliwą itd itp
    "przychodzą tu do mnie panie i mówią mi takie dziwne rozmiary a ja i tak im
    zawsze coś dobiorę z tego co mam"
    "70N - to jakiś chory rozmiar"
    --
    melchizedek
  • plecionka 17.09.08, 11:12
    wielebnna napisała:

    > "70N - to jakiś chory rozmiar"
    Coz, ja juz przy probie zakupu 80F (wtedy namierzylam sobie 87cm pod biustem) usluszalam, ze to "trudny rozmiar" i pani "nie ma pojecia gdzie takie cos mozna by bylo dostac".


    --
    Idealne zwierzatko
    80/104
  • slotna 16.09.08, 18:07
    Nawet nie takie glupie :)

    Uparlam sie, po przymierzeniu pierdyliarda beznadziejnych stanikow, w tym oblesnie skorupowatego wielkiego Kris Line w bazarowym kolorze zarówiastomorskim, ze kupie Poir Moi 32G. Wiekszego niz G nie ma, a to zdecydowanie za mala miseczka dla mnie, obwod tez nie halo, ale taki byl cudnie zbierajacy i mieciutki, ze musialam go miec:) Kosztowal bodajze 49 euro.

    Ja: Biore.
    Sprzedawczyni: Ech.
    I nie rusza sie.
    Ja: No - ten. Biore.
    Sprzedawczyni: Szmaragdowy jest za 10.
    Ja: Prosze...?
    Sprzedawczyni (wskazujac na Kris Line): Szmaragdowy jest za 10. Skoro koniecznie musisz kupic cos niepasujacego.

    Bylam wtedy z mama, ktora dostala oblednego ataku smiechu. A Poir Moi i tak kupilam :D

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • slotna 16.09.08, 18:13
    A. Pour Moi to sie nazywa. Sorry :)

    --
    Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
  • whiteanney 23.09.08, 23:52
    podczas mojego ostatniego pobytu w polsce odwiedzialm 'moj' sklep z
    bielizna i poprosilam o 65GG a ekspedientka badawczo sie na mnie
    przyjzala i ponownie zapytala o rozmiar, bo chyba zle
    doslyszala :lol:
    odeslalam ja do lobby na uswiadomienie.
    --
    literowki, sa moja syganturka ;)
  • loheng 24.09.08, 12:11
    tym razem bez komentarza (nawet ekspedientek), niech fakty mówią za siebie...
    Już jakiś czas temu coś było z tym sklepem nie tak, zmieniły się panie (na
    wybitnie źle ostanikowane), a wczoraj... poszłam tam wiedziona świętą
    naiwnością, pytam o obwodowe 65- panie mówią "owszem, jest, mamy 65H". Więc ja z
    pieniami anielskimi w duszy chwyciłam dwie podane mi Samanty, przymierzyłam... i
    coś cholera niedobrze, za luźno, za mało- patrzę na metkę, a tam wydrukowane jak
    byk: 70G, a na tym, NAPISANE CZARNYM, GRUBYM MARKEREM 65H.
    Dziewczyny, ja jestem nieśmiała i lękliwa, może poszłaby jakaś silniejsza i
    zapytała, co to za dziwne jasełka tam się odprawia?... Zapewniam, sprawdziłam na
    własnym biuście, że to było 70G, "ulepszone" przez jakąś siłę sprawczą, dla
    której zapewne "to to samo"...
  • greylin 26.09.08, 22:11
    o matko!
    ... w gruncie rzeczy to nawet zabawne ;)
    ciekawe czy w Samancie też będą mieli takie poczucie humoru. Trzeba podesłać im
    linka do tego wątku ;)
    --
    69/102(30GG)
  • ptaszyna12 01.10.08, 12:11
    To jest jakiś szczyt, jutro lecę do galerii sprawdzić na własne oczy :D
  • frankomama 24.09.08, 12:54
    Chciałam kupić karmnik... Poprosiłam o rozmiar 70DD.
    Pani ekspedeientka: "Takie obwody nie są produkowane. Dam pani 80 C"
    Ja:" Ale to przecież 10cm różnicy"
    Pani: "No racja... dam więc 80B . "

    :DDD

    Dialog miał miejsce w sklepie firmowym Triumpha, miasto litościwie
    pominę milczeniem.

    PS. Stanęło na Melissie 65H.
  • coffeinka85 25.09.08, 23:33
    wchodze do sklepu z bielizną z naprawde duzym asortymentem ( tak mi
    sie przynajmniej na początku wydawało ) i pytam:
    ja- czy są staniki usztywniane w rozmiarze 75 D ?
    exped - a w jakim kolorze sobie pani życzy?
    ja- wszystko jedno, a jakie pani ma?
    exped- <szuka>....
    exped- niestety, NIE MA takiego rozmiaru
    O.o
  • klymenystra 26.09.08, 17:09
    Ech, jesli nosisz 75D to tylko zazdroscic. Za czasow tego rozmiaru kupowalam
    staniki w kazdym bielizniaku.

    A ostatnio weszlam do jednego sklepu, proszac o 70F (na 65 nie mialam co
    liczyc). Pani radosnie zakrzyknela "Mamy miseczke F!". I wyjela wielki
    rozcigaliwy minimajzer o urodzie Doreen... Miseczka F O.o



    --
    70/94= 30FF

    75B nie istnieje.
    95A tez nie.
  • maith 26.09.08, 18:27
    coffeinka85 napisała:

    > ja- czy są staniki usztywniane w rozmiarze 75 D ?
    > exped - a w jakim kolorze sobie pani życzy?
    > ja- wszystko jedno, a jakie pani ma?
    > exped- <szuka>....
    > exped- niestety, NIE MA takiego rozmiaru

    Zawsze mnie to wkurzało. Nawet kiedy pytałam o 75F te 2 lata temu, kiedy
    cokolwiek powyżej D było rzadkością, to sprzedawczynie zaczynały od durnego
    pytania o kolor. A potem się okazywało, że nie ma, albo jest jeden namiot w
    brudnym beżu.
    Natomiast w dzisiejszych czasach sklep, w którym nie ma nawet 75D to już dno
    kompletne i nie mówię o Warszawie tylko o nawet najbardziej prowincjonalnym
    sklepiku.
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • kuraiko 02.10.08, 00:46
    może akurat było przed dostawą i wszystkie 75D im zeszły ;)))
    ja tak miałam w New Yorkerze jak "rzucili" trampki w 3 kolorach i
    jak się tam wybrałam po jakimś czasie to nie było już ani jednej
    sztuki czarnych w rozm 38 :(( (a białe i fioletowe i owszem, po
    prostu lud się rzucił, popularny rozmiar i kolor), zakładam że z tym
    75D mogło być podobnie ;)
  • madzioreck 26.09.08, 14:32
    w sklepie "Ola" na Rzgowskiej w Łodzi chciałam kupić żakiecik. W drodze
    kompromisu nawet taki zapinany tylko na jeden guziczek po biustem. No nie dało
    rady, klapy miałam prawie pod pachami, bałam się zapiąć, żeby guzik nie odpadł,
    a w pasie był w sam raz na 9 miesiąc ciąży. I co usłyszałam? Że za szczupła w
    pasie jestem! (85 cm) To samo było przy kupowaniu sukienki w Ptaku.
    Nieproporcjonalnie wąska talia. Co oni chrzanią, mam 25 cm różnicy między talią
    a biodrami. Taka niewymiarowa jestem...
    --
    79/117 -> 70JJ/70P
  • stary_dywanik 26.09.08, 14:41
    Bo dla większości producentów ubrań talia jest nieproporcjonalnie
    wąska gdy jest węższa od biustu lub bioder.
    --
    Prężmy Pierś
  • zlotooka 26.09.08, 16:49
    Ja ostatnio kupowałam koszulkę nocną. Kiedy odpowiedziałam Pani na
    pytanie, jaki rozmiar stanika noszę (65F), spojrzała z przerażeniem.
    Poczułam się jak jakiś dziw natury (zapewne pomyślała, że mam pod
    płaszczem mega-balony). Potem spytała, jaki rozmiar koszulki podać -
    S czy M - nie mogła uwierzyć, że chcę S.

    Przymierzyłam z 7 S-ek, chyba tylko 2 były przyciasne, w końcu
    kupiłam M-kę, bo lepiej leżała, oczywiście widziałam satysfakcję w
    oczach eskpedientki.

    --
    70/90
  • kashka36 26.09.08, 19:11
    Kiedyś kiedy nie miałam pojęcia o tym, że na duże biusty również szyje się
    staniki a nie tylko namioty, poszłam do pierwszego lepszego sklepu, aby po raz
    kolejny kupić sobie jakiś badziew za 25zł w rozmiarze 85D (teraz mam 34G).
    Zostałam brutalnie uświadomiona przez Panią ekspedientkę, że pomyliłam sklepy.
    Wystarczył jej jeden rzut oka na mój biust żeby powiedziała "PANI, TOSZ TO
    WSZYSTKO KOREAŃSKIE, KOREAŃSKICH TAKICH WIELKICH NIE PRODUKUJĄ!"
    :)
  • m.mada 26.09.08, 23:57
    Pani przynajmniej świadoma swojego byle jakiego asortymentu ;)
  • polta 26.09.08, 22:25
    Ostatnio coraz częściej przy proszeniu o rozmiar 70G lub rozmowie w sklepie
    słyszę, że "Pani takiego biustu przecież nie ma!" Najwyżej D... najgorsze jest
    to, że nie ma co dyskutować, z takiego sklepu można od razu wyjść...
    --
    (82/102) --> 70G 70GG
  • przyjaciolka288 01.10.08, 11:33
    Szczerze mówiąc ja wciąż nie rozumiem po co te "kobiety za ladą"
    komentują. Jak ktoś chce kupić taki a nie inny rozmiar, to co ją
    obchodzi jaki ta osoba ma biust? Co innego, gdy kupujący nie wie,
    nie może się zdecydować, prosi o pomoc. Inaczej, to ona jest dla
    mnie do podania z półki tego, czego ja nie mogę sięgnąć. I tyle... A
    jak ja sobie chcę kupić np. stanik o 3 numery za mały, to co?
    zabroni mi? albo za duży? albo z za małym (wg. niej) obwodem i za
    dużą (wg. niej) miską?! Chyba jak płacę to mogę mieć kaprysy, no
    nie?! :D
    --
    73/96 - 65FF/65G
    UWAGA: nie korzystam z poczty gazetowej. Kontakt:
    przyjaciolka288@tlen.pl
  • madzioreck 01.10.08, 12:20
    Z jednej strony masz rację, wolny kraj i możesz kupić, co chcesz. Z drugiej
    jednak, mówi się, że każdy kij ma dwa końce. Chcemy przecież, żeby ekspedientki
    w sklepach były kompetentne i potrafiły doradzić, żeby znały się na tym, co
    sprzedają. W najgorszym wypadku, żeby się nie mądrowały, jeśli się nie znają
    albo tylko im się wydaje, ze wiedzą, o czym mówią. A między innymi ich brak
    wiedzy sprawia, że tyle kobiet ma piersi nie tu, gdzie powinny je mieć. Ta,
    która wie, co powinna nosić, nie kupi tego, co się jej wciska. Ta, która nie
    wie, i wstydzi się poprosić o pomoc i grymasić, wyjdzie z tym, co jej poda z
    półki sprzedawca...
    --
    79/117 - 70(32)JJ/70P
  • kuraiko 02.10.08, 00:49
    bo tam zatrudniają kretynki, a odrzucają CV takich miłych i
    pomocnych dziewcząt jak ja :((( (znowu wysłałam CV do La Vantil i
    nie raczyli jeszcze odebrać maila :/)
  • reviri 01.10.08, 10:55
    Mały sklepik stacjonarny. Małe miasteczko moje. Kupiłam nieuświadomiona jeszcze
    stanik w sobotę. Chciałam 75B dostałam 80. Dziś poszłam wymienić na taki z
    obwodem 70 (choć powinnam 65E bo mam 73 pod biustem a w biuście 85).
    Skorzystałam z okazji by zapytać o 65E to usłyszałam: "Ale przecież E to duża
    miska!" i spojrzenie taksujące na mój biust. No to mówię, że tak, ale to zależy
    od obwodu pod biustem. "Ale 65 to tylko na dzieci sie szyje!" i spojrzenie an
    mnie jak na idiotkę. Zaczęłyśmy szukać tego stanika z obwodem 70 (wymienię
    chociaż na bardziej pasujacy zanim kupię porządny w dużym mieście). Dała mi 70B
    i mówi, że będzie dobry a ja widzę, że miska za małą będzie bo dużo mniejsza od
    tej 80B a tam miska byłą dobra prawie. To proszę o 70 ale C. Podaje mi,
    porównuje, no powinno być lepiej. Dziękuję i wychodzę.... W domu mierzę.... C,
    ale 75! Wrrrr.... Wyśle mamę po stanik z obwodem 70 bo ja nie mam już siły!

    Swoja drogą mój luby miał niezły ubaw słysząc jak próbuję jej wytłumaczyć o co
    chodzi z obwodem i rozmiarem miski.
  • wariamiktoria 01.10.08, 12:26
    Do stacjonarnych to już wchodzę tylko coby znajomym miseczki dobrać
    bo obwodów wąskch w Lublinie nie uśwadczysz. Do rzeczy, wczoraj
    wywiało mnie z mężem na spacer na ul.Energetyków. Sklepu z bielizna
    tam nie ma ale jest hurtownia bielizny więc mają zaopatzenie na Ll
    min. Na moje pytanie o obwody i miseczki to: no, tak 65, do 110, a
    miseczki od A do H, na pytanie o 70H (szwagierki)to stwierdzili, że
    takich to nie mają. No a dociśnięci pytaniem o 65G odpowiedzieli: na
    65G to byłaby bardzo drobna dziewczyna a biust to miałaby stąd do
    regału (na oko 120cm). Uśmiechnęłam się ironicznie i tylko mówię, że
    ja aktualnie mam na sobie ten rozmiar (30G) i teraz już się nie
    dziwię kiepskiemu zaopatrzeniu sklepów. Ale długo nie mogłam wyjść z
    szoku na to "stąd do regału"
  • dysiaczek_1 01.10.08, 12:47
    Napisałam maila do pani z pewnej znanej firmy bieliżniarskiej z zapytaniem czemu
    na ich stronie internetowej nie można znaleźć nic o rozmiarze 65 F. Pani
    odpisała jakieś 2 h później "ależ mamy, produkujemy, są dostępne następujące
    modele : (i tu pani wymieniła mi całe trzy modele które są produkowane w tym
    rozmiarze") zakończyła maila z życzeniami udanych zakupów. Jak ja mam mieć udane
    zakupy jeżeli żadnego wyboru. Marzy mi się stanik... ładny w moim rozmiarze....
    w Polsce.
  • kuraiko 02.10.08, 00:54
    a cóż to za firma? :) 3 staniki w takim rozmiarze to całkiem niezły
    wynik - gdyby chociaż 1/3 polskich firm miała taki wybór to nie
    byłoby tak źle. jak na razie w moim mieście 65-tek brak....
  • madzioreck 01.10.08, 12:58
    Byłam niedawno w sklepie Alles w CH Ptak k/Łodzi. Weszłam tylko polobbować, bo
    oczywiście wiem, że z moim 70JJ nic tam dla siebie nie znajdę. Zapytałam, a pani
    przyniosła mi mininamiocik 70G, najpierw podając informację ustną, choć
    powiedziałam od razu, że będzie za mały. Pani jednak, z bardzo zaciętą miną,
    popędziła po to 70G. Bo przecież będzie pasował. Jest to ta sama pani, która 2
    lata temu sprzedała mi 3 staniki w rozmiarze 85F, i nawet rabat 10 zł dała. Była
    wtedy miła, pomocna, cierpliwa itd.
    --
    79/117 - 70(32)JJ/70P
  • sineira 01.10.08, 21:10
    Spieszę donieść, że lobbowanie zatacza coraz szersze kręgi;)
    Zachęcona napisem "wszystkie rozmiary" wchodzę do małego sklepu w małym mieście,
    pytam o 70I i słyszę:
    - O Jezu, następna wariatka! Powariowały te kobiety! Siedemdziesiąt to se pani
    może w pasie mieć!

    Dodam tylko, że 70 w pasie to miałam daaawno temu:D
    --
    Mrówek
    Twierdza
    "Life has a way of finding you. No matter how artistic a sneak you are." (Thief)
  • przedsesja 02.10.08, 10:13
    Hi, Hi, Hi, ja też mam w pasie aż 10 cm więcej niż pod biustem, o czym niedawno
    się dowiedziałam, a byłam przekonana, że mam tyle samo tu i tam
  • pierwszalitera 02.10.08, 12:42
    Mnie takie rzeczy, to o rozstrój nerwowy przyprawiają i gdyby mnie coś takiego się przytrafiło, to chyba nie zapanowałabym na sobą i baba musiałaby albo pójść z traumą do psychiatry, albo po nowe zęby do dentysty. ;-) Zupełnie w głowie mi się nie mieści, jak można tak traktować klientów. Ja w czasie studiów też dorabiałam sprzedając i moja szefowa, baba 130 kilo, wpoiła mi, że jeżeli klient zażyczy sobie za przeproszeniem gó.na w złotym papierku, to mam nie pytać, nie dyskutować tylko z uprzejmym uśmiechem mu zapakować i basta. I jeszcze polecić się na przyszłość i życzyć dobrego dnia. Teraz już wiem, dlaczego to badziewie, które sprzedawaliśmy, szło jak woda. Tam gdzie cię mile traktują, tam chętnie też wracasz.
  • mrshumphrey 05.10.08, 19:36
    Moja matka jest przekonana o świętości maleńkiego sklepu w naszej zapyziałej
    dzielnicy, więc już kilka razy wyruszałyśmy tam po nowy stanik dla mnie. O
    zgrozo, na stoisku Atlantica (o powierzchni 3 metry kwadratowe) nie znalazłam
    niczego, więc, chcąc nie chcąc, musiałam poprosić ekspedientkę o pomoc.
    Kobieta próbowała mi wcisnąć białe, pseudokoronkowe staniki typu balkonik
    (dobrze zapamiętałam? XD), a kiedy delikatnie jej sugerowałam, że olałabym
    jakieś bardziej wycięte i może bardziej młodzieżowe, mówiła, że na mój biust to
    ona takich nie posiada (mam rozmiar 75A, podobno popularny).
    Dodam, że w chwili, kiedy szukałam tego stanika, miałam bodajże 14 lat.
  • turzyca 05.10.08, 21:50
    Mrshumphrey, a czy Ty jestes plywaczka, kajakarka, kulturystka czy kims takim?
    Bo jak nie, to 75A jest chyba malo prawdopodobne - masz mniej niz 6 cm roznicy
    miedzy biustem i podbiusciem? Zajrzyj moze do naszego watku rozmiarowego - jest
    przyszpilony na samej gorze.
  • karo_ka1 06.10.08, 10:48
    A jak mmie jest dobrze, nawet bardzo dobrze... :)
    Do stacjonarnych sklepów w ogóle nie chodzę - ew. w Chatte popatrzę
    na freyki, porozmawiam z miłą ekspedientką, mimowolnie posłucham
    dochodzących okrzyków z przymierzalni - ojej, jaki mam duży biust
    70C! nie wiedziałam! :D i wychodzę z błogim uśmiechem na twarzy....
    Weszłam sobie też ostatnio do Triumpha i zerknęłam na nową
    kolekcję, która niczym nie różni się od starej, i zauważyłam
    czujnie umieszczone wszędzie na pierwszym honorowym miejscu, boskie
    75B.
  • kuraiko 06.10.08, 23:42
    mój facet nie lubi wchodzić ze mną do sklepów z bielizną, bo się boi
    że się będę kłócić z ekspedientkami...
    dzisiaj przeleciałam przez LaVantil w poszukiwaniu Kostarów i laska
    nawet nie raczyła zapytać "w czym pomóc", ale to raczej do kategorii
    sklepowej się nadaje ;0
  • plica 07.10.08, 07:26
    > dzisiaj przeleciałam przez LaVantil w poszukiwaniu Kostarów i laska
    > nawet nie raczyła zapytać "w czym pomóc", ale to raczej do kategorii
    > sklepowej się nadaje ;0

    hej, ale to calkiem pozytywne jest. ja uwielbiam, jak nikt nie chce mi pomagac. jak zechce pomocy sama podchodze i prosze. ekspedientka powinna jedynie sledzic nienachalnie wzrokiem moje poczynania, aby byc gotowa w razie co do udzielenia mi informacji, porady itd.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 07.10.08, 16:25
    mimo iż dla nas to jest fajne, to jednak należy to do obowiązków
    ekspedientki ;) z tego co wiem, to w niektórych sklepach tego
    wymagają, nie wiem czy w każdym, ale to chyba taki standard. i jak
    dziewczyna siedzi, to mnie się wydaje, że po prostu nie chce jej się
    odzywać. ale nie ma bata, czasem po prostu musisz, nawet jeśli
    jesteś na nogach cały dzień i przez sklep się przewalił tłum
    klientek, to musisz zadać magiczne pytanie "może w czymś pomóc" bo
    kierowniczka śledzi każdy twój ruch....
  • maith 07.10.08, 17:02
    Kuraiko, kiedy kobieta wchodzi do sklepu z bielizną, to zwykle chciałaby
    spokojnie pooglądać (pamiętaj, że co do rozmiaru nikt nie ma wątpliwości,
    przecież wszystkie noszą 75B ;)
    I tu stojąca sprzedawczyni działa jak rodzaj nacisku, uniemożliwia relaksujące
    grzebanie się w ciuchach. I są osoby, które na "może w czymś pomóc?" wychodzą ze
    sklepu. Bo jak ktoś ma pytania, to podejdzie, a jak sklep jest z gatunku "kupię,
    jak coś mi się spodoba" to sprzedawczyni tylko przeszkadza pytaniami. Ale
    oczywiście szefowe są różne, więc się biedne dziewczyny muszą do różnych
    pomysłów dostosowywać.
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • kuraiko 07.10.08, 21:13
    no cóż... to co klient lubi... ale właśnie część klientek lubi jak
    obsługa okaże zainteresowanie. ogólnie ja nawet nie lubię takich
    pytań, ale w przypadku kiedy sklep jest naprawdę duży, to mnie się
    nie chce przeglądać całego asortymentu i to ONA powinna się mnie
    zapytać, to lepiej wygląda niż żeby klient musiał się fatygować do
    znudzonej dziewczyny za ladą...
    w zasadzie to działa tak - po krótkiej chwili podchodzi dziewczyna,
    pyta w czym pomóc, jeśli uzyskuje odp np "tylko oglądam" albo coś w
    tym stylu, to po prostu usuwa się "w cień" i nadal bacznie
    obserwuje, czy klient nie ma jakiś problemów czy też nie wynosi
    czegoś cichcem. i nikt tu nie mówi o sterczeniu nad głową, tylko o
    jednym dyskretnym pytaniu zadanym miłym spokojnym tonem.
    bo tak naprawdę ta dziewczyna nie wie na kogo trafi - czy na osobę
    nieśmiałą, która odczuwa obecność obsługi jako przymus kupna, czy
    też na wymagającą klientkę, która obsługi tej oczekuje, a w razie
    jej braku jest gotowa zwrócić się ze skargą do kierownictwa.
    zatem ekspedientka nie może oczekiwać, że wszyscy klienci należą do
    jednej z tych dwóch grup.
    "Bo jak ktoś ma pytania, to podejdzie" - to jest właśnie błędne
    podejście ;) część osób owszem, tak zrobi. ale część nie musi, bo to
    obowiązek obsługi zainteresować się klientem ;)
  • plica 07.10.08, 19:59
    e to zalezy od sklepu. w niektorych ucza tak jak napisalam.

    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • quintafalsa 07.10.08, 20:54
    A ja lubię gdy wchodzę do sklepu z bielizną i ekspedientka mnie pyta, w czym
    pomóc. Bo zawsze oczekuję jednego: że pomoże mi znaleźć odpowiedni stanik w
    rozmiarze 65E

    I jest mi miło, kiedy nie muszę przeglądać wszystkich wieszaczków, bo ona dobrze
    wie co jest, a czego nie ma. Podaję rozmiar, kryteria i dostaję do przymierzenia
    kilka wieszaczków. Jej to zajmuje chwilę, a ja bym się przekopywała w
    nieskończoność. Poza tym ona wie, co wypada większe i mniejsze, więc od razu
    mogę skorygować swoją zachciankę rozmiarową.

    A poza tym jak idę polobbować do złych sklepów, to mi takie pytanie ułatwia robotę:
    - W czym mogę pomóc?
    - W znalezieniu tutaj rozmiaru 65E
    - (tu miejsce na najgłupszy tekst ekspedientki)


    --
    Śmiechu naszego powszedniego, nie żałuj nam, Panie!
    65/85
  • evolet 07.10.08, 21:10
    Ja wolę najpierw zlustrować asortyment sklepu. Nie wszystko mnie interesuje,
    zazwyczaj idę bez planu co kupić, a poza tym patrzę pod kątem siebie, rodziny i
    znajomych. I nie chce mi się recytować za każdym razem wszystkich rozmiarów, za
    którymi się rozglądam. I raczej kupuję na zasadzie: coś mi się spodoba - pytam o
    rozmiar. Poznański sklep jest wyjątkiem, bo Yoshi na bieżąco informuje co mają i
    jak już się tam wybieram, to rzucam model i rozmiar i jest albo nie. A
    ekspedientka pytająca od wejścia w czym mi pomóc [nienawidzę tego pytania, co
    mam odpowiedzieć? "pani mi znajdzie to, co mam na myśli"? z oglądaniem świetnie
    sobie radzę sama] tylko mnie denerwuje, bo jak wchodzę, to jeszcze nie wiem, co
    mają w sklepie.
    --
    It's better to burn out than to fade away
    67/95 = 65FF/G
  • plica 07.10.08, 21:19
    A
    > ekspedientka pytająca od wejścia w czym mi pomóc [nienawidzę tego pytania, co
    > mam odpowiedzieć? "pani mi znajdzie to, co mam na myśli"? z oglądaniem świetnie
    > sobie radzę sama] tylko mnie denerwuje, bo jak wchodzę, to jeszcze nie wiem, co
    > mają w sklepie.

    jak to co?
    "czy moze mi pani odsniezyc podjazd?"
    albo "strasznie swedzi mnie prawa lopatka, przydaloby sie podrapac"
    albo "mam dzieciaka do odebrania z przedszkola na 16.00"

    :) zgapiam cejrowskiego
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • evolet 07.10.08, 21:25
    no ja jak już się wkurzę, to mówię: proszę za mnie pooglądać;)
    --
    It's better to burn out than to fade away
    67/95 = 65FF/G
  • martvica 08.10.08, 10:52
    plica napisała:
    > hej, ale to calkiem pozytywne jest. ja uwielbiam, jak nikt nie chce mi pomagac.

    Zgadzam się, ale jak pracowałam (w centrum ogrodniczym) to _musiałam_ podejść i
    zapytać każdego nowego klienta z uśmiechem czy mogę pomóc, bo inaczej szefowa
    krzyczała. I naprawdę było mi wstyd i przykro kiedy klient wywracał oczami i
    mówił że sobie poradzi :(
    --
    A ja wolę Wolę
    Rude i Łaciate
    Ogród Martvej
  • kuraiko 07.10.08, 21:17
    to tak podsumowując... po co w ogóle na studiach jest
    przedmiot "obsługa klienta" ;))) na takiej zasadzie mogę sobie
    siedzieć noga na nogę za ladą i przeglądać gazetę tudzież patrzeć
    tępo w przestrzeń... ;)))
    czego jak czego, ale braku zainteresowania ze strony obsługi nie
    znoszę, bo to całkowicie przeczy temu co nam wbijali do głowy na
    zajęciach :P

    no i jeszcze raz podkreślę, że nie należy mylić jednego pytania z
    nachalnością...
  • evolet 07.10.08, 21:24
    Jak pytanie jest zadawane ledwie wejdę do sklepu i kieruję się do wieszaków, nie
    patrząc na sprzedawcę, to dla mnie to jest nachalność;P
    Poza tym były badania, że to pytanie jest wrogo odbierane przez klientów -
    sugeruje ich nieporadność i potrzebę pomocy. Właściwszym jest "czym mogę
    służyć?". Cejrowski ponoć na chęć udzielenia mu pomocy sugeruje noszenie siatek
    albo odśnieżanie schodów;)
    A co do studiów - teoria sobie, praktyka sobie:)
    --
    It's better to burn out than to fade away
    67/95 = 65FF/G
  • kuraiko 07.10.08, 22:50
    uchhhh dla mnie "czym mogę służyć" brzmi okropnie wyniośle, tak
    jakby kobieta się pytała "co tu robisz obdartusie".
    no ja sobie nie wyobrażam braku pytania sprzedawcy w np ekskluzywnym
    butiku z biżuterią. i naprawdę panienki z "bieliźniaków" mogłyby się
    uczyć od pracowników np Kruka - tam mnie - w złachanym skórzanym
    płaszczu bez guzika, sznureczkowej torbie z indyjskiego sklepu,
    traktowano jak potencjalną posiadaczkę kilku dobrze pokrytych kart
    kredytowych ;) pan przy wejściu wita i żegna miłymi słowami klienta,
    w środku oczywiście też pytają w czym pomóc.

    oczywiście to pytanie to taki przykład, ale i częsta praktyka.
    spotkałam się jednak z różnymi innymi wersjami "może pani w czymś
    doradzić", "szuka pani czegoś konkretnego".

    jednak musicie przyznać, że obsługa w stanie gotowości, to nie to
    samo co panienki plotkujące za ladą albo rozmawiające przez tel. na
    zapleczu, czytające gazetę.
    jeśli dziewczyna nie zada żadnego pytania, ale jednocześnie widzę że
    obserwuje moją osobę, to jeszcze ujdzie.
    ale jak ona sobie siedzi i kompletnie olewa klienta, to we mnie po
    prostu buzuje
  • evolet 07.10.08, 23:03
    kuraiko napisała:
    >(...)i naprawdę panienki z "bieliźniaków" mogłyby się
    > uczyć od pracowników np Kruka - tam mnie - w złachanym skórzanym
    > płaszczu bez guzika, sznureczkowej torbie z indyjskiego sklepu,
    > traktowano jak potencjalną posiadaczkę kilku dobrze pokrytych kart
    > kredytowych ;) pan przy wejściu wita i żegna miłymi słowami klienta,
    > w środku oczywiście też pytają w czym pomóc.
    >

    Bo w Kruku wiedzą, że lepiej sprzedać dużo drobiazgów niż niewiele wyszukanych
    cudów. A poza tym rodzinka Kruków jest zupełnie normalna i nie oceniają po
    wyglądzie, bo pozory mogą mylić:)

    > oczywiście to pytanie to taki przykład, ale i częsta praktyka.
    > spotkałam się jednak z różnymi innymi wersjami "może pani w czymś
    > doradzić", "szuka pani czegoś konkretnego".
    >

    te wersje brzmią o wiele lepiej:)

    > jednak musicie przyznać, że obsługa w stanie gotowości, to nie to
    > samo co panienki plotkujące za ladą albo rozmawiające przez tel. na
    > zapleczu, czytające gazetę.
    > jeśli dziewczyna nie zada żadnego pytania, ale jednocześnie widzę że
    > obserwuje moją osobę, to jeszcze ujdzie.
    > ale jak ona sobie siedzi i kompletnie olewa klienta, to we mnie po
    > prostu buzuje

    Nie no nie można popadać w skrajności. Ja też przepracowałam kilka lat na
    stanowiskach tzw. "pierwszego kontaktu z klientem" i wiadomo, że klient ma się
    czuć zauważony i że obsługa jest na jego skinienie. Ale lepiej zacząć od
    uśmiechu i "dzień dobry" na wejściu niż od ataku:)
    --
    It's better to burn out than to fade away
    67/95 = 65FF/G
  • kuraiko 07.10.08, 23:16
    hmm co do Kruka... to właśnie chyba norma obsługi w ekskluzywnych
    sklepach. jak mawia moja mama - oni nie mogą założyć, że jak ktoś
    wygląda "biednie" to niczego nie kupi. po pierwsze pozory mylą -
    część dzianych ludzi ubiera się często tak, że nie widać po nich
    majątku, po drugie - klient może mieć uciułane pieniądze na coś, po
    trzecie - być może kiedyś wróci i wyda tu pieniądze. a źle
    potraktowany nie wróci :P albo wróci i strzeli focha (moja mama tak
    zrobiła raz u modystki). ja się nasłuchałam od mamy scenek, np
    dziany lekarz, w lnianym a więc wymiętym garniturze, niedogolony,
    wpadł do Marionnaud po perfumy, a miał słabość do markowych...
    poprosił o jakieś tam z górnej półki, na co panienka "ale one są
    drogie..." (!!!!!!!!!!!!) szok


    co do obsługi - to w części "bieliźniaków" jeśli dziewczyny nie są
    zajęte porządkowaniem towaru, to najczęściej siedzą za ladą... i
    nic. oczywiście jak klient powie dzień dobry, to i odpowiedzą. i na
    tym się kończy.
    oczywiście nie generalizuję, bo to zależy od tego jaka dziewczyna w
    danym dniu obsługuje. jednego dnia może być ani be ani me, a kiedy
    indziej normalna obsługa. akurat rzadko się spotykałam z
    nadgorliwością. częściej zdecydowanie w drogeriach
  • h4szi 08.10.08, 00:16
    Co do obdartusów w sklepach :)
    Historia autentyczna co prawda sprzed jakiś 10 lat. Wpada facet w kufajce i
    ubłoconych gumofilcach do salonu meblowego. Obsługa ciut zdziwiona ale grzeczna.
    W rezultacie facet mówi proszę to, to, to i to i załadujcie na to auto na
    zewnątrz. Płaci gotówką kilkanaście tysięcy :)
    I dlatego mądrzy sprzedawcy nie olewają źle ubranych klientów.
    --
    69/98-102
  • sangria21 07.10.08, 23:22
    Jeśli kowboj Cza-Cza faktycznie częstuje takimi tekstami uprzejme
    sprzedawczynie, potwierdza to tylko moje zdanie o nim - moim zdaniem jest
    człowiekiem bezczelnym, bez szacunku dla innych ludzi. Wybaczcie, ale tekst
    "może mi pani odśnieżyć schody" - do kobiety w sklepie? Przecież to jest po
    prostu chamskie i w złym świetle stawia mężczyznę :/. Nie znoszę takich ludzi,
    którym wydaje się, że są elokwentni a są po prostu niewychowani. To tak dygresyjnie.

    A tekst "W czym mogę pani pomóc" jest moim zdaniem całkowicie neutralny, o ile
    sprzedawczyni nie narzuca się z chęcią pomocy w sytuacji, kiedy jej nie
    potrzebuję. Wiadomo, że jeśli nawiązuję np kontakt wzrokowy to znaczy, że chcę,
    żeby mi coś doradzić :). A tekst "Czym mogę służyć" jest moim zdaniem kompletnie
    sztuczny, i niepotrzebnie nadęty, bo ja od obsługi w sklepie nie oczekuję służby
    tylko właśnie pomocy (przecież to nic hańbiącego i po to obsługa w sklepie jest)
    w sytuacji, kiedy nie wiem, czy np. są jeszcze rozmiary w interesującym mnie
    kolorze albo gdzie są przymierzalnie.
  • plica 07.10.08, 21:25
    nie wiem po co. ale akurat taka mam prace, ze miedzy innymi obsluguje. tylko ze to troche inaczej wyglada niz w sklepie. przylaza, rozgaduja sie, opowiadaja historie, o rodzinie, polityce, stanie srodowiska, rynku i gospodarce i w ogole :)
    wiem jedno klient obojetnie niesmialy czy smialy chce czuc sie wazny i miło. i sa rozne drogi aby to osiagnac :)
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kuraiko 07.10.08, 22:53
    bo to było pytanie retoryczne ;)
    bo mnie się wydaje, że jednak to czego się nauczyłam ma sens i jest
    oparte na jakiś badaniach i spostrzeżeniach.
    przecież gdyby najczęściej było tak, że klient nie chce
    zainteresowania, to uczono by, że obsługa ma siedzieć cicho i czekać
    na sygnał ze strony klienta ;)
    najgorsze jest to, że nie można powiedzieć klientowi nic
    chamskiego ;P
    ale np słyszałam, że znajoma pracująca w Tesco w Dublinie kazała
    upierdliwemu klientowi spadać (albo nawet gorzej) i nie wyrzucono
    jej z pracy. no chyba że nie złożył skargi :P
  • maith 08.10.08, 03:26
    Kuraiko, bo to nie jest tak, że źle Cię uczyli, tylko... dopasowali Wasz program
    z założenia do biura podróży/hotelu, gdzie ludzie nie przychodzą pooglądać,
    tylko z założenia potrzebują interakcji z personelem.

    Dlatego jeśli ktoś wchodzi np. do biura podróży (czy agencji prowadzącej wiele
    biur), to należy do niego od razu podejść, bo klient nawet jeśli nie wie, czego
    dokładnie potrzebuje, to będzie tego szukać rozmawiając z pracownikiem biura,
    który będzie mu podsuwał pod nos konkretne oferty, albo przedstawi mu katalogi,
    gdzie znajduje się najwięcej dopasowanych do jego potrzeb ofert.

    Tymczasem w sklepie z odzieżą bardzo często jest tak, że klientka przyszła np.
    "bo są akurat wyprzedaże" albo "bo akurat jest w centrum handlowym, to zobaczy,
    czy nie ma czegoś ciekawego" i chodzi po różnych sklepach. Jeśli coś jej się
    spodoba i będzie pasować cenowo, to to kupi, ale często nie wie od razu, co
    konkretnie jej się spodoba, więc pytanie od wejścia odbiera jako atak.
    Szczególnie, że niektóre głupie sprzedawczynie zachowują się czasem tak, jakby
    klientka miała powiedzieć co chce (np. czarną bluzkę w rozmiarze L) i kupić ją
    bez mierzenia. A odpowiedź "tylko oglądam" odbierają jako "łażą takie, nic nie
    kupią". To błąd i niekompetencja. Ale takie sprzedawczynie spowodowały, że
    klientki częściej reagują na podejście personelu, jako na wymaganie od nich
    natychmiastowego zakupu.

    Dodatkowo w sklepach, gdzie klient może się spodziewać większej samodzielności
    jest po prostu trochę więcej poziomów zachowań, od najgorszego do najlepszego.

    1) Wiadomo, że kobieta siedząca i piłująca paznokcie, czy plotkująca z
    koleżanką, nie reagując na klientkę, która podeszła do kasy, to poziom najniższy.
    0) No nie, gorsze są jeszcze chamskie uwagi, ale to zdarza się chyba tylko w
    bieliźniakach.
    2)Potem są różne formy zwracania uwagi na klientkę. Bo jest różnica między "w
    czym mogę służyć" czy "w czym mogę pomóc" na które biedna klientka odpowiada
    usprawiedliwiająco "tylko oglądam" a łagodniejszym stwierdzeniem
    "jeśli będę mogła w czymś pomóc, wystarczy poprosić" (i tu wskazanie ręką w
    kierunku kasy).
    3) Istnieje też możliwość przywitania klientki i zaproszenia do środka (jak
    opisałaś w Kruku), gdzie bez nachalności dali Ci sygnał, że możesz się tam czuć
    całkowicie swobodnie, a jednocześnie stało się dla Ciebie oczywiste, że w razie
    czego oni chętnie pomogą.

    Widzisz różnicę? :)
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • pierwszalitera 08.10.08, 12:57
    Ależ to nie całkiem tak! Obowiązkiem sprzedawcy jest klienta zauważyć, przywitać i rzucić grzecznościowy zwrot typu "czy mogłabym w czymś pomóc". To całkiem normalne i nie powinno być traktowane jako nachalność. Klientka, która nie ma konkretnej prośby, odpowiada wtedy tak samo grzecznie, ale pewnie: "dziękuję bardzo, chcę się (najpierw) rozejrzeć". To są tylko takie uprzejmości wymieniane między sprzedającym i kupującym, i tak należy je traktować. To automatyzmy, przy których nie trzeba mieć żadnych emocji. Jaka biedna klientka zaatakowana przez sprzedawcę? Jeżeli ma się problemy z domaganiem się praw jako klient, to trzeba trenować pewność siebie w domu, a nie wymagać od sprzedawcy, by telepatycznie wyczuwał, która klientka życzy sobie pomocy, a która reaguje alergicznie, albo panicznie na zapytania. Ja się nawet nie zastanawiam na tym, czy ekspedientki traktują moje oglądanie jako łażenie i nie kupowanie. Mam dostatecznie zajętą głowę ludźmi, którzy coś dla mnie znaczą, by nie kierować się tym co myślą o mnie ekspedientki. Robicie jakiś problem, gdzie go w ogóle nie ma. Ja wolę takie, które pytają, niż takie, które trzeba godzinami szukać po sklepie, gdy faktycznie się czegoś potrzebuje.
  • maith 08.10.08, 17:19
    Pierwszalitero, w tym tekście nie chodzi o to, co która z nas osobiście woli,
    tylko o to, jak najlepiej sprzedawczyni może dopasować zachowanie do jak
    największej ilości klientek.

    Jesteś pewna, że jesteś przykładem typowej klientki, jakie Kuraiko będzie mogła
    obsługiwać w Rzeszowie, jak znajdzie tę pracę?

    Zresztą nieważne. Podałam różne poziomy zachowań - od najgorszego (najbardziej
    prymitywnego) do najlepszego (zapewniającego klientowi rzeczywisty komfort
    zakupów). A Ty na to reagujesz, że "jeżeli ma się problemy z domaganiem się praw
    jako klient". No weź się nie wygłupiaj.

    Czy jak przeczytasz gdzieś, że dawniej stomatolodzy rwali obcęgami na żywca,
    potem poziom komfortu i usług wzrósł, a teraz w eleganckich gabinetach mili
    ludzie podają nam znieczulenie itd. to też zareagujesz "Mnie tam mogą zęby rwać
    na żywca, a jak ktoś ma problem z bólem, to niech coś tam"? ;)


    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • pierwszalitera 08.10.08, 21:00
    > Pierwszalitero, w tym tekście nie chodzi o to, co która z nas osobiście woli,
    > tylko o to, jak najlepiej sprzedawczyni może dopasować zachowanie do jak
    > największej ilości klientek.

    A skąd ty w ogóle wiesz, czego wymaga większość klientek, że jakieś poziomy sobie układasz? I od kiedy to zapytanie "czy mogę w czymś pomóc" jest rwaniem zębów? Jaki ból, jaka agresja? Nie ma też powodów, by na takie pytanie ekspedientki odpowiadać opryskliwym "w tej chwili w niczym". To ty się nie wygłupiaj. Niektórzy wszędzie widzą tylko ataki, nawet w grzecznościowych formach, używanych zresztą we wszystkich cywilizowanych krajach. Normalni ludzie nie mają kompleksów w stosunku do ekspedientek.
  • maith 08.10.08, 23:04
    Pierwszalitero, o tym, że wypowiedź "w czym mogę pomóc" jest już dość...
    przestarzałą formą komunikacji z klientem w sklepie możesz przeczytać w wielu
    miejscach. I o tym, że klienci różnie na to reagują. Np. tu:
    sprzedaz.nf.pl/Artykul/6440/Zawod-sprzedawca/HANDEL-KLIENT-SPRZEDAZ/
    Nie zauważyłaś, że ja w ogóle nie zastanawiałam się tu czy MNIE cokolwiek w
    sprzedawczyniach irytuje, tylko co SPRZEDAWCZYNI
    może zrobić, żeby zachować się optymalnie i w efekcie zostać odebrana
    pozytywnie, a jednocześnie nie narazić się na niechętne reakcje

    Nie potrafisz spokojnie zastanowić się, jakie reakcje byłyby najmilej widziane
    przez klientów? I pozwoliły uniknąć niepotrzebnych spięć? Zamiast tego od razu
    wyjeżdżasz z kompleksami wobec sprzedawczyń i z tym, co Ty myślisz o klientkach,
    którym takie pytanie mogłoby się nie spodobać.

    Problem w tym, że jeśli Kuraiko zostanie sprzedawczynią, to przyda jej się
    raczej informacja, jak to zrobić, żeby uniknąć irytacji części klientek (bo
    część reaguje na to irytacją, to akurat fakt) i jak wywoływać pozytywne
    nastawienie. Bo dobry humor najczęściej najlepiej przekłada się na chęć zakupu.

    Nie mam pojęcia, czemu podchodzisz do tego tak osobiście. Przykład z wyrywaniem
    zębów podałam, żeby już potem Tobie pokazać, że Twoja reakcja była zupełnie nie
    na temat. A ty cały czas ciągniesz to, co myślisz o takich klientkach.
    Klientki są jakie są. Uważasz, że Kuraiko powinna stanąć na środku sklepu i je
    pouczać?

    Jak napisałaś, że odpowiedź "w tej chwili w niczym" jest opryskliwa, to najpierw
    mnie przytkało, a potem sobie przypomniałam Twój tekst o tym, jak wyglądało
    Twoje szkolenie do roli sprzedawczyni (ten z gów.em w złotym papierku). I
    przykro mi, ale to wygląda na ewidentną próbę przeniesienia jakichś własnych
    kompleksów. Wiem, że się do tego nie przyznasz, nie musisz, nie o to chodzi. Ale
    może zastanów się nad tym sama na spokojnie.

    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • pierwszalitera 09.10.08, 00:40
    Ha, ha, ha. Trzeba przyznać, że bardzo dokładnie mnie czytasz,
    szkoda tylko, że nic nie rozumiesz. ;-) Piszesz o reakcjach u
    klientów i unikaniu spięć. Powtarzam: nie mieści mi się w głowie, co
    w wyrażeniu "czy mogę w czymś pomóc" może wywoływać spięcia? Mogę
    wytłumaczyć to sobie tylko kompleksami u klientek. A kompleksów nie
    mam zamiaru popierać, ani u nikogo pielęgnować, bo to patologia.
    Przecież to tylko zupełnie niewinne zdanie i interpretowanie w nie
    ataków na klienta to całkowita bzdura. Jak ktoś nie życzy sobie
    pomocy, to może równie grzecznie odmówić. O co ci właściwie chodzi?
    Nie atakuję tu (biednych) klientek, zupełnie źle mnie rozumiesz,
    tylko chcę, by osoby reagujące nieśmiale i właśnie podobnymi
    irytacjami, spojrzały raz na sprawę z innej, moim zdaniem oczywistej
    strony. Ekspedientki właśnie PO TO są, by udzielać pomocy w
    sklepach. Jest cała masa klientów, która tego właśnie wymaga i czuje
    się wręcz nieuprzejmie traktowana, gdy ekspedientka nie pojawi się
    od razu. Ci też wolą pozytywne nastawienie przy zakupach. O
    optymalnym zachowaniu dla wszystkich nie ma więc mowy. No chyba, że
    sklepy zaczną zatrudniać odpowiednio wyszkolonych psychologów
    komunikacyjnych z długoletnim klinicznym doświadczeniem,
    odgadujących nastawienie klienta nawet bez słów. Żeby, broń Boże,
    nie zrazić ŻADNEJ klientki. ;-)
    W artykuliku, który podałaś, nie znalazłam żadnego sensownego
    argumentu przeciwko "w czym mogą pomóc". Dla niektórych po latach
    komunistycznego lekceważania w sklepach, to może ciągle jeszcze
    egzotyczne, dlatego irytujące, i głupie odpowiedzi to bynajmniej nie
    jak pisze autor :"właściwy powód tych symbolicznych zachowań leży w
    ogromnym postępie jaki poczyniliśmy jako społeczeństwo w roli
    klienta". Ciekawy postęp w idiotyzmach typu "Pożycz Pani stówkę".
    Tego typu reakcja nie świadczy wcale o pewności siebie i swoich
    życzeń, tylko o braku obycia i słabości ukrywanych pod płaszczykiem
    impertynencji. A może ta ekspedientka faktycznie nam w czymś może
    pomóc? Może pokaże najszybszą drogę do rzeczy z przeceny? ;-)
    I nie wytykaj mi osobistego podejścia, skoro sama nie potrafisz
    utrzymać dystansu. Wyszukiwanie nieistotnych cytatów z moich
    starszych postów, tylko o tym świadczy. Nie baw się u mnie w
    psychoterapeutkę, bo znajdę może coś u ciebie.
  • maith 09.10.08, 18:04
    Pierwszalitero nie mam pojęcia, co Cię tak potwornie ugryzło w tym temacie.

    Tobie się nie mieszczą w głowie fakty, to co? Chcesz doradzić Kuraiko, żeby
    pouczała klientki? Głupi pomysł.

    W artykule akurat napisano wyraźnie, że takie zachowania zaraz po końcu
    komunizmu były właśnie miłą odmianą, ale teraz już coraz częściej wywołują
    irytację. To nawet nie był opis zjawiska, tylko podanie faktu, pewnej zmiany, z
    którą sprzedawcy muszą sobie po prostu poradzić.

    Chęć pomocy można okazać w bardzo różny sposób i mogłyśmy sobie o tym spokojnie
    podyskutować, ale Ty, przykro że muszę to napisać, dostałaś jakiegoś szału.

    Ps. Naprawdę ubzdurałaś sobie, że marnuję czas na wyszukiwanie Twoich
    wcześniejszych wypowiedzi? ;)
    Zmartwię Cię, to tak nie działa. Niektórym po prostu pamięć podrzuca znacznie
    więcej powiązanych z nawet nieistotną sprawą szczegółów.

    Skończmy to, bo robi się jakiś zupełny offtop od offtopu.


    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • pierwszalitera 09.10.08, 20:40
    maith napisała:

    > Tobie się nie mieszczą w głowie fakty, to co? Chcesz doradzić
    Kuraiko, żeby
    > pouczała klientki? Głupi pomysł.

    > Chęć pomocy można okazać w bardzo różny sposób i mogłyśmy sobie o
    tym spokojnie
    > podyskutować, ale Ty, przykro że muszę to napisać, dostałaś
    jakiegoś szału.

    Nie musi ci być przykro. Przykre jest, że jeden netowy artykuł i
    opinie małej grupy kobiet, statystycznie niesprawdzone informacje do
    tego, uważasz za fakty uprawniające cię do osobistego ulepszania
    handlowych strategii. No tak, ale ty znasz się chyba na wszystkim.
    Geniusz uniwersalny. Zresztą mam i tak wrażenie, że chciałaś tylko
    wymądrzyć się przed Kuraiko, bo lubisz dowalać komuś, kogo uważasz
    za słabszego. A jak wskażesz mi miejsce, w którym proponuję pouczać
    przez sprzedawcę klientki, to prześlę ci na konto tysiąc euro.
    I nie będę już wypowiadała się pod żadnymi twoimi postami, bo nie
    tolerujesz innego zdania oprócz własnego. Dyrektorować to sobie
    możesz innych.

  • turzyca 09.10.08, 19:47
    Sa takie zwroty, ktore swietnie brzmia w jezykach obcych, ale tlumaczone na
    polski brzmia sztucznie. W Niemczech mowi sie na koniec zakupow albo "milego
    wieczoru" albo "milego weekendu" albo "jeszcze milego dnia" - szczegolnie to
    ostatnie brzmi po polsku strasznie.
    Tak samo jest z tym "pomocowym" zwrotem. On po prostu kiepsko brzmi, a jesli do
    tego wypowiadany jest agresywnym tonem, a klientka chcaca tylko poogladac jest
    obrzucana nieprzyjemnym spojrzeniem (a to sie jednak dosc czesto zdarza) to nic
    dziwnego, ze u wielu osob nie budzi cieplych skojarzen. Niezaleznie od intencji
    wprowadzenia go.
    Zdecydowanie lepsze jest odejscie od sztampy albo przynajmniej wypowiadanie tego
    zdania w mily sposob i reagowanie na "tak sobie ogladam" jakims cieplo
    wypowiedzianym zdaniem, jak np. "jesli bedzie pani potrzebowac pomocy, prosze
    mnie zawolac"
  • turzyca 10.10.08, 00:31
    pierwszalitera napisała:

    >Powtarzam: nie mieści mi się w głowie, co
    > w wyrażeniu "czy mogę w czymś pomóc" może wywoływać spięcia? Mogę
    > wytłumaczyć to sobie tylko kompleksami u klientek.

    Ja tez moge sie dziwic. Ale jakby na to nie patrzec jest to fakt, mnostwo osob nie cierpi tego zwrotu. I nie wynika to z ich kompleksow, ale z jego sztucznosci. Szczegolnie ze polscy szkolacy zapominaja poinformowac, ze za tym powinna isc faktyczna chec pomocy. A jak to u nas wyglada? Weszlam do sklepu, uslyszalam wywarczane "w czym moge pomoc?" powiedzialam, ze szukam malej czarnej, pani wskazala na pierwszy wieszak w zasiegu wzroku "tu sa fioletowe" i wywarczala, ze czarnych nie ma. Byly. Dwa stojaki dalej.
    Irytuje wyswiechtana, kiepsko brzmiaca fraza nie bedaca w zaden sposob wyrazem checi pomocy. Irytuje brak faktycznej pomocy. Irytuje arogancja i dzialanie na odczepnego. A wiesz, co? W sklepach w ktorych lubie bywac nie slysze tego koszmarnego zwrotu, a jednak wiem, ze personel pomoze. Oni mowia to samo, ale innymi slowami. I w efekcie bankrutuje z wdziekiem. ;)
  • sangria21 08.10.08, 17:30
    Zgadzam się w całej rozciągłości z Tobą :). Obsługa w sklepie jest dla klienta,
    nawet, jeśli klient jest tylko potencjalny. Śmieszne, ale kiedyś, jak miałam
    trochę niższą samoocenę, to mi się właśnie wydawało, że sprzedawcy patrzą się na
    mnie jak na potencjalną złodziejkę, że się krzywią, bo przymierzam i nie kupuję
    itp... a teraz w ogóle chodząc po sklepie nie rozmyślam nad takimi rzeczami :).
    Powiedzenie "dziękuję, tylko oglądam" mnie też nie boli. O wiele bardziej
    denerwuje mnie, kiedy obsługa jest nieuprzejma, albo nie zwraca uwagi na moje
    potrzeby jako klienta ("nie dam pani 70D" - szczyt!).
  • maith 08.10.08, 18:40
    Co do reakcji indywidualnych, to ja na "w czym mogę pomóc" odpowiadam zwykle "w
    tej chwili w niczym".
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • ametyst89 08.10.08, 20:23
    sangria21 napisała:

    > ("nie dam pani 70D" - szczyt!).

    Troszkę offtopując...
    Ekhem miałam przyjemność pracować z dziewczynami, którym zdarzało się powiedzieć
    "80B? Ja Pani tego nie sprzedam!"

    A teraz odpowiedni kontekst: Było to (powiedziane z uśmiechem) dla dobra bardzo
    szczupłej klientki, która po odpowiednim obmierzeniu wyszła z 65FF ;)
    --
    Byłam ofiarą fobii literowej. A potem odkryłam LMB ;)
  • sangria21 08.10.08, 20:56
    W takim razie było to zachowanie bardzo nieprofesjonalne i niemiłe. Ja "dzięki"
    takim paniom z bieliźniaków, reprezentującym przeciwny obóz niż Twoja koleżanka,
    mam mój mały biust rozsmarowany po klatce piersiowej (masaże na szczęście trochę
    pomagają ale mogły by bardziej :( ). Lepiej, żeby koleżanka zaproponowała tej
    klientce prawidłowy rozmiar do zmierzenia, powiedziała, że taki stanik będzie
    lepiej spełniał swoją funkcję, którą jest podtrzymanie piersi itp. Gdybym w
    sklepie usłyszała, nawet w bardzo dobrej wierze powiedziane, "Nie sprzedam pani
    tego stanika." to już bym się okręciła na pięcie i wyszła nie czekając na dalszą
    część zdania, bo jeszcze pamiętam, jak sprzedawczynie reagowały na moje
    nieśmiałe prośby o większą miseczkę kiedy miałam kilkanaście lat.
  • ametyst89 08.10.08, 21:34
    Czasem wiadomo kiedy można sobie pozwolić na takie żarty :) Oczywiście było to
    na zasadzie rozmowy troszkę luźniejszej od standardowych, jakie zazwyczaj mają
    miejsce na stanowisku pracy. Zgadzam się, że taki ton rozmowy zazwyczaj nie ma
    miejsca i popieram formalne formy et caetera, ale z niektórymi klientkami można
    porozmawiać bardziej na luzie ;) Proponowana przez Ciebie forma jest naturalnie
    używana rutynowo, chociaż już spotkałam się z agresywną wręcz klientką, która na
    delikatne (naprawdę bardzo delikatne) propozycje przymierzenia węższego obwodu i
    większej miseczki o mało nie pobiła koleżanki ^^
    --
    Byłam ofiarą fobii literowej.
  • kuraiko 08.10.08, 23:03
    jednak to może być też ok... załóżmy, że ekspedientka
    jest "uświadomiona", sklep ma szeroki asortyment (załóżmy,
    że "rzucili" na stan te nowe Kostary :P ogólnie węższe obwody, miski
    do G - no taki sklep na "prowincji"). wchodzi klientka, ekspedientka
    pyta w czym pomóc albo dowolne pytanie z tej kategorii.
    załóżmy, że klientka to miły acz nieśmiały typ, czyli odpowiada,
    owszem, że chciałaby nabyć np białe 75B nie push up. i w tym
    momencie ekspedientka może się upewnić co do wymiarów itd,
    zaproponować dziewczynie co innego.
    oczywiście takie coś to można jeszcze np w przymierzalni, ale moim
    zdaniem lepiej na wstępie.
    nieśmiały typ jest taki, że raczej sam nie zada pytania, ale na
    pytanie od obsługi może odpowiedzieć szczerze czego szuka, wiem coś
    o tym ;)

    wklejałam ostatnio linka do artykułu, gdzie się wypowiadała pani z
    Oblicie, że klientki proszące o 75B wychodzą od nich z przeważnie
    większymi miskami i mniejszymi obwodami. bez dialogu między obiema
    stronami to byłoby niemożliwe ;)
    oczywiście może być też tak, że klientka pierwsza się zwraca o
    pomoc. no ale nie zawsze tak jest, skoto "ja tylko oglądam" i nie
    przeszkadzać mi xD

    weźmy pod uwagę, że my wiemy czego chcemy i wiemy, że to jest dobre,
    a rzesze kobiet szukają tego co jest dla nich złe...
    tylko powinna być jeszcze uświadomiona obsługa, a nie panie piejące
    z zachwytu nad bułkami, a na prośbę o miskę większą niż 70D podają
    75D :/
  • maith 08.10.08, 23:12
    Różnica jest taka, że:
    - jeśli ekspedientka wciska nam na siłę co ma, to liczy się dla niej tylko
    moment zapłaty (i opróżnienia magazynu). Taka klientka jak na spokojnie w domu
    zobaczy, co kupiła, to jest wściekła i będzie OMIJAĆ sklep szerokim łukiem
    (to jest działanie na krótką metę)

    - a jeśli ekspedientka widzi, że klientka bierze coś, co jest dla niej gorsze i
    proponuje jej rzecz lepiej dopasowaną do jej potrzeb, to klientka w domu jeszcze
    bardziej się tym zakupem zachwyci i to ta klientka BĘDZIE WRACAĆ
    (to jest działanie na długą metę)

    Oszukiwanie klientek się po prostu nie opłaca.
    Pokazywanie nowych nieznanych możliwości wręcz przeciwnie.

    Nawet jeśli na krótką metę wciskaczka kitu sprzeda więcej, to na dłuższą metę to
    ona zbankrutuje, a sprzedawczyni przedstawiająca (uczciwie!) nowe możliwości
    będzie konsekwentnie budować (dobrą) markę sklepu.
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • evolet 10.10.08, 01:13
    maith napisała:
    2)Potem są różne formy zwracania uwagi na klientkę. Bo jest różnica między "w
    > czym mogę służyć" czy "w czym mogę pomóc" na które biedna klientka odpowiada
    > usprawiedliwiająco "tylko oglądam" a łagodniejszym stwierdzeniem
    > "jeśli będę mogła w czymś pomóc, wystarczy poprosić" (i tu wskazanie ręką w
    > kierunku kasy).

    Spędziłam dziś cały dzień na łażeniu po sklepach. Ani razu nie padł zwrot typu:
    "jeśli będę mogła w czymś pomóc, wystarczy poprosić". Tylko sztampowe
    wyświechtane: "w czym mogę pomóc?" a na moją odpowiedź: "szukam długich ciemnych
    prostych spodni, nie zwężanych, nie dzwonów, dopasowanych, ale nie obcisłych,
    nie spłaszczających pupy, ale też nie pogrubiających, z normalnym stanem, nie
    biodrówki i nie wysokie, bez cekinów itp ozdóbek (szeroki uśmiech, koniec
    cytatu:] )" padało zamurowane: "yyy nie, takich nie mamy", w tył zwrot i zlew
    totalny. Chwilę później dokładnie takie spodnie niosłam do przymierzalni, a na
    prośbę o inny rozmiar ekspedientka zapytała: "a skąd je pani wzięła?". No bez
    komentarza...

    Ja naprawdę wolę sobie sama pooglądać. Idzie mi to lepiej niż paniom z obsługi,
    albo natrafiam na tak beznadziejne sklepy. W Poznaniu znam tylko kilka z
    naprawdę kompetentną obsługą. A pytania "w czym mogę pomóc" nie znoszę nie z
    powodu kompleksów, tylko z powodu jego nieszczerości i beznadziejności. W
    20-30stym sklepie naprawdę mam ochotę warczeć gdy po raz kolejny natrafiam na
    niezorientowanego sprzedawcę i nie chce mi się odpowiadać, że chcę tylko
    pooglądać, bo tego tekstu też nie cierpię. A jak odpowiadam krótko szczerze i z
    uśmiechem, że np. szukam ładnych spodni, to pani biega i mi pokazuje wszystkie,
    jakie mają. To już naprawdę wolę je na wieszakach pooglądać, niż 8 razy mówić,
    że nie o takie mi chodziło i co mi w nich nie pasuje -ale to jakie? -nie wiem,
    nie takie, jak zobaczę, to będę wiedziała, że to te.
    --
    It's better to burn out than to fade away
    67/95 = 65FF/G
  • plica 08.10.08, 07:22
    > najgorsze jest to, że nie można powiedzieć klientowi nic
    > chamskiego ;P

    z tym tez sie nie zgodze. niektorzy to lubia. trafil mi sie klienta taki - starszy pan i strasznie lubil mnie w ewersji "jedza"
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • kumakk 07.10.08, 23:10
    tam jest "poprzez czułość, przez kochanie" :)
  • teqila25 08.10.08, 13:01
    tak was czytam i się zastanawiam że po co wam personel w sklepie jak wszystko
    jest dla was złe,niepoprawne itp.Ja się zastanawiam że w takim razie powinni dla
    wszystko rzucić do kosza i niech sobie robią co chcą (klienci)gdyby nie to w
    czym mogę pomóc to do tej pory nosiłabym 75c a tak dzięki takiej obsłudze mam
    dobrze dobrany i trzymający biust stanik:)i uważam że taką mają prace to lepsze
    niż całkowite olewanie klienta,narzekać to każdy potrafi a jak ja patrze że te
    panie stoją tam cały dzień,i muszą wysłuchiwać wszystkiego co klient mówi to
    czasem mi ich po prostu żal.
  • pierwszalitera 08.10.08, 13:14
    A ja myślę, że to takie typowo babskie gadanie. We wszystko wpierniczamy za przeproszeniem emocje. Nie trzeba ekspedientek żałować, ale nie trzeba też się ich bać i traktować jako zagrożenie. Do sprawy zakupów podchodzi się profesjonalnie, a jak się nie wie jak, to pyta się podręcznego faceta. Oni dadzą nam zawsze logiczną i gwarantowanie beznamiętną radę. ;-) Emocje zachowajmy sobie raczej na radość z zakupu, albo żal z wydanych pieniędzy. ;-)
  • kuraiko 08.10.08, 13:44
    no ba :)) dla ekspedientki nie ma nic gorszego niż marudny i
    upierdliwy klient. znajoma, o której już wspominałam, pracująca w
    drogerii, miała np całonocne koszmary o upierdliwej klientce
    wybierającej kilka godzin lakier do paznokci :DDD
    tak naprawdę po kilku godzinach to dziewczyny by sobie siadły,
    napiły się herbaty, a tak muszą stać i zadawać te upierdliwe pytania
    klientom ;P (no i cichaczem rozmawiać z koleżanką ;) ja często
    przychodziłam do niej na pogaduchy po praktykach w sąsiedztwie,
    dopóki nie dostała opieru od kierowniczki. a co ciekawe - ta
    kierowniczka chciała też MNIE nagadać. a moim zdaniem popełniłaby
    srogi błąd, bo mimo iż przychodzę na pogaduchy, to przy 75%
    odwiedzin coś kupuję i nie zawsze jest to tani drobiazg ;) więc
    robiąc mi wyrzuty straciłaby klientkę :/)

    tak jeszcze a propos różnych zachowań personelu, to w starym sklepie
    społem przed laty była jak ją moja mama nazwała "baba", która czaiła
    się za regałami czy ktoś nie kradnie. i moja mama coś tam oglądała i
    nagle zza węgła baba robi "łyp". dlatego przestała tam kupować, bo
    czuła się niemiło...
  • pierwszalitera 08.10.08, 14:06
    kuraiko napisała:

    > tak jeszcze a propos różnych zachowań personelu, to w starym sklepie
    > społem przed laty była jak ją moja mama nazwała "baba", która czaiła
    > się za regałami czy ktoś nie kradnie. i moja mama coś tam oglądała i
    > nagle zza węgła baba robi "łyp". dlatego przestała tam kupować, bo
    > czuła się niemiło...

    Ja też nie lubię jak traktuje się mnie jak złodzieja, ale.... skoro sprzedawcy łykają, to znaczy, że mają problem ze złodziejami, a najczęściej jest tak, że złodziej na złodzieja nie wygląda. Tylko właśnie jak całkiem normalny klient. A za skradziony towar ktoś i tak będzie musiał zapłacić. Najczęściej właśnie uczciwy kupujący następną podwyżką cen. Więc może zachowanie baby za regałem nie było zbyt eleganckie, ale nie trzeba tego brać aż tak osobiście. :-)
  • ametyst89 08.10.08, 20:28
    W części sklepów za skradziony towar ekspedientki płacą z własnej pensji :/
    Pewnie dlatego tak łypią, chociaż nie jest to miłe i sama nie mogłabym tak
    dyszeć na karku klienta :P
    --
    Byłam ofiarą fobii literowej.
  • kuraiko 08.10.08, 22:50
    niestety wiem, że tak jest... ale ta pani to był jeszcze "relikt
    PRLu", w innych sklepach nie czułyśmy na sobie spojrzenia.
    teraz chyba część personelu jest tak przygotowywana, aby patrzeć
    klientowi na ręce, ale tak aby się nie poczuł absolutnie obserwowany.
    czytałam o ochroniarzach z Rossmana łażących za niezdecydowanymi
    dziewczynami, mnie też to parę razy spotkało, że widziałam że pan
    mnie wyraźnie obserwuje, a ja zazwyczaj się miotam po sklepie, coś
    wezmę, potem odłożę, kilka razy przejdę po sklepie, rozglądam się,
    namyślam ;) a pamiętam też Sephorę w Paryżu, gdzie można było do
    woli testować kosmetyki, a pan ochroniarz stał nieruchomo
    i "niewidocznie". teraz jednak i u nas się poprawia, są ochroniarze
    łażący za klientem, a są tacy niewidoczni :>
    a płacenie z własnej kieszeni to jest masakra :(
  • plica 09.10.08, 07:34
    > tak jeszcze a propos różnych zachowań personelu, to w starym sklepie
    > społem przed laty była jak ją moja mama nazwała "baba", która czaiła
    > się za regałami czy ktoś nie kradnie. i moja mama coś tam oglądała i
    > nagle zza węgła baba robi "łyp". dlatego przestała tam kupować, bo
    > czuła się niemiło...


    patent z baba dosc czesto jeszcze jest u nas stosowany. taka baba jest w rossmanie i w jednym z moich ulubionych lumpeksów. zawsze niezmiernie mnie to smieszy.
    --
    Wierzę w ciała zmartwychwstanie poprzez czułość, przytulanie
  • mi.qa 08.10.08, 19:34
    - Dzień dobry czy maja Panie może 28g, 30gg?
    - A co to?
    - Brytyjska rozmirówka, na polskie 65 w obwodzie
    - Nie, ale mamy Feline 75d
    no comment ryczec sie chce
    tylko nie wiem czy ze smiechu czy rozpaczy
  • piccolo_principe 08.10.08, 21:34
    - Szukam sandałów.
    - Nie ma, ale mamy kozaki.

    Sorki, tak mi się skojarzyło xD
    --
    74/96 --> 30FF
  • ametyst89 08.10.08, 21:36
    xD Podoba mi się to :D
    --
    Byłam ofiarą fobii literowej.
  • sangria21 08.10.08, 21:54
    Ech, przecież to podstawa handlu, tak nakręcić klienta, żeby kupił to, co mamy w
    magazynie, a nie to, co mu jest do szczęścia potrzebne :). Temu służy ustawienie
    towarów w hipermarketach, zmiany ekspozycji w osiedlowych sklepach itp. Założę
    się, że głównym (jeśli nie jedynym) elementem przeszkolenia w przeciętnym
    sklepie z bielizną jest "daj klientce co masz na stanie i przekonuj ją, że
    wygląda pięknie, aż pęknie i kupi co dostała" :).
  • kataplana 09.10.08, 20:08
    od jakiegos juz czasu rzadko wchodze do sklepow z bielizna ale cos mnie
    podkusilo. mam bluze z kapturem i trampki. dzien jak codzien. mysle sobie, wejde
    i zapytam o moje 70ff, a co mi tam... nie wiem skad to wrazenie ale panie w
    sklepach czesto sa jakies takie wampiryczne... zreszta nie tylko w tych sklepach
    z bielizna. wiec pytam ladnie nie na zasadzie ej hej wporzo nara, tylko pytam
    ladnie z dzien-dobry, usmiechem radosnym, miloscia do swiata sie rozlewajaca na
    twarzy czy to 70 f-g jest. na co pani, z mina jakby jej smierdzialo, ze z
    przeceny nie maja nic... nie wiem.. moze ja nadinterpretuje ... moze to dlatego
    ze przy wieszaku ze stanikami z przeceny akurat stalam... moze... nie wiem czy
    sie smiac ... czy razdwatrzy i do dziesieciu oraz ziemia powietrze wdech
    wydech... ale z nie przeceny oczywiscie tez nie bylo. generalnie wrazenie
    podobne jak w autobusie kiedy staruszka przepychajac sie do pustego miejsca,
    wali cie lokciem po zebrach i wrzeszczy ze taka mloda a dupy nie ruszy tylko
    stoi na srodku.
    tak czy siak love and peace!!!:)
  • charm 09.10.08, 21:18
    > od jakiegos juz czasu rzadko wchodze do sklepow z bielizna ale cos mnie
    > podkusilo. mam bluze z kapturem i trampki.

    oj tak - nie ma to jak oceniac potencjalnego klienta po wyglądzie...

    --
    Ja już wiem, a Ty?
  • kuraiko 09.10.08, 23:21
    NIGDY nie zapomnę spojrzenia ekspedientki z pewnego berlińskiego
    sklepu z markową odzieżą (Diesel czy coś takiego). to oczywiście
    była wycieczka, więc ja na luzie, wąskie spodnie w kratkę a la punk,
    sandały, i do tego wielki zielony polar, bo było dość chłodno. nawet
    nie o to chodzi, że o coś pytałam, bo przemknęliśmy tam grupą tylko
    aby sobie sklep obczaić. panienka zlustrowała mnie z góry na dół i
    na jej twarzy widać było niesmak :/ co jak co, ale w Berlinie się
    tego nie spodziewałam, bo tam różne "cudaki" chodzą ;)
  • nanah 10.10.08, 00:00
    Dzisiaj pani (przemiła skądinąd) w Buduarze w Z.T. powiedziała mi, że warto
    zapinać na środkową haftkę przy kupowaniu stanika, bo przecież zawsze można
    utyć... Oj, szerzmy wiedzę stanikową, szerzmy!
  • andziaos 10.10.08, 03:47
    Warszawa, Grójecka (między outletem Baty a Bitwy Waeszawskiej 1920)
    - (ja) czy dostanę u Pań 34 J?
    - nieeee, mamy tylko do H - niech Pani zmierzy, bo większych już
    nie ma :)
  • diuszesa 10.10.08, 10:10
    Ja jestem zdania, że generalnie do klienta należy podejść, ale
    dopiero po jakimś czasie. Wszystko zależy od sytuacji, trzeba to
    wyczuć. Nie może czuć się nagabywany, dlatego nie pyta się od progu:
    W czym mogę pomóc?? Bo ten klient nawet jeszcze nie wie, co w
    sklepie jest. Trzeba dać mu trochę czasu.
    Ja kiedy widzę, że klientka chodzi i ogląda, to daję jej trochę
    czasu. Potem, kiedy widzę, że jest niezdecydowana, to pytam: Coś
    pomóc szukać? Wiem, wiem, nie po polsku to brzmi... ale rzucone
    tonem swobodnym, niezobowiązującym, jest zwykłym potocznym pytaniem,
    które wyklucza możliwość pomocy nie wiadomo jakiej (odgarnianie
    śniegu? ;-) a daje możliwość pomocy konkretnej - w szukaniu stanika,
    bo dla niektórych kobiet w gąszczu modeli na wieszakach może być to
    problem. Czasem też, gdy widzę, że klientka staje przy danym modelu,
    to mówię: Z tego modelu nie wszystkie rozmiary mam wywieszone, więc
    jakby pani potrzebowała to proszę pytać. Robię tak, żeby nie
    pomyślała, że z tego wiszą tylko dwa rozmiary i zeby nie wyszła ze
    sklepu.
    Ale pytania są nie tylko w trosce o sprzedaż; dla mnie właśnie - w
    trosce o kienta. Nie zdarzyło mi się żeby się ktoś obraził, nawet
    kiedy daję dwa rozmiary do przymierzenia - jeden wybrany przez
    klientkę, drugi sugerowany przeze mnie.
  • maith 10.10.08, 22:44
    Diuszeso, masz najwyraźniej świetne podejście do ludzi :)
    Nawet ten pomysł na zagajenie rozmowy jest fajny, bo pokazujesz od razu, że to
    żadna fasada, że pytasz naprawdę. Dziewczyny opisywały, że spotkały w sklepach
    mnóstwo sprzedawczyń przekonanych, że ich rola ogranicza się do wygłoszenia
    wyuczonej formułki. Kiedy mówisz "od siebie" to odcinasz się od takiego pustego
    przywitania :)
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • diuszesa 11.10.08, 10:08
    No właśnie, Maith, dobrze to ujęłaś - "od siebie". Myślę, że to jest
    właśnie zaangażowanie pracę, i to jest czynnik, który decyduje w
    dużej mierze o reakcji klienta. Wyczuwa się to, czy ktoś faktycznie
    chce w czymś pomóc czy nie. Rozumiem reakcje dziewczyn, które nie
    lubią tego zwrotu - po prostu zbyt wiele razy słyszały go
    wypowiedzianego tonem sztucznym, bez zaangażowania, na odklep.
    A tak w ogóle - to uważam, że w dzisiejszych czasach supermarketów,
    centrów handlowych i sieciowych sklepów mamy do czynienia z kryzysem
    kompetentnej obsługi. Przecież te osoby zatrudnione w sklepach
    odzieżowych w ogóle nie mają pojęcia o wymiarach i rozmiarach.
    Spróbujcie wejść do jakiegoś HMu czy innego Reserved i poprosić o
    spódnicę na 75 w talii albo o spodnie na 164 cm... Żeby to jeszcze
    powiedziały: Nie pamiętam wszystkich rozmiarów, zaraz sprawdzę w
    tabeli. Ale ja tylko widzę strach w oczach i słyszę YYYYY.
    Bardzo brakuje mi kompetentnej obsługi w sklepach.
  • kuraiko 12.10.08, 00:52
    o tak... opisywałam na lobby sytuację w La Vantil, gdzie dziewczyna
    na pytanie o rozmiarówkę Feliny patrzyła się jak cielę na malowane
    wrota i wyraźnie nie rozumiała o co mi chodzi (a na pytanie na jaki
    obwód w biuście jest 70F Feliny odpowiadała... 70).
    moim zdaniem w sklepach sieciowych ekspedientki powinny znać na
    pamięć rozmiarówkę, bo to tylko jedna tabelka, natomiast nie wymagam
    tego w sklepie z bielizną gdzie oferuje się kilka marek i nie jest
    oczywiste, że każda ma typową kontynentalną rozmiarówkę. wtedy
    oczekuję, że w sklepie jest dostępna rozmiarówka każdej marki i
    ekspedientka do niej sięgnie w odpowiedzi na pytanie...
  • kasica_k 11.10.08, 13:21
    diuszesa napisała:
    > Czasem też, gdy widzę, że klientka staje przy danym modelu,
    > to mówię: Z tego modelu nie wszystkie rozmiary mam wywieszone, więc
    > jakby pani potrzebowała to proszę pytać.

    Każdy sklep, w którym słyszę coś takiego, automatycznie awansuje u mnie na
    wysoka pozycję. Diuszeso, mów to często :)

    Po pierwsze, wybór. Po drugie, sam fakt, że nie trzeba przeprowadzać dialogów typu:

    - Przepraszam, czy jest z tego modelu rozmiar X/większy/mniejszy?
    - Nie, tylko to, co wisi/Sprawdzę w magazynie, ale wątpię/Nie ma i nie było/Nie
    ma, proszę się dowiadywać w przyszłym tygodniu (=nie ma i nie będzie)/Z tego nie
    szyją.

    Czasem naprawdę mi się nie chce zadawać tego pytania, zwłaszcza gdy widzę, że
    sprzedawcy nie chce się odpowiadać.

    --
    Stanikomania!
    Na zakupy - z Piersiówką!
    Biuściaste
  • eriu 10.10.08, 10:22
    W poprzednim roku akademickim zauważyłam na autobusie reklamę sklepu
    bieliźnianego w Toruniu, która przyciągnęła moją uwagę miseczkami powyżej D.
    Zachęcona udałam się do powyższego sklepu znajdującego się przy Rynku
    Nowomiejskim. Wchodząc zauważyłam na wieszaczku z przecenami rozmiar 65B i
    oczywiście od razu się ucieszyłam, że w tym sklepie taki rozmiar w ogóle
    istnieje. Radość moja trwała jednak krótko. Bo nie dość, że panie nie miały
    mojego ówczesnego rozmiaru (65F) to podeszły do niego sceptycznie, ale nie
    powiem, przynajmniej go szukały. Po tym jak powiedziałam, że chciałabym zmierzyć
    60 gdyby mieli tak dla porównania pani już nie wytrzymała i skomentowała, że się
    głupot w internecie naczytałam! ;) Z tego co ta pani mówiła wynikało, że nie
    byłam pierwsza i pewnie nie ostatnia.

    Chyba się wybiorę znowu do tego sklepu postraszyć panie moim aktualnym 60H ;)
    --
    68-69/96
  • mi.qa 10.10.08, 10:26
    - 28, 30G dostanę u pani???
    - ??????
    -60, 65G
    - przepraszam ale o co chodzi?
  • mai_clamor 11.10.08, 13:06
    Pewnego razu udałam się do sklepu gdzie jest całkiem spory asortyment ale tylko
    polskich producentów i obwód powyżej 70. Grzecznie poprosiłam jedną z
    ekspedientek o miseczkę F, po czym druga wzrokiem znawczyni zmierzyła mój biust,
    westchnęła i rzuciła do tej pierwszej "przynieś jej E" :|
    Nosz do ciężkiej choroby! :P

    Teraz już wiem, że mam 65FF :] A dzięki komu? Na pewno nie dzięki przemądrzałej
    babce w sklepie tylko Lobby:))
  • vasco83 11.10.08, 15:46
    Ostatnio buszowałyśmy z koleżanką po Arkadii szukając jej kreacji na wesele i
    obciskających majtek z golfem. Obeszłyśmy chyba wszystkie bieliźniaki, majtki
    znalazłyśmy, więc przy okazji zapytałyśmy o stanik. Koleżanka 80G, ja 70H/HH.
    Pytamy grzecznie ekspedientkę o największą miskę jaką ma przy obwodzie 80. Pani
    z dumą odpowiedziała: w niektórych modelach mamy nawet...E. Obie wybuchnęłyśmy
    śmiechem spodziewając się conajmniej J czy K. Ekspedientka spojrzała na nas jak
    na kosmitki, a my zataczając się ze śmiechu pojechałyśmy do Promenady i
    zakupiłyśmy pięknego Aragona w rozmiarze 36G.
  • sineira 17.10.08, 20:47
    > westchnęła i rzuciła do tej pierwszej "przynieś jej E" :|
    Po czymś takim powinna usłyszeć przede wszystkim to, że nie "jej", tylko "pani".
    Szlag mnie trafia, gdy mi ktoś "tyka". Już parę razy mi się zdarzyło przez to
    wybuchnąć.
    Kretyńska moda, jak pragnę zdrowia!
    --
    Mrówek
    Twierdza
    "Life has a way of finding you. No matter how artistic a sneak you are." (Thief)
  • edytaf5 11.10.08, 21:12
    To ja o butach :)
    Wczoraj szukalam butow na zime no i weszlam do sklepu, w ktorych pracuje taka
    starsza kobieta. Przymierzam buty i mowie, ze moze mniejszy rozmiar chociaz te
    ktore przymierzlalam byly 38 a normalnie mam 39. A ona stwierdzila, ze nie, bo
    ona widzi, ze to 38 to bedzie dobre, bo przeciez na zime nie kupuje sie takich
    obcislych butow ;) I ciagle gadala, ze WSZYSTKIE dziewczyny teraz nosza takie
    buty. A co mnie wszystkie obchodza, jak ja nie jestem wszystkimi? Niestety to
    jest taki typ kobiety, ktora ma zawsze racje, wiec stwierdzilam, ze nie bede sie
    prosila o to 37 teraz ale przyjde nastepnym razem i od razu zaczne od tego
    rozmiaru.
    --
    69/81
  • klymenystra 11.10.08, 23:09
    Mnie dzis lekko wnerwila pani w Galerii Centrum w Krakowie. Maja Triumfa,
    Passionate i inne Dimy, ale na jednym wieszaczku wisialy sliczne Kostary. Nawet
    jedno 65C. Podeszlam do znudzonej zyciem ekspedientki i spytalam o 65H.
    Odpowiedz: "Wie pani co? To trzeba pytac, bo jak zejdzie, to dowieszamy inne
    rozmiary, to moze bedzie." Jasna cholera, to taki problem pojsc do magazynu i mi
    przyniesc, skoro jest szansa, ze maja to na stanie. Kupilabym, bo kosztowal 70
    zlotych i byl ladny.
    Wczoraj z kolei bylam w sklepie z bielizna kolo Empiku. Za lada staly dwie
    panie- mloda i starsza.
    - Czy 65FF dostane?
    Mloda zrobila wielkie oczy i przytkalo ja, a starsza:
    -Za pare tygodni beda nowe kolekcje, takie rozmiary tez.
    To "takie" zabrzmialo upiornie, ale poki zycia, poty nadziei. Przejde sie pod
    koniec pazdziernika :]
    --
    70/94= 30FF

    75B nie istnieje.
    95A tez nie.
  • andziaos 12.10.08, 00:08
    ul. Grójecka koło Banacha w Warszawie, w asortmencie także
    biustonosze angielskie. Pytam o 32 J. Ekspedienta wlepia ślipia w
    mój biust i to tak natarczywie, jakby UFO zobaczyła:)
    Wpatruje się, wślepia, kręci z niedowierzaniem głową i na koniec
    mówi - J? nieeee.. J? nie, my nigdy tutaj J nie mamy ..

    hmmm.
  • twoj_aniol_stroz 17.10.08, 16:08
    Sklep Feliny w Piasecznie wchodzę z mężem i pytam: "Jakie największe
    miseczki ma pani w ofercie"
    Eksp: "Nooo, nawet E i F proszę pani, ale to zdecydowanie za duże na
    panią"
    Ja: "Niestety, potrzebuję H"
    EKS: "Pani??? Chyba pani żartuje?!"
    Ja: "Mam na sobie 80G i jest za mały, potrzebuję miseczkę H"
    Eksp: "Proszę pani, worków nie sprzedajemy!"
    Mój mąż: "No tak, ma pani same torebki do herbaty"
    Ja oczy kwadratowe na męża i dostałam ataku śmiechu :D
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • joankb 17.10.08, 16:26
    Śmiech śmiechem, ale napisałabym do właściciela sklepu, że zostałaś obrażona.
    Bo ten tekst JEST obraźliwy.
    Niekompetencja niektórych sprzedających jest przerażająca, ale niekompetentnego
    można douczyć. Chamstwo jest na ogół nieuleczalne.
    --
    Zapłatą za grzech jest śmierć, ale taka sama jest nagroda za cnotę.
  • liliac 17.10.08, 16:52
    Ja ostatnio taka raczej agresywna jestem, więc chyba poprosiłabym o kierownika.
  • twoj_aniol_stroz 17.10.08, 22:17
    ... właśnie przechodzę czas pozytywnego nastawienia do ludzi, więc
    niewiele bym wskórała :) Choć jak mi już minie o niewąpliwie udam
    się tam ponownie :D
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • maith 18.10.08, 14:33
    Wrzuć do wątku o kiepskich sklepach, z adresem (żeby nikt ich z innym sklepem
    nie pomylił)
    --
    Większość Polek nosi źle dobrane staniki
  • iczanka 18.10.08, 19:51
    Czy to ten przy przystanku 709?
  • twoj_aniol_stroz 28.10.08, 16:30
    Nie w Outlet'ie w Piasecznie, ale nie pamiętam numeru stoiska :(
    --
    Bądźcie jak jasny promień słońca, które dla każdego stworzenia ma
    ciepło i światło - Św. Urszula Ledóchowska
  • semele2 17.10.08, 19:40
    Niestanikowe, ale jak najbardziej biustowe.

    Szukałam na siebie koszulowej bluzki. Ja oprócz dużego biustu jestem jeszcze
    dość postawna ale jednak wcięcie w talii mam spore. Mierzę bluzeczkę. Wszystko
    ładnie, dopięłam się i w ogóle, ale bluzka jest bez zaszewek, wisi cała na biuście.

    Ekspedientka zajrzała, powiedziałam, że jednak nie, bo zaszewki bym sobie tu
    musiała zrobić. Usłyszałam, że przecież mam trochę tu i ówdzie i powinnam to chować.

    Nie dałam się, poszłam do sklepu obok i wbrew wszekim mądrym gazetom kupiłam
    sobie obcisły golf w poziome pasy, wygląda fantastycznie :D.
    --
    74/116

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.