Właśnie przyszła do mnie paczka z tankini Freya, na ebayu określanym mianem
vodka martini aubergine. Strona Freyi przestała wyświetlać wszystkie stroje
kąpielowe, więc nie pokażę dokładnie, który to. Jest to gładka koszulka w
ładnym, śliwkowym kolorze z różowymi ramiączkami. I tylko kolorki i materiał są
ładne, jeśli chodzi o resztę, jestem potwornie rozczarowana.
Krój wydaje się fajny, z dodatkowymi marszczeniami przy pachach. Ta iluzja
pryska po założeniu. W rozmiarze 32F materiału na wysokości piersi jest
śmiesznie mało, jeśli chodzi o szerokość kostiumu, bo na wysokość jest go aż
nadto. Wewnętrzny stanik to coś żałosnego. Wykonany jest z siateczki tak
niemiłosiernie rozciągliwej, że nie ma prawa podtrzymać czegokolwiek. Rozciąga
się o kilkanaście centymetrów w każdą stronę. A fiszbiny za nic nie położą się
dookoła piersi, z przodu lewitują na piersiach ze dwa centymetry nad mostkiem, a
poniżej biustu są za nisko. Może położyłyby się, gdyby obwód był normalniejszy,
ale ten dla odmiany może sobie być albo nie być, a z rozmiarem 32 nie ma on nic
wspólnego. Zresztą to bez znaczenia, bo znikoma szerokość górnej części topu
spłaszcza wszystko niczym bandaż elastyczny. Na domiar złego całość jest zszyta
tak, że podtrzymywałaby (haha, o ile taka rozciągliwa szmata może cokolwiek
podtrzymywać!) piersi, gdybym je miała 10 cm niżej. Kiedy skracam ramiączka, top
wbija się w pachy. Może gdybym miała piersi twardości piłek, to jakoś by się to
układało. A tak, na myśl o wyjściu w tym czymś na plażę jest mi gorzej!
--
Tupecik