Dodaj do ulubionych

A moze powspominamy nauczycieli?

03.10.05, 13:26
Z podstawowki pamietam polonistkę Niedbalska. Byla swietna. Dzieki niej pisze
gramatycznie - mam nadzieje.W-f mialam ze Skizynska (z meza Szczepkowska).
Wychowawczyni nazywala sie Meller. O rany, przypomnialo mi sie: Fizyka Kozuch
i chemia jego zona. Biologia - Piotrowska i jej Liga Ochrony Przyrody, miala
bardzo fajnego syna , takiego zgrywusa.
No, a ogólniak to juz inna calkiem historia. Dyrektorem byl Wierzchowski -
"Harry". Mielismy zeszyt z jego powiedzeniami, bo mial z nami propedeutyke.
Np. "Co tu daleko szukac, wezmy taka Japonie!" albo "Europa lacinska".
c.d.n.
Edytor zaawansowany
  • ifinity 03.10.05, 17:03
    Witaj Kseniu. I wyglada na to, ze jedynie my obydwoje tutaj zagladamy. Niewiele
    mi mowia nazwiska nauczycieli, chociaz Szczepkowskiego - byc moze to maz Pani
    Szczepkowskiej, spotkalem przed kilku laty. Wydaje mi sie, ze obydwoje wraz z
    corka osiedlili sie w Kanadzie. Panstwa Mellerow znalem tylko tych co mieszkali
    za mleczarnia (rozlewnia mleka), przy takiej polnej uliczce. Z Basia Meller
    chodzilem do liceum. Wiem, ze miala dwoje braci, jednego starszego a drugiego
    duzo mlodszego. Nazwisko Piotrowska, jest raczej mi obce. A kierownikiem
    wlasnie jedynki byl kiedys Wierzchowski, z pewnoscia juz nie zyjacy, bo to byly
    dawne lata. Uczyl on mnie rowniez i historii i byl bardzo wymagajacy. Jednak
    zawsze mile go wspomninam, no i zawdzeczam, ze znam wiele historycznych dat jak
    np. Bitwa pod Grunwaldem. Pokoj Torunski, Wprowadzenie Krzyzakow do Polski
    przez Conrada Mazowieckiego, i wiele innych. Ale chyba najbardziej pamietam
    Pana Wierzchowskiego z tego, ze staral sie uczyc nas koncepcyjnego myslenia.
    Byly to czasy ideologicznego marksizmu, no ale staral sie jak mogl, aby nie
    narazac sie twardoglowym a i sam dosyc mocno wierzyl w ten system bo byl
    przekonany, ze system ten byl oparty na przeslankach sprawiedliwosci. Jednak
    nie wygladal mi wcale na podlizujacego sie karierowicza. Tak go wtedy
    odbieralem, moim szczeniecym rozumem. Pozdrawiam. Ifinity.
  • ifinity 03.10.05, 17:33
    Jeszcze mi sie przypomnialo, ze byl taki Pan Piotrowski, pracownik Powiatowej
    Rady w wydziale chyba edukacji, ktory mial zamilowanie archeologa. On to byl
    wlasnie czynnie zaangazowany w odkrycie a raczej zabezpieczenie skarbow
    skrwilenskich, jak rowniez dochodzil zakamarkow historii Rypina. Pamietam go
    jako szczuplego, niewielkiego i sympatycznego czlowieka oddanego niezwykle
    rypinskim odkryciom archeologicznym.


    Ififinity napisał:

    > Witaj Kseniu. I wyglada na to, ze jedynie my obydwoje tutaj zagladamy.
    Niewiele
    >
    > mi mowia nazwiska nauczycieli, chociaz Szczepkowskiego - byc moze to maz Pani
    > Szczepkowskiej, spotkalem przed kilku laty. Wydaje mi sie, ze obydwoje wraz z
    > corka osiedlili sie w Kanadzie. Panstwa Mellerow znalem tylko tych co
    mieszkali
    >
    > za mleczarnia (rozlewnia mleka), przy takiej polnej uliczce. Z Basia Meller
    > chodzilem do liceum. Wiem, ze miala dwoje braci, jednego starszego a drugiego
    > duzo mlodszego. Nazwisko Piotrowska, jest raczej mi obce. A kierownikiem
    > wlasnie jedynki byl kiedys Wierzchowski, z pewnoscia juz nie zyjacy, bo to
    byly
    >
    > dawne lata. Uczyl on mnie rowniez i historii i byl bardzo wymagajacy. Jednak
    > zawsze mile go wspomninam, no i zawdzeczam, ze znam wiele historycznych dat
    jak
    >
    > np. Bitwa pod Grunwaldem. Pokoj Torunski, Wprowadzenie Krzyzakow do Polski
    > przez Conrada Mazowieckiego, i wiele innych. Ale chyba najbardziej pamietam
    > Pana Wierzchowskiego z tego, ze staral sie uczyc nas koncepcyjnego myslenia.
    > Byly to czasy ideologicznego marksizmu, no ale staral sie jak mogl, aby nie
    > narazac sie twardoglowym a i sam dosyc mocno wierzyl w ten system bo byl
    > przekonany, ze system ten byl oparty na przeslankach sprawiedliwosci. Jednak
    > nie wygladal mi wcale na podlizujacego sie karierowicza. Tak go wtedy
    > odbieralem, moim szczeniecym rozumem. Pozdrawiam. Ifinity.
  • rkslech 04.10.05, 00:40
    Jeśli chodzi to o pana Romualda Wierzchowskiego to jeszcze żyje, ma 82 lata
    ztego co wiem. pozdrawiam i zapraszam na stronę www.lechrypin.xn.pl
  • ksenia13 04.10.05, 07:32
    Tak chodzilo mi o Romualda. Wolalismy na niego Harry. Geneza byla taka: Romuald
    to Roman to Ruman to Truman, a Truman to Harry.
  • ifinity 04.10.05, 14:58
    Nigdy nie przypuszczalbym wtedy, z pan Wierzchowski z kierownika podstawowki
    zostanie dyrektorem liceum. Wiem tylko, ze ozeniony byl z taka dosyc duza pania
    o bardzo czarnych wlosach. Tez uczyla czegos chyba w jedynce. Pozniej
    wybudowano druga podstawowke, za cmentarzem tuz przed wejscie na stadion
    sportowy chyba Lecha. Ja jeszcze pamietam nauczyciela od matematyki z jedynki
    Pana Zommera, ktorego syn walczyl i zginal pod Monte Cassino a drugi syn
    walczyl w powstaniu warszawskim gdzie chyba tez zginal. Pan Zommer czy Sommer
    mial dom i ogrod niedaleko liceum naprzeciwko drogi od ulicy Kosciuszki do
    fabryki rozlewni mleka (mleczarni) niedaleko gdzie mieszkala rodzina panstwa
    Swiniarskich. Andrzej Swiniarski jest znanym hirurgiem w Szczecienie, bodajze
    dyrektorem szpitala, a Wieslaw (Roman) Swiniarski jest profesorem i naukowcem
    na uniwersytecie w San Diego (USA) i jest autorem wielu prac naukowych z
    dziedziny robotow jak i pojazdow kosmicznych ( w jez. angielskim). Do milego
    nastepnego wiec Kseniu.
  • ifinity 04.10.05, 17:50
    Jeszcze przypomniala mi sie Pani Gieletowa, nauczycielka od biologii, ktora
    miala corke, a ktora juz wtedy w 6 tej bodajze klasie uczyla nas, ze trawienie
    pokarmu zaczyna sie juz w jamie ustnej jako, ze slina posiada enzymy ptyaline i
    mucyne. Pan sp. Cezary Kosmalski. Pani Kosinska od matematyki, zona prof.
    Kosinskigo, matematyka z liceum. Pani Ciuchta od harcerstwa. Pani Putowska od
    jezyka francuskiego. Pan Glowczeski od geografii w liceum. Pan Glowacki
    dyrektor i jego zona od nauki rosyjskiego. sp. Pan Suszynski matematyk. Ewa
    Decowna - aktorka uczeszczala do jedynki. Ukonczyla liceum rypinskie jeszcze
    jedna aktorka, ktora probowala rowniez i sil jako piosenkarka, pamietam jej
    sylwetke i twarz ale niepamietan nazwiska ani imienia (moze Brun?)
  • ifinity 05.10.05, 03:14
    Przeciez i Pana Suszynskiego (Burasa) syn jest rowniez aktorem. Gra przewaznie
    czarne charaktery, chociaz zapewne w zyciu nie w takiej roli on.
  • krysia161 24.10.05, 08:05
    ta druga aktoraka nie naywa sie Brun tylko Kretówna
  • ifinity 24.10.05, 17:21
    Dzieki Krysia za korekte. Masz racje ona sie nazywala Kretowna. Byc moze, ze
    wyszla za maz i zmienila nazwisko, Chociaz Ewa Decowna wciaz przy tym samym,
    bez wzgledu na stany cywilne, czy moze koscielne. Brunowie to juz byla inna
    rodzina. Pomietam, ze Pan Brun mial sklep na nie daleko ksiegarni kolo rynku.
    Wlasciwie to byl chyba panstwowy sklep, natomiast obok niedaleko byl prywatny
    sklep Pani Grapczyk, a moze znow pomylilem nazwiska ale chyba nie. Zapewne przy
    Armii Czerwonej, teraz Pilsudzkiego, istnial jeszcze jeden sklep prywatny z
    roznosciami, sklep panstwa Kurzatkowskich i nie pamietam czy sie pisze przez o
    z kreska czy przez u. Syn Bruna mieszka bodajze w Nowym Jorku, chyba ze wrocil
    juz na stare smieci. Kretowne widzialem kiedys w telewizyjnym kabarecie jak
    spiewala z Lazuka. Widzialem ja tez w kabarecie w takim lokalu na Nowym Swiecie
    w Warszawie. Nie pamietam jak miala na imie ale doskonale pamietam jak
    wygladala w pelnej wtedy okazalosci. Byla to niezwykle ambitna dziewczyna i
    jak slyszalem to sie b.dobrze uczyla w liceum rypinskim. Ktos sie pytal tutaj
    o kosciol ewangielicki. Dzisiaj rozmawialem ze starsza osoba, ktora wiele wie o
    Rypinie i ich mieszkancach i kategorycznie stwierdzila, ze ten kosciol to
    Augsburski. Zwiazana z tym kosciolem byla rodzina doktora Muszynskiego, jako ze
    wlasnie zona Pana Muszynskiego byla pochodzenia niemieckiego i zaangazowana w
    dzialanosc niemieckich autoktonow,ktorych trzymal razem wlasnie ten kosciol.
    Podobno Pani Muszynska zmarla niedawno i pochowano ja na cmentarzu niemieckim
    gdzies po drugiej stronie drogi od starego cmentarza, niedaleko gdzie kiedys
    byl basen i muszla koncertowa. Teraz sie pewnie wszystko pozmienialo, ale
    przypuszczam, ze Malpi Gaj wciaz atrakcja dla zakochanych i moze teraz juz nie
    wisza sie na uschnietych galazkach spore ilosci kondonow, jak to bywalo
    onegdaj. Chociaz podobno te kondony to zawieszali faceci, ktorzy mieli problem
    z podrywaniem dziewczyn jako wypenienie pustki i pewien rodzaj zaspokojenia
    psychicznego, bo ilez to mozna sobie tylko i wylacznie masturbowac wyobraznie?
    Z Pozdrowieniami. Ifinity.
  • krysia161 25.10.05, 12:57
    Kretówna ma na imie Renata. Decówna gra ostatnio w tasiemcu polsatowskim "Samo
    zycie". Suszyński natomiast (syn n-la)w kolejnym polsatowskim "Pierwsza
    milość", dubbinguje też często kreskówki. Z moich zapisków wynikać może,że
    jestem nałogowcem serialowym. Haha. Nieprawda, poprostu jak gdzieś zobaczę
    Rypiniaka, to zapamiętuję, bo jest to zawsze miłe. Z młodszego pokolenia syn
    kolejnej n-lki (z "Jedynki") - Piotr Gogol pracuje w warszawskiej Romie,
    opracowuje też muzycznie kreskówki, brał udział w Szansie na sukces, debiutach
    opolskich. Sklep na Piłsudskiego mieli Graczykowie a nie Grapczykowie.
    Pozdrawiam.
  • ifinity 25.10.05, 14:48
    Dzieki Krysiu, ale ja myslalem o sklepie panstwa Kurzatkowskich naprzeciwko
    Znicza kolo speluny, przy ulicy dawnej Armii Czerwonej, a teraz chyba
    Pilsudzkiego (ulica biegnaca w kierunku Brodnicy). Sklepik miescil sie w
    drewniany, malym domku, ktory to domek byc moze juz nie istnieje. Rzeczywiscie,
    tak, Kretowna miala na imie Renata. Rowniez doczytalem sie gdzies, ze
    producentami lekkiego filmu-dreszczowca Jarka Zamojdy pt. RH(+), sa mlodzi
    ludzie z Rypina, czy raczej, ktorzy przyjezdzaja do Rypina na wakacje do
    bliskiej rodziny. A Ewa Decowna, zawsze bedzie Ewa. Jej starszy brat mial na
    imie Adam a mlodszy podobno zmarl niedawno. Ani Adama ani Ewy nigdy nie
    widywalem nago, za to Ewa zawsze siegala wysoko, czesto po zakazany owoc.
  • mbrun 22.06.07, 07:19
    Nie wrocil,,,na stare smieci chociaz teskni,,,,,,mowie o synu Bruna, ktory
    pisze te slowa. Mieszkam nadal w Nowym Yorku. Kretowna to ,,,,,,Renata. Nie
    przybierala nazwisk mezow. To jej rodowe nazwisko. Pierwszym jej mezem byl
    Janusz Strobel znany gitarzysta,,,Alber & Strobel,,,,,,,Ja sie w Renacie tez
    kochalem nieraz. I gralem jej na gitarze,,,,Komety,,, pierwszy sklad Komet:
    Chodorowski,Dziegielewski,Jaszczuk i Brun. Spiewaly: Kretowna,Wisniewska i
    Radominska. To moj pierwszy dzien z Wami,,,,,na tym forum. Juz pozno jutro znow
    wpadne poczytac o mojm Rypinie,,,,,,,pozdrawiam,,,,,,
  • ifinity 14.10.14, 02:56
    Minelo juz tyle lat. Zbyszek Brun niezyje. Ja tez, kiedys nastolat obecnie osiagam mlodzienczy wciaz wiek 71 lat, pamietajac Marka Jaroslawskiego, Andrzeja Bednarskiego, Pania Ciuchte charcerke, Wiesia Swiniarskiego, Wojtka Tuchalskiego, Dzidzie, Romka i Hasie Baranska, Kino Baltyk, Mordownie tj. Knajpe przy Drwecy tj. Rypsinicy, ktora wcale wtedy nie wygladala na Mordownie jak jeno na w stylu Bawarskim o dobrych daniach restauracje.
    Gdzie czlowiek czul sie wtedy Sam Sobie Sterem, Zeglarzem, Okretem w otoczeniu tych niesamowitych Rypinian, gdzie nikt wtedy nikomu ani do kielicha z winem ani do kufla z piwem nie zagladal. Gdzie suwerennosc osobista byla Rypinska Zgoda badz to w Centrum miasta, kolo Znicza jak i na Odleglych Wlosciach. Infinity
  • ifinity 24.12.14, 06:25
    I chyba jam ten ostatni, moze nie ostateczny wpis, na tym niesamowitym forum Rypina.
    I co by tu dodac jak jeno ze lata leta, znaczy przybywa nam lat, chociaz nie zawsze sie starzejemy, dbajac o zdrowie odzywiajac sie zgodnie z owocowo warzywna dieta niejakej chyba Dr. Ewy Dabrowskiej, czyzby www.ewadabrowska.pl a moze sie myle.. I o moj Boze przecie to juz koniec roku 2014 nastego roku, a mi sie wciaz wydaje ze ja wciaz w Pigule, w Kinie Baltyk, w Kawiarni Katolika, w Kosciele Katolickim polozonym nad Rypsinska "Drweca", w towarzystwie harcerki Ciuchty, Majstra Goslickiego, Wojtka Tuchalskiego, Ewy Decowny, Poety Bogdana Balcerowicza, Adama Deca Harmonisty tudziez w obrebie artystycznych wartosci niejakiej, tej wspanialej zawsze Lali Kretownej. Czyzby zycie sie zmienia ze wzgledu na nasze polozenie geograficzne? Nie sadze. O ile posiada sie te same wartosci, albo zdobywa sie te lepsze, udoskonalone na
    Arystotelewskich Zasadach Przyczyny i Skutku. Rypinski MarkR
  • ifinity 10.10.09, 07:05
    Zapewne, ta niesamowita Kretowna, ktora pamietam z liceum.. Taka
    inna, taka ambitna i taka zupelnie niedostepna, ze az wydawala mi
    sie pospolita wtedy kompleksiara.
  • ifinity 26.10.05, 17:53
    Krysia, gdzie jestes? Pewnie Krysia obawia sie meza zazdrosnego. A moze Krysia
    wybrala sie na zakupy do Znicza albo do do domu Zgody? Chociaz podobno wiecej
    wszystkiego jest w Brodnicy. Tak zawsze bywalo. Jezdzilo sie do Brodnicy z
    Rypina albo autobusem albo wloklo sie pociagiem. Autobusem przejezdzalo sie
    przez wioske Strzygi, ale dalszych wiosek to juz nie pamietam. Moze Krysia by
    przypomniala? A w Brodnicy to autobos chyba przystawal na trojkatnym rynku. W
    Brodnicy byly rowniez i ruiny krzyzackiego zamku. Jezdzilo sie w okolice
    Brodnicy nad jezioro Bachotek i Zbiczno - raj dla turystow, jak onegdaj pisala
    prl-wska prasa. Ale co tam Zbiczno i Bachotek. Ja tam wolalem nasze Urszulewo i
    Sitnice (Hute Nadroska). Lubilem rowniez zagladac do nadlesnictwa
    urszulewskiego, gdzie mijalo sie po drodze stare i opasle deby pamietajace
    czasy krola Mieszka Pierwszego. Musze kiedy wpasc do Rypina na dluzej,
    zamieszkac w jakims motelu i robic wypady do okolicznych wiosek, miejsc
    zabytkowych, do miejsc rekreacyjnych, zeby w koncu miec pojecie co sie w
    Rypsinie na lepsze, czy na gorsze zmienilo. Wprawdzie ogladalem ostatnie
    fotografie z Rypina, jednak to nie to samo co doswiadczanie Rypina namacalnie.
    Pogadalbym z mlodymi, ze srednimi i ze starymi. Obaczylbym jakie maja zdanie na
    swiat i wszechswiat, na polityke, na gospodarke, na lokalnych urzednikow.
    Poszedlbym do fryzjera, bo od fryzjerow najlepiej sie dowiedziec nowosci jak i
    historii miasta. I koniecznie zajrzalbym do dawnej Piguly, podobno tera to tam
    mordownia u Toniego. Ja tam sie niczego nie boje, bo zawsze przygadam sobie
    jakas bratnia dusze, kopalnie lokalnych wiadomosci. Napewno kiedys zajrze do
    Rypina i od razu rozpoznam Krysie, rozpoznam Fobie i z tej okazji moze
    zorganizujemy jakis ogolnorypsinski festywal, jakies opoznione dorzynki, czy
    zbiory jesiennych lisci i kasztanow. Rozdzwonim, roztrabim festiwal po miescie
    i przez internet po caaaaalej Polsce. I niech sie zjezdzaja, niech otwieraja
    stragany, niech sie piwo, wino i miod tegi leje, niech orkiestry dete i
    gitarowe wala w muszli koncertowej, nie sie ludziska ciesza.... Bo co te zycie
    je w koncu warte bez naleznych mu uciech.???? Hurrrraaaa. Nie zyje, niech
    zyje.... Jedyne w swym rodzaju Riooooooooo))))))))))))))
  • ifinity 27.10.05, 17:23
    A ciekawe co sie dzieje z licznym rodzenstwem rodziny Serwatko? Slyszalem, ze
    jedna z siostr, najstarsza chyba, osiedlila sie w sasiednim Skrwilnie.
  • krysia161 28.10.05, 13:27
    A dlaczego Krysia miałaby bac sie "męża zazdrosnego"? Nic złego przecież nie
    robi:-))) Co do domku drewnianego na Piłsudskiego to istnieje, a zmarły brat
    Decówny to Piotr. Zakupy w Zniczu albo Zgodzie - pomysł nie najlepszy. Nadal
    najlepiej wyjeżdzac gdzieś poza Rio, tu zaopatrzenie nieciekawe, mały wybór, a
    jeżeli cos ciekawego, to zaraz wszyscy to mają.......
  • ifinity 28.10.05, 14:50
    A to dlatego Krysiu, ze rypsinscy mezowie byli zawsze podejrzliwi i nieufni. A
    moze li tylko zapobiegawczy? Bez wzgledu to Rio pod wzgledem mody i ubierania
    sie nie zmienilo. Wtedy tez, jak jeden mial trampko (prl-owskie obowie
    sportowe) to cale miasto chodzilo w trampkach. Jak jeden pepegi(starsza odmiana
    sportowego) to wiekszosc w pepegach. No ale wtedy nie bylo wyboru. I jeszcze
    nie bylo addidasow tudziez bermudow. Najmodniej chodzily ubrane Rypsinianki i
    Rypsiniacy ubierajacy sie w ciuchy z paczek. A polegalo to na tym, ze ludziska
    na wioskach dostawali paczki od rodziny z USA, czy z Niemiec. Lokalne,
    nielegalne handlarki mialy przekupionego listonosza, ktory im donosil kto i
    gdzie otrzymywal paczke. Handlarki owe mialy tych ludzi uprzednio w kieszeni bo
    dawaly im pieniadze a konto, czyli pozyczaly im na zycie. Jak paczki
    przychodzily to handlarki juz na pieszo lecialy do otrzymujacych paczke i nic
    sie tutaj nie dalo ukryc. Lecialy i dyktowaly ceny, czesto za psi grosz. A
    pozniej w domach, tez nielegalnie sprzedawaly uzywane towary hamerykanskie po
    pieciokrotnych cenach. W dobie calkowitej szarzyzny w ubiorach to zagraniczne
    ciuchy byly wtedy na wage zlota. Wiec Rio, jak na tamte czasy to bylo juz
    nowoczesnym zachodnim miastem, no bo mlodziez chodzila juz w dzinsach,
    koszulkach T-shirt czy polo. A Laski ubieraly sie w modne i wyrozniajace sie
    sukienki, obowie, czy futerka. Sex nowoczesny tez juz w Rio byl bardziej
    importowany i uprawiany niz w reszcie kraju gdzie ludziska nie wiedzieli jak,
    jak tylko po bozemu z Jagna pod piezyna, zeby bron boze ciala nie obaczyc i
    niewykoslawic wizerunku owczesnej przyzwoitosci. Rio onegdaj roznilo sie
    postepowym Oswieceniem od reszty kraju, dotego stopnia, ze nawet i ksieza na
    przechodzace panienki i chlopcow jezykiem glosno mlaskali.
  • piwcun 28.12.12, 20:34
    Witam
    Jestem "tu" po raz pierwszy i nie bardzo wiem, Kto z Kim rozmawia. W każdym bądź razie Ktoś zapytał o moją rodzinę - odpowiadam więc: my liczne rodzeństwo Serwatków żyjemy wszyscy, mamy się bardzo dobrze, a najstarsza z nas mieszka w Rypinie.
    Z kolei ja mam pytanie do wszystkich, którzy wiedzą cokolwiek o nauczycielach WF z Ekonomika. Bardzo proszę o informacje - chodzi o lata 1962 - 1999. A może Ktoś ma zdjęcia z imprez sportowych z tamtych lat. Proszę, bardzo proszę o informacje i z góry dziękuję piwcun
  • ifinity 30.10.05, 16:55
    Ksenie, Krysia, Zenta, Fobia, Carrisimus, Krzys Jankowski, co sie z Wami
    dzieje? Czyz byscie juz calkowicie olewali Riooooo? Jak nie Wy to ta strona
    umrze smiercia naturalna. Ludnosc Rio bedzie wozami, karawanami i na grzbietach
    wielbladow miasto ouszczac. Ostanie nic jak ino gola Pustynia i Zgliszcza. Nie
    dopuscie do nastepnej Wedrowki Ludow, bo po Waszej swietnosci rypsinskiej moze
    nastapic potop muzulmanskiej wiary. Gdzie Wolodyjowski, gdzie Skrzetuski? Imci
    Panie Zagloba... A ratujze Pan Rio od rychlej zaglady. Z Zyczeniami ozywionej
    patriotyczna troska o Herbarz Rio Niedzieli. Ifinity.
  • ifinity 30.10.05, 22:20
    Eeee tam... Widocznie maz szepcze ciegiem Krysi na ucho "daj mi te noc",i
    dlatego pewnie dziewczyna nie moze sie wyroboc. Dobre i to, bo co niektorzy to
    licza na cuda szeptajac "daj mi te moc". Ale bez mocy to co to za robota....
  • krysia161 01.11.05, 11:46
    Krysia żyje, ale nie ma ostatnio czasu. Jesień, jesień... choróbska wszędzie
    czyhają. Rio zapadane liscmi. A dzis 1 listopada, na cmentarzu pewnie sporo
    dawno niewidzianych twarzy, a mnie tam nie ma, bo patrz wyżej - "jesień..."
    Pozdrawiam ze słonecznego dzis Rio.............
  • ifinity 03.11.05, 22:54
    Dziekuje Krysiu za pozdrowienia. A i nawzajem. Ciekawe czy duzo ludzi zjechalo
    sie na Zaduszki do Rio. Zapewne przyjechali ludzie z roznych stron Polski jak i
    z zagranicy. Pewnie samochody zaparkowane byly od kosciola ewangielickiego az
    pod Piekielko i to po obydwu stronach ulicy. Zawsze na zaduszkach spotykalo sie
    wielu kolegow i kolezanek z liceum rypsinskiego. A ciekawe, czy wciaz chowa sie
    zmarlych na starym cmentarzu? Gdzie sie tam wszyscy moga pomiescic? Juz w
    latach 80 tych brakowalo tam miejsca, chyba, ze cmentarz poszerzyl sie o
    przylegle pola i ogrody, a byc moze, ze i o piaskownie za kosciolem
    ewangielickim. Mizernie wyglada Katolik, budynek u zbiegu Kosciuszki i drogi na
    Lipno, naprzeciwko niemieckiego kosciola. Taki szary i ponury.
    Kiedys pamietam wyszabrowalismy gdzies petardy wojskowe. W Dzien Zmarlych
    zachcialo nam sie zbytkow. W czasie gdy wieczorem wszystkie groby sie swiecily,
    ludzie przechadzali sie stloczeni pod drogach cmentarnych, to my zaczelismy za
    niezaludnione groby rzucac petardy ktore glosno wybuchaly jak granaty blyskajac
    wybuchami ognia i dymow. Ludziska popadali w panike a my jedne i nastepne
    petardy, az nas policja zaczela scigac. Nikt sie jednak nie dowiedzial kto to
    robil. Zapewny byly to niesmaczne wybryki, ale takie nam wtedy dzikie pomysly
    do glowy przychodzily. A w liceum to nawet pisalo sie wypracowanie pt. Twoj
    stosunek do huliganskich wybrykow na cmentarzu w Dzien Swieta Zmarlych. Z tego
    wypracowania dostalem wtedy piatke. Mialo sie wtedy sporo polotu tak do
    pisania, fabrykowania faktow jak i do roznych zbytkow. Czy sie ustatkowalem?
    Czy ja wiem. Zawsze mi jakies szalone pomysly do glowy wpadaja, tylko, ze teraz
    to takie ktore przynosza byznesowe zyski ha ha ha. Wiec moze nie ma tego
    zlego, co by na dobre nie wyszlo????? Podobno nawet i Mickiewicz w mlodosci byl
    nielada psotnikiem. A moze ja nastepny wieszcz Polski??? Musze napisac jaka
    Epopeje Narodowa, opublikowac i zrobic na patriotycznych uczuciach kochanych
    rodakow duuuuzy szmal. Ale to by byla hecaaaaa. Chlopak z Rio wstrzasnal
    Narodem Polskim !!!!!!, brukowe srodki masowego przekazu by bebnily na caly
    kraj....A jak nie ja, to moze kto inny???? Z Serdecznymi Pozdrowieniami dla
    mieszkancow Rio a zwlaszcza dla Szanownej Krysi. Ifinity.
  • krzyjank 05.11.05, 18:40
    ja zas pamietam prof. Gontarka od fizyki ... ten dawał nam popalić ....prof
    Ambroży Bogucki - historyk czlowiek o wielkim sercu , prof Franciszek Ołdakowski
    łacinnik ..wspaniały człowiek ..z wielka kultura , bardzo lubiany ...prof teresa
    Mazurowska ..matematyczka --- trudna ososbowość , prof Biały --od francuskiego ...
    prf. Suszyński - miał totalnego kręćka ...wiele twarzy pzdr was i wspominajmy
    dalej .....................
  • krzyjank 05.11.05, 18:53
    cd ....Pufcio od PO nie pamiętam nazwiska .... ksywa od tego ze cały czas ze
    wględu na wagę "pufał" ....... prof od geografii --chyba Hoch ... jej matka
    prowadziła księgarnie ......LOnek Marzygliński -- od w-f ..niedosłyszący... miał
    z nami wielkie problemy przez to inwalidztwo .... Kalinowski od W-t z jego
    bratem chodziłem do klasy ...oj ....brakuje mi nazwisk ... Igła od rosyjskiego
    --ale nie pamietam jej nazwiska ..mieszkała na przeciw internatu ...
  • grazyna_s5 05.11.05, 20:59
    Witam ... igła nazywa się Głowacka, ja jeszcze pamiętam od w-f prof. Zdrojewską
    i Wojciechowską, od bilologii prof. Forczmańska "zygota" , rosyjski prof.
    Mirecki, chemia prof. Fabczak, pewnie jeszcze bym sobie coś przypomniałam, ale
    muszę się zmywać.Będę tu zaglądać.Na razie.Pozdrawiam
  • ifinity 05.11.05, 22:46
    Pan Glowczewski od geografii well Pufacz. No i przeciez prof. Szatkowski, ktory
    zginal pod kolami samochoud kilka lat temu. Byl przystojnym facetem, dobrym
    czlowiekie, polonista i sie wogole nie zmienial, wygladal ciagle jakby mial 30
    lat. Podobno sie ozenil ze swoja uczennica, ale nie wiem dokladnie. Z
    zyczeniami spedzenia przyjemnego weekendu. Ifinity
  • krzyjank 06.11.05, 09:31
    dzięki Grażynko za przypomnienie ... najbardziej Prof. Głowackiej ,, tak z prof
    Fabczak miałem zajęcia ... ta sławna zygota ... jeszcze miałem polski z prof.
    Kirseinstein /// chyba tak się pisało to nazwisko/// no i Pufcio ... ta sławna
    postać w za ciasnym mundurki LWP .. który wprowadzał "dyscyplinę wojskowa" ...
    ..przyponima sobie też matematyka , z którym nie miałem lekcji , a który był
    bardzo humorzasty i lekceważący klasę a czyli moją , która w większości
    pochodziła ze wsi ,, liczył się tylko dla niego Jurek Kuczmarski ... nasz
    klasowy prymus .. a reszta to tło ... fajne czasy ...
  • krzyjank 06.11.05, 09:36
    infinity napisał ,że ta strona może zginąć .. to faktycznie problem ,,zrobiłe 2
    miesiące temu taką sondę na dużych forach poszukując ludzi z Rypina i okolic ...
    odezwał się 1 człowiek ..i to z zagranicy ... moze faktycznie wstydzimy się
    pochodzenia ... ja zapewniam ,że nie ...cześciej jestem w Brodnicy .. tam
    mieszka mója brat , babcia ... rodzice nadal mieszkają na wsi ... zapewniam ,że
    mimo wielu zajęć wpierać będę tę stronę ... może dojdzie do jakiegoś spotkania
    ludzi z tego forum ...byłby to pewnie jakis poczatek .. pzdr wszystkich i dzięki
    za odzew...pzdr serdecznie wszystkich
  • krysia161 08.11.05, 07:55
    Mnie uczyli: polskiego - Ewa Świtalska, matematyki - Maria Linkner, geografii -
    Bogusława Hoch, rosyjskiego - Andrzej Mirecki, niemieckiego - Barbara Rowińska,
    w-f - Janina Wojciechowska, historii - Jerzy Błaszkiewicz, chemii - Barbara
    Walczuk (obecnie dyrektorka liceum), fizyki - RyszardKatarzyński (wspaniały
    nauczyciel i człowiek), biologii - Stanisław Świdziński, PO - Bożena
    Korzeniewska.
  • ifinity 09.11.05, 06:48
    A wiecie co? Mnie tez uczyl historii Jerzy Blaszkiewicz. Lubilem go. Ale czy on
    nauczal nas wyciagania wlasciwych wnioskow z historii? Uczenia sie na bledach
    histori. A ja mysle, ze tak. Prawie kazdy z naszych licealnych profesorow uczyl
    nas wnioskowania na zasadzie przyczynowosci wszelakich skutkow, badz to w
    matematyce, historii, chemi, biologii, fizyce jezykach a nawet i w wychowaniu
    fizycznym, gdzie rozsadnym byla maksyma, iz w "zdrowym ciele, zdrowy duch". I
    wydaje mi sie, ze rowniez i w stosunkach miedzyludzkich, nie wylaczajac
    milosci. A ile wysilku dawala Profesor Zdrojewska, czy profesor Wazon, aby w
    nas wdrazac nalogi aktywnosci ruchu, ktore przecie sa nasza pierwsza natura, i
    instynktem zachowawczym, zanim rozwinely sie nauki scisle. Kazdy z nas prawo
    przyczynowosci i skutku uprawia i bierze pod uwage codziennie, chociazby przy
    przechodzeniu przez ulice, rozgladajac sie w lewo i w prawo, aby nie byc
    przejechanym. Wiec, wydaje nam sie czasami, ze "rypsinska gimaja (gimnazjum)"
    to zlo konieczne, i ta malomiasteczkowa, czy narodowa kurtuazja, szpan. A ja
    mysle i przekazuje slowami Winstona Churchilla, "ze takim kilku, zawdzieczamy
    tak wiele".
  • ksenia13 09.11.05, 12:32
    Noo, Od polskiego to byla Kalksztajn - straszna kobieta. Nawet po polsku mowic
    nie umiala. Jej stale odzywki to np.: przyszles, latarg. Mielismy z niej
    swietny ubaw.Hochowa byla zupelnie nieszkodliwa. Prowadzila lekcje tylko dla
    pierwszej lawki. Reszta robila co chciala.Zygota to prawdziwa zygota. Nikt jej
    nie podskoczyl.Rusycystow przeszlismy chyba wszystkich bo i Mireckiego i
    Karczewskiego (ksywa Charczewski)i kobitke - chyba Smolinska sie nazywala.
    No, a Gontarek to byl gosc - tylko powinien wykladac na wyzszej uczelni, a nie
    takim glabom jak my. Pamietam, ze zapisywal cale tablice wzorami, a my nic z
    tego nie wiedzielismy. Cale szczęście, ze nie sprawdzal klasowek tylko wstawial
    oceny jak mu sie podobalo.
  • ifinity 09.11.05, 14:11
    Pewnie ksenia..... Zycie nie je idealne. Nauczyciele tez ludzie, a nie idealy
    chodzace. Mozna by cale litanie skarg na nich powypisywac. Jednak natura ludzka
    lubi sie skupiac wylacznie i tylko na samych negatywach, pod warunkiem, ze nie
    swoich. I wcale nie mowie, ze nie nalezy krytykowac. Mnie tez denerwowaly,
    dydaktyczne zachowania niektorych belfrow, tak samo jak teraz, z perspektywy
    czasu, patrze krytycznie na wlasne zachowania. Nie patrze na nie ze smiertelna
    powaga, jednak takie spojrzenie pozwala na osobisty rozwoj, rowniez pozwala na
    wieksza tolerancje zachowan mlodszego pokolenia, ktore nas samych z kolei
    lepiej moga lepiej tolerowac. Oczywiscie nie ma tu miejsca na tolerowanie
    pospolitego chamstwa jak tylko na tolerowania wybrykow mlodzienczego wieku. I
    chcialoby sie przyjechac do Rypsina, usiasc gdzies w kaciku zaciemnionej sali,
    w jakiejs dawnej Pigule, zamowic kawe z lodami sultanskimi i poszeptac troche,
    jak i powyglupiac sie wybuchami smiechu, z licealna kolezanka... sluchajac slow
    piosenki Szczepanika..."chcialbym jeszcze..., tak po latach......" I(n)finity
  • ifinity 11.11.05, 20:20
    Ksenia, fobia, krysia, grazyna, krzyjniak carrissimus, gdzie sie podziewacie?
    Czyzbyscie po zaduszkach w jakie depresje powpadali albo co? To prawda, ze w
    tym roku nie bylo grzybow w lasach. Jak nie w tym roku, to beda w nastepnym. A
    byc moze, jest to okres poboznosci religjnej i nie na rozrywki jak tylko na
    przebywanie w kosciele czas. I tak moza tez. Trzeba pamietac o duchu ale trzeba
    tez pamietac o ciele, nie zaniedbywac go bo to podobno najciezszy grzech. A kto
    by tam chcial Pana Boga obrazac. Nawet ten poganski bog, grecki nakazywal rozne
    igrzyska. I sie ludziska nie wstydzili tylko na nago dyskami i oszczepami
    ciskali. Zreszta nagosc to niczyja sprawa jak tylko troje ludzi zaangazowanych
    tj. zony, meza i kochanka. A kiedys to byly rozne chece w Rypinie. Zakrad sie
    jeden zamozny i respektowany Rypsinianin do kochanki i tam na pietrze z nia
    dokazywal, az tu idzie po schodach do gory maz. Respektowany Rypsinianin sie
    przelakl i zaczynal sie spuszczac z okna na przescieradle, ale przescieradlo
    sie odwiazalo i respektowny Rypsinianin spadl na cement, ze az po niego
    pogotowie przyjechalo no i sie wszystko wydalo. Zona dostala manto od meza, ale
    malzenstwo dalej trwalo. Respektowany Rypsiniani z zalu po zawodzie milosnym
    oddal sie Bahusowi tzn. zaczal pic. Nie bede operowal nazwiskami, bo to nie
    wypada. Ale juz wtedy Rypsinianie mieli okropne checi do seksualnego
    harcowania. A historia mowi, ze w starym, sredniowiecznym grodzie starorypnskim
    mieszkal rycerz o nazwisku Rypajlo. Jak kroniki i zapiski sakralne mowia, to
    imie owemu rycerzowi takie nadano bo byl znany wsrod Starorypsinianek z
    technicznie dobrego i glebokiego rypania. Teraz to sie mowi "kochania", a
    kiedys to sie mowilo Rypania. Rypanie zawsze bylo Rypiniakow wyrozniajaca sie
    cecha. Wiec rypanie nie tylko tera w Malpim Gaju modne, ale i onegdaj rypanie
    po stodolach, przydroznych rowach w zytach i na klepisku bylo uprawiane.
    Przyczyn owego bylo to, ze Starorypin stawal sie za ciasny, tak do zycia jak i
    do rypania. Wiec rozrzastajaca sie w trybie do potegi populacja zmuszona byla
    do emigracji do rejonu obecnego Rypsina.
  • krzyjank 12.11.05, 18:36
    no infinity ..felieton super ...masz talent ... wywiedzenie nazwy Rypin od
    rypania to chyba najnowsze odkrycie w historii tego miasta .... kto wie czy nie
    jest to odkrycie epokowe ... ale w tym cos jest ..znajac wielu rypiniakow
    przychylam sie do tej teorii ... pzdr serdecznie ...
  • krzyjank 12.11.05, 19:09
    o jurnych Rypiniakach proponuje założyć nowy wątek ......
  • ifinity 12.11.05, 19:48
    Moze jednak ostawimy jurnych Rypiniakow w pokoju. Po prostu maja juz takie
    geny. We mnie one takie same, jako zem i ja potomkiem rycerza Rypajly.. I tylko
    obawiam sie, ze jak sie wiesc rozniesie to najprzerozniejsze panie; starsze
    srednie i te mlode z calej Zjednoczonej Europy beda chcialy osiedlac sie w
    Rypsinie. Wniosek z tego, ze w takim przypadku ceny na nieruchomosci w Rypinie
    jak i w powiecie pojda gwaltownie do gory. Wiec nic jak tylko trzeba brac
    pozyczki i inwestowac w rypsinska ziemie, w budynki i w poloznictwo, slowem w
    osobisty interes finansowy co zapewne wplynie rowniez i na lepsza ekonomicznie
    i psychicznie, rypsinska przyszlosc. Moze wlasnie Rypsin bedzie rowniez
    zrodlem i kolebka lepszych, madrzejszych, bardziej o kapitalistycznej
    orientacji prezydentow Polski. Jak sie dobre ziarno sieje to i dobre zboze z
    niego wyrasta - jak mawiala profesor od biologi rypsienskiego liceum.
  • krzyjank 12.11.05, 20:17
    rzekłeś !!!!!!!!!!!!!!!!
  • ifinity 14.11.05, 21:41
    Witam Kalboi i Kalbojki z Rio. Troche to nie pasuje, ale tak slyszalem na
    filmie jak mowia na kal boi i kalbojki. Tylko, ze po ichniemu kal to znaczy
    krowa, a po naszemu to to, co krowie z pod ogona wychodzi. No ale coz, co kraj
    to obyczaj, a lepszego jezyka od polskiego nie ma na swiecie, tak mi wmawiano w
    rypsinskich szkolach. Zapewne i mlodzi obywatele miasta Rio, swiadomosc teraz
    maja inna, bo staja sie czescia Wspolnoty Europejskiej, zapewne i jezykami
    wladaja, nie to co my, to starsze od nich pokolenie. A zreszta komu tam w Rio,
    potrzebny drugi jezyk czy trzeci. Chociaz nie powiem, przecie Telewizje
    swiatowa przez satelite odbieraja, a tam goruje jezyk angielski, niemiecki
    albo francuski. Niemiecki tez sie przydaje bo mozna pojechac do naszych bylych
    wrogow i cos zachandlowac, czy popracowac. Duzo lekarzy ucieka z kraju do
    Angli. Z pewnoscia tam maja lepsze warunki pracy i placy, przypuszczam. Chociaz
    i u nas lekarze sobie radza, ale czy do zdrowia doprowadzaja? Ja tam unikam
    farmakologi jak diabel swieconej wody. Latam codziennie po 5 kim, no i cwicze w
    domu na swojej minisilowni. Wiec zdrowie mi sluzy i do doktorow nie chadzam.
    Farmakologia wiadomo, podreperuje jeden organ a kilka innych organow uszkodzi i
    znowu trzeba do doktorow leczyc co innego. Czlowiek jest tym co je. I wlasnie
    trzeba uwazac na to co sie zjada. Zawsze sprawdzam na etyketce produktu ze
    sklepu skladniki. Jezeli widze jakies trudne do wymowienia benzonaty,farmazaty
    czy inna jaka konserwujaca chemia to takiego produktu nie kupuje. Unikam
    rowniez i mleka homogenizowanego, a nawet i pasteryzowanego. Jak sie uda to
    kupuje swieze mleko od krowy. Jednak place nie krowie jak tylko gospodarzowi za
    to mleko. Generalnie to jem malo weglowodanow, cukrow unikam jak i bialych
    pieczywek, bo to tez cukier, tylko, ze zlozony, czyli weglowodan. Czasami
    dostane nieoczyszczany cukier z trzciny cukrowej tzw. surowy, nie rafinowany,
    ktory ma bardzo duzo mikroelementow i jest mniej slodki. Albo miod z dobrej
    pasieki, taki nieoszukiwany. Zestaw witamin i mineralow tylko, ze z jakiejs
    dobrej firmy. "Centrum", moze byc. Warzywa organiczne, jak i mieso ze zwierzat
    paszone nie sztuczna pasza ale takie zerujace na pastwiskach bez pomagania im
    hormonami wzrostu i innymi swinstwami do szybkiego wzrostu i wagi. Najgorsze i
    najbardziej tuszace sa te tzw. dietetyczne dania, czy cocacole ze sztucznymi
    slodzikami. Jest to chemia, ktora robi istny balagan w organizmie, powoduje
    zawezanie zyl, a wiec choroby serca, nadcisnienia, cukrzyce, nowotwory itp.
    Czyli najbardziej niebezpiecznym dla czlowieka jest samo zycie. No moze i tak.
    Wiec trzeba sie dobrze odzywiac i nie zapominac o tranie rybnym. Najlepszy jest
    z norweskich, czy skandynawskich firm. Tran rybi posiada zbawienne kwasy
    tluszczowe Omega 3, ktore wplywaja zdrowotnie na caly uklad krazenia, na
    elastycznosc skory, na produkcje spermy u mezszczyzn, na oliwienie wszelakich
    zawiasow w kolanach, na dyski kregoslupa, a zwlaszcza na jakosc myslenia, no bo
    mozg to przeciez w wiekszosci sklada sie z tluszczu, z tluszczu dobrej jakosci
    jak np. tran z ryb zimnokrwistych. Zamiast tranu mozna jesc sardynki bo w
    sardynkach jest wiele innych zdrowotnych elementow. Tylko trzeba uwazac, bo
    teraz kazda mala rybe, ktora wpakuja do malej puszki nazywaja sardynka. Trzeba
    kupowac sardynki z Morza Srodziemnego, zapewne duzo eksportuje ich sama
    sardynia. To tyle na dzisiejszy wieczor. Z Pozdrowieniami dla Cowboyi i
    Cowboyjek z Rio i z zyczeniami tryskania zdrowiem. I(n)finity.
  • ifinity 16.11.05, 18:59
    Obawiam sie o Rio, bo byc moze iz go juz zpelnie sniegiem zasypalo, albo jakie
    tornado nad nim przeszlo i tylko dwa koscioly oparly sie groznej naturze. A byc
    moze Rypsienica zalala miasto tudziez przedmiescia? W Rypsienie jesienia zawsze
    bylo jakos tak ponuro, ludziska z grabkami i kubelkami we zmarznietych rekach
    chadzali na cmentarz aby resztki bratkow podlewac i grabic groby z pozolklych
    lisci. Koscie moich potomkow rowniez tam spoczywaja. Kilka lat temu zmarl taki
    mily i zyczliwy czlowiek, Pan Jan Smolinski, ktory mieszkal poza ulica
    Warszawska, przy drodze, ktora jechalo sie do Sierpca, a dalej do Warszawy. I
    juz nie pamietam, czy Pan Smolinski zajmowal sie sadownictwem, czy tez sztuka
    malowania i rzezbienia? No coz, dobrzy ludzie odchodza, inni sie rodza z czysta
    tabliczka, jak mawial profesor Atystoteles, a jak sobie posciela tak sie beda
    wysypiali. Zapewne wazne jest otoczenie, jednak czlowiek rodzi sie z
    najwiekszym skarbem, ktorym to skarbem go Tworca obdarzyl. Jego tylko i nikogo
    innego. Dal mu Pan ten Skarb, jednak nie pokazal mu jak nim sie poslugiwac, jak
    zyc, dal mu narzedzie a wiedze do zycia ma sobie czlowiek zdobywac sam. I
    zdobywa sobie czlowiek wiedze, przewaznie na dobre, ale czesto tez i na
    zle..... Bardzo mile wspominam sobie Pana Bogdana Balcerowicza z Rypina, do
    ktorego jednak mialem czesto wewnetrzna pretensje, ze w poezjach pisanych przez
    niego przedstawia czlowieka smutnego, tetmajerowskiego, i ze pisal o otoczeniu
    czlowieka ponurym... jakies widelce drapakow, groby, wichury, o samych
    nieszczasciach. A przeciez czlowiek nie jest skazany li tylko na podla
    egzystencje, a poezja powinna sluzyc czlowiekowi i pomagac w osiaganiu
    szczescia a nie skazywac go na mannowski, sartrowski, czy heidegerowski padol?
    Wrawdzie sztuka jest selektywnym odtwarzaniem rzeczywistosci zgodnie z z
    artysty metafizyczna ocena wartosci. Czlowiek potrzebuje sztuki przez fakt, ze
    jest on zwierzeciem kognitywnym i koncyjnycm, zdobywajacym wiedze za pomoca
    abstracji i potrzebuje mocy, aby wprowadzic jego najszersze metafizyczne
    abstrakcje do jego natychmiastowej, percepcyjnej swiadomosci. Wlasnie sztuka
    (rowniez Panstwa Bednarskich) wypelnia te potrzeby, poprzez selektywne
    odtworzanie rzeczywistosci. Kontkretyzuje ona fundamentalne spojrzenie na
    czlowieka i na jego zycie czyli na rzeczywistosc. Sztuka podpowie czlowiekowi
    w samej rzeczy, ktory aspekty jego osobistych doswiadczen maja byc
    szczegolnymi, zasadniczymi i waznymi. W takim wlasnie sensie, sztuka powinna
    uczyc jak czlowiek ma korzystac z wlasnej swiadomosci. Powinna warunkowac lub
    stylizowac swiadomosc ludzka poprze sugerowanie pewnego sposobu postrzegania
    rzeczywistosci - zgodnie ze slowami wspolczesnej filozofki Ayn Rand. Zegnam
    Jesiennie Rio i udaje sie na spacer Po Slonecznej Stronie Ulicy. I(n)finity.
  • ifinity 21.11.05, 19:37
    A moze ktos mi powie, czy wciaz istnieje w Rio kino Baltyk. Czy moze i ta
    instytucja kulturowa zniknela bez sladu ze wzgledu na brak popytu? I nie ma jak
    to byly te kroniki prl-wskie przed filmem. Wtedy najlepiej sie trzymalo
    dziewczyne za reke. A ile to informacji takie dwie dloni naprzesylaly, szybciej
    i lepiej niz teraz komputerem. No i te hormony sie wtedy gotowaly a czasami to
    i wybuchaly. Stare dzieje, dawne czasy, w kosciele ewangielickim sie czasami
    jakas szybe z procy wybilo. Nie specjalnie, ale jak sie celowalo w cos innego i
    jak sie chybilo. Wciaz stoi ten ewangielicki monument. Pamietam, ze jak sie
    jesienia szlo ulica Kosciuszki do "gimai" to za parkanem na terenie kosciola
    ewangielickiego bylo mnostwo drzew z ktorych spadywaly przepiekne kasztany.
    Tylko, ze tego diabelstwa nie dalo sie jesc. Mozna z nich bylo budowac rozne
    stwory, zwierzaki przy uzyciu zapalek. Na przeciwko byl Sw. Duch a wyzej na
    terenie Sw. Ducha bylo przedszkole. Ifinity.
  • krzyjank 22.11.05, 13:00
    istnieje ...ja pamiętam jak oglądałem "Szczęki" po raz pierwszy .....
  • ifinity 22.11.05, 18:53
    To jednak kino Baltyk przetrwalo i to jeszcze z przed II wojny swiatowej kiey
    to podobno puszczano tam amerykanskie z Charlie Chaplinem. Jakos z prl-owskich
    kronik najbardziej mi utkwily obrazy z pruskiego Krolewca, gdzie pokazywano
    pozostalosci po slawnym filozofie Emanuelu Kancie,ktory bylonegdaj profesorema
    krolewieckim uniwersytecie. Dodawano do tego jakas pozagrobowa muzyke powazna i
    strasznie powaznie o tym profesorze narrator opowiadal. Ciagle mnie ten filozof
    trapil i ciekawil. Jednak nie mozna bylo dostac o nim zadnym materialow, bo
    ksiegi jego byly dostepne li tylko na niedostepnych dla mnie uniwersytetach.
    Zawsze lubilem jednak zaglebiac sie po roznych antykwariatach gdzie
    odnajdywalem biale kruki, literature niedostepna w prl-owskich ksiegarniach.
    Tam znalazlem rowniez stare w skore obite dziela Emanuela Kanta. Jednak
    czytalem go, czytalem, i nic nie moglem zrozumiec. Rozmawialem z absolwentami
    wydzialu filozofi z roznych uniwerkow krajowych, ale oni tak blednie mowili, ze
    widzialem, ze nie wiele rozumieli Kanta jak tylko wyklepali to co bylo
    potrzebne do egzaminow, a i to pozapominali szybko. Kiedys wybralem sie na
    wczasy i mialem przyjemnosc mieszkac po sasiedzku z profesorem filozofii. Ale
    ten to byl zupelnie porabany i tez nie kapowal sedna filozofi kantowskiej, jak
    tylko gadal cos, ze czlowiek nie ma indywidualnej swiadomosci jak tylko
    swiadomosc grupowa, zbiorowa, kolektywna i ze zycie dla siebie samego to
    najwiekszy grzech. I tak po prawdzie to mial racje, bo to Kant wlasnie glosil,
    czyli nie indywidualny subiektywizm ale subiektywizm kolektywny i dlatego
    komunisci sie chetnie Kantem poslugiwali, azeby "naukowo" sankcjonowac
    komunistyczny tj,. kolektywistyczny system polityczny zycia w stadzie. Inaczej,
    Kant zaatakowal czlowieka racjonalny fakultet tj. zmysly i rozum, ze czlowiek
    tymi zmyslami odbiera swiat nie taki jaki w rzeczywistosci jest ale zupelnie
    bledny i takie bledne wrazenia przerabia blednie przez swoj procesor czyli
    rozum. Tak wiec czlowiek przez to nie jest rzekomo w stanie odbierac tego co
    dookola niego rzeczywiste. Po jakims czasie doszedlem,po rozgryzaniu
    niezrozumialych wydawaloby sie zdan,do jednego wniosku, ze Kant to neomistyk i
    bez wzgledu na jego wyrafinowane dziela to jednak ta jego filozofia w gruncie
    rzeczy to dostyc prymitywny sposob myslenia. Calkowicie na Kancie oparli sie
    pozniejsi pragmatycy, logiczni pozytywisci, i inne wspoczesne stwory
    neomistykow jaki mistycy muskol, ktorzy wrzeszczeli, ze czlwiek nie moze
    udowodnic, ze istnieje, ze sam indywidualnie nie przetrwa, ze moze przetrwac w
    stadzie, ze jest glupi, nieracjonalny i nieodpowiedzialny, dlatego nalezy mu
    nakladac kajdany w formie rezimowych ustrojow. Chadzalem na rozne prelekcje i
    juz przez ta moja duza buziebym ze studiow omalo przez to nie wylecial a
    podkapowali mnie koledzy, ktorzy pozniej porobili partyjne kariery, a ktorym to
    czasami przypominam e-mailami o wydarzeniach z tamtych lat. Jednak oni sie
    zaslaniaja, ze nie pamietaja, ze a co tam.... itd, ha ha ha.....A niech sobie.
    Nie mam specjalnie do nich zalu. Takie byly czasy, jak to oni lubia sie
    zaslaniac, tak wlasciwie to niczym...
    A poza tym to sie jakos zyje. Zdrowie wciaz sluzy. Bieg po zdrowie codzienny
    wraz z treningiem na domowej silowni. Zwiedzanie, wycieczki, literatura,
    zagladanie do wirtualnego Rio, a nawet i do Skrwilna. Co to sie porobilo, nawet
    i na wsiach pod strzechami zapanowala cybernetyka. Tak sie kiedys mowilo o
    ewentualnym internecie. Byly nawet i w Rypinie rozne spotkania w Katoliku, na
    ktore przyjezdzaly rozne, naukowe osobistosci z Warszawy i mowiono tam wlasnie
    na temat cybernetyki. Jednak nikt wtedy nie wyobrazal sobie do czego to moze
    dojsc w przyszlosci pod tym wzgledem. A to dopiero poczatek rozwoju
    cywilizacyjnego. Teraz np.warto inwestowac w firmy zajmujace sie
    nanotechnologia, bo jest nowa dziedzina rozwojowa taka jak kiedys byl internet
    i komputery. No ale o tym moze innym razem. Z zyczeniami nie tylko przertwania,
    ale przede wszystkim z zyczeniami pelnego rozwoju dla wszystkich z Rio i
    zagladajach na strone RIO FORUM.
    Ps. Pionierem cybernetyki, a wlasciwie to informatyki byl Roman, Wieslaw
    Swiniarski, absolwent rypinskiego ogolniaka, wykladowca na politechnice
    warszawskiej, obecny profesor na uniwersytecie w San Diego -USA.
  • grazyna_s5 24.11.05, 23:54
    Witam wszystkich, dawno tu nie zalądałam,człowiek ciągle gdzieś pędzi na nic
    nie ma czasu, obiecuję poprawę, napiszę więcej w weekend
  • ifinity 29.11.05, 19:50
    Oh Grazyno, Grazyno, gdzie jestes? Objecalas, ze w weekend....Czy wszystkie
    Rypinianki tak slowne jak Grazyna? Moze to tylko brak czasu a Grazyna jak
    zlapie chwile to z pewnoscia podzieli sie z nami co nowego w Rio slychac. A
    poki co to mniejmy nadzieje. Z Pozdrowieniami. Infinity.

    Ps.I widze to juz u siebie, ze tesknie za Rio jak za ta Litwa Ojczyzna..... A
    moze pod wplywem uniesien patriotycznych ruszym nawala na Moskala znowu? Tylko
    tera to uzbrojeni w gitary i glosne wzmacniacze, ze skomputeryzowanym centrum
    dowodzenia, ma sie rozumiec, a Grazyna bedzie tym naszym niezawodnym CIA.
  • ifinity 14.02.06, 02:09
    Grazyno,Grazyno, to ja Brzoza. Czy mnie slyszysz? Nie slyszy mnie, ani mnie nie
    widzi Grazyna. Widocznie latosc, za zimno jest, jak by powiedzial dawny
    organista ze sredniowiecznego kosciola nad Rypienica. Bez wzgledu jednak
    pozdrawiam wszystkich Rypinian w kraju jak i za granicami, rowniez i tych na
    morzach i na oceanach, bo i tacy majtkowie z Rypina pewnie istnieja. A poki co
    to spadam.Ifinity
  • ifinity 27.04.06, 06:09
    Na prozno tu wolac, na prozno lzy wylewac. Rypinianie olewaja patriotyczne
    uniesienia. Wola sobie wsciasc do Volswagena i pojechac do Brodnicy na piwo. A
    ja tam wybralbym inny kierunek, bo do Zalego, do Bozymina, Szczutowa,
    Swiedziebni, czy do Ostrowitego. A jak sie znudzi to do Watpielska, do Rypalk,
    Starorypina, do Strzyg, na Sumsiory, do Sadlowa, do Skrwilna, Rusinowa,
    Glowinska i gdzieby nie jeszczeee..... W Rypsinie nie mozna sie zanudzic, bo
    jest gdzie wypadac, jest z kim pogadac, a i lasencje dostepne, kulturalne,
    swiatowe przez satelitarna telewizje. A corki zamoznych gospodarzy przy dojeniu
    krow to posluguja sie juz wyrafinowanym jezykiem angielskim: "Dady? Take that
    fucked up cow, off this fucking driveway, please" Tatus? Prosze Cie... Usun ta
    po...pierdolona krowe z tego pier...dolonego podjazdu do drogi. Takie
    slownictwo i styl bycia, z pewnoscia toruje droge do unijnej kariery w
    Brukseli, a jezeli nie to przynajmniej do kariery kartoflanych wykopek w
    Irlandii. Nie na prozno przecie Katolik na Dom Kultury zamieniono. Bylo w tej
    przemianie u Rypinian sporo sensu. A ze odebrano dekretem wlasnosc prywatna
    kosciolowi.... To przecie pro publico bono - dla dobra spolecznosci. Nie licza
    sie prawa parszywej jednostki do jej praw do wlasnosci. Liczy sie wyzsza
    koniecznosc, spoleczna koniecznosc. Do diabla z zarozumiala i egoistyczna
    jednostka.
    Wziac takiego Tadka Ratkowskiego. Oddany kiedys i aktywny czlonek partii,
    zero posiadajacy, teraz tez spolecznie udzielajacy sie, pilnujacy interesow
    spolecznych, a nie jakiegos tam wlasciciela budynku, byznesu, banku, stacji
    benzynowej - wyrzutkow spoleczenstwa. Tadek wie, ze Dobro, jest tylko
    spoleczne, a nie to prywatne i dzielnie z prywata Tadek walczy. Szkoda tylko,
    ze ojciec Tadka mial zupelnie inne o komunalach zdanie. No ale rodzice to
    czesto resztki sanacyjnej przeszlosci. Tadek wie, komu i czemu sluzy. On weszy
    prywatne Zlo posiadania z daleka. A ulica Piaski, powinna byc zmieniona na
    Aleje Tadeusza Ratkowskiego. Tak nam dopomoz Bog. Infinity.
  • ifinity 27.04.06, 06:35
    Sila by gadac o Rypsinie. Mozna gadac o parkach, o stadionach, o antenach
    telewizyjnych.. I slusznie.. Jednak nie ma to jak ta rypinska fizyko-kultura,
    czyli po prostu uprawianie cwiczen. Przypadkowo moj przyjaciel Daniel znalazl
    sie na dwutygodniowej delegacji w miescie Rypinie. Jako solidny i wyrafinowany
    specjalista od komputerow, a jednoczesnie wysportowany chlopak, urozmaical
    sobie pobyt w Rypinie joggingiem po przepieknych, jak twierdzil, okolicach
    Rypina. Po czasie, napisal do mnie e-mail, ze odnalazl w Rypsinie "Wyspe
    Skarbow". Od razu sie podniecilem i czekalem na dalsze od niego wiadomosci.
    Otoz biegajac gdzies od domu Zgody, parkiem w strone stadionu i starej
    Elektrowni, natknal sie przypadkowo na silownie kulturystyczna o ciekawych
    zalozeniach. Wlascicielem owej silowni, byl bodajze, niejaki Maciej
    Tuchalski,lokalny kulturysta. Niesmialy i kulturalny z natury ten moj koles
    otrzymal w silowni u Tuchalskiego, niezwykle mile potraktowanie.. Maszyn bylo
    wiele i ciekawych. Obsluga fachowa, a i ceny dostepne... Nie wiem jak jego
    sprawy sluzbowo-kulturystyczne potoczyly sie dalej, ale wiem, ze tam po
    godzinach intensywnie cwiczyl, pod fachowym nadzorem. I powiedzial mi, ze ten
    nadzor to za cene nie byl nadzorem jak kulturystycznym rezimem. Nie spodziewal
    sie takiego ograniczenia wolnosci, ale rezultatem bylo zeszczuplenie sylwetki i
    nabranie miesni. Bez wzgledu, to nie uwierze jak sie nie przekonam. A poki co
    to jade do Radzynka. Infinity.
  • wwwww 01.05.06, 23:59
    oj joj joj wreszcie udało mi się zalogować! Prawie sie wzruszyłam czytając
    wspomnienia o Rypinku. Ja kończylam tam ekonomik i miło to wspominam .Może ktoś
    wie co dzieje się z panią Kraszewską i innymi nauczycielami z tej szkoły.
    Serdecznie pozdrawiam
  • wwwww 02.05.06, 00:06
    Aha, jescze jedno wydaje mi się, że gość z Rypina, który gra w "Pierwszej
    miłości" (uff) nazywa się Cieszyński. Bużka
  • marylar 22.05.06, 18:15
    Cześć wszystkim! Zwłaszcza tym, którzy ukończyli LO w Rypinie. Miło mi czytać
    nazwiska znajomych mi nauczycieli. Ktoś z Was przypomniał rewelacyjne
    powiedzenie dyrektora Wierzchowskiego: "Nie szukajmy daleko, weźmy taką
    Japonię." Od razu mi się na sercu ciepło zrobiło.Pani profesor Kalksztejn- brr.
    Żałuję, niestety miałam z nią polski.Była również moją wychowawczynią, brr,
    brr. Pani Fabczak, to prawdziwa babka z klasą- widziałam ją, gdy po latach
    poszłam zwiedzić LO. Miło wspominam profesor Biały od francuskiego, a także
    profesora Świdzińskiego. Nie jestem z Rypina, ale, jak ktoś napisał z okolic.
    Teraz pozdrawiam ze Szczecina.
  • ifinity 27.05.06, 15:54
    Witaj Maryla R (Rodowicz). Ja tez kiedys mieszkalem w Szczecinie przez dluuugie
    lata. Uwielbiam Szczecin i lubie do niego wracac, przewaznie w myslach; Waly
    Chrobrego, Podzamcze, Zamek Piastow, U Wyszaka, Wojska Polskiego, Przecudne i
    zielone Pogodno, Niesamowite Jezioro Globokie za Pogodnem, Lasek Arkonski,
    Dziewoklicz, Pomorzany i wiele, wiele innych ciekawych miesc, a zwlaszcza
    malownicza krajobrazowo trasa ze Szczecina do Swinoujscia. Nie moge pominac
    jednak portu szczecinskiego, jeziora Dabie, zalew Szczecinski Kanal Piastowski
    gdzi lowilo sie miara wieksza od dloni po lokiec taaaaaakie ogromne plocie jak
    rekiny (z biegiem lat wyobraznia olbrzymieje ha ha ha).Ze Szczecina niedaleko
    do zabytkowego Kamienia Pomorskiego, Miedzyzdrojow i nadmorskiego Pobierowa.
    Ale najmilej bylo jak czlowiek znalazl czas, wsiadl do pociagu byle jakiego i
    pognal trasa na Bydgoszcz i Torun, a stamtad juz autobusem do Rypinka. To
    jeszcze w studenckich czasach. Pozniej jezdzilo sie samochodem gorszym czy
    lepszym, bo tak wypadalo. Mijalo sie po lewej dawny licealny internat, przed
    pagorkiem, gdzie na szczycie po prawej park i liceum. I ostry skret w prawo na
    ulice Kosciuszki i z gorki do Katolika. Na przeciwko kosciol ewangielicki, most
    na Rypinicy, pozniej Kosciuszki sie rozdwajala, w prawo na ulice Tylna gdzie
    stacja benzynowa, a po lewej stary, sredniowieczny kosciol.
    I gdzie sie czlowiek nie obejrza w Rio tam najpiekniejsze i najpowabniejsze
    Laski Nebeske.
  • marylar 27.05.06, 20:14
    Nie każda Maryla musi być od razu Rodowicz. Jeśli chodzi o trasę Szczecin-
    Rypin, to czuję się, jak w domu od Bydgoszczy. Oczywiście im bliżej Rypina tym
    cieplej robi się na sercu. Ja do samego Rypina nie dojeżdżam, jestem z okolic,
    ale odwiedzam go przy okazji odwiedzin u znajomych lub zakupów. Miło mi się
    robi na sercu, gdy tam jestem. Polecam jednak wszystkim wizytę w Sanktuarium w
    Oborach. Czy LO w Rypinie uczy pani Woronowska, z męża Kusztal? Uczyła kiedyś
    zajęć praktycznych. A co się dzieje z panią Urszulą Zdrojewską? Pozdrawiam-
    Maryla.
  • ifinity 29.05.06, 16:33
    Znam Maryla to uczecie. Przezywalem te momenty wiele razy kiedys. No a teraz
    jest internet i bywam w Rypinie cyfrowo, ze tak sie wyraze. Jest to nawet i
    bezpieczniejsze niz jazda samochodem ze Szczecina, przez Bydgosz i Torun,
    Szafarnie i kiedys po drodze mijalo sie taki ladny, bialy chyba palacyk. I nie
    pamietam, gdzie to bylo. Czy nie przypdkiem w Watpielsku? Myla juz mi sie nazwy
    i skojarzenia. A nazwisko Kusztal to slyszalo sie. Chyba jest to rodzina
    prawnikow, obecnie rezydujaca chyba w Brodnicy. Tak. Pan Marek Kusztal
    praktykuje prawo w Brodnicy i jego mlodsza siostra rowniez, ale w innym
    miescie. Ojciec Kusztala byl prawnikiem w Rypinie za czasow prl-
    owskich.Slyszalem, ze Pan Kusztal senior, to byl bardzo porzadny czlowiek. O
    dzialalnosci juniora Kusztala jako prawnika nic nie wiem. Widocznie w Rypinie
    trudno byloby mu sie utrzymac, wiec wybral o wiele prezniejsza gospodarczo
    Brodnice. W Szczecinie, dyrektorem Szpitala na Pogodnie byl kiedys doktor
    Andrzej Swiniarski, tez pochodzacy z Rypina, ktorego rodzina mieszkala od
    wejscia z ulicy Kosciuszki, niedaleko liceum, do Rozlewni Mleka (mleczarni).
    Jego mlodsza siostra tez jest lekarzem chyba wlasnie w Szczecinie, a sredni
    brat Wieslaw (Roman) profesorem na uczelni San Diego w Kaliforni. Pozdrawiam
    nie mniej serdecznie. Ifinity
  • ifinity 14.06.06, 05:29
    Ksenia, Ksenia, a dlaczego ty taka milczaaaaca? Dawaj znac o sobie.
  • ifinity 14.06.06, 05:30
    Bez kseni zycie tutaj byloby mizeeerne.
  • ifinity 14.06.06, 05:39
    A powiedz prosze ksenia co to za przedmiot ta "propedeutyka"? Nie mam pojecia,
    nic nie rozumiem. Czyzby to byla nauka napedzie parowym do nauki? czy do naped
    do odpowiednie nauki.Tyle tera roznych prope i deuk, ze nie kapuje zupelnie.
    Chyba przespaceruje sie po ulicy Warszawskiej z lekkim tchnieciem ulicy
    Kosciuszli, Mlawska, nie Tylna i nie Malpim Gajem o tej porze.
    A propos, czy w Rypsinie wciaz ta stara, tradycyjna ksiegarnia, na szczycie
    Rynku? Czy tez Placu Wolnosci chyba.Trzeba chyba organizowac nastepny zjazd
    absolwentow rypsinskiego liceum. Z Serdecznymi Pozdrowieniami Affinity.
  • ifinity 01.09.06, 07:26
    A to ciekawe tak powspominac nauczycieli. Jeden z najciekawszych to byl chyba
    profesor Sztkowski. Podobal sie on rypsinskim kobietom, zakonnicom, partyjnej
    nomenklaturze takze. Dobrym byl On Polonista, w rypsinskiem liceum. Jednak byl
    to czlek zupelnie niezalezny, nie poddajacy sie lokalnym, tym partyjnym
    sugestiom. Wiec nauczal on ten Szatkowski wtedy to co mu Rozum dyktowal, a nie
    to co rozpita podlym bimbrem wtedy Partia....
  • moja.du 01.09.06, 13:28
    Witam wszystkich odwiedziających to forum.Natrafiłam na nie przypadkowo i
    przyszła mi myśl spróbowania odnalezienia dzieki wam kogos z Rypina.Konkretnie
    chodzi mi o faceta, teraz pewnie męża i ojca,ale nie byłam w Rypinie od....
    może 94 roku i nawet nie wiem co sie tam dzieje.Jak czytam co piszecie to
    czasami myślę ,ze mogłoby mi sie to udac.Problem jest tylko taki, ze ja jestem
    z rocznika 70 i kończyłam ekonomik.Jeżeli macie może rodzeństwo w moim wieku to
    możliwe ze sie możemy znac.Mieszkałam przez 4 lata w internacie i naprawde
    dzieki osobie która teraz szukam poznałam wielu ludzi z Rypina.Moje rewiry w
    których czesto, bywałam i skad znałam najwięcej ludzi to bloki naprzeciw
    t.zwanego kiedyś blaszaka( taki sklep).To tyle na razie, pozdrawam, hej
  • ifinity 01.09.06, 15:12
    Wiecej szczegolow moja.du o tym facecie, to moze ktos zareaguje; kolor oczu,
    wzrost, poczucie humory, a moze jest muzykalny, czy moze znany byl z tego, ze
    malowal, czy blondyn szatyn i jakie upodobania mial w seksie. Niski wysoki,
    sniady czy bialy, wlosy krecone proste, czy na lysa palke. Czy zmienial
    skarpetki majtki i obowie czesto. Czy sie dobrze uczyl i jak czesto wagarowal.
    Czy dobry byl w pisaniu listow plomiennych, czy wyjechal na studia i czy
    popieral teorie Darwina. Czy interesowal sie Platonem, czy raczej
    Arystotelesem? Czy z polskiego lubil Odrodzenie, Oswiecenie czy Romantyzm i
    Prace u Podstaw. Jakie zdanie mial o komunizmie, Stalinizmie, Kapitalizmie,
    Socjaldemokracjach, Romantyzmie, czy dobrze cytowal wiersze Mickiewicza,
    Kochanowskiego i Slowackiego. Czy potrafil kochac od pieszczot slodkich i czy
    doprowadzal do orgazmow dlugich i konczyl w ramionach. Czy wiedzial gdzie zaby
    zimuja i czy z niejednego pieca chleb jadl... Czy wspoldzialal razem z
    detektywem Rutkowskim i jakie wina pijal. Co jadal na sniadanie, na obiad i
    kolacje. I juz nie bede sie pytal do jakiego przedszkola chadza......
    Pomyslnosci w poszukiwaniach. Infinity
  • ifinity 04.09.06, 06:50
    Moze z tym wszystkim przesadzilem. Moze za duzo napisalem, moze zle
    oszacowalem, moze nie myslalem. A moze zartowalem, moze trywialnie podchodzilem.
    Moze sie przeliczylem, moze po prostu sie upilem. Moze uwazalem ze podejscie
    nalezy miec inne, powazne i Rypinne. Moze nalezy isc na cmentarz, do kosciola,
    a po kosciele na uczte biesiadna do pobliskiej gospody....
    Moze nalezy przypatrzec sie edukacji, promocji i igrzyskom...
    A moze przespacerowac sie po Mlawskiej, po Kosciuszki i Warszawskiej...
    Moze jedna noga tu na Czarownicy, a druga w Drwecy i Sitnicy...
    A moze lepiej przejsc sie kolo Znicza i zakonczyc marzenia o Rypsinie w
    Balinie... Pozdrawiam Serdecznie Infinity...
  • ifinity 11.09.06, 07:23
    Zaczelas Ksenia, wiec dokoncz. A wogole to gdzie sie podziewasz Ksenia, gdzie
    Kseni mysli, romantyzmy, rodzina, dzieci, a moze nawet i te rypsinskie
    wnuczeta. A moze Ty Rady Powiatowej Ksenia, juz powazna Matrona-Zona, jak ta
    Szanowna "ski", czy "ewicz" tzn. mrozowicz, sienkiewicz,mickiewicz, ec(tak jak
    Ewa Dec), albo owicz, tak jak "Balcerowicz". Czy moze, "awski" jak Jaroslawski,
    czy "elski" jak Jaruzelski, jak Tomasz Rygielski, czy moze koncowka "arski" jak
    Bednarski, Konarski, (elewski) jak Chmielewski, Paderewski. Jak Okonski, jak
    Dabrowski. Tak jak Kolczynski, Dobrzynski, Baranski, Goslicki, Sobocinski i
    caaaaly ten rypsinski zgielk. A reszta to juz kwestia wyobrazni, a moze tylko
    kwestia sprawdzenia w parafialnych ksiegach. Infinity
  • ifinity 17.09.06, 05:32
    A wlasciwie to co te Araby chca od papieza Benedyktyna? W koncu nie owija
    rzeczywistosci w bawelne i wygarnal im prawde. I dlaczego Araby protestuja? A
    to dlatego, ze papiez stwierdza fakty, ze od zarania tj. od 14 stego wieku
    religia mahometanska nie szuka pokoju, jak tylko nawracania na ich wiare
    mieczem, bagnetem, a teraz nowoczesna bronia, ktora ci zacofancy sredniowieczni
    nigdy nie byli w stanie wymyslic.
    Islam to kultura smierci, nie zycia i niedaj Boze jak Iran dostanie bron
    nuklearna w lapy - na co sie zanosi, to najbardziej od nich bedzie narazona
    Europa. Ale czy Europa sie tym martwi? Wcale nieeee, tak jak w 1930 stych
    latach. Europa pusta, pragmatyczna, beztroska, bezpryncypialna. Odchodzi od
    religii, ktora Europe kiedys spajala w walce z Islamem i z faszyzmem rowniez.
    Europa teraz to "duchowa pustynia", jak podkreslaja konserwatywni dziennikarze.
    I gdyby Europa odchodzila od moralnych drogowskazow religijnych to wcale bym
    nie protestowal, jedynie gdyby podazala logicznymi drogowskazami moralnymi.
    Niestety ani jedno ani druge, jak tylko moralny relatywizm, czy sceptycyzm,
    wymiennie i dopelniajaco.
    Ten papiez nie jest glupi i posluguje sie niezwykle postepowa filozofia
    tomizmu (swietego Tomasz z Aquinu), ktora stara sie polaczyc w jedna,
    harmonicza calos tak wiare, jak i rozumowanie. Zycze mu powodzenia, dla dobra
    nas wszystkich i oby w wierze bylo wiecej Rozumu, niz wiary. I takim wydaje sie
    byc ten nowy, niemiecki papiez. I zastanawiam sie, czy stac by bylo na taka
    odwage naszego, polskiego papieza. Nie zaprzeczam jego dorobku, jedna wydaje mi
    sie, ze odwolywal by sie raczej do lagodniejszych srodkow, co w tak naglacej
    sytuacji, wyjatkowego scierania sie kultur, mogloby miec symboliczne znaczenie
    przykladania listka bobkowego na na mocno krwawiaca juz rane. No ale kim ja
    jestem, aby takie autorytety osadzac?
    Mimo wszystko, to bezwgledna krytyka Islamu przez papieza, moze byc kublem
    lodowatej wody na islamskie emocje, chociaz watpie czy na Iran. Na Iran
    koniecznosc Silnej Reki. Tylko gdzie znalezc Silna Reke w Europie? Militarnie
    na taka ja niestety niestac. Koncepcyjnie i moralnie rowniez.... Wiec co
    dalej??? Czyzby sie znowu spuszczac (liczyc) na Hameryke???? I gdzie ta polska
    husaria przed zagrazajacym teraz nie tylko Europie, ale i swiatu, potopem?
    Gdzie nowy Sobieski? I czy widac go gdziez chociaz na europejskim horyzoncie.
    Nihilistyczni optymisci wierza, ze to francuski Czyrak bedzie tym nowym,
    europejskim Sobieskim hi hi hi hi.....
  • ifinity 22.09.06, 20:35
    Czy ktos z Rypina wybiera sie na pielgrzymke do Jasnej Gory? Brodnica sie
    wlasnie organizuje. Mozna tam do nich zerknac na Forum Regionalnym
  • ifinity 07.10.06, 17:23
    Witam Rypin, Rypinianki i Rypinian. Juz dawno tutaj nie bylem, a tu po lecie
    juz piekna jesien. Zreszta piekna, czy nie to zalezy od geograficznego miejsca
    polozenia. Protesty, protesty, niezadowolenie z wladzy. Czy tak piowinno byc?
    Pewnie tak skoro u nas pelna demokracja. Protesty przebiegaly jednak w
    nalezytym porzadku, bez wybrykow i takie kulturalne ekspresje swoich pogladow
    polityczny chwali sie. Ale jak demokracja to demokracja, wszystkie polityczne
    ugrupowania maja prawo do protestu. Oczywiscie do pokojowego pochodu, bez
    huliganskich wybrykow, bo wtedy to juz zaklocenie porzadku publiczne i tutaj
    sluzby porzadkowe maja obowiazek przywracania ladu.
    A ciekawe jak reakcja byla w miescie Rypinie? Czy pochod przeszedl z
    choragwiamy od ulicy warszawskiej przez Rynek do Katolika, a tam droga na Lipno
    do stadionow? Przypomnialy mi sie dawne prl-wskie czasy kiedy to pochodow bylo
    sporo, od kazdej komunistycznej okazji.
    Najbardziej intensywne byly ochody Swieta Pracy 1-wszego Maja. I nic by w tym
    gorszacego chyba nie bylo, gdyby to byly swieta czczace szacunek do pracy, do
    obowiazku i do zasad etycznych. Jednak 1-Maja nie mialo nic wspolnego z
    szacunkiem do etyki pracy. 1 Maja to bylo narodowe rozpasanie, podziw i
    poparcie dla ideologii grupizmu, czyli kolektywizmu, czyli podziw dla
    pospolitego smrodu, co to doprowadzil kraj do kompletnej ruiny moralno-
    polityczno-gospodarczej.... I pamietam te idiotyczne euforie przeciwko
    ludziom,co sie czegos ciezka praca podorabiali jak np. przeciwko co
    zaradniejszym i pracowitrzym gospodarzom, co ich kulakami ta czerwona banda
    nazywala. I wydawaloby sie, ze przykladem do nasladowania mialy byc centralne,
    czy lokalne wladze partyjne. Jednak w tych wladzach to byla jedna kupa
    nalogowych pijakow, moczymordow, co to by bezmyslnie kazde odgorne, czy
    sowieckie rozkazy wypelniali. Zdolni byli do najgorszych swinstw, a to
    wszystko "Pro Publico Bono", czyli Dla Dobra Spoleczenstwa. I im sie wydawalo,
    ze spoleczenstwo to jakich namacalny stwor na szesciu, czy dziesieciu lapach,
    na oltarzu ktorego zdolni byli poswiecac niezgadzajace sie z nimi, przewaznie
    wartosciowe jednostki.
    No ale niepotrzebnie o tym pisze. Przeciez teraz mamy prawdziwa Wolnosc.....
    Tylko czy tak na prawde to wiemy co z ta Wolnoscia poczac? I jak widac
    historycznie to dla Wolnosci najlatwiej nam bylo zawsze umierac. Najtrudniej
    jest jednak nam dla niej zyc - zreszta tak samo jak i dla ukochanej kobiety.
    Zabieram sie w koncu za czyszczenie grzybow. Nawet nieprzypuszczalem, ze sie
    tyle tego wszystkiego uzbiera. Nawet znalazlem i sporo dorodnych prawdziwkow.
    Reszta to podgrzybki - zlotawe, brunatne,podgrzybki-zajaczki za ktorymi
    przepadam. Wbrew ogolnie przyjetej opini narodowej, grzyby maja sporo roznych,
    latwo przyswajalnych mikroelementow, wplywajacych pozytywnie na stan zdrowia,
    na odpornosc immunologiczna, ale o tym moze innym razem.
    Opowiedzcie o Waszych sukcesach w grzybobraniu, prosze. Jakie grzyby w tym
    roku w okolicach Rypina sie zbiera, w jakich lasach, a moze jakies ciekawe
    przepisy? Pamietam, ze moja babcia zawsze robila grzyby na patelni w smietanie
    z pieprzem. Niestety niezdazylem od niej nauczyc sie przepisu. Czy grzyby
    koniecznie trzeba gotowac przed smazeniem? Czy tylko niektore....? Do Zakrocza,
    do Lasow Skrwilenskich, Okalewa i moze Dylewa. Juz nie bardzo pamietam gdzie.
  • ifinity 25.10.06, 06:13
    No wlasnie Ksenia. A gdzie sie Ty podziewasz. Gdzie jestes.....Dawaj Znac o So
    bie.
  • ifinity 25.11.06, 06:52
    No wlasnie. A moze tak powspominamy nauczycieli. I gdzie ten Pan Serwatko, Pan
    Kosmalski, Pani Ciuchta, Pani Gieletowa, Pan.. juz nie pamietam jak sie nazywal
    Pani Putowska, ta od francuskiego, Pani Zdrojewska od kultury
    fizycznej.Zlosliwy Kranc od matmy, tudziez ludzki profesor Buras, Pan fizyk,
    Pan Geograf Pufacz, Pan Derektor, Pan Wozny, I My Panstwo Wyborow Osobistych,
    bez wzgledu na edukacje. Pozdrawiam Serdecznie.ifninity.
  • ifinity 30.11.06, 18:17
    Smutne to, ze nikt nie zaglada tutaj na te strony. Spoleczenstwo Rypsina widac
    sie starzeeeeje, stagnacja obrasta, a bylym marynarzom rypsinskim, kule
    przyrodzone jak widac muszlami ze starosci poobrastaly. Korzenie starosci u
    nich wyraznie chyba juz widoczne. No bo jak facet ma juz te 50 lat, to co mu
    tam w tem Rypsinie pozostaje? Ano nic jak tylko zone bic, siwuche pic i przy
    Malpim Galu sobie pofantazjowac, ze niby ma taki kochanke do obracania.
    Niektorzy tak cale zycie przebebnia, a w tych marzeniach, ani kobity nie
    stlucze jak i kochanki ustami tudziez korzeniem nie zasmakuje.
    Co innego taki rypsinski ksiezulo. Ten nie ma zadnych odpowiedzialnosci, tak
    przed zona, kochanka, czy przed dziecmi. Taki przepeka zycie beztrosko, a jak
    mu sie trafi jaka lasencja pod noz, to i tak jak splawi, a jak bedzie robila mu
    awanture, to zagarnie z tacy koscielnej wiecej po to aby kochanke namietna
    zaspokoic. A moze sie zupelnie myle. Moze rypsinscy ksieza prowadza zycie jak
    Pan Bog nakazal..
  • ifinity 11.12.06, 05:11
    Wyobrazam sobie ksenia te Twoje wspomnienia...A ktoz by ich nie mial.....?
    Wierzchowski byl chyba na poczatku dyrektorem podstawowki nr.1, naprzeciwko
    szpitala. Byl nieustepliwy jezeli chodzilo o daty z historii Polski, ale
    niestety bez zadnego tej historii kontekstu. Lubilem go i powazalem, ale mam
    zal ze nie przedstawial histori we wlasciwym kontekscie, jak tylko wedlug
    istniejacego wtedy, komunistycznego,kierunku...
  • sauber1 12.12.06, 01:41
    ifinity napisał:

    Lubilem go i powazalem, ale mam
    > zal ze nie przedstawial histori we wlasciwym kontekscie, jak tylko wedlug
    > istniejacego wtedy, komunistycznego,kierunku...

    A miał inne wyjście, Nasz Rypin to też oaza komunizmu była, chyba???
  • jak48 30.01.07, 21:10
    Ifinity-napisz cos o jednym z bardziej orginalnych rypiniakow ,ktorego dobrze
    znasz (opisujac "Sw Duch")-p.Sokalskiego,mieszkajacego w domku nad rzeka za
    "katolikiem".
  • ifinity 04.02.07, 21:12
    Sokalski byl dziwakiem. Ubieral sie w wojskowa palatke, mial dluga brode,
    druciane okularki i teraz to wzieto by go z wygladu za islamskiego terroryste.
    Byl przesadnie uprzejmy, klanial sie kobietom no i mial ten charakterystyczny
    chod, gdzie choc stale byl pochylony to stopy byly zawsze daleko przed reszta
    ciala. Mieszkal w zapadlej, rozpadajacej sie drewnianej budzie, gdzie byl syf i
    malaria, jako, ze Tadeusz Sochalski w zalu po matce nie chcial tracic zadnej
    pamiatki po niej. No i wszystko tak juz pozostalo; niedokonczone jedzenie,
    nieumyte garnki..... Sochalski potrafil byc tez okrutnym, gdy ktos sie zblizal
    do jego posiadlosci, to gonil a nawet i przywalil dragiem przewaznie nastolata.
    Przesiadywal czesto w mordowniach rypinskich. Jedna taka mordowna byla przy
    bylej ulicy Armii Czerwonej naprzeciwko obecnego Znicza, u zbiegu ulicy
    Mlawskiej i wlasnie Armii Czerwonej, teraz chyba nazwa zmieniona na ulice
    Pilsudzkiego. I nie wiem dlaczego, czyzby z sentymenu do socjalizmu??? Nie
    wiele sie mowi o tym, ale niestety Pilsudzki byl nieprzejednanym socjalista, a
    taki nigdy gospodarki do poprzadku nie doprowadzi, co moze najwyzej zaszkodzic,
    jak historia ciagle pokazuje. No tak. Pogonil bolszewikow. I tutaj jego
    zasluga. Ale czy nie moglaby byc w Rypinie ulica Pulkownika Kuklinskiego? No
    tak ale, czytalem gdzies, ze polowa Polakow uwaza wprowadzenie stanu wojennego
    za sluszne posuniecie. Wiec moralnie to kazden z nich uwaza Jaruzelskiego za
    bohatera, a Kuklinskiego za zdrajce. Wiec moze jaki nastepny, mlodszy komunista
    typu Jaruzelskiego bedzie mial szanse do wyborow na prezydenta.
    No tak, ale mielismy mowic o Sochalskim. Sochalski nie chadzal do mordowni,a
    by sie upijac. Uwazany byl w Rypinie za wielkiego filozofa po uczelniach, nawet
    mowilo sie, ze w tej dziedzinie wiedzy zdobyl doktorat. Wiec opowiadal
    Sochalski chlopom wracajacym z targow i zatrzumujam sie w mordowniach rozne
    historie o powiewie filozoficznym. Czasem i mnie udalo sie wslizgnac tam aby
    posluchac Sochalskiego. Jednak bylem mocno wtedy nieletni. Zreszta nie zwracano
    az tak duzo uwagi wtedy na nieletnich w knajpach. Niesprzedawano im tylko
    alkoholu. Wiec opowiadal Sochalski, chlopy nic nie rozumieli, ale przy medrcu
    dobrze im sie upijalo. Pisal im rowniez jakies podania, za co go czestowano
    jedzeniem, czy nawet dostawal jakies pieniadze. Po czasie wyjechalem z Rypina i
    nie wiem co sie z Sochalskim dzialo. Musial byc ta swoja filozofia zupelnie nie
    szkodliwy, skoro wladze miasta, policja i tajniaki zostawiali Sochalskigo w
    spokoju. Uwazano go za nieszkodliwego pomylenca.
    Pamietam, ze blizej znal owego dziwaka Pan Bogdan Balcerowicz, ktory kiedys
    mieszkal w Rypinie. W dlugie dyskusje filozoficzne wdawal sie wowczas z
    filozofem niejaki Pan Bogdan Manelski i wtedy bedac jeszcze nastolatem to sie z
    uwaga przysluchiwalem wywodom filozoficznym Pana Manelskiego i Pana Tedeusza
    Sokalskiego. Operowali dziwna i zupelnie nieznana mi wtedy terminologia
    filozoficzna. Slyszalo sie takie slowa jak epistemologia, swiadomosc,
    przyczynowosc, tozsamosc, metafizyka, materia, wszechswiat, dychotomia duszy i
    ciala, przestrzen, subiektywizm, kontekst, sprzecznosci, umyslowa integracja,
    psycho-epistemologia, motywacja, sens zycia, tabula rasa, Kant,logiczny
    pozytywizm, lingwistyczna analiza, egzystencjonalizm..... I wiele roznych
    terminologii, ktorych juz nie pamietam. Slyszalem jednak, ze Pan Sochalski mial
    ogromny wplyw na dojrzewanie poetyckie Pana Bogdana Balcerowicza. Nie...,
    nieee. Nie tego Balcerowicza od finansow. Balcerowicz od finansow byl
    filozoficznie, czy moze psychologicznie, a pewnie i tymi obydwoma racze
    optymista. Natomiast poezja Pana Balcerowicza oparta byla raczej na wewnetrznej
    rozterce, moze nawet i sprzecznosciach (dychotomi) duszy i ciala wiec podloze
    ta poezja miala raczej egzystencjonalne, pesymistyczne, cos w rodzaju
    Tetmajera, Sartra, czy moze nawet i Tomasza Manna. Zreszta poeci sie zmieniaja,
    dojrzewaja, albo pozostaja w egzystencjonalnym stanie ducha, co sie wiaze z
    rowniez i z nabytymi filozofiami zycia swiadomie lub tez podswiadomie poprzez
    literature, poprzez, sztuki teatralne, malarstwo, czy tez przez inne dziedziny
    sztuki.
    Niezbyt czesto poeta, czy autor ksiazek, a nawet i publicysta programuje
    swoja podswiadomosc swiadomie, poprzez studiowanie dziel filozoficznych.
    Przewaznie filozofie zycia dostaje on poprzez etyke, wlasnie poprzez
    nasladowanie glownych postaci powiesci, badz to naturalnych, badz to tych
    fikcyjnych. Silny wplyw na filozoficzne ksztaltowanie sie spojrzenia na swiat,
    wszechswiat, na zycie i na czlowieka mialy w owczesnych czasach sztuki
    teatralne. Rowniez duzy wplyw ma rodzina, czy generalnie otoczenie, na dobre
    lub na zle. Zapewne i studia rowniez. Jednak obecnie najwiekszy wplyw na
    ksztaltowanie sie charakteru mlodego czlowieka maja filmy, i to przewaznie
    dosyc negatywny wplyw, gdzie nie ma wyraznego odroznienia Zla od Dobra. Czesto
    rezyserzy staraja sie uwypuklac pospolita szarzyzne tj. kompromis Dobra ze
    Zlem, na czym tylko Zlo korzysta. I jak powiedziala kiedys slawna filozofka "na
    kompromisie jadla z trucizna tylko smierc zwyciezy". A stosujac ta maksyme do
    zycia politycznego, to mozna sobie wyobrazic ile zla moze sprytny polityk
    narobic, jezeli umiejetnie podejdzie sofizmatami (polprawdami) nieswiadomy zla
    elektorat wyborczy. I tutaj polecam niezwykle dobre tlumaczenie wspanialej
    powiesci fikcyjnej Ayn Rand pt. Atlas Zbuntowany. Autorka piszac ta powiesc
    kierowala sie arystotelowska zasada iz fikcja jest wazniejsza od powiesci
    naturalnej, bo powiesc naturalna pokazuje czlowieka jakim byl, a fikcja pokaze
    czlowieka jakiego nie bylo, a jaki moglby byc i jaki powinien byc. Pozdrawiam
    wszystkich Rypsinakow czy zagladajacych tutaj Zyczac Im Samych li tylko
    Sukcesow w 2007. I(n)finity
  • jkwa 05.02.07, 22:28
    Brawo "ifinity" trafiles w 10-e opisujac p.S.Dodam jeszcze ze mial On w swoim
    zyciu moment kiedy zblizyl sie do rodziny lek.Nieliwodzkiego.Pamietam ich
    wspolne harce na Hucie.Byli pierwszymy "naturystami"w R.W"Marylce" ktora
    miescila sie w kamienicy mojego wuja przesiadywal p.S siedzac solo przy stoliku
    i udawal ze czyta "Gazete Pomorska" jednoczesnie obserwowal sale przez dziure w
    papierze.W ten sposob polowal na tzw."jeleni" ,ktorzy od czasu do czasu cos mu
    fundowali.Dr.Nieliwodzki postac raczej negatywna -poklocony i wiecznie sie
    prawujacy min.z mieszkancami Huty Nadroz i innymi rypiniakami wart jest Twojej
    wzmianki jako ze mieszkal w tym samym rejonie koscila Ewangelickiego.Pozdro jak48
  • ifinity 07.02.07, 03:41
    Witaj jkwa. Juz gdzies tam opisywalem i dr. Nielewodzkiego, sliczna Pania
    doktorowa no i T. Sochalskiego. Bylo to w czasie ich "nudnych" lat, znaczy sie
    w czasie lata, kiedy to owa trojka wlasnie przy ich domku letniskowym na
    Sitnicy uprawiala nude, czyli lubili chadzac, opalac sie bez odzienia. Wiec ta
    nuda to wcale nie byla taka nuda. I nie mialo to nic z sexu wcale, jak tylko po
    prostu byli oni nudystami.
    Na gorce, czy na skarpie jeziora Huty Nadroskiem rozbijalismy z kolegami
    jakies tam palatkowe namioty no i posiadalismy stara poniemiecka lornetke. Wiec
    krajobraz wtedy dla nas byl niezwykle barwny kuszacy. I nie chodzi o tych dwoch
    zwisowcow, jak tylko o piekna Helene, ktora byla nie tylko piekna kobieta, ale
    zgrabna i niezwykle sexxxxxyyyyy.
    A dr. Nielewodzki to wogole interesowal sie psychoanalitykiem Sigmuntem
    Freudem i opowiadal niezwykle historie o psychoanalizie. Jakos to mnie draznilo
    i denerwowalo. Jednak nie moglem sobie wytlumaczyc dlaczego. A doktor N. byl
    nieprzejednanym obronca Freuda. Z czasem, kiedy dojrzalem, kiedy zdolny bylem
    sam do wyciagania wlasnych wnioskow po przeczytaniu literatury Freuda, to wiem
    dlaczego wewnetrznie sprzeciwialem sie wywodom dr. Nielwodzkiego. Freud mial
    wyjatkowo niskie mniemanie o czlowieku i uwazal go niemalze za bydlaka, ktory
    tylko czycha aby zwalcic matke i zabic ojca..... Wiec nie bede tu juz wiecej
    opisywal nic o zawartosci charakteru doktora, ale skoro dzielil freudowskie
    spojrzenie na czlowieka, to zapewne patrzyl na innych ludzi jako na cos
    wyjatkowo niskiego. I o ile pamietam, to dr. Nielewodzki nie mial sukcesow
    zawodowych w rypinskim szpitalu. Spod jego noza operacyjnego przewaznie szlo
    sie na drugi swiat. A przeprowadzal wtedy stosunkowo niezbyt skomplikowane
    operacje wyrostka robaczkowego. Niestety widocznie wiedze fachowa dr.
    Nielewodzki nie mial zbyt opanowana. I mowilo sie wtedy, ze kto pojdzie pod noz
    Nielewodzkiego, ten juz zywy spod niego nie wyjdzie. No ale staral sie chlop
    jak tylko mogl. A byc moze to medycyna wtedy byla wlasnie na takim poziomie,
    chociaz watpie, bo inni lekarze dobrze sobie z operacjami w Rypinie radzili.
    Slyszalem, ze pozniej odsunieto Nielewodzkiego od przeprowadzania operacji,
    zeby nie bylo "aberracji" czyli wypaczenia w medycznej profesji.
  • jkwa 07.02.07, 21:52
    Skoro jestesmy na kapielisku Huta wartoby przypomiec "mlodzierzy",gdzie kapali
    sie rypiniacy gdy wyjazdy nad Hute,Urszulewo ,etc byly utrudnione z powodu braku
    jakiejkolwiek komunikacji.Jako 7-letni chlopak wyjechalem pierwszy raz nad
    Urszulewo wycieczka GS-u -para koni ,woz.Wozakiem byl p.Bartel (mieszkal w domu
    Pastora.Jedyna po wojnie prywatna firma transportowa w R.posadala kilka -chyba 6
    ciezkich ciezarowek amerykanskich z demobilu.Wlascicielami byli
    min.St.Rupinski,Domanski i dwie osoby z poza R.W upalne dni mozna sie bylo z
    nimi zabrac nie tylko na Hute,ale i do Tomkowa nad Drwece.Jest to ta sama
    firma,ktorej samochod zarekwirowala milicja z R. udajac sie na "akcje" do
    Okalewa,gdzie w zasadce zorganizowanej przez "anty-czerwonych" zgineli wszyscy
    ,oprocz kierowcy-ktory krotko wczesniej wrocil od g.Andersa z Angli.W R.bylo
    kilka miejsc gdzie mozna bylo sie wykapac.Ul.W-ska i okolice kapaly sie w
    "torwniaku" zwanym Brumira blisko wsi Kowalki.Kosciuszki mialy Kolaske -staw
    p.Kolasinskich na Lawach.N.Osiedle mialo staw na Wygnancu.Byl jeszcze staw za
    torami .Wiele lat pozniej uporzadkowano park miejski-gdzie wybudowano 2 baseny
    jeden zwany "Kaczak",ktore nie konserwowane poprawnie ulegly zniszczeniu.Moze
    wiesz cos "ifinity" o stawie za mleczarnia tzw.oczko,gdzie lowilem ryby,a
    pozniej polowalismy jesienia na dzikie kaczki.
  • ifinity 08.02.07, 19:26
    Dzieki jkwa. Ciekawa historia Rypina. Nie wszystko pamietam, czy moze to juz
    bylo za innych czasow. To oczko pod laskiem rusinowskim bylo zasilane
    rypienica. Rzeczywiscie tam sie chadzalo na ryby, a jesienia slyszalo sie
    odglosy strzalow z dubeltowek. Tam sporo bylo dzikich kaczek. To oczko szybko
    zarastalo i przypuszczam, ze po nim nic juz nie pozostalo. Moze jakies
    mokradla, a moze osuszono ten teren i zagospodarowano. To samo stalo sie z
    jeziorem, ktore bylo zasilane Rypinica jak sie idzie z Kosciuszki do mostu, od
    mostu po prawej. Jezioro istnialo chyba gdzies do 1800 tnego roku, a pozniej z
    tego powstala laka. rozscielajaca sie az pod owczesny basen.
    Powyzej oczka pod laskiem rusinowskim miescilo sie gospodarstwo panstwa
    Rutkowskich. Syn ich byl zapalonym muzykiem utworow powaznych. Uczyl sie gry na
    skrzypcach u pana Kurzatkowskiego, ktory z zona prowadzil sklepik z roznosciami
    na przeciwko obecnego Znicza w drewnianym domu, przy ulicy kiedys Armii
    Czerwonej, gdzie po prawej stronie od domku miescila sie ta mordownia, o ktorej
    wspominalem. Pozniej pan Rutkowski studiowal w konserwatorium, chyba w
    Warszawie. Tam go widywalem grajacego pierwsze skrzypce na koncertach. Pamietam
    rowniez ta krwawa historie z Okalewa, ta zasadzke na czerwonych, gdzie chyba
    pojechaly tam dwa samochody i wszystkich wybito. To bylo idealne miejsce na
    zasadzke. Oprocz Domanskiego i Rupinskiego dosyc dlugo prosperowal jeszcze
    jeden gosc, nie pamietam jak sie nazywal, ale ktory wybudowal dom przy ul.
    Kosciuszki. Ten sie zajmowal wozeniem roznych mazidel, czy smarow. Ten tez mial
    starego chyba Lublina, ciezarowke. Nie Jeszcze jeden byl, a moze to jeden z
    ktorych wymieniles, ktory posiadal wielka stosunkowo ciezarowke, gdzies w
    okolicach za Zniczem przy Armii Czerwonej. Taki duzy facet. Jego syn skonczyl
    prawo w Toruniu.
    Jak Cie interesuje historia Rypina jkwa, to ktos na stronie brodnickiego
    Forum opisywal niestworzone historie o Rypinie. Teraz tych stron forumowych tam
    nie ma, ale ja jeszcze zdazylem skopiowac niektore wpisy, wiec ewentualnie
    tutaj moge wstawic.
  • ifinity 08.02.07, 19:40
    A oto objecywana hisoria, oposywana na brodnickim forum przed gdzies chyba
    dwoma laty. Facet o nicku Izotop. Jest to jeden fragment z duzego ciagu
    opowiadan o Rypinie. I nie pamietam czy wszystko udalo mi sie skopiowac, ale z
    pewnoscia z 10 siec odcinkow mam gdzies w moim PC:

    Na drugim koncu jeziora Sitnica, Huty Nadroskiej,posrod bialych kaczencow i
    wodorostow, odkrylismy z ksiedzem Edwardem istne krolestwo linow i dorodnych
    karasi. Dno tutaj bylo juz muliste a woda juz nie taka przejrzysta jak tam
    gdzie sie dojezdzalo od strony drogi na Lipno i Rypin. Do polowu linow
    uzywalismy sztywniejszych koncowek leszczynowych, grubszych, mocniejszych zylek
    jak i wiekszych haczykow, na ktore to zakladalismy grube, dlugie dzdzownice
    albo i cale peczki mniejszych robakow. Splawki na liny robilismy sobie z kory
    debowej, dlugie i pomalowane czerwona, wodoodporna farba z bialymi, dobrze
    widocznymi paskami dookola. Liny nie braly tak szybko i gwaltownie jak plocie
    leszcze, czy okonie. Liny "bawily" sie dlugo z przyneta bo a to kladly splawik
    na wode albo go prowadzily w jedna lub w druga strone. Jednak gdy lin polknal w
    koncu przynete to zaglebial wyraznie i stopniowo splawik, ktory odplywal od
    wedkarza i ginal gleboko w wodzie. Trzeba bylo jeszcze odczekac chwile a
    nastepnie dopiero zaciac, podrywajac gwaltownie ale z odpowiednim wyczuciem
    wedke. Pierwszego, sredniej wielkosci lina, zacialem wierzgajacego sie na
    leszczynowce w pozne i parne, sobotnie popoludnie kiedy to w lipcu wybralismy
    sie na nastepna eskapade wedkarska z ksiedzem Edwardem tam wlasnie na Sitnice.
    Ksiadz stal ode mnie dalej, po pas w kaczencach i dlugo nie mial zadnego
    brania, wiec sie w wodzie powoli przesuwal wzdluz lini wodorostow. Gdzies po
    godzinie chyba, widzialem jak zacial i zaczal walczyc z duza ryba. Leszczynowe
    wedzisko wyginalo sie do granic wytrzymalosci, ale wtedy wlasnie ksiadz
    popuszczal zylke z kolowrotka aby za chwile znowu ja nawijac na szpule.
    Ryba nie dawala za wygrana i wydawalo sie, ze mijaja godziny, jednak w napieciu
    obserwowalem zmagajaca sie faune z przewielebnym, ktory to w takich
    okolicznosciach wydawal sie byc nieustepliwym homo sapiensem. I juz widac bylo,
    gdy rybe wydostawal na powierzchnie, ze byl to okazalej wielkosci lin, ktory
    znowu znikal w glebinie jeziora, jednak coraz bardziej slabl....W koncu ksiadz
    Edward, wyczerpanego zupelnie lina wiodl leszczynowka na plycizny do brzegu i
    tam wciaz sie trzepoczacego wyciagnal na brzeg....
    Liny jak i karasie braly tego popoludnia wspaniale, wiec mielismy z ksiedzem
    sporo wtedy zabawy. On zlowil cztery spore liny i kilkanascie garbatych karasi
    a moja wedkarska siatka tez wypelniona byla tlustymi linami jak i karasiami.
    Zwinelismy wedki przed zmrokiem i udalismy sie wzdluz brzegu jeziora, a pozniej
    wspinajac sie po piaszczystej skarpie do gory spod podnoza lasu gdzie bylo
    nasze obozowisko. Ksiadz Edward byl mistrzem w przygotowawaniu posilkow. Liny i
    karasie wypatroszylismy, karasie z luski oskrobalismy a ja sie zabralem do
    skrobania linow, jednak ksiadz mnie powstrzymal wyjasniajac, ze nie trzeba bo
    luska na patelni sie przypiecze i skurszeje nadajac skorce lina chrupiacego
    smaku. Pod czterema polnymi kamieniami palilo sie juz ognisko a na kamieniach
    lezala druciana siatka na ktora ksadz polozyl patelnie z podgrzewajacym sie
    olejem do ktorego dodal sporo wiejskiego masla. Liny umyl w wodzie,
    posolil,obtoczyl w mace kadac je na goracy i pryskajacy tluszcz patelni. Obok,
    tuz przy patelni gotowala sie woda w niewielkim czajniku na herbate. Zapach
    smazacych sie ryb wywolywal istne soki z zoladka a przewielebny kucharz
    przekladal widelcem kawaki pokrojonych ryb a to na jedna a to na druga strona a
    ja kroilem juz swiezutki pachnacy bochenek chleba naleczowskiego z rypsinskiej
    piekarni rodziny Kowalskich. W koncu doczekalem sie chrupiacych kawalkow lina i
    karasi, ktore to ksiadz widelcem nalozyl mi na plaski, polowy talez.... I
    powiem wam, ze nawet teraz po latach, czuje te nie do opisania kulinarne
    zapachy polowej kuchni na lonie natury - istne Niebo w gebie!!!!!
    Ksiadz Edward jednak niczego nie zaniedbywal ani niczego nie marnowal.
    Wczesniej, zaraz po rozbiciu biwaku, znikal mi w lesie a jak wrocil to mial w
    torbie troche bialawych grzybow jak i roznych ziol lesnych. Grzyby od razu
    wymyl, pokroil, ugotowal i odcedzil z wody. Niespotykane to byl grzybobranie w
    Lipcu no ale ksiadz zawsze potrafil cos tam w starych mchach odnalezc.
    Pokrojona cebule wrzucil na olej w patelni po smazonych rybach, dodal ziol,
    soli, pieprzu i dodal ugotowanych grzybow. Tak smazyl kilkanascie minut a
    poznie dusil to wszystko pod pokrywa. Na koniec dodal kwasnej smietany i
    wymieszal. Obok w garnku gotwal wywar z rybich glow tez z dodatkiem lesnych
    ziol jak i przypraw. Po godzinie gotowania wrzucil do wywaru umyte i pokrojone
    ziemniaki. Jak ziemniaki bylu juz miekkie to ksiadz zalal wywar rowniez kwasna
    smietana..... I co to byla za rozkosz ucztowania na lonie natury gdzie ogarnial
    nas dym z tlacego sie ogniska, gdzie w dole blyszczala znikajaca poznym
    wieczorem, tafla jeziora Sitnicy Nadroskiej, przy akompaniamiencie kumkajacych
    zab i pohukiwaniu nocnych sow. Jeszcze klepnalem kilka kasajacych komarow,
    zanim nie zmorzyl mnie sen, a ja, jak pod wplywem jakiegos narkotyku, rzucilem
    sie bezwladnie na materaz w namiocie i zapadlem w glebooooki sen.

  • ifinity 08.02.07, 20:32
    A oto nastepny fragment Opowiesci Izotopa z brodnickiego Forum:

    Bylo to w Boze Cialo, kiedy to spotkalem ksiedza Edwarda na przykoscielnym
    dziedzincu, gdzie bylo juz z ranka sporo ludzi odswietnie ubranych a i
    motocyklami sie co zamozniejs gospodarze z okolicznych wiosek na ta uroczystosc
    pozjezdzali. Zgielk i tlok zaczal sie robic, jakas muzyka odpustowa jak i
    jarmarkowa bo po lewej stronie, przy wejsciu do bramy dziedzinca koscielnego
    dziad Cokalski w wyswiechtanej kapocie, z dluga prawie do ziemi siwa broda
    rzepolil cus religijnego na skrzypcach i liczyl na jalmuzne do jego niepranej
    od 30 lat czapki. Rypinianie dobrzy ludzie i Cokalskiemu grosze dawali z czego
    uzbierala sie w capce spora tego grosiwa kupka. Po drugiej stronie bramy
    natomiast, mial stanowisko inny zawodowy zebrak, tyz z capka na ziemi i broda
    nieco krotsza ale pozlepianu z braku higieny. Ten jednak juz muzyke oferowal
    jak i slowo spiewane. Byl to chyba mieszkanic z dalszych okolic Rypina bo go
    nie
    znalem a i niezawsze sie na rypsinskich odpustach pokazywal. Ten mial stara,
    cyganska gitare ale tylko z trzema strunami i rytmicznie na tej rozstrojonej
    gitarze rzepolil tango:
    Taaa, ta tam ta taaa, taaa, ta tam tam ta taaaa, i mocnym przepitym glosem
    zaczal spiewac:
    Z Rypsinskich lak, taaa tam ta taaa
    Prylecial bak, ta tam ta taaa
    Z poniedzialku na wtorek, ta tam ta taaa
    Ugryzl mnie w sam worek, ta tam ta ta
    Azem sie zlakl, ta tam ta taaa....itp, itd

    W zgielku nikt nie zwracal uwagi na slowa nedzarza, ktory to byl swoimi slowami
    coraz to bardziej rozochocony i widac, ze za pazucha wojskowego szynela mial
    butelke wodki i sie co jakis czas do muru bramy odwracal i z tej butelczyny
    pociagal, a twarz mu sie robila coraz bardziej podobna do buraka cukrowego. A
    dobrzy Rypsinianie traktowali groszami gitarzyste a nawet i calymi banknotami
    bo i muzyka zebraka jakos im mila sercu byla, a i liczyli tez i na odpusty
    grzechow po smierci przed ich ewentualnym wniebowstapieniem.

    Ksiadz Edward skinal na mnie a ja podazylem za nim w kierunku plebani.
    Siedlismy sobie tam na lawce i zaczal mi mowic, ze ma powazna sprawe i ze
    chcialby abym sie z nim wybral na wyprawe na Gory Starorypinskie i zebym
    przygotowal kilof na ta wyprawe jak i dwie lopaty. Wiec sie umowilismy wczesnie
    rano w sobote przy mostku strumyka przy szosie na Brodnice i drodze na
    Swiedziebnie.Juz z daleka dojrzalem ksiedza,jego dluga sylwetke w dresie i
    tramkach z plecakiem wojskowym na ramionach. Szybko zniknelismy w szuwarach
    podazajac wzdluz strumyka. Stamtad zaczelismy sie wspinac na starorypinska gore
    i zatrzymalismy sie na jej wierzcholku. Nikogo w okolicy nie bylo. Ksiadz
    Edward wyciagna ten swoj zeszyt z notatkami i szkicami i zaczal cos porownywac.
    Wyciagnal miare, kazal mi trzymac jeden jej koniec, cos zapisywal, pozniej juz
    sam robil dalsze pomiary schodzoc z wierzcholka gory. I slysze jak mowi do
    mnie tutaj...,, tutaj, chodz i przynies kilof i lopaty do kopania. Ziemia tam
    juz byla dosyc wyschnieta i dobrze, ze wzialem siekerke z soba bo trzeba bylo
    powycinac troche krzakow. Kopanie mi nie szlo wiec ksiadz Edward uchwycil w
    swoje mocne rece kilof i zaczal tym kilofem ziemie traktowac. Kopalismy a to
    kilofem a to szpadami na zmiane az w pewny momencie natchenelismy sie na cus
    twardszego, cegly jak gdyby. Ksiadz zaczal te zmurszale wiekami cegly muru
    odsypywac lopata delikatnie, zeby czego za mocno nie uszkodzic......


  • jkwa 08.02.07, 20:47
    Pan od smarow nazywal sie Dudra .Prowadzil handel obwozny art.smary+paliwa
    ,ktore dostarczal bogatym chlopom.Jego wyprawy handlowe trwaly czesto dluzej niz
    tydzien,arejon dzialania to do 150 km od R.Wiem to z jego opowiadan przy
    "kieliszku" z moim ojcem ,ktorego znasz.Ciekawym miejscem spotkan rypinskich
    "kowboi"byl lokal -oberza Lutobarskiego na W-skiej w gore za domem "kazni".Lala
    sie tam wodka jak na westernach.Barman p.L byl bez jednej nogi o lasce ,ktora
    uzywal aby zaprowadzic porzadek.Firma splajtowala gdyz wlasciciel ciagnal rowno
    razem z goscmi.Za laskiem rusinowskim mieszkal orginalny czlowiek nazwiska nie
    pamietam ktory w swojm domku chodowal rozne zwierzaki,a zima ubieral swojego psa
    w futerko gdy przychodzil po zakupy do sklepu "Zgody".Wiem ze byl z
    wyksztalcenia weteryniarzem ,a za cara pracowal min.w Mongoli.
  • ifinity 09.02.07, 07:40
    A tego to juz nie pamietam. Nic z tego co opisujesz jkwa nie kojarze Widocznie
    to juz wczesniejsze czasy.Slyszalem o Domu Kazni. .Pamietam nauczyciela
    Kosmalskiego,ale jako mniej niz nastolaat. Dudra...Nie mam pojecia o czym
    mowisz jkwa. Ale ciekaaawa historia. Dzieki.
  • ifinity 09.02.07, 15:16
    Ten Pan od smarow nazywal sie inaczej. Mial typowo, polskie nazwisko. Panstwo
    Ci mieli jedna corke i mieszkali przy ulicy Kosciuszki powyzej kuzni Pana
    Goslickiego, ale po lewej stronie ulicy Kosciuszki. Kuznia byla po prawej, jak
    sie szlo od Domu Katolika pod gorke w strone Liceum Ogolnoksztalcacego (Gimai-
    Gimnazjum) Dudra, czlowiek od smarow jak piszesz Jkwa, widocznie mieszkal w
    innej czesci miasta. Wiec przypuszczam, ze juz wtedy, za PRL-u kwitla prywatna
    inicjatywa, namiastka Wolnego jak gdyby rynku pozwolona jakims tam rzekomo
    odpadom spolecznym. Bo ludzie w marginesie spolecznym mieli sie zajmowac praca
    o zorganizowanym porzadku przez wladze panstwowe. A ludziom z poza marginesu
    spolecznego, jako moralnie i psychicznie gorszym, czy nieudolnym, pozwolono na
    prywatna inicjatywe.... Wiem, ze Ci ludzie podorabiali sie sporych pieniedzy
    jak nie milionow, ale z wiadomych przyczyn udawali, ze sa ledwie egzystujacymi
    nedzarzami. Pzdr. Ifinity
  • jkwa 10.02.07, 19:11
    Dudra -chodzi o tego samego czlowieka ktorego opisujesz z
    ul.kosciuszki.Niski,krepy,b.mocny-sam ladowal beczki z paliwem na konska
    przyczepe.Samochodu nie prowadzil sam gdyz byl b.mocnym krotkowidzem.Dziwiono
    sie jak sobie dawal rade w terenie.Ja mysle ze zakladal swoje b,mocne okulary
    gdy byl sam.Coz ludzie byli dawniej dziwni.Wszystkich tego typu "orginalow"
    mozna bylo w latach powojennych - az do lat 60 tych spotkac w skepie
    Wyczalkowskiego na pl.Sienkiewicza tuz obok Zgody.Mowiono popularni "U
    Wyczalka"-owoce+wloszczyza.Pozatym skupiala sie tam cala rypinska "kontrabanda"
    dawni wojenni szmuglerzy,karciarze,handlarze konmi i bydlem ,handlujacy
    art.amerykanskimi tj.penicylina i dolarami,ludzi trudniacy sie lichwa.Doborowe
    towarzystwo zyjace na pograniczu "owczesnego prawa" 100m od domu gdzie mieszkali
    wszyscy zarzadzajacy owczesnym R. 1-sek PZPR Radomski szef UB Gozdzik
    Kom.milicji Rogalski i reszta.Mimo tego ze tepiono tzw."nierobow" dawali sobie
    nasi dzielni rypiniacy doskonale rade zyjac wg.zasady "pic,perd.. nie pracowac
    -zycie mosi pofolgowac" Interesy robiono w "kaciapie na zapleczu,tam tez
    zapijano je.Stalymi klijentami byli tam dzis juz nie zyjacy podaje
    ksywy:Dziany,Koziol,Plapa,Wiktor,Resor,Smul,Brytan,i inni.Plapa mieszkal
    naprzeciwko w domu z ktorego do ameryki wyjechala b.porzadna rodzina Sz. i ich
    syn a moj kol. Wiesiek Sz.Ciekawe co robi w Stanach.Jesli go znasz to go pozdrow
    ,pracowalismy razem jako ratownicy na nowo utworzonym wowczas kapilisku na
    jez.Urszulewo -kamping.
  • ifinity 23.02.07, 08:43
    Hmmm. Ciekawa historia podziemnego Rypina. Tego to nie znalem. Moze nie
    podziemnego, ale pozaplecznego tj. wolna wymiana handlowa, ktorej sie w koncu
    Polska doczekala.
    Ostatnio jak odwiedzilem Rypin kilka razy z Francji, to Wyczalka juz nie
    bylo. Pomiedzy zgoda a chyba Bankiem Rolnym, Wyczalka juz nie ma, jak tylko
    jakis rodzinny byzness handlu czesciami samochodowymi. Uprzednio prosperowal
    tam dobrze niedrogi bar spozywczy. Nie wiem co sie z nim stalo.
    I przyznac musze, ze wole Brodnice od Rypina, chyba wypadalo by zajrzec do
    Urszulewa, bo Hute juz zaliczyliem. Zaliczylem Rusinowo, Starorypin i Rypalki,
    Swiedziebnie i Szczutowo, jak i Skrwilno. Ostrowite ma sie rozumiec, Sitnice,
    Zale, Kleszczyn i zakon w Oborach. Wszystko to mile sercu, ale jednak najepsza
    ta ojczyzna, ktora daje najwiecej okazji do samodzielnosci.
  • majsik 26.02.07, 14:56
    No cóz, Brodnica ładne miasto, o wiele bardziej "żywe", ale jednak jeśli chodzi
    o ludzi to o wiele bardziej przyjaźnie nastawieni są Rypiniacy.
  • majsik 26.02.07, 14:56
    No cóz, Brodnica ładne miasto, o wiele bardziej "żywe", ale jednak jeśli chodzi
    o ludzi to o wiele bardziej przyjaźnie nastawieni są Rypiniacy.
  • ifinity 01.03.07, 06:56
    No tak. To prawda, ze Brodnica prezniejsza gospodarczo, ale i Rypsin nie
    zagrzewa gruszek w popiele. Przecie rozwija sie, ma chetnych inwestorow i
    wykonawcow. Przeciez i Rypsin sie rozbudowywuje i chyba nie jest to rzadowe
    samotrzec, jak nigdy nie bywalo dotychczas w Rypsinie, jak tylko pomysly,
    inwestycje Rypsinian. Czyz neeeee?
    Nie kazdy ma sporo grosza na poczatek, ale, powiadam Wam, ze wiekszy grosz w
    pomyslach, niz w starych skladach pieniedzy. I nie mowie, ze nieeee. Stare
    sklady podpora miasta, rejonu jak i panstwa....Ale przede wszystkim osobistej
    kazdego obywatela kieszeni. Bo jak kieszen obywatela pelna to i Brodnicy,
    Rypsina jak i Panstwa...Pozdrawiam Serdecznie tak Brodnice jak i Rypsin. Ifinity
  • ifinity 04.03.07, 17:05
    W Pentagonie tocza sie rozwazania i rozmowy nad rozstawieniem tarcz
    antyrakietowych w Polsce. Dochodza sluchy, ze jedna taka tarcza bedzie
    usytuowana w okolicach Bozymina i Zalego. Dokladnie nie wiadomo, ale sie w
    rypinskim zanosi na duze zmiany.Rypin moze sie stac waznym osrodkiem i terenem
    do szpiegowania agentow ze swiatowych mocarstw. Wiec czy sie cieszyc, czy
    protestowac?
  • ifinity 14.03.07, 03:48
    No tak... Ale czy po zestrzeleniu iranskiej rakiety nuklernej nie spadnie na
    Zale i byc moze na Rypsin deszcz nuklearny? A co na to Zachrystia rypsinskiego
    kosciola? Czy w przypadku inwazji rakiet nuklearnych z Iranu na Zale i Rypsin
    modlitwy w kosciele pomoga? A jezeli modlitwy rakiety nuklearne powstrzymaja,
    to po co nam w Rypsinie i w Zalem jakies tam tarcze amerykanskie? Powinno sie
    brac wiec pod uwage nie tylko mistycyzmy, ale tez i to co nam ewentualnie od
    agresora w Rypsinie zagraza. A zagrozeniem moze byc tez i skazona odpadami
    nuklearnymi ta niewinna butelczyna piwa w gospodzie kolo kiosku, czy te pol
    litra w monopolowym na ulicy warszawskiej, kosciuszki, czy mlawskiej. Co by
    tutaj nie powypisywac, to jednak do Zgody wszystkim nie tylko blisko, ale i
    milo, nie wspominajac o Malpim Gaju. Ifinity.
  • ifinity 25.03.07, 04:17
  • ifinity 25.03.07, 04:43
    Ulica Mlawska do Szpitala. Ulica Warszawska, kolo kina Baltyk, do Urszulewa i
    do Sierpca. Ulica Kosciuszki do Liceum, a dalej szosa na Torun.
    Kolo budynku Zgody do Malpiego Gaju, do starej elektrowni, gdzie silownia
    najlepiej umiesnionego Macka Tuchalskiego. Cos ten Katolik mizernie wyglada. A
    i ulica Kosciuszki podupadla, rowniez i Pan Witkowski w swoim fryzjerskim
    zakladzie przy Rypienicy juz nie strzyze tak jak za dawnych lat. Huta
    Nadrowska, Gory Starorypinskie, na grzyby do Zakrocza, na ryby i na bimber do
    Zalego. Na biwaki do Urszulewa, na kwiatowke wiosna do Ostrowitego. Na liny
    siatka gdzie torfniaki u Brumiry, na leszcze do Jeziora Kleszczynskiego. Na
    odpust do Studzianki, na modly i na cudowne ratowanie zycia do klasztoru w
    Oborach. Na piwo do Mordowni, na wodke do Kotlowni. A gdzie zachodni turysta
    moze zalapac sie w Rypsinie na sex gwarancje ???? Podpowiedzcie prosze. I chyba
    ne na plebani. Czy na Hucie Nadrowskiej, Sitnica zwanej, czy gdzies na
    przystanku autobusowym, czy moze w budce z piwem u Baby Jagi, czy moze u
    kulawego Kujawy? Bez wzgledu Rypin wart turystycznej uwagi, gdzie hedonizm, byc
    moze bez rozwagi. No ale kto z kura wojuje, u skurnika sie ewentualnie kuruje. I
    (n)finity
  • ifinity 10.04.07, 04:10
    Zale, strategia Nuklearna globalnego bezpieczenstwa przed nawala Islamskiego
    Faszyzmu.
  • zocha1962 03.05.07, 10:11
    Czemu nie wspominacie o ekonomiku
  • ifinity 06.05.07, 05:22
    Bo jak widzisz Zocha, nikt nie podejmuje tematu. Ale nasze wpisy Zosiu,
    nadzieja.Czy pochodzisz z Rypina? Najlepszego miasta na swieeeecie? Pzdr.
    Ifinity
  • arusik11 06.05.07, 12:22
    Kiedyś,kiedyś,kiedyś ... skończyłam ekonomik.Moją wychowawczynią była pani
    Wyżlic.Uczyła geografii.
  • majsik 06.05.07, 12:30
    Pani Wyżlic, z męża Rapsiewicz, niestety juz od kilku a może nawet kilkunastu
    lat nie żyje. Zdawałam mature w 1988, moją wychowawczynia była Pani Świtała.
    Może znajdzie się ktoś z mojego i zbliżonych roczników.
  • arusik11 06.05.07, 15:20
    Ja skończyłam ekonomik w 1982.
  • ifinity 02.08.07, 06:40
    W koncu wiem arusik11, ze jestes dziewczyna, a nie chlopakiem. A Ekonomik1982,
    to stare dzieje. Ale nie az tak odlegle. Dawaj znac o sobie i jak Ci sie tam
    zycie ulozylo. Czy Ty w Polsce, za granicami, czy moze w jakim Zakonie,
    bezdzietna i upadla za grzechy niepopelnione calkowicie, bo i takie pojecie o
    zyciu istnieje. Marek
  • anka1970 10.05.07, 15:07
    No witaj ...Ja konczyłam w 89 ....i doskonale pamietam i Rapsiewicz i Świtłę ..
    Napisz czy jestes z Rypina ...a moze byłyśmy razem w internacie ?....
    Pozdrowionka ...hej
  • ifinity 02.08.07, 06:49
    Hey PaulAnka...89 to tez nie tak stare dzieje, ale calkowita dojrzalosc.. I to
    Liceum Rypsinskie, Ekonomik, nauczyciele... A ciekawe, jaka byla wtedy
    filozofia ekonomiczna, czy powiedzialbym raczej, jaka filozofia polityczna, bo
    od niej zaczynaja sie przecie wszelkie, i inne pojecia, nie tylko ekonomiczne,
    ale tez i moralne....Moralne, nie znaczy o prowadzeniu sie, ale jaka moralnosc
    polityczna intensywnie goruje. Zobaczymy, jaka w obecnych wyborach,
    hamerykanskich. Ifinity, he he
  • ifinity 22.08.07, 04:35
    Melduje sie. ifinity
  • basia1124 25.08.07, 13:38
    Cieszę się, że odnalazłam to forum. Dzięki niemu wróciłam pamięcią do
    chwil,których już prawie nie pamiętam.Ukończyłam LO w 1976.
  • ifinity 26.08.07, 05:54
    I dlatego Basiu, te wspomnienia tak nas tutaj do wpisow
    prowokuja....Rozne roczniki, te mlodsze i najmlodsze. Te Starsze i
    te Najstarsze, Najmlodsze, te z 80 dziesiatych lat, chyba
    najbardziej buntownicze... A wraz z nimi nauczyciele, jedni i
    drudzy tzn. z tamtychych nemenklatury lat, i Ci co nie dali sie
    nabierac na plewy wspolnego dobra tj. kolektywnego
    szczescia....Tera to juz zapadla przeszlosc... Ale czyzby????
    Milego dzionka Basi Zycze.ifinity
  • basia1124 26.08.07, 21:08
    Dziękuję za życzenia. Dzionek faktycznie był miły.Szkoda,że już się
    kończy.Pod koniec września odwiedzę Rypin i okolice (po dwuletniej
    nieobecności),więc może coś więcej napiszę.Pozdrawiam wszystkich!
    Basia
  • ifinity 28.08.07, 13:12
    I tutaj zazdroszcze Ci Basiu tego wpadania do Rypina chociazby co
    te dwa lata. Musze sie zmobilizowac, zeby Rypin odwiedzic w
    przyszlym roku. Odwiedze Rypin, odwiedze Brodnice, Hute Nadroska
    (Sitnice), Zale, Balin i Wyrebe. Zalicze Ostrowite, Czarownice
    tudziez Urszulewo. Pojade do Skrwilna, wpadne do Swiedziebni, a jak
    jesienia to koniecznie do Zakrocza na grzyby. Na brzany nad Drwece,
    na szczupaki do Zalego i na tluste liny do torfniakow
    Golczynskiego. Na lody sultanskie w Pigule, na koncert do Torunia,
    na zabawe w Strzygach i z okazji rocznicy smierci Szopena do
    Szafarni. Pojade i po to aby sie w koncu przekonac, gdzie w
    rypienskim "raki zimuja". Mowia o tym od pokolen, ale nikt nie wie
    gdzie i dlaczego.....Pozdrawiam Basie i zycze jej przyjemnego
    pobytu w tym Zaczarowanym Legendami i niesamowita terazniejszascia
    Rypinie, o ktorych to sami Rypinianie nie zdaja sobie sprawy.
    Wstaja rano, myja sie, lataja rano po mleko, maslo i swieze
    buleczki na sniadanie, pozniej do pracy, w niedziele do kosciola,
    na silownie do starej elektrowni w parku, do lekarza i na mecz. Do
    wod w Szwajcarii, do Grecji, Bulgarii na wczasy, do Zakopanego, na
    pojezierze brodnickie, za chlebem do Anglii i Irlandii, a wokol
    Rypina tyle pieknych okolic, jak chociazby klasztor w Oborach i
    okolice.
  • real.maciej 07.11.10, 23:12
    a ja tam teraz muszę z żalem przyznać że brakuje mi nawet Pani Niedbalskiej
  • ifinity 25.01.11, 05:23
    Ile to juz lat uplynelo od mojego, tego ostatniego wpisu tutaj... I nie da sie ukryc, latka jednak leta, badz to w Rypsinie, w Starorypinie czy tez na Ukrainie. Ifinity.
  • ifinity 03.03.08, 08:27
    Znam ten bol Basiu, te same uczucia wyobraz sobie, te kilka lat
    pozniej, te niepewnosci, co ze swoim zyciem w koncu zrobic.
    Przedstawilem te obawy na kilku forumach, ale obawy okazaly sie
    zludzeniem okreslonej i wcale nie bezwglednej wyobrazni. Ifinity
  • real.maciej 19.11.10, 23:46
    kocham te czasy beztroski i spokoju
    Pani Niedbalska w SP3 extra
  • real.maciej 19.11.10, 23:48
    ... a Jolka Gałkowska całe życie ją kochałem i nadal ...... bardzo fajna babeczka
    pozdrawiam Jolka i zdrówka życzę
  • ifinity 07.10.10, 03:52
    Powspominajmy tych naszych, wtedy rypsinskich nauczycieli. Pozdrawiam Serdecznie, kogokolwiek, ktory zaglada na ta strone. MarkR
  • ifinity 11.09.10, 04:47
    O moj boze.. Lekcja geografii wtedy, kiedy nauczyciel od Geografii, nigdy nie podrozowal, a jeno gadal mistyczne glupoty, ktore nie mialy zadnego zwiazku z rzeczywistoscia.
  • ifinity 05.09.07, 04:40
    Nikt sie nie wlacza, nie angazuje, nawet i Zbyszek Brun olal ta
    strone, a szkoda. No ale to w koncu sprawa wolnego wyboru. Z
    Pozdrowieniami. I(n)finity
  • ifinity 06.11.07, 05:41
    Nie kojarze Ksenia. Chyba to byly te Wasze, mlodsze lata, gdzie
    dupcie Wasze zapierniczaly po ulicy Kosciuszki wtedy, jeszcze nie w
    dobie samochooodow,chociaz czy ja wieeem. Wtedy juz w moim,
    prywatnym warsztacie samochodowym u zbiegu ulic, do startu
    oczekiwaly te zolciotkie race cars, gotowe spod Zgody, tam gdzie
    tylko dla Orlow....
  • krzysztof1951 09.12.07, 23:18
    Coś mi się widzi, że ja na tym forum Rypiniaków będę robił za
    harcerza (przynajmniej jakis czas).Niech tam.Jesli już jestesmy przy
    nauczycielach, to w mojej Szkole podstawowej nr 1 dyrektorem był pan
    Wierzchowski,jego Małzonką była taka duża ,ciepła Pani z
    kokiem.Kiedys nas pogoniła za włazenie na duzy czerwony kamień
    lezacy przed frontem szkoły.Pamietam panią Czesławę Rogo , panią
    Agatę Gełetę, pana Kosmalskiego,pana wożnego Gronkowskiego ,który
    chodził z patykiem ku postrachowi rozbrykańców.Nastepną
    niezapomniana osoba, z którą miałem szczęscie mieć język polski to
    pani Jadwiga Guminska,przedtem była pani Świdzińska.Pani Suchocka
    uczaca mnie głąba podstaw matematyki.Pan Rychlewski uczący w SP 1
    wychowania muzycznego.(ten sam ,który prowadził orkiestre dętą w
    Terenówce ).Pan Jerzy Klonowski dbajacy o tezyznę fizyczną mojego
    scherlałego jestestwa.Pani Teresa Jarzębowska , uczaca historii.Pani
    Wisniewska też o ile pamiętam -geografii.Te dwie ostatnio wspomniane
    panie były Wychowawczyniami naszego rocznika.Potem było Liceum , owo
    LO 35 było napisane na tarczach.Znowu niezapomniana załoga
    Pedagogów .Pan Franciszek Ołdakowski łacinnik ,Wielki
    Człowiek,potrafił przywołać do porządku jednym spojrzeniem,pan
    Główczewski (Pufacz),pan Marzygliński,pan Kosiński, pan Głowacki i
    małzonka uczaca rosyjskiego,pani Błaszkiewicz polonistka,pani
    Fabczak,pan Gontarek,pan Bogucki Ambrozy,-Dyrektor.Z panem Bednarskim
    (tak ,z tym od witraża) miałem plastykę i podstawy sztuki(tak to sie
    chyba wtedy nazywało)Niech mi wybaczą niewspomniani.Kazdy ma jakis
    procent sklerozy.Ja nawet kilkanaście.
  • ifinity 10.12.07, 06:30
    Witaj Krzysztofie1951. Nie wiele mi mowia nazwiska nauczycieli
    przez Ciebie wymienionych. Wiec albo ja jestem za stary, albo moj
    rocznik zbyt mlody. Zreszta nie wiele juz pozniej czasu spedzalem w
    Rypinie jak tylko z okazji wakacji, czy studenckich przerw w
    odwiedzinach u wujostwa, z okazji roznych swiat w ciagu
    akademickiego roku. Jednak jeszcze chyba za tych studenckich
    czasow, wciaz funkcjonowalo to niesamowite kino Baltyk. Kino to
    wlasnie od lat przedwojennych, ktore nalezalo do rodziny Panstwa
    Oldakowskich, ktorym to komunisci brutalnie odebrali prawo do
    wlasnosci. Nie wiem czy, ktorys ze spadkobiercow odzyskal ponownie
    tytuly tych praw.
    Jest jeszcze wiele miejsca i przestrzeni, aby zebrac i opisac
    dzieje wspolczesnego Rypina. Jak mowie wspolczesnego to tego
    powojennego, czy tego juz teraz po(st) PRL-owskiego. Tego
    nowoczesnego i Zachodnioeuropejskiego. I oto jest pytanie... Czy
    lepiej byc mentalnie i granicami dla Rypinianina
    wschodnioeuropejczykiem, czy tez lepiej kontynuowac polskie, te
    zachodnioeuropejskie tradycje????? A co na to wspomniani
    nauczyciele, ktorzy pewnie juz li tylko we wspomnieniach...? Zaluje
    ich losu, chociaz na odwage wypowiedzi wtedy wlasnie nie bardzo
    bylo ich stac. Pewnie z wygody i przyminalania sie systemowi.
    Pewnie i ze zwyklego tchurzostwa... ifinity.
  • krzysztof1951 11.12.07, 13:48
    Witaj Ifinity!Osoby,nazwiska których pozwoliłem sobie przytoczyć,w
    duzym procencie,były w wieku mocno balzackowskim.Niewykluczone, że
    naturalna rzeczy koleja , pozacierały sie w pamieci.Nie wiedziałem
    tez,że kino Bałtyk było własnościa PP Ołdakowskich.Dzisiaj,odzyskać,
    to albo kilometry po sadach,albo sprawa w Strasbourgu.Kino owo było
    dla mnie miejscem gdzie człowiek mógł sie zawadzić przynajmniej a to
    o film,a to znów o koncert(czasami ku czci")Niestety Pavarotti ani
    The Beatles do Rypina nie zawitali.Z tego co wiem to juz nie
    zawitają.Piszesz o przestrzeni i miejscu,aby opisane były dzieje
    Rypina.Cel to chwalebny,ale(mimo ze podpisuje sie pod nim wszystkimi
    czterema łapami)ja bym sie nie odwazył wziac na siebie tej
    odpowiedzialnosci.W Rypinie nie mieszkam od ponad 35 lat.Moje
    postrzeganie tego miasta bedzie miało dziury,tak czy owak.Jest to
    zadanie dla takiego RYPINOLA ZAPRZYSIĘGŁEGO co to nie odpusci w
    połowie tematu.Nie namówi mnie nikt na ocene lat PRL w kontekscie
    rypinskim.Ja te lata bardziej znam z perspektywy Wybrzeża.;nie mnie
    zabierac głos.Te lata ,kazdy chocby nie chciał, ma w zyciorysie
    wpisane .Raczej chyba nie ma sposobu aby to wyrwać.Wyciagniecie
    nauki na przyszłość, oto co mozna .Zreszta ile ludzi,tyle
    kontekstów.Niektórzy nawet płacza za tym okresem.Czytajac to forum,
    widze ile dobrego sie stało za Twoja przyczyną.Opisujac klimaty i
    ludzi jak pan Sokalski,Dłutek,Wyczałkowski(znałem całą
    Rodzine),Brun,-siegasz do pokładów,które nietykane,-odejda.Pokolenie
    wymrze po prostu i tyle.Pełen szacunku jestem dla Organizatorów
    Zjazdów w LO.Jest to przywołanie tamtych klimatów ,którymi
    nasiakaliśmy za naszych mlecznych czasów.Potrzeba owego jest
    przeogromna,niech swiadcza chocby adresy ludzi skad sie
    pojawili.Kraje a nawet kontynenty.(!)Jedni gromada, inni w kilka
    osób.Rypina na unijny i peerelowski bym nie dzielił. To nic nie
    da.Od uzywania rozumu nikt nas nie zwolnił.A na koniec,-Jest taki
    wiersz(tu wolny cytat) -"Gdy wieje wiatr historii,-Wielkim Ludziom
    jak ptakom,-rosna skrzydła,;spadaja majtki petakom".O!To na tyle.
  • ifinity 12.12.07, 21:09
    Witaj Krzysztofie tam na wybrzerzu Wschodnim lub Zachodni. Zupelnie
    zgadzam sie z Toba. No i cytat ma kotekst w odniesieniu do
    otaczajacej Polske rzeczywistosci, czy nawet w kontekscie
    globalnym, bo chyba prawdy kieruja sie tymi samymi zasadami
    argumentow no i na tych sprawdzonych przeslankach, na takich
    wlasnie jak przeslanka, "Gdy wieje wiatr historii. Jest to juz nie
    tak przeslanka, jak sprawdzone Pryncypium, co moze byc wymiennym.
    Wiesz i chyba za bardzo oskarzalem w moich ostatnich zdaniach
    poprzedniego wpisu nauczycieli, ze tchorze itp..... Sam sie przecie
    wtedy nie moglem za wiele wychylac, bo bym szkol zadnych nie
    ukonczyl, za podwazanie systemu ha ha ha....
    Jednak czasami takimi, ostrzejszymi wystapieniami staram sie
    prowokowac, zeby ta strony o Rypinie kontynuowac.
    A co tam Beatlesi....., przeciez chyba wciaz istnieja bydgoskie
    Zuki, ktore brzmialy jak chrzeszcze w czcinie i imitowaly wcale
    niezle tych wspanialych Brytyjczykow.
    Wybacz, ale pisze tak na kolanie. I juz sie ubralem wypicowalem
    aby wyjsc do kawiarn i ksiegarn aby spotkac sie ze znajomymi i juz
    nie mialem nadziei, ze ktokolwiek tutaj napisze i przypadkowo tutaj
    kliknalem no i sie mile zdziwilem.
    Wiesz, a jezeli chodzi o opisanie atmosfery Rypina, nie
    koniecznie w jakims naukowym dziele, bo pewnie tych publikacji jest
    teraz wiele o Rypinie i o okolicznych co bardziej zabytkowych
    wioskach i miejscowosciach, ale w jakiejs urozmaiconej i okraszonej
    suto powiesci...
    Ktos, kto tam mieszkal przed laty, czy nawet i pozniej, gdy ma
    zaparcie i umiejentnosc zbierania materialow, a glownie i talent
    pisarski, to z pewnoscia moglby napisac powiesc rypsinska nie
    koniecznie zawsze oparta na prawdziwych historiach, bo i przecie
    troche fikcji by sie przydalo, aby powiesc nie byla zbyt nudna
    datami i opisywaniem tego co bylo a nie jest. Moja ulubiona
    autorka twierdzila (ujmujac nieco inaczej niz Arystoteles), ze
    historia naturalna nie jest tak wazna jak fikcja. Bo historia
    pokaze czlowieka jakim byl, a fikcja pokaze czlowieka jakiego nie
    ma, nie bylo, a jaki moglby byc i jaki powinien byc. I tutaj
    wlasnie sila w sztukach teatralnych, autorow fikcyjnej tworczosci
    badz to w literaturze, badz to w malarstwie, rzezbie i innych sz.
    pieknych. Mistyfikacje z malych miasteczek moga tworzyc istne
    dreszczowce. Nie tylko leki i dreszcze, ale przecie i te nasze
    licealny romanse, gdzie i goracych licealistow nie brakowalo, jak
    i Rypsinianki, ktore "albo mnie kochasz, a jak porzucisz to noz
    rzeznicki w serce!!!!
    Sam przezywalem takie chwile, chociaz noza rzeznickiego nie
    miala, jak tylko straszyla malym scyzorykiem. Ja natomiast
    udowadnialem jej sztuke kochania tym wiekszym....
    I sila by tu mozna pisac na temat przemykania sie pozna jesienia,
    w czasie gdy snuly sie mgly, gdy wrony krakaly, i gdzie raki
    zimowaly....
    No tak ja tu do Ciebie Krzysztofie gadu-gadu, a czas ucieka.
    Niesprawdzam juz wiec bledow, jeno Pozdrawiam Przyjaznie i do
    milego nastepnego tutaj. Infinity
  • ifinity 13.12.07, 05:58
    Gdzie wieje watr historii
    Wielkim ludziom, jak pieknym ptakom....
    Rosna skrzydla,;spadaja majtki petakom.
    Dzieki Krzysztof za cytat. Niesamowicie prawdziwy, ale skad on,
    poinformuj prosze. Infinity
  • ifinity 03.03.08, 07:27
    Witaj Krzysztofie.. Niezwykle pelna. I niezwykle zyczliwa zyciu
    historia pewnego Rypinianina, ktora z przyjemnoscia sie czyta. Nie
    ma w niej narzekan, jak tylko te niesamowite wspomnienia o
    inicjatywach zycia:Pani Agata Gieletowa od biologi (enzym
    ptyalina,mucyna i inne w slinie i w przewodzie pokarmowym). Tudziez
    ten Pan Kosmalski, ktorego charakteru, jak i inicjatyw wypraw
    rowerowych w Polske nie da sie zapomniec. I wiele innych pedagogow
    jak Kosinski, Gontarek, Pan Glowczewski, Pan Oldakowski od srogiej
    laciny. Jezeli chodzi o rodzine Rogo, to zaledwie pamietam pania
    Czeslawa Rogo i jej syna. Pamietam pania Guminska, Pana
    Rychlewskiego, Pania Swidzinska. Nie pamietam pania Terese
    Jarzebowska, ale chyba to ona mieszka w Nowym Jorku obecnie.
    Pan Bogucki, Gontarek.... Ciekawe postacie Rypina. Pozdrawiam.
    Infinity.
  • ifinity 14.03.08, 07:59
    Wiele innych pedagogow, oprocz wymienionych, jak chociazby Glowaccy
    z rypinskiego liceum. Nie moge sie dostac na nasza-klase, bo jakies
    tam zawile procedury, wymagajace osobistych danych, wiec pozostaje
    tutaj i z przyjemnoscia czekam na reakcje. Ifinity
  • ifinity 24.03.08, 04:19
    Nie da sie wpisywac do Rypina, bo Rypin zupelnie Dretwy.
  • ifinity 24.03.08, 04:22
    Rypinianie to generalnie drwetwa spolecznosc. Ta lepsza tej
    spolecznosci czesc juz dawno oposcila okolice. Wiec kto okupuje
    ulice, Czyzby...? Nie powiem glooosno.....Szkoda mi emerytow.
  • ifinity 29.07.08, 06:50
    Zawsze te Twoje ksenia niesamowite wspomnienia o Rypinie pamietam i
    przywoluje; Harry, wezmy taka Japonie, Europe lacinska... Cus chyba
    Droga Kseniu w tym "musi jest":, jak wspominal Pan emigrant z ZSRR
    wtedy, ale nie pamietam jego nazwiska Gdak, czy jakos tak.. .
    Pozdrawiam Ksenie Serdecznie. Mrk
  • ifinity 01.09.08, 05:39
    Zeby tak ktos jeszcze chcial powspominac nauczycieli....Hmmm...
  • ifinity 01.09.08, 05:43
    Dzis prawdziwych Cyganow juz nie ma......
  • ifinity 19.09.08, 23:16
    No i zamilkl Rypsin. Nabral w usta peeeelno wody. Krzysiek gdzies
    wsiakl. Brun Zbyszko sie nie pokazuje, ani nawet nie daje glosu
    gitara. Nie widac Pana Suszynskiego, Kosinskiego. Nie pokazuje sie
    rowniez i Pan Marzyglinski, Pani Ciuchta, Kosmalski no i ta Pani od
    francuskiego, ta chyba z Lipna. Cos przysypia i Szatkowski. Nie
    wyjasnia zjawisk biologicznych zacna Pani od Biologii, ta zawsze tak
    romantycznie rozmarzona, ktora mieszkala przy ulicy Warszawskiej.
    Pan Glowacki i jego zona od rosyjskiego.... I gdzie ten caly
    profesorski tera zgielk???? czyli all that jazzz? Juz jezyki mi sie
    tez myla; tu francuski, tam rosyjski; "gryziot szczypiot,
    naczynajetsa na jot. Czto eto? Jop jou mac szczypawka. Angielski,
    portugalski, grecki, niemiecki, szwedzki, norweski. Cos tam biblia
    mowi o gadaniu jezykami, no i sie doczekalismy. Niedlugo nie
    bedziemy sie mogli z soba porozumiec. No i ta Pani od wychowania
    fizycznego, co to wychwywala "dzewcyny". Profesor Bednarski od
    historii sztuki, od filozofii i od malunku. Acha, przecie to byla
    Pani Zdrojewska do wychowania fizycznego "dzewcyn". I wychowala je
    na zdrowe laski, zony i matki. Bez takiego wychowania Rypin by
    skapcanial i sie wyludnil. Najechalyby go i ograbily prymitywne
    hordy dzikusow ze Wschodu. A jednak Rypsin przetrwal sredniowiecze,
    przetrwal sowieckie i putynowskie zagrozenie i jeszcze doczekamy sie
    Rypsienicy tak czystej, ze znowu mozna bedzie wyciagac z dziur
    nabrzeznych, te duze, czarne prawie rzeczne raki. Pokaze jeszcze
    Rypsin, gdzie raki zimuja.... Zycze Wszystkim przyjemnej, Zlotej
    Jesieni.
  • ifinity 22.09.08, 06:02
    Nic sie nie dzieje. A moze sie myle. Moze wciaz romantyzm tamtych
    lat. Pozdrawiam Serdecznie......
  • ifinity 09.10.08, 05:10
    Ifinity, Ifinity, ale dlaczego ciagle Ifinity, a nie ten niezwykle
    piekny folklor rypsinski.....?
  • ifinity 18.11.08, 06:04
    Byc moze ta strona to nieskonczonosc jak ten Infinity, jak ta
    ciaglosc w kazdych z nas. W Rypinie w Brodnicy, Sierpcu i na
    Sitnicy. Na Urszulewie, na Hucie Nadrowskiej, Na plazach Czarownicy,
    tudziez na Bachotku i Zbicznie, na Drwecy, na Gleboczku, na
    Kleszczynie i w Rypsinie... I wszedzie bedzie nas sporo tam, bo za
    sto laaat nie bedzie nas.. Siekiera motyka....
    Ale o czym tu mowa trawa? Przecie zycie sie ciaaagle przedluza.
    Nie zyje sie w Rypsinie te 50 siat czy 60 siat lat, jak nagrobki na
    cmentarzu wskazuja. Konczy sie zycie blisko 80 siatki, a ja i moi
    wspolczesni nie damy sie Tredkowi pogrzebac nas az gdzies do tych
    120 lat.
    Nie narzekam na rodzine Tredkow, bo to zacna rodzina zajmujaca
    sie grzebaniem zmarlych i chwala im za to. Ale zycie mozliwe do
    gdzies 160 lat, przy dobrym zdrowiu i dobrym wygladzie, jeno trza
    brac suplementa mineralno- witaminowe. No ale to juz nasz ten wybor,
    czy sie stoi czy sie lezy suplementa brac nalezy. A ciekawe kto w
    Rypsinie przezyl najdluzej i czym sie odzywial? Czy szanowny Pan
    Goslicki, Szanowny i uczony profesor Gontarek, czy Nadedukowany
    dokoktor Nielewodzki, czy doktor Dlutek.....?
    A swoja droga to ciakawa by byla statystyka ile lat przezyli
    rypsinscy lekarze. Bo jak przezyli mniej niz przecietny Rypsinian,
    to ich rady medyczne o kant h... ewentualnie mozna bedzie rozbic.
    Pozdrawiam serdecznie Ifinity
  • ifinity 10.01.09, 05:49
    Ile to juz lat Kochani uplyneeelo.. A jadnak wciaz nadzieeja.
    Pozdrawiam Serdecznie. ifinity\
  • ifinity 26.03.09, 06:34
    Nie uciekaj ifinity z tej strony. Pokazuje sie. Dawaj Znac.
    Bezwzglednie, ja, jako ifninity to pamieta Rypsin szczegolnie, bo
    pamietam te dwa stare koscioly, jak i ulice Piaski (Kosciuszki).
    Pamieta Ifinity rowniez i ten stary, zabytkowy cmentarz rypsinski.
    Pamieta wciaz Ifinity rowniez i ten Zydowski cmentarz, blisko
    podobno teraz, objektow sportowych (kolo starej elektrowni).
    Pamieta sie to staaare walenie, ale dobrze, ze nie zapomina sie o
    tym co powinno Rypsin budowac, o inwestorach, a nie o tych
    przegranych komunalach, co widac Rypinowi wcaaale nie grozi. Wiec
    niech sie rozwija wartosc prywatna, a nie ta spoleczna.
    Spoleczna,niech bedzie w prywatnych rekach.
  • ifinity 27.03.09, 05:37
    Propedeutyka, co za glupi z najglupszych przedmiotow. I za to
    wydkladowcy, nauczyciele pobierali z naszych rypsinskich podatkow
    wynagrodzenia, aby sie z tych nonsensow utrzymywac na zycie. Za
    szerzebnie Nonsenow moj Boze, bo w Zaswiaty nie wieze, jak rowniez i
    w nonsensy owej Propedeutuki...O Jezuuuu, na co stac ludzka glupote.
  • ifinity 29.03.09, 06:25
    I zobacz Ksenia jak to zycie szybko leci. Ty wpisalas sie tutaj
    gdzies chyba w roku 2005 tym, a ja Ci odpisuje w 2009 wiatym. Ty z
    Rypsina przypuszczam, a ja z kompletnych zaswiatow, z kompletnego
    zadupia, gdzies tam z kresow poza prawie hamerykanskich. Tobie sie
    dobrze powodzi, a ja w strumieniach Alaski w blocie poszukuje zlota,
    srebra i innych kruszczow szlachetnych..
    I tak sobie mysle Ksenia, ze pewnie wiecej bym tych metali
    szlachetnych zebral w naszej lokalnej Rypsienicy niz tam na
    daleeeekiej polnocy, tam gdzie diabel mowi dobranoc.
    Pozdrawiam Ksenie i Derektora Wierzchowskiego - Harrego na
    lekcjach propedeutyki. O qurna o co to za stwooor?
    Cuc mi sie wydaje, ze to przewaznie niepotrzebny zupelnie
    przedmiot Uwertury do jakowejs Uniwersyteckiej Wieeeedzyyy.
  • ifinity 18.06.09, 06:18
    No i przestali sie Rypsinianie tutaj wpisywac. Nie ganie ich, ale
    spadam z tej strony, chociaz bede tutaj zagladal. Pozdrawiam
    Rypinian. Ifinity
  • sauber1 20.06.09, 22:50
    ifinity napisał:

    > No i przestali sie Rypsinianie tutaj wpisywac. Nie ganie ich, ale
    > spadam z tej strony, chociaz bede tutaj zagladal. Pozdrawiam
    > Rypinian. Ifinity

    Wiesz, ludzie nadal boją się, może nie tyle pisać, co uzewnętrzniać własnych
    myśli. Jeszcze ściągną jakie niebezpieczeństwo na okolicę, albo co? Wcześniej
    urodzeni pamiętają tamte czasy jak UBecy tzw. "czarną wołgą" straszyli, a zwierz
    niebezpieczny być też może, wilcy i inne też groźne ...
    --
    "Szczęśliwym zwycięzcom historia zawsze wybacza". - Gogol
  • ksenia13 22.06.09, 08:22
    Kochani, kto nie byl ostatnio na rynku w rypinie - nie wie nic o tym
    miescie... Oczywiscie rynek jest teraz przeniesiony na ul.
    Orzeszkowej. Plac po lewej stronie przed mostem, jak sie idzie na
    Muszle. Pamietacie Muszle? No wiec, bedac na rynku slucha sie
    ogloszen, ktore czyta pewien pan z czystym rypinskim akcentem!!!
    Poezja dla uszu. Oprocz ogloszen sa pogadanki, a wlasciciwie
    monologi na rozne tematy. Ja zdazylam wysluchac o szkodliwosci
    narkotykow.
    Rynek przy ul. Mlawskiej nadal funkcjonuje, ale w okrojonej formie.
    Pozdrawiam wszystkich.
  • ifinity 24.06.09, 05:21
    Dzieki Ksenia za niezwykle obrazowy, czy moze
    Oczywisty/Rzeczywisty/Realny tera Rypsin/Rypin..
    Emailailuje mi, wyobraz sobie Ksenia, moja dalsza rodzina czasami
    otmosfere Rypsina, ale Twoje odzwierciedlenia rypsinkiej realnosci,
    bezbledne.... Pewnie przesadzam, ale ciesze sie tym ze Rypsin tak
    jak dawniej ciagle ten sam, ten ktory nie tylko wymaga uwagi, ale
    chce byc nalezyta uwaga. Pzdr. Mrk


    ksenia13 napisała:

    > Kochani, kto nie byl ostatnio na rynku w rypinie - nie wie nic o
    tym
    > miescie... Oczywiscie rynek jest teraz przeniesiony na ul.
    > Orzeszkowej. Plac po lewej stronie przed mostem, jak sie idzie na
    > Muszle. Pamietacie Muszle? No wiec, bedac na rynku slucha sie
    > ogloszen, ktore czyta pewien pan z czystym rypinskim akcentem!!!
    > Poezja dla uszu. Oprocz ogloszen sa pogadanki, a wlasciciwie
    > monologi na rozne tematy. Ja zdazylam wysluchac o szkodliwosci
    > narkotykow.
    > Rynek przy ul. Mlawskiej nadal funkcjonuje, ale w okrojonej
    formie.
    > Pozdrawiam wszystkich.
  • ifinity 15.07.09, 06:24
    Dzieki Ci Ksenia za Diamenty nowych, rypsinkich zmian. Wszystko
    widze jak na dloni, bo Rynek nie az tak prezny przy Mlawskiej, ale
    bardziej aktywny poza Zgoda, przed mostem na Rypienicy, a moze
    zupelnie sie myle.. Ps. Podobno w starej Elektrowni, prezny klub
    kultyrystyczny, czy raczej klub dbania o sylwetke..Nie wiem kto jest
    wlascicielem owego klubu, ale byc moze Rodzina Tuchalskich, czy
    Tomalskich, czy tak jakos. Tuchalski, Radominski, czy Bronkal.
    Wazne, ze klub nalezy do jednego wlasciciela tj. do Tuchalskiego...
    Hmmmm
  • ifinity 30.09.09, 04:21
    Dzieki Ksenia za pelne wypowiedzi i za te twoje rypsinskie
    zobowiazania, znaczy za to ze przedstwiasz Rypsin taki jaki jest,
    jaki kiedys byl i jaki moze wciaz byc i to ze wzgledu na niezwykla
    historie Rypsina Ksenia byc moze. Pozdrawiam Serdecznieeee.
  • ifinity 15.07.09, 06:15
    Ksenia strescila tym i wobec nasze zycie, nasze jestestwo, a byc
    moze i konieczna przynaleznosc do Rypsina ha ha haaaa
  • ifinity 21.07.09, 06:43
    czy ktos w koncu tutaj zaglada, czy tez nieeee?
  • basia1124 25.07.09, 19:54
    tak.....
  • ifinity 30.09.09, 04:24
    Pewnie i takie wspomnienia, ale kto to wieeee???
  • ifinity 02.10.09, 04:48
    Ale niech ktos dalej powspomina nauczycieli, rypsinskiego liceum,
    podstawowki, ksiedza jakiego, kogos z Katolika, Bednarskiego,
    Kosinskiego, Gontarka, Pania od Francuskieg, Pania Gieletowa, Zosie
    Gieletowa, Czarka Kosmalskiego, Pania Ciuchte, Pania Skirzynska. I
    tych od nauki muzyki jak np.Szczerkowski, czy byc moze niejaki
    Szatkowski, a raczej, ten profesjonalisty muzyk pianista, ktory
    mieszkal w budynku w Katoliku z zona, ale juz nie pamietam jego
    nazwiska.
    Natomiast pamietam to nastepne pokolenie Rypsinian, kiedym ja byl
    w kolysce, niejaki Artysta Andrzej Bednarski z podobno niezwykle
    pieekna zona, ktorzy wciaz rzekomo mieszkancami Rypsina...
    No tak i owak, ale Pani Ciuchty to nigdy nie zapomne. Taki
    niezwykle i zawsze oddany podagog.I pamietam jak mi ojciec opowiadal
    jak Pani Ciuchta zorganizowala istna wyprawe harcerska do doleglych
    lasow, (gdzies w przedluzeniu ulicy Kosciuszki) gdzie namioty
    palatki mlodziez na plecach nosila, gdzie Pani Ciuchta zadala
    mlodziezy iscie prawie nad ich miare zadania zdobywania okreslonych
    wartosci. tzn. Ze cele podjete, musza byc osiagane.... I taki
    wlasnie pamietam ten Rypsin i Pania Ciuchte.
  • ifinity 02.10.09, 04:58
    I nie wiem, ale jakos z Pania Ciuchta kojarzy mi sie zawsze poeta
    rypsinski, niejaki Bogdan Balcerowicz. Pytanie.. Czy ow poeta wciaz
    zyje, czy dogorywa pisujac dekanenckie zbiory o nicosci zycia, o
    wichurach jesienia nad rypsinskimi cmentarzami, gdzie jeno lamenty
    religijne, gdzie zycie niewarte przezycia, ze smierc jedyna
    konkluzja ( gdzie ewentualnie samobojstwo kontemplowane)... I tak
    mnie zrazil do kultury smierci ow rypsinski poeta Balcerowicz, zem
    sie zerwal z tego jego irracjonalnego i egzystencjonalnego pojecia
    o zyciu, czy raczej pojecia egzystencjonalnej i irracjonalnej
    filozofi zycia....Ifinity
  • ifinity 27.10.09, 04:28
    I juz sam nie wiem komu odpisuje. Czy Pani Gieletowej, nauczycielce
    od Biologii, czy Panu Zommerowi, nauczycielowi od matematyki, czy
    odpisuje Pani Guminskiej, specjalisttki od jezyka Polskiego, ktora
    to ksztaltowala Ewe Decowna, rowniez i Kretowna i wszelakie inne
    rypsinsie talenty, ktore powedrowaly hennn,.... tam gdzies w Szeroki
    Swiat..
    Ewa Decowna (aktorka), Ewa Dobrowolska (dziennikarka). Panienki
    Cieplinskie, jak i panienki Baranskie, Rygielska Hania. Gieletowna(
    nie wiem co sie z nia po latach stalo, ale dziewczyna o wielkich
    ambicjach i zdolnosciach. Czarek Kosmalski, Szanowna Pani Ciuchta i
    caly tena nasz wtedy Oswieceniowy na swoja Nute rypsinski Zgielk...
    Czy z tego pokolenia Rypiniacy Odrodzeni??? Nie tylko Odrodzeni, ale
    i Oswieceni do Kapitalistycznych tych indywidualistycznych Zrywow
    Przedsiewziec. ifinity
  • ifinity 01.11.09, 01:52
    Jurek Kolczynski, Wieslaw Swiniarski, Nataniel.., a ktoz to zna jego
    inernetowy nick i mysli wywrotowe...
    Ale pamieta sie takie postacie jak np. Andrzej Bednarski, jak np.
    chociazby z Rypina ten niesamowity Roman Swiniarski, niezwykle
    pozytywne postacie w historii kultury Rypina. Ale rowniez trzeba
    zapamietywac rowniez, i te lokalne wyjatkowe swinie partyjne,
    pospolitych pijakow z kazdej okazji, nie tylko z okazji uchlewania
    sie z okazji Swieta Pierwszego Maja. I jak mozna taki chlew partyjny
    w Rypsinie po latach degeneracji osadzac?? Nie inaczej, jak jeno
    wyjatkowy element do destrukcji tak wspanialego kraju jak Polska.
    Niestety, jak historia pokazuje. Idee powoduja konsekwencje. Ifinity
  • ifinity 06.11.09, 04:37
    Niedbalska Ksenia, Skizynska ( poznalem chyba jej meza
    Szczepkowskiego na obczyznie). Pani Meller, Harry Wierzchowski i ta
    jego Europe Lacinska ha ha haaa.. Niezwykle poczciwy czlowiek.
    Jednak nigdy nie zgdadzalem sie z Harrego moralnoscia. On uwazal,ze
    kolektyw, ze masy sila, tj. masowka i miedzynarodowka napedem
    lokalnej i globalnej ekonomi, a ja uwazalem, ze sila napedu i wciaz
    uwazam, ze zalezy i nalezy od i do indywidualnych wartosci
    czlowieka. Harry, jednak nauczal mnie w podstawowce, ze nie
    znieksztalcony i okropny indywidualista, ale ze lokalny, czy
    narodowy tudziez miedzynarodowy kolektywista sila, ktora Ruszy Bryle
    z Posad Swiata..Hmmm.. Taki byl Harry, Komunista z niezwyklym
    moralnym entuzjazmem... Takiego pamietam Harrego, ktory uczyl mnie
    falszywej historii, jak i jego symptatyczna zone, ktora byla takiej
    historii podpora. Owa para byla niezwykle sympatycznymi ludzmi, ale
    o jak destruktywnych ideologiach. Ifinity
  • ifinity 06.11.09, 04:54
    I jezeli Harry przed smiercia powie rodzinie, ze umiera za sprawe
    jego niezwykle destruktywnej ideologii, to z pewnoscia pojdzie do
    przyslowiowego Piekla... A jezeli nic nie powie, zo zapewne powinien
    byc pogrzebany w czysciu jego idiotycznych ideologii, za co podatnik
    polski placil za takiego idiote miliony przez lata.. Idiote beda
    Rypsinianie czcili, a Profesora Suszynskiego, Burasa, beda
    potepiali. A wstyyyddddd
  • ifinity 09.03.10, 05:38
    No i ile to juz czasu minelo przed moim ostatnim tutaj wpisem....?
    Wciaz cierpie na melancholie tamtych, tych rypsinskich, licealnych
    lat 2001.. Czy raczej tych wczesnych 1961 tych, skad moje
    absolwencke, ze tak powiem lata...Staram sie samego siebie oklamywac
    datami, ale nie wychodzi... Kilka nazwisk na mysl przychodzi, jak
    np. Anrzej Bednarski, Jasiu Smolinski, Wojtek Tuchalski, profesor
    Kosinski, Gontarek, profesor od francuskiego Putowska, pani Ciuchta
    od harcerstwa, Glowczewski od globalnej geografi. I ten niesamowity
    profesor Suszynski od matematyki.. I gdzie Ci niesamowici Luuudzie z
    Tamtych Lat.....??? I jezeli macie o nich jakielkowiek informacje to
    prosze, o ewentualne powiadomienie. Za Najlepszymi Zyczeniami.
    Ifinity
  • ifinity 30.03.10, 04:50
    Zawsze Lubie zagladac tutaj do wpisow Kseni. Ksenia jak magnes
    wszelakich informacji, nie do odparcia. Pozdrawiam Ksenie
    Serdecznie. Ifinity
    I pamietam Harrego, wtedy kierownika podstawowki, naprzeciwko
    szpitala, jak nam uprzyjemial zycie komunistycznymi ideami, ze jak
    nastapi w Polsce Komunizm to nie bedzie (kapitalistycznych)
    pieniedzy jak jeno pragnienia. Jezeli zapragnie sie miec rower, to
    jednostka pragnaca go dostanie. Jak sie zapragnie miec mieszkanie to
    narodowy kolektyw osobie pragnacej mieszkanie dostarczy...I wydawalo
    mi sie juz wtedy, uczniowi szkoly podstawowej, ze Harry byl juz
    wtedy w zupelnym, mentalnym obledzie Marksistowskiej nadrzednosci
    swiadomosci, sprzeciwiajac sie burzuazyjnej, rzekomo,
    arystotelowskiej Nadrzednosci Rzeczywistosci...
    Mile wspomnienia o Harrym, ale koniec zalosny, bo jego lewicowe
    Idee doprowadzily Polske jak i caly blok wschodni do moralnego a
    przeto i do ekonomicznego upadku... Czy Harry to zrozumial...???
    Sadze, ze Harry pijac przez lata herbate z aluminiowego kubka, juz
    dawno postradal zmysly......
  • 50v 08.04.10, 01:34
    ifinity napisał:

    > Zawsze Lubie zagladac tutaj do wpisow Kseni. Ksenia jak magnes
    > wszelakich informacji, nie do odparcia. Pozdrawiam Ksenie
    > Serdecznie. Ifinity
    > I pamietam Harrego, wtedy kierownika podstawowki, naprzeciwko
    > szpitala, jak nam uprzyjemial zycie komunistycznymi ideami, ze jak
    > nastapi w Polsce Komunizm to nie bedzie (kapitalistycznych)
    > pieniedzy jak jeno pragnienia. Jezeli zapragnie sie miec rower, to
    > jednostka pragnaca go dostanie. Jak sie zapragnie miec mieszkanie to
    > narodowy kolektyw osobie pragnacej mieszkanie dostarczy...I wydawalo
    > mi sie juz wtedy, uczniowi szkoly podstawowej, ze Harry byl juz
    > wtedy w zupelnym, mentalnym obledzie Marksistowskiej nadrzednosci
    > swiadomosci, sprzeciwiajac sie burzuazyjnej, rzekomo,
    > arystotelowskiej Nadrzednosci Rzeczywistosci...
    > Mile wspomnienia o Harrym, ale koniec zalosny, bo jego lewicowe
    > Idee doprowadzily Polske jak i caly blok wschodni do moralnego a
    > przeto i do ekonomicznego upadku... Czy Harry to zrozumial...???
    > Sadze, ze Harry pijac przez lata herbate z aluminiowego kubka, juz
    > dawno postradal zmysly......

    Ale nawet jaby nie to jest jemu na bank duszno :)
    Lubię kiedy wiosna do życia się budzi, w ludziach tyle szcerości, tej wylewnej
    otwartości, normalnie pachnie światem, aż miło i pachnie wolnością, nigdy więcej
    kominizmu !!! :)
  • ifinity 08.10.10, 05:26
    Zapewne i byc moze 50v.. Od gdzies chyba 30 lat nie bylem w Tym niesawitym Rypinie, a i owszem odwiedzalem Rypsin ze Szczecina, jakies te 35 lat wczesniej, blakajac sie po kawiarence Katolika, tuz przed Rypsienica. Tudziez zagladalem tam do Piguly i do kina Baltyk, gadalem z Ludzmi, a szczegolnie zagladalem do zakladu fryzjerskiego Pana, juz nie pamietam jak on sie nawzywal, ale chyba Pana Witkowskego. I czy wszystko 50v plyyynie... I tak i nieee. Wszystko byc moze plynie, ale zasady zyciowe pozostaja przez wieki niezmienne, bo jeden filozof powie Ci, ze nie mozna stapac noga w tej samej ( plynacej nurtem) rzece (Heraklit), a inny jak np. Arystoteles powie ci, ze Heraklit gadal bzdury... I zgadzam sie z Arystotelestem, ktory odrzuca mentalne nonsensy nadrzednosci rzeczywistosci, ponad logike realnego zycia. Spadam, bo wybieram sie wczesnie rano na wedkowanie z przyjaciolmi w plener na szczupaki, sandacze i okonie. I obawiam sie, ze Szczupakom, ani Sandaczom, czy tez Okoniom, nie zalezy na tym co pisze. Pozdrawiam Serdecznie. Nataniel...
  • ifinity 23.10.10, 03:27
    Ciekawe inicjatywy i mysli nieuczesane doprawdy. Ifinity
    Czekam na dalsze wpisy i bede aktywnie odpowiadal. Byc moze w formie mysli Bogdana Balcerowicza, ale kto to w koncu wieeee. Byc moze dowiemy sie o nim, czy o tym wszystkim, na plazy Huty Nadroskiej he he he. Pozdrawiam Was Serdecznie. Ifinity, Szfolgin, well Maciejczyk, Tudziez Towarzysz Zaleskiewicz.. A moze pomylilem juz nazwiska jak i imiona.
  • natanell 12.01.11, 07:34
    Pozdrawiam Marka Nieliwodzkiego,braci M i R Rygielskich,a co sie dzieje z księdzem zimakiem i prof Gogaczem?z wielkim sentymentem wspominam moje roodzinne miasto Rypin..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka