straszny sen, kto zinterpretuje?
śniłam dziś w nocy, że szykowałam umarłych do pogrzebów. Wśród nich były dzieci i jedna młoda dziewczyna, która nagle się obudziła, ale z jej oczu i nosa zaczęła płynąć krew. potem nagle okazało się, że to nie jest dziewczyna tylko mój ojciec. W śnie mój tato był bardzo chory i miał leżec w domu a my z moja mamą poszłysmy do koscioła. W kosciele było mnostwo osób, a sam budynek był wielki, mroczny, usytuowany w lesie ( mury były na górze a my bylismy w dole. Kościół nie miał sufitu a w środku rosły drzewa. Wewnątrz dostrzegłam mojego bylego partnera, z którym niedawno się rozstalam. Stał dość daleko i był ze swoimi kolegami. po jakimś czasie wyszedł a my z mama stałysmy tam dalej. Zauważyłysmy moją starszą siostrę, która była z jakimś młodszym od siebie, postawnym mężczyzną. Porozmawiałysmy chwilę, po czym odwróciłam się i zobaczyłam, że za murami idzie moj tato, utykając. Pomyślałam, ze nie powinien tu iść, bo jest chory i może umrzeć i wtedy zerwał się wicher tak silny, ze musiałysmy z mamą trzymać się drzew. Straciłam z oczu tatę... Nagle usłyszałam trzesk i mury, ktore stały na górze zaczęły pekać. Krzyczałam do mamy, żeby weszła na drzewo, bo zaraz wszystko zacznie się walić. Cegły spadały jak lawina a ja obserwowałam wszystko z drzewa. Myslałam, gdzie jest moj tato i że mój były partner musiał wiedzieć, ze tak się stanie, bo wyszedł z koscioła wcześniej i uciekł przed tą katastrofą. Nie wiem gdzie byla moja siostra i co stało sie dalej, ponieważ się obudziłam...