Wiater,wiater dziś poszalał,
smagnął deszczem,drogi zalał...
Przemoknięta Bryza biedna
szlaja się samutka jedna.
Morze siną falą wzbiera
sine chmury rozpościera,
mewy z krzykiem wraz falują,
żałość dziobem wykrzykując
że odchodzi piękne lato
pełne słońca,ciepła,kwiatów...
Na serduszku smutno Bryzie,
chyba w jaką dziure wlizie....
-powspomina czasy miłe-
-gdy owczarka przytuliła,
przy ognisku się ogrzała,
myshkę w ucho podrapała,
pustelnika uszczypnęła-
i zmęczona wnet zasnęła...
Myśli Bryza w swojej dziurze:
-nie wytrzymam ja tu dłużej!
W świat mi znowu ruszyć trzeba,
bo tęsknota mnie ogarnia-
za tym światem pełnym cudów...
gdzie zalęgła się OWCZARNIA...
Podhalańska znaczy taka,
co to wiecie,pod tym Mnichem-
gdzie rak z myshą i tak dalej...
gdzie bacują se górale,
gdzie świerszcz świerka za kominem,
i gdzie dżwierza są otwarte
dla wędrowców utrudzonych,
co jak Bryza zasmuconych-
wita się rozgrzanym winem
aby znieść smutku przyczynę.
Pod tym Mnichem,jak już wiecie-
różne dzieje się bajanie-
kto tu zajdzie-nie żałuje
i na dłużej pozostanie!
--
"Kiedy wycięte zostanie ostatnie drzewo, ostatnia rzeka zostanie
zatruta i zginie ostatnia ryba, odkryjemy, że nie można jeść
pieniędzy."