pytania źle sformułowane, więc odpowiedzi takie
a nie inne.
Przede wszystkim: mało osób jest samokrytyczna, wolą krytykować innych. Nawet w
anonimowych sondażach. Dlatego ciężko oczekiwać od kadry stwierdzenia typu:
"tak, pracuję w dziadowskiej budzie którą natychmiast trzeba zamknąć".
Natomiast ci sami ludzie, pytani o poziom szkół wyższych mogliby powiedzieć
ciekawe rzeczy.
Co prawda z tych wyników nic nie da się powiedzieć o problemach strukturalnych
uczelni, niestety wiele da się powiedzieć o dzisiejszych studentach.
Skoro niemal co piąty student chce kupić pracę magisterską, to proceder jest
masowy. Przecież wiele osób, które zamierzają to zrobić raczej w ankiecie
wstydziły się do tego przyznać. Więc to może być więcej, niż 20%.
A co do ściągania - tu nie potrzebuję sondaży. Proceder jest masowy i winni są
tutaj nie tylko studenci, ale i wykładowcy. Po pierwsze, na kolokwiach i
egzaminach często wymagają tylko "wykucia" materiału, co się kończy tym że
opłaca się zrobić ściągę. Po drugie, opłaca się też dlatego, że ryzyko ściągania
jest niskie. Rzadko który wykładowca zwraca na to uwagę, w dodatku jak na
egzaminie jest sam przy grupie 150-osobowej, to nie ma szans poradzić sobie z
tym zjawiskiem.
Trzeba więc co najmniej 2 rzeczy na sam początek: ostro karać za ściąganie
(minimum to zabranie kartki i wpisanie ndst w indeksie) i ostro kontrolować
(przy większych grupach poprosić kolegów o obecność na sali, samemu wszystkiego
się nie zauważy).
Docelowo trzeba także przemyśleć sposób egzaminowania, dawać pytania bardziej
problemowe, na myślenie.
Ale to dotyka kolejnego problemu, nie uwzględnionego w sondażu. Poziomu studentów.
Po pierwsze, z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że min. 10% moich studentów
nie nadaje się na studia. Wychodzi to przy egzaminach i kolokwiach. Tu nie
chodzi o brak wiedzy. Tu chodzi o brak umiejętności uczenia się jako takiej. Oni
po prostu nic nie umieją - jeśli student stosunków międzynarodowych mówi że
istnieje państwo Afryka, albo Izrael myli z Iranem - to świadczy o tym, że go te
studia w ogóle nie interesują.
Po drugie, kolejne 50-60% studentów jest zorientowanych na "wykucie" "wiedzy",
przy czym chodzi o "wiedzę" jak najprzystępniejszą, tzn. najłatwiejszą do
wykucia. Czyli najlepiej, by dostali gotowe konspekty zajęć, których mają się
nauczyć na pamięć i to ma wystarczyć. Z tą grupą można jeszcze zrobić wiele
dobrego, ale wymaga to wysiłku i wpojenia im innej filozofii i podejścia do
studiowania. Niestety, studentów jest za dużo, wykładowcy mają dużo zajęć
(nie tylko wielo-etatowcy! często nawet pracując na 1 etacie zajęć jest sporo, a
rzadko kiedy istnieje możliwość odmówienia wzięcia nadgodzin) - więc często
brakuje na to czasu, a jeszcze częściej - ochoty.
--
Never try typing google into google - you can break the Internet!