Re: Podobnie jak i w oświacie
Z faktami się nie dyskutuje :)
Nie winiłbym w tym przypadku kiepsko wynagradzanych pracowników. To
nasze państwo (rząd, ministerstwo?) stworzyło taki patologiczny
mechanizm. W ciągu 20 lat liczba studentów zwiększyła się z 370
tysięcy do 1.960 tysięcy. Pięciokrotnie. A liczba pracowników wzrosła
o ok. 20%). Jednak, pomimo tej dysproporcji, ich pensje raczej nie
wzrosły (tzw. podwyżki oznaczały raczej żałosną próbę przywrócenia
tego, co zabrała inflacja). Można jednak dorobić - biorąc drugi etat
lub przynajmniej nadgodziny (nie na wszystkich kierunkach). No więc
bierzemy, bo żyć trzeba. Może nie tyle my (mamy poczucie misji,
posłannictwa...), ale nasze rodziny już tak.
Nie widzę wyjścia. Bo przecież trudno będzie ograniczyć liczbę
studentów - już dziś większość z nich płaci za studia (nie licząc
podatków). A uczelnie w jakimś dziwnym amoku: przyjmować jak
najwięcej. Znam uczelnie, gdzie nabór na studia stacjonarne trwał
jeszcze w listopadzie. A władze uczelni "delikatnie" naciskają na
dziekanów i dyrektorów instytutów, ci dalej na pracowników. Bo
pracownik, co prawda, ma nadgodziny, ale zarabia na tym przede
wszystkim uczelnia. Dzięki temu może dopłacać do studiów dziennych, a
zwłaszcza do kierunków "deficytowych" (w studentów płacących),
skądinąd zwykle najlepszych w aspekcie wyników naukowych (też dzięki
temu deficytowi?).
Na zakończenie propozycja: 2,5-3 krotna podwyżka pensji przy
zobowiązaniu do pracy na jednym etacie. Plus ustawowy wymóg,
ograniczający liczbę studentów, przypadających na jednego
profesora/doktora - jako warunek istnienia kierunku studiów. To
ostatnie po to, aby uniknąć nacisków władz uczelni na swoich
pracowników. Nie wolno więcej i już!
A swoja droga zastanawia mnie, co będzie się działo z tymi wszystkimi
budynkami wznoszonymi w ostatnich latach przez uczelnie, gdy liczba
kandydatów na studia gwałtownie zmaleje (zjawisko to kilka lat temu
wystąpiło bardzo ostro w przypadku prywatnych liceów
ogólnokształcących - przez kilka lat wykształcił się kto chciał, a
potem pozostały już tylko niedobitki).