Dodaj do ulubionych

dlaczego do odpowiedzi na środek klasy?

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 21:20
Moje dziecko chodzi do piatej klasy podstawówki. Pani od przyrody ma metody
pracy, które mnie drażnią. Wywołuje dzieci do odpowiedzi na środek klasy,
dzieci się dodatkowo stresują, no bo raz ,że nie jest to odpytywanie
zapowiedziane i dwa ,że inne dzieci na błąd nieszczęśnika pod tablicą reagują
gromkim śmiechem. Ostatni pogrom to kilkanascie jedynek i dwójek. Dodam
tylko , ze dzieciaki są zdolne, to klasa złożona z uczniów szkoly muzycznej i
z tego powodu b. obciążone dodatkowymi zajęciami. Z zapowiedzianych
sprawdzianów są b. dobre oceny. Chciałabym wiedziec, jaki dydaktyczny cel
przyświeca takim nauczycielom jak pani od przyrody. Co chcą swoim
postepowaniem osiagnąć? Może ktoś mnie oświeci? Bo mam wielką ochotę narobić
rabanu, a tylko intuicja mi podpowiada ,że nie tak powinna wyglądać szkoła
przyjazna dziecku. Może się mylę?
Edytor zaawansowany
  • Gość: mary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.03.05, 22:10
    A chodziłaś Ty może kiedyś do szkoły?? Odpowiadanie na środku klasy to przecież
    nie jest rewolucyjny pomysł pani od przyrody w szkole Twojego dziecka.
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 22:35
    Z muzycznej? I nie sa zahartowane w wystąpieniach przed grupą słuchaczy?
    To błogosławić panią od przyrody, że wspomaga wychowanie.
    Współczene dziecko musi umieć występować publicznie, opanowywać tremę, walczyć
    ze stresem.
    Czym prędzej się tego nauczy, tym lepiej. A dzieciom najłatwiej się nauczyć.
  • Gość: kate IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 22:47
    A chodziłam do szkoły; frekwencja na pochodach pierwszomajowych była
    stuprocentowa, na lekcjach historii dowiedziałam się ,ze za Katyń
    odpowiedzialność ponoszą Niemcy, i do odpowiedzi na przyrodzie wychodziliśmy na
    środek- może dlatego wiem co czują dzieci...
  • Gość: Belfer IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.03.05, 22:56
    Pewnie tabliczka mnożenia też była wschodnia, a alfabet chiński.Żaba miała 5
    nóg, itp.itd.;-)Co to ma do rzeczy?Chcesz swoje dziecko zamienić w mimozę to to
    rób, ale potem nie płacz.Sposoby uczenia mają niewiele wspólnego z treściami.
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 23:33
    "... i do odpowiedzi na przyrodzie wychodziliśmy na
    środek-" pisze zdenerwowana mama , wspominając dzieciństwo.....

    Musisz dziecku wszczepiać własne kompleksy i traumy??? Może gdybyś nie straszyła
    i nie marudziła, twoje dziecko nie bałoby odpowiadać przy klasie?
  • Gość: kate IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.05, 23:59
    O jakich moich kompleksach wszczepianych dziecku Ty opowiadasz? Zupełnie się
    nie rozumiemy. Myślę ,że pomyliłam adresy. Argumenty jakie przytaczacie są nie
    do przyjęcia.Podejrzewam, że solidarnie bronicie swojej koleżanki po fachu.
    Sfrustrowani, żle opłacani,nieczuli...
  • Gość: mary IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.05, 00:16
    Kate, nie wiedziałam, że odpowiadanie na środku sali to wymysł zdradzieckich
    komunistów. Może za to rentę kombatancką kiedyś dostaniesz?

    A sfrustrowana to chyba Ty jestes - my dowcipkujemy, a Ty tak tragicznie...
  • Gość: kate IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 16:23
    Swiat dookoła się zmienił... to chciałam przekazać. A gdybym chciała
    podowcipkować to weszłabym na Forum Humorum...
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 07:03
    Wszyscy odpytujemy na środku. V klasa to najwyższa pora, by przestac się "bawić
    w szkołę" i ja zacząć.
    Zajrzyj do dokumentów, które mówią o umiejętnościach, jakie musi posiąść uczeń.
    Wypowiedź ucznia - ustna, puliczna- to jedna z nich.
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 15:50
    To moze ja Ci odpowiem, bo nie jestem "z fachu". Pewnie ze fajniej jest
    odpowiadac z miejsca. Czlowiek sie czuje mniej zestresowany. Ale w mojej szkole
    wywolanie na srodek to byla normalka, a bardzo nieliczni nauczyciele byli
    tak "nowoczesni" i "rewolucyjni" ze pytali z miejsca. Moze raczej powinnas sie
    cieszyc, ze w Waszej szkole wiekszosc nauczycieli nie wywoluje na srodek, skoro
    pani od przyrody tak sie wyroznia. Moglo byc na odwrot. Mlodsze dzieci moze juz
    bardziej sa uczone samodzielnosci i sciaganie nie jest takie popularne. Ale
    starsze roczniki nie widzialy w sciaganiu nic zlego i robily to namietnie.
    Pytanie na srodku sali bylo dla owczesnych nauczycieli jedynym sposobem na
    zapewnienie sobie pewnosci, ze uczen nie czyta z zeszytu. A poza tym w sumie
    piszacy na forum rodzice maja troche racji w tym, ze predzej czy pozniej trzeba
    sie oswoic z publicznymi wystapieniami. Wybuchy smiechu wsrod uczniow
    sluchajacych odpowiedzi kolegi to chyba zupelnie inny problem. No bo na innych
    lekcjach poza przyroda to niby sie nie smieja???
  • Gość: nauczyciel IP: 213.199.235.* 23.03.05, 09:33
    wlasnie tego smiechu dzieci dziecko odpowiadajce na srodku boi sie najbardziej -
    i to moze spowodowac blokady - najwisze, w zakleznosci od wrazliwosci
    delikwenta. Moze wiec rada dla rodzicow - uczcie swoje dzieci wyrozumialosci
    dla pomylek innych, a nie wysmiewania sie z cudzych bledow, wtedy i
    odpowiadanie na srodku klasy nie bedzie stresujce.
  • hernandez 19.03.05, 17:08
    na jeszcze nie oznacza ze dziecko jest zdolen a w szczegolnosci pchane tam
    przez mamusie ktorej nie pasuje odpowiadanie na srodku klasy.Pomysl sobie ze
    twoje dziecko bedzie gralo na srodku sali koncertowej i zawali bo byli
    widzowie:)
    --
    LEGIA MISTRZ MISTRZ MISTRZ!!
  • Gość: Ciekawa IP: *.broker.com.pl 14.03.05, 08:16
    no, szczególnie ten argument o niezapowiedzianym odpytywaniu jest doskonały.
    Eh, a my się potem dziwimy, że dzieci takie roszczeniowe, a to kwestia
    przeambicjonowanych rodziców. Może, żeby zredukować stres należałoby o każdym
    odpytywaniu powiadomić tydzień wcześniej wraz z konkretnymi pytaniami?
  • Gość: ruda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 13:27
    od kiedy świat światem,
    na każdej lekcji odpytuje się uczniów z materiału poprzedniej lekcji
    właśnie przed tablicą

    w ten sposób
    uczeń jest dobrze słyszany tak przed nauczyciela, jak i przez kolegów
    uczeń ćwiczy dłuższe samodzielne wypowiedzi
    uczeń przygotowuje się do lekcji regularnie

    jedyne, co należy nauczycielce zarzucać,
    to to, że nie potrafi osiągnąć dyscypliny w klasie,
    i że nie umie (nie chce?) przekonać dzieci o wyższości życzliwego koleżeństwa
    nad wyśmiewaniem
  • lilith18 14.03.05, 13:42
    Gość portalu: ruda napisał(a):

    >
    > w ten sposób
    > uczeń jest dobrze słyszany tak przed nauczyciela, jak i przez kolegów


    czyżby to był priorytet?
    To może lepiej się nie ujawniać z takimi poglądami?

    Co jest ważniejsze - komfort ucznia czy słyszalność - uwaga! - przez resztę
    klasy?
    czemu to ma służyć?
    Doedukowaniu uczniów? Akurat.

    Nie rozumiem problwemu.
    Dlaczego uczeń nie może być pytany z ławki?
    Ubędzie mu wiedzy?
    Liczy się to, co mały (i duży) człowiek - wie.
    Liczy się, żeby to przekazał.
    A sposób wykonania nie jest ważny.

    Piszecie o hartowaniu od najmłodszych lat.
    Mocno trąci spartańskim wychowaniem.
    Może rygor od przedszkola?

    Są ludzie i ludzie. Dzieci i dzieci.
    A wszystko podlega pod jedną miarkę.
    Wszyscy, jak jeden mąż, sa odpytywani pod tablicą.
    nie nowośc, że wykluczenie z grupy i bycie pod ostrzałem spojrzeń (śmiechów,
    chichów etc) działa destrukcyjnie.
    Po silniejszych jednostkach to spłynie jak po kaczce.
    A na wrażliwych - zaważy. Mocno zawazy.

    Dlaczego odpowiadanie ma kojarzyć się z koszmarem?
    Co przemawia za tym, żeby konserwatywnie trzymac się zasad sprzed króla
    Ćwieczka zamiast sprawdzić wiedzę w inny sposób?


  • Gość: Kazek IP: *.p-s-inter.net 21.03.05, 18:32
    Tak i nie.
    Bo widzisz, zgodnie z procedurą Nowej Matury uczeń musi wygłosić - sam jeden, a
    za to przed całą komisją - 15-minutową wypowiedź. Stres ogromny. Ale stres jest
    niestety składnikiem zycia. Bywa niszczący. Ale psychologowie mówią, że jesli
    nauczymy się z nim obcować, to stres zakończony sukcesem bywa też zbawienny. Co
    mnie nie zabije, to mnie wzmocni. A niestety nie da sę nauczyć pokonywania
    stresu w klasie maturalnej. Stopniowo trzeba zaczynac to w szkole podstawowej.
    Ja akurat odpytuję z ŁAwki, bo mam komfort uczenia w niewielkiej szkole. Ale
    generalnie nie widzę w tym nic złego. Chyba, że towarzyszą temu jakieś inne
    nieetyczne zachowania nauczycielki, ale z tej relacji nic takiego nie wynika,
    no, co najwyżej to, że nie potrafi zapobiec wybuchom śmiechu klasy, ale to już
    również uwaga do rodziców, bo wychowuje wspólnie, a dom głównie.
    Przyznam, że dla mnie to burza w szklance wody. Jako nauczyciel nie jestem
    absolutnie sfrustrowany. Ale gdy spotykam się z tego rodzaju problemami
    teoretycznymi, to proszę wybaczyć, frustruję się.
  • Gość: elijah IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 14.03.05, 14:15
    że nie zapowiedziane - to źle
    że się dzieci śmieją - też
    ale powinno się do odpowiedzi na środek, a właściwie do biurka nauczycielki
    podchodzić z jednej prostej przyczyny, jak pyta sie siedzącego na końcu to mówi
    do osób odwróconych do niego, a jak sie kogoś z początku sali pyta, to mówi on
    do tablicy i kiepsko słychać,
    a taką nauczycielkę to powinno się utemperować - powodzenia
  • lilith18 14.03.05, 14:35
    a jaki problem zwolnić pierwszą ławkę przed odpowiedzią? I poprosić delikwenta
    własnie tam?
    Poza tym - prosta i prozaiczna reguła jednego poziomu...
    Pytającego i odpytywanego.
    Strasznie wazna.
  • Gość: Aga IP: 193.0.68.* 14.03.05, 15:33
    Wiesz, nie sądziłam, że coś mnie jeszcze zdziwi. Tobie się udało. Nie chodziłam
    do szkoły w PRLu. Chodziłam do szkoły społecznej. I czymś oczywistym było, że
    odpowiadamy przy tablicy. Wiadomo, że to był stres, ale dzięki temu teraz nie
    boję sie wygłaszać referatów, kiedy słuchają ich poważani przeze mnie
    profesorowie. Jakoś się trzeba nauczyć trudnej sztuki występowania przez
    publicznością i to jest własnie metoda. Jedyny problem, to śmiejąca się klasa -
    kiedy były te czasy, kiedy "pierwsze ławki" podpowiadały nieumiejącemu?
    Nie tragizuj zatem, bo odpwoiedź na środku sali to nic dziwnego.
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 16:31
    1. Klasę trzeba wychować: uczniowie nie moga tak reagowac, gdy ktoś odpowiada. A
    nauczyć szacunku dla kolegów i koleżanek z klasy można tylko wtedy, gdy każdy
    kolejno stanie pod tablicą....
    2. Uczen odpowiadający tyłem do klasy (CZYLI Z ŁAWKI) nie jest słyszany. Wówczas
    jeszcze trudniej zachowac spokój i uwagę innych.
    3. Jeszcze raz pytam: dlaczego uczeń szkoły muzycznej nie umie wystąpić publicznie?
  • wild.coffee 18.03.05, 22:42
    > a jaki problem zwolnić pierwszą ławkę przed odpowiedzią? I poprosić delikwenta
    > własnie tam?

    a cała reszta będzie niby spokojnie siedziała i zadanie robiła? <rotfl>

    Ja widzę jedną korzyść - ludzie uczą się słuchać, kiedy ktoś stoi przed nimi i mówi do nich.

    Bo problem w tym, że mnie uczniowie słuchają - z tym nie ma problemu. Natomiast nie potrafią słuchać siebie nawzajem.
    Więc jestem za pytaniem na środku. Więcej - jestem, za tym, że jak koledzy przeszkadzają i ucznia nie słychać - to musi mówić głośniej lub powtórzyć.
    Po jakimś czasie koledzy uczą się, że wypadałoby posłuchać...
  • Gość: iwona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 18:24
    a mnie już nic nie zdziwi
    powiem więcej, przewidziałam to

    teraz czekam na kolejne zarzuty rodziców
    wiem jakie będą

    już czekam na rodziców, którzy przyjdą z pretensjami, że w trakcie lekcji
    zadania na tablicy rozwiązują uczniowie (nie na ocenę oczywiście)
    ktoś powie - niech do tablicy przychodzą tylko ci, którzy chcą

    ale "ochotnik" też może się pomylić i co wtedy - poniżam ucznia, obraziłam jego
    godność, cała klasa zobaczyła, że nie umie, co gorsze - sam się zgłosił

    więc może niech nie przychodzą do tablicy
    może niech odpowiadają z miejsca
    ale ktoś powie coś źle, ktoś inny nawet nie zaśmieje się, tylko spojrzy nie tak,
    tragedia, a może jeszcze ktoś będzie znał prawidłową odpowieź, straszne, jaki
    stres dla dziecka, które źle odpowiedziało

    uważam, źe lekcje powinny wyglądać zupełnie inaczej
    najlepiej, zeby uczniowie w ogóle się nie odzywali, żeby nie przychodzili do
    tablicy, prac domowych też nie sprawdzajmy
    i może w ogóle nie stawiajmy ocen - jak czuje się uczeń, który dostał najniższą
    w klasie ocenę, spróbujmy to sobie wyobrazić

    i radzę wszystkim - oglądajcie dzieciaki z klasą :)





  • Gość: alli IP: *.wat.sdi.tpnet.pl 14.03.05, 19:09
    "dzieciaki z klasą"?
    ten chłam?
    nie mam słów po prostu
  • Gość: penelopa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 20:04
    Nie wiem, jak innych, ale mnie właśnie najbardziej przy odpowiedzi stresowała
    konieczność wyjścia na środek... Jednak zawsze trafiałam na nauczycieli, którzy
    woleli pytać z miejsca lub po prosu zadać pytanie: gdzie wolisz odpowiadać?
    Poza tym, to jakos nigdy nie miałam problemu z referatami itp. Dlaczego więc
    nie uszanować prawa ucznia do wyboru miejsca, z którego będzie odpowiadał?
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 20:17
    "Dlaczego więc
    nie uszanować prawa ucznia do wyboru miejsca, z którego będzie odpowiadał?"

    Jakoś (na szczęście) wśród licznych praw ucznia - takiego jeszcze nie ma :))))))
  • roman.gawron 14.03.05, 20:49
    Gość portalu: myslak napisał(a):

    > "Dlaczego więc nie uszanować prawa ucznia do wyboru miejsca, z którego będzie
    > odpowiadał?"
    > Jakoś (na szczęście) wśród licznych praw ucznia - takiego jeszcze nie
    > ma :))))))

    Jeszcze... Ale już niebawem...
    :-)))

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • wild.coffee 18.03.05, 22:47
    > Dlaczego więc
    > nie uszanować prawa ucznia do wyboru miejsca, z którego będzie odpowiadał?

    Bo jak wyjdą ze szkoły to okazuje się, że NIE umieją odpowiadać/ prezentować nic przed innymi - i dlatego potem my, już jako dorośli, nudzimy się na dziesiątkach konferencji, szkoleń, prezentacji bo ludzie nie mają pojęcia jak to robić.
  • Gość: stop IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.05, 22:06
    >Dlaczego więc
    > nie uszanować prawa ucznia do wyboru miejsca, z którego będzie odpowiadał?
    Bo w dorosłym życiu raczej nie będzie miał takiej możliwości wyboru.
    Natomiast reakcja klasy na kłopoty "odpowiadacza" świadczy,że w tej szkole jest
    coś nie tak.
  • Gość: kate IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 20:31
    Dziękuję Ci lilith18 za Twoje słowa. Ty rozumiesz o czym napisałam. Zawsze było
    mi blisko do ludzi wrażliwych, mądrych.Wiem,że są tacy w naszych szkołach, choć
    mało ich ujawniło się w tym wątku.
    Ostatnie Zwierciadło rozmawia z dyrektorką ZSSOgólnokształcących "Bednarska"(90%
    absolwentów dostaje się na renomowane kierunki studiów):
    Z:Co pani sądzi o rywalizacji miedzy uczniami,którą tak hołubi i podsyca
    tradycyjna szkoła?
    D:Uważam, że rywalizacja jest niedobra, bo uczy wrogości.Niedobra zarówno dla
    dzieci, które odnoszą sukces, bo one się utwierdzają w swojej wyższości, jak i
    dla tych, które sukcesu nie odnoszą, bo wytwarza się w nich przekonanie o braku
    własnej wartosci.My staramy się, jak mozemy,unikac rywalizacji.Nie ma u nas
    tego,co jest zmorą szkół, czyli wywoływania do odpowiedzi bez zapowiedzi."

    A ja chciałabym ,zeby moje dziecko mogło odpowiadać z ławki- bo mimo, że chodzi
    do szkoły muzycznej- to jest niesmiałe i ma tylko 11 lat. Ja je rozumiem i nie
    jestem ani chorobliwie ambitna, ani "roszczeniowa".
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 21:27
    Bywałem gościnnie na zajęciach na Bednarskiej.
    W małej klasie jest garstka uczniów. Gawędzą na lekcji. Każdy ma czas się
    wypowiedzieć. I to niejeden raz.

    W normalnej, 30-osobowej klasie- ucznia odpytuje się raz-dwa razy w semestrze.
    Reszta ocen jest za prace pisemne. Uważam to za jedną z większych wad
    współczesnej, coraz bardziej "zapchanej" szkoły. Oświatowa "oszczędność" :(

    Na Bednarskiej masz za to obowiązek zbierania "bednarów", co pewnie uznałabyś za
    uciążliwe ;)
    Nieśmiałe dziecko zmuszane do pracy społecznej na rzecz innych...
  • Gość: Koliber IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.03.05, 23:19
    "Ostatnie Zwierciadło rozmawia z dyrektorką
    ZSSOgólnokształcących "Bednarska"(90%
    absolwentów dostaje się na renomowane kierunki studiów):
    >Z:Co pani sądzi o rywalizacji miedzy uczniami,którą tak hołubi i podsyca
    tradycyjna szkoła?
    D:Uważam, że rywalizacja jest niedobra, bo uczy wrogości.Niedobra zarówno dla
    dzieci, które odnoszą sukces, bo one się utwierdzają w swojej wyższości, jak i
    dla tych, które sukcesu nie odnoszą, bo wytwarza się w nich przekonanie o braku
    własnej wartosci.My staramy się, jak mozemy,unikac rywalizacji.Nie ma u nas
    tego,co jest zmorą szkół, czyli wywoływania do odpowiedzi bez zapowiedzi.<
    Gdyby wierzyć w to,co ludzie i instytucje mówią o sobie w ramach
    autopromocji ...;-)W zeszłym roku młody Czarzasty(ten) z kolegą z Bednarskiej
    ciężko pobili chłopaka z innej szkoły.Proces w toku!A przymusowe badania
    uczniów na stoswanie narkotyków(obecnie głośne!) dowodzi, że już inaczej sobie
    z tą plagą nie dają rady.
  • Gość: Ola IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 15:59
    Fajnie.Wlasnie sie dowiedzielismy, ze jestesmy niewrazliwi i niemadrzy, bo sie
    nie zgadzamy z Kate. Albo zgadzamy tylko czasciowo.
  • Gość: kate IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.05, 20:45
    Wiesz , gdybyś zaczęła swoją wypowiedż od końcowej porady, zaoszczędziłabys mi
    czasu na czytanie całej Twojej wypowiedzi- wszystko byłoby jasne.
  • Gość: Cezar IP: *.acn.waw.pl 14.03.05, 21:55
    Autorko pierwszego postu! Czytając Twe posty mam wrażenie iż Roman Giertych
    jest wśród nas. PRL był zły poczynając od żłobków i szkół? Pretensje do
    nauczycieli "że dziecko sie stresuje niezapowiedzianym pytaniem". A jak ma
    wygladać forma sprawdzania wiedzy na lekcjach? Dziecko w wieku 11 lat nie widzi
    jeszcze sensu nauki. Woli pogadać z kolegami, kolezankami, pograć w piłkę itd.
    Jak można je zmusić do nauki inaczej niż stałym sprawdzaniem wiedzy poprzez
    odpytywanie? Odpytywanie na srodku sali archaicznym sposobem? przecież to
    właśnie uczy wypowiedzi, uodparniaj ludzi przed wystapieniami przed grupą.
    Teraz jest to klasa, ale kiedys może to być grono profesorów. Trzeba tego uczyc
    od jak najwcześniejszych lat szkolnych. Śmieją się z odpowiedzi? Pamietam
    doskonale jak wyglądała biologia w moim gimnazjum. Nasza nauczycielka budziła
    grozę. Na jej lekcjach nie wolno sie było śmiać, a podczas odpowiedzi słyszało
    się tylko osobę odpowiadającą. Ale jak trafiały się osoby które się nie
    nauczyły a próbowały coś powiedzieć to bywały zabawne sytuacje. Nidgy nie
    zapomne dzikiego smiechu jaki wybuchł po odpowiedzi mojej kolezanki która na
    pytanie "Jak dochodzi do zapłodnienia?" odpowiedziała ż śmiertelnie poważna
    miną że poprzez ogrzanie... Ja byłem nieśmiałym uczniem. Miałem kłopoty z
    samodzielnymi wypowiedziami, ale moja polonistka z podstawówki dostrrzegła to i
    odpowiadałem prawie co lekcję. Obecnie wystąpienia publiczne to nie jest dla
    mnie coś strasznego tylko przyjemnośc. Zamierzam w życiu zostać w przyszłości
    politykiem, obecnie jestem uczniem równie dobrego jak nie lepszego liceum im
    Stanisława Staszica(110% uczniów dostaje się na studia). Pozdrawiam i zastanów
    się bo krzywdzisz swoje dziecko krytykujac nauczycieli. Jaki autorytet będą
    teraz mieli? Jak będą mieli wychować dzieci posyłane do szkół? Kiedy wszystkie
    te dzieci będą ich miały za nic , rodzice w razie czego na skargę pójdą?
  • Gość: bigM IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.05, 02:46
    Troche Cie wypunktuje, ale sam sie o to prosiles...

    1. Kto powiedzial, ze szkola ma wychowywac dziecko, przeciez to jakas bzdura. Od
    tego sa rodzice, a nie 30 osobowa klasa z trzema narkomanami piecioma pijakami i
    chlopakiem z ostatniej lawki, ktory ma wyrok za pobicie. Moze w Twoim
    renomowanym liceum gdzie 110% (cholera, skad Wy bierzecie te 10% extra?)
    absolwentow dostaje sie na studia tego nie ma, ale w publicznej podstawowce (nie
    wiem jak gimnazjum, bo cale szczescie ominela mnie reforma szkolnictwa) nie jest
    zbyt ciekawie. Szkola ma uczyc (co najwyzej ukulturalnic troche, chociaz z tym
    tez kiepsko), a rodzice wychowac.

    2. Skonczylem prywatne LO, gorsze niz Twoje, bo u mnie tylko 100% absolwentow
    dostalo sie na studia :P ale jedyna lekcja na ktorej odpowiadalem przy tablicy
    to byla fizyka. Fakt, faktem nauczyciel byl akademicki i starej daty, wiec
    podchodzil do nas jak do studentow i jego lekcje odbywaly sie na troche innych
    zasadach. Ale np. na jezyku polskim w 16 osobowej klasie miazdzaca wiekszosc
    dyskutowala na kazdej lekcje na zaproponowany temat i jakos nie trzeba bylo
    nikogo wyciagac na srodek klasy. Z lawki mozna odpowiadac rownie dobrze i rownie
    madrze. A wyciaganie 10 latka pod tablice tlumaczac to przystosowaniem do
    wystapien publicznych dla mnie jest czysta abstrakcja - pierwszy raz kiedy
    naprawde cos od takiej umiejetnosci bedzie zalezec to matura ustna, chociaz ta
    nowa to tez paranoja. Na starej kiedy trzeba bylo udzielic dluzszej i skladnej
    wypowiedzi ustnej na 3 nie zawsze proste pytania faktycznie wymagalo sie oprocz
    wiedzy umiejetnosci mowienia, ale teraz, kiedy opowiada sie o wczesniej
    przygotowanym temacie - kazdy moze nauczyc sie odszczekac kilka zdan i
    odpowiadanie w stresie w wieku 10 czy 11 lat pod tablica w niczym mu nie pomoze.

    Pozdr.
  • Gość: Cezar IP: *.acn.waw.pl 21.03.05, 23:20
    Spoko. Masz racji trochę ale i ja takową posiadam. Otóż gdy klasa liczy osób 16
    można nie pytać tylko każdego zmusić do rozmowy czy udziału w dyskusji. Ale w
    większych klasach to praktycznie niemożliwe. A co do dzieci 10 letnich. czemu
    nie miały by chodzić do tablicy odpowiadać? Przecież gdy umie to bez różnicy
    gdzie odpowie. Ale zresztą. Niech sobie odpowiada gdzie chce, tylko nie mówmy
    że nie powinno się pytać. bo to co? Biedne, zestresowane dziecko. Kidyś nie
    było wszystkich takich wymyślnych teorii i niktomu nie przeszkadzało to. a skąd
    bierzemy te 10% extra? Niektórzy absolwenci idą na kilka kierunków. A co do
    wychowania. Przedwojenna szkoła stawiała wysokie wymagania i przez to
    wychowywała swoich uczniów. Obecnie jednak rodzice są tak roszczeniowi, że się
    nie da postawić żadnych wymagań. Bo dziecko ma dysfunkcje jakąś srakąś (kiedyś
    wszyscy umieli pisać ortograficznie, choć niektórzy mieli dysortografię itd., a
    obecnie ok.30% ma takie papiery), bo jest wrażliwe niezmiernie, bo ono ma
    ciężko bo szkoła muzyczna i bla bla bla. Paranoja według mnie. Ukróćmy władzę
    rodziców w szkole to może coś osiągniemy. Pozdrawiam
  • lilith18 14.03.05, 21:49
    Gość portalu: iwona napisał(a):

    >
    > już czekam na rodziców, którzy przyjdą z pretensjami, że w trakcie lekcji
    > zadania na tablicy rozwiązują uczniowie (nie na ocenę oczywiście)
    > ktoś powie - niech do tablicy przychodzą tylko ci, którzy chcą
    >
    > ale "ochotnik" też może się pomylić i co wtedy - poniżam ucznia, obraziłam
    jego
    > godność, cała klasa zobaczyła, że nie umie, co gorsze - sam się zgłosił.
    Czyżbyś chciała wyrabiać kult geniuszy i ludzi nieomylnych?
    Na popełniony błąd trzeba zaregować.
    Mądrze zareagować.
    Może poniżasz uczniowską godnośc, bo reagujesz niewłaściwie?
    Zdaje się, że nie o to chodzi w tym wątku.

    > więc może niech nie przychodzą do tablicy
    > może niech odpowiadają z miejsca
    > ale ktoś powie coś źle, ktoś inny nawet nie zaśmieje się, tylko spojrzy nie
    tak
    > ,
    > tragedia, a może jeszcze ktoś będzie znał prawidłową odpowieź, straszne, jaki
    > stres dla dziecka, które źle odpowiedziało.
    Nie demonizuj, bo to smieszne.
    Może w ogóle zlikwidować szkołę, bo jest stresogenna?

    > uważam, źe lekcje powinny wyglądać zupełnie inaczej
    > najlepiej, zeby uczniowie w ogóle się nie odzywali, żeby nie przychodzili do
    > tablicy, prac domowych też nie sprawdzajmy
    > i może w ogóle nie stawiajmy ocen - jak czuje się uczeń, który dostał
    najniższą
    > w klasie ocenę, spróbujmy to sobie wyobrazić

    Niesprawiedliwe oceny i kulejący system oceniania to inna bajka.
    I niewiele ma wspólnego z odpowiadaniem na środku klasy.
    >
  • basia961 16.03.05, 10:59
    Kate, chyba źle wybrałaś dziecku szkołę! W szkole muzycznej występy przed
    publicznością są chyba normalne! Reszta klasy się śmieje - A sądziłaś że w
    szkole w której liczy się "występ" będzie inaczej? Popatrz na rodziców tych
    dzieci - moje najlepiej zaśpiewało, zagrało a tamten, hahaha, fałszywa nuta mu
    wyszła!
    Dzieci są takie jak rodzice.
    A odpowiedzi przy tablicy były, są i będą.
  • lilith18 16.03.05, 11:07
    Dlaczego dziecko trafia do muzcznej, a nie do normalnej - w tym przypadku - SP?
    Znakomita większośc dlatego, że chce grać na instrumencie, rozwijać słuch,
    umiejętności etc - jasne powody.
    Talent + wrazliwość to częsta mieszanka.
    Jedno ma wykluczać drugie?
    Sugerujesz, że miernikiem szkoły muzycznej jest odpornośc psychiczna?
    A może talent, zainteresowania i chęci?

    Kto ma być górą?
    Dziecko powinno być przeniesione, bo koledzy dokuczają?
    Przecież to nie rozwiązuje problemu.
    Przecież to klasyczna ucieczka.

    Zgadzam sie, że występy w SM są sprawą normalną.
    Ale nie każde dziecko ma naturalną możliwość pokonywania tremy i barier
    psychicznych.
    I co zrobić z tymi słbaszymi?
    Odrzucić? Zmienić szkołę?
    Czy może próbować coś zmienić, przyzwyczaić, oswoić?
  • Gość: Aga IP: 193.0.68.* 16.03.05, 17:07
    > Sugerujesz, że miernikiem szkoły muzycznej jest odpornośc psychiczna?
    > A może talent, zainteresowania i chęci?

    Tak, uważam, że do szkoły muzycznej potrzebny jest i talent, i odpornośc
    psychiczna. Jeśli dziecko za bardzo przeżywa każdy występ, to dobrym muzykiem
    nie będzie.
  • basia961 17.03.05, 07:18
    Lilith, szkoła muzyczna kształci przyszłych muzyków, w zawód muzyka wpisane są
    występy publiczne, występy publiczne to pokonywanie tremy i barier psychicznych.
    Co zrobić z dziećmi słabszymi psychicznie - nauczyć występów przed
    publicznością, z tą publicznością oswoić. I temu służą odpowiedzi przy tablicy,
    jak zresztą w każdej szkole. A złe, złośliwe zachowanie reszty klasy? Nie wierzę
    że dotyczy to tylko tej jednej uczennicy. A jeśli odpowiada ktoś inny, ona jedna
    się nie śmieje? Córka mojej siostry chodziła do szkoły muzycznej, tyle
    złośliwości ile słyszałam na szkolnych występach nie słyszałam nigdzie. Rodzice
    mieli niesamowitą przyjemność w poniżaniu nie swoich dzieci, głośno i dosadnie.
    Dlaczego dzieciaki mają robić inaczej? Wychowywać trzeba tych rodziców a nie
    nauczycielkę, ona dobrze robi.
    A talent rozwijać można po lekcjach w zwykłej szkole, w ognisku muzycznym.Tytaj
    właśnie rozwija się talenty a nie przygotowuje przyszłych filharmonistów.
    A tak swoją drogą - dzieci zawsze odpowiadały przy tablicy, występowały na
    akademiach, zawsze były mniej lub bardziej śmiałe czy zalęknione, i nikt nie
    robił z tego problemu. Teraz jesteśmy, rodzice, nadopiekuńczy, robimy tym wielką
    krzywdę dziecku, ono musi nauczyć się funkcjonować w normalnym świecie a nie być
    cały czas pod kloszem.
  • Gość: barnaba IP: *.lodz.msk.pl / *.devs.futuro.pl 18.03.05, 14:58
    Twoje dziecko musi nauczyć się radzić z tremą i stresem w szkole. W dorosłym
    życiu nikt go po główce głaskać nie będzie, a na psychoterapię nie będzie
    czasu.

    Jeśli się nie nauczy, już w liceum, albo na studiach przeżyje szok.
  • Gość: raf IP: *.isinfo.pl 18.03.05, 14:58
    "Dodam tylko , ze dzieciaki są zdolne, to klasa złożona z uczniów szkoly
    muzycznej i z tego powodu b. obciążone dodatkowymi zajęciami."
    Nikt im nie kazał iśc do takiej szkoły. Wiadomo przeciez, że oprócz normalnych
    zajęć są np. zajęcia z muzyki.
    Może czas pomysleć o szkole bez dodatkowych zajęć.
  • minerwamcg 18.03.05, 15:44
    Wiesz, rozumując tak jak Ty można powiedzieć, że w ogóle nikt im nie kazał iść
    do dobrej szkoły o wysokim poziomie i że może warto pomyśleć o byle jakiej
    szkółce. Tymczasem dzieciak ma prawo rozwijać zdolności, jeśli je ma. Ale
    unikanie publicznych występów mu w tym nie pomoże na pewno. To co, może żeby
    nie stresować dziecka, lepiej przesłuchiwać jego grę pojedynczo w
    dźwiękoszczelnej sali, żeby przypadkiem ktoś stojący pod drzwiami sie nie
    śmiał? Nie, nie liczy się tylko talent i chęć do grania. Liczy się także chęć
    bycia słuchanym, chęć dzielenia się z innymi pięknem muzyki i swoimi
    umiejętnościami.
  • Gość: raf IP: *.isinfo.pl 18.03.05, 15:51
    Tłumaczenie, że w szkole oprocz nauki jest tyle dodatkowych zajęć jest
    smieszne. Posyłając dziecko do szkoly muzycznej rodzic chyba zdaje sobię
    sprawę, że wymagania i ilośc godzin jest troche większa niż w szkole nazwijny
    to zwykłej. I żeby było jasne nie mam nic przeciwko występom na forum klasy
    oraz przeciw szkolom o wysokim poziomie.
  • aasiek 18.03.05, 15:48
    Bardzo mnie zdziwiło, że można robić z odpytywania taki problem... Przecież to
    smieszne. Chyba, ze pani nauczycielka to jakas wredna małpa, bo i takie
    niestety się zdarzają, ale w takim wypadku to już raczej nie kwestia
    odpowiadania na środku klasy, a czegoś zupełnie innego.
    Zarówno w podstawówce, jak i w liceum nie lubiłam odpowiadać, z jakiegokolwiek
    miejsca. W sumie odpowiadanie z ławki było jeszcze gorsze, bo wiązało się
    zawsze z przekrzykiwaniem reszty dzieciaków (które w takich chwilach chciały
    wykazać się pomocą i podpowiadały głośniej niż ja mówiłam ;)).

    --
    Zmieniam sygnaturkę.
  • pauli7 18.03.05, 16:31
    co za idiotyczny problem!!! zaleznie od nauczyciela - ale czesto sie
    odpowiadalo na srodku klasy... wcale nie uwazam, ze to komunistyczny wymysl, bo
    chociaz podstawowke komunistyczna zaliczalam, to liceum juz normalne, do tego
    spoleczne, gdzie nauczyciele mieli bardzo fajne podejscie do uczniow
    moim zdaniem to swietna metoda na nauczenie sie wystepowania przed ludzmi -
    lepiej zaczynac wystapienia od takich przed znana nam grupa niz byc od razu
    rzuconym (jako dorosly) na gleboka wode w postaci np jakiejs konferencji
    a uczniowie jak sie maja smiac z odpowiadajacego kolegi to i tak beda!!
    niezaleznie od tego, gdzie delikwent stoi!

    Pauli
    --
    Na ogol wszystkiemu sie umiem oprzec - z wyjatkiem pokusy.
  • Gość: vcbcxvb IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.03.05, 17:42
    mialam taka nauczycielke i bardzo dobrze (teraz) ja wspominam. byla postrachem
    szkoly, ale nauczyla nas wiecej, niz jakikolwiek nauczyciel potem.
    Podobnie z polskim w liceum - kosa straszna, odpowiedzi na srodku klasy trwaly
    i 15 minut, stres, mialam wrazenie, ze mi sie nogi trzesa;) ale byla to
    najlepsza nauczycielka w szkole, nikt mi nie przekazal tyle wiedzy, co ona.
  • akasha22 18.03.05, 18:19
    hihi ja sobie przypominam "zaklinanie" w myslach zeby tylko mnie nie wybrala
    kiedy slyszalam slynne "do odpowiedzi przy tablicy prosze numer..."zgroza:DD
    wychodzilam z plonacymi,czerwonymi uszami ale dawalam rade.najszybciej bylo jak
    nic sie nie umialo-wtedy jedynka od razu-no chyba ze psor byl z tych
    milosiernych i wyciagal na srodek zeby chociaz mierniaka dac.
    a tak na temat-mysle ze w dzisiejszym swiecie nauczyc dziecko odpornosci
    psychicznej jak najszybciej to jedyne wyjscie.inaczej za 10 lat wymieknie
    totalnie i dopiero bedziesz miec klopot.
  • lilith18 18.03.05, 20:27
    > hihi ja sobie przypominam "zaklinanie" w myslach zeby tylko mnie nie wybrala
    > kiedy slyszalam slynne "do odpowiedzi przy tablicy prosze numer..."zgroza:DD
    > wychodzilam z plonacymi,czerwonymi uszami ale dawalam rade...

    Takie miłe te wspomnienia?

    Przecież to urąga wszelkim zasadom.
    Idealny przykład ilustrujący pojęcie "nauczyciel-sadysta".
    Jaki w tym cel?

    A może Ty i inni zwolennicy lubicie skok adrenalinki przy odpowiedzi?

    poza tym - opdowiedzi na środku w LO a SP to zupełnie inna sprawa.
  • akasha22 18.03.05, 22:39
    wiesz co -zalamala mnie twoja odpowiedz.wspolczuje potencjalnemu dziecku i jego
    nauczycielom.
    no wiec wyobraz sobie ze tak,fajne wspomnienia pomimo calej tej "grozy"jaka sie
    wtedy czulo.tak samo jak grupowe ucieczki z lekcji,pierwsza szostka z
    matmy,klasowe wycieczki ect.liceum skonczylam niedawno i smieje sie pod nosem z
    tych strachow .na tym polega zycie-nie wazne ile masz lat.a ty izoluj sie od
    zycia,ludzi,chron siebie czy swoje dziecko przed wszystkim co wedlug
    ciebie "sadystyczne""niemile"czy nie pasujace do twoich standardow.sorry ale
    twoj dzieciak wczesniej czy pozniej trafi do psychologa.w najlepszym razie.a
    tak bedzie slimakiem na ktorego huknie pani w urzedzie a on sie poplacze i
    ucieknie do mamuni.jezu jak ja nie cierpie takich toksycznych rodzicow.ja sie
    wychowalam w rodzinie jako jedynaczka,zawsze rozpieszczana i wychuchana przez
    wszelkie babcie,dziadziow,ciocie z Ameryki i oczywiscie rodzicow.i dlatego wiem
    jakie to niebezpieczne takie uzalanie sie nad dzieckiem.do cholery odpowiedz
    przy tablicy to chyba nie koniec swiata???dzieci sie smieja bo z natury sa
    okrutne ale na tym polega cala rzecz-trzeba umiec wyrobic sobie SAMEMU relacje
    wsrod rowiesnikow.pozatym 11latek to juz nie taki dzidzius.
    nie badz smieszna-moze i liceum to nie to samo ale ja juz w podstawowce
    odpowiadalam prrzy tablicy,owszem bylo niemilo na poczatku ale mozna przezyc.i
    na pewno nikomu by nie przyszlo do glowy interweniowac z tego powodu u
    nauczycieli.osmieszasz sie.
  • Gość: ms IP: *.81-161.gts.tkb.net.pl 18.03.05, 21:23
    przeczytałam cały wątek i wiesz co, Kate?

    twoje argumenty są dla mnie śmieszne.

    po pierwsze: nauczyciel ma prawo odpytywać i robić kartkówki - o zgrozo -
    niezapowiedziane! i to w dodatku z 3 ostatnich tematów! i guzik go obchodzą
    dodatkowe zajęcia, uczeń ma obowiązek się nauczyć. Jeśli nie, to w ciągu
    iluśtam dni [chyba 2tyg] ma prawo poprawić ocenę. Odpowiedź i kartkówki
    zapowiedziane [czy inne formy sprawdzania wiedzy] mogą zawierać więcej niż trzy
    ostatnie tematy.

    i bardzo dobrze, że tak jest, wiedza jest sprawdzana na bieżąco.

    po drugie: odpowiadanie przy tablicy - no nie mów mi, że z takiej matmy np.
    miałoby to być w ławce? Ale ok, jesteśmy przy przyrodzie. Nie widzę problemu,
    absolutnie. Przede wszystkim mniejsza możliwość podpowiadania. Uwierzysz, że
    moja biologiczka wprawdzie pozwala na odpowiadanie z ławki, ale każe pozamykać
    wszystkim wokół odpowiadającego zeszyty, książki i ćwiczenia? Przecież to
    straszne, ja się mogę zestresować ;) Nie wiem jak u twojego dziecka w szkole to
    się odbywa, u mnie natomiast odpytywanie jest zawsze na począku lekcji i służy
    również innym uczniom, jako przypomnienie ostatnich tematów. Rozsądne
    rozwiązanie.

    Jedyne, do czego mogłabyć się przyczepić, to ew. reakcja nauczycielki na
    śmiechy w klasie.

    pozdrawiam

    ms
    gimnazjalistka zadowolona z odpowiadania przy tablicy
  • Gość: Cezar IP: *.acn.waw.pl 18.03.05, 21:50
    Czymś co się pamięta przez lata. Wspomina się i "opowiada wnukom" to właśnie
    różne numery z odpowiadaniem przy tablicy. Jakieś niedosłyszane podpowiedzi i
    błędnie powtórzone, czy całkowicie przekręcone... Poezja życia szkolnego. Ja
    uwielbiam odpowiedzi przy tablicy tak zwane. To jest to.
  • Gość: Agataku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.05, 23:58
    wiem coś o tym - wspomnienia z mojego liceum właśnie tak wyglądają, to ich
    urok, szał lat szkolnych... nostalgia
    a wracając do rzeczy - najgorsze są właśnie takie nadgorliwe mamuśki, nie
    wiadomo, co z nimi robić, ograniczają nauczycieli jak mogą, bo przecież to jest
    ICH DZIECKO
  • Gość: paula IP: *.ciechanow.cvx.ppp.tpnet.pl 19.03.05, 00:04
    chodzę do klasy maturalnej i zmojego punktu widzenia moge powiedziec ze nie
    zgadzam sie z autorką postu. patrzy ona na nauczycielkę przez pryzmat
    upokorzenia swojego dziecka i nie jest obiektywna. moje zdanie jest takie:
    osobiscie znam kilka osób które od podstawówki uczęszczają na różnego typu
    zajecia , również do szkoły muzycznej, i prawda jest taka, że wielki talent
    zdarza sie raz na kilkadziesiąt tysięcy takich dzieci najczesciej nie są one
    bezposrednio zwiazane z muzyką w przyszłości, natomiast jest im potzrebna
    nauka_aby zdac maturę, aby mieć zawód, także aby dostac sie na studia muzyczne
    potrzebna jest matura...także nie rozumiem tego, że matka oczekuje, że od jej
    dziecka bedzie wymagało sie mniej, bo chodzi do szkoły muzycznej- nauczyciele
    doskonale zdają sobie sprawę, ze dzieci te bedą potzrebowały gruntownego
    wyksztrałcenia, nie tylko muzycznego.A do tego potzrebna jest niestety
    SYSTEMATYCZNA nauka, mogę cos o tym powiedziec, ponieważ to jej brak tak mi
    teraz bardzo doskwiera, mimo ze przez całe liceum mialam z przedmiotów
    maturalnych czwórki, uczyłam sie jednak z tak zwanego ,,doskoku"
    czyli przed klasówką i nie jest to dobra metoda na uzyskanie duzej, gruntownej
    wiedzy.
    Ajesli chodzi o metody, to prawda jest taka, że z liceum najbardziej pamieta
    sie nauczycieli, którzy są sórowi i to oni włąsnie mają najlepsze wyniki, a
    metoda jaką obierze dany nauczyciel to jush tylko jego sprawa. I prosze na siłe
    nie chronić dziecka przed doswiadczeniem zyciowym, kazdy musi sie zmagac w
    zyciu z problemami różnej wielkości. Powiem tylko ze oswaja nie sie z
    wystąpieniami publicznymi i opanowywanie stresu przyda sie mu w przyszlości-np
    na maturze ustnej, którą teraz zdaje sie prtzed komisją. Niech pani nie robie
    krzywdy dziecku chroniac go nadmiernie.
  • mallina 19.03.05, 01:49
    nie rozumiem o co Ci chodzi..
    jak ja chodzilam do szkoly to rzadko kiedy odpytywanie bylo zapowiedziane i
    czesto odbywalo sie na srodku klasy
    nauczycielka przede wszystkim powinna spowodowac, aby dzieci sie nie wysmiewaly
    z tych ktore w danym momencie sa pytane
    --
    www.tribute.ca/bio.asp?id=6135
  • brutt 19.03.05, 03:29
    To chyba normalne ze dziecko powinno sie nauczyc jak sie zachowac i
    odpowiedziec publicznie w gronie swoich rowiesnikow. A do tego w szkole
    muzycznej powinno potrafic wystapic przed grupa.
    A poza tym kazdy to w szkole przechodzil i umiejetnosc radzenia sobie w
    sytuacjach gdy sie jest wywolanym do odpowiedzi rowniez jest czescia nauki.
    --
    Antyki i Historia Sztuki
  • Gość: Ludwik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.05, 11:31
    Z przykroscia czyta sie wypowiedzi mlodych, ktorzy tak zaciekle bronia
    stanowiska pani nauczycielki.
    Starsi sa niereformowalni i nie warto sie nad nimi rozwodzic.
    Wasza pani nauczycielka jest po prostu nieudolnym pedagogiem.
    Pewnie narzeka,ze malo zarabia.Jedank nie wie, ze z takimi kwalifikacjami
    stracilaby szybko prace w rozwinietym, cywilizowanym kraju.
    Wiekszosc nie rozumie w czym jest problem.
    Napada na Kate znajac jedynie wzorce z wlasnego, polskiego grajdola.
    Edukacja w takim stylu produkuje chamskie elity (wystarczy posluchac przesluchan
    komisji d/s Orlenu, czy dyskusji z udzialem polskich profesorow i politykow).
    Polska ma 33000 profesorow.Jak przeklada sie ich wiedza na rozwoj Polski
    kazdy wie.

  • Gość: Tawananna* IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 19.03.05, 13:20
    Ludwiku, jestem młodą osobą, ale naprawdę nie rozumiem, jaką traumą miałoby być
    odpowiadanie przy tablicy. Śmieszy mnie całe to "wychowanie bezstresowe" - bo
    choć wiele postulatów jest trafnych, to jednak sporo w tym przesady. Czy
    doznałam urazu psychicznego przez to, że w podstawówce dostawałam oceny, a nie
    buźki czy słoneczka albo oceny opisowe? Przez to, że odpowiadałam przy tablicy
    czy biurku nauczyciela? Przez to, że patrzyła na mnie cała klasa?

    Moja nauczycielka biologii z 8 klasy przy odpytywaniu zadawała bodaj 3 pytania,
    a klasa - 2. Najczęściej jak najłatwiejsze, żeby delikwenta ew. nie pogrążać.;)
    Czy to pozytywna metoda czy negatywna?

    Na matematyce w liceum regularnie chodziliśmy do tablicy. Były też kartkówki i
    sprawdzanie zadań domowych. Odpytywania nie brakowało też na innych zajęciach.
    Przy czym zdecydowanie wolałam (i większość klasy podobnie) odpowiadanie przed
    klasą, a nie z ławki - ze względu na podpowiadanie, na które - z różną
    słusznością - zwracała uwagę nauczycielka.

    Podobała mi się metoda odpowiadania przy biurku nauczyciela, ale - na siedząco
    (dosuwano krzesło). Wielu osobom łatwiej było się skoncentrować, uspokoić.

    A referaty? Wygłaszane - straszne! - przed całą klasą? Teraz będą prezentacje
    maturalne - umiejętność radzenia sobie ze stresem wystąpienia publicznego
    będzie jak najbardziej pożądana. A dla uczniów szkoły muzycznej - tym bardziej.

    I co mam dzięki temu wszystkiemu? Nie przeraża mnie wypowiedź przed pełną salą
    czy zabranie głosu na zajęciach. Nie mam problemu z formułowaniem wypowiedzi
    ustnych. Wolę nawet egzaminy ustne od pisemnych - co jest zbawienne, bo na moim
    kierunku studiów ustne przeważają zdecydowanie.

    I oczywiście nie napiszę, że to wszystko to zasługa odpowiadania przed całą
    klasą i nauczycielem, przy tablicy - ale był to jeden z istotnych czynników, bo
    bez sytuacji stresowych radzenia sobie ze stresem nauczyć się po prostu nie da.

    P.S. Absolutnie zgadzam się z przedmówcami co do tego, że nauczycielka powinna
    zareagować na śmiech dzieci podczas odpowiedzi ich kolegi.
  • q_vw 19.03.05, 14:30
    Kate, jak to sobie wyobrażasz ? Problemem jest odpytywanie "przy tablicy" ? Problemem jest odpytywanie "niezapowiedziane" ? Problemem jest najwyraźniej wszystko, co powduje, że twoje dziecko sie stresuje... potem efekt jest taki, że mamy do czynienia z emocjonalnymi kalekami nie radzącymi sobie z zyciem, z najbanalniejszymi sprawami i problemami. Dziecko mozna zagłaskac na śmierć, ale czy warto ? jak dla mnie problemem jest reakcja klasy, wyśmiewanie się jest naganne, to powinno byc zarzutem, ale nie to, że nauczyciel odpytuje przed klasa przy tablicy. Ponadto stara zasada jest taka, że 3 ostatnie lekcje powinno sie znac na bieżąco, czyli prawo nauczyciela do kartk ówek i odpytywania bez zapowiedzi, to dyscyplinuje i uczy samodyscypliny oraz organizacji, ułatwia też dzieciom naukę. Nie jestem nauczycielem w szkole, mam do czynienia ze studentami i to jest czarna rozpacz, ci młodzi ludzie po szkole mają cholerny problem, postawe roszczeniową typu "ale ja tej książki nie mam, nie mogę znaleźć" oraz inne kwiatki, czy przychodzenie z rodzicami by ułożyc plan zajęć na początku roku akademickiego... Chowanie pod kloszem daje takie właśnie efekty. Kate, wiesz jaki jest komentarz kadry akademickiej ? Ano taki, że nikt nie jest niańką i nie ma obowiązku studiowania... Kate, jesteś uciążliwym rodzicem mającym blade pojęcie o szkole, sorry, ale taka jest prawda, zapomniał wół jak cielęciem był... Zamin narobisz rabanu usiądź, wypij herbatę i przypomnij sobie swoją edukację, potem idź do nauczycielki i zacznij od śmiechu uczniów wobec odpowiedzi ich kolegi czy koleżanki, bo to jest jedynym problemem. Aha, zdolne dzieci nie sa gromnione jedynkami i dójkami, nie ma nauczycieli killerów, zwykle wina lezy gdzie indziej, najcześciej właśnie po stronie rodziców, samych uczniów czy ich wizji "bezstresowej" szkoły. Moja żona to obserwuje, jak do gimnazjum przychodzą dzieci z podstawówek, to rozpacz, takiego zdziecinnienia od lat nie było, w pierwszej klasie gimnazjum te dzieci uczy sie uczyć...
  • Gość: myslak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.05, 16:05
    Popadamy w błędne koło:
    Chcemy mieć młodzież zaradną, samodzielną, dojrzałą, a wychowujemy wtórnie
    zinfantylniałe (lub nigdy nie dojrzałe)zagłaskane ciućmoki :(

    Z roku na rok przychodza do liceum dzieci coraz bardziej niesamodzielne,
    nastawione na to, że świat się nimi MUSI zająć.
    Podac plan lekcji, wytłumaczyć zadanie po zajęciach (w czasie zajęć wysyłało
    pilne smsy), powtórzyć 100 razy, kiedy jest wycieczka...(bo jakoś się nie
    skupiło;).

  • amused.to.death 20.03.05, 00:00
    oj prawda, prawda....

    Jakiś czas temu byłam świadkiem jak matka przyszła do szkoły językowej porozmawiać w sprawie córki...
    I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że córka miała 24 lata.



    --
    Plans are nothing; planning is everything.
  • Gość: Wioletta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.05, 17:17
    ja nie wiem co za problem to nie jest przedszkole tylko piąta klasa szkoły
    podstawowej.trzeba sie uczyć z lekcji na lekcje i już!
  • Gość: Richelieu* IP: *.zyg.brewet.pl 19.03.05, 17:27
    ponieważ większość zostało już trafnie zauważone dodam tylko, że jeśli czytuje
    się Zwierciadło, czasopismo dla pretensjonalnych dziewuszek, i na jego
    podstawie wyrabia sobie opinię o nauczaniu... Matką jesteś czy siuśmajtką?
    Zamiast przygotować dziecko do występów publicznych w domu, swoją nerwicą i
    chuchaniem na nie kształcisz przyszłego długotrwale bezrobotnego, a jeśli już
    zdobędzie pracę to nigdy nie zawalczy o wyższe stanowisko. Podoba Ci się
    bezstresowe wychowanie w stylu amentykańskim? Więc przygotuj się na to, że
    Twoje dziecko za naście lat wytoczy Ci proces za zmarnowanie startu w dorosłe
    życie, jeśli w ogóle będzie stanie usta otworzyć. To już jest patologia, choć
    Ty w swoim świętym przekonaniu nadal twierdzisz, że to ta wstrętna baba od
    przyrody jest do kitu.

    Usiądźcie z partnerem, z innymi dziećmi w domu i pozwól dziecku opowiedzieć
    przed Wami ostatnią lekcję. Nie strofuj dzieci by były absolutnie cicho,
    najlepiej włącz telewizor czy radio. Wtedy dziecko będzie musiało przełamać się
    i pomimo czynników zakłócających ładnie mówić. Kiedyś obrzydliwy zwyczaj
    nakazywał uczenie się dzieciom wierszyków i prezentowanie ich tabunom ciotek.
    Złe? Ale jakie praktyczne. Nie chroń dziecka przed rówieśnikami. 11-latek to
    już pannica czy kawaler, sklepy orsay czy pimke mają specjalne kolekcje dla..
    młodych kobietek w wieku 11 lat właśnie. Dla mnei to jest obrzydliwe, ta
    lolitowatość, ale co w przypadku, gdy większość klasy jest takimi lolitkami?
    Może Twoje dziecko strasznie odstaje w tak zwanym rozwoju społecznym. Okrutne
    to, ale jeśli dzieci widzą, że Twoje dziecko czerwieni się na wzmiankę o
    całusie, a ma prawo, bo myśmy w jego wieku się czerwienili, to koledzy nie będą
    śmiali się z Twojego dziecka bo źle odpowiada, ale tak ogólnie, na zapas, że na
    środku jest ta nieżyciowa. Może to nie jest gromki śmiech, ale taki zduszony,
    jede i drugi, który wybucha po każdej nieprawidłowej odpowiedzi. Twoje dziecko
    wie, że jest wyśmiewane za "wrażliwość", pewnie rezygnuje z wyjść na podwórko,
    bo każesz się jej uczyć lub samo chce, i stara się pokazaćim wszystkim, że
    jednak jest nauczone, a oni nie, bo "balowali", i nie jest w stanie znieść tej
    presji. Nic nie napisałaś o kolegach właśnie. Nic o tym na co pozwalasz swojemu
    dziecku i jak ono stoi z tym na tle kolegów. Dorosły różnice przemilczy, nawet
    nie zauważy, a dzieci cóż..
    To jeśli różne jest na tym tle, bo zwykle wrażliwość przyczynia się do
    zahamowania normalnych kontaktów z rówieśnikami i pójścia drogą marzeń, muzyki,
    książek.

    Szkoła przyjazna dziecku. Powtórzę. Jakiemu dziecku? 11-latek jest już dużym
    człowieczkiem, za rok będzie chodził do gimnazjum, miejsca rozkwitu
    największego młodzieńczego buntu, gdzi w ruch pójdą używki, wulgaryzmy i
    nazywanie rodziców "starymi". Jak widzisz swoje dziecko w takim towarzystwie,
    kiedy amiast przygotować je do kontaktu z ludźmi różnego formatu utwierdzasz je
    w przekonaniu, że jego wrażliwość to skarb i że wszyscy są źli tylko nie ono.
    Wrażliwość jest skarbem, ale nie nadwrażliwość czy przewrażliwienie.

    Pomyśl o maturze i wystąpieniu przed komisją. Pomyśl o ustnych egzaminach na
    studiach. Pomyśl wreszcie o rozmowach kwalifikacyjnych w pracy, gdzie nie
    sposób otrzymać jej będą zastraszoną myszą.
  • Gość: agata IP: *.localdomain / *.nuim.ie 19.03.05, 17:57
    masz 100 procentowa racje,ja tez uwazam ze na forum klasy nie powinno byc
    odpowiedzi,jesli pani chce odpytywac to prosze bardzo ale ,niech wezmie krzeslo
    postawi przy biurku i niech to bedzie rozmowa,ja pamietam jak kazali stawac w
    lawce ,boze co za metody,te odpytywanie to jest paranoja,stresuja dzieci,i te
    wszystkie jolopy ktore ciebie obrazily to mi az wstyd,ze tacy ludzie chodza po
    ziemi,to ze dziecko stoi na srodku klasy to ludzie opanujcie sie bo nawet
    smiale dziecko jest zestresowane
    ta nasza edukacja,daleko jej do zachodu;-(

  • roman.gawron 19.03.05, 18:06
    Gość portalu: agata napisał(a):

    > ta nasza edukacja,daleko jej do zachodu;-(

    Jeśli przeżyjesz swoje życie, chcąc być Zachodem, to kto przeżyje swoje życie,
    chcąc być tobą?

    --
    Prawa i obowiązki ucznia
  • marineczka 19.03.05, 20:22
    Jestem przerażona poglądami większości osób tu piszących! Odpowiedzi przy
    tablicy to przeżytek!!! Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak zaciekle tego
    bronicie! W imię czego? Waszym zdaniem, poprzez odpowiedzi przy tablicy
    nabędzie umięjętności niezbędnych do wygłaszania dłuższej wypowiedzi na forum
    np.klasy? Dlaczego pomijamy tu uczniów wrażliwych, którym odpowiedź na forum
    klasy zupełnie nie odpowiada? Czemu właściwie służy szkoła? Staje się coraz
    częśćiej miejscem do którego chodzi się z przymusu. Kim jest teraz nauczyciel?
    Jeśli ma on być osobą stresującą połowę czy większość klasy i jednocześnie
    stawia dużo ocen niedostatecznych, to , moim zdaniem, należy zastanowić się,
    czy jego miejsce w szkole nie jest przypadkowe. I czy to nie jego należałoby
    zwolnić.
    Zupełnie czym innym jest odpowiedź przed klasą - która nie zawsze musi być
    idealnie przygotowana, uczeń jest wywoływany do tablicy kiedy tego się nie
    spodziewa. Czym innym jest natomiast występ na scenie, który jest przygotowany,
    zaplanowany itp. To są różne rodzaje stresu. Nie każdy stres działa negatywnie.
    Dyskusję tę można toczyć w nieskończoność. Dziwi mnie tylko, że polska szkoła
    wciąż tkwi, jak wynika z wypowiedzi Forumowiczów, w dalekiej "przeszłośći" i co
    najgorsze nie widzi tego żadna ze stron i żadna ze stron nie stara się tego
    zmienić. Oby nowe pokolenia nauczycieli nie były już takie!
    Traktujmy uczniów jak LUDZI!
    Na koniec tylko zasłyszane już dawno zdanie od pewnej nauczycielki (kobiety z
    klasą! dodam, że nie w Polsce): lepiej mniej nauczyć, niż zniszczyć osobowość
    młodego człowieka.
    Pozdrawiam - refleksji życząc
  • r.richelieu 19.03.05, 22:29
    właśnie, a przewrażliwione dziecko z napadami paniki w stanach stresowych to
    dopiero zepsuta osobowość. Zamiast już teraz pójść z dzieckiem do psychologa,
    samemu starać się ośmielić dziecko, wpaja się mu, żew ma być takie, całą winę
    zrzucając na nauczyciela.
    Nauczyciel może potraktować go specjalnie, jeśli klasa na to pozwoli, ale
    będzie to tylko chwilowym zrobieniem dobrze. Jeśli matka sama nie potrafi
    ośmielić dziecka, to powinien zająć się tym wychowawca. A patrzeć trzeba
    daleko, a nie tylko na semestr czy dwa.

    Wydaje się, że osoby popierające Kate to osoby bardzo młode, których
    zapatrywania są równie idealistyczne co nierealne. Bo co wyrośnie z dziecka,
    którego przewrażliwieniem nikt się nie zajął albo że własna matka ma w nosie
    relacje koleżeńskie twierdząc, że nauczyciel jest zły, koledzy są źli, cały
    świat jest zły. Kogo wychowa?
    Że zaś młodość ma swoje prawa w idealizmie, należy więc przymrużyć oko na te
    opinie. Bo są one jakby licealisty, który żadnego poważnego egzaminu ustnego w
    życiu nie zdawał, bo nawet taką maturę ma przed sobą.
  • Gość: selena IP: *.kom / *.kom-net.pl 19.03.05, 20:18
    typowa odpowiedz typowej walnietej neurotyczki.napisz lepiej na jakich prochach
    jedziesz bo przeciez zycie to jest dopiero stresujace,odpowiedz przy tablicy to
    zaledwie przedsmak horroru:DDD
  • Gość: lilith18 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.05, 20:24
    typowa odpowiedź merytoryczna i na poziomie.
    gratuluję.
  • Gość: selena IP: *.kom / *.kom-net.pl 19.03.05, 23:26
    twoje problemy sa smieszne i wydumane.oczekiwalas chyba zbiorowego uzalania sie
    nad soba i "dzidziusiem" i sie nie doczekalas.sorry.wake up.
  • czarna_jagodka 20.03.05, 12:16
    Ale ludzie sobie potrafią wynależć problemy. Tylko pozazdrościć, że większych
    nie mają.

    Ostatnio coraz więcej narzeka się na młodzież i dzieci.... że są coraz gorsze,
    bezczelniejsze, brutalniejsze, itp. Tyle że głównymi sprawcami tego są rodzice,
    którzy stosują metody żle pojętego "wychowania bezstresowego". Najlepiej usunąć
    z drogi dziecka wszelkie kłopoty i przeciwności i pozwolić na wszystko. Tyle że
    chyba nie zastanawiają się co wyrośnie z takiego kogoś: albo przestępca albo
    jakas kompletna niedojda zyciowa.



    --
    Kliknij tu:
    www.polskieserce.pl/
  • Gość: zdzicha IP: *.aster.pl 20.03.05, 13:57
    uczy się ?
    to czego się boi ?
  • Gość: eva21 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.03.05, 14:04
    Według mnie jedynym rzeczywistym problemem jest atmosfera panująca w klasie,
    daleka od przyjaznej. Nad tą grupą uczniów powinien popracować szkolny pedagog
    lub psycholog. Dzieci najwyraźniej są niekoleżeńskie, zarozumiałe i wbrew temu
    co sugeruje kate - mało wrażliwe. Takie pępki świata zgromadzone w jednym
    miejscu, przekonane o tym, że są "lepsi". Rodzice, wychowawca, pedagog szkolny
    muszą zgodnie popracować nad zmianą postaw dzieci. I przyjąć zasadę, że nie
    kpimy z innych ludzi. Dzieci to słyszą i przyjmują za normę. Okazywanie pomocy
    słabszym nie jest modne wśród obecnych 11-latków, gdzieś przegapiliśmy wszyscy
    moment, w którym naturalna wrażliwość dzieci została zamieniona w cwaniactwo i
    kult siły, popularności. Brrr - ale tak niestety jest. Kiedy w mojej klasie
    jedna z uczennic była odrzucona przez większość kolegów, próbowałam znaleźć
    wsparcie u rodziców, ale usłyszałam "Pani wybaczy, ale to nie moja sprawa, to
    nie moje dziecko ma problemy". Krótkowzroczne okrucieństwo.
  • mmaupa 20.03.05, 14:43
    A ja sie zgadzam z kate i lilith. bo przeciez w nauce nie chodzi o upokorzenie.
    do niezapowiedzianego sprawdzania wiedzy sa kartkowki, wtedy jak ktos nie umie,
    to sie musi wstydzic tylko przed nauczycielem. w szkole muzycznej wystepuje sie
    przed publicznoscia prezentujac utwor uprzednio wycwiczony, co to ma do rzeczy
    z niezapowiedzianym, upokarzajacym "wystepem" na srodku klasy na przyrodzie?
    jesli chce sie ksztalcic umiejetnosci krasomowcze, to lepiej kazac dzieciakowi
    przygotowac prezentacje na dany temat. wtedy jesli klasa sie smieje, to dlatego
    ze prezentujacy powiedzal dowcip, a nie dlatego ze pomylil pantofelka ze
    sloniem.

    porozmawiaj z nauczycielka, kate, niech zmieni skostniale metody nauczania!
  • Gość: ja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 22:28
    aha, uważasz odpowiadanie przy tablicy za coś upakarzającego? no to gratuluję
    inteligencji.
    dorośnij, zanim się wypowiesz następny raz
  • q_vw 20.03.05, 16:27
    Jak ja czytam wpisy popierające Kate i Lilith to sie zastanawiam, w czym rzecz ?! Mam wrażenie, że przyjęliście za oczywistość, że wychowujemy bezstresowo... a to błąd. czy naprawdę stresem i okrucieństwem jest odpowiadanie przed klasą, przy tablicy, obok nauczyciela ? Czy powinniśmy ograniczyc się wyłącznie do kartkówek i klasówek ? Otóż NIE !!! Przecież odpowiedź ustna to głównie sprawdzenie toku rozumowania ucznia, jego artykułowania zagadnienia... Jak inaczej nauczyciel się tego dowie ?! Problemem tej klasy, co już tu zauważono, jest najwyraźniej przerośnięte ego zarówno uczniów jak i rodziców. Kate, Twoje dziecko będzie miało prawdziwe problemy jak pójdzie do gimnazjum, może do liceum czy wreszcie na studiach... jak to sobie wyobrażacie ?! Generalnie, zaczynam się zastanawiac, czy naprawdę wiecie, że działacie w złej sprawie... Popatrzcie, najlepsze szkoły, zwłaszcza te prywatne, za plus poczytują sobie, że nauka odbywa się tradycyjnymi metodami (przy zachowaniu najnowocześniejszych środków), tymczasem Wy patrzycie na przykłady, które nawet na Zachodzie są właśnie wycofywane, bo więcej z tego szkody niż pożytku... Więcej umiaru, mniej parasola ochronnego...
  • Gość: Monopolowy IP: *.chello.pl 20.03.05, 17:07
    A dlaczego będzie miało trudniej? może mamunia planuje do końca życia trzymać
    je pod kloszem, żeby przypadkiem ktoś go broń Boże nie zdenerwował
  • Gość: miszkamyki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.03.05, 17:29
    >Bo mam wielką ochotę narobić rabanu,

    no i tu jest pies pogrzebany: mamuśka szuka byle pretekstu by rozladowac swoje chore frustracje
    proponuje jeszcze napisac do jakiejs poczytnej gazety (fakt, SE?) albo zainteresowac program typu "Uwaga" jak to pani od przyrody gnebi twojego maluszka :/

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka