Re: Rzucanie sie na oslep
> Dzieci wiedzą, że w zadaniach typu np. równanie należy ten znak przepisać w
> inne zapamiętane miejsce, czasem przy tym zmieniając znak, nie rozumiejąc wogóle
> co ta operacja oznacza, i jak ją zastosować w życiu.
Powyższe słowa są jak najbardziej słuszne, ale to nierozumienie 'języka
matematyki' i bezmyślne powielanie schematów nie zaczyna się w liceum, lecz
znacznie wcześniej. Prawda, że niektóre pomysły autorów podręczników wręcz do
tego zachęcają.
Dla obliczenia jakim procentem jednej liczby jest druga liczba podręcznik
serwuje taki wzór:
(a/b)*100%
I czy dziecko będzie się zastanawiać skąd wzięło się to sto i co oznacza znak %
? Najczęściej nie. Potem ten % będzie się plątał w różnych obliczeniach, bo nie
wiadomo, czy to liczba, czy jednostka, czy coś jeszcze innego.
A mnie krew zalewa, gdy potem w liceum, ba - nawet na studiach, podaje się
średni spadek rzeki jako (deltaH/x)*100%. Jest postulowane powyżej zadanie z
treścią (przy okazji ciekawe, ilu uczniów zauważy, że to ten sam wzór), tylko co
z tego, gdy parę osób zbaranieje dostawszy tę wartość wyrażoną w promilach. We
wzorze są przecież procenty. Albo znajdzie się ktoś, kogo podejrzeń nie wzbudzi
wynik 200%. A nawet jeśli wzbudzi, nie wiadomo co zrobić, bo o tym, żeby
zainteresować się jednostkami, nikt nie powiedział.
Kwestia jest więc złożona. Obowiązkowa matura z matematyki jest słuszna, ale
mający ją w perspektywie uczeń rozpoczynający naukę w liceum musi już być
odpowiednio przygotowany. Błędy popełnia się także na wcześniejszych etapach
kształcenia. Jest jednak pewna sprawa, która w ostatnim czasie wzbudza moje
wątpliwości. Programy i podręczniki można zmienić, ale pozostaje dla mnie
niewiadomą, czy kompetencje obecnej kadry nauczycielskiej są wystarczające, by
niektóre rzeczy zrealizować. Szczególnie, gdy warto lub trzeba pokazać coś, co
nie przynależy wprost do nauczanego przez siebie przedmiotu.
I na koniec uwaga techniczna do ministerstwa. Czy ministerstwo podejmując tę
decyzję w ogóle zauważyło, że rozszerzyło maturę o jeszcze jeden egzamin? Niesie
to za sobą dosyć poważne konsekwencje. Dotychczas można było uzyskać świadectwo
dojrzałości zdając egzamin z języka polskiego, języka obcego i matematyki. Po
zmianie będzie to prawdpodobnie niemożliwe. W każdym razie należy się nam na ten
temat jakaś informacja, bo póki co po raz kolejny można mieć wątpliwości co do
tego, czy ministerstwo działa świadomie. I żeby nie było, że się czepiam,
przypomnę tylko takie nieprzemyślane decyzje, jak ograniczenie liczby zdawanych
na maturze przedmiotów, nierozstrzygnięcie sprawy odpłatności za poprawki matury
w określającym jej zasady rozporządzeniu, czy uzależnienie otrzymania świadectwa
dojrzałości od zaliczenia egzaminu z tego konkretnie przedmiotu, który został w
deklaracji wpisany jako obowiązkowy.
/Gdabski