Dodaj do ulubionych

Testy w szkole ogłupiają dzieci

07.01.06, 12:18
To oczywiste ze szkoly ucza pod test! Przeciez tylko z tego ich rozliczaja!
Dlaczego testy oglupiaja? Chyba wina lezy w tresci pytan - zrobic
trudniejsze, glebsze i juz
Edytor zaawansowany
  • ssamiec 07.01.06, 12:44
    Na studiach podobnie: po egzaminach testowych niewiele się umie. Po egzaminach,
    na których należy samemu coś opisać/policzyć zostaje w głowie dużo wiedzy...
  • turystyka5 07.01.06, 14:45
    Testy ułatwiają pracę sprawdzającym, ale to prawda, że uczniowie wiele tracą,
    gdy lekcje poświęca się wyłącznie rozwiązywaniu testów. Gdyby klasy były mniej
    liczne, np 20-24 osobowe, a nie 28-32 i powyżej, to nawet na takiej lekcji
    nauczuciel byłby w stanie odwołać są do podręcznika czy lektury i dokładnie
    wyjaśnić dlaczego odpowiedź ma być taka, a nie inna. Część pytań testowych
    wymaga logicznego myślenia i trzeba uczniów przekonać, że bez takiego
    rozumowania ani rusz. W klasie bardzo licznej żaden nauczyciel nie ma czasu by
    wysłuchać, którzy mają wątpliwości, a co dopiero by je wyjaśnić.
  • slonbe 07.01.06, 21:15
    moim zdaniem to caly system edukacji ktory zostal zreformowany niestety zmienil
    sie na gorsze i niestety krztalci debili!!! bo czym wytlumaczyc fakt ze w
    czwartej klasie podstawowki dziecku wpaja sie wiadomosci ktore powinno poznac
    sie na 4 roku studiow historycznych a nie umie ono wymienic jaki krol byl po
    boleslawie chrobrym bo w ksiazce jest napisane ze boleslaw krzywousty.........
  • swistak336 07.01.06, 21:41
    Mieszko II - krótko był królem...ale był.
    Pomijam to, że Bolesław Krzywousty był księciem...skoro w książce autor uznał inaczej:P
  • ewcianat 08.01.06, 13:31
    Kiedy wprowadzano testy nauczyciele nieśmiało sugerowali, że sprawdzanie wiedzy
    i ocenianie nie może by oparte wyłącznie na testach. Powiedziano im, że chcą
    ukryc swoją niekompetencję i że dopiero zewnętrzne testy sprawdzą jacy są
    beznadziejni. Natychmiast po wprowadzeniu testów władze samorządowe zaczęły
    rozliczac nauczycieli z wynikami i porównywac średnie między szkołami. Nie
    pomagają wyjaśnienia metodyków, bo metodycy mówią o tym, że nie należy na tym
    opierac oceny szkoły tylko nauczycielom a nie władzom. Nauczyciele więc reagują
    logicznie przygotowując do testów. W naszej szkole staramy się tego nastawienia
    unikac i robimy jedynie test próbny (ostatnio za pieniądze szkoły, bo system
    egzaminów zaczyna byc niewydolny i niedofinansowany). Nie dziwię się jednak
    postawie nauczycieli. Szumne zapewnienia o tym, że nauczyciel powinien uczyc
    twórczego myślenia postawy twórczej itd. rozbijają się o to z czego nauczyciel
    jest rozliczany. A poza tym jak nauczyciel ma byc twórczy i ciekawy świata
    jeśli nie stac go na korzystanie z dóbr kultury, bo z trudem wiąże koniec z
    końcem. Nadal nauczycielowi w powycieranym sweterku, który próbuje coś
    opowiadac o wyższości kultury i nauki będą się w oczy śmiac niedouczony
    samorządowiec, który nauczycielowi wydziela pieniądze, niedouczony rodzic,
    którego dochody wielokrotnie przekraczają dochody nauczyciela czy dorosły
    słuchacz, który nic nie umie ale i tak zarabia więcej. Dopóki nauczyciel będzie
    wyłącznie krytykowany (ile pozytywnych opinii przeczytaliście ostatnio o
    nauczycielach?) niedopłacany i przymuszany systemem do konformizmu dopóty
    będziecie mieli takie efekty. I różne teorie naprawiaczy edukacji nic tu
    dobrego nie wprowadzą. Chyba największy problem obecnego systemu polega na tym,
    że państwo nie ma wizji tego, jaka powinna byc szkoła (państwowa czy
    finansowana przez samorząd i stowarzyszenia) nauczyciel (urzędnik pacujący 40
    godzin, czy wolny, odpowiedzialny człowiek z otwartym umysłem). Każdy z wyborów
    rodzi pozytywne i negatywne skutki. W tej chwili mamy wszystko pomieszane
    dlatego wszyscy są niezadowoleni.
  • jolkak11 08.01.06, 13:44
    słuszna, bardzo słuszna wypowiedz, cieszę sie że moje dzieci juz są na
    uczelniach, nie muszą uczęszczać do "zreformowanej" szkoły.
  • zuzaczek3 07.01.06, 15:33
    Nie demonizujmy testów. Przygotowanie się do nich dobrze aby wyłapać wszystkie
    pułapki wymaga sporo poświęconego czasu. Wydaje mi się, że lepiej byłoby
    poświęcić więcej czasu na rozwiązywanie "uczących zadań" nie rezygnując
    jednocześnie z systemu testowego.

    ----
    Lubię zaglądać do tej galerii po dobre zdjęcia
    obiektywni.pl
  • 1410_tenrok 07.01.06, 17:57
    Przypominam sobie egzamin maturalny: kulki z rozwiazaniami latały, jak sniezki1
    Nauczyciele nosiły je w bułkach, paczkach itp. WOLE TESTY! Sa obiektywne.
  • totalna_apokalipsa 07.01.06, 21:10
    No jak "nauczyciele nosiły" to nie dziwię się , że wolisz testy...
  • 1410_tenrok 07.01.06, 23:36
    błagam o wybaczenie - to miały być nauczycielki, tych była większość
  • mariuszdz 08.01.06, 12:46
    1410_tenrok napisał:

    > błagam o wybaczenie - to miały być nauczycielki, tych była większość.

    ; ) He ,za uwarzyłeś ,pewną fascynującą prawidłowość , korelacji liczby
    nauczycielek do kolejnego stopnia nauczania .
    Szkoła podstawowa 99 % nauczycielki , Szkoła średnia 95 % nauczycielki ,
    Uczelnia zwłaszcza politechniczna --- nauczycielki to rzadkość ,występują jak te
    rodzynki w cieście, i można ich liczbę szacować na mniej niż 10 % kadry
    uczelnianej .Osobnki płci żeńskiej najczęściej występują w lektoratach :).
    Nie dziwi was ta nagła niemoc intelektualna he he . Przecież w tym musi być
    jakiś powód ,reguła, moze to efekt męskiego szowinizmu ,a wczesniejsze sukcesy
    kobiet w szkołach podstawowych ,srednich to wynik feministycznego
    zacietrzewienia !

  • ewcianat 08.01.06, 13:41
    Rechot w stylu Leppera. Mała liczba nauczycielek na uczelniach (zwłaszcza
    politechnikach)wynika z faktu, że w wieku kiedy zostaje się na uczelni aby
    robic karierę naukową niektóre kobiety zakładają rodzinę i nawet mają dzieci.
    Próbowałeś kiedyś połączyc kilka funkcji. Spytaj jak to się robi każdą
    przeciętną pracującą kobietę (niekoniecznie naukowca). Jestem pewna he he, że
    każda z nich wielokrotnie przerasta cię jeśli chodzi o umiejętności
    organizacyjne. Kariera naukowa wymaga poświęceń i częśc kobiet dokonuje tylko
    innego wyboru a nie jest zbyt głupia aby to robic. Drżyj jednak, bo dzieci tych
    mądrych wykształconych kobiet będą dla Ciebie wkrótce zagrożeniem na rynku
    pracy.
  • mariuszdz 08.01.06, 14:07
    ewcianat napisała:

    > Rechot w stylu Leppera. Mała liczba nauczycielek na uczelniach (zwłaszcza
    > politechnikach)wynika z faktu, że w wieku kiedy zostaje się na uczelni aby
    > robic karierę naukową niektóre kobiety zakładają rodzinę i nawet mają dzieci.
    > Próbowałeś kiedyś połączyc kilka funkcji. Spytaj jak to się robi każdą
    > przeciętną pracującą kobietę (niekoniecznie naukowca). Jestem pewna he he, że
    > każda z nich wielokrotnie przerasta cię jeśli chodzi o umiejętności
    > organizacyjne. Kariera naukowa wymaga poświęceń i częśc kobiet dokonuje tylko
    > innego wyboru a nie jest zbyt głupia aby to robic. Drżyj jednak, bo dzieci tych
    >
    > mądrych wykształconych kobiet będą dla Ciebie wkrótce zagrożeniem na rynku
    > pracy.

    Ależ ,ja rozumiem twoją frustrację , i jak przeczytam , to dostrzegłem nawet
    trochę złośći w tym co napisałaś :)
    Tylko niestety nie dostrzegasz złożonośći zagadnienia . A mianowicie, dzieci
    tych niedoszłych nauczcielek akademickich, również wpadną w te same koleiny
    krzywej i wypaczającej umysły polskiej edukacji .
    Czyli np.twoje dziecko , dajmy na to chłopczyk :) bedzie edukowany przez
    nauczycielke zajętą rodzeniem i wychowywaniem własnych dzieci (to twoje słowa) .
    Naprawdę chcesz poświęcić przyszłość swego dziecka ,żeby inna kobieta mogła mieć
    dzieci i ... prace w szkole :) .
    Warto zwrócić uwagę ,że mężczyzni nie rodzą dzieci i zapytać dlaczego jest
    ich tak niewielu w edukacji podstawowej i średniej .
  • dryo 07.01.06, 12:45
    I o to przecież chodzi. Głupimi łatwiej rządzić. Może my też dojdziemy do etapu,
    że Polak nie będzie w stanie pokazać Polski na mapie i stwierdzi, że Kopernik
    opłynęła Ziemię.

    Może stare metody nie były obiektywne, ale przynajmniej zmuszały do myślenia.
    Leń będzie leniem, pracowity będzie pracowity. Mniej inteligentny jeżeli chce,
    to się nauczy, a przynajmniej będzie się starał i ja bym go stawiał na równi z
    tym, któremu wiedza przychodzi bez problemu, bo w życiu i jeden i drugi znajdzie
    dla siebie miejsce, wiedząc na co ich stać. Testy uniemożliwiają taką ocenę.
    Usuńcie je!
  • arius5 07.01.06, 15:59
    przeciez nie o to chodzi, zeby cos pokazac na mapie, bo to mozna sobie znalezc w
    atlasie albo w encyklopedii
    chodzi o to, aby rozumowac sensownie i umiec myslec
    przy wkuwaniu pamieciowym raczej niewiele sie mysli
  • iwa01 07.01.06, 23:43
    trzeba jeszcze umieć w tym atlasie czy encylopedii wyszukać.
  • discourseur 07.01.06, 13:03
    to bardzo dobrze, że szkoła uczy teraz przeciętniaków. nie rozumiem dlaczego
    dla autora badań stanowi to oskarżenie. geniusze z założenia nie powinni się
    realizować tylko w szkole.
  • mistrzkungfu 07.01.06, 13:28
    discourseur napisał:

    > to bardzo dobrze, że szkoła uczy teraz przeciętniaków. nie rozumiem dlaczego
    > dla autora badań stanowi to oskarżenie. geniusze z założenia nie powinni się
    > realizować tylko w szkole.

    Chyba mylisz pojecia. Szkola powinna stawiac sobie za zadanie nie tylko
    wyrownywanie poziomu, co czasem sie konczy tak, ze cala klasa nie idzie z
    materialem do przodu bo np. jeden uczen do 6 klasy podstawowki nie umie
    normalnie czytac, ale zeby wylapywac u uczniow ich mocne strony i je rozwijac.

    Nie trzeba byc geniuszem zeby miec mocne strony. Najczesciej jednak jest tak, ze
    szkola to przymus dla dzieciakow i nie nalezy sie dziwic, jezeli widza jak
    nauczyciele, tacy szkolni "przecietniacy" traktuja swoje zyciowe zajecie.

    A na marginesie to test np. z matematyki czy fizyki - nauk scislych jest wedlug
    mnie dobrym pomyslem, ale na np. polskim, gdzie powinno sie uczyc samodzielnego
    myslenia? Na szzczescie mnie ominely te testy, bo pisalem stara mature. Ale
    rozwiazywalismy takie testy w Liceum. Paranoja. Jest szablon odpowiedzi i uczen
    MUSI odpowiedziec dokladnie tak jak jest napisane w szablonie, jezeli pojdzie za
    daleko, albo za plytko to zle, zgadzam sie z autorem tekstu tylko jezeli chodzi
    o nauki humanistyczne.
  • funia81 07.01.06, 16:05
    > A na marginesie to test np. z matematyki czy fizyki - nauk scislych jest wedlug
    > mnie dobrym pomyslem, ale na np. polskim, gdzie powinno sie uczyc samodzielnego
    > myslenia?

    Zaraz, czys ty na glowe upadl? To na matematyce i fizyce NIE POWINNO sie uczyc
    samodzielnego myslenia??? Co to za chora argumentacja???
    f.
  • 1410_tenrok 07.01.06, 17:46
    to jest bezsens! Szkoła ma nauczyc wszystkich, a nie produkowac geniuszy. Na to
    sa inne metody. Ja chodziełm do takich szkoł i uwazam je za idiotyzm.
    Nauczycielki od matematyki i innych przedmiotów scisłych mowiły "ten, ten i
    ten - z tymi moge pracowac! Cała reszta to..... to były czasy gdy na dzieci
    wrzeszczano i wyzywano od idiotów".
    Ci, ktorym nie podobają sie testy - niech wiedzą, ze one sa wszedzie. Na ich
    podstawie mozna porwnac stan wiedzy i wyciagnąc odpowiednie wnioski. A jezeli,
    ktos kogos uczy jedynie rozwiazywania testów - to nie wina testow - to wina
    tego kogos. Dlatego, błagam myslec logicznie!
  • swistak336 07.01.06, 21:46
    1. Geniusza się nie wyprodukuje: geniusza trzeba jedynie odkryć i go rozwijać.
    2. Geniusze zapisują się do historii nauki. Przeciętniacy zapisują też - ale nie "się", tylko zapisują cudze cyfry na kwitach kasowych.

    Nie marnujmy geniuszu: nieczęsto się trafia. Nie stawiajmy na przeciętność.
  • 1410_tenrok 07.01.06, 23:40
    Czysty bezsens! W testach na zrzumienie tekstów itp. z naszym biednym kraje
    jest zle. Natomiast wszyscy podniecają sie liceami z olimpijczykami. Szkoła ma
    dostarczac edukacji dla wszystkich, natomiast geniuszy mozna umieszczac w super
    szkołach - tak robi sie w wielu krajach na swiecie. Byłem studiowałem - wiem! I
    będę się tego trzymał. A po drugie, nie wiem czy ktokolwiek z Was słyszał o
    Polgarze i jego córkach. Niezła historia - geniusza można "wyprodukować"!
  • riiiba 07.01.06, 17:56
    popieram poprzednika
    z przedmiotów ścisłych na egzaminach powinny pojawiać sie zadnia testowe i normalne
    ale z humanistycznych?
    Co z tego, ze napisze genialną interpretację wiersza, jeśli ktos kto układał klucz odpowiedzi wymyśli sobie, ze w wypracowaniu nalezy zawrzeć inne elementy - taki egzamin nie uwzglednia kreatywnosci

    przypomina mi sie pewne zdanie mojej historyczki jeszcze z czasów gimnzjum "Ja bym was nauczyła myślec, (zamiast zmuszła do wkucia dat)- ale na egzaminie oczekują od was czego innego"
  • baguberat 08.01.06, 01:04
    czasami geniusz objawia sie dopiero w pozniejszym wieku, gdy czlowiek zdobedzie
    wiecej doswiadczen. uwazam ze geniusza mozna nawet w dziecku wyploszyc,
    stawiajac zbyt wiele wymagan jego szczegolnym zdolnosciom. powinno sie w szkole
    wlasnie klasc nacisk na rozwoj tych jego 'przecietnych' zdolnosci, niezbednych
    do normalnego funkjonowania, podstawowej wiedzy, jaka kazdy powinien miec.
    jezeli ktos jest geniuszem, to chocby nie zdawal z roku na rok, kiedys odniesie
    sukces. liberalizm to wlasciwa droga postepowania, jesli chodzi o wymagania w
    szkole wobec przecietnych uczniow. szkola uczy przede wszystkim PRZYSTOSOWANIA
    SPOLECZNEGO - to jest jej rola.
  • lmblmb 07.01.06, 13:11


    "Uczymy masowo, by osiągać dobre wyniki. Nauczanie odarto z przygody
    intelektualnej. "

    Tak ma być, panie filozofie. Szkoda, że są jeszcze w podstawówce czy liceum
    ludzie, którzy chcieliby pracować z jednym, genialnym uczniem.
  • gromax 07.01.06, 13:35
    tania, oj tania prowokacja
    --
    pozdrawiam
    ◀ⒼⓇⓞⓂⒶⓍ▶
  • rozowykot 07.01.06, 14:12
    To prwda. udzielam korepetycji od wielu lat i widzę jakość ucznia. Kiedyś
    korepetycje brał ten ,co miał byle jakiego nauczyciela, albo chciał do
    olimpiady a szkoła nawet regulaminu tejże nie miała,albo wolniej się uczył a
    nauczyciel nie czekał bo zdolna klasa by się nudziła. Teraz młody czlowiek
    przychodzi i od progu informuje, ze w szkole to on sobie dobrze radzi tylko
    testy sprawiają mu trudności.
    A tak na marginesie , nie ma dziecka ,którego nie można nauczyć . Wszystko
    zależy od czasu i metod. Współczesna szkoła produkuje bezmóżdża . Kiedyś jako
    młoda ,gniewna twierdziłam ,że władzy nie zalezy na myślącym
    społeczeństwie ,bo bezmyśłnymi łatwiej rządzić. Dziś jest jeszce gorzej. To już
    nie bezmyślność a totalne odmóżdżenie. Brawoooooooooooooooooooo
  • swistak336 07.01.06, 14:14
    Napiszę ci treść artykułu "po nowemu" - jak skrypt do testu. Może zrozumiesz:
    Cechy ujemne testów:
    1. Redukują umiejętność samodzielnego myślenia.
    2. Promują naukę czysto odtwórczą - bezmyślne odtwarzanie materiału.
    3. Nakazują myśleć według jedynie poprawnego schematu (zgadywać: "co autor miał na myśli")
    4. Nauka "do testów" ogranicza umiejętność jasnego wypowiadania się pełnym zdaniem. Zmniejsza nacisk na naukę wypowiedzi ustnej.
    5. Testy nie uczą rozumienia świata.
    6. Testy uśredniają poziom nauki - tworzą homogeniczną bezbarwną intelektualnie masę uczniów.
    7. Testy nie promują geniuszu - promują "bycie statystycznym".
    8. Testy nie dają możliwości przekazania własnych przemyśleń.



    Zalety testów:
    1. Test się szybko przygotowuje i łatwo sprawdza.
    2. Test pozwala sprawdzić w porównywalny sposób umiejętność rozwiązywania testó w całej grupie osób.
    3. Na teście łatwo się ściąga (oszukuje).

    Inaczej mówiąc: testy nie wnoszą wiele pozytywnego do systemu nauczania. Ich jedyną zaletą jest to, że są łatwe w obsłudze dla sprawdzających.

  • ryszard1809 07.01.06, 16:42
    A świstak siedzi i ....OWIJA W BAWEŁNĘ!
    1. Co to jest test? Kazdy egzamin jest testem, moze tylko zawierac różne
    zadania - zamknięte lub otwarte (to juz nawet dzieci w SP wiedzą)
    2. Jeżeli mówimy o zadaniach zamkniętych to BARDZO TRUDNO UŁOŻYC DOBRE.
    NAPRAWDĘ! Ale można ułozyć takie, że trzeba pomyśleć.
    3. Ja w sumie popieram testy złożone z zadań otwartych. TAM TRZEBA MYSLEĆ.
    4. W wypracowaniach z polskiego (na przykład) najczęsciej odtwarzane
    są "madrości" z bryków i opracowań. A myślący uczeń zawsze miał problemy z
    uzasadnieniem swojego (innego niz obowiązujące) poglądu: SŁOWACKI WIELKIM
    POETĄ BYŁ I NAS WZRUSZA. Czyli nie trzeba ściągać aby mieć to co trzeba.
    5.Kiedy mówimy o porównywalnosci egzaminów ważne sa kryteria oceniania. jeszce
    troche a nauczymy się je opracowywać.
    6. Jeżeli to uśrednienie spowoduje, że ci najsłabsi będa średni to całkiem
    dobrze. A ci najlepsi i tak wyjda na wierzch tylko średnia sie podniesie
    (wyników oczywiście a nie stopni). NAPRAWDĘ.
    7. Ktos tu wyraził pogląd. że najlepszy uczen na maturze nawet do pracy
    biurowej sie nie nadaje. Ciekawe, ciekawe. A do czego się nadaje absolwent tzw.
    liceum profilowanego???
    8. Od biedy mozna zrozumieć nauczycieli pracujących z genialnymi dziećmi,
    olimpijczykami. Im nowa matura strasznie przeszkadza, bo dotychczas były
    samograje - zbiór zadań olimpijskich i już. Było 5 olimpijczyków a recie sie
    dawało dobre stopnie i na uczelnie sie dostawali. Jak ktos uczy w szkole do
    której olimpiczycy nie trafiają, to ma przechlapane.
    9. Niestety częśc wypowiadających się tutaj pewnie sie wścieka z powodu utraty
    korepetycji przedmaturalnych (przed ustną z polskiego na przykład).
    10. Oczywiście trenowanie samych zadań egzaminacyjnych nie jest metodą uczenia!
    Ale od czego dyrektor oraz doradca (aha - pzreciez ich tzn. doradców juz
    wycięli)
    11. Tak czy siak - matura jest o niebo bardziej obiektywna od starej. To juz
    nawet uczniowie widzą. Czas aby to zauwazyli dorośli (z panami Konarzewskim i
    Kwiatkowskim). R.


  • totalna_apokalipsa 07.01.06, 21:23
    . Niestety częśc wypowiadających się tutaj pewnie sie wścieka z powodu utraty
    > korepetycji przedmaturalnych (przed ustną z polskiego na przykład).

    No chyba ktoś tu nie wie o czym pisze! Pół polonistyki zarabia sobie napisaniem
    pracy na prezentacje ...Koń sie śmieje uchachany, jak po trawie...Ludzie, w
    jakim wy świecie żyjecie, to nie `62 rok, ale 2006.
  • swistak336 07.01.06, 21:30
    Dobrze byłoby, gdyby uśrednianie oznaczało podnoszenie poziomu najsłabszych (bo ci lepsi - Twym zdaniem - "i tak wyjdą na swoje"). Problem z uśrednianiem polega na tym, że nie jest to "równanie w górę" słabszych, tylko sprowadzanie w dół lepszych. W najlepszym wypadku to homogenizowanie społeczeństwa, czyli tworzenie jednolitej łatwej w manipulowaniu masy ludzkiej.

    Przy pomocy metody testowej można statystyczine podwyższać wyniki: wystarczy nauczyć umiejętności (dość prymitywnej) rozwiązywania testów lub napisać test prostszy niż w roku poprzedzającym. Można też przymknąć oko na ściąganie. Polacy są w tym mistrzami - nawet w czasach przedtestowych potrafili skutecznie ściągać całe wypracowania, a obecna forma testowa jest wprost idealna, by w czasie egzaminu przekazywać sobie klucz odpowiedzi. Tak można skutecznie zdawać - np. w LO będąc całkowitym analfabetom fizycznym uzyskiwałem notorycznie piątki (bdb.) Nauczyciela fizyki była wychowana na modłę testową - nie uczyła nas rozumieć fizyki, a wiedzę sprawdzała poprzez testy. Dzieliliśmy się więc potajemnie całą klasą na grupy, z których każda rozwiązywała jedno zadanie i przekazywała pozostałym. W ten sposób byliśmy najgenialniejszymi (statystycznie!) fizykami w szkole. Nie wiedząc nic o fizyce.
  • gorzatax 07.01.06, 18:08
    swistak336 napisał:


    >
    > Zalety testów:
    > 1. Test się szybko przygotowuje i łatwo sprawdza.
    > 2. Test pozwala sprawdzić w porównywalny sposób umiejętność rozwiązywania
    testó
    > w całej grupie osób.
    > 3. Na teście łatwo się ściąga (oszukuje).
    >
    ad.1 - dobry test jest bardzo trudno przygotować i trzeba na to poświęcić
    sporo czasu;
    ad.2 - dobry test pozwala sprawdzić wiedzę i umiejętności, które chcemy
    sprawdzić;
    ad.3 - włożenie jeszcze trochę trudu w "pomieszanie" pytań i odpowiedzi i
    stworzenie np 5 grup zamiast jednej lub dwóch praktycznie redukuje możliwość
    ściągania.

    Reasumując - największą wadą testów jest to, że często są po prostu złymi
    testami, przygotowanymi nieprofesjonalnie.
  • swistak336 07.01.06, 21:37
    Największą wadą testów nie jest to, że są złe, nieprofesjonalnie przygotowane.
    Ich wadą jest to, że są testami. Metoda testowa implikuje to, że testy będą słabo przygotowane, bo założeniem jej jest to, by poświęcić na przygotowanie egzaminu mniej czasu niż na inne formy. Ponadto metoda testowa w sposób oczywisty nie sprawdza się w humanistyce (nie wierzysz? - to napisz przemówienie w oparciu o umiejętność rozwiązywania testu;) )

    Do testów zastrzeżenia można mieć też w matematyce. Dość często zdarzało mi się przychodzić na lekcje z rozwiązaniem o teoretycznie poprawnej odpowiedzi....którą uzyskałem przypadkiem. Zła metoda prowadzić może do przypadkowo zbieżnych wyników.

    Tłumaczenia, że testy są dobre, tylko są źle przygotowywane przypomina mi wyjaśnianie, że socjalizm jest dobry...tylko są wypaczenia w realizacji.
  • kawka74 07.01.06, 13:11
    Oczywiście, że ogłupiają. I w pewnym stopniu wiążą ręce nauczycielom.
    Dyrekcja, rodzice, a także sami uczniowie oceniają nauczycieli głównie na
    podstawie tego, jakie były wyniki testu. Teraz dobry nauczyciel to taki,
    którego uczniowie mają dobre i bardzo dobre wyniki ze sprawdzianu po klasie VI,
    egzaminie gimnazjalnym i maturze. Wcale nie wiem, czy to dobrze.
    --
    iron like a lion in zion
    powietrze pachnie jak malinowa mamba
    Kotostory
  • nie_wymysle_nazwy 07.01.06, 13:13
    w dzisiejszych czasach nauczyciele najczesciej maja takie podejscie do zawodu ze ucza zeby przerobic program bo system nauczania w polsce daje tylko tyle czasu. Samo podejscie nauczycieli do uczniow tez nie jest najlpsze, w wiekszosci przypadkow nie robia oni za wiele zeby zainteresowac uczniow, a prawdziwych nauczycieli ktorzy ucza bo to uwielbiaja jest niestety coraz mniej
  • ewunia36 07.01.06, 13:36
    Ostatnio mój syn w gimnazjum miał na j. polskim próbny test z poprzedniego
    roku. Nauczycielka za jakieś pytanie nie przyzała mu kilku punktów, chociaż jak
    sama przyznała jego odpowiedź była prawidłowa , ale według klucza odpowiedzi
    taką nie była.
  • ppmaj4 07.01.06, 13:40
    Ludzie popatrzcie jakie szkoły są najbardziej papularne. W mojej okolicy ludzie
    spcjalnie dojeżdzają po 40 km tylko po to by dostać się do lepszego Liceum w
    Warszawie. Charówy jest co niemiara w tych lepszych szkołach ale wystartczy
    popatrzeć na ich popoularność (LO Staszica w W-wie 10 chętnych na jedno
    miejsce!). Testy motywują do pracy wszystkich nawet, tych genialnych aby nie
    spoczywali na laurach tylko dalej pogłębiali swoją wiedzę. Jestem teraz
    absolwentem UW wydziału Fizyki z czystym sumieniem powiem że sobie nie radze
    tutaj ale natłok wiedzy które musze opanować sprawił że zacząłem się naprawde
    przykładać i sumiennie pracować. Nie to co w LO czy Gimnazjum gdzie otwierałem
    podręcznik i ćwiczenia od święta a miałem bardzo dobre wyniki. Stwierdzam że
    należy podnieść jeszcze wyżej poprzeczke w szkołach słabsze dzieci będą miały
    motywacje by się uczyć i doganiać reszte swoich rówieńskiów a te zdolniejsze
    będą mogły się wykazać. Obecnie(moi rodzice są nauczycielami w Gimnazjum)
    słychać głosy rodziców którzy namolnie agitują by obniżyć poprzeczke. Sądze że
    robią szkode własnym dzieciom, chociaż może w ich domyśle spełniają swój
    rodzicielski obowiązek by zaopiekować się swoimi pociechami. W dzisiejszych
    czasach naprawde trudno o pracę i ludzie którzy potrafią nałożyć sobie rygor i
    dyscypline mogą się wybić. Szkoła właśnie powinna zmuszać dzieci do takiej
    pracy potem gdy się przyzwyuczają w pracy jak i na studiach będzie im lepiej
    szło.
  • skaflok 07.01.06, 14:00
    uczniem gimnazjum. gimnazjum istnieje 5 LAT, studia trwaja 5. nijak nei pasuje.
    wiec synku siedz na dupie albo naprawde naucz sie liczyc ;)

    --
    "Co za syf, co za katastrofa
    To kara za grzechy nasze, Bóg nas już nie kocha
    Teraz Bóg kocha Niemców mają więcej pieniędzy
  • ppmaj4 07.01.06, 14:11
    Jestem pierwszym zreformowanym rocznikiem ;]. Nr indeksu 233906 Wydział Fizyki.
    Wykładowca Prof J.Królikowski Ćwiczeńiowiec Mgr Chwedeńczuk I prosze niech pan
    nie mówi mi synku.Ps. Gimnazjum trwa 3 lata LO też 3 lata.
  • ppmaj4 07.01.06, 14:14
    No i zapomniałem dodać jestem na 1 roku studiów..jeżeli wprowadziłem pana w
    omyłke swoją poprzednią wypowiedzią prosze o przebaczenie ;)
  • goodnightsunshine 07.01.06, 16:23
    harówy, nie 'charówy':) zasuwanie w Staszicu nie nauczylo ortografii?... a może
    wśród tej ciężkiej pracy nie było czasu na indywidualną pracę z dysleksją?
    a co do renomowanych liceów: owszem, uczą ciężkiej pracy. ale nie wszystkich.
    niektórych uczą też: oceniania ludzi po wynikach w nauce, przedmiotowego
    podejścia do człowieka, dążenia do celu po trupach...
    skończyłam liceum bardzo mało renomowane. ciężkiej pracy nauczyłam się
    rozwijając swoje własne zainteresowania, bez dodatkowego stresu. ludzie z
    Batorych czy Stasziców traktują mnie jak gorszą... choć na studiach wyniki mam
    zwykle o wiele lepsze:) ponieważ nie przeszłam tego co oni.
    nie wiem, czy jest sens uczyć się wszystkich licealnych przedmiotów na poziomie
    akademickim, spać po 4 godziny dziennie czy też stawiać uczniom jedynki na
    matematyce za każdą odpowiedź niezgodną z zamysłem nauczyciela... (autentyczny
    przykład z Batorego).
    życzę powodzenia na studiach - i dojrzałości, nie tylko w nauce:)
  • lara.croft 07.01.06, 18:09
    ppmaj4 napisał:

    > No i zapomniałem dodać jestem na 1 roku studiów..jeżeli wprowadziłem pana w
    > omyłke swoją poprzednią wypowiedzią prosze o przebaczenie ;)

    Bycie studentem a bycie absolwentem (Pana wypowiedz pare postow wyzej) to spora
    roznica. Studentow I roku fizyki UW jest wielu (bez egzaminow! jest sie czym
    chwalic...), absolwentow duzo mniej.
    Testy tego nie nauczyly??
    (absolwent
  • lara.croft 07.01.06, 18:11
    ka)
  • joasia_m 08.01.06, 17:13
    ty to juz lepiej nic nie mow;] POMYLKE. TAK, NIC TAK NIE UCZY STYLISTYKI JAK
    TESTY. Pomijam, ze na fizyke nie ma egzaminow wiec nie masz sie czym chwalic. A
    w moim renomowanym lo urzekla mnie atmosfera ciekawosci i wolnosci
    intelektualnej, mozliwosc rozwoju. No i niesamowici, oryginalni i madrzy ludzie,
    którzy, bez względu na rocznik są rodziną. nie trzeba miec wrzodów i brać amfy.
  • ohimmel 07.01.06, 14:16
    > słychać głosy rodziców którzy namolnie agitują by obniżyć poprzeczke. Sądze że
    > robią szkode własnym dzieciom, chociaż może w ich domyśle spełniają swój
    > rodzicielski obowiązek by zaopiekować się swoimi pociechami. W dzisiejszych

    A ile z tych wszystkich nauk i wiadomości przygotowują do późniejszego życia i
    ile z nich jest w tym życiu potrzebne lub wykorzystywane ?
  • ppmaj4 07.01.06, 14:20
    Tutaj nie chodzi o naukę samą w sobie lecz o dyscypline i umiejętność
    przyswajania wiedzy. Czym większy natłok tym człowiek potrafi logiczniej myśleć
    i lepiej przyswajać wiadomości. Zdaje sobie sprawę że większość z wiedzy którą
    uzyksam na studiach pójdzie w zapomnienie jednak umiejętność logicznego
    myślenia i dyscyplina pozostanie i przyda się w dalszym etapie życia ;)
  • ohimmel 07.01.06, 14:44
    ppmaj4 napisał:

    > Tutaj nie chodzi o naukę samą w sobie lecz o dyscypline i umiejętność
    > przyswajania wiedzy. Czym większy natłok tym człowiek potrafi logiczniej myśleć
    > i lepiej przyswajać wiadomości.

    Trudno mi to zrozumieć - im więcej wiedzy tym łatwiej się ją przyswaja ?

    Wydaje mi się że obecnie oferowany natłok wiedzy prowadzi do tzw. wkuwania i
    "ogłupiania". Nie samą wiedzą człowiek żyje. Taką która zresztą już po kilku czy
    kilkunastu latach przestaje być aktualna bądź okazuje się być z góry błędna.

    Może lepiej byłoby więcej uczyć posługiwaniem się wiedzą, poruszaniem się w
    niej, uczyć myślenia, wyrabiać ciekawość itd.
  • ppmaj4 07.01.06, 14:54
    hmmm otóż to .. ale powiem Ci że 90 % tego co przydaje się w życiu nie jest
    ciekawe:/. Trzeba się przywyczaić również do tych mniej ciekawych ale
    pożytecznych. Paca inżyniera i naukowca polega głowniena robieniu nudnych
    pomiarów z niezwykłą precyzją. Taka wiedza łopatologiczna szkolna pozwala
    również nawyknąć do takiej niewdźięcznej pracy. Niestety to jest właśnie smutna
    prawda. Natomiast autor tekstu nie nawiązał do jednego ważnego faktu. Sposobu
    nauczania w U.S.A. Bezstresowy sytem nauczania z naciskiem na umiejęytnosć
    przyswajania wiedzy okazał się wielką klapą i obecnie nawet szkoły w Afryce
    mają wyższy poziom nauczania(polecam książke"Amerykański Peryskop" cała prawda
    o ameryce wraz z ich systemem nauczania)
  • ohimmel 07.01.06, 14:57
    ppmaj4 napisał:

    > Trzeba się przywyczaić również do tych mniej ciekawych ale
    > pożytecznych. Paca inżyniera i naukowca polega głowniena robieniu nudnych
    > pomiarów z niezwykłą precyzją. Taka wiedza łopatologiczna szkolna pozwala
    > również nawyknąć do takiej niewdźięcznej pracy.

    Z tym się zgodzę.
    Tylko ile osób wybiera taką pracę ?
    I czy taka wiedza powinna być już "wtłaczana" od najmłodszych lat ? Wszystkim ?
  • ppmaj4 07.01.06, 15:11
    Ale jak inaczej sprawić by od najmłodszych lat dzieci wdrażały się w dyscypline
    i odpowiedzialnie podchodziły do Nauki. Rodzice w większości nie mają czasu dla
    pociech. Szkoła musi ich przygotować i wywrzeć odpowiedni naciska a tego nie da
    się osiągnąć dając dzieciom za dużo wolnej ręki(sam to przerabiałem jak byłem
    mały obchodziłem nauke jak największym łukiem byleby się wymigać i zazwyczaj to
    się udawało z zadziwiającym skutkiem;) ). Ale znowóż łatwo jest zniechęcić małe
    dziecko ... jednak ktoś musi podjąć się tej niewdźięcznej pracy i narzucić
    stopniowy rygor. Obecnie Gimnazja i w większości Licea nie mają takiego wpływu
    można zdać większość egzaminów logicznym i kreatywnym mysleniem bez wysiłku.
    LEcz potem na studiach pojawia się ten zgrzyt gdy oprócz włąsnego sprytu należy
    dodać zaangażowanie, wtedy następuje ten prawdziwy szok jeżeli nie bło się
    wdrażanym do pracy.
  • ohimmel 07.01.06, 15:16
    A skąd szkoła ma wiedzieć co jest dla mojego dziecka dobre ?
    Dlaczego ma uczyć dyscypliny ? Kto jej daje takie prawo ?
    I dlaczego moje dziecko ma odpowiedzialnie podchodzić do "Nauki" (przez duże D) ?
    Czy da mu to później szczęście w życiu ? Czy to ma być celem życia ?
  • ppmaj4 07.01.06, 15:27
    W życiu jest potrzebna odpowiedzialność. Nie chce Pan/Pani wychować osoby która
    będzie miała roszczenia do życia że wszystko to co się stało to przez czynniki
    trzecie a w sobie nie widzieć winy. Jednak do czego to prowadzi? Dyscyplina
    natomiast pomaga radzić sobie z przeciwieńśtwami losu "raz mi się nie udało
    jeszcze raz sprubuje tylko że tym razem się postaram" w pewnym momencie
    pana/pani dziecko będzie musiało wejść w ten świat dorosłych i bez tych dwóch
    naprawde ważnych cech będzie mu ciężko a zgodnie ze starym przysłowiem "Czego
    Janek się nie nauczy tego Jan nie będzie umiał".
  • swistak336 07.01.06, 21:58
    Dziecko nie będzie podchodzić odpowiedzialnie do "Naiki". Czemu? Bo jest DZIECKIEM!

    Szkoła nie nauczy odpowiedzialności i systematyczności, bo nauczyciel spędza z całą klasą 45 min (ew. wielokrotność tego) w ciągu tygodnia. Tylko RODZICe mogą wpoić dziecku systematyczność i obowiązkowość.

    Skoła nie motywuje do działania wg. systemu "raz mi się nie udało jeszcze raz sprubuje tylko że tym razem się postaram". Niepowodzenia szkolne -zwłaszcza w nadmiarze - na wczesnym etapie mają silne działanie demotywujące: "Raz mi się nie udało...następnym razem też sięnei uda." Szkoła nie uczy "podnoszenia się z kolan" i nie mobilizuje do dalszej walki. Zmobilizować może ktoś, kto ma autorytet, a kimś takim zasadniczo nie jest "odklepujący" lekcję nauczyciel testowy.

  • joasia_m 08.01.06, 17:21
    To jest podstawowy współczesny błąd w myśleniu o szkole!!! Nauka nie ma służyć
    konkretnym celom, ma służyć rozwojowi człowieka i poznawaniu świata. Ja ogromnie
    żałuje, że w szkole nie zainteresowano mnie bądź nie zmuszono do przyswojenia
    sobie historii, geografii bo po co to komu w biolchemie. a wtedy był na to czas,
    którego nie ma po skończeniu szkoly.
  • arius5 07.01.06, 16:01
    ale madrzejsi od tego nie sa
    wiedziec wiecej nie oznacza byc madrzejszym
  • ryszard1809 07.01.06, 16:45
    Jezeli to Twoje poglady - gratuluję. Jesteś jednym z tych, którzy widzą
    tragedię. Ale jak to co piszesz wprowadzic w życie?
  • ultramaster 07.01.06, 22:56
    Mam poważne wątpliwości do tego, co mówisz. Czemu niby miałoby służyć
    podniesienie poprzeczki? Żebyśmy stali się jeszcze głupsi i bezmyślni? Aby 10-
    latek zamiast grać z kolegami siedział nad książką i mozolnie wypełniał kolejne
    żałosne testy przy stucznym świetle? Aby jeszcze więcej ryły pod z góry
    ustalony schemat? Aby coraz więcej uczniów prawidłowo rezygnowało z tej
    bezcelowej nauki? Podniesienie poprzeczki tylko zniechęciłoby w większym
    stopniu dzieci, niż je zmotywowało. Poza tym mylisz się - przeciętni nie
    dogonią najlepszych, niezależnie od tego jak wiele trudu by w to włożyli. A
    wiesz, panie absolwencie, chyba dlaczego. Bo są, jak to sam nazwałeś,
    przeciętni, więc nie ma możliwości, aby mogli się kiedykolwiek równać z
    najlepszymi. Chyba, że z wyjątkowo leniwymi. Nie twierdzę, że nie mogą odnieść
    sukcesów - ale tylko dzięki naprawdę włożonemu w to ogromnemu wysiłkowi. Do
    tego jeszcze jedna sprawa: nie ma ludzi przeciętnych! Każdy jest na swój sposób
    wyjątkowy, każdy ma swoje zainteresowania, swoje mocne, jak i słabe strony! Co
    z tego, że w szkole ma jakiś uczeń z wszystkiego 5, a do tego otrzyma
    stypedium? Czy to już oznacza, że jest wybitny? Owszem jest dobry, ale
    prawdopodobnie tylko z tego obszaru wiedzy, jaka jest wymagana w szkole. A
    choćby o informatyce, muzyce czy w ogóle obejściu w codziennym życiu nie ma
    bladego pojęcia! Nie potrafi sobie zrobić obiadu, ani choćby załatwić
    formalnych spraw w urzędzie. Ale co kogo to obchodzi, skoro wszyscy zwracają
    uwagę na wyniki z jakiś nieludzkich testów? Przecież takich rzeczy nie wymagają
    w szkole, więc nie ma potrzeby się nimi przejmować...
  • strong7 08.01.06, 09:04
    ...ale "Charówa",panie absolwencie,pisze się przez samo "H". Czyżby to wszystko
    przez te atomy?
  • mfru 07.01.06, 13:35
    ..."Uczymy masowo, żeby osiągnąć dobre wyniki"...
    Masowo, to my dzięki jak zwykle bezkrytycznemu przejęciu cudzych, często juz
    nieaktualnych wzorców edukacyjnych m. in. z USA - w tym wyeksponowanym do
    obłędu systemom testowym - kształcimy od kilkunbastu lat idiotów!
    Nigdy w życiu żadnej książki nie przeczytali - bo po co. Są "pigułki
    edukacyjne" zwane kiedyś brykami ( nie mylić tych "pigułek" z
    antykoncepcyjnymi), kupne "prezentacje " na okazję matury. Teraz wszystkie
    słabości edukacji w Najjaśniejszej będą usprawniać Narodowe Instytuty od
    Patriotyzmu.
    Niestety, na powołanie Narodowego Instytutu ds Edukacyjnego Idiotyzmu trzeba
    bedzie poczekać chyba ze 4 lata.
  • nikame 07.01.06, 13:44
    w pełni sie zgadzam. Nasz system edukacyjny jeszcze nawet za czasów komuny,
    taki niby przestarzaly niedoinwestowany itp, kształcil swietnych specjalistow.
    Teraz przejelismy metody ze zgnilego zachodu, ktore od dawna produkuja masowo
    idiotów. I jasne jest po co.
  • bzychnur 07.01.06, 14:06
    Swietnych specjalistow? Kto z pokolenia dzisiejszych 50-latkow wlada jakims
    jezykiem obcym? Nieliczne jednostki. A w jakich dziedzinach ci specjalisci maja
    liczace sie na arenie miedzynarodowej dokonania? Chyba cos przeoczylem, bo tez
    trudno mi znalezc jakies przyklady.
  • bebert007 07.01.06, 14:14
    jestem nauczycielem akademickim i to co widzę i z jakimi studentami pracuję na
    zajęciach to w dużej większości..dramat- brak umiejętności formuowania myśli,
    własnego zdania, analitycznego spojrzenia na problem- w większości to niestety
    konformizm, unikanie wypowiedzi, chowanie się za plecami innych- większość
    przedmiotów trwa od kolokwium do kolokwium- a więdza o realnych rzeczywistych
    problemach, żadna
  • 1410_tenrok 07.01.06, 21:02
    a gdzie na to dowody? Spojrza na wczesniejsze i na aktualne rankingi. Nie
    opowiadaj nieprawdy! A do tego ile nagród Nobla ma Polska, w tym za czasów
    komuny? A ile nagród nobla maja kraje, w ktorycvh wiedze sprawdza sie metoda
    testową? Nie wariujmy. System z czasów komuny nie był obiektywny - pozwalał na
    totalną dowolnosc oceny! Wymagał od ucznia wiedzy, ktora była mu kompletnie
    nieprzydatna, tylko dla samozadowolenia kadr z MEN!
  • swistak336 07.01.06, 22:03
    Metoda testowa promuje średniość. Nobel ponad średniość wyrasta.
    Za komuny Polska miała 0 noblistów w "nauce", teraz też.
    Za komuny jednak Polska wykształciła jednak noblistów chociaż w literaturze. Obecnie pisarzy młodego pokolenia mamy...przeciętnych.. wręcz testowych.
  • 1410_tenrok 07.01.06, 23:46
    No był to jeden (jedna), ktora wiekszosci sie nie podoba (ponoc miała błędy
    młodości). Ten drugi, lepiej o nim nie wspominaj na tym forum, poniewaz, dla
    tzw. uczonych, jest to przykład "głupka" i do tego "agenta". Dla mnie osobiscie
    nie, ale to moje zdanie. Jezeli chodzi o obecną edukacje - to wystarczy
    popatrzec na informatyków. A i zaczynają pojawiac sie kandydaci do Nobla. Nie
    bede tu rzucał nazwiskami, bo po co. A z tymi pisarzami to nie przesadzaj.
    Kazdy moze miec swoje zdanie, ty tez je masz. A wogole, to rozmawiamy o testach.
    I nie płaczcie za komuną, ponieważ poziom nauki był fatalny!
  • agami7 07.01.06, 14:13
    Uważam,że to wina źle przygotowanej reformy, która stworzyła m.in. gimnazja.
    Ale kiedy nauczyciele masowo krytykowali postanowienia reformy (i nadal to
    robią) to nazywano ich "niereformowalnym betonem". Teraz robią poprostu to do
    czego są zobligowani przez podstawę programową i standardy wymagań
    egzaminacyjnych. No i znalazł się naukowiec, który ogłasza "szkoła ogłupia" w
    domyśle nauczyciele ogłupiają nasze dzieci.Może należałoby zbadać kto tworzy
    wspaniałe standardy wymagań egzaminacyjnych bo to właśnie na ich podstawie
    uczniowie przygotowywani są do testów a nauczyciele rozliczani ze swojej pracy.
  • agami7 07.01.06, 14:28
    A i jeszcze jedno kiedy nauczyciele wypowiadali się,że wzorowanie się na
    amerykańskich standardach nauczania nie jest dobre bo Amerykanie sami od tego
    odchodzą to również mało kto ich słuchał. Proponuję poczytać np. "Głos
    Nauczycielski" lub "Nową Szkołę" sprzed 5 lat aby poznać opinie nauczycieli,
    którzy wskazywali na zagrożenia związane m.in. z "testomanią". Do tej pory w
    czasopismach pedagogicznych nie brakuje opinii na ten temat choć może częściej
    przewija się wątek nowej matury czasem równie ogłupiającej dla ucznia i
    nauczyciela ;)))
  • maciej.szary 07.01.06, 14:47
    Jest to wina dyrekcji, która chce aby ich szkola wypadla jak najlepiej. Ja sam
    jestem świerzo po gimnazjum i pamiętam jeszcze jak siedzialem na Polskim, na
    dodatkotych godzinach i tłtkłem głupie testy, albo jak zamiast g.wychowawczej
    dowalili nam fizyke. Wszyscy dostai bzika na punkcie tych egzaminów!!! dla mnie
    jest to po prostu niepoprawne, gdyż nauczyciejom płacą za to aby nas nauczali,
    a nie za to że robią z nami cały czas jakieś beznadziejne testy. Jestem ciekaw
    jak bedzie u mnie przed maturą.
  • kruca1 07.01.06, 14:49
    A dlaczego młodzi ludzie nigdy nie chodzą do szkoły z przyjemnością??? bo nigdy
    się tam nic nie dzieje co może ich rozwijać, poszerzać horyzonty, przygotowywać
    do prowadzenia ciekawego, pełnego interesujących zajęć życia!!! Połowa kadry
    nauczycieli w mojej szkole nadaje się do wymiany, bo cechuje ich stereotypowe
    myślenie, wypalenie, brak chęcia do zrobienia czegoś podnad przecietny, wymagany
    program. Jak można w takich warunkach się rozwijać??? Widze to po sobie jak
    pomału zaczyna dominować we mnie tzw. myślenie pod testy, i znudznie - zamiast
    kreatywność, tak jak przystało w młodym wieku!!!
  • zdanka1 07.01.06, 14:58
    Cholera, Amerykę odkryli... Z roku na rok, ludzie, których mam na korkach są
    coraz głupsi, jak użyje się innego termina na coś , to nie rozumieją , bo nie
    było takiego w kluczu i to pewnie błąd. Jak chcieli, tak mają. Amen. Mnie to wisi.
  • zdanka1 07.01.06, 15:10
    O rany,, zaraz się zabije ze wstydu - terminu oczywiście!
  • horrible.young.girl 07.01.06, 15:25
    Chodzę do gimnazjum i artykuł trafia w sedno. Za rok, w trzeciej klasie, będę
    praktycznie na każdej lekcji rozwiązywała jakiś stary test gimnazjalny, teraz
    czasami też się zdarza. I to prawda, że mniej czasu poświęca się na ine
    przedmioty i języki obce. Nawet, jeśli chodzę do klasy językowej, nauczycielka
    fizyki stwierdziła, żebyśmy rozwiązywali zadania jakie będą na teście, bo
    angielskiego i tak i tak nie będzie na egzaminie, więc skupmy się na tym, co
    ważne. A czy to jest ważne?
    --
    I♥LOST
  • ohimmel 07.01.06, 15:28
    horrible.young.girl napisała:
    > A czy to jest ważne?

    Moim zdaniem (mężczyzna lat 41) nie jest to ważne.
  • swistak336 07.01.06, 22:08
    Moim zdaniem (prawnik, lat 26) to jest całkowicie nieważne. Tuwim był beznadziejnym matematykiem, a Einstein nie pisał wierszy...i co z tego?!
  • ohimmel 07.01.06, 23:32
    Tak jest.

    Przyłóż "piątkę" :)
  • magdunia75 07.01.06, 15:18
    Jestem nauczycielką języka polskiego. Uczę od siedmiu lat w liceum
    ogólnokształcącym i... musiałam diametralnie zmienić sposób nauczania.
    Zaczynałam uczyć w liceum 4-letnim, gdzie miałam dostatecznie dużo czasu, by
    podyskutować na różne tematy i problemy wynikajace z lektury konkretnych
    książek. Obecnie na lekcjach muszę, niestety, opracowywać tzw. "modele
    odpowiedzi" (jak to się w tej chwili nazywa) do fragmentów tekstów literackich.
    Są to ćwiczenia do jednej z części nowej matury, gdzie trzeba zinterpretować
    fragment tekstu, ale w kontekście narzuconego tematu. Uczniowie muszą nauczyć
    się odgadywać (nie inaczej) interpretacje, które potencjalnie znajdą się w
    kluczu odpowiedzi opracowanym przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. Efektem
    tego wszystkiego jest całkowiy brak satysfakcji i przyjemności pracy z tekstem
    ("czy na pewno uda mi się trafić w przewidywane odpowiedzi??) Dodam ponadto, że
    większość lektur w 3-letnim liceum została "pocięta" i np. w klasie o profilu
    ogólnym nie omawiamy "Kordiana" lecz tylko jego część. Po przeczytaniu tejże
    części uczeń NICZEGO nie rozumie, gdyż nie zna całej historii tytułowego bohatera.
    Konia z rzędem temu, kto nie zważając na koszta, zdobędzie się na odwagę i
    przywróci liceom ogólnokształcącym ich poprzedni kształt!!!
  • 1410_tenrok 07.01.06, 21:17
    Droga Pani, ale z Pani wypowiedzi nie wynka, że testey są złe! Z Pani
    wypowiedzi wynika natom9iast, że system jest zły! A to zupełne inna para
    kaloszy. Test sprawdza wiedze, a nie sposób i zakres jej podawania.
  • margoth_black 07.01.06, 15:43
    W ramach walki z testami proponuję wycofanie egzaminu maturalnego.
  • remont4 07.01.06, 16:05
    Wina leży w systemie, który wymusza na nauczycielu szkoły podstawowej, gimnazjum
    i ponadgimnazjalnej przygotowanie dzieciaków do rozwiązywania testów. Proszę
    zobaczyć arkusz maturalny z dowolnego przedmiotu. Nasi politycy na
    ministerialnych fotelach doszli już do perfekcji w ogłupianiu młodego pokolenia.
    Statystyki przestępczości, narkomani i negatywnego stosunku uczniów do
    nauczycieli i szkoły krzyczą o tym tak głośno, że słychać w całej Polsce tylko
    nie w Warszawie zajętej wizjami edukowania żywcem przejętymi z USA (które na
    poziomie szkoły publicznej zresztą się tam nie sprawdziły ).Nauczyciel i
    dyrektor w polskiej szkoły zostali sprowadzeni do roli bezwolnych i
    zastraszonych narzedzi wykonyjących polecenia fanatycznych i nieudolnych
    wizjionerów. Nikt nie pyta się o zdanie praktyków mających bezpośredni kontakt z
    dziećmi o metody pracy z młodzieżą. Efekty tego już każdy widzi. Gratuluję
    dobrego samopoczucia wszystkim !!! Ja idę na emeryturę. Cześć!
  • ryszard1809 07.01.06, 16:54
    No Kolego - jeżeli jestes nauczycielem wybierającym sie na eneryturę, to znaczy
    że zauwazyłeś zdecydowane pogorszenie stanu umiejetności uczniów juz od kilku
    (nawet kilkunastu) lat. We wprowadzonych kilka lat temu gimnazjach sytuacja
    wychowawcza jest tragiczna. A jak było kiedyś? Przy wiekszych wymaganiach
    szkoły? Widzenie przyczyny takiej sutuacji w egzaminach końcowych jest naprawdę
    dziwaczne. To tak, jakby metody diagnostyczne w medycynie były winne temu, że
    ktoś ma zły stan zdrowia. Życzę polepszenia.
  • pisareczka1 07.01.06, 16:17
    Zgadzam się z artykułem w 100% Te testy to skrajny idiotyzm! Osobiście poszłam do rejonowego gimnazjum olewając test i niczym nie różniło się od innych. Potem zdawałam głupi test do liceum i też poszłam do pierwszego lepszego. Jestem ze szkoły zadowolona. Normalna, jak każda inna.
  • roztoka 07.01.06, 16:23
    ŚWIETNIE. CUDOWNE EGZAMINY MATURALNE, SZKOŁY Z KLASĄ, CO TYDZIEŃ NOWY "KUJON"
    ZE ZNAKOMITYMI TESTAMI. KWITŁA SZKOŁA I OBOK NIEJ I DZIĘKI NIEJ GAZETA
    WYBORCZA. TRUDNO UWIERZYĆ, ABY GAZETA PODKOPYWAŁA SAMĄ SIEBIE.
  • ewcianat 08.01.06, 13:43
    Brawo!!!!! to bardzo celny i niezwykle słuszny strzał
  • faraon1981 07.01.06, 16:27
    Uczę WOS-u i nie boję się przyznać: tak, rezygnuję z wielu ciekawych, ale
    dodatkowych tematów, by wpoić uczniom pewne strategie egzaminacyjne (związane
    np. z zadaniem dłuższej wypowiedzi w arkuszu na poziomie rozszerzonym).

    Robię to z jednego powodu - tylko z tego jestem rozliczany przez uczniów,
    rodziców i dyrekcję. Co więcej, tylko z tego rozliczają ucznia procedury
    egzaminacyjne.

    Będę poświęcał wartościowe (ale bezużyteczne egzaminacyjnie) zagadnienia na
    rzecz testomanii tak długo, jak długo będzie od tego zależała przyszłość moich
    uczniów. Nie sądzę, żeby wspominali mnie dobrze, jeśli przeżyją kilka razy w
    miesiącu "intelektualną przygodę", ale za to nie dostaną się na studia, bo nie
    uwzględnili wszystkich elementów w wypracowaniu za 30 punktów.

    Panie Profesorze, jeśli zagląda Pan na to Forum: uwaga jest co do zasady
    słuszna, ja też wolałbym czasem podyskutować zamiast wałkować ubiegłoroczne
    zadania maturalne. Ale Pańska uwaga chyba nie powinna być skierowana do
    nauczycieli - oni, jeśli jej posłuchają, mogą co najwyżej zniweczyć szanse
    swych wychowanków na dobre studia. Tego typu rady powinni od Pana usłyszeć
    raczej decydenci.
  • anastazja73 07.01.06, 16:58
    No właśnie, nic dodać nic ująć tak jest!!!!!!!!!!!!!!!!
  • sumienie.lk 07.01.06, 17:14
    Uczono mnie tak, abym zrozumiał (tzn. żebym znał nie tylko genezę, ale i wynik
    zjawiska czy procesu). Uczono mnie też co to znaczy być przyjacielem i mieć
    przyjaciela, uczono uczciwości i solidności. Ale wówczas uczyli jeszcze ci,
    którzy przyszli do zawodu "z powołania". Teraz uczą głównie ci, którzy do
    niczego wiecej się nie nadają. A co to oznacza dla społecznej kondycji? Otóż
    tyle, że niedokształceni ludzie podatni są na ogłupianie, a potem... potem
    głosują na pisiorków i innej maści oszołomów. W końcu jaki naród tacy jego
    reprezentanci, a naród taki jak został wykształcony.
    --
    forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=35705
  • semenpetlura 07.01.06, 17:27
    Chciałoby się powiedzieć "to jest wszystko na odwrót". Jak testy mogą ogłupiać.
    Przecież testy służą sprawdzaniu wiedzy. Kiedy ja rozwiązuje test zawsze
    przypominam sobie wiele informacji, moge też uświadomić sobie czego jeszcze nie
    potrafię. Wygodnie jest zwalić całą winę na testy, które stały się niemalże
    symbolem ostatnich reform. A wina leży gdzie indziej. Przede wszystkim
    przeładowanie programów, wpajanie uczniom encyklopedycznej wiedzy, idiotyczne
    rozłożenie materiału (np w kalsie humanistycznej mam 4 razy więcej chemii niż
    wos-u, przyswajanie zupełnie nieprzydatnej wiedzy która pięć minut po
    sprawdzianie jest wymazywana z pamięci, nie uczy się jak przyswajać wiedzę
    (memotechniki itp), dziwni nauczyciele z problemami psychicznymi, przeładowane
    klasy...Jak mówić o radości z przyswajanej nauki w takich warunkach? My wraz z
    koleżankami i kolegami organizujemy sobie w małych gronach własne lekcje, gdzie
    stosujemy nowe techniki, panuje miła atmsfera itp. Na tych lekcjach wiedza
    w "magiczny sposób" sama "zapisuje się" w naszych umysłach, poprzez pozytywną
    konkurencje poszerzamy swoją wiedzę, często daloko ponad program. W moim
    przypadku NAUCZYCIELE TYLKO PRZESZKADZAJĄ W NAUCE. (choć nie wszyscy, bo wciąż
    jest na świecie kilku pasjonatów, którzy niestety w warunkach naszego
    szkolnictwa mają, że tak się wyrażę "przerąbane". Pozdrawiam
  • joasia_m 08.01.06, 18:10
    To ja Ci wytłumaczę. Testy ogłupiają, bo sposób sprawdzania wiedzy determinuje
    sposób jej przyswajania. nie uczą odtwarzania informacji - co zmusza do
    analizowania i porządkowania, ale do rozpoznawania właściwych odpowiedzi, co
    jest znacznie prostsze. Poza tym wybacz, ale nie wierzę w idee oparcia edukacji
    na samokształceniu.
  • duda11 07.01.06, 17:37
    Jak wasz portal mógł umieścić taki bezndziejny artykuł. Czuję się zszokowana,
    choć mam 16 lat i jestem uczennicą renomowanego poznańskiego liceum. Uważam, że
    testy są potrzebne i niezbędne do kształcenia obywateli. Wiem, że większość
    ludzi jest przeciwana testom, bo niepotrafia ich rozwiązać (bez obrazy dla
    autora badań, ale sadze ze on rowniez nie potrafi). Aby to uczynić trzeba
    posiadać choć odrobię wiedzy, i dużą zdolność logicznego myślenia, rozumowania i
    czytania ze zrozumieniem. Trzy ostatnie cechy można osiągnąć tylko rozwiązując
    testy. Myśle, że minimum dwa na tydzień. Jeżeli nie będziemy potrafili
    rozwiązywać testów i nie zdobędziemy tych wymienionych umiejętności to nasze
    społeczeństwo nie będzie nawet potrafiło skorzystać z instrukcji obsługi.
  • dwakretki 07.01.06, 21:53
    duda11 cytaty:
    1. Uważam, że testy są potrzebne i niezbędne do kształcenia obywateli.

    (no proszę, ja wolę uczyć zwykłych uczniów)

    2. Aby to uczynić trzeba posiadać choć odrobię wiedzy, i dużą zdolność
    logicznego myślenia, rozumowania i czytania ze zrozumieniem. Trzy ostatnie
    cechy można osiągnąć tylko rozwiązując testy.

    (oj, ryzykowne! tylko testy? a porozmawiać to można tyklo o szmince i pogodzie?)

    3. Myśle, że minimum dwa na tydzień.

    (kiedyś były zbiorki łamigłówek)

    4. Jeżeli nie będziemy potrafili rozwiązywać testów i nie zdobędziemy tych
    wymienionych umiejętności to nasze społeczeństwo nie będzie nawet potrafiło
    skorzystać z instrukcji obsługi.

    (a co "nasze społeczeństwo" będzie umiało? może kwieciście się wysławiać?)

    dziecko, już przemawiasz jak rasowy polityk, jestem "zszokowany", już stałaś
    się trybikiem w machinie. tak czytam i czytam i swoich dzieci nie poślę do
    tego "renomowanego" liceum.

    testy uczą bycia "akuratnym" i tyle
  • knur_izydor 08.01.06, 16:26
    Bez obrazy dla dudy11, ale ważna jest i ortografia ("nie potrafią"-OSOBNO!!!)
    --
    Towarzysze!!! W czasie kiedy czytacie ten post, stonka ziemniaczana atakuje
    wasze kartofle.
  • 1410_tenrok 07.01.06, 17:38
    Całe dziesieciolecia szkoła w Polsce była przykładem bezsensewnej prasy do
    wmuszania niepotrzebnej wiedzy w dzieci. Rozliczanie nigdy nie było obiektywne.
    Jakos na całym swiecie stosuje sie testey i nikt przeciw nim nie protestuje.
    Testy sa obiektywnym probiezem stanu wiedzy. I to sie pewnie panu
    Konarzewskiemu nie podoba.
    A żeby polska szkoła uczyła logicznego myslenia - moze teraz. Za moich czasu na
    pewnie nie!
  • totalna_apokalipsa 07.01.06, 19:08
    Na całym swiecie stosuje się testy, ale wynik jest taki,że przeciętny obywatel
    całego świata wie, iż "Zbrodnię i karę " napisał Dostojewski, ale o czym jest ta
    ksiązka , to już nie ma pojęcia:P
  • 1410_tenrok 07.01.06, 20:58
    sprytne, ale sprawdz ilu o tym wiedziało wczesniej, za nim wprowadzono testy!
    Wtedy pogadamy. Czysta socjotechnika!
  • totalna_apokalipsa 07.01.06, 21:08
    Zadna socjotechnika , a praktyka. Większość.
  • 1410_tenrok 07.01.06, 23:51
    Praktyka czego? Studiując i pracując w różnych krajach zachodnich mogłem
    porównac poziom edukacji. Jedyna przewaga po polskiej stronie, to ocean faktów.
    Ale ludzie tam też zyją, pracują. Istnieje tam nauka. Rodzą sie patenty. O co
    wiec chodzi? O kompleksy? Tych tu jest rzeczywiscie za duzo. A od powortu do
    starej matury i okresu beztestowego - uchowaj nas Panie Boze. A ze nauczycielom
    sie to nie podoba, a ze uczniowie są niby głupsi z roku na rok. Taki tekst o
    coraz gorszej młodziezy istnieje w jerdnej z egipskich piramid z okresu Starego
    Panstwa! A wiec dajcie sobie spokoj z tym wiecznym narzekaniem!
  • magdunia75 08.01.06, 10:45
    Może , faktycznie, testy same w sobie nie sa takie złe. Tego też nie twierdzi
    autor artykułu. Wydaje mi się, że tytuł, jest nieco przesadzony. Pan prof.
    twierdzi raczej, że złe jest to, co egzaminy końcowe po gimnazjum i szkole
    średniej wywołały - a mianowicie presję ciągłego ćwiczenia w ich rozwiązywaniu.
    I w tym też nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że (jak rzeczywiście stwierdził
    Pan w odpowiedzi na mój post)zły jest system. Ja mogę go oceniać tylko z
    perspektywy polonisty. I widzę, że program w gimnazjum jest ułożony problemowo,
    czyli, że uczniowie omawiają np. motyw stworzenia świata na przykładzie Księgi
    Genezis i wiersza Mirona Białoszewskiego. W wyniku tego nie mają pojecia o
    chronologicznym ułożeniu epok, co jest podstawą przy jakiejkolwiek rozmowie o
    literaturze. Liceum, więc, siłą rzeczy musi tę wiedzę przekazać i umiejscowić w
    tym planie chronologicznym powyzsze utwory, de facto drugi raz je omawiając. Tym
    razem mamy na to 2 lata i 7 miesięcy. Przy tej całej pracy musimy też pamiętać o
    maturze i testach, które na tymże egzaminie się rozwiązuje. Wynik matury jest
    już teraz kryterium przyjęcia na studia. Więc jest o co grać. Na różnych
    konferencjach i szkoleniach słyszałam jednobrzmiące głosy autorytetów naukowych
    (ludzi pracujących na uczelniach), że poziom opanowania pewnej wiedzy, która
    winna być standardem u człowieka rozpoczynającego studia, jest dużo niższy niż
    ok 3 lat temu. Więc, może uściślę mój pogląd - testy NIE SĄ ZŁE. Złe jest to, że
    w szkołach mamy zbyt mało czasu na kształcenie stricte humanistyczne (na które
    składają się dyskusje, pisemne polemiki, rozprawy, czytanie dodatkowych lektur,
    stanowiących bogaty kontekst kulturowy do omawianych zagadnień). Zatem,
    rzeczywiście, ZŁY JEST SYSTEM.
  • 1410_tenrok 08.01.06, 15:36
    Nie wiem, ale chyba sie nierozumiemy. Chronologia jest dobra w geologia albo
    archeologii albo w histroii. W Polskim? Nie wiem. Te stare układy sa lekko bez
    sensu - to moje zdanie. Czlowiek od samego poczatku boryka sie z pewnymi
    problemami. Całą jego literature da sie pod tym kątem idealnie uporządkowac.
    Interesującym jest, jak konkretny poblem był postrzegany na przestrzeni
    dziejów. A historia literatury od antyku po współczesnosc. Umiejetnosc
    wymieniea klasycznych postaci dla konkretnych epok literackich - sorry ale to
    nuda, dobra dla wikipedystów. Wydaje mi, ze taki sposób daje długofalowo lepsze
    wyniki. Pamietam te stare podreczniki do polskiego - Barok, Oswiecen,
    Pozytiwizm - klops i bezsens. Tak sie kiedys uczyło. Ktos probuje to zmienic.
    Ja wiem, ze praca nauczyciela jest ciezka. Ale w kazdej z wypowiedzi przewija
    sie jeden "patent": musimy mysleć o testach, rozwiązujemy ciągle testy, musimy
    myslec o maturze. Gdy sie głebiej nad tym zastanowią - Was nie interesuje nauka
    jako taka i przyswojenie wiedzy (praktycznej), jeno wynik. W takiej sytuacji
    testy muszą Was frustrowac. A dyby tak spróbować odwrócic kota ogonem?
  • ulado 08.01.06, 18:00

    Może i testy nie są takie złe. System edukacji próbuje zapanować nad procesem
    uczenia, ująć go w tabelach i wykresach, rankingach - to też nie jest takie
    karygoodne. Problem wydaje sie tkwić gdzie indziej. Edukacja jest pod silną
    presją społeczeństwa, mediów, samorządów. Nacisk na wymierne wyniki rodzi
    niemoralne funkcjonowanie szkoły. Nieważna jest wiedza, istotna ilość punktów,
    ocena, olimpijczyk itd. Jeśli pracuję z bardzo słabymi uczniami, mam
    przechlapane. Tyrając jak wół, ślepnąc po nocach nad bazgrołami "geniuszy",
    słyszę od wszelkiej maści znawców szkoły, że nauczyciele są bezwartościowi, że
    za mało pracują, że nie chcą. Takie wypowiedzi to dla mnie gwóźdź do trumny.
    Boże, jeszcze trochę, a pójdę sprzedawać pietruszkę. --
    ulado
  • totalna_apokalipsa 08.01.06, 11:52
    Taki tekst o
    > coraz gorszej młodziezy istnieje w jerdnej z egipskich piramid z okresu Starego
    >
    > Panstwa! A wiec dajcie sobie spokoj z tym wiecznym narzekaniem!

    Widać tessty nie nauczyły Cię podstawy - tzn. czytania ze zrozumieniem. Idż na
    pierwszy rok etnologii czy historii i porównaj dzieisjszych studentów pierwszego
    roku i studentów sprzed 5 lat. Zaobserwujesz pewną dziwną cechę. Brak
    umiejętności wypowiedzenia swoich mysli. Ciekawe dlaczego? To zapewne wynik
    pzrelotu dzikich gesi nad Polską:P
  • 1410_tenrok 08.01.06, 15:45
    Ale ja siedze w tym fachu od wielu lat. I powiem Ci jedno. Problem ten nie
    dotyczy tylko studentów! Problem ten dotyczy wszystkich! Ostatnio miałem taki
    przypadek. Paru ważnych gosci poleciło mi do druku pewną prace, mowiac, ze jest
    swietna. Przeczytałem ja. Nie nadawała sie do niczego. A wiec, czy oni czytali
    ja ze zrozumieniem, czy jej nie czytali?
    Bez czytania ze zrozumieniem nic nie wyjdzie. Problem nieumiejetnosci
    wypowiedzenia swojego mysli wynika z innych rzeczy. Zjawisko jest zlozone.
    Ludzie mniej czytaja, mniej dyskutuja, zajecia są nie takie. Roznie to bywa.
    Dzikie gesi maja tu nic do roboty. One dwa razy do roku tam i z powrotem (nad
    moim domem, a jak u Ciebie?)
    I sprawdz ile oni ogladaja telewizji (wtedy i obecnie.....)
  • ryszard1809 07.01.06, 22:20
    No - tu nie wiem. Szkoła w latach 70-tych miała duzo więcej przedmiotów
    ścisłych - zwłaszcza fizyki. Chyba nikt nie powie, że fizyka nie uczy myslenia
    (przykładem np. fizyka bankowa lub ekonofizyka). Uczniowie równiez uważają ą za
    trudną bo "fizykę to trzeba zrozumieć" a każde zadanie czy problem jest trochę
    inny i bez myślenia się nie da rozwiązać. Ale to było. Teraz czas nauczania
    tego przedmiotu zmniejszono do 1/4 dawnej liczby godzin i jeszcze wprowadzono w
    wielu szkołach zasadę - 1 godzina w tygodniu przez 3 lata. Więc jest jak jest.
    Ciekaw jestem w jakich latach tenrok chodził do szkoły (chyba nie w 1410????)
  • matylda57 07.01.06, 17:41
    A czy właśnie nie o to chodzi w polityce oświatowej - ogłupić dzieci, żeby
    wyrosły z nich bezwolne narzędzia gotowe wykonać kazde polecenie? - Matylda

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka