Dodaj do ulubionych

Uczniowie z orzeczeniami od psychologów

30.05.06, 11:41
Od niedawna uczę wszkole podstawowej. Od paru lat nie miałam kontaktu z tym
poziomem nauczania. Zastanawiam się, czy to, co widzę, to teraz norma, czy
tez tylko specyfika mojej szkoły. Otóż w szkole mnóstwo jest uczniów -
"szczególnych przypadków", z orzeczeniami lekarskimi o rozmaitych
schorzeniach psychicznych, z których dysleksja i dysgrafia są najłagodniejsze
i najpopularniejsze. Stosuje się dla nich ulgową taryfę, nazywa sie to
dostosowywaniem stopnia trudności. Uczniami tymi zajmuje się sztab
psychologów i pedagogów. Problemem jest jednak to, że niektórzy tacy
uczniowie często przeszkadzają w lekcjach, a jednocześnie sa nietykalni.
Choidzą po klasie, gadają, zaczepiaja innych, nie wykonują poleceń
nauczyciela. Nie ma żadnego sposobu, żeby na nich wpłynąć, bo na ocenach i
pochwałach im nie zależy, a niczego sie też nie boją. Atmosfera w klasie
staje się fatalna - inni też się rozluźniają. Czy powinno sie hodować takie
ziółka w szkolnym ogrodzie? Nie widzę mozliwości resocjalizacji, a tylko
wyrobienie w nich przekonania, że sa na innych prawach i wolno im więcej niz
innym. Niektórzy - mam wrażenie - szybko uczą sie manipulować swoja sytuacją,
odmawiają normalnej pracy, bo wiedzą, że czeka ich wtedy tylko większa troska
ze strony dorosłych. Zastanawiam się, czy pedagodzy i psycholodzy nie są
czasem troche zaślepieni i dostrzegają choroby tam, gdzie jest tylko
rozbestwienie. Inne dzieci zaczynają się buntować, bo dlaczego ktoś moze
sobie pozwalać na wszystko, a one nie. Może macie podobne doświadczenia a
może jakiś psycholog sie odezwie, bo nie jestem pewna, czy ja z kolei nie
jestem niesprawiedliwa dla uczniów, którzy naprawdę są chorzy i nie mozna ich
traktowac tak jak wszystkich. Tylko czemu nie pracuje sie nad nimi w szkołach
specjalnych? Dobrym rozwiazaniem byłoby przydzielenie dodatkowego nauczyciela
czy pedagoga, który w czasie lekcji zajmowałby sie tylko tymi "szczególnymi",
dbał o to, zeby pracowali i nie przeszkadzali, ale rozumiem, że na to n ie ma
funduszy.

Jeśli palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.
Edytor zaawansowany
  • scher 30.05.06, 13:36
    strzechwa napisała:

    > Chodzą po klasie, gadają, zaczepiaja innych, nie wykonują poleceń nauczyciela

    Jest to fałszywe założenie - Twoje i pewnie Twojej szkoły - że uczeń z
    orzeczeniem ma prawo zakłócać tok lekcji i nie wykonywać poleceń nauczyciela.

    Względem takiego ucznia dostosowuje się (nie obniża!) wymagania edukacyjne, co
    nie znaczy, że trzeba stosować wobec niego taryfę ulgową jeśli chodzi o
    zachowanie i przestrzeganie reguł porządkowych.

    W pracy z takimi uczniami doskonale sprawdzają się metody behawioralne i w tym
    kierunku proponuję przeszukać google i oferty szkoleniowe.

    Sz.
  • basia961 31.05.06, 05:50
    Strzechwo, to ty nie umiesz sobie poradzić, inni potrafią.
    Mój Piotrek jest uczniem piątej klasy. Ma orzeczoną dysortografię i dysgrafię.
    Mimo tego jest najlepszym uczniem w klasie. Pamiętaj ze orzeczenie jest wydawane
    po dokładnym badaniu psychologicznym i pedagogicznym. Dysortografik musi znać
    wszystkie reguły ortograficzne, jeśli nie zna - orzeczenia nie dostanie. Piotrek
    nie ma "obniżonych" wymagań, ma dostosowane do możliwosci - może prace oddawać
    drukowane, pisać drukowanymi literami w zeszytach, klasówki ma sprawdzane przy
    klasie (nauczyciel jesli ma kłopot z przeczytaniem pyta Piotrka co jest napisane).
    W jego klasie są uczniowie z ADHD i oni nie przeszkadzają, nauczyciel potrafi
    ich "spacyfikować". Przeszkadza i zachowuje się fatalnie uczeń z patologicznej
    rodziny, nigdy nie badany w poradni psych-ped - matka mówi "mój syn nie jest
    głupi żeby po psychologach chodzić".
    Zamiast narzekać na orzeczenia - naucz się jak postępować z uczniem trudnym, to
    twoja praca.
  • robertrobert2 31.05.06, 09:55
    Na ADHD są środki farmaceutyczne które są w stanie każdego uszdzić
  • scher 31.05.06, 11:02
    robertrobert2 napisał:

    > Na ADHD są środki farmaceutyczne które są w stanie każdego uszdzić

    Głupot tu chociaż nie opowiadaj.

    Sz.
  • strzechwa 31.05.06, 13:34
    Dysgrafia i dysortografia nie są problemem. Problem jest z uczniami, którzy
    cierpią na różne odmiany nadpobudkliwości i jednocześnie nie maja ani odrobiny
    dobrej woli. Nie chcą się niczym zająć, nie interesuja ich pytania, nie mają
    zamiaru słuchać nauczyciela. Wspólpraca z psychologiem ma sens wtedy, gdy chory
    tej współpracy chce. Co zrobić z kimś, komu kompletnie nie zależy?


    --
    Jeśli palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.
  • scher 01.06.06, 01:39
    strzechwa napisała:

    > dobrej woli. Nie chcą się niczym zająć, nie interesuja ich pytania, nie mają
    > zamiaru słuchać nauczyciela.

    Strzechwo, po pierwsze tok lekcji powinien być starannie zaplanowany, wymagania
    wobec uczniów jasno określone, polecenia nauczyciela powinny być konkretne i
    wcale niemałe - nie należy odpuszczać w kwestiach właściwego zachowania się na
    lekcji i właściwej postawy w relajcach z nauczycielem; trzeba wymagać od
    uczniów dochowania procedur porządkowych typu: uczeń wstaje na powitanie
    nauczyciela i siada dopiero za pozwoleniem, zgłasza się do odpowiedzi w
    ustalony sposób, reguje na wyrażoną normalnym głosem prośbę o ciszę, nie
    wykonuje poleceń, zanim nauczyciel nie skończy objaśniać itp. Wymaganie powinny
    być formułowane za pomocą łatwych do zrozumienia zdań pojedynczych, w razie
    potrzeby powtórzone temu uczniowi w bezpośredniej relacji twarzą w twarz.

    Na przykład: kiedy skończę mówić, proszę wyjąć długopisy i na górze tej kartki,
    którą każdemu dałam, z lewej strony proszę napisać swoje imię i nazwisko.

    Możliwe zakłócenia:
    1. Uczeń schyla się po długopis, zanim nauczyciel skończy mówić.
    2. Uczeń nie wykonuje polecenia.

    Ad. 1.
    Nie wolno mu na to pozwolić. Trzeba _zauważyć_ zakłócenie (co wbrew pozorom
    wymaga sporego doświadczenia) i stanowczo upomnieć ucznia: Jeszcze nie!
    Powiedziałam: KIEDY SKOŃCZĘ MÓWIĆ!
    Jeżeli uczeń długopis zdążył wyjąć, musi nastąpić natychmiastowa hiperkorekcja
    zachowania: Schowaj długopis. Wyjmiesz go dopiero, KIEDY SKOŃCZĘ MÓWIĆ.
    Musisz dopilnować, aby uczeń wykonał to polecenie. W razie potrzeby powtarzasz
    je drugi lub trzeci raz bardzo stanowczym tonem, patrząc prosto na ucznia i
    CZEKAJĄC kilka lub kilkanaście sekund. To stanowcze czekanie na wykonanie
    polecenia w bezpośredniej relacji z uczniem jest bardzo ważną sprawą. Wielu
    nauczycieli nie chce dopuścić do takiej chwili krępującej ciszy na lekcji, a to
    błąd. Ta cisza musi być bardziej krępująca dla ucznia niż dla nauczyciela.
    Niekiedy trzeba podejść do ucznia lub wezwać go do siebie (obie możliwości mają
    odmienne uzasadnienie) na krótką chwilę wychowawczej rozmowy. - Po co to
    robisz? (nie zadawaj pytania: Dlaczego to robisz?, uczeń nie będzie wiedział,
    pytaj: Po co to robisz? i czekaj kilka sekund na odpowiedź; nawet jak się jej
    nie doczekasz, zbijesz ucznia nieco z tropu, poczuje, że rozmowa odbywa się nie
    na jego warunkach). Kiedy wezwiesz ucznia do siebie, wymagaj, żeby stanął
    prosto, wypluł gumę i wyjął ręce z kieszeni. Uczeń może wrócić na miejsce
    dopiero, kiedy mu pozwolisz. Gdyby chciał odejść wcześniej, trzeba go zawrócić:
    Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy!

    Zdarzają się uczniowie, szczególnie na początku, gdy cię jeszcze nie znają i
    nie wiedzą, że POTRAFISZ być konsekwentna, dość mocno rozpuszczeni, którzy MIMO
    TO nie wykonają twojego polecenia. To nie jest żadna tragedia, pod warunkiem,
    że nie wpadniesz w panikę i nie okażesz, że całkowicie nie masz pojęcia, co
    robić. Osobiście w takich sytuacjach wygłaszam KRÓTKI komentarz wychowawczy
    skierowany do reszty klasy: "Wasz kolega (koleżanka) w tym momencie świadomie
    łamie zasady obowiązujące w szkole. Lekcję prowadzi nauczyciel i nauczyciel ma
    prawo wydawać uczniowi polecenia. To musi być jasne na moich lekcjach i tego
    będę od was zawsze wymagał". Następnie znów zwracam się bezpośrednio do tego
    ucznia. Mam do wyboru kilka wariantów:

    - Dostajesz ostrzeżenie. Następnym razem nie ujdzie ci to już na sucho. - i
    WRACAM jak gdyby nigdy nic do toku lekcji: A więc proszę wyciągnąć długopisy i
    na górze kartki... (wariant najłagodniejszy)

    - Na następną lekcję zadaję ci dodatkową pracę domową. Proszę rozwinąć zdanie
    (zapisz sobie!): "Uczeń ma obowiązek wykonywać polecenia nauczyciela na lekcji,
    bo..." - minimum pół strony, może być w punktach. Praca jest na ocenę do
    dziennika.

    - Wrócimy do tej rozmowy na przerwie. - i wracam do toku lekcji (konieczność
    pozostania na przerwie w klasie jest dla ucznia negatywnym wzmocnieniem, dość
    dolegliwym i skutecznym). Po dzwonku nie wypuszczam ucznia z klasy, w razie
    potrzeby stając w drzwiach. Kiedy pozostali wyjdą, nie zamykam drzwi i w
    bezpośredniej rozmowie jeszcze raz piętnuję jego zachowanie, stanowczo
    wyrażając moje oczekiwania na przyszłość. Czekam na objawy skruchy i
    zaakceptowania zasady, że lekcją kieruje nauczyciel. Im prędzej te objawy
    skruchy nastąpią, tym prędzej uczeń opuści klasę. W razie potrzeby jestem gotów
    przetrzymać go aż do dzwonka. Kiedy objawów skruchy się nie doczekam, mogę
    jeszcze skorzystać z wariantu drugiego.

    Ad. 2.
    Właściwie już odpowiedziałem :-)

    Sz.
  • strzechwa 01.06.06, 12:24
    Ja to wszystko intuicyjnie robię, ale to niestety działa tylko z normalnie
    rozwijającymi sie uczniami. Dodatkowa praca domowa to dobra kara, jeśli
    uczniowi zalezy na ocenie. Ja niektórym moim uczniom mogę zadać ile tylko chcę,
    ale co mam zrobić, jeśli nie odrobią dodatkowej pracy i nie krępuje ich to
    absolutnie? Na rodziców nie ma co liczyć.
    Niekórzy uczniowie kompletnie nie przejmują się pietnowaniem swojego
    postępowania. Od pięciu czy sześciu lat tyle juz razy w rozmaity sposób
    piętnowano ich zachowania, że sa na to całkowicie niewrażliwi.
    Szkoła opiera się na zasadzie, że uczniowie wykonują polecenia nauczyciela
    tylko dlatego, że jest on ich nauczycielem, nie ma właściwie innych powodów
    prócz mglistych w stylu "to dla waszego dobra". Jesli zabraknie przeświadczenia
    o konieczności słuchania nauczyciela, nie ma praktycznie żadnych mozliwości
    wpływania na ucznia, jesli ten ostatni jest obojetny wobec konsekwencji, jakie
    moze ponieść.

    Wszystko to, co napisałaś jest bardzo dobre dla uczniów, którzy zasadniczo
    akceptują tę "władzę", choć zdarza im się nieposłuszeństwo. Własnie dlatego
    wydaje mi się, że uczniowie, którzy tej nauczycielskiej dominacji nie uznają,
    powinni być pod specjalną opieką.

    Pozdrawiam.


    --
    Jeśli palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.
  • scher 01.06.06, 13:55
    strzechwa napisała:

    > Ja to wszystko intuicyjnie robię, ale to niestety działa tylko z normalnie
    > rozwijającymi sie uczniami. Dodatkowa praca domowa to dobra kara, jeśli
    > uczniowi zalezy na ocenie. Ja niektórym moim uczniom mogę zadać ile tylko
    > chcę, ale co mam zrobić, jeśli nie odrobią dodatkowej pracy i nie krępuje ich
    > to absolutnie?

    W takich przypadkach zostałbym z nim godzinę po lekcjach i MUSIAŁBY tę pracę
    odrobić pod moim nadzorem.

    Zrób tak raz, a sytuacja się poprawi, zobaczysz. Uczeń musi wiedzieć, że jesteś
    w stanie przeprowadzić swoją wolę. Ta świadomość doskonale działa też na
    pozostałych uczniów. Nawet jak z jednym "zatwardzialcem" sobie nie od razu
    poradzisz, to reszta klasy zmienia swoje zachowanie, widząc kłopoty kolegi. I
    masz już problem z jednym uczniem, nie z grupą.

    > Niekórzy uczniowie kompletnie nie przejmują się pietnowaniem swojego
    > postępowania.

    A jak to robisz? W jakich okolicznościach? Jakimi słowami? Jakim tonem?

    > Szkoła opiera się na zasadzie, że uczniowie wykonują polecenia nauczyciela
    > tylko dlatego, że jest on ich nauczycielem, nie ma właściwie innych powodów
    > prócz mglistych w stylu "to dla waszego dobra".

    Są jeszcze konsekwencje, które może wyciągnąć nauczyciel.

    > Jesli zabraknie przeświadczenia o konieczności słuchania nauczyciela, nie ma
    > praktycznie żadnych mozliwości wpływania na ucznia, jesli ten ostatni jest
    > obojetny wobec konsekwencji, jakie moze ponieść.

    A jakie konsekwencje stosujesz? Z tym niewypuszczeniem na przerwę próbowałaś?

    > wydaje mi się, że uczniowie, którzy tej nauczycielskiej dominacji nie uznają,
    > powinni być pod specjalną opieką.

    Znam zjawisko, dobrze wiem, o jakim typie ucznia mówisz.
    Ale nie podzielam Twojego pesymizmu. Jako nauczyciel jestem w stanie wyciągnąć
    wobec ucznia konsekwencje, które będą dla niego dolegliwe i uciążliwe.
    Uczeń może wierzgać, ale dla jego dobra musisz być w stanie założyć mu
    wędzidło. Jesteś od niego starsza, bardziej doświadczona, inteligentniejsza i
    silniejsza psychicznie.

    Sz.
  • piecykmart 31.05.06, 13:35
    25 procent uczniów. Zresztą żadna władza nie przyzna oficjalnie, że taka część
    społeczeństwa nadaje sie do szkoły specjalnej.
    NIE MÓWIĘ O DYSLEKSJI, DYSLEKSJE MA UCZEŃ , KTÓRY DYSPONUJĄC PRZYNAJMNIEJ
    ŚREDNIM ILORAZEM INTELIGENCJI NIE JEST W STANIE WSKUTEK INNYCH ZABURZEŃ NAUCZYĆ
    SIE SZYBKO CZYTAĆ CZY POPRAWNIE PISAĆ.
    Powtarzam - musi posiadać min. przeciętny iloraz inteligencji.
    Ten, który go nie posiada i nie czyta, nie pisze to nie dyslektyk tylko
    zwyczjny przyg..... .
    DYSLEKTYKAMI SĄ CZĘSTO B. inteligentne dzieci, uzdolonione matematycznie,
    plastycznie itp.
    Ich wiedzę sprawdza sie najczęściej przez ustne odpowiedzi, testy wyboru itd.
    Zwyczajne przyg.... w odpowiedziach ustnych też rozkładają sie jak stare gacie.
  • strzechwa 31.05.06, 17:12
    Jeszcze raz podkreślam - dyslektyków i dysgrafików wymieniłam jako
    przeciwstawienie dla osób z orzeczeniami lekarskimi o problemach dotyczących
    nie tyle zdolności, ile zachowania i panowania nad emocjami. Nie przyszłoby mi
    do głowy, zeby ich umieszczać w szkołach specjalnych. Natomiast rozważałabym to
    w przypadku uczniów, którzy utrudniają prowadzenie lekcji i mimo licznych prób
    nawiązania kontaktu czy określenia zadsad współpracy z nauczycielem nie
    wykazują w tym kierunku nawet minimalnego zaangażowania.

    Jesli tylko ja mam z takimi uczniami problemy, to niech mi ktoś poradzi, co
    przeczytać, gdzie sie zgłosić, co zrobić. Chodzi mi o takie przypadki, kiedy
    uczeń konsekwentnie nie zwraca uwagi na polecenia nauczyciela albo odmawia ich
    wykonania, uzywa wyrazów wulgarnych, uporczywie przeszkadza w prowadzeniu
    lekcji.

    --
    Jeśli palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.
  • beti222 31.05.06, 18:40
    Współczuję, bo teraz na każdy dziecięcy kaprys jest uzasadnienie oficjalne
    orzeczone przez psychologów. Sama jestem studentką psychologii tylko mam inną
    specjalizację, ale doskonale wiem, że dzieci jak nikt inny wykorzystują naiwne
    zaufanie dorosłych (no bo przecież ten słodki szkrab nie może kłamać) do swoich
    celów. "Powstało" tyle "chorób" do tej pory mało popularnych, wystarczy, że
    informacja poszła w świat i zamiast faktycznie znikomej ilości dzieci
    cierpiących na podobne przypadłości, stało się to teraz prawie normą i niedługo
    każde dziecko będzie na specjalnych warunkach i nikogo już nie zdziwi fakt, że
    3/4 klasy ma nagle ADHD czy coś podobnego. Skoro już tyle dzieci cierpi na
    takie choroby psychiczne to od tego są szkoły specjalne, aby takimi dziećmi się
    zająć. W normalnych szkołach nauczają nauczyciele, którzy zostali wyszkoleni do
    kształcenia i obcowania z dziećmi o normalnych parametrach psychicznych i
    trudno się dziwić, że "chore psychicznie" dzieci szczególnie w takich ilościach
    są conajmniej problemem dla nauczycieli w normalnych szkołach. Niech nikt nie
    mówi tu, że taki zawód, bo zawód jaki wykonuje nauczyciel szkoły dla dzieci
    zdrowych to nauczanie dzieci zdrowych psychicznie, a nie chorych i przypominam
    od takich przypadków (coraz częstrzych zresztą) są szkoły specjalne. A jak
    rodzice nie zgadzają się na uczęszczanie dziecka do takiej szkoły to muszą się
    liczyć z tym, że dla ich dziecka nikt nie będzie stawał na głowie, inne dzieci
    też mają prawo do normalnej szkoły i normalnych lekcji. Moze to przykre co
    piszę, ale prawdziwe. Pozdrawiam.
  • strzechwa 31.05.06, 19:40
    Mam podobne odczucia, co Beti. Własnie o ten brak kwalifikacji mi chodzi!
    --
    Jeśli palec wskazuje niebo, tylko głupiec patrzy na palec.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka