>> Marcin Semik, sprawca całego zamieszania, był wieczorem roztrzęsiony. Długo
rozmawiał z dyrektorką. - Nie było moim zamiarem robienie sobie kampanii
wyborczej. Wiem, że szkoła jest instytucją apolityczną. Nie chciałem doprowadzić
do konfliktu, ale szkoła się podzieliła. Bardzo cierpię z tego powodu. Mam już
dość tego rozgłosu. To nie był przecież zły pomysł. Chcieliśmy pokazać
ministrowi, że popieramy jego program "Zero tolerancji dla agresji w szkołach" -
tłumaczył się Semik. Zapewnił, że następnym razem będzie ostrożniejszy. - Dwa
razy się zastanowię i przemyślę wszystkie konsekwencje, zanim coś zrobię - dodał. <<
miasta.gazeta.pl/katowice/1,35019,3728591.html