Dodaj do ulubionych

Rewolucja w nauce - doktorat po licencjacie

21.03.08, 07:41
W mysl zasady z Lamparta "Jakże wiele trzeba zmienić, żeby wszystko zostało
tak samo"


Smiechu warte
Edytor zaawansowany
  • nowojorczyk5 21.03.08, 07:45
    Najlepiej to zaczac przyznawac doktoraty po szkole sredniej - na 3-
    miesiecznym kursie wieczorowym!
  • tm 21.03.08, 07:56
    Chyba w tym kierunku zmierzamy :) I wtedy 90% osób będzie doktorami i problem z
    głowy - uczelnie nie będą już narzekać na braki kadrowe.
  • scibor3 21.03.08, 09:26
    A co z resztą uzdolnionych, której drogę tarasują stare pryki? Magister po
    przedszkolu, a doktor po gimnazjum. Taka jest moja koncepcja.
    A tak na poważnie, zdeprecjonowano już stopień magistra. Pora na doktora. BTW
    tak dotychczas było, że nie trzeba pisać ani rozprawy doktorskiej ani
    habilitacyjnej. Wystarczyło zebrać swoje publikację w jedną okładkę. Inną sprawą
    jest to, że widziałem w życiu tylko jedną taką pracę doktorską. Więc możliwość
    jest, skoro komuś rączka odpada od napisania tych 200 stron.
  • flash3r 21.03.08, 10:41
    Zamiast na siłę zwiększać ilość do doktorów może po prostu trzeba zmniejszyć
    liczbę studentów? Już teraz mgr. jest ogólnodostępnym dobrem, które może mieć
    każdy, z dr. będzie tak samo?
    --
    prawymokiem.salon24.pl
  • cesarz_lodow_smietankowych 21.03.08, 12:56
    Wypowiedzi większości poprzedników porażają głupotą. Naprawdę nie rozumiecie, że
    są osoby, które już w wieku 20 lat są gotowe do pracy naukowej? Bardzo dobrze,
    że wreszcie ktoś zaczął reformę, bo do tej pory wszyscy musieli się wyrównywać
    do poziomu najgłupszych.
  • katmoso 21.03.08, 13:46
    nikt tym ludziom nie broni rozwijaź swoich pasji naukowych. wierz
    mi, że jest mozliwe nawet na studiach magisterskich. nie sądzę
    natomaist, żeby w każdym roczniku był chociaż jeden taki geniusz,
    ktoremu studia uniwersyteckie nic nie dają. to pięc lat anbywania
    doświadczenia, czytania, słuchania wykładów, poznawania i próbowania
    róznych metodologii oraz nabywania dystansu do poziomu własnej
    wiedzy. raczej liceum, nawet najlepsze tego nie daje.
    --
    www.podrozemakaka.blox.pl
  • mrzorba 21.03.08, 13:51
    Mnie sie nie pozwala w Polsce rozwijac mych naukowych zainteresowan,
    zamykajac mi wstep na wyzsze uczelnie barierami finansowymi (ponad
    10 tys. zl, i to platne z gory, za samo otwarcie przewodu
    doktorskiego) i formalnymi (odmowa nostryfikacji mego
    australijskiego doktoratu)... :(
    lech.keller@gmail.com
  • moherfucker1 21.03.08, 13:57
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mrzorba 21.03.08, 14:01
    Oto czego chce ode mnie polska mafia profesorska: pozbyc sie mnie z
    kraju, jako konkurenta prezentujacegoi zbyt dla nich wysoki
    poziom... :(
    moherfucker1 napisał: Wyjedz becwale do Australii.... Nikt nie kaze
    Ci siedziec w PL i daj juz nam spokoj...
  • moherfucker1 21.03.08, 14:06
    Tak!!! Tego chce mafia profesorska. Zorba zagrozil im piszac smieszny doktoracik
    o tworczosci Lema. Przeczytal "Bajki Robotow", "Solaris" i cos tam skrobna
    podczas popasywania owiec. teraz oczekuje, ze ktos uzna to g...no.

    Dajze spokoj koles. jestes pierwszej wody mitomanem. Piszesz maniakalnie,
    wklejajac swoje teksciki gdzie popadnie. Bez zwiazku z tematem, lub wypowiedzia.

    Takie rzeczy sie leczy.


    Zdaje sobie sprawe, ze karmie trolla, ale w tym przypadku zdolny jestem odejsc
    od tej reguly i podroczyc sie z Toba troszke...

    Wiec powtarzam. Wracaj do Australii i tam znajdz dobra prace na Uni. Ale tam
    chyba nie potrzebuja pseudodoktorow z pseudowiedza. Zupelnie jak w PL./
  • mrzorba 21.03.08, 14:22
    O prosze. Profesor Moldawa sie wlasnie odezwal, osmieszajac nie mnie
    i Lema, ale siebie i przy okazji caly Uniwersytet Warszawski, ktory
    reprezentuje jako Profesor i Dziekan... :(
    Przestrzegam wiec przed pisaniem w Polsce prac licencjackich,
    magisterskich czy doktorskich albo, Boze bron, habilitacyjnych z
    Lema, bo cie od razu taki Moldawa, spec od socjalistycznego prawa,
    osmieszy jako piszacego o niepowaznych sprawach, bowiem w PRLu to
    pialo sie z Lenina i Stalina, a nie z jakigos tam bajkopisarza
    Lema... :(
  • moherfucker1 21.03.08, 14:29
    Masz obsesje... Juz Ci mowilem Trollu. Nie jestem profesorem.
  • mrzorba 21.03.08, 14:33
    To moze i dobrze...
  • s-w-z 21.03.08, 23:06
    Już widać że dużo wiesz a może nawet WSZYSTKO. Tak np. u takiego
    Profesora Kotarbińskiego ..wyłącznie Lenin, Stalin itd.
  • mrzorba 21.03.08, 23:17
    O ile wiem, to prof. Kotarbinskiego atakowali prof. Baczko &
    Kolakowski za to, ze Kotarbinski, choc byl ateista i materialista,
    to nie byl, jak Kolakowski i Baczko, materialista DIALEKTYCZNYM...
  • janu5 21.03.08, 10:48
    Wydaje mi się ,że posiadanie tytułu magistra nie jest konieczne do doktoratu,
    ale moge się mylić.
  • chilly 21.03.08, 10:57
    Nie mylisz się w jednym. W związku z koniecznościa wypromowania
    dwóch doktorów przez kandydata na profesora obserwowałem faktycznie
    robienie doktoratu przez ludzi nijakich. Nawet egzamin z jezyka
    zdawali, choć go nie znali w ogóle. I, o dziwo, dotyczyło to czesto
    nauk eksperymentalnych, uchodzących za trudniejsze (promotor daje
    głowę, czyli koncepcje i pomysły, a doktorant ręce).
  • wj_2000 21.03.08, 11:45
    chilly napisał:
    > W związku z koniecznościa wypromowania
    > dwóch doktorów przez kandydata na profesora...

    Od kiedy dwóch? Jeden wystarcza. Teoretycznie, mogłoby tego jednego
    nawet nie być, ale praktyka jest taka, że się nie ryzykuje. Gdy
    dobry naukowo (publikacje, cytowania) doktor habilitowany promuje
    pierwszego doktora, zaczyna się od razu działnie w kierunku
    postępowania profesorskiego. Rada Wydziału powołuje komisję, itd.
    Tak jest i tak było "od zawsze" na moim wydziale, jednym z
    największych w Polsce (dobrze ponad stu samodzielnych pracowników,
    chyba samych profesorów tytularnych setka). I podobnie jest na
    innych wydziałach tego mojego uniwersytetu. Więc to działa. Jeden
    doktor wystarcza.
    Bywa, oczywiście tak, że promotor prawie równocześnie promuje dwóch
    doktorów. Bywa, że ktoś o skromniejszym od przeciętnego dorobku nie
    spieszy się z próbą zdobycia tytułu od razu i nim powiększy dorobek
    ma już drugiego doktora.
    Ba, nie opłaca się gromadzć doktorów na tytuł więcej niż jednego, bo
    zwyczaj jest, że awans na zwyczajnego wymaga (u nas) kolejnego
    doktora po uzyskaniu tytułu.

    --
    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
  • plat22 21.03.08, 11:52
    Chyba żadne z Was nie pracuje na uczelni.
    U nas "młody naukowiec" to osoba koło czterdziestki a profesorem (nie mylić ze stanowiskiem profesora) najczęściej zostaje się kilka lat przed tym gdy normalni ludzie idą na emeryturę. I co wtedy się dzieje? Profesor ma przywilej pracowania do siedemdziesiątki i dopiero wtedy nie może pełnić żadnych funkcji oficjalnych, a pokój zajmuje na uczelni dopóki nie umrze.

    Wg mnie taki system spycha polską wiedzę coraz niżej.
  • pms67 21.03.08, 16:05
    plat22 napisał:

    > Chyba żadne z Was nie pracuje na uczelni.
    > U nas "młody naukowiec" to osoba koło czterdziestki a profesorem
    (nie mylić ze
    > stanowiskiem profesora) najczęściej zostaje się kilka lat przed
    tym gdy normaln
    > i ludzie idą na emeryturę. I co wtedy się dzieje? Profesor ma
    przywilej pracowa
    > nia do siedemdziesiątki i dopiero wtedy nie może pełnić żadnych
    funkcji oficjal
    > nych, a pokój zajmuje na uczelni dopóki nie umrze.
    >
    > Wg mnie taki system spycha polską wiedzę coraz niżej.

    Bywa i ta, ale to się zaczyna zmieniać i bez tej effektovnej
    reffolucji.
    Ja i co najmniej kilku moich kolegów zrobiliśmy doktoraty w wieku 29-
    30 lat (nauki techniczne).Obecnie mam 40 i pół i właśnie otwieram
    przewód hab.
    Pozdrawiam
    Stsry sklerotyk ;-)

  • dalatata 21.03.08, 11:34
    minister juz wczesniej mowila ze dokotrat stracil juz swoja range,
    wiec zatrzymujemy habilitacje.

    czy to tylko mi sie wydaje ze to jest najgorszy element rzadu Tuska.
    ona jest straszna.
  • xanaxy 04.04.08, 22:45
    dalatata napisał:

    > minister juz wczesniej mowila ze dokotrat stracil juz swoja
    range,
    > wiec zatrzymujemy habilitacje.
    >
    > czy to tylko mi sie wydaje ze to jest najgorszy element rzadu
    Tuska.
    > ona jest straszna.
    ONA JEST STRASZNA>>>>>>>>>>>> TUSKI -nie maja doktoratu i nie
    wiedza...Coz...TUSKOM sie wydaje, ze to nie jest wazne, bo
    jednak ...podworko...
  • senlect 04.04.08, 23:02
    A po co Tuskom doktoraty? Kaczory maja doktoraty, 50% z nich ma (re)
    habilitacje, a mimo to sa glupie jak but...
  • khmara 21.03.08, 12:37
    scibor3 napisał:

    > A Więc możliwość
    > jest, skoro komuś rączka odpada od napisania tych 200 stron.

    Ja takiej mozliwosci nie mam.
  • mrzorba 21.03.08, 12:46
    Ja napisalem doktorat, oparty na kilkuletnich badaniach nad
    zrodlami, ale aby go obronic, musialbym zaplacic SGH ponad 10 tys.
    zl. To jest dopiero bariera. Zaznaczam, ze mam juz PhD z Australii,
    i ze czesc mego polskiego doktoratu wydano mi za granica i w Polsce,
    jako artykuly i rozdzialy w ksiazkach, wiec nie ma problemu z
    jakoscia mej rozprawy, a tylko ze stanem mej kieszeni...
  • xanaxy 04.04.08, 22:50
    mrzorba napisała: A PO CO PISALES WLASCIWIE??? Z LEKU<ZE JAK NIE
    NAPISZESZ,TO CIE ...NIE B EDZIE? NAPISZ habilitacje.To naprawde
    wyzwanie.Doktorat / i to za kase/?to ....NIC.Na SGH- szczegolnie.
    Tam TYLKO wilki.Ambicje i ...co jeszcze? Moze Grieg np, albo Mahler?
    Biedactwo - 10ooo? Trzeba bylo pojechac na ...Wyspy np Owcze

    > Ja napisalem doktorat, oparty na kilkuletnich badaniach nad
    > zrodlami, ale aby go obronic, musialbym zaplacic SGH ponad 10 tys.
    > zl. To jest dopiero bariera. Zaznaczam, ze mam juz PhD z
    Australii,
    > i ze czesc mego polskiego doktoratu wydano mi za granica i w
    Polsce,
    > jako artykuly i rozdzialy w ksiazkach, wiec nie ma problemu z
    > jakoscia mej rozprawy, a tylko ze stanem mej kieszeni...
  • senlect 04.04.08, 23:00
    Po co mam pisac habilitacje, skoro mam PhD, ktore na calym
    cywilizowanym swiecie uchodzi za licencje do samodzielnego
    prowadzenia badan i promowania doktorow?
  • pms67 21.03.08, 15:37

    Osobiście proponuję, aby dyplom doktora wydawał właściwy Urząd Gminy,
    oczywiście po wniesieniu stosownej opłaty skarbowe,a społeczeństwo
    bedzie wykształcone,że hej !
    Studia doktoranckie po licencjacie (6...7 semestrów)? Super!
    Oczywiście dla wyjątkowo zdolnych studentów. Tyleże za chwilę okaże
    się, że są same wyjątki. Tym bardziej, że w porównaniu z okresem np.
    sprzed 10 lat obecnie doktoraty stuga się jak zapałki. Bo jest to
    źródło dochodów dla uczelni. Po deprecjacji mgr czas na dr.
    A już argument, że brak pracowników samodzielnych (swoja drogą
    prawda) więc trzeba generować "oficerów czasu wojny" jest powalający.

  • jkpztorunia 23.03.08, 04:32
    nowojorczyk5 napisał:

    > Najlepiej to zaczac przyznawac doktoraty po szkole sredniej - na 3-
    > miesiecznym kursie wieczorowym!
    Jeśli jesteś Nowojorczykiem to wiesz że w USA to standard. Jak komuś
    nie uda się zrobić doktoratu to przeważnie dostaje stopień magistra.
    Mi się to niespecjalnie widzi, szczególnie że w naszych, polskich
    warunkach to byłaby wielka ściema. Ale jak rozumiem to ma być dla
    wybitnych, czyli dla nikogo (polskie piekło). Co do habilitacji to
    chyba jednak wolę żeby ona była. Bo przynajmniej nie ma aż takiej
    dowolności. Z drugiej strony to trochę przepustka
    do "niewielerobienia". Niektórzy z niej korzystają inni nie.
  • mrzorba 23.03.08, 10:32
    Jesli chcemy byc Zachodem, to musimy przyjac zachodnie standardy,
    czyli:
    - Doktorat typu PhD, czyli o wyzszym stndarcie niz dzisiejsze
    polskie doktoraty.
    - Zniesc habilitacje i dozywotnie, belwederskie profesury jako
    feudalne wrecz przezytki, unimozliwiajace szyki rozwoj nauki i
    naukowcow w Polsce.
    - Uczynic konkursy konkursami, a nie aby byly, jak dzis, ich
    parodia...
    - Zachecac do krytyki zamiast niszczyc takich jak ja, co to pokazuja
    nieprawidlowosci i patologie w nauce polskiej...
  • nowojorczyk5 30.04.08, 07:19
    jkpztorunia napisal glupstwo: doktorat WSZEDZIE jest kolejnym
    stopniem, wiec aby dostac sie na studia doktoranckie, trzeba miec
    dyplom magisterski. W Stanach Zjednoczonych, tylko w jednej
    dyscyplinie, medycynie, niekiedy zdolni i pracowici studenci moga
    sie ubiegac o laczne studia tzw. MD/PhD gdzie jednoczesnie sie
    studiuje medycyne i wykonuje badania w systemie studiow
    doktoranckich. Wtedy obrona doktoratu jest w rok-dwa po otrzymaniu
    dyplomu lekarskiego. Prosze pamietac ze na studia medyczne przyjmuje
    sie kandydatow co najmniej po licenciacie i sa to przyjecia
    konkursowe czyli bierze sie najlepszych.
  • nfao5 30.04.08, 10:09
    W Australii, aby sie dostac na studia doktoranckie, wystarczy
    zaawansowany licencjat czyli studia czteroletnie zakonczone
    napisaniem pracy licencjackiej - jest to tzw. BA (Hons) albo BSc
    (Hons). Zwykly licencjat trwa w Australii 3 lata. Po nim mozna chyba
    robic Masters (MA albo MSc), ale tego nie jestem na 100% pewien. W
    kazdym razie w Australii NIE trzeba miec magistra (Master) aby sie
    dostac na studia doktoranckie.
    --
    Jam Keller (nfao5), a nie Wieczorek (nfa05).
    Literka "o" to nie to samo co cyfra "0".
  • dalatata 30.04.08, 20:44
    niezapliwie wszedzie, jednak z wyjatkiem UK, gdzie akurat doktorat
    po BA jest nagminny. mysle ze mozna powiedziec ze wiekszosc dokotrow
    nie ma MA bo po co im?

    nowojorczyk5 napisał:

    > jkpztorunia napisal glupstwo: doktorat WSZEDZIE jest kolejnym
    > stopniem, wiec aby dostac sie na studia doktoranckie, trzeba miec
    > dyplom magisterski. W Stanach Zjednoczonych, tylko w jednej
    > dyscyplinie, medycynie, niekiedy zdolni i pracowici studenci moga
    > sie ubiegac o laczne studia tzw. MD/PhD gdzie jednoczesnie sie
    > studiuje medycyne i wykonuje badania w systemie studiow
    > doktoranckich. Wtedy obrona doktoratu jest w rok-dwa po otrzymaniu
    > dyplomu lekarskiego. Prosze pamietac ze na studia medyczne
    przyjmuje
    > sie kandydatow co najmniej po licenciacie i sa to przyjecia
    > konkursowe czyli bierze sie najlepszych.
  • nfao5 01.05.08, 11:21
    Juz chyba pisalem, ze podobnie jest w Australii i NZ - doktorat
    (PhD) tam sie standardowo robi po uzyskaniu BA(Hons) albo BSc(Hons),
    czyli po czteroletnich studiach licencjackich. Master (magister) to
    zas w Australii stopien bardziej zawodowy niz naukowy... Do
    doktoratu (PhD) raczej zbedny...
    --
    Jam Keller (nfao5), a nie Wieczorek (nfa05).
    Literka "o" to nie to samo co cyfra "0".
  • tomasz_34 24.03.08, 05:42
    Niby podpisujesz sie nowojorczyk a myslenie masz z Lomzy albo z Kielc. Mialem to
    szczescie pracowac ok. 100 kilometrow na poludnie od NY w Princeton. Miejsce
    piekne, Uniwersytet przez duze U. Trafiaja tu studenci, ktorzy sa po prostu
    swietni, rewelacyjni, moze nawet genialni. Ci mlodzi ludzie robili doktoraty
    zaraz po licencjacie i pracujac z nimi mialem wrazenie, ze sa na tym samym
    poziomie co moi mistrzowie z Wroclawia (nie pisze tu tylko o promotorze ale
    calym zakladzie, w ktorym robilem doktorat). Wiesz dlaczego tak jest? Oni sa
    mlodzi, nie musza myslec o utrzymaniu rodziny, pisaniu grantow. Ich PASJA jest
    nauka, a kadra Princeton potrafila ich po pierwsze zachecic do pracy naukowej,
    po drugie (byc moze wazniejsze) potrafila ich bronic przed rozczarowaniem
    porazkami. I wiesz... chyba moglbym sprobowac to samo robic w PL. Chyba moglbym
    nawet formalnie to robic (za 3 tygodnie mam kolokwium hab.) ale nie moge w tym
    systemie wspoluczestniczyc, nie moge prowadzic badan, nie moge utrzymac Rodziny.
    Mam wielka nadzieje, ze kiedys ten marazm minie.

    Pa,
  • dalatata 24.03.08, 11:31
    piekny ten opis Princeton i pewnie wlasnie tak to wyglada, choc
    siedze, wprawdzie w UK, ale wystarczajaco duzo, zeby bezwarunkowo
    wierzyc w opisy krainy wiecznej szczesliwosci....

    nie wiem, gdzie jest ten polski zaklad, jednak porownywanie jednego
    znajlepszych uniwersytetow na siwecie z ktorymkolwiek w Polsce, nie
    ma wiekszego sensu.

    tak czy owak, nowojorczyk moze jest z Lomzy (po co te przytyki?),
    jednak to co pisal a ja wspieralem zostalo przez Pana potwierdzone.
    Pan sobie bez problemu poradzil z rozprawa habilitacyjna, pewnie
    sobie Pan poradzi z procesem. ktos dobry sobie poradzi. choc
    wypowiedzi khmary pokazuja duzo bardziej skomplikowana
    rzeczywistosc.
  • komentator4 24.03.08, 12:06
    Panowie zadyskutowujecie się na śmierć o tym, czy habilitacja ma być
    czy nie. To jest owszem temat do dyskusji wewnątrz środowiska
    akademickiego. Ale w zapale tej dyskusji zapomnieliście Panowie, że
    Wasza obecna dyskusja została wywołana innym impulsem. Po raz
    kolejny po roku 1989 za reformę nauki zabiera się minister-dyletant,
    żeby nie użyć mocniejszego sformułowania. Chce robić rewolucję w
    regułach awansu naukowego i organizacji instytucji naukowych nie po
    to, żeby coś usprawnić, tylko po to, żeby zostawić po sobie ślad
    ("Patrzcie na mnie chłopcy, ja też coś zrobiłam!") i przy okazji
    załatwić własny interes - ułatwienia dla pseudouczelni prywatnych.
    To jest nasz wspólny problem i nasze wspólne zagrożenie, które
    musimy wspólnie zwalczyć - przepędzić intruzów i szkodników.
    Minister nauki Kudrycka ma tytuł profesora w dziedzinie prawa i
    administracji, a to znaczy, że nigdy w życiu nie zajmowała się
    nauką. Ona nie ma żadnych kompetencji do tego, żeby naukę
    reformować. Musimy się jej pozbyć. Potem możemy podyskutować o tym,
    czy ma być habilitacja, czy inna forma oceny dorobku.
  • mrzorba 24.03.08, 12:25
    Zdefiniuj madralo nick komentator4, co jest dla ciebie nauka (science)? Czy
    nauka jest matematyka? NIE, bowiem jej twierdzenia nie sa weryfikowalne
    empirycznie. I podobnie np. fizycy od "strun" czy innych "membran" tez nie
    uprawiaja nauki, bowiem ich twierdzenia tez nie sa weryfikowalne empirycznie.
    Atakujesz Pania Minister, bo ona chce cos dobrego zrobic dla polskiej nauki. A
    ty chesz, jak dalatata, utrzymania za wszelka cene obecnego systemu, mimo iz
    jest on mafijny, doszczetnie skorumpowany i skutecznie zamyla droge do awansu
    mlodym i zdolnym naukowcom oraz, jak to dobrze widac w moim przypadku, izoluje
    polska nauke od nauki swiatowej przez utrudnianie uznania kwalifikacji
    uzyskanych na czolowych uniwersytetach swiata...
  • mrzorba 24.03.08, 12:18
    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
  • mrzorba 24.03.08, 12:12
    Zgadzam sie z Tomaszem w 100%. Bowiem ja tez kiedys bylewm mlody, pelen zapalu,
    a taki "prof." Peche z SGPiS (dzis znow SGH) mnie uziemnil, bo dla niego
    doktorat to mozna bylo robic po 40ce, habilitacje po 50ce, a pelnym profesorem
    zostac, jak on, na pare lat przed emerytura... A ja wtedy mialem niecale 30 lat
    i zostalem "udupiony" przez takich, co mysla jak ow pseudonowojorczyk...
  • tm 21.03.08, 07:53
    W ogóle jest tendencja do obniżania statusu egzaminu maturalnego (który
    egzaminem dojrzałości już dawno przestał być), więc może świadectwa maturalne
    rozdawać wszystkim za obecność na zajęciach w szkole średniej? A kto chce mieć
    max punktów to niech zdaje egzamin :)

    A co do tematu - prywatne uczelnie nie bez powodu zacierają ręce na te pomysły.
    Ale nie bez powodu też takie przepisy istniały - odpowiednie uprawnienia miały
    posiadać uczelnie z odpowiednią renomą i doświadczeniem, żeby zapewnić dobry
    poziom. Uczelnie prywatne to były i będą dla mnie fabryki magistrów - z pewnymi
    wyjątkami.
  • cesarz_lodow_smietankowych 21.03.08, 12:59
    Są tacy, którzy jeszcze przed maturą są w stanie pracować naukowo. Nie wszyscy
    są tak tępi jak ty.
  • sralimuchibedziewiosna 21.03.08, 14:27
    tak, tak, dajcie doktoraty licencjatom, zlikwidujcie nauczanie historii powyżej
    poziomu podstawowego, może w ogóle zlikwidujcie szkolnictwo, po co ono komu -
    przecież nie matura , lecz chęć szczera zrobi z ciebie WYKSZTAŁCIUCHA
  • mrzorba 21.03.08, 14:32
    Nie rozumiesz albo nie chcesz zrozumiec. W Australii, gdzie zrobilem
    doktorat, mozna zaczac pisac rozprawe doktorska zaraz po otrzymaniu
    pelnego licencjatu, czyli Bachelor with Honours (co w praktyce
    oznacza dodatkowy rok studiow i napisanie pracy licencjackiej). Zas
    po otrzymaniu doktoratu (PhD) mozna zostac pelnym profesorem, bez
    potrzeby habilitowania sie czy otrzymania nominacji od rzadu. I o to
    chodzi w tej reformie. A na razie zas tacy jak ty nie chca dopuscic
    dio tego, aby moj australijski doktorat (PhD) zostal nostryfikowany
    w Polsce.
    lech.keller@gmail.com
  • moherfucker1 21.03.08, 14:37
    To podaj tytul doktoratu... Chyba sie nie wstydzisz??

    Twoj australijski doktorat jest zapewne tak cienki, ze ktos, kto Cie przyjmie
    zostalby z gory posadzony o nepotyzm, albo lapowkarstwo.

    Odejdz trollu... Idz napisz kolejny doktorat... mMoze z Mastertona :)


    Za cienki jestes na nauke i wylewasz tutaj swoje frustracje. Zamiast na UW
    zapisz sie na jakas terapie grupowa, albo cos.
  • mrzorba 21.03.08, 14:41
    arts.monash.edu.au/politics/research/theses.php
    Lech Keller "Visions of the future in Stanislaw Lem's work" PhD 2002
    Dr Paul James
    Kolej na ciebie...
  • moherfucker1 21.03.08, 14:42
    Ja nie mam doktoratu. Moja misja jest walka ze spamerami i trollami.
  • moherfucker1 21.03.08, 14:44
    I ty to nazywasz doktoratem z nauk politycznych???


    Zapomnij ! Zadki jestes jak zupka wiezienna. nabazgral cos po przeczytaniu kilku
    ksiazek Lema (zaloze sie, ze czytalem wiecej, bo proze s-f i fantazy uwielbiam)
    i chce doktorat :)

    Smiesza mnie takie ludziki.
  • moherfucker1 21.03.08, 14:49
    Oto przyklady magisterek i doktoratow Twoich kolegow.... Widzisz roznice? za
    cienki jestes po prostu.

    MSc
    Confronting Chechnya: Comparing Yeltsin and Putin
    The rise of Jemaah Islamyiah in Southeast Asia

    PhD
    Framing terrorism in Southern Thailand
    Hegel, Neitzsche, modernity and politics
    Minority rights in post-communist Poland
  • mrzorba 21.03.08, 14:56
    Widze, ze dla ciebie przyszlosc jest mniej wazna od przeszlosci, Lem
    glupszy od Hegla i Nietzschego, a Polska mniej wazna od Azji Pld-
    Wsch. Nauke i naukowcow oceniasz po tematach - jak ktos pisze o
    sloniach czy wileorybach, to jest dla ciebie wielkim uczonym, ale
    jak ktos inny pisze o pchlach czy bakteriach, to jest zerem.
    Napisz wiec na mnie donosil na ponizszy adres, a moze uniewaznia
    moj "niepowaqzny" doktorat, i sprawa sie sama wyjasni ku twemu
    zadowoleniu...
    Ms Diana Ferwerda
    Personal Assistant to the Deputy Vice-Chancellor (Research)
    Room 123, Building 3A
    Wellington Road
    Clayton Campus
    Ph: +61 3 9905 9301
    Fax: +61 3 9905 5011
    Email: diana.ferwerda@adm.monash.edu.au
  • moherfucker1 21.03.08, 15:01
    To byly tylko przyklady. lem nie stworzyl nowych pradow w filozofii, a tamci owszem.

    Zmiany dokonuja sie na calym swiecie, dlatego specjalnie wybralem przyklady w
    Azji i z Polski. Doczytak w moim poscie. O prawach mniejszosci w
    post-komunistycznej Polsce.

    Nie Twierdze, ze jest zerem. Ty jestes cienki. To twierdze. jako przyklad
    podalem Ci tytuly doktoratow z TWOJEJ dziedziny. Zebys sobie porownal.

    Nie pisalem przykladow z dziedzin przyrodniczych, zeby Cie nie podlamywac zupelnie.

    Zgin, przepadnij Trollu.
  • mrzorba 21.03.08, 15:09
    Oczywiscie, Lem nie byl Arystotelesem czy Platonem, ergo nie mozna z
    niego sie doktoryzowac. Powiedz mi wyraznie, czemu tak sie boisz
    konkurencji z mojej strony?
    Czyzbys byl tym, ktory nie byl w stanie skonczyc owego doktoratu z
    praw mniejszosci w post-komunistycznej Polsce?
    I jaki ma sens porownywanie doktoratow z nauk politycznych z
    doktoratami np. z astronomii? To tak, jakby twierdzic, ze sa
    nauki "lepsze" i "gorsze"...
  • moherfucker1 21.03.08, 15:13
    > Czyzbys byl tym, ktory nie byl w stanie skonczyc owego doktoratu z
    > praw mniejszosci w post-komunistycznej Polsce?

    Przyklad z prawami to byl przyklad skopiowany z linku, ktory mi dales baranku
    Bozy... Doktoratu obronionego na Monash przez rodaka tam studiujacego (Polskie
    nazwisko i imie).

    > I jaki ma sens porownywanie doktoratow z nauk politycznych z
    > doktoratami np. z astronomii? To tak, jakby twierdzic, ze sa
    > nauki "lepsze" i "gorsze"...

    Nie ma. Dlatego kopiowalem ze strony Monash z dzialu nauki polityczne. Twoj
    temat wyroznial sie. Byl infantylny;
  • mrzorba 21.03.08, 15:18
    1. Wiesz co to znaczy "lapsed" i czym sie rozni od otrzymania PhD?
    Cezary Milosinski "Minority rights in post-communist Poland" (lapsed
    under reg. 18.2)
    2. Widze, ze jak dziekan Modawa, uwazasz, ze Lem byl infantylny i
    dla dzieci tylko. No coz, widac w polskiej nauce obowiazuja takie, a
    nie inne kanony... :(
  • moherfucker1 21.03.08, 15:23
    Nareszcie doszukales sie skad te przyklady...:)

    Maly postep widze.

    Skoro dziekan tak mowi. W pelni sie z nim zgadzam. Porownywanie Hegla i
    Nitschego do Lema jest, lagodnie rzecz ujmujac, semantycznym naduzyciem.

    Kanony owszem obowiazuja. Jesli Ci nie pasuje jedz do australii i staraj sie tam
    o tenure (sam nie wiem, czy ten system tez tam obowiazuje); Powinno pojsc
    latwiej, niz w zasciankowej Polsce nostryfikacja PhD z Lema.
  • mrzorba 21.03.08, 15:39
    Sam ci dalem przeciez ten link!
    I czemu mnie tak wyganiacie z Polski?
  • matmis 22.03.08, 03:29
    weź nie krępuj się i wrzuć ten swój doktorat o Lemie do netu, ciekawe jak taki
    wygląda
  • mrzorba 22.03.08, 08:54
    On jest po angielsku, wiec jest niedostepny dla 90% belwederskiej
    profesury i dla wiekszosci polskich dr hab., z P. Prezydentem na
    czele...
  • matmis 22.03.08, 03:24
    > I jaki ma sens porownywanie doktoratow z nauk politycznych z
    > doktoratami np. z astronomii? To tak, jakby twierdzic, ze sa
    > nauki "lepsze" i "gorsze"...

    no bo de facto są, tylko że w odpowiednim kontekście.

    np. ciężko mi sobie wyobrazić temat phd z astronomii, który by wyglądał (być
    może z pozoru, być może nie) aż tak "bogus" jak australijski doktorat z
    politologii o wizjach przyszłości w dziełach Lema :-)
  • mrzorba 22.03.08, 08:56
    No tak, jak ktos pisze z Lema. to jest bogus, a jak ktos pisze
    spekulacje o gwiazdach, ktore nawet nie wiadomo jak sa daleko, to
    jest wielki astronom, a jak pisze o nieweryfikowalnych superstrunach
    to jest wielki fizyk... :(
  • sralimuchibedziewiosna 21.03.08, 14:46
    osobiście nie mam nic przeciwko temu, żebys sobie nostryfikował swój doktorat ,
    to raz.

    dwa - obawiam się, że w tej reformie chodzi tak naprawdę jedynie o to:

    ''- Na takie zmiany czekamy - mówi Tadeusz Dziekan, rektor Wyższej Szkoły Prawa
    i Administracji w Kielcach. Teraz, żeby uruchomić studia magisterskie, musi mieć
    na kierunku co najmniej sześciu samodzielnych pracowników naukowych na pełnym
    etacie. - Przyjeżdżają z Krakowa, Warszawy, Wrocławia, Łodzi. Często profesorzy
    na emeryturze, inni nie mają możliwości. A dla studentów byłoby lepiej, gdybyśmy
    ich zapraszali na gościnne wykłady, a zajęcia prowadziliby doktorzy. Z reguły są
    bardzo dobrymi dydaktykami i mają dobry kontakt ze studentami - mówi Dziekan.''


    Pan Dziekan jest bardzo zmartwiony tym, że jego uczelnia nie spełnia wymogów
    posiadania kadry naukowej o odpowiednim poziomie. Gdyby mógł obłożyć większość
    zajęć doktorami zaraz po licencjacie byłby szczęśliwy. Kasa pełna. Czesne
    płynie. Czego więcej potrzeba do szczęscia ?

    Pozdrawiam
  • mrzorba 21.03.08, 14:50
    Drugie mnie ani ziebi ani grzeje, ale zobacz, jak mnie tu atakuja za
    to, ze obronilem doktorat za granica i na dodatek z Lema... :(
  • adept_ltd 22.03.08, 19:40
    myślę, że to po drugie niestety jest prawdziwe. Hm, co do "Australijczyka" -
    proponowałbym unikać generalizacji...nie każdy uniwersytet, nie każda praca są
    sobie równe. Niestety, miałem możliwość poznać takich doktorów nauk
    humanistycznych z USA i poziom był żenujący, jeden z nich był przynajmniej
    uczciwy i zrezygnował z prowadzenia zajęć. Ale nie znam tej pracy o Lemie. Co do
    stopni i edukacji: od lat obserwuję obniżanie się poziomu i jednego i drugiego.
    Dlatego jestem przeciw umożliwieniu pisania doktoratów po licencjacie (ok -
    wyjątki proszę bardzo, ale niech o tym decydują profesorowie, sam wyławiam u
    siebie talenty na uczelni i namawiam do pisania). Druga rzecz, brak habilitacji
    skazuje nas rządy w nauce ludzi, którzy ich nie potrafili napisać (mam 37 i
    jestem po habilitacji na UJ, więc da się, żadna mafia profesorska nic mi nie
    blokowała, to była po prostu ciężka praca, na którą wielu ludzi nie chce się
    zdobyć), no i pewnie, jak pisał poprzednik, chodzi o oszczędność na i tak małych
    pensjach. Ponadto, w systemie zatrudnień o charakterze nepotycznym i przy
    obniżeniu poziomu prac doktorskich czeka nas katastrofa. Rozwiązaniem, również
    przy obecnym systemie, byłby system konkursowy, jak w Niemczech. Mam jednak
    wątpliwości, widzę jak moi koledzy podliczają swoje niepunktowane teksty jako
    punktowane... i to przechodzi przez komisje oceniające...
  • mrzorba 22.03.08, 23:30
    Nie jestem z USA, gdzie SREDNI poziom uczelni (gdy sie odrzuci jako
    niereprezenatywna tzw. Ivy League) jest jeszcze nizszy niz w Polsce,
    a z Australii, z Monash University. A na Monash zlego doktoratu nie
    wypuszcza, poza tym mialem recenzentow z innych uczelni, w tym
    jednego z Polski. Widze, ze nie potraficie zrozumiec, ze poza Polska
    od dawna prowadzi sie badania INTERDYSCYPLINARNE, i ze Lem jest
    spostrzegany poza Polska nie tylko jako bajkopisarz dla dzieci, ale
    jako filozof, futurolog i pisarz polityczny... Powinienem sie byl
    domyslec, ze w Polsce nie mam czego szukac, ze wzgledu na te polska
    malostkowosc i bezinteresowna zawisc...
  • malgorzata-4 21.03.08, 08:02
    Pomysł z gruntu bardzo dobry ,ale "diabeł"jest ukryty w
    szczegółach.Tym ukrytym szczegółem są zarobki habilitowanych i
    wielkie możliwości ich powiększania. Lobby tzw profesorskie jest tak
    silne ,że albo PO się na próbie zmian "przejedzie" albo wprowadzi
    zmiany pozorne. Tytuł publikacji jest mylący - nikt w Stanach nie
    zrobił doktoratu bez MA, natomiast otwierać przewód można wczesniej
    i to jest b. ważne i słuszne.Pozdrawiam.
  • stachkonwa 21.03.08, 08:12
    Diabeł jest ukryty w jednym szczególe: kto i na podstawie jakich kryteriów
    będzie decydować o tym, czy doktor ma wystarczająco duży dorobek, żeby zostać
    profesorem? Powrót starego dobrego sądu kapturowego, w którym anonimowy sędzia
    uwalał habilitację?
  • prof_uj 21.03.08, 08:34
    stachkonwa napisał:

    > Diabeł jest ukryty w jednym szczególe: kto i na podstawie jakich kryteriów
    > będzie decydować o tym, czy doktor ma wystarczająco duży dorobek, żeby zostać
    > profesorem? Powrót starego dobrego sądu kapturowego, w którym anonimowy sędzia
    > uwalał habilitację?

    spokojnie, to nie tylko polski problem. Bralem udzial w procesie stabilizowania
    (tenure) Assistant Professora na jednej z uczelni Ivy League. Cala Rada Naukowa
    byla w jawnym glosowaniu "ZA", ale jeden z profesorow, noblista z reszta i polak
    z urodzenia, napisal list do "Rektora", ze uwaza, ze nie jest to dobry kandydat
    i kandydat nie zostal ustabilizowany.

    Co bardzo wazne, adiunktow-AP, ocenia sie wstepnie po 5 latach i ostatecznie po
    max. 8 latach - nie ma mozliwosci bycia wiecznym adiunktem jak teraz.
  • stachkonwa 21.03.08, 10:05
    Myślę, że nowy system powinien objąć też bardziej rygorystyczne zasady dotyczące
    samego doktoratu. W mojej dziedzinie poziom doktoratów poszedł od ładnych paru
    lat gwałtownie w dół, gdyż zbyt często stosuje się zasadę ze starego dowcipu o
    zającu "nieważne kto pisze pracę doktorską, ważne kto jest jej promotorem". Żeby
    była jasność: byłem adiunktem 8 lat i po tym czasie zrobiłem habilitację. Myślę,
    że 8 lat to dobry czas na okrzepnięcie i usamodzielnienie się jako naukowiec.
    Boję się tylko, że u nas kryteria okażą się niejasne i zamiast obiektywnego
    wyboru będziemy mieli wybór na zasadzie "nieważne co on zrobił, ważne kogo zna".
    Oby nie. Serdecznie pozdrawiam i życzę wesołych świąt
  • chilly 21.03.08, 11:01
    No to dodam, że juz jest wielu rzutkich, młodych doktorów,
    niekoniecznie zaangazowanych naukowo, za to pełniących funkcje np.
    dziekana w prywatnej szkole. Mogą oni, ale nie muszą przecież,
    zatrudnić profesora z państwowej uczelni, który nie potrafi wyżyć za
    te 3 tys. zł "na rękę". Tych widzę jako pierwszych do kolejnych
    awansów.
  • pyzz 21.03.08, 11:20
    > samego doktoratu. W mojej dziedzinie poziom doktoratów poszedł od ładnych paru
    > lat gwałtownie w dół, gdyż zbyt często stosuje się zasadę ze starego dowcipu o
    > zającu "nieważne kto pisze pracę doktorską, ważne kto jest jej promotorem".
    Wybacz, ale TA zasada, to przynajmniej w Fizyce działa od zawsze.
  • ligand17 21.03.08, 11:54
    W fizyce? Jakoś nie zaobserwowałem. Ciekawe, na jakiej uczelni? Bo na UW czy w
    PAN takie rzeczy nie mają miejsca. Ale tam nie patrzy się na promotora, tylko na
    dorobek naukowy doktoranta.
  • prof_uj 21.03.08, 19:08
    Dziekuje i tez zycze radosnych Swiat. Sprawa pozytywnych zmian w Polsce jest
    jest prawie beznadziejna: Baron Munchausen zam za wlosy z blota sie nie
    wyciagnie, a na taka operacje wyglada. Sa oczywiscie w nauce wybitne i
    obiektywne postacie, ktore moglyby dokonac weryfikacji kadr, ale te kadry na to
    sie nigdy nie zgodza. W systemie amerykanskim, zeby byc doktorantem trzeba
    wczesniej skonczyc Undergraduate School z ocena conajmniej odpowiadajaca naszej
    sredniej 4.8. Zeby dostac propozycje tenure-track w Ivy League, trzeba zrobic
    naprawde znakomity doktorat, blysnac na stazu podoktorskim i wygrac z 100
    konkurentami do tego etatu. Potem wystarczy tylko napisac bardzo konkurencyjny
    wniosek grantowy, dostac fundusze, wypromowac 2-3 doktorow, zdobyc uznanie
    miedzynarodowe....

    Pytania: Ilu mamy profesorow, ktorzy nie spelnili pierwszego z warunkow (srednia
    ocen z egzaminow 4.8)?
    Ilu mamy profesorow, ktorych doktoraty nie zostaly wyroznione nagoda ministra?
    Ilu mamy profesorow, ktorych habilitacje nie zostaly wyroznione nagroda
    ministra/premiera?
    I na koniec, ilu z tych profesorow uwaza sie za slabych naukowcow, choc wedlug
    amerykanskich standardow nigdy nie powinni byli tak daleko w karierze naukowej
    zajsc?

    Ilu z nich zgodzi sie na taka komisje weryfikacyjna?
  • dalatata 21.03.08, 19:24
    o kurde, nie lapie sie na polskiego profesora, sadzac po takich
    krytreiach. :-) co do reszty diagnozy niestety sie zgadzam. jednak
    mysle ze to nie jest tak beznadziejne, jednak niezwykle malo
    realisytczne. niestety, bez rzetelnego systemu oceny nie ma i nie
    bedzie naprawy nauki. a o tym zaden minister ie chce jakos mowic,
    niestety.

    a co do komisji, nikt nie chce byc oceniany, nie tylko dotyczy to
    profesorow, rowniez adiunktow. natomiast problem jest w tym, ze
    uczelnie sa nie zainteresowane ocenianiem, po co mieliby to robic,
    skoro system nakazuje zatrudniac dowolnego polkretyna, byle mial
    habilitacje.

  • matmis 22.03.08, 03:43
    he he, a ile uczelni z Ivy League mamy w Polsce?

    innymi słowy - takie porównania nie mają sensu
  • wj_2000 21.03.08, 11:54
    prof_uj napisał:
    > Co bardzo wazne, adiunktow-AP, ocenia sie wstepnie po 5 latach i
    > ostatecznie po max. 8 latach - nie ma mozliwosci bycia wiecznym
    > adiunktem jak teraz.

    U nas adiunktem też nie można być wiecznie. Tyle że okres jest
    dłuższy. Jeśli przechodzi sie pozytywnie kolejne oceny co 4 lata
    (dość liberalne, to fakt), to bycie adiunktem 9 lat jest naturalne.
    Potem jest możliwość przedłużenia na ro i jeszcze na rok dla
    dokończenia habilitacji, a potem się traci pracę. Ewentualnie, dla
    świetnych dydaktyków, dostępne jest stanowisko wykladowcy (a
    ostatnie, o dziwo, docenta. Piszę o dziwo, bo wyklęty docent wrócił
    w zupełnie innej roli! I nie tylko innej niż kiedyś, ale innej jak w
    PAN, czy innych instytutach)

    --
    Jak ja nie lubię mieć stale racji!
  • prof_uj 21.03.08, 08:25
    Rzeczywiscie, ten artykul jest niestety w stylu, "jedna baba drugiej babie".
    Byloby wspaniale, gdyby dziennikarz wykazal sie jakim takim profesjonalizmem. W
    USA studia zaczynaja sie "undergraduate School", ktora konczy sie plus-minus
    naszym licencjatem. Najlepsi ida do "graduate school", ktora moze konczyc sie
    albo magisterium (MA, MSc) jesli jestes "cienki" albo zycie zmusza do
    wczesniejszego zakonczenia nauki, albo doktoratem, ktory robisz pod opieka i w
    zespole profesora ale TEMAT DOKTORATU MUSISZ SAM SOBIE WYMYSLEC (do
    zaaprobowania przez supervisora) - to rodzi obecnie sporo problemow na
    uczelniach Ivy League bowiem szkoly "graduate" sa zapelnione (30-40%) przez
    studentow Azjoamerykanskich, ktorzy w cuglach zdaja najtrudniejsze egzaminy
    wstepne ale potem czekaja grzecznie az profesor "rzuci" im temat doktoratu.
    Nasz adiunkt odpowiada zasadniczo amerykanskiemu tenure-track Assistant
    Professorowi (AP), ale to porownanie jest zludne, bo ich doktorzy, ze wzgledu na
    duza samodzielnosc przy inicjowaniu samodzielnej pracy doktorskiej sa
    przygotowani do kierowania pracami mlodszych kolegow. AP dostaje z uczelni
    pomieszczenia na laboratoriai mala kwote NA APARATURE "na poczatek",
  • owocoskala 21.03.08, 09:21
    W sumie pomysł dobry, nie wiem tylko jak to bedzie z tym okresem
    przejściowym -jedni tą habilitację będa mieli a drudzy nie będa
    mieli możliwości habilitowania. Czy ci drudzy nie będa jednak
    uważani za gorszych? I znów kto ma oceniać czy doktor ma prawo do
    tych specjalnych uprawnień? Diabeł tkwi w nispójności wymagan w
    skali kraju jedni otwieraja przewód habilitacyjny osobie która nigdy
    nie była na świecie cytowana, inna rada nie chce otworzyc osobie
    która ma 80 cytacji.... Co do przejścia na studia doktoranckie po
    licencjacie to nie widze w tym nic złego zakadając że dana osoba
    jednak najpierw się obroni i zostanie magistrem a potem zakończy
    studia doktorankie. Z 10 lat temu proponowano mi rozpoczęcie
    studiów doktoranckich pół roku przed obroną magisterską i co w tym
    złego?
    Myśle że to jednak niewiele da zanim ministerstwo nie weźmie się za
    lipne z góry ustawione konkursy na stanowiska czy studia
    doktoranckie dlatego że to nie jest tak, że brakuje zdolnych ale że
    wcale nie najlepsi sa zostawiani na doktoraty. Póki ogłoszenia będa
    brzmiały: piętnascie lat na stanowisku ..... z zakładzie.....,
    niebieskie oczy, wzrost 167,5 cm, pieprzyk na prawym policzku" to
    nie uzdrowimy nauki.
  • stachkonwa 21.03.08, 10:14
    Skończy się tak, że adiunkt, który będzie chciał zostać profesorem będzie musiał
    napisać nie jedną książkę (habilitację), ale kilka...
  • pms67 21.03.08, 16:34
    owocoskala napisała:


    >(...) Z 10 lat temu proponowano mi rozpoczęcie
    > studiów doktoranckich pół roku przed obroną magisterską i co w tym
    > złego? (...)

    i nic wtym złego bo było to po 4,5 roku studiów, a nie po 3 latach
    no i dziesięć lat temu. Od tego czasu tytuł mgr sie mocno
    zdeprecjonował....
  • mrzorba 21.03.08, 11:39
    W krajach anglosaskich doktoraty robi sie po bezposrednio
    bakaleuracie (Bachelor). Masters nie jest wymagany, to sie zrobil
    tam stopien bardziej zawodowy niz naukowy. Choc ja robilem MA przed
    PhD, ale to tylko dla tego, ze angielski nie jest mym pierwszym
    jezykiem..
    BComm (Warsaw), MA (Melbourne), PhD (Monash)
  • et21 21.03.08, 08:13
    Kadry im brakuje? Niech się zastanowią dlaczego. Przede wszystkim dlatego, że cała młoda kadra wymiera. Śmiercią głodową.
  • majowa36 21.03.08, 08:30
    Tylko u nas tak może przebiegać reforma edukacji - śmieszna matura i
    śmieszny doktorat, a za 10 lat będziemy mieli najbardziej
    wyedukowane społeczeństwo w Europie - "na papierku".
    Gratulacje dla pomysłodawców :-)
  • ksmx 21.03.08, 08:33
    Faktem jest, że coś trzeba zrobić i upodobnić się do systemów anglosaskich.
    Magisterki to i tak fikcja czasami, poza tym ile osób robi wątpliwe doktoraty?
    5%? 10%? Jestem bardzo bliski stwierdzenia, że doktorat to 5 zmarnowanych lat,
    przynajmniej ja to tak widzę. W Polsce nie znalazłem zatrudnienia bo nie ma
    etatów, bo większość obecnie zatrudnionych na uczelniach to ludzie między 50, a
    70 rokiem życia. Niektórzy przeszli na emerytury, a uczelnia ich ponownie
    zatrudniła, tak więc mają i emeryturę (bo się należy) i pensyjkę.
  • franek31 21.03.08, 09:27
    ksmx napisał:

    > Faktem jest, że coś trzeba zrobić i upodobnić się do systemów anglosaskich.

    A to, że do anglosaskich (a nie na przykład do skandynawskich) to dla Polaków
    dogmat, z którym dyskutować nie wolno?
  • ar.co 21.03.08, 09:38
    Przeciętnie zdolny człowiek powinien zrobić doktorat w 4 lata, nie
    wiem, skąd ci się wzięło te 5 zmarnowanych lat? Jak ktoś nie potrafi
    nawet obronić się w termienie, to pewnie rzeczywiście te lata
    marnuje, w przeciwnym wypadku nie widzę powodu do marnowania
    czegokolwiek.
  • chilly 21.03.08, 11:12
    Okres studiów doktoranckich wspominam jako czas najcięższej w zyciu
    harówy. Rozumiem jednak, ze tu chodziło pewno o cos innego. Autor
    zrobił pewno doktorat w dziedzinie nie wiążącej się z określonymi
    profitami finnasowymi. Na uczelni etatu nie było, a żadna prywatna
    firma nie potrzebowała doktora np. pedagogiki.
  • starveling 21.03.08, 15:24
    Może spróbowałbyś w cztery lata (a praktycznie w trzy) zrobić doktorat na gatunku, u którego cykl populacyjny trwa 4 lata!!!

  • dalatata 21.03.08, 15:33
    nie jestem pewien czy rozumiem.....
    ale czy nie mozna sobie wybrac gatunku takiego na 2 lata? czy juz
    wszystkie wziete?

    starveling napisała:

    > Może spróbowałbyś w cztery lata (a praktycznie w trzy) zrobić
    doktorat na gatun
    > ku, u którego cykl populacyjny trwa 4 lata!!!
  • starveling 21.03.08, 18:59
    dalatata napisał:

    > nie jestem pewien czy rozumiem.....
    > ale czy nie mozna sobie wybrac gatunku takiego na 2 lata?

    Porządna praca powinna zostać zweryfikowana na co najmniej jednym cyklu dodatkowym, a więc 3 lata nie tylko nie dają możliwości przygotowania sensownego doktoratu, ale i nie dają możliwości zweryfikowania wyników mających być podstawą rozprawy. Poza tym w pewnych przypadkach nie można takiego gatunku znaleźć (albo 'poprosić' Naturę o zmiany), ale też i 2-letni cykl nie pozwoli przygotować rozprawy. To w krótce może doprowadzić do zaniku pewnych obszarów zainteresowań np. teriologów, a więc i kadry naukowej, która z określoną problematyką badawczą chciałaby związać swoją przyszłość naukową. Gdy doktoraty przygotowywali asystenci, tego problemu nie było - 8-9 lat pracy nad doktoratem, w trakcie których można było zająć się jeszcze innymi zagadnieniami, dawało doktorów o znacznie szerszym obszarze zainteresowań, a więc o szerszych horyzontach badawczych. Obecny model 4-letnich studiów doktoranckich daje w efekcie bardzo wąsko wyspecjalizowanych doktorów, których zainteresowania naukowe poza temat rozprawy są nikłe.

  • dalatata 21.03.08, 19:04
    juz sprawdzilem co to jest teriologia :-)
    to ciekawe co piszesz. i nie mam sensownej odpowiedzi, natomiast nie
    mam waptliwosci ze to problem, bo dokotrat powienien byc pisany w 3-
    4 lata, w innym wypadku nie ma wiekszego sensu, bo jest zawada w
    karierze a nie kolejnym etapem
  • ksmx 23.03.08, 00:15
    Dobre...przeciętnie zdolny człowiek robi doktorat w 4 lata o ile ma z góry
    ustalony temat pracy oraz ustalony harmonogram. A jeśli dojdą egzotyczne metody
    badawcze, które trzeba zgłębiać samemu to 5 lat jest wynikiem całkiem
    przeciętnym. Zresztą nie ma co ukrywać, średnia to pięć lat bo wszystko się robi
    od zera, a przede wszystkim samemu. Ja miałem wybitnie dobrze, naprawdę, i
    pieniądze i świetną aparaturę i promotora, którego nie mogę się wstydzić. Głupi
    też nie jestem. Problemem jest nie czas, a ilość i jakość publikacji, które
    można z tego doktoratu zrobić. Często nie można żadnej.
  • chilly 21.03.08, 11:09
    Studentów mamy 1.941.445, doktorantów 31.831, co stanowi 1,6% całej
    populacji studentów.
  • neo1113 21.03.08, 08:40
    Nie zgadzam się, że prywatne uczelnie są tylko fabrykami magistrów,
    w każdym razie nie bardziej, niż te państwowe.
    Co do reformy, to chyba jest pozorna: doktorat po licencjacie, ale
    tylko na wybranych uczelniach lub kierunkach; zniesienie
    habilitacji, ale w zamian jakieś inne specjalne uprawnienia.
    Sztuczny temat. Wydaje się, że ktoś usiłuje udowodnić swoją
    przydatność.
    Pozdrawiam.
  • gajane4 21.03.08, 08:58
    Nie wszyscy ministrowie w rządzie Premiera Tuska dorośli do swej
    funkcji, ale takiej idiotki jak Kudrycka trudno sobie wyobrazić.
    Inna sprawa, że widać "polskie środowisko naukowe" na taką kreaturę
    zapracowało.
  • lexgm 21.03.08, 09:23
    Doskonały pomysł.
    Wszystko jasne - a po zerówce profesura !!!!!!!!!!!!!!!!
  • ford.ka 21.03.08, 09:25
    W czynie spolecznym napisze dla pani minister nowa ustawe o
    habilitacjach (szczegolnych uprawnieniach do czegostam).

    1. Kandydat do habilitacji zobowiazany do zgromadzenia dorobku o
    minimalnej wartosci 200 punktow KBN/MNiSW/CKSN/inne dowolne. MNiSW
    moze w przypadku wybranych dziedzin obnizyc wartosc minimalna, nie
    nizej jednak niz 150 punktow.

    2. CKSN we wspolpracy z naukowcami odpowiednich dziedzin opracuje
    katalogi czasopism i system oceny publikacji ksiazkowych,
    internetowych, innych dla kazdej dziedziny nauki. Podstawa (zeby nie
    tracic czasu) bedzie obecna tzw. lista ministerialna i (dla nauk
    scislych i przyrodniczych) lista filadelfijska. Pierwsza lista
    powstanie w nieprzekraczalnym terminie 1 stycznia 2009.

    3. Lista bedzie stale uzupelniania o nowe czasopisma i nowe typy
    publikacji. Kazdy kandydat ma prawo zglaszania nowych/wczesniej
    pominietych czasopism, ktore w terminie 3 (trzech) miesiecy powinny
    zostac "wycenione" i dodane do listy.

    4. Oceny beda aktualizowane co trzy lata - w przypadku zmiany oceny,
    na konto kandydata dolicza sie wartosc wyzsza. We wszelkich sporach
    obowiazuje zasada, ze decyzje podejmuje sie na korzysc kandydata.

    5. CKSN zbuduju system komputerowy, w ktorym kazdy kandydat
    legitymujacy sie stopniem doktora bedzie mial prawo zalozyc swoje
    indywidualne konto, na ktore bedzie sam wprowadzal informacje o
    swoich publikacjach naukowych. System powstanie w nieprzekraczalnym
    terminie 1 stycznia 2009.

    6. Wszelkie informacje umieszczone w systemie sa calkowicie jawne,
    osoby ktore nie zycza sobie ich ujawnienia nie moga
    otrzymac "habilitacji".

    7. Odpowiedzialnosc za terminowe aktualizowanie swojego konta
    spoczywa wylacznie na kandydacie.

    8. Po przekroczeniu ilosci 200 punktow CKSN zwroci sie niezwlocznie
    ale w terminie nieprzekraczajacym 1 (jednego) miesiaca do kandydata
    o przedstawienie dorobku do weryfikacji - weryfikacji podlega fakt
    istnienia publikacji zgodnie z zapisami na koncie, CKSN nie ma
    uprawnien do oceny ich wartosci.

    9. Po pozytywnej weryfikacji CKSN wydaje niezwlocznie (w terminie
    nieprzekraczajacym jednego miesiaca) dyplom "habilitacji"

    10. Poprzednie regulacje dotyczace nadawania stopnia doktora
    habilitowanego pozostaja w mocy w calosci. Decyzja kandydata
    pozostaje, ktora sciezke wybiera. W obu przypadkach dokumenty
    poswiadczajace uzyskanie tytulu musza byc identyczne.

    11. Powyzsze regulacje dotycza kazdej osoby, niezaleznie od
    obywatelstwa, ktora zyczy sobie poslugiwac sie w Rzeczypospolitej
    Polskiej dyplomem doktora habilitowanego.
  • stachkonwa 21.03.08, 10:06
    Ciekawy pomysł
  • chilly 21.03.08, 11:20
    Brawo, ford.ka! czapka z głowy. Takie proste i takie przejrzyste.
    Żadnych machlojek. I każdy sam moze sobie wytyczyc droge rozwoju.
    Jedna uwaga. Konieczne byłoby chyba wieksze zróznicowanie dla
    poszczegolnych dyscyplin (ale to pestka). No bo np. w genetyce nie
    dziwi IF 40-50, dobrze tez będzie chemikom i fuizykom, majacym setki
    czasopism na LF, ale trudniej juz chyba przyslowiowym pedagogom,
    gdzie mamy 4-5 czasopism na tzw. liscie A (za 6 pkt.) i podobna
    ilośc na liscie B (po 4 pkt.), a na LF wcale nie za duzo czasopism z
    tego zakresu. No i jest jeszcze taki malenki problem. Dla kogo
    pracuje pedagog, dydakty, metodyk - dla punktów, czy dla polskich
    nauczycieli, pracowników WOMów, uczniów wreszcie.
    Samą ideę jednak popieram!
  • trzy.14 24.03.08, 09:11
    > ale trudniej juz chyba przyslowiowym pedagogom,
    > gdzie mamy 4-5 czasopism na tzw. liscie A (za 6 pkt.) i podobna
    > ilośc na liscie B (po 4 pkt.),

    Sorry, nie każdy musi mieć habilitację. Po co *obowiązkowe* habilitacje na
    AWF-ie? Na germanistyce? bibliotekoznawstwie?
    Przy jednolitych kryteriach uzyskiwania habilitacji okaże sie, że
    ekonomiści, prawnicy tak naprawdę pozorują pracę naukową. Pierwsi staną się
    ostatnimi. I przestaną drzeć mordę, by zamknąć mój deficytowy, naukowy,
    pozbawiony komercyjnych studentów wydział.

    Kryteria Forda.ka mi się podobają. Habilitację miałbym w kieszeni
    kilka lat wcześniej i bez stresu...

    Do projektu dodałbym jeszcze: brak habilitacji w czasie 9 lat oznacza
    zwiększenie pensum dydaktycznego.
    Przecież obecni dwuetatowi ekonomiści, prawnicy biorą kasę za coś, czego nie
    robią (praca naukowa). Niech więc wyżywają się w dydaktyce.
    Jak się nad tym dobrze zastanowić, ta prosta konstatacja poprzez dwukrotne
    zwiększenie pensum dydaktycznego umożliwiłaby zlikwidowanie studiów płatnych w
    Polsce!
  • gloydius 21.03.08, 11:43
    brawo!
    Bardzo dobry pomysł - wreszcie koniec uznaniowości starszej kadry, która często
    bardziej niż dorobek ocenia staż ("jak już odczekał 8-9 lat, to może być, a jak
    zrobił to samo w 4, to jest za wcześnie, bo my musieliśmy czekać"). Kluczem do
    sukcesu są owe nieprzekraczalne terminy.
    Do tej listy postulatów dodałbym jeszcze punkt o automatycznym zwolnieniu z
    pracy osoby, której średnia liczba publikacji (punktów) za np. 3 ostatnie lata
    spada poniżej pewnego progu. To zapewni i mobilizację i "wytnie" nierobów
    blokujących etaty.
  • wkwgasoj 21.03.08, 12:22
    Pomysl bardzo ciekawy, zwlaszcza ze autor cechujac sie duza doza
    zrdowego rozsadku (no tak ale tego to wszyscy maja dosc - no chyba
    ze nie czytaja klasykow;) i nie propunuje wylewania dziecka z
    kapiela. Utrzymanie obu drog, pelna jawnosc sa swietnymi
    propozycjami. Nawazneijsze, zeby nie okazalo sie za pare lat ze 'nie
    matura lecz chec szczera...'.
    Z drugiej strony, 'robienie' nauki 'pod' cytowania, kbn, if, etc to
    troche postawienie sprawy na glowie..Przypominam ze kiedys pewien
    urzednik patentowy napisal serie trzech artykulow z ktorych jeden
    byl jak sie okazalo na 'Nobla'. To ze byl to Einstein ma znaczenie
    dla nas teraz, czyli post hoc... sam mam jakis tam indeks cytowan i
    jakies tam punkty itp ale nie mam pojecia w jaki fundamentalny
    sposob stawia mmnie to wyzej od kogos kto tego nie ma. czy spojny
    intelektualnie (spojnosc to wszak podstawowy warunek) wysilek
    badawczy w dziedzinie ktora sie nie przebija do wysoko punktowanych
    gazet jest gorszy niz mniej spojny ale szczesliwie pozostajacy w
    kregu zainteresowania wielkich 'journali'?
    Moim zdaniem problem sprowadza sie raczej do kwestii nastepujacej:
    czy produkujemy kadre nauczycielska dla Polski B (czyli czy
    utrwalamy Polske B - niezaleznie od tego czy w reklamowym 'Pcimiu'
    czy w Warszawie, Krakowie, Wroclawiu etc) czy chodzi nam o to zeby
    research byl na jakim takim poziomie. To pytanie czy potrzebyujemy
    bylejakich 'bachalors', magistrow, doktorow i doktorow
    habilitowanych, czy stawiamy na realnie wazna prace naukowa.
    szczerze? ja nie mam pojeciua na co stawia ten Kraj. Pozdrawiam
    Swiatecznie
  • jaslon 21.03.08, 09:39
    Ja proponuję tych brakujących uczelniom doktorów wyłonić w drodze
    losowania. Będzie taniej i szybciej! Tak po POwemu ;)
    Albo jeszcze lepiej sprzedać! Np. za deklarację ile lat przyszły
    doktor będzie pracował za darmo :) Albo za podpisanie cyrografu, ze
    już nigdy w życiu nie będzie prowadził badań naukowych, tyko uczył,
    uczył i uczył :))))
    A tak w ogóle, to po co zdobywać tytuły naUKOWE na UCZELniach? Może
    w hipermarkecie? Albo rodzice by wykupowali dziecku polisę przy
    urodzeniu na zostanie DOHTOREM?
  • xyz33 21.03.08, 09:44
    najwyższy czas dać szansę młodym zdolnym ludziom - tak trzymać!
  • stachkonwa 21.03.08, 10:16
    A co właściwe znaczy "młody zdolny"? Przed trzydziestką? Przed czterdziestką? I
    czy masz pojęcie, ile czasu trzeba na oczytanie się, uporządkowanie wiedzy i
    samodzielna praca? I czy masz np. pojęcie, co to znaczy i ile wysiłku trzeba, by
    porządnie poprowadzić czyjś doktorat?
  • khmara 21.03.08, 12:48
    stachkonwa napisał:

    > czy masz pojęcie, ile czasu trzeba na oczytanie się, uporządkowanie wiedzy i
    > samodzielna praca?

    Zgoda.

    > I czy masz np. pojęcie, co to znaczy i ile wysiłku trzeba, by
    > porządnie poprowadzić czyjś doktorat?

    A czy Tu masz pojecie, ile doktoratow w Polsce jest w tej chwili prowadzonych
    beznadziejnie?


  • mrzorba 21.03.08, 12:57
    A kto poprowadzi moj doktorat, na temat konkurencyjnosci
    australijskiej gospodarki? Napisany na 100%, prawie polowa zostala
    juz opublikowana w Polsce i za granica jako artykuly i rozdzialy w
    ksiazkach, poza tym mam juz PhD (Monash) z nauk politycznych i MA
    (Melbourne) z ekonomii, wiec nie ma ryzyka, ze jest to marna praca.
    Tyle, ze nie uwazam za stosowne placic SGH ponad 10 tys. zl za samo
    otwarcie przewodu. Moge zas te sume chetnie odpracowac, jako iz mam
    ponad 10 lat doswiadczenia jako wykladowca ekonomii, zarzadzania i
    nauk politycznych na wyzszych uczelniach w Australii, Polsce i
    innych krajach UE. lech.keller@gmail.com
  • stachkonwa 21.03.08, 15:44
    I tu jest sedno sprawy. Skoro doktorat ma być przepustką do samodzielnej pracy,
    niech osoba, która ten doktorat pisze napisze go bez niczyjej opieki (skoro jest
    tak beznadziejna). Co do prośby o poprowadzenie doktoratu to zgodnie z wyrokiem
    NSA uczelnia nie może żądać od ciebie wynagrodzenia za otwarcie przewodu
  • owocoskala 21.03.08, 19:57
    Co do prośby o poprowadzenie doktoratu to zgodnie z wyrokie
    > m
    > NSA uczelnia nie może żądać od ciebie wynagrodzenia za otwarcie
    przewodu
    A jaki wyrok NSA, to musi chyba byc coś bardzo nowego. Możesz podac
    jakis link albo więcej informacji?
  • stachkonwa 21.03.08, 20:01
    Nie taka nowa. Sprzed paru miesięcy. Jest nawet interpretacja ministerialna
    stosownego przepisu ustawy w takim duchu. Wiele wydziałów boi się, że bvędzie
    musiało zwracać całkiem spore kwoty
  • stachkonwa 21.03.08, 15:41
    "A czy Tu masz pojecie, ile doktoratow w Polsce jest w tej chwili prowadzonych
    beznadziejnie?"

    A to chodzi o to, by rozszerzyć krąg tych, którzy będą beznadziejnie te
    doktoraty prowadzić?
  • jaslon 21.03.08, 10:28
    Ty chyba nie doczytałeś ;) Potrzebni są ludzie do czarnej roboty!!!
    Miliony polaków na płatnych studiach (przechowalnia dla
    bezrobotnych) i nie ma kto im książek na wykładach czytać. A bez
    doktoratu się przecież nie da :))))

    U mnie po firmie plącze się paru takich młodych. Jeden
    bezczelniejszy od drugiego. Fakt, czytać i pisać umieją, ale ze
    zrozumieniem gorzej :(
  • chilly 21.03.08, 10:51
    Piękne myślenie. Skoro jest duzo studentów i najwiecej w Europie
    szkól wyższych, a nie ma kto w ich pracować z powodów formalnych, no
    to trzeba obniżyc wymagania. Doktorat zaraz po egzaminie
    gimnazjalnym i znieść wszystkie wyższe szczeble. A moze tak odwrócic
    rozumowanie? Mamy 100 tys. pracowników naukowych, którzy są w stanie
    prowadzic zajecia dla 1 mln studentów. A z pozostałych 950 tys.
    trzeba będzie w najbliższej przyszlosci zrezygnować.
    Jednak tendencja jest wyraźna. Zrobimy 5-7 falagowców, a reszta
    niech sobie radzi. Niech rozdaje dyplomy, bo przeciez i tak w końcu
    ważne, kto co ma w głowie, a nie w papierach.
    Spawacz w stoczni bodajże Pomorskiej (niedawna informacja z GW) po
    kilkutygodniowym kursie ma 4-5 tys. zł. Tyle, co profesor szkoły
    wyższej. A podwyżek nie ma już od 4 lat. Bez komentarzy.
  • rutaga 21.03.08, 11:15
    mylicie się, przecież tu nie chodzi o ilość DOKTORóW (tych jest nawet w
    nadmiarze), le o ilość PROFESORóW (lub inaczej: SAMODZIELNYCH) wymaganą do
    prowadzenia danego kierunku na poziomie czy to licencjatu, czy to mgr. Innymi
    słowy, rzecz idzie o ułatwienie życia uczelniom prywatnym, które teraz muszą
    łożyć sporą kasę na importowanych profesorów lub dr hab. A jak wymogu hab. nie
    będzie, to wystarczy m pewnie jakaś tam ilość TAńSZYCH doktorów (nawet tych
    bezpośrednio po lic.). Pamiętajcie, czego rektorem jest pani Kudrycka...
  • jancio.wodnik 21.03.08, 11:53
    rutaga napisała:

    > mylicie się, przecież tu nie chodzi o ilość DOKTORóW (tych jest
    nawet w
    > nadmiarze), le o ilość PROFESORóW (lub inaczej: SAMODZIELNYCH)

    otóż to!

    obecnie znaleźć zatrudnienie po doktoracie jest bardzo trudno, za to
    jest ogromne zapotrzebowanie na tzw. samodzielnych
  • dalatata 21.03.08, 12:01
    no oczywisie. bo jest pensum kadrowe, ktore tworzy potezny rynek na
    samodzielnych. a w dziediznach jako psychologia, gdzie samodzielnych
    jest malo, rynek jest szalenczy zupelnie.

    jancio.wodnik napisał:

    > rutaga napisała:
    >
    > > mylicie się, przecież tu nie chodzi o ilość DOKTORóW (tych jest
    > nawet w
    > > nadmiarze), le o ilość PROFESORóW (lub inaczej: SAMODZIELNYCH)
    >
    > otóż to!
    >
    > obecnie znaleźć zatrudnienie po doktoracie jest bardzo trudno, za
    to
    > jest ogromne zapotrzebowanie na tzw. samodzielnych
  • amrik 21.03.08, 10:42
    Najpierw byl docentem a potem napisal prace maturalna :) ja bym
    poszedl dalej - doktorat od razu po maturze, albo jeszcze lepiej -
    kupowac doktoraty w komisach. Byloby po sprawie kazdy moglby
    zadoscuczynic swoejemu ego :)
  • dr-metall 21.03.08, 10:45
    To moze niech jeszcze minister powie jak ma zamiar zatrzymac tych zdolnych, bo
    za 1050 to chyba sie nie da!!!!
    --
    Lepiej być zerem niż kaczym kuperem.
  • janu5 21.03.08, 10:46
    i jakos nikt nie narzeka ,ze to skostniała instytucja.
    Przeciez prościej zmienic przepisy o ilości tzw samodzielnych i już.
    Nietety twortcy przewrotu popełniają zasadniczy błąd. Wojsko Kościół Naukowcy to
    instytucje zhierarchizowane. Ile wystepuje stopni w wojsku ile w Kościele?,a w
    nauce i tak jest niewiele i po co jeszcze ograniczać.
    Kolejna natchniona pani minister po awansie partyjnym. Bzdury.
  • dalatata 21.03.08, 11:57
    bo najlatwiej krzyczec na habilitacje, szcegolnie jak sie nie ma
    dorobku. mnie sie habilitacja dzisiejsza nie podoba (mam zle
    wspomnienia), jednak zniesenie jej jest wylewaniem dziecka z
    kapiela. juz widze tych wszystkich adiunktow na slabych uczelniach,
    ktorzy nagle staja sie profesorami, z 4 artykulami w actae (chyba
    dopelniacz nie?) universitatis pcimnienis.

    i to oni beda decydowac o tym, czy ten mlody prezny zostanie
    doktorem czy nie? i z cala pewnoscia, jako ze to profesorowie to
    mafia, a adiunkci to sama uczciwosc, beda dpuszczac tych mlodych
    zagrazajazych im. tak wlasnie bedzie. zniescie habilitacje!!!!
    wreszcie sie wszystko uzdrowi.

    janu5 napisał:

    > i jakos nikt nie narzeka ,ze to skostniała instytucja.
    > Przeciez prościej zmienic przepisy o ilości tzw samodzielnych i
    już.
    > Nietety twortcy przewrotu popełniają zasadniczy błąd. Wojsko
    Kościół Naukowcy t
    > o
    > instytucje zhierarchizowane. Ile wystepuje stopni w wojsku ile w
    Kościele?,a w
    > nauce i tak jest niewiele i po co jeszcze ograniczać.
    > Kolejna natchniona pani minister po awansie partyjnym. Bzdury.
  • wykladowca3 21.03.08, 10:50
    niestety tak jak w wiekszosci dyskusji pchaja sie do niej ignoranci a osoby
    majace cos do powiedzenia sa zakrzyczane- proponuje dyskusje ale merytoryczną .
    Argumenty za reforma i przeciw.
    No i jak ma być reforma;

    Pozdrawiam
  • stachkonwa 21.03.08, 15:56
    Moim zdaniem zniesienie habilitacji ma sens głównie w sytuacji, gdy doktoraty
    będą traktowane znacznie poważniej, niż teraz i według kilku klarownych zasad:
    - nie robi się doktoratu w macierzystej uczelni,
    - recenzentami nie mogą być "znajomi królika",
    - konkurs na profesora powinien być wtedy, gdy zjawi się co najmniej kilku
    kandydatów,
    - zasady oceny dorobku powinny być jasne i klarowne.
    Poza tym doktorat mógłby być przepustką do samodzielnej pracy, tzn. opiekun
    naukowy wdrażałby osobę piszącą doktorat tylko do pewnego monetu, a potem
    doktorat już wyłącznie samodzielny i wyłącznie na własną odpowiedzialność.
    Chcesz być samodzielny to bądź samodzielny...
    Wesołych świąt
  • dalatata 21.03.08, 16:15
    ja nie widze sensownosci zasady na swojej uczelni, czy 'znajomych
    krolika'. w UK nie ma zadnych takich zasad i jakos sobie radzimy.
    jednak jakos nikt pisze recenzji pod znajomych itd itd. sam
    napisalem recenzje negatywna dokotratu dokotrantowi mojego
    przyjaciela. i przyjazn dziala dalej. bo sa granice ktorych sie
    przekracza.

    a co zrobic? nalezaloby wprowadzic prawo wgladu na przyklad czegos
    takiego jak CK, czy NIK, do kazdej recenzji, czy decyzji rad
    naukowych. i to jest do zrobienia. bo starczyloby takie procesy
    dokotrskie poddawac kontroli miedzynarodowej. to by kosztowalo, ale
    starczyloby zrobic 50 rocznie z porzadnymi karami za przekrety, zeby
    ludzie sie zaczeli zastanawiac nad tym co robia.
  • stachkonwa 21.03.08, 16:33
    No widzisz, a ja znam nasze krajowe realia i ten system uważam za bardzo
    sensowny w kontekście mojej wiedzy. A system "doktorat nie na mojej uczelni"
    obowiązuje w Niemczech. Jest to lepsze, niż nieustanne patrzenie autonomicznym
    uczelniom na ręce
  • stachkonwa 21.03.08, 16:35
    Kiedy pisałem doktorat, musiałem czekać trzy miesiące, ponieważ można było go
    wtedy "cofnąć" i z urzędu był (przynajmniej pro forma) kontrolowany. Potem się
    to zmieniło i doktoraty niestety też
  • dalatata 21.03.08, 16:46
    a ja mysle ze niesttey to nic nie da. bo to ludzie tworza ten
    system. nie na swojej uczelni, ale u kolegi profesora?
    a co do autonomicznosci uczelni, to swoim postepowaniem poslkie
    uczelnie pokazaly ze nie zasluguja na taka autonomie, niestety.

    stachkonwa napisał:

    > No widzisz, a ja znam nasze krajowe realia i ten system uważam za
    bardzo
    > sensowny w kontekście mojej wiedzy. A system "doktorat nie na
    mojej uczelni"
    > obowiązuje w Niemczech. Jest to lepsze, niż nieustanne patrzenie
    autonomicznym
    > uczelniom na ręce
  • stachkonwa 21.03.08, 17:51
    I wychodzi na to, że habilitacja powinna zostać...
  • khmara 21.03.08, 21:04
    stachkonwa napisał:

    > I wychodzi na to, że habilitacja powinna zostać...

    A przy habilitacji to wszystko dziala inaczej - recenzenci nie sa znajomymi
    krolika, zasady oceny dorobku sa jasne i klarowne. Rozbawiles mnie!!!

    Ja sobie tylko pokornie zycze, zeby recenzent rozumial, co czyta, bo z tym bywa
    u nas bardzo roznie.

  • chilly 21.03.08, 10:52
    Byłbym zapomniał. Coz za zdumiewajacy zbieg oloicznosci - znowu mamy
    marzec. Beda więc marcowi docenci.
  • szczepo4 21.03.08, 11:07
    No jak "przjeżdżają profesorzy" ....to już koniec wszystkiego!
  • mrzorba 21.03.08, 11:35
    Oby to nie zostalo storpedowane przez mafie profesorska...
  • dalatata 21.03.08, 11:49
    uczelnie flagowe to jest bardzo zly pomysl (nawet w UK, ktore
    wymyslilo RAE po to zeby je stworzyc....ich nie ma), skonczy sie na
    izolacji wiekszosci uczelni i starych praktykach na 'flagowych'. to
    jest bastardyzajca wlasnie systemu UK, ktory ocene oparl na
    departamentach a nie na uczelniach. nie ma na swiecie uczelni
    bowiem, ktora ma wszystkie departamenty czy instytuty na rownym i
    swiatowym poziomie. nie ma takich!

    to czego Kudrycka nie rozumie, ze to nie idzie o zniesienie
    habilitacji czy jakichkowliek innych zabiegach na papierze. chodzi o
    system oceny pracownikow i uczelni, ktory nie podda sie korupcji
    akademickiej (wszystkim kolegom kolegow itd itd). system rzetelnej
    oceny. i wtedy czy bedzie habilitacja czy nie, nie ma znaczenia.
    Recenzent czy rada naukowa musi wiedziec, ze kazda decyzja jest
    monitorowana, ze jest do wgladu i moze zostac odwrocona i
    napietnowana. i dopoki tego nie bedzie, polska nauka bedzie kulec.

    Tu w UK my traktujemy nasza reputacje powaznie - nie napisze
    falszywej recenzji, bo sie boje ze to sie rozniesie. moi koledzy w
    Polsce nie maja tych problemow. bo to dokotrant kolegi.....

    i na koniec, dopoki bedzie w Polsce pensum kadrowe - system tworzacy
    z profesorow swiete krowy nie do ruszenia, nie zmieni sie nic. a
    mnie nikt nie odpowiedzial na pytanie, dlaczego do otarcia kierunku
    potrzebnych jest 8 profsorow, a nie 6 czy 15. i dopoty dopoki
    uniwersytetom zalezec bedzie na profesorach bo sa potrzebni do
    pensum, a nei do wykladow, czy badan, bedzie sie przepychalo
    wszystko co sie da przepchnac. a juz dzisiaj co chwile slysze o
    habilitacjach w kotrych pozytywny wynik zostal zapewniony przez 2
    recenzentow wewnetrznych.

    proste? proste. zniescie pensum i z dnia na dzien polska nauka
    bedzie wygladac dramatycznie inaczej. jednak, jakem profesor i
    to 'belwederski', zaden minister czy premier sie na to nie zgodzi.
  • rutaga 21.03.08, 12:42
    Niby racja, ale i tak sprawa rozbija się o niedofinansowanie nauki i szkolnictwa
    w PL. Zobaczcie, jakie są płace profesorskie, to żenada. Przed wojną profesor
    ustawowo miał zagwarantowaną pensję na poziomie generała. I nie musiał się
    martwić o dodatkowe fuchy. Nie zmieni się zbyt wiele nawet jak się system
    wywróci do góry nogami, magistrów pozatrudnia na stanowiskach profesorskich itp.
    działania podejmie. Bo niby do czego te zmiany mają doprowadzić? Do masowego
    odbierana Nobla przez pracowników polskich uczelni? Do wskoczenia w rankingach
    światowych (o podejrzanych kryteriach, np. prestiżu) do drugiej setki? Wtedy
    będzie super?
    Proponuję spojrzeć globalnie: nauka nie jest wyspą na oceanie polskiej
    szczęśliwości i dobrobytu. Ile mamy autostrad? Jak funkcjonuje leczenie chorych?
    Policja? Sądy" Administracja państwowa tez pozbawiona korupcji, nepotyzmu i
    afer. Wszędzie świetnie i po europejsku, tylko na uczelniach jest be.
    Jednym słowem: temat zastępczy.
  • dalatata 21.03.08, 11:53
    mnie sie wydawalo, ze do zrobienia dokotratu nigdy nie byly
    potrzebne studia. ze wymog magisterium byl zwyczajowy. doktor jest
    pierwszym stopniem naukowym, magister jest tytulem ukonczenia
    studiow. jedno z drugim nie ma nic wspolnego
  • mrzorba 21.03.08, 12:21
    Banach i Kalecki chyba nigdy studiow nie ukonczyli, co nie
    przeszkodzilo im w zroboieniu dokoratow i bycia wybitnymi UCZONYMI!
  • cesarz_lodow_smietankowych 21.03.08, 12:53
    Racja. Niestety, większość osób wypowiadających się prezentuje skrajny kretynizm
    i nie widzi subtelnej różnicy między studiami magisterskimi a doktoratem. A o
    Banachu pewnie w ogóle nie słyszeli.
  • stachkonwa 21.03.08, 19:26
    Nie widzę powodu, dlaczego najzdolniejsi nie mogliby mieć możliwości skróconej
    kariery naukowej, ale ma się to nijak do tej subtelnej różnicy, o której
    piszesz. Znam Banacha, znam też Kaleckiego. Niestety, modele Kaleckiego nadają
    się wyłącznie do opisu gospodarki zamkniętej, więc do opisu PRL się nadawały, a
    teraz to już są koncepcje lekko spleśniałe, gdy ktoś się na nie powołuje ani
    chybi nie wyrósł jeszcze z ekonomii politycznej socjalizmu
  • mrzorba 21.03.08, 19:33
    Co to ma do rzeczy? Kalecki dzis tak samo traci myszka jak Keynes. A
    Smith jeszcze bardziej, i nawet Ricardo. Ricardo tez bys odwalil? Co
    ma dzis Kalecki do ekonomii socjalizmu? Gdzie ja napisalem, ze sie
    na niego powoluje? Zrozumiales, w jakim kontekscie o nim pisalem: ze
    mozna miec dr bez mgr!
  • stachkonwa 21.03.08, 19:52
    Jest jednak postkeynesizm i neokeynesizm, jakoś nie słychać o postkaleckizmie
    czy neokaleckizmie. I to taka subtelna różnica
  • mrzorba 21.03.08, 20:00
    I co z tego? Mowi sie na tzw. Zachodzie o Kaleckian (School in)
    (Macro)Economics. Kalecki zrobil blad, ze nie wydawal na Zachodzie
    po angielsku. Ale latwo go krytykowac, bo on sie juz nie obroni...
    Pisalem o nim zas tylko w kontekscie "dr bez mgr", a nie ocenialem
    go...
    Wiec prosze Cie: albo mi pomoz, albo mnie nie dobijaj...
  • stachkonwa 21.03.08, 20:09
    To fakt obiektywny, że jego modele się nie sprawdzają w warunkach gospodarki
    otwartej
  • mrzorba 21.03.08, 20:12
    A czyje sie sprawdzaja? Niczyje... :(
  • khmara 21.03.08, 13:00
    dalatata napisał:

    > mnie sie wydawalo, ze do zrobienia dokotratu nigdy nie byly
    > potrzebne studia. ze wymog magisterium byl zwyczajowy. doktor jest
    > pierwszym stopniem naukowym, magister jest tytulem ukonczenia
    > studiow. jedno z drugim nie ma nic wspolnego

    Niestety, mylisz sie. Tak bylo przed wojna. Teraz Banach nie zrobilby nawet
    doktoratu, bo nigdy nie byl magistrem.


    --
    www.nauka-edukacja.tubaza.pl/index.php
  • polsz 21.03.08, 11:59
    tak, proponuję jednak nadawać tytuł licencjata za same ukończenie podstawówki,
    za gimnazjum tytuł doktora...
    Projekt jest idiotyczny. Tak prawdę powiedziawszy po co nam tylu studentów? Ilu
    z nich trafia później w miejsca, gdzie nigdy studia nie były potrzebne? Po co
    sprzątaczce szkoła średnia? Narzekamy na brak "fachowców" ale nie rozwijamy
    szkolnictwa zawodowego. Kiedyś ukończenie studiów dawało pewność, że kandydat
    coś tam w głowie ma. Teraz studia kończą takie tłuki, że strach. Mam znajomych,
    ktrzy mieli kłopoty z nauką w podstawówce, przepełzli przez zawodówkę, potem
    prywatna szkoła średnia. Teraz na prywatnych "uczelniach"(i nie tylko prywatnych
    ale i na państwowych zaocznie) robią studia i licencjaty a wciąż nnie potrafią
    dobrze sklecić dwóch zdań. Brygadzista po studiach i tokarz z licencjatem....w
    dupach się poprzewracało
    Testy IQ: www.iq-test.pl/?d=5087
  • phlora 21.03.08, 12:26
    Równamy do poziomu Profesora Lecha K.?
    I doktora Jarosława K.?
    Żeby za bardzo nie odstawali od innych doktorów?
  • merivel 21.03.08, 13:19
    Polska (i 46 innych krajow europejskich i spoza Europy) jest
    czlonkiem tak zwanego Procesu Bolognskiego, w ktorym chodzi o
    reforme szkolnictwa wyzszego. W ramach reform bolonskich w wielu
    krajach pojawily sie nie znane do tej pory licencjaty (na przyklad w
    Hiszpanii). Innem zalozeniem procesu jest umozliwienie dostepu do
    'trzeciego cyklu,' znaczy sie doktoratu, osobom po licencjacie. I o
    to tu, podejrzewam, chodzi. Polska jest na niskim miejscu w
    rankingach miedzynarodowych jezeli chodzi o szkolnictwo wyzsze, duzo
    ponizej Wielkiej Brytanii - jednak po absolwentow pracodawcy z
    Zachodu jezdza miedzy innemi wlasnie do Polski, bo w Anglii zdolnych
    do pracy absolwentow trudno znalezc (to tak na marginesie).
  • laclos 21.03.08, 14:16
    Pogielo babe. Po co w ogole nazywac to doktoreatem. Wydac przepis, ze kariere
    kontynuuja studenci, którzy choc raz dostali na egzaminie pietke i bedzie po
    sprawie.
  • zuz_anna49 21.03.08, 14:34
    A po co czekac na ukończenie licencjatu? Nie prościej aby
    absolwentów zerówek z marszu obdarowac doktoratem? kto tym razem
    upadła zza biurka nagłowę, czy raczej na łeb?

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka