• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
Dodaj do ulubionych

sposób na ujarzmienie niegrzecznego ucznia

  • 25.03.08, 19:42
    Nie wiem czy to juz było, nie doszukałam sie na forum takiego tematu.
    Zatem zadam to pytanie:
    Jakie macie sposoby na ujarzmienie na lekcji rozrabiaków?

    Czesto sie zdarza, ze zwykłe upomnienie nie skutkuje na długo. W tedy wpisuje
    nagane. Zazwyczaj ona tez nie robi wrazenia na tych bardziej "chamowatych",
    tylko nieliczni sie przejmują naganą.
    Co w tedy?
    Ja idac za ciosem ide do pedagog. Ale jak radzic sobie samemu??


    Edytor zaawansowany
    • 25.03.08, 22:11
      Będę szczera - wysłanie ucznia do pedagoga jest bardzo słabym
      pomysłem. Wypowiadam się z pozycji uczennicy 2 klasy liceum, która
      już dwie szkoły skończyła, a trzecią skończy w przyszłym roku i ma
      jako takie doświadczenie ;) To jeszcze zależy, jaki to pedagog, ale
      większość nie umie nawet przemówić do młodzieży. Mówią tylko "tak
      nie wolno robić", "pani nauczycielce jest przykro, kiedy
      rozrabiasz", "jak Ty byś się czuł, gdyby to wobec Ciebie się tak
      ktoś zachowywał?" itp, co daje taki efekt, że uczeń wychodzi z takim
      samym nastawieniem, z jakim przyszedł, ale z żadną na ogół chęcią
      zmiany. Będę teraz szczera po raz drugi - moim zdaniem nauczycielem
      trzeba się urodzić, czyli po prostu mieć wrodzone predyspozycje do
      wykonywania tego zawodu. Uważam, że nauczyciel, który jest nim z
      powołania i nadaje się do bycia nim, ma w sobie to coś, co sprawia,
      że uczniowie na jego lekcjach może nie są zafascynowani, ale jednak
      słuchają albo chociaż siedzą cicho. Miałam w życiu kilku takich
      nauczycieli, którzy umieli swoim przedmiotem zainteresować uczniów
      (i to wcale nie był w-f ;)) i zapanować nad nimi. Ci nauczyciele,
      którzy postawili sobie za cel ujarzmienie uczniów karami i groźbami,
      na ogół ponoszą klęskę. Uwaga w dzienniku czy nawet wezwanie
      rodziców do szkoły na większości nie robi większego wrażenia, a
      często śmieszy i sprawia, że myślą o danym nauczycielu jeszcze
      gorzej.

      Podsumowując - trzeba umieć dogadać się z uczniami. 95% nauczycieli
      daje odczuć uczniom, że są od nich głupsi, że nie mają ambicji i
      niczego w życiu nie osiągną. Uczniowie to wyczuwają i starają się
      pognębić nauczyciela tak, jak umieją najlepiej - niegrzecznym
      zachowaniem itp. Idealnej recepty nie ma, ale odrobina empatii nigdy
      nie zawadzi... Bo być nauczycielem to moim zdaniem coś więcej niż
      tylko przekazywanie wiedzy.
      • 31.03.08, 18:17
        Jak w temacie.
        Prawdziwych fachowców w każdym zawodzie jest kilka procent.
        Kilkanaście procent jest dobrych, a reszta robi to co robi bo z czegoś trzeba żyć.
        Prawda stara jak świat
        • 01.04.08, 08:33
          Skompromitować "łobuza" przed klasą? Przestanie się wychylać.

          01.04 :)
      • 31.03.08, 20:52
        Zgadzam się z martusia2203. Zawsze powtarzam, że nauczyciel to zawód dla
        artystów. Trzeba być aktorem - czarodziejem. Trzeba zaczarować każdego ucznia
        oddzielnie, żeby na lekcji siedział z rozdziawioną jak gawron buzią i nawet nie
        pomyślał, że mógłby zacząć przeszkadzać. Piszę to na podstawie własnych doświadczeń.
        Bywa, że lekcji nie chce mi się prowadzić i wchodzę do klasy z nastawieniem
        tumiwisizmu. Dzieci jakby mogły, to by mi na głowę wlazły (dzieci to nie znaczy,
        że maluchy; mówię tak nawet o maturzystach). Kiedy jednak przychodzę z werwą i
        chęcią, z zaangażowaniem - na lekcjach jest cicho jak makiem zasiał. Generalnie
        zasada jest taka: jeśli jesteś zafascynowana swoim przedmiotem i przedmiot,
        jakiego uczysz jest Twoją miłością, nie będziesz mieć problemu z klasą. Oni
        patrzą jak zaczarowani w fascynatów, którzy chcą swoją miłością zarazić uczniów.
        Ktoś kiedyś podzielił nauczycieli na dwie grupy: nieudaczników, którzy poszli do
        szkoły, bo nic innego nie potrafili i na fascynatów. Przeżyjesz bez rozstrojenia
        nerwowego, jeśli będziesz w tej drugiej grupie, czego wszystkim nauczycielom z
        serca życzę :)
        • 02.04.08, 19:57
          > Zgadzam się z martusia2203. Zawsze powtarzam, że nauczyciel to
          zawód dla
          > artystów

          - totalna bzdura. Wszędzie jest mało speców, bo taki jest świat.
          Nawet na stanwoiskach gdzie ludzie zarabiajac 5-15 tys. tez nie ma
          wielu wybitnych, a co dopiero na stanowiskach po 800-2000 zł.

          Mżonki, że wszyscy nauczyciele powinni być idealni, bo jak nie, to
          uczeń ma prawo robić co chce, wymyślają chyba tylko niedorozwoje.

          Poza tym, też byłem "rozrabiaką" w klasie, ale wiedziałem kiedy
          przestać, bo nie byłem chamem, raczej wesołkiem.
          Natomiast znałem chamów i debili, i do takich jak ONI żaden SPEC
          nauczyciel, urodzony artysta z podejsciem nie przemówi. Bo jego
          celem jest wku..ć nauczyciela!

          Rozumiesz to? Im bardziej wymyślne techniki będzie nauczyciel
          praktyowała, tym bardziej będzie się irytował! Bo uczeń chce go
          wkurzyć i NIC innego go nie interesuje, proste.

          Jest tylko 1 sposób na takich uczniów - częsciowa opłatność za
          edukacje i wywalanie ze szkół, a nie tylko przenoszenie!!!!

          Wywalenia na amen (tak by stracił CAŁY rok) boi się każdy, bo nawet
          debil wie, że musi skończyć jakąś tam szkołe ponad gimnazjum, więc
          nawet te gimanzjum będzie chciał zaliczyć.

          Częsciowa odpłatnośc też ma tu swoją role! Bo częśc ludzi (uczniowie
          i rodzice) jak dostają coś za DARMO, to NIE szanują tego!


          Proste! Wywalac i płacić. A nie mżonki o urodzonych nauczycielach z
          powołaniem, geniuszów, co będa robić za 1200 zł! Puk puk w ściane
          mózgownicą, takie sa realia jakie są.
          I to uczniowie muszą się dostosować, bo to oni mają siedzieć cicho,
          a nie gadac, jak uważają, że mogą sobie na to pozwolić.
      • 28.04.08, 04:52
        martusia2203 - jestem pod wrażeniem. Brawo!
        Mam nadzieję, że szykujesz się do tego zawodu.
    • 25.03.08, 23:13
      Hej. Nie jestem już uczennicą (ba, już ponad 10 lat od skończenia studiów), ale
      uczę osoby dorosłe. Współczuję takich chamowatych uczniów, rozmowa z rodzicami
      pewnie za wiele nie pomoże (skądś wynieśli wzorce zachowań), ale może warto
      spróbować. Domyślam się też, że upomnienia, nagany czy wysłanie do pedagoga nie
      robi wrażenia, bo pewnie tacy "rosną" we własnych oczach. Ale czy jest możliwe
      wyproszenie takiego rozrabiaki z zajęć (w końcu przeszkadza Tobie i innym
      uczniom)i czynienie tego bardzo konsekwentnie z groźbą braku zaliczenia
      przedmiotu i np. rozmowy z dyrektorem czy podniesienia sprawy na zebraniu
      rodziców? Jeśli pokażesz, ze jesteś konsekwentna i zdecydowana to może się udać.
      Zwłaszcza, ze jak sądzę możesz liczyć na wsparcie rodziców innych dzieci z
      klasy, po przedstawieniu im sytuacji. Ale musisz być bardzo zdecydowana-żeby
      nie było dysonansu (mówisz jedno, ale jednocześnie pokazujesz, że to czcze gadanie).
      Pozdrawiam i życzę powodzenia!
      • 28.03.08, 15:39
        Do moni2000: wypraszanie ucznia z zajęć może i jest skuteczne, ale
        dla nauczyciela niezbyt korzystne... Przez całe 45 min trwania
        lekcji nauczyciel jest odpowiedzialny za uczniów, nawet jeśli któryś
        z nich opuści salę lekcyjną i gdyby któremuś z nich coś się stało,
        cała winę za to ponosi nauczyciel.

        A chamowaci uczniowie są chyba w każdej szkole. Ja, gdybym była
        nauczycielką (chociaż wiedząc, co się dzieje w polskich szkołach,
        absolutnie tego nie zamierzam :D), to po prostu nie przepuściłabym
        takiego delikwenta do następnej klasy, gdyby był zagrożony (bo na
        ogół tacy mają słabe oceny, choć oczywiście nie wszyscy), ponieważ
        nie miałabym zamiaru poprawiać w czerwcu kogoś, kto mnie olewał
        przez cały rok szkolny.
        • 28.03.08, 17:19
          Najlepsze jest to: "to po prostu nie przepuściłabym
          takiego delikwenta do następnej klasy"
          Tłumaczy Cię to, że nie jesteś nauczycielką i nie zamierzasz nią
          być:)
        • 28.03.08, 18:47
          martusia2203 napisała:

          > Do moni2000: wypraszanie ucznia z zajęć może i jest skuteczne, ale
          > dla nauczyciela niezbyt korzystne... Przez całe 45 min trwania
          > lekcji nauczyciel jest odpowiedzialny za uczniów, nawet jeśli
          > któryś z nich opuści salę lekcyjną i gdyby któremuś z nich coś się
          > stało, cała winę za to ponosi nauczyciel.

          Nie rozmawiałaś na ten temat z żadnym prawnikiem, więc po co
          rozpowszechniasz głupoty?

          --
          Ne puero gladium!
          • 31.03.08, 22:49
            scher napisał:


            > Nie rozmawiałaś na ten temat z żadnym prawnikiem, więc po co
            > rozpowszechniasz głupoty?

            No brawo, brawo. Gratuluje znajomości tematu i jeszcze większej kultury osobistej.
        • 29.03.08, 15:25
          W wiekszosci szkol nie pozwala sie na wypraszanie ucznia z klasy -
          ciekawe, ze w innych krajach mozna, a u nas nauczyciel odpowiada za
          wszystko! Jedyne co mozna zrobic, to wyslac go gdzies pod opieke
          innego nauczyciela, psychologa, pedagoga czy do biblioteki. Ale ktos
          go jeszcze musi tam zaprowadzic!
          Co do nieprzepuszczenia ucznia do nastepnej klasy - niby jest to
          straszak, ale
          a) czy taki uczen zmieni sie w kolejnym roku? Raczej nie, a
          nauczyciele beda musieli sie z nim uzerac o rok wiecej, poza tym
          zepsuje kolejna klase
          b) czesto jest nacisk na nauczyciela, by przepuszczac uczniow, bo za
          duzo niedostatecznych zle wyglada itp, itd

          Chyba rzeczywiscie jedynym rozwiazeniem byloby uczenie tych, ktorzy
          chca sie uczyc - niech skoncza podstawowke, a potem ida gdzie chca.
          I tak w gimnazjum, jak nie chca, niczego sie nie naucza, i potem
          idac do liceum maja tylko zaleglosci, bo albo sie nie uczyli, albo
          inni przeszkadzali im sie uczyc. A po podstawowce pisac, czytac i
          liczyc powinni umiec i to im wystarczy, jak nie maja innych ambicji.

          Ewentualnie, ale to droga impreza, na ktora nasze MEN pewnie nie
          stac - tak, jak juz ktos wspomnial, dwoch nauczycieli w klasie, lub
          mniejsze klasy, do 15 osob, nad ktorymi da sie jakos zapanowac.

          Martusia ma pewnie racje, ze nauczycielem trzeba sie tez urodzic,
          miec te specjalne predyspozycje,ale tak jest ze wszystkimi zawodami,
          a mimo to, np fryzjerami sa nie tylko ci, ktorzy naprawde maja
          talent, ale sa niezlymi rzemieslnikami. Bo jakby pracowali tylko ci
          utalentowani, to zaklady, szkoly itp bylyby prawie puste... nie
          mialyby odpowiedniej ilosci rak do pracy
          • 29.03.08, 18:00
            bratunia napisała:

            > innego nauczyciela, psychologa, pedagoga czy do biblioteki. Ale
            > ktos go jeszcze musi tam zaprowadzic!

            Po co zaprowadzić, skoro dziecko jest istotą rozumną? Do szkoły na
            ten przykład chodzi samo...

            --
            Ne puero gladium!
            • 30.03.08, 22:10
              Ale w drodze do szkoly nauczyciel nie jest za dziecko
              odpowiedzialny, natomiast wpisujac mu obecnosc na lekcji juz jest -
              wiec jesli uczen wyjdzie sam z klasy i zamiast do psychologa itp
              pojdzie sobie np poza teren szkoly i zlamie noge, to odpowiada
              nauczyciel. Tak jak wczesniej napisalam - u nas nauczyciel zawsze
              jest winny i za wszystko odpowiada.
              • 31.03.08, 21:35
                bratunia napisała:

                > wiec jesli uczen wyjdzie sam z klasy i zamiast do psychologa itp
                > pojdzie sobie np poza teren szkoly i zlamie noge, to odpowiada
                > nauczyciel.

                A jeśli pójdzie do sklepu i ukradnie wartościowy sprzęt
                elektroniczny, to też nauczyciel pójdzie siedzieć?
                Przemyśl, bo pleciesz trzy po trzy.

                > Tak jak wczesniej napisalam - u nas nauczyciel zawsze jest winny
                > i za wszystko odpowiada.

                U nas czyli gdzie? Nie w Polsce? Bo ja piszę o polskim prawie, ty -
                co najwyżej o swoim wyobrażeniu o prawie.

                --
                Ne puero gladium!
                • 31.03.08, 22:38
                  Polskie przepisy co do odpowiedzialności nauczyciela za ucznia są naprawdę
                  absurdalne. Przykład z życia, a dokładnie z mojej szkoły: gdy na wycieczce
                  szkolnej paru uczniów odłączyło się od grupy by zakupić napoje wyskokowe a
                  następnie się schlać, wychowawca nie poszedł dyrektora szkoły aby zawiesić ich w
                  prawach ucznia, ponieważ to ,według prawa, JEGO wina, że ich nie pilnował i się
                  upili.
                  Skończyło się na uwagach w dzienniku (buhaha).
                  • 01.04.08, 19:55
                    murderdoll napisała:

                    > Przykład z życia, a dokładnie z mojej szkoły: gdy na wycieczce
                    > szkolnej paru uczniów odłączyło się od grupy by zakupić napoje
                    > wyskokowe a następnie się schlać, wychowawca nie poszedł dyrektora
                    > szkoły aby zawiesić ich w prawach ucznia, ponieważ to, według
                    > prawa, JEGO wina, że ich nie pilnował i się upili.

                    Nie wg prawa, lecz wg czyjejś głupiej interpretacji.

                    --
                    Ne puero gladium!
                • 01.04.08, 12:01
                  Ciekawe, ze wiekszosc piszacych, poza Toba, rowniez ma takie
                  "wyobrazenie" o prawie jak ja.
                  Moze, jak wiesz, ze nauczyciel nie odpowiada za ucznia - podaj takie
                  prawo - nauczyciele z pewnoscia sie uciesza, ze nikt nie moze sie
                  ich prawnie czepiac. Pisze serio! Podaj, gdzie jest napisane, ze
                  mozna ucznia wyprosic i za niego nie odpowiadac.

                  Co do ucznia zlapanego na kradziezy - ciekawy przyklad i calkiem
                  prawdopodobny, ale nie jest to zupelnie to samo, co zlamanie nogi,
                  bo tu uczen jest poszkodowany.
                  Wiadomo - nauczyciel nie bedzie odpowiadal za przestepstwo
                  popelnione przez ucznia, natomiast moze zostac ukarany za
                  wypuszczenie ucznia z klasy (chyba, ze wpisze nieobecnosc).

                  Ale naprawde podaj to prawo!
                  • 01.04.08, 19:53
                    bratunia napisała:

                    > Ciekawe, ze wiekszosc piszacych, poza Toba, rowniez ma takie
                    > "wyobrazenie" o prawie jak ja.

                    Bo większość piszących nie analizowała ani pojęcia "teoria
                    przeciętnej przyczynowości", ani orzecznictwa.

                    > Podaj, gdzie jest napisane, ze mozna ucznia wyprosic i za niego
                    > nie odpowiadac.

                    Ciężar dowodu spoczywa na tym, co twierdzi, nie na tym, co przeczy.
                    Udowodnij prawnie swoją tezę - że mając ucznia pod opieką (tu się
                    zgadzamy), będziesz ponosić winę za wypadek, któremu ulegnie ten
                    uczeń, gdy nałożysz nań karę albo gdzieś poślesz.

                    > Co do ucznia zlapanego na kradziezy - ciekawy przyklad i calkiem
                    > prawdopodobny, ale nie jest to zupelnie to samo, co zlamanie nogi,
                    > bo tu uczen jest poszkodowany.

                    A co to ma za znaczenie? W obu przypadkach problem tkwi w tym, czy
                    istnieje tzw. przeciętny związek przyczynowy między wydarzeniami.

                    > Wiadomo - nauczyciel nie bedzie odpowiadal za przestepstwo
                    > popelnione przez ucznia, natomiast moze zostac ukarany za
                    > wypuszczenie ucznia z klasy

                    Udowodnij prawnie swoją tezę sformułowaną w drugim zdaniu.

                    --
                    Ne puero gladium!
                    • 01.04.08, 22:22
                      Nie udowodnie Ci nic drogi Scher prawnie, bo jak sam zauwazyles -
                      mam tylko wyobrazenie o prawie, takie jakie funkcjonuje w
                      srodowisku nauczycielskim w wiekszosci.
                      Natomiast oczekuje tego od Ciebie, bo widze, ze sie na tym lepiej
                      znasz. A czy logiczne wnioskowanie funkcjonuje w naszych szkolach
                      jesli chodzi o interpretacje prawa, to jeszcze inna sprawa.
                      Dobrze by bylo....
                      Ale zamiast polemizowac z kazdym moim stwierdzeniem (swoja droga
                      interesujaca jest ta polemika!) moze podaj jak to NAPRAWDE jest z ta
                      odpowiedzialnoscia nauczycieli.
                      Don't fight only! Help!
                      • 01.04.08, 22:26
                        bratunia napisała:

                        > Ale zamiast polemizowac z kazdym moim stwierdzeniem (swoja droga
                        > interesujaca jest ta polemika!) moze podaj jak to NAPRAWDE jest
                        > z ta odpowiedzialnoscia nauczycieli.

                        Dobrze, ale jeśli ma być wyczerpująco, znajdę czas najwcześniej w
                        weekend.

                        --
                        Ne puero gladium!
                        • 02.04.08, 16:06
                          OK, dzieki! Czekam!
                          Widze, se znalazles tez wiele linkow odnosnie radzenia sobie z
                          niegrzecznym uczniem (nizej)!
                      • 25.04.08, 20:13
                        Trochę czasu minęło, ale może nie zapomniałaś...

                        A więc:
                        Nie ma tzw. normalnego, przeciętnego związku przyczynowego między
                        działaniem nauczyciela, a postępkiem dziecka.

                        Sąd Najwyższy badał kiedyś istnienie takiego związku w następującej
                        sytuacji: po udzieleniu mu kary pedagogicznej uczeń wyskoczył przez
                        okno. W wyroku stwierdzono, że takiego związku nie ma. Nauczyciel
                        może ukarać ucznia, a ten nie może wyskakiwać przez okno, bo to
                        reakcja nienormalna. Dorosły nie jest w stanie przewidziec
                        wszystkiego, nie musi się liczyć z nienormalnymi zachowaniami
                        dziecka.

                        Zasadę normalnego związku przyczynowego opisuje teoria przeciętnej
                        przyczynowości.
                        W prawie pracy uwzględnia ją art. 115 kp.
                        Pracownik ponosi odpowiedzialność za szkodę w granicach rzeczywistej
                        straty poniesionej przez pracodawcę i tylko za normalne następstwa
                        działania lub zaniechania, z którego wynikła szkoda.

                        W prawie cywilnym jest to art. 361 § 1 kc.
                        Zobowiązany do odszkodowania ponosi odpowiedzialność tylko za
                        normalne następstwa działania lub zaniechania, z którego szkoda
                        wynikła.

                        Z orzecznictwa:

                        Obowiązek rozciągnięcia pieczy nad uczniami nie może być pojmowany
                        tak szeroko, by każdej grupie uczniów, przez cały czas ich pobytu w
                        szkole, musiał towarzyszyć opiekujący się nią nauczyciel. (...)
                        Pozostawienie wychowanków na kilka lub kilkanaście minut nie stanowi
                        zaniedbania w nadzorze.
                        [...]zdaniem sądu samo pozostawienie wychowanków na kilka czy
                        kilkanaście minut nie stanowi o braku nadzoru i opieki ze strony
                        wychowawców. (...)
                        Sąd podkreślił, że nadzór nie polega na pilnowaniu każdego z uczniów
                        bez przerwy[...]. Nawet wyjście do toalety musi zabrać kilka minut i
                        trudno taką sytuację uznać za zaniedbanie w nadzorze[...].

                        --
                        Ne puero gladium!
                        • 05.05.08, 20:58
                          Troche sie naczekalam - nawiasem mowiac, po 2 tygodniach stracilam
                          nadzieje, ale dzis szukajac watkow o podstawie programowej,
                          zauwazylam ze w naszym pojawily sie nowe, wiec weszlam.
                          Dzieki - coz, jest to logiczne, bo rzeczywiscie , jak jeden
                          nauczyciel jest w stanie upilnowac i stac nad kazdym z uczniow??? W
                          klasie to jeszcze, ale np na wycieczce? Gdzie kazdy spi w osobnym
                          pokoju hotelowym?
                          To orzeczenie, o ktorym piszesz dobrze byloby pokazac dyrektorom i
                          innym na gorze, bo wiekszosc uwaza, ze nauczyciel nie powinien
                          zostawiac ucznia samego (tylko czy w kazdym przypadku orzeczenie
                          sadu byloby takie samo?). No i sprawa Ani z Gdanska - nie znam, co
                          prawda, dalszych losow tej nauczycielki, ktora zostawila klase na
                          20 minut, ale czy i ona nie byla obwiniana o to, co sie stalo?
                          Zaraz sobie skopiuje, co napisales i jeszcze przemysle na osobnosci
                          (bo teraz mam na glowie te nieszczesne podstawy programowe...)
                          Pozdrawiam
        • 01.04.08, 16:40
          Przez całe 45 min trwania
          > lekcji nauczyciel jest odpowiedzialny za uczniów, nawet jeśli któryś
          > z nich opuści salę lekcyjną i gdyby któremuś z nich coś się stało,
          > cała winę za to ponosi nauczyciel.
          To nauczyciel wstawia uczniowi nieobecność:) i nie jest już odpowiedzialny.
          --
          kolczyki
          Wylęgarnia
          Antypody
      • 28.03.08, 15:45
        Aha i jeszcze jedno. Pani moni2000 napisała: "rozmowa z rodzicami
        pewnie za wiele nie pomoże (skądś wynieśli wzorce zachowań)", ale ja
        Pani powiem, że to często wcale nie jest tak. Najczęściej rodzice są
        bardzo zdziwieni słysząc, że ich dziecko zachowuje się na lekcjach w
        sposób delikatnie mówiąc niegrzeczny. W dzisiejszych czasach dzieci
        bardziej od rodziców wychowują koledzy. Wielu z nich zupełnie inna
        jest w szkole i na dworzu, a inna w domu. Znam wielu chłopaków,
        którzy stojąc pod trzepakiem rzucają przekleństwami, gwiżdżą na
        dziewczyny, palą i piją itd. itp., a kiedy wracają do domu dają
        mamie buziaka w policzek i są słodcy i kochani.
        • 28.03.08, 17:11
          Ach, bo szkoła zmienia dzieci. Chyba większość rodziców przyzna, że
          od czasu, gdy dziecko poszło do szkoły, zmieniło się na gorsze.
          --
          Aurë entuluva!

          Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale jak ktoś ma jakieś uwagi albo
          sugestię, to proszę słać na maila randybvain@draigaceryr.eu, bo na
          poczcie gazetowej nie mozna polegac.
    • 28.03.08, 17:17
      Nie sądzę, że to w ogóle ma sens. Nauczyciel zostaje nauczycielem,
      by uczyć, a nie robić za cerbera. Obecnie, gdy uczniowie, o których
      piszesz mają gdzieś jakiekolwiek szkolne "kary" (bo kogo obchodzi
      nagana czy nieprzejście do następnej klasy - zwłaszcza, że brak
      promocji nie może być wynikiem złego zachowania, a złych wyników w
      nauce, a to niezawsze idzie w parze), gdyż w świecie poza szkołą są
      te kary niczym i nie mają najmniejszego znaczenia, rozsądnymi
      rozwiązaniami byłoby:
      - zatrudnianie dodatkowej osoby do pilnowania zachowania uczniów
      - zatrudnianie tylko takich nauczycieli, którzy chcą i umieją
      postępować z takimi uczniami
      - prawne egzekwowanie wybrykow uczniow
      - wprowadzenie takich kar za złe zachowanie, które miałyby wpływ na
      ucznia (nie wiem, grzywny?)
      - likwidacja obowiązku szkolnego i edukacja tylko tych uczniów,
      którzy chcą się uczyć/których rodzice chcą, by się uczyli.
      --
      Aurë entuluva!

      Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale jak ktoś ma jakieś uwagi albo
      sugestię, to proszę słać na maila randybvain@draigaceryr.eu, bo na
      poczcie gazetowej nie mozna polegac.
      • 29.03.08, 10:04
        randybvain: ponysł "likwidacja obowiązku szkolnego i edukacja tylko
        tych uczniów, którzy chcą się uczyć/których rodzice chcą, by się
        uczyli" uważam za dobry, ale niestety raczej nie wejdzie on w
        życie... Bo jest mnóstwo osób, które idą - zamiast do zawodówki,
        którą łatwo skończyć, a po niej ma się pewny zawód - do technikum,
        którego kierunek nic ich nie obchodzi, a matury i egzaminu
        zawodowego i tak nie zdadzą - i zostają z niczym. Nie muszą iść
        nigdzie po gimnazjum, bo tylko ono jest obowiązkowe, ale idą
        gdzieś, "bo koledzy idą" albo z innych powodów. Efekt jest taki, że
        są w jednej klasie z osobami, które na dany profil poszły pod
        wpływem zainteresowań i przeszkadzają im w lekcjach (głównie
        dlatego, że nauczyciel co chwilę musi je upominać). Bo chamstwo jest
        nie tylko w gimnazjum, ale największe chyba właśnie w szkołach
        średnich (chociaż w liceach dużo mniejsze - to chyba każdy przyzna).
        • 29.03.08, 15:51
          Masz rację. Z moich pomysłów chyba najprawdopodobniejszy jest ten z
          grzywnami, które płaciliby rodzice albo ze stosowaniem zasad prawa,
          gdy uczeń je przekroczy.
          --
          Aurë entuluva!

          Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
          Polaków zna walijski?
          • 30.03.08, 22:16
            Ale wlasciwie co mozna prawnie zrobic??? Uczen jest niepelnoletni. I
            nawet jesli rodzice zaplaca grzywne, to czy uczen sie przejmie?
            Chyba wypadaloby sie zastanowic, co oznacza prawo do nauki, bo u nas
            glownie interpretuje sie to jako obowiazek nauki, a moze wlasnie
            gdyby to bylo traktowane jako prawo, z ktorego mozna skorzystac lub
            nie, uczniowie inaczej podchodziliby do szkoly i nauki???
            • 31.03.08, 19:31
              Też tak myślę. Wielu ludzi jednak uważa, że sam fakt chodzenia do
              szkoły coś daje i te dzieci, które w szkole przeszkadzają, nie uczą
              się i mają wszystko gdzieś są o wiele bardziej wykształcone od
              dzieci, które przeszkadzają, nie uczą się i mają wszystko gdzieś
              poza szkołą.

              Straszą nas analfabetyzmem, jednak jak nazwać maturzystę, który nie
              potrafi pisać poprawnie po polsku? A to dzisiaj norma.

              Jednak szkoły tylko dla chętnych oznaczałyby stratę pracy dla wielu
              nauczycieli, przede wszystkim tych, którzy mają na pieńku z
              dyrekcją, albo są w jakiś sposób niewygodni.
              --
              Aurë entuluva!

              Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
              Polaków zna walijski?
    • 31.03.08, 17:13
      Sposób na ujarzmienie niegrzecznego ucznia, niestety, musisz znaleźć sama, a nie
      masz zbyt wielu możliwości. Kolejna uwaga czy jedynka niczego nie zmienia,
      absolutnie nie możesz wyprosić delikwenta z lekcji, bo za niego odpowiadasz
      (chore to wszystko). Czasami skutkuje po prostu rozmowa z takim uczniem, ale nie
      szarp się z nim na lekcji (on potrzebuje publiczności). Na przerwie rozmawiaj z
      nim bez świadków, na przykład poproś, aby wszyscy pozostali uczniowie wyszli z
      klasy i powiedz bez krzyku o swoich spostrzeżeniach.
    • 31.03.08, 17:48
      Kolezanka (ale ona ma 9-10 latkow) kaze rozrabiaka robic cos
      iracjonalnego np. namalowac ja w smiesznej czapce. A potem np.
      domalowac samochod. I chwali za rysunki. O dziwo dziala. Kolega
      (uczy hiszpanskiego) wzorujac sie na niej dal komus nieznosnemu na
      zadanie opisac jak bardzo go niecierpi. Cos nietuzinkowego, a
      pozwalajacego nawiazac dialog i przelamac sciane pomiedzy uczniem, a
      nauczycielem.
    • 31.03.08, 18:16
      Ze szkolnych czasów mogę przytoczyć sposób moich nauczycieli na
      rozrabiających uczniów. Takie rozrabiaki były sadzane w ławce razem
      ze spokojnymi dziewczynkami. Mają one łagodzący i wyciszający wpływ
      na łobuziaków. W drugą stronę to działa na zasadzie koedukacyjnego
      oswajania nieśmiałych stworzeń z nieokiełznanym męskim żywiołem,
      dostarcza im niezłej zabawy z psikusów kolegów (ale już w
      łagodniejszej formie) :). Mam na koncie trzy takie miłe sąsiedztwa :)




    • 31.03.08, 19:54
      Płacimy najwięcej tym po studiach, a najmniej fizycznym.
      Niewychowanych chamów i osoby chore psychicznie (tzw. adehade) relegujemy ze
      szkół umożliwiających uzyskanie wyższego niż podstawowe wykształcenia.

      I już...
      Rodzice sami zajmą się czym trzeba.

      --
      Trzeźwy
      Naprawdę trzeźwy...
    • 31.03.08, 21:20
      a moze postaw rozrabiake do jakiegos kąta z tylu sali? wydaje mi sie sie ,ze rozrabianie moze byc wynikiem checi zwrocenia na siebie uwagi rowiesnikow, checi pokazania, jaki to ze mnie cool ziomek, ze nawet nauczyciel mi niestraszny...uczen w kacie, klasie mowisz, ze jesli ktos bedzie z nim gadal, odwracal sie, czy reagowal na jego zaczepki, to zara kartkoweczka bedzie. i musisz byc konsekwentna, bo kazde niekonsekwietne zachowanie, pozwolenie na odp. ukaranemu koledze, dziala na TWOJA niekorzysc, sprawia, ze uczniowie nie wierza w moc twojego slowa : " eee ona tylko tak straszy zawsze, a nic nie robi..przeciez x gada z tymi z ostatniego rzedu, a ona udawala, ze nie widzi, itd.". jesli kara za 1. razem nie zadziala, to zadziala za drugim, jesli oczywiscie bedziesz konsekwatna w egzekwowaniu posluszenstwa. powinno do uczniow dotrzec, ze rozrabiajac- sobie szkodza, ze szkodza swoim kolegom,a nie - Tobie.
      ale przede wszystkim: staraj sie zawsze porozmawiac z niesfornym uczniem po lekcji, w pojedynke, nie w grupie (jesli rozrabiakow bylo wiecej).. kara byla, ale wyjasnij z nim, dlaczego sie tak zachowuje (czy problemy z przedmiotem, czy klopoty w domu, czy ty go czyms urazilas) i !w zyciu! nie daj sie wyprowadzic z rownowagi, nie daj sprowokowac, nawet jesli jego odpowiedzi beda hmmm..bezczelne. to w koncu TY jestes dorosla...
      to taka rada...hmmm, domyslam sie, ze po okresie bezradnosci wobec rozrabiania, bedzie trudno odzywskac utracony autorytet(tak, tak wlasnie mysle).jesli jednak wiarzesz z zawodem nauczyciela swoja przyszlosc, to warto powalczyc:))
      • 01.04.08, 11:10
        Stosowanie odpowiedzialności zbiorowej to najlepszy sposób na zrażenie do siebie
        całej klasy. ,,Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie..."
    • 01.04.08, 06:36
      Na początku zainwestuj w słownik ortograficzny. WTEDY dowiesz się, że:
      1."wtedy" piszemy razem, a nie "w tedy"!!!
      2.piszemy "wpisuję naganę" zamiast "wpisuje nagane"!!!
      Ot, nasi nauczyciele...
      • 01.04.08, 11:52
        Ze tez na kazdym forum znajdzie sie jakis purysta jezykowy...
        Oj, nie daj Boze, zeby nauczyciele mieli sie tak czepiac, jak Ty.
        Jak juz mowimy o bledach,to warto zwracac uwage na naprawde razace,
        a nie glupie literowki.
        Ad 1 - kazdemu sie moze zdarzyc, ze napisze cos na komputerze
        dodajac dodatkowa spacje przez przypad ek (blad zrobiony
        specjalnie!), lub pomyli koljenosc liter (kolejnosc - blad zrobiony
        specjalnie, ale pewnie wielu z nas niejednokrotnie taki blad
        zrobilo szybko piszac)
        ad 2 nie kazdy ma ogonki
        Poza tym, to nie jest na temat! Jak chcesz poprawiac bledy - zaloz
        nowy watek, albo lepiej strone internetowa i cytuj sobie bledy
        • 01.04.08, 16:56
          Jak się popatrzy na niektóre indywidua,to włos się jeży na głowie...ostatnio w
          gronie studenckim zostałyśmy zbluzgane BARDZO grubym słowem przez dwóch
          dwunastolatków,którzy przechodzili koło okna sali,gdzie były zajęcia (okno na
          poziomie chodnika;)).
          A nikt do nich nic nie mówił!Może ktoś spojrzał w ich stronę co najwyżej!No
          przecież takim to chyba jedynie można dać w dziób!

          Z drugiej strony,jestem po praktykach nauczycielskich i licealiści(no
          właśnie-ludzie dość zdolni i zazwyczaj z "dobrych domów") mi na głowę jakoś nie
          wleźli - mimo (nieraz) braku nauczyciela prowadzącego na zajęciach;).Poza jedną
          czy dwiema akcjami był naprawdę względny spokój.Ale niektóre godziny były
          wyczerpujące...grupa 20 maturzystów która absolutnie NIE MA ZAMIARU się uczyć
          nie musi rzucać krzesłami,żeby nauczyciel po 45 minutach miał serdecznie dość:>
          --
        • 01.04.08, 18:47
          Tatamak ma racje, jak mozna uczyc innych i wymagac respektu, robiac takie
          podstawowe bledy.
    • 01.04.08, 20:04
      tola1978 napisała:

      > tylko nieliczni sie przejmują naganą.
      > Co wtedy?
      > Ja idac za ciosem ide do pedagog. Ale jak radzic sobie samemu??

      Powtórzyć polecenie, dać reprymendę, zastosować tzw. uporczywe
      spojrzenie, technikę przecięcia, technikę ochłonięcia, korekcję lub
      hiperkorekcję zachowania dziecka, metodę ograniczonego wyboru,
      wreszcie wyciągnąć konsekwencje (polecam konsekwencje logiczne albo
      oddziaływania behawioralne).

      A przede wszystkim zapoznać się z literaturą przedmiotu:
      www.gwp.pl/product/256.html
      wysylkowa.pl/ks400074.html
      merlin.pl/frontend/browse/product/1,162439.html
      www.gandalf.com.pl/b/jak-postepowac-z-agresywnym-uczniem/
      www.inbook.pl/a/produkt/id/28462/lkst/24488/rdir/y/index.html
      merlin.pl/frontend/browse/product/2,577891.html?gclid=CPjQiMvz3ZECFRZUZwod1xkBXQ
      www.mareno.pl/prod/MIDN/83-02-06876-4
      www.gwp.pl/product/767.html
      www.gwp.pl/product/1156.html
      www.civitas.com.pl/index.php?products=product&prod_id=1

      Moim zdaniem powinaś przeczytać wszystkie powyższe pozycje.
      I ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć...

      --
      Ne puero gladium!
      • 02.04.08, 18:31
        Rozwiązania istnieją, a pozostają nieznane większości...
        --
        Aurë entuluva!

        Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
        Polaków zna walijski?
      • 04.04.08, 17:55
        Jeżeli większość nauczycieli, jak tutaj napisano, ma mierne pojęcie
        o prawie, to jak ma nauczyciel mający o prawie takie pojęcie jak ty
        może wytłumaczyć coś swemu przełożonemu, który występuje z pozycji
        władzy?
        --
        Aurë entuluva!

        Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
        Polaków zna walijski?
    • 02.04.08, 14:34
      Oczywistą oczywistościąjest fakt izjedynym rozwiazaniem tego
      problemu jest wbijanie szpilek w banana i krzyczenie "ten owoc
      cierpi przez ciebie bachorze!!!!!!!!!" Rozumnym sie niezdarza
      • 02.04.08, 21:31
        Kiedy chodzilam do podstawowki(7 klasa),nasza polonistka miala bardzo dobry
        sposob na zaprowadzenie ciszy i spokoju w klasie:kartkówki.
        Kiedy na lekcji robilo sie za glosno, uprzedzala ze albo bedzie spokoj ,albo
        bedzie kartkowka z tej lub ostatniej lekcji.Jeli zwroci w klasie 4 razy uwage ze
        jest za glosno,wyciagamy kartki.
        Za kazdym razem stawiala kreske na tablicy.Kiedy byly 4 ,pisalismy.Oj,cala klasa
        bardzo szybko wpłynęła na tych, ktorzy mieli ochote sie wyglupiac na lekcji.
        I metoda na nieuważających na lekcji:jesli nie potrafili odpowiedziec na przed
        chwila zadane pytanie (bo byli zajeci czyms innym),dostawali jakis temat do
        opracowania na przyszla lekcje(cos jak dodatkowe zadanie domowe).

        Kolezanka, ktora zostala nauczycielem (chodzilysmy do jednej klasy w
        podstawowce), przejela ta metode i sprawdza sie.Uczy w gimnazjum i liceum.W
        szkole juz legendy krążą o jej sposobach,ale przynajmniej ma spokoj.
        --
        "Mamo nie boj się, to tylko Hehalump trąbi."
    • 26.04.08, 21:27
      Moim sposobem generalnie na wszystkich uczniów jest jasne
      przedstawienie zasad, którymi się kieruję. Na pierwszej lekcji
      wyjaśniam jakich zachowań nie toleruję [np. jedzenia na lekcji,
      przynoszenia zupek chińskich sprzedawanych w sklepiku, których
      zapach przyprawia mnie o mdłości ;)]i podaję przysłowie "Jak Kuba
      Bogu tak Bóg Kubie" a później stosuję zasady. A jeśli klasa jest
      niereformowalna, no cóż wcześniej czy później zawsze przychodzi taki
      moment, kiedy uczniowie przychodzą "po prośbie" o przełożenie
      sprawdzianu itd i wtedy wyjaśniam im, że skoro oni nie traktowali
      moich próśb i zasad serio to nie mogą oczekiwać ode mnie lepszego
      traktowania. Na kolejnych lekscjach na ogół klasa sama zaczyna
      kontrolować tych niedyscyplinowanych.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.