Dodaj do ulubionych

Po prostu świetlana przyszłośc

    • haen1950 Re: Po prostu świetlana przyszłośc 29.05.08, 11:45
      Opowiem wam, baby, taką ciekawostkę.

      Wenzhou, Chiny, development jak wszyscy diabli. Interesy.

      Hotel Victoria, cztery gwiazdki, zatrudnia ułatwiaczy kontaktów.
      Dysponuje nawet tłumaczką polski-chiński, słowo daję.

      Ale jest również młody, przed trzydziestką Holender. Mówi, że szef
      kiepsko mu płaci, ale on uparł się na zgłębianie chińszczyzny i nie
      ma zamiaru opuścić Chin bez poznania języka w stopniu wystarczającym
      na utrzymanie się na powierzchni. Oblicza to na cztery lata. Tak się
      poznaje język, moje drogie polskie paniusie.

    • gobi05 a mi się to podoba! 10.06.08, 14:10
      OLPC to bardzo dobra idea, zaś XO znalazł
      następców/konkurentów (np.Eee PC). Polska
      jest już zapóźniona pod względem wprowadzania
      IT do edukacji. Komputer to potężne narzędzie,
      to rewolucja na miarę wynalazku druku.

      Szkoły pilotażowe to dobre rozwiązanie.
      Spodziewam się, że będą to placówki zatrudniające
      aktywnych nauczycieli (informatyki przede wszystkim).

      Paradoksalnie - o pieniądze na takie akcje jest
      łatwiej, niż na fundusze w rodzaju gąbki albo
      papieru toaletowego. To naturalne zjawisko
      w biurokracji.

      Te komputery będą musiały pozostawać w szkole
      po lekcjach, zresztą w domu uczniowie mają
      lepszy sprzęt, niż te 500 MB RAM i oszczędny Celeron.

      Wyspy technologiczne nie mają racji bytu, dlatego
      trzeba trochę czasu i doświadczeń zanim się
      przygotuje nauczycieli.

      Tylko z tym dostępem do świata, to pan Arabski
      się nie popisał. Po prostu multimedia są
      skuteczniejszym środkiem przekazu, a więc
      i nauki, niż druk.

      Może nie na temat, ale popatrzcie na Rosję:
      linuxnews.pl/dystrbucje-linuksa-przeznaczone-do-rosyjskich-szkol-dostepne-do-pobierania/

      • gobi05 moja opinia o reformie [OT] 10.06.08, 14:13
        www1.reformaprogramowa.men.gov.pl/pobierz.php?f=opis_planowanych_zmian.pdf
        Szkoła przyjaźnie wymagająca
        REFORMA PROGRAMOWA
        Opis zmian potrzebnych w systemie edukacji

        Jak widać na pierwszej stronie projektu reformy programowej
        dotyczy ona całego systemu edukacji. Jest to bardzo ważny
        fakt ponieważ edukacja to nie tylko szkolnictwo, ale również
        szkoły wyższe, Zakłady Doskonalenia Zawodowego i rozmaite
        firmy prowadzące kursy i wystawiające certyfikaty.

        Mamy rozmaite podmioty prowadzące usługi edukacyjne
        i spodziewamy się, że system edukacji uwzględnia całość.
        Projekt jednak skupia się na zmianach organizacyjnych
        i podstawie programowej od przedszkola po szkoły
        ponadgimnazjalne. Tak wiec nie mamy tu do czynienia
        z reformą systemu edukacji ale szkolnictwa powszechnego.
        Czy to źle? Bardzo źle, ponieważ zmiany mają dotyczyć
        działania szkół (głównie państwowych) a nie efektów
        nauczania. Usługa ma być taka sama, tylko inaczej opisana.
        Ta reforma nic nie reformuje.

        Slogan "szkoła przyjaźnie wymagająca" ma sugerować
        bezpieczeństwo ucznia i wysoki poziom nauczania.
        To niestety tylko reklama, by nie rzec kłamstwo.
        - Szkoła nie stanie się przyjazna dla rodziców,
        bo jakoś nie widać stosownych przepisów. Rodzice
        mają mieć możliwość zapisania dziecka do świetlicy
        (również na czas ferii) - to dobrze, ale w tym celu
        nie trzeba robić aż reformy.
        - Rodzice mają brać udział w konstruowaniu szkolnego
        programu wychowawczego, konstruowanego w oparciu
        o "diagnozę problemów wychowawczych w szkole"!
        Czy naprawdę wychowanie ma na celu zwalczanie problemów?
        Zawsze myślałem, że wychowujemy do czegoś: do dorosłego
        życia, do umiejętnego zarządzania czasem itp. Teraz jednak
        widzę, że wychowanie to "wypracowane przez społeczność
        szkolną wartości, tradycja szkolna, obyczaje i uroczystości,
        problemy środowiska szkolnego". Nie ma się co dziwić,
        bo szkolne "wychowywanie" będzie takie samo, jak do tej pory
        (Rady Rodziców). Czy trzeba w tym celu aż robić reformę?
        - Bezpieczeństwo dzieci nie poprawi się, ponieważ nie ma
        żadnych przesłanek ku zmianom. Sześciolatki wcześniej
        poczują jak to jest w szkolnym molochu.
        - Darmowe podręczniki - czy do tego trzeba reformy??
        - Równy dostęp do edukacji - to było dobre hasło w XIX wieku,
        ale teraz? Na ile ten dostęp jest nierówny? Że niektóre
        dzieci chodzą do przedszkola, a inne nie? To może by
        najpierw wprowadzić refundację opłat za przedszkole?
        Mniej mącenia, a efekt podobny - więcej dzieci zostanie
        zagonionych do placówek. Zauważmy, że pierwszy wykres
        (nazwany "Wykres 2. Liczba dzieci w wieku 6 lat w latach
        2004-2015") jest kłamliwy: słupek rocznika 2005 odpowiada
        wartości 38 tysięcy i ma wysokość taką jak złożenie słupków
        roczników 2008 i 2009 - odpowiednio 35 oraz 34,8 tysięcy.
        Pamiętajmy, że 35+34,8=69,8 i jest O WIELE WIĘKSZĄ liczbą,
        niż 38! Ordynarna manipulacja przykrywająca fakt,
        że w przełomowym roku szkoły podstawowe borykać się będą
        z potwornymi problemami w imię niepotrzebnej reformy.
        Szkoły mnie niespecjalnie obchodzą, ale dzieci szkoda.
        (to był pierwszy akapit pierwszego rozdziału)

        Przesłanki reformy:
        - Skuteczniejsze wyrównywanie szans edukacyjnych przez
        zapewnienie lepszego dostępu najmłodszych dzieci do edukacji.
        "Bardzo mądre głowy" zakładają, że wszystkie dzieci są
        jednakowe i jeśli zagonimy je w tym samym wieku do ławek,
        to będą się jednakowo łatwo uczyć. To podobnie jakbyśmy
        je ubrali w jednakowe mundurki i oczekiwali, że będą
        uczyć się jednakowo chętnie. To bzdura! Poza tym "lepszy"
        nie znaczy jednakowy. Czyli od początku wiadomo, że szanse
        nie będą wyrównywane.

        - Poprawa efektów kształcenia na dwóch ostatnich etapach
        edukacyjnych.
        Jaki jest związek zebrania sześciolatków i siedmiolatków
        w jednej klasie z poprawą efektów kształcenia w liceum
        albo z wprowadzeniem zajęć modułowych "z puli zajęć
        rozwijających"? Czy dodanie obowiązków uczniom wymaga
        aż reformy edukacji? Nie można po prostu ZAPROPONOWAĆ
        uczniom ciekawe zajęcia prowadzone przez dobrze
        przygotowanych ludzi?

        - Podniesienie rangi nauczania języków obcych w polskich
        szkołach.
        Dwa języki obce - już mi sie odechciało tego komentować.
        To ma być ta "wymagająca" szkoła. Jeden język, czy pięć -
        jaka to różnica, skoro efekty są żałosne? Pieniędzy,
        pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy brakuje! Nie tędy droga...

        - Wdrożenie elastyczniejszego modelu kształcenia, lepiej
        dopasowanego do indywidualnych potrzeb i zdolności uczniów.
        To mają być te zajęcia modułowe? Wyjdzie jak zwykle...
        Obym był złym prorokiem.
        (To był drugi akapit pierwszego rozdziału)

        I jeszcze ostatnie zdanie z pierwszego rozdziału: "Zgodnie
        z potrzebami gospodarki i rynku pracy podwoi się liczba
        maturzystów wybierających kierunki ścisłe i techniczne."
        To bardzo ciekawy aspekt reformy, ale tylko dyskretnie
        zaznaczony - a dużo pytań ciśnie się na usta (klawiaturę).

        Rozdział drugi: Jakość i Zaufanie.

        "Reforma programowa przesunie dzisiejszy nacisk
        z deklaratywnego określania treści, które w szkole
        powinny być nauczane, na ścisłe zdefiniowanie standardów
        wiedzy i umiejętności, które będą wymagane na koniec
        danego etapu edukacji."

        Choć mogłoby się wydawać, że jestem totalnie przeciwny
        reformie szkolnictwa, to pragnę podkreślić, że to zdanie
        ogromnie mi się spodobało. Widzę tu podobieństwo do moich
        własnych przemyśleń.

        Niestety "Wdrażanie tego planu rozpocznie się od roku
        szkolnego 2009/2010 (...)" co oznacza, że wyjdzie
        jak zawsze... Rzecz w tym, że najpierw trzeba coś przygotować
        i pokazać, a dopiero później można to realizować,
        najlepiej w wersji wdrożeniowej, tylko dla chętnych.
        Tymczasem tutaj robi się eksperymenty na żywych
        pacjentach. Nasze dzieci to nie króliki proszę Państwa!

        Pokażcie te standardy!!!

        Czego tak naprawdę potrzeba? Moim zdaniem potrzebne jest
        przeformułowanie zadań stawianych przed systemem edukacji.
        Należy rozdzielić trzy aspekty: nauka prowadząca do zdobycia
        kwalifikacji zawodowych (matematyka, biologia, języki itp.),
        wychowanie społeczne i kulturalne (pierwsza pomoc, polityka,
        prawa konsumenta itd.), sprawy osobiste (gotowanie, planowanie
        rodziny, finanse...).

        Potrzebne jest uporządkowanie wymagań.
        Należy sformułować standardy dla tych zajęć, które mają być
        prowadzone w szkołach. Wówczas można podzielić je na etapy
        i przygotować kursy (podobne do matematyki w klasie piątej
        podstawówki, na przykład) je realizujące.

        Potrzebna jest ogromna elastyczność placówek szkolnych
        pozwalająca uczniom na realizowanie kursów w indywidualnym
        tempie. Co za tym idzie, grupy uczniów złożone z jednego
        rocznika przestają mieć sens, podobnie jak uczenie się
        tego samego materiału przez uczniów zgromadzonych w jednej
        sali szkolnej.

        Nauczyciel ma *pomagać* w uczeniu się, ale głównym źródłem
        wiedzy mają być pomoce naukowe. Do reformy szkolnictwa
        w moim rozumieniu niezbędne są dobrze przygotowane
        i kompletne zestawy pomocy naukowych: podręczniki, prezentacje,
        testy komputerowe, ćwiczenia i inne. Niezbędny jest kontakt
        z nauczycielami - choćby emailowy - oraz obecność kompetentnego
        opiekuna naukowego.

        Potrzebne jest wcześniejsze przygotowanie treści nauczania
        i pomocy naukowych.
        Należy powołać zespoły naukowców i praktyków przygotowujących
        wszystkie kursy: treści nauczania i pomoce naukowe.
        Dopiero mając pełny komplet planowanych zajęć od przedszkola
        po maturę, z możliwością wyboru zawodówki, technikum lub
        liceum, można zacząć eksperyment.
        Należy wyznaczyć szkoły eksperymentalne realizujące
        zreformowane nauczanie, nie szczędząc pieniędzy na kadry
        żeby "eksperymentalni" uczniowie nie byli pokrzywdzeni
        z powodu niedociągnięć profesorów i magistrów.
        I nie zapominajmy, że multimedia są skuteczniejsze
        w nauce niż drukowane nudziarstwa.
          • gobi05 laptopy są wygodniejsze i tańsze 11.06.08, 17:00
            Zwykłe komputery są nieporęczne. Laptopy w stylu XO i Eee
            są wygodniejsze i tańsze od "normalnych" maszyn.
            Przy tym one nie mają się nadawać do pracy z każdym programem,
            tylko do określonych celów - dydaktycznych głównie.
            Zresztą wydaje mi się, że superkomputery są robione właśnie
            dlatego, że normalne komputery nie nadają się do pracy
            z _każdym_ programem. Do różnych celów są różne konfiguracje.

            Tego pomysłu między bajki nie wsadzisz bo już się realizuje.
      • gobi05 rzutnik 12.06.08, 07:40
        może lepiej podpiąć rzutnik?
        A tak poważnie, to uczenie się wspomagane technologią
        informatyczną to raczej nie jest wspólne oglądanie
        obrazków przez całą klasę. Jest tego trochę więcej:
        prezentacje, quizy, programy nadzorujące powtarzanie,
        filmiki, animacje...
        Komputer to nie książka, zupełnie nie.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka