Dodaj do ulubionych

czy potrzebujemy zmian w polskiej edukacji?

22.07.08, 20:56
W związku z manewrami uprawianymi przez kolejnych
ministrów edukacji chciałbym zadać pytania:
1) czy w ogóle potrzebne są jakieś zmiany w polskim
systemie edukacji?
2a) jeśli tak, to po co?
2b) jeśli nie, to dlaczego wciąż pojawiają się dziwne
pomysły?
3) jaki system edukacji najlepiej zaspokoi potrzeby
wymienione w odpowiedzi na pytanie 2a?

Ja uważam, że zmiany są bardzo potrzebne i widać to
już od lat 70-tych minionego wieku.
Edukacja postanowiona przez Komisję Edukacji Narodowej
miała za cel likwidację analfabetyzmu - ten cel został
zrealizowany, a współczesne społeczeństwo ma inne
potrzeby niż wówczas.
- Mniej niż wówczas potrzebujemy "mięsa armatniego"
w postaci zdyscyplinowanych mas gotowych ginąć za Ojczyznę.
- Bardziej niż wówczas potrzebujemy wykwalifikowanych
robotników i wykształconych specjalistów.
- Zmiany w technologii pociągają potrzebę częstego
przekwalifikowania.
- Rodzice bardziej niż kiedyś potrzebują fachowej opieki
dla swoich dzieci, nie tylko małych ale również nastolatków.
- Coraz wyraźniej widać, że młodzież musi pozostawać pod
kontrolą dorosłych aby ograniczyć chuligaństwo.
- Zamiast braku dostępu do informacji problemem staje się
szum informacyjny.
- Życie stało się o wiele bardziej skomplikowane niż niegdyś,
rodzice coraz częściej nie są w stanie przekazać dzieciom
potrzebnej wiedzy: finansowej, prawnej itp. szczególnie
że sami są ofiarami przestarzałej edukacji.

O pożądanym systemie edukacji powiem tylko tyle,
że musi zerwać z systemem klasowo-lekcyjnym.
Edytor zaawansowany
  • gobi05 25.07.08, 08:22
    Patrząc na "zażartą polemikę" dochodzę do wniosku,
    że nie potrzebujemy.
    Tak więc, jest wszystko w porządku, tak trzymać MEN!
  • rama24 25.07.08, 08:49
    Potrzeba zmiany poziomu nauczania, jego podniesienia! Moi wykładowcy
    już załamali ręce, a pierwszy rocznik nauczany wg nowego systemu
    skończył dopiero III rok. A wprowadzenie systemu 3 + 2, to jeszcze
    bardziej utrudnia. Powinni znieść gimnazja! I uczyć raz a dobrze.
    Nie, że wiele wiadomości powtarza się na każdym szczeblu edukacji.
    Co to jest 30% z egzaminu maturalnego? Mój promotor uważa, że nowa
    matura nie pokazuje stanu wiedzy! Co z tego, że ktoś ma np. 80% jak
    nie myśli samodzielnie, tylko wg klucza! Jak stwierdził: ''nowa
    szkoła produkuje roboty''. To widać na egzaminach w czasie roku.
    Jeden Pan dr hab. oblał ze 2/3 studentów. A pytania są te same, co
    rok, 2 lata temu! Przyznam - egz. trudny, ale nie pyta o rzeczy z
    kosmosu!
    --
    ,,Miej serce i patrzaj w serce''
  • gobi05 27.07.08, 09:28
    Domyślam się, że masz związki z jakąś uczelnią.
    Niestety nie wiem, z jaką - bo wówczas mógłbym
    postulować podniesienie poziomu nauczania
    właśnie w tym kierunku. Możliwych kierunków
    jest multum, a człowiek ma tylko jedną głowę.

    Mam wrażenie, że obecnie zbyt duży nacisk kładzie się
    w szkołach na sprawność w wypełnianiu testów.
    No, ale z drugiej strony czego oczekiwać od szkoły,
    skoro jest ona rozliczana właśnie z takich wskaźników?
    Stąd efekt w postaci "myślenia inaczej" uczniów
    i absolwentów.

    Komisje egzaminacyjne mamy marne, egzaminy źle
    pomyślane, to i absolwenci źle przygotowani.
    Gdyby szczegółowe kursy (biologii, geografii itp.)
    przygotowywali fachowcy, to i egzaminy musieliby
    oni przygotować. Tymczasem teraz kto inny pracuje
    nad nauczaniem, a kto inny nad sprawdzaniem jego
    efektów.

    Tak naprawdę, to trzeba wcześniej "kierunkować"
    młodzież, żeby uczniowie nie tracili czasu
    na nibygłaszczki i wskaźniki wydobycia węgla
    w Chinach. Geolog nie potrzebuje mitochondriów
    a lekarz nie potrzebuje surowców energetycznych.
    Z drugiej strony niezbędne staje się umożliwienie
    uzupełniania wiedzy, żeby geolog mógł się
    przekwalifikować na laboranta.

    Po prostu każdy uczeń/student musi mieć własną
    ścieżkę edukacyjną w zależności od planów
    życiowych. Do uzyskania kwalifikacji zawodowych
    potrzebne są określone kursy, do których trzeba
    przygotować się na wcześniejszych kursach...
    Tak dochodzimy do podstaw czyli nauki czytania
    i pisania, które powinny być wspólne dla wszystkich.
    Koniec szkoły podstawowej to najlepszy moment
    na określenie ścieżki edukacyjnej (ścieżek
    edukacyjnych jeśli ktoś chce więcej), natomiast
    gimnazjum powinno być zindywidualizowane.
  • randybvain 28.07.08, 19:00
    Ponieważ dyskusja na podobne tematy pojawia się tutaj co jakiś czas,
    to może nie będę się powtarzał.
    1. Szkolnictwo nie jest tylko dla uczniów, ale jest także miejscem
    pracy pewnej grupy ludzi i w jej interesie są tylko takie zmiany,
    które nie spowodują pogorszenia obecnego statusu.
    2. Młodzież ponadpodstawowa w większości nie ma jeszcze
    sprecyzowanych poglądów na swą życiową karierę, więc specjalizacja
    (której jestem gorącym zwolennikiem) odpada na tym etapie.
    Prawdopodobnie gdzieś koło 25-ki obecnie pojawia się u nich coś na
    kształt pomysu na życie. Taka obecnie jest cywilizacja.
    3.Myślę, że warto wprowadzić etap przejściowy w postaci uczenia
    zdobywania wiedzy, czyli posługiwania się internetem, katalogiem w
    bibliotece czy kalkulatorem. Nie ma potrzeby stosowania nauki
    pamięciowej w momencie, gdy każda informacja może być dostępna w
    kilka chwil.
    --
    Aurë entuluva!

    Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
    Polaków zna walijski?
  • gobi05 29.07.08, 04:06
    > 1. Szkolnictwo nie jest tylko dla uczniów, ale jest także miejscem
    > pracy pewnej grupy ludzi i w jej interesie są tylko takie zmiany,
    > które nie spowodują pogorszenia obecnego statusu.
    Po pierwsze - nie postulowałem pogorszenia obecnego
    statusu pracowników oświaty. Zresztą, jeśli chodzi
    o nauczycieli, to raczej trudno jeszcze bardziej
    im pogorszyć, zaś jeśli chodzi o urzędników
    kuratoriów, to ich los jest przesądzony: władza
    do powiatów. Pozostaje kwestia statusu pracowników
    ministerstwa i wątpię, by zerwanie z systemem
    klasowo-lekcyjnym miało tu jakieś znaczenie.
    Po drugie - szkolnictwo państwowe powinno być
    usługą dla wszystkich mieszkańców Polski
    i to według reguły "nasz klient - nasz pan".
    To nie naród jest zakładnikiem oświaty, tylko
    oświata musi realizować ważne społecznie cele.
    Obecnie nie realizuje.

    > 2. Młodzież ponadpodstawowa w większości nie ma jeszcze
    > sprecyzowanych poglądów na swą życiową karierę, więc specjalizacja
    > (której jestem gorącym zwolennikiem) odpada na tym etapie.
    Dobrze piszesz: nie ma sprecyzowanych poglądów.
    W ogóle nie wie, na czym polega dorosłe życie.
    Dopiero gdy rówieśnicy z wolna przekraczają Rubikon
    pierwszej pracy, uczniowie lub studenci zaczynają
    widzieć co ich czeka i myśleć o tym. To zbyt późno.
    Szkoła musi pomagać odkrywać zdolności i zainteresowania,
    znajdować szanse i aspiracje, robić plany życiowe.
    Cywilizacja nie wyśle każdego na studia doktoranckie.

    > 3.Myślę, że warto wprowadzić etap przejściowy w postaci uczenia
    > zdobywania wiedzy, czyli posługiwania się ...
    No, to tu się rozmijamy. Jedną z bolączek obecnego
    systemu edukacji jest wtłoczenie wszystkich do tego
    samego schematu: rocznik-przedmiot-lekcja. Zdolni są
    powstrzymywani, opóźnieni są kwalifikowani jako
    matoły, przeciętni nie szukają swoich mocnych stron.
    Wszyscy uczą się razem: siano-słoma, jak w Szwejku.
    Ogromnie potrzebujemy indywidualizacji i możemy
    ją zapewnić dzięki współczesnej technologii,
    ale tuzy szkolnictwa tego nie widzą, bo są starzy.
    Kiedy to pokolenie wymrze Polska będzie 20 lat
    za Murzynami.
  • randybvain 30.07.08, 18:54
    Tak się zastanawiam - kogo masz na myśli pisząc: my potrzebujemy?
    --
    Aurë entuluva!

    Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
    Polaków zna walijski?
  • gobi05 30.07.08, 20:00
    Kto "korzysta" z przestarzałej edukacji?
    Kto odniesie korzyść z wprowadzenie w życie
    lepszego modelu edukacji?
    Chyba łatwiej byłoby wymienić tych, którym
    to nie zrobi różnicy.

    Określając cele dla nowej edukacji trzeba
    wziąć pod uwagę potrzeby wszystkich (nawet
    luźno) związanych z edukacją.

    1. Uczniowie zdolni.
    Obecnie uczeń który szybciej się uczy jest
    poszkodowany, ponieważ postępy są określone
    przez rozkład materiału i siatkę godzin.
    Zdolni są powstrzymywani w rozwoju.

    2. Uczniowie słabi.
    Słabi uczniowie są utwierdzani w poczuciu
    niższości, głupoty i niezdolności. Nie
    nadążając za tempem wynikającym z rozkładu
    materiału przechodzą z klasy do klasy
    nie mając utrwalonych podstaw.
    Słabo opanowany materiał z klasy drugiej
    spowoduje, ze uczeń będzie powtarzał klasę
    trzecią!

    3. Uczniowie średni.
    Uczniowie średni uczą się wszystkiego
    "jak leci", chociaż większość z tej wiedzy
    i umiejętności będzie dla nich zupełnie
    nieprzydatna. Podział na kompetencje
    osobiste, społeczne i zawodowe pozwoli
    im lepiej wykorzystać czas i lepiej
    funkcjonować w przyszłości.

    4. Rodzice.
    Zazwyczaj czas pracy rodziców jest dłuższy niż
    czas nauki dzieci. W związku z tym szkoły prowadzą
    świetlice, gdzie dzieci zabijają czas czekając.
    Rezygnacja z systemu klasowo-lekcyjnego zmieni
    szkołę z instytucji edukacyjno-wychowawczej
    na opiekuńczo-edukacyjną. Rodzice moga wówczas
    żądać opieki dla swoich dzieci według swoich
    potrzeb, a nie według planu lekcji.

    5. Bezrobotni.
    Dobrze określone ścieżki zawodowe pozwalają
    uzupełniać kwalifikacje do wybranego nowego
    zawodu w oparciu o kursy ukończone wcześniej.
    Szkolenia proponowane przez Urzędy Zatrudnienia
    rzadko pomagają bezrobotnym, bo jest to uboga
    oferta.

    6. Dorośli.
    Obowiązek szkolny jest połączony z prawem
    do bezpłatnej nauki. Rezygnacja z systemu
    klasowo-lekcyjnego na rzecz systemu kursów
    pozwoli przekształcić szkoły w ośrodki edukacyjne,
    z których mogą korzystać wszyscy. Jeśli
    nie z powodów zawodowych, to na pewno dla
    celów osobistych i społecznych.

    6. Gospodarka.
    Nauka według indywidualnych ścieżek rozwoju
    zawodowego pozwoli na szybsze zdobywanie
    potrzebnych kwalifikacji i wcześniejsze podejmowanie
    pracy.

    7. Społeczeństwo.
    Szybkie zmiany ostatnich kilkudziesięciu lat
    spowodowały, że rodzice często nie umieją
    przekazać dzieciom ważnych kompetencji.
    Kursy rachunkowości domowej, gotowania,
    pierwszej pomocy ofiarom wypadków itp.
    są nam potrzebne lecz nie mieszczą się
    w systemie edukacyjnym jaki mamy od wieków.

    8. Państwo.
    Nasze społeczeństwo po przejściu przez
    komunistyczne półwiecze nie zna aktywności
    społecznej i obywatelskiej. Życie polityczne
    to praktycznie etatowi politycy. Wolontariat
    na rzecz starszych, chorych, dbałość
    o środowisko, amatorskie kluby sportowe - to
    wszystko ma przed soba długą drogę rozwoju.
    Wprowadzenie kursów dających kompetencje
    społeczne jest bardzo ważne.

    Szkoły mogą pełnić rolę ośrodków lokalnego życia
    społecznego, inkubatorów przesiębiorczości,
    centrów dokształcania i powstrzymać wzrost
    chuligaństwa. Pierwszym krokiem jest jednak
    odrzucenie dogmatu klasowo-lekcyjnego.
  • krociech 30.07.08, 22:18
    >Nie ma potrzeby stosowania nauki
    pamięciowej w momencie, gdy każda informacja może być dostępna w
    kilka chwil.

    Ładny slogan. I często powtarzany. Ja na przykład zanim pójdę spać sprawdzę sobie w Wikipedii, jak szybko zbudować most wantowy niewielkim nakładem środków.
  • gobi05 08.08.08, 10:14
    > Ładny slogan. I często powtarzany
    Masz rację - slogan. Jednak warto zastanowić się,
    dlaczego tak popularny. Ludzie zdają sobie sprawę,
    że szkoła daje narzędzia w postaci prostych
    umiejętności: liczenia, pisania, pisania wypracowań
    itd. Przy tym podaje do nauczenia się mnóstwo
    wiadomości.
    Problem w tym, że wkład pracy w porównaniu
    z użytecznością wydaje się zbyt duży.
    Dlatego mówię wciąż o kompetencjach.

    Nauczanie powinno być zorientowane na kompetencje,
    a nie wiedzę. Kompetencje w naturalny sposób
    wiążą się z praktycznymi umiejętnościami - tak
    by się mogło wydawać.
    Niestety praktyka naszej edukacji dowodzi,
    że kompetencje mogą być "teoretyczne", nieżyciowe
    i nieużyteczne.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse.
    Ale szanse do czego?
    Liczy się życie.
  • greczynka_77 30.09.08, 08:58

    naprawde uwazasz ze dzieciom zbedna jest wiedza, uwazasz ze szkola
    ma uczyc kompetencji i kropka (bo liczenie i pisanie to rowniez
    kompetencje, czyli ze poza tym i kilkoma sprawnsciami dzieciom
    zbedna jest jakakolwiek swiadomosc czegokolwiek?
    Jesli uwazasz ze uzytecznosc jest miara wszelkiego sensu to naprawde
    duzo tracisz w tym zyciu. Naturalnie szkola dzieci przemeczy, chocby
    nie wiem jak zreformowana, jesli wpajacie im ze nic nie jest godne
    "bezinteresownego" zainteresowania czy pracy, ze matematyk nie moze
    sie interesowac historia, ze nie musi wiedziec co to mitochondrie.




  • gobi05 01.10.08, 00:14
    > naprawde uwazasz ze dzieciom zbedna jest wiedza
    Nie - uważam, że potrzebna jest _potrzebna_
    wiedza, a nie wszystko to, co jest teraz
    w programach nauczania.

    > uwazasz ze szkola ma uczyc kompetencji i kropka
    Nie - uważam, że obecnie mamy zbyt dużo
    nauki teoretycznej.

    > zbedna jest jakakolwiek swiadomosc czegokolwiek?
    Wręcz przeciwnie - uważam, że podział zbioru
    udostępnionych kursów na zawodowe, osobiste
    i społeczne pozwoli uczniom świadomie wybierać
    czego chcą się nauczyć oraz lepiej zdawać sobie
    sprawę ze związków przyczynowo-skutkowych
    w różnych dziedzinach.

    > Jesli uwazasz ze uzytecznosc jest miara
    > wszelkiego sensu to naprawde duzo tracisz
    > w tym zyciu.
    Dzięki za troskę. Uważam, że jak płacę za coś,
    to mam prawo wiedzieć, jakie mają być efekty.
    Teraz zadaniem systemu edukacji jest edukowanie,
    a celem jest wyedukowane społeczeństwo.
    To był dobry pomysł w czasach Oświecenia,
    ale nie teraz.
    Technologia pozwala na daleko posuniętą
    indywidualizację nauczania i zapewnienie
    wysokiego poziomu nauczania zarazem.
    Dlaczego mamy pozostawać w mrokach Oświecenia??

    > Naturalnie szkola dzieci przemeczy, chocby
    > nie wiem jak zreformowana, jesli wpajacie
    > im ze nic nie jest godne "bezinteresownego"
    > zainteresowania czy pracy, ze matematyk nie moze
    > sie interesowac historia, ze nie musi wiedziec
    > co to mitochondrie.
    Mitochondria naprawdę nie są ważne dla większości
    społeczeństwa. Mogą być ważne dla tych, którzy
    będą zajmować się biologią, medycyną itd. zawodowo,
    ale zawody techniczne i usługowe, higiena osobista,
    działalność polityczna - mają wiele ważniejszych
    zagadnień do omówienia. Nauka może być wydajniejsza
    i szybsza, o ile przestaniemy udawać, że wszystkie
    dzieci są jednakowe.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • greczynka_77 30.09.08, 09:09
    >Nie ma potrzeby stosowania nauki
    pamięciowej w momencie, gdy każda informacja może być dostępna w
    kilka chwil.

    jeszcze odniose sie do tego bo to dla mnie szok, czy wiedza i
    informacja to twoim zdaniem to samo??

  • gobi05 01.08.08, 08:03
    Piszesz:
    > pracy pewnej grupy ludzi i w jej interesie są tylko takie zmiany,
    > które nie spowodują pogorszenia obecnego statusu.
    i niestety masz rację.
    Czy politycy wprowadzający prawdziwą reformę edukacji
    cokolwiek na tym skorzystają? Wątpię.
    To musi być długotrwała operacja, praktycznie dwa różne
    systemy edukacji działające równocześnie przez
    kilkanaście lat. Potrzebna jest _powszechna_ zgoda
    wszystkich środowisk politycznych rządzących Polską
    przez ten czas. Ci z fazy początkowej muszą zrobić
    najwięcej dając solidne podstawy, natomiast skorzystają
    ci z fazy końcowej, o ile reforma się powiedzie.

    Sprowadza się to do przekazania wielkich kwot
    ludziom nie związanym z żadną partią. Utopia :-(
    Tego nie zrobi NIKT z obecnie znanych polityków
    w Polsce.
    Czy firmy w rodzaju Prokomu (wpływające na władze)
    mogą skorzystać na reformie na tyle, by były
    zainteresowane jej przeprowadzeniem?
    Odpowiedź negatywna.
    Czy Unia Europejska mogłaby naciskać na polskie
    władze, aby przeprowadzić taką reformę? Śmiech.

    NIKT oprócz narodu nie ma w tym interesu. Szkoda.
  • randybvain 01.08.08, 19:38
    No i sprawa się rypła. Zwłaszcza w kontekście coczteroletnich zmian
    ekipy rządzącej, z których każda ma swoją wizję edukacji.

    Popieram twoje postulaty odnośnie uczniów - jest to oczywiste moim
    zdaniem.
    --
    Aurë entuluva!

    Polska strona języka walijskiego - w budowie, ale się staram rozwijać. Jak dużo
    Polaków zna walijski?
  • truten.zenobi 30.07.08, 22:15
    ja powiem tak
    pilnie potrzebna jest prawdziwa reforma, oparta na aktualnych
    potrzebach - wymaganiach min rynku pracy, i na wiedzy pedagogicznej,
    socjologicznej, psychologicznej..

    za to bardzo szkodliwe są różne reorganizacje gdyż wprowadzają
    niepotrzebne zamieszanie co znacznie sie odbija na efektach
    nauczania, a z drugiej strony dodatkowo zniechęca do podjecia trudu
    prawdziwej reformy!!
    --
    "The future is coming on..."
  • gobi05 01.09.08, 08:37
    > pilnie potrzebna jest prawdziwa reforma, oparta
    > na aktualnych potrzebach - wymaganiach min rynku
    > pracy, i na wiedzy pedagogicznej, socjologicznej,
    > psychologicznej..

    To zbyt ogólnie i zbyt tymczasowo zarazem.
    Ja cały czas twierdzę, że prawdziwa reforma
    musi odmienić tryb nauczania (a raczej uczenia
    się) z _grupowego_ na _indywidualne_.
    Teraz istnieją środki techniczne pozwalające
    na naukę w indywidualnym tempie ucznia.
    Nauczanie oparte o zespoły klasowe, siatkę godzin
    i rozkłady materiału jest obecnie szkodliwe.

    Musimy zrezygnować z dogmatu klasowo-lekcyjnego.
    Dziedzictwo Oświecenia jest obecnie obciążeniem.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • truten.zenobi 02.09.08, 15:36
    > Musimy zrezygnować z dogmatu klasowo-lekcyjnego.
    > Dziedzictwo Oświecenia jest obecnie obciążeniem.

    nie pomyślałem o takiej możliwości ale możesz mieć rację. co prawda było by to
    rewolucją wywracającą wszystko w dotychczasowym systemie oświaty ale jak się
    dobrze zastanowić wcale nie taką niemożliwą.

    wymagało by to jednak większej samodyscypliny od uczniów o co u ludzi młodych
    raczej trudno. z drugiej strony bardziej "hobbystyczne" podejście do nauki
    skutkowało by większym zaangażowaniem i efektywniejszą pracą.

    hmmm.... ale to nie w uczniach jest problem, ale w biurokratycznej machinie
    która nie zamierza się reformować, o całkowitym jej unicestwieniu nie
    wspominając, w podejściu większości społeczeństwa do nauki i edukacji
    przekładającym się na określoną wolę polityczną (a w zasadzie brak takiej woli
    odnośnie reform, zwiększania nakładów,)

    --
    "The future is coming on..."
  • gobi05 02.09.08, 22:36
    > było by to rewolucją wywracającą wszystko
    > w dotychczasowym systemie oświaty ale
    > jak się dobrze zastanowić
    > wcale nie taką niemożliwą.

    Właściwie nie byłoby to rewolucją, bo instytucje
    pozostają: ministerstwo, organy prowadzące,
    nadzór, komisje egzaminacyjne, może coś jeszcze.

    Zmiana dotyczy głównie sposobu planowania zajęć
    i ich prowadzenia. To nie jest rewolucja,
    żeby obok pedagoga szkolnego działał w szkole
    doradca zawodowy.

    > wymagało by to jednak większej samodyscypliny
    > od uczniów o co u ludzi młodych raczej trudno.
    Nie wydaje mi się. To tylko kwestia organizacji.
    Nie musi nauczyciel robić sprawdzian na koniec
    każdego działu, może robić co 4 tygodnie walidację
    postępów - to to samo, tylko że każdy uczeń
    może być na innym etapie.
    Tak czy inaczej, dziecko i rodzice wiedzą jakie są
    jego wyniki.

    > z drugiej strony bardziej "hobbystyczne" podejście
    > do nauki skutkowało by większym zaangażowaniem
    > i efektywniejszą pracą.
    No, nie przesadzajmy. Nie chodzi o hobby tylko
    kwalifikacje do podjęcia pracy. Nie wszystko,
    co prowadzi do kwalifikacji jest łatwe i przyjemne.
    W każdym razie dałoby się zrezygnować z rzeczy
    niepotrzebnych.
    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33211,5646115,Od_pieniedzy_moze_sie_zakrecic_w_glowie.html
    Dzieci uczą się o pantofelkach, a nie o kartach
    kredytowych - bo pantofelki to duch Oświecenia
    a karty kredytowe są współczesne.

    > hmmm.... ale to nie w uczniach jest problem, ale
    > w biurokratycznej machinie która nie zamierza
    > się reformować, o całkowitym jej unicestwieniu
    > nie wspominając,

    Ta machina nie musi się likwidować, tylko trochę
    zmienić. W dodatku, nie od razu, ale w ciągu
    kilkunastu lat - i tu jest największy problem.
    Politycy liczą na natychmiast widoczne efekty.

    > w podejściu większości społeczeństwa do nauki
    > i edukacji przekładającym się na określoną
    > wolę polityczną (a w zasadzie brak takiej woli
    > odnośnie reform, zwiększania nakładów,)

    Niestety - wola polityczna społeczeństwa
    nijak się ma do działań polityków,
    przynajmniej w Polsce.
    Politycy nie dopuszczają społeczeństwa do dyskusji,
    nawet w tak neutralnych i pilnych tematach,
    jak edukacja. Zawsze chodzi o pieniądze,
    i to oni chcą je dzielić. Minimum wysiłku
    i maksimum korzyści.
    Dranie.
    Mam pełną świadomość, że to o czym piszę
    nie stanie się w ciągu najbliższych
    kilkunastu lat, ale chcę żeby oni nie mogli
    powiedzieć, że nie wiedzieli jak jest źle
    i co robić. Następne pokolenie polityków
    zajmie się problemami edukacji w pierwszej
    kolejności. Będziemy w ogonie cywilizacji,
    trochę szkoda.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • anonimowy.internauta 01.09.08, 20:35
    Ja bym dodał do dyskusji jeszcze wypowiedź, którą przeczytałem dziś na czyimś blogu:

    maszynowy.blox.pl/2008/09/WITAJ-SZKOLO.html
    W dużej części zgadzam się z tym. Na szczęście mnie udało się czasem trafiać i na fajnych nauczycieli. :) Ale zmiana ich mentalności JEST potrzebna. Wydaje mi się, że na studia pedagogiczne często idą ludzie, którzy nie maja nic lepszego do roboty. Na tym bardzo tracą uczniowie. Zmiana podejścia "dołu" mogłaby przynajmniej w części zastąpić zmianę systemu.
  • gobi05 15.09.08, 18:38
    > Ale zmiana ich mentalności JEST potrzebna.
    > Wydaje mi się, że na studia pedagogiczne
    > często idą ludzie, którzy nie maja nic lepszego
    > do roboty. Na tym bardzo tracą uczniowie.
    > Zmiana podejścia "dołu" mogłaby przy
    > najmniej w części zastąpić zmianę systemu.

    Czyli wołasz o "Siłaczki", we współczesnym świecie?
    Nic z tego. Nauczyciele nie mają _żadnych_ zobowiązań
    wobec społeczeństwa. To zawód, jak każdy inny.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • dziwny_gosc 26.09.08, 23:24
    > Czyli wołasz o "Siłaczki", we współczesnym świecie?
    > Nic z tego. Nauczyciele nie mają _żadnych_ zobowiązań
    > wobec społeczeństwa. To zawód, jak każdy inny.

    Jeśli uważasz, że to zawód jak każdy inny, to chyba skłaniasz się ku likwidacji
    karty nauczyciela i wszelkich przywilejów. W każdym innym zawodzie wystarcza
    kodeks pracy. Praca w szkole 8h dziennie, żadnych wakacji, normalny urlop
    wypoczynkowy, żadnych urlopów dla poratowania zdrowia itd. Nie wiem czy to dobre
    rozwiązanie.
  • gobi05 28.09.08, 09:50
    > W każdym innym zawodzie wystarcza
    > kodeks pracy. Praca w szkole 8h dziennie,
    Owszem, a pracodawca zapewnia stanowisko pracy
    i wszelkie materiały - jak najbardziej jestem ZA.
    Teraz nauczyciele nie są w stanie usiąść wszyscy
    razem w pokoju nauczycielskim, bo brakuje
    miejsca, a o komputerach, drukarkach itd.
    nie ma co mówić.
    > karty nauczyciela i wszelkich przywilejów.
    Zamiast przywilejów poproszę o uczciwą płacę.

    > żadnych wakacji, normalny urlop wypoczynkowy,
    A czemu nie?

    > żadnych urlopów dla poratowania zdrowia itd.
    Tu byłbym bardzo ostrożny, bo nie tylko
    nauczyciele mają choroby zawodowe. Zlikwidujmy
    przywileje mundurowych, kliniki rządowe zamknijmy
    przed rodzinami polityków, odbierzmy trzynastki
    i czternastki górnikom - i możemy zlikwidować
    te nieszczęsne urlopy.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • dziwny_gosc 01.10.08, 20:04
    > Owszem, a pracodawca zapewnia stanowisko pracy
    > i wszelkie materiały - jak najbardziej jestem ZA.
    > Teraz nauczyciele nie są w stanie usiąść wszyscy
    > razem w pokoju nauczycielskim, bo brakuje
    > miejsca, a o komputerach, drukarkach itd.
    > nie ma co mówić

    Gdyby istotą pracy nauczyciela było gremialne przesiadywanie w pokoju
    nauczycielskim, to może faktycznie byłby problem, przynajmniej w niektórych
    szkołach.

    > Zamiast przywilejów poproszę o uczciwą płacę.
    A co jest nieuczciwego w obecnej płacy?

    > Tu byłbym bardzo ostrożny, bo nie tylko
    > nauczyciele mają choroby zawodowe. Zlikwidujmy
    > przywileje mundurowych, kliniki rządowe zamknijmy
    > przed rodzinami polityków, odbierzmy trzynastki
    > i czternastki górnikom - i możemy zlikwidować
    > te nieszczęsne urlopy.
    Tak, nie tylko nauczyciele mają choroby zawodowe, ale tylko oni mają urlopy dla
    poratowania zdrowia.
  • gobi05 10.10.08, 07:44
    Nie tylko nauczyciele mają przywileje,
    ale to właśnie przeciwko nim
    najczęściej są wystąpienia.
    Jak mamy likwidować przywileje, to proponuję
    zająć się również innymi profesjami.
    Zauważ, że bez narzekania zgadzam się
    na większość twoich postulatów, proszę
    tylko o zapewnienie godziwych warunków
    do pracy przez pracodawców.
    A urlopy zdrowotne? Ich zniesienie
    musi spowodować zmianę zawodu przed
    uzyskaniem wieku emerytalnego.
    Nie widzę w tym nic złego (poza oszustwem
    w postaci jednostronnej zmiany _umowy_
    o pracę), ale jeśli ma się to stać w imię
    Idei - zwalczania przywilejów - to zwalczajmy
    je również w odniesieniu do innych,
    nie tylko nauczycieli!


    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • gobi05 25.10.08, 09:22
    > > Teraz nauczyciele nie są w stanie usiąść wszyscy
    > > razem w pokoju nauczycielskim, bo brakuje
    > > miejsca, a o komputerach, drukarkach itd.
    > > nie ma co mówić
    >
    > Gdyby istotą pracy nauczyciela było gremialne przesiadywanie w pokoju
    > nauczycielskim, to może faktycznie byłby problem, przynajmniej w niektórych
    > szkołach.

    Istotą pracy nauczyciela jest przygotowywanie zajęć.
    To, co się robi przez 18 godzin w tygodniu to jest
    zbieranie owoców prawdziwej pracy. Ja miałem biurko
    pełne papierów i półkę książek, z których korzystałem
    (czasem częściej, czasem rzadziej). Wcale bym się
    nie pogniewał, gdyby mi szkoła zakupiła te książki,
    papier do drukarki i trochę innych drobiazgów,
    żeby wyposażyć moje stanowisko pracy. Wręcz
    przeciwnie - jeśli cała moja praca ma się odbywać
    na terenie zakładu pracy - to obowiązkiem pracodawcy
    jest zapewnienie mi odpowiednich warunków.
    Nauczyciele wydają masę swoich pieniędzy
    na utrzymanie swojego stanowiska pracy.
    To dziwne zjawisko, bo frezer nie kupuje
    sobie obrabiarki a górnik taśmociągu.
    Tymczasem mnóstwo nauczycieli ma drukarki,
    poradniki, dokumenty prawne, oprogramowanie
    itd. potrzebne im do pracy - w domach,
    zakupione za własne pieniądze!

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • jotka001 26.09.08, 22:57
    anonimowy.internauta napisał:
    > Wydaje mi się, że na studia pedagogiczne często idą ludzie, którzy
    nie maja nic lepszego do roboty.

    Znam wiele osób w bardzo różnych zawodach, które poszły na dane
    studia dlatego, że tak akurat wyszło, były łatwe egzaminy wstępne,
    same studia były łatwe i wymagające mało czasu i wkładu pracy,
    trzeba było łapać cokolwiek, żeby się wykręcić od wojska, tylko tam
    były jeszcze wolne miejsca itp. Więc to nie tylko zawód
    nauczycielski tak ma. A nawet po studiach wybranych z takich powodów
    można być dobrym pracownikiem. I odwrotnie - można być kiepskim
    lekarzem czy prawnikiem po studiach, o których się marzyło.
  • dziwny_gosc 26.09.08, 23:32
    Nie słyszałem o lekarzu który poszedł na medycynę dlatego, że nie miał nic
    lepszego do roboty. Dziś lekarz specjalista, kasuje za jeden dyżur więcej niż
    młody nauczyciel za cały miesiąc. Może te sprawy mają ze sobą coś wspólnego.
  • genny1 29.09.08, 07:29
    Ale znam takich, którzy poszli na medycynę, bo im rodzice kazali.
    Zgadnij, jakimi są lekarzami ... Chciałbyś, żeby cię leczyli?
  • dziwny_gosc 01.10.08, 20:29
    Nie twierdzę, że wszyscy lekarze są świetni dlatego, że przeszli przez trudne
    studia. Gdyby łatwiej było zostać lekarzem, byłoby zapewne jeszcze gorzej. Za to
    zostać nauczycielem jest bardzo łatwo (przynajmniej zdobyć wymagane
    wykształcenie bo z etatami, to już różnie), powoduje to niestety opłakane skutki.
  • jotka001 02.10.08, 19:38
    Nic prostszego - zrób uprawnienia pedagogiczne, idź uczyć do szkoły
    i pokaż nam, cieniasom, jak perfekcyjnie pracować.
  • gobi05 20.10.08, 08:09
    na uniwersytecie, i że twoim zdaniem
    "było bardzo łatwo" - hahaha.
    A może filologie angielską, z tymi
    teoriami Chomsky'ego?
    Bo jeśli nie, to nie mów, ze łatwo.
    Bo zwyczajnie tego nie wiesz, tylko
    powielasz kłamstwa.

    I ponownie: opłakane skutki są wynikiem
    _systemu_ "nauczania dla nauczania".
    Obecnie edukacja nie wyznacza celów
    i nie mierzy ich osiągania. Mierzone
    są jakieś "efekty nauczania", a to coś
    zupełnie innego. Chciałbym uzyskać
    odpowiedź na pytania:
    - "Dlaczego wszyscy uczniowie muszą
    uczyć się tego samego przez aż 9 lat?"
    Jaki jest tego cel?
    - "Dlaczego po 13 latach nauki absolwent
    nie ma kwalifikacji do żadnej pracy?"
    Jaki jest tego cel?

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • jotka001 02.10.08, 19:48
    Nie to miałam na myśli. Wcześniej pisałeś, że na studia pedagogiczne
    często idą ludzie, którzy nie maja nic lepszego do roboty. Dlatego
    mówię, że nawet jak idziesz na studia, na które zawsze chciałeś iść,
    to nie znaczy, że bedziesz dobrym fachowcem w tej dziedzinie. I
    tyle. I dlatego podałam przykład np. lekarzy, bo na te studia idą
    raczej ludzie zdecydowani na taki zawód (choć, jak już ktoś napisał,
    często jest to na zasadzie pewnego rodzinnego przymusu
    czy 'dziedziczenia' profesji po rodzicach). I naprawdę to z jakim
    nastawieniem i z jakiego powodu wybierasz dane studia nie mówi nic o
    tym jakim będziesz pracownikiem.
  • jotka001 02.10.08, 19:53
    To powyżej to była odpowiedź na wcześniejszy post dziwny_gość: 'Nie
    słyszałem o lekarzu który poszedł na medycynę dlatego, że nie miał
    nic lepszego do roboty. Dziś lekarz specjalista, kasuje za jeden
    dyżur więcej niż młody nauczyciel za cały miesiąc. Może te sprawy
    mają ze sobą coś wspólnego.'

    Bardzo przepraszam, że tak się bez sensu wkleiło.
  • gobi05 10.10.08, 07:51
    Anonimowy internauta pisze >>Zmiana podejścia
    "dołu" mogłaby przynajmniej w części zastąpić
    zmianę systemu.<< To jest gdybanie. Mogłaby
    zastąpić, albo i nie. Moim zdaniem na pewno nie.
    Potrzebna jest właśnie zmiana całego systemu,
    i to bez powtarzania błędów, przez które
    przeszły już społeczeństwa bogatsze od polskiego.
    Problem leży w celach stawianych wobec systemu
    edukacji. Cele zostały określone dawno temu,
    w warunkach zupełnie innych niż aktualne.
    Oświeceniowe idee czynią obecnie więcej szkody
    niż pożytku.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • arkisz 28.10.08, 11:59
    Popierwsze bym zmienił że dany nauczyciel może pracować tylko w
    jednej szkole!!! oczywiście po odpowiednich podwyzkach.
    -w szkole spędza tygodniowo 40 godzin a nie niecałe 18!!!!
    -Obowiązkowo odbija karte wychodzenia i przychodzenia do pracy (
    niejednokrotnie u mojego syna nauczyciele wchodza do szkoły o 8-05
    a kończą 5 mionut przed dzwonkiem tłuymacząc że pracowali na
    rpzerwie.
    - Na przerwie nauczyciel jest dostępny dla ucznia a nie zbywa go
    tekstami mam przerwe!!!!
    - no i oczywiście wcześniejsze emerytury przeciez i tak wiekszosc
    emerytur pracuje a po drugie to siedza tylko w szkole i mowia
  • danuta49 28.10.08, 18:47
    Niewiele się nauczyleś.Pewnie innych przedmiotów też.Teraz winisz za
    wszystko nauczycieli.Tymczasem gląb gląbem zostaje,a i w genach
    swoją glupotę przekaże!
  • arkisz 30.10.08, 07:50
    WIesz a ja ci powiem tak nauczyciel nauczyCIULEM zostanie dlaczego?
    Bo wybral kierunek studiow na ktorym nie trzeba nic robic, w pracy
    mowi to co sie w liceum lub podstawowce nauczyl i teraz ma do
    panstwa pretensje ze nie zarabia wiecej. czlowieku jak ci sie w
    szkole nie podoba do wolna droga szukaj pracy w innej firmie! ale
    jest problem nikt nauczyciela nie zatrudni bo jak slyszy co w
    przeszlosci robil to sory bardzo. Nauczyciele to najbardziej leniwa
    i niezaradna grupa zawodowa !!!!
  • gobi05 18.11.08, 13:21
    > Popierwsze bym zmienił że dany nauczyciel może pracować tylko w
    > jednej szkole!!! oczywiście po odpowiednich podwyzkach.
    Nie możesz zabronić nauczycielom działalności gospodarczej,
    a to oznacza, że mogą dawać korepetycje, prowadzić kursy,
    wykonywać pracę na umowę-zlecenie dla firm edukacyjnych
    itd.

    Z tym odbijaniem karty to świetny pomysł. A szczególnie,
    jeśli bym się zasiedział i dostał za to pieniądze jak
    za godziny nadliczbowe.

    Przerwy - to nie tak: przerwy muszą być niepłatne,
    ale za to rzeczywiście bez kontaktu z uczniami.
    Natomiast dyżury na korytarzu niech prowadzą pracownicy
    zatrudnieni przez organ założycielski, i niech to oni
    (a nie nauczyciele) pilnują porządku i bezpieczeństwa
    uczniów.

    Wcześniejsze emerytury nie są niezbędne, podobnie
    płacenie za wakacje - tylko niech czas faktycznie
    przepracowany będzie opłacany PRZYZWOICIE!

    Chcę jeszcze powiedzieć, że jeśli "mówienie" to twoim
    zdaniem nie praca, to życzę ci, byś został nauczycielem
    i uczył w klasach ponad-30osobowych.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • e-ftalo 20.11.08, 23:55
    System edukacji w tym kraju jest upadły.
    Młodzież marnuje swój czas na naukę rzeczy które nie sa im do nieczgo
    potrzebne(w 80%) a nie mają czasu na rozwijanie własnych zainteresowań oraz
    ambicji.Nie są w stanie w żaden sposób spożytkowac nabytej wiedzy w polskiej
    szkole,ale nie mają żaden jalternatywy w postaci szkół profilowanych.Wciąż
    istnieją ogólne gimnazja oraz licea.
    Pierwszą rzecza która nalezy zmienić to odchudzenie programów szkolnych oraz
    stopniowe wprowadzanie nowego,na miejsce zabranego.

    Obecny rząd nie ma zielonego pojęcia co to jest edukacja ani jak ją reformować.
    To rząd nieudaczników,nawet szkoda dyskutować.
    Swojemu dziecku mogę powiedzieć tylko jedno-olewać taką szkołę i szukać
    alternatywnej edukacji.
  • gobi05 22.11.08, 16:49
    > System edukacji w tym kraju jest upadły.
    Chciałbym przytaknąć, ale ta przypadłość
    jest wspólna dla całego świata. W każdym
    razie ja nie słyszałem o kraju, w którym
    państwowa edukacja udostępniałaby każdemu
    uczniowi to, czego właśnie ON potrzebuje.

    > Młodzież marnuje swój czas na naukę rzeczy które nie sa im do nieczgo
    > potrzebne(w 80%) a nie mają czasu na rozwijanie własnych zainteresowań oraz
    > ambicji.Nie są w stanie w żaden sposób spożytkowac nabytej wiedzy w polskiej
    > szkole,ale nie mają żaden jalternatywy w postaci szkół profilowanych.
    To się łatwo pisze, że akurat 80%, ale jak to
    zmierzyłeś? Moim zdaniem szkoły profilowane
    to połowa albo ćwierć sukcesu - potrzebny jest
    system gwarantujący indywidualne ścieżki edukacji
    możliwie wcześnie - przynajmniej od gimnazjum.

    > Pierwszą rzecza która nalezy zmienić to odchudzenie programów szkolnych oraz
    > stopniowe wprowadzanie nowego,na miejsce zabranego.
    ? Zastępując jeden katechizm innym nie spowodujemy
    wzrostu inteligencji uczniów. Moim zdaniem raczej
    potrzebna jest indywidualizacja.

    > Swojemu dziecku mogę powiedzieć tylko jedno-olewać taką szkołę i szukać
    > alternatywnej edukacji.
    Jeśli jest dorosłe, to tak. Dziecku raczej
    nie kazałbym szukać alternatywnej edukacji
    o własnych siłach. To jeszcze gorzej, niż
    posłać do zwykłej szkoły.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • danuta49 22.11.08, 19:31
    >Chciałbym przytaknąć, ale ta przypadłość jest wspólna dla całego
    świata. W każdym razie ja nie słyszałem o kraju, w którym państwowa
    edukacja udostępniałaby każdemu uczniowi to, czego właśnie ON
    potrzebuje.<
    Tyle,że ma on szansę przynajmniej się do tego zbliżyć.To tylko w
    Polsce jest w liceum bodaj 17 obowiązkowych przedmiotów o bardzo
    niewielkich wymiarach godzin na prawie niezróżnicowanym poziomie,
    nauczanych na dodatek wspólnie dla zdających i niezdających z
    danego przedmiotu.Na dodatek 25% czasu zajęć w ciągu 12 lat stanowią
    wf i religia.
    W cywilizownych krajach uczysz się w szkole maturalnej do(!) 6
    przemiotów,które(oraz poziom)sam wybierasz.Czasem ten wybór
    ogranicza jakiś klucz(musi np.być język ojczysty czy matematyka!).Na
    dodatek w niezbyt licznych(do 20 sztuk) grupach zajęciowych wszyscy
    (!) przygotowują się do egzaminu i to na tym samym poziomie.
    To nie jest ideal, ale w porównaniu z Polską...;-)))))
    Mieliśmy bardzo dobre 4-letnie liceum z klasami profilowanymi.I komu
    to przeszkadzalo...
  • e-ftalo 22.11.08, 22:11
    Miałem szczęście chodzić do takiego liceum i to co teraz się dzieje po
    wkroczeniu nowych rządów woła pomstę do nieba.

    Nie powiedziałem że dziceko ma szukac alternatywy,lecz rodzice świadomi problemu
    powinni szukać alternatywnych szkół,zapewne prywatnych z własnym programem
    nauczania.
    Nie wszystko musi podlegac ministerstwu edukacji,to wolny kraj i człowiek po
    podstawówce ma prawo do nauki tego czego naprawdę potrzebuje
  • gobi05 02.12.08, 02:06
    siatka godzin jest taka sama dla wszystkich
    szkół - państwowych i prywatnych.
    Podstawa programowa jest ta sama dla wszystkich.
    Choćbyś wprowadził rewelacyjny, rozbudowany
    program nauczania fizyki w liceum, to
    nie wolno ci zrezygnować z religii czy historii.
    Chyba że szkoła nie chce się nazywać szkołą
    ale ośrodkiem edukacyjnym - ale wtedy nie daje
    świadectwa ukończenia np. szkoły średniej.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • mefs 23.11.08, 14:46
    danuta49 napisała:

    > (...)Na dodatek 25% czasu zajęć w ciągu 12 lat stanowią
    > wf i religia.

    Masz rację, to przeładowanie programowe jest bezsensowne. Choć muszę przyznać,
    że zarówno WF jak i religia są potrzebne. Ale nie w takiej formie, jak są
    obecnie prowadzone.
    Ale... WF niby jest obowiązkowy, a sprawność fizyczna młodzieży jest... co
    najmniej kiepska.

    > Mieliśmy bardzo dobre 4-letnie liceum z klasami profilowanymi.I
    > komu to przeszkadzalo...

    Pod tym się podpisuję! Czteroletnie LO było naprawdę wyśmienite. Zresztą
    ośmioletnia podstawówka, w porównaniu z tym połączeniem 6 lat podstawówki plus 3
    lata gimnazjum, prawdę powiedziawszy produkowała geniuszy.
  • danuta49 23.11.08, 15:22
    Do dziś można przeczytać różne fantastyczne
    projekty "zagospodarowania" tych godzin wf dobre raczej dla
    Afryki;-) Jak na razie to tylko(!)wf-owcy mają z tego pozytek i
    dodatkowe źródla dochodu;-)))
  • danuta49 23.11.08, 15:24
    >Ale... WF niby jest obowiązkowy, a sprawność fizyczna młodzieży
    jest... co najmniej kiepska.<
  • e-ftalo 23.11.08, 20:00
    wf -2 godziny w tygodnu to odpowiednia liczba.
    Niestety wf obecnie oznacza grę w siatkówke, w piłke nożną,basen.
    Nauczyciele wf-u mimo tego że wiedzą jakie ćwiczenia powinny znaleźć się na
    lekcji wf-u ,to jednak sprawę olewają sprowadzając ją do ogladania meczu piłki
    nożnej czy siatkówki.Za co biorą pieniądze?
    Sprawność młodzieży jest kiepska z wyjątkiem wyrośniętych chłopaszków którzy
    świetnie radzą sobie w bójkach ulicznych.

    Czasem zastanawiam się czy poziom obecnej edukacji jest duzo niższy od tego z
    lat 90-tych czy wyższy lub taki sam?
    Jak sądzicie ,czy ruchy reformatorskie od roku 1999 przyniosły jakikolwiek
    pożytek dla edukacji
  • danuta49 23.11.08, 20:20
    Nie ma takiego,który móglby być wskazany jako ten gdzie odnotowano
    postęp czy choćby brak regresu, i to znacznego.Nawet wyniki
    tzw.badań PISA i to tylko w jednym obszarze czytania ze zrozumieniem
    zostaly zmanipulowane żeby je w propagandzie wykorzystać;-)))
  • krysich 02.12.08, 20:54
    Gobi05, czy Ty kiedykolwiek pracowałeś(aś) w szkole, np. w gimnazjum?
    Twoje pomysły są o tyle fantastyczne co utopijne w dobie
    powszechnych oszczędności. Mam wrażenie, że jesteś nawidzonym
    studentem pedagogiki przed praktykami w szkole.
  • gobi05 03.12.08, 16:33
    > Gobi05, czy Ty kiedykolwiek pracowałeś(aś)
    > w szkole, np. w gimnazjum?
    Owszem, pracowałem w paru szkołach.

    > Twoje pomysły są o tyle fantastyczne co utopijne
    > w dobie powszechnych oszczędności.
    Nie jestem przekonany co do powszechności
    tych oszczędności. Wzrosło zatrudnienie
    w administracji państwowej, wydajemy
    mnóstwo pieniędzy na nie swoją wojnę,
    ZUS, KRUS, górnictwo, koleje itd. -
    nie wydają się ograniczać wydatków,
    dofinansowanie dostają dziwne fundacje,
    wciąż trwają próby "rozruszania polskiej
    nauki" (KBN jak feniks z popiołów...), a ty
    mówisz o _powszechnych_ oszczędnościach?
    To po pierwsze.
    Zaś po drugie - skąd wiesz, że moje
    fantastyczne pomysły podniosą koszty
    edukacji w skali kraju? A nawet jeśli,
    to uważam, że utrzymywanie starego
    systemu kosztuje znacznie więcej.
    Mniej-więcej tyle, ile produktu
    krajowego nie wytwarzają setki tysięcy
    emigrantów w wieku produkcyjnym. Każdy
    z nich uczył się przez kilkanaście lat
    i nie znalazł dla tej nauki zastosowania
    w kraju. Po co to było?
    Czas zmienić założenia. Oświecenie to historia.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115
  • krysich 05.12.08, 20:43
    Prześledziłam wszystkie Twoje wypowiedzi, dużo w nich słow
    ("filozofowania"), a mało przydatnych i realnych treści.
    Popieram wypowiedż Danuty 49. Przecież ostatnia reforma miała
    służyć nauce praktycznego stosowania wiedzy, indywidualizacji
    nauczania itp..
    Skończyło się tak, że ani wiedzy, ani jej stosowanie tylko
    nawracanie, testowanie i okazuje się to też b. trudne dla
    testujących!
    Przerażają mnie demagogiczni reformatorzy.
  • gobi05 06.12.08, 19:32
    > Prześledziłam wszystkie Twoje wypowiedzi, dużo w nich słow
    Wszystkie trzysta postów?

    > ("filozofowania"), a mało przydatnych i realnych treści.
    Zadaj pytanie...

    > Popieram wypowiedż Danuty 49. Przecież ostatnia reforma miała
    > służyć nauce praktycznego stosowania wiedzy, indywidualizacji
    > nauczania itp..
    Nie wiem, którą wypowiedź masz na myśli.

    > Przerażają mnie demagogiczni reformatorzy.
    To nie do mnie, nie jestem demagogicznym reformatorem.

    --
    Edukacja - wyrównać szanse. Ale szanse do czego?
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=33&w=82480115

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka