Jak ktoś się chciał dostać na aplikację po "Łazarskim" to się dostał. JA się
dostałam. Mój kolega też się dostał. Starościna mojej grupy na aplikacji także
kończyła WSHiP. Parę osób pracuje w kancelariach prawnych z pierwszej 20-stki
rankingów.
WSHiP ma swój bardzo nowoczesny budynek w Warszawie (przy Świeradowskiej) i nie
prowadzi "kursów" w filiach rozsianych po wsiach i miasteczkach polskich w
salach gimnastycznych.
W trakcie studiów (zaoczne, 3 weekendy w miesiącu w godz.
8.00-18.00/20.00)mieliśmy ćwiczenia z magistrami, a wykłady i konsultacje z
profesorami: zwyczajnymi, mianowanymi, dr habilitowanymi itd. Częstokroć byli to
ludzie o znanych nazwiskach i autorzy podręczników akademickich wydawanych przez
CH Becka i LexisNexis. Jeśli zdarzał się jakiś tylko "doktor" to miał on spory
dorobek naukowy w swojej dziedzinie i był fachowcem. To prawda, zdarzyło się
parę lebieg (wśród których królowała, jak dla mnie, sflustrowana i ziejąca jadem
niechęci do własnego zawodu tudzież studentów pani I.Z. - od angielskiego).
Dodać należy, że wszystkich przedmiotów było multum - podczas 5 lat studiów co
roku mieliśmy z 5-6 egzaminów plus zaliczenia.
Oczywiście, to nie jest UW (chociaż poziomem nie odstaje od UKSW). Ale zarówno
mnie, jak i paru moich znajomych po prostu nie było stać na studia wieczorowe na
UW (WSHiP pozowała opłacać czesne w ratach, a zajęcia pozwalały na PRACĘ
zawodową w tygodniu). Druga grupa ludzi w WSHiP to bogate dzieci bogatych
rodziców w drogich furach. Też fakt. Ale - ci z kolei absolwenci, z tego co
wiem, nie mieli i nie mają mają problemów ze znalezieniem doskonale płatnej pracy.
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.