Dodaj do ulubionych

Ostrzegam przed klinika Invicta

20.11.14, 05:09
Chcę ostrzec wszystkie kobiety przed ginekologiem Krzysztofem Lukaszuk ktory jest wlascicielem prywatnej kliniki Invicta w Warszawie (ulica Zlota 6). Dziala tez w Gdansku i jeszcze w jakims miescie. Czlowiek ten nie powinien wykonywac zawodu lekarza. Wmawia w pelni zdrowym kobietom ze mają zniszczone jajniki, nie pyta nawet czy ktos ma miesiaczke. "diagnoze" stawia na podstawie USG do ktorego zmusza pacjentki. USG nie chce wydac. Namawia na In vitro w swojej klinice. Jesli ktos z Was wykonal badanie AMH w jego klinice, to radze powtorzyc je w innym miejscu. Ma swoje laboratoria, daje zdrapke a wynik ogląda się w internecie. Coraz wiecej osob ze srodowiska medycznego wie o sposobie postepowania Pana Krzysztofa Lukaszuka i mam nadzieje ze zostanie zawieszony w wykonywaniu zawodu lekarza poniewaz nieuczciwi ludzie nie powinni tego zawodu wykonywac.
Edytor zaawansowany
  • agitka100 31.01.15, 14:45
    Dziwię się że ten lekarz stara się o dotację, bo działa wbrew etyce lekarskiej wmawiając zdrowym kobietom których jajniki normalnie pracują i które mają normalną owulację że są bezpłodne! Diagnozę stawia na podstawie minutowego USG które sam wykonuje (do którego zmusza wbrew czyjejś woli) i którego nie che dać. Bedzie miał sprawę w sądzie lekarskim, takie jednostki jak on powinno sie eliminować z zawodu. Jesli zalezy Wam na zdrowiu to omijajcie tego "lekarza" szerokim łukiem.
  • racjonalista1234 09.08.16, 13:21
    Bardzo serdecznie ODRADZAM korzystanie z usług kliniki Invicta. Nie tylko w Warszawie, ale w ogóle. Byliśmy z mężem w Warszawie na badaniu nasienia - badanie ogólne i fragmentacja plemnika. Wyniki fragmentacji miały być po 10 dniach roboczych. Niestety, na stronie internetowej ich nie było. Pragnę zauważyć, że takie badanie kosztuje 500 zł!!! Nikt, ale to dosłownie nikt z kliniki nie pofatygował się, aby skontaktować się z nami w celu jakiegokolwiek wyjaśnienia sprawy. Tylko ktoś, kto bezskutecznie stara się o dziecko wie i rozumie, jak każdy cykl, kazdy niemal tydzień się liczy. Ja osobiście dzwoniłam 3 razy przez 3 dni pod rząd chcąc skontaktować się z kimś kompetentnym, kto mógłby mi pomóc. Niestety, bez skutku. Wciąż rozmawiałam z osobami na infolinii, które nie są w żaden sposób decyzyjne, a które jedynie w komputerze pisały, że sprawa jest przekazana w trybie pilnym do Warszawy. Dzwoniąc na infolinię tak naprawdę dzwoni się bodajże do Gdańska i nie ma żadnej możliwości bezpośredniego połączenia z Warszawą. Uważam, że jest to wyjątkowo nie fair, że płacąc takie pieniądze za usługę, samemu trzeba dobijać się do nich w celu dochodzenia swoich praw! W końcu miałam okazję porozmawiać z jakimś panem z laboratorium (Arkadiusz Samojedny), który poinformował mnie, że to był 'błąd ludzki'. Ja wszystko rozumiem, błąd ludzki, ale dlaczego nikt się ze mną nie kontaktuje? Nie wyjaśnia? Zapytałam tego Pana, czy dla niego 500 zł to dużo pieniedzy. Potwierdził, że tak. Ale jeśli ktoś myśli, że płacąc takie pieniądze obsługa bedzie na poziomie to się myli. Pan Arkadiusz zaproponował mi świetną rekompensatę - 'albo wam oddamy pieniądze albo przyjdźcie drugi raz na badanie'. What??????? Tak naprawdę to nie była żadna rekompensata. Poprosiłam o rozmowę z kimś z kierownictwa. Po dwóch dniach (!!!) odezwała się do mnie Pani Sylwia Barczewska, kierowniczka oddziału Warszawa (w końcu!) i jako rekompensatę zaproponowała bodajże 20 % zniżki na kolejne badania. Tylko znając poziom obsługi, ja już nie chcę się leczyć w tej klinice. Zażądałam zwrotu pieniędzy. Rozmowa była 27 lipca. Dziś jest 9 sierpnia. PIENIĘDZY NIE MA NA KONCIE! Przed chwilą skontaktowałam się z Panią Sylwią, obiecała, że dziś pieniądze zostaną przelane. Masakra! Prywatna klinika, która zarabia kupę kasy na ludzkiej trosce i problemie, jakim jest niepłodność traktuje swoich klientów jak natrętnych petentów. Skandal, skandal, skandal! ODRADZAM.
  • goscanna 08.05.18, 22:00
    Klinika Invicta to jakieś niepororozumienie. Byłam tam na badaniach prenatalnych, więc nie mogę się wypowiedzieć w sprawie leczenia niepłodności, ale totaly bałagan musi się tam przejawiać w każdej dziedzinie. Infolinia podaje złe informacje, nie rozumieją skierowań od lekarzy, umówili mnie na drugą wizytę za wcześnie, bo „kolejny termin dopiero za ileś tygodni”. Na miejscu okazało się, że niepotrzebnie, bo bez pełnych wyników lekarz nic mi nie doradzi, a ponadto miał mnóstwo dostępnych terminów...

    Powiedziano mi, że badania przysługują mi bezpłatnie na NFZ ze wzgledu na zły wynik PAPPA, póżniej stwierdzono, że jednak nie, bo pierwsza wizyta była prywatna, musiałam więc zapłacić też za następną (gdyby poinformowali mnie o tym zawczasu, mogłabym zorganizować skierowanie od ginekologa i uniknąć kosztów). Przyniosłam skierowanie na trzecią wizytę, co miało mi umożliwić dalsze leczenie na NFZ, ale przy każdej kolejnej ponownie pytano mnie o skierowanie (to, które im dałam, chyba zgubili) i musiałam wszystko tłumaczyć od początku.

    Genetyk, dr Artur Barczyk, słusznie zasugerował amniopunkcję i dodatkowe badanie FISH, które daje szybsze wyniki. O tym, że na badanie muszę przynieść formalne potwierdzenie grupy krwii dowiedziałam się przypadkiem podczas rozmowy z położną na inny temat. Recepcjonistka umawiająca mnie na amniopunkcję o tym nie wspomniała, więc gdyby nie przypadek, dowiedziałabym się dopiero na dzień przed badaniem, kiedy zadzwoniono do mnie w celu potwierdzenia wizyty – gdybym go nie miała, musiałabym przełożyć amniopunkcję.

    A propos, umawiając się na nią, nauczona doświadczeniem z personelem zapytałam, czy muszę kogoś poinformować zawczasu, ze decyduję się też na badanie FISH. Recepcjonistka odpowiedziała, że nie, po prostu zapłacę w dniu badania. Kiedy stawiłam się na amniopunkcję, położna była niemile zaskoczona, że „nie powiedziałam im wcześniej”, że chcę wykonać test FISH!

    Przed samą amniopunkcją dr Sylwia Miśta, która miała ją wykonać, zaczęła kwestionować jej sens (wtórowała jej w tym położna), mówiąc, że to dopiero 15 tydzień, a jeśli chcę wydawać pieniądze na FISH, to mogę równie dobrze „dorzucić dodatkowe 1 000 zł” i zrobić test DNA płodu, bo „jest jeszcze tyle czasu”, a na podjęcie decyzji w przypadku złych rezultatów mam do 22 tygodnia, więc „nie ma pośpiechu”. Wyjaśniłam, że trzech innych lekarzy, w tym genetyk i ginekolog z ich własnej kliniki, powiedzieli, że w moim przypadku zalecana jest amniopunkcja, nie test DNA, m. in. dlatego, że przy tak wysokim ryzyku wynik może nie być miarodajny. Dr Miśta ostatecznie stwierdziła, że to moja ciąża i moje życie, więc zrobię co zechcę, jakbym podejmowała jakąś kontrowersyjną, niedorzeczną decyzję . Czy dr Miśta nie rozumie, że mimo że prawo teoretycznie (wiadomo jak jest w rzeczywistości) zezwala na ewentualną aborcję w przypadku wad płodu do 22 tygodnia, nie oznacza, że chcę chodzić w ciąży najdłużej jak się da i decydować co dalej w 6 miesiącu? A żeby mieć w ogóle możliwość jej ewentualnego przeprowadzenia potrzebne są wyniki badań diagnostycznych, nie przesiewowych?

    Do amniopunkcji ostatecznie doszło. Okazało się za to, że „badania FISH juz nie robimy, ale jest inne, lepsze”, które kosztuje 1350 zł, nie 899. Zapłaciłam. Kilka dni później otrzymałam telefon, że do badania potrzebne jest też pobranie krwi, o czym oczywiście nikt nie raczył mnie poinformować wcześniej, musiałam więc jechać do Invicty ponownie, co opóźniło wynik testu, za który zapłaciłam głównie po to, żeby skrócić stresujący czas oczekiwania.

    Szczytem wszystkiego było odebranie wyników amniopunkcji (które na szczęście okazały się dobre) – przed przekazaniem mi wyniku pan w recepcji przez 10 minut dywagował na temat tego jak niepotrzebne i mylące są jego zdaniem testy PAPPA . Myślałam, że moze jest lekarzem, który usiadł na chwilę w recepcji, ale po spojrzeniu na plakietkę na jego koszuli okazało się, że jest specjalistą ds obsługi klienta czy coś takiego... Lekarze z Invicty na pewno byliby wdzięczni gdyby wiedzieli, że pan z recepcji wspomaga ich pracę udzielając porad medycznych...
    Nigdy wcześniej nie spotkałam się z aż taką niekompetencją w żadnej innej placówce medycznej. A biorąc pod uwagę
    czym zajmuje się Invicta, powinni tym bardziej dołożyć wszelkich starań, żeby nie dokładać pacjentom dodatkowego stresu swoją ignorancją. Zrezygnowałabym z leczenia tam już przy drugiej wizycie, gdyby nie to, że chciałam jak najszybciej dokończyć wszystkie konieczne badania. Na szczęście to już za mną, ale wiem, że NIGDY, PRZENIGDY nie zgłoszę się tam z żadną inną sprawą.
  • beniabenia_koc 14.05.18, 18:25
    .
  • beniabenia_koc 14.05.18, 18:26
    Klinikę Invicta we Wrocławiu cenię tylko ze względu na lekarza do którego chodzę. To bardzo dobry i świetnie wykształcony lekarz. Jeśli chodzi natomiast o organizację, opiekę nad pacjentem, zbyt małą recepcję, z której wszystko doskonale się niesie i wszyscy inni pacjenci doskonale wszystko słyszą (całkowity brak dyskrecji), dostęp do informacji - to jest dużo poniżej przeciętnej. Za tak duże pieniądze oczekiwałabym dużo lepszej obsługi i warunków leczenia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka