Dodaj do ulubionych

Podoba Wam się ten kryminał?

15.04.19, 13:22
Rozdział 1

Janina Krabe nie mogła znaleźć wolnego miejsca do zaparkowania samochodu. Spojrzała na zegarek i zaklęła po cichu. Czasy, kiedy na takie drobiazgi nie zwracała uwagi, minęły bezpowrotnie wraz z odejściem męża. Teraz była czterdziestoletnim kłębkiem nerwów i potulną służką boga mamony.
Umówiła się z niemieckim małżeństwem o siódmej wieczorem w wynajmowanym specjalnie na takie okazje mieszkaniu. Była już spóźniona piętnaście minut.
- Cholerna szwabska punktualność. – rozzłoszczona patrzyła na wyjeżdżającą Toyotę Camry, której kierowca potrzebował pięciu minut na zwolnienie miejsca.
- Pieprzony amator!. – pogroziła mężczyźnie w aucie, odpowiadając na jego przepraszający gest ręki. – Kup sobie bilet na autobus.
Zaparkowała szybko i płynnie swojego mercedesa. Wzięła głęboki oddech.
Za chwilę pozbędzie się dzieciaka i napije ulubionego ginu.
- Ty musisz cały czas gadać. – burknęła do siedzącej na tylnym siedzeniu czteroletniej Zuzi Kłosińskiej – Jak będziesz tyle gadać, to język ci odpadnie i męża nie znajdziesz. – pogroziła małej palcem.
Dziewczynce zaczęły się trząść usta, a po chwili zasłoniła dłońmi oczy. Rozbeczała się na całego.
Krabe chciała krzyknąć na dziecko. Mokra od łez twarz powstrzymała jednak wybuch złości. Nie mogła tego zrobić czteroletniej dziewczynce. Łagodny ton głosu, jakim się odezwała zaskoczył nawet ją samą.
– No już kochanie, nie płacz. Zaraz poznasz nowego tatusia i mamusię.
Po dwóch minutach sytuacja była opanowana. Wciśnięty w rączki Zuzi pluszowy misiek i waniliowy lizak załatwiły sprawę.
Krabe wysiadła z auta i wzięła dziewczynkę na ręce. Wbiegła po schodach na trzecie piętro.

— Guten abent. Pamiętasz, że tak masz powiedzieć?. – wysapała, próbując złapać oddech.
Zuzia skinęła głową i obejmując Krabe za szyję przytuliła się do jej piersi.
Dreszcz przebiegł kobiecie po plecach. Nie lubiła dzieci. Głównie z jednego powodu. Nie miała i nie mogła mieć własnych. Gdyby za każdą sztukę nie dostawała kilku tysięcy, to najchętniej omijałaby je z daleka.
Nacisnęła dzwonek przy drzwiach i postawiła dziewczynkę na podłodze korytarza. Zuzia wciąż zagubiona po przymusowym rozstaniu z matką schowała się za Krabe, słysząc zbliżające się kroki z wnętrza mieszkania.
Otworzył wąsaty mężczyzna po pięćdziesiątce. Spojrzał karcąco na Krabe, wskazując na zegarek.
- Dwadzieścia minut spóźnienia. Tak się nie załatwia interesów!
Zza nóg kobiety wychyliła się Zuzia, zerkając bojaźliwie na grubego nieznajomego mężczyznę. Niemiec spojrzał na jej blond włosy, niebieskie oczy i śliczną twarz. Znieruchomiał na kilka sekund. Wszedł z powrotem do wnętrza mieszkania.
Wrócił po minucie wciskając Krabe do ręki gruby plik banknotów.
- Ach ta wasza słowiańska uroda. Ta mała jest pierwsza klasa. – zły humor Niemca odleciał bezpowrotnie, a Krabe zdążyła pomyśleć, że facet ślini się nad dziewczynką jak głodny pies nad kawałkiem kiełbasy.
Krabe nie bardzo miała ochotę z nim rozmawiać. Wepchnęła Zuzię do mieszkania, a pieniądze schowała do torebki. Podała mężczyźnie papiery adopcyjne do podpisania. Niemiec mruknął coś pod nosem dopełniając formalności.
Krabe odebrała dokumenty i bez słowa pożegnania zeszła na parter budynku.
Kolejny raz dzięki brakowi skrupułów i koneksjom Korbiela sprzedała dziecko.

***

Janinę Krabe bolała głowa. Odłożyła na biurko przegladane akta zastanawiając się co tym razem stanie się z tą dziewczynką. Nie, żeby się tym specjalnie przejmowała, ale trochę się martwiła. Polubiła tę blondyneczkę i trochę za nią tęskniła. Kobieta chodziła po gabinecie, masując dłońmi bolące skronie. Niewiele to pomogło, więc połknęła dwie tabletki przeciwbólowe.
Krabe wróciła do czytania akt personalnych dzieci. Szukała kolejnej okazji do zarobku.
Otworzyła pierwszą z teczek. Andrzej Mularczyk, lat siedem – uzdolniony muzycznie chłopak. Sierota, którego rodzice zaginęli podczas wycieczki do jednego z azjatyckich krajów. Świetny kandydat dla pary lekarzy z Amsterdamu. Wickensowie zawsze marzyli o dziecku, które będzie ich zabawiać w deszczowe, jesienne wieczory. Uśmiechnęła się, widząc kolejne pieniądze do zarobienia, szybko jednak przybrała poważny wyraz twarzy. Postawiła na okładce teczki znak plus i schowała do zamykanej szuflady. Kolejne dokumenty nie przykuwały jej uwagi. Odrzucała je zniecierpliwiona.
Wyjęła z paczki papierosów miętowego vogue’a i stanęła przy otwartym oknie. Na zewnątrz słońce powoli zaczęło dawać się przechodniom we znaki. Krabe spojrzała na matkę idącą chodnikiem z dwójką dzieci. Obserwowała z zazdrością małą dziewczynkę opowiadającą coś z przejęciem matce. Nie słyszała, o czym mówi, ale uśmiech na twarzach całej trójki wystarczyłby jej za złoto całego świata.
Krabe nie mogła zajść w ciąże. Dwie próby In-Vitro nie powiodły się i lekarz odradził kolejne. Zbyt późno zapragnęła macierzyństwa. Mogłaby wziąć jednego z maluchów z domu dziecka, ale nie pokochałaby niczego, co nie zrodziło się z jej ciała. Dobry powód, by nie przejmować się ich losem.
Mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego i sięgnęła po kolejną teczkę.
Monika Krasna, lat sześć. Spojrzała zazdrośnie na miniaturowe zdjęcie w rogu akt. Śliczna dziewczynka, którą Niemcy ze Stuttgartu na pewno mocno pokochają. Co z tego, że zbyt mocno...
Dziewczynka nie miała predyspozycji do muzyki, sportu czy choćby rysowania, ale była taka słodka, kiedy mrużyła oczy.
- Braunowie z chęcią wydadzą sporą sumę pieniędzy, żeby zamieszkała w ich domu – pomyślała.
Dzieci kupowały bezdzietne rodziny. Zazwyczaj. Zdarzały się także pedofilskie pary, które za dziecko płaciły dużo więcej. Każde sprzedane dziecko powiększało stan jej konta o przynajmniej pięć tysięcy euro. Musiała co prawda dzielić się z Wójcickim, który podpisywał zgody na adopcje z zagranicy, ale trzydzieści procent od każdego dziecka nie było wygórowanym kosztem.
Drzwi gabinetu otworzyły się z rozmachem i uderzyły o regał z dokumentami. Do środka wszedł na chwiejących się nogach Marcin Kwis. W ustach trzymał niezapalonego papierosa, a przekrzywiona na bakier bejsbolówka miała sugerować wszystkim wokół, że chłopak jest KIMŚ. Twardzielem, nie lalusiem, którego można bezkarnie zaczepiać na ulicy.
Rozejrzał się po pomieszczeniu i beztrosko łypnął przekrwionymi oczami na dyrektorkę.
– Siema! – ryknął na całe gardło.
Janina Krabe wyrzuciła niedopałek przez okno i usiadła w fotelu. Popatrzyła z zainteresowaniem na chłopaka. Przez ostatnie kilka miesięcy Marcin Kwis wyraźnie nabrał ciała. Miał ponad sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, a mięśnie karku i bicepsy dodawały chłopcu męskości. Nastolatki nazywały go Marcinkiem z boskim tyłeczkiem, a rówieśnicy schodzili z mu drogi. Chłopak był z natury nerwowy. Nie znosił – podobnie jak Krabe – kontaktów towarzyskich z innymi ludźmi, nie licząc oczywiście seksownych dziewczyn. Dla przystojnego młodzieńca były najlepszym sposobem na zabicie nudy oraz urozmaicenie szarego życia.
– Czego chcesz? – spytał hardo, patrząc w oczy kobiety. W radiu stojącym na półce tuż za plecami kobiety grali piosenkę „I kissed a girl” Katy Perry, a Marcin Kwis wyobraził sobie, jak dyrektorka leży naga w łóżku ze swoją sekretarką.
Nie zapomniał złego traktowania przez Krabe, kiedy był młodszy i wszystkiego się bał. Był bardzo spocony, ciężko dyszał. Miał okropnego kaca, który teraz dawał się we znaki.
Nie miał ochoty rozmawiać z dyrektorką, której najzwyczajniej w świecie nie znosił. Właściwie pogardzał nią.
Nie zwracała uwagi na wulgarność chłopaka. Był młody i piękny, a jego muskularne ciało powodowało drżenie wewnętrznych części ud kobiety. Nie mogła się nadziwić, jak mazgaj, który jeszcze dwa lata temu tylko płakał, tak szybko dorósł. Błękitne oczy i wciąż powiększająca się muskulatura powodowały u Krabe chęć posiadania Marcina na własność. Jak wytresowanego pieska, którym mogłaby się chwalić przyjaciółkom w salonie odnowy biologicznej. Najchętniej rzuciłaby teraz chłopaka na biurko, sprawdziła, czy potrafi zaspokoić jej czterdziestoletnie ciało. Nie pamiętała, c
Edytor zaawansowany
  • kot_kotando 15.04.19, 14:55
    Jeśli cały jest w tym stylu, to jest beznadziejny. Ale może pani Krabe zaraz zostanie znaleziona martwa, a dochodzenie będzie prowadził jakiś śledczy (dowolnej płci) na poziomie?
  • nchyb 22.04.19, 16:36
    Początek brzmi nawet obiecująco.
    Wszystko zależy, jak dalej akcją się rozwinie. Bo na razie nie ma pewności, czy to kryminał, czy wspomnienia nawroconej handlarki dziećmi. Językowo nie jest tragicznie.
    Ciekawi mnie wielce, co Kotu kotando aż tak bardzo się nie podoba? Ja po tym fragmencie czytałabym na razie dalej...
  • 123.abc1 23.04.19, 15:51
    Dzięki za komentarz i fajnie, że Ci się podobał fragment. Na pierwszy komentarz nie odpowiadałem, bo to od jakiegoś... sam nie wiem kogo. Wiem, że to nie tekst zawodowego pisarza, ale, żeby od razu beznadziejny.
  • kot_kotando 23.04.19, 16:36
    Komentarz jest ode mnie.
    Pytanie było czy się podobał kryminał, a zaserwowany fragment to opis jakichś degeneratów. Z kryminałem na razie nie ma na razie nic wspólnego.

    Tak po zastanowieniu, to trochę mi się kojarzy ze "Złym" Tyrmanda (pewnie mocno na wyrost). Tam też są podobne opisy. Cała książka jest rewelacyjna, ale gdyby do jej oceny ktoś mi przedstawił tylko opis warszawskiej chuliganerii, czy obywatela Kudłatego, to pewnie bym tak samo ocenił.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.