Dodaj do ulubionych

Stieg Larsson - trylogia Millennium

11.11.08, 14:26
"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet".
Tak naprawdę nie ma znaczenia, czy się napisze, że książka świetna genialna i
w ogóle, czy też, że szkoda kasy. Zwyczajnie trzeba samemu przeczytać.
Mną solidnie wstrząsnęła, w sensie, że już jakiś czas nie czytałam czegoś tak
fantastycznego. To, jak Larsson przedstawił bohaterów tych pierwszo i
drugoplanowych, wątek kryminalny a właściwie kilka, to zwyczajnie mistrzostwo
świata.
Nie ma mowy, od pierwszej do ostatniej strony napięcie rośnie, nawet gdy
uczestniczymy przy oglądaniu i analizowaniu fotografii, czy zawartości cudzych
dysków komputerowych smile. Duet Mikael i Lisbeth nie do pobicia, z tym, że ja
większą sympatią darzę Salander i bardzo jej kibicuję. I już się cieszę na
następne części trylogii.
Edytor zaawansowany
  • negev56 11.11.08, 15:47
    A jeszcze w Wyborczej Jacek Szczerba mówi o 12 mgnieniach zbrodni
    wyborcza.pl/1,75248,5901119,12_mgnien_zbrodni.html?as=2&ias=6
    ale ciekawe jest tutaj, wklejam :
    Stieg Larsson (1954-2004), który trylogię "Millennium" zostawił w rękopisie,
    miał wyjątkowy talent narracyjny. W ogóle była to dziwna figura - trockista i
    fan science fiction. Przez lata pracował dla agendy ścigającej organizacje o
    profilu faszystowsko-rasistowskim. Dlatego gdy nagle umarł na serce,
    podejrzewano, że ktoś mu "pomógł". W trakcie realizacji jest serial
    "Millennium". Główne grają Michael Nyqvist i Noomi Noren.
  • beatanu 11.11.08, 16:32
    Nigdy nie poznałam Stiega Larssona osobiście, ale dla mnie był
    przede wszystkim prawym człowiekiem, takim przez wielkie C. Szkoda,
    że odszedł tak nagle i wcześnie...

    O tym "pomaganiu", to tylko nigdy niepotwierdzone plotki... Larsson
    dużo palił, miał ciut nadwagi, prowadził dość niehigieniczny tryb
    życia i któregoś dnia serce nie wytrzymało...

    A trzy odrębne filmy na wielki ekran (nie serial telewizyjny) kręcą
    się intensywnie. Premiera pierwszego, w Szwecji, już prawdopodobnie
    w styczniu 2009, chodzą też słuchy o tym, że film (filmy?) ma być
    kupiony w Polsce. Oby!!!

    Podaję linka do oficjalnej strony SL, ale uwaga, kto nie chce
    zobaczyć jak duński reżyser wyobraża sobie parę Salander/Blomkvist,
    niech nie klika (trzeba kliknąć w AKLTUELLT) i wyobrazi sobie
    bohaterów na swoją modłę. Mnie ci "wybrańcy" bardzo podeszli smile

    www.stieglarsson.se/
    PS. Norén to panieńskie nazwisko aktorki, która teraz raczej
    występuje pod nazwiskiem Noomi Rapace.
  • misia72 11.11.08, 18:25
    i nie zaluje. Lisbeth podoba mi sie bardzo i podobnie ja sobie
    wyobrazalam. Mikael na pierwszy rzut oka moglby byc "ladniejszy" ale
    po chwili zastanowienia doszlam do wniosku, ze jednak odpowiada
    ksiazkowemu Blomkvistowi.

    Ostatnio podrzucilam pierwsza czesc mezowi, ktory czyta zazwyczaj
    tylko literature fachowa a beletrystyka niezmiennie gardzi. I wcale
    mnie nie zdziwilo kiedy mi po krotkim czasie zadzwonil
    rozemocjonowany ze juz jest na stronie 158 i to jest najlepsza
    ksiaza, jaka w zyciu czytal wink))))

    --
    " Poczatek wszystkiego "
  • negev56 11.11.08, 18:41
    smile), również obejrzałam. Pierwsza myśl " no nie, przecież oni wyglądają zupełnie
    inaczej". Ale im dłużej patrzę, tym bardziej przekonuję się do nich smile.

    I oby sprawdziły się informacje Beaty co do zakupu filmów przez Polskę.
  • misia72 11.11.08, 19:33
    ze bardziej by mnie cieszylo, gdyby sie okazalo ze znaleziono jakis
    zapomniany manustryp Larssona. Strasznym szokiem dla mnie bylo
    odkrycie , ze nic juz wiecej nie napisze.
    Za filmami na podstawie moich ulubionych ksiazek jakos nie
    przepadam. Adaptacje filmowe np Mankella byly dla mnie sporym
    rozczarowaniem. Ale mozliwe, ze sie pozytywnie zdziwie w tym wypadku.

    W kazdym badz razie zazdroszcze wszystkim tym, ktorzy czytanie maja
    jeszcze przed soba smile)))

    --
    " Poczatek wszystkiego "
  • beatanu 11.11.08, 19:40
    misia72 napisała:

    > ze bardziej by mnie cieszylo, gdyby sie okazalo ze znaleziono
    > jakis zapomniany manustryp Larssona.

    Istnieje czwarta, niedokończona część serii o Salander i
    Blomkviście, ale toczy się o nią spór między prawnymi spadkobiercami
    Stiega Larssona a wieloletnią partnerką pisarza (która nie
    dziedziczy po nim NC) i najprawdopodobniej ten tekst nie ujrzy nigdy
    światła dziennego i... myślę, że to dobrze. Niech trylogia
    pozostanie trylogią. Chociaż też zazdroszczę osobom, które ciągle
    mają przed sobą przygodę z Lisbeth i Mikaelem.
  • nzuri 12.11.08, 08:35
    beatanu napisała:

    >PS. Norén to panieńskie nazwisko aktorki, która teraz raczej
    > występuje pod nazwiskiem Noomi Rapace.

    Czy przypadkiem nie jest ona żoną aktora, który gra Stefana Lindmana
    w filmach o Wallanderze? On się Ola Rapace nazywa. No, chyba że to
    popularne nazwisko.
  • beatanu 12.11.08, 08:49
    nzuri napisała:
    > Czy przypadkiem nie jest ona żoną aktora, który gra Stefana
    Lindmana
    > w filmach o Wallanderze? On się Ola Rapace nazywa. No, chyba że to
    > popularne nazwisko.

    Tak, Noomi to piękna żona przystojnego Oli Rapace smile. Nazwisko jest
    bardzo rzadkie.
  • dachauka 07.01.09, 08:05
    No i wpadłam... Euforia forumowiczów skłoniła mnie to tego, żeby zrobić sobie
    prezent gwiazdkowy w postaci trylogii Millenium. Wczoraj w nocy dokończyłam
    drugi tom, prawie dostając zawału czytając ostatnie sceny, a dziś rano zdjęłam
    folię z dziewiczego trzeciego tomu. Najbliższe parę dni (a raczej nocy) będę
    pewnie miała z głowy.
    Dziękuję wszystkim, którzy polecili Larssona na tym forum za niezapomniane chwile!
  • beatanu 27.01.09, 21:57
    negev56 napisała:
    > W trakcie realizacji jest serial
    > "Millennium". Główne grają Michael Nyqvist i Noomi Noren.

    Tadam! Dzisiaj w kinie widziałam zajawkę "Mężczyzn", premiera w
    Szwecji 27 lutego, nie mogę się doczekać! No i mam nadzieję, że jak
    najszybciej trafi również do Polski. Zainteresowanie filmem w
    Europie ponoć ogromne...
  • negev56 27.01.09, 22:30
    beatanu napisała:

    Tadam! Dzisiaj w kinie widziałam zajawkę "Mężczyzn", premiera w
    > Szwecji 27 lutego, nie mogę się doczekać! No i mam nadzieję, że jak
    > najszybciej trafi również do Polski. Zainteresowanie filmem w
    > Europie ponoć ogromne...

    Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać. Mityczni "Oni", od których wszystko
    zależy, niech poczytają nasze forum, niech zobaczą jak my chcemy smile.

    Koniecznie zdaj relację, jak już będziesz po.
  • beatanu 28.01.09, 10:11
    negev56 napisała:
    > Koniecznie zdaj relację, jak już będziesz po.


    Nie omieszkam!

    Na razie ciągle jestem pod niesamowitym wrażeniem filmu z zupełnie
    innej bajki, choć też Szweda i też zaangażowanego społecznie...
    Nowy film Lukasa Moodyssona nazywa się "Mamut" i jest z tych, które -
    podobnie jak "Fucking Åmål" czy "Tylko razem" będę pamiętała do
    końca życia...
  • beatanu 01.03.09, 21:39
    Dwie i pół godziny w oparach starych zbrodni, w towarzystwie
    doborowych aktorów, sam miód! Sala kinowa nabita ludźmi, oczekiwania
    wielkie i chyba nie zawiedzione. Film jest oczywiście tylko wyborem
    głównych wątków, w porównaniu z książką jest sporym skrótem
    myślowym, ale skrótem trzymającym się kupy smile Niektóre wątki w ogóle
    wypadły, na przykład miłosne przygody Mikaela - ale to akurat wyszło
    filmowi na dobre smile Niesamowita jest Noomi Rapace w roli Lisbeth
    Salander. Dla potrzeb filmu nauczyła się prowadzić motocykl,
    trenowała na siłowni, żeby zaokrąglić bicepsy i stracić kilka
    kilogramów (wygląda naprawdę na anorektyczną młodą dziewczynę),
    zakolczykowała się na amen i odegrała rolę nieklasyfikowalnej
    dziewczyny lepiej niż się można było spodziewać. Jest świetna!
    Mikaeal Nyqvist w roli Mikaela Blomkvista już tak nie przekonuje,
    ale ja go i tak lubię smile
    Ostatnia scena - nie zdradzę jaka - to perełka. Można się też
    pośmiać. Krew nie leje się gęsto, ale kilku drastycznych scen nie
    udało się uniknąć...
    Ogólnie in plus, ale ja raczej wolę czytać książki niż oglądać ich
    ekranizacje...
  • negev56 01.03.09, 22:00
    Dzięki, apetytu narobiłaś wielkiego smile. Nie pozostaje nam nic innego, jak
    cierpliwie czekać.
    Podejrzewam, że nim film trafi do Polski (jeśli trafi), wszystkie części będą
    już przez nas przeczytane, i to będzie w sam raz dobrze smile.
  • dachauka 28.01.09, 09:48
    Czy jest gdzieś w necie link na tę zajawkę? Strasznie mnie korci, zobaczyć, jak
    będzie wyglądała Salander...
  • dachauka 28.01.09, 14:09
    Dzięki. Lisbeth wprawdzie w tej zajawce nie zobaczyłam, może z wyjątkiem
    wspaniałych pleców, ale Blomquist jest świetny. Znalazłam gdzieś w niecie
    zdjęcie aktorki, która ma grać Salander i wydała mi się strasznie słodka i
    trochę zbyt dojrzała (w końcu Lisbeth wszyscy biorą za nastolatkę). To chyba
    trochę ją jeszcze podcharakteryzują (zanoerktyzują?)? Ale ładna jest.
  • es_zet_pe 28.01.09, 16:40
    Zajawka zapowiada naprawdę dobry film, w takim klimacie jak sobie wyobrażałem tą
    ekranizację. Salander faktycznie widać tylko fragmenty twarzy w cieniu, więc
    trudno wyrobić sobie zdanie.
  • misia72 11.11.08, 17:57
    bardzo sie ciesze, ze nareszcie macie go w Polsce smile

    --
    " Poczatek wszystkiego "
  • ozania 19.11.08, 21:55
    A krytykowi z New York Times'a sie nie spodobało:
    www.nytimes.com/2008/09/30/books/30kaku.html?_r=1&scp=2&sq=stieg+larsson&st=nyt
    Moze to wina tlumaczenia? wink A moze Amerykanin nie pojmuje odmiennosci
    szwedzkiej codziennosci? Bo z koncowej przemowy wnioskuje, ze woli amerykanskich
    psychopatow i ich glebie zlozonej osobowosci...
    Jak dla mnie poczatek smakowity, a dalej juz tylko lepiej... Salander jest
    rzeczywiscie interesujaca... co najmniej smile Ja ja lubie... co najmniej smile
  • siostra_pelagia 20.11.08, 08:15
    Krytyk z New York Times`a się nie znawink. Książki wprawdzie jeszcze
    nie czytałam, ale już się z autorem artykułu nie zgadzam.
    Jeżeli chodzi o kryminały to Skandynawowie piszą znacznie lepiej niż
    Amerykanie.

    PS. Jak Ci się Ozanio Sansom podobał?
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • ozania 20.11.08, 22:25
    C.J.Sansom ciekawy, nie powiemsmile interesujący okres w historii Anglii, niezla intryga, ale przyznaje, ze na kolana mnie nie powalił... Ale to chyba osobiste uprzedzenia, bo historie detektywow (s)pisane w pierwszej osobie, to wg mnie ciezki kawalek chleba i malo kto potrafi go udzwignac.
    Tylko Philip Marlowe Raymonda Chandlera jest - moim zdaniem - doskonalym narratorem (tak poza tematem smile
  • padma 26.11.08, 11:41
    Przyłączam się do zachwytów - nie wyspałam się dzisiaj okropnie
    przez Larssona. A najbardziej jestem zdrozgotana, bo wyglda n to, że
    nie ma jeszcze angielskich tłumaczeń drugiego i trzeciego tomu
    chyba? Może ktoś mnie wyprowadzi z błędu? Ja chcę więcej Larssona:
    ((( I jakoś byłam przekonana, że po angielsku już jest, ale amazon
    podaje, że "The Girl who Played with Fire" będzie dopiero w 2009sad

    --
    miasto ksiazek
  • beatanu 26.11.08, 12:07
    padma napisała:
    > A najbardziej jestem zdrozgotana, bo wyglda n to, że
    > nie ma jeszcze angielskich tłumaczeń drugiego i trzeciego tomu
    > chyba?

    Nie, po angielsku jeszcze nie ma, z języków bardziej czytable - są
    po niemiecku i francusku, ale spokojnie! "Dziewczyna, która igrała z
    ogniem" ukaże się po polsku już w kwietniu 2009, a ostatnia część
    trylogii w październiku. Pocieszę Cię tym, że szwedzcy czytelnicy
    czekali na każdy kolejny tom cały rok, bo w takim tempie wydawano
    Larssona w oryginale. I większość z nich przeżyła i doczekała się.
    Fajnie masz, że jeszcze tak dużo przed Tobą smile))
  • padma 26.11.08, 12:48
    Ach, a ja dopiero zobaczyłam, ile literówek zrobiłam! Bardzo
    przepraszam, to przez tą zarwaną noc chybawink Zwłaszcza za
    zdrUzgotanawink
    Dziękuję w takim razie za pociechę... Po niemiecku się nie skuszę,
    bo szkoda mi psuć sobie przyjemność językiem, w którym się okropnie
    męczę... Ja to jestem tak niecierpliwa, że jeśli wiem, iż kolejnych
    tomów serii jeszcze nie ma, to po prostu nie czytam pierwszegowink
    Wyjątkiem był Harry Potter, bo kiedy zaczynałam, nie sądziłam, że
    mnie wciągnie... W takim razie przyjdzie mi na Millennium nauczyć
    się cierpliwościwink
    --
    miasto ksiazek
  • negev56 26.11.08, 19:01
    Ja uzbroiłam się w cierpliwość, i spokojnie czekam. Mam wprawę, bo na ten tom
    długo czekałam. Zresztą, wydawcy Rankina czy Connelly'ego skutecznie wytrenowali
    mnie w dyscyplinie "cierpliwość", podsuwając pod nos marchewkę "już wkrótce",
    lub "w przygotowaniu"... smile.
  • kasiulek1976 27.11.08, 00:39
    Ja właśnie czytam. Jestem absolutnie zachwycona. Zniewolona nawetsmile. Myślałam,
    że mój ukochany Mankell jest nie do pobicia, ale teraz ma godnego konkurenta.
  • ozania 27.11.08, 15:17
    > bendziem czytać we wikent

    Łk 23:43 (proponuje zamiast "dziś" wstawic "wikent" smile)

    No chyba ze przeczytasz w sobote,a w niedziele be(n)dziesz odsypiac smile
  • nikusz 02.01.09, 17:36
    drugi po angielsku już jest, kupiłam sobie na gwiazdkę i oczywiście przeczytałam
    przed...
  • opty2 03.12.08, 11:23
    ja również skończyłam, trzy dni mi to zajęło smile
    trzeba przyznać,że rzeczywiście p. Larsson ma dar snucia opowieści,
    początkowo nic nie zapowiadało,że czyta się "kryminał" ale bynajmniej
    czytelnik się nie nudzi skądże, to tylko taka rozgrzewka smile
    przedstawienie osób, miejsc, tła itd., powoli wciągamy się w
    historię, która przydarzyła się Mikaelowi,
    jednocześnie poznajemy E. Salander (naszą ulubioną "wykluczoną")
    dopiero po 2/3 książki akcja przyspiesza, żeby gnać już do końca smile

    jest to bardzo dobrze skonstruowana powieść kryminalna, jak głosi
    podtytuł i zasłużenie ma świetne recenzje,
    warto zainwestować, mimo wysokiej ceny smile
  • negev56 03.12.08, 18:31
    opty2 napisała:

    > warto zainwestować, mimo wysokiej ceny smile


    i tu polemizowałabym, bo spojrzałam... dajmy na to na "21:37" Czubaja, stron ta
    książka ma 265, tłumaczenie tekstu też zbędne i cena 29.90zł, a "Mężczyźni"
    Larssona, to 634 strony, tłumacz, większy format książki, więc tak naprawdę dużo
    więcej tekstu i cena 39.90zł, że nie wspomnę o treści literackiej obu dzieł. I
    tak myślę, że porównanie cenowe, zdecydowanie na korzyść Szweda.
  • opty2 04.12.08, 09:34
    negev56 napisała:
    i tu polemizowałabym, bo spojrzałam... dajmy na to na "21:37"
    Czubaja, stron ta książka ma 265, tłumaczenie tekstu też zbędne i
    cena 29.90zł, a "Mężczyźni" Larssona, to 634 strony, tłumacz,
    większy format książki, więc tak naprawdę dużo więcej tekstu i cena
    39.90zł, że nie wspomnę o treści literackiej obu dzieł. I tak myślę,
    że porównanie cenowe, zdecydowanie na korzyść Szweda.

    częściowo masz rację, te 650 stron rzeczywiście musi więcej kosztować
    tylko kieszenie nałogowych Moli nie są bez dna smile
    dlatego narzekamy i płacimy smile
    ale chyba sama przyznasz, że nie wszystkie ksiązki chce się
    kupić,żeby mieć własne,
    te mniej udane można tylko pożyczyć, stąd moja opinia
  • negev56 04.12.08, 20:17
    Zgadza się, nie wszystkie książki zasługują na kupno, ba, nawet na wypożyczenie
    smile. Ale są też takie, gdzie cena nie ma znaczenia, chęć posiadania jest
    silniejsza - ja wiem, od rozsądku... ?
  • beatanu 04.12.08, 11:42
    negev56 napisała:
    > I tak myślę, że porównanie cenowe, zdecydowanie na korzyść Szweda.

    Dorzucę jeszcze niemałe koszty zakupu praw do wydania całej
    trylogii, oryginalnych (= identycznych jak te szwedzkie) okładek,
    promocji. Też uważam, że cena nieprzekraczająca 40 zł to dzisiaj
    stosunkowo dobra cena smile

    Ostatnia część w oryginale ma ponad siedemset stron smile
  • opty2 04.12.08, 12:09
    beatanu napisała:
    >
    > Ostatnia część w oryginale ma ponad siedemset stron smile

    już się cieszę smile smile smile
    będę musiała zrobić miejsce na regale (kogo tu wywalić?)
  • negev56 04.12.08, 18:28
    A właśnie, zauważyłam, że okładki są identyczne. Nawet nie zdawałam sobie
    sprawy, że za wszystko trzeba płacić smile.

    Jesssu, 700 stron szczęścia, A ile szczęścia ma druga część ? czy Beata wie smile)?
  • beatanu 04.12.08, 19:16
    negev56 napisała:
    > Jesssu, 700 stron szczęścia, A ile szczęścia ma druga część ?

    I część w oryginale 567 - po polsku 640

    II część w oryginale 632 - po polsku?
    czytelnia.onet.pl/0,35451,0,1,nowosci.html

    III część w oryginale 704 - po polsku?
  • negev56 04.12.08, 20:15
    Z tego widać, że polskie wydania będę grubo bogatsze w strony, i bardzo dobrze smile.
  • es_zet_pe 08.12.08, 18:13
    Kilka dni temu skończyłem czytać „Mężczyzn którzy nienawidzą kobiet”. Gdybym był złośliwy, napisałbym że „Mężczyźni” mają schemat powieści fantasy. Jest RYCERZ (Mikael Blomkvist) ze swoją drużyną (team redakcyjny „Millennium”wink, jest SMOK którego trzeba pokonać (Wennestroem i jego imperium), jest KRÓL (Henrik Vanger) który opowiada opowieść i zleca rycerzowi zadanie (poszukanie KRÓLEWNY - Harriet). Jest wreszcie piękna i tajemnicza CZARODZIEJKA (Lisbeth Kalander) która staje się sprzymierzeńcem rycerza. No i zły KRÓLEWICZ, który okazuje się mieć podziemne lochy, w których torturuje ofiary. Aluzje do fantasy są zresztą dość widoczne i czyni je sam autor – chyba 2 razy jest wzmianka o orkach, a jeden z bohaterów nosi nazwisko Frode – prawie jako Frodo…

    Oczywiście nie chcę tu „Mężczyzn” wyszydzać. Jedna z mocniejszych i najlepszych powieści kryminalnych jakie w ogóle czytałem. Myślę, że będę no niej jeszcze kilka razy wracał.
    Autor pisze zupełnie inaczej niż większość współczesnych pisarzy kryminalnych. W typowej współczesnej powieści (zwł. stanowiącej część cyklu) postacie bohaterów odsłaniają się dość stopniowo, pośrednio, poprzez dialogi, retrospekcje itd. U Larssona mamy znacznie więcej wyłożone w formie „kawę na ławę” (o bohaterach), choć w trakcie lektury otrzymujemy kolejne informacje. W sumie konstrukcja jest bliższa klasycznemu thrillerowi w stylu Forsytha, niż współczesnym kryminałom chociażby Mankella z którym najprościej Larssona porównać. Zapewne u Larssona (podobnie jak u Forsytha) widać tu dziennikarską genezę pisarstwa. Solidny warsztat pisarski, klarowne opisy, analityczne podejście.
    Tak jak napisała negev, powieść od początku do końca trzyma w napięciu , a napięcie towarzyszy nawet takim momentom jak oglądanie starych fotografii.

    Niektóre aspekty „Mężczyzn” mnie nie jednak przekonują, jeśli pomyśleć na chłodno. Np. lekko niewiarygodna (choć od razu ją polubiłem) wydaje mi się postać Salander. Czy osoba która ma tak niesamowitą inteligencję i talent aktorski (potrafi np. zagrać bogatą playgirl z klasy wyższej) pozwoliłaby sobie jednocześnie być ubezwłasnowolniona prawnie?

    Mam też wątpliwości co do polityczno-socjalnej wymowy powieści. Sam mam lekko socjaldemokratyczne poglądy, nie darzę sympatią rekinów giełdowych, obrzydliwie bogatych yuppies itd. Jestem w stanie uwierzyć, że bogaty przemysłowiec może być seryjnym mordercą torturującym ofiary w piwnicy - takiemu łatwiej ukryć swój zbrodniczy proceder niż powiedzmy, żulowi z odrapanej kamienicy. Ale trockizm autora poszedł chyba za daleko.
    Pozytywnymi bohaterami są: dziennikarze Millennium (wszyscy przystojni, atrakcyjni, inteligentni itd. a ponadto wyzwoleni seksualnie) oraz hackerzy, a także per saldo, przedstawiciel starego rodu przemysłowców. Jednym słowem – burżuazyjna bohema. Źli są potomkowie nazistów – jakby skażeni genetycznie. Nie dość że nazista, to jeszcze bije żonę i dzieci i jest ogólnie obrzydliwym typem. To trochę jak z Hollywood. No i w ogóle nieobecne jest państwo – rozumiem że trockista nie ufa policji…




  • negev56 08.12.08, 20:03
    es_zet_pe napisał:

    > Niektóre aspekty „Mężczyzn” mnie nie jednak przekonują, jeśli pomyś
    > leć na chłodno. Np. lekko niewiarygodna (choć od razu ją polubiłem) wydaje mi s
    > ię postać Salander. Czy osoba która ma tak niesamowitą inteligencję i talent ak
    > torski (potrafi np. zagrać bogatą playgirl z klasy wyższej) pozwoliłaby sobie j
    > ednocześnie być ubezwłasnowolniona prawnie?

    Dajmy szansę Salander smile. Podejrzewam, że w drugiej części, czyli "Dziewczyna,
    która igrała z ogniem", wiele spraw się wyjaśni. Bo z opisu wynika, że w tej
    części główną rolę zagra właśnie Lisbeth.
  • chiara76 09.12.08, 09:51
    es_zet_pe, bardzo mi się podoba Twoja recenzja, z większością tez bym się
    zgodziła (bo akurat mnie bogacze nie drażnią, może to dlatego, że bogaczem nie
    jestemwink.
    Ogólnie powiem tak, dobra książka, nawet bardzo, ale nie wiedzieć czemu
    spodziewałam się chyba nieco więcej. Ale i tak na biblionetce podarowałam jej
    ocenę bardzo dobra, bo na rewelacyjną , to dla mnie było za wiele, na tylko
    dobrą chyba za mało...
    --
    Japonia
    Kryminały i sensacje
  • beatanu 09.12.08, 13:05
    es_zet_pe napisał:
    > Np. lekko niewiarygodna (choć od razu ją polubiłem) wydaje mi s
    > ię postać Salander. Czy osoba która ma tak niesamowitą
    > inteligencję i talent aktorski (potrafi np. zagrać bogatą playgirl
    > z klasy wyższej) pozwoliłaby sobie jednocześnie być
    > ubezwłasnowolniona prawnie?

    No ale czy nie o to chodzi, żeby postać Salander była właśnie taka
    zupełnie z innej bajki? Nieprawdopodobna, niewiarygodna, niemożliwa
    do zaklasyfikowania? Dla mnie to współczesna Pippi Långstrump,
    odbiegająca od normy, inna, ale wzbudzająca sympatię, wszechomocna,
    olewająca normy społeczne, irytująca, ale w gruncie rzeczy o wielkim
    sercu itd itp? W kolejnych tomach wiele sę wyjaśni, jeżeli chodzi o
    jej sytuację prawną smile


    > Ale trockizm autora poszedł chyba za daleko.

    Eno, chyba nie jest tak źlesmile Z trockistami Larsson zerwał jakieś
    dwadzieścia lat przed swoją śmiercią. Według mnie był socjademokratą
    z krwi i kości, niesamowicie zaangażowanym w tropiene i zwalczanie
    współczesnych ruchów rasistowskich i nazistowskich.
    O ile wiem, trockiści nie byli przeciwnikami instytucji państwa, ale
    może nie pamiętam zbyt wiele z lekcji historii?

    A nieobecność państwa u Larssona? Ok, policji nie ma, bo policja w
    sprawie Harriet zrobiła swoje w latach sześćdziesiątych. Ale państwo
    jest obecne chociażby w absurdalnej prawnie sytuacji Lisbeth. W
    kolejnych tomach będzie państwo przez duże P, bo ukaże się w całek
    krasie i policja i służby bezpieczeństwa, i sąd...

  • squarantina 10.12.08, 07:47
    Ubezwłasnowolnienie prawne Salander, o którym pisze eszetpe nie
    jest tak zupełnie nieprawdopodobne, właśnie jesli chodzi o Szwecję.
    Przeżyłam szok, czytając artykuł o systemie pomocy socjalnej w
    Szwecji, który sięgnął absurdu, w obawie przed nadużyciami. Opieka
    kuratora nad Salander to może nieco inna beczka, ale także dająca
    nieco inny obraz nadopiekuńczego państwa.
    wyborcza.pl/1,76842,4933173.html
    Co do samej książki, pozostaję w grupie zachwyconych.
  • zorija 15.12.08, 10:33
    squarantina, dzięki za linka. Ja w sumie też jestem książką
    zachwycona, ale...
    1. Lubię jak bohaterzy są normalni i można zrozumieć ich pobudki
    2. Powieść jest trochę zbyt czarno-biała. Mężczyżni to sadyści,
    znęcający się nad kobietami. Bogacze to świnie, do majątku z reguły
    dochodzą niezbyt czystymi metodami. Dziennikarze ekonomiczni to w
    większości Kreatury, piszące pod dyktando wielkich koncernów.
    --
    Kiedy wyeliminuje się niemożliwe wówczas to, co zostanie, bez
    względu na to, jak byłoby nieprawdopodobne, musi być prawdą.
  • karamurat 15.12.08, 23:48
    Cóż, pisarz był zatwardziałym komunistą z przekonania. wink
  • es_zet_pe 03.01.09, 19:02
    W dzisiejszej "Rzeczypospolitej" (3 I 09) jest krótka recenzja "Mężczyzn"
    autorstwa Grzegorza Sowuli, zatytułowana "Gdyby Pippi została hakerką". Zawsze
    cieszy, gdy prasa codzienna dostrzega kryminały, choć na szczęście ostatnio to
    coraz częstsze zjawisko (z drugiej strony np. w Wyborczej często za kryminały
    uchodzą ich pastisze).
  • beatanu 03.01.09, 19:17
    es_zet_pe napisał:
    > Zawsze cieszy, gdy prasa codzienna dostrzega kryminały, choć na
    > szczęście ostatnio to coraz częstsze zjawisko (z drugiej strony
    > np. w Wyborczej często za kryminały uchodzą ich pastisze).

    A szczególnie cieszy, że dostrzeżono pracę tłumacza, hihi!

    Tutaj link:

    www.rp.pl/artykul/9148,242782_Gdyby_Pippi_zostala_hakerka.html
  • siostra_pelagia 03.01.09, 19:30
    Szkoda Beatanu, że Indridason to Icelandicsad.
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • siostra_pelagia 03.01.09, 19:32
    siostra_pelagia napisała:

    > Szkoda Beatanu, że Indridason to Icelandicsad.

    Ale Tursten to przecież Swedishsmile

    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • negev56 03.01.09, 19:54
    Chyba rzeczywiście to rzadkośc, by zauważono tłumacza, a nawet wspomniano o nim.
    Ładnie to zrobili, na wszelki wypadek wkleję interesujący fragment smile
    "Wszystkich przerażonych objętością tomu (ponad 600 stron) uspokajam: polski
    przekład Beaty Walczak-Larsson (przypadkowa zbieżność nazwisk) jest tak dobry,
    że trudno się od lektury oderwać."

    I jest to najprawdziwsza prawda smile.
  • beatanu 03.01.09, 20:37
    negev56 napisała:

    > I jest to najprawdziwsza prawda smile.

    smile smile smile
  • chiara76 04.01.09, 00:13
    negev56 napisała:

    > Chyba rzeczywiście to rzadkośc, by zauważono tłumacza, a nawet wspomniano o nim
    > .
    > Ładnie to zrobili, na wszelki wypadek wkleję interesujący fragment smile
    > "Wszystkich przerażonych objętością tomu (ponad 600 stron) uspokajam: polski
    > przekład Beaty Walczak-Larsson (przypadkowa zbieżność nazwisk) jest tak dobry,
    > że trudno się od lektury oderwać."
    >
    > I jest to najprawdziwsza prawda smile.

    zgadzam się i również kłaniam się tłumaczcewink

    --
    Japonia
    Kryminały i sensacje
  • piotrtrz 26.03.09, 10:27
    czy pani Larsson jest polską kobietą czy szwedzką kobietą? No i
    jak się dokonuje przełomu?
  • beatanu 03.01.09, 20:37
    siostra_pelagia napisała:

    > Ale Tursten to przecież Swedishsmile


    Ale jej kryminały są jakieś takie... no nie wiem, nie do końca mnie
    przekonują, ale może jestem niesprawiedliwa, bo czytałam tylko trzy,
    ew. czetry, a pani Tursten napisała ich do tej pory dziewięć.
  • siostra_pelagia 03.01.09, 21:33
    Nie ma sprawy. Coś Ci jeszcze do tłumaczenia znajdziemysmile.
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • beatanu 03.01.09, 20:34
    siostra_pelagia napisała:

    > Szkoda Beatanu, że Indridason to Icelandicsad.

    Też żałuję, że nie znam islandzkiego. Piękny język... No i fajne
    kryminały w tym języku piszą.
  • misia72 04.01.09, 20:52
    beatanu napisała:


    >
    > A szczególnie cieszy, że dostrzeżono pracę tłumacza, hihi!
    >

    Beata, moje najszczersze GRATULACJE !!!!!!!!!
    Kurcze, wiedzialam, co zapomnialam nabyc w czasie mojej ostatniej
    wizyty w PL wink)) Nadrobie smile

    --
    >> jestem niepoprawna optymistka <<
  • pszczola25 07.01.09, 14:32
    książka świetna smile szkoda,że na kolejne trzeba kilka miesięcy
    czekać. Ale jeśli maja byc takie dobre jak " Mężczyźni, ... "- to
    warto !!
    --
    pszczola25.blogspot.com/
  • bospa 17.01.09, 15:33
    prośba do beatanu smile

    jeśli masz jakiś kontakt z wydawnictwem, poproś o większą staranność korekty w następnych tomach. Mnóstwo literówek uncertain Naliczyłam kilkanaście, ale dopiero ok. dziesiątej zorientowałam się, że to nie pojedyncza wpadka (dlatego nie notowałam stron). Drażni i wybija z rytmu.

    A praca tłumacza na piątkę z plusem smile Powieść - rewelacyjna.

    Czekam na kolejne dwie (bez literówek ;P)

    --
    molowo.blox.pl
  • beatanu 17.01.09, 17:34
    Dzięki!

    Przekażę Twoją prośbę odpowiedniej osobie w wydawnictwie smile
  • zielonamysz 24.01.09, 08:52
    Przeczytalam i rzeczywiscie to bardzo porzadna ksiazka. Tez jak lyknelam prawie
    jednym haustem. A po niej przeczytalam Roseanne tandemu Sjowall Wahloo i podobna
    metoda sledcza.Zdjecia.
    Ta pierwsza ksiazka napisana przez SiW. przypomina mi klimatem Simenona.Ale to
    moze tez klimat lat 60.Amber ma wydac wszystko co napisali.





    --
    Wypilem duszą,dusze z kałamarza
    Jan Nepomucen Kaminski
  • es_zet_pe 24.01.09, 11:27
    A gdzie kupiłaś "Roseannę"? W księgarni czy przez internet? Wczoraj szukałem w
    empiku w jednym z dużych miast i jeszcze nie ma...
  • piotrtrz 26.03.09, 10:51
    "46% szwedzkich kobiet choć raz doświadczyło przemocy ze strony
    mężczyzny" - podobnego typu statystyki, którymi raczy nas Larsson
    (z twórczym udziałem polskiej kobiety- tłumacza) miały jak rozumiem
    stanowić linię obrony autora w ewentualnym procesie wytoczym przez
    wszystkich intelektualnie poszkodowanych lekturą tego dzieła.

    Zarzutów i to ciężkich jest bez liku: tempo rodem z wenezulskiego
    serialu, konstrukcja fabularna godna gry komputerowej z lat 80-
    ych ubiegłego wieku, wątki i charakterystyki psychologiczne postaci
    tak wydumane, że nakazują wątpić w poczytalnośc samego autora.
    Nieodgadnione przez lata zbrodnie rozwiązuje się tutaj za pomocą
    wyszukiwarki google,na ogół dokonuje tego młoda dziewczyna co do
    sprawności intelektualnej której autor nie potrafi się określić,
    kochanka głównego bohatera zastaje go w łózku z kolejną kochanką po
    czym grzecznie pyta czy życzą sobie kawy i zjada z nimi śniadanie.
    W tym ostatnim przypadku, można przynajmniej założyć że panie
    całkiem logicznie nie chcą zasilić grupy 46% kobiet doświadczonych
    przez przemoc fizyczną.

    Do tego jakieś straszne szyfry, biblijne odnośniki, podstarzali
    faszyści i gadzety sado-maso na tle sielskich klimatów północnej
    Szwecji. A skąd się to wszystko wzięło? Oczywisty trop podrzuca sam
    Larrson. (s.394) Pan Larsson włączył komputer. W wyszykiwarce
    Google wpisał "jak szybko napisać książkę" . Ku swojemu zdziwieniu
    od razu dokonał przełomu. I wziął się do pisania. Proste? Ostrzegam
    tych, którzy w pole rażenia Larrssona jeszcze się nie dostali.
    Lepiej już dostać klapsa od żony.

    A Larssona można bronić tylko w jeden sposób. Jeśli pod wpływem
    jego książki cokolwiek spadła liczba przypadków agresji wobec
    kobiet, to można mu wybaczyć popełnienie tak strasznego
    intelektualnie czynu. Osobiście w mozliwośc taką watpię, bo nie
    wiem czy nie dam dzisiaj w ucho koleżance, która mi książkę
    poleciła.
  • jarka63 26.03.09, 14:30
    No wreszcie ktoś, mnie też ta książka mocno znudziła. Żółwie tempo,
    zero suspense'u, papierowy świat i postacie.
    --
    What are days for?
  • bez_portek 27.03.09, 14:07
    Mnie się akurat podobała i czekam z niecierpliwościa na kolejny tom
    trylogii. Tempo było ok, nie musiałam rezygnować z gotowania obiadów
    na rzecz lektury, tylko mogłam zrobić przerwe wtedy gdy akurat nic
    się nie działo. Postacie też w porządku.
    A możesz podac kilka tytułów, które Ciebie porwały całkowicie. W
    przyszłym tygodniu jade na urlop. Może akurat trafi sie coś czego
    nie czytałam.
    Pozdrawiam.

    --
    Anticipation has the habit to set you up...
  • jarka63 30.03.09, 10:54
    A możesz podac kilka tytułów, które Ciebie porwały całkowicie. W
    > przyszłym tygodniu jade na urlop. Może akurat trafi sie coś czego
    > nie czytałam.
    Mnie porywają Nicci French, Val McDermid (zwłaszcza starsza),
    Minette Walters i Ruth Rendell/Barbara Vine.No i Mankell.

    --
    What are days for?
  • piotrtrz 31.03.09, 08:18
    polecam Hakana Nessera, Kerstin Ekman no i nieśmiertelnego
    Mankella, którego tak nieporadnie próbował naśladować Larsson.
  • taclem 17.04.09, 12:55
    To zależy czego szukasz w książce. Ja dostałem więcej niż oczekiwałem i to w
    pozytywnym sensie.
  • karamurat 27.03.09, 00:58
    No cóż zważywszy na fakt, że autor pisał tę (jak i dwie pozostałe) książki w
    gruncie rzeczy dla siebie, jako rodzaj terapii, odskoczni i nie zamierzał ich
    wydawać - a co nastąpiło dopiero po jego śmierci. To trudno zarzucać mu, że
    chciał napisać coś szybko i na poklask. wink
  • piotrtrz 02.04.09, 17:16
    karamurat napisał:

    > No cóż zważywszy na fakt, że autor pisał tę (jak i dwie
    pozostałe) książki w
    > gruncie rzeczy dla siebie, jako rodzaj terapii, odskoczni i nie
    zamierzał ich
    > wydawać - a co nastąpiło dopiero po jego śmierci. To trudno
    zarzucać mu, że
    > chciał napisać coś szybko i na poklask. wink

    no ale to musi wyjaśnić herr blumkwist i jego dzielna asystentka
    zaopatrzona w przeglądarkę internetową Google (koniecznie!)
  • opty2 27.03.09, 08:53
    wreszcie jakiś facet doznał przemocy
    i jak się był oburzył smile
  • negev56 02.04.09, 18:59
    www.jsantorski.pl/zap.php?mg=zap&id=nr401
    wydawnictwo mówi, że w księgarniach książka ukaże się w maju, to już nie wiem, w
    różnych zapowiedziach jest kwiecień, teraz czytam, że miesiąc później... czyli
    czekamy sad.
  • negev56 08.04.09, 18:47
    Podobał mi się artykuł, zresztą wszystko co jest na tak dotyczące "Mężczyzn..."
    podoba mi się smile.

    Fragment drugiej części ciekawy, cała Salander smile, lubię tę dziewczynę.
  • opty2 17.04.09, 13:25
    ciekawy ten artykuł smile
    wg nie wątek Rodzinki zbyt przerysowany (szczególnie wyjaśnienie)
    ale co my tam (żyjący kiedyś w socjaliźmie) wiemy wink
    Szwedom by się przydało kilka lat w naszych warunkach pożyć
  • opty2 04.05.09, 13:42
    szykujecie się do zapoznania z II częścią ?
    bo wychodzi tuż tuż smile
  • negev56 04.05.09, 18:34
    Jestem gotowa - kondycyjnie i finansowo smile).
    Tak sobie zaplanowałam, żeby ten weekend zacząć z Lisbeth, no cieszę się, i to
    jak smile.
  • es_zet_pe 04.05.09, 23:51
    Ja również się szykuje, jakkolwiek moja fascynacja Larssonem troszkę zbladła od
    czasu pierwszej lektury. Tym niemniej skuszę się i na tom II. Będzie to zresztą
    powrót do kryminału po miesięcznym urlopie od mojego ulubionego gatunku wink
  • bez_portek 05.05.09, 09:02
    A mi się dni pomyliły i myslałam, że 6 maja to juz dzisiaj, wczoraj
    specjalnie szybko skończyłam z Morsem (czytam po kolei i dzieki bogu
    mam tylko te 3 tomy z nowego wydania, wiec moge zrobić przerwe na
    Lizbeth) no i planowałam po pracy biec do empiku. Patrze dzisiaj na
    kalendarz i sie wzięłam rozczarowałam normalnie. Zatem to juz jutro,
    podobno smile

    --
    Anticipation has the habit to set you up...
  • siostra_pelagia 09.05.09, 03:32
    smilesmile
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • opty2 09.05.09, 07:15
    Negev, Ty wszystko wytropisz smile
    ale co się dziwić, masz świetną praktykę

  • negev56 09.05.09, 09:28
    no ba smile
  • es_zet_pe 10.05.09, 15:56
    Mimo pewnego krytycyzmu wobec trylogii Millenium zdecydowałem się nabyć
    "Dziewczynę". Generalnie jestem zwolennikiem tradycyjnych księgarni, ale
    ponieważ ostatnio bezskutecznie szukałem w nich kilku książek, m.in. "Czarnej
    księgi" Rankina, złożyłem spore zamówienie w merlinie i czekam na dużą paczkę z
    książkami w tym z Larssonem smile

    Nota bene Larsson ma niezłą promocję w naszym kraju, dziś widziałem billboard na
    przystanku tramwajowym smile
  • negev56 10.05.09, 16:38
    O tak, po wydaniu "Dziewczyny", promują Larssona bardzo. Niestety nie było tak,
    kiedy to "Mężczyźni" pojawili się na półkach. Autentycznie przykro mi się
    zrobiło swego czasu, jak w empiku zobaczyłam "Mężczyzn" wbitych na dolnej półce
    "kryminalnego" regału. A teraz proszę, w tymże empiku Larsson po oczach bije smile,
    i fajnie.

    Wracając do "Dziewczyny", to jestem dokładnie w samym środku akcji. I śmiem
    twierdzić, że książka jest jeszcze lepsza od 'Mężczyzn", nie sposób uwolnić się
    od niepokoju jak to wszystko się skończy. Nie pomyliłam się co do Salander,
    świetna dziewczyna.

    Wychodzi na to, że z książki na książkę, Larsson się rozkręca i jest coraz lepszy.
  • opty2 11.05.09, 09:18
    ja juz jestem po smile
    właściwie cała fabuła dotyczy przeszłości Salander, więc mozemy ją
    bardziej zrozumieć i wiele wybaczyć,
    uważam,że warto było ją przeczytać, choć dla znawców kryminałów
    skandynawskich nie jest jakimś objawieniem, więc warto mieć to na
    uwadze smile
    książka sprawnie napisana, choc może mogłaby być trochę krótsza
  • pizmak31 11.05.09, 17:42
    MNie sie strasznie podobala, dzieci nie jadly, ja nie spalam i czytalam, no i
    dla mnie bomba. Salander na prezydenta. I premiera
    --
    candy says she wants me with her
    down in candyland
  • negev56 11.05.09, 20:17
    pizmak31 napisała:

    > MNie sie strasznie podobala, dzieci nie jadly, ja nie spalam i czytalam, no i
    > dla mnie bomba. Salander na prezydenta. I premiera

    Jestem za smile. Absolutnie niesamowita dziewczyna, tylko żal, że stała się taka
    przez Całe Zło (jeszcze nie doczytałam o tym), zostało mi raptem 200 str.
  • pszczola25 12.05.09, 10:58
    ja też mam za sobą jakies 400str, musze sobie tą książkę na siłe
    dawkować smile)) po 50-80 str i koniec!! niech przyjemność trwa jak
    najdłużej smile))
    baaardzo dobra, wciągająca , no i ta Salander big_grin


    --
    pszczola25.blogspot.com/
  • bez_portek 12.05.09, 20:13
    u mnie dawkowanie nie wypaliło
    przeczytałam ją w trzy dni lub raczej wieczoro-noce
    szkoda że sie skonczyło sad
    ale super, fajna ksiazka!

    --
    oczko mu się odlepiło...temu misu...
  • cynamoon6 12.05.09, 20:58
    Ja wlaśnie dostałam dziś swój egzemplarz i juz wiem, ze w tym tygodniu nie bede
    spać!
  • squarantina 13.05.09, 09:53
    Rewelacja, aczkolwiek troszeczkę rozczarował mnie wątek agenta
    byłego ZSRR. Toż już nie ma w przyrodzie innych agentów?
    Noi koniecznie podkreślić należy: millenium a sprawa polska, czyli
    pochodzenie śledczego oraz broni, która się przewija w różnych
    sytuacjach.
    Na marginesie, czy ktoś także (bo ja tak) odczuwa prymitywną
    przyjemność i satysfakcję, kiedy Salander i inni wymierzają
    sprawiedliwość w postaci łomotu tym wszystkim bad guys?
  • beatanu 13.05.09, 10:24
    squarantina napisała:
    > Na marginesie, czy ktoś także (bo ja tak) odczuwa prymitywną
    > przyjemność i satysfakcję, kiedy Salander i inni wymierzają
    > sprawiedliwość w postaci łomotu tym wszystkim bad guys?

    Nie jesteś osamotniona, znam osobiście co najmniej trzy osoby, które
    też odczuwają taką satysfakcję, choć po drugiej stronie Bałtyku smile
  • negev56 13.05.09, 18:30
    Uwielbiam Salander, już w Mężczyznach czułam, że dziewczyna ma potencjał. Podoba
    mi się jej kodeks postępowania, szczególnie, gdy zapamiętuje osoby do
    rozliczenia na później smile.
  • cynamoon6 13.05.09, 19:03
    Ja tez ja uwielbiam. A sposób w jaki załatwiła swego obmierzłego kuratora w
    Mężczyznach był majstersztykiem smile
  • normalna_ja 14.05.09, 11:59
    rewelacja!
    tlyko jetsem na siebie zła, bo nie mam czasu jej czytać, a ciekawość
    mnie zżera. pierwszą część połknęłam w 48h smile

    bardzo mi się podoba. i czekam na 3 część....
    --
    Jestem AN. I mam biust.
  • amused.to.death 17.05.09, 17:09
    druga część jeszcze lepsza od pierwszej!
    nie mogłam przestać czytać dopóki nie skończyłam.
    --

    Amused w Afryce... cz. I i część II
  • cynamoon6 21.05.09, 10:17
    Też myślę, że lepsza, chociaż pierwszej niczego nie brakowalo.
    Co prawda w drugiej czesci pod koniec za duzo bylo moim zdaniem
    nieprawdopodobnych zbiegow okolicznosci. Np. ze Blomkvist tak od razu zgadl pin
    do alarmu w mieszkaniu Lisbeth, ze udaly im sie te nieprawdopodobne sytuacje pod
    koniec typu zabili go i uciekl (czy raczej uciekła wink i wogole. Ale i tak ich
    kocham!
    I odkąd skończyłam czytać mam nieustannego doła.
    Że tyle czasu do października i że świadomość, że jeszcze tylko jedna część i
    koniec będzie nie do zniesienia sad

    Nie wiem, jak ja mam teraz zyć wink
    Pocieszam się fragmentami filmu na youtubie i znakomitą sciezka dzwiekowa
    np. tym www.youtube.com/watch?v=F2HGgq3aCxI
    Czy ktoś coś słyszał na temat filmu w Polsce?


    I chociaż wiem, że nic mnie nie pocieszy, zapytam jeszcze czy ktoś wie coś na
    temat reklamowanej na koncu drugiej części Millenium, "godnej następczymi
    Larssona" Camilli Lackberg? Jej Ksiezniczka z lodu ma wyjśc już za miesiąc.
  • elmar43 21.05.09, 12:43
    Cynamoon, napisałaś to, co ja chciałam napisać, tylko wczoraj nie
    miałam czasu sad
    Skończyłam czytać część drugą późno w nocy, bo od ok. 400 strony już
    nie mogłam się oderwać. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to
    właśnie końcówka. A teraz mam wrażenie, że do jesieni nie doczekam crying
  • es_zet_pe 22.05.09, 15:50
    Również właśnie skończyłem "Dziewczynę" i wciąż jestem pod wrażeniem, ale mam
    niejednoznaczne odczucia ("wstrząśnięty i zmieszany"). "Dziewczyna" jest chyba
    lepsza od "Mężczyzn". Wciąga niesamowicie - najpierw czytałem po kawałku, po
    kilkanaście stron, delektując się wręcz spokojną narracją o tym jak Lisbeth bawi
    się na Karaibach i urządza mieszkanie. Potem mniej więcej od połowy nie mogłem
    się oderwać i czytałem prawie jednym tchem.
    Ale cały czas zastanawiając się: genialne dzieło czy szyta grubymi nićmi bajka
    dla dorosłych? Schematy jak z powieści fantasy są tu jeszcze lepiej widoczne niż
    w "Mężczyznach". Na końcu się z tego robi opowieść o walce superbohaterki z
    superpotworem, jak w jakimś komiksie dla 12-latków. No i ta scena z wygrzebaniem
    się 3-krotnie postrzelonej i zakopanej w grobie bohaterki... zamiast dreszczu
    wywołała na koniec uśmieszek. Oraz schemat jak z staromodnego romansu (wzajemne
    powiązanie bohaterów z jasnej i ciemnej strony).

    Ale mimo tych wątpliwości mi się podobałosmile Głowne zalety:
    - postać Salander (mimo powątpiewania w realistyczność)
    - wyjaśnienie przeszłości Salander - to akurat przekonujące
    - opis pracy policji, zróżnicowane postacie policjantów. Bublanski to policjant
    w typie Martina Becka czy Kurta Wallandera - dobrze zarysowana postać,
    gliniarz-inteligent, przy tym zdecydowany, prawy i tolerancyjny
    - dobre wątki drugoplanowe (np. wątek zdradzania informacji ze śledztwa mediom)
    - odejście Eriki (od początku jej nie lubiłem!)

    Irytujące, obok nagromadzenia nieprawdopodobieństw w zakończeniu, jest nadal
    ultralewicowe i politycznie poprawne konstruowanie rzeczywistości. Wszyscy
    "dobrzy" są młodzi, piękni, bogaci, inteligentni , tolerancyjni, mają często
    cudzoziemskie pochodzenie i kochają inaczej; "źli" są heteroseksualnymi
    mężczyznami w średnim wieku i są homofobami - i nie chodzi mi tu bynajmnniej o
    handlarzy żywym towarem, ale np. o policjanta Hansa Faste.
  • opty2 23.05.09, 07:10
    es_zet_pe napisał:

    > Również właśnie skończyłem "Dziewczynę" i wciąż jestem pod
    wrażeniem, ale mam niejednoznaczne odczucia ("wstrząśnięty i
    zmieszany"). "Dziewczyna" jest chyba lepsza od "Mężczyzn". Wciąga
    niesamowicie - najpierw czytałem po kawałku, po kilkanaście stron,
    delektując się wręcz spokojną narracją o tym jak Lisbeth bawi się na
    Karaibach i urządza mieszkanie. Potem mniej więcej od połowy nie
    mogłem się oderwać i czytałem prawie jednym tchem.
    > Ale cały czas zastanawiając się: genialne dzieło czy szyta grubymi
    nićmi bajka dla dorosłych? Schematy jak z powieści fantasy są tu
    jeszcze lepiej widoczne niż w "Mężczyznach". Na końcu się z tego
    robi opowieść o walce superbohaterki z superpotworem, jak w jakimś
    komiksie dla 12-latków. No i ta scena z wygrzebaniem się 3-krotnie
    postrzelonej i zakopanej w grobie bohaterki... zamiast dreszczu
    > wywołała na koniec uśmieszek. Oraz schemat jak z staromodnego
    romansu (wzajemne powiązanie bohaterów z jasnej i ciemnej strony).
    >
    > Ale mimo tych wątpliwości mi się podobałosmile Głowne zalety:
    > - postać Salander (mimo powątpiewania w realistyczność)
    > - wyjaśnienie przeszłości Salander - to akurat przekonujące
    > - opis pracy policji, zróżnicowane postacie policjantów. Bublanski
    to policjant w typie Martina Becka czy Kurta Wallandera - dobrze
    zarysowana postać, gliniarz-inteligent, przy tym zdecydowany, prawy
    i tolerancyjny
    > - dobre wątki drugoplanowe (np. wątek zdradzania informacji ze
    śledztwa mediom)
    > - odejście Eriki (od początku jej nie lubiłem!)
    >
    > Irytujące, obok nagromadzenia nieprawdopodobieństw w zakończeniu,
    jest nadal ultralewicowe i politycznie poprawne konstruowanie
    rzeczywistości. Wszyscy "dobrzy" są młodzi, piękni, bogaci,
    inteligentni , tolerancyjni, mają często
    > cudzoziemskie pochodzenie i kochają inaczej; "źli" są
    heteroseksualnymi
    > mężczyznami w średnim wieku i są homofobami - i nie chodzi mi tu
    bynajmnniej o
    > handlarzy żywym towarem, ale np. o policjanta Hansa Faste.


    całkiem zgrabne podsumowanie smile
    z większością się zgadzam
    a szczególnie z zapytaniem siebie: co tak naprawdę nam sie podoba w
    tej książce, przecież nie jest to arcydzieło, na dokładkę mające 700
    stron!(dla mnie wystarczyłoby 500)?
    a może my właśnie lubimy takie "bajeczki" dla dorosłych?
    a może kobiety chciałyby (czasami) zachowywać się jak Salander,
    czyli bezkompromisowo ale brak im odwagi i dlatego lubimy LS ?
    bo jak rozłożymy na czynniki to "dzieło", tak jak Ty zrobiłeś, to od
    razu zauważamy pewne "naiwności",
    więc dlaczego mówimy: podobało mi się, wiągnęło, nie mogłam się
    oderwać ?
    to jest właśnie fenomen tej książki smile
  • cynamoon6 23.05.09, 09:57
    Tez sie zgadzam smile
    Bo jeśli zachwycam się do tego stopnia jakąś książką, to zwykle umiem dokładnie
    określić dlaczego. Np. że piękny język, że sugestywne opisy, że coś tam. A tu
    nie wiem. Mogłaby to być książka jedna z wielu. Dobra i tyle. Ale ja mam do niej
    stosunek szczególny.
    I uważam, że jest wyjątkowa smile
  • beatanu 25.05.09, 20:02
    cynamoon6 napisała:
    > Czy ktoś coś słyszał na temat filmu w Polsce?

    Z tego, co wiem film nakręcony na podstawie "Mężczyzn" będzie miał
    polską premierę jesienią, hurra!
  • cynamoon6 25.05.09, 20:23
    To fantastyczna wiadomość!
    W dodatku pewnie zbiegnie się to z wydaniem trzeciej części.

    Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę niecierpliwie czekać na jesień wink
  • negev56 25.05.09, 21:19
    To zaczyna tworzyć się ogonek, również czekam na jesień. Co za wieści wspaniałe smile.
  • kbor 29.01.10, 15:56
    Przeczytalem obie czesci, jestem w trakcie trzeciej.

    I mam prosbe bo albo przegapilem, albo nie bylo.

    Jak i kiedy Lisbeth zostawila odciski palcow na broni Bjurmana?
    Z tego co pamietam podczas nocjen eskapady do jego mieszkania w
    zamknietej szufladzie znalazla pudelko na bron, ale samej broni nie
    bylo, tylko jej zdjecie.
    Poza tym biorac pod uwage ze Bjurman byl czlonkiem klubu
    strzeleckiego to mysle ze dosyc czesto czyscil bron...
    A dalej w ksiazce Lisbeth przyznaje sie sama przed soba ze miala w
    reku te bron...
    Akurat to mi sie strasznie kupy nie trzyma, a na tym bazuje cala
    intryga drugiej czesci...
  • cynamoon6 21.05.09, 23:18
    O, jakoś nie pomyślałam o wyszukiwarce smileDzięki za link.

    Eh, widzę że w takim razie lepiej się nie obiecywać sobie zbyt wiele po pani
    Lackberg... Następczyni Fossum, Christie i Larssona- to juz za duźo dobrego by
    było smile Ale tak to jest z recenzjami. Wszak na każdej jednaj książce zwykle
    wydawcy lub opiniotwórcy piszą, że arcydzieło smile
    Ale pewnie zajrzę z ciekawości jak już wyjdzie.


  • taclem 08.06.09, 21:50
    Oby to się nigdy nie stało smile
  • noida 17.06.09, 14:55
    Rany... A mnie ta książka strasznie, ale to strasznie rozczarowała. Czytała się
    szybko, dobrze i fajnie (mimo nieco przydługiego początku) tak mniej więcej do
    3/4. A potem zaczęła nagle lecieć moim zdaniem na tzw. ryj na każdej linii.

    Po pierwsze - rozwiązanie zagadki sztampowe okropnie. Okropnie! Myślałam, że
    będzie faktycznie coś o przemocy, takiej zwyczajnej, domowej, najbardziej
    przerażającej przemocy wobec kobiet. A tutaj jakiś zupełnie od czapki
    zwyrodnialec w rodzaju Dolarhyde'a? Totalne rozczarowanie.

    Po drugie - Salander, która z rękawa wyciąga wszystko na Wennerstroma, który
    jest na tyle głupi, żeby trzymać wszystkie informacje na swoim kompie. Normalnie
    poczułam się, jakbym oglądała Supermana - wszystko okazuje się proste, bo
    przylatuje superbohater i w ostatniej chwili łapie wykolejający się pociąg.

    Ale absolutnie najgorsza z tego wszystkiego jest dwulicowość Blomkvista. Ja
    rozumiem jego wątpliwości, nawet jestem w stanie zrozumieć, chociaż ciężko mi to
    przychodzi, że postanowił całej tej historii nie ujawniać ze względu na dobro
    Harriet. Ale oto człowiek, który w żadnym wypadku nie jest kryształowo uczciwy,
    uchodzi za stróża moralności, bo jedzie po kolegach dziennikarzach
    ekonomicznych, bo dopuścili do powstania imperium kryminalisty? A jaki sposób by
    potraktowano jego, gdyby się wydało, że chroni morderczynię, od której w dodatku
    zależy być albo nie być jego gazety? Ja wiem, że to nie o to chodziło, ale można
    by było tak na to spojrzeć i jakbym była Blomkvistem to bym pary z gęby nie
    puściła NIGDY na temat moralności innych. Bo sobie samej miałabym za dużo do
    zarzucenia. I jeszcze jedna sprawa - Salander jest człowiekiem, który ma
    określone poczucie sprawiedliwości i rozumiem, dlaczego ona okrada Wennerstroma,
    bo to się mieści w charakterystyce postaci. Ale Blomkvist, który patrzy na to i
    się śmieje? Sorry. Czyli jak Weenestrom kradnie, to jest fe, a jak Salander, to
    jest dobrze? Jak Vanger morduje, to jest źle, ale jak kobieta topi ojca, a potem
    zostaje królową imperium finansowego, to jest dobrze? Ja rozumiem, że to są
    trudne wybory, wiele tutaj można wyjaśnić, uzasadnić, usprawiedliwić i wybaczyć,
    ale pokazywanie Blomkvista jako kryształowego obrońcy moralności jest po prostu
    moim zdaniem przegięciem.

    Zakończenie zirytowało mnie tak, że nie mogłam zasnąć ze złości. Dawno mi się
    nie zdarzyło, żeby mnie książka tak zapieniła. Przy takim bestsellerze powinna
    chociaż wybuchnąć jakaś dyskusja na ten temat. Nie?


    --
    It's not what you thought when you first began it.
    You've got what you want, but you can hardly stand it though.
    By now you know it's not going to stop... 'til you wise up.
  • negev56 17.06.09, 19:07
    noida napisała:

    > Po pierwsze - rozwiązanie zagadki sztampowe okropnie. Okropnie! Myślałam, że
    > będzie faktycznie coś o przemocy, takiej zwyczajnej, domowej, najbardziej
    > przerażającej przemocy wobec kobiet. A tutaj jakiś zupełnie od czapki
    > zwyrodnialec w rodzaju Dolarhyde'a? Totalne rozczarowanie.

    W "Mężczyznach" akurat, zakończenie mnie nie rozczarowało, nie oczekiwałam cudów
    i ich nie dostałam smile, inaczej było przy drugiej części, gdzie moje oczekiwania
    były niewiarygodnie wysokie, a cała para poszła w gwizdek, nie tego oczekiwałam,
    oklapłam tak jak Ty przy Mężczyznach.
    Ale to chyba tak ma być, co nie znaczy, że mnie to zachwyca, jestem po
    "Modlitwach o deszcz" Lehane'a i tam dopiero przeżyłam rozczarowanie.

    > Po drugie - Salander, która z rękawa wyciąga wszystko na Wennerstroma, który
    > jest na tyle głupi, żeby trzymać wszystkie informacje na swoim kompie. Normalni
    > e
    > poczułam się, jakbym oglądała Supermana - wszystko okazuje się proste, bo
    > przylatuje superbohater i w ostatniej chwili łapie wykolejający się pociąg.

    A tak, bo nasza Salander to taki supermen, i to wcale nie w przenośni. Część
    pierwsza to takie preludium do opery w "Dziewczynie". Nie chcę spoilerować, ale
    tam to się dzieje.
    I jeśli chcesz spać spokojnie, odpuść część II smile, choć jest wg mnie lepsza niż I.

    > Ale absolutnie najgorsza z tego wszystkiego jest dwulicowość Blomkvista. Ja
    > rozumiem jego wątpliwości, nawet jestem w stanie zrozumieć, chociaż ciężko mi t
    > o
    > przychodzi, że postanowił całej tej historii nie ujawniać ze względu na dobro
    > Harriet. Ale oto człowiek, który w żadnym wypadku nie jest kryształowo uczciwy,
    > uchodzi za stróża moralności, bo jedzie po kolegach dziennikarzach
    > ekonomicznych, bo dopuścili do powstania imperium kryminalisty? A jaki sposób b
    > y
    > potraktowano jego, gdyby się wydało, że chroni morderczynię, od której w dodatk
    > u
    > zależy być albo nie być jego gazety? Ja wiem, że to nie o to chodziło, ale możn
    > a
    > by było tak na to spojrzeć i jakbym była Blomkvistem to bym pary z gęby nie
    > puściła NIGDY na temat moralności innych. Bo sobie samej miałabym za dużo do
    > zarzucenia. I jeszcze jedna sprawa - Salander jest człowiekiem, który ma
    > określone poczucie sprawiedliwości i rozumiem, dlaczego ona okrada Wennerstroma
    > ,
    > bo to się mieści w charakterystyce postaci. Ale Blomkvist, który patrzy na to i
    > się śmieje? Sorry. Czyli jak Weenestrom kradnie, to jest fe, a jak Salander, to
    > jest dobrze? Jak Vanger morduje, to jest źle, ale jak kobieta topi ojca, a pote
    > m
    > zostaje królową imperium finansowego, to jest dobrze? Ja rozumiem, że to są
    > trudne wybory, wiele tutaj można wyjaśnić, uzasadnić, usprawiedliwić i wybaczyć
    > ,
    > ale pokazywanie Blomkvista jako kryształowego obrońcy moralności jest po prostu
    > moim zdaniem przegięciem.

    A Blomkvist to tylko jeden z głównych bohaterów, którego bierzemy z
    dobrodziejstwem inwentarza lub nie. Od początku tej historii odrzuciłam go, i
    akurat nie dlatego, że jego zawodowe dokonania są takie czy inne, tylko nie ufam
    facetowi mającemu taki stosunek do kobiet smile, (a może to się przekłada później
    na dokonania zawodowe - to taka moja teoria). Można by jakoś tłumaczyć jego
    zachowanie w stosunku do Harriet, ale oczywiście będąc po lekturze części II. Ja
    jestem po i jeszcze bardziej mi się naraził.
    A tak swoją drogą, nie oczekuję od bohaterów powieści tej czy innej,
    kryształowej uczciwości, bo prawdę mówiąc chyba takich nie ma. W każdym razie
    nie spotkałam. Byłoby trochę nudno smile.

    Przy takim bestsellerze powinna
    > chociaż wybuchnąć jakaś dyskusja na ten temat. Nie?

    smile
  • siostra_pelagia 17.06.09, 19:58
    Och Noido. Popieram Cię w 200%. Ja jeszcze tego Blomkvista to ścierpię, ale tej
    dziwacznej Salander rodem z Matrixa to zdecydowanie nie.
    W ogóle doprowadzają mnie do białej gorączki książki, gdzie zagadki kryminalne
    łatwo można rozwiązać sięgając po wyszukiwarki internetowe.
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • noida 18.06.09, 10:00
    > A tak swoją drogą, nie oczekuję od bohaterów powieści tej czy innej,
    kryształowej uczciwości, bo prawdę mówiąc chyba takich nie ma. W każdym razie
    nie spotkałam. Byłoby trochę nudno smile.

    Ja też nie oczekuję... Mnie nie wkurza tak bardzo to, co on robi.
    Salander-złodziejka jest na przykład moim zdaniem postacią raczej spójną i bez
    pretensji do bycia wzorem cnót wink I ja ją kupuję. Mnie wkurza, że on się
    pokazuje w telewizji i wymądrza, bo taki niby kurna od zawsze kryształowo
    uczciwy. Grrr.


    --
    It's not what you thought when you first began it.
    You've got what you want, but you can hardly stand it though.
    By now you know it's not going to stop... 'til you wise up.
  • aka10 19.06.09, 10:51
    No, coz, ja cala trylogie uwazam za bardzo dobra, choc juz dosc
    dawno czytalam.Ekranizacje pierwszej czesci tez widzialam i powiem,
    ze dosc dobrze to zrobili. Spodziewalam sie, ze bedzie duzo gorsza
    od ksiazki, a nie jest. Oczywiscie pomineli kilka watkow, ale to
    specjalnie na calosc nie wplywa.Noomi Rapace swietnie nadaje sie do
    glownej roli. 18/9 na pewno pojde zobaczyc druga czesc trylogii.
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • aka10 21.09.09, 20:31
    Ogladnelam drugi film.Nieco gorszy od pierwszego, uwazam. Salander
    jednak nadal swietna w swojej roli. Ponad dwie godziny zlecialy jak
    kwadrans. W listopadzie ostatnia czesc w kinach.



    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • taclem 29.06.09, 10:52
    Muzeum Miasta Sztokholm (Stockholms Stadsmuseum) zaprasza w czerwcu, lipcu i
    sierpniu na "Millenium Tour" - zwiedzanie miasta z przewodnikiem, który pokaże
    nam najważniejsze miejsca związane z akcją trylogii "Millenium" Stiega Larssona.
    Szczegóły tutaj: kryminal.ubf.pl/news.php?readmore=30

    Miłośników Larssona mogą też zainteresować informacje zza oceanu, dotyczące
    amerykańskich wydań "Millenium" i możliwego remake'u
    kryminal.ubf.pl/news.php?readmore=29
  • tenzyd 21.07.09, 16:34
    Ja wczoraj skończyłem czytać 2 cz zdania są podzielone mnie się z nią fajnie
    czas spędziło i tyle. Możecie mi zaproponować książke z którą spędze równie miłe
    chwile???
  • jottka 21.07.09, 19:14
    wprawdzie drugiej części nie znam jeszcze, ale pierwsza zawiera przyjemne
    nawiązania do kryminałów autorek czytanych przez blomkvistasmile no więc skoro ci
    się podoba larsson, są szanse, że spodoba ci się val mcdermid, elisabeth george,
    sarah paretsky, wszystkie bardzo dobre.
  • beatanu 06.08.09, 09:46
    Ponieważ Taclem jest na urlopie i chwilowo nie podaje aktualności
    zza morza, podrzucam wyczytaną właśnie informację: film nakręcony na
    podstawie pierwszej części trylogii Stiega Larssona bije rekordy
    popularności nie tylko w Europie. "Mężczyzn" obejrzało do tej pory 6
    milionów ludzi, w Skandynawii 2,8 mln, w samej Francji 1,2 mln, w
    Hiszpanii takoż. Tym samym film uplasował się na trzeciem miejscu
    najbardziej popularnych nieangielskojęzycznych filmów na świecie. W
    Polsce premiera na przełomie października i listopada, o ile mnie
    pamięć nie myli.

    A tu zdjęcie z konferencji prasowej, z reżyserem i odtwórcami
    głównych ról. Jestem zakochana w Noomi Rapace! smile

    www.dn.se/ekonomi/man-som-hatar-kvinnor-slar-utomlands-1.925036
  • negev56 06.08.09, 19:07
    Larssonmania w Europie trwa, co jak widać przekłada się na oglądalność filmu, i
    dobrze.
    A Noomi Rapace rychtyg Salander. Jest nadzieja, że i ja ją pokocham, bo
    zdeklarowaną fanką Salander jestem, a podobne są smile.
    I czekam na film.
  • jus-t1 09.08.09, 15:55
    Apropos Larssomanii, wczoraj skończyłam ... trzecią część (dziękuję
    niniejszym wszystkim moim nauczycielom niemieckiego!!!).
    Różne czytam tu opinie i nawet te negatywne (chociaż chyba jednak w
    mniejszości) mnie nie dziwią, ale dawno już nie czytałam podobnie
    dobrego kryminału.
    Na początku miałam skojarzenie z serią Dennisa Lehane'a i jego parą
    detektywistyczną, Parickiem Kenzie i Angelą Gennaro, ale Larsson
    zdecydowanie lepiej nakreślił postacie, a wszystkim skeptykom i
    niedowiarkom w siły i inteligencję Lisbeth Salander, muszę napisać,
    że mam tu pewna teorię, a mianowicie taką, że jedną z większych
    broni Lisbeth (obok w/w inteligencji) była ...przeceniona wiara
    mężczyzn, bo to z nimi głównie walczyła pani Salander, w swoje siły.
    Na widok drobnej kobietki, nabierali pewności siebie, nie traktując
    jej poważnie a ona to sprytnie wykorzystywała.
    Na temat trzeciej części nie zamierzam się wypowiadać, może jedynie
    tylko tyle, że jest kontynuacją drugiej, ale na pewno nie jest jej
    siostrą bliźniaczką!!!

    Teraz nie pozostało mi już nic innego tylko czekać na
    ekranizację!!!
  • anmanika 10.08.09, 13:12
    Zabieram się właśnie do czytania 3 części.
  • mccat1 22.08.09, 17:29
    Ja sobie zupełnie inaczej ją wyobrażałem crying
  • anmanika 26.08.09, 09:37
    Nie wiem co mam myśleć o 3-ciej części. Przeczytałam już ponad tydzień temu i
    wciąż się waham. Trochę była rozczarowująca. No i taka amerykańska bo oni się
    lubują w spiskowych teoriach dziejowych. Więcej nie powiem by nie psuć.
    Moim zdaniem przez 1szy tom napięcie rosło, 2 czytało się obgryzając paznokcie a
    3 bez emocji.
    --
    Nigdy nie dyskutuj z idiotą... Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a
    potem pokona wcześniej zdobytym tam doświadczeniem.
  • aka10 01.09.09, 14:30
    1-wsza czesc trylogii jest juz na dvd, 2-ga bedzie 2-go grudnia, a 3-
    cia w marcu 2010.

    ----
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • taclem 01.09.09, 15:01
    W Sztokholmie atakowała mnie na każdym kroku, nawet w Pressbyrån smile
    Ale byłem twardy - najpierw do kina, w Polsce.
  • anmanika 02.09.09, 09:25
    podziwiam sile charakteru.
    --
    Nigdy nie dyskutuj z idiotą... Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a
    potem pokona wcześniej zdobytym tam doświadczeniem.
  • negev56 08.09.09, 18:39
    anmanika napisała:

    > 3cia część niedługo w sprzedaży.
    I to całe 800 stron. Opinie rzeczywiście krążą różne o tym tomie, ale najlepiej
    przekonać się samemu.
    Bardzo kibicuję Salander, ciekawe co to będzie ...smile.
  • taclem 08.09.09, 22:44
    Mnie bardzo interesują losy 4 tomu... to niemal materiał na kryminał smile
  • aka10 13.09.09, 19:59
    A czwartego tomu nie bedzie, niestety. Tak zadecydowal brat, ojciec
    i zona sp. Stieg´a Larssona.Zdazyl napisac 200 stron.
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • taclem 13.09.09, 20:12
    To że dziś jest takie stanowisko, nie znaczy, że takie będzie zawsze.
  • cynamoon6 12.10.09, 22:11
    Przede wsyztskim piszą na stronie Monolitha i na Filmwebie, że polska premiera
    juz 6 listopada. A nie 27 smile

    A ja mam zagwozdkę.
    Na stronie o filmie w obsadzie wśród bohaterów figuruje Aleksander Zalachenko.
    Czy to znaczy, że on się pojawia w filmowej 1 części?
    O ile pamięć mnie nie myli w książce pojawił się dopiero w drugim tomie. Czy
    film poszedł aż tak daleko do przodu z akcją, że zahaczył o Dziewczynę, która
    igrała z ogniem?



  • beatanu 12.10.09, 22:36
    cynamoon6 napisała:
    > Na stronie o filmie w obsadzie wśród bohaterów figuruje Aleksander
    Zalachenko.
    > Czy to znaczy, że on się pojawia w filmowej 1 części?

    Pojawia się tylko migawkowo, na sekundę, w jednej retrospekcyjnej
    scenie. Ktoś, kto nie zna drugiej częci, nie ma pojęcia, o co
    chodzi. To taki odpowiednik tajemniczego Całego Zła, które
    wprawdzie pojawia się w "Mężczyznach", ale które wyjaśnia się
    dopiero w "Dziewczynie".
  • cynamoon6 12.10.09, 23:00
    Acha, rozumiem. Dzięki za wyjaśnienie.
    Całkiem sprytny zabieg w sumie.
  • anmanika 14.10.09, 08:42
    Obejrzałam wczoraj 1 część filmu, całkiem zgrabnie zrobiony i całkiem nieźle
    skrócony, w kilku miejscach siada, ale i tak pochwały dla reżysera. Naomi
    świetna w roli Lisbeth, aczkolwiek wygląda na około 30-stkę ale i tak już nie
    wyobrażam sobie innej aktorki w tej roli.
    --
    Nigdy nie dyskutuj z idiotą... Najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a
    potem pokona wcześniej zdobytym tam doświadczeniem.
  • kwiecienka1 14.10.09, 16:10
    smile
    film podobal mi sie bardziej niz ksiazka - juz nie moge sie doczekac
    na kolejna czesc!

    oj, wysoko ta poprzeczka wink

    pozdrawiam
    Kwiecienka po Seansie

    --
    Wszystko w końcu skończy się dobrze, więc jeśli nie jest dobrze, to
    znaczy, że to nie koniec...
  • harleyquin 17.10.09, 19:50
    Pierwszy tom b. mi się podobał. MIędzy pierwszym a drugim przeczytałam ze
    dwadzieścia skandynawskich kryminałów. I może dlatego, strasznie mnie ten drugi
    tom rozczarował i cieszę się, ze go nie kupiłam, a tylko wypożyczyłam z biblioteki.
    Wydumana akcja, wkurzająca_jeszcze_bardziej Salander (uh, jak ja nie znoszę tego
    babona!!!!), te bzdety o Zalachenko czy jak mu tam i całej rodzince DŻIZAS, no
    przeczytam tom trzeci z rozpędu, ale naprawdę: TO NIE JEST DOBRA LITERATURA
    KRYMINALNA. NIE.
    Bogu dzięki, że tej czwartej częsci nie wydadzą...

    --
    Jedni się rodzą dla radości,
    Inni dla nocy i ciemności...
  • taclem 17.10.09, 22:49
    Niespecjalnie chyba kogokolwiek zaskoczę, jeżeli napiszę, że nie bardzo rozumiem
    zarzuty wobec drugiego tomu Millenium. Zgadzam się, że może się komuś nie
    podobać - rzecz gustu. Ale akurat wiarygodności i prawdopodobieństwa bym tej
    powieści nie odmawiał. Lata pracy Larssona jako dziennikarza śledczego
    uwiarygadniają tego typu fabułę. To trochę tak, jakby opisywał rzeczywiste
    zajścia, co do których ma dokumentację, ale nie na tyle silną, by iść z nią do
    prokuratury. Ilość szczegółów na 800 stronach trzeciego tomu Millenium, to moim
    zdaniem najlepszy przykład na to jak dobrze Larsson przygotował się do swojej pracy.
  • negev56 17.10.09, 23:07
    by nie dać się jesieni
    www.przekroj.pl/kultura_ksiazki_artykul,5666.html
    "no
    przeczytam tom trzeci z rozpędu, ale naprawdę: TO NIE JEST DOBRA LITERATURA
    KRYMINALNA. NIE."

    nigdy nie kończę książki, która mi się nie podoba, a już niedopuszczalna jest
    sytuacja katowania się kolejnymi tomami czegoś, co mi zabiera czas.
  • gabrysia80 18.10.09, 18:57
    Ja też jestem b. rozczarowana drugim tomem Larssona. Moim zdaniem miał pomysł na
    jedną niezbyt grubą książkę, a natłukł trzy grube tomy, i gdyby żył, pewnie by
    już ich było z dziesięć <boi się>. Parskałam śmiechem a to gdy nagle się
    okazało, że jednak żyje pierwszy opiekun prawny Salander (też jej nie znoszębig_grin),
    a to gdy Larsoon z upeirdliwością opisywał (z nazwami!!!) meble, które kupiła w
    Ikei, a to gdzie kawę wypiła czy coś zjadła. Zaś zakończenie z wygrzebywaniem
    się z grobu przypominało mi to, co biedny Paul Sheldon (czy jak mu tam było)
    wyczyniał z biedną Misery sterroryzowany przez Kathy Bates aka Annie Wilkesbig_grin
    Totalna bzdura, na dodatek żenująco napisana.
    A czemu przeczytam trzeci tom (to do wielce zdegustowanej czy zdegustowanego
    negev56)? Bo taksmile
  • taclem 18.10.09, 22:11
    gabrysia80 napisała:

    > Totalna bzdura, na dodatek żenująco napisana.

    Łatwo taką tezę rzucić, ale trudniej obronić wink
    Napisz proszę, na jakiej podstawie tak sądzisz, bo o ile może Ci się nie podobać
    jak Larsson pisze, o tyle nie znacz to jeszcze, że on pisze źle, a jedynie, że
    nie podoba się Tobie. Żeby stwierdzić, że coś jest "żenująco napisane" musisz
    mieć zapewne sporą wiedzę z zakresu teorii literatury. Podziel się więc nią z nami.
  • monikatres 21.10.09, 12:48
    taclem napisał:

    > gabrysia80 napisała:
    >
    > > Totalna bzdura, na dodatek żenująco napisana.
    >
    > Łatwo taką tezę rzucić, ale trudniej obronić wink
    > Napisz proszę, na jakiej podstawie tak sądzisz, bo o ile może Ci się nie podoba
    > ć
    > jak Larsson pisze, o tyle nie znacz to jeszcze, że on pisze źle, a jedynie, że
    > nie podoba się Tobie. Żeby stwierdzić, że coś jest "żenująco napisane" musisz
    > mieć zapewne sporą wiedzę z zakresu teorii literatury. Podziel się więc nią z n
    > ami.


    No chyba się podzieliła: książka nie może się opierać na fafnastu kompletnie
    nieprawdopodobnych i zaczerpniętych z horrorów klasy D zbiegach okoliczności
    typu przeżyła, bo się własnoręcznie wykopała z grobu postrzelona w mózg.

    Ciebie takie zabiegi "literackie" nie drażnią?
  • taclem 21.10.09, 22:18
    Obawiam się, że mamy inne podejście do prawdopodobieństwa. Jeżeli czytam
    kryminał czy powieść sensacyjną, to nie oczekuję że wszystko będzie się działo w
    100% jak w realnym życiu. Byłoby nudniej niż w Simsach. Po to mamy tzw.
    "zawieszenie niewiary".
    Jeśli chodzi o nieprawdopodobne sprawy, to chętne się z nimi zmierzę wink Nie
    mówię że wszystkie takie pomysły Larssona jestem w stanie obronić, ale mogę
    spróbować wink
  • easz 18.10.09, 21:43
    negev56 napisała:

    > by nie dać się jesieni
    > www.przekroj.pl/kultura_ksiazki_artykul,5666.html

    Trochę mnie to zaniepokoiło - czy w trzeciej części Lisbeth zejdzie
    na drugi plan? Nie chciałabym.
    Jestem fanką raczej drugiego tomusmile

    --
    Zielonej pragnę zieleni
    Nie
  • taclem 18.10.09, 22:08
    Będzie jej wystarczająco dużo, choć nieco mniej niż w drugim tomie.
  • easz 18.10.09, 22:12
    taclem napisał:

    > Będzie jej wystarczająco dużo, choć nieco mniej niż w drugim tomie.

    'Nieco' brzmi całkiem oksmile

    --
    Zielonej pragnę zieleni
    Nie
  • taclem 18.10.09, 22:13
    negev56 napisała:

    > nigdy nie kończę książki, która mi się nie podoba, a już niedopuszczalna jest
    > sytuacja katowania się kolejnymi tomami czegoś, co mi zabiera czas.

    Dokładnie smile Życie jest za krótkie na intelektualny masochizm wink
  • monikatres 21.10.09, 12:45
    A dla mnie oczywiste jest, że jeśli książka jakiegoś autora bardzo mi się
    podoba, to czytam kolejną. Jeśli ta jest żenująco kiepska, traktuję to jako
    'wypadek przy pracy" i daję mu kolejną szansę. Bywa, że nieudanych książek
    lubianego autora kupuję kilka, tak było np. w przypadku Musierowicz czy
    Chmielewskiej, które do pewnego momentu pisały fajnie, a potem tłukły żałosne
    knoty. Myślę, że tak jak ja i Harleyquinn robi wielu miłośników ksiązeksmile
    Pierwszy tom Larssona był supełnie inny i dawał nadzieję na równie dobrą
    kontynuację. Drugi jest kiepski, kto wie, jaki będzie trzeci? Życie jest zbyt
    ciekawe, żeby się łatwo poddawaćsmile

    Co do Larssona, zgadzam się, że te druga część jest mocno nieprawdopodobna i
    nadmiernie długa. Lisbeth nie tylko się wykopała z grobu (dołu, w którym została
    zasypana ziemią - nie tylko jakimś cudem się nie udusiła, ale leżała tam na tyle
    długo, by tracić przytomnośc i się ocknąć ze dwa razywink, ale z kulą w głowie
    (plus w biodrze bodajże i w plecach) zarąbała Zalę siekierą i wystraszyła
    brata-mutantawink Baaardzo prawdopodobne było też odgadnięcie przez Mikaela kodu
    do jej wypasionego mieszkanka (tym bardziej, że pierwsze trzy próby zganięcia
    tego hasła były "bardzo" inteligentne, typu 1234wink

    Ja akurat do Lisbeth Sanader mam słabość, choć rozumiem, że może irytować. Moja
    bliska przyjaciółka jest podobnasmileJednak odgadnięcie przez nią rozwiązania
    twierdzenia fermata to już spore przegięciewink
  • monikatres 21.10.09, 12:45
    Salander oczywisciesmile
  • harleyquin 21.10.09, 13:24
    Taka ze mnie straszna masochistka, że daję drugą a nawet trzecią szansęsmile
    Musierowicz po "Noelce" (bo to IMHO ostatnia fajna Jeżycjada) pzreczytałam
    jeszcze z pięć, zanim się poddałam. Larssona też spróbuję przeczytać, tyle, że z
    bibliotekibig_grin

    --
    Jedni się rodzą dla radości,
    Inni dla nocy i ciemności...
  • taclem 21.10.09, 22:15
    monikatres napisała:

    > A dla mnie oczywiste jest, że jeśli książka jakiegoś autora bardzo mi się
    > podoba, to czytam kolejną. Jeśli ta jest żenująco kiepska, traktuję to jako
    > 'wypadek przy pracy" i daję mu kolejną szansę. Bywa, że nieudanych książek
    > lubianego autora kupuję kilka, tak było np. w przypadku Musierowicz czy
    > Chmielewskiej, które do pewnego momentu pisały fajnie, a potem tłukły żałosne
    > knoty.

    Z mojego punktu widzenia jest inaczej - za wiele jest dobrych książek, których
    nigdy nie zdążę przeczytać. To znaczy ulubieńcom wybaczam więcej, ale to raczej
    na zasadzie, że przymykam oko, a wówczas powieść mi się podoba i jest okej wink

    > Co do Larssona, zgadzam się, że te druga część jest mocno nieprawdopodobna i
    > nadmiernie długa.

    Mam odmienne zdanie. Co do prawdopodobieństwa oczywiście, nie co do długości wink

    > Lisbeth nie tylko się wykopała z grobu (dołu, w którym został
    > a
    > zasypana ziemią - nie tylko jakimś cudem się nie udusiła, ale leżała tam na tyle
    > długo, by tracić przytomnośc i się ocknąć ze dwa razywink,

    To akurat proste. Przypadki ludzi, którzy budzą się w trumnie po tzw. "śmierci
    klinicznej" udowadniają, że to możliwe.

    > i wystraszyła brata-mutantawink

    Nie ona. Duch smile Małi rozumek Niedermana nie pojął że to żywa istota smile

    > Jednak odgadnięcie przez nią rozwiązania
    > twierdzenia fermata to już spore przegięciewink

    Sądzę, że Larsson obroniłby się przed tym zarzutem "zespołem Aspargera".
    Oglądałaś "Piękny umysł"?
  • emka_1 21.10.09, 22:57
    taclem napisał:


    >
    > To akurat proste. Przypadki ludzi, którzy budzą się w trumnie po tzw. "śmierci
    > klinicznej" udowadniają, że to możliwe.

    a co to jest tak zwana "śmierć kliniczna i czym się różni od normalnej
    śmierci klinicznej?
    >

    >
    > Sądzę, że Larsson obroniłby się przed tym zarzutem "zespołem Aspargera".
    > Oglądałaś "Piękny umysł"?

    John Nash cierpi na schizofrenię, zespół Aspergeera to błędne
    domysły, zresztą film jest dość luźno oparty na faktach i ubarwia.

    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • emka_1 21.10.09, 22:59
    Aspergera miało być
    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • taclem 22.10.09, 07:52
    > a co to jest tak zwana "śmierć kliniczna i czym się różni od normalnej
    > śmierci klinicznej?

    Tym, w medycynie termin ten oznacza krótkotrwały zanik akcji serca (krążenia i
    oddechu również) przy jednoczesnej dalszej pracy mózgu, a w potocznym znaczeniu
    odnosi się również do przypadków kiedy przy spowolnionej akcji zostaje wydana
    błędna diagnoza i pacjent uznany za zmarłego "odżywa".

    > > Sądzę, że Larsson obroniłby się przed tym zarzutem "zespołem Aspargera".
    > > Oglądałaś "Piękny umysł"?
    >
    > John Nash cierpi na schizofrenię, zespół Aspergeera to błędne
    > domysły, zresztą film jest dość luźno oparty na faktach i ubarwia.

    Rozumiem, że naukowe publikacje na temat zespołu Aspargera również ubarwiają?
    Polecam przede wszystkim rozdział "An Asparger's Mind: An Examination of the
    Case of Nobelian" w książce dra Henry'ego Kellermana "The Psychoanalysis of
    Symptoms". Zespół Aspargera bynajmniej nie wyklucza schizofrenii.
  • emka_1 22.10.09, 12:11
    dziękuję za wyjaśnienie, nigdy do tej pory nie zetknęłam się z tym "potocznym
    znaczeniem".
    co do ZA, pomijając wciąż powtarzany błąd w pisowni nazwiska dra Hansa Apergera,
    teorie dotyczące Nasha, są tylko teoriami niepotwierdzonymi diagnozą, natomiast
    gdy chodzi o tłumaczenie zdolności Salander za pomocą ZA, to chyba byłoby
    ciężko, ponieważ nie wykazywała innych cech charakterystycznych tego zaburzenia,
    a jej aspołeczność jest zbyt ogólnikowa. Gdyby miała ZA nie mogłaby wyglądać jak
    nubijski drapieżnik, który ma zamiar zjeść klienta na kolację, nawet jeśli
    nubijski drapieznik znaczy coś zupełnie innego wink
    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • taclem 22.10.09, 12:27
    emka_1 napisała:

    > pomijając wciąż powtarzany błąd w pisowni nazwiska dra Hansa Apergera

    Fakt błąd w pisowni nazwiska utrwalił mi się i nie chce sobie pójść. Ale widzę
    że nie je jeden piszę nazwisko Aspergera z błędem wink

    > teorie dotyczące Nasha, są tylko teoriami niepotwierdzonymi diagnozą, natomiast

    Możliwe. Powołałem się na źródła. Jestem humanistą, nie psychiatrą, ocenę
    zostawiam specjalistom, dla mnie liczą się wyniki ich badań.

    > gdy chodzi o tłumaczenie zdolności Salander za pomocą ZA, to chyba byłoby
    > ciężko, ponieważ nie wykazywała innych cech charakterystycznych tego zaburzenia
    > ,
    > a jej aspołeczność jest zbyt ogólnikowa. Gdyby miała ZA nie mogłaby wyglądać ja
    > k
    > nubijski drapieżnik, który ma zamiar zjeść klienta na kolację, nawet jeśli
    > nubijski drapieznik znaczy coś zupełnie innego wink

    Kwestie związane z wyglądem pacjentów z zespołem Aspergera to również ogólniki,
    bo nie trzeba daleko szukać (choćby www.asperger.fora.pl), żeby wykazać, że nie
    ma reguły.
  • emka_1 22.10.09, 13:19
    anienie, cytat mówi o wyrażaniu uczuć za pomocą mowy ciała, mimiki, czy też
    wrażeniu narratora, który zauważył zmianę wyrażoną niewerbalnie, nie wyglądzie
    ogólnym i że tak powiem stałym. poza tym, przynajmniej w pierwszym tomie nie ma
    żadnych wskazówek mówiących o zaburzeniu, autor wspomina o niechęci do
    wchodzenia w relacje społeczne i to bardziej z naciskiem na skutki dawnego
    zranienia emocjonalnego niż cokolwiek innego. jeśli tworzy się fikcyjnego
    bohatera, którego "nadnaturalne" cechy mają być tłumaczone chorobą czy też
    zaburzeniem rozwojowym, należy czytelnika informować np. podając więcej typowych
    symptomów, jeśli autor nie chce powiedzieć wprost, że bohater cierpi na to czy
    tamto.
    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • cynamoon6 22.10.09, 22:17
    A ja akurat od samego początku trylogii podejrzewałam Salander o Zespół Aspergera.

    Ale pomijając to, jak dla mnie mogłaby ona nawet lewitować, jasnowidzieć i
    zmartwychwstawać co kilka kartek- i tak ją kocham.
    Nie żądam szkiełka i oka u Larssona. Czytanie tego daje mi nieziemską frajdę,
    jak mało co, więc co mnie to obchodzi, że ona jest jakimś Dżejmsem Bondem wink
  • emka_1 23.10.09, 13:48
    podejrzewać sobie można, jednak dobrze mieć przesłanki, a tu większość przemawia
    przeciw smile wręcz kliniczny ZA, oprócz nerwicy natręctw, ma detektyw monksmile
    ale nie o to chodzi, jakie zaburzenia ma salander, tylko czy jest postacią
    realistyczną czy superhero rodem z kryptonu i jaką konwencję ma cykl. np. u
    macleana bohater otrzymywał tysiąc kopniaków, każdy z nich łamał mu jakieś
    kości, co dziesiąty kopniak był śmiertelny, a bohater i tak wstawał, walczył
    dalej, a na końcu wygrywał i nikt nie tłumaczył tego super elastycznym oraz
    wytrzymałym koścem, obniżoną odpornością na ból oraz treningiem fakirskim. po
    prostu, konwencja "zabili go i uciekł", a tu jest dodatkowo wzbogacona o geniusz
    postaci smile

    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • taclem 25.10.09, 11:02
    Przez jakieś 500 stron trzeciego tomu (jak nie więcej) Salander znajduje się w
    szpitalu. To nie są realne konsekwencje?
  • emka_1 25.10.09, 12:33
    500 stron to rzeczywiście interesująca miara czasu hospitalizacji, sądzę, że nfz
    powinien rozważyć taką przy podpisywaniu nowych kontraktówsad

    nie rozumiem, co chcesz udowodnićsad że gdyby była postacią fantastyczną, to
    wyciągnęłaby sobie kulę z mózgu za pomocą zrobionego w domu elektromagnesu i nie
    trafiła do szpitala?
    szpital to pewne odosobnienie i unieruchomienie, przebywanie w warunkach z
    którymi bohater musi walczyć niejako dodatkowo, utrudnienie potrzebne z punktu
    widzenia konstrukcji akcji, a przy tym całkiem wygodne miejsce na spotkanie z
    szwarccharakterem, szczególnie, gdy nie zależy na malowniczych gonitwach po
    całym świecie. do tego właśnie służą szpitale, więzienia, wyspy, zamczyska i
    inne budowle odcięte od świata skutkiem jakiegoś kataklizmu, pociągi pędzące ze
    świstem po torach bez zatrzymywania się na dworcu we włoszczowej itd.

    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • es_zet_pe 26.10.09, 17:35
    Przeczytałem "Zamek" (półtora dnia lektury) i podobnie jak po dwóch pierwszych
    częściach mam mieszane odczucia... Przede wszystkim, jeszcze bardziej niż
    poprzednie części "trylogii Millennium", "Zamek" właściwie wcale nie jest
    kryminałem. Porównywanie go z chociażby powieściami Mankella nie ma większego
    sensu. To jest natomiast typowy thriller, który można porównywac z powieściami
    Fredericka Forsytha czy Toma Clancy i to porównanie całkiem dobrze wytrzymuje.
    Kilkunastostronicowa parapublicystyczna narracja o historii powstania Sekcji -
    to coś co w kryminale typowym nie występuje, natomiast w powieści political
    fiction jak najbardziej moze - właśnie np. u Forsytha takie wykłady dodają
    wiarygodności jego ksiązkom. Trudno powiedzieć czy "Zamek" jest lepszy czy
    gorszy od "Mężzczyzn" i "Dziewczyny". Jest na pewno inny. Dominuje walka
    zespołów ludzkich, wewnątrz ram instytucji, jedną z kulminacyjnych scen jest
    proces sądowy. Mi się to osobiście podoba. Podoba mi się też że Salander i
    Blomkvist się zmieniają. . Jest tez sporo dobrych wątków drugoplanowych: praca
    Eriki w SMP i kłopoty ze stalkerem, konflikty wewnątrz Sekcji pod koniec. Kilka
    razy autor mnie zaskoczył rozwiązaniami fabularnymi. Choć pewne rzeczy są
    przewidywalne - np. gdy tylko pojawia się Monika można się domyślić że coś
    będzie między nią a Blomkvistem...

    Co natomiast irytuje? To samo co w poprzednich dwóch częściach:
    1. Czarno-białe schematy - po jednej stronie są dobrzy, piękni, wyzwoleni
    seksualnie, do tego często o cudzoziemskich nazwiskach (Armanski, Bublanski,
    Giannini, Fuegirola etc.) wyluzowani i mający liberalne poglądy. Po drugiej
    stronie są tylko źli, brzydcy, heteroseksualni mężczyźni z poglądami
    prawicowymi... Troszkę to nudne i prymitywne.
    2. Zupełnie nie rozumiem sensu tych cytatów o Amazonkach (poprzedzające każdy
    rozdział)
    3. Dziwaczny relatywizm moralny. Dwa miliardy które Salander zwinęła
    Wennestromowi przecież nie były wypracowane w pocie czoła przez Wennestroma,
    tylko ukradł je on państwu szwedzkiemu, obywatelom Szwecji, reszty Europy i
    reszty świata. To pieniądze zarobione na ludzkiej krzywdzie - na handlu bronią i
    narkotykami, na zaniżonych pensjach robotników, sztucznych bankructwach itd. A
    wszytsko to trafia na konta Salander, żeby Lisbeth mogła popijać whisky i
    patrzyć na zachód słońca nad Cieśniną Gibraltarską... OK, wiem że miała ciężkie
    dzieciństwo, ale tak wysokie odszkodowanie (kosztem przecież ofiar Wennestroma)
    troszkę mnie zniesmacza...
  • negev56 26.10.09, 19:11
    es_zet_pe napisał:

    > 3. Dziwaczny relatywizm moralny. Dwa miliardy które Salander zwinęła
    > Wennestromowi przecież nie były wypracowane w pocie czoła przez Wennestroma,
    > tylko ukradł je on państwu szwedzkiemu, obywatelom Szwecji, reszty Europy i
    > reszty świata. To pieniądze zarobione na ludzkiej krzywdzie - na handlu bronią
    > i
    > narkotykami, na zaniżonych pensjach robotników, sztucznych bankructwach itd. A
    > wszytsko to trafia na konta Salander, żeby Lisbeth mogła popijać whisky i
    > patrzyć na zachód słońca nad Cieśniną Gibraltarską... OK, wiem że miała ciężkie
    > dzieciństwo, ale tak wysokie odszkodowanie (kosztem przecież ofiar Wennestroma)
    > troszkę mnie zniesmacza...

    Nie przeczytałam jeszcze książki, więc nie powinnam się odzywać smile, ale odnośnie
    Salander powiem, że u mnie ma wszystkie grzechy odpuszczone.
    Jeśli przyjąć, że "państwo to my", to te "my" bardzo skrzywdziliśmy Salander w
    majestacie prawa, i przy milczącej zgodzie "nas wszystkich". Nie jestem więc
    zdziwiona, że wzięła kasę. Dziwne by było, gdyby ją oddała "nam państwu", bo
    niby tak wypada ? bo to nie jej ? bo były "brudne" ?
    Wydaje mi się, że właśnie oddanie kasy przez Lizbeth byłoby niewiarygodne i
    sztuczne. W tej historii zdaje się, ma zastosowanie któryś z paragrafów prawa
    Hammurabiego i ja jestem za smile.
  • cynamoon6 26.10.09, 21:12
    negev56 napisała: odnośnie
    Salander powiem, że u mnie ma wszystkie grzechy odpuszczone.

    U mnie też! Nieważne wszytsko smile

    Ja jestem w polowie Zamku. Widze, ze jak to u Larssona, pierwsze 300 stron na
    rozruch a potem jazda bez trzymanki. Od rozdziału Hacker Republic nie nadążam z
    przewracaniem kartek i mam ten charakterystyczny dreszcz bezgranicznego
    czytelniczego szczęścia, jakiego w porównywalnej skali dostarczyła mi dotąd
    zaledwie jedna ksiązka smile

    Tez mam wrazenie ze Zamek jest inny niz poprzednie. Taki, hm, dojrzalszy?
    Bardzo szkoda, ze Larsson umarł. Myśle, że gdyby żył i dalej pisał, jego ksiązki
    wciaz ewoluowałby w stronę czegoś, czego jeszcze nie było. Te 3 to tylko
    przedsmak, jakas zapowiedź.
    Musiał być szalenie fascynującym człowiekiem.
  • taclem 02.11.09, 10:33
    cynamoon6 napisała:

    > Bardzo szkoda, ze Larsson umarł. Myśle, że gdyby żył i dalej pisał, jego ksiązk
    > i
    > wciaz ewoluowałby w stronę czegoś, czego jeszcze nie było. Te 3 to tylko
    > przedsmak, jakas zapowiedź.

    A ja się troszkę obawiam, że popularność by go przerosła.
  • taclem 02.11.09, 10:30
    es_zet_pe napisał:

    > "Zamek" właściwie wcale nie jest
    > kryminałem. Porównywanie go z chociażby powieściami Mankella nie ma większego
    > sensu. To jest natomiast typowy thriller, który można porównywac z powieściami
    > Fredericka Forsytha czy Toma Clancy i to porównanie całkiem dobrze wytrzymuje.

    Zanim sięgnąłem po Larssona i znałem go tylko ze szwedzkich blurpów na
    okładkach, miałem podobne odczucia - finansiści, tajna policja, szpiedzy - jak
    nic thriller. Ale to nie jest thriller, a raczej powieść sensacyjno kryminalna
    (trzymając się wyznaczników gatunku - to nie to samo). Mamy bowiem sensacyjną
    akcję i kryminalne śledztwo (przypominam, że przestępstwo, to nie zawsze musi
    być zabójstwo). Jako że powieść sensacyjna sama w sobie jest odmianą powieści
    kryminalnej, to właściwie nie ma powodów do zastanawiania się nad gatunkowością
    "Millenium".

    > Kilkunastostronicowa parapublicystyczna narracja o historii powstania Sekcji -
    > to coś co w kryminale typowym nie występuje,

    Właśnie że występuje dość często w... skandynawskich kryminałach smile Sjowall i
    Wahlo wieki temu rozpisywali się o procedurach policyjnych, Mankell pokazuje
    również pracę zespołu śledczego, podobnie Edwardson, nawet zupełnie od nich
    odmienny Lapidus poświęca wiele stron na parapublicystykę, pokazując przestępczy
    światek Sztokholmu. O społecznym obliczu skandynawskich kryminałów napisano już
    bardzo wiele.

    > Podoba mi się też że Salander i
    > Blomkvist się zmieniają.

    Fakt, to dość interesujące.

    >Jest tez sporo dobrych wątków drugoplanowych: praca
    > Eriki w SMP i kłopoty ze stalkerem, konflikty wewnątrz Sekcji pod koniec. Kilka
    > razy autor mnie zaskoczył rozwiązaniami fabularnymi. Choć pewne rzeczy są
    > przewidywalne - np. gdy tylko pojawia się Monika można się domyślić że coś
    > będzie między nią a Blomkvistem...

    Niejako na złość czytelnikom, którzy chcieliby zbliżenia do Salander wink
    Moim zdaniem choćby dla wątków drugoplanowych i dla procesu, warto przeczytać
    "Zamek...".

    > Co natomiast irytuje? To samo co w poprzednich dwóch częściach:
    > 1. Czarno-białe schematy

    Troszkę racji masz. Niestety tak to jest, jak proza staje się narzędziem
    agitacji politycznej wink

    > 2. Zupełnie nie rozumiem sensu tych cytatów o Amazonkach (poprzedzające każdy
    rozdział)

    Szczerze: ja też smile Chociaż oczywiście może tu chodzić o rolę walczących kobiet
    - to one są tu bohaterkami: Salander, Monika, Erika i Gianni.

    > 3. Dziwaczny relatywizm moralny.

    To może jednak Salander nie jest taka czarno-biała? wink Mikael z resztą też jest
    niejednoznaczny moralnie.
  • taclem 02.11.09, 10:15
    emka_1 napisała:

    > 500 stron to rzeczywiście interesująca miara czasu hospitalizacji, sądzę, że nfz
    > powinien rozważyć taką przy podpisywaniu nowych kontraktówsad

    Przykro mi, nie policzyłem dni, ale na pewno w tekście gdzieś to jest, poszukaj
    i oceń, czy to wystarczy na takie obrażenia jakie miała Salander wink

    > nie rozumiem, co chcesz udowodnićsad że gdyby była postacią fantastyczną, to
    > wyciągnęłaby sobie kulę z mózgu za pomocą zrobionego w domu elektromagnesu i
    nie trafiła do szpitala?

    Nie, po prostu wskazuje, że jednak te obrażenia mają jakiś EFEKT, czemu zaprzeczasz.
  • emka_1 02.11.09, 17:01
    fakt, powinno ci być przykrowink i nie, ja nie zaprzeczam, że obrażenia nie miały
    efektu, ja zaprzeczam stawianej przez ciebie tezie, że postać salander jest
    nieprzesadzona i głęboko realistyczna. przytoczone przez ciebie argumenty mnie
    nie przekonują, raczej bawią swoją absurdalnością. z równym powodzeniem możesz
    wyjaśniać "racjonalnie" jakie zaburzenia rozwojowe, rzadkie choroby lub
    uprawiane dyscypliny sportu spowodowały, że pippi langstrumpf mogła podnieść
    konia smile
    tak w ogóle wiara w realizm postaci typu super hero jest do czegoś potrzebna? to
    jest fikcja osadzona w konkretnej konwencji, nie dokument.
    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • taclem 03.11.09, 07:57
    No tak, ale to Ty podniosłaś problem nierealności postaci. I to nie podając
    właściwie żadnych sensownych argumentów.
  • emka_1 03.11.09, 12:09
    co prawda to jest długi wątek, ale może przeczytaj cały jeszcze raz i może wtedy
    zauważysz, że nie ja podniosłam wink
    odezwałam się dopiero, gdy użyłeś argumentu "tzw. śmierci klinicznej" przy
    wydostawaniu się z grobu i zespołu aspergera jako wyjaśnienia dla wyprowadzenia
    dowodu w twierdzeniu fermata smile

    a co do nierealności postaci - gatunek w jaki się wpisuje millenium nie wymaga
    realizmu postaci, można powiedzieć, że wręcz przeciwnie, zadania jakie mają
    przed sobą bohaterowie wymagają wręcz nadnaturalnych zdolności i siłsmile pod
    cieniutką warstewką kryminału i thrillera jest ukryta klasyczna, mroczna baśń i
    właśnie ta baśń zadecydowała o popularności trylogii, bo kto nie lubi baśni?smile


    --
    ...jak sztućce zatykają usta jej wrogowie...
  • taclem 20.10.09, 08:34
    Publikujemy przedpremierową recenzję powieści Stiega Larssona pt. "Zamek z
    piasku, który runął". Jest to trzeci tom trylogii "Millenium":
    kryminal.ubf.pl/readarticle.php?article_id=206
  • aka10 21.10.09, 21:10
    taclem napisał:

    > Publikujemy przedpremierową recenzję powieści Stiega Larssona
    pt. "Zamek z
    > piasku, który runął". Jest to trzeci tom trylogii "Millenium":
    > kryminal.ubf.pl/readarticle.php?article_id=206

    Ciekawe, gdzie autor tekstu wyczytal, ze tomow pierwotnie mialo byc
    10.


    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • taclem 22.10.09, 07:39
    W każdej poważniejszej publikacji poświęconej tej serii pojawia się taka
    informacja. Mówiąc "poważniejszej" nie mam na myśli polskich artykułów,
    zawierających w większości materiał kopiowany z angielskich źródeł. Pisano o tym
    w większości szwedzkich gazet, mówią o tym wydawcy Larssona i jego konkubina w
    wywiadach (można znaleźć na YouTubie). Ale po angielsku też się coś znajdzie,
    np. na oficjalnej anglojęzycznej stronie:
    www.stieglarsson.com/Millennium-series
  • aka10 22.10.09, 17:56
    Czytam szwedzkie gazety na co dzien. Musialam przeoczyc ta
    informacje. Musze jeszcze raz zobaczyc "Uppdrag granskning" na
    YouTube, tyle, ze tego tam bardzo duzo winkPozdrawiam.
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • majka.dziennikarka 21.10.09, 13:10
    Dzień dobry nazywam się Maja Staniszewska, pracuję w dzienniku
    Metro. Piszę tekst o Stiegu Larssonie i szukam osób, które opowiedzą
    w kilku zdaniach, za co go lubią/nie lubią i na czym ich zdaniem
    polega fenomen tego pisarza. Imię i nazwiko oraz zdjęcie pożądane
    Pozdrawiam serdecznie i liczę na odzew
    Majka
  • xibi 23.10.09, 20:20
    No i juz jestem po trzeciej czesci trylogii. Niemal 800 stron lyknalem w 2,5 dni smile

    I już nie mogę doczekać się ekranizacji smile

    Notabene, dwójka ma dwa swietne, przykuwające uwagę plakaty (na pierwszym jest Lisbeth po wyjściu z grobu, a na drugim Lisbeth opiera się o fajczącą beemkę, z wiadomym pasażerem).

    Mam nadzieje ze polski dystrybutor nie zaserwuje nam jakiegos tandetnego plakatu w stylu tych wloskich i hiszpanskich wersji.


    www.filmweb.pl/f485856/Flickan+som+lekte+med+elden,2009/plakaty
  • cynamoon6 31.10.09, 12:17
    Skończyłam Zamek z piasku.
    I na świeżo nie wiem co powiedzieć, oprócz tego, że jestem ogromnie rozżalona,
    że nie dowiem się co miało być dalej.
    Na pewno Larsson szykował niejedną niespodziankę. Zastanawiam się, czy nie
    zwierzył się swojej sambo co do pomysłu na przyszłe losy bohaterów i czy możne
    ona opowiada o tym w jakimś wywiadzie?

    Zupełnie inaczej mi się to czytało niż poprzednie części. Bez amoku, jak
    poprzednie części, ale w spokojnym skupieniu. Chociaż co jakiś czas akcja
    nabierała niezłego tępa smile

    A proces Lisbeth był perełką. I jak czytałam o Teleborianie to zawsze nie wiem
    czemu, przed oczami stawał mi Piotr Tymochowicz hehe
    Zupełnie tak sobie go wyobrażam.
  • taclem 02.11.09, 10:35
    cynamoon6 napisała:

    > Na pewno Larsson szykował niejedną niespodziankę. Zastanawiam się, czy nie
    > zwierzył się swojej sambo co do pomysłu na przyszłe losy bohaterów i czy możne
    > ona opowiada o tym w jakimś wywiadzie?

    Nawet nie to, że się zwierzył. On z nią pracował nad każdą książką. To ona jest
    w posiadaniu laptopa z kilkuset stronami czwartej powieści i to ona dokładnie
    wie jakie były dalsze plany fabularne smile
  • taclem 31.05.10, 10:12
    Tym razem w "Nigdy więcej"
    kryminal.ubf.pl/news.php?readmore=235
  • amused.to.death 31.10.09, 13:05
    Przeczytałam w końcu i trzecią część.
    Bardzo mi się podobał i żałuję, że ciągu dalszego nie będzie.

    Zarzuty o naciąganie i nieprawdziwość mnie bawią - takim książkom wolno, bo to
    ani nie biografia ani nie dokument.

    czytało się dobrze i to najważniejsze.
  • litygajno 01.11.09, 00:51
    hey, nie wiecie, czy w szwedzkiej prasie są jakieś doniesienia o przyczynie
    zablokowania publikacji tych 200 stron czwartej części?
  • beatanu 01.11.09, 10:12

    Z tego co wyczytałam i wyoglądałam (wspaniały reportaż dociekliwych
    dziennikarzy o spuściźnie Larssona), Stieg Larsson napisał ponad 300
    stron z planowanej 600-stronicowej czwartej części. Lisbeth Salander
    miała ponoć wylądować w północnej Kanadzie. Po śmierci pisarza
    doszło do poważnego konfliktu między jego prawowitymi
    spadkobiercami, czyli jego ojcem i bratem, a wielogoletnią partnerką
    Stiega Ewą G., która wedle prawa z milionów koron spływających na
    konto Stiega nie dostała złamanego grosza... Ewa G. upierała się w
    każdym razie przy zarządzaniu literacką spuścizną Larssona, nie
    chciała udostępnić "brudnopisu" czwarej części. W końcu zwaśnione
    strony doszły do porozumienia, przynajmniej w jednym punkcie:
    czwarta część nigdy nie ujrzy światła dziennego.

    Tak wygląda to teraz. Ale przecież nigdy nic nie wiadomo...
  • litygajno 02.11.09, 06:44
    miejmy nadzieję, że nasza ciekawość względem 4.tomu zostanie kiedyś zaspokojona...
    nie wiem dlaczego, ale po 3.części ciągle mam przeświadczenie, że na każdym kroku w mojej pracy są podsłuchywink
  • cynamoon6 02.11.09, 10:39
    Po tym 3 tomie to się wcale nie dziwię spekulacjom, że śmierć Larssona nie była
    przypadkowa...
    Poza tym był tam taki moment, gdzie on pisze o nagłej śmierci, nie pamietam juz
    z czyjej, o zostawianiu napoczętych planów. Jakby o sobie napisał sad Ruszyło
    mnie to dosyć.

    A co do 4 części to dochodzę do wniosku, że jednak nie chciałabym żeby ja
    opublikowali. W połowie tomu sytuacja wygląda zazwyczaj zupełnie inaczej niz na
    końcu. Móc przeczytac kawałek i nie poznać zakończenia... To by było jeszcze gorsze.

    Mogę sobie tylko powyobrażać, że Blomkvist by całkiem poważnie romansował z
    Moniką a skoro Lisbeth wybrała się do Kanady, to tam pewnie tez by jej sie
    przytrafił jakiś ciekawy człowiek i pewnie przypadkiem wpadłaby na trop czegoś,
    co okazałoby się gigantyczną aferą i znów wirtualnie połaczyła swe siły z
    Blomkvistem.
    I znowu by się udało smile
    Tylko pewnie nigdy by się nie uscocjalizowała tak całkiem.
  • negev56 02.11.09, 20:59
    No i koniec trylogii, 2118 stron przeczytanych, historia kilku osób poznana, w
    tle Szwecja od kuchni, wszystko już wyjaśnione, zakończone i pozamiatane.
    I właściwie lepiej, że już więcej tomów nie będzie. Historia Salander i
    Blomkvista została definitywnie wyjaśniona, dalszy ciąg życia tej dwójki można
    sobie samemu dośpiewać.
    A ponieważ Larssona nie ma, to nie chcę czytać niedokończonego 4 tomu, i cieszę
    się z tych przeczytanych trzech, dostarczyły mi niesamowitej radochy smile.
  • elmar43 03.11.09, 21:40
    A ja po przeczytaniu części 3 nabrałam przekonania, że w
    kolejnym/kolejnych tomach musiało być coś o tajemniczej siostrze
    Lisbeth - w końcu nie na darmo została co najmniej dwukrotnie
    wspomniana na procesie. Ciekawa jestem, co dla niej wymyślił
    Larsson... no ale z oczywistych względów moja ciekawość nie zostanie
    zaspokojona.

    A czytanie tych wielkich cegieł było faktycznie niesamowitą
    przyjemnością smile
  • paszczakowna1 08.01.10, 15:17
    > A ja po przeczytaniu części 3 nabrałam przekonania, że w
    > kolejnym/kolejnych tomach musiało być coś o tajemniczej siostrze
    > Lisbeth -

    Yhy. Tudzież o napromieniowaniu Zalachenki w dzieciństwie na Uralu (tam się uran
    wydobywa chyba?) i rozlicznych a osobliwych mutacjach wśród jego potomstwa
    (czego Lisbeth już się domyśla, i stąd ten pęd do wiedzy nt genetyki - swoją
    drogą, studiować dziedzinę na temat której nie ma się pojęcia za pomocą
    przypadkowych artykułów naukowych, good luck...). Vide X-Men.
  • taclem 06.11.09, 13:31
    Zapraszamy na nietypowy (pod względem nagród) konkurs związany z dzisiejszą
    premierą pierwszej części Millenium - kryminal.ubf.pl/news.php?readmore=99 .
  • aka10 07.11.09, 10:13
    Wyglada na to, ze brat i ojciec Stiega dojda do porozumienia z Eva
    Gabrielsson, ktora byla jego partnerka zyciowa. Rodzina
    zaproponowala jej 20 000 000 koron. Eva jest oburzona faktem, ze
    krewni Stiega oglosili to w mediach zamiast poprzez adwokata.
    W najblizszych dniach adwokat Evy Gabrielsson i adwokat rodziny
    Larsson maja sie spotkac, zeby przedyskutowac sprawe spadku.

    Zrodlo:www.dn.se/kultur-noje/mote-mellan-gabrielsson-och-
    larssons-slakt-1.989661
    --
    Powered by Aka.Creative Marketing S.A.
  • es_zet_pe 07.11.09, 17:58
    Z jednej strony twarz Noomi Rapace patrzy z wielu reklam na przystankach
    tramwajowych, z drugiej strony z realną dostępnością "Mężczyzn" w kinach jest
    kiepsko - np. w Poznaniu grają tylko w 2 multipleksach na peryferiach: Kinepolis
    i Plaza... Trzeba iść jak najszybciej, bo może szybko spaść z ekranów!
  • cynamoon6 08.11.09, 00:02
    Właśnie wróciłam z kina. Jestem bardzo usatysfakcjonowana. Było dokładnie tak
    jak przeczuwałam. Świetna ekranizacja, bardzo wierna. Drobiazgi tylko zmieniono.
    Chociaż muszę przyznać, że zabawny był monogamistyczny Blomkvist odmawiajacy
    Cecylii Vanger smile Rozumiem, ze z czegoś trzeba było zrezygnować, ale te romanse
    to istotny rys jego charakteru. Mimo to ładnie z tego wybrnęli. I bardzo ładnie
    przygotowany jest grunt pod drugą część.

    Beatanu pisała gdzieś wyżej że sie zakochała w Noomi Rapace. Otóż ja też,
    totalnie wink Fantastyczna dziewczyna!
    Myślę, że ona jest dla Millenium tym, czym była Vivien Leigh dla Przeminęło z
    wiatrem smile Ożywioną postacią z książki. Była wspaniała.
    Blomkvist też był świetny i wogóle wszyscy. Nawet Armansky, w którym mi niezbyt
    pasowało że zagrał go grecki aktor, była na swój sposób ok.
    Ostatnia scena spowodowała to, że wszyscy wychodzący z kina równo się uśmiechali
    od ucha do ucha.
    I cudownie było się nasłuchac melodii szwedzkiego.

    Ale co ja Wam piszę, przecież nie trzeba polecać tym co lubią.
  • opty2 08.11.09, 09:25
    skończyłam, uff ależ to grube tomisko,

    mam nieodparte wrażenie, że Larsson napisał tą serię (w tak
    przystepnej formie) aby:
    - skrytykować pewne zasady postepowania w cudownym raju szwedzkim,
    - skrytykować polityków, administrację, koncerny przemysłowe,
    - pokazać wszelkie możliwe typy ludzkie ze swoimi ułomnościami,
    i jeszcze parę rzeczy

    no cóż, my tu w kraju postsocjalistycznym raczej niczemu się nie
    dziwimy, mało co nas zaskakuje, jeśli już to naiwność obywateli
    szwedzkich
    , no, może jeszcze fantazja n/t O.Palme-go, hehe

    ale nie dziwię się szerokiemu odgłosowi w całej Skandynawii i nie
    tylko, Larsson nawet wyciągnął taki szczegół,jak monopol firm
    budowlanych i etyczność kupowania od firm zatrudniających dzieci,
    a to już jest nie do zaakceptowania, przynajmniej w socjalnej Szwecji

    a sama fabuła?
    prównywalna do I i II cz. z tym, że w pierwszej jeszcze nie
    kumaliśmy o co chodzi, więc łykaliśmy bez zmrużenia oka smile
    potem już oko przymykaliśmy, ciesząc się, że mamy kilka wieczorów
    zajętych na następne tomy smile

    podsumowując:
    nie dziwię się, że Trylogia osiągnęła sukces,
    choć czasami recenzje wpadają w euforię (nieuzasadnioną moim zdaniem)
    co jest trochę dziwne i śmieszne zarazem,
    powtórzę się może ale każdy kto poczyta trochę scandi-krim, wie juz
    o co biega i nie wpada w zachwyt, że nagle odkrył coś nowego smile

    ps. myślę,że K.Fossum więcej dostarczy mi przemyśleń, niż p. Larsson
    choć objętościowo nie imponuje smile
  • es_zet_pe 08.11.09, 23:08
    Mam dokładnie takie same odczucia. Film jest kapitalny. Wprawdzie nie ma kilku
    wątków z książki, postać Eriki jest właściwie tylko epizodyczna, nieco większe
    znaczenie ma natomiast policjant Morrell, inaczej finalizuje się sprawa piwnicy
    w domu Martina... Ale to nic nie szkodzi. Modyfikacje były konieczne by film nie
    trwał 6 godzin.
    Uczta dla ducha i dla oka:
    - pociągi sunące po śnieżnym krajobrazie
    - mroczne sekwencje sztokholmskie
    - mieszkanie Bjurmana (jak napisał recenzent w "Wyborczej" aż wizualnie emanuje
    złymi emocjami - i to prawda!)
    Dokładnie oddana wymowa książki, świetne aktorstwo, ani chwili znużenia.
    Chętnie obejrzę jeszcze raz i czekam już cierpliwie na II część ekranizacji.
  • taclem 09.11.09, 12:20
    Jedna rzecz moim zdaniem jest niewybaczalna. Vanger nie proponuje Blomkvistowi
    papierów na Wennerströma, przez co znika marchewka tłumacząca decyzję Mikaela.
    Pojechał, bo nie miał nic innego do roboty?
    Ale poza tym super film smile
  • cynamoon6 09.11.09, 13:22
    Tez zwróciłam na to uwagę. Przez to Blomkvist wyszedł na jeszcze większego
    idealistę. W książce był to zasadniczy argument, bo przecież on bardzo nie
    chciał sie tym zajmować.
  • taclem 09.11.09, 14:39
    Zakończenie się dzięki temu zrobiło trochę za bardzo sentymentalne.
  • es_zet_pe 09.11.09, 16:19
    Może trochę tak. Ale mi to specjalnie nie przeszkadzało. Nie da się na język
    filmu przełożyć wszystkich wątków z książki. Poza tym: załóżmy na momencik że
    nie znamy treści książki. Czy decyzja Mikaela o podjęciu pracy dla Vangera
    wydaje się w świetle samego filmu nieuzasadniona? Chyba nie. Widzimy jego
    zniechęcenie, wybuchowość na naradzie redakcji Millennium, nie wiemy jaki jest w
    tym momencie jego stosunek do Millennium i swojej przyszłości w nim.

    Mnie bardziej brakowało 2 innych rzeczy:
    - za krótka sekwencja australijska
    - rozczarowała mnie scena jak Lisbeth wchodzi z kijem golfowym do piwnicy.
    Spodziewałem się czegoś w rodzaju wejścia Bruce'a Willisa do piwnicy w "Pulp
    Fiction"....

    Nota bene: wszystkich widzów w kinie rozśmieszył wygląd szwedzkiego więzienia smile
  • cynamoon6 09.11.09, 18:11
    No mnie też aż tak nie przeszkadzało. Pasowało do reszty, skoro go tak
    uromantycznili.
    Może w ekranizacji drugiej części będzie więcej Bruce'ów Willisów w wykonaniu
    Lisbeth smile

    A wogóle jak już się trochę czepiać, zastanowiło mnie, dlaczego Erica się
    zdziwiła widząc w TV materiał, który Blomkvist opublikował w Millenium z
    więzienia. Przecież to nie mogło pójść bez jej wiedzy.

    A więzienie było obłędne wink
    Nic tylko iść siedzieć w Szwecji.
  • taclem 09.11.09, 12:17
    Dwa multipleksy? to macie super. W Trójmieście jedno kino. Dystrybutor dał ciała
    maksymalnie. Z resztą można się było spodziewać po niemal zerowej promocji...
  • es_zet_pe 09.11.09, 14:24
    No właśnie czegoś tu nie rozumiem. Bo promocję film ma silną - reklamy na
    przystankach tramwajowych są w wielu miejscach miasta.
  • taclem 09.11.09, 14:38
    es_zet_pe napisał:

    > No właśnie czegoś tu nie rozumiem. Bo promocję film ma silną - reklamy na
    > przystankach tramwajowych są w wielu miejscach miasta.

    Gdzie????
    W trójmieście reklama ogranicza się do chyba ze trzech standów w Empikach i do
    uloteczek w kinach. Nic więcej. Ani billboardu, ani plakatu, nic.
  • es_zet_pe 09.11.09, 16:11
    W Poznaniu wczoraj widziałem chyba 4 reklamy na przystankach (zdaje się że się
    na to mówi citylighty?) w śródmieściu.
  • siostra_pelagia 09.11.09, 18:43
    Jak trzeba iść, to idziemy. Idę w czwartek i w dodatku kolega bilet
    stawiasmile.
    U nas film idzie w multipleksie o 19 i 22. Zero jakiejkolwiek
    reklamy, sama muszę ją filmowi robić.
    --
    "Because murder is more fun away from home"
  • negev56 09.11.09, 21:23
    Jeszcze nie wiem w którym dniu, ale na pewno w tym tygodniu smile. I już się cieszę.
  • pizmak31 09.11.09, 22:39
    A nie wydaje Wam sie, ze jednakowoz troche za starzy wszyscy byli. Rapace
    grajaca Salander jakos nie do konca mnie przekonala, bo miala mimike kobiety
    ponad 30-letniej, ktora jest, a salander ma lat 24, i mimo tego, co w zyciu
    przeszla, to jednak smarkula z niej. No i koniec zdecydowanie sentymentalny,
    natomiast montaz, poprowadzenie historii - swietnie. Reasumujac - lepiej chyba
    nie mozna bylo 4 z plusem.
    --
    candy says she wants me with her
    down in candyland
  • cynamoon6 09.11.09, 22:59
    A według mnie Rapace wyglada bardzo smarkato. A nawet gdyby, to Salander chyba
    nie miała prawa mieć mimiki 24 latki- po takich przejściach.
    Co do reszty, starszawi byli, fakt.
    Jestesmy raczej rozpieszczeni hollywoodzkim produkcjami, z full make up'em
    scenicznym i filtrem od zmarszczek na kamerze, plus dodatkowa obróbka (nie
    wspominając o botoksie w czółkach). A skandynawskie kino jest zazwyczaj mocno
    naturalistyczne. Od samego początku rzuciło mi sie to w oczy. Nawet wypatrywałam
    pudru na twarzy Blomkvista, ale makijaż miały tylko kobiety i to taki najzwyklejszy.
    I mimo, że odbiór takiej chropowatej estetyki jest trudnieszy, ja go bardzo cenię.
    Przez ten złudny i piękny plastk same kłopoty na świecie smile
  • pavvka 04.01.10, 15:39
    cynamoon6 napisała:

    > A według mnie Rapace wyglada bardzo smarkato. A nawet gdyby, to
    Salander chyba
    > nie miała prawa mieć mimiki 24 latki- po takich przejściach.

    W książkach wielokrotnie było podkreślone, że wyglądała na mniej
    więcej 15-latkę.
    --
    I am not a vegetarian because I love animals; I am a vegetarian
    because I hate plants. - A. Whitney Brown
  • taclem 10.11.09, 07:29
    Do wieku aktorów nie mam zastrzeżeń. Jestem zadowolony, że nie dali
    hollywoodzkich pięknisiów.
  • kwiecienka1 08.11.09, 16:02
    aaa, zazdrosze tej mozliwosci posluchania melodii szwedzkiego...

    film ogladalam w Niemczech z tym ich okropnym dubbingiem sad

    moze kiedys sobie dvd (w Pl), to bede miala i szwedzki, i polskie
    napisy smile



    --
    Jedna nadzieja daje więcej siły niż dziesięć wspomnień...

    http://lagm.lilypie.com/6tOMp2.pnghttp://lbdm.lilypie.com/butfp1.png
  • taclem 09.11.09, 12:17
    To chyba optymalna wersja smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka