Chodzi o kwestię opodatkowania twórców. Nie chcę się tu specjalnie zagłębiać w
temat, bo wiele wszędzie dyskusji na ów temat:
serwisy.gazeta.pl/nauka/1,34148,3339279.html
W skrócie powiem, jak ja to widzę, bardzo subiektywnie, zaznaczam. Z pewnością
sprawę opodatkowania na ogólnych zasadach widzi Pani Gilowska, a inaczej
artysta, który nie bardzo umie policzyć kasę na koncie, stąd stanowi nierzadko
wspaniały target dla wszelkiego rodzaju naciągaczy finansowych (banki,
sprzedające karty kredytowe, ubezpieczyciele, reklamodawcy w necie etc). Twórca
często nie umie tego policzyć i po prostu nie wie, a poza tym może go przerażać
prowadzenie jakichś ksiąg, zbieranie rachunków, choć gdyby umiał myśleć jak
przedsiębiorca, to jego koszty uzyskania przychodu mogłyby sięgać nie jak to
dziś ryczałtem 50%, a 95% i zapłacił dużo mniej podatku. Bo dla naukowca i
twórcy wszystko jest inspiracją. A ona przecież kosztuje.
Nie wiem jak to jest w innych krajach, ale Noble w dziedzinach nauki, to raczej
nie jest polska specjalność.
Z jednej strony nie należałoby twórcom przeszkadzać, z drugiej zaś jednolity,
prosty i klarowny system podatkowy jest poważnym atutem ekonomicznym państwa. Bo
podejrzewam, że z takich preferencyjnych systemów, jak to zwykle bywa,
korzystają ci, którzy z twórczością nic wspólnego nie mają.
--
proces