Dodaj do ulubionych

brak oświadczyn, brak chęci deklaracji, marazm

12.07.14, 23:19
Mam 28 lat, jestem w związku od 4 lat. Od jakiegoś roku delikatnie, bardzo subtelnie starałam się podsuwać facetowi pomysł, że możeby jednak warto juz było pomyśleć o jakiejś stabilizacji, zwłaszcza, że mieszkamy ze sobą. Aluzje nie dotarły. Zaczęłam więc mowić nieco bardziej konkrtenie, zwłaszcza, że okazało się, że mogę mieć problemy z płodnością i przed 30tką po prostu najlepiej, jakbym już miała dziecko. Nie dotrało i to. Powiedziałam więc niedawno wprost, że oczekuję oświadczyn, ślubu i dzieci - tylko, jeśli on tego chce, nie chcę nic za wszelką cenę. Usłyszałam, że potrzebuje czasu itp. Po dwóch miesiącach temat wrócił - burza z piorunami, płacz i kłótnia - że nie będę czekać w nieskończoność i rozumiem, że on jest na innym etapie i że nie chce takiech deklaracji. Ja nie chcę iść na kompromis, więc jestem za rozstaniem się i tyle. Facet coś tam przebąkuje o daniu mu czasu... Beznadzieja jakaś, nie wiem, co mam o tym myśleć, czy nie dać sobie po prostu spokoju z takim niezdecydowanym lekkoduchem...??
Edytor zaawansowany
  • mozambique 31.07.14, 12:57
    eleganckiego kopa w zad i rozglądac sie za jakim zdecydowanym egzemplarzem
    --
    Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
  • th863 27.11.14, 15:40
    Gratuluję mądrości wypowiedzi, a zwłaszcza KWIECISTOŚCI STYLU !
  • torado 01.08.14, 13:18
    takie_dylematy a czy on chce dziecka? Bo właściwie ten ślub to po co? Sorki piszę ze swojego punktu widzenia, ale ślub to dla mnie zalegalizowanie związku by nie napotykać na jakieś problemy prawne np. z udzieleniem informacji o stanie zdrowia partnera, gdy ten wyląduje w szpitalu...lub gdy się myśli o dziecku...
    --
    no to sru.....
    1041737
  • zelda87 28.08.14, 22:29
    Ooo wygodny facet widzę. Znam takie co czekały po 7 - 10 lat i w końcu sobie darowały a zaraz później poznawały bardziej zdecydowanego z którym w pół roku był ślub i dzieci. Więc ja nie wiem czy on jest wart Twoich dylematów
  • yslsl 14.11.14, 13:52
    Jezu co za priorytety - ja jestem babka, ale to tylko potwierdzenie złego zdania jakie o kobietach mają faceci. Że oni to są tylko od załatwienia ślubu, dzidziusia a potem sępienie kasy - kasa i tyle.Ja z moim facetem jestem 25 lat w szczęśliwym związku (takim do pozazdroszczenia) dzieci nie mamy bo nie lubimy. I wszyscy nam zazdroszczą. Zwłaszcza znajome już często po drugich rozwodach i samotnie te dzieciary wychowujące... Wy się wiążecie z kimś z powodu ślubu i dzieciarów??? Znaczy miłość, szczęście razem - drugorzędna sprawa??? To ja się nie dziwię, że jest tyle rozwodów.Wyrazy współczucia dla Waszych facetów. Naiwne Bolki to są...
  • yslsl 14.11.14, 13:56
    Dodam tylko, że już widać u Pańci, która założyła ten wątek roszczeniową postawę, Bo ja chcę - a jak nie to kopa w dupę. No to ja od razu powiem ,że się Pani do małżeństwa nie nadaje. Bo facet okaże się mieć problemy ze zrobieniem potomka, albo nie daj boże zachoruje, czy będzie wypadek, to elegancko rozwodzik zrobimy, bo się nie nadaje na woła rozpłodowego i dawcę kasy> Co nie??? Dla mnie bycie z kimś to bycie na dobre i na złe. Nawet kurka bez ślubu.
  • justysialek 14.11.14, 15:29
    Może Ty nie lubisz. Ona lubi i chce dziecka. I to tyle w temacie. Jak zostaną ze sobą a ona poświęci swoje potrzeby to i tak nigdy szczęśliwi nie będą.

    --
    My pretty mouth will frame the phrases that will
    Disprove your faith in man
  • trollingstones 16.11.14, 12:51
    Dla niej najważniejsze jest "zdanie, jakie o kobietach mają mężczyźni", a nie własne szczęście. Każdy ma swoje priorytety. Może się zdziwić, gdy partner po czterdziestce dojrzeje do założenia rodziny, ale nie będzie chciał tego robić z babą w klimakterium, poszuka 30-latki. Będzie wtedy zazdrościła tym samotnym matkom, że mają przynajmniej dzieci. A wątkotwórczyni radzę zostawić chłopaczka i rozejrzeć się za mężczyzną, który jest na tym samym etapie życia.
  • yslsl 16.11.14, 16:24
    Mi po prostu ręce opadają na himalaje cynizmu z jakimi się spotykam ze strony pewnych znajomych Pań. które to otwarcie głoszą, że najlepiej to bogatego z łapać na dziecko a potem brać alimenty. Partner i ja mamy oboje ponad 100kę (czyli grubo po 40stce) i jakoś nadal nie chcemy powiększania rodziny, partner chyba nawet jeszcze bardziej się brzydzi dziećmi niż ja. Poza tym w dzisiejszych czasach powoływanie na świat potomstwa (zagrożenia ekologiczne, nadmiar ludzkości na Ziemi, niepewna sytuacja polityczna oraz gospodarcza) dla nas jest oznaką właśnie kompletnego braku dojrzałości, za to wyrazem skrajnego egoizmu i bezmyślności. W stylu "jakoś to będzie" itd. Ja nikomu nie odmawiam chęci posiadania potomstwa i nie życzę sobie oceniania mojego wyboru i samego wyboru nie oceniam. Cynizmu i egoizmu natomiast nie znoszę. A liczba rozwodów, cyniczne podejście kobiet oraz średnia długość trwania małżeństw dookoła niestety potwierdza tylko moje zdanie... Ona lubi dzieci on nie lubi, źle się owszem dobrali. Ale zorientować się o tym po latach jest dla mnie cokolwiek dziwne. Ja dogadałam ten temat w pierwszym miesiącu związku....
  • idrin 16.11.14, 16:55
    yslsl napisał(a):

    Najpierw tak:

    > (...) Poza tym w dzisiejszych czasach powoływanie na świat potomstwa (zagrożenia
    > ekologiczne, nadmiar ludzkości na Ziemi, niepewna sytuacja polityczna oraz
    > gospodarcza) dla nas jest oznaką właśnie kompletnego braku dojrzałości, za
    > to wyrazem skrajnego egoizmu i bezmyślności. W stylu "jakoś to będzie" itd.

    Potem tak:

    > Ja nikomu nie odmawiam chęci posiadania potomstwa i nie życzę sobie
    > oceniania mojego wyboru i samego wyboru nie oceniam.

    Nie, bo to powyżej napisane to wcale ani trochę żadna ocena nie była :D

    Idź trollu popluj komuś jadem na klatę, bo może lekarz zalecił wcierać, ale
    tutaj to może już się przestań wygłupiać :)
  • yslsl 17.11.14, 08:28
    Gratuluję braku umiejętności czytania. Ja tylko przedstawiam tu swój pogląd. Mam do niego prawo. Jak ktoś uważa inaczej, mogę współczuć (zwłaszcza tym egoistycznie powoływanym do życia dzieciom do końca życia skazanym na egoistyczne, roszczeniowe matki) ale akceptuję wybór - jedno z drugim się nie kłóci.
  • gozal 18.11.14, 19:26
    tak jak beznadziejne są wypowiedzi bezwzględnie oceniające bezdzietnych, tak beznadziejne są również zaprezentowane przez ciebie idiotyczne, uogólniające i krzywdzące osądy nad dzieciatymi. oznaką "kompletnego braku dojrzałości" - używając twoich słów, które padły w trochę innym kontekście - jest nie posiadanie własnych poglądów, tylko ocenianie wszystkich dokoła podług własnych kryteriów i robienie tego krzykliwym językiem. oczywiście, że nie każdy dokoła ma fajny związek czy mądrze postępuje, ale wcale nie jest powiedziane, że ludzie, którzy nie podzielają twojego credo życiowego w sprawach rodzinnych, od razu robią głupio, jak piszesz. twoja recepta na związek i życie to tylko twoja recepta na związek i życie. zdania typu: "powoływanie na świat potomstwa (zagrożenia ekologiczne, nadmiar ludzkości na Ziemi, niepewna sytuacja polityczna oraz gospodarcza) dla nas jest oznaką właśnie kompletnego braku dojrzałości, za to wyrazem skrajnego egoizmu i bezmyślności" nie są neutralnym wyrażaniem poglądów, choć może ci się tak wydawać. to już ocena postawy innych wypalona z grubej rury: bardzo mało taktowne, bardzo wartościujące podejście do prywatnych wyborów drugiego człowieka. nie musisz myśleć tak jak on, ale nie wyzywaj go od egoisty, niedojrzałego i bezmyślnego człowieka, tylko dlatego, że dokonuje innych wyborów życiowych niż ty, zwłaszcza, że dotyczy to kwestii, które związane są z naturą (seksualność, rozrodczość), a jednocześnie należą do sfery prywatnej i nikomu nie szkodzą. kim jesteś, że się czujesz lepszą od innych? kto dał ci moralne prawo oceniać innych i traktować ich z góry? oczywiście nikt ci tego nie zabroni, wszak u nas wolność, ale powyższy cytat z twoich licznych postów (i kilka innych fragmentów, na które szkoda tu miejsca) nie świadczy o twojej otwartości, tolerancji czy wielkiej mądrości życiowej, które - mam wrażenie - sama zaliczyłabyś chyba do swoich mocnych stron... mówi do ciebie to szczęśliwa bezdzietna mężatka o mniej imponującej metryce, która jednak potrafi się wczuć w cudze wybory i je uszanować.
  • gzesiolek 17.11.14, 10:50
    A mi opadają ręce na Twój zupełny brak empatii i zrozumienia, że inni mogą mieć zupełnie inne podejście...
    Gratuluję Ci szczęścia i spełnienia w Twoim życiu, ale zlituj się i nie szukaj pseudonaukowych bełkotliwych usprawiedliwień na brak chęci posiadania potomstwa (nie potrzebujesz ich!) i nie pluj na innych dlatego, że swoje szczęście odnajdują w inny sposób...

    My z żoną, mimo, że zawodowo się spełniamy i tak uważamy, że nic nam w życiu nie wyszło tak jak dzieci ;) Uwierz lub nie, ale miłość do własnego dziecka, obserwowanie jak się rozwija, jak z naszą pomocą staje się coraz lepsza to doskonałe uzupełnienie naszej miłości wzajemnej... Wręcz pozwolę sobie na przypuszczenie, że jakby nie dzieci, to już nasza miłość dawno zeszła by do poziomu chłodnej przyjaźni... nasze córki są katalizatorem serdeczności, ciepła i bliskości... i wiem, że dzięki nim jesteśmy lepsi...

    A czy może świadczyć to źle o naszej dojrzałości emocjonalnej? Nie mam pojęcia, ale wole taką "niedojrzałą" kochającą się rodzinę, niż taką najwłaściwszą i najdojrzalszą, ale bez tego ciepła, które sprawia, że masz ochotę na powrót do domu niezależnie gdzie jesteś...

    Pozdrawiam i życzę większej dozy zrozumienia dla innych...
  • yslsl 17.11.14, 11:12
    Ale ja nie piszę , że mój wybór jest lepszy od Twojego, Mój jest lepszy dla mnie!!! Twój dla Ciebie!!! Mi chodzi o to, że dla Pani posiadanie dziecka jest ważniejsze od partnera, miłości itd... Nigdy nie zrozumiem egoizmu. O to mi chodzi!
  • yslsl 17.11.14, 11:14
    I u nas dalej w związku jest gorąco. należymy do tych osób które to dzieci naprawdę do szczęscia nie potrzebują. Też zrozum - są tacy! I też nie mogę się doczekać na powrót do domu i nie możemy właściwie juz być bez siebie... Myślę, że w naszym wypadku to w sumie dzieci by tylko przeszkadzały. Więc dla nas jest to wybór najwłaściwszy.
  • a.n.a0 24.11.14, 14:26
    yslsl napisał(a):

    > I u nas dalej w związku jest gorąco. należymy do tych osób które to dzieci napr
    > awdę do szczęscia nie potrzebują. Też zrozum - są tacy! I też nie mogę się docz
    > ekać na powrót do domu i nie możemy właściwie juz być bez siebie... Myślę, że w
    > naszym wypadku to w sumie dzieci by tylko przeszkadzały. Więc dla nas jest to
    > wybór najwłaściwszy.


    w wieku emerytalnym to i mi dzieci by przeszkadzały....he he
  • a.n.a0 24.11.14, 14:25
    yslsl napisał(a):

    > Ale ja nie piszę , że mój wybór jest lepszy od Twojego, Mój jest lepszy dla mni
    > e!!! Twój dla Ciebie!!! Mi chodzi o to, że dla Pani posiadanie dziecka jest waż
    > niejsze od partnera, miłości itd... Nigdy nie zrozumiem egoizmu. O to mi chodzi
    > !

    nie zrozumiesz egoizmu bo jestes egoistyczna, nie masz dzieci!!!!! to jest dopiero egoizm!
    takie stare panny powinny placic podatek potrójny za to
  • gzesiolek 24.11.14, 15:20
    Wyluzuj, bo albo masz za zadanie rozkrecic watek, albo leczysz swoje kompleksy...
    Przebilas juz yslsl w braku empatii... gratuluje...
  • grzeczna_dziewczynka15 18.04.15, 15:44
    Egoizm to rodzenie WŁASNYCH dzieci, choć tyle jest niechcianych do adopcji. Ile dzieci zaadoptowałaś?
  • princesswhitewolf 17.04.15, 16:42
    Uwierz lub nie, ale miłość do własnego dziecka, obserwowanie jak się rozwija, jak z naszą pomocą staje się coraz lepsza to doskonałe uzupełnienie naszej miłości wzajemnej...

    no ale nie tlumacz slepemu jak wygladaja kolory... Kobita w kwestii macierzynstwa jest tak poblokowana ze za taki tekst cie rozdrapie. To o czym mowisz dopiero czlowiek rozumie jak juz doswiadczy macierzynstwa, a nie jak sie naoglada cudzych dzieci na podworkach bo to cos zupelnie innego. Dopiero majac wlasne dzieci jakby caly nowy swiat sie otwiera...
  • a.n.a0 24.11.14, 14:23
    yslsl napisał(a):

    > Mi po prostu ręce opadają na himalaje cynizmu z jakimi się spotykam ze strony p
    > ewnych znajomych Pań. które to otwarcie głoszą, że najlepiej to bogatego z łapa
    > ć na dziecko a potem brać alimenty. Partner i ja mamy oboje ponad 100kę (czyli
    > grubo po 40stce) i jakoś nadal nie chcemy powiększania rodziny, partner chyba
    > nawet jeszcze bardziej się brzydzi dziećmi niż ja


    Ty to juz nie mozesz miec dziecka gdybys nawet chciała......za stara jestes.
    Myslę że ci staropanieństwo uderzyło w mózg i to tak porzadnie.
    No ale cóż, co ty mozesz wiedziec o małżeństwie, dzieciach jak ty tego nie dośwadczyłas....
    Nie lubisz dzieci to sie nie wypowiadaj, bo nei masz nic do powiedzenia.
  • almar925 06.02.15, 19:08
    Dobrze, że powiedziałaś co myślisz. Dla niego być może to już jest szczyt stabilizacji ? mieszkacie razem ? więc więcej nie potrzeba mu do szczęścia?.Poczekaj na jego reakcje i sama nie reaguj w emocjach, ani nie podejmuj decyzji w uniesieniu.
  • tasmaklejaca-0 12.12.14, 16:43
    wcale nie oceniasz :D
    "Poza tym w dzisiejszych czasach powoływanie na świat potomstwa (zagrożenia ekologiczne, nadmiar ludzkości na Ziemi, niepewna sytuacja polityczna oraz gospodarcza) dla nas jest oznaką właśnie kompletnego braku dojrzałości, za to wyrazem skrajnego egoizmu i bezmyślności"
  • wirujacyplateksniegu 11.02.15, 09:49
    yslsl
    bardzo mi się podoba Twoja wypowiedź...
    czasem się zastanawiam czy wojny i zarazy nie były lepsze niż klęska ekologiczna która nas czeka (i którą już mamy)
    serce mi pęka na myśl o tym wszystkim, bo ja już MAM dzieko.


  • princesswhitewolf 17.04.15, 16:31
    jeszcze bardziej się brzydzi dziećmi niż ja.

    no to juz brzmi chorobowo... mozna nie chciec miec dzieci ale brzydzic sie... ergmmm....
  • grzeczna_dziewczynka15 18.04.15, 15:47
    Hmm, no jak ktoś się dziećmi brzydzi, a na świat ich nie powołuje, to rozsądek. Gorzej, jak ktoś te dzieci rodzi, choć się nimi brzydzi, tylko o tym nie mówi. Jak słucham moich sąsiadów, którzy non-stop na dzieci drą mordę, z której wylewają się same bluzgi, to jakoś nie widzę tego cudu rodzicielstwa. No ale nie ma co uogólniać. Niech każdy sobie robi, jak chce. Tylko samo powoływanie dzieci na świat nie jest oznaką altruizmu.
  • 71tosia 07.06.15, 12:34
    hmmm az bije dojrzalosc z tego postu, ona nie chce miec dzieci bo sie nimi brzydzi a swiat nie jest oaza szczesliwosci. Rozumiem ze nie kazda kobieta czuje powolanie do macierzynstwa ale ty dorabiasz do tego idiotyczna ideologie.
  • ina.wicz10 18.11.14, 00:55
    Zostaw go skoro jest niedojrzały do stworzenia prawdziwej rodziny. Szkoda Twojego czasu bo latka lecą. Mam takich znajomych, którzy zwodzili dziewczyny po kilkanaście lat i nie ożenili się do tej pory. Dziewczyny oczywiście odeszły i założyły rodzinę z innym. Moja mama zawsze mówiła, że jak się facet po 2 latach nie oświadczy, to już się nigdy nie oświadczy. Faceci to egoiści, chcą tylko seksu bez zobowiązań. Nie daj się!
  • ao.a 18.11.14, 09:46
    Twoja mama ma rację. Kiedyś gdzieś w necie wyczytałam, że jakiś facet, który pisał o związkach twierdził nawet, że po roku szansa na ślub spada o 50%. Ale moim zdaniem ludzi przed 25 rokiem życia trzeba z tego wykluczyć bo myślą o innych rzeczach.
  • gzesiolek 18.11.14, 13:31
    Ale opowiadacie dyrdymaly ;)

    Wiekszosc moich znajomych formalizowalo zwiazki po min. 3 letnim wdrozeniu ;)
    A znam tylko jeden przypadek, gdy bez "wpadki" doszlo do slubu po mniej niz 1 roku zwiazku...

    No i znam tez przypadek dziewczyny... calkiem fajnej, ale kierujacej sie taka filozofia, ktora przez takie poszukiwanie meza na koncu studiow popadla w niezla paranoje i skonczylo sie na leczeniu...
    Bo wlasnie jej mama zawsze mowila... ze jak po roku nie to nigdy... ze jak do 25 meza nie znajdzie to stara panna zostanie... a ze dzieci to trzeba miec przed 25, bo pozniej to ryzyko i w ogole smierc dla ciezarnej itd itp... tak miala wbite w glowe i tak ja matka cisnela (mimo, ze przeciez inteligentna i dorosla dziewczyna), ze kazdy sensowny facet po maks 2 miesiacach ewakuowal sie... i to nie dlatego, ze nie chcial zwiazku na stale... ale nie chcial matczynej tyrani i przymusu... A dziewczyna wpadla w taka desperacje, ze doslownie wskakiwala do lozka przypadkowym facetom... NIe dajac sobie wytlumaczyc, bo przeciez mama...
    Skonczylo sie na probie samobojczej i psychiatrze...
    Dwa lata dochodzila do siebie i wracala do zywych... i do dzis ma problemy w zwiazkach...
    Wiec zluzujcie nieco z takimi zasadami... Milosc to nie kwestia mierzalna to i zwiazek taki nie powinien byc...
  • ao.a 19.11.14, 00:25
    Może się źle wyraziłam. Chodzi o to, że mężczyzna najchętniej oświadcza się w momencie silnego zauroczenia/zakochania/ ewentualnie ze strachu że mu dziewczyna zwieje. Ile trawa stan zakochania? Mniej więcej 2-4 lata? Potem raczej klapki z oczu spadają. Zaznaczam - raczej - bo może nie wszystkim (przykładem tego mogą być Twoi znajomi. Z moich znajomych pobierało się niewiele par, większość żyje bez papierka). Dlatego największe szanse na oświadczyny są ze strony mężczyzny w czasie pierwszego etapu związku. Statystycznie. Natomiast są wyjątki. Para, która poznała się dość wcześnie np. przed 20 rokiem życia (przynajmniej jedno z nich) nie będzie po dwóch czy trzech latach gnać do ślubu. Wtedy pobierają się dużo później. Tak naprawdę ilu ludzi tyle różnych sytuacji ale coś jest w tej statystyce. Ja ze swojej strony po znajomych widzę, że jak para mieszka razem przez dłuższy czas i facet się nie pali to już raczej z pierścionkiem nie wypali. Koleżanki marudziły, że ten czy tamten o ślubie nie myśli, były też śluby przez ciążę. Poglądy zależą od tego co się w życiu widziało.
  • gzesiolek 19.11.14, 11:34
    Ale wlasnie rozsadny i dojrzaly facet zwykle doskonale wie, ze to pierwsze zauroczenie wczesniej, czy pozniej minie i ze milosc to cos znacznie wiekszego... Zwlaszcza jak sie to skonfrontuje z codzienna rutyna i bolaczkami...
    Moim (i jak widze z doswiadczenia nie tylko moim) zdaniem lepiej sie sprawdzic, nim sie zdecydujesz z kims dzielic zycie i swiat na dluzej niz pare lat(no chyba ze sie z gory zaklada, ze to tylko popierek ktory w razie czego mozna odwolac...). Nauczyc sie dbac o zwiazek i byc wzajemnie dla siebie oparciem i w tych lepszych i tych groszych chwilach... Zobaczyc jakim sie jest czlowiekiem w roznych sytuacjach i jakim czlowiekiem jest ta Twoja druga polowka...
    A slub to tylko sformalizowanie juz zawartego zwiazku, a nie poryw serca czy hormonow...

  • delfina77 19.11.14, 19:29
    Ale jak długo mają się nawzajem sprawdzać, do menopauzy?:) Przecież 4 lata to szmat czasu. Wydaje mi się, że nie ma prawdziwej miłości w związku, gdzie jedna strona boi się powiedzieć sakramentalne 'tak'
  • gzesiolek 20.11.14, 09:26
    Zauwaz, ze odnosilem sie do slow jednej z kolezanek, ze "jak nie w 1 rok to juz szansa na slub spada drastycznie", a nie do slow autorki watku...

    Sadze, ze zwykle nawet krotszy czas niz te 3 lata (zwlaszcza jesli sie razem zamieszka) pozwala na wlasciwa decyzje...
  • gzesiolek 20.11.14, 09:28
    Co nie zmienia faktu, ze kierowanie sie tym, ze jesli slub to tylko w stanie "najwyzszego zauroczenia faceta" jest dla mnie nieco infantylne (lub niestety cyniczne...).
  • ao.a 20.11.14, 18:11
    Cóż, powiem tak. Wśród par, które znam albo ludzie pobierali się dosyć szybko (do 4 lat max) albo wcale. Stąd takie wnioski. Nie uważam, żeby były infantylne. Łatwiej przychodzą pewne decyzje kiedy wciąż mamy założone różowe okulary. A są one właśnie ok. 2-4 lat związku. Tyle, że my sami zaręczyliśmy się po 9 latach. Nie wyobrażam sobie określania się po roku znajomości, czyli w wieku lat 19 czy nawet po 4 bo wtedy też co innego nas interesowało.
  • gzesiolek 21.11.14, 10:24
    To, ze decyzja jest łatwiejsza wcale nie znaczy, ze lepsza...

    W stanie najwyższego zauroczenia i pierwszych miesięcy znajomości to zwykle facetowi to tylko jedno w głowie, ale jak na podstawie tego jednego podejmie decyzje, to mogę przypuszczać, że po paru latach uzna ją jako błąd...

    Poza tym "do 4 lat" to nie "do 1 roku" a taką definicje czyjejś matki tutaj przedstawiłyście...
    Więc ja też "nie wyobrażam sobie określania się po roku znajomości" i stąd moje kontry ;)
  • ao.a 21.11.14, 13:23
    Nie matki, tylko autora jakiejś książki (tytułu nie znam - samej książki nie czytałam), gdzieś po prostu o tym przeczytałam. Nie mogę stwierdzić czy ten człowiek ma rację czy nie w 100%, widzę jedynie, że ludzie z mojego środowiska decydują się na ślub dość szybko (z mojego punktu widzenia 2-4 lata to jest szybko no bo my po 9 latach ;) albo wcale.
  • taka_pani_jedna 19.11.14, 15:35
    Moja mama twierdzi tak samo :D I coś w tym jest. Większość "przechodzonych" związków się rozpada.

    --
    "Uwielbiam, gdy ludzie wokół mnie łażą ze swoimi krzyżami, jarmułkami i śmiesznymi brodami, a następnie pouczają innych, że nie powinni się obnosić ze swoim ateizmem."
    by Ricky Gervais
  • gzesiolek 19.11.14, 16:05
    Mam pytanie skoro taki zwiazek sie rozpada, to co sie z nim dzieje, jak jednak dojdzie do slubu?
    Czy slub zmienia cos w uczuciach, szacunku i szczesciu w byciu razem? Czy po prostu ludzie sa ze soba bo slub, a jak juz jestesmy w srodowisku, ze to nic zlego to sie po prostu rozchodzimy?
    Bo ja jednak wole rozstac sie przed slubem niz rozwodzic sie jak juz sa dzieci... No chyba ze slowa yslsl o cynicznym poszukiwaniu "sponsora" nie byly az tak dalekie od prawdy...
  • elle444 19.11.14, 18:47
    Co prawda to prawda. Zwiazek jest jak kwiatek - musi zaowocowac zanim platki opadna, w przeciwnym razie umiera wraz z ostatnim platkiem nie przeistoczywszy sie w nic wiecej. Jesli o mnie chodzi to pierwsza weryfikacja powinna byc po roku - jesli ktoras ze stron jeszcze sobie nie probuje nawet wyobrazac wspolnej przyszlosci, albo blednie na na takie pytanie, to nalezy wiac.
  • gzesiolek 20.11.14, 09:32
    Zgadzam sie, ale ograniczanie tych przyslowiowych platkow do "stanu zauroczenia" nieco wypacza swiadomosc decyzji o dlugoletnosci zwiazku...
  • grzeczna_dziewczynka15 02.02.15, 03:46
    Jezus, to po co być w związku z którym kolwiek z tych egoistów? To nie lepiej zbudować związek z kobietą/nie wiązać się w ogóle?
  • babsko77 08.03.15, 00:45
    Bzdura! Po 14 latach oswiadczyny i slub,skromny,tylko dla nas,innego bym nie zniosla. Sama przysiega byla dla mnie smieszna,gdyz rodzina bylismy od kilkunastu lat,pare slow przy obcej pani z urzedu nic nie zmienia. Bzdurne przysiegi nic nie znacza, bo te prawdziwe padaja miedzy ludzmi gdy sa sami ze soba. Dlaczego po tylu latach slub? Formalnosc,dorobilismy sie wielu rzeczy przez te lata i nie chcielismymiec probemow z riszczeniowa rodzinka gdyby ktoremus z nas cos zlego sie stalo. Slubcywilny rozwiazuje tego typu problemy raz i dobrze.
    Ludzie myla czesto zakochanie z miloscia,a roznicajest ogromna, poza tym kwestie zyciowo wazne,jak np. wspomnianyew.slub, dzieci, miejscezamieszkania docelowe (wies czymiasto) i inne tego typu sprawyustala sie wczesniej, wszystko za obopolna zgoda inaczej jest zle, takjak w przypadku pani,ktora zalozyla watek. Gdybyzesoba szczerzeporozmawiali pare tygodni np. Po deklaracjimilosci, nie byloby dramatu i niezrecznosci. A tak pani wyszla na rozczeniowa osobke, on na zimnego drania - a prawda jestgdzies po srodku. Winni sa obydwoje, jednak mozna zakladac zeon nie chcial slubu i dzieci,ona tak, wiec to ona winna poruszyc wxpomniany watek. Ludzie - rozmawiajcie zesoba,to wiele zalatwie,szczerze polecam!!!

    --
    mieszkanka gminy
  • forumowy_paul 07.01.15, 10:58
    Dobra, można to ująć inaczej-nie że ona ma słuszną wizję a on fochy, tylko że oni mają dwie sprzeczne wizje (czy raczej ona ma jedną a on mimo upływu lat nie ma żadnej). Tak czy owak to nie ma przyszłości.
    --
    Pro publico bono. Rozum wyżej niż popędy.
  • wiedzmapleple89 14.11.14, 17:17
    Podpisuję się obiema rękami! Z mężczyzną nie ma co się bawić w podpowiedzi, insynuacje czy sugerowanie czegokolwiek, jeśli jesteście partnerami, to powinniście wprost rozmawiać o waszych oczekiwaniach co do przyszłego wspólnego życia. Jeśli jest między nimi przepaść, to może lepiej się rozejść i ułożyć życie z kimś innym, zwłaszcza, jeśli jedna strona ma postawę roszczeniową wobec drugiej. Ja jestem w związku od 9 lat z hakiem i na razie ślub nie wchodzi w grę i to nie dlatego, że on nie chce, tylko dlatego, że ja nie chcę, bo jest dobrze tak jak jest (jeszcze niedawno na samo jego wspomnienie do ślubie, odechciewało mi się wszystkiego). Mieszkamy razem od roku, życie układa nam się super, rozmawiamy o przyszłości - o dzieciach, ślubie, ale zupełnie na luzie, bez spinania się. Kiedyś mój facet nie chciał mieć dziecka, ale minęło nieco czasu, zobaczył, że bywają gorsze rzeczy niż opieka nad maluchem, zresztą sam czasami mówi, że fajnie byłoby mieć kiedyś jakiegoś małego szkraba- i wiem, że za parę lat się na potomstwo zdecydujemy. Ślub też kiedyś weźmiemy, może za dwa, trzy lata (dorosłam do tej decyzji i przestałam się bać oświadczyn, jakkolwiek absurdalnie to brzmi...), nie mam pośpiechu w tej kwestii, wiem, że mój mężczyzna mnie kocha, a ja kocham jego i że chcemy być ze sobą - i to się liczy.
  • quba 16.11.14, 20:10
    yslsl napisał(a):

    dzieci nie mamy bo nie lubimy. I
    samotnie te dzieciary wychowujące...

    Możesz sobie dzieci nie lubić, wolno ci, na szczęściem ich nie masz, ale nie obrażaj ludzi.
    Nikt do ciebie n ie mówi babiszon, ani małpisko, twego faceta nie nazywa ordynarnie, wiec ty
    też powściagnij język, zwłaszcza, że nie masz nic mądrego do powiedzenia, w ogóle nie masz nic do powiedzenia.
    To i zamilcz, bo nie chodzi o to autorce wątku, by mieć roszczeniowego faceta i niemieć dzieci, ale wprost przeciwnie, jej chodzi o to, że chce mieć kochającego męża i dziecko z nim.
    Mówisz nie na temat.
    Nie pozdrawiam.


    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • yslsl 17.11.14, 08:43
    Nie na temat? Ja tylko odnoszę się do tegoż żądania. Nie widzę tu po prostu jakiegokolwiek uczucia do faceta tylko potrzebę zaciążenia za wszelką cenę. W zasadzie z byle kim, bo ten partner - jak się nie zgodzi to dostanie kopa w dupę (więc uczuć tu nie ma boby tak łatwo nie było). A załóżmy, że znajdzie kogoś nowego, to nawet się nie zastanowi, czy Pan jej do końca pasuje - tylko zaciążyć najważniejsze (tylko 2 lata do mitycznej 30ki). TO mnie przeraża. A wiem, że tak bywa i nie kończy się to przeważnie fajnie, tylko rozwodem za dwa lata - bo zauroczenie mija, dzidziuś najważniejszy, a facet okazał się jakoś nie tego. Znam wiele takich przypadków i osobiście nie uważam tego za właściwe podejście.
    Jak wiele razy pisałam (z czego jakoś się nie zauważa) - dziecko dla mnie powinno być owocem miłości a nie celem samym w sobie. Za dużo widzę dramatów wokół, żeby na to nie zareagować. Ja dzieci nie mam i jestem bardzo szczęśliwa. Wśród rodziny, sąsiadów i znajomych tylko jedna para jest razem i ma dzieci i jest szczęśliwa. Reszta to jakiś festiwal rozwodów, samotnych matek, walk o alimenty, łapania facetów na dziecko itd. Ja tylko zachęcam do zastanowienia się. Może brutalnie, ale tak tylko dociera do osób egoistycznych, myślących tylko o sobie... Bo o losie dziecka czy rodziny myślenia tu nie widzę.
  • gzesiolek 17.11.14, 10:38
    Ale zauwaz, ze kobieta ktora rozpoczela tutaj dyskusje (moim zdaniem to tania prowokacja, ale nic to...) nie chcę zaciążyć najpierw z byle kim... on chce od osoby z którą się związała deklaracji, że mają wspólne spojrzenie na przyszłość... Czy Ty byłabyś ze swoim ukochanym partnerem, gdyby on jednak baaaardzo kochał dzieci i baaaardzo chciaby je mieć z Tobą? Czy wasza sielanka była by nieco mniej idealna?
    Autorka tematu właśnie chce takiej szczerej deklaracji, że będą razem szczęśliwi, że nie będzie poświęcała kolejnych marzeń, by koniec końców za 10lat być w tym samym miejscu...
    Zrozum, że dla każdego definicji szczęścia może być nieco inna, więc nie oceniaj, nie atakuj, bo Ty masz inną i jeszcze Ci się udało ją zrealizować...
    Jeśli partner autorki ma takie podejście do życia jak Ty, to może lepiej, aby już teraz to skonfrontować i żeby każde poszło w swoją stronę... nie sądzisz?
    Żeby on trafił na taką jak Ty... i żeby ona trafiła na kogoś dla kogo dzieci są szczęściem w życiu, a nie wyrzeczeniem...
  • yslsl 17.11.14, 11:16

    Taaa. Tylko co, jak nie trafi? Co jak nowy partner będzie chciał a nie będzie mógł jej dać dzieci? Ja pytam o priorytety. Ja - cóż dokładnie się upewniłam, że nie popełniam pomyłki - już po miesiącu razem miałam obgadane te sprawy.
  • gzesiolek 17.11.14, 12:11
    Ale o ile droga i cel jest wspolny to i przeszkody mozna pokonywac razem... (zauwaz, ze przypadek, ze ktos jest bezplodny nie oznacza, ze nie moze miec i wychowywac dzieci...)
    Gorzej jak jedno sobie i drugie sobie... wtedy kazda przeszkoda, mniejsza lub wieksza, moze doprowadzic do zalamania w zwiazku...

    Elementem ktory spowodowal moja wymiane pogladow z Toba, bylo nie negowanie Twoich slow, a jedynie wskazanie, ze kazdy moze znalezc swoje szczescie i chec posiadania dzieci wcale nie musi byc zwiazana z cynizmem.

    Masz swoja definicje szczescia skuteczna w Twoim przypadku... wiec po prostu dodawaj "W moim przypadku...", "Dla mnie..."...

    Znam nieszczesliwych ludzi, po rozwodzie i bez checi posiadania dzieci... Znam tez takich co sa nieszczesliwi mimo, ze tkwia w zwiazku gdzie wychowuja dziecko...
    Tak jak i znam szczesliwych w roznych zwiazkach... to co chce przekazac to, ze nie ma zlotego srodka, uniwersalnej definicji szczescia i nie mozna kogos atakowac tylko dlatego, ze chec posiadania dzieci jest dla niego wazny.
    Cynizm bylby wtedy, gdyby napierw zaszla w ciaze, a pozniej sie martwila o to, ze ten wieloletni partner sie do ojcostwa niezbyt poczuwa... Dopoty kolejnosc jest wlasciwa to i nie ma co zbyt ostrych slow uzywac... a jednak takie w Twoich postach padly...
  • delfina77 19.11.14, 19:33
    Z twoich wypowiedzi przeziera słabo skrywana frustracja. Czyżbyś była jedną z tych, które, by nie stracić mężczyzny, wyrzekły się swoich macierzyńskich potrzeb? I próbujesz się utwierdzić w przekonaniu, że dobrze zrobiłaś? Trochę to nieudolne...
  • babsko77 08.03.15, 00:49
    Nie kazda kobieta odczuwa ten mitycznyinstynkt maciezynski, wiesz? :-)

    --
    mieszkanka gminy
  • domi7173 23.03.15, 21:58
    "Ja - cóż dokładnie się upewniłam, że nie popełniam pomyłki - już po miesiącu razem miałam obgadane te sprawy. " - Właśnie! Sama starasz się zadbać, żeby realizować swoje potrzeby i nie musieć przedkładać potrzeb partnera nad własne, gdyby był konflikt tychże potrzeb i żeby ew. nie było ryzyka poświęcania się dla kogoś w imię miłości (super miłość macie nie ma co!), ale jak autorka wątku chce zadbać o swoje potrzeby (cokolwiek by to nie było: posiadanie dziecka, jakiejś konkretnej pracy, pasji), które tu wyraźnie kolidują z potrzebami partnera to uważasz, że w przeciwieństwie do ciebie nie ma do tego prawa w obecnej sytuacji, bo wygląda to na zachowanie roszczeniowe i egoistyczne.... No powiem tylko tyle - żebyś się nie zdziwiła jak u ciebie w związku dojdzie w końcu do poważnego konfliktu potrzeb, bo wszystkiego przewidzieć i obgadać na początku związku się nie da! Wszystko jeszcze przed tobą, a życie pisze niesamowite scenariusze!
  • quba 17.11.14, 11:55
    No właśnie! Brawo!
    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • a.n.a0 24.11.14, 14:28
    yslsl napisał(a):

    > Nie na temat? Ja tylko odnoszę się do tegoż żądania. Nie widzę tu po prostu jak
    > iegokolwiek uczucia do faceta tylko potrzebę zaciążenia za wszelką cenę. W zasa
    > dzie z byle kim, bo ten partner - jak się nie zgodzi to dostanie kopa w dupę (w
    > ięc uczuć tu nie ma boby tak łatwo nie było). A załóżmy, że znajdzie kogoś now
    > ego, to nawet się nie zastanowi, czy Pan jej do końca pasuje - tylko zaciążyć n
    > ajważniejsze (tylko 2 lata do mitycznej 30ki).


    ty chyba jestes strasznie zazdrosna, bo juz w ciąze zajsc nie mozesz, jestes grubo po 50-tce, żal ściska dup...ę
    Do tego egoistka, kobieta w tym wieku jest juz babcią.....ale egoizm egoizmem
    Jesteś nieszcześliwa bo nie masz dzieci i wiesz ze jest za pózno i kity wciskasz innym ze jestes szczesliwa sama. yhy uwierze ci.
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:21
    a.n.a0 24.11.14, 14:28
    yslsl napisał(a):

    > Nie na temat? Ja tylko odnoszę się do tegoż żądania. Nie widzę tu po prostu jak
    > iegokolwiek uczucia do faceta tylko potrzebę zaciążenia za wszelką cenę. W zasa
    > dzie z byle kim, bo ten partner - jak się nie zgodzi to dostanie kopa w dupę (w
    > ięc uczuć tu nie ma boby tak łatwo nie było). A załóżmy, że znajdzie kogoś now
    > ego, to nawet się nie zastanowi, czy Pan jej do końca pasuje - tylko zaciążyć n
    > ajważniejsze (tylko 2 lata do mitycznej 30ki).


    ty chyba jestes strasznie zazdrosna, bo juz w ciąze zajsc nie mozesz, jestes grubo po 50-tce, żal ściska dup...ę
    Do tego egoistka, kobieta w tym wieku jest juz babcią.....ale egoizm egoizmem
    Jesteś nieszcześliwa bo nie masz dzieci i wiesz ze jest za pózno i kity wciskasz innym ze jestes szczesliwa sama. yhy uwierze ci.

    A.n.a0, nie jesteś w stanie uwierzyć, gdyż nie mieści Ci się w głowie, że ktoś świadomie może nie chcieć mieć dzieci. Póki co rodzicielstwo nie jest obowiązkowe.
    Kolejny raz paskudnie odnosisz się do Yslsl. Ponieważ inaczej patrzy na świat niż Ty?

    Nie widzę nic fajnego w oświadczaniu się mężczyźnie przez kobietę oraz w szantażu emocjonalnym. To chyba dobrze, gdy człowiek pochopnie nie podejmuje, mających wpływ na życie, decyzji nie będąc na nie gotowy?
  • ritak44dwa 26.11.14, 16:09
    Pragnienie posiadania dzieci jest czymś naturalnym i często dominuje nad pragnieniem miłości do partnera lub seksu. Jeśli jesteś pozbawiona instynktu macierzyńskiego to nie krytykuj innych - "normalnych"
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:25
    Rita44dwa - ktoś, kto nie ma dzieci jest jak najbardziej normalny i to bez cudzysłowu.
  • biel113 04.12.14, 08:09
    Bardzo dobra postawa. Najlepiej żeby wszyscy nie mieli dzieci.
  • ina.wicz10 25.12.14, 22:22
    Istotą wszelkiego bytu na tym świecie jest rozmnażanie się, więc nie rozumiem twoich wypocin.
  • ina.wicz10 25.12.14, 22:30
    Istotą wszelkiego bytu na tym świecie jest rozmnażanie się, więc nie rozumiem twoich wypocin - to jest odpowiedź dla "yslsl"
  • mis_rys 29.04.15, 20:08
    Jezeli Pani i Pani partnerowi odpowada zwiazek bez prawnych zbowiazan, to jest ok. niekt Pania nie zmusza do slubu. Jezeli pytajaca inaczej sobie wyobraza zwiazek, to ma do tego prawo. Jej partner widzi zwiazek moeze tak, jak Pani, a moze jeszcze inaczej - ale na pewno inaczej, niz pytajaca pani. A ezeli dwie osoby Maja inne priorytety, to lepiej poszukac kogos o podobnych. Natomiast rzucanie sie na pytajaca z opiniami, ze "potwierdza zle zdanie o kobietach", to . juz mocno szownistyczne podejscie. Niby nie lubi Pani wartosciowania, a co Pani robi? Dobre sa te, co zgadzaja se na miloc bez papierokow, a wyrachowanete,ktore chca papierka?
  • krzysztofzabielski 13.11.14, 13:48
    Cóż, najwyraźniej macie różne oczekiwania. Pytanie tylko czy zależy Ci na partnerze czy na stabilizacji...
  • yslsl 14.11.14, 13:58
    No właśnie, żebym tu widziała jakiekolwiek przywiązanie do partnera, czy miłość - to tutaj tego nie widzę...
  • one2be 14.11.14, 16:04
    Kobieta widać racjonalnie myśli; dzieciak i ślub żeby alimenty ewentualnie później były, a nie jakieś tam uczucia. Ten nie chce to inny się znajdzie co zapewni stabilizację - przecież wszystko jedno który byle szybko.
  • yslsl 17.11.14, 08:59
    I właśnie to jest przerażające.
  • ao.a 17.11.14, 13:30
    Przerażające jest to, że za wszelką cenę próbujesz przeforsować swoje poglądy, że najważniejszy jest partner. Otóż nie jest. Najważniejsi dla siebie jesteśmy my sami. Jeżeli człowiek nie będzie sam ze sobą szczęśliwy to nie wyjdzie mu żaden związek. Miałaś szczęście - trafiłaś na człowieka o takich samych lub podobnych poglądach. Ta dziewczyna ma określony czas na pewne decyzje - tak jej powiedział lekarz. Ponieważ jest w związku i liczy się ze zdaniem partnera (co łączy się z miłością i szacunkiem) próbuje z nim rozmawiać o swoich potrzebach. Związek to sztuka kompromisu. Jeżeli on będzie miał inne zdanie - rozejdą się. Ty o Waszym związku piszesz, "jesteśmy jak dwie połówki jabłka, tak będzie zawsze", to mnie uderzyło. Widzisz, ludzie się z czasem zmieniają, czasem zmieniają ich pewne wydarzenia. Nie wiesz co będzie za chwilę, a mówisz o iluś latach do przodu. W którymś poście zdaje się tak napisałaś. Jesteś mało ostrożna jeśli chodzi o wypowiadanie się na taki temat. Ale do rzeczy - ja jestem doskonałym przykładem postawy nazwijmy to antydzieciowej jeszcze z 5 lat temu. Mój mąż zawsze chciał mieć dzieci. Rozmawiał o tym ze mną. Ja hmmm - może kiedyś. Odwlekałam ile się dało. I zdarzyło się. Po prostu. Oboje kochamy córkę ponad wszystko. Ja sobie życia bez niej nie wyobrażam. Można się zdziwić, wiesz? Jesteśmy ze sobą od wielu lat, również przez wiele lat byliśmy bezdzietni. Teraz nasze życie jest o wiele bardziej kolorowe :) i wyobraź sobie, że tak, nadal się kochamy (!), a mój mąż jest moim najlepszym przyjacielem. Można? Można.
  • vivi86 03.12.14, 21:10
    ao.a jak Twoim zdaniem ma wyglądać ten kompromis? Będą mieć pół ślubu i pól dziecka?
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:27
    "Najważniejsi dla siebie jesteśmy my sami."
    Ale egoizm.
  • whiskey188 16.11.14, 15:53
    Nie rozumiem, skąd tyle jadu. Dziewczyna napisała, że chciałaby mieć dzieci, a już jakaś z wyższością stwierdziła, że 25 lat żyje z chłopem bez dzieci bo nie lubią, a znajomi tak zazdroszczą. TO SOBIE ZAŁÓŻ SWÓJ TEMAT TO HEJTOWANIA I TAM SŁUCHAJ KOMPLEMENTÓW.
    Jako facet powiem tyle, że koleś jest niedojrzały, no ale przecież granica mentalnej dojrzałości u facetów się podwyższa przez środowisko i ogólną mode na wszystko "bez zobowiązań".
    Również znam koleżanki które czekały jedna 9 druga 10 lat i żałują tego szczerze.
  • quba 13.11.14, 22:26
    Uważaj, wpędzi Cię w lata, a kiedy wszyscy chłopcy wkoło, chętni, ożenią się z innymi, on znajdzie sobie młodszą. Wywal dziada za drzwi.
    Przecież go nie kochasz, a może i kochasz,
    ale dlaczego "jeśli on tego chce"?
    Rób to co TY chcesz, więc - chcesz dziecko i męża, znajdź sobie fajnego chłopca, bo z tym niedojrzalcem )nie chce brać odpowiedzialności za życie) zmarnujesz sobie najlepsze lata.
    Na pewno jesteś piękna, młoda, zgrabna i niejednemu chłopcu możesz zawiązać świat!
    Głowa do góry i buziaki!

    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • krotkowidz78 14.11.14, 18:08
    Jeśli pragniesz dziecka, to je miej. Jeśli przez tego faceta nie zrealizujesz swojego marzenia, to za jakis czas nie będziesz mogła na niego patrzeć. Miłość nie polega na rezygnacji z własnych potrzeb. Jeśli nie czujesz się spełniona w tym związku, to z niego uciekaj. Ja jestem samotną matką, i nie, nie żyje z alimentów, ani z zasiłku, sama utrzymuje dziecko bo szanowny dawca nasienia spierdzielił od obowiązków. Mimo to, ani przez chwilę nie żałowałam ani nie żałuje tego, że mam dziecko. Patrzenie jak dorasta, jak poznaje świat, to coś pięknego, czego nie zastąpi nic innego. I nie, nie jestem kurą domową, pracuję, od niedawna jestem w szczęśliwym związku, bez ślubu, bo tak pasuje nam na chwilę obecną obojgu. Jeśli zdecydujemy się na legalizacje, to to bedzie decyzja nas obojga. Bo związek to partnerstwo a twój partner najwyraźniej twoje potrzeby zwyczajnie ignoruje, a to nie wróży dobrze na przyszłość. Życzę Ci spotkania takiego mężczyzny, który będzie miał podobne spojrzenie na związek, jak Ty. A osobie pod nickiem YSLSL głęboko współczuje.
  • loginyzajete 15.11.14, 08:30
    Czego współczujesz? Że wiem czego chcę, jestem szczęśliwa i nieroszczeniowa? Każdemu według potrzeb, spełniam się twórczo bez dzieciarów i uwierz, że można żyć w pełni, szczęśliwie i być spełnionym bez nich. Sorry, że cały świat Twojej wizji się nie podporządkowuje. Sto razy wolę mój szczęśliwy związek od wychowywania jakiegoś dzieciara. 25 lat razem, Dalej zakochani jak nastolatkowe. Dwie połówki jabłka. Te same zainteresowania. Czytamy sobie w myślach i jesteśmy nierozłączni. To taki związek o których się słyszy, że np byli ze sobą lat 70 i razem umarli. Zresztą jedynym minusem tego stanu rzeczy jest to, że bez siebie żyć nie będziemy mogli. Jak się drugiemu co stanie... wole nie myśleć. Ostatnio mój ukochany przyniósł mi kwiaty i powiedział, że kocha każdą moją zmarszczkę, bo pamięta od czego powstała. My z tych co naprawiają, zamiast od razu porzucać. Wiesz, wydaje mi się, że to ja Tobie głęboko współczuję...
  • tomczyk.karolina 15.11.14, 14:07
    Podaj mi proszę powód dla którego taka miłość jak Twoja nie może zdarzyć się 'dzieciatym'....
  • torado 15.11.14, 14:21
    tomczyk.karolina napisała:

    > Podaj mi proszę powód dla którego taka miłość jak Twoja nie może zdarzyć się 'd
    > zieciatym'....

    pytanie nie do mnie, ale się wtrącę ;-) taka miłość może zdarzyć się każdej parze, tylko tym dzieciatym jest trudniej, bo nie mają tak dużo czasu dla siebie nawzajem, więcej codziennych obowiązków, czasem są zbyt zmęczeni by pielęgnować miłość, co nie oznacza, że nie mogą jej pielęgnować, mogą dbać o siebie nawzajem i o dzieci ....tylko wymaga to większego wysiłku...ale ja wierzę, że jeśli istnieje prawdziwa miłość i więź między partnerami to związek zarówno tam gdzie są dzieci, jak i tam gdzie ich nie ma będzie kwitł... :-)
    --
    no to sru.....
    1041737
  • yslsl 16.11.14, 16:38
    Dokładnie mam takie właśnie zdanie. Plus jeszcze miałam szczęście serio znaleźć te właśnie przysłowiową połówkę jabłka. I to się nie zmieni. Taki związek się znajduje jak mi się wydaje tylko raz na kilka "żyć" za jakieś chyba specjalne zasługi ;) Ale i w związkach z dziećmi tak się zdarza tylko jest trudniej (mój cioteczny dziadek z babcią - 65 lat szczęśliwego małżeństwa). Z tym,że tu też - bardzo dopasowane do siebie i dbające o związek postacie, które za sobą w ogień szły. Nigdy nie słyszałam, żeby babcia Julka choćby żartem narzekała na dziadka. Poza tym dużo sobie zawsze poświęcali czasu, okazywali miłość i ten ich związek jakby miał pierwszeństwo PRZED dziećmi. Czyli ważne było wydać dzieciaki na wakacje gdzieś np a samemu robić sobie od nich wolne i miesiąc miodowy. Przy prawdziwej miłości to - znajdują się osoby o takich samych zainteresowaniach i poglądach (mój przypadek) i OBIE chcą lub nie chcą dzieci. lbo sie tak kochają,że z radością z ta osobą te dzieci mają. A takie kombinowanie i roszczenia??? Oj to nie miłość. Z żadnej strony. Jakieś zauroczenie było i się skończyło. Ot co...
  • gzesiolek 17.11.14, 10:54
    I znowu wypisujesz swoją receptę na szczęście jaką tą najlepszą... Dlaczego z dziećmi ma być trudniej? Tylko wtedy, gdy jedno z rodziców wolałoby bez... Tylko i wyłącznie...
    Tak jak i bez dzieci, gdy jedno z partnerów o dzieciach marzy...
    Zrozum, że szczęście znajduję się także w inny sposób, niż Ty odnalazłaś swoje... i dla innych ta droga jest równie łatwa jak Twoja dla Ciebie...
  • yslsl 17.11.14, 11:21
    Nie tylko moją - zauważ. Zwróć uwagę co pisze o moich ciotecznych dziadkach. Ja usiłuję powiedzieć. Miłość najpierw, dzieci potem (nie chodzi mi tylko o kolejność czasową). Można mieć kupę dzieci i wychowywać je samemu potem. Tylko czy to o to chodzi? Czy tak będzie lepiej? Po prostu w tej całej gonitwie i dążności do posiadania potomstwa, nich myślą też o partnerze, o miłości. Wtedy ma szansę powstać szczęśliwa rodzina - z dziećmi albo bez. Ja po prostu tyle się napatrzyłam wokól na dramaty, że po prostu chciałam zwrócić na to uwagę.
  • gzesiolek 17.11.14, 12:23
    A czy Ty dla milosci bylabys zdecydowana na potomstwo?
    Bo taka linie przybierasz...
    Chyba, ze wg Ciebie jest tylko jedna opcja w przypadku roznicy zdan co do swoich marzen o szczesciu... rezygnacja z dzieci, bo to przeciez (dla Ciebie) jest taki cudowny zwiazek...
    Uwierz mi, sa ludzi dla ktorych nie bedzie... dla ktorych zycie w dwojke i bez dzieci bedzie puste... Potrafisz to zrozumiec?

    Piszesz, ze milosc najpierw... ok jest milosc, pelne zauroczenie, ale z czasem nastepuje zderzenie z naszymi marzeniami o szczesciu, z problemami, z roznicami i teraz pytanie do Ciebie, czy wg Ciebie mozliwy jest kompromis taki, ze dla szczescia drugiej osoby, ktora kochasz, zgadzasz sie na dzieci?

    Przed dokladnie takim dylematem stoi autorka watku... chce potwierdzenia, ze ta osoba ktora niegdys pokochala, bedzie chciala z nia dzielic zycie i wspolnie spelniac marzenia...
    A niestety ciezko pogodzic z jednej strony niechec do posiadania dzieci a z drugiej takowa chec, nie sadzisz?
    Tutaj nalezy jednak dopuscic mozliwosc rozstania, bo rezygnacja z potomstwa (uwierz mi...) nie jest jedyna, a tym bardziej najlepsza opcja (przynajmniej dla wielu ludzi...)


  • minor.revisions 16.11.14, 02:27
    > My z tych co naprawiają, zamiast od razu porzucać. Wiesz, wydaje mi się, że to ja Tobie głęboko współczuję

    ale jak chcesz "naprawić" sytuację, w której dwie osoby chcą różnych rzeczy, a nie da się iść na kompromis? Gdyby twój facet mia jazdę na dziecko, a ty absolutnie nie (lub na odwrót), to myślisz, że też bylibyście szczęśliwą parą do końca życia? mocno wątpię.
  • trollingstones 16.11.14, 12:58
    Pomyliłaś nicki, ale to naprawdę smutne odpisywać samemu sobie po przelogowaniu.
  • idrin 16.11.14, 16:59
    Może zdecyduj się, smutny trollu-telepato, czy jesteś "loginyzajete",
    czy raczej "yslsl", bo jak na razie to sfrustrowany schizofrenik wychodzi...
  • yslsl 17.11.14, 08:29
    nigdy nie miałeś problemu z zalogowaniem się i nie pisałeś pod innym nickiem z tego powodu? I widzę, że jakieś nożyce się odezwały. Ile agresji z Twojej strony...
  • a1632 22.11.14, 04:07
    To jest bardzo interesujace, jak TY emocjonalnie reagujesz na calkiem zwykly watek, ktory porusza calkiem zwykly problem i na dodatek ociera sie o zupelnie przecietna sytuacje, ktora zdarza sie milionom kobiet. Interesujace jest tez to, ze masz poglad odmienny do tej kobiety i dosyc ciekawa argumentacja, z ktorej jednak wieje elementem braku odwagi - albo nawet przejeciem meskiego stereotypu myslenia jako wlasnego. Naprawde nie chcialas miec dziecka? Nigdy?
    Nawet przez moment? Ciekawy jestem prawdziwej odpowiedzi. Takiej szczegolowej.

    Wracajac do tematu:
    Mysle ze dokonujesz blednej oceny cudzych potrzeb. I w gruncie rzeczy chyba o to wszyscy maja do ciebie pretensje, choc z logicznego punktu widzenia jest jasne, ze wychowanie dzieci to jest obciazenie. Wiec to wlasnie chodzi o ten odbior twojej krytyki autorki watku. Odbior krytyki nie znaczy automatycznie ze nie masz racji, tylko raczej dotyczy formy wyrazenia pogladu.

    Zwiazek pomiedzy 2 osobami jest po to - aby obie osoby mogly swobodnie realizowac swoje potrzeby - mieszkac razem, dzielic sie soba i w przypadku kobiety dochodzi do tego silny instynkt macierzynski.

    Nie wszystkie kobiety maja silny instynkt macierzynski. Ty najwyrazniej w pierwszej kolejnosci oczekujesz od swojego mezczyzny zaspokojenia pozostalych potrzeb niz dziecko. I to dziala u ciebie.

    Ale nie wszyscy mysla tak samo.
    To co ty oceniasz egoizmem - ze ona oczekuje od swojego mezczyzny deklaracji i zaplodnienia - ona moze oceniac wrecz odwrotnie - oceniac jako brak realizacji jej potrzeby, ktora jej sie nalezy.
    Czyli - ona ma prawo uwazac, ze to jej mezczyzna jest egoista, poniewaz nie chce jej zaplodnic, ani sie z nia ozenic.

    Wedlug mnie - mamy tutaj tylko jeden wspolny element pogladowy - a mianowicie ten - ze jesli dwie osoby maja inny pomysl na zycie - to powinny sie rozstac, dopoki nie jest jeszcze za pozno, a dziewczyna jest plodna.

    I to w zasadzie jest bardzo proste - tutaj nie ma zadnych watpliwosci.
    Mezczyzna na ogol bedzie miec ochote na seks bez zaplodnienia, a kobiete interesuje zwykle seks z zaplodnieniem. W zwiazku da sie pojsc na kompromis.
    Jak kompromisu nie ma - to jest konflikt.

    A jak jest konflikt - to zaczyna dzialac zasada
    "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale
    rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem".

    I na podstawie tego myslec o tym, czy odejsc, czy nie.
    Prawda?
  • drzewachmuryziemia 19.11.14, 23:25
    to się nazywa patologiczna symbioza a nie szczęsliwy związek. Dobrze, ze nie macie dziecka, bo zbyt by Was urealniło i skonczyłoby sie to katastrofą
  • grey-pippin 20.11.14, 11:47
    >to się nazywa patologiczna symbioza a nie szczęsliwy związek.
    tez tak uwazam
    "But let there be spaces in your togetherness.
    And let the winds of the heavens dance between you.
    Love one another, but make not a bond of love:
    Let it rather be a moving sea between the shores of your souls.
    Fill each other?s cup but drink not from one cup.
    Give one another of your bread but eat not from the same loaf.
    Sing and dance together and be joyous, but let each one of you be alone,
    Even as the strings of a lute are alone though they quiver with the same music. Give your hearts, but not into each other?s keeping.
    For only the hand of Life can contain your hearts.
    And stand together yet not too near together:
    For the pillars of the temple stand apart,
    And the oak tree and the cypress grow not in each other?s shadow."

    --
    ------------------------------------------------------------------
    Being aware of your crap and actually overcoming your crap are two very different things.-Christina Yang ;)
  • th863 27.11.14, 16:37
    ? ? ? ? ?
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:42
    To chyba zbyt daleko idący wniosek. Na jakiej podstawie tak twierdzisz? Czy wszyscy muszą żyć wg Twojej recepty, bo inaczej nazwiesz ich patologią?
    Jeśli już mowa o tym, kto nie powinien mieć dzieci, to raczej Ci, co egoistycznie uważają siebie za pępek świata (tupią nóżkami wrzeszcząc: "ja CHCĘ/MUSZĘ MIEĆ DZIECKO"). Choćby półsierotę. Dziecko to nie lalka do zabawy. Nic się nie zmieniło: nadal optymalną sytuacją jest obecność OBOJGA rodziców.
  • kisielki 14.11.14, 18:59
    Jeśli po czterech latach bycia razem on nie wie czy chce dalszej wspólnej przyszłości to chyba oznacza że czeka na lepsza opcję...niestety. Lepszą niekoniecznie oznacza kolejnej dziewczyny, czy ożenku z inną. Może po prostu rzeczywiście nie dorósł do stabilizacji, wspólnego życia itd. Ale czasem tak jest że drogi niekoniecznie idą razem, a wtedy trzeba pomyśleć czy tkwić z nim i czekać aż może się kiedyś zdecyduje...
  • delfina77 14.11.14, 22:03
    On może ma czas, ale ty nie, jeśli chcesz mieć dzieci. Przez te 4 lata wspólnego życia poznaliście się chyba na tyle, żeby wiedzieć, czy pasujecie do siebie czy nie. Jeśli on woli cię stracić niż się określić, daj sobie z nim spokój. Może zobaczy co stracił gdy się rozstaniecie, a jeśli nie, to tym bardziej szkoda życia, dziewczyno! Młodość nie jest wieczna
  • fogohogo 14.11.14, 22:47
    zasugeruj że zaskoczyłaś przypadkiem.... i po reakcji będziesz wiedziała jak sterowac dalej......
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:45
    "Sterować"?! Proponujesz manipulację jako podstawę udanej rodziny?
  • ao.a 14.11.14, 23:00
    Dziwni jesteście ludzie. Dziewczyna ma takie, a nie inne oczekiwania, a Wy tu wyjeżdżacie z "brakiem miłości". Tylko, że w miłości liczą się obie strony. I ona i on. Jakoś te oczekiwania muszą pogodzić jeśli chcą być szczęśliwi. Oboje. Ilu ludzi tyle poglądów, naprawdę nie ma co krytykować autorki wątku bo Wy macie inne odczucia. Jeżeli obie strony chcą lub nie chcą ślubu sprawa jasna i wszyscy są szczęśliwi. Generalnie jeżeli jest się ze sobą, mieszka, to ślub w niczym nie przeszkodzi. Daje za to więcej opcji: nazwisko dla dziecka, informacje na temat małżonka, rozliczanie podatkowe, dziedziczenie itp. Mężczyźnie nie ma co tłumaczyć - potrzebuję stabilizacji bo wspólne mieszkanie już nią jest. Prędzej podziałają na niego argumenty prawno-finansowe lub rozmowa wprost: "nie czuję się pewnie i źle mi z tym". To co jeszcze możesz zrobić dziewczyno jeżeli żadna z powyższych opcji nie zadziała to postawić sprawę na ostrzu noża - "daję Ci tyle i tyle czasu do namysłu, potem odejdę". Tylko bez scen i wylewania łez. Nie rób z siebie sieroty bo to na wybranku wrażenia nie zrobi. No i jeśli pan się nie namyśli to rzeczywiście odejdź bo to będzie znaczyło, że ma Cię w ..........

    P.S. Dobrze byłoby gdyby chciał dziecka - masz wtedy argument, że kiedyś dziecko zacznie pytać.
  • rkkrakow 15.11.14, 11:31
    jesli facet mysli o Tobie powazenie to sam wychodzi z incjatywa narzeczenstwa/slubu/dzieci. Byc moze to tez kwestia dojrzalosci, ale z mojego doswiadczenia, ten, ktory naprawde mial powazne zamiary i byl zakochany to nie musial sie "namyslac". Jesli Pan ma inne potrzeby od twoich to czas sie rozstac.
    --
    rkkrakow
  • ao.a 15.11.14, 15:16
    Tak delikatnie sugeruję, że rozstać to się zdąży w każdej chwili. Co do stanu zakochania - to właśnie statystycznie im minął. Teraz wchodzą w inny etap. Ty przywołujesz po prostu tradycję, że o małżeństwie decyduje mężczyzna bo o dzieciach to już raczej oboje ;) prawda jest taka, że czasy kiedy to pan przyjeżdżał do domu rodzinnego panienki prosząc o jej dłoń już dawno za nami (w większości przypadków). Oni już żyją jak małżeństwo i muszą teraz tylko podpisać papier, który im parę rzeczy ułatwi i chodzi o to, żeby do tego pana dotarło, że i tak już mają wspólny dom (a może wręcz w drugą stronę - dotarło za bardzo i jest wygodny). Poza tym on może mieć obawy, że się coś zmieni (akurat :)), że to i tamto, a potem może być dumny, że to jego żona jak już się okaże, że ślub nie bolał. Z rozmów z kobietami, które znam wynika, że obecnie panowie skorzy do ślubu nie są. Bo i tak wszystko mają - kobiety same im włażą w łapy mieszkając z nimi. Ale ci panowie, którzy się ożenili są z tego faktu zadowoleni. Jednak większość moich znajomych ślubu nie ma, a kochają się i dobrze im. Po prostu zmieniły się czasy, kobiety są bardziej dostępne niż kiedyś. Mężczyzna może chcieć dzieci ze swoją kobietą, myśleć o niej poważnie, a ślubu nie brać pod uwagę. Czemu tak? Bo i tak JUŻ MIESZKAJĄ RAZEM. Różnica w postrzeganiu jest znacząca. Dla kobiety ślub jest jakby dowodem, że on chce jej. Dla mężczyzny dowodem na to, że jej chce jest to, że z nią jest.
  • abcde-xyz 08.12.14, 09:56
    "Dla kobiety ślub jest jakby dowodem, że on chce jej."
    Tak, to jest chyba z kobietami niepewnymi swej pozycji w związku, które myślą, że ślub im "męskie portki" załatwi do końca życia.

    "Mężczyzna może chcieć dzieci ze swoją kobietą, myśleć o niej poważnie, a ślubu nie brać pod uwagę."
    Czyli Ty kobieta, jak Sama piszesz wiesz, że jednak się da, by mężczyzna kochał i traktował poważnie bez oświadczania mu się i wymuszania ślubu.
  • swiatlo 15.11.14, 17:33
    Moja córka była w podobnej sytuacji: żyli razem też przez jakieś kilka lat, oboje mieli dobre prace, ładne mieszkanko, pieska i stabilizację. I chłopak czuł się komfortowo. Zbyt komfortowo. Bo po co zmieniać cokolwiek jak wszystko jest fajne? Normalny wniosek, każdy by tak myślał.
    Córka raz po raz narzekała że chciałaby już zacząć na serio coś planować, ale facet był zbyt wygodny aby sobie zaprzątać głowę problemami.
    W końcu córka zrobiła to, co i Ty powinnaś zrobić. Nie zerwała z chłopakiem, ale po prostu kazała mu się wyprowadzić. Powiedziała: chodzimy dalej, ale mieszkamy osobno. Co więcej, była w tym bardzo konsekwentna. Po prostu facet naprawdę musiał się wyprowadzić.
    I co? Zadziałało natychmiast! Nie minął miesiąc od wyprowadzki jak chłopak zorganizował romantyczne oświadczyny. I ślub po roku.
    A teraz jestem szczęśliwym dziadkiem dwojga wnuczków. :)
  • a1632 22.11.14, 03:45
    W końcu córka zrobiła to, co i Ty powinnaś zrobić. Nie zerwała z chłopakiem, al
    > e po prostu kazała mu się wyprowadzić. Powiedziała: chodzimy dalej, ale mieszka
    > my osobno. Co więcej, była w tym bardzo konsekwentna. Po prostu facet naprawdę
    > musiał się wyprowadzić.
    > I co? Zadziałało natychmiast! Nie minął miesiąc od wyprowadzki jak chłopak zorg
    > anizował romantyczne oświadczyny. I ślub po roku.
    > A teraz jestem szczęśliwym dziadkiem dwojga wnuczków. :)



    GENIALNE
  • marynica 01.12.14, 20:05
    Mądra dziewczyna! Po co facet ma sie żenić, jeśli bez ślubu ma full serwice. Wikt, opierunek i przede wszystkim seks w kazdej chwili. Toż to spełnienie męskich marzeń...
    Do dziewczyn - nie zachowujcie się jak zony jesli nimi nie jesteście!!!
  • agu115 15.11.14, 17:40
    A On Cię kocha na pewno? Polecam poczytać zdradzana.blogspot.com
  • podyskutuj_ze_mna 15.11.14, 20:30
    Z perspektywy faceta, który też nie chciał ślubu:

    W dużej mierze wynikało to z tego, że przez wiele lat po prostu nie czułem potrzeby podpisywania tych papierków. Nawet więcej - myśl o ślubie była dla mnie po prostu przerażająca i wstrętna (pewnie w dużej mierze to wynik wychowania przez rozwiedzioną matkę, która zawsze uważała, że małżeństwo to więzienie).
    Ale prawda jest też taka, że przez wiele lat nie czułem żadnej pewności, że właśnie z tą, aktualną "miłością mojego życia" chcę być.
    Przez kilkanaście lat zdarzyło mi się przez 3 miesiące być samemu. Poza tym "momentem" podejmowałem długie i wytrwałe próby, które nieuchronnie kończyły się stwierdzeniem, że to nie ma sensu. Na wszelkie wspominki o ślubie reagowałem alergicznie, na kłótnie - chęcią wyprowadzki (zdarzało się przerodzić ją w czyn...).
    Ostatnia próba też trwała długo (6 lat) i pewnie by jeszcze potrwała gdyby nie coraz starszy wiek mojej partnerki. Trzeba było zacząć myśleć o dziecku, domu itp. Jak już pomyślałem, okazało się, że nie nie budzi to już takiego obrzydzenia. Przetrwałem nawet ślub, i krótkie (na wszelki wypadek ;-) ) przygotowania do tej, w naszym przypadku, zupełnie nienadętej uroczystości. I teraz jest zupełnie normalnie.
    Wnioski:
    - widocznie coś mu w Tobie nie pasuje (np. w.w. roszczeniowość?)
    - nie ma co naciskać, poszukaj kogoś, kto da sobie wmówić, że chce ślubu i dziecka przed trzydziestką
    - oczywiście zdarzają się faceci, którzy chcą się żenić w wieku 20-25 lat, ale większość staje się do tego gotowa mniej więcej w wieku "chrystusowym" (dla niezorientowanych: 33 lata)
  • delfina77 15.11.14, 21:31
    Wszyscy mężczyźni z mojego otoczenia ożenili się z własnej woli przed trzydziestką, więc to chyba zależy od środowiska, w którym się przebywa. Większość kobiet chciałaby wyjść za mąż szybciej niż w wieku 33 lat, a nie każda chce mieć starszego partnera. Ty masz jakąś traumę wyniesioną z domu, ale jeśli ktoś ma rodziców z udanym małżeństwem, to dlaczego miałby się bać ślubu?
  • quba 27.01.15, 01:12
    delfina77 napisała:

    > Wszyscy mężczyźni z mojego otoczenia ożenili się z własnej woli

    a skąd niby to możesz wiedzieć?
    --
    Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
  • agisk 16.11.14, 01:00
    Ostatnio w moim najbliższym otoczeniu rozstały się 4 pary, ze stażami 6-10 lat. A teraz one są szczęśliwymi mężatkami, matkami. Tym razem po prostu nie czekały tak długo.
    Oczekiwanie na stabilizację i założenie rodziny jest zupełnie naturalną rzeczą na pewnym etapie związku. Pogadajcie szczerze, bo nie ma co marnować czasu lub później zarzucać sobie, że coś przepadło. Powodzenia życzę.
  • starykawaler35 16.11.14, 15:26
    perfidny szantaz emocjonallny z twojej strony...jesli ulegnie to nie bedzie szczesliwe malzenstwo
  • zmora_upiora 16.11.14, 18:37
    Zapytaj go jak was sobie wyobraża za rok, dwa lata, pięć, niech się nad tym zastanowi, pogadajcie na spokojnie, powiedz mu czego oczekujesz, jeśli wasze wizje są drastycznie inne, trzeba się będzie zastanowić nad rozstaniem, ale rozmowa przede wszystkim, spokojna, bez wymówek i oceniania, po prostu porównanie wizji przyszłości.
  • mccat1 18.11.14, 10:33
    Lepiej już nie będzie. Po 4ch latach wiele par ma już poważny kryzys wynikający z naturalnego spadku namiętności. Jeśli wierzysz w Waszą fascynację na wiele lat, to musisz mu powiedzieć co czujesz, bez aluzji, wprost. Bez wyrażania pretensji, po prostu powiedz co dla Ciebie oznacza ślub i co myślisz o braku ślubu. Jeśli się potem nie określi (np. w ciągu 3ch miesięcy) - znajdź lepszy model.
  • mgrek 18.11.14, 10:34
    Nie dramatyzuj .. żyjesz w XXI wieku i różne kwestie wyglądają inaczej niż wcześniej , ciesz się że przeżyłaś fajnie cztery lata. Jeśli facet jest w podobnym wieku to raczej takie decyzje / rozmnażanie , ciepłe kapcie i etc/ lud boży przesuwa na po trzydziestce lub nawet czterdziestce / i tutaj może być problem z płodnością głownie u kobiety / Do 35 roku raczej ta płodność nie spada dramatycznie , oczywiście są różne przypadki.Nie musisz ściągać majtek przez głowę , jesteś w najlepszym wieku i masz jeszcze trochę czasu możesz spokojnie się rozejrzeć dookoła .. może trafi się ktoś np. z 10 lat starszy kto już odkrył że wszystkie panie ale to absolutnie wszystkie mają pewien atrybut tu gdzie mają a nie np. na plecach w związku z tym nie ma potrzeby /dużej/ odkrywania dalej , zechciałby być udomowiony. A twój obecny partner ? cóż może coś mu nie pasuje, może po prostu się znudził i koronkowe majtki lub cokolwiek innego nic tu nie da tak po prostu bywa. Może jest niezdecydowany /tak z natury/ wiec pewnie po urzędach biegał nie będzie ale.. możesz mu sprezentować dzidziusia a on stanie się prawdziwym misiem kapciowym ale bez certyfikatu. Tej opcji raczej nie polecam ale może czasami ma to sens..?
  • splatanie.kwantowe 18.11.14, 15:16
    Przedstawiłaś jasno swoje oczekiwania co do planów na życie. Jeśli unika tematu to będzie Cię zwodził jeszcze długo. Więc lepiej szukaj lepszej partii. Czas na nikogo nie czeka.
  • ws21 19.11.14, 08:43
    .... i tak się od początku umawialiście, czyli te 4 lata temu, czy tez jesteś klasycznym przykładem robienia sobie z gęby cholewy?
  • vinca 19.11.14, 08:52
    To naprawde roznie bywa - ludziom priorytety sie zmieniaja:) Jestesmy parą od nastu lat, slub wzielismy dopiero 2 lata temu:) Wczesniej ja nie mialam potrzeby podpisywania papierow, moj obecny maz wcale parcia tez nie mial. Slub wzielismy w momencie gdy zaczelismy planowac dziecko. wczesniej dzieci nie lubilam (i obcych nadal niezbyt lubie) ale zmienilo mi sie to. Jak sie zmienilo to byl moment zeby dzieciak sie pojawil. Gdyby pojawil sie wczesniej to by byla katastrofa - na wszystko musi byc odpowiedni moment! Skoro facet slubu nie chce to nie ma co go zmuszac, ale skoro dla dziewczyny jest to wazne no to albo-albo. Zadna strona nic nie powinna robic wbrew sobie!
  • seahorse1 19.11.14, 12:25
    Ja przestałam liczyć na jego inicjatywę, gdy stuknęła mi 40-stka. Rzuciłam antykoncepcję, zaszłam w ciążę (pierwszą poroniłam, ale teraz znów jestem w IV.m m-cu i jest ok). Od razu w cudowny sposób udało mu się znaleźć pracę w moim mieście (przedtem jakoś nie mógł), przeprowadził się do mnie oraz oświadczył mi się po ośmiu latach związku na odległość. Ja zaryzykowałam i opłaciło mi się. Ale innym nie polecam (zwłaszcza, jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości co do autentyczności uczuć partnera).
  • mytoya 21.05.15, 13:10
    Zgadzam się właśnie o tą autentyczność uczuć chodzi. Bo jeśli jest uczucie to i ślub nie potrzebny bo jest pewność,że ten człowiek jest z nami na zawsze.
    U mnie też dziecko było przed ślubem, bylismy para jakieś 1,5 roku ale prawi od początku oboje mielismy pewność, że chcemy być ze sobą na zawsze. Kiedyś nie wierzyła, że można tak mieć ale teraz wiem.
    I ta pewność to mój fundament. choć nie zawsze jest różowo :)
  • drzezol 21.11.14, 00:15
    Moja była sympatia wstydziła się wychodzić bez wózka z dzieckiem na ulicę bo "te z dzieckiem patrzą się na mnie z wyższością".
    Sympatia zaszła w ciążę, pobraliśmy się.
    Moja była żona wstydziła się wychodzić bez wózka z dzieckiem na ulicę bo "te z dzieckiem i mężem (bezrobotnym) u boku patrzą się na mnie z wyższością".

    To dopiero początek bardzo długiej, smutnej, bolesnej historii.

    Facecie takich-dylematów, podziękuj pani za współpracę, uciekaj gdzie pieprz rośnie.
    Granica miedzy weżmy ślub, zróbmy sobie dzidzię, a pozwem o rozwód, alimenty, ustalanie widzeń, jest bardzo, bardzo cieniutka.
  • si.vis.pacem.para.bellum 21.11.14, 06:39
    następna egoistka, tylko "ja", "ja", "ja".
  • przyszla-mama7 21.11.14, 12:36
    Niestety takich "mężczyzn" mamy w dzisiejszych czasach.... Sama też jestem w takim związku bez żadnych zobowiązań... Myślałam, że sprawy inaczej się potoczą, zaszłam w ciążę, zawsze chciałam mieć normalną rodzinę a nie na "kartę rowerową".. stracilam już szacunek do tego człowieka i mówiąc szczerze planuję wychowywać sama dziecko, wolę sama niż na takich zasadach. Na twoim miejscu, póki jeszcze nie jest za późno wymiksuj się z tego układu. Osoba tak niezdecydowana, nie jest dobrym materiałem na męża... Zajdziesz w ciążę i niestety będziesz zdana tylko i wyłącznie na siebie. Dopiero wtedy będziesz żałować , bo to ty będziesz dźwigać trud i konsekwencje całej tej sytuacji.
  • mom3x 09.12.14, 09:57
    Niezdecydowany facet to porażka. Facet musi wiedzieć czego chce.
  • renata1152 08.02.15, 14:11
    Przeczytałam książkę idealną w tej sytuacji.
    " Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy". Autorka Sherry Argov .

    "Autorka przytacza autentyczne rozmowy z mężczyznami,którzy bez cienia skrępowania
    udzielają drobiazgowych odpowiedzi na takie oto pytania;

    W jaki sposób mężczyźni manipulują związkiem,chcąc go utrzymać..
    na niezobowiązującej stopie.

    Czy mężczyźni świadomie sterują emocjami kobiet.?

    Jak ona może go przekonać ,że zaangażowanie w związku było jego pomysłem?

    W jaki sposób kobieta może sprowokować oświadczyny
    .nie mówiąc słowa o małżeństwie'.



    Jeden z mężczyzn opowiada
    ''Zanim się ożeniłem ,byłem z innymi kobietami.
    I tak jak ja każdy facet wie,ze po roku,góra dwóch latach,
    kobieta traci coś ze swej godności.
    I prawdę mówiąc,traci się szacunek dla kobiety,jeśli ona
    nie odchodzi,bo na pewnym etapie facet wie,
    że związek stał się jazdą na gapę.
    Wie,że czerpie wszelkie korzyści ,nie dając nic w zamian.
    Jeśli kobieta chce wyjść za mąż,a on przez kilka lat się miga,
    to wie,że ją wykorzystuje.
    Albo wie,że może grać na przeczekanie,aż sam będzie gotów odejść.
    Jeżeli ona jest skłonna w tym tkwić,
    facet sobie myśli.
    ;Świetnie.Nie muszę się z nią żenić'.
    Ale zaraz potem zaczyna się zastanawiać;
    ;Dlaczego ona toleruje moją jazdę na gapę?.
    Coś z nią jest nie tak'.'''''''''''''''



    Tej samej autorki jest jeszcze książka 'Dlaczego mężczyźni kochają zołzy''.
    na niezobowiązujacej stopie

  • grzeczna_dziewczynka15 20.02.15, 20:32
    Omfg! Jazda na gapę? W PRL się na to mawiało - na "kartę rowerową".
    Handlowanie własnym ciałem i seksem jako złota rada na wszystko - niezwykle nowatorskie...
  • babsko77 29.04.15, 17:43
    Renata - bzdura, straciłaś kasę i czas na czytanie bzdur! na szczęście świata n ie zamieszkują tacy prostacy. No, totalna bzdura, żal słuchać.

    --
    mieszkanka gminy
  • stasi1 14.03.15, 21:38
    Ale chyba sama się zgodziłaś na ten związek bez zobowiązań? Więc trudno winić faceta za to że zmieniły się uwarunkowania. Może trzeba było sie na początku zapytać: A co bedzie jeśli przypadkiem zajdę w ciąże(to się zdarza nawet przy dobrej antykoncepcji)?
  • aspirynka10 16.03.15, 20:21
    Ale ja nie pisze o sobie, tylko ogólnie o sytuacji. Związek, w którym jestem, nie jest bez zobowiązań. Nigdzie w wypowiedzi nie odnoszę się do mojego związku i mojej sytuacji. Piszę o sytuacji, jaką poruszyła autorka wątku. Byłam kilka razy świadkiem, obserwatorką takich relacji jak wyżej opisane wśród moich znajomych lub rodziny. Nie wiem, czy te dziewczyny godziły się na takie związki, one jednak liczyły na ślub. A to faceci nie mogli się zdecydować. Więc jedna po kilku latach takiego zawieszenia zakochała się z wzajemnością w innym, nowo poznanym chłopaku, który szybko poprosił ja o rękę. Założyła upragnioną rodzinę, urodziła dzieci. I nie widzę tu z jej strony egoizmu - ona nie zostawiła tego pierwszego chłopaka z wyrachowania, tylko z chęci spełnienia własnych marzeń i potrzeb: ślubu, dzieci. A ten pierwszy wodził ją za nos wiele lat. Więc powiedziała basta, wyszła za mąż za innego, innemu dała szczęście, swoją miłość, dzieci. Reasumując (moim zdaniem - żeby nie było, że komuś coś narzucam) jeśli między partnerami są różnice co do założenia rodziny i nie są w stanie pójść na kompromis w tej kwestii, to wchodzi w grę opcja rozstania i szukania swojego szczęścia.
  • gobo2 22.11.14, 15:49
    masz 4-letni romans, to wszystko...!
    nie masz zadnego zwiazku...!

    takie_dylematy napisała:

    > Mam 28 lat, jestem w związku od 4 lat. (...)

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka