Dodaj do ulubionych

Czy mozna się zmuszać do kociej łapki?

07.10.06, 16:54
Nareszcie znalazłam takie forum - malootka czytałam Twój wątek i zaczynam
nowy, ale czuje się w dużym stopniu podobnie jak Ty...
Ale - Nigdy NIE POWIEM mojemu chłopakowi, ze chcę ślubu!!! Ja wiem, że on nie
chce - mówił mi o tym, bo ma za sobą długie i nieudane małżeństwo - ja nie
mówiłam, ze chcę, tylko,że chcę budowac dojrzały związek - stabilizacja,
rodzina, dzieci i te sprawy. Mam 27 lat i dojrzałam do tego i mam dość bujania
się z niewłaściwymi partnerami. Nie wiem, czy do tego potrzebny jest ślub, ale
powoli dochodzę do tego że "konkubinat" to taki wolny związek, on nie daje
takiej pewności, poczucia stabilizacji,bezpieczeństwa...

Po prawie roku znajomości zaczęłam mieć żale - ze on nie mówi o naszej
przyszłości, a ja mówię - że chce ze mną być, kocha, ale co z tego, jak w
każdej chwili może wyjechać, bo chce czuć się dobrze również kiedy mnie nie
ma. Ja go pokochałam, to był pierwszy mezczyzna, przy którym poczułam, ze mogę
mieć normalną rodzinę, dziecko, ale brakuje mi tej formalizacji, i to chyba
chodzi o zaręczenie, może ślub cywilny w dalszej kolejności. Nie liczę na to,
że on do tego dojrzeje i że będzie tego chciał.
Nie będę go o to prosić, ani wymagac tego od niego, po prostu albo ja odejdę
albo to się samo rozwiążę w końcu. Nie chce tracić nerwów, po prostu myślę, że
ludzie są ze sobą na próbę, a jeśli okazuje się, że mają tak różne potrzeby w
fundamentalnej kwestii "bycia razem" to po prostu się rozchodzą.
Ja go kocham i zawsze go będę mieć w sercu, cokolwiek się wydarzy.
Ale mam też takie marzenie i cenię też się na tyle, żeby mieć odwagę mieć
takie pragnienie, (no cóż feministka ze mnie kiepska w tej konkretnej
sytuacji), że to przyniesie mi ten bukiet róż i szepnie wreszcie bez lęku, że
to ze mną chce być do końca życia...i wszyscy będą to wiedzieć, bo będzie mnie
tak traktował przed nimi, a nie jak koleżankę, kumpelę, przyjaciółkę,
współlokatorkę (słowa jego matki).
Obserwuj wątek
    • deczi Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 09.10.06, 12:40
      Pamig, do niczego nie można się zmuszać. Nie można też kogoś zmuszać.
      Nie bardzo rozumiem z Twojej wypowiedzi, czy rozmawialiście o tej sprawie
      otwarcie. Czy on wie, jakie jest Twoje stanowisko?
      Konkubinat nie daje poczucia bezpieczeństwa, ale małżeństwo też go nie daje.
      Poczucie bezpieczeństwa to ułuda, można mieć tylko zaufanie do partnera, że
      chce naszego szczęścia i do siebie, że chcemy szczęścia partnera. A jak to
      szczęście będzie wyglądać, to już inna kwestia.
      Wydaje mi się, że Twój partner nie ma pewności. Pytanie tylko, z czego to
      wynika. Jesteś chyba jednak na tyle otwartą osobą, że zdołasz rozwiązać ten
      problem.
      Powodzenia.
      • pamig Scenariusz jak z postu Krzysztofa 09.10.06, 19:35
        No proszę, oto scenariusz jaki moze się w mojej relacji pojawić (patrz post
        wyżej), drodzy panowie, wniosek taki, ze kobiety potrzebują słów, zapewnień,
        konkretnych deklaracji, a nie samej samej miłości i czułych gestów. Kobiety są
        potwornie interesowne, a może to jest po prostu pragmatyzm życiowy?
        Nie wiem juz co mam o sobie mysleć, czy jestem wredna, że mi ta sama miłość i
        deklaracja od partnera nie wystarcza już?

        Dzięki deczi, za uwagę - rozmawialiśmy kiedyś o tych sprawach, owszem, ja go
        rozumiem, że nie dąży do ślubu, bo ma złe przezycia, i formalność go odstrasza,
        a z drugiej strony on wie, ze ja jestem otwarta,ale nie naciskam, bo nie
        wyobrażam sobie chciec ślubu,kiedy druga strona nie jest na to gotowa. Wogóle,
        wydaje mi się, że ludzie pod wpływem różnych sytuacji zmieniają zdanie, mój
        chłopak na przykład, zanim zaczęliśmy być razem twierdził, że nie planuje juz
        rodziny i dziecka kolejnego, głównie z powodu obciążenia finansowego. Kiedy
        między nami zaiskrzyło, nie kryłam się od samego początku, że ja rodziny pragnę
        i być może nie powinnismy zaczynać ze sobą. Ale uczucie było zbyt silniejsze i
        on stwierdzil, że kiedy poznał mnie to zmienił zdanie.

        Wczoraj potrzebowałam "odświeżenia tych naszych decyzji" i nic się nie
        zmieniło;)Ale mimo wszystko jestem czujna, na razie mówię o swoich konkretnych
        potrzebach i akurat potrzeby formalizacji nie zaliczam do "konkretnych" ale do
        "przemyśliwanych". Przykład Krzysztofa niestety pokazuje mi jakąś drogę naszego
        "związku" - tak też może się zdarzyć, nie chcę tego zakładac oczywiście, ale w
        momencie kiedy przestanę otrzymywać te "konkretne" deklaracje i zapewnienia od
        mężczyzny to poczuję zbyt wielką wolność, żeby chciec pozostawac w takim związku.
        • malootka2 Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 10.10.06, 10:36
          Pamig, gdy uslyszalam ze moj chlopak po prawie 5 latach bycia razem nie
          zgodzilby sie na slub, "wycofalby sie" jak on to powiedzial, bo "nie jest
          pewien" - (czy chce ze mna byc do konca zycia - to juz sobie sama
          dopowiedzialam, ale tak to odczulam) to wiesz jak sie poczulam? Nie bede
          przesadzac ze poczulam sie jak szmata. Meczylo mnie to dobre 3 tygodnie, bo
          podobnie jak Ty powiedzialam, ze nigdy nie bede ja pierwsza rozmawiac z facetem
          o slubie. To on powinien wyjsc z inicjatywa. ALe poniewaz moja psychika byla
          juz w rozsypce a przez to rowniez zwiazek, postanowilam dzialac. Kilka dni temu
          mu powiedzialam ze chce miec w przyszlosci normalna rodzine, meza i dzieci. A
          jesli on tego ze mna nie planuje, niech lepiej odejdzie teraz niz mialby to
          zrobic za kilka lat, kiedy bede chciala miec dziecko. POwiedzialam mu jeszcze
          ze jesli on zdecyduje sie, zdeklaruje ze chce byc ze mna, chce spedzic ze mna
          zycie, niech nie mysli ze bede go sila ciagnac do oltarza, bo nie mam zamiaru
          do niczego go zmuszac. Zreszta ja sama chyba jeszcze nie jestem gotowa. Ale
          potrzebuje pewnosci ze mezczyzna z ktorym jestem mysli o mnie powaznie,
          uwzglednia mnie w swoich planach na przyszlosc. Glownie zalezalo mi zeby
          wiedzial, ze chce miec rodzine i planowalam to wlasnie z nim. Dzisiaj mamy
          wlasnie o tym porozmawiac, poznam jego stanowisko na ten temat (nie widzielismy
          sie kilka dni i nie bylo jak pogadac). POwiedzial mi wtedy ze od razu mi nie
          odpowie bo chcialby uporzadkowac swoje mysli. Powiedzial tylko to ze nie
          odejdzie. Ale to nie znaczy ze tez chce miec ze mna dzieci - nie wiem, troche
          boje sie tej rozmowy. Ale przynajmniej bede wiedziec "na czym stoje". Moze tez
          porozmawiaj o tym ze swoim chlopakiem. A ja na pewno sie odezwe jak juz
          bedzie "po". Pozdrawiam serdecznie :))
          • pamig Malootka 10.10.06, 12:02
            Trzymam kciuki;)ale za to byś była silna i gotowa usłyszeć prawdę.I żebys była
            gotowa odejść, jesli okaże się,że macie skrajnie różne potrzeby.Wydaje mi się,
            że facet kiedy przeczuwa, że Ty chcesz ślubu, to znaczy, że Tobie czegoś brakuje
            z jego strony, tzn, - że ON CIę NIE KOCHA WYSTARCZAJąCO. ALBO - JEST NIE
            DOJRZAłY I BOI SIę "UZIEMNIENIA", ALBO MA ZłE DOśWIADCZENIA W PRZESZłOśCI (to
            jest motyw mojego, jego pierwsze małżeństwo sie rozpadło)ALBO BOI SIę , żE JAK
            JEST DOBRZE, TO śLUB, FORMALNOSC TO POPSUJE.

            Jeśli Ty chcesz mieć dzieci - to trudno kochać kogoś,kto tego nie chce. Sama się
            przekonasz. Ja już mam taką rozmowę "odświeżenia zdania" - odbyła się ona w
            niedzielę, nic nie planowałam, ale po kolejnym żarcie, że "odbija mi się, to
            normalne u kobiet cieżarnych" - a on na to - za 10 lat chce to usłyszec (a ja
            skończę niedługo 27, i perspektywa dziecka za 10 lat mnie przeraża...). Po
            prostu strzeliłam focha i się obraziłam. Jakiś czas potem wyjąsniłam mu, bo nie
            wiedział o co chodzi, a nie jestem z tych co każą się facetom domyslać, że takie
            żarty mnie głęboko dotykają i że ja myślę o tym poważnie, i że potrzebuję siętak
            zrealizować i nie potrafię tego tłumić w sobie. A jeśli on tego nie chce - to po
            prostu się rozejdzmy.

            Usłyszałam - po długiej ciszy (faceci długo myslą i trzeba to zrozumieć, ich
            intelekt nie jest tak błyskotliwy jak nasz w kwestii wglądu w swojąosychikę,
            chacha), że on teraz dziecka nie chce, bo nie może sobie na to pozwolić
            finansowo, ale wogóle to by chciał, I żE byłabym wspaniałą mamusią, ale on nie
            potrafi chcieć dziecka, jesli wie, że nie jest mu w stanie zapewnić przyszłości.

            Tyle. No coż, nie mogę tego nie uwzględnić- taka jest prawda- nie ma warunków
            narazie na założenie rodziny.

            Ja coś czuję, że po prostu potrzeba dziecka jest dla mnie ważniejsza od slubu,
            ale oczywiście, jakby chciał mnie poprosić o rękę, nie miałabym nic przeciwko.
            Generalnie wychowywałam się w rodzinie niepełniej, i nie mam takiego modelu z
            własnego życia, że musi być ślub, ale taki model z zewnątrz, że ślub dobrze
            mieć, kiedy dziecko się pojawia, ze względów formalno-prawnych.

            A w Twojej sytuacji,po 5 latach, jak najbardziej masz prawo oczekiwać czegos
            bardziej konkretnego i walcz o to! Tzn. chodzi mi bardziej o szacunek do samej
            siebie i godność i brak poczucia winy, że ma się takie a nie inne potrzeby. Nie
            mów mu (tak jak ja to zrobiłam), że Ty chcesz mieć z nim ślub, tylko, że ślub i
            rodzina są dla Ciebie bardzo ważne, kolejnym etapem realizacji związku, bo w
            przeciwnym razie stoi on w miejscu...a to męczy i frustruje. Ja wierzę, że jeśli
            kobieta jest naprawdę gotowa na takie doświadczenie to w koncu tak się stanie,
            nawet za cenę zerwania wieloletniej relacji.

            mogłabym jeszcze tak dużo pisac, ale muszę wracać do pracy, no i mimo wszystko:
            trzymaj się i miej szacunek dla swoich pragnien i marzeń przed wszystkim!;)


            • malootka2 Re: Malootka 10.10.06, 12:21
              Ja mam 30 lat i na dziecko moge jeszcze te 3 - 4 lata poczekac. Ale chcialabym
              wiedziec ze za te 3 lata moj ukochany nie powie, ze "jeszcze nie dojrzal"...
              • dzk35 Re: Malootka 12.10.06, 08:19
                malootka, proszę napisz jak przebiegła rozmowa... denerwuję się i trochę
                martwię, nie możesz zmuszać mnie do trzymania kciuków jeszcze jeden dzień!
          • myszmagda Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 11.10.06, 16:34
            Podziwiam Cię, Malootka, za to, że miałaś odwagę zacząć z Połówkiem taką
            rozmowę. Myślę, że bardzo mądrze podeszłaś do tematu: niech Połówek zna Twoje
            pragnienia, ale niech wie też, że do niczego go nie chcesz zmuszać, że oboje
            macie prawo decydować o własnym życiu. I niech zapowiedzi Twojego potencjalnego
            odejścia nie traktuje, jak szantażu, tylko jak drogi do realizacji swych
            marzeń, ktorych nie chcesz realizować jego kosztem, na siłę. On żyje, tak samo
            chyba Twoje słowa sprowokują go do wybiegnięcia myślami w przyszłość i
            przyznania się przed samym sobią do własnych zamiarów. A potem do podzielenia
            się tymi planami z Tobą... Życzę, by Twoje słowa podziałały na niego jak
            pozytywny kop :) Może dzięki nim zrozumie, że nie można w nieskończoność być
            niepewnym uczuć i zamiarów względem partnerki, bo można obudzić się potem z
            ręką w nocniku... Czuje, że u mnie tego typu rozmowa wisi na włosku. Nie o
            ślubie ona będzie na razie i nie o dziecku, ale o tym, czy jesteśmy skłonni do
            kompromisów, do większej wyrozumiałości wobec partnera i wymagania więcej od
            samego siebie, czy też nie chcemy pracować nad związkiem i dla własnego
            nerwowego zrowia się rozchodzimy. Boję się jednak tej rozmowy, bo obawiam się,
            że przyniesie nam koniec...
            • malootka2 Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 12.10.06, 11:04
              Jeszcze nie przebiegla, niestety.... Jak wspomnialam o tym przedwczoraj, ze
              mial sie ustosunkowac do moich przemyslen, powiedzial ze jeszcze nie poukladal
              mysli, ze nie mial kiedy... Ze najlepiej bedzie jak napisze mi to co chce
              powiedziec, bo nie wie czy bedzie umial "na zywo" ubrac w slowa to o czym
              mysli. Dziewczyny, daje mu czas do niedzieli. W niedziele najpozniej na pewno
              sie odezwe. Pozdrawiam Was!!! A Ty, Myszmagda, moze tez z polowkiem
              porozmawiaj. Bo szkoda zdrowia, zeby sie zadreczac. Ja po tym jak to wszystko
              wyrzucilam z siebie, powiedzialam mu wszystko co czuje, poczulam sie o
              wieeeeleeee lepiej, jest mi jakos lekko w srodku, mimo ze jeszcze nie wiem co z
              nami bedzie dalej... :)
              • myszmagda Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 13.10.06, 10:55
                Przedwczoraj rozmawialiśmy, a raczej wykrzyczeliśmy sobie wszystkie żale. Oboje
                poczuliśmy, że stoimy na rozstaju i żadne z nas nie wie, jak potoczą się losy
                naszego związku. Połówek chyba wreszcie zrozumiał, że rozstanie, o jakim
                ostatnio mu kilkakrotnie wspominałam, to nie złośliwość czy szantaż z mojej
                strony, tylko poważnie traktowana ewentualność. Przestraszył się. Przestalismy
                wrzeszczeć i zaczęliśmy gadać. Zaczął mi mówić, że nie jest mu dobrze ze mną
                taką, jak obecnie, że chciałby, abym znów była taka, jak na początku związku.
                Ja powiedzialam mu to samo. Wiem, że się zmieniłam, ale wpływ na to miały
                zmiany, jakie zaszły w nim. Powiedział mi, że nie dostrzegam jego starań, że
                przecież walczy z nawykami, które mnie złoszczą. Faktycznie, ograniczył trochę
                czas spędzany przy kompie, ale za to zrobił się bardziej agresywny, więc trudno
                było mi to poczytywać za zmianę na lepsze. Oboje doszliśmy do wniosku, że
                jedynym okresem, kiedy było nam ostatnio dobrze razem, były wakacje. Połówek
                powiedział mi, że wtedy byłam taka, jak dawniej, a ja jemu, że chciało mi się
                starać dla człowieka, który mnie dostrzegał, miał dla mnie czas i chęć do
                wspólnych rozrywek. W domu wrócił komp, telewizor i czasu na spacery,
                romantyczne kolacje, czy wspólne wypady znów brakło... Połówek wziął sobie
                chyba rozmowę do serca i wczoraj cały dzień nie wybuchnął złością, a nawet po
                przyjściu z pracy schował do szafy ubranie, którego rozkładanie po domu
                wypomniałam mu w kłótni (to smieszne, że poróżniają nas nawet takie drobiazgi).
                Wolałabym jednak, żeby zmienił inne rzeczy, bo bałagan to nie jest największy
                problem i gdyby było dobrze między nami, to mógłby wieszać koszule nawet na
                żyrandolu, a mnie by to ni przeszkadzało. Może to jednak pierwszy krok.
                Zobaczymy...
                • malootka2 Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 16.10.06, 07:59
                  Zycze Wam, zeby to byl ten pierwszy krok. I na pewno wszystko sie ulozy :) A ja
                  w koncu mam za soba rozmowe z polowkiem i wreszcie czuje, ze zyje. Pisalam
                  kiedys o tym, ze on powiedzial, ze nie jest pewien czy jestem ta osoba na cale
                  zycie. A ja pisalam ze chcialabym miec dzieci w przyszlosci a on nie przejawia
                  takich checi. No wiec okazalo sie, ze: on ma watpliwosci poniewaz wie na pewno
                  ze chcialby w przyszlosci miec rodzine, dzieci, a u mnie jak dotad nie zauwazyl
                  instynktu macierzynskiego ani jakichs checi posiadania dzieci. Bylam w szoku.
                  Ja z kolei bardzo dobrze sie kamuflowalam z tym, ze juz czuje, ze moglabym miec
                  dziecko nawet teraz. Kamuflowalam sie, bo sie balam, ze jak on zobaczy, ze
                  odezwal sie we mnie instynkt, ucieknie gdzie pieprz rosnie. Albo w najlepszym
                  razie juz sie do mnie nie dotknie ;) Wszystko sobie wyjasnilismy, ja sie
                  dowiedzialam, ze on chce miec dzieci, on sie dowiedzial, ze ja tez. I mysle, ze
                  teraz moze byc juz tylko lepiej... :) Wreszcie bede mogla przy nim ogladac w
                  markecie rozne fajne drobiazgi dla dzieci ;) A nie udawac, ze tego nie widze i
                  szybko przebiegac miedzy polkami, zeby bron boze nie pomyslal, ze o "czyms"
                  mysle. Pozdrawiam wszystkie kobietki majace dylematy podobne do moich. Czasem
                  wystarczy szczera rozmowa, aby wyjasnic watpliwosci. Oczywiscie nie obylo sie
                  bez lez i sporej ilosci wina, ale coz, tak juz jest... Pozdrowionka!!! :)
                  • myszmagda Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 16.10.06, 10:58
                    Nawet nie wiesz, jak miło czytało mi się Twojego posta, Malootka. Po prostu
                    sama do siebie się uśmiechnęłam :) To wspaniale, że tak to się rozwiązało! I
                    zabawne: oboje mieliście wątpliwości, bo każde z Was podejrzewało partnera, o
                    to, że ten nie chce mieć dziecka, a podejrzenia brały się stąd, że oboje
                    kamuflowaliście się z własnymi pragnieniami. Hihi - trochę, jak scenariusz
                    komedii, chociaż z pewnością przed tą rozmową obojgu Wam do śmiechu nie było...
                    Dobrze, że miałaś odwagę sprowokować tę rozmowę. Naprawdę, warto rozmawiać, bo
                    bez rozmowy o podobne nieporozumienia łatwo. Życzę Wam wszystkiego naj i udanej
                    rodzinki w przyszłości :)
                      • pamig Raz na wozie raz pod...;) 16.10.06, 20:27
                        Dołączam się do gratulacji myszymagdy dla Ciebie malootka;)to są miłe chwile
                        ulgi,jakie przeżywasz.
                        U mnie się trochę wiruje, znowu ważne kwestie wyszły na wierzch, a mianowicie
                        sprawa porozumień między nami w sytuacjach konfliktowych, no jest na razie
                        ciężko:(Ja potrzebuję sobie wyjaśniać, on ucieka przed Tym, nie konfrontuje się.
                        Może tacy są faceci, nie potrafią rozmawiać o problemach jak dorośli. Wasi też
                        tacy są?....
                        Na razie w każdym razie odechciało mi się związków z nimi, zakładania rodziny
                        itd, itp, jak to ma być taka nerwówka, wrrr...ale moze to minie na wiosnę;)
                      • myszmagda Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 17.10.06, 10:17
                        U nas, póki co, lepiej. Nie kłociliśmy się już 4 dni, a po ostatnim
                        półtoratygodniowym maratonie, to na prawdę coś fajnego. Dodam, że dotychczas
                        nidy wcześniej nie zdarzały nam się takie nieustanne konflikty. Fakt, nie
                        byliśmy idealiną parą, spieraliśmy się, ale z jakąś normalną częstotliwością.
                        Może więc gorący okres minął wreszcie i znów będzie jak kiedyś. W tym jednak
                        sęk, że nie chciałabym tego "jak kiedyś". Wolałabym, żeby było inaczej, bo
                        chyba właśnie to "jak kiedyś" stanęło u podstaw obecnego kryzysu. I jeśli
                        niektore sprawy się nie zmienią, to wkrótce czeka nas pewnie powtórka z
                        rozrywki. Chciałabym, żeby było dobrze mędzy nami, ale już nie jestem
                        stuprocentowo nas pewna. A właściwie siebie, bo w uczuciach Połówka,
                        paradoksalnie, się utwierdziłam. Kiedy ja tracę nadzieję i mówię o rozstaniu,
                        on rękami i nogami się przed tym broni. Nawet w chcwili trwania awantury nie
                        przyjdzie mu do głowy myśl, by odejść. Z drugiej strony jednak nie jest skłonny
                        do starań, by awantur nie prowokować.
                        Co do Twojego pytania, Pamig, to faktycznie, mój Połówek też nie lubi rozmawiać
                        o trudnych kwestiach. Kiedy zaczynam, traktuje to jak atak na siebie,
                        mówi: "Znowu chcesz się kłócić?" i wgapia się w monitor komputera. Czasem też
                        mówi: "Zdążymy jeszcze pogadać. Wszytsko będzie dobrze", a gdy przychodzi co do
                        czego, oczywiście nic nie jest dobrze, bo nie chciał mnie wysłuchać, albo
                        udawał, że nie słyszy i potem postępuje po swojemu.
                        Przykład Malootkiej pokazuje jednak, że rozmowa to nie nasza babska fanaberia,
                        tylko konieczność, podstawa porozumienia w związku...
                        • malootka2 Re: Scenariusz jak z postu Krzysztofa 17.10.06, 10:41
                          Myslicie ze moj lubi? Nasza rozmowa byla w "odcinkach" bo nigdy nie byl na to
                          dobry moment. Polowek ciagle odwlekal, ja powiedzialam co mi lezy na sercu, a
                          on musial "zbierac mysli" i trwalo to UWAGA: DWA TYGODNIE! Pomoglo mi tylko to,
                          ze bylismy zaproszeni na obiad do rodziny polowka. Powiedzialam, ze jesli nie
                          skonczy tej rozmowy, nigdzie nie pojde. Zaczal pol godziny przed wyjsciem....
                          Oczywiscie nie zdazylismy, ale sedno sprawy zdradzil wtedy. I zaplakana
                          pojechalam na obiad. Zaplakana ale tez wreszcie spokojna.... To juz tak jest ze
                          oni nie lubia "powaznych rozmow", ale ja przyznam szczerze, ze tez nie
                          przepadam.... :)
                          • pamig Re: Malootka 18.10.06, 00:12
                            Właśnie, malootka "Zaplakana ale tez wreszcie spokojna...."...ja tam cięzko
                            znoszę taką "manipulację emocjonalną" typu: ja się otwieram, inicjuję rozmowy,
                            chce rozwiązywać problemy, jestem otwarta na trudne rozmowy itd...a on na każde
                            moje takie otwarcie zamyka się jeszcze bardziej, chowa się w sobie, ucieka,
                            reaguje wrogością,obojętności i chłodem. Więc przestałam mowić, wyjaśniać sama z
                            siebie, bo "facet to jak dziecko, trzeba go tak traktować". Nie piszę tutaj o
                            kwestii zakładania rodziny, bo o niej rozmowa się udała, ale o umiejętności
                            porozumiewania się w trydnych momentach! Warunkiem rodziny jest mocny związek,
                            ja w to wierzę, to jest dla mnie fundament i od tego trzeba zaczynać, bez
                            względu czy to jest kocia łapa czy małżeństwo. No i ta sprawa porozumienia,a
                            więc i związku, sypnęła się w mojej sytuacji mocno i poważnie.

                            Ja chcę związku partnerskiego i oczekuję, że on też będzie umiał poruszać ważne
                            tematy i dażył sam z siebie do wyjaśnienia nieporozumień. Nie zamierzam go
                            tresować. Niech dojrzeje do tego z własnej woli, bo teraz jest od kilku dni
                            między nami poważny kryzys, właśnie z tego powodu. Skomplikowane to wszystko
                            cholernie i cholernie boli, bo muszę byc przygotowana na to, że on może po
                            prostu nie być gotowy na taki związek. No trudno, ja w tych trudnych dniach
                            poczułam, że zależy mi na nim i go kocham tak bardzo serio;)Ale być razem to
                            trudna sztuka, moze dla niektórych trudniejsza i może ta miłość da mi siłę dać
                            mu prawo do bycia sobą i do zrozumienia pewnych spraw we właściwym dla niego
                            czasie, a nie wtedy, kiedy ja tego potrzebuję.

                            muszę się uodpornić na ten ból,widocznie on jest nierozłaczny z kochaniem...
                            • myszmagda Re: Malootka 18.10.06, 12:50
                              Pamig, niestety w związkach damsko-męskich to norma, że my potrzebujemy więcej
                              mówić o uczuciach, emocjach, problemach, a mężczyźni zamykają się w skorupie i
                              milczą. Też mnie to złości, czasem boli, ale tak zostalismy stworzeni i
                              niewiele się na to poradzi. O ile nam rozmowa przynosi ulgę, pozwala czuć się
                              bezpieczniej, daje poczucie kontroli nad sytuacją, jest możliwością
                              poszukiwania rozwiązania, konfrontowania naszych wyobrażeń i oczekiwań z
                              wyobrażeniami partnera, o tyle dla facetów to jest obnażenie się, wystawienie
                              na ciosy, pokazanie swojej słabości, a tego chcą uniknąć. Dla nas jest to
                              głupie i dziecinne, bo przecież oni przed swoimi kobietami nie muszą grać
                              twardzieli, ukrywać myśli, ale to jest, niestety, silniejsze od nich. Wiem, że
                              różni są faceci: jedni bardziej, inni mniej otwarci, ale generalnie tych
                              zamkniętych w sobie jest więcej. Nie mówie tego tylko od siebie, ale cytuję
                              reguły psychologiczne. Więc chyba nie pozostaje nam nic innego, jak tylko się
                              do tego przyzwyczaić, ewentualnie powolutku pracować nad naszymi mężczyznami,
                              nie zrażając się, gdy nic z tego nie wyjdzie...
                              • pamig O komunikacji naszych facetów 21.10.06, 12:36
                                Myślę, że to też zależy od osobowości, jednym łatwiej się otworzyć, innym
                                trudniej, tak jak w przypadku kobiet - tylko my jesteśmy psychicznie i
                                biologicznie lepiej predysponowane do stosowania "empatii" czyli "wczuwania się
                                w czyjąś sytuację, w okolicznościach gdy ktoś nie potrafi mówić o swoich
                                potrzebach i problemach. To ma związek z instynktem macierzyńskim, jego wyższą
                                formą- opiekowaniem się dziećmi, dbaniem o ich komfort psychiczny. Tak ogólnie
                                sądzę.

                                I tak jak wiele lat miałam możliwość opiekowania się różnymi dziećmi ze względu
                                na moje studia pedagogiczne, i wyraźnie rozgraniczam to co mogę zrobić dla
                                dziecka, a co dla dorosłego faceta! Myślę, że nalezy być ostrożnym w stosunku do
                                ich braków umiejętności rozwiązywania problemów emocjonalnych i nie wchodzić w
                                rolę terapeutki tak szybko! Zgadzam sięz Tobą myszmagdo, że nalezy pracować -
                                nad sobą przede wszystkim (ja muszę pracować nad swoją cierpliwością, bo szlag
                                mnie trafia, kiedy zrozumienie jakiegoś problemu sytuacyjnego, wybuchu złości
                                itd, mi zajmuje niewiele czasu, a jemu kilka dni a nawet dłuzej, i tak często
                                nie osiągamy takiej płaszczyzny porozumienia, jakiej potrzebuję, ale ja nie
                                potrafię być taka wyrozumiała jak Ty, która pisze, że trzeba się do tego
                                przyzwyczaić...

                                Jeśli nie będziemy razem nad tym pracować, to uczucia zgasną, bo porozumienie
                                jest bazą związku i tyle, a ja nie potrafię z kimś być tylko z przyzwyczajenia.


                                • annie_laurie_starr Re: O komunikacji naszych facetów 06.05.07, 12:26
                                  Przeczytalam Wasze posty i zrobilo mi sie strasznie smutno. Dlaczego nie mozna
                                  powiedziec ukochanemu wprost, ze chce sie slubu, dziecka, albo dwoch i czego tam
                                  jeszcze? Dlaczego to musi byc jego inicjatywa? Ja jestem za tym zeby otwarcie
                                  mowic o czego sie chce w zyciu. Kilka lat temu powiedzialam mojemu mezowi,
                                  ktory wahal sie ze slubem, ze chce slubu i przynajmniej jednego dziecka.
                                  Dzisiaj gdy to mam i gdy zastanawiamy sie nad drugim dzieckiem nie zaluje mojej
                                  pro-aktywnej postawy.

                                  Trudno zrozumiec mezczyzn, ktorzy potrafia spedzic 3-5 lat z kobieta i dalej nie
                                  byc pewnym, czy jest ona na cale zycie. Bardzo to jest nie fair wobec kobiety.
                                  Ja bym wolala wiedziec juz po 6 miesiacach, ze nie jestem na cale zycie.
                                  • ta_kochana Re: O komunikacji naszych facetów 28.04.08, 16:05
                                    Hejka,
                                    Gdzieś czytałam ciekawą opinię: Nasz organizm kobiecy jest tak
                                    zorganizowany, że jeśli w ciągu 2-3 lat bycia za partnerem nie
                                    zajdziemy z nim w ciążę, to organizm biologicznie stwierdza, że coś
                                    jest z tym partnerem nie tak.. ;o) Ten okres może się różnić
                                    zależnie od osobnika, no i może być 1000 różnych innych powodów, że
                                    para razem się trzyma i jest szczęśliwa, ale to jest taki chemiczno-
                                    biologiczne ostrzeżenie... ;o9 Od tego czasu się nad tym
                                    zastanawiam, czy to u mnie już działa... hihihi... czy po prostu po
                                    3 latach wspólnego życia po prostu zna się na tyle partnera, że już
                                    się na niego nie patrzy przez różowe okulary i jakoś trzeba na nowo
                                    się zakochać (choć kochać można cały czas...)..
    • kornelia111 Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 30.10.13, 20:41
      Pamig, nie zamierzam Cię obrazic, ale nie wykazałaś się mądrością życiową, jakiej starały się nas nauczyć nasze matki i babki. Skarżysz się, że chcesz ślubu, ale Twój mężczyzna tego nie chce. Dlaczego miałby chcieć? Przeciesz zaspokajasz jego potrzeby (nie wnikam, czy seksualne, czy ekonomiczne i inne), a on w zamian do tej pory nie musiał całkowicie zaspokajać Twoich (stabilny związek, dzieci). Dostaje wszystko czego potrzebuje i jest całowicie wolny w sensie prawnym od jakichkolwiej zobowiązań. Czyli, jeśli trafi się osoba, która będzie dla niego pod jakimś względem atrakcyjniejsza, to po prostu cię zostawi i nie będzie musiał tracić czas na rozwody i inne głupoty. Sama wmanewrowałaś się w związek na próbę, a teraz narzekasz. Postaw sprawę jasno. Albo Twój mężczyzna traktuje Cię poważnie, a skoro tak to bierze pod uwagę Twoje oczekiwania, albo znajdź sobie innego poważnego faceta i nie daj się drugi raz nabrać na brednie w stylu "jego pierwsze nieudane małżeństwo", "za wcześnie na mówienie o małżeństwie" (kiedy nie będzie za wcześnie) itp. Szanuj siebie, a niezdecydowanego pajaca wyślij w siną dal. I nie słuchaj idiotek, które będą przekonywać Cię, że dążenia do stabilnego i sformalizowanego związku to przeżytek i ciemnogród. Powodzenia.
      • silesiusrex Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 05.11.13, 12:12
        Calkowicie sie zgadzam. Gdy (znow) poznalem moja przyszla zone wiedzialem, ze to ONA. Trzy miesiace pozniej poprosilem ja o reke. Osiem miesiecy pozniej bylismy malzenstwem. Po roku bylismy rodzicami.
        Pisze "znow", poniewaz znamy sie od urodzenia i 17 lat stracilismy sie z oczu. Ja wyjechalem z kraju, ona zostala. Ktoregos wieczoru wracalem z pracy do domu i nudzilo mi sie w samochodzie, wiec zadzwonilem do miedzynarodowej informacji telefonicznej i...otrzymalem numer telefonu w Polsce...
        Rozmawialismy, jakbysmy sie wczoraj ostatni raz widzieli. Ku mojemu zaskoczeniu moja zona wyznala mi pozniej, ze liczyla sie z moim telefonem... (?)
        Tak, czy siak, spotkalismy sie 10 miesiacy pozniej pierwszy raz...a trzy miesiace pozniej bylismy zareczeni, ale to juz pisalem...

        Pozdrawiam
    • quba Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 07.12.14, 23:40
      pamig napisała:

      Nigdy NIE POWIEM mojemu chłopakowi, ze chcę ślubu!!!

      Dlaczego nie? To twoje życie. Dlaczego pozwalasz na to, by jakiś facet marnował twoje życie, bo on nie chce stabilizacji i związku.
      Wiesz, powiem ordynarnie, z Tobą mu taniej, niżby miał chodzić do burdelu,
      bierze Cię do łózka i pewnie o to tylko mu chodzi,
      ma w domu dziewczynę, i bez żadnego wysiłku, i sprzątaczkę, i kucharkę, i kochankę.
      Naprawdę to ci odpowiada?
      Kim jesteś teraz?


      > mówiłam,że chcę budowac dojrzały związek - stabilizacja,
      > rodzina, dzieci i te sprawy. Mam 27 lat i dojrzałam do tego i mam dość bujania
      > się z niewłaściwymi partnerami.


      A taki związek jest wg ciebie dojrzały? Że robicie wyłącznie wszystko wg jego widzimisię

      powoli dochodzę do tego że "konkubinat" to taki wolny związek, on nie daje
      > takiej pewności, poczucia stabilizacji,bezpieczeństwa...


      No to odkryłaś Amerykę.
      >
      > Po prawie roku znajomości zaczęłam mieć żale - ze on nie mówi o naszej
      > przyszłości, a ja mówię - że chce ze mną być, kocha, a
      Ja go pokochałam, to był pierwszy meżczyzna, przy którym poczułam, ze mogę
      > mieć normalną rodzinę, dziecko, ale brakuje mi tej formalizacji, i to chyba
      > chodzi o zaręczenie, może ślub cywilny w dalszej kolejności. Nie liczę na to,
      > że on do tego dojrzeje i że będzie tego chciał.

      > Nie będę go o to prosić, ani wymagać tego od niego, po prostu albo ja odejdę

      > albo to się samo rozwiążę w końcu.
      > Ja go kocham i zawsze go będę mieć w sercu, cokolwiek się wydarzy.


      co ty możesz widzieć o tym, czy będziesz go miała zawsze w sercu?
      Zaręczam Ci że, jeśli taak dalej będzie, za 10 lat go będziesz nienawidzić)



      Jeśli chcesz mieć go za męża, to zażądaj, by się z tobą ożenił, a jeśli chcesz mieć dziecko, to je miej, a nie pytaj o zgodę,
      to nie podwórko, żebyś miała się pytać czy możesz wziąć sobie do zabawy czyjąś procę.
      Jeśli będzie wykręcał się od małżeństwa to go zostaw, pókiś młoda.
      Takie życie na "kocią łapę" jemu się znudzi, gdy ty będziesz miała 40 lat, a on się wówczas ożeni z młodszą od ciebie o 15 lat dziewczyną.
      Nie zgadzaj się na jego wygodnickie życie twoim kosztem.

      Nie zgadzaj się, i to z uśmiechem ( a przecież niepewnym) na twarzy, by jakiś cwaniak zmarnował ci życie.
      Ten jego poprzedni związek właśnie może dlatego się rozpadł, że myślał iż uda mu się przejść z tamtą panią - wariacko - parę latek, bo on "jeszcze nie dojrzał", to jeśli nie dojrzał, to przede wszystkim nie dojrzał do łóżka. A to ono może spowodować poważne zmiany w Twoim życiu.
      Jesteś bardzo młodziutka, po co dajesz się wpędzać w lata, jakiemuś palantowi, który ewidentnie chce przejść cwaniacko przez życie, paru dziewczynom, przy okazji je marnując.


      --
      Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
      • baba67 Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 02.01.15, 13:01
        Godzenie sie na niekonczacy sie konkubinat kiedy sie chce miec tradycyjna rodzine to brak szacunku sie siebie i zwykle frajerstwo.Co innego jesli sie ma naprawde wizje zycia oparta na wolnych zwiazkach. Nie kazdy jest religijny, wiekszosc spoleczenstwa nie jest i jesli komus odpowiada pomieszkiwanie przed slubem z plusami i minusami takiego rozwiazania to niczyjej babci interes.Niemniej zmuszanie sie do kociej lapy kiedy wypadaloby podjac jakies decyzje do dawanie sie wykorzystywac.
        --
        Kiedy słońce zachodzi. karły rzucają cienie jak olbrzymy.
        • renata1152 Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 23.02.15, 11:50
          Proponuję wszystkim kobietom przeczytanie poradnika 'Dlaczego mężczyźni poślubiają zołzy'
          Książkę napisała Sherry Argov.
          Wstawię cytat z książki.

          Zanim się ożeniłem ,byłem z innymi kobietami.
          I tak jak ja każdy facet wie,że po roku,góra po dwóch latach,
          kobieta traci coś ze swojej godności.
          I prawdę mówiąc,traci się szacunek dla kobiety,
          jeśli ona nie odchodzi,bo na pewnym etapie facet wie,
          że związek stał się jazdą na gapę.
          Wie ,że czerpie wszelkie korzyści ,nie dając nic w zamian.
          Jeśli kobieta chce wyjść za mąż,a on przez kilka lat się miga,
          to wie,że ją wykorzystuje.Albo wie,że może grać na przeczekanie,
          aż sam będzie gotów odejść.
          Jeśli ona jest skłonna w tym tkwić,facet sobie myśli;
          'Świetnie.Nie muszę się z nią żenić'.
          'Dlaczego ona toleruje moją jazdę na gapę?.
          Coś jest z nią nie tak'.



          'Jeśli dasz sobą łatwo manipulować,on przyjmie,
          że nie musi wkladać zbyt wiele zaangażowania w to,
          żeby cię nie stracić.''''''


          ''''''Gdy kobieta reaguje emocjonalnie,
          mężczyźni zyskują trzy rzeczy;
          uwagę,panowanie nad sytuacją i poczucie ważności.'''''''''




          Nic nie piszesz czy mężczyzna w którym się zakochałaś ma dzieci.
          A to jest bardzo ważne,ponieważ on może ich już nie chcieć.
          Znam sytuację gdzie kobieta jest w związku z rozwodnikiem,który ma
          dwójkę dorosłych dzieci i nie w głowie mu były następne .
          Kobieta weszła w wiek ,że już dzieci nie będzie miała a liczyła na to
          O małżeństwie też nie ma rozmów.

          Bardzo ważne pytanie''''''dlaczego rozpadło się małżeństwo tego pana''''?.

          Mam wrażenie ,że kobiety nad tym się nie zastanawiają wierząc w opowiastki tylko z jednej ręki.
          A to jest bardzo istotne.


          ''''''Jeśli małżeństwo jest dla ciebie niezmiernie ważne
          i jesteś gotowa ustalić datę ślubu,
          nie wprowadzaj się do faceta,póki nie masz
          pierścionka zaręczynowego i ustalonej daty.'''''''''''''



          Najważniejsze jest podejscie tego pana do danej sytuacji.
          Może być mu to na rękę.
          Fakt, że jakiś mężczyzna z tobą sypia
          wcale nie znaczy że myśli o przyszłości.
          Facet powinien wiedzieć, że potrafisz dyktować warunki.
          W obecnej chwili doskonale wie,że to on rozdaje karty.

          Koniecznie przeczytaj książkę.Jest bardzo dobra.
          Polecam ją wszystkim kobietom jako poradnik na różnych etapach
          pożycia z mężczyznami.
          Jeszcze jedna książka tej autorki

          ''''Dlaczego mężczyźni kochają zołzy''''''.
    • quba Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 27.01.18, 12:44
      Śluby wymyślono dawno temu, jako ochronę kobiety, przed niecnym wykorzystywaniem jej, przez podłego zwykle faceta.
      nie uwierzę nigdy, że którejś kobiecie to pasuje.
      Jako konkubina nie możesz nic, jako zona - masz wszelkie prawo, tak do decydowania o waszym związku, jak i do majątku, nawet do takiej bzdurki, jak przestawienie mebli w domu.
      Pozdrawiam.

      --
      Tradycja to dąb, który tysiąc lat rósł w górę. Niech nikt kiełka małego z dębem nie przymierza. Tradycja naszych dziejów jest warownym murem, to jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza... To jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to co dookoła powstaje, od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy.
    • falowod Re: Czy mozna się zmuszać do kociej łapki? 01.03.18, 03:22
      Wylazi z tego postu brak znajomosci psychiku tzw przecietnego faceta.Patrzysz na niego jak na kobiete z kutasikiem jiedzy nogami a to jest ktos zupelnie z innego swiat i pora abys sobiety i inne kobitki zdala sobie z tego sprawe.
      Kazdy facet generalnie chce miec poczucie wolnosci wyboru.Jak mu to zabierzesz to stracisz faceta.
      Skoro chcesz zwiazku to go buduj a nie gadaj.Stworz taka sytuacje zeby on nie mial ochoty cie zostawic.Aby perspektywa odejscia napawala go zimnym dreszczem.
      Formalne malzenstwo to uluda poczucia bezpieczebnstwa.czy myslisz ze nie sotawi cie bo laczy was papier? Zwiazek jest wtedy gdy chca tego obie strony.Jesli jedna sie wypisuje to znaczy nie ma zwiazku.!
      Facet ma 4 podstawowe potrzeby w zwiazku/Jelsi je spelnisz to nie bedzie mus sie chcialo od ciebie odejsc
      1.Potrzeba regularnego seksu.Jak bedziesz grymasic i robic fochy to odejdzie.On musi miec gwarancje ze codziennie otworzysz mu bramy do niebios:)
      2.Potrzeba "carteringu".Gotowanie posilkow, pranie , opieka w chorobie, prasowanie ... itd itp
      3.Potrzeba bycia jedynym a wiec nr1 w zyciu kobiety.On to musi czuc z twoich ralcji z nim.Klotnie wiec odpadaja.
      4.Potrzeba uznania.Trzeba chwalic wszystko co dla ciebie zrobi .Nawet jak podniesie wykalaczke z podlogi.

      Jesli zapewnisz mu zaspokojenie tych 4 potrzeb to nie opusci cie.ZAkotwiczy swe emocje w tobie!
      Pragne zauwazyc ze porzeba regularnego seksu jest u faceta najwazniejsza! i jesli nie bedziesz grymasila i nie miala " bole glowy" to reszta potrzeb jakos od biedy moze mu zejsc na drugi a nawet 10ty plan.facet wszytsko ci wybaczy ale nie wybaczy tego ze wieczorem nie ma seksu.Tak ze wez sobie do serca i nawet jesli sie poklocicie na bij zabij to wieczorem inicjuj seks i niech on bedzie! Zwiazek sie utrzyma mimo huraganow :) . Jak zaczniesz sie wyzywac na nim odmawiajac codziennego seksu to ju po tobie.Nawet malzenstwa formalne z dlugim stazem tego nie wytrzymuja. Poszukaj sobie na YTB wywiadów z prof.Lwem Starowiczem i posluchaj co mow o zwiazkach! To seskuolog i terapeuta malzenski .Zeby zjadl na poradach dla malzenstw i zwiakow.

      Jezeli widzisz ze facet zamyka sie przed toba, nie chce rozmawiac o przyszlosci, to jest to oznaka ze nie traktuje cie powaznie jako partnerki a jedynie jako partnerke do seksu.To sygnal ze pora odejsc bo czas leci a ty chcesz znalezc partnera na zwiazek a nie do ciupciania.
      Celem kazdego zwiazku jest skrzyzowanie genow i wydanie na swiat potomstwa.To jest dla Natury najwaznijsze i n ie ludz sie ze atrakcyjnosc faceta polega na tym ze tak samo jak ty reaguje emocjonalnie. Przyciaganie plci polega na biegunowej odmiennosci.On musi byc inny niz ty ! Im bardziej odmienny tym twoja podswiadomosc odbiera go jako dobry material na ojca.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka