Dodaj do ulubionych

Prawdziwa natura Niemca.

20.11.10, 10:43
www.zuzelend.com/6272,gollob-przez-nieprawdziwe-artykuly-w-prasie-wywrocilem-emila-sajfutdinowa
Polak wygrał także jedyne Grand Prix w stolicy Niemiec w Berlinie w 2001 roku. Bydgoszczanin zdradził, iż kontrakt na organizację turniejów podpisany był na trzy lata, jednak wycofano się z tego. Dlaczego? - Kontrakt był na trzy lata, ale Niemcy powiedzieli, że kolejnych zawodów nie będzie, bo nie chcą, żeby hymn Polski był grany pod Bramą Brandenburską. Od stadionu do tej bramy było całkiem niedaleko. Ja nie blefuję. To prawda. Tak na marginesie to silnik z Berlina leży na pamiątkowym miejscu - wspominał Gollob.
Edytor zaawansowany
  • ballest 20.11.10, 11:07
    Stix, ze Ty chory jestes to kazdy w miedzyczasie wie, ale ze Gollob tysz chory jest, tos ty nom to tera dou znac!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
    Gleiwitz
  • stix 20.11.10, 11:42
    Polak zawsze będzie Niemca zwalczał.
  • andrzejpatrick1973 20.11.10, 11:28
    Pamietam jeszcze dobrze wizyte Papieza Polaka w Berlinie, co sie dzialo na ulicach tego miasta .Chyba w zadnym cywilizowanym miescie , to co tam sie dzialo nie uchodzi za normalne.Przed przejazdem Papieza , geje ruchali sie na ulicach a gole kobiety lataly w przebraniach papiezycy.Ogolnie to szlag ich trafial ze oto Polak bedzie ich wielkich Niemcow pouczal jak oni maja postepowac. Ogolnie jesli chodzi o zachowanie i kulture na co dzien , to mieszkancy Berlina sa zwyklymi prostakami .Wszechobecny brud , chamskie zachowania , to zwykla codziennosc.A o walacym sie projekcie "multikulti" nawet nie warto wspominac . A to przeciez to stolica, wizytowka (haha) wielkiej tysiacletniej Rzeszy ... przepraszam , mialo byc Niemiec.
  • gryfny 20.11.10, 11:41
    synek,powiedz w centrali wszechpolactwa ze sam cie majom za idiote i cza nick zmienic
  • andrzejpatrick1973 20.11.10, 23:01
    gryfny napisał:

    > synek,powiedz w centrali wszechpolactwa ze sam cie majom za idiote i cza nick
    > zmienic

    Glupota u ciebie nabyta, czy moze wrodzona ? Napisalem tylko tyle co sam widzialem, a i takich Slonzokow jak ty to znam, zyjac w Niemczech od cwierc wieku.
  • ballest 20.11.10, 23:23
    Polski Patriota mieszka we Niemczech? a moze ma jeszcze niemiecki dowod?
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
    Gleiwitz
  • socer-schlesier 20.11.10, 23:41
    andrzejpatrick1973 napisal:
    Napisalem tylko tyle co sam widzialem, a i takich Slonzokow jak ty to znam, zyjac w Niemczech od cwierc wieku
    ----------------------------------------------
    Dlaczygo miyszkosz w Niymczech skoro tak Niymcow niy nawidzisz?
  • gryfny 20.11.10, 23:44
    ballest napisał:

    > Polski Patriota mieszka we Niemczech? a moze ma jeszcze niemiecki dowod?

    Jak sie we 1989 w Polsce porzondek bulou to niekierych ukryto za Odrom na wszelki wypadek.
  • seppel 21.11.10, 09:36
    jak sie "TA rudera" zawalyua ,to sie tyn ganzen Ungeziefer rozlouz po somsiadach .
    aber tak je jak sie kolejnosci niy zachowuje!
    -najprzod Schädlingsbekämpfung
    a potym Abriss
    ein Beispiel in Deutschland- die Linke im Westen
  • andrzejpatrick1973 21.11.10, 14:41
    seppel napisał:

    > jak sie "TA rudera" zawalyua ,to sie tyn ganzen Ungeziefer rozlouz po somsiadac
    > h .
    > aber tak je jak sie kolejnosci niy zachowuje!
    > -najprzod Schädlingsbekämpfung
    > a potym Abriss
    > ein Beispiel in Deutschland- die Linke im Westen

    Brawo, nawet jeden co sie na czyms zna.Masz racje nawet co do kolejnosci.Czesi zrobili tak zaraz po wojnie
    -wiec najpierw Schadlingbekampfung ... nie pytali sie ani nie litowali, jak Polacy , tylko dawaj pod sciane.
    - a potym Abriss , tym co uciekli spod sciany, zaladowali na furmanke i wypierdalac do Niemiec
    Moze i to nie bylo w porzadku, ale nie maja teraz problemu jak w Polsce, gdzie Slonzoki zmieniaja narodowosc, zaleznie od kierunku wiatru .
  • stix 21.11.10, 11:17
    archiwum.polityka.pl/art/bdquo;kazdemu-w-leb-wesola-robotardquo;,396282.html
    Między wrześniem 1939 r. a majem 1945 r. niemiecka poczta polowa dostarczyła ok. 40 mld przesyłek, z czego jedną czwartą stanowiły listy, paczki i telegramy wysłane z frontów. Polskie podziemie przechwytywało część tej korespondencji. Sięgamy do niej po latach.

    Najwięcej listów nadchodziło z frontu wschodniego. Nic dziwnego: na wschodzie walczono nie tylko najdłużej, ale także najzacieklej, tutaj wojna była najbardziej brutalna. Pisane pod Moskwą czy Stalingradem listy są dla nas nieocenionym źródłem informacji o ówczesnych postawach, sposobie myślenia, mentalności, skuteczności (i nieskuteczności) propagandy. Źródłem tym lepszym, że kontrolowanym tylko w znikomym stopniu: do dokładnego sprawdzenia 25 mln nadawanych codziennie listów potrzebna byłaby 150-tysięczna armia cenzorów.

    W rezultacie kontrola była wybiórcza i stosunkowo dużo defetystycznych, „naruszających dyscyplinę” czy wręcz „szpiegowskich” informacji bez problemu płynęło do Heimatu i odwrotnie – na front. Między innymi na takie listy liczył wywiad ZWZ (a potem AK), od 1941 r. przechwytujący wędrującą przez Polskę pocztę. Dzięki sieci agentów w urzędach pocztowych przejmowano listy, fotografowano, po czym przesyłano adresatom z możliwie jak najmniejszym opóźnieniem, aby uniknąć wykrycia całego procederu. Kopie trafiały do konspiracyjnych analityków, wyciskających z listów najcenniejsze informacje militarne i przygotowujących raporty. Wysyłane do Londynu, trafiały ponoć także na biurko Winstona Churchilla.

    Przechwycona poczta pomagała też dokumentować zbrodnie wojenne. W tym samym celu w warszawskich i krakowskich zakładach fotograficznych robiono kopie zdjęć rozstrzeliwań, paleń, egzekucji, które urlopowani żołnierze zostawiali do wywołania.

    Kilka teczek z opracowanymi przez akowski wywiad wyciągami z niemieckiej poczty polowej z lat 1941–1944 zachowało się w warszawskim Archiwum Akt Nowych. Poniżej prezentujemy próbkę z 1942 r. Był to rok brzemienny w wydarzenia: czas zagłady Żydów, nasilenia się ruchu oporu i partyzantki, dla niemieckich żołnierzy zaś – rodzącej się świadomości początku końca.

    Mimo że o brutalizacji II wojny wiemy już tak dużo, lektura tych listów jest nadal wstrząsająca. Są przerażającym świadectwem tym bardziej, że w ich autorach widać „zwykłych ludzi”. Stacjonujący w Brześciu Litewskim Emil Fritsch pisał: „Praca moja polega na walce z bandytami i tępieniu żydów, a więc ta sama praca co dotąd. Na tym polu dokonałem już do dzisiaj (jestem tu blisko 4 miesiące) niejednego. Nerwy moje ucierpiały znowu trochę, bo praca ta nerwy szarpie, ale musi być zrobiona”.

    Pojęcie dobrze wykonywanej pracy używane jest w listach nie tylko wobec Żydów. Starszy szeregowy Heinz Mekler donosił na początku października: „Jestem jednym z tych, którzy przyczyniają się do zmniejszania liczby partyzantów. Ustawiam ich pod mur i każdemu w łeb, bardzo wesoła i ciekawa robota”. Natomiast starszy szeregowy Born chwalił się w maju szwagrowi: „Polujemy na partyzantów, a do tego potrzeba chłopaków bez litości i współczucia. Tak, kochany szwagrze, co wpadnie nam w łapy, nie pożyje i pół godziny, bo na żadną łaskę nie zasługują”.

    Nie należały do rzadkości listy – także do ukochanych żon – podkreślające konieczność „ostatecznego rozwiązania” i przyjmujące jego techniczną stronę jako coś absolutnie naturalnego. Szeregowy Lehr zwierzał się na początku października: „O urlopie w tym roku nie ma co marzyć – w maju, czerwcu, przyszłym roku, to może... wszystkiemu winni żydzi. Tu unikają nas jak tylko mogą, gdy słyszą nasze kroki, to schodzą na jezdnię, ściągając czapki. Z czasem to wszyscy tutaj znikną z horyzontu. Najwyższy czas skończyć z tymi wyrzutkami społeczeństwa. W odległości 30 km od Pińska zastrzeliliśmy 5000 takich typów. Musieli się rozebrać doszczętnie, obojętnie, czy kobiety, czy mężczyźni, po tym nastąpił ich koniec. Tak będzie z każdym. Nie będę ci więcej pisał i zatrzymaj to proszę dla siebie, ażeby nie rozniosło się, bo wiesz, co to może spowodować. (...) Obecnie właśnie nasz batalion jest w akcji, polują na partyzantów, tkwiąc po kolana w błocie. Gdyby nas tu nie było, spłonęłoby niejedno gospodarstwo. Chłopi wiedzą o tym i chcąc okazać wdzięczność, oddają nam do jedzenia wszystko, co mają”.

    Satysfakcji z wykonywanej pracy nie krył żołnierz Teith, pisząc do swojego byłego szefa:„Od czasu mego wyjazdu z Saarbrücken objąłem moje obowiązki już na trzecim miejscu. Walka z bandami niekiedy jest tak przyjemna jak na froncie. (...) Od kilku dni mamy mrozy, a więc najlepszą okazję wytoczyć walkę bandom w bagnach Prypeci. Praca nasza na wschodzie jest tak różnorodna, że niektóre dni nie wiadomo zupełnie od czego zacząć. Kto dojrzał do dołu, ten musi do niego wejść. Z zakończeniem tutejszego żydostwa działalność band trochę ustała. Życzę każdemu koledze, by tu był w czasie oczyszczania getta. Przeżyć tych nie można spisać na papierze. (...) Praca ta w Brześciu i Mińsku sprawiła mi – nie myślcie sadystycznie – dużo radości”.

    Nie brakowało także pragmatycznego podejścia do sprawy. Stacjonujący w Janowie Podlaskim Hans Lustig pisał we wrześniu: „Dziś odbyło się w Janowie wypędzanie żydów. 5000 mieszkańców miał Janów, z tego 3000 żydów. Ale Gubernatorstwo ma być z żydów oczyszczone. (...) 3 wagony otwarte kolejki wąskotorowej naładowano i odwieziono; potem była długa kolumna pieszo i szereg wozów [które] były pełne rupieci, łóżek itp., kobiety z dziećmi, (...) stare baby, mężczyźni wszystko razem przy spazmatycznym krzyku i płaczu. 2 kobiety dawały podczas marszu dzieciom piersi, do wagonu wrzucono ludzi do góry nogami, a jest to jednak na 1 m wysoko, a zajezdni kolejowej nie ma; jeden pchał drugiego, straszny krzyk i straszny obrazek. Jutro ma być dalszy ciąg, a oni już będą wiedzieć, że za 14 dni nie będą już przy życiu. Wówczas polacy będą mieć więcej do jedzenia i będzie też taniej”.

    Zaś Willy Schneider informował rodzinę w Kolonii o jednym z miasteczek na (zapewne) wschodzie Polski: „Przed paru tygodniami zostali tu żydzi posłani na łono Abrahama i ja odwiedziłem kilka razy getto. Możesz sobie żywo przedstawić, że nie było to bezowocne. Zabrałem duży kosz pełen bielizny i materiałów ubraniowych, które zabiorę ze sobą lub Wam poślę”.

    Ale akowscy analitycy wynajdowali – choć sporadycznie – przykłady współczucia dla mordowanych Żydów. Gefrajter Hirschnik, po narzekaniach na marne jedzenie i brak papierosów, zapisał: „Tutaj w Polsce w Sokolnie [?] usuwa się wszystkich żydów a tych, którzy się ukryli, tych się zastrzela i wrzuca do grobu masowego. Chwycono się takiego środka, że jeżeli polak poszedł do getta żydowskiego lub się go tam spostrzeże, to się go tam też zastrzeli, a żydzi mają ciągle jeszcze kosztowności. A Polacy trzymają się z żydami. A przecież i to są ludzie. Czas by już się wojna skończyła”. Nieznany rangą Otto Heid pisał 12 listopada: „Tu skończyło się z wszystkimi żydami, niektórych w nieludzki sposób zabijano, to są bohaterowie nad bezbronnymi kobietami i dziećmi. Takie postępowanie jest nieludzkie. Dzielnica żydowska jest wymarła i wygląda tam jakby wojna przeszła”.
  • stix 21.11.10, 11:18
    Miał w tym sporo racji, gdyż i na tyłach nie było bezpiecznie. Zwłaszcza w Polsce. Szeregowiec Heimar Thormann podkreślał wręcz po przeniesieniu z Polski na front wschodni, że „Rosjanin jest o wiele bardziej wartościowym gatunkiem ludzkim niż Polak. Więcej dobroduszni i nie tak mściwi jak ci ostatni”. Na początku października pisał stacjonujący w Opocznie esesman: „Od kilku tygodni nie jestem już w Kielcach, lecz w polskim zbójeckim miasteczku Opoczno. Przydzielono nas tu do plutonu myśliwskiego i mamy w tej nędznej okolicy zaprowadzić porządek, co wcale nie jest takie proste, gdyż są to przeważnie bandy od 12 do 30 ludzi, którzy bezwzględnie nie mają najgorszej broni, tak że nie obywa się bez ofiar, a nawet poległych z naszej strony. Te bandy są tak bezczelne, że napadają nawet na placówki wojskowe. Jesteśmy więc dniem i nocą zajęci szukaniem, jednego dnia tu, drugiego gdzie indziej, ale z wyników jesteśmy poniekąd zadowoleni. Walki są ciężkie, bo oni nie mają nic do stracenia. (...) Jak długo będziemy tu jeszcze polować na zbójów, nie wiadomo, bo jak tu kilku ustrzelimy, to zaraz są nowi z Warszawy”. Stolica jawiła się zresztą w listach jak oaza spokoju. „Warszawę opuściliśmy z ciężkim sercem – donosił również w październiku przeniesiony do Radomia radiotelegrafista Hans Profitlich. – Dostaliśmy się z królestwa niebieskiego do piekła... Zaraz pierwszego dnia mieliśmy do czynienia z partyzantami. Następnie już 2 razy uroczysty pogrzeb... Tu idzie ostro”.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka