Dodaj do ulubionych

wontek posympowy dlo Bolka czyli sprawa Wielunia

09.06.07, 10:07
Bolek, wybocz ze tyn wontek bydfzie sie ciongnonc przez dugszy okres czasu,
ale zrodua som niysamowicie skromne. Na poczontek coby wszyscy wiedzieli o co
sie rozuazi:

"Kierujemy lot zgodnie z rozkazem ku północnemu wylotowi miasta. Znowu bomby!
Tuż za miastem jakaś zagroda zapchana wojskiem i zaprzęgami. Jesteśmy na
wysokości 1200 metrów, opadamy na 800. Bomby spadają, a zagroda tam w dole
znika w ogniu i dymie razem ze wszystkim, co się w niej znajduje. Odwrót!
Ostatni ładunek, ten najcięższy, spada na rynek. Fontanna płomieni, dymu i
odłamków wyższa niż wieża małego kościoła [...] ostatnie spojrzenie: z
polskiej brygady kawalerii nie pozostało nic.*"
Edytor zaawansowany
  • szwager_z_laband 09.06.07, 10:38
    rozumia w tym kntekscie wontpliwosci Bolka i pytom sie som "czi egzystuje spis
    ofiar bombardowania Wielunia?"

    kto/co moge nom sam pomoc?
  • ballest 09.06.07, 11:01
    Laband, choc by tam richtig polskich wojsk nie bouo, fco nie wierzam, bo to bouo
    miasto prawie graniczne, to Niemcy to nie zrobiyli z premedytacja, a Poloki sie
    oburzajom uoktopnie.
    Czymu sie nie apytajom USA, co bouo z Dresden, czy Hiroshima?
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • chrisraf 09.06.07, 11:08
    Czyjsc Ballest,

    tam siy znajdowou jyden ze sztabow armii polskiyj. ;)
    --
    Glück auf!
  • ballest 09.06.07, 11:19
    Chris, mosz na to jakes dowody?
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • ballest 09.06.07, 11:19
    Jak mosz jakes, te wciepni je sam, bo Bolek nom tu po pietach depce.
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • chrisraf 09.06.07, 11:44
    Ja, mom. Zych uo tym Szwagrowi pisou. Musza ino to nojpiyrw kasik znosc.
    --
    Glück auf!
  • szwager_z_laband 09.06.07, 11:55
    "Po krótkim, gorączkowym przygotowaniu się i przebraniu w mundur (mundur,
    czapkę, pas i buty oficerskie miałem własne), pożegnaniu z żoną i rodzicami
    odjechałem do Wielunia. Przez trzy godziny jazdy miałem trochę czasu na
    rozmyślania. Nie uświadomiłem sobie wtedy niebezpieczeństwa, tak jak i wielu
    innych. Społeczeństwo wierzyło w siłę własnej armii. Na wiele pytań pasażerów
    nie odpowiadałem. Najczęściej pytano oficerów, jak długo może potrwać wojna.
    Nie mogłem sobie wyobrazić dni czy tej krwawej rozprawy. Byłem dumny z tego, że
    powołano mnie do obrony kraju, że przywdziałem mundur. Mundur i służba w wojsku
    były zawsze moim marzeniem, częściowo tylko zrealizowanym poprzez służbę w
    podchorążówce piechoty w Biedrusku.
    Zameldowałem się u dowódcy Wieluńskiego Batalionu ON, kpt. Edwarda Rajpolda w
    Olewinie, był to rejon koncentracji batalionu. Zostałem skierowany do dowódcy
    kompanii, por. Jangasa, mego bezpośredniego przełożonego. W Olewinie zastałam
    swoich żołnierzy, których znałem z Działoszyna, gdzie pracowałem jako
    nauczyciel. Ucieszyłem się, ucieszyli się też oni. W skład kompanii wchodzili
    żołnierze nie tylko z miasteczka, ale i okolicznch wsi, jak: Trębaczew,
    Szczyty, Sadowiec, Zalesiaki, Lisowice i Kolonia Lisowska oraz Raciszyn. Byli
    to przeważnie rezerwiści po zwolnieniu z czynnej służby wojskowej, niektórzy po
    pierwszych ćwiczeniach. W skład kompanii wchodziły trzy plutony: 1 - pod
    dowództwem ppor. Stefana Kranca; 2 - plut. podch. Adama Słodzińskiego z
    Trębaczewa; 3 - plut. podch. Rozmarynowskiego z Wielunia. Liczebność wynosiła
    ok. 180 ludzi. Umundurowanie otrzymała kompania w maju. Były to drelichy
    polowe, płaszcze sukienne, czapki rogatówki-polówki, buty sznurowane i chlebaki
    z prowizorycznymi opatrunkami. Plecaków ani hełmów kompania nie otrzymała.
    Oprócz starych Berthierów był w plutonie także jeden francuski karabin
    maszynowy, którego działania obsługa do dnia wybuchu wojny nie zdążyła nawet
    poznać.
    Mój dowódca kompanii był porucznikiem rezerwy. Dość energiczny, lubił jednak
    czasem udawać wielkiego wodza, zwłaszcza w dyskusjach, jak to będzie, kiedy
    polskie oddziały wkroczą do Berlina. Z jego rozkazu kompania, a więc i mój
    pluton, wytrasowała rowy strzeleckie na zachodnim skraju Olewina, następnie
    zaczęliśmy je kopać. Roboty jednak nie zostały zakończone. Stanowiska nasze
    znajdowały się przy szosie wiodącej z Wielunia do Łodzi.
    Samopoczucie żołnierzy było dobre, pogoda wprost wspaniała, noce jednak
    chłodne. Żołnierz zaczynał się przyzwyczajać do życia w polu, do czuwania w
    rowie strzeleckim. Rowy te były jednak ogromnie prymitywne, niczym nie
    umocnione. Jedynie przedpiersie jako tako było usypane z piasku.
    Zajmowałem pozycję z plutonem okrakiem na szosie i miałem rozkaz kontrolowania
    ruchu samochodowego i kołowego w kierunku Widawy. Zatrzymywałem więc z
    przydzielonym mi patrolem wozy konne z ewakuującymi się mieszkańcami Wielunia.
    Wyjeżdżali bogaci Żydzi, kupcy, urzędnicy. Widziałem na ich twarzach blady
    strach, chęć ucieczki jak najdalej od Wielunia.
    W godzinach popołudniowych 29.08. ruch na szosie w kierunku Widawy stawał się
    coraz mniejszy. Były okresy męczącej ciszy. Pustoszały pola, ustawał ruch we
    wsi. Nie cieszył ani słoneczny dzień, ani bogate sady. Czekaliśmy w napięciu na
    chwilę, kiedy padnie słowo "wojna". Nikt z nas, żołnierzy, nie wątpił już, że
    wojna się rozpocznie.
    W nocy z 29/30.08, otrzymałem rozkaz od dowódcy kompanii, aby wraz z plutonem
    przemaszerować do wsi Walichnowy i tam zameldować się u płk. Grobickiego(1).
    Ponieważ pochodzę z powiatu wieluńskiego, marsz nie natręczał mi trudności. Map
    przecież nie otrzymaliśmy. Rano 30.08. zameldowałem się w Walichnowach u
    dowódcy OW. Przyjął mnie szef sztabu, mjr Marian Kisielewski. Zrobił na mnie
    przyjemne wrażenie i później też darzyłem go sympatią. Płk Grobicki natomiast
    przyjął mnie dość oschle. Oficerów rezerwy traktowano prawie zawsze z pewnym
    lekceważeniem, to zaś wywoływało do oficerów zawodowych. W wyprężonej postawie
    zameldowałem:
    - Panie pułkowniku , ppor. Kranc melduje swoje przybycie na rozkaz wraz z
    plutonem. Stan plutonu 54 żołnierzy z kb i 1 karabin maszynowy (francuski).
    Pułkownik przyjrzał mi się uważnie, a potem wyznaczył zadanie:
    - Pan będzie, poruczniku, stanowił ze swoim plutonem bezpośrednią ochronę
    sztabu. Proszę zorientować się w terenie, w parku dopilnuje pan kopania rowów
    strzeleckich i przeciwlotniczych.
    Otrzymałem pokój do dyspozycji tuż przy wejściu do pałacu. Żołnierze mojego
    plutonu spali w wiejskiej stodole. Moją osobistą broń stanowił także stary
    Bethier. Oficerowie zawodowi paradowali z pistoletami. Najlepiej czułem się
    więc wśród swoich żołnierzy ze swoim plutonem.
    Dzień 30.08. minął na wykonywaniu rozkazu płk. Grabickiego. Pod wieczór rozkaz
    był wykonany. Nikt jednak nie skontrolował tej roboty. Nic tego dnia nie
    zakłócało spokoju.
    31.08. zaczęliśmy się zapoznawać z użyciem francuskiego karabinu maszynowego.
    Właściwie była to krótka manipulacja. Obsługę poznało zaledwie trzech
    żołnierzy. Na szczęście, odbyło się bez wypadku. Do sztabu co chwila
    przyjeżdżali konno łącznicy. Mnie jednak do tych tajemniczych meldunków nie
    dopuszczano.
    W nocy z 31.08 na 1.09. prawie nikt już nie spał. Miałem wtedy dyżur oficera
    służbowego. O godz. 2 w nocy otrzymałem meldunek z Chrościna, że straż
    graniczna stwierdziła ruchy nieprzyjaciela. O godz. 3.30 znów zabrzęczał
    telefon. Chwyciwszy nerwowo słuchawkę usłyszałem: "Niemcy zaczynają się
    gromadzić na granicy". Napięcie pełne wyczekiwania. O godzinie 4.30 kolejny
    meldunek: "Niemcy przekraczają granicę". Wpadłem jak bomba do pokoju płk.
    Grabickiego i melduję:
    - Panie pułkowniku, Niemcy przekraczaja granicę.
    Pułkownik nie spał. W spodniach i butach z zarzuconym na ramiona mundurze pisał
    coś, może rozkaz, może list. Włożywszy błyskawicznie mundur, w zdenerwowaniu
    wydał pierwszy rozkaz:
    - Przekazać natychmiast saperom, aby bli gotowi do wsadzenia mostu kolejowego
    na Prośnie.
    Alarm bojowy poderwał wszystkich oficerów na nogi. Spoglądali na siebie
    zaniepokojeni, niepewni, na pozór jednak opanowani. Wewnętrznie dygotały nerwy,
    drgały muskuły twarzy. Płk Grabicki był już spokojny. O godz. 4.40, może 4.50
    pojawiło się na niebie na znacznej wysokości kilkanaście srebrnych samolotów
    lecących w kierunku Wielunia. Zapanowała koncentracja, spowodowana
    przypuszczeniem, że to prowokacja. Płk Grobicki oświadczył jednak:
    - Panowie, to wojna. Proszę o wypełnianie swoich obowiązków zgodnie z moimi
    rozkazami
    www.dzialoszyn.com.pl/index.php?show=lit10
  • chrisraf 09.06.07, 11:07
    Ja, egzystuje. Niy owzglyndnio jydnak ofiar ludnosci zydowskiyj. Som zych siy
    kilka lot tymu tom sprawom zajmowou. Poszukom post, kiery zech na tyn tymat roz
    pisou. Bydzie trocha trwac...
    --
    Glück auf!
  • szwager_z_laband 09.06.07, 11:45
    widzious ta lista?
  • chrisraf 09.06.07, 12:03
    Samo lista niy. We parafii jy ksiynga zgonow. Musisz zaklupac do faroza.
    --
    Glück auf!
  • szwager_z_laband 09.06.07, 12:08
    dziynkuja za info i pomoc:)
  • ballest 09.06.07, 12:09
    Danke, Chris!

    "Niemcy lokalizowali w Wieluniu sztab 28. Dwa dni przed kampania zlokalizowano
    sztaby: grupy polodnie w Pszczynie; 25. dywizji w Kaliszu; 8. dywizji w Kole;
    17. dywizji w Srodzie.
    Dane rozpoznawcze dotyczace Wielunia i sztabu 28. Zostaly po wojnie
    potwierdzone przez rzad RP w Londynie."

    Tu je dowod! Bolek czytej
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • szwager_z_laband 09.06.07, 12:17
    wszysko to je potwierdzyniym tego co padouech Bolkowi, i te ruchy woski
    przechodzoncych dziyn dwa przed nalotym tysz sie zgodzajom. Dziynkuja i zwracom
    uaga na link kery jo dou przed chwilom - tam je nawet wyraznie mowa o tym jak
    polske wojoki juz dyskutowali jak to bydzie jak wlezom do Berlina:)

    Ciekawostkom je tysz to ze do wielunia krotko potym wloz i poznijeszy
    zamachowiec na Hitlera(wiycie o km godom?) i padou ze ta wojna potrwo 10lot ...
  • szwager_z_laband 09.06.07, 12:26
    dodom ino ze 36pp o kerym spominouech bou cznsciom skuadowom tyj 28yj

    jeszcze ino te miana i stopnie ze tyj listy Bolkowi musza wysznupac ...
  • szwager_z_laband 09.06.07, 12:38
    je we Wieluniu wojskowy fridhof?

    z tego co jo wiym to ja
  • ballest 09.06.07, 14:45
    To mi tysz je jasne, ze Niemcy nie chcieli Terroru, najlepsze jest to, ze nawet
    H.Göring nie pozwolou bombardowac Warszaway-Pragi, bo nie chciou ofiar cywilnych.
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • chrisraf 09.06.07, 15:10
    Prowdziwy terror hitlerowcow zaczoon siy dopiyro, kaj uoni zoczyli siy
    dowiadywac uo mordach Polokow na Niymcach. Hitler pedziou w godce ze jydnym ze
    swoich wspolpracownikow, ze jego ostatyczne ustosunkowaniy do Polokow powstauo
    po tym jak siy uokozauo, zy liczba ofiar wsrod ludnosci cywilnej narodowosci
    niymieckiej przekroczaua liczbe strat wojsk niymieckich.
    --
    Glück auf!
  • ballest 09.06.07, 15:18
    Tu mosz recht, tak my tysz tu pisali, zaczuo se uot Brombergu i marszow smierci!
    Wtedy Niemcy zaczyli inaczej traktowac ludnosc cywilnou.
    Oczywiscie Poloki tego slyszec nie chcom!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • chrisraf 09.06.07, 16:15
    Jako kolwiek zbrodnio niy mo usprawiydliwiynio! Ino polsko bezkrytycznosc,
    niywiydza i zaslepiynie som chorobom na kiero uoni ciyrpiom we zaawansowanym
    stadium. :(
    --
    Glück auf!
  • chrisraf 09.06.07, 16:32
    Tyroz se ida do uogrodu grilla uodpolic. Kumpel, tyz Oberschlesier ze
    Kattowitz, przylyzie ze swojom kobitom. Mojo juz grillfleisz urychtowoua, ino
    sam jyszcze razenmyjyrym sie "scigo" przyd chaupom, co by bouo wszystko pjykne.
    Ciysza sia na zimnygo Erdingera!!!

    Prost!
    --
    Glück auf!
  • ballest 09.06.07, 21:10
    Chris, moj synek z synowom nos zaprosiou do uogrodku na Grilla, ale u nos
    Gewitter za Gywittrem i siedzieli my w doma;)

    Co do Polokow i ich interpretacjo historii, to je totalne zaslepienie, oni nic
    nie wiedzom!

    My im juz wszystko odebrali, nawet Zawiszy Czarnego, tera sie rychtujemy po
    Mieszka i Dubrawka, bo ta tysz boua corkom Wikinga a wdowa po niemieckim Markgrafie!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • chrisraf 09.06.07, 21:51
    U nos tyz polouo. My momy wiylko gartenlauba ze zadaszyniym. Postowil zych sam
    tam grilla, dwa ligezesle, grilltisz i zech przigloondou jak kapiy. Rozpolil
    zych fojer, wuszty i steki powciepywou. Bouo palce lizac!
    My somy fast 700 m. na wiyrchu, a we kolo nos some lasy. Po tym gewitrze momy
    taki fajny czisty luft, az wonio! :))

    --
    Glück auf aus dem Bayerischen Wald!
  • szwager_z_laband 09.06.07, 22:17
    jak juz to juz'''':))

    u nos zaczyno wioc i idzie na burza, jo prziszou z roboty a moja mi robi pora
    sznitof coby mi lepiyj Wernesgrüner smakowou - to je SUPER pifffo!

    prawie tak dobre jak Tyske:))
  • ballest 09.06.07, 22:50
    Wernesgrüner, tego uech uostatnio w DDR piou a to bouo moze w 1972/3 roku,
    Wernesgrünner i Sternburg, uoba smakowauy, ale dzisiej ich juz niyma ?
    Chris, my chcieli w doma grilowac, ale boua uokropnou wija i rombauo strasznie u
    nos nawet Ample poprzewrocauo!
    --
    pyrsk
    Ballest
    "Dobra retoryka jest tarcza niewiedzy"
  • bartoszcze 26.06.07, 17:22
    ale temat był ostatnio przedmiotem dyskusji także na innym form, i na postawione
    tam pytania od jednego z uczestników tego wątku nadal nie dostałem odpowiedzi:
    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10650&w=63560328&a=64153720
    czyżby dlatego, że nie da się odpowiedzieć na te pytania tak, żeby nie udowodnić
    prawdziwości tezy o brutalnym ataku na miasto otwarte?

    --
    "Zachowuję umiarkowany optymizm co do życia po śmierci, ale równocześnie
    permanentnie uzmysławiam sobie rozmiary potencjalnego ryzyka".
    SOS dla lasów tropikalnych
  • bolek5 26.06.07, 21:55
    Witam!

    Bartoszcze, sorki, ale tracisz czas. Ludziom, z którymi próbujesz rozmawiać,
    łatwiej zarzucić Polakom kłamstwo, niż przyznać, że Niemcy niekiedy się mylą.

    --
    Pozdrawiam

    Bolek
  • rita100 26.06.07, 22:52
    bolek5 napisał:

    > Witam!
    >
    > Bartoszcze, sorki, ale tracisz czas. Ludziom, z którymi próbujesz rozmawiać,
    > łatwiej zarzucić Polakom kłamstwo, niż przyznać, że Niemcy niekiedy się mylą.
    >


    Mimo wszystko trzeba się starać i tłumaczyć jak laikowi. Kiedyś może....
  • bartoszcze 27.06.07, 01:37
    Wiem, Bolku.
    Ale podobnie jak Ty, wciąż jeszcze orzę na ugorze:)
    pozdrowienia dla Ciebie, Żony i Wrocka:)

    --
    "Zachowuję umiarkowany optymizm co do życia po śmierci, ale równocześnie
    permanentnie uzmysławiam sobie rozmiary potencjalnego ryzyka".
    SOS dla lasów tropikalnych
  • bolek5 27.06.07, 11:12
    Witam!

    bartoszcze napisał:

    > Ale podobnie jak Ty (...)

    No faktycznie, zachowałem się jak ten kocioł z przysłowia ;o)) Sorki ;)

    --
    Również pozdrawiam

    Bolek
  • bartoszcze 28.06.07, 15:33
    Oj, doprawdy:)

    --
    Poniedziałek to jeden z siedmiu najpiękniejszych dni tygodnia.
    SOS dla lasów tropikalnych

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka