Dodaj do ulubionych

I co ja mam zrobić?

07.10.05, 10:52
Cześć, może mi ktoś coś mądrego doradzi.

Związek w którym tkwię trwa już 7 lat. Na początku było spontanicznie,
fajnie, a potem nagle okazało się, że zaczynamy się powoli rozmijać.
zasadniczo czasu dla siebie mieliśmy jakoś mniej. Trzy lata temu kupiłem
mieszkanie do którego wprowadziliśmy się będąc wolnym związkiem. Ja od
początku chciałem założyć rodzinę, mieć dzieci i wszelkie takie sprawy - 27
wiosen już mam no i czuję z każdą chwilą coraz większą potrzebę zostania
tatusiem i wszystkiego co się z tym wiąże. Problem w tym, że o ile z czasem u
mnie takie potrzeby narastały, o tyle u Niej - malały. Po pójściu do pracy
wszystko poza pracą zeszło na drugi plan - kariera, kariera i jeszcze raz
kariera. No a przy tym też kasa - to się stało okropnie ważne. Rok temu
dostała dobrą propozycję pracy we Francji. Umówiliśmy się, że ją przyjmie i
pojedzie, ale na nie więcej niż rok. Rok mija, a ja włąśnie u niej niedawno
byłęm. No i dowiedziałem się, że zaczęło Jej się naprawdę podobać, że rozważa
czy tam dłużej nie zostać. ZERO pytania co ja o tym myślę... No i potem
zaczęł się rozmowa, z której wynikało mniej więcej tyle, że Ona nie czuje się
szczęśliwa, że ma wątpliwości i gdyby teraz miała się np. ze mną "mężyć" to
nie byłaby przekonana... Na moje konkretne pytanie "zatem co?" w zasadzie
dostałem odpowiedź z któej wynikło, że może ja sobie w tej Polsce a ona w tej
Francji jakoś zaczniemy żyć osobno. Wróciłem. No i kolejny tydzień, a nawet
już prawie dwa, dostaję SMSy, telefony i maile takie jakby nigdy nic.
Wreszcie zadałem konkretne pytanie o co chodzi, dowiedziawszy się, że Ona
planuje przyjechać do Polski żeby pogadać. No więc zmieniła zdanie i chce
rozmawiać o problemach w naszym związku. W jakimś tam kolejnym, nie wiem
któym, mailu zaproponowałem żebyśmy może wyjaśnili sobie co dla nas jest
problemem i jak widzimy swoją przysżłość - może coś się da w tych kwestiach
ustalić. Może jestem niedobry, ale dla mnie podstawową kwestią jest to, że
związek nie polega na współegzystencji w odległości kilku tysięcy kilometrów
od siebie i jest przynajmniej o milimetr ważniejszy od kariery zawodowej. A
ona - po długich wyciąganiach - że nie chce teraz stamtąd wracać jeszcze, bo
dopiero zaczęło jej iść, zaczyna coś w tej cholernej pracy osiągać...

No i nie wiem co mam zrobić. Czuję się trochę oszukany - od ZAWSZE mówiłe, że
ja z Polski nigdy nie planuję wyjechać, Ona wiedziała o tym od początku.
Nadarzyła się okazja takiej pracy - ustaliliśmy (choć nie byłem z tym
szczęśliwy), że rok. A tu nagle się okazauje, że może dłużej... a jaką ja mam
gwarancję, że potem się nie okaże, że jeszcze dłużej? I tak mi to życie
ucieknie, a boję się, że nawet jak Ona wróci, to materiał z niej na żonę i
matkę może być oporny, bo kariera jest dla Niej numer jeden. Ja nie chcę żony
kucharki czy rozpłodowej krowy, jak to niektórzy określają, ale trudno mi
sobie wyobrazić nie mieć normalnej rodziny i jakoś nie pojmuję jak to jest,
że prawie nigdy Jej nie zdarzy się np. zrobić z własnej woli obiadu czy
sprzątnąć, bo jest wiecznie zmęczona. Ja rozumiem, ale jak się siedzi po
kilkanaście godzin w pracy to się z definicji jest zmęczonym... Wakacje - tak
samo: większa aktywność = opór materii ("nie chcę zmęczona wracać z
wakacji"). Czy takie coś można jakoś zwalczyć? Bo nie jest dla mnei problemem
zrobić samemu obiad czy nawet iść na miasto coś zjeść - żaden kłopot. Ale
chodzi o sam fakt, a nie o cholernego kotleta!

No to doradźcie mi proszę: co ja mam zorbić? Powiedzieć "nie dziękuję"?
Namawiać do powrotu? Poszukać kogoś innego? A jeśli kogoś innego, to czy
istnieją na tym świecie jeszcze kobiety, które są w wieku zbliżonym (jakieś
do 28), gdzieś tam pracują, ale praca nie jest dla nich (tak jak i dla mnie)
fetyszem, są inteligentne, czasu nie spędzają tylko na gniciu przed
telewizorem, a wakacji tylko na leżeniu na plaży albo piciu kolejnej kawki, a
do tego jeszcze są wolne i niebrzydkie (=nie koniecznie bardzo piękne, ale
nie pozostające w samotności tylko z uwagi na swoją fizyczność?). Czy też
może już wszystkie kobiety w tym wieku, które są jakoś wykształcone i jakoś
wyglądają (przepraszam, nie chcę nikogo urazić, ale jakoś nie sklada mi się
ładniej) nie widzą świata poza pracą?

Pozdrawiam wszystkich wątpiących (i niewątpiących też),
toytoyek
Edytor zaawansowany
  • pistolett 07.10.05, 11:01
    Kto z gory we wszystko wierzy,ten sie zazwyczaj dopiero z dołu o wszystkim
    przekonuje.....Jeśli czas jest lekarstwem na wszystko ,to trzeba je brac
    systematycznie......poczekasz zobaczysz nie panikuj daj sobie czas na
    przemyslenie za i przeciw.
  • fankaksiegowego 07.10.05, 11:02
    SĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄ !!!!!!!!!!!!!!

    NA PRZYKŁAD JA, ALE TY CHYBA JESTEŚ W GŁĘBI DUSZY BARDZIEJ KOBIETĄ... A ONE
    MNIE NIE POCIAGAJĄ....

    SORY, ALE CZYTAJĄC TWOJEGO POSTA, MIAŁAM WRAŻENIE, CHOĆ BARDZO MI SIĘ PODOBAŁ,
    ŻE NAPISAŁA GO KOBIETKA !!!

    BEZ URAZY, MOŻE TO WINA OBECNYCH CZASÓW.....
  • tapatik 29.11.05, 09:24
    Czy jeśli facet jest wrażliwy to jest kobietą?
  • bestyika 07.10.05, 11:08
    kachasz ją?
  • toytoyek 07.10.05, 13:04
    Hmmm...

    Co do tego, że w głębi duszy jestem kobietą to może tak: jeśli to, że chce się
    założyć rodzinę i fakt, że robienie kasy nie jest najważniejsze określa płeć
    jednostki to pewnie jestem kobietą. Jeśli natomiast decydują o tym inne cechy,
    jak choćby konstrukcja anatomiczna, to pewnie nie jestem. Tak mi się
    przynajmniej wydaje - profilaktycznie właśnie sprawdziłem organoleptycznie, że
    tak powiem. Hm, nie jestem. Jeśli jednak jestem to z pewnością lesbijką, z
    uwagi na zainteresowanie płcią żeńską (przeciwną?) nie zaś męską, z którą
    chętnie konsumuję różne rzeczy, ale nie związki. Ale frapuje mnie co dokładnie
    jest powodem domniemań w tej akurat kwestii?

    A co do tego czy kocham... No i w tym problem, że się zaczałem zastanawiać w
    jakim stopniu to miłość, a w jakim przywiązanie po tylu latach związku. I nie
    bardzo wiem po czym to poznać, bo takich doświadczeń jeszcze nie miałEM (z
    podkreślnikiem na EM, nie AM - chyba...)
  • toytoyek 07.10.05, 13:09
    Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że w
    głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
    większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic to -
    jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.
  • kassiasty 07.10.05, 13:14
    toytoyek napisał:

    > Ha, właśnie przeczytałem jeszcze raz mojego posta (tego z którego wynika, że
    w
    > głębi duszy jestem kobietą) i pokrzepiony spożytym właśnie piwem w ilości
    > większej od 1 stwierdzam, że faktycznie jakiś niemęski wyszedł. No ale nic
    to -
    >
    > jaki wyszedł, taki wyszedł. Chyba dość wiernie opisuje problem.

    Znam ten problem z moja byla. Jej tez spodobal sie "Zachod"
    A ja nie chcialem wyjezdzac. I rozstalismy sie.
    Potem ja "dojrzalem " do wyjazdu, dostalem dobra propozycje i zostalem...
    A ona wyszla za pierwszego lepszego, potem sie rozwiodla i obgryza paznokcie...
    po powrocie do kraju.
    Cos mi sie wydaje, ze i dla tej Twojej, zycie na Zachodzie wazniejsze jest,
    niz Ty.

    Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
    jesli kraju opuscic nie chcesz.
  • toytoyek 07.10.05, 13:22
    > Ale jesli ja bardzo kochasz, to nie masz wyjscia, jedz do niej, lub zostaw,
    > jesli kraju opuscic nie chcesz.

    Oj nie chcę. Ale nawet nie w tym rzecz. Cechy męskie (tak tak,
    fanko_księgowego) objawiają się u mnie daleko posuniętą upartością w pewnych
    kwestiach. I bardzo uparcie nie chcę z Polski wyjechać, dopóki prezydentem nie
    zostanie Lepper, bo to już by było za wiele. Do tego czasu nie chcę, bo: 1) tu
    mam niezłą pracę, tam pewnie zająłbym się serwowaniem frytek albo czymś tego
    typu - pomimo wyższego wykszałcenia i biegłej znajomości języków takich jak ja
    to akurat tam nie potrzebują, ja ich zresztą też nie, 2) tu mam znajomych,
    rodzinę, wszystko co mnie wiąże, poza kobietą oczywiście, 3) nie wiem czy mogę
    być pewien, że jeśli wszystko tu zostawię i tam pojadę niemałym naprawdę
    kosztem (w sensie i finansowym i ogólnym) to wszystko się ustawi jak powinno -
    ot choćby tak jak w Twoim przykładzie... A problem w tym, że o ile przy jej
    zawodzie pracę znajdzie prawie wszędzie bez wielkich problemów (jeśli tylko
    barierą nie będzie język), o tyle w moim przypadku podstawą są kontakty, które
    niestety traci się wyjeżdżając gdzieś na dłużej...

    No właśnie, pytanie czy bardzo kocham - jeśli nie mogę odpowiedzieć twierdząco
    z pełnym przekonaniem to znaczy że nie?
  • kassiasty 07.10.05, 13:35
    Ja zostalem "na Zachodzie", tylko dlatego, ze moge tu pracowac w zawodzie
    i zrobilem tu rzeczy, ktorych w kraju nie bylbym w stanie.
    Inaczej, tez w trymiga wracalbym do kraju.
    Wiec i Tobie odradzam taki wyjazd, by zaczynac od sprzedawania frytek.
    Szkoda tracic to, co masz w kraju. Zapewniam Cie - nie oplaca sie.


    Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
    to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz sie
    zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.

    Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".
  • toytoyek 07.10.05, 13:47
    > Inna psrawa, to ta Twoja kobieta. Gdyby bardzo Cie kochala i potrzebowala,
    > to przeciez powiedziala by: przyjezdzaj, ja bede pracowac, a Ty doszkolisz
    sie
    > zawodowo i jezykowo i po 2-3 latach zaczniesz szukac pracy na poziomie.
    >
    > Mam przeczucie, ze nie jestes dla niej tym "naj".

    Kurde, też się nad tym zastanawiam i odnoszę wrażenie, że tak właśnie jest.

    A tak już zupełnie na marginesie: utrzymać to pewnie ona by mogła i siebie i
    mnie i jeszcze z pól rodziny za tyle co tam tłucze (a co ja zasadniczo olewam),
    aczkolwiek językowo to ja się nie mam co doszkalać (znam chyba wystarczająco),
    a zawodowo - chyba po prostu nie chcę. Jestem chyba nie najgorszy w tym co
    robię tutaj. Ona kiedyś mnie próbowała namówić żebym tam pojechał na stałe, a
    przynajmniej na dłużej. Tyle że jak się kończy najpierw kilka lat studiów, a
    potem przez kilka lat pracuje w danym zawodzie i wyrabia nazwisko i układy
    (taka praca...) to czy po to, żeby pojechać gdzieś na Zachód i zaczynać od
    zera? Jasne, że można na to patrzeć tak, że to ja jestem nie fair, bo chcę
    ograniczyć Jej możliwości rozwoju. Ale można też patrzeć dokładnie w druga
    stronę. Ja tam się starałem - nie powiedziałem "tu albo wcale" tylko - za
    obopólną zgodą - ustaliliśmy: rok. No i rok mija...

    Może to i brzmi jak marudzenie baby, ale faceci miewają te same problemy, tyle
    tylko że rzadziej o nich mówią.

    Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?
  • kassiasty 07.10.05, 13:57
    toytoyek napisał:

    Kassiasty, a znalazłeś tam kogoś na Zachodzie? Czy żyjesz pracą?

    Od poczatku pracuje w zawodzie, ale wiem, ze jestem raczej wyjatkiem wsrod
    Polakow tutaj.

    Opisuje Ci ten problem, bo znam fascynacje kobiet "Zachodem"
    (tu sie zyje duzo w wygodniej, co zwlaszcza dla kobiet jest wazne).
    Zarowno tamta kobieta, jak i moja obecna zona sa zafascynowane Zachodem.
    Kilka lat temu mialem znowu dobra propozycje pracy, tylko tym razem w "druga
    strone" w Polsce. Zona stanowczo odmowila powrotu do kraju, sugerujac ,ze moge
    jechac sam. Dla dobra rodziny zostalem tu wiec. Ale dlatego Cie ostrzegam.
    jezeli ta kobieta nie jest Twoim zyciowym przeznaczeniem, to szkoda zostawiac
    to wszystko, co sobie zbudowales w Polsce.

    Ale jasne , z pewne sprawy musza dojrzec, zwlaszcza tak skomplikowane.
    Nie namawiam do podejmowania pochopnych decyzji.
  • robaczek1806 04.11.05, 21:25
    ja moze jestem młoda(17)ale dla mnie już rodzina jest wazna i nie wyobrażam
    sobie zycia bez dzieci. I mnie sie wydaję ze powinieneś sprawę postawić wprost.
    Bo nawet jesli ona wybierze kariera to jest wiele kobiet ktorym zalezy nie
    tylko na pracy. Życze pomyslnego wyjasnienia sparawy. pozdrawiam
  • fankaksiegowego 07.10.05, 14:02
    co do Twojej płci - po prostu odniosłam wrażenie, że to jakby domena kobiet
    (przynajmniej do niedawna) chcieć męża, dzieci, rodziny a nie kariery, a Twój
    post to tak, jakby łkanie kolejnej panienki, że jej facet jest pracoholikiem,
    choć u Was zdaje się trochę odwrócone role...

    bez urazy, pozdrawiam i życzę powodzenia
  • Gość: Ania IP: 62.233.201.* 10.10.05, 13:11
    Wiesz, ja mam podobne odczucia do Twoich - tyle tylko, że ja jestem kobietą i w
    moim przypadku to Jemu nie bardzo się spieszy ....
    I tak naprawdę to już nie bardzo mi się chce na Niego czekać - ilez można ?
  • analityczka 07.10.05, 13:48
    Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od życia?
    Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
    Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
    mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 13:51
    > Zrób sobie listę: wszystko to co Was łączy,co dzieli,czego pragniecie od
    życia?
    > Potem ją poczytaj-i odpowiesz sobie na pytanie czy warto wbijać się w lata.
    > Nie jest łatwo-i wiem co mówię z własnego doświadczenia tyle że u mnie to mój
    > mężczyzna zaplanował mi życie tylko zapomniał mnie zapytać co o tym sądzę.
    >
    I jak: jesteś z nim?

    A co do listy to kiedyś tam, 7 lat temu, zrobiłem sobie taką właśnie listę z
    moją byłą. I jak już ją zrobiłem to podarłem i wywaliłem do kosza, bo
    stwierdziłem, że skoro robię już taką listę, to znaczy że coś jest bardzo nie
    teges i chyba trzeba sobie dać spokój. No i tak się stało.
  • analityczka 07.10.05, 13:55
    Oczywiście że nie jestem. Nie można być z kimś komu nigdy już nie zaufam-poza
    tym więcej było tych różnic niż wspólnych cech: pojęcie
    pracy,materializm,jednostronne podejmowanie decyzji-no właściwie podobniej jak
    u Ciebie tyle że mój "ex"był pracoholikiem w Polsce.

    No więc sam widzisz-trzeba było się zastanowić już 7 lat tamu,teraz był byś
    (prawdopodobnie)szczęśliwym człowiekiem...


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 14:29
    A, jeśli mogę spytać, po ilu latach (?) związku do tego doszło, ile miałaś
    wtedy lat i co było dalej (z Tobą, nie z nim oczywiście)?

    A co do zastanawiania 7 lat temu - człowiek młody to i nie myśli, zwłaszcza
    studencik...
  • analityczka 07.10.05, 14:45
    Związek trwał tylko jakiś rok tyle że były daleko posunięte plany związania się
    na stałe.Rzecz miała miejsce całkiem niedawno więc ...mam nadal 23
    lata.Pozbierałam się i żyję dalej-bliscy tacy jak rodzina i przyjeciele pomogli
    i jakoś jest...Daleko mi do prób samobójczych i przestałam nagminnie o tym
    myśleć więc można uznać że silna ze mnie osoba i odchodzi w niepamięć(od maja
    do października to nie tak wiele czasu).

    Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...



    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 14:50
    >
    > Teraz tylko zastanawiam się czy warto obdarzać zaufaniem bezgranicznie...
    >
    NO PEWNIE ŻE WARTO! Niezależnie od wszystkiego. No bo inaczej to co - z
    rozsądku się hajtać??? Albo w ogóle związku nie zakładać żadnego? Albo
    intercyzy spisywać i inne takie?

    Oj, musiał Ci zaleźć za skórę ostro ten facet. Ale nie on jeden na świecie, no
    nie? A plus całej sytuacji polega na tym, że już wiesz że to nie on, a to
    całkiem sporo jak na mój gust.
  • analityczka 07.10.05, 15:05
    Nie wiem czy z rozsądku-do tej pory wydawało mi się że z miłości(powinno).
    No chyba że zostanę 40-letnią panną to wtedy zdecydowanie z rozsądku:)

    A tak na marginesie to nie uważam intercyzy czy ustroju rodzielności majątkowej
    za nic złego-no ale to już temat na dłuższy "wywód"

    Cały czas sobie powtarzam że tego kwiatu jest poł światu,ale jakoś kiepsko
    przemawia to do zranionej duszy.
    Jasne że za jakiś czas(prędzej czy później) trafi się jakiś miły "klin" i
    zapomnę całkiem.
    Wiem już napewno że on to nie on-i nigdy o tym nie zapomnę:)

    A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak najlepiej
    to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
    duży plus...:)


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 15:14
    > A nie wiem czy zauważyłeś ale z roli pośrednio ofiary(wybacz ale tak
    najlepiej
    > to nazwać) tego forum stałeś się pocieszycielem-optymistą dla mnie.A to już
    > duży plus...:)
    >
    Heh, dzięki:-) Bo ja taka straszna ofiara to chyba aż nie jestem - ja chyba
    taki typowy facet w miarę jestem, którego targają czasem wątpliwości i wtedy
    jest jak ostatnia ofiara. Tylko typowy facet rzadko się z nimi ujawnia, no a ja
    się właśnie ujawniłem. No przynajmniej tak sobie wmawiam.
    No i fajnie, bo przynajmniej usłyszałem coś mądrego na temat (a nie "zrób se
    skok w bok to Ci pomoże" - cytat z kumpla, nota bene wykształcenie wyższe,
    nauczyciel), a przy okazji dowiedziałem się że jestem kobietą.

    Ale że warto zaufać bezgranicznie to nie mam wątpliwości. No bezgraniczie to
    może na razie trudno po jakimś apodyktycznym typie, ale po "klinie" jak mówisz
    na pewno trafi się jakiś mnieja apodyktyczny i Ci przejdzie - jak moja ex
    chciała napuścić na mnie swojego kolegę żeby mi dał w szczękę (tak tak - to ja
    przerwałem ten związek i miała mnie spotkać kara) to też jakoś tak zwątpiłem w
    potencjał płci przeciwnej, ale potem przeszło.
  • analityczka 07.10.05, 15:19
    A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
    ale to tak na zapas) to plus u faceta?
    Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)
    Przecież związek dwojga ludzi to układ czysto partnerski-więc zrozumienie to
    podstawa(i nie mówię tu o zrozumieniu wykrętu"boli mnie główa")
    A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
    nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 15:26
    > A nie wiesz że posiadanie cech kobiecych(nie podejrzewam Cię z zniewieścienie
    > ale to tak na zapas) to plus u faceta?
    > Bo bo w końcu kto tak dobrze zrozumie kobietę jak nie druga kobieta?...:)

    No to fakt, oczywiście zakłądając niezmężnienie dzisiejszych kobiet, co może
    być pewnym ogranicznikiem. Bo przy zmężnieniu wracamy do punktu wyjścia.

    > A typków którzy prezentują typowo męskie cechy(tylko i wyłącznie)
    > nazywamy ...macho(osobiście uważam że ten typ trąci tandetą):)
    >
    Przykład Bogusia Lindy jako ideału mężczyzny z Psów i dalszych, jakże świetnych
    i wiekopomnych dzieł światowej kinematografii, pokazuje, że nie wszyscy
    (wszystkie) tak uważają...
  • analityczka 07.10.05, 15:33
    Generalizowałam a nie powinnam-przepraszam.
    Ale wiesz co...Boguś L. może i był w 100% facetem ale żeby tak jeszcze "mięsem
    nie sypał"hehe

    No właśnie...zmężnienie kobiet-a może ta Twoje kobietka poprostu
    przejęła "pałeczkę" i chciała wieść prym w domu? No wiesz...ona
    zarabia,utrzymuje... Znałam takie pary-urodziła mu dziecko bo marudził,ale to
    on był na wychowawczym,bo musiała wrocić do pracy...

    Ja niby jestem stereotypowa(w kwestii tego kto zarabia na dom a kto siedzi na
    wychowawczym)ale zrobienia z siebie kury domowej jak widać nie zniosłam.
    Uważam że zawsze można wypośrodkować-kobieta powinna pracować co nie znaczy że
    rodzina cierpi na tym!



    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 15:49
    wiesz, co do pałeczki - no raczej finansowo to chyba nie bardzo tak bylo żeby
    ona pałeczkę przejęła. Organizacyjnie - jak ja nie będę pamiętał o popłaceniu
    rachunków czy dokupieniu popsutej żarówki to będziemy siedzieć w ciemności
    (żarówki padną, prąd wyłączą). A prymu to ona chyba w domu wieść nie chciała-
    po prostu rozchodziło się o karierę zawodową i zaspokojanie własnych ambicji -
    rzecz w tym, że chyba tylko własnych...

    A w kwestii kury domowej to osobiście takiej nie szukam - gosposię można
    przecież zatrudnić jak się ma za mało czasu i za dużo kasy. Bardziej niż o
    robienie obiadków chodzi o samo zaangażowanie w istnienie jakiegoś domu. Myślę,
    że sam gotuję całkiem nieźle (jak na standard męski przynajmniej:-)) i z głodu
    nie umrę, nie jestem też zainteresowany by moja miłość naprzemiennie gotowała,
    prała i oglądała meksykańskie seriale, w przerwach karmiąc dzieciaka. Jasne że
    jakiś złoty środek. Zresztą w pracy widzę sporo koleżanek, które mają normalne,
    fajne rodziny (a czasem i gromadkę dzieci, choć nie wszytskie), a kariery robią
    też, tyle że nie po trupach i nie od razu, pewnie podobnie jak i ich faceci.

    Czy siedzenie codziennie po kilkanaście godzin w pracy (nie wspomnę już że na
    drugim końcu Europy) jest złotym środkiem?
  • analityczka 07.10.05, 16:02
    Zdecydowanie nie.

    Skoro duża ilość ludzi potrafi połączyć zaspokajanie ambicji a życiem rodzinnym
    to chcąc można to zrobić.No ale trzeba chcieć...inaczej klapa.
    Mój serdeczny przyjaciel miał podobnie-kobieta wyjechała do Francji,miała być
    rok-była 3-rozstali się bo miał dość po czym wróciła bo coś tam się nie udało i
    miało byc już "cacy"-razem itd itp.Efekt?Drugi rok jest w Polsce i nadal nie są
    razem bo teraz dla odmiany musi znaleźć pracę tutaj i nie może
    mieć "obciążenia" bo nie znajdzie...

    Reasumując:no nie zazdroszczę Ci sytuacji w której jesteś. Ja przyjemniej
    pozbyłam się złudzeń i nie tkwię w zawieszeniu.

    A póki co weekend się zbliża więc niedługo trzeba będzie zebrać się z pracy
    (zdrowe podejście-8 godzin i nie więcej)i udać odpocząć:)
    Mam niesamowitą ochotę na piwo od dwóch dni... no coś jak zachcianka kobiety w
    stanie błogosławionym:)

    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 16:19
    Eeee tam - w stanie błogosławionym to byś kiszonego ogórka albo śledzia
    pożądała najchętniej a nie piwo.

    A z Wawy jesteś? To jak kiedyś będziesz miała znów wielką ochotę na piwo to daj
    znać:-)

    Tia, weekend za pasem - wreszcie:-) Wszystkim o zdrowym podejściu życzę miłego
    weekenda.
  • analityczka 07.10.05, 16:30
    Dziękuje za zaproszenie ale niestety jestem z Łodzi więc w Warszawie bywam
    raczej gościem.

    J

    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • analityczka 07.10.05, 16:31
    Oj coś się poprzedni post nie udał.:)

    Chciałam tylko dodać że również życzę wszystkim miłego weekendu i do...
    zobaczenia na tym forum:)

    Pozdrawiam
    A.


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 16:32
    No to wpadnij kiedyś do Wwy na piwo:-)
  • analityczka 07.10.05, 16:37
    Napewno kiedyś wpadnę(i nie tylko na piwo;))


    pa
    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 07.10.05, 15:08
    No i drzewiasta struktura mnie zgubiła - nie zauważyłem, że w międzyczasie
    pojawiły się odpowiedzi na poprzednie posty i bynajmniej nie wyświetlają się na
    samym końcu...

    Kassiasty, to jak tak sobie czytam Twoje posty to stwierdzam, że chyba jakiś
    bardzo szczęśliwy nie jesteś - tak to przynajmniej brzmi. Coś ten wyjazd na
    Zachód to nie bardzo ludziom służy. Wyjechać nie wyjadę, na pewno:-)

    A co do cech kobiecych i męskich, czyli wypowiedzi fankiksięgowego. Ja bardzo
    sznuję poglądy innych ludzi, ale stwierdzenia, że "mąż jest pracoholikiem" nie
    uważam bynajmniej za domenę panienek. A CO TU MA PŁEĆ DO RZECZY? To jak facet
    jest pracoholikiem to kobieta może na nieo narzekać i jest OK, natomiast jak
    facet się wkurza, że jego kobieta ma ten problem (sorry, dla mnie to jest
    problem i to nie tylko "współmałżonka", ale i samego nieszczęśnka) to ma cechy
    kobiece? Toż to jakieś nienormalne chyba. Ja nic na to nie poradzę, że to nie
    faceci niewieścieją tylko kobiety "mężnieją" - tak przynajmniej ja to widzę. I
    oczywiście może być tak, że w głębi duszy jestem kobietą, ale raczej fakt, że
    wnerwia mnie pęd do kariery włącznie z odwiedzaniem biura w niedzielę (i to
    wcale nie z przymusu) o tym chyba nie świadczy. Dodam profilaktycznie, że o
    owych wizytach wiem z opowiadań telefonicznych - podczas pobytu w Polsce tego
    nie było, a piszę o tym żeby uniknąć dywagacji o posiadaniu kochanka czy innego
    tam kolesia: podejrzewam, że nie posiada, a jeśli nawet to z pobytem w biurze
    to nie ma nic wspólnego.

    No i jeśli to tylko o to chodzi w temacie "kobiecości" mojego posta to ja wolę
    być w głębi duszy kobietą niż pracoholikiem płci męskiej - zwłaszcza, że znam
    parę przypadków kobiet-pracoholiczek i ich życie wygląda w każdym przypadku tak
    samo: raczej niefajnie. Tylko one często to kumają dopiero jak już mają dość
    sporo lat, a wtedy owa niefajność jest jeszcze większa - tak mi się
    przynajmniej wydaje jak je obserwuję...

    To ja inaczej sforumłuję pytanie: czy istnieją jeszcze kobiety spełniające opis
    z pierwszego posta i nieuważające opisanych tu poglądów za
    niemęskie/nienormalne?

    Aha, gdyby coś: nie chodzi o szukanie żony. Tak pytam dla zaspokojenia
    ciekawości, więc będę wdzięczny za odpowiedzi w wymienionej kwestii zwłaszcza.



    (No chyba, że jakaś żona chce mnie bardzo znaleźć:-))))
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:09
    Toytoyek, nie uważam, że Twój post brzmiał niemęsko i że w głębi duszy jesteś
    kobietą. Nie odważyłabym się tak pochopnie oceniać człowieka po jednym liście
    na forum. NIezależnie od płci każdy ma jakieś marzenia/ wyobrażenia o związku
    dwojga kochających się ludzi. Jedni chcą małżeństwa, inni wolą wolny związek,
    jedni chcą dzieci, inni nie, itd., itp.

    Z moich obserwacji, a także z autopsji wynika, że nasze poglądy zmieniają z
    czasem - zwłaszcza te dotyczące rodziny. Ja na przykład, będąc bardzo zakochaną
    kobietą, pod koniec studiów wyszłam za mąż i oczywiście myślałam, ze kiedyś
    będziemy mieć dzieci, ale od początku stawiałam sprawę jasno, że dopiero za
    kilka lat, czyli po trzydziestce. Ówczesny mąż niby mi przytakiwał i rozumiał,
    że zaczynam pracę, na której mi zależy, ale tak naprawdę miał inny schemat
    naszego małżeństwa w głowie - od razu chciał dziecka i właściwie to zaczął
    spoglądać zazdrosnym okiem na moją rozwijającą się karierę. I cóż...rozstaliśy
    się, na szczęście w zgodzie. Nasze priorytety zasadniczo się rozmijały.

    A wracając do Ciebie, to wydaje mi się, że Wasz związek nie ma sznas na
    przetrwanie. Już od roku jesteście daleko od siebie i to nie tylko w sensie
    odległości na mapie. Wiem, że nie jest łatwo i lekko "odpuścić" tych 7 lat, ale
    zastanówcie się, czy to naprawdę ma sens. W moim odczucie macie zupełnie inne
    oczekiwania.
    Czasem tak już jest, że w naszym życiu pojawiają się pewne osoby i odchodzą
    (nie mówię tu o śmierci) i w danym momencie naszego życia mieliście wspólny
    cel, poglądy, priorytety. A teraz jesteście na, nazwijmy to, innych poziomach
    energetycznych.

    P.S.
    Dla jasności dodam, że nie pisze tego karierowiczka, tylko kobieta, która
    osiągnęła sukces zawodowy i teraz ma wspaniałego męża i dziecko, i myślimy o
    powiększeniu rodziny:-).
    Lepiej coś przeżyć i wyciągnąć wnioski niż tkwić w związku, który nie zadowala
    obu stron.
  • toytoyek 07.10.05, 16:25
    No to jedyna różnica między mną a Twoim byłym mężem polega na tym, że ja tam
    nigdy na nic nie przytakiwałem i od zawsze mówiłem jakie mam poglądy w temacie
    rodzina, dzieci itd. No i metoda kompromisów te kilka lat temu ustaliliśmy, że
    dzieci owszem nie od razu po studiach tylko kiedyś tam - po kilku latach. No i
    ten okres właśnie niedługo mija... No i może nie chodzi o straszną upierdliwość
    z mojej strony na zasadzie 2 lata = 2 lata, a nie 2 lata i 1 miesiąc, ale to
    jakoś tak się w ogóle nie zanosi na zmianę poglądów w tej sprawie z Jej strony
    w najbliższym czasie.

    Eh, dobrze Ci - kobieta sukcesu ze szczęśliwą rodziną. a jeszcze lepiej Twojemu
    mężowi, bo zdaje się że o ile kobieta rodzinna jest gatunkiem ginącym, o tyle
    kobieta rodzinna i do tego jeszcze z sukcesami zawodowymi - to prawie jak
    mamut. Albo może ja jakieś takie dziwne osoby naokoło spotykam...
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 07.10.05, 16:44
    Eeeee tam zaraz mamut;))))
    A tak poważnie, to jest nas całkiem sporo. Tylko widzisz, panuje jakaś taka
    nagonka na kobiety, które odnoszą sukces zawodowy, to znaczy ludzie upraszczają
    sukces(kariera)=zimna lala, kóra nie chce mieć rodziny i myśli tylko o kasie.
    I niektóre z nas po prostu się do tego nie przyznają, ot co. Owszem, muszę
    przyznać,że czasem trudno jest pogodzić sukces zawodowy z udanym życiem
    rodzinnym, ale trzeba znaleźć złoty środek - indywidualny dla każdej pary.

    Wiesz, niejedna babka chciałaby takiego mężczyzny jak Ty, bo ja z kolei
    spotykam w pracy (a pracuję w ogromnej firmie, większość pracowników przed
    trzydziestką) samych "chłopców" około trzydziestki, którym do głowy nie
    przychodzi żeniaczka i dzieci, a moje fantastyczne, mądre i ładne koleżanki są
    singlami...Smutne jest to, że niby mieszkamy w dużym mieście pełnym ludzi,
    którzy marzą o miłości, ale oni jakimś dziwnym trafem nie mogą na siebie trafić
    tylko się mijają...
  • toytoyek 07.10.05, 20:15
    Dodajesz mi wiary w ludzi, żona_i_mama! A tak ściślej to wiary w kobiety.
    Wiesz, ja naprawdę nie mam nic naprzeciwko karierze zawodowej, tylko - jak sama
    napisałaś - złoty środek... Rzecz w tym, że jakoś tak nie widzę za bardzo
    tych "złotośrodkowych". Albo kariera na całego (domena kobiet inteligentnych),
    albo w drugą stronę - kury domowe nadające się tylko do prania, sprzątania itp.
    A kobieta odnosząca sukces zawodowy wcale nie koniecznie oznacza zimną lalę
    moim zdaniem. Szczerze mówiąc trudno mi sobie wyobrazić związanie się z kobietą
    niepracującą w ogóle, nie wspomnę o takiej, hm, inteligentnej inaczej. I tu
    zaczyna się problem, bo takich rodzinnych+inteligentnych+pracujących ale nie do
    przesady (=nie kur domowych ani nie dziewczynek tatusia)+wyglądających
    niezniechęcająco+wolnych+w wieku odpowiednim (=od jakichś 24 do jakichś 28)
    +normalnych (=nadających się do wypicia piwa, pojechania w góry, pójścia na
    przyjęcie do cioci, na spotkanie ze znajomymi, na kulturny wieczór,pogadania na
    każdy temat, powylegiwania się w łózku, poskakania po tapczanie bez wyraźnego
    powodu, pojechania czasem autobusem nocnym a nie koniecznie taksówką i ogólnie,
    no wiadomo) to za bardzo nie widzę. Może źle patrzę? Fakt faktem, że do tej
    pory nie patrzyłem, wierząc w świetlaną przyszłość mojego związku. Ale,
    choroba, jakoś zaczyna to nie wyglądać najlepiej...

    Co to za firma gdzie pracujesz - może się przejdę? :-)
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 10.10.05, 10:42
    Witam w poniedziałek:)
    Gdzie pracuję nie zdradzę;), a mówiąc serio sam przyznałeś, że do tej pory się
    nie rozglądałeś, bo jesteś w związku. Jeśli jednak dojdzie do rozstania, to po
    jakimś czasie pewnie zaczniesz się rozglądać i spotkasz normalną kobietę.
    Ale jest jednen warunek (moim zdaniem): trzeba mieć głowę i serce otwarte. Co
    mam na myśli? Otóż, czasami ludzie poszukujący swej połówki za bardzo
    koncentrują się na spotkaniu swojego wymarzonego ideału i każdą napotkaną osobę
    do takiego "skrojonego na miarę" partnera porównują...niestety nikt do tej
    matrycy nie pasuje.
    Innymi słowy, lubię obserwować innych ludzi i zauważyłam, że osoba poszukują
    zakładają pewne zbyt sztywne ramy "potencjalnego pratnera/partnerki". Na
    przykład nie rozumiem kobiet, które zakładają, że mężczyzna musi być starszy i
    mieć magistra, koniec kropka. A przepraszam, czy troszkę młodszy i z
    licencjatem czymś się różni. Przecież kultura osobista i IQ nie musza być
    potwierdozne żadnymi papierkami.
    Trochą zawile, ale i tak wiesz o co mi chodzi.
  • analityczka 10.10.05, 11:26
    Witaj w poniedziałkowy słoneczny dzień
    W całej rozciągłości popieram to co napisałaś powyżej:)



    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 10.10.05, 13:48
    Witajcie w poniedziałek:-)

    Co do postów - no, ja też się zgadzam. Inna sprawa, że z reguły wprowadzenie w
    czyn nawet najsłuszniejszych założeń bywa trudne, ale pewnie możliwe - fakt
    jest faktem, że się nie rozglądałem jako lojalny i wierny w sumie facet.

    A co do wieku - mam nadzieję, że z tymi kobietami co zawsze chcą żeby facet był
    starszy od nich to nie zawsze tak jest, bo osobiście chyba wolę takie w moim
    wieku albo odrobinę starsze - jak się tak zacząłem zastanawiać teraz to w
    gruncie rzeczy 99% moich znajomych stanowią kobiety starsze ode mnie o 1-3
    lata, a jeśli chodzi o zgodność charakterów to najlepiej rozumieliśmy się chyba
    z moją ex (sprzed 7 lat), która była ode mnie 1,5 roku starsza (tam się pojawił
    nieco inny problem niż zgodność charakteru, ale to inna historia). Tak więc mam
    nadzieję, że to akurat nie będzie jakimś poważnym ogranicznikiem.

    A z innej beczki to uświadomiłem sobie, że w sumie peien problem natury
    praktycznej ze znajdowanem kobiety/faceta w tym wieku jest dość niebanalny, no
    bo gdzie szukać? Większość zajęta, a poza tym wszyscy pracują to i okazji do
    spotykania nowych ludzi jakby mniej, na imprezach zawsze te same twarze...
    Internet? Trochę mnie przerażają serwisy randkowe (przerażają hipotetycznie, bo
    jak wcześniej pisałem wszystko jest dość świeże i nigdy się po nich też nie
    rozglądałem),bo trochę mi to wionie bazarem... Mylę się?
  • analityczka 10.10.05, 13:59
    No więc właśnie.Jak szukać?
    Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
    nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.
    Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
    nie "iskrzy".
    Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w sobotni
    wieczór?Niee..!
    Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
    poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami czy
    Bóg jeden wie co jeszcze(podobno ma być oryginalnie).
    I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.

    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 10.10.05, 14:16
    > No więc właśnie.Jak szukać?
    > Internet banalny-i w większości tych wspomnianych serwisów(choć oczywiście to
    > nie reguła)lepiej chyba sobie dać spokój.

    Hm, chyba właśnie niebanalny - jak dla mnie te serwisy są wręcz zbyt
    niebanalne...

    > Znajomi-no przynajmniej moje otoczenie jest już "zajęte" lub totalnie
    > nie "iskrzy".

    Dokłądnie. Żonaci (zamężne), dzieciate i w ogóle. Zaraz, ale Ty chyba pisałaś,
    że masz 23 lata - to u Was w Łodzi już wszyscy tacy na stałe powiązani w wieku
    lat 23?

    > Imprezy-nie przepadam więc mam zmuszać siebie do biegania po klubach w
    sobotni
    > wieczór?Niee..!

    Znam problem dokładnie. Jakoś bardziej mi pasuje popływać kajakiem albo połazić
    po górach, a jak do knajpy to na piweczko ze znajomymi (patrz poprzedni punkt)

    > Oczywiście większośc powie" to jak siedzisz w dom u to jak chcesz kogoś
    > poznać?"-no i poradzą zapisanie się na jogę,chiński w biznesie,kurs origami

    Heh, albo powiedzą, że miłość można spotkać choćby w autobusie. Co gorsza, sam
    udzielałem do niedawna takich popapranych rad kumplowi

    > I co dalej?Bo ja już nie mam pomysłu.

    Z dogłębnej analizy wynika, że można albo liczyć na szczęście, albo wziąć się
    za ów nieszczęsny internet. Inne koncepcje ktoś ma?
  • iiskierkaa 10.10.05, 14:18
    sprawdz poczte :)
  • toytoyek 10.10.05, 14:32
    > sprawdz poczte :)

    Ty też:-)
  • iiskierkaa 10.10.05, 14:38
    nie mogę sie połaczyc z serwerem :(
  • toytoyek 10.10.05, 14:51
    A teraz? Jeszcze raz puściłem.
  • iiskierkaa 10.10.05, 15:42
    odpisałam :)
  • toytoyek 10.10.05, 16:13
    ja też:-)
  • analityczka 10.10.05, 14:44


    > Dokłądnie. Żonaci (zamężne), dzieciate i w ogóle. Zaraz, ale Ty chyba
    pisałaś,
    > że masz 23 lata - to u Was w Łodzi już wszyscy tacy na stałe powiązani w
    wieku
    > lat 23?
    Małe wyjaśnienie: najczęściej znam osoby starsze od siebie,no i znam zaledwie
    odsetek mieszkańców naszego miasta,no i akurat owa część jest już zajęta.




    > Znam problem dokładnie. Jakoś bardziej mi pasuje popływać kajakiem albo
    połazić po górach, a jak do knajpy to na piweczko ze znajomymi (patrz poprzedni
    punkt)

    No więc właśnie...Jak mam siedzieć z małolatami w śmierdzącej dyskotece wolę
    pojechać gdzieś(nart zimą,jezioro latem) albo spotkać się ze znajomymi w
    nietuzinkowym miejscu(w praktyce: najczęsciej we wlasnym ogrodzie)

    > Heh, albo powiedzą, że miłość można spotkać choćby w autobusie. Co gorsza,
    sam udzielałem do niedawna takich popapranych rad kumplowi

    To ja dziękuje za takie rady:)

    > Z dogłębnej analizy wynika, że można albo liczyć na szczęście, albo wziąć
    się za ów nieszczęsny internet. Inne koncepcje ktoś ma?

    Wstyd się przyznać ale "ex"to wynik znajomości internetowej...


    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 10.10.05, 14:18
    Wyobraźcie sobie, ze ja mojego męża spotkałam w pracy:))) Tak więc nie bardzo
    wiem, jak szukać. Ale jak sięgam pamięcią tych kilka lat wstecz, to naprawdę
    zastanawiałam się, gdzie mozna kogoś fajnego spotkać, bo było z takimi fajnymi
    mężczyznami marnie...
    Dla mnie internet odpada, bo z natury jestem nieufna, więc bałabym się, że ktoś
    po drugiej stronie nie do końca jest szczery - jakoś mam nieodparte wrażenie,
    że ludzie randkujący w internecie kreują się na kogoś innego niż są w
    rzeczywistości. Oczywiście uogólniam, ale w większości przypadków chyba tak
    jest.
    Aha, tak w ogóle to w moim przypadku sprawdziła się zasada, że jak nie szukasz
    to samo się znajdzie:). Wydaje mi się, że osoby poszukujące swojej połówki
    (niezależnie od płci) wysyłają takie dziwne niewerbalne, ale bardzo silne
    sygnały "jestem poszukujący/poszukująca" i to najnormalniej w świecie zraża
    potencjalnych zainteresowanych. A kiedy człowiek sobie odpuści, to zaczyna
    emanowac pozytywną i przyciągającą energią, i nagle spada na nas ten cud
    miłości jak grom z jasnego nieba.

    Poza tym jak się już jest około trzydziectki to większość ludzi jest zajęta
    albo z tak zwanego odzysku. Może więc warto się zastanowić, czy koniecznie to
    musi być panna/kawaler? Ja wiem, że dla niektórych to jest ogormnie ważne (np.
    chcę tylko i wyłącznie ślub kościelny, więc rozwodnik odpada), ale być może
    przez to, że nie daje się szansy komuś naprawdę wartościowemu można przegapić
    tę jedną jedyną...
    Zresztą z odzysku są nie tylko ludzie po rozwodzie, ale też samodzielnie
    wychowujacy dziecko (głównie kobiety). Znam osobiście kilka fantastycznych
    kobiet, które mają kilkuletnie dzieci i niestety niewielu jest chętnych.
    Odstrasza ich dziecko, a szkoda...

    A co Wy sądzicie o tych z odzysku i dawaniu im szansy?
  • toytoyek 10.10.05, 14:48
    No więc o randkach z Internetu ja mogę powiedzieć jedno: mój przyjaciel włąśnie
    w ten sposób poznał niedawno kobietę i jest super szczęśliwy - to raptem kilka
    tygodni, ale zawsze jakiś pozytywny prognostyk dla Niego. Nie wiem, czy ludzie
    się kreują w sieci - Ci co liczą na ochotną panienkę / jurnego chłopca to
    pewnie tak. Ale jeśli szuka się czegoś poważniejszego niż pojedynczy stosunek
    to jaki to ma sens? Ale może ja jakiś dziwny jestem... W każdym razie ponieważ
    nie próbowałem to nie wiem...

    A co do "odzysku"... Wiesz, ja myślę tak, że problem nie polega na samym
    dziecku, bo to nie w tym rzecz - z mojego punktu widzenia młoda wdowa albo
    panna z dzieckiem bez ojca (bez ojca = nie wiadomo kto nim jest i nie będzie
    wiadomo, albo ojciec umarła albo cokolwiek tego typu) to tak jak panna bez
    dziecka. Natomiast po rozwodzie z dzieckiem (albo i bez rozwodu, ale ojciec
    gdzieś istnieje i co gorsza interesuje się nim) to już pewien problem - w
    pewnym stopniu wchodzisz w rodzinę i troszkę skazujesz się na wieczną
    rywalizację z "rodzonym"... I tylko to mogłoby mnie przerażać, a nie dziecko
    samo w sobie. Chociaż pewnie z drugiej strony gdybym się w takiej kobiecie
    naprawdę zakochał to co mi tam jakiś facet...
  • analityczka 10.10.05, 14:49
    Wiesz co...jeśli komuś przeszkadza przeszłość Twoich znajomych to nie jest
    nawet wart ich zainteresowania.
    To co?Te wszystkie wdowy,rozwódki,rozwodnicy,ludzie z dziećmi powinni pozmaykać
    się w klasztorach albo do końca życia siedzieć w domu??
    Uważam że tak samo im się należy szczęście w związku jak ludziom wolnym-tylko
    że stereotypy... A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
    poza nimi...

    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 10.10.05, 15:07
    > A że mają jakąś "przeszłość"?Ona ma to do siebie że jest już
    > poza nimi...
    >
    No właśnie: i tu moim zdaniem dotykamy sedna. Bo jeśli to jest tylko
    przeszłość, to też uważam, że jak to komu przeszkadza to niech idzie precz.
    Gorzej jeśli to też częściowo przyszłość, a wchodząc w związek z kobietą, która
    ma dzieci z innym gościem, zaś ów gość tymi dziećmi się żywotnie interesuje po
    prostu troszkę komplikuje się sobie życie.

    I dlatego też moja teza jest taka, że z tym jest troszkę tak jak z mniej
    atrakcyjnymi kobietami/mężczyznami. Łatwiej poznawać kogoś będąc atrakcyjnym,
    ale to nie znaczy, że jak się atrakcyjnym nie jest to koniec, prawda?
  • analityczka 10.10.05, 15:46
    Święta prawda toytoyku:)

    A tak swoją drogą ciekawa jestem skąd pomysł na ten login?Czyżby siędząc
    w ...?:)
    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 10.10.05, 16:13
    > A tak swoją drogą ciekawa jestem skąd pomysł na ten login?Czyżby siędząc
    > w ...?:)

    Hihi, nie absolutnie. To chyba właśnie z lęku przed... Szczerze mówiąc
    ekologiczny to ja może za bardzo z tym nie jestem, ale wolę na łonie natury niż
    w niebieskiej budce. Staram się wszakże nie zostawiać po sobie zbyt namacalnych
    śladów w różnych lasach i innych tam...
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 12.10.05, 11:32
    Witaj toytoyku, a jak się teraz sprawy mają - jeśli można zapytać?
  • analityczka 12.10.05, 12:39
    Toyek wymieniał korespondencję z jakąś uroczą przedstawicielką płci pięknej i
    ostatnimi czasy zniknął.Być może to efekt własnie owej krespondencji...;)
    --
    Mam "dołek"!-i tej wersji będę się trzymać...
  • toytoyek 12.10.05, 13:19
    Cześć,
    Nie nie, to nie tak - z tą przedstawicielką płci pięknej przesympatyczie się
    gada, ale związku z tego z wielu przyczyn nie będzie:-)

    Ale za to problem się poniekąd rozwiązał - muszę niestety lecieć zaraz do
    pilnej roboty, ale wieczorkiem, tak pewnie koło 19., szczegóły relacji zdam:-)

    Trzymajcie się wszyscy,
    T
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 12.10.05, 14:22
    W takim razie poczytam jutro w pracy, bo po powrocie do domku nie zaglądam do
    internetu - ten czas jest święty - dla rodziny.
  • harriet_makepeace 12.10.05, 13:14
    i to ani źle ani dobrze, ot po prostu zmieniliście się i poszliście w dwóch
    różnych kierunkach. Uważam, że jedynym rozsądnym rozwiązaniem byłoby rozstanie
    się w, na ile to możliwe, przyjacielski sposób. A co będzie dalej to poczekasz
    i zobaczysz.
    Natomiast wcale nie powiedziane czy cię oszukiwała czy po prostu sama nie
    wiedziała jeszcze co dla niej w życiu jest ważne... ot i tyle moich "mądrości"
  • toytoyek 12.10.05, 19:32
    Cześć wszystkim,

    No i mniej więcej, harriet_makepeace, tak się stało. A mówiąc ściślej to było
    tak, że mieliśmy poważnie porozmawiać, więc postanowiłem troszkę
    przygotować "grunt" pod tę rozmowę. To znaczy ustalić tak naprawdę co jest
    problemem. Bo myślę sobie, że takie sytuacje nigdy nie są winą jednej strony -
    nie po takim czasie przynajmniej (nie mówię o przypadku s..nów, którzy rwą ufne
    panienki na nockę), więc-co zresztą pewne-ja też coś robiłem nie tak. Pytanie:
    co i jak to zmienić. No więc zaproponowałem wymianę poglądów w tej właśnie
    kwestii: czego oczekujemy tak naprawdę od siebie wzajemnie, od życia... I
    sformułowałem taką listę czego ja bym pragnął, a w skrócie sprowadza się to do
    tego co już kiedyś tam pisałem. Przez ładnych kilka dni nie mogłem od Niej
    wyciągnąć tego samego,Ona cały czas że pogadamy jak przyjedzie do Polski,
    zresztą niedługo. Tylko że fundamentalne pytanie dla mnie czy ma zamiar wrócić
    wkrótce na stałe spotkało się z właściwie brakiem odpowiedzi... Więc zdobyłem
    się na jeszcze jedną próbę wyjaśnienia poszczególnych spraw. No i w zasadzie
    się wyjaśniło:pomijając szczegóły jednak uznała, że w obecnej chwili chyba ta
    praca tam jest dla niej ważniejsza i że mam "wolną rękę" - to cytat.

    Wiecie, przykro mi, ale mam pod jednym względem pewną małą pocieszałkę:
    przynajmniej wyjaśniliśmy sobie jak sprawy się mają. Bez jakichś kłótni,
    durnych wyrzutów (no może nie zupełnie bez wyrzutów, ale z rzeczowymi
    wyrzutami) i tylko szkoda, że wyjaśniliśmy sobie pewne sprawy tak późno - nie
    żebym żałował tylu lat w tym związku, absolutnie. Tylko gdybyśmy pewne kwestie
    wyjaśnili wcześniej... Chociaż jakieś 2 lata temu już podobną rozmowę odbyliśmy
    i jakoś widać wiele nie pomogło...

    Morał z tego taki, że na obecną chwilę jestem właściwie sam, innymi słowy nie
    będę miał wyrzutów sumienia jeśli skusi mnie jakiś urok niewieści. Nie to żeby
    to było fajne, ale jako ohydnemu racjonaliście trochę mi ulżyło-przynajmniej
    wiem co jest grane.

    Ot i cała historia-happy endu póki co nie było, ale pewnie dla czytających
    wcześniejszą część wątku specjalnego zaskoczenia też nie?...

    Pozdrowionka pół-optymistyczno-pół-pesymistyczne (bo już wiemco jest grane, ale
    nie bardzo mi się to podoba).

    Aha, ja tam nigdy nie twierdziłem, że Ona oszukuje- myślę że masz rację
    harriet:-)
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 13.10.05, 16:26
    Toytoyku, cieszę się, że wiesz na czym stoisz.
    Trzymam kciuki za powrót dobrego nastroju i spotkanie połówki.
  • toytoyek 13.10.05, 17:38
    Dzięki, będę zdawał relacje w miarę na bieżąco:-)
    T
  • Gość: wieza10 IP: *.unregistered.net.telenergo.pl 14.10.05, 10:48
    Witam, i pozwalam sobie włączyć się do dyskusji.

    ...tym bardziej, że świat pęka w szwach od kobiet pięknych mądrych,
    wykształconych, a do tego przepełnionych chęcią sprawdzenia się w roli matki i
    żony. Życzę zatem również powodzenia, bo przekonana jestem, że to już tuż tuż...
    Żyjemy w tak sfeminizowanym świecie, że mężczyzna Taki jak Ty, nie "uchowawa
    się" długo sam.
    Serdecznie pozdrawiam
    M.

    Ps. a kiedys na forum rozpoczniesz watek" jak dobrze zrobiem"....:-)
  • toytoyek 14.10.05, 12:32
    Cześć tajemnicza M. :-)

    Tak myślisz? Bo jak do tej pory to jak patrzę wokół to stwierdzam, że
    znalezienie takiej, która łączyłaby w sobie wszystkie wymienione cechy może nie
    być aż tak banalne, bo istotnie - pojedyncze z nich tak, ale wszystkie na
    raz... No i jeszcze jeden problem: jak już się taka znajdzie, to jeszcze do
    tego wszystkiego ona musi mnie zechcieć:-)

    A za optymizm i dibre życzenia pięknie dziękuję, wierząc nieustająco w ich
    spełnienie w czasie krótkim, o czym szanownych forumowiczów poinformować nie
    omieszkam :-)))

    T. (z wyraźnym napływem iście kobiecej radości, jak przystało na mężczyznę o
    duszy kobiety)
  • Gość: wieza10 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 23:55
    Drogi T, bardzo proszę:-)
    I dodatkowo jeszcze: jak to nie wierzysz, że w innym wątku- dotyczącym
    pulchności ciała- nie pisałam o sobie;-)
    Ech:-)
    Pozdrawiam
    M.
  • toytoyek 15.10.05, 15:55
    > I dodatkowo jeszcze: jak to nie wierzysz, że w innym wątku- dotyczącym
    > pulchności ciała- nie pisałam o sobie;-)

    No wierzę, wierzę:-) Wiesz, bo to jest tak, że ludzie często pytając o radę
    kogoś (nie że na forum, tylko tak ogólnie) mówią tak na przykład: "bo wiesz,
    mój kupel ma taki problem, że go ciągle boli brzuch jak się naje orzechów. Co
    byś zrobił na jego miejscu, bo wiesz, chciałbym mu coś doradzić...",
    jednocześnie zanosząc się od bólu brzucha w rezultacie konsumpcji zbyt wielu
    orzechów:-)))

    Ale wierzę, że nie jesteś ten przypadek częsty (ja bywam, na przykład:-), droga
    M.!

    I serdecznie przepraszam za insynuacje wszelkie, jednocześnie życząc miłego
    dalszego ciągu tak pięknie rozpoczętego weekendu:-)
    T.
  • harriet_makepeace 14.10.05, 14:05
    :-))))) jak to mawia samowolny lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć
  • Gość: ---yna IP: *.l / *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.05, 21:37
    Chłopcze,jesteś unikatem na dzisiejsze czasy.Zmykaj z tego związku,zapomnij o
    niej,szanuj swe wartościowe życie.Gratuluję Twoim rodzicom,że wychowali takiego
    syna.
    Nie szukaj znajomości w dyskotekach,pubach,tam znajdziesz inną odmianę
    dziewcząt,które zabiorą Twój czas i marzenia.Są biblioteki,czytelnie pełne
    fajnych samotnych dziewcząt; tematu do rozmowy też nie zabraknie.Powodzenia...
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 15.10.05, 21:57
    Masz racje, ze powinien sobie poszukac innej dziewczyny. Wyglada, ze ta obecna
    jego dziewczyna juz sobie cos znalazla(faceta) w Francii, ale jeszcze sie on
    jej nie oswiadczyl. Co jest super ciezko, jak rodzinni znajomi z Francii
    twierdza. Ich corka lekarka ladna szczupla blondynk tam urodzona wyszla za maz
    dopiero w wieki 50 majac dwoje dzieci, ale nie zdecydowanego faceta. Faceci
    (powiedzieli nam nawet jak ich rozpoznac) sa mistrzami uwodzenia i niedbaja co
    bedzie z dziewczyna za pare lat i pewnie jego dziewczyna o tym wie. Biblioteki,
    nawet jakies kursy na uniwersytecie i mozna zanlesz szobie bardziej odana
    dziewczyne. W koncu jest w Polsce, a tam Polek pelno.
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.10.05, 22:19
    Szkoda toytoyek, że nie jesteś Amerykaninem...choćby farbowanym...może zmienię
    moje aspiracje i bede poszukiwac bardziej regionalnie i swojsko? Trzeba wybadac
    sytuację...
  • white.falcon 16.10.05, 00:54
    I dlaczego ja się nie dziwię? Wiesz, Toytoyku, fajnym ludziom to zawsze wiatr
    między oczy wieje. Ale pozostaje tylko mieć nadzieję, że i na Twojej ulicy
    kiedyś uśmiechnie się słoneczko. Grunt to w jego istnienie nie wątpić. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 16.10.05, 07:10
    Dzięęęęki wszystkim:-)

    Ja myślę, jeśli chodzi o Twoją sugestię, Toni, że to akurat chyba nie ten
    motyw. No mogę się mylić, ale akurat wydaje mi się, że bym się o tym
    dowiedział. No ale może nie mam racji.

    A fajnych dziewczyn... no mam nadzieję, że jest masa. A właściwie to mam
    nadzieję, że chociaż jedna i że na nią trafię jakimś cudem. A słoneczko - no
    chyba jak pisałem pierwszego posta w tym wątku to przyblakło, ale potem
    wróciło, bo niezależnie od wszystkiego ja tam widzę zawsze to pełne pół
    szklanki. Prawie zawsze.

    Iza, i co - przerzucasz się na Polaków? Tylko Ty chyba coś pisałaś o biednych i
    niewykształconych, to wypadam;-)
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 15:54
    Zabawny jestes toytoyku zgodnie z nickiem;-)))
    Tamten wątek jeśli go śledzisz był żartem ...sfabrykowanym specjalnie dla
    Toniego..;-)Jeśli o mnie chodzi...nie mam zadnych preferencji...facet musi miec
    to "cos" i to wszystko;-))Chłopaaaaaki !!! Śmiało!;-))).Sorry to chyba przez ta
    pogode bierze mnie jakas głupawka... Toni miał racje: jestem rozczochrana i
    chodze w wyciagniętym swetrze...co za intuicja...
    A co do szukania dziewczyn ... to nie polecam internetu...szkoda czasu...
  • white.falcon 16.10.05, 16:05
    Ale zawsze można urządzić fajną zabawę i rozśmieszyć parę osób. :-) No i jak
    to, Izo, gdzie poza internetem poznałybyśmy takiego Toniego na przykład z całym
    bagażem jego wiedzy, przemyśleń i frapujących spostrzeżeń? Chyba przyznasz, że
    takich ludzi, jak on codziennie nie spotyka się. ;-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:22
    Ech Toni wywołuje tutaj mase emocji, wypieków na twarzy, zacisnietych pięsci,
    refleksji religijnych, jest przysłowiowym "kijem w mrowisko" ciekawe czy tez
    nie jest przypadkiem sfabrykowany jak moja wczorajsza oferta?;-))) Tasuje nasze
    wartości jak wytrawny gracz pokerowy...a potem udaje, że nic nie rozumie , bo
    język polski jest baaaardzo trudnym....;-))
  • white.falcon 16.10.05, 23:17
    Ja sądzę, że on jest jak najbardziej prawdziwy i przez to właśnie wywołuje tyle
    emocji. On poprostu pisze to, co myśli. Z tym jego rozumieniem to często bywa
    tak, że on rzeczywiście czegoś nie rozumie. Jeśli uwzględnić tą opcję, to
    zrozumieć Toniego w jego niezrozumieniu i zaskakujących wnioskach jest o wiele
    łatwiej. We wszelkim wypadku jest ciekawie, bo do narzekań i poszukiwań wszyscy
    w miarę przyzwyczaili się, a tu taki człowiek znalazł się. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 16.10.05, 16:07
    No ba!

    A co do wątku dla Toniego - no co Ty? A ja byłem przekonany, że to zupełnie
    serio. Hm... popatrz,jak to kobiety potrafią zaskoczyć... No i po cichu
    zacząłem się martwić, że nie jestem Amerykaninem, ale tak sobie liczyłem, że
    jak Amerykanin się nie znajdzie to może poprzeczka się obniży i ktoś ze starego
    kontynentu też będzie OK...

    Iza, ale jak to że nie polecasz Internetu a sama tu siedzisz? Normalnie
    samokrytyka obywatelska! Ale weź coś rozwiń w tej kwestii, bo wątek ewoluuje w
    ciekawym kierunku.
    T.
  • toytoyek 16.10.05, 16:10
    Ha, ostatni post znowu się wrył gdzie nie trzeba, po powstał po poście Izy i to
    się zasadniczo do niej odnosiło, jak mawia Toni.

    Ale musze powiedzieć white_flacon, że istotnie: takich gości jak Toni jak żyje
    jeszcze nie spotkałem gdzie indziej. No może dlatego, że nie byłem w USA? Ale w
    sumie to fajny z niego herbatnik, wesoło jest i w ogóle...
  • toytoyek 16.10.05, 16:11
    > white_flacon,

    Ale wtopa.... miało być "white.falcon". Przepraszaaaaaaam serdecznieeeeee.

    Tttttttttttttt.
  • white.falcon 16.10.05, 23:24
    Toytoyek, zgadzam się z Tobą w pełni. Człowiek z niego zaskakujący i wesoły.
    Takiego tu chyba dawno nie było. Ja sama najpierw wkurzałam się na Toniego,
    kłóciłam się, a potem zaczęłam się zastanawiać, z której choinki on nam tu
    spadł, no i zaczęłam cierpliwie dyskutować. Okazało się, że z nim i pogadać
    można i dowiedzieć się - hmmm... arcyciekawych rzeczy. A spojrzenie na świat to
    on ma bardzo oryginalne. ;-)

    Co zaś dotyczy pomyłki w nicku - nie przejmuj się. Dla ułatwienia może pisz
    sokółka i ujdzie. Już mnie różnie nazywali, komuś nawet kiedyś pomyliło sie i
    nazwał mnie białym straszydłem. Oprychałam ze śmiechu monitor, jak taki zwrot
    do mnie przeczytałam. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:33
    Toni herbatniczek słodki wie co robi...pół Ameryki uwiódł i teraz ruszył na
    biedne Polki...;-))Alez jestem kontenta, że moja oferta matrymonialna była
    wziena na serio...chyba mam dar przekonywania;-)) Jednak kobieta zmienna jest i
    teraz juz moja oferta jest ze skrajnie innej strony: zero wymagań, niech bedzie
    poprostu facet, każdego do piersi przytulę - tylko kto jest w stanie do mnie
    dotrzeć? Ciekawe czy mnie docenia tutaj? (hihih ale nie wiedza z jaką zołzą
    mają do czynienia..."bita smietana" poprostu...;-))))Mam nadzieję, że
    poprzeczki nie sa potrzebne przecież to net.
    A nie polecam netu, bo tutaj można miec 1001 twarzy, kto sie w nich połapie?
    Ja tutaj jestem po to, aby Wam o tym powiedziec....drogie herbatniczki, żuczki
    i biedronki...;-))
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 20:05
    Ależ mam powodzenie, nie moge sie opędzic...;-)) Toni pewnie śpi ze wzgledu na
    róznice czasu albo jest w pracy i obmysla plany strategiczne...albo zaniemógł
    na wieśc o mojej niecodziennej ofercie... Toytoyek pewnie szuka zabawek albo
    czytelni wypchanych madrymi dziewczynami, albo odbiera liczne maile i jest
    dopiero w połowie dzisiejszej poczty.Inni zaś tęsknią na odległośc 8 tysiecy
    kilometrów do swoich połówek...i co ja tutaj właściwie robię? Net to przeciez
    tylko kabelek, literki i wrażenie straconego czasu....czy to opadające
    liście...czy zaduszki w perspektywie...(?)
  • white.falcon 16.10.05, 23:28
    Jak to co, Izo, robisz? Czekasz na dwóch ciasteczkowych - forumowych
    dżentelmenów. Przyjdą i rozweselą, wywołają uśmiech na buzi. I świat dookoła -
    ten realny - zrobi się milszy i sympatyczniejszy, bo będziesz miała świadomość,
    że tych dwóch pierniczkowych dżentelmenów istnieje gdzieś tam na świecie i
    nieważnie, jakie mają buzie. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:39
    Może ktos mi podpowie jak odpowiadac na trzy posty jednoczesnie?
    Biała falo...;-)))cóz jesień mimozami nadchodzi i refleksyjnie sie robi.
    Dobrze, że sa chociaz netowe duszyczki...które potrafią wprawic w dobry
    nastrój...A buzia rzeczywiscie nie ma znaczenia...dusza ma.-)))
  • white.falcon 17.10.05, 09:47
    Można oddzielnie lub wszystkim razem. I tak każdy zrozumie, co jest skierowane
    do kogo, a szczególnie - ciasteczkowi dżentelmeni. Najwyżej pokłócą się, które
    miłe zdanie któremu należy się, ale to już ich zmartwienie. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • white.falcon 17.10.05, 10:01
    Dyskretnie przemyca informację o tym, że jak przypadkiem będziemy mieć potop,
    to przybędzie Rycerz spoza Wielkiej Wody i nas uratuje tak, jak teraz swoich
    sąsiadów. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 17.10.05, 00:46
    Ja wiem, ze to w koncu dzial "Romantica", ale oniesmielasz mnie jak sie tak
    romantycznie nastawiasz z mojego powodu. To jest zupelnie inne jak nas
    osobiscie dotyczy. W przypadku Twojej e-poczty do mnie, bede musial poprosic
    kogos zaufanego, aby Ciebie odpytal kim jestes(ja traktuje cala oferte
    powaznie), bo nawet sam bym, po tym wszystkim nie potrafil. Juz wyobrazam sobie
    co by bylo, jak bym spojaw w Twoje oczy.
    Och, ale by byla cisza. Hmmmmmmmmmmmmm.
    Dobrej Nocy Zycze.

    P.S. Mielismy powodz w naszej okolicy i musze pomagac znajomym dzisiaj i jutro
    przy sprzataniu. Chyba wracam w nadchodzacy wtorek.
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:44
    Toni nie zamierzałam Ciebie oniesmielać, a która moja ofertę traktujesz
    powaznie? Bo ja chyba żadnej tak naprawdę...nie wiem czy jestem tak naprawde
    do "zagospodarowania", za duzo koslawych mysli, doświadczeń i nie ten przedział
    wiekowy...no i potargane włosy....
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:42
    Droga Izo. To co teraz, bedziesz sie wymawiac, ze jestes dorosla(18lat) i masz
    rozczochrana fryzura? Co bedie pozniej Twoja wymowka? Ze masz falde i duzy
    numer stanika?
    Pozdrawiam.
  • toytoyek 17.10.05, 01:15
    Hej, dopiero teraz piszę, bo jak wróciłem do domu (tak Iza, z czytelni, dobrze
    kombinujesz) to była 22.00, a jak zacząłem sprawdzać liczną korespondencję (90%
    maili od dziewczyn z USA, bo tam ponoć jacyś dziwni faceci są) to się zeszło.

    Ha! Ktoś tu sobie ze mnie jajca za przeproszeniem robi, co karygodnym jest -
    jak można sobie robić jajca z założyciela wątku, no jak? No i to jeszcze z
    założyciela, który jeszcze niedawno miał całkiem pesymistyczne spojrzenie na
    świat i całkiem mu nie do śmiechu było, ha?

    Ale wiele się zmieniło. Na serio. Bo nagle się okazało, że - czego nie miałem
    do tej pory świadomości - prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie i ni
    stąd ni z owąd nagle bardzo zapracowani znajomi ludzie mają dla mnie kupę czasu
    (i nie tylko czasu, ale dla zainteresowanych o tym może kiedyś) i jakoś tak
    moje kontakty towarzyskie po 7 latach zaczęły się odradzać w tempie szybkim -
    tak trochę się czuję jak 18-latek w niektórych sytuacjach.

    Ale w zaistniałej sytuacji wykorzystam fakt, że Toni daleko za oceanem i tym
    sposobem z przyczyn terytorialnych stanowi mniejszą konkurencję dla mnie i
    wystąpię ze śmiałą namową podążając za wzorem innych na tym forum, jakże często
    zamieszczających tu ogłoszenia o treści wiadomej. Droga Izo, jeśli masz ochotę
    to stawiam piwo celem ustalenia kwestii wyższości Amerykanów nad nie-
    Amerykanami, bo widziałem w innym wątku, że masz co do tego wątpliwości. W
    Warszawie stawiam, nie w USA, bo tak się durnie złożyło, że ja z Warszawy
    jestem, za co z góry przepraszam. I to nawet na serio, bo lubię pić piwo w
    towarzystwie kobiet nieuczesanych a zarazem inteligentnych (choć wrednyych
    niestety, o czym w innym wątku miałem okazję się przekonać i nad czym boleję
    okrutnie...).

    PS. Toni też jesteś zaproszony, tylko daj znać kiedy będziesz w Warszawie. I
    oczywiście Sokółka też!
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 08:50
    No widzisz jak miło zrobiło sie w tym wątku choc nie przypomina on w niczym
    tematu. Ale zasada jest taka, że jak ktos chce ci cos powiedziec to zaglada
    tutaj, a skoro watek sie wydłuża tzn., że masz wzięcie;-))) Jakie sa te
    dziewczyny z USA? chetnie posłucham wywodów na temat wyzszosci Nieamerykanów
    nad Amerykanami zapewne podobnej jak o wyższosci Świat Wielkiej nocy nad
    świetami Bożego Narodzenia...Fryzura ciagle mi sie tarmosi i masz to
    zagwarantowane zas co do mojej inteligencji - iscie sezonowa;-)))tak samo jak
    wrednośc moja pospolita...ja tez nad tym boleje i gryze się w język...a raczej
    w palce...ale Warszawa? hm.... troche daleko, choc nigdy nie wiadomo..;-))
    Pozdrawiam ciepło wszystkich.
  • toytoyek 17.10.05, 10:01
    No zrobiło się miło, to fakt jest absolutnie niepodważalny. Tylko mniej miło,
    bo poniedziałek znowu:-( , ale co tam :-)

    Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
    większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
    zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów w
    celu stworzenia iluzji przewagi Nie-amerykanina (nie mam pojęcia czy tak to się
    pisze?) nad Amerykaninem. W tej materii płeć i stopień rozczocharania -
    nieistotne.

    No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
    koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na przykład
    w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat do
    serc niewieścich, jako że spowodowałby niemożność zapraszania na kolene piwo w
    dość długim okresie, co podrywacze z zagranicy mogliby skrzętnie wykorzystać.
    A szkoda, bo wywody na temat wyższości Nie-Amerykanów nad Amerykanami, choć w
    treści istotnie mogą nie być mądrzejsze od tworów Stanisławskiego, o tyle w
    formie całkiem atrakcyjne być mogą;-)
  • meduza4 17.10.05, 10:14
    toytoyek napisał:

    > Co do wzięcia, to niestety zauważyłem, iż, sądząc po długości wątku, nieco
    > większe wzięcie ma Toni. Uprasza się zatem wszystkich narodowców nawet nie
    > zainteresowanych mą osobą o patriotyczne dopisywanie tutaj kolejnych postów

    Mnie nawet nie chodzi o patriotyzm - wpisze sie tu, bo Toni mnie zameczyl ;-PPP


    > No jak Warszawa daleko to niedobrze, bo oferta aktualna tylko w Warszawie -
    > koszt powrotu do domu taksówką po spożyciu odpowiedniej ilości piwa na
    przykład
    >
    > w Białymstoku mógłby finansowo znacznie osłabić moje szanse w walce o prymat
    do
    >
    > serc niewieścich,

    Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
    Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
    taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

    A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
    blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 17.10.05, 10:24
    > Hmmmm, szkoda, ze tylko Warszawa wchodzi w gre...
    > Jakby do mnie ktos z daleka przyjechal to bym nie kazala wracac do domu
    > taksowka. Na wycieraczce moglby przenocowac (mam w koncu Boga w sercu) ;-PPP

    Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
    ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
    nieprzyjemne.
    >
    > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twych
    > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
    >
    Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę mógłby
    kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
    wrażenie. Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
    w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do kina
    czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
    Białegostoku to nie...
  • meduza4 17.10.05, 10:37
    toytoyek napisał:

    > Oj, zaczynasz kusić... A z jakiego tworzywa jest wycieraczka? Bo jak z gumy i
    > ma takie podłużne paski to odpada, bo się mogą odciski orobić takie
    > nieprzyjemne.

    Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
    kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

    > > A poza tym bylo w jednej piosence "pieniadze nie kupia mnie lecz oczu Twy
    > ch
    > > blask" co wszystkim panom pozostawiam do przemyslenia...
    > >
    > Wiesz, ja myślę, że nie jestem na pewno typem pana, który akurat na kasę
    mógłby
    >
    > kogoś wyrywać, bo takiej ilości kasy to ja nie mam żeby zrobić akurat tym
    > wrażenie.

    Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
    tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
    gadzety.


    > Natomiast nie oszukujmy się, że nie mając w ogóle pieniędzy (ale tak
    > w ogóle w ogóle) to się specjalnego wrażenia zrobić nie da, bo to nawet do
    kina
    >
    > czy na piwo się nie pójdzie, kwiatka się nie kupi itd. Tak więc lepiej w tym
    > Białegostoku to nie...

    No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
    Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
    margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

    Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne propozycje
    jak ma byc tylko Warszawa...
    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 17.10.05, 10:43
    > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
    > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???

    No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
    nawiążę do innego wątku...
    >
    > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie mam na
    > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i inne
    > gadzety.

    No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
    dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
    >
    > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku.
    > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
    > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)

    No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
    technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
    Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
    ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
    >
    > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
    propozycje jak ma byc tylko Warszawa...

    Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
    czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))
  • meduza4 17.10.05, 10:59
    toytoyek napisał:

    > > Nie, nie jest gumowa. Chyba jakies tworzywo naturalne (taka pleciona) ale
    >
    > > kurcze, skad sie moge znac na wycieraczkach???
    >
    > No jak pleciona to powinnaś - w końcu jak się umie jaśki haftować, że tak
    > nawiążę do innego wątku...

    No tak, ale ta wycieraczka nie jest haftowana a moje jaski nie sa plecione.
    To juz powazny problem techniczny, ktorego rozwiazanie wymagaloby ode mnie
    znacznie glebszej wiedzy ;-)

    > >
    > > Ba:-) No to juz wiesz, czemu nie robie wrazenia na mezczyznach: bo nie ma
    > m na
    > > tyle kasy, zeby kupic sobie takie modne buciki jednorazowki za 200PLN i i
    > nne
    > > gadzety.
    >
    > No ale tu to na pewno żartujesz, co? Bo jeśłi serio to naprawdę na jakichś
    > dziwnych panów byś musiala trafiać, gdyby właśnie to miało ich zniechęcać.
    > >
    Ha! Tu nie chodzi tylko o buciki. Jak kobieta nie ma na takie buciki to na
    pewno nie stac jej na wiele innych rzeczy (samochod, mieszkanie, itd...),
    a zdarzylo sie chyba ze dwa razy, ze swiezo poznany facet pytal ile zarabiam
    i czy mam wlasne mieszkanie. Niestety nie mam, pomimo iz mieszkam sama :-(
    To, ze mieszkam sama ich zmylilo...


    > > No tak, ale wtedy to nie kupisz kwiatka ani w Warszawie ani w Bialymstoku
    > .
    > > Tylko w Bialymstoku to jeszcze gdzies zerwiesz jakies niezapominajki czy
    > > margerytki, a w Warszawie? Chyba roze z klombu ;-)
    >
    > No tak tak, tylko wątek Białegostoku pojawił sie z przyczyn czysto
    > technicznych, jako miejsce do którego dość daleko na piwo. A okolice
    > Białegostoku (bo może nie koniecznie sam Białystok)bardzo ładne i o wiele
    > ciekawsze niż Warszawy, to to ja wiem.
    > >
    Niemam mapy, ale ode mnie do Warszawy wcale nie blizej :-(((

    > > Dobra, wycofuje swoja kandydature i przemilczam wszelkie potencjalne
    > propozycje jak ma byc tylko Warszawa...
    >
    > Ale jakichś biznesów w Warszawie nie masz? Bo jeśli to może jednak? W razie
    > czego -moja wycieraczka też pleciona i odciski się nie robią :-))

    Lo matko, na razie biznesow w Warszawie nie mam. A poza tym piwo tam drogie,
    u mnie jest tansze :-)
    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:35
    Rozumiem jak panowie bija sie o białogłowe ale o długośc wątku???;-)))
    A musi to piwo być w Warszawie? bo ja jestem jakies 250 kilosków dalej...tutaj
    tez piwa dostatek...a musi być piwo, słyszałam, że niektórzy preferuja
    wycieraczki z gatunku tkanych. Ale dlaczego nie pracujecie przeciez dzisiaj
    jest poniedziałek skąd weźmiecie kase na piwo jak Was szef wyrzuci za okradanie
    czasu pracy dyskusja na forum?
    Toytoyku....plissss nieco rabka uchyl o atrakcyjności formy Twoich rozwazań o
    wyższości Nie-Amerykanów.-)))
  • white.falcon 17.10.05, 09:59
    Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać się
    na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa? Mam wątpliwości jakoweś i tak
    podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
    tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za tą
    wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął. No chyba że Toni przyleciałby do Polski
    (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić z
    osobliwością, jak by co!). ;-)

    Pozdrawiam poniedziałkowo, życząc smacznych kaw, herbat, soczków. :-)
    Sokoliczka

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 10:28
    > Ja akurat jestem z Warszawy i tu siedzę i piwo też lubię, ale tak wpraszać
    się
    > na czwartego, tudzież trzeciego do tego piwa?

    Ależ ja nie widzę przeciwskazań. Odkryłem nawet takie miejsce na Polach
    Mokotowskich, gdzie w miarę sympatycznie i ciepło nawet, a za to niedrogo. Ale
    nazwy nie podam, bo mi zaraz Admin wytnie posta.

    Mam wątpliwości jakoweś i tak
    > podejrzliwie na to patrzę, niezbyt wiedząc, czy się pchać w towarzystwo, bo i
    > tak wetknęłam się w dyskusję nieproszona, ciesząc się, że jeszcze nikt mi za
    tą wtrącalskość dzioba nie przytrzasnął.

    O tam zaraz przytrzasnął dzioba! A poza tym dyskusja jest otwarta. A poza tym
    to walczymy o złotą patelnię w konkurencji długość wątku - na razie Toni
    wygrywa, ale przewaga topnieje!

    No chyba że Toni przyleciałby do Polski
    > (Okęcie blisko), to pokusa byłaby wielka osobiście poznać tę osobę (nie mylić
    z osobliwością, jak by co!). ;-)

    Zupełnie nie wiem skąd ten złośliwy dopisek o osobliwości - no nie wiem
    naprawdę. Ale Toni - też jesteś zaproszony. Taksówkę z Okęcia mogę zafundować -
    a co tam. A tak z ciekawości jak Toni to czytasz, to skąd jesteś ze Stanów?
    Typuję Utah.
  • agniecha1979 17.10.05, 11:07
    Wpadłam Wam poprzeszkadzać... Toytoyek wpisał mi się do mojego posta więc
    postanowiłam zobaczyć co się kryje pod jego historią:) Ale tu u Was wesoło:)
  • toytoyek 17.10.05, 11:43
    No witamy nowego przeszkadzacza! Wątek istotnie z nieco przygnębiającego
    przeszedł ewolucyjnie do form komediowych.

    Iza 250 kilosków od Warszawy - no nie no, bez sensu. To z Meduzą chyba możecie
    iść na piwo, bo za taksę za 250km bulić to okrutne, a na wycieraczkach sypiać
    nie chcę, bo się łatwo w nocy przeziębiam, ot co.

    A co do uchylenia tajemnicy odnośnie formy: zabawnie choć z lekką nutką
    dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
    męskiej chropowatości...

    A szef mnie z pracy nie wyrzuci, bo ja mam szefową:-))))
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:52
    alez tutaj sie tłoczno zrobiło, a mnie praca goni i bede musiała Was zostawić
    na pastwe netu...na jakis czas...
    Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
    sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu
    Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
    szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
    wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
    jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)

    zabawnie choć z lekką nutką
    > dekadencji, elegancko choć z cieniem zaniedbania, urokliwie choć z podcieniem
    > męskiej chropowatości...

    dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w kontraście:
    elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta. Pozdrówka
  • toytoyek 17.10.05, 12:01
    > Wiedziałam, że 250 km to bez sensu, więc pewnie 8 tys. ze stanu Utah tez bez
    > sensu...wiec co ja tutaj robię, jak na piwo nawet nie mam szansy,buuuuu

    Przyyyyyjedź do nas na piiiiiwo. Dołożę się do tej taksówki, niech będzie.

    > Nie wiem co z tymi wycieraczkami, ale ktoś tutaj pytał z czego sa jakby
    > szczególnie się w nich specjalizował...znaczy się na rowkach w
    > wycieraczkach...;-)Ale mam wrażenie, że jestes niedogrzany...albo przegrzany
    > jesli nawet wycieraczki sobie nie podkładasz spiąc w gosciach...;-)
    >
    No, wycieraczki to moja specjalność. Nie wiem, ale chyba nie napisałem nawet,
    że po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Zawodowej w Kutrzycach Małych zająłem się
    zawodowo wytłaczaniem rowków w wycieraczkach z PCV, a jak te przestały być
    modne to się przerzuciłem na gumowe.

    > dalej proszę, dalej robi sie ciekawie...lubię takie zaprzeczenia w
    kontraście:
    > elegancja kontra meska chropowatośc...bedzie o czym myslec u klienta.

    Hehe, jak chodzi o elegancję to tyczy się to formy wypowiedzi bardziej niż
    formy wypowiadającego, bo wypowiadający, choć nie rozczochrany (co związane
    jest ze stosunkowo krótkim owłosieniem), w tym kierunku nie wyróżnia się
    zbytnio.

    A dalsze kontrasty? Hmm... to jak przyjedziesz na piwo... Bo czymże jest 250km -
    u progu zmian w swoim życiu przed lotem do Utah czas zacząć się hartować na
    krótszych dystansach...
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:12
    hahahah ale jestem rozbawiona twoim zawodem wyniesionym ze szkoły w Kutrzycach
    Małych... a plecione tez? Tylko prosze mnie nie swatać z Utahem bo ja jestem za
    bardzo rozczochrana...i jak pisałam nie do wzięcia matrymonialnego PPP
  • toytoyek 17.10.05, 12:24
    > hahahah ale jestem rozbawiona twoim zawodem wyniesionym ze szkoły w
    Kutrzycach Małych... a plecione tez?

    Wiedziałem, że moje szczere wyznanie nie spotka się ze zrozumieniem, a ironia
    to jedyne co może nastąpić. To boli. I jak dziś natłoczę krzywe roki to będzie
    to też Twoja wina. O.

    A plecionych nie produkuję, bo majster miał kiedyś taką maszynę do robienia
    plecionych, ale od czasu jak kumpel skądś skitrał trochę borygo i jak żeśmy
    podpili to Antek podłożył łapę pod pleciarkę i nie dość że mu oderwało to
    jeszcze maszyna się popsuła już ich nie robimy. Zresztą zbytu na to nie było,
    bo na Ukrainie dużo tego robią i są tańsze. A podobno latem zaleje nas fala
    plecionych wycieraczek z Chin, bo jak im narobili tych afer z truskawkami to
    się przerzucili na wycieraczki. No i szef powiedział, że będziemy wchodzić
    raczej w sektor gumowych z tłoczonymi rowkami.

    > Tylko prosze mnie nie swatać z Utahem bo ja jestem zabardzo rozczochrana...i
    jak pisałam nie do wzięcia matrymonialnego PPP

    Zaraz, a czy on pisał, że szuka nierozczochranych?
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:35
    No przyssało mnie dzisiaj do kompa jak nie wiem chyba z głodu umrę...ale zaraz
    Was zostawię choćby była powódź ...przecież Toni musi miec powód aby tutaj
    uratowac jakies niewieście dusze, choćby dryfowały na gumowych wycieraczkach...
    Toytoek wiesz ja się smiałam, bo to ciekawy zbieg okolicznoci ja kiedys
    specjalizowałam się w takich makatkach ze sznurka od snopowiazałek, makrama czy
    jakos tak to sie nazywało, więc spotkali sie raczej fachowcy. Własnie zbieram
    oferty pracy nakładczej na forum biznes pod nickiem duszka2. A ten Antek to
    chociaz przystojny? Wiesz gumowe na deszczowa pogode chyba niezbyt trafione,
    powiny być dwustronne...z drugiej strony z plecionki...
    Pan ze stanu Utah pisał kiedyś, że jego zona nie może być rozczochrana, w
    wyciągnietym swetrze, obwisłych rajtuzach( hihih ciekawe co by na to powiedział
    Robin Hood) i koslawych kapciach, ze spieprzonym obiadem nie na czas...Odsyłam
    do lektury;-)))
  • toytoyek 17.10.05, 12:44
    Widać nie śledziłem dosć dokładnie wynurzeń kolegi z Utah. Eh, starość,
    trudności z koncentracją...

    A Antek super. Taki trochę w typie Robin Hooda, tylko trochę durnie teraz
    wygląda bez ręki jednej. Na szczęście lewej, więc podpisać się na liście
    obecności w pośredniaku może. Tylko jak browara otwiera to jest kłopot, no bo
    jedną ręką to pewne utrudnienie...
  • meduza4 17.10.05, 12:19
    toytoyek napisał:

    >
    > Iza 250 kilosków od Warszawy - no nie no, bez sensu. To z Meduzą chyba
    możecie
    > iść na piwo,

    Hmmm, zostalysmy odprawione z kwitkiem ;-PPPPPPPPP

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:23
    meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
    wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudziez inne
    frykasy znane tylko wtajemniczonym....
  • toytoyek 17.10.05, 12:26
    > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
    > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudziez
    > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....

    No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te frykasy
    znane tylko wtajemniczonym?
  • meduza4 17.10.05, 12:31
    toytoyek napisał:

    > > meduza proponuje piwko w Toruniu...takie NIE-Warszawskie, Warszawskie na
    > > wycieraczkę...może byc też frytko-hotdogo-pizza od kaczora;-)))))) tudzie
    > z
    > > inne frykasy znane tylko wtajemniczonym....
    >
    > No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te
    frykasy
    >
    > znane tylko wtajemniczonym?


    To piwko w Toruniu byloby realne (pierniki tez) gdyby sie na mnie rodzona
    siostra nie obrazila (kompletnie nie wiem o co). Dwa razy bylam tam odwiedzic
    siostre i szwagra :-)

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 12:38
    No ja myślę, że w Toruniu to na pierniki powinnyście iść - czy to są te frykasy
    >
    > znane tylko wtajemniczonym?

    Blisko, blisko...pierniczki, katarzynki, serca w czekoladzie, karety ze
    złota...czego dusza zapragnie...
  • toytoyek 17.10.05, 12:45
    > Blisko, blisko...pierniczki, katarzynki, serca w czekoladzie, karety ze
    > złota...czego dusza zapragnie...

    No i chcąc nie chcąc znów zbliżamy się do herbatników, pierniczkowych
    dżentlmenów... Rozmarzyłem się...
  • white.falcon 17.10.05, 11:49
    Zapraszamy. Butów można nie zdejmować. Jak Ci podoba się, to baw się razem z
    nami. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:41
    mój ostatni post-jubileuszowy w tym watku, bo nr. 100 chyba zobowiazuje autora
    do piwa nie w Warszawie i ciekawych rozważań o wyższości piwa z nie-Warszawy
    nad piwem w Warszawie...;-)))
    I tym samym rozpoczynam druga setke postów i masz kolejny powód toytoyku na
    kolejne piwo dla mnie...
  • white.falcon 17.10.05, 11:49
    Izo, jak tak zaczniesz przed spotkaniem te obiecane kufelki wychylać, to
    istnieje obawa, że na samym spotkaniu zobaczysz wszystkich podwójnie. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 11:55
    szczerze mówiąc wole winko...;-)
    a do spotkania za daleko mam 250 km....;-(
  • white.falcon 17.10.05, 11:47
    Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
    czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
    skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
    mojej pracy?).

    Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
    zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
    powitalne.

    Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo taki
    sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 12:06
    > Pola Mokotowkie, mawiasz? To prawie moje klimaty i jak mi podrzucisz nazwę
    > czegoś w okolicy, to mogę znać, choć z jakichś tajemniczych powodów ciągle
    > skłaniam się w stronę Puławskiej i Racławickiej (może dlatego, że to okolice
    > mojej pracy?).

    To ja może powiem tak, celem uniknięcia podejrzeń o kryptoreklamę: nazwa jest
    taka jak nazwa ptaka kojarzącego się z oboma kandydatami na prezydenta.

    Ale zaszalałem normalnie - rebus że hej. Ale fakt faktem, że gdzie indziej piwa
    za 4PLN (Warka) czy 5PLN (Żywiec) to ja w centrum Wwy nie widziałem...

    >
    > Złota patelnia? A co na niej będziemy piec? Czy też ma posłużyć do puszczania
    > zajączków, gdy Toni wysiądzie z samolotu? Takie niekonwencjonalne zajączki
    > powitalne.

    Będziemy robić dżambalaję - słyszałem, że to tradycyjne amerykańskie (coś dla
    Izy, znaczy się kontrast: tradycyjne amerykańskie). Zajączki też możemy ale
    puszczać, bo za miłe żeby je piec. A poza tym kto to pamięta:

    -Kawa i wuzetka i co jeszcze?
    -Ale ja nie zamawiałem...
    -Kawa i wuzetka jest obowiązkowa. Bijemy się o ZŁOTĄ PATELNIĘ.

    (może trochę zmieniłem). kto pamięta, ha?
    >
    > Na temat dzioba uspokoiłam się. Ufff. Wolę go mieć nieprzytrzaśniętego, bo
    taki sokół z przytrzaśniętym dziobem to porażka. ;-)

    No beznadziejny. Całe szczęście, że nikt Ci nie przytrzasnął, bo by było...
  • agniecha1979 17.10.05, 12:31
    hihih czytam czytam i nie moge się w tym wszystkim połapac;))) Kurcze 250 km to
    nie jest wiele... Mój kolega z Wawy ma dziewczyne w Białymstoku i sa
    najszczęśliwsza para jaką znam:) Nio i on nie sypia na wycieraczce!!! Miłość
    nie zna granic hehe i cóż to jest 250 km wobec wieczności:)))))
  • toytoyek 17.10.05, 12:38
    No pewnie 250 kilometrów to jest nic wobec wieczności, ba: nawet nic w stosunku
    do 8 tysięcy km dzielących nas od Utah! Ale nie zmienia to faktu, że w obliczu
    miłości może i niedużo, ale w obliczu wieczora przy piwie - nieco więcej.

    No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle silną,
    żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
    której wycieraczka jest jedynie symbolem...
  • agniecha1979 17.10.05, 12:45
    Może za słabo się starasz....;)
  • meduza4 17.10.05, 12:47
    toytoyek napisał:

    >
    > No a z wycieraczką... Cóż: widać Meduza nei kocha mnie miłością na tyle
    silną,
    > żeby wpuścić mnie do środka, żebym mógł przekroczyć ową niewidzialną granicę,
    > której wycieraczka jest jedynie symbolem...


    Wrrrr, teraz to jestem zla jak Gorgona :-(
    Ja zaproponowalam wycieraczke, ale Ty jako mezczyzna mogles sie zapytac, czy
    za jakis jesienny kwiatuszek, listek czy garsc kasztanow nie wpuszcze do
    srodka...
    No co to, od razu miejsce pod moja koldra mialam proponowac czy jak??? ;-PPP

    Kobiete trzeba zdobywac, robic male kroczki od tej wycieraczki az do........
    A ten pol kroku nie zrobil, a juz mi brak milosci zarzucil, choc mu wlasna
    wycieraczke zaoferowalam. Skandal!!! ;-)
    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 17.10.05, 12:50
    Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną tych
    nieporozumień...

    Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
    zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
    zostanie na kwiat prawdziwy...
  • agniecha1979 17.10.05, 13:04
    Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku
    przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na piękny
    bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)
  • toytoyek 17.10.05, 13:07
    No i takie są kobiety... Za piękny bukiecik to może by chociaż do kuchni, co?
    Albo do salonu?
  • meduza4 17.10.05, 13:09
    agniecha1979 napisała:

    > Meduza4 ja na Twoim miejscu kazałabym mu pieszo albo stopem do Białegostoku

    Ale przeciez mowie, ze ja nie z Bialegostoku. Tak nam sie tylko ta miejscowosc
    "przyplatala" do rozmowy.

    > przyjechać...hehe za tą całą gadaninę forsę z taksy niech przeznaczy na
    piękny
    > bukiecik... wtedy może wpuść go do przedpokoju chociaż co???:)

    Wiesz co, tak mnie pesymistycznie nastawilas do sprawy. Bo jak facet nie chce
    przyjechac to czy wart chociaz tego wpuszczania do przedpokoju???

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • meduza4 17.10.05, 13:07
    toytoyek napisał:

    > Kajam się, Meduzo droga! Istotnie, moja nieaktywna postawa jest przyczyną
    tych
    > nieporozumień...

    No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
    w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.

    > Ale czy ewentualnie ten jesienny kwiatek to mógłby być liść jakiś czy coś
    > zastępczego? Bo jak już na tę taksę do Białegostoku się zwydatkuję to mi nie
    > zostanie na kwiat prawdziwy...

    Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac.
    Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
    na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka razy juz
    zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • agniecha1979 17.10.05, 13:09
    hehe i skąd ten biedny chłopak ma wiedzieć jak się przemieszczać... siedz na
    razie w jednym miejscu niech się nie gubi;)
  • meduza4 17.10.05, 13:11
    agniecha1979 napisała:

    > hehe i skąd ten biedny chłopak ma wiedzieć jak się przemieszczać... siedz na
    > razie w jednym miejscu niech się nie gubi;)

    Jak z Warszawy skieruje sie na Gubin to sie nie zgubi i po drodze mnie odwiedzi
    (jakies 60-70 km od zachodniej granicy).

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 13:22
    ... taka bardziej hurtowa odpowiedź. ;-)

    Toytoyek, czy to ma być jakaś "Złota kaczka", czy coś z upierzenia? Nie
    kojarzę, ale rebus znakomity - poszukam w spisie knajp i będę wiedzieć.

    Co zaś dotyczy puszczania zajączków jako powitania dla Toniego przy pomocy
    złotej patelni (hiiiii, znam tą kwestię ze starej polskiej komedii - tylko
    muszę przypomnieć, czy nie pomieszało mi się z "Ewa wzywa 007" - bo ostatnio
    oglądałam odcinek o fiatach), to może przerzucimy się na lusterka? Primo, skoro
    na złotej patelni mamy przygotować przekąskę, to jestem "za", no i jest druga
    przyczyna: Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
    patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

    Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
    kawałek szmatki lub jakaś kratka. O, naiwni, Meduza nie posiada takich nędznych
    sprzętów w meduzowym pałacu. ;-D

    Iza, no tak, to trzeba w jakiś sposób wymyślić rekompensatę dla tych 250 km. :-)

    Czy Sokółka zapomniała o czymś? Nie wiem. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 17.10.05, 13:28
    white.falcon napisała:

    > Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
    > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

    W zasadzie powinnam... bo dal mi ku temu powody. Ale ja juz nie wytrzymuje
    tej dyskusji. Oslablam w walce i zgalerecialam kompletnie :-(

    > Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
    > kawałek szmatki lub jakaś kratka.

    No tak, a to przeciez plecionka... Ale za plecionkowa wycieraczka i za drzwiami
    swiat Meduzy wyglada ciekawiej :-)

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 13:33
    Meduzko, galareta galaretą, a te macki - to co, od macochy? I do tego z
    trującymi czółkami. ;-D

    O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
    OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają. Może
    odechcieć się takim pokazywać rąbek meduzkowego świata. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 13:38
    > O widzisz, na temat kratki właśnie wiedziałam, że coś jest na rzeczy.
    > OPierniczkowi dżentelmeni miast starać się, to już na wstępie wybrzydzają.

    To ja się zatem postaram. Co z tym piwem? Wszystkie miłe pierniczkowe panie
    zachęcam serdecznie. Pierniczkowych panów też, tyle tylko że wychodzi na to że
    to Toni i ja, no a Toni tam tę powódź sprząta to pewnie nie wpadnie do nas na
    Pola Mokotowskie.

    To co, jakieś pierniczkowe towarzystwo chętne na piwko na Polach?
  • white.falcon 17.10.05, 13:41
    Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa. Trzeba
    jeszcze Meduzę skusić. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 13:43
    > Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa.
    Trzeba jeszcze Meduzę skusić. :-)

    No więc jak, pierniczkowe towarzystwo: przyjedziecie do nas na Pola
    Mokotowskie? Z Centralnego przyjezdnych mogę odebrać. Łatwo mnie rozpoznać -
    jako toytoyek jestem duży, niebieski, w kształcie prostopadłoscianu i stoję na
    czwartym peronie hahaha.
  • meduza4 17.10.05, 13:58
    toytoyek napisał:

    > > Ja to bym się wybrała chętnie poznać resztę pierniczkowego towarzystwa.
    > Trzeba jeszcze Meduzę skusić. :-)
    >
    A czemu do mnie nie przyjedziecie? Mam do zaoferowania czyste powietrze,
    piekne krajobrazy, grzyby w lesie... A nocleg gdzies sie tanio da zalatwic i to
    wcale nie na wycieraczce :-D


    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 14:05
    A nie można po kolei? Toytoyek z piwem na Polach jest pierwszy. Nocleg tez
    mozna tanio załatwić. Powietrze? Hmmm - powietrze to może i niezbyt, ale za to
    jakie towarzystwo!!! :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 14:10
    O właśnie, święte slowa. Zresztą my chcieliśmy Meduzo, żebyś zwiedziła Warszawę
    wreszcie też i poza dworcem PKP, a kto lepiej Ci ją pokaże niż autochtoni?

    T.
  • white.falcon 17.10.05, 14:17
    A jak będziemy złośliwi, to będziemy ją kolejny raz włóczyć po Pałacu Nauki i
    Kultury. Ale to wtedy, jak będzie niegrzeczna i nie będzie chciała
    przyjechać. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 17.10.05, 14:25
    white.falcon napisała:

    > A jak będziemy złośliwi, to będziemy ją kolejny raz włóczyć po Pałacu Nauki i
    > Kultury. Ale to wtedy, jak będzie niegrzeczna i nie będzie chciała
    > przyjechać. ;-D

    No to po co mam przyjezdzac, skoro chcecie mnie torturowac psychicznie,
    bhuuuuuuuuu :-(
    A Warszawiakow to sie chyba nie da wyciagnac nigdzie z ich nory???

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 16:48
    Toż i napisałam, że jak nie przyjedziesz, to kara sroga w postaci pałacu Cię
    czeka, bo przyjedziemy i wysupłamy Ciebie z Twojej ciepłej meduzowej
    kryjówki. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 19.10.05, 09:11
    No ja nie wiem czy jak przybedziecie do mojej kryjowki to bedzie sie wam
    chcialo mnie stamtad wysuplywac ;-)))))

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 14:14
    toytoyek napisał:

    > No więc jak, pierniczkowe towarzystwo: przyjedziecie do nas na Pola
    > Mokotowskie? Z Centralnego przyjezdnych mogę odebrać. Łatwo mnie rozpoznać -
    > jako toytoyek jestem duży, niebieski, w kształcie prostopadłoscianu i stoję
    na czwartym peronie hahaha.

    Mógłbyś trochę ruszać się. Tak stojąc w jednym miejscu możesz zmarznąć. Tam są
    przeciągi. ;-D Tyle że gdybyś zaczął we wcieleniu toytoyka uprawiać biegi po
    peronie, to zostałbyś sławny, opisaliby Ciebie w gazetach i zaprosili
    do "Baru", no i nici byłyby z picia piwa, bo miałbyś ciekawsze zajęcia niż
    pierniczkowe towarzystwo. ;-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 14:18
    > Mógłbyś trochę ruszać się. Tak stojąc w jednym miejscu możesz zmarznąć. Tam

    > przeciągi. ;-D Tyle że gdybyś zaczął we wcieleniu toytoyka uprawiać biegi po
    > peronie, to zostałbyś sławny, opisaliby Ciebie w gazetach i zaprosili
    > do "Baru", no i nici byłyby z picia piwa, bo miałbyś ciekawsze zajęcia niż
    > pierniczkowe towarzystwo. ;-)
    >
    Otóż powiem Ci, że byłem kiedyś w "Barze". Przejazdem. Byłem we Wrocławiu i tam
    wlazłem przez ciekawość. Jeszcze bardziej żałosne niż w TV. Więc myślę że pobyt
    tam na dłużej raczej zachęciłby a nie zniechęciłby mnie do obcowania z
    pierniczkową spółką...
  • white.falcon 17.10.05, 16:46
    A to miło to słyszeć, że przedkładsz pierniczkowe towarzystwo nad pogawędki z
    Frytkami takimi n.p.. :-) Mnie też jakieś "Bary", czy nie wiem, ale coś napewno
    ostatnio podobnego leci nie zainteresowały. Niedzisiejszam jakaś. Zaraz tu
    znajdzie się ktoś, kto mnie bedzie potępiać, bo mam dziwne poglądy: "Baru" nie
    oglądam, ale "Klanu" też nie. Kiedyś bowiem obejrzałam te dwa programy jeden po
    drugim i przez dobre pół godziny nie umiałam przyporządkować odpowiednio
    postaci. A w nocy miałam koszmary senne - taki mix "Baru" z "Klanem" mi
    powstał. Never! Było to okropne doświadczenie. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 13:29
    > Toytoyek, czy to ma być jakaś "Złota kaczka", czy coś z upierzenia? Nie
    > kojarzę, ale rebus znakomity - poszukam w spisie knajp i będę wiedzieć.

    Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
    zwykły pub na polach. Ale w miarę miło, tanio jak barszcz (Merlin nawet
    droższy, a każdy bywalec Pól Mokotowskich, nawet tak sędziwy i nieczęsty jak ja
    wie, że nigdy na Polach nie było knajpy tańszej od Merlina) i w ogóle.
    >
    Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
    > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)

    Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?
    >
    > Meduzo, oni nie rozumieją, JAKĄ wycieraczkę masz na myśli. Oni myślą, że to
    > kawałek szmatki lub jakaś kratka. O, naiwni, Meduza nie posiada takich
    nędznych sprzętów w meduzowym pałacu. ;-D

    No fakt że nie wiem jaką wycieraczkę ma Meduza - ja to się tylko znam na
    gumowych z tłoczonymi rowkami, ale to już pisałem wcześniej.
    >
    > Iza, no tak, to trzeba w jakiś sposób wymyślić rekompensatę dla tych 250
    km. :-
    > )
    >
    > Czy Sokółka zapomniała o czymś? Nie wiem. :-)

    Na obecną chwilę chyba nie, ale zapomniałaś pozdrowić Toni'ego. Masz jeszcze
    trochę czasu, bo napisał, że jedzie likwidować skutki powodzi i że będzie jutro.
  • meduza4 17.10.05, 13:32
    toytoyek napisał:

    >
    > Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
    > zwykły pub na polach.

    Kurtka na wacie, moze "Kaczor Donald" sie to nazywa??? ;-PPP

    > >
    > Meduza w emocjonalnym zapale kłócenia się mogłaby Toniemu przylać
    > > patelnią. I byłby wstyd przed pierniczkowym dżentelmenem. ;-)
    >
    > Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?
    >
    Zrobilabym ;-PPPP

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 13:39
    toytoyek napisał:

    > Prościej. Prozaicznie "Kaczka" się to nazywa i żadnać to elegancka knajpa -
    > zwykły pub na polach. Ale w miarę miło, tanio jak barszcz (Merlin nawet
    > droższy, a każdy bywalec Pól Mokotowskich, nawet tak sędziwy i nieczęsty jak
    ja wie, że nigdy na Polach nie było knajpy tańszej od Merlina) i w ogóle.

    No teraz już wiem, gdzie w razie poszukiwań udać się. Tylko mogą mnie
    zrozumieć opacznbie, gdy spytam się: "Czy nie widziano tutaj Toytoyka?" ;-)

    > Meduza na pewno by tego nie zrobiła. Meduzo: zrobiłabyś?

    A myślisz, że Meduza to plazma? Pewno, że zrobiłaby - to Dziewczyna z krwi i
    kości.

    > No fakt że nie wiem jaką wycieraczkę ma Meduza - ja to się tylko znam na
    > gumowych z tłoczonymi rowkami, ale to już pisałem wcześniej.

    O wycieraczce i jej tajemnicach Meduza napisała już poniżej. :-)

    > Na obecną chwilę chyba nie, ale zapomniałaś pozdrowić Toni'ego. Masz jeszcze
    > trochę czasu, bo napisał, że jedzie likwidować skutki powodzi i że będzie
    jutro.

    No to na zaś pozdrawiam dzielnego antypowodziowego Toniego i wesołe grono
    Koleżanek i Kolegów nie-powodziowych. :-)


    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 13:11
    > No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
    > w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.
    >
    No nie! Asz to złośliwa meduza jesteś - ja z dobrego serca w tamtym wątku o tym
    napisałem no... Bo chyba do tego pijesz, ha?

    > Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac.

    No to problem, bo zielonych to tu u mnie już nie widzę za dużo, ale w
    najgorszym razie może być pokolorowany trochę?

    > Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
    > na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka razy
    juz
    > zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)

    No nie no, okaże się, że przyjechałem, Ty znów zmieniłaś położenie i nawet może
    nikt mnie na wycieraczkę nie przyjmie...
  • meduza4 17.10.05, 13:16
    toytoyek napisał:

    > > No wlasnie. Ja sie nie moge do Ciebie wprosic, bo wyjdzie, ze taki chlop
    > > w spodnicy jestem i ze przeze mnie mezczyzna czuje sie niepotrzebny.
    > >
    > No nie! Asz to złośliwa meduza jesteś - ja z dobrego serca w tamtym wątku o
    tym
    >
    > napisałem no... Bo chyba do tego pijesz, ha?

    Tia, zlosliwa, zlosliwa... Mowie jak jest. Najpierw mnie bidulke z problemem
    zostawiaja na pastwe losu a jak juz ten problem Meduzka rozwiaze, to be, bo
    sie jak facet zachowala. O Niebiosa, ze tez nie grzmicie!!! :-(


    > > Moga byc trzy liscie: czerwozny, zielony i zlocisty. Beda ladnie wygladac
    > .
    >
    > No to problem, bo zielonych to tu u mnie już nie widzę za dużo, ale w
    > najgorszym razie może być pokolorowany trochę?

    No niech juz bedzie pokolorowany. Ale jakby dobrze po parku poszukac to sie
    znajda takie zielonkawe.


    > > Tylko ten Bialystok to troche nie ten kierunek. Do mnie trzeba z Warszawy
    >
    > > na zachod. Polozenie geograficzne jak na dzien dzisiejszy... bo kilka raz
    > y
    > juz
    > > zmienialam. Jutro moze byc znowu w inna strone :-)
    >
    > No nie no, okaże się, że przyjechałem, Ty znów zmieniłaś położenie i nawet
    może
    >
    > nikt mnie na wycieraczkę nie przyjmie...

    No nie, umowe o prace mam aktualna jeszcze przez 11,5 miesiaca :-D
    Do tego czasu sie nie ruszam, a potem podobno przedluzaja bez problemu.

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 13:26
    Nie bój żaby, będzie dobrze. :-) Meduzo, pomyśl, o jaką knajpę Toytoykowi
    chodzi tematem taniego piwa w W-wie. Na Polach Mokotowskich i mająca wspólny
    drobiowy mianownik z kandydatami na prezydenta? Co to może być? :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 17.10.05, 13:30
    A czy ja znam Warszawe? Moze ze 20 razy w zyciu tam bylam... na dworcu PKP :-(

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 13:42
    To może najwyższy czas ją od tej strony poznać? Najwyżej patelnia pójdzie w
    ruch. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 17.10.05, 14:01
    No ale ja nie wiem, kiedy znowu bede w Warszawie... na dworcu PKP.

    A, raz w zyciu w Palacu Kultury bylam, a dwa nastepne pod Palacem (a tak w
    ogole to go jeszcze chyba nie rozebrali?) no i gdzies jeszcze generalnie mnie
    ciagali na jakichs szkolnych wycieczkach...

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 14:08
    No to trzeba obligatoryjnie obejrzeć to, co zostało ze stolicy, bo niedługo
    wszystkie wolne powierzchnie zajmą szklane biurowce i oglądać nie będzie
    czego. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 14:12
    Dokładnie. Co gorsza, prostaki już zabudowują kawałki Pól Mokotowskich
    niestety. Ostatnie wsiowe kawałki miasta w okolicach Czerniakowa też... No i
    jak jeszcze trochę poczekasz Meduzo to faktycznie jak przyjedziesz doWwy to nie
    wyjdziesz poza dworzec, bo ona będzie jednym wielkim dworcem...
  • white.falcon 17.10.05, 14:15
    Dodam od siebie, Meduzo, a jak już nie kusi Ciebie stolica, to przynajmniej
    obejrzałabgyś pierniczkowe towarzystwo. Zapewne nie stanowimy gorszego od
    Warszawy widoku i nas póki co w nic nie przekształcają. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 14:22
    > Dodam od siebie, Meduzo, a jak już nie kusi Ciebie stolica, to przynajmniej
    > obejrzałabgyś pierniczkowe towarzystwo. Zapewne nie stanowimy gorszego od
    > Warszawy widoku i nas póki co w nic nie przekształcają. :-)

    Sokółka, mieliśmy Ją zachęcać. Napisz że niedługo nas będą przekształcać, to
    będzie miała lepszy bodziec żeby szybko przyjechać!
  • meduza4 17.10.05, 14:28
    A to dopiero!!!
    Ale dlaczego ja mam jechac do Warszawy ogladac biurowce, kiedy u mnie ladniej?
    I czemu do mnie nikt nie chce przyjechac, bhuuuuuuuu :-(((

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 17.10.05, 14:29
    No przyjedziemy, przyjedziemy! Ale najpierw Ty do nas. Demokrację mamy, nas
    więcej, więc większość zdecydowała, że droga Meduzo przyjeżdżasz do nas.
  • meduza4 17.10.05, 14:38
    Od paru lat ta demokracja forumowa tak decyduje... a ja i tak nie przyjechalam.
    No bo niby gdzie ja bede spac? Na wycieraczce???
    A poza tym warszawskie piwo jest za drogie dla mnie, bo mi placa prowincjonalna
    pensje :-(

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 16:40
    No ja nie moge...zostawic Was na kilka godzin i co sie dzieje...
    Dziewczyny wzięły sie za toytoyka i przeciagają jego gentlemańską
    pierniczkowośc pomiedzy Gubinem a Pałacem kultury i czegos tam jeszcze,
    zakrapiając piwem, meduzami, wycieraczkami i kolorowymi listkami. Sama juz sie
    nie łapie w tym drzewku. I ani Toni nie pospieszy na ratunek, bo powodzianie sa
    w potrzebie wiekszej pewnie, ani żaden inny nie-kobieta i nawet nie-
    Amerykanin...hm... a moja myśl o toruńskich piernikach w polewie i złotej
    karecie i makatki ze sznurka gdzies sie zgubiła w biegu... Bo kobiety trzeba
    zdobywac jak mówiła meduza a tu tyle kobiet stoi pod drzwiami jednego...
    I panowie nie piwo i kurczaki na polach jakis tam, czy w stogu siana ale
    kolacja przy swiecach albo wytrawny obiad z aperitiwem...;-))Rzeczywiscie same
    kontrasty: elegancja z niedbałością, dekadencja z wariacjami i meska
    chropowatośc z babska wrednoscia sie mieszają...ciekawy watek....;-)))))
  • white.falcon 17.10.05, 16:58
    Izo, Ty nie narzekaj, tylko pisz, bo zaraz jakiś moralizator się znajdzie i nam
    kota popędzi za niepoważne traktowanie FR i problematów z dylematami trapiących
    tu obecne inne istoty. Co zaś dotyczy kontrastów - one są piękne, bo powstają
    żywiołowo, wynikają lub nie jedne z drugich lub też komuś z czymś kojarzą
    się. :-)

    A streszczając dalsze dzieje w czasie, gdy nas opuściłaś: Meduza wyjaśniła
    tajemnice wycieraczki, do produkcji której użyto wyjątkowo ekskluzywnego
    materiału; Toytoyek stwierdził, że nie ma zamiaru biegać po peronie we
    wcieleniu toytoyka, bo nie chce do "Baru" (nie podoba mu się tam) - czyli
    bedzie stał grzecznie na czwartym peronie; namawiamy Meduze na odwiedziny
    Warszawy i konsumpcję piwa w pierniczkowym towarzystwie, strasząc ją
    zwiedzaniem Pałacu Kultury po raz "fafnasty" (tak dziecko koleżanki
    wymawia "szesnaście", co nie oznacza szesnaście, tylko byle jaką liczbę). No
    stęskniliśmy się za Tobą, już nie wspominając o o-błędnym Rycerzu Tonim,
    ratującym świat z potopu. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 17:24
    wuhahahahahaha!

    Ja nie mogę, ten wątek po prostu rozwinął się w kierunku, którego nijak się
    spodziewać nie mogłem. A streszczenie jest boskie, po prostu boskie.

    Chciałem tylko dodać, że tyle pierniczkowych kobiet to nie do jednego lecz do
    dwóch gentemanów, no bo zegarmistrz światła Toni - to numer jeden, no i skromny
    ja - jako numer drugi. No chyba żeby trzymać się definicji, że jak ktoś jest w
    głębi duszy kobietą to nie jest gentlemanem. I wtedy faktycznie na placu boju
    pozostaje tylko Toni...
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:45
    Skąd słowo zegarmistrz się wzięło wobec Pana z Utah?
    a gentlemen to przeciez nie maczo więc ma wiecej wspólnego z kobietą....
    Wątek zawzięcie prowadzi tt(taki nowy skrót;-) wiec to on gra pierwsze
    skrzypce, nie ma tutaj placu broni to nie chłopcy przecież tylko ciasteczkowe
    potworki, hihihi
    proponuje załozyc nowy pokój na forum: towarzyski pierniczkowy lub podobnie, sa
    jakies propozycje?
    a co do piwa jesli sie upieracie to musi byc po srodku między Gubinem a Wazą
    czyli w Toruniu, ale jeśli dołozymy Utach do tej średniej do wyjdzie gdzies na
    Wyspach Kanaryjskich...lub w paszczy rekinabo dobrze nie zmierzyłam. I nie
    powołujcie sie na demokrację, bo ważne jest kto tutaj przewodniczy stadu i czy
    wybory nie były sfałszowane...;-)
  • white.falcon 17.10.05, 18:13
    Ejże, Toytoyku. Toni to jest Toni, a Toytoyek to Toytoyek i obaj są
    niepowtarzalnie różni i obaj są pierniczkowymi gentlemanami niezleżnie od tego,
    czy któryś z nich pije piwo na Polu Mokotowskim i wolnych chwilach wystaje na
    czwartym peronie we wcieleniu prostopadłościanowej bławatkowej budki, czy też
    walczy z kłębiącym się żywiołem, dostając przy okazji czkawki, jeszcze nie
    wiedząc, że to dlatego, iż go tu wspominają życzliwie.

    Co zaś dotyczy sprawy, co komu gra w duszy. Lesiowi z Chmielewskiej w duszy
    grały skarpetki. Nie oznaczało to jednak, że był kimś innym, niż Lesio. I na
    tym polega urok danej osoby, że ma w sobie różne cechy, które jacyś tam bliżej
    nieokreśleni "wszyscy" lubią przypisać jakiejś jednej płci. Koniecznie trzeba
    wszystko układać na półeczki? Nie można mieć trochę uroczego bałaganiku choćby
    w duszy? :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:38
    Serdeczne dzięki za streszczonko...ja nie narzekam jedynie, że praca mnie goni
    i rujnuje sobie zycie w ogóle przez to bicie piany, acz sympatyczne,
    błyskotliwe i wymyslne, że hoho;-)) Po co nowe wątki zakładac jak tutaj mozna
    każdy temat rozwinac jak sie podoba;-) a co do "Wazy", (bo tak Warszawę nazywał
    mój syn gdy miał 1,5 roku i do dzisiaj uwielbia dworce i pociagi) to jestem
    ciekawa gdzie mozna spotkac wcielenie toytoyka nigdy takiego tam nie
    widziałam...chyba dawno nie byłam...
    Błędny Rycerz nawet nie wie co go czeka jak sie pojawi...nie nadazy odpierać
    naszych postów...az dojdziemy do liczby 200
  • white.falcon 17.10.05, 18:18
    No odrazu taka tam ruina w życiu! Ciężkie słowo - jak kamień. Nie uważam, że to
    jest bicie piany. Jeśli chociaż raz uśmiechnęłaś się podczas pisania lub
    czytania - to cel osiągnięty. Poprawiłaś sobie humor. Miło jest pisać o czymś
    wesołym i zabawnym, bo smutku i siąpiących łezek w zyciu nie brak.

    Masz bardzo mądre dziecko - słusznie lubi dworce i pociągi. Jak nic intuicja mu
    podpowiada, że Mam wybierze się w podróż. ;-)

    A Toni ma zapewne czkawkę i nie wie, dlaczego. Ale się zdziwi, jak tu umęczony
    żywiołem, zajrzy. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 18:56
    Ruina jakie tam cięzkie słowo...;-) w końcu dobrowolna - to raczej moja
    wina...odkad tutaj wsadziłam nos, bo tak naprawde zajrzałam na forum kilka dni
    temu ale na biznes a wolnych chwilach zaglądałam tutaj.Teraz jest odwrotna
    tendencja...tam przy okazji a tutaj czesciej...;-)
    Masz rację" bicie piany" zostało niewłasciwie uzyte i kalam sie za to...
    Nie raz sie uśmiechnęłam, ale nawet uhahałam...;-)
  • white.falcon 17.10.05, 18:59
    Et tam - żadna wina, raczej zasługa. No gdzie byś natrafiła na pierniczkowe (z
    Twojej ręki) towarzystwo? Wyciągnęłaś nas ze smutku, marazmu, kałuż
    poniszczonych uczuć i rozbitych w drzazgi marzeń. I dobrze jest. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 19:07
    Ja sama nie wyciągnęłabym...poza tym zbyt często jestem w tej beznadzieji...to
    taka kraina w Piernikowie, nieopodal lasu, gdzie mnie czesto ciagnie...bo
    przeciez kompa na plecach nie noszę...
  • white.falcon 17.10.05, 19:12
    A kto nie bywa w takim stanie? Każdy ma taki zakątek w Piernikowej krainie,
    gdzie chowa swoje małe smutki, ale im dłużej ich nie wyciąga, tym bardziej
    usychają i nie pasożytują na nas. Czasem komp nie jest potrzebny, bo ma się
    świadomość, że w kompiku na ekraniku po powrocie zastanie się symaptyczne
    słowa, które ułożą się w rozbrajające smutki zdania. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 19:15
    Świeta racja...
    " w kompiku na ekraniku"...:-)
    To ja schowam sie teraz w papierzyskach...zajrze tutaj za kilka godzin
    sprawdzic jak sie macie.
  • white.falcon 17.10.05, 19:17
    Tylko przełącz się z powrotem z tych papierzysk i uważaj, byś w nich nie
    ponawypisywała o wycieraczce Meduzy, Toytoyku na dworcu i ptaku w błazeńskiej
    czapce na łebku. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 18:22
    Oj tak tak, Toniemu współczuć tylko mogę, bo domyślam się jak wiele cennego
    czasu będzie musiał poświęcić na dociekania kto i co miał na myśli aluzje
    stosując wszak nie płytkie w niektórych elementach tego wątku. A że struktura
    drzewiasta wprowadza dodatkowy zamęt to mam nadzieję, że przed kolejną powodzią
    Toni zdąży rozkodować wszystkie jakże głębokie i treściwe kierunki, w jakich
    się rozwinęliśmy. I obawiam się, że i przed 300. postem wciąż nie wszystko
    będzie dlań jasne...

    A co do bałaganiku - ależ oczywiście można go mieć wszędzie. W głowie, w duszy,
    na peronie, pod wycieraczką... I cały w tym urok pierniczkowego towarzystwa, że
    pełni kontrastów nie zwracamy uwagi większej na ład przestrzenny, także w swych
    duszach...

    Matko, zaczynam chrzanić coraz bardziej. Może trzeba się opanować, bo Toni
    będzie bez szans... Postuluję nie zmieniać wątku, bo ten jest na tyle długi, że
    już nikt poza nami go nie czyta i może to lepiej.
  • toytoyek 17.10.05, 18:23
    Ja tylko mam takie pytanko:czy któraś z udzielających się tu osób jest jakimś
    filologiem, poetą, redaktorem, czy też innym kimś o zacięciu językowym? Bo
    palce sobie oblizuję jak niektóre (bynajmniej nie swoje) teksty czytam:-)))
  • white.falcon 17.10.05, 18:50
    Bylebyś paznokci nie obgryzał. Widziałam reklamę jakiegoś środka (nie pamiętam,
    jakiego) na złośliwego stworka wkrętka. On obgryzał paznokcie i wrednie gapił
    się. Stworka zapamiętałam, bo ponoć urzęduje na obgryzanych paznokciach. ;-)

    Co do zapytanka. A jak Ci się wydaje być? Tu w pierniczkowym towarzystwie każdy
    jest według potrzeby literatem, poetą, poważnym redaktorem, rymiarzem i czym
    tam jeszcze. A w życiu - no nie każdy może zostać szczęśliwym stolarzem, gdy
    np. ma takie powołanie, bo akurat musi robić coś innego. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • white.falcon 17.10.05, 18:56
    toytoyek napisał:

    > Oj tak tak, Toniemu współczuć tylko mogę, bo domyślam się jak wiele cennego
    > czasu będzie musiał poświęcić na dociekania kto i co miał na myśli aluzje
    > stosując wszak nie płytkie w niektórych elementach tego wątku. A że struktura
    > drzewiasta wprowadza dodatkowy zamęt to mam nadzieję, że przed kolejną
    powodzią Toni zdąży rozkodować wszystkie jakże głębokie i treściwe kierunki, w
    jakich się rozwinęliśmy. I obawiam się, że i przed 300. postem wciąż nie
    wszystko będzie dlań jasne...

    Ależ przecież będzie mógł zadawać pytania, a my mu na nie odpowiemy zgodnie z
    prawdą i poczuciem rzeczywistej nierzeczywistości oraz aktualnym stanem ducha
    odpowiadającego. ;-)

    > A co do bałaganiku - ależ oczywiście można go mieć wszędzie. W głowie, w
    duszy, na peronie, pod wycieraczką... I cały w tym urok pierniczkowego
    towarzystwa, że - pełni kontrastów nie zwracamy uwagi większej na ład
    przestrzenny, także w swych duszach...
    >
    > Matko, zaczynam chrzanić coraz bardziej. Może trzeba się opanować, bo Toni
    > będzie bez szans... Postuluję nie zmieniać wątku, bo ten jest na tyle długi,
    że już nikt poza nami go nie czyta i może to lepiej.

    Ja nie chcę Ciebie rozczarowywać, ale niektórzy czytają. Nie wiem, jak Wy, ale
    mogę robić za forumowego błazna. Sokołowi w czapce z dzwoneczkami byłoby do
    twarzy... tfuj - dzioba chyba. ;-) Zas Toni nie będzie miał wyjścia, tylko
    będzie musiał zadawać pytania, by dowiedzieć się, co tu się dzieje bez jego
    udziału. :-)


    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 19:33
    > Ależ przecież będzie mógł zadawać pytania, a my mu na nie odpowiemy zgodnie z
    > prawdą i poczuciem rzeczywistej nierzeczywistości oraz aktualnym stanem ducha
    > odpowiadającego. ;-)

    NIe no, oczywiście. Ja chętnie odpowiem, jeśli tylko zrozumiem pytanie.
    >
    > Ja nie chcę Ciebie rozczarowywać, ale niektórzy czytają. Nie wiem, jak Wy,
    ale
    > mogę robić za forumowego błazna. Sokołowi w czapce z dzwoneczkami byłoby do
    > twarzy... tfuj - dzioba chyba. ;-) Zas Toni nie będzie miał wyjścia, tylko
    > będzie musiał zadawać pytania, by dowiedzieć się, co tu się dzieje bez jego
    > udziału. :-)
    >
    Och tak, robienie za forumowego błazna jest ciekawym doświadczeniem, czy to w
    czapce z dzwoneczkami na głowie, czy to tamując powódź własną zbroją, czy to
    dziergając na drutach mackami na wycieraczce, czy to swe rozczochrane kosmyki
    plącząc w sweter, czy wreszcie bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
    kształcie prostopadłościennym...

    A myślisz, że ktoś to jeszcze czyta? To gupi normalnie jakiś musi być, że czyta
    a się nie włącza do taaaaakiej fajnej rozmowy.

    Ale ale, my tu gadu gadu, a czy tam przypadkiem w USA to już nie wtorek? Bo ja
    się na tych zmianach czasu to nie znam, ale we wtorek tu podobno miało być o
    jedną osobę więcej...
  • white.falcon 17.10.05, 20:02
    toytoyek napisał:

    > NIe no, oczywiście. Ja chętnie odpowiem, jeśli tylko zrozumiem pytanie.

    Ja odpowiem, jak nawet nie zrozumiem. Życzliwa jestem wobec naszego
    Rodaka ... ;-)

    > Och tak, robienie za forumowego błazna jest ciekawym doświadczeniem, czy to w
    > czapce z dzwoneczkami na głowie, czy to tamując powódź własną zbroją, czy to
    > dziergając na drutach mackami na wycieraczce, czy to swe rozczochrane kosmyki
    > plącząc w sweter, czy wreszcie bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
    > kształcie prostopadłościennym...

    Dlaczego bezdusznie stojąc. Możesz stać z duszą (np. taką od piecyka
    gazowego). ;-)

    > To gupi normalnie jakiś musi być, że czyta a się nie włącza do taaaaakiej
    fajnej rozmowy.

    Może się wstydzi? I tak ścichapęk obserwuje? Kiedyś zaglądał tu Zahedan (też
    Rodak, jak Toni, tylko gorzej znał język, ale rozumiał lepiej). Pisał w języku
    zachedańskim (tak określiłam tę mowę), posiadał kilimek i mole, które mu go
    atakowały. mam jednak wątpliwość, czy Toni zrozumiałby Zahedana. Ale Zahedan do
    pierniczkowego świata by się nadał. A może trzeba zaprosić innych do udziału w
    twórczym marazmie? ;-)

    > Ale ale, my tu gadu gadu, a czy tam przypadkiem w USA to już nie wtorek? Bo ja
    > się na tych zmianach czasu to nie znam, ale we wtorek tu podobno miało być o
    > jedną osobę więcej...

    Poczekamy cierpliwie zatem. Napewno chcemy wiedzieć, jak poszło Toniemu. :-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 21:48
    > Ja odpowiem, jak nawet nie zrozumiem. Życzliwa jestem wobec naszego
    > Rodaka ... ;-)

    Ja też życzliwy, ale odpowiadanie na pytanie,którego się nie zrozumiało zawsze
    niesie za sobą ryzyko, że udzieli się niesłusznej, a być może wręcz krzywdzącej
    odpowiedzi...

    >
    bezdusznie stojąc na czwartym peronie w
    > > kształcie prostopadłościennym...
    >
    > Dlaczego bezdusznie stojąc. Możesz stać z duszą (np. taką od piecyka
    > gazowego). ;-)

    Ależ to jest pomysł znakomity! Zatem od dziś będę stał dusznie. Jednocześnie
    tłocząc rowki w wycieraczkach...
    >
    > Może się wstydzi? I tak ścichapęk obserwuje? Kiedyś zaglądał tu Zahedan (też
    > Rodak, jak Toni, tylko gorzej znał język, ale rozumiał lepiej). Pisał w
    języku
    > zachedańskim (tak określiłam tę mowę), posiadał kilimek i mole, które mu go
    > atakowały. mam jednak wątpliwość, czy Toni zrozumiałby Zahedana. Ale Zahedan
    do pierniczkowego świata by się nadał. A może trzeba zaprosić innych do udziału
    w twórczym marazmie? ;-)

    No trzeba! A ten kolega, choć go nie znam, już mi się podoba! Czemu, ach czemu,
    odszedł był z forum...
    >
    > Poczekamy cierpliwie zatem. Napewno chcemy wiedzieć, jak poszło Toniemu. :-)
    >
    Nie wiem jak inni, ale ja chcę bardzo. Toni, czy u Was już wtorek? Z
    niecierpliwością powrócę jutro na to forum...
  • white.falcon 17.10.05, 21:57
    toytoyek napisał:


    > Ja też życzliwy, ale odpowiadanie na pytanie,którego się nie zrozumiało
    zawsze niesie za sobą ryzyko, że udzieli się niesłusznej, a być może wręcz
    krzywdzącej odpowiedzi...

    Każdą odpowiedź można przy braku życzliwości zinterpretować mylnie. Ale znając
    Toniego i naszą życzliwość wobec niego zostaniemy po małym zamieszaniu
    zrozumiani odpowiednio przez Toniego (co nie oznacza, że zrozumiani tak, jak
    chcemy to przekazać). ;-)

    > Ależ to jest pomysł znakomity! Zatem od dziś będę stał dusznie. Jednocześnie
    > tłocząc rowki w wycieraczkach...

    I buchając parą (wszak to dusza od piecyka). A jak dobrze pójdzie, to mozna
    strawę gotować dla znużonych podróżnych. ;-D

    > No trzeba! A ten kolega, choć go nie znam, już mi się podoba! Czemu, ach
    czemu, odszedł był z forum...

    Może jeszcze znajdzie się z powrotem. Zawsze, gdy widział swoje imię,
    odnajdywał się. Byleby tylko dowiedział się, że go ludziki z pierniczkowego
    świata poszukują. :-)


    > Nie wiem jak inni, ale ja chcę bardzo. Toni, czy u Was już wtorek? Z
    > niecierpliwością powrócę jutro na to forum...

    Też będę zerkać, oczekując relacji Toniego z jego pomocnego ratowania innych.
    Życzę zatem spokojnego dobranockowania wszystkim pozdrawiając i machając
    błazeńską czapeczką,
    Sokółka


    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 18.10.05, 08:54
    Jak mozna zakrapiac meduzami???
    Piwem to ja rozumiem, ale meduzami? Zdaje sie, ze juz po mnie :-(


    Gość portalu: Iza napisał(a):

    > zakrapiając piwem, meduzami, wycieraczkami i kolorowymi listkami. Sama juz
    sie
    > nie łapie w tym drzewku.



    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 17.10.05, 21:58
    Czy w pierniczkowym świecie istnieje miłość fatalna i z czym ją się je? Ma
    pestki? Czy może ją najpierw trzeba w czymś wymoczyć, by pozbawić fatalności? ;-
    D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 22:06
    W pierniczkowym świecie każda miłość jest czysta i nieskalana fatalnością, ani
    tym bardziej fatalizmem. A cech owych przyziemnych pozbawia się sama, ot tak po
    prostu, jak to miłość...

    Wszelkich fatalnych zapraszamy serdecznie celem odfatalnienia swych więzów,
    dzwoniąc czapeczką i puszczając parę z duszy (tej od żelazka).

    Czy ja jużmówiłem, że coraz większe gupoty tu sobie piszemy?
  • white.falcon 17.10.05, 22:44
    Sądzę, że ponownie masz rację, Toytoyek. Pierniczkowy świat musi należec do
    tych lepszych światów. :-)

    Czapeczką mam dzwonić ja! To sokołkowa czapeczka. Ty masz duszę (od żelazka) i
    masz pufać parą. ;-)

    Co zaś dotyczy głupot. Bardziej można zgłupieć od powagi, niż od sympatycznych
    głupot (tak na poważnie - to jest to swojego rodzaju odskocznia i w jakiś
    sposób korzystnie wpływa na ludzi).

    Iza obiecała wygrzebać się z papierów (puśćmy je z dymem, to ją zwabi!) i jej
    nie ma. Toni zaginął za tym swoim modrym oceanem. Meduza nakryła się
    wycieraczką i chyba śpi... Licze na to, że pojawią się jutro. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 18:01
    ToyToyek. Typojesz Utah? Hmmmmm. Ja niemam nic wspulnego z Mormonami, czy
    SSociety, poza tym ze "nasza"(gdzie pracuje) firmowa sekretarka wyszla za
    Mormona, ale nawet obecnie juz nie praktykuje i jest na drodze do
    chrzescianstwa. Juz pisalem, ze jestem z Nowej Anglii(nie Massachussetts),
    gdzie jest wszystko "pod reka".
    Pozdrowienia.
  • Gość: Dumna feministka IP: *.nd.e / *.kk.e-wro.pl 19.10.05, 22:05
    No, no . Panowie to zawsze o długośc walczą. To jakieś kompleksy? Nawet nie
    wiem o co chodzi ale dla długości się poświęcę i nawet sama sobie zacznę
    odpisywać :)
    Na pociechę. Walcząc z negacją internetowych znajomości. Mój bram ma żonę, z
    którą się poznał w ten sposób. I żyją sobie (na razie szczęśliwie).
    A czy Ty wiesz Toyotoyku, że ponoć najszczęśliwsze małżeństwa są wtedy kiedy
    mężczyzna jest starszy od kobiety o 12 lat? Może ta Twoja ma dopiero 15 lat?
    Musisz poczekać bo z nieletnimi.... nie uchodzi.
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:52
    White.falcon. No nie wiesz, ze jak niesmialy, a ty przeciez ladna kobieta
    jestes. Do teg takie chuczne powitania mnie pesza. Uwielbiam sie zgubic w
    tlumie i byc nierozpoznanym. Ale przypadkowe spotkanie przyjaciela jest mile
    widziane.
    Pozdrowienia.
  • white.falcon 18.10.05, 17:54
    I dodatkowo, Toni, jesteś skromny. To sympatyczna cecha. Natomiast dlaczego
    mielibyśmy nie hucznie witać Znajomego, szczególnie gdybyśmy ucieszyli się? To
    przecież miłe. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 17:22
    ToyToyek, Dzieki za zaproszenie, ale do Polski sie ostatnio nie wybieram. Nie
    mam az tyle czasu. Ale jak Ci sie nudzi w Warszawie to moze skoczysz do Nowej
    Angli. Tu tez mamy piwo i ciemne mroczne knajpki, co nikt nie widzi co sie "pod
    stolem" dzieje. Przy okazji pytanie. Teraz ostatnio mozecie tutaj przyjezdzac
    turystycznie slyszalem. Czy to jest drogi wyjazd dla was i czy musicie podac
    miejsce pobytu w USA, Konsulowi?
    Pozdrowienia.
  • white.falcon 18.10.05, 17:52
    Może ja odpowiem, bo jak zajrzysz na następną stronę wpisów, to tam Toytoyek
    już odpowiedział. My potrzebujemy wiz, a nie każdemu te wizy dają. Wiele osób
    tego nie rozumie, bo nie każdy przecież jedzie pracować, są tacy, co chcą
    znajomych odwiedzić, pozwiedzać inny kraj. No i te wizy drogo kosztują,
    niestety.

    Opowiedz lepiej, jak Ci poszło pomaganie sąsiadom? Czy ten potop to było coś
    poważnego?

    Cieszę się, że Cię widzę w dobrym zdrowiu. Zobacz, tęskniliśmy tu wszyscy za
    Tobą. Nawet Meduza. :-)
    Pozdrawiam,
    Sokoliczka
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 21:30
    Dzieki wam Wszystkim za Pamiec. Ta cala powodz to nic wielkiego. Tak troszke
    puscili wody na niby pola, ale ze stejt maly to poszlo troszke na domy i
    biznesy. Szybko przyszla i szybko poszla ta woda. To stalo sie w niedziele o 4
    rano, ale nawet znajomi nie wiedzieli nic, ze ich biznes zalalo jak popoludnu i
    dopiero w tedy dzwonili, zeby im pomoc. Tylko duzo sprzatania zostalo. Jeszcze
    bede im pomagal w srode caly dzien. Wszystko musi byc odkazone i splukane
    czysta woda. Jak ni, to zacznie gnic szybko. Cziagle jest nadzwyczaj cieplo
    (tak jak na wiosne tutaj). W czwartek i piatek juz mnie wolali do przystani
    jachtowej, bo tam ich rowniez ponioslo. Tak znajomym sie pomaga, ale oni za
    wszystko placa ekstra "pod stolem". Placa i musze wziasc zplate, bo jak nie
    wezme, to nastepnym razem jak cos beda potrzebowac, to sie beda wstydzic(bo nie
    wziolem uprzednio)i nie zawolaja. Nprawde. I to niema znaczenia, ze oni nawet
    nie maja ubespieczenia od powodzi(juz dawno nie bylo powodzi). Dobrze, ze ma
    duzo personalnych dni z mojej stalej pracy. Pozdrowienia.
  • white.falcon 17.10.05, 22:52
    Skoro mamy Pierniczkowy świat, to prezentuję Wam bajeczkę na dobranoc w
    kontekście rozmów o Pierniczkowym świecie:

    "- Ależ dajcie spokój, - powiedziała Mysz, - przecież to wszystko bzdury. Świat
    jest okrągły - to znaczy kulisty jak piłka.

    - Nasz świat taki jest, - rzekł Ryczypisk, - Ale czy ten również?

    - Czy mam przez to rozumieć, - powiedział Kaspian, - że wy troje pochodzicie z
    okrągłego świata - okrągłego jak piłka?
    I nigdy mi o tym nie powiedzieliście?
    Zastanawiamy się, dlaczego wy możecie dostać się do naszego świata, a my nie
    możemy wejść do waszego?
    To musi być niesamowite, żyć na takiej piłce.
    Czy byliście kiedykolwiek w tej jej części, gdzie ludzie chodzą głowami w dół?

    Ryczypisk potrząsnął głową.

    - To wcale tak nie jest, - powiedział, - Mało jest rzeczy szczególnych w
    kulistym świecie, jeśli się tam jest."

    Dobranoc. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 17.10.05, 23:25
    Bardzo ładna bajeczka:-) Mam nadzieję, że jutro (och, jutro niestety mam sporo
    pracy i wpadać będę bardzo okazjonalnie...) powrócą ci, którzy zawiedli nas w
    ten październikowy wieczór swą nieobecnością. I może nowe pierniczki do nas
    dołączą celem bezkarnego popisania głupot - tak, anonimowe tworzenie
    pierniczkowego świata to jest to... W końcu nawet Toni będąc zapewne prezesem w
    jakiejś ważnej instytucji tu nie musi obawiać się docinków i uwag o swym braku
    powagi. A jeśli nawet to przecież nikt się nie dowie, że Bill Gates i Toni to
    ta sama osoba, a my nikomu nie powiemy. Obawiam się tylko żeby nie przyleciał
    do nas na piwo na Pola z ochroną, bo jakoś bym się czuł nieswojo...
  • white.falcon 18.10.05, 08:02
    Jak widzę, to ja zaczynam jako pierwsza dzień w pierniczkowym świecie. Hej,
    hej - smacznej kawy, herbaty!!! :-) Izo, nie zasnęłaś na papierami? Meduzko,
    przetrzyj śliczne oczęta mackami. Toytoyku, dzień się zaczął!:-)

    Oooo, sądzisz Toytoyku, że Toni jest aż tak ważny, że przyleci ze smutnymi
    Panami. Ja chyba nie czułabym się nieswojo - tylko zaciekawiona i spróbowałabym
    któregoś uszczypnąć, by sprawdzić, czy
    a) jest prawdziwy i nie jest balonikiem;
    b) by upewnić się, że to mi się nie śni (przecież nie będę szczypać siebie, by
    mówić "auuu" lub też kogoś z pierniczkowego świata, bo niby po co macie
    mówić "auuu". Niech obcy mówią "auuu").
    No i w otoczeniu smutnych Panów na Polu Mokotowskim zrobilibyśmy furorę, a
    jakie wieści rozpełzłyby się po stolycy. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 18.10.05, 10:58
    Ja dziś przywalony pracą, ale widzę że nie tylko ja. Toni wciąż ratuje
    topielców, meduzie zaplątał się sweterek w wycieraczkę, a Iza pewnie zaczęła
    się czesać na powrót Toniego, a to może być proces długotrwały.

    > Oooo, sądzisz Toytoyku, że Toni jest aż tak ważny, że przyleci ze smutnymi
    > Panami.

    No nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Czyżbyś Ty miała droga Sokółko?

    > No i w otoczeniu smutnych Panów na Polu Mokotowskim zrobilibyśmy furorę, a
    > jakie wieści rozpełzłyby się po stolycy. ;-)

    Oj taaaaak, zawsze chciałem kogoś ważnego poznać. Tylko w dzisiejszych czasach
    to się robi niebezpieczne - ten ma dziadka w Wehrmahcie, tamten to nie wiem co
    jeszcze... Aż boję się trochę takich ważnych person...
  • meduza4 18.10.05, 11:04
    toytoyek napisał:

    > Ja dziś przywalony pracą, ale widzę że nie tylko ja. Toni wciąż ratuje
    > topielców, meduzie zaplątał się sweterek w wycieraczkę, a Iza pewnie zaczęła
    > się czesać na powrót Toniego, a to może być proces długotrwały.

    Sprostowanie: meduze omotano kilkoma sprawami do pilnego zrobienia :-)
    Jednakze nie ma to nic wspolnego ze sweterkiem i wycieraczka.
    W sprawe jednak zamieszany jest jej przystojny szef o pieknych brazowych
    oczach...

    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 18.10.05, 11:17
    > Sprostowanie: meduze omotano kilkoma sprawami do pilnego zrobienia :-)
    > Jednakze nie ma to nic wspolnego ze sweterkiem i wycieraczka.
    > W sprawe jednak zamieszany jest jej przystojny szef o pieknych brazowych
    > oczach...
    >
    Ach, to pewnie ten słynny szef z konkurencyjnego wątku, co powoduje, że Meduzka
    rzadziej ma czas zawitać do naszego świata z cukru!
  • white.falcon 18.10.05, 11:38
    Nie wiem, czy nie powinniśmy zrobić się zazdrośni o tego szefa - każdy z innych
    względów, ale zazdrośni i już. ;-)

    Swoją drogą, Toytoyku, sądzisz, że Toni kogoś tam może gdzieś nie tam, gdzie
    powinien mieć? I kto to może być? Chociaż może okazać się nie tragicznie, a
    romantycznie, bo może Toni być zagubionym bratem multimilionera. Nie miałam
    okazji znać multimilionerów, ani jakichś ich braci czy pociotków, a byłoby to
    ciekawe. Co sądzisz na temat tego przypuszczenia? :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 18.10.05, 13:23
    white.falcon napisała:

    > Nie wiem, czy nie powinniśmy zrobić się zazdrośni o tego szefa - każdy z
    innych
    >
    > względów, ale zazdrośni i już. ;-)

    Nic tu zazdrość nie pomoże i nic nie zmieni ;-)

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • meduza4 18.10.05, 13:22
    toytoyek napisał:

    > Ach, to pewnie ten słynny szef z konkurencyjnego wątku, co powoduje, że
    Meduzka
    >
    > rzadziej ma czas zawitać do naszego świata z cukru!

    No bo mój szef jest taki fajny i słodziutki, że aż szkoda się gdzieś w necie
    błąkać mając go pod ręką :-)

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 18.10.05, 13:44
    Witam wąteczek:)
    Tu stara fanka toytoyka:))))). Nie zaglądałam tu wczoraj, a tu proszę - tyle
    nowych postów, a nie mam niestety czasu wszystkich przeczytać. Chyżbyście
    tęsknili za uroczym Tonim z hameryki;)?
  • toytoyek 18.10.05, 14:59
    > Witam wąteczek:)
    > Tu stara fanka toytoyka:))))).

    Och jak mi miło! Witam jedną z pierwszych i jakże skuteczną pocieszycielkę!

    Nie zaglądałam tu wczoraj, a tu proszę - tyle
    > nowych postów, a nie mam niestety czasu wszystkich przeczytać. Chyżbyście
    > tęsknili za uroczym Tonim z hameryki;)?

    Oj chyżbyśmy, chyżbyśmy...

    A Sokółka takie ciekawe przypuszczenie zmontowała odnośnie powiązań familijnych
    Toniego z bogatymi mieszkańcami USA. No Sokółko myślę, że to całkiem
    niewykluczone. Ja kiedyś usłyszałem takie mądre zdanie, że najbardziej drażni
    nas w innych taka cecha, jaką sami mamy. No a ponieważ Toni szuka biednej
    dziewczyny, czyli drażnią go bogate. Ot i cała sprawa... No spójność logiczna
    tylko tu wątpliwa o tyle, że ja mam dość pracoholizmu drugich połówek (w tym
    przekonaniu tkwię od początku wątku), więc by wychodziło że sam też jestem
    pracoholikiem, a tu nic z tego... Nawet czasem żałuję, ale zmusić się do
    pracoholizmu nijak nie mogę...

    Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!
  • meduza4 18.10.05, 15:08
    toytoyek napisał:

    >
    > Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!

    Nie mogę. On jeden jest realny :-DDD

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • white.falcon 18.10.05, 17:36
    toytoyek napisał:

    > Toniego z bogatymi mieszkańcami USA. No Sokółko myślę, że to całkiem
    > niewykluczone. Ja kiedyś usłyszałem takie mądre zdanie, że najbardziej drażni
    > nas w innych taka cecha, jaką sami mamy. No a ponieważ Toni szuka biednej
    > dziewczyny, czyli drażnią go bogate. Ot i cała sprawa... No spójność logiczna
    > tylko tu wątpliwa o tyle, że ja mam dość pracoholizmu drugich połówek (w tym
    > przekonaniu tkwię od początku wątku), więc by wychodziło że sam też jestem
    > pracoholikiem, a tu nic z tego... Nawet czasem żałuję, ale zmusić się do
    > pracoholizmu nijak nie mogę...

    A może ta logiczna spójność jest tradycjonalistką i trzyma się wyłącznie uczuć?
    Wszak uczucia istnieją od wieków, a pracocholizm to rzecz nabyta prawdopodobnie
    w ostatnim stuleciu. Nie słyszałam bowiem, by w średniowieczu jakiś chłop był
    pracocholikiem i orał wszystkie pola i ugory, które mu się napatoczyły w zasięg
    ręki lub też patrycjusze rzymscy świata nie widzieli poza pracą, zaniedbując
    żony, niewolnice, nałożnice i kogo tam jeszcze.

    A w powyższym kontekście powstaje pytanie pierniczkowe: co robi taki ugór, by
    nie popaść w zaoranie? Ucieka, mężnie się broni? A jeżeli tak, to czym? ;-)

    > Meduzko zostaw szefa! Wróć do nas, do słodkich pierniczków!

    Popieram, szef nie zając, chyba że ma tak na nazwisko, ale i tak nie ucieknie.
    Znajdź, Meduzko, jakiś mankament w nim, bo zadurzysz się na amen. Poobserwuj,
    może on np. liże swoje odbicie w lusterku, gdy nikt nie patrzy, albo każe
    sekretarce brać leki na przeczyszczenie, by zawsze była zgrabna, wmawiając, że
    podziwia, że mieści się w garsoneczkach o rozmiarze 35? ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • white.falcon 18.10.05, 14:54
    Zawszeć lepiej podpilnować, niż puścić samopas. Jeszcze się zgubi lub go ktoś
    ukradnie. Dobzi szefowie teraz w cenie. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • meduza4 18.10.05, 15:09
    No tak, pierwszy raz w życiu mam normalnego szefa...
    To jakieś podejrzane...

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • toytoyek 18.10.05, 15:11
    A czy on ma cokolwiek pierniczkowo-cukierkowego? Chociaż odrobinę miodu w
    uszkach albo cukierkowy uśmiech?

    A my tak...
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 16:05
    ...a dzińdoberek wątkowiczom...wyjrzałam na chwilke zza papierów, które mnie
    niemiłosiernie przywalają i końca nie widać...wyjątkowo goracy okres...nawwet
    nie mam czasu czesać czupryny raz dziennie, co by na to Toni powiedział tam
    przecież w powodzi nawet kobiety maja pod reka prostownice do włosów i
    zgrzebadła...Ale w jakims poście przeczytałam, że tutaj można odfatalnić swoją
    miłośc czy jakos tak. A czy mozna tez tutaj odpapierzyc swoja prace albo
    odkłopocić? Pracy bedzie sporo wiec pewnie utone w powodzi papierów,
    paragrafów, aneksów ...czasami przegryzając jednak jakimś pierniczkiem;-)
  • white.falcon 18.10.05, 17:26
    Witaj, Izo. Skoro Toytoyek zasugerował, że przebywanie w pierniczkowym świecie
    odfatalnia miłość (szczególnie, ale to dodam ja, nieudaną, taką, która "ni w
    pięć ni w dziewięć trafia" i kuleje wstrętnie piszcząc "pi, pi, pi" i do
    niczego nie prowadzi), to papiery odpapierzyć można chyba też. Izo, a nie
    łatwiej je puścić z dymem, a potem zwalić wszystko na siłę nieczystą?;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 18.10.05, 17:31
    O właśnie, Izo: z dymem je, z dymem!

    A nie wiem czy zauważyliście, drogie pierniczki, że gdzieś w 83% poprzedniej
    strony (tej 101-200) pojawił się Toni. Jego też zgubiła struktura drzewiasta,
    tak jak mnie niegdyś, i jego posta pojawił się w jakimś dziwnym miejscu.

    Toni, może jednak do Polski byś się wybrał, bo my żeby jechać do USA
    potrzebujemy wizy cały czas i wcale nas tam nie chcą... A za wizę od nas Twoi
    Rodacy kasują niemiłosiernie w twardej walucie. Próbowaliśmy wyrabiać sobie
    wizy i płacić za nie pierniczkami, ale nie chcieli...

    No a dla tych co nie zwrócili uwagi: Toni jest z Nowej Anglii i napisał, że
    mają tam knajpki ciemne, gdzie można robić różne rzeczy pod stołem i nikt nie
    widzi. No i musze powiedzieć, że Toni bardzo się wyrabiasz! Naprawdę mógłbyś do
    nas przyjechać, bo czuję, że by było fajnie w którejś z ciemnych knajp na
    Polach Mokotowskich, a już by na pewno Sokółka zadbała, żeby się tam działo...
    Znaczy się tam, gdzie nie widać... Prawda Sokółko? Bo Iza z Meduzką w tym swoim
    hehehehe Białymstoku siedzą i nie chcą do nas przyjechać...
  • white.falcon 18.10.05, 17:45
    toytoyek napisał:

    > No a dla tych co nie zwrócili uwagi: Toni jest z Nowej Anglii i napisał, że
    > mają tam knajpki ciemne, gdzie można robić różne rzeczy pod stołem i nikt nie
    > widzi. No i musze powiedzieć, że Toni bardzo się wyrabiasz! Naprawdę mógłbyś
    do nas przyjechać, bo czuję, że by było fajnie w którejś z ciemnych knajp na
    > Polach Mokotowskich, a już by na pewno Sokółka zadbała, żeby się tam
    działo... Znaczy się tam, gdzie nie widać... Prawda Sokółko? Bo Iza z Meduzką w
    tym swoim hehehehe Białymstoku siedzą i nie chcą do nas przyjechać...

    Sokół łypie podejrzliwie okiem. A co niby miałby sokół zmajstrować? Skąd wiesz,
    może sokół ubrałby się w stroik świąteczny (pożyczę z tych - na choinkę),
    łepetynę rozwichrzoną by jakoś uczesał, pudrem dziób maznął i taki świecący
    niewinnością nabytą siedziałby jak ta lala (ciekawa jestem, jak długo bym
    wytrzymała - hiiii). O, a na tę to okazję może by wbił się zamiast dżinsów - w
    spódnicę. Byłoby to jakoś, jak mi się wydaje, bardziej grzecznie chyba. Bo
    sokół jest skromny, dobrze, wychowany, pełen cnót wszelakich, zalet.... O Mamo,
    co ja plotę - hiiiii. ;-)

    Mam nadzieję, ze Toni dołączy do nas w końcu na końcu postów. Doganiaj nas,
    Toni, doganiaj. :-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: żona_i_mama IP: *.eranet.pl 18.10.05, 17:32
    qurcze, ja też mam ostatnio kupę roboty i włąśnie zbieram się do domu. Tak więc
    nic nie wyszło dzisiaj z udzielania się na wątku. Uff, może jutro się uda.
    Pozdrawiam pracusiów, odfatalniaczy miłości:) i cała resztę. Toniego nie śmiem
    pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy też
    nie;)
    Dobranoc
  • toytoyek 18.10.05, 17:34
    Toniego nie śmiem
    > pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy też
    > nie;)
    > Dobranoc

    No co Ty, smutno mu będzie. A poza tym się wyrobił i myślę, że już by
    zaakceptował Cię z Twoją burżuazyjną pensją...
  • white.falcon 18.10.05, 17:47
    Gość portalu: żona_i_mama napisał(a):


    > Pozdrawiam pracusiów, odfatalniaczy miłości:) i cała resztę. Toniego nie
    śmiem pozdrawiać, bo nie jestem biedną Polką i nie wiem czy jestem wredna, czy
    też nie;)
    > Dobranoc

    Ośmiel się jutro, co Ci szkodzi. Toni to człek wyrozumiały i ucieszy się, że go
    pozdrawiają, a nie - jak niegdyś - psy na nim wieszają. :-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 18.10.05, 18:06
    Nawet mi się tytuł zrymował!

    Zdecydowanie postuluję dopisywanie na końcu wątku, bo się gubię!

    Toni, to a propos stanu z którego pochodzisz. Wiesz, ja typowałem Utah z powodu
    katolikó a nie mormonów! Z tego co słyszałem to bardzo chrześcijański stan, ale
    mogę się mylić.

    A co do sekretarki w firmie i mormona jej męża to o ile mi wiadomo ludzie
    niesłusznie psy wieszają na nich, bo u nich wielożeństwo wyklęto już podobno
    pod koniec XIX wieku, a to był główny punkt krytyki tej wiary, no nie?

    Gwoli rozjaśnienia: mormonem nie jestem, nie to że swoich bronie, o!

    Aha, Sokółeczko kochana, no oczywiście że założyłabyś spódnicę na przyjazd
    Toniego i wcale nie sugeruję że Ty coś byś tam pod stołem nieładnego robiła,
    ale przecież moglibyście się za ręce tam trzymać: ładny gest a czasem ludzie
    się krępują... A Ty od razu na mnie z podejrzeniami, oj brzydko...
  • white.falcon 18.10.05, 18:16
    Toytoyku, a widziałeś kiedyś Sokoła z rękami? Sokoły mają skrzydełka. ;-)
    Dzisiaj mało nie zabulgotałam ze śmiechu na basenie, bo akurat w połowie jego
    długości przypomniałam sobie o forumowych wpisach. ;-)

    A Toniego chciałabym się zapytać o taka miejscowość "Cape Fear". Czy ona
    rzeczywiście istnieje, czy też to był wymysł screenplayer'a w jednym z moich
    ulubionych filmów?

    Już nie wiem, czy wypada pytać o Przylądek Gatteras. I o historię, a raczej
    niektóre interesujące mnie jej szczegóły, Nowej Anglii. Bo pytań miałabym wiele.
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 20:51
    Dzieki Wam Wszystkim za Mile Pozdrowienia. "Pod stolem" bylo w cuzdzyslowie i
    niema nic z polskim realnym znaczeniem. Hahaha. Ma to tyle jak praca na czarno
    (lub inne nie zupelnie legalne nasze dzialania). Z tlumaczenia wychodzi
    praca "pod stolem". Smieszne ale prawdiwe. Tak ze niema znaczenia czy ma sie
    dzinsy lub nie. ToyToyek, moze masz racje, ze sa tam chrzesciane w Utah. Sami
    Mormoni pozuja za nich. No nie? Sokolku, nie widzalem zadnego z tych filmow.
    Ale mysle, ze "Cape Fear" jest wszedzie tam gdzie sie czegos boimy. Moze to byc
    w Warszawie na Marszalkowskiej jak boisz sie np. czegos za nastepnym
    skrzyzowaniem. Moze to byc wyjazd z Polski, czy strach przed oceanem na malej
    zaglowce itd. There is nothing in the dark that isn't there in the light.
    Except fear.
    Mamy tutaj w USA Cape Hatteras i tam latarnie o imieniu Gatteras. Ale to nie
    Nowa Anglia. To jest w North Carolina. Rowniez super ciekawy region jak ktos
    lubi wode, jak ja. Z natury bardzo sztormowy region, bo spotykaja sie tam dwa
    prady. Jeden cieply "Gulf Stream" z poludnia i zimny "Labrador Stream" z
    polnocy. Pelno rozbitych starych statkow pod woda(z srebrem i zlotem, moze?).
    Teraz mozna plynac kanalami w ladzie i ominac ten przyladek. Czy o to Tobie
    chodzilo White Falcon? Ja tam wszystkiego nie wiem. Zdaje sie ze byla ksiazka
    dla dzieci w tym temacie(moze napisana przez science fiction pisarza Jules
    Verue). Pozdrowienia.
  • white.falcon 18.10.05, 23:55
    Dziękuję ogromnie, Toni. Wiesz, powiedziałeś coś dla mnie magicznego, bo magia
    mogą być nawet ciekawe wieści. Ucieszyłam się, że wreszcie ktoś to zna - Cape
    Hatteras, latarnię i historię z tym miejscem związaną. Mianowicie przeczytałam
    przypadkiem bardzo naukową, ale tez bardzo ciekawą książke pt. "Tajemnice
    morskich katastrof", w której autor opisywał własnie to miejsce, podliczając,
    ile tam zatonęło statków od momentu, gdy ludzie zaczęli oswajać morskie
    głębiny. Napisał o tym, że tam zatonęło m.in. wiele statków Wielkiej Armady
    (wiozły one ogromne skarby), w późniejszych wiekach akurat ten Cape opanowali
    piraci (więc znalazłam książkę, tez naukową, bo historyczną i poczytałam o
    nich), a później stale tam tonęły statki. Historia lezy na dnie morza, a w
    związku z tym, że akurat warunki klimatyczne są zmienne, to po wielkich
    sztormach różne rzeczy tam ludzie znajdują, a z piasków nagle wyłaniają się
    korpusy statków, które zatonęły dawno temu i nikt nie wiedział, gdzie. Autor
    napisał, że do momentu powstania latarni morskiej (ją kilka razy odbudowywano,
    bo akurat ten kawałek suszy jest ruchomy i zmienia kształt) na przylądku Sable
    ciągle tam zdarzały się katastrofy. Ostatnia poważne, to była katastrofa
    statku "Silvia Mosher" (sierpień 1926 r.) i norweskiego towarowego
    statku "Spek" (1935 r.). Książkę czytałam dawno, ale wiele z niej pamiętam.

    Kiedyś z koleżankami zastanawiałysmy się, kto gdzie chciałby pojechać, gdyby
    nagle wzbogacił się ogromnie. I moim marzeniem - takim nie do spełnienia - jest
    podróż w to miejsce. Poprostu marzę, by zobaczyć, czy tam jest tak, jak sądzę,
    że jest. Ale marzenia, przynajmniej niektóre, nie powinny spełniać się, by nie
    rozczarować. Ale będę wdzięczna, Toni, jak mi napiszesz, jak tam jest.

    A by tak posmiać się, nie wiem, po co, ale zapamiętałam zasady, według których
    oblicza się wyporność statków w wodzie morskiej (słonej), słodkiej i w wodach
    tropikalnych. Było to poprostu napisane bardzo przystępnym językiem.

    Co zaś dotyczy morza, to mam w rodzinie Wuja, który jest ichtiologiem (zna się
    na rybach - jest specjalistą od ryb) i pływa na statkach dalekomorskich, ale
    pływa w stronę Japonii, badając ryby morskie.

    Pozdrawiam,
    Sokoliczka
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 19.10.05, 01:11
    Jak plywamy z polnocy na poludnie i spowrotem, na wszchodnim wybrzezu, to
    omijamy ten przyladel, nawet jak na radio mowia, ze pogoda jest OK na kilka dni
    do przodu. Wejscie do kanaluw(sa dwa, stary-malowniczy i nowy-praktyczny) jest
    w Norfolk VA i mozna byc w kanalach, rzekach i zalewach, zawsze przy brzegu az
    do Florida(wazne dla motorowek). Zaglowki z Nowej Anglii plyna czasto przez
    Bermuda do Florida czy West Indies. Jest szybciej i taniej. Jak sie wraca
    spowrotem, to jest wygodnie przez ten przytadek(kanalami). W okolicach
    przyladka jest tysiace rozlewisk, moczar, rezerwaty przyrody, inne zwiezeta(jak
    piszesz) itd. Nie da sie tego zobaczyc z samochodu i trzeba miec lodke(zaglowke
    najlepiej i mala ciagniona ludeczke, bo nie potrzeba duzo paliwa). Jest tam
    duzo ludzi zyjacych na lodkach specjalnie zrobionych do tego i podobnych
    regionow. Plaskie dno, niskie zanuzenie, niskie burty i domek na tym, podobny
    do autobusu lub kampingu na kolach. Bardzo przyjacielscy ludzie. Pelno starych
    miasteczek i wiosek. Raczej niema tam przemyslu i zyje sie tam tanio. Lowi sie
    ryby na okraglo, ktorych jest pelno. Raczej slodka woda umozliwa kapanie sie w
    niej. Kazdy nawet biedy lub bogaty znajdzie miejsce dla siebie tam. Na powrot
    do Polski sie tam nie zarobi, chyba ze w Virginia, co jest w sumie blizutko.
    Wejdz na www.yahoo.com i wpisz do wyszukiwania Cape Hatteras lub North Carolina
    i znajdziesz z pewnoscia duzo tych oficjalnych wiadomosci z zdjeciami. Musis
    kiedys przyplynac tutaj i tyle. To sie nieda opisac. Probuja tutaj szukac tych
    starych statkow, ale sa gleboko i przykryte od lat piaskiem. Statki z IIWS (U-
    Boats) sa nawet ciezko do znalezienia, a sa cale metalowe i metal dedektor
    chodzi na nie. Ale kilka znaleziono dokladna sada do glebokosci/dna. Jeden
    nawet ostatnio(U-Boat). Niemiecki rzad sie czepia, ze sie zakluca wieczny
    spoczynek, wiec legalnie nic nie mozna z nich wziasc. Enigma z 3 kolkami(ta
    piersza, ostani model_- wiecej) kosztuje obecnie ok. US$70 000. Nie macie
    gdzies takiej maszyny w Polsce na sprzedaz? Pozdrowienia.
  • white.falcon 19.10.05, 10:52
    Dziękuję za bardzo ciekawy opis, Toni.:-) Skorzystam z wyszukiwarki, bo ten
    temat mnie fascynuje, a okazuje się, że jest to dodatkowo takie atrakcyjne
    turystycznie miejsce. O U-bootach też było napisane w książce. Jak jesteś
    ciekaw, to w książce były podane przybliżone miejsca zatonięcia U-bootów, mogę
    podać tą informację, bo mam ją zanotowaną w jednym z zeszytów z notatkami o
    książkach.

    Zapytam o jeszcze inne miejsce - o miasto Little Hope. O ile nie mylę się, to
    jest to właśnie Nowa Anglia. Czy jest to znana miejscowość? Może wiesz, jak to
    miasto wygląda w rzeczywistości? Znam je z filmu i sekwencje przyrody były
    cudowne. :-)

    Pozdrawiam,
    Sokoliczka
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 18:21
    Iza. Poczekaj na powodz lub ja sama sobie zrob. Tutaj mialo zalac zaklad
    oczyszczania sciekow i zeby sie to nie stalo, otworzyli jedna z tam(ostatnia
    powodz byla tutaj ok. 1954 - wybudowano nowe tamy) i oczywiscie zalalo miedzy
    innymi pare biur(to tam czyscilem po powodzi). No i oczywiscie zniszczylo pelno
    dokumentow i biurowej makulatury. Kiedys byly to bardzo wazne dokumety, ale jak
    mokre, to poszly do smieci, razem z komputerami, w ktorych tylko niszczylem
    hard drivy mlotkiem. Naturalne fryzury i nie wymalowane twarze kobiet, sa
    najpiekniejsze. Ja uwielbiam. Zesy moga byc troszke poczernione. Pozdrowienia.
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 21:06
    Witam Toniego zaległego wątkowca;-)) Tyle postów bez Ciebie...i tyle
    zwiątpienia było czy sie pojawisz jeszcze tutaj...ale nie opuszczasz nas
    pierników w pogaduchach, bo te pogaduchy to jak powódź słów wszelkich i
    dowolnych w dowolnych kierunkach dośc zwariowanych. Zastanawiam się czy to nie
    moja wina, z głupkowatymi wywodami i dowcipasami słownymi, inni podchwycili i
    masz...co za mikstrura sie zrobiła;-)
    Moje papiery lepiej nie puszczać w dym ani nie zalewać, bo strace pracę i nie
    tylko...częśc z nich jest w mieszkaniu. Toni jak poczerniam rzęsy to płaczę, bo
    mam uczulenie na tusz;-)
    Wygląda na to, że wątek na dzisiaj pustoszeje, albo bedzie nocna zmiana:
    ciekawe kto wystąpi, bo ja znikam kurowac się...strasznie zimno sie zrobiło i
    kicham, a psiiiik! aaaaaa...
  • toytoyek 18.10.05, 21:20
    Iza! Tyle czasu bez Ciebie... A czy nie szczęśliwsza byś była spaliwszy te
    papiery (uważając wszakże na mury domu) i rzuciwszy pracę? Mogłabyś przerzucić
    się choćby na handel pierniczkami...
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 21:26
    jeszcze szybciutko odpiszę...nie byłabym szcześliwsza bo ze spalonych papierów
    nie da sie przezyc...;-) a pierników ci u nas dostatek...bo mieszkam w Toriniu
    przecież, to nikt nie kupi;-)
    Życzę Ci spotkania TEJ osoby, chocbs miał szukac za Wielką Woda jak Toni Twój
    rodak niestrudzony...dobranoc
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 21:48
    Iza. Ty sie zastanawiasz czy to nie Twoja wina? Ja sie zastanawiam tak samo. Bo
    wiesz, te "lanie wody" zasze sie zle konczy(powodzia). Hahahaha.
    To szkoda, ze musisz plakac tyle, jak sobie oko poczernisz. A chciaz masz
    smaczne te lezki? Wiesz takie dobre do calowania? Takie pocalunki prosto na oko
    najlepiej pocieszaja(to nie wazne, ze sie wychodzi na muztna). Pozdrowienia.
  • toytoyek 18.10.05, 21:52
    Toni, świntuszek z Ciebie!

    No nie spodziewałem się... Jutro już Ci Sokóka powie dopiero... Najpierw pod
    jakimś stołem, teraz o pocałunkach w łezki... No no no...
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 22:14
    Juz pisalem dzisiaj, ze "pod stolem" w cudzyslowie ma inne znaczenie.
    Ale prawda jest, ze podejrzewalem, ze nie zauwazycie cudzyslowa. Hahaha.
    A z tymi zartami, to juz moge teraz(na odleglosc 8 tysiecy km), jak wiem, ze
    Iza jest nie osiagalna matrymonialnie(moja niesmialos prysnela). Pozdrowienia.
  • white.falcon 18.10.05, 22:42
    Dlaczego uważasz, że Iza jest nieosiągalna matrymonialnie, Toni? Może się
    krępuje, albo chce być zdobywana. Myślisz, że to ot tak - pstryknąć palcami -
    zdobyć czyjąś przychylność serca? Trzeba się starać. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 22:58
    Nie, ja coraz badziej wierze, ze to tylko internet i tylko na zabawie sie musi
    zawsze skonczyc. W koncu nikt jej nie odpytal kim jest, zeby bylo widomo
    chociaz tyle co w pierwszej chwili poznania sie widzi. Dzieki mimowszystko za
    budowanie nadzieji, ze kiedysc kogos znajde tutaj(na tym forum). Z Usmiechem.
  • white.falcon 18.10.05, 23:59
    Toni, nie zakładaj ani tak, ani tak. Tu, jak w życiu - różnie może być. Nikt
    nie wie, gdzie mu przyjdzie poznać inną bliską mu osobę, a Internet tez jest
    dobrym miejscem, jeśli go rozsądnie traktować. A jeśli nawet? To pozna się
    innych ludzi, których bez internetu nie poznałoby się, zawsze można znaleźć
    Przyjaciół, a to już bardzo dużo. Nie rezygnuj, Toni, tylko nie zakładaj, że
    coś się wydarzy. Wydarzy sie, albo nie, albo jeszcze coś innego wydarzy się.
    Kto to wie. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • white.falcon 18.10.05, 22:40
    toytoyek napisał:

    > Toni, świntuszek z Ciebie!
    >
    > No nie spodziewałem się... Jutro już Ci Sokóka powie dopiero... Najpierw pod
    > jakimś stołem, teraz o pocałunkach w łezki... No no no...

    No i proszę, proszę, Toni już Izę obcałowuje wirtualnie. Pełna romantyka. Gdyby
    ludziska z innych wątków zobaczyli, że z wypisywania głupot i śmiesznostek tak
    romantyczne rzeczy wynikają, to może przestaliby płakać, narzekać, tylko
    zaczęliby się bawić na całego choćby wirtualnie. :-)

    Toytoyku, czemu straszysz Toniego Sokółką? Takim zamordystą wydaję się, czy też
    aż na tak konserwatywną wyglądam? Z jednej strony - ciekawie, a zdrugiej -
    szkoda gadać, smutna podkówka na dziobie zagościła. I w związku z tym dziś nie
    będzie bajeczki dobranockowej.

    Pa, pa. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 18.10.05, 22:45
    O ja durny... Przeze mnie bez bajeczki dziś:-((((

    A wszystko przez to, że chciałem jakoś sprowadzić Toniego na dobrą drogę no i
    tylko monogamiczne acz wirtualne zobowiązania wobec Ciebie, droga Sokoliczko,
    przyszły mi do głowy nieszczęsnemu...

    Tak czy owak, czas na spoczynek już dziś. Dobranoc pierniki, hihi (ale
    zabrzmiało)
    T.
  • Gość: toni IP: *.ct.gemini.ntplx.com 18.10.05, 23:16
    Drogi ToyToyku. Za gorami za lasami, zyla sobie piekna smukla dziewczyna(biedna
    Polka). Chodzila po miastach, po polach i "zapadlych dziurach". Wszedzie gdzie
    byla rozjasniala wszystkim samopoczucie. Przyprawiala wiele radosci wszystkim
    napotkanym ludzia: swoja gzecznoscia i dowcipem. Jednak sama byla BARDZO,
    BARDZO nieszczesliwa. A, ze byla zaradna madra dziewczyna, postanowila to
    zmienic, przez wedruwke przez bardzo ciemny bor, ktory byl jeszcze nie zdobytym
    przez nawet najdzielniejszych rycerzy. I przeszla ten wielki las, spotkala
    Ciebie i oboje zyliscie dlugo i szczesliwe.
  • toytoyek 19.10.05, 07:53
    Toni, i ja po raz kolejny stwierdzam, że bardzo fajny z Ciebie herbatnik. Jak
    już ona była taka mądra, dobra, ładna i zaradna to mogła sobie być bardzo
    biedna, nie przeszkadza mi to.

    No póki co bajka, ale chyab możliwe tak w ogóle, no nie?
  • white.falcon 19.10.05, 10:41
    Isttonie, Toni napisał ładną bajeczkę. Ale tak myślę, że dedykcja dla Toytoyka
    jest niewystarczająca. Ja bym ją rozwinęła na "... dla Toniego także." :-)

    Toytoyku, wiesz, co, bogata dziewczyna to nie problem - zawsze możesz przecież
    jej pomóc zbiednieć. Nic prostszego. W drugą stronę już trudniej. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 10:43
    A wiesz co, Sokółko? Mnie bogactwo jednej byłej bokiem wylazło...
  • white.falcon 19.10.05, 10:53
    Bo nie zdefraudowałeś tego bogactwa, to i polazło sobie dalej, szukać
    defraudantów. Tego można było po bogactwie spodziewać się. Nie chciałeś go, to
    sobie poszło. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 10:58
    choroba, ono się samo defraudowało bez mojego udziału to i nie miało co sobie
    pójść. To była taka samodefraudacja, mówiąc w skrócie
  • white.falcon 19.10.05, 11:01
    No to nie przejmuj się samodefraudującym się bogactwem. Nie warto liczyć nie
    swojego i dzielić niezdobytego, choćby to była nawet niezdobyta mysia skórka.
    Nie dotyczy to jednak marzeń - je nawet niespełnione warto mieć. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 11:03
    Oj warto. A moje się do tej pory zawsze spełniały, więc myślę, że dalej się
    będą spełniać.

    A to samodefraudujące się to myślę, żee będzie miało z tą samodefraudacją pewne
    kłopoty w niedługim stosunkowo czasie, ale to nie temat na forum...
  • white.falcon 19.10.05, 11:13
    uważaj, Toytoyku, na marzenia. One są niebezpieczne, a mówię właśnie o
    spełniających się. Wyobraź sobie, że kiedyś usiadłam sobie, a było to po zdanym
    egzamienie na studia i napisałam, o czym marzę. A że jestem realistką, to nie
    było tam nic o wielkich miłościach księcia z bajki, czy zostawaniu słynną
    piosenkarką (mogę robić za syrenę alarmową z moim muzycznym słuchem) - tylko
    same możliwe rzeczy. Zgłupiałam, gdy po siedmiu latach te marzenia z kartki...
    spełniły się. I teraz jestem w głupiej sytuacji, bo spełnione marzenia nie
    smakują tak, jak spodziewamy się, że powinny. I nie mam marzeń. A żyć, nie
    marząc o niczym (niemożliwe marzenie mam, a jakże - o nim wyżej napisałam) jest
    ciężko, nawet jak jest się Sokółką. Traci się wiarę w to, że następny dzień
    będzie weselszy, traci się nadzieję w to, że coś odmieni życie. A to są istotne
    rzeczy, które są potrzebne, by żyć. Bez nich człowiek tylko istnieje. :-(

    Dlatego postaraj się, by pozostało choć jedno marzenie, które Ci pozostaje do
    spełnienia. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 11:21
    Ależ Sokółko droga! Ja jak perpetuum mobile: jak mi sie jedno spełni to zaraz
    mam kolejne. Jak marzyłem o tym żeby zostać "dusznym toytoykiem" to sobie
    sprawilem duszę od żelazka i teraz nią bucham buch buch. I teraz marzę o
    podgrzewaniu elektrycznym. A potem na pewno zamarzę żeby mnie na przykład
    przestawili na szósty peron, bo tam spokojniej... i tak dalej...
  • white.falcon 19.10.05, 11:25
    Możesz jeszcze zamarzyć o kółkach - łatwiej się turlać będziesz z peronu na
    peron. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 11:26
    O, kółka dobra rzecz. Ale na kółkach można się "przejechać", to ja nie wiem czy
    chcę...
  • white.falcon 19.10.05, 11:27
    No to płozy, takie, jak mają saneczki. Można będzie slizgać się po peronie. ;-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • toytoyek 19.10.05, 11:41
    O, lepiej!
  • white.falcon 19.10.05, 15:04
    Co mianowicie lepiej? :-) W jakim sensie, zakresie i na ile? :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 14:28
    Jak zwykle jestem do tyłu z faktami. Zdębiałam, że Toni ma apetyt na całowanie
    moich łezek;-)Toni!!Wywiadów udzielam tylko w trzeci wtorek miesiąca w
    godzinach: 12,00-12,15, reszte informacji na mój temat udzieli Ci mój rzecznik
    prasowy albo osobisty manager. Póki co jestem nie w Twoim typie: za wysoko
    wykształcona, wredna, gruba i stara... Facetów łapie jednak nie na intelekt
    lecz na moje zabójcze piernikowe oczy, pomimo tego, że bez tuszu;-) Moi klienci
    zas łapią mnie na swoje, zwłaszcza posiadacze niewiarygodnie jasnych brązowych
    oczu i zmysłowego głosu ...echhhh. No to na razie lece do klienta...;-)))
  • white.falcon 19.10.05, 15:06
    Iza, Toni postanowił skorygować wymagania, więc nie wiem, jakie ma teraz, ale
    skoro chce całować Twoje łezki, to domniemywać pozwolę, że pierniczkowy
    dżentelmen dla pierniczkowej damy rezygnuje z pewnych wygórowanych żądań. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Iza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 19:13
    Hej, Sokole...czy ja wiem... Ja domniemuję, że on tylko wirtualnie sie zgrywa,
    Jak wydawało mu się, że jestem do wzięcia to nawet rumieńcem sie oblewał, teraz
    choć rzeczywiście nie jestem do wzięcia, bo nikt nie podniesie mojego "bagażu";-
    ) to ucieka...hihihi. Ale po co ma chłopak sobie robic nadzieję, tam gdzie jej
    nie ma...;-)Co do żądań myśle że jakies jednak trzeba mieć...w końcu nie
    oszukujmy sie wszyscy nas nie "kręcą" i nie chodzi tutaj o poprzeczke tylko o
    wpasowanie się w gusta, zainteresowania i uzupełnianie cech charakteru, bo nie
    ma nic gorszego jak w zwiazku mija namietnośc, uczucie ledwo zipie i tak
    naprawde nie ma niczego co łączy, nie ma wspólnych pasji,
    wspólnych "kierunków", wspólnych inspiracji...tak se dumam troche nie z tej
    bajki...
  • white.falcon 19.10.05, 21:00
    Zgadzam się z tym, co napisałaś o związku i cechach, które powinny zaistnieć,
    by tenże udał się. Poprostu nic na siłę, bo ładowanie się w związek tylko z
    przyczyny "byle ten/ta był/a" wogóle nie wróży żadnej trwałości. Kiedyś ludzi
    wiązała opinia społeczna i tak sobie przędli w czymś, co tak naprawdę nie było
    związkiem, choć na zewnątrz za taki byli uważani. Dzięki wielu zmianom
    społecznym ludzie już nie muszą męczyć siebie i tej drugiej osoby. To jest
    dobre i pozytywne. Możemy wybierać podług gustu i swoich oczekiwań, mając
    alternatywę przez dłuższy lub krótszy (nikt nie wie, co mu los zgotował) czas
    będąc singlem.

    Bycie singlem, tak, jak i bycie w związku ma swoje plusy i minusy. Nie trzeba
    akurat tego stanu demonizować, choć prawdą jest, że wiele osób, myślących
    standardami będzie użalało się, bo "jaka ta/en nieszczęśliwa/y, bo samotna/y".
    Guzik prawda, bo np. ja nie odczuwam tego stanu jako dopustu Bożego i na siłę
    nie upieram się przy jedo zmianie. Doskonale daję sobie radę sama (szczęśliwie
    nie należę do bezradnych dziecinnych osób, które zawsze muszą opierać się a to
    na mamie, a to na drugiej połówce, nie robiąc we własnym zakresie nic, także
    nie umiejąc znaleźć czegoś, co ich, jako ludzi interesuje, bawi), mam swoje
    zainteresowania, Przyjaciół. Nie jest tak źle, choć czasem chciałoby się mieć
    obok człowieka, który wie, jakie "skarpetki w duszy nam grają" (cytat z "Lesia"
    Chmielewskiej), a my wiemy też to samo.

    Nie zgodzę się, Izo, w jednym, że nikt nie podniesie razem z Tobą
    Twojego "bagażu". Nie zakładaj tak, bo wtedy rzeczywiście może tak się stać.
    Raczej załóż, że nie wiesz, czy będzie tak, czy inaczej. Tak naprawdę, nie jest
    to żaden straszny "bagaż", a raczej - dobre świadectwo o Tobie z wielu
    względów. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zainteresuje się Tobą (!), to "bagaż"
    nie będzie "bagażem", tylko dalszym rozwinieciem Twojego świata. To niezły
    probierz, tak, jak ja mam swój probierz, choć nie będący "bagażem" - wszyscy
    myślący ludzie te probierze mają, tylko inne.

    Uważam, że to, czy los nas z drugą połówką zetknie w parku na ławce, czy w
    necie jest nieistotne. Znam ludzi, którzy przypadkiem się poznali przez to
    medium i wogóle nie na "Randkach", czy innych serwisach, tylko na forum. Takim
    niedawnim przykładem poznania się w necie z drugą połówką jest
    HarriettMakepeace (czasem tu pisuje). Jak dalej dbać o to, by świeża znajomość
    netowa rozwinęła się w udaną znajomość w realu zalezy od ludzi. Napewno udane
    związki nie powstają tylko wirtualnie, ale znajomości, nawet jak to pikanie
    serca się nie włączy, mogą pozostać dobre i wnieść wiele w Twoje życie. To
    gwoli wywodu nt. "pierniczkowego bigosu".

    No wiesz, jak Toni oblewa się rumieńcem tam za oceanem i chce cmokać Cię w
    łezki, to Sokół uważa, że to coś .... hmmm - ciekawego się szykuje. Ja bym tak
    po Sokolemu podpytała Toniego tak na początek, czy nigdzie więcej na forum
    nikomu łezek nie wyciera. Tak gwoli pewności. ;-D Uważaj też, Meduza już
    czółkami macha, że ona by też chciała, by, jak domyślam się, ktoś chusteczką
    koronkową modre oczęta z mmorskich łezek wycierał. ;-D Tylko nie napłaczcie tu
    kałuży, bo pierniczkowi dżentelmeni rozmokną i rozciapciają sie, jak to
    pierniki. ;-D
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • duszka2 20.10.05, 08:26
    Witam w nowych szatach, to ja Iza...zwykle nie chciało mi sie logowac teraz nie
    chciało sie wylogowac i tak wyszło...
    Sokólko masz niespozytą werwę pisarską i jak widzisz wszyscy przy Tobie
    wymiękamy i z pewnościa nie dorównamy.
    Podobał mi sie tekst z Lesia: o skarpetkach w duszy;-)
    Co do mojego bagażu i nastawienia to swoje wiem i raczej nie opisze dokładnie o
    co chodzi tutaj na forum.Trudno powiedziec gdzie lezy granica pomiędzy ciagła
    nadzieją a naiwnościa zyciową i nieumiejętnością wyciagania wniosków z ciagle
    powtarzających sie zdarzeń...;-)Czasami trzeba sie obudzić i inaczej spojrzec
    na siebie i swoje dotychczasowe zycie. Ja chyba jestem w takim punkcie, w
    którym pewne sprawy sie przewartościują, nawet dośc zasadnicze. Oczywiscie
    kazdy swiat sie rozwija, nawet ten z pozoru stagnacyjny, ale lepiej gdy rozwija
    się w świadomym kierunku i dostosowanym do naszych możliwości i potrzeb. To tak
    jak marzenia...troche trzeba wziąc pod uwagę realne możliwości i swoje siły.
    Oczywiście, że nie rozmawiałabym tutaj gdybym nie miała przekonania, że to mi
    cos daje;-) Spotkałam w necie ciekawe osoby, z którymi mam kontakt w realu,
    pomimo znacznej odległości.
    Toni myślę, że troche był zbity z tropu, po moich poszukiwaniach biednego
    feceta ze Stanów;-)Mam nadzieję, że zdał sobie sprawę, że jego nastawienie do
    przyszłej połówki nie grzeszy do niej szcunkiem juz za nim ją spotka...
    Meduza macha czółkami...ale do swojego szefa;-)
    Zatem miłego pierniczenia dzisiaj wszystkim piernikom;-)))
  • white.falcon 20.10.05, 09:20
    Hej, Izo, miło Ciebie widzieć w nowym wdzianku logowym. :-)

    Mam wrażenie, nie obraź się, że przemawia przez Ciebie nie tylko rozsądne
    podejcie do postrzegania świata, ale i rezygnacja. I w tym nie jesteś
    osamotniona. Ja już doświadczałam na własnej skórce rezygnacji w różnych jej
    postaciach i raczej nie nastawiam się na jakieś szokujące wydarzenia w swoim
    życiu. Raczej podchodzę do wszystkiego na zasadzie: "przydarzy się, to dobrze,
    nie - też dobrze". Skutecznie wyleczyłam się z żalu wobec światu, losu, czy
    ludzi, nie wiem - może zaakceptowałam to, że jest, jak jest, co nie oznacza, że
    nie staram się zmieniać rzeczy, które zmienić mogę. Doceniłam luksus mówienia
    przemyślanego "nie", unikania sytuacji, które po nic mi nie są potrzebne i
    polubiłam to życie w takiej postaci, w jakiej je mam. Co nie oznacza, że nie
    będę jak uparty osiołek zmieniała go. Wszystko może się zdarzyć, lub nie.

    Na temat wyciągania wniosków. One nie zawsze wyciągają się natychmiast. Czasem
    potrzebują czasu, bo są niesubordynowane, a czasem natrafia się na nie
    przypadkiem - odkrywa się coś, co już było w nas. A niektóre mają to do siebie,
    że trzeba roku - dwóch lat, by dorosły i nam ujawniły się. Tak więc nawet jeśli
    Ci się wydaje, że ich nie widać, to one gdzieś są i sobie kiełkują, by potem
    zasygnalizować, że już są gotowe do odbioru.

    A pisanie. Dziękuję za komplement, na który nie zasługuję jednak. Lubię pisanie
    i zabawę słowem, choć czasem mi ilość napisanego nie przechodzi w jakość. :-)

    Pozdrawiam,
    Sokółka, która zastanawia się, czy będzie miała katar, bo kichnęła cztery razy
    podczas pisania
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • duszka2 20.10.05, 10:31
    No niestety gdy za duzo marzycielstwa nie przynosi dobrych rezultatów trzeba
    byc realistą, ale nie pozbawionym odrobiny szaleństwa czy nawet głupawki,
    hihihi;-)))Niezły bigos ;-)Na pewno nie mozna sie zamykac to jest żelazna
    zasada i staram sie tego trzymac, ale trzymam sie też bardziej niż kiedyś mojej
    wspaniałej, niezawodnej intuicji, zwłaszcza w spotkaniach z ludźmi (co zreszta
    bezwzglednie wykorzystuje w pracy również). Żal wobec swiata i ludzi obraca sie
    tak naprawdę przeciwko nam... siegam myśla własnie do któregos
    numeru "Zwierciadła", w którym czytałam o mocy wybaczania, także wobec siebie...
    Moje wnioski często opieraja sie na kilkuletnich obserwacjach i na pewno nie są
    krótkowzroczne...Ale wiem, że jest taka tendencja, że wszystko trzeba oceniać,
    wyrabiac sobie zdanie, często bez żadnych podstaw, opierając sie jedynie na
    poszlakach, "wróżeniu z fusów"...a czasem trzeba poczekać, przespać sie z
    czymś, by potem bez emocji pomyslec jeszcze raz...
    Sokółko weśże sie za pisanie, choćby do szuflady... Kiedys odkryłam, że
    spisywanie swoich mysli, przelewanie ich na papier i ubieranie w słowa to
    ciekawe doświadczenie. Można sie o sobie dużo dowiedziec, odblokowac emocje...i
    sprawic aby mysli nabrały mocy sprawczej...;-) Bo słowa jak myśli maja swoją
    moc.
    pozdr. Iza czyli Duszka
  • white.falcon 20.10.05, 10:44
    Duszko, ponownie zgadzam się z tym, co powiedziałaś. Jeszcze tylko dodam takie
    ziarenko przyprawy do tego bigosu - los lubi płatać figle i dobrze, gdy z jego
    strony jest to żart przyjemny, gorzej, jeżeli nam coś daje, by potem odebrać i
    to z nawiązką. Mściwa bestyjka z tego losu i zazdrosna chyba.

    Zdradzę tajemnicę - pisanie to mój wyuczony zawód. Koleje losu rzuciły mnie
    gdzie indziej - do innej pracy, bo chlebek sam do domciu nie przyturla się, ale
    kilka lat temu poczułam, że duszę się bez słowa pisanego i znalazłam forum
    gazety, grzęznąc na Romantice. Nawet nie wiem, czemu. Samo wyszło. Czasem
    wypiszę się i mam spokój z "genialnymi" pomysłami, które kłębią mi się w
    głowie, a napewno - spokój z wyobraźnią, którą "usypiam" tym to sposobem. Nie
    zawsze takie zapobieganie daje skutki pozytywne. Wyprodukowałam jeden utwór
    radosny, który od niechcenia zaczełam pisać bezpośrednio na jednym z forów
    zamkniętych. Ludziom się podobało, bo ich rozśmieszało, a co na to wydawnictwa -
    nie wiem. Zaryzykowałam i wysłałam twór sokolej wyobraźni na konkurs
    (rozstrzygnięcie w grudniu) i tak sobie siedzę, czekając, czy zamkną mnie w
    związku z tym w domku bez klamek, czy też raczej nie zwrócą uwagi. Nie
    przeceniam tego, że lubię pisać. Wielu ludzi lubi. A w większym wymiarze zbyt
    małe i mikre mam doświadczenie, by coś mieć do powiedzenia szczególnego lub
    osobliwego.

    Mierzę chyba siły na zamiary. :-)
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • duszka2 20.10.05, 10:51
    Znam osobę która czasami wysyła swoje opowiadania na pewnien portal, jeśli
    przejdzie się przez sito jest opublikowane, potem sa opinie czytających itp. Ma
    z tego nie małą satysfakcję. Z wykształcenia jest po politechnice i pisze
    opowiadania fantastyczno-naukowe z gatunku Lema. Portal to chyba fabrica czy
    jakos tak... dokładnie nie pamiętam, ale daje pole do wyżycia i możliwośc oceny
    innych co dla piszacego ma na pewno nie małe znaczenie. Pomysl o tym.
  • white.falcon 20.10.05, 12:50
    Dziękuję za sympatyczną wiadomość. To piękna sprawa - takie pisanie. Jednakże
    by pisać - trzeba mieć coś do powiedzenia, a sókółka nie ma, więc trudno -
    obejdzie się świat bez grafomana, a forum wytrzyma, skoro dotąd nikt mnie stąd
    nie wypędził. Tamta opowieść powstała właściwie dlatego, że ludzie, których ona
    śmieszyła, domagali się kolejnych rozdziałów. Ja sama nie lubię, gdy w książce
    brakuje zakończenia, więc z uwagi na innych dopisałam rzecz do końca. Dla
    siebie nie miałabym ani chęci, ani cierpliwości pisać.
    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • Gość: Duszka czyli iza;- IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.10.05, 12:54
    No to proponuję opowiadanko w odcinkach, w których kierunki akcji beda
    nieobliczalne, może proponowane przez czytających...jesli na tym forum to musi
    byc jakies romansidło...
  • white.falcon 20.10.05, 13:05
    A pierniczkowe pogawędki to mało? ;-D I za romansidło wystarczą i za horror
    (wyobraź sobie budkę koloru błękitnego z duszą od żelazka, pchającą się do
    pociągu na Małkinię), i za dom wariatów w ciasteczkową kratkę i za bezpłatny
    cyrk i... Uuuu - i za wiele czego. :-)

    --
    "Jest czas mijania i czas pobytu. I czas pojawiania się raptem znikąd..."
  • atiw 18.10.05, 21:08
    spawa prosta, choc brutalna moze byc prawda; ja zrobiłam dokładnie tak samo,
    tez sie nie chcialam mezyc (9 lat), najlepiej mi było samej, praca jest moją
    obsesją no i ze zwyczajnego barku odwagi do poważnej rozmowy poddałam się i
    wyjechałam; fakt, ja wrócę, ale prawda jest taka, że ja już po prostu nie
    kocham, nie tak jak to powinno wyglądać, nie bezwarunkowo;i po prostu NIE MAM
    PRAWA 'zawracac' komus glowy, bo on ciagle czekal zanim ja dojrzeje, a mi jakos
    co raz trudniej dojrzec; do smierci podejrzewam bedzie jedna z blizszych mi
    osob, ale tak po prostu wyszlo; w ogole myslalam,ze moj byly to przezytek
    iwyjatek, a tu prosze, taki Ci urodzaj;-) niestety slonko, ona Cie nie kocha i
    kazdy ruch z jej strony to bedzie proba zagluszenia wyrzutow sumienia, wiem z
    autopsji (a myslalam, ze to tylko ja taka malpa jestem); odpusc; pelno jest
    wolnych, inteliugntnych, niebrzydkich kobiet w stsownym wieku, osobiscie znam
    przynajmniej jedna (oczywiscie nie o mnie chodzi); 3m sie
  • toytoyek 18.10.05, 21:18
    Hej atiw, hej wszystkie pierniki,

    A bo widzisz, jak popatrzysz na datę tamtego posta i na ciąg dalszy tego wątku
    (oj, trochę tego się porobiło), to zobaczysz, że ton wypowiedzi się zminił, oj
    zmienił. No i owszem, dojrzałem do tego, że jest dokładnie tak jak piszesz. Nie
    wiem, czy "dojrzałem" to najlepsze słowo, ale przynajmniej "dotarło" do mnie. I
    już. No, może różnica polega na tym, że nie wiem czy do śmierci będzie to dla
    mnie bliska osoba, ale nie robię scen, tragedii itd. Po prostu żyję dalej i
    zaczynam dostrzegać uroki świata, dużą liczbę kobiet, którym, dokładnie tak jak
    piszesz, nic nie brakuje, przypomniałem sobie, że mam sporo znajomych
    przyjaciół z którymi spędzam więcej czasu niż kiedykolwiek...

    No i póki co czekam na spotkanie TEJ kobiety i myślę, że spotkam:-)

  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 10:49
    Bardzo dobrze robisz. I coś mam przeczucie, że gdy Ty zaczniesz sobie powoli
    układać życie bez Tamtej Pani, w zasadzie będziesz juz o niej wspominał bardzo
    rzadko to wtedy Ona niespodziewanie się pojawi się ze słodkim uśmieszkiem i
    powie : " Kochanie, wróciłam"
  • toytoyek 19.10.05, 11:00
    > Bardzo dobrze robisz. I coś mam przeczucie, że gdy Ty zaczniesz sobie powoli
    > układać życie bez Tamtej Pani, w zasadzie będziesz juz o niej wspominał bardzo
    > rzadko to wtedy Ona niespodziewanie się pojawi się ze słodkim uśmieszkiem i
    > powie : " Kochanie, wróciłam"

    Ach, między wierszami tamta Pani prawie to juz powiedziała, tylko że ja jakoś
    nie kupiłem... A ja już sobie powoli zaczynam układać - na razie jeszcze sam,
    ale kto wie jak dlugo... Może do jutra, może przez tydzień, rok...
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:03
    A nie boisz się tego, że jeżeli Ona jednak zdecyduje się wrócić naprawdę i na
    stałe to jednak zdecydujesz się jej zaufać? Wiesz Toytoyku to w końcu 7 lat a
    nie kilka miesięcy...
  • toytoyek 19.10.05, 11:09
    Wiesz, nie boję się. Fakt, lata robią swoje, ale fundamentalną kwestią w każdym
    związku jest zaufanie, a moje zostało bezpowrotnie zawiedzione... A dodam, że
    to nie jest pierwszy moment zwrotny...
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:18
    no to jak nie pierwszy to co tu jeszcze dumać... Tej Pani Dziękujemy :-))))))))
  • toytoyek 19.10.05, 11:21
    podziękowaliśmy:-)))))))
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:23
    Czy już wie?
  • toytoyek 19.10.05, 11:25
    Wie wie... Bo ona sama tak do końca nie wiedziała czego ona chce, ale
    wyjaśniliśmy sobie jak rzecz wygląda. Zresztą: w końcu to nie ja wyszedłem z
    inicjatywą więc chyba od początku powinna była wiedzieć
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:31
    No to nie pozostaje rzeczywiście nic innego jak korzystać z życia ile się da
    :-))Z całego serducha powodzenia Ci życzę
  • toytoyek 19.10.05, 11:43
    > No to nie pozostaje rzeczywiście nic innego jak korzystać z życia ile się da
    > :-))Z całego serducha powodzenia Ci życzę

    Z całego serducha dziękuję:-) Z tym że w moim przypadku korzystanie z życia na
    całość nie ogranicza się do tego o czym jakiś dziwny koleś w innym wątku pisał -
    jak mu było? SZybki_wylew? Wolny_wtrysk? Czy jakoś tak...
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 11:54
    Absolutnie o tym nie pomyslałam. Pan Szybki czy może inaczej: Pan Ogier jest
    wyjątkiem jak sądzę ... :-)
  • atiw 19.10.05, 13:23
    odpusc; ja zrobilam dokladnie to samo co Twoja kobieta (9 lat zwiazku, a teraz
    jestem we Frazncji), bo po prostu nie kochalam go tak jak on by tego chcial, a
    nikt NIE MA PRAWA w nieskonczonosc zwodzic drugiej osoby, to nie jest 2
    miesieczny zwiazek 17latkow; prawde jet tak ze brak mi bylo odwagi na szczera
    rozmowe i po prostu odpuscilam, on jest swietny, ja do niczego, wiec niech
    sobie ulozy zycie; i wcale sie nie uzalam, tak po prostu jest; cokolwiek by
    powiedziala druga strona, to chodzi tylko o zagluszenie wyrzutow sumienia,
    wiem z autopsji; to przykre jednak, ze coraz wiecej ujest fajnych facetow,
    takich jak Ty i wrednych bab takich jak ja; swiat sie wali;-) znam mnostwo
    wolnych kobiet w Twoim typie, wiec sie nie lam, znajdziesz kogos;
  • meduza4 19.10.05, 13:53
    atiw napisała:

    > znam mnostwo
    > wolnych kobiet w Twoim typie, wiec sie nie lam, znajdziesz kogos;

    Może już znalazł??? Bo nawet ja go podrywałam... i wcale nie zauważył...
    ;-PPP


    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • atiw 19.10.05, 14:50
    no tak, jak zwykle sie nie polapalam w zmiane tematu, moj stary zwyczaj; tak
    czy inaczej: oby sie Ci wiodlo
  • Gość: żona_i_mama IP: *.era.pl 19.10.05, 14:57
    No pięknie, znowu nie miałam czasu do Was zajrzeć z rana (ciagle jestem
    zarobiona), a teraz to na pewno nie uda mi się wszystkiego przeczytać...
    pozdrawiam wąteczek:)
  • meduza4 19.10.05, 15:03
    I właśnie dlatego, że ja też nie mam czasu siedzieć na tym wątku od świtu do
    zmroku to mi się nie udało Autora poderwać. Ale na brak damsko-forumowego
    towarzystwa chłopak chyba nie narzeka, echhhhhhhh...

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza
  • Gość: dorotkin IP: *.chello.pl 19.10.05, 16:22
    Meduzko, nie martw się, jeszcze nic straconego daj mu czas...
  • meduza4 19.10.05, 16:25
    Eeee, co to pomoże? Tu na forum to albo się trzeba kolegom pod nogi rzucać
    (i przy okazji uważać żeby na śmierć nie zadeptali) albo cały czas z nosem
    w monitorze siedzieć, żeby zauważyli. A na to nie mam czasu... więc tegoż czasu
    chyba również dać nikomu nie mogę?

    --
    "Zburzywszy mój pałac nie stawiaj na jego miejscu chałupy i nie każ podziwiać
    swej wspaniałomyślności, że mi ją dajesz na mieszkanie." Wichrowe Wzgórza