Dodaj do ulubionych

Taka sobie myśl...

17.02.03, 11:45
"Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?

Jak myślicie?...
--
:-)))
Edytor zaawansowany
  • Gość: gb IP: *.toya.net.pl 17.02.03, 12:31
    Ja myślę:
    Czy żyję po to, żeby myśleć, czy też myślę dlatego, żeby móc żyć?
    Może najpierw ten problem rozważmy?
  • Gość: Wika IP: *.abo.wanadoo.fr 17.02.03, 13:31
    Mysle, ze aby zyc trzeba myslec.
    Poczawszy od funkcji podstawowych , takich jak odzywianie, trzeba najpierw
    pomyslec. Przyklad: zjem kotleta schabowego . Mysle, ze zjem kotleta
    schabowego, wiec albo wychodze z domu do najblizszej garkuchni, zamawiam i
    zjadam. Jest inny wariant: kupuje w sklepie, otaczam w panierze, smaze i
    zjadam.Przedtem aby nabyc moj kotlet schabowy potrzebuje pieniedzy( jesli
    kotleta nie ma u mojej mamy, albo jesli nie ma mojej mamy), musze wiec zarobic
    na moj kotlet schabowy. To zmusza mnie do nowej mysli "jak". Wiec aby zarobic
    na moj kotlet schabowy ide do szkoly, ktora nie bardzo zmusza mnie do myslenia,
    ale jednak, potem zdaje egzamin na wyzsza uczelnie(tutaj troche musze
    pomyslec), chodze szesc lat na uniwersytet, zdaje trudne egzaminy(tutaj duzo
    mysle), dostaje dyplom. Mysle , ze znajde prace zgodnie z moim wyksztalceniem,
    ale tutaj myslenie zawodzi mnie(wciaz mysle o kupieniu mojego kotleta
    schabowego).Myslac ze znajde prace, szukam ogloszen w gazetach, odwiedzam biuro
    zatrudnien, wszystko daremne. (kotleta wciaz nie kupilem). Mysle , ze kotleta
    schabowego nie zjem , jesli nie wyemigruje, ale to jest zupelnie oddzielna
    historia
  • Gość: gb IP: *.toya.net.pl 17.02.03, 19:07
    Wybacz Wika, ale moim zdaniem, nie myślisz :)))
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:46
    Wika nie martw sie! Rywin zapłaci za te obraze.
    Jestem z Toba.

    Gość portalu: gb napisał(a):
    > Wybacz Wika, ale moim zdaniem, nie myślisz :)))
  • Gość: Odys IP: *.bydg.pdi.net 17.02.03, 13:41
    j#m napisała:

    > "Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?
    >
    > Jak myślicie?...
    a ja to sobie mysle, ze zyje zeby zyc i kocham aby kochac... Nie lubie sobie
    zbytnio komplikowac tego co z natury swojej jest proste
  • ja_nek 17.02.03, 16:03
    Według mnie kochamy po to, aby żyć.
    Pełniej żyć.
  • Gość: dominika IP: *.rene.com.pl 17.02.03, 18:58
    zgadzam sie z Jankiem i zastanawiam sie skad tyle w nim madrosci zyciowej
    (poczytalam sobie jego wypowiedzi na rozne tematy)..a moze Wy wiecie cos wiecej
    na jego temat..
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.02.03, 17:31
    Dominika,
    też go czytam (prawie zawsze z przyjemnością) i coraz więcej poznaję i nie
    zastanawiam się nad tym skąd tyle tej mądrości itp., tylko dlaczego więcej
    takich facetów nie ma na tym świecie.
    Janek,
    prawie zawsze udaje ci się zaspokoić virtualnie mój niezaspokojony mózg ( bez
    skojarzeń! )

    pozdrawiam ze słonecznej w......y
    lula
  • j#m 18.02.03, 01:11
    To dla Ciebie życie jest proste? Fajnie...
    --
    :-)))
  • meduza4 17.02.03, 16:03
    j#m napisała:

    > "Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?

    Trudno powiedziec, ale kiedy kocham -wiem, ze naprawde
    zyje:)

    --
    I'm only human born to make mistakes...
  • m234 17.02.03, 19:39
    właściwie można żyć choćby po to tylko by co wieczór gasić światło w pokoju.
    dla każdego wymiar pełni życia jest inny. ja mogę powiedzieć że dla mnie życie
    dla kogoś kto poznał smak prawdziwego uczucia nigdy nie będzie już bez tej
    drugiej osoby pełne. jeśli znajduje się własne dopełnienie w innym człowieku
    to drzwi duszy raz otwartych nie sposób zamknąć.
  • ja_nek 17.02.03, 19:56
    Najlepiej dowiadywać się u źródła:)

    Pozdrawiam
    janek
  • Gość: dominika IP: *.rene.com.pl 17.02.03, 23:43
    ..masz racje:)..to pewnie skutek zbyt duzej ilosci kieliszkow, ktore dzis
    napelnialam winem..i rozmyslam..najpierw wydawalo mi sie, ze o niczym, potem
    stwierdzilam, ze jest inaczej..pozniej poczytalam sobie Twoje madre slowa w
    odpowiedziach na rozne watki..i zadumalam sie ...chyba niewielu takich mezczyzn
    mozna na codzien spotkac.a moze kobiety nie potrafia ich
    dostrzec..pozdrawiam.dominika
  • ja_nek 18.02.03, 01:11
    Gość portalu: dominika napisał(a):

    > ...chyba niewielu takich mezczyzn mozna na codzien spotkac.a moze kobiety nie
    potrafia ich dostrzec..

    Nie zauważacie, bo nawet nie zaczynacie się wsłuchiwać.
    Najpierw patrzycie, a potem słuchacie. Jak mężczyźni, z tą jedną różnicą, że my
    mężczyźni dla odmiany najpierw patrzymy, a niewielu z nas później słucha:)
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 25.02.03, 17:36
    oj Janek,

    nieprawda, najpierw słuchamy potem patrzymy
    oczywiście wszystkie ble ble o wygladzie też wchodzą w grę, ale zawartość głowy
    i serca stoją na pierwszym miejscu....to moje motto
    z jakimi kobitkami ty miałes do czynienia?! okropne jakieś były chyba?:)
  • Gość: nieważne_kto IP: 213.17.172.* 17.02.03, 23:52
    I tak i tak. Pierwsza część to nasza fizjologia. Druga to nasze człowieczeństwo.
  • j#m 18.02.03, 01:09
    Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):

    > I tak i tak. Pierwsza część to nasza fizjologia. Druga to nasze
    człowieczeństwo
    A mi się wydaje, że zupełnie na odwrót.... Człowieczeństwo wg mnie to właśnie
    dawanie, ofiarowywanie siebie innym (pierwsza część), a druga to fizjologia. Na
    przykład przedłużenie gatunku. Ale ilu ludzi tyle opinii :-).

    Myślałam, że jak przeczytam wasze przemyślenia na ten temat to mi się choć
    troszkę rozjaśni... A tu dalej ciemno...
    Być może nie da się oddzielić jednego od drugiego? Może do pełni życia
    (szczęścia?) potrzebujemy ich obu? W równowadze?
    A jeśli chodzi o myślenie: apostoł powiedział "jeśli posiadłbym wszelką wiedzę
    a miłości bym nie miał, byłbym niczym". Mimo wszystko (chociaż to bardzo
    ryzykowna teza) ale mimo wszystko - nie myśląc da się jakoś przeżyć (na
    przykładzie Wiki można nawet stwierdzić, że myślenie może to życie znacznie
    utrudnić a wręcz uniemożliwić z racji śmierci głodowej ;-)). Ale nie kochając
    jest o wiele trudniej żyć... Prędzej czy później zawsze pojawi się myśl - po
    co, dla kogo to wszystko co robię?
    --
    :-)))
  • ja_nek 18.02.03, 01:16
    Ci ci nie kochają myślą, że jest im łatwiej.
    Poza i chęć przekonania samego siebie. Nic więcej.
    Niewiedza jak miłość ubarwia życie - ułatwia je.
    Bo nie wie się co się traci.
    Tak na marginesie:)

    Pozdrawiam
    janek
  • zuzia35 18.02.03, 02:40
    Czytam Twoje wypowiedzi, porady, komentarze i oczywiście jestem pod wrażeniem
    (jak większość forumowiczek).
    Ale nie o to chodzi. Tak sobie myślę, że sprawdziłbyś się w roli doradcy od
    spraw romantycznych w magazynie dla kobiet. Podejrzewan też, że konsekwencją
    Twojej obecności w takim magazynie byłyby zwiększone nakłady.
    A może Wysokie Obcasy??? Tak po znajomości...
    Nie wiem czym się zajmujesz zawodowo, ale stawiam na nauki ścisłe.
    Potraktuj moje rozmyślania jako komplement.



    pozdrawiam
    zuzia
  • ja_nek 18.02.03, 14:10
    W Wyborczej? Jeszcze bym musiał zeznawać przed komisją sejmową, okazywać
    bilingi:)))
    Nauki bardziej humanistyczne:)
    Za komplement pięknie dziękuję.

    Pozdrawiam
    janek
  • Gość: nieważne_kto IP: 213.17.172.* 18.02.03, 10:30
    Dziękuję.
    Moj komentarz to było pierwsze wrażenie. Po przeczytaniu Twojego spojrzałem drugi raz i myślę, że... też masz rację.

    A teraz spróbuj popatrzeć tak, jak ja to zrobiłem:

    żyjemy po to, by przedłużyć gatunek (fizjologia),
    kochamy, dajemy po to, by Żyć (człowieczeństwo).

    Mam wrażenie, że powiedzieliśmy to samo.

    Pewnie prawda jest zawarta w Twoim stwierdzeniu, że jednego od drugiego nie sposób oddzielić. Pytanie, czy w ogóle należy wszystko dzielić na autonomiczne części. Może się okazać, że po ponownym poskładaniu zostanie kilka śrubek, które błędnie uznamy za zbędne.

  • j#m 19.02.03, 21:25
    Rozkładać czy nie rozkładać? Oto jest pytanie...
    Myślę, że gdyby nie zastanawianie się nad zawiłościami naszego życia to czy
    moglibyśmy być w pełni liudźmi? I zapewne nie byłoby paryu wątków nw tym forum
    (i nie tylko tym). Chyba warto się zastanawiać nad tym co nas otacza, co
    czujemy i dlaczego. Ale życie nie może polegać tylko na zastanawianiu się ;-).

    A co do śrubek: może jakieś zostaną ale zawsze można którąś z nich schować do
    kieszeni, na lepsze czasy lub ofiarować komuś. Bo może innym będą bardziej
    potrzebne niż nam? A może dając komuś śrubkę otzrymamy w zamian coś innego? Na
    przykład nakrętkę? ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: nieważne_kto IP: 213.17.172.* 20.02.03, 00:06
    Rozkładać, rozkładać. Sam to robię raz po raz (a choćby w tym moim błądzącym wątku). Chyba sam sobie trochę zaprzeczyłem. Pewnie miałem na myśli tzw. szufladkowanie - a tego to już na pewno przesadnie czynić nie warto.
    Ze śrubkami wniosek niegłupi. Czasem się jeszcze można załapac na podkładkę...
    No, na dzisiaj tyle. Proza życia tak mi dzisiaj dała w kość, że jestem wykończony. Marzę o ciepłym wyrze bez śrubek i podkładek.
    ;-))))
    S.
  • j#m 20.02.03, 00:41
    Nie, nie tylko nie szufladkowanie, stereotypowe myślenie itd.! Zdaję sobie
    sprawę, że po to stosuje się stereotypy by łatwiej było poruszać się w tym
    świecie. Tak jest znacznie prościej - dać etykietkę, otrzepać łapki i nie
    zajmować się tym już więcej. Ale to znacznie zubaża życie... i rzadko kiedy
    jest zgodne z prawdą.
    Życzę miłych snów! :-)

    P.S. A nie dałoby się czegoś zrobić z Twoim nickiem?
    Przecież to bardzo_ważne_kto. Gdybyś nie był tym kim jesteś to nie czułbyś tak
    jak czujesz i również Twe słowa byłyby inne...
    --
    :-)))
  • Gość: nieważne_kto IP: 213.17.172.* 20.02.03, 21:06
    A pewnie, że by się dało, tylko trochę nie wiem, jak to
    zrobić. Już raz tłumaczyłem, że nie ma w tym moim
    "imieniu" (jak ja nie znoszę tych przeklętych myszy!.. to
    znaczy nazwy "nick") żadnej ideologii. Ot, po prostu ciąg
    znaków - taki dobry, jak każdy inny. j#m też niewiele o
    Tobie mówi. Messja, jayne, apf... Rzadko ktoś siebie w
    wirtualnym świecie nazywa dosłownie i zgodnie z prawdą.
    No więc uznałem, że (jak to już raz napisałem)
    nieważne_kto - ważne_co.
    Prawdę mówiąc zupełnie się nie spodziewałem, że
    "nieważne_kto" wzbudzi aż tak gwałtowne reakcje, bo od
    razu bym wymyślił coś inego. Już się nawet publicznie
    przedstawiłem: Sergiusz. Stąd to S. w podpisie (jak nie
    zapomnę...). W zasadzie mogę się przechrzcić na stałe na
    Sergiusza, tylko nie wiem, czy nie zostanę wzięty za
    kogoś innego, a tego nie chcę. A "wywiesić" ogłoszenie?
    To tak, jakbym był jakąś znaną i zarozumiałą publiczną
    osobą. Brrrr...
    S.
  • Gość: nieważne_kto IP: 213.17.172.* 20.02.03, 21:37
    Tak, tak - to chyba nasz współczesny świat tak nas
    wychowuje, że chcemy miec wszystko poukładane,
    uporządkowane i opisane na przyklejonej etykiecie. Czy
    zauważasz, jak wszystko się staje do siebie podobne?
    Standaryzacja rzeczy, standaryzacja myśli, standaryzacja
    sposobu spędzania czasu, standaryzacja uczuć.

    Twoje "tytułowe" pytanie jest, moim zdaniem, tyleż
    proste, co bardzo ważne i potrzebne. W pierwszym odruchu
    próbuje się na nie odpowiedzieć w standardowy,
    "szufladkowy" sposób: "A jest lepsze, niż B", albo
    odwrotnie. A po głębszym przyjrzeniu się, po chwili
    refleksji i rozmowy okazuje się, że odpowiedź nie jest
    taka prosta. A z B są tak bardzo ze sobą zaplecione, że
    nie da się ich rozdzielic i schować do oddzielnych
    pudełek. To daje dużo do myślenia i każe przystanąć w
    naszym codziennym pędzie, którego skutkiem jest stopniowe
    okrawanie naszego świata z tego, co tworzy jego piękno -
    różnorodności.
    S.
  • j#m 21.02.03, 01:28
    Aż przyjemnie posłuchać tego co masz do powiedzenia :-).

    Coż, nie skladałabym wszystkiego na karb współczesnego świata. Nie sądzę żeby
    dawniej bylo pod tym względem o wiele lepiej. To tak naprawdę od ludzi zależy
    jaki typ myslenia i dlaczego reprezentują. Ale rzeczywiście jeśli chodzi o
    stereotypy to pod pewnymi względami teraz jest lepiej a pod innymi gorzej. Jest
    większa tolerancja, mniej się boimy "innych", ale z drugiej strony
    panują "mody" - na słuchanie tego samego, podobne zachowania niekoniecznie
    godne pochwały itp. To jest "cool", tamto "obciach" bez żadnej samodzielnej
    refleksji na ten temat; coś w rodzaju "owczego pędu". Potem następuje swoista
    uniformizacja...

    Dyskusję na temat Twego.... internetowego_imienia widziałam, czytałam i
    postanowiłam kuć żelazo póki gorące ;-). Bo, z całym szacunkiem, ale nadal bedę
    się "upierać" przy swoim :-). Ważne "kto" ponieważ "co" nierozłącznie się z tym
    wiąże. To tak jak z treścią i formą. Jedno określa drugie i dopiero razem
    tworzą pełną całość.

    Mój nick... To po prostu inicjały, nie ma w nim nic zagadkowego. Czy coś o mnie
    mówi? Może mam zbyt małą wyobraźnię, żeby wymyślić coś "lepszego"? ;-)). A może
    wolę się podpisywać w ten sposób ponieważ ma to jednak jakieś umocowanie w
    rzeczywistości. Niestety, wkrótce będę musiała go zmienić gdyż jest...
    nietypowy :-(. To również w jakiś sposób wpisuje się w dyskusję o
    standaryzacji...
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 21.02.03, 18:43
    To ja, nieważne_kto. Pierwszy krok zrobiony, zobaczymy co będzie dalej...

    Wcale nie chcę powiedzieć, że nie lubię świata, w którym żyję. Przeciwnie - bardzo się cieszę, ze tu jestem. Mało tego, nie twierdzę że standaryzacja i unifikacja to coś jednoznacznie złego. W końcu to dzięki temu, że istnieje pewien standard przesyłania danych, możemy ze sobą "rozmawiać"...
    Dzięki umasowieniu i ujednoliceniu różnych dóbr, stały się one powszechnie dostępne, co sprawiło, że życie jest dużo łatwiejsze niż było kiedyś. Ale, ponieważ można dość "sprawnie" żyć nie wkładając w to wielkiego wysiłku (pomijając wysiłek wkładany w zwiększanie zasobności konta bankowego), ludzie przestają się starać tworzyć coś własnego. Po co kreować swoje indywidualne, niepowtarzalne otoczenie, jeśli można zajrzeć do katalogu i powielić wzorzec? Po co mieć własne zdanie, jeśli wystarczy przeczytać poradnik "Jak żyć"? Po co mówić pełnymi zdaniami, jeśli można użyć powszechnie zrozumiałych słów - kluczy? W dodatku, żeby skorzystac z "gotowca", trzeba najpierw wszystko zaklasyfikować. Rezultat: powszechne "szufladkowanie" i ograniczanie wypowiedzi do krótkich, suchych komunikatów.
    Nie załamuję z tego powodu rąk, nie powtarzam "a za moich czasów...", nie twierdzę, że świat się kończy. Jest, jaki jest. Dobry, bo wygodny. Zły, bo często (ale przecież nie zawsze) tą wygodą zubażany. A ja się staram złapać optymalną równowagę.

    Uff, było poważnie. A teraz:
    :-))))))))))))))))))))

    A właściwie dlaczego MUSISZ zmienic swoje j#m na coś innego? Ciebie chyba nie "prześwięcono" tak, jak mnie?
    Pozdrowieństwa!
    S.
  • jmx 24.02.03, 00:43
    Witam po małej przerwie :-). Ja również w nowym "wcieleniu" ;-). Trochę dziwnie
    się czuję... Niby ta sama osoba a jakby nieco inna...

    Bardzo mnie cieszy fakt, że podoba Ci się świat w którym obecnie się
    znajdujemy. Już myślałam, że nasza rozmowa będzie się skłaniać ku gloryfikacji
    przeszłości, czego nie znoszę. Mam wrażenie, żę większość ludzi z którymi
    rozmawiam cierpi na jakąś odmianę amnezji. Kiedyś było super a teraz jest do
    niczego, taaaa... Niestety, jako notoryczny leniwiec (ależ to byłby nick dla
    mnie! ;-))) nie mam nic przeciwko wygodzie. A wygoda intelektualana... cóż,
    nawet jeśli nie ma problemów, to sama je sobie stworzę bez problemu więc nuda w
    żadnym wypadku mi nie zagraża...

    Mój nick musiał ulec zmianie z powodu ujednolicania kont portalu gazeta.pl.
    Forumowicze nie mieli z tym nic wspólnego chociaż większość przekręcała go jak
    mogła ;-). Naprawdę czułeś się "prześwięcony"? Ja tylko grzecznie pytałam...
    Nie było moim celem prześwięcanie Ciebie :-(.

    Pozdrawiam :-)))))))))))))))))))))))
    jmx
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 24.02.03, 19:49
    A u mnie to chyba raczej powrót do właściwego wcielenia, więc całkiem mi nieźle. Zwłaszcza, że imię nie jest sfałszowane.
    Gloryfikacja przeszłości? Brrr, nigdy! Oczywiście to zapewne naturalne, że człowiek z rozrzewieniem wspomina czasy, kiedy był "piękny i młody", ale przenoszenie tego na całe czasy to już nieporozumienie. Żadne czasy nie są ani idealne ani beznadziejne. Każde są, jakie są. Mój sposób na życie jest być może prymitywny, ale daje mi dużo radości. Otóż staram się wykorzystywać jak najwęcej pozytywnych stron chwili obecnej, a jednocześnie możliwie obiektywnie patrzeć na strony negatywne. W ten sposób mogę i lubić świat, w którym żyję, i mieć nie kończący się materiał do przemyśleń. Czyli... jak nie mam problemów, to je sobie stworzę bez problemu... Bardzo mie się spodobało. Twoje?

    "Prześwięcał" mnie kto inny, ale i wtedy się nie poczułem urażony. Rozegrałem niewielką bitwę na ozory, a to akurat lubię. Jak się ludzie tylko zgadzają i zgadzają, to w którymś momencie zaczyna wiać taką nudą, że aż się robi nudno.

    Najlepsze życzenia z okazji imienin Sergiusza!
    ;-))
    S.



  • jmx 25.02.03, 01:45
    Daawno, daaaaawno temu... też podpisywałam się prawdziwym imieniem ale jeszcze
    nikt wtedy nie śnił o logowaniu się na portal ;-). No i było to inne forum.

    Tak to naturalne, że człowiek wspomina kiedy był "piękny i młody", należy dodać
    również - głupi. Niestety ta ostatnia cecha zostaje niektórym do końca życia...
    jak niżej podpisanej ;-))))))) - powinno być tak ;-(((((((.
    Wraz z upływem lat człowiek staje się coraz starszy, coraz więcej doświadczeń
    ma na koncie i spostrzega, że i "przyzwyczajenie" do popełniania starych błędów
    nie mija... Ciekawe dlaczego? Nie udało mi się jeszcze odnaleźć odpowiedzi na
    to pytanie. A czasu coraz mniej... Nie da się w nieskończoność "zaczynać od
    nowa", naprawiać, nadrabiać.... Sił coraz mniej (i chęci) a garb rośnie. Więc
    problem jest jeden, duży ale za to pączkujący i jakże bogaty w kosekwencje!
    Nie ma czasu na nudę. A o czasach myślę podobnie, tylko jest problem z
    cieszeniem się chwilą, ale - pozwolę się pochwalić ;-) - jest z tym lepiej niż
    było kiedyś.

    Ale poważnie się zrobiło... To teraz: biję się w piersi (słyszysz jak dudni?
    mam nadzieję, żę Cię nie obudziłam ;-)), że nie spojrzałam w kalendarz...
    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!! :-))))))))))

    O problemach moje (miło mi, że Ci się spodobało) a co do walk to i mnie się
    zdarzało tu i ówdzie "pomielić ozorem" ;-)))). Dyskusje na argumenty tak ale
    nie wszyscy potrafią... Niektórzy są zbyt przewrażliwieni na swoim punkcie żeby
    dostrzec meritum sprawy i wszędzie doszukują się ataków personalnych. Wtedy
    taka rozmowa bywa trudna.
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 21.02.03, 18:49
    Jeszcze raz zajrzałem do twojego listu i coś mi się przypomniało.
    Moda to chyba jedna z tych rzeczy, których najbardziej nie lubię. To dobrowolne wtapianie się w tłum i pozbawianie własnej indywidualności. Moda na czarne buty? Cały świat na czarno. Okropność, nuda, monotonia. Niestety, moda dotyczy też zachowań. Moda na "twardego faceta", moda na "słodką idiotkę", tylko się spróbuj wyłamać! A fe!
    S.
  • jmx 24.02.03, 00:47
    I jeszcze słówko: niestety notorycznie wyłamuję się z mody na "słodką
    idiotkę"... No, tak po prawdzie to jeszcze "idiotka" może jakoś by mi
    wyszła...ale "słodka"? Nigdy w życiu! ;-))))))


  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 24.02.03, 19:22
    Ha, ha, ha... Szczerze się uśmiałem.
    Sam już nie wiem, czy gorsza "słodka", czy "idiotka". I jedno i drugie to okropność, a połączenie - zgroza! Moje (miało być nieco ironiczne) "spróbuj się wyłamać" nie było do skierowane bezpośrednio i wyłącznie do Ciebie, tylko do każdego, kto nie lubi średniactwa i przeciętności.
    Wyłamuj się, wyłamuj. Sam to robię z uporem godnym lepszej sprawy. Czasem jestem przez to uważany za dziwoląga, ale całkiem mi z tym dobrze. Przynajmniej wiem, że ja to ja.
    S.
  • jmx 25.02.03, 02:03
    Absolutnie nie musisz się tłumaczyć z ironii! Wiem, że nie miałeś nic złego na
    mysli i, że to nie było o mnie. No, teraz wyjdzie, że jestem nieskromna, więc
    napiszę: miałam nadzieję, że to nie o mnie ;-))). Złośliwa i auto/ironiczna też
    bywam więc... strzeż się! ;-)

    Życzyłabym sobie spotykać częściej takich "prymitywów" i "dziwolągów". Mądrzy
    ludzie mawiają, że swój swego zawsze wyczuje.... ;-)))

    A teraz, żeby nie było tak miło (i nudno!) proszę o odpowiedź na pytanie czemu
    uważasz, że to jest drętwe forum? Może mógłbyś je rozruszać?
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 26.02.03, 01:14
    Trochę padam na nos, ale nie odmówię sobie przyjemności
    napisania kilku słów. No więc zaczynam...

    Ironi, autoironii i cietego jęzora strzec się nie mam
    zamiaru. Mój ozór potrafi być też niezgorszy i
    szczególnie cenię tych, którzy potrafią to docenić, a nie
    przyjmować wszystko jako osobistą urazę. A jeśli potrafią
    mi się tak odciąć, że muszę uruchomić ostatnie rezerwy
    szarych komórek, żeby się utrzymac na powierzchni... ho,
    ho to dopiero jest radość! Tylko cała rzecz w tym, żeby
    wyczuć tę granicę, kiedy się zaczyna kogoś trafiac w
    NAPRAWDĘ czułe punkty. Tej granicy, moim zdaniem, nie
    wolno przekroczyć, jeśli sie nie chce trafianej osoby
    stracić.

    Dlaczego uważam, że forum jest drętwe?
    Hm, na początek powiem, że nie jest to wypowiedź należąca
    do tych, z których jestem bardzo dumny. Napisałem to
    chyba w jakiejś swojej nie najlepszej chwili. To nie
    znaczy, że się wypieram swoich słów, że chcę zaprzeczyć
    sobie. Co mi się "nie widzi" napiszę za chwilę, ale
    przyznaję że wejście do kogoś jako gość i przesadnie
    szczere wypowiadanie sie na temat tego, co się zastało,
    nie było najszczęśliwsze. Zwłaszcza, że rzeczywistość
    zweryfikowała moje stwierdzenie. Zastanawia mnie tylko,
    dlaczego tylko jedna osoba (tzn. Ty) zareagowała na moją
    krytykę. Spodziewałem się gromów, a nie spadł nawet mały
    deszczyk...
    A co mi się "nie widzi"? Otóż mam wrażenie, że znakomita
    większość wypowiedzi sprowadza się do krótkich
    komunikatów o nieszczęściach, które spotkały ich autorów,
    i do krótkich życiowo - psychologicznych porad
    (przyznaję, często bardzo celnych i cennych!). Brakuje mi
    tej "romantycznosci", która jest w tytule forum. Być może
    bierze się to znowu z mojego pokręconego charakteru,
    który każe mi rozumieć wszystko po swojemu. Bo
    "romantycznie" to dla mnie niekoniecznie nieszczęśliwie i
    łzawo. Dla mnie romantycznie jest wtedy, kiedy poznaję
    drugiego człowieka, kiedy zaczynam rozmawiać, współ-czuć
    i współprzeżywać. Kiedy zaczynam mówić coraz bardziej
    szczerze, kiedy czuję, że rozmówca daje mi też coraz
    większy kawałek swojej szczerości. To nie znaczy, że się
    zawsze ze mna zgadza. Kłócić też się można romantycznie.
    Byle pełnymi zdaniami. Byle te zdania były własne. I byle
    by ich celem nie było bezinteresowne "dowalenie" drugiej
    stronie. A świece, blask księżyca, łagodna muzyka?
    Cudownie jeśli są - ale nie ZAMIAST, tylko jako miłe i
    piękne uzupełnienie.
    Napisałem, że rzeczywistość zweryfikowała moje ostre
    stwierdzenie. No cóż, wymiana myśli z Tobą jest jednym z
    kilku tego przykładów...
    Nieraz się już zastanawiałem, czy może po prostu to ja
    tutaj nie bardzo pasuję ze swoimi dłuuuugimi listami,
    niekoniecznie o nieszczęśliwej miłości. Być może lepsze
    dla mnie byłoby jakieś forum o nazwie "wieczorne rozmowy"?
    Co do rozruszania, to nie, nie ja. Marny ze mnie
    rozrusznik i raczej (jak widać) prześmiewca i nudziarz.
    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 26.02.03, 16:51
    witaj

    nie spadł deszczyk, gdyż może wszyscy stulili uszki i zastanawiają się nad
    twymi słowami...........
    co do romantyczności popieram, ale weź poprawkę, że ( nie liczyłam co prawda )
    chyba większość tutejszych osób to ludzie młodzi lub bardzo młodzi, którzy albo
    nie umieją (bo nie nauczyli ich rodzice lub sami się nie nauczyli bo nie mieli
    skąd lub są na taka edukację odporni!) albo nie chcą ( obawiają się nawet
    virtualnego obnażenia swego ja, może przez to poznaliby lepiej siebie, a nie
    chą, ...gdybam sobie ) dłużej wypowiadać się w temacie emocji, uczuć, chrakteru

    część z wypowiedzi zamieszczanych tutaj kwalifikuje się bardziej na fora
    związane z innymi sferami życia, ale jak sam przyznajesz niektóre warto poczytać
    są dobre, jak dobra z kimś fascynującym rozmowa lub wciągajaąca książka, po
    lekturze, której zamykasz oczy i zastanawiasz się nad swym życiem,

    co do ranienia - ufajmy, że wsród nas jest mało poranionych lub małostkowych
    krytyka szczera powinna byc motywująca, ale trzeba być skłonnym do dialogu

    co do długości grafomańskich monologów ( mój ) nie przesadzaj, nie wszyscy
    umieją długo o sobie pisać, nie mają predyspozycji..itp ale jeśli sie
    pojawiają też nie zawsze są warte tej ilości słów ( nie twój ).........

    pozdrawiam
  • ja_nek 26.02.03, 17:43
    Przyczyna drętwości forum tkwi moim zdaniem m.in w tym, że sporo ludzi tu się
    zna, wypowiadało sie na różne sprawy i powstaje wrażenie, że jedni myślą, że
    drudzy wiedzą, co Ci pierwsi myślą.
    Ażeby forum tętniło życiem potrzeba mu wielu uczestników, wtedy każdy coś
    wnosi. Jeśli tego nie ma, pojedyncze osoby nie dadzą rady rozruszać forum.

    Pozdrawiam
    janek
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 26.02.03, 23:46
    Tak, myślę że masz bardzo dużo racji. Ja tego nie
    chciałem powiedzieć, jako gość chyba nie powinienem. Już
    i tak wystarczy mojego wcześniejszego kija w mrowisko
    wetkniętego.
    Mam tylko nadzieję, że z samej mojej ciągłej tutaj
    obecności widać, że wcale nie mam tak bardzo złego o
    forum zdania.
    Przeciwnie - "spotkałem" tu kilka osób, z którymi wymiana
    myśli była prawdziwą przyjemnością. I mam nadzieję, że
    tych osób będzie jeszcze więcej.
    Pozdrawiam chyba najlepszego psychologa, jaki na tym
    forum "mieszka"...
    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 26.02.03, 23:48
    Tak, myślę że masz bardzo dużo racji. Ja tego nie
    chciałem powiedzieć, jako gość chyba nie powinienem. Już
    i tak wystarczy mojego wcześniejszego kija w mrowisko
    wetkniętego.
    Mam tylko nadzieję, że z samej mojej ciągłej tutaj
    obecności widać, że wcale nie mam tak bardzo złego o
    forum zdania.
    Przeciwnie - "spotkałem" tu kilka osób, z którymi wymiana
    myśli była prawdziwą przyjemnością. I mam nadzieję, że
    tych osób będzie jeszcze więcej.
    Pozdrawiam chyba najlepszego psychologa, jaki na tym
    forum "mieszka"...
    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 00:06
    Mam nadzieję, że jednak nikt uszek nie stulił. Bicie po
    łapkach i nacieranie uszek to nie jest to, co lubię i
    zamierzam robić. Mimo wszystko mam nadzieję, że mi
    jednak, przypadkiem, tak nie wyszło.
    Tak już mam, że okropnie bardzo lubię sobie usiąść,
    podumać, a potem popisać, pogadać, albo i jedno i drugie
    Sam się czasem zastanawiam, do jakiego stopnia moje
    gadulstwo daje się wytrzymać.
    A Twoją dłuższą wypowiedź przeczytałem z przyjemnością.
    Nie samokrytykuj się tak strasznie, nie masz powodu.
    ;-))))))))))))))))
    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.02.03, 13:15
    czy nie powinieneś o takiej porze smacznie spać?

    właśnie okropne!okropne twe siedzenie, rozmyślanie i gawędzenie, przez nie
    właśnie popadam w miłe zamyślenie, które wcale nie robi dobrze mojej pracy...
    pewnie reszta żeńskiego forum zaraz mnie ukamienuje przecinkami, ale pisz
    mniej, wtedy więcej popracuję!!!:)))))
    a tak mówiąc serio jeden nasz rodzimy rockowy wykonawca śpiewał, że w życiu
    ważne są tylko chwile...
    dla mnie rozmowy m.in. to te własnie chwile...
    wymiana myśli pomiędzy bratnimi duszami bywa jak olśnienie, wtedy staje się
    jasne to, co było zawiłe i ciemne, czujesz siłę, która może unosić góry
    codzienność nie daje nam wielu takich rozmów, codzienność to pęd lub stagnacja,
    w zależności od tego , jakie kto wiedzie życie.......ale gdy
    nastąpią.......potrafią ten pęd zatrzymać na sekundę trwającą wieczność po to,
    byśmy zrozumieli nasze życie...stagnację przerywa jak ryk burzy
    milczenie...daje chęć do działania
    ja jestem niemal uzależniona od takich rozmów, gdy trwają czuję się jakbym
    poznawała wielkie tajemnce naszego istnienia, potem nie mogę spać, bo mi szkoda
    snu, gdy w głowie i sercu takie się kotłują emocje
    kiedyś pisałeś, że zgoda bywa nudna, ale w sensie tego j.w. myślę, że bywa
    fascynująca i budująca, tym bardziej, że w tych czasach zwariowanych ludzie
    mniej się ze sobą zgadzają, walczą dla samej walki i adrenaliny, nie umiejąc
    czerpać jej z kompromisu lub porozumienia

    wracam do pracy i pozdrawiam!
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 14:21
    Pewnie, że powinienem spać w nocy. Tak by było zdrowiej,
    systematyczniej, układniej, zwyczajniej...
    Nigdy!

    Dziękuję za miłe słowa. Gdzie te pazurki???

    Jeśli nocne gadanie kłóci się z nocną pracą, tym gorzej
    dla pracy. Praca nie zając, (niestety) nie ucieknie.

    Z niemałą radościa odkrywam że, wbrew pozorom, na świecie
    jest całkiem sporo ludzi, którym szkoda czasu na spanie
    wtedy, kiedy można pogadać. Chociaż, nie powiem, spanie
    też baaardzo lubię. No niech mnie tylko ktoś spróbuje
    obudzić wcześnie rano! Obrzucam, czym popadnie.

    Co do zgody nudą podszytej... Wcale nie uważam, że zgoda
    = nuda. W żadnym wypadku! Cudownie jest móc się zgadzać,
    odkrywać wspólne myślenie, dochodzić do jednakowych
    wniosków. Niebezpiecznie robi się dopiero wtedy, kiedy ta
    zgoda jest stuprocentowa i bezmyślnie oczywista. Czyli
    według schematu: ja: A, a rozmówca: oczywiście, wspaniałe
    A. On: B, ja: naturalnie, Twoje B jest najlepsze na
    świecie. Jednak wolę, żeby czasem na moje B ktoś się
    zastanowił: B, czy b? Może on jednak stwierdzi, że B,
    albo ja, że b. Jeszcze jedna możliwość to nowe, wspólne
    C. A czasem można pozostać przy swoim i to wcale nie
    oznacza końca świata. Mam wrażenie, że uszanowanie cudzej
    odrębności często czyni więcej dobrego dla wzajemnych
    stosunków, niż ciągłe, często wbrew sobie, chodzenie
    "łapka w łapkę".

    No to znowu mi wyszło dużo i poważnie. Popadłem w
    gadulstwo. Tyle dobrego, że chociaż za dnia...

    Życzę Ci tzw. owocnej pracy, a w nocy - ciepłych snów.

    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.02.03, 16:02
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > Pewnie, że powinienem spać w nocy. Tak by było zdrowiej,
    > systematyczniej, układniej, zwyczajniej...
    > Nigdy!

    Nigdy i precz!!!!!!!!!!
    układność i zwyczajność to sztylety prosto w centrum naszych-osobowości,
    indywidualności
    ja przez brak tych cech mam czasem kłopoty ze współpracownikami, czekają na
    nieobliczalne występy, których żródłem jest poprostu szczerość albo
    spontaniczność...same z tym problemy!
    systematyczność....cóż, bywa przydatna ( szczególnie w pracy lub w podlewaniu
    kwatów (moje biedulki umierają nie poznawszy dłuższej egzystencji, gdyby moja
    systematyczność równała się tej w nie podlewaniu ich, rosłyby niczym afrykańska
    roślinność))
    słuchaj, nie zawsze systematyczność prowadzi do zdrowia-popatrz na palaczy:)
    nikotyny oczywiście!!!

    jakie to są cieplutkie sny?:)))))))))(nudniutkie?wrrrrrrrrr)
    o gorącej czekoladzie, kominku lub przy nim, w skwarze na plaży czy trzymając w
    ręku pluszowego misia?

    lubię też kocie pazurki, a ty?
    dobranoc
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 22:43
    Dobry przykład na temat systematyczności! Można jeszcze
    być, na przykład, przykładnie systematycznym pijakiem...

    Cieplutkie sny? Niech je każdu rozumie po swojemu. Dla
    mnie cieplutkie sny to takie, po których się nie budzę w
    dreszczach (ale też nie zlany potem - co właściwie stoi w
    sprzeczności z ich "cieplutkością"...). Nudniutkie? Nie.
    Ciekawe. Spokojne. Przytulne. Takich właśnie Ci życzę.
    Sobie, nieskromnie, też.

    Co do roślin, polecam kaktusy. Doskonale znoszą brak
    systematyczności. Kwitną rzadko, ale jakże pięknie!

    Niestety, w kotach lubię całego kota z wyjątkiem jego
    pazurków. Tu się nie zgadzamy.

    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.02.03, 09:06
    o tej porze pobudka?uważaj!wyciągam z plecaka srebrne kołki i niech się strzeże
    twoje serce wampira, przebiję je i nie będziesz już czychać na nasze niewinne
    dusze....
    kaktusy są nie dla mnie, za dużo kolców!!

    sny mogą być piękniejsze od życia lub straszniejsze (wczoraj oglądałam
    triller "krąg" i potem zastanawiałam się nad sensem mycia się (po co, skoro coś
    mi się w tej łazience może stać!:))) )ale na szczęście nic mi się takiego nie
    przyśniło-znaczy życzyłeś mi szczerze:)

    głuptasie!kocham kotki w całości,to była metafora

    miłego dnia

    ps. do innych: sergiusz zapomniał o pączkach czyli: on jest niczym św. hieronim
    w swej celi (jak na miedziorycie durera) i swe złote myśli przelewa na laptopa:)
    to moja wczorajsza wizja w odpowiedzi na jego sklerozę w sprawie pączków
    pa
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 28.02.03, 21:37
    Jeśli to ja, to poproszę o kilka pączków nadziewanych
    krwią niewiniątek. To normalne, że wampiry zapominają o
    tłustym czwartku - za to pamiętają o krwawej niedzieli...
    Nie laptop, tylko ogromne szare pudło przede mna stoi.

    Zawołanie XXI wieku:

    "Poeci do klawiatur!!!"

    S.
  • jmx 01.03.03, 21:30
    Na wampiry działają kołki zrobione z osikowego drewna. Można również takiemu
    delikwentowi-wampirowi odciąć głowę i położyć w nogach, położyć go w trumnie
    plecami do do góry (nagminnie chowano tak ludzi w dawnej Polsce, ponoć ostatni
    taki przypadek miał miejsce jeszcze w latach 50-tych w okolicach...
    Bieszczad?), spętać kończyny łańcuchami albo położyć na niego ciężki głaz.

    Jeśli jednak wampirowi uda się wydostać to wtedy odstraszająco działają: woda
    święcona, pokruszona hostia (ale tu warunek! hostia musi być pokruszona przez
    kobietę o czystym i niewinnym sercu...), poświęcona kreda i czosnek...


    P.S. A skleroza jest najczęściej efektem źle zbilansowanej diety i
    miażdżycy;-))
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 02.03.03, 22:52
    A wyobrażasz sobie wampira ze sklerozą?
    Toż taki biedaczek wsuwa zupkę pomidorową albo barszczyk
    z uszkami (niedomytymi) i myśli, że to jego ulubiona
    czarninka.
    Znasz wierszyk Walgórskiego o wampirku? Ten pechowiec
    przez przypadek wyssał pijaczka...

    ;-))))))))))

    S.
  • jmx 03.03.03, 01:18
    A to Kabaret Potem: "nie lubię wampirów jak jasna cholera, jak spotkam
    natrzaskam po ryju..."

    Gdyby wampir miał sklerozę to zginąłby w straszliwych męczarniach - zapomniałby
    się schować do trumienki przed wschodem słońca i ......
    Rzecz jasna nie życzę Ci tego... to znaczy sklerozy, żeby była jasność.
    ;-)))))))))))))))
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 03.03.03, 10:39
    Dobra, dobra! Tylko jak po ryju, to w grubej skórzanej
    rękawiczce. Można sobie zrobić krzywdę o jego nieco
    wystający zgryz. A wtedy by się, skurczybyk, ucieszył!
    Obiadek z dostawą...

    Żeby była jasność? W trumience??????

    ;-)

    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.03.03, 15:52
    czy nie?, bo ja ci kurierem wysłałam jedenego z dżemem różanym, drugiego z
    krwią niewinnego komara (fuj)
    skoro nie wampir to może chociaż Leone, z rewolwerem w dłoni i złotym sercu pod
    marynarką w prążki...(akcent romantico ze względu na obece tu forum)

    ja robiłam first time faworki i słuchajcie wyszły wyśmienicie

    szkoda, że nie w celi św. hieronima, tacy zacni mężowie to jednak żadkość:)))
  • jmx 04.03.03, 01:53
    Oczywiście, że jasność!!!! Chciałbyś żeby taki wampir, poza sklerozą jeszcze
    oślepł? stukając w klawisze?... ;-)

    Do Luli:
    A fuj! Taki pączek nasiąknięty krwią... bleeee....
    Nie ma to jak czyjaś ciepła szyjka z pewnym pulsującym miejscem za uchem...
    ;-)

    --
    :-)))
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 12:27
    jmx,
    no przecież mówię, że fuj, ale ta szyjka, mmmmmmmmm

    słuchaj może być i sergio i serge, ponoć i włosi i francuzi to boscy kochankowie
    chociaż wydaje mi się, że francuski byłby bardziej wyrafinowany i subtelny, a
    to lubię bardzo
    wyobraź sobie
    winnica
    za plecami przebiega czarna kicia
    powietrze nasycone zapachem ziemi, roślin
    niebo pełne gwiazd
    a księżyc tak srebrny, że oczy same mrużą się pod wpływem jego blasku
    a francuz mówi tyle pieknych rzeczy
    że serce topnieje z każdym słowem
    romans wisi w powietrzu
    atmosfera gęsta i przyjemna...

    resztę dopowiedz sobie sama
    bo ja nie chcę się rozmarzyć

    zobacz a nasz sergio tak napęczniał z dumy, że siedzi cicho:)))


  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 13:21
    Zza Buga!

    Wcale nie mapęczniał, tylko gada na tylu frontach, że mu
    już czasem literek brakuje.

    Wasze okropeczne rozważania trochę przypominają wykład,
    jaki misjonarz wygłosił ludożercom. Powiedział, że
    pożeranie ludzi ledwie opieczonych nad ogniskiem to
    barbarzyństwo. Należy ich powoli dusić w rosole, a
    następnie podawać na talerzu z frytkami i surówką.

    Smacznego!!!

    Papa,

    S.
  • jmx 05.03.03, 12:20
    Obywatelu Siergieju Iwanowiczu! Wzywam was do porządku!
    Czyżbyście sugerowali, że nie interesują was delikatne, pachnące, szyjki
    pokryte delikatnym meszkem...???
    Czyżbyście brali udział w jakimś spisku? Nie myślcie, że wam to ujdzie płazem!
    My, towarzyszu, wiemy wszystko...

    Do Luli:
    nie, on nie ucieka... on się tylko "wycofuje na z góry upatrzone pozycje".
    ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 12:36
    Siergiej Stanisławycz.
    Te szyjki, no no... Przekąsiłbym jakąś, a tu tylko serek w lodówce.

    Taaa jest! Poprawię się!

    S.
  • jmx 05.03.03, 12:51
    W krajach chrześcijańskokatolickich post dzisiaj więc serek jak najbardziej
    pasuje ;-)))
    Stanisłwycz powiadacie? Hm, hm...
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 11:30
    Otczestwo. Jesteśmy, towarzyszko, synem Stanisława, tak
    wyszło...

    A serek u mnie w lodówce mieszka zawsze i przede
    wszystkim. Tak więc poszczę sobie i poszczę.... mniam, mniam!

    ;-)

    S.
  • jmx 27.02.03, 01:30
    Ja też padam ale piszę ;-).

    Widzę, ze parę osób mnie już ubiegło w odpowiedzi na zarzuty względem tego
    forum. Cóż, nie sądzę, żeby przyczyna tkwiła akurat w "kładzeniu uszek"
    tylko.... w nieprzeczytaniu tego co napisałeś ;-). Ale to o wiele lepiej brzmi -
    pokładliśmy uszy po sobie i zastanawiamy się nad zasadnością takich słów,
    prawda? Jeśli się czasem głębiej dokopać motywacji naszych czynów to róóóżne
    rzeczy można znaleźć, niekoniecznie przyjemne...
    Tak prawdę mówiąc, gdy przeczytałam Twoją uwagę o forum, to... hm, trudno to
    opisać, ale jakoś na tyle się zdystansowałam do Ciebie i do całego wątku, że
    nie zdecydowałam się na napisanie czegokolwiek.

    Możesz być pewien, że potrafię docenić walory Twego "ozora" ;-). Ale ostatanie
    rezerwy... nie, aż tak krwiożercza nie jestem, chyba, że mnie ktoś doprowadzi
    do szewskiej pasji. Nie życzę Ci tego ;-).

    Czy to forum jest romantyczne czy nie? To zależy. Było parę takich wątków,
    jeszcze całkiem niedawno, o różnie rozumianym romantyzmie np. "Niekochanym",
    były też wątki "wierszowane", które też gdzieś odeszły w wirtualny niebyt...
    Ale to na ogół rzadkość. Rzeczywiście przeważają wątki o nieszczęściach,
    samotności, niedwzajemnionej miłości itp. Dla czytających może to być po pewnym
    czasie nużące. Ale ból piszących tu osób bywa czasem tak wielki, że nie dają
    sobie z nim rady, muszą gdzieś dać upust emocjom i czynią to właśnie na tym
    forum. Oczywiście idealnie byłoby gdyby takie wątki istniały w równowadze z
    innymi. Ale jak wiadomo, na tym świecie ideałów brak...
    Sama czasem czuję, że tu nie pasuję, że to "nie moja bajka". Ale jakoś jestem i
    na razie nie mam zamiaru znikać. A że jestem przeciwko szufladkowaniu to wcale
    nie uważam, że na dłuuuuugie (wcale nie nudne!) późnowieczorno-nocne rozmowy
    nie ma tu miejsca. Wręcz przeciwnie - jeśli rozumieć romantyzm jako pewne
    podejście do otoczenia i ludzi, jakiejś refleksji na temat życia i naszego w
    nim udziału, a nie jako przesłodzonego sentymentalizmu typu trzymamy się za
    rączki i patrzymy na księżyc - to wydaje mi się, że nie ma lepszego forum aby
    właśnie podzielić się z kimś swymi przemyśleniami, wrażeniami, czasem
    rozterkami na temat otaczającego świata i ludzi, z którymi się stykamy...

    "Dziwoląg", "prymityw", "prześmiewca", "nudziarz" - ładna kolekcja się
    nazbierała ;-). Ciekawe co jeszcze przyszłośc przyniesie? ;-)))

    Pozdrawiam i dobranoc :-)
    jmx

    P.S. Na tym forum byłam zawsze raczej oszczędna w słowach a tutaj tak się
    rozgaduję... aż mnie samą to dziwi.
    Potem sie okaże, że to ja jestem nudziarą ;-))). Jakbyś przysypiał przy
    czytaniu to napisz, spróbuję się powściągnąć ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 11:22
    Na razie nietypowo - krótko.
    Mam nadzieję, że jednak trochę mi sie udaje naprawić niezbyt dobre wrażenie, jakie zapewne pozostało u kilku osób po mojej krytyce forum. Cóż, jest trochę tak i trochę tak - w sumie pewnie to i dobrze. W każdym razie złych intencji nie miałem.
    To, że ktoś daje upust swojemu "źle na świecie" w żadnym wypadku nie kłuje mnie w oczy. Przeciwnie, bardzo dobrze, że ma gdzie. I bardzo dobrze, że otrzymuje w odpowiedzi mnóstwo krótkich i celnych rad i komentarzy. Może tylko byłoby warto czasem spróbować takiego kogoś "wciągnąć" w dłuższą wymianę myśli. Raz, to może mu bardziej pomóc, niż zadawanie lukrowanych pigułek (co nie znaczy, że uważam pigułki za zbyteczne!). Dwa - nikt do końca nie wie, co w nim samym tak naprawdę siedzi. Może właśnie taki "wciągnięty" nieszczęśliwiec rozmawiając, zastanawiając się, zapisując swoje myśli odkryje, że na swiecie nie jest tak strasznie źle. Może zauważy, że dookoła jest mnóstwo wspaniałych ludzi, z którymi można (i warto) nawiązać taką czy inną więź? A ten tu wirtualny świat nie jst aż tak strasznie odległy od rzeczywistego. W końcu i tu i tu są żywi ludzie z całym swym pięknem i wrednotą.

    Ha, ha: zauważ - sama napisałaś, że się po sobie nie spodziewałaś... Odnoszę też niejakie wrażenie, że nie jest Ci z tym odkryciem bardzo źle (?).

    A ja? W czasach, kiedy miałem -naście lat, byłem uważany za kompletnie nietowarzyskiego odludka. Mówiono, że mój styl wypowiedzi jest "telegraficzny". No i masz babo (to nie do Ciebie!) placek, co się ze mnie zrobiło! Gawędziarz. Odkryłem, że po prostu uwielbiam gadać, słuchać, pisać, przebywać z ludźmi. Też mi z tym, o zgrozo, dobrze.

    Że tak różnie siebie nazywam? To nie żadne samobiczowanie, raczej odrobina autoironii. Staram się mieć do siebie pewien dystans. Potraktuj te słowa jako niegroźne autożarty. Mogę jeszcze dodać słowa mojego znajomego, wielce inteligentnego i zabawnego człowieka:
    "błazen jestem - cóż, taki los...".
    No więc jeszcze "błazen" - do kolekcji.

    Miało być krótko...
    Pewnie jeszcze coś dopiszę wieczorową porą.

    Pozdrawiam i dobrydzień.
    S.

    P.S. Tylko się nie waż powściągać!!!!
    :-)))
    S.



  • ja_nek 27.02.03, 14:08
    Och Sergiusz, żeby zawsze były tylko takie kije w mrowisko:)
    A o wrażenie się nie martw. Oczarowałeś większość kobiet. KiLka z nich pisze, a
    reszta czyta z żywym zainteresowaniem.
    Dzięki za tego psychologa:))) Psycholog to za dużo powiedziane, ale sprawiło mi
    to przyjemność.
    Twoje gadulstwo jest całkiem przyjemne i oby wszyscy umieli tak gadać jak Ty!

    Pozdrawiam
    janek
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 14:45
    Janku, Janku!
    To, czyś psycholog zawodowy czy nie, znaczenie ma
    malutkie. Masz jakiś naturalny dar trafiania w sedno, w
    dodatku w miło uspokajającym stylu. To miałem na myśli,
    obrzucając Cię przezwiskiem ;-))).

    Nie zmierzam do żadnego oczarowywania kogokolwiek. Po
    prostu sobie gadam, co mi się pomyśli. A jeśli ktoś chce
    poświęcić kilka swoich chwil na odpisanie paru słów, to
    radość moja jest wielka. Natychmiast odpisuję wiedząc,
    jak jest nieprzyjemnie gadać do ściany - i tak się jakoś
    to moje współ-gadanie rozwija.

    Żebym się tak strasznie zamartwiał wywołanym wrażeniem to
    przesada. Ale nie jest miło, kiedy sobie człowiek
    uświadomi, że niechcący trafił rykoszetem w grupkę osób,
    którą właśnie polubił. Pewnie po prostu trzeba było temat
    od razu bardziej rozwinąć, podać pigułkę delikatniej -
    na lekko podgrzanym talerzu, z sałatą i chrupiącymi
    grzankami. No cóż, uczymy się przez całe życie.

    A może po prostu żyjemy, póki się uczymy?

    S.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.02.03, 16:06
    Janek!
    teraz dałeś dopiero sygnał dla wielbicielek
    skromnisiu ciebie też czytamy z uwagą
    każdy interesujący wpis zapada głęboko w pamięć

    gawędź dalej
    papa
  • ja_nek 27.02.03, 18:03
    Gość portalu: lula del rio napisał(a):

    > Janek!
    > teraz dałeś dopiero sygnał dla wielbicielek
    > skromnisiu ciebie też czytamy z uwagą
    > każdy interesujący wpis zapada głęboko w pamięć
    No i masz, odezwać się nie mogę:)))
    Masz buziaka:)
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.02.03, 08:28
    pewnie że nie, ty też łap słodkiego i niewinnego!:)))))))))))
  • jmx 28.02.03, 02:43
    Natępnynm razem to ja proszę o typowo i dłuuuuuuuuuuuuugo...

    To bardzo ważne i celne co powiedziałeś o wciąganiu w rozmowę. Niestety, w
    przeważającej części ludzie nie mają ochoty na takie wciąganie, szczególnie gdy
    ktoś reprezentuje odmienny punkt widzenia na dany problem. Takie wciągnięcie,
    jak napisałeś, pozwala na refleksję, dytansuje do własnego problemu, pomaga
    odkryć prawdę, pozwala ujrzeć siebie w tej prawdzie i dostrzec racje drugiego
    człowieka. Ale na ogół dzieje się inaczej. Zawsze się znajdzie ktoś o podobnych
    doświadczeniach, rzadko kto chce wkładać kij w mrowisko mówiąc coś
    niepopularnego, często takie posty zostają zupełnie zignorowane bądź
    niezauważone... Lepiej przecież się kisić we własnym sosie przegranych zyciowo,
    pechowców, nieszczęśników itp. Nie chcę, żeby ktoś odniósł w tej chwili
    wrażenie, że "wyśmiewam się" z cudzych problemów czy nieszczęść. Ale każda
    sytuacja, każde zdarzenie ma dwie strony (co najmniej!) i warto przezwyciężyć
    własny, subiektywny punkt widzenia, albo chociaż spróbować, i postarać się
    spojrzeć na sytuację z drugiej strony.

    No cóż, nie jest mi faktycznie źle z odkryciem ale to też zależy od odbioru
    czytających. Jeśli jest akceptacja to można gadać dalej, jeśli nie to należy
    albo przestać albo zmienić towarzystwo ;-).

    Tak na marginesie... Bardzo słodko-lukrowy wątek się zrobił. Ale może to efekt
    tłustego czwartku i słodkich pączków?

    Kotki bez pazurków są nudne i bez wyrazu. Można lubić pazurki pod warunkiem, że
    się nie prowokuje ich wyciągnięcia z mięciuchnych łapek...

    Dorzucam trzy kolejne przezwiska do kolekcji:
    skromnisia, kokietek i śpioszek ;-).

    Dzisiaj, niestety(?), muszę się powściągnąć i zakończyć. Padam na klawiaturę
    aaaaaaaaa... dobranoc. Życzę miłych, nienudnych przytulnych snów. A żeby lepiej
    się spało cytacik: "... i do południa budzikom śmierć! Rano trzeba wstać, rano
    to jest tak gdzieś po pierwszej bo później już nie..." ;-)


    P.S. Mam nadzieję, że nie jest Ci bardzo przykro z powodu poruszonej w tym
    wątku kwestii wiary...
    --
    :-)))
  • ja_nek 01.03.03, 00:23
    Lula, że słodki to rozumiem, ale czy musi być niewinny?:)))
    Trochę winy, a jak winy, to i grzechu nie zaszkodzi:)))
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 03.03.03, 16:17
    janicek
    słodki grzechem podszyty, ale z niewinnym usmiechem może byłby wysłany, ale..
    to całus czy pocałunek, bo to zasadnicza różnica
    czy przyjacielski czy iskrzący romansem

    "...czy to jest przyjaźń czy to jest kochanie?..."

    trzepocząca długimi rzęsami
    lula
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 01.03.03, 00:31
    Najpierw o tym wciaganiu w rozmowę.
    Ha, jeśli ktoś się zaprze zadnimi łapami, to go nikt i do
    niczego nie wciągnie. Ale jednak odnoszę takie wrażenie,
    że bardzo wiele osób tak naprawdę, w głębi duszy, bardzo
    chce zostać wciągniętym. Czasem niesłychanie trudno się
    do tego przed samym sobą przyznać. Może to obawa przed
    okazaniem słabości, pokazaniem swojego prawdziwego "ja",
    odsłonięciem swoich wrażliwych fragmentów? A może jest
    prawdą to, o czym piszesz - jakieś irracjonalne dążenie
    do samoumartwienia i samozniszczenia, chęć
    zakonserwowania swojego nieszczęścia?
    Jednak wydaje mi się, że warto próbować odkrywać w
    ludziach to, co jest w nich najbardziej wartosciowe,
    przebijac te ich zewnętrzne skorupki. Nieraz można pod
    nimi znaleźć prawdziwie bezcenne skarby (nie zawierające
    ani grama złota, czy diamentów...).
    Może się mylę, ale mam wrażenie, że człowiek, którego
    spotkało coś złego ma ogromną, przeogromną potrzebę bycia
    słuchanym. Niestety, umiejętność pięknego i uważnego
    słuchania jest znacznie trudniejsza od umiejetności
    pięknego mówienia. Jeśli jednak uda się połączyć jedno z
    drugim - rodzi się wspaniała rzecz, rozmowa.

    Teraz o kwestii wiary.
    Pytasz, czy poruszenie tego tematu nie sprawiło mi
    przykrości. Ależ w żadnym, najmniejszym razie! Nie mam
    żadnych zahamowań, czy oporów, by o tym mówić. Raczej się
    obawiam, że to ja mogę sprawić przykrość komuś należącemu
    do 80% naszego narodu - a tego bym nie chciał. Nie ma we
    mnie ani grama wrogości czy niechęci do osób wierzących i
    to, czy ktoś wierzy albo nie (i w co), nie ma wpływu na
    mój do niego stosunek. Od wierzących oczekuję tylko
    jednego: by mi pozwolili być takim, jakim jestem, by
    zrozumieli, że w gruncie rzeczy uznajemy takie same
    wartości. Różni nas tylko jedno: ja za swoje zachowania
    odpowiadam przed samym sobą, a nie przed jakąś wyższą
    istotą. A to, że odpowiadam przed sobą nie znaczy, że mi
    więcej wolno, czy że moja odpowiedzialność jest mniejsza.
    Może nawet większa? Sumienie to bardzo srogi sędzia.
    Więcej napiszę w wolnej chwili w cal-ineczkowym rozdziale
    wątku - nie chcę znów usłyszeć, ze spiskuję przeciwko niej.

    Teraz nieco luźniej.
    Z kotami jest tak: właściwie to je lubię (choć rzadko sie
    do tego przyznaję) i one jakoś dziwnie lubią mnie.
    Pazurki są fragmentem kota, który sieje destrukcję - więc
    za nimi nie przepadam. Ale muszę się z Tobą zgodzić, że
    kot bez pazurków, to niekot. No więc mam pewien
    problem... Może mam kota na punkcie kota?

    Lukrowo-cukrowość wątku na szczęście nieco okwasiła
    tematyka boska, więc pewnie nie będzie nam dane umrzeć z
    nudów...
    A tak swoją drogą: czy przypuszczałaś, że Twoje
    króciutkie pytanie spowoduje tak rozbudowaną i
    wielowątkową lawinę wypowiedzi?
    S.
  • jmx 01.03.03, 02:55
    To ja jestem wampirem... Ale łagodnym ;-). Juz kiedyś tu na forum wyłam do
    pełni i wszyscy uciekli ;-)).

    Oczywiście, że warto "wgryzać się" w człowiecze wnętrze, przebijać skorupki a
    czasem skorupy, odkrywać kogoś takim jaki jest w istocie... Ale gdy ktoś chce
    pozostać "zamkniety" to nic na to nie można poradzić. Trzeba to uszanować. Albo
    ktoś nie jest jeszcze gotowy do takiej rozmowy albo to my nie jesteśmy
    właściwymi słuchaczami do takich zwierzeń. I to też trzeba umieć przyjąć, choć
    jest trudno.

    Słuchać jest trudno... ale czy mówić (pięknie i mądrze) łatwiej? Nie sądzę...

    A teraz o wierze. Nie miałam właściwie rozmów o wierze jako takich. Przecież to
    nic złego... Chodziło mi raczej o sposób w jaki został ten temat poruszony.
    Czuję się za to trochę odpowiedzialna bo to ja założyłam wątek i to ja
    poruszyłam kwestię ateizmu. Myślę, że drugi raz już bym tego nie napisała... To
    niedelikatne "posługiwać" się ateistami, w celu udowodnienia słuszności swojej
    tezy. Staram się unikać takich porównań ale czasem coś uda mi się chlapnąć, tak
    jak w tym przypadku i za to Cię przepraszam.
    A co do Boga i wiary bądź niewiary w Niego... To nie deklaracje się tak
    naprawdę liczą a czyny... Jeśli ktoś stara się żyć dobrze i godnie, nie
    krzywdzić innych to jestem pewna, że zostanie to zauważone w przyszłości.

    Nudne jest mówienie o nudzie więc proponuję byśmy już do tego nie wracali...

    Masz rację, nigdy bym się nie spodziewała takiego rozrostu i rozkrzewienia tego
    wątku. Właściwie zupełnie odeszliśmy od tematu... chociaż to też nie jest takie
    oczywiste...

    Dobranoc! Znowu się przez Ciebie nie wyśpię :-)). Jutro będę wcześniej...
    jmx

    P.S. Czyżby podczas pisania leżał gdzieś nieopodal (może na kolanach?) jakiś
    puszysty Kiciuś i rozkosznie mrrrruczał?
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 02.03.03, 21:53
    Wróciłem. Mały problem techniczny, ale rozwiązany.

    Oczywistym jest, że nie należy nikogo ciągnąć za język,
    jeśli tego nie chce. Ale sam się jeszcze cały czas
    dziwię, ile osób chce. Coraz bardziej się żegnam z moją
    "drętwotą wątku".
    Może i rzeczywiście jest równie trudno słuchać i mówić.
    Ale na pewno dużo trudniej spotkać słuchającego, niż
    mówiącego. Zauważasz, jak często się przerywa, gdy ktoś
    mówi? Bo to przecież moje zdanie jest najważniejsze!.
    Przecież trzeba je natychmiast wypowiedzieć! Świat nie
    usłyszy natychmiast mojego zdania? Katastrofa! Oczywiście
    mi się to też często zdarza. Ale staram się ze sobą
    walczyć. Czasem się udaje.

    Ajajaj, nie przepraszaj za rozpoczęcie tematu wiary i
    niewiary! To żadne tabu. Jest tylko jeden przypadek,
    kiedy poruszanie tematu mojego stosunku do wiary powoduje
    u mnie reakcję uczuleniową. To wtedy, gdy ktoś wplata do
    tego politykę i uważa mnie za kumunistę. Niektórzy nie
    mogą zrozumieć, że to nie jest to samo.
    Poza tym... nawet nie zauważyłem, że to Ty zaczęłaś. Ten
    fragment wątku jest nieco poplątany, odpowiedzi nie
    zawsze się zgadzają z poprzedzającymi je wypowiedziami, i
    miałem wrażenie, że tematykę zapoczątkowała cal-ineczka.
    A swoją drogą jakoś nie żywię do niej niechęci. Myślę, że
    jeszcze kiedyś trochę to wszystko przemyśli.
    No i pierwszy raz w życiu zostałem spiskowcem...

    Od tematu i odeszliśmy i nie. Patrząc dosłownie - tak.
    Ale za czegóż się składamy, jak nie Życia i Miłości? To
    ogromnie pojemne słowa.

    Kiciusia ani Kici nie mam. Pewnie gdybym żył nieco bliżej
    natury, coś by u mnie zamieszkało. W mieście, w bloku -
    niekoniecznie.

    Co do Twojego wysypiana, jestem pełen podziwu widząc
    godziny, w których piszesz. Zawsze myślałem, że jestem
    Nocny Marek. A gdzie tam!

    No to dobrej i "spanej" nocy!

    S.
  • jmx 03.03.03, 01:37
    Wiem, że trudno spotkać jest ludzi, którzy NAPRAWDĘ słuchają tego co mamy im do
    powiedzenia. A mówi te słowa "zawodowa słuchaczka". Biję się w piersi (już po
    raz drugi...) ale czasem mam ochotę kogoś potrząsnąć za ramię mówiąc: CZY TY
    SŁYSZYSZ CO JA W OGÓLE MÓWIĘ? Jeszcze mi się nie zdarzylo tak zrobić...

    Komunizm i niewiara... Wiesz dla niektórych to jest nierozerwalnie ze sobą
    związane. Odpowiednie wychowanie, środowisko itp. Mimo wszystko kwestia wiary
    rzadko kiedy jest sprawą osobistego, świadomego wyboru. Ojej, nie chcę żebys
    myślał, że zgadzam się z takimi ludźmi, ale rozumiem ich sposób myślenia. Może
    nawet, gdzieś w głębi duszy, współczują Ci?

    Za spiskowanie mnie też się "oberwało" :-). Cieszę się, że nie masz do niej
    urazy, to fajna dziewczyna, rozmawiałysmy kilka razy.
    A wiara... wszystko co nam podadzą, powiedzą, trzeba później samemu
    zweryfikować, przemyśleć. Dużo też zależy od osobistych kontaktów z ludźmi,
    tolerancji, umiejętności akceptacji "inności". Jak ktoś miał złe doświadczenia
    z określoną grupą ludzi to potem przenosi to na całą populację tych "innych".
    Ale o stereotypach już rozmawialiśmy :-).
    Można się pięknie różnić, ale, jak wszystkiego w życiu i tego trzeba się
    nauczyć.


    Dobranoc "wieczorny marku" ;-)))
    jmx

    P.S. Czytałeś "Mistrza i Małgorzatę"? Niesamowita książka...
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 14:19
    Najpierw mały wstęp, niezupełnie na temat.
    Są takie miejsca, w których nie chcę odpisywać "na
    kolanie", w pośpiechu. A tymczasem czas, niestety, nie
    guma i nie zawsze się ma tę dłuższą chwilę na pomyślenie
    i staranne ułożenie słów - tak, by możliwie precyzyjnie
    wyraziły myśli. Mój "czas pracy" jest kompletnie
    nieunormowany (baaaardzo się z tego cieszę), zajmuję się
    rzeczami z kilku zupełnie różnych światów. Nie jestem
    robotem, bardzo lubię po prostu zasiąść sobie w fotelu,
    posłuchać muzyki i ponicnierobić. A czasem lubię pogadać
    albo popisać. Mam też trochę obsesję na punkcie "jakości"
    języka, nawet literówek - więc napisanie mojej kolejnej
    bzdurności zajmuje mi chwilkę...
    Po co to wszystko? Ano, bo odpowiedziałem w kilku innych
    miejscach a TO, wydawać by się mogło, zostało zaniedbane.
    Nie zostało, odłożyłem je na deser.

    Taak, cały czas staram się uczyć słuchać i rozsmakowuję
    się w tej nauce. Tyle wspaniałych rzeczy można usłyszeć,
    kiedy się po prostu... słucha.
    Takie "czy ty w ogóle..." niedawno usłyszałem i to od
    kogoś, od kogo się tego zupełnie nie spodziewałem.
    Okropne przeżycie, ale pewnie zasłużone (no dobrze, nie
    jestem do końca przekonany... i dlatego to było bardzo
    nieprzyjemne). Zmieniło nasze wzajemne stosunki.

    "Mistrz i Małgorzata". Oczywiście, czytałem!
    Chyba każdy ma kilka - kilkanaście takich książek, które
    są "kamieniami milowymi" życia. To dla mnie właśnie jedna
    z nich. Czytałem strasznie dawno, właściwie pamiętam
    okropnie mało. Takie książki czasem się chce przeczytać
    jeszcze raz, po latach. I wtedy pojawia się obawa: jak ją
    teraz odbiorę? Czy warto ryzykować zatarcie tamtego
    wrażenia (choć się już pamięta tak mało treści)?. Czy
    może właśnie należy przeczytać i odnaleźć coś nowego?
    Takie "i chciałabym i boje się". A na to wszystko
    nakałada się ten pędzący czas... Te dni, które jak żółwie
    Anemika: myk, myk.

    Były i inne, nie do końca wiem dlaczego akurat te. Może
    zostały przeczytane w odpowiednim czasie i miejscu?

    "Czarodziejska góra", "Sklepy cynamonowe", "Sto lat
    samotności"... i jeszcze więcej.

    Za ten "książkowy" temat pozdrawiam Cię szczególnie.

    S.

  • jmx 06.03.03, 01:46
    Tak sobie pomyślałam, że kontakt z Tobą jest ze wszech miar niebezpieczny. Na
    przykład czytając niektóre Twoje uwagi dotyczące literówek, czasu, odpisywania,
    nastroju odpowiedniemu ku tejże czynności...


    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > Najpierw mały wstęp, niezupełnie na temat.
    > Są takie miejsca, w których nie chcę odpisywać "na
    > kolanie", w pośpiechu. A tymczasem czas, niestety, nie
    > guma i nie zawsze się ma tę dłuższą chwilę na pomyślenie
    > i staranne ułożenie słów - tak, by możliwie precyzyjnie
    > wyraziły myśli. Mój "czas pracy" jest kompletnie
    > nieunormowany (baaaardzo się z tego cieszę), zajmuję się
    > rzeczami z kilku zupełnie różnych światów. Nie jestem
    > robotem, bardzo lubię po prostu zasiąść sobie w fotelu,
    > posłuchać muzyki i ponicnierobić. A czasem lubię pogadać
    > albo popisać. Mam też trochę obsesję na punkcie "jakości"
    > języka, nawet literówek - więc napisanie mojej kolejnej
    > bzdurności zajmuje mi chwilkę...
    > Po co to wszystko? Ano, bo odpowiedziałem w kilku innych
    > miejscach a TO, wydawać by się mogło, zostało zaniedbane.
    > Nie zostało, odłożyłem je na deser.
    >
    > Taak, cały czas staram się uczyć słuchać i rozsmakowuję
    > się w tej nauce. Tyle wspaniałych rzeczy można usłyszeć,
    > kiedy się po prostu... słucha.
    > Takie "czy ty w ogóle..." niedawno usłyszałem i to od
    > kogoś, od kogo się tego zupełnie nie spodziewałem.
    > Okropne przeżycie, ale pewnie zasłużone (no dobrze, nie
    > jestem do końca przekonany... i dlatego to było bardzo
    > nieprzyjemne). Zmieniło nasze wzajemne stosunki.
    >
    > "Mistrz i Małgorzata". Oczywiście, czytałem!
    > Chyba każdy ma kilka - kilkanaście takich książek, które
    > są "kamieniami milowymi" życia. To dla mnie właśnie jedna
    > z nich. Czytałem strasznie dawno, właściwie pamiętam
    > okropnie mało. Takie książki czasem się chce przeczytać
    > jeszcze raz, po latach. I wtedy pojawia się obawa: jak ją
    > teraz odbiorę? Czy warto ryzykować zatarcie tamtego
    > wrażenia (choć się już pamięta tak mało treści)?. Czy
    > może właśnie należy przeczytać i odnaleźć coś nowego?
    > Takie "i chciałabym i boje się". A na to wszystko
    > nakałada się ten pędzący czas... Te dni, które jak żółwie
    > Anemika: myk, myk.
    >
    > Były i inne, nie do końca wiem dlaczego akurat te. Może
    > zostały przeczytane w odpowiednim czasie i miejscu?
    >
    > "Czarodziejska góra", "Sklepy cynamonowe", "Sto lat
    > samotności"... i jeszcze więcej.
    >
    > Za ten "książkowy" temat pozdrawiam Cię szczególnie.
    >
    > S.
    >


    --
    :-)))
  • jmx 06.03.03, 02:52
    Tak sobie pomyślałam, że kontakt z Tobą jest ze wszech miar niebezpieczny. Na
    przykład czytając niektóre Twoje uwagi dotyczące literówek, czasu, odpisywania,
    odpowiedniemu nastrojowi ku tejże czynności... to mam wrażenie, że sama to
    napisałam. Schizofrenia??
    Wielokrotnie zdarzało mi się zaglądać do encyklopedii(!!), żeby przypomnieć
    sobie jakieś fakty czy zdarzenia aby pisząc o tym nie popełnić błędów; do
    słownika... Dziwaczne prawda? W internecie, na ogół, obowiązuje zasada - im
    więcej i szybciej tym lepiej. A tu pisze sobie pewien Staś, że robi podobnie,
    musi się zastanowić nim napisze, zebrać myśli i tak dalej...

    Słuchanie to ważna rzecz. Może nawet ważniejsza od działania, szczególnie w
    kontakcie z drugim człowiekiem. Przykro mi, ze stało się jak mówisz... Być może
    wytrzymałość drugiej strony już się wyczerpała... może reakcja była zbyt późna,
    ktoś na coś czekał, ktoś się miał czegoś domyślić... zabrakło rozmowy... woli
    porozumienia...
    Ale to Twoje intymne sprawy a ja tak z buciorami - przepraszam...

    "Mistrz i Małgorzata" to rzeczywiście "coś". W moim odczuciu to nie
    jest "zwykła" książka. To dzieło geniuszu. Może i przesada ale... niewielka.
    Długo, bardzo długo namierzałam się, by ją przeczytać. Czułam , że to jeszcze
    nie czas, że nie jestem gotowa i czekalam na odpowiedzni moment. No i
    przyszedł. Z wieloma ksiązkami tak jest, dziełami. Jak się nie jest gotowym na
    przyjęcie czegoś to raczej nie należy się zmuszać, lepiej poczekać. Potem sama
    ręka trafi na półkę i ani się spostrzeżemy, a książka przeczytana. Nie wiadomo
    kiedy. Mialam sporo takich książek, które musiały poczekać albo inaczej, ja
    musiałam do nich w jakiś sposób "dorosnąć". A wracać zawsze warto. Jeśli nie do
    całości, to chociaż do fragmentów. Po tym się poznaje, ze mamy do czynienia z
    wybitnym dziełem - książka się nie starzeje, a przeciwnie "dojrzewa" wraz z
    nami. Na różnych etapach życia potrafimy z niej wyczytać inne prawdy, inne
    przesłania. Nasze przeżycia, kolejne doświadczenia sprawiają, że odnajdujemy
    nowe znaczenia, wydawałoby się, już dawno poznanych i oczywistych faktów.

    A teraz z zupełnie innej beczki:
    rozumiem Twoje rozterki na temat trzymania kotka w mieszkanku... chociaż,
    gdybyś rozważał kupno na przykład lwa, w moim odczuciu byłyby bardziej na
    miejscu ;-). Myślę, że jakiś "zwykły" kotek czułby się świetnie przy Tobie
    nawet z nieco ograniczoną czterema ścianami przestrzenią życiową.

    Ja również ciepło pozdrawiam i mam nadzieję, że to nie jest nasza ostatnia
    rozmowa o tematyce "książkowej" :-)
    jmx

    P.S. W najśmielszych nawet przypuszczeniach i snach nie przewidywałabym, że w
    moim wątku o życiu i miłości znajdzie się miejsce... dla Gomułki.
    Czyż ten świat nie bywa zaskakujący?
    ;-)

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 09:27
    ...bo chcę odpisać już. A potem więcej, kiedy już myśli
    dojrzeją.

    Widzę, że z książkami "masz" podobnie. Mam sa sobą takie,
    które zaczynałem kilka razy i nie mogłem się w nie
    wgryźć. Ale czułem, że to jest TA książka. Za trzecim,
    czwartym, piątym razem wsiąkałem tak, że czytałem do
    rana. Teraz się właśnie podobnie zmagam. A przecież
    wygodniej by było włączyć telewizor, prawda? No tak, ale
    ja go nie mam...

    Te "moje sprawy" nie są aż tak bardzo intymne i chyba
    właśnie dlatego pewne zachowania tak bardzo bolą. Kiedy
    chemia jest na drugim miejscu, a dominuje coś, co się
    odważyło nazwać przyjaźnią, walnięcie w zęby jest
    szczególnie przykre. A z tym słuchaniem... to ja
    słuchałem, słuchałem, słuchałem. Starałem się BYĆ zawsze
    wtedy, kiedy to było potrzebne - a było często i bardzo.
    To chyba normalne, jeśli się kogoś szczególnie ceni? Ale
    czy to, że kiedy potrzeba wspierania mija, wszystko pęka
    jak mydlana bańka, też jest normalne? Że nagle "nie ma o
    czym rozmawiać"? Aaaa tam, po prostu nietrafiona
    inwestycja. Ale jednak trochę żal...
    Buciorów nie zauważyłem... Może jestem mało spostrzegawczy?

    Muszę przyznać, że dla mnie forma wypowiedzi, język, a i
    czysto ortograficzna pisownia, są prawie tak samo ważne,
    jak treść. Wiem, jestem niemodny i nie pasuję do
    Internetu. Nie pasuję do świata wideoklipów i
    wykrzyczanych reklam. Nie lubię rozmowy budowanej z
    krótkich komunikatów. Oburzam się, gdy ktoś mówi, że
    "dobra, dobra, przecież i tak wiadomo, o co chodzi".
    Na szczęście są na świecie ludzie, którym to nie
    przeszkadza - dzięki temu nie jestem Robinsonem. Tyle, że
    rzadko w gronie bliskich mi osób pojawia się ktoś nowy.

    Na koniec mojego "króciutko" (ha, ha): zauważyłem to, co
    napisałaś na początku swojego listu. I, jak nie-ja,
    codziennie rano włączam moją piekielną machinę...

    :-))))))))))))))))))))))))))

    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 10:57
    Jednak jeszcze coś dopiszę już.
    Właściwie nie wiem, czy dobrze zrobiłem, że chlapnąłem o
    tej mojej międzyludzkiej rozterce. Ale skoro...

    Jak to ja, wyprodukowałem sobie natychmiast lawinę
    przemyśleń. Nie związanych z tym jednym konkretem, takich
    natury ogólnej. Jedno z nich: czy wystarczy sobie
    zastrzec prawo do wolności w każdej chwili i
    okolicznościach, by móc z tego prawa korzystać bez
    ograniczeń? Formalnie oczywiście tak, to się czasem
    nazywa grą w otwarte karty. Ale jednak... jeśli to
    dotyczy stosunków wzajemnych nieco głębszych, niż
    służbowe, mam inne zdanie. Przyjażń, sympatia, miłość -
    dla mnie to zawsze oznacza oddanie komuś kawałka siebie.
    Nie na żądanie, dobrowolnie, nawet bez uświadamiania
    sobie, że tak jest.
    Nie wiem, czy znasz wiersze(?) piosenki(?) Andrzeja
    Poniedzielskiego? Taką esencję życiowej mądrości spotyka
    się nieczęsto.
    "Wolność, to ona po to jest, żeby z niej czasem móc...
    nie skorzystać".
    A w tym miejscu jest się bardzo łatwo minąć.

    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 17:31
    Tak, chyba jednak powinienem do niej wrócić (książki,
    oczywiście). Stoi na półce i codziennie puszcza do mnie oko.
    Zalotnica jedna...

    Kotka miałem. Nie wiem, czy to był wyjątkowy egzemplarz,
    czy co, ale to ja zostałem wykończony psychicznie. Był
    mistrzem demolki. W końcu wyemigrował do domu na wsi. Tam
    się czuje świetnie, spoważniał, zrobił sie majestatyczny.
    A w dodatku to jest KOT Z MIASTA, więc pan właściciel
    wsiada na rower i jedzie do sklepu żeby mu kupić ulubioną
    mortadelkę.
    Może po prosu nie dorosłem do wychowywania kota?

    Świat na szczęście bywa zaskakujący. Chyba to już
    napisałem: czy przypadkiem każdego dnia, kiedy się
    budzimy, nie mamy właśnie nadziei na jakieś zaskoczenie?
    Czy nie to właśnie jest naszym głównym napędem, źródłem
    chęci życia? Nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek mógł
    przestać czekać. Na co? Nie wiem - i to jest właśnie piękne.

    :-)

    S.

    P.S. Mam bardzo nieśmiałe pytanie: czy mógłbym raz
    skorzystać z Twojego prywatnego adresu pocztowego i
    wysłać Ci kilka słów poza protokołem? Nic BARDZO ważnego,
    ale... Obiecuję, że się nie będę narzucał. Ale jeśli nie
    chcesz, odpowiedz otwarcie, naprawdę się nie obrażę.

    S.


  • jmx 07.03.03, 01:55
    Pisz... :-)

    P.S. MAsz rację z tą piekielną machiną. Sama działa, wysyła co chce, kiedy
    chce... No tak, ale to przecież diabeł rządzi...
    Żałuję, że tak późno włączyłam komputer ;-((

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 14:44
    Ach, do diabła z tym diabłem!
    Twierdzę, że jestem w stanie nauczyć elektroniki trzonek
    od łopaty, ale na fanatyzm i zaślepienie nie znam sposobu.

    Napisałem...

    S.
  • jmx 11.03.03, 01:42
    Widać to nie był "ten" kotek. Musisz szukać dalej. Bo tak naprawdę to kotek
    wybiera sobie właściciela a nie na odwrót. Chociaż ludziom zawsze wydaje się,
    że jest inaczej ;-).

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 10:31
    Znowu deja vu (jakby się ktoś czepiał, to wiem, brakuje
    takich różnych kreseczek nad literkami...).

    Jeśli tak jest, jak piszesz, to dlaczego JA mam dalej
    szukać? Niech ON się teraz trochę postara.

    ;-)

    MS.
  • Gość: lula del rio IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.03.03, 12:53
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):
    > Teraz nieco luźniej.
    > Z kotami jest tak: właściwie to je lubię (choć rzadko sie
    > do tego przyznaję) i one jakoś dziwnie lubią mnie.
    > Pazurki są fragmentem kota, który sieje destrukcję - więc
    > za nimi nie przepadam. Ale muszę się z Tobą zgodzić, że
    > kot bez pazurków, to niekot. No więc mam pewien
    > problem... Może mam kota na punkcie kota?
    >
    czy mi się wydaje, czy to na temat "moich" kocich pazurków?
    jeśli masz tego "kota" to już cię lubię!jeśli nie zgiń przepadnij!!!!!!
    pozdrawiam
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 13:37
    jak tu odpowiedzieć, by nie skłamać i prawdy nie powiedzieć?

    :-))))))))))))))

    S.
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:44
    Piszesz scenariusz do jakiejs dwutomowej ksiazki?
    Jakiej?

    Gość portalu: nieważne_kto napisał(a):
    > I tak i tak. Pierwsza część to nasza fizjologia. Druga to nasze
    człowieczeństwo
    > .
  • cal-ineczka 20.02.03, 00:11

    > "Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?

    Żyje po to, by miłosc Bożą przekazywac innym ludziom
    bo ta pochodzaca od nas /ludzi/ jest za mala, zeby nia zyc.

    Zeby zyc - to najlepiej otworzyc sie na milosc Bożą,
    chcieć ją przyjąć, i niesc drugiemu człowiekowi

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • j#m 20.02.03, 00:29
    Wydaje mi się, że w każdej miłości jest cząstka Boga...
    Miłość Boża nie wyklucza miłości ludzkiej a wręcz przeciwnie: wzbogaca ją.
    Kochając Boga kochasz ludzi. Nie kochając ludzi nie możesz kochać Boga w pełni.
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 20.02.03, 01:51
    ale, żeby pokochać Boga, trzeba, by on nas do tego uzdolnił.
    Pozwolić mu by zaczął ingerować w życie. Inaczej nie wtrąca się w cudze
    sprawy, na tym polega wolność, którą on daje ludziom.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • m234 20.02.03, 17:18
    każdy ma zdolność kochania ale każdy jest inny i tysiące czynników wpływają na
    to czy i w jakim stopniu z zdolności tej korzysta. Bóg nigdy nie ingeruje w
    nasze życie tak by kierował naszymi poczynaniami czy uczuciami a poza tym
    większość "wysyła Boga na długi spacer" i próbuje kochać bez tej pomocy
    więc... mam chyba rację?
  • j#m 21.02.03, 01:43
    Chyba :-). Bóg rzeczywiście nie ingeruje w to co i jak czujemy. Składa się na
    to całe nasze życie i wcześniejsze doświadczenia. Niektórzy na podstawie swoich
    przeżyć uważają, że Bóg o nich zapomniał...

    Do Calineczki
    i tak i nie. Rzeczywiście to Bóg nam daje łaskę i zdolność do wiary w Niego.
    Ale czy zdolność do wiary i miłości Boga jest warunkiem koniecznym do kochania
    ludzi? Nie sądzę. Gdyby tak było to ateiści nie byliby zdolni do miłości.
    Słyszałam kiedyś taki pogląd, że miłość Boga poznajemy, doświadczamy w miłości
    innych ludzi.
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 22.02.03, 11:11
    Czlowiek naturalnie w pelni sie rozwija, jesli jest kochany przez kogos. Jak
    wyrasta bez milosci (w rozbitej rodzinie itp) to nie potrafi kochac.
    I tak samo jest w relacji czlowiek-bog. -najpierw potrzeba by byl pokochany
    przez boga, by dostrzegal, ze go kocha, zeby mogl kochac kogos.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 22.02.03, 11:24
    Ale ateisci nie są zdolni do miłości. -Na tym wlasnie polega problem ateizmu.
    miłość te w pełni daje bog, jesli oni go odrzucają, to i nie potrafia w pelni
    kochac.
    inaczej: napewno tej milosci w sobie nie rozwijaja. kochaja, ale nie po bozemu.
    czym to sie objawia - chyba wiadomo. Jest sobie takie małżeństwo. Ja jestem
    inna, on jest inny. Mnie co innego boli, jego co innego. On nie jest w stanie
    mnie zrozumiec, bo mysli swoimi kategoriami, ja tez. Kazdy w swoja strone...
    A Bog jako ten ktory naprawia wprowadza jakby harmonie w ich zycie.
    - wlasnie po to sie bierze slub - zeby z Bogiem przezyc trudne chwile, tym sie
    rozni malzenstwo od stanu narzeczenstwa

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 24.02.03, 00:57
    Szkoda, że nie napisałaś tego w jednym poście, byłoby mi łatwiej odpisywać.

    > Ale ateisci nie są zdolni do miłości. -Na tym wlasnie polega problem ateizmu.
    ??? mam nadzieję, że sama nie wierzysz w co mówisz...
    Ateiści nie wierzą w Boga. Ale niczym nie różnią się od innych ludzi! Mają
    takie same potrzeby, pragnienia, tęsknoty jak każdy człowiek.

    > miłość te w pełni daje bog, jesli oni go odrzucają, to i nie potrafia w pelni
    > kochac.
    Już pisałam: żeby wierzyć trzeba mieć łaskę otrzymaną od Boga. To nie jest ich
    wina (najczęściej), że nie wierzą.

  • cal-ineczka 22.02.03, 11:35
    Do j&m

    Tak, milosc Boga doswiadczamy w innych ludziach - mysle, ze w ateistach
    rowniez. Dajmy na to on- ateista, ja nie, mysle, ze tylko on na tym traci.
    Jesli ja sie modle, to moge ujrzec milosc boga a tym czlowieku.
    On natomiast jej nie zauwazy.
    hmm albo bedzie sie bardzo przygladal, i Go we mnie zauwazy.
    w koncu gdzies pisze - że lepiej ateiscie zeby byl z kims wierzacym bo wtedy
    jego wiara wzrasta.

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 24.02.03, 01:04
    cal-ineczka napisała:

    > Do j&m
    >
    > Tak, milosc Boga doswiadczamy w innych ludziach - mysle, ze w ateistach
    > rowniez. Dajmy na to on- ateista, ja nie, mysle, ze tylko on na tym traci.
    > Jesli ja sie modle, to moge ujrzec milosc boga a tym czlowieku.
    > On natomiast jej nie zauwazy.
    > hmm albo bedzie sie bardzo przygladal, i Go we mnie zauwazy.
    > w koncu gdzies pisze - że lepiej ateiscie zeby byl z kims wierzacym bo wtedy
    > jego wiara wzrasta.

    Odpowiem jednym zdaniem: "kochaj bliźniego swego jak siebie samego" niezależnie
    do jego wyznania, statusu, klasy, wykształcenia itp., itd.

    Wiesz, nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby czuć się kimś lepszym dlatego, że
    wierzę w Boga...
  • cal-ineczka 22.02.03, 11:38
    do m234
    Nie, nie ingeruje, i tu sie wielu ludzi myli myslac, ze ingeruje, ze wszystko
    gdzies jest zapisane....bajka.
    Ale wystarczy mowic mu codziennie, ze to On jest Panem i zacznie ingerować.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 24.02.03, 01:13
    cal-ineczka napisała:

    > do m234
    > Nie, nie ingeruje, i tu sie wielu ludzi myli myslac, ze ingeruje, ze wszystko
    > gdzies jest zapisane....bajka.
    > Ale wystarczy mowic mu codziennie, ze to On jest Panem i zacznie ingerować.

    A to już zupełna sprzeczność - bo albo ingeruje zawsze a Ty tego nie
    dostrzegasz, albo nigdy i powtarzanie "Panie, Panie" niewiele pomoże... (jest
    nawet taki fragment Ewangelii: "nie każdy kto powtarza Panie, Panie, wejdzie do
    Królestwa Bożego"). Poza tym masz ciekawy sposób pisania o Panu Bogu: jakby był
    kimś na Twoje usługi, czarodziej od spełniania życzeń. Bóg nie jest marionetką
    w niczych rękach. A deizm też już odszedł do lamusa.
  • Gość: cal-ineczka IP: *.media4.pl 01.03.03, 09:12
    OK. To ja też nie odpowiem.
    Wcale nie chce mi sie z wami kłócić
    Bynajmniej nie o to mi chodzi.
    Poprostu, wkurza mnie jak widze jakies bzdury, tyle.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 15:16
    Tak mnie "naszło", żeby przeczytać ten fragment, który
    zainicjowałaś. Dłuższą chwilę się zasatnawiałem, czy
    odpowiadać, bo tym razem chyba wkładam w mrowisko nie
    kij, a belkę.
    Otóż... ja jestem ateistą. Ateizm mój nie jest nabyty,
    jest niejako wrodzony - od zawsze. Na co dzień się z nim
    nie obnoszę, bo i po co?
    Nieraz się już spotkałem z tym, że jako niewierzący
    jestem uważany za gorszego. Czy naprawdę wiara polega na
    dzieleniu ludzi na gorszych i lepszych? Właśnie od takiej
    wiary się odżegnuję, Wolę być gorszym ateistą, za to
    zdolnym do jednakowego (oczywiście ułomnego, niepełnego
    itp...) kochania wszystkich ludzi - bez względu na
    narodowość, kolor skóry, czy przynależność do jakiegoś
    koscioła.
    Jakoś nie uważam wierzących za mniej wartych od siebie.
    Może jeszcze tylko dodam, że najgorszego w życiu
    doświadczyłem od osoby wierzącej. Mimo to nie uważam, że
    wierzący nie są zdolni do miłości. A pewnie mógłbym
    powiedzieć: "wierzący tak bardzo kochają swojego Boga, że
    im nie starcza miłości dla ludzi". Nie powiem, bo takie
    stwierdzenie uważam za absurdalne.

    Wiesz, uważam że wiara to rzecz bardzo osobista. Ludzi
    łączy i dzieli mnóstwo rzeczy, wiara może być tylko jedną
    z nich.

    Co zrobisz, jesli Ci się zdarzy pokochać ateistę?
    Będziesz go uważała za gorszego, czy zrewidujesz swoje
    poglądy?

    Pozdrawiam,

    S.
  • jmx 27.02.03, 15:25
    Ja tylko wpadłam na chwileńkę....
    Wiesz, czułam, że tak jest. Ciekawe skąd?
    Dlatego nie prosiłam, żebyś się odnosił do jej słów. Prawdę mówiąc
    zdenerwowałam się czytając jej słowa. Starałam się jej wyjaśnić ale chyba bez
    skutku. :-(.
    Przyjdę jeszcze wieczorkiem :-)

    Życzę smacznych pączków! ;-)))
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 27.02.03, 15:29
    Ojej, pączki!!!
    Zupełnie zapomniałem, dziękuję za przypomnienie.
    Do kolekcji: "sklerotyk"...
    S.
  • cal-ineczka 28.02.03, 02:07
    Spiskujecie przeciw mnie?

    Każdy czlowiek jest dla Pana Boga tak samo ważny jeśli o to chodzi.

    Sergiusz, a co ze Zbawieniem? Sam sie zbawisz? Mi byloby troche nijako wpasc
    po smierci do domu Kogos, kogo skrzywdzilam i nie raczylam przeprosic.
    A czy wg mnie gorsi są ateiści - no cóż. Patrze i widze. Np u mnie na
    studiach - niektorzy pomagaja w sposob bezinteresowny, od innych nie mozna nic
    wyciagnac. Po czasie okazuje sie, ze wszyscy Ci, na ktorych warto liczyc -
    dzialaja w jakis duszpasterstwach akademickich, oazowicze, harcerze...
    Owszem, nie twierdze, ze nie ma dobrych ludzi wsrod tamtych, moze tez sa na
    jakis sposob "dobzi" tylko tego nie dostrzegam. Moze sie bardzo staraja a nic
    im z tego nie wychodzi?

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 28.02.03, 02:21
    >Jakoś nie uważam wierzących za mniej wartych od siebie.
    Może jeszcze tylko dodam, że najgorszego w życiu
    doświadczyłem od osoby wierzącej. Mimo to nie uważam, że
    wierzący nie są zdolni do miłości. A pewnie mógłbym
    powiedzieć: "wierzący tak bardzo kochają swojego Boga, że
    im nie starcza miłości dla ludzi". Nie powiem, bo takie
    stwierdzenie uważam za absurdalne.

    Trudno sie dziwić, ze wierzacy gorzej grzesza niz niewierzący. Jako, ze walcza
    z szatanem on robi wszystko by odwrocili sie od Boga. Jak już sie odwrócą to
    nie jest potrzebne zeby jeszcze grzeszyli - w koncu i tak trzymaja strone
    szatana. -To mu wystarcza, i przestaje ich namawiać do złego.

    Zreszta. To nie chodzi o to zeby nie grzeszyc (choc tez) - bo ta sprawa juz
    jest zalatwiona - przyszedl na Ziemie, wzial te wszystkie grzechy na siebie,
    odsiedzial swoje, kara smierci - i po sprawie. Teraz tylko trzeba sie do niego
    przyznac, tzn zwalic swa wine na Niego. Nic wiecej.



    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • elunka 10.03.03, 07:51
    Ja tez znam ludzi wspanialych, uduchowionych, ktorzy sa ateistami.
    Powoduja sie miloscia do blizniego, sumieniem. Do dobra nie musi ich prowokowac
    obietnica raju. Szanuje czlowieka za jego ludzkosc do innych, nie obchodzi mnie
    z czego ona wynika, czy z wiary w Boga czy z innych pobudek. Sa zli ludzie
    wsrod wierzacych i wsrod ateistow. A dyskryminacja jest zawsze zla!
  • jmx 11.03.03, 01:35
    Dziękuję! :-))))))
    Tak na marginesie to myślałam, że nikt tego nie czyta...
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:31
    jmx napisała:
    > Dziękuję! :-))))))
    > Tak na marginesie to myślałam, że nikt tego nie czyta...

    Alez cała Polska Cie czyta!
    -całe 40 000 000!!!!!
    No juz nie mowiac o przeciwleglych kontynentach...

    Takze odpowiadam "Prosze" w imieniu całej spolecznosci ziemskiej!
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:38
    Tak! Precz z dyskryminacją!
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 02.03.03, 21:24
    Po pierwsze przepraszam, że tak długo nie odpisywałem. To
    nie z powodu niechęci do tematu, czy autorów, tylko z
    przyczyn czysto technicznych. "Papierowe" listy maja tę
    wielką przewagę nad "wirtualnymi", że do ich pisania
    wystarczy bardzo prosta i niezawodna aparatura - kawałek
    papieru i ołówek...

    Niestety, nieco się pogubiłem w kolejności odpowiedzi,
    dlatego pozwalam sobie niejako zacząć nowy "podwątek".

    Może najpierw o problemie nieba, zbawienia i pośmiertnych
    wizyt w cudzych domach.
    Cóż, możesz to uważać za duchowe ubóstwo, ale dla mnie
    wędrówka po świecie kończy się z chwilą śmierci. Potem
    zostaje tylko 80 kg biomasy, która wraca do przyrody.
    Jakoś nie cierpię z powodu takiej świadomości. Przecież
    to, co po mnie pozostanie, stanie się bardzo pożytecznym
    pokarmem. Być może kawałek zjedzą pędraki, z których
    potem wyfruną motyle, cieszące czyjeś oczy. Być może
    skorzystają ze mnie rośliny, na których rozkwitną
    różnokolorowe kwiaty. A może wyrośnie perz - on także
    spełnia na świecie jakąś rolę. Uważam tylko, że pomysł
    zakopywania ludzi w lakierowanych trumnach, zrobionych z
    zamordowanych drzew, jest idiotyczny.
    Ktoś kiedyś bardzo mądrze powiedział, że problem śmierci
    w ogóle nie istnieje, ona nas nie spotyka - bo kiedy my
    jesteśmy, jej nie ma, a kiedy jest ona, już nie ma nas...

    Teraz o ingerencji Boga w nasze życie.
    Pewnie Cię zdenerwuję, ale trochę współczuję tym, którzy
    myślą tak, jak Ty. Czy nie uważasz, że jesteś po trosze
    niewolnikiem, marionetką? Że traktując Boga jako
    superistotę, pociągającą za nitki Twojego życia,
    pozbawiasz się jednej z najcenniejszych rzeczy, jaką
    (przez Boga?) został obdarowany człowiek - wolności? (na
    wypadek, gdybyś nie przeczytała mojej wcześniejszej
    wypowiedzi powtórzę: nie rozumiem wolności jako swobody
    działania np. ze szkodą drugiego człowieka! Wolność
    rozumiem jako wolność myśli, sumienia, wypowiedzi,
    miłości). Wiary w Boga nie podzielam, ale ją rozumiem -
    tylko nie tę "mechaniczną", sprowadzoną wyłącznie do
    wzajemnej wymiany usług między panem i jego sługą.

    Nie jestem w żadnym stopniu nastawiony wrogo czy
    niechętnie do ludzi, którzy wierzą. Myślę, że w gruncie
    rzeczy jesteśmy tacy sami. Wszyscy uważamy, że w świecie
    istnieje jakiś ład i sens. Tylko jedni ten ład nazywają
    Bogiem, a inni po prostu i dosłownie - porządkiem świata.
    W gruncie rzeczy przecież chyba najważniejszym jest, jak
    jedni i drudzy postępują a nie to, ile dziennie odklepują
    zdrowasiek. Jeśli miałoby być inaczej, wysiadam z takiej
    rzeczywistości.

    Uzależnianie wartości ludzi od ich wiary w
    chrześcijańskiego boga lub nie uważam za tej wiary
    zaprzeczenie.

    Rozmawiałem kiedyś z wyznawcą religii wschodu (nieważne
    jakiej). Powiedział mi, że spotyka ludzi, którzy chcą
    zmienić swoją wiarę (trochę głupio brzmi, ale nie bardzo
    wiem, jak to lepiej napisać). Potem powiedział, że
    namawia ich do pozostania tam, gdzie są. Bo nie jest
    najważniejsze, by pozyskać nową duszę. Najważniejsze
    jest, by pozostać uczciwym człowiekiem - wobec siebie i
    innych. A w jakiego boga się wierzy i czy się w ogóle
    wierzy w jakiegoś - cóż, jednym to jest niezbędne do
    życia jak powietrze, innym nie...

    Życzę Ci dużo szczęścia - w wierze i poza nią.

    S.



  • jmx 03.03.03, 01:11
    Śmierć istnieje i nas dotyczy. Akurat ten filozof nie miał racji, moim zdaniem
    oczywiście :-), w tym momencie. Jak sobie poradzić z odejściem kogoś bliskiego?
    Przecież to też nas dotyczy ....

    Wolna wola: człowiek to takie stworzenie, które podlega (to niedobre słowo)
    różnym ograniczeniom. Wiara(?) jest jednym z nich. Twoja nie-wiara też, w
    pewien sposób, Ciebie ogranicza. A poza tym, sam pisałeś, że słuchasz głosu
    swego sumienia - to też ograniczenie :-).

    Boga, wiary nie da się wytłumaczyć w sposób racjonalny. Dlatego wymienianie
    wolnej woli i ingerencji Boga w życie ludzkie brzmi jak paradoks. Może to nawet
    jest paradoks. To wymyka sie ludzkiemu, racjonalnemu(???) rozumowi. Tego się
    nie da wytłumaczyć. Ale wierzącym pomaga świadomość, że jest Ktoś lepszy i
    wyższy od niego, Ktoś na kogo zawsze można liczyć, Kto nie zawiedzie i pomoże w
    potrzebie. Może to głupie, nie wiem. Ale ja właśnie tak myślę.

    Niezawodna aparatura?? Nie zapominaj, że to co własnoręcznie napisałbyś ktoś
    musi doręczyć - Poczta Polska, hehehe. Ja tam wolę internet, mimo wszystko.

    jmx

    P.S. Mogłabym jeszcze coś walnąć na temat rozkładu ciała ale nie będę obrzydzać
    tej uduchowionej atmosfery...
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 03.03.03, 10:33
    Przesadziłem? Tak, świadomie. Chciałem trochę potrząsnąć.
    Akurat nie Tobą, ale tak wyszło.
    Jak ktoś z dzikim uporem ciągnie linę w jedną stronę, to
    czasem się ciągnie w preciwną nieco silniej, niż się to
    ma w zwyczaju. To taka analogia mniej-więcej, nie wiem
    czy najlepsza... ale mi przyszła do głowy.

    Ha, ha, zapomniałem o ukochanej poczcie... No to może
    rzeczywiście moja półtoradniowa walka z wiatrakami i
    innymi kręcącymi się urządzeniami nie była jeszcze taka
    najgorsza.

    Bóg i wiara... Cała rzecz w tym, że wiara opiera się na
    wierze właśnie. Do wierzenia w coś nie można ani zmusić
    ani tego zakazać.
    Co do ograniczenia wolności poprzez wiarę, to być może
    wyraziłem swoje myśli za mało czytelnie. Nie uważam, że
    "wiara w ogóle" ogranicza wolność. Zastanawiałem się, czy
    ten sposób (o ile tak można powiedzieć) "realizacji"
    wiary, jaki zaprezentowała cal-ineczka, nie jest
    dobrowolnym i przesadnym samoograniczeniem wolności. Bo
    wygląda na to, że cal-ineczka wszystkie swoje działania
    podporządkowuje cudzej woli Czy na pewno Bóg jest aż tak
    strasznym despotą, by tego wymagać?
    Moja wolność? Oczywiście, że też jest ograniczona. Jednak
    staram się te ograniczenia trzymać pod kontrolą i, tam
    gdzie mogę, rozwijać skrzydła.

    ojej, znowu miało być tylko kilka słów...

    Niepoprawny, tym razem Dzienny Marek,

    S.
  • jmx 04.03.03, 01:44
    W czym przesadziłeś? Może to wpływ późnej pory bo jakoś nie kojarzę... Chodzi
    Ci o Twój post do Calineczki? Potrząsanie daje do myślenia, na ogół. Ale gdy
    ktoś uzyje zbyt wiele siły to zamiast myśleć uciekamy od agresora....

    O przeciąganiu liny bardzo dobre, eskalacja...

    Św. Augustyn powiedział: "Kochaj i rób co chcesz". Myślę, że miał rację...
    Wydaje mi się, że nie można się kurczowo trzymać pana Boga, trzeba używać
    rozumu, bo po to go mamy (też dar od Stwórcy). Pan Bóg nie jest załatwiaczem
    naszych pragnień, żądań, życzeń... Czasem dzieje się to czego chcemy i
    oczekujemy, czasem nie, ale zawsze to co się dzieje ma jakiś sens. Może
    niewidoczny od razu, ale ma. To chyba jest Porządek Świata...

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 12:55
    Sama odpowiedziałaś na zadane mi pytanie. Ja myślę, że
    "rąbiąc" otwarcie swoje poglądy, nie przesadziłem. Ale
    nigdy nie wiadomo, jak taką niezupełnie gładką wypowiedź
    odbierze druga strona (w tym wypadku cal-ineczka,
    oczywiście). Zauważyłęm, że dość gwałtownie reaguje na
    tak zupełną odmienność, jaką prezentuję. Tymczasem
    chciałbym uniknąć tego, o czym piszesz - po prostu ucieczki.

    Póki takie przeciąganie liny prowadzi do
    zintensyfikowania pracy szarych komórek, to świetnie.
    Byle tylko wyczuć moment, kiedy zmęczenie sprawi, że chce
    się już tylko nakłaść po pysku... Czasem jednak lepiej
    trochę linę popuścić, zwalenie przeciwnika z nóg to
    jednak rzadko prawdziwa wygrana.

    Co do reszty Twojego listu - o to, to, to właśnie!!!
    Mam wrażenie, że to cały czas próbuję powiedzieć.
    Zgadzam się aż do obrzydliwości.

    S.
  • cal-ineczka 04.03.03, 22:06
    Niewiem, czemu mnie tak odbierasz? Wcale nie chce sie z Toba kłócić.
    Przedstawiam jakis tam mój światopogląd, ale niewiem czemu wszyscy uważają że
    przeginam. Jak kłóce sie z policjantem o bilet nieskasowany w tramwaju wszyscy
    ludzie w wagonie mówią że byłabym świetnym adwokatem.
    Ja...tylko bronie swoich argumentów ale nie chce nikogo tym skrzywdzić.
    Może sie troche wyśmiewam z czegoś, to taka już moja natura...ale z ludzi na
    pewno nie, jak już to z suchych faktów, czy z głupoty...
    Niewiem, zachowanie miałam zawsze wzorowe, pani mówiła, że coś złego się ze
    mną dzieje, bo jestem "za grzeczna" toteż nigdy sie nad tym nie zastanawiałam.
    Jeśli rażę to przepraszam,
    was napewno nie,
    tak wogóle -fajnie mi się z wami gada ;)


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 22:28
    Bardzo miło było , gdy się przeczytało to, co się Tobie
    napisało.
    Jeśli jest, jak jest - przepraszam i odszczekuję. Nie
    chciałem Cie pourażać i jesli tego nie zrobiłem, to się
    ogromnie cieszę.

    No to pozdrowionka i trzymam kciuki za egzamin!

    S.
  • jmx 05.03.03, 12:48
    Czy to obrzydliwość zgadzać się z kimś w sprawach fundamentalnych? Kimś -
    zdawałoby się - bez szans na porozumienie bo stoi na przeciwległym biegunie?
    Z człowiekiem obcym i przypadkowym.... ale czy na pewno takim obcym i zupełnie
    przypadkowym?....
    I znów tyle pytań bez odpowiedzi...

    A o książkach będzie wieczorkiem, jak sie uda :-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 23:37
    Oj, czy będzie mi kiedyś dane odpowiedzieć krótko i
    treściwie? Zaraz się znowu rozpiszę, już to wiem...

    "... do obrzydliwości" to takie moje standardowe
    powiedzonko. Każdy jakieś ma i najczęściej one nie znaczą
    tego, co niby znaczą. Tłumaczę się, ale mam jakieś dziwne
    przekonanie, że niekoniecznie potrzebnie...

    Gdyby ten jeden przeciwległy biegun miał decydować o
    możliwości bądź niemożliwości porozumienia, to byłbym
    skłócony z większością otaczającego mnie świata. Nie
    jestem, raczej wprost przeciwnie.
    Przede wszystkim myślę, że wcale te nasze bieguny nie są
    aż tak bardzo odległe. Właśnie dlatego, że to zasady są
    fundamentem, a nie "czapa" wiary lub niewiary. Zasady,
    które nazwałaś (bo są!) fundamentalnymi, są tak ludzko -
    oczywiste, że człowiek o w marę zdrowej psychice nie może
    ich nie uznawać (jeśli wolisz - wyznawać).
    Wiesz, to jest według mnie tak: przykazania, które
    religijni katolicy (to żadna aluzja!!!) głoszą w postaci
    dziesięciu regułek są tak oczywiste, że nie ma potrzeby
    się ich uczyć. Po prostu KAŻDY powinien mieć je w
    naturalny sposób w sobie. Niektórzy nie mają, ale to nie
    zależy od wyznania.
    Wszyscy moi znajomi wiedzą, jaki jestem. Wszyscy są z
    tego przeciwnego bieguna. Ze wszystkimi bez trudu
    znajduję wspólny język, mimo że nie omijamy opłotkami
    tematu naszych różnic. Po prostu mamy te same podstawy, a
    to jest najważniejsze. Ogromnie się cieszę, że w świecie
    "interludków" może być tak samo, że można spotkać kogoś,
    kto ma odwagę zgadzać się z odszczepieńcem.
    Mój ojciec, taki jak ja, ma powiedzenie:
    "jestem najlepszym katolikiem wśród niewierzących".

    Człowiek obcy i przypadkowy? Hm, przypadkowy - tak. Mój
    ścisły i techniczny umysł nie pozwala mi wierzyć w
    przeznaczenie, w zapisy w Wielkiej Księdze. Chociaż...
    czasem, jak mnie spotka kolejny niesamowity zbieg
    okoliczności - zaczynam się zastanawiać, czy moja żelazna
    i matematyczna logika jest zawsze na miejscu.
    Obcy? Tu już nie jest tak prosto. Można przeżyć obok
    kogoś dwadzieścia lat i być obcym, można przestać być
    obcym po kilku dniach znajomosci. Obcość i nie-obcość
    dzieje się w umyśle, a ten jest (na szczęście)
    niezgłębiony. Dlaczego, mimo że mijamy codziennie setki
    osób, czasem coś "zaiskrzy" i ta jedna z tłumu staje się
    nagle bliższa, mniej obca? Tylko niech mi nikt nie
    próbuje wmawiać, że to feromony... Tak proste to nie jest.

    A pytania... mnożą się jak króliki. To dobrze. Ten, kto
    nie ma pytań, jest bardzo ubogi.

    Dobrej nocy. Bez pytań, za to z ładnymi snami.

    S.
  • jmx 06.03.03, 01:27
    No właśnie, zupełnie niepotrzebne te tłumaczenia...

    Bieguny (na szęście!) nie decydują o porozumieniu. O tym decydują ludzie. Ale,
    zawsze jest jakieś ale, to zależy od dobrej woli, od chęci porozumienia się
    dwóch stron. Bo jeśli tego zabraknie to nawet identyczni (nie ma takich...) nie
    będą mogli się odnaleźć. Można zwracać uwagę na różnice, a można na
    podobieństwa, cechy wspólne. Ja zdecydowanie wolę drugą opcję. Prawie zawsze
    istnieją jakieś elementy łączące, problem najczęściej w tym, żeby chciało się
    je odkryć... Pisałam juz gdzieś wyżej, że można się pięknie różnić - ale pod
    warunkiem, że zza tych różnic dostrzeżemy drugiego, TAKIEGO SAMEGO, jak my,
    Człowieka. A jeśli uważamy, że różnice dyskwalifikują czyjeś człowieczeństwo,
    wręcz zaprzeczają mu, gdy myślimy, że ktoś jest gorszy bo myśli, czuje INACZEJ,
    wtedy zaczyna się dramat.

    Wiesz... a coś mi się nie zgadza z tym Twoim "ścisłym i technicznym" umysłem :-)
    To chyba nie do końca tak jest jak mówisz... Techniczny umysł nie wierzy
    w "zaiskrzenie" i tego typu "dyrdymały" ;-)

    A przeznaczenie: ja wierzę, że jest. Choć, być może to paradoks, nie zwalnia
    nas wcale z odpowiedzialności za swoje życie.
    Wg mnie sprawa wygląda tak: życie jest jak droga, jest punkt rozpoczęcia i
    zakończenia jej. Jakie ścieżki, jakie trasy wybierzemy by dojść do celu to
    nasza rzecz. Ale, jak na każdej drodze, także i na drodze naszego życia,
    znajdują się pewne znaki, drogowskazy, ograniczenia prędkości itp. - i to
    właśnie są te punkty przeznaczone, "zaprogramowane". Obojętnie którędy, ale i
    tak, prędzej czy później, jakoś do nich dotrzemy...

    A, i jeszcze jedno - odpowiadasz długo i treściwie... To rzadkość w
    dzisiejszych czasach.

    Ładne sny... po takim liście nie mogą być inne :-)
    Dobranoc!

    P.S. Według mnie to tam żadnym odszczepieńcem nie jesteś.
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 09:40
    Te Twoje rozważania o drodze, jej początku i końcu! Dość
    niedawno o tym rozmawiałem, i to nie w publicznym
    Internecie. MÓWIŁEM DOKŁADNIE TO SAMO!!!!! Zaczynam się
    trochę bać... ;-).

    Umysł mam wykształcony w ścisłym kierunku i sam czuję, że
    nie stanowię monolitu. Ale to mnie cieszy, nie przepadam
    za ludziami-automatami ("ludziami" celowe!).
    No, dość tego "o sobie".

    Jeszcze coś dopiszę.

    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 15:29
    Już drugi raz powiedziałaś: "pięknie się różnić". To tak
    ogromnie ważne, to można powtarzać w nieskończoność i się
    nie "oklepie". Tylko jedna uwaga: moim zdaniem, warunkiem
    NIEZBĘDNYM, by móc różnić się pięknie, jest dostrzeganie
    w różnicach drugiego, takiego samego, Człowieka.

    Nawet bliźniaki są nieco różne, a co tu mówić o ludziach,
    którzy się wychowywali i dorastali w różnych warunkach,
    różnych miejscach, różnym otoczeniu. Jeśli się tych
    różnic nie akceptuje, po prostu NIE DA SIĘ być z drugim
    człowiekiem. Bycie z kimś to akceptacja jego "on". Można
    pokazyawć i proponować inne zachowania, inne postawy,
    inne sposoby reakcji, ale dyskfalifikacja tylko za to, że
    jest odmienny.. no cóż, nie znajduję lepszego słowa, niż
    Twoje: dramat.

    Jak często "miłość" znaczy "chcę go/ją mieć". JA chcę,
    dla siebie, na własność, taką/takiego, jak sobie
    wyobraziłem/am. A przecież to nie tak. Przecież "kochać"
    to dawać. To pozostawić wolność, pozwolić być sobą -
    odrębnym, innym. Dać najcenniejsze kawałki siebie i...
    dostać (a nie wykraść) coś równie cennego. Wziąć to
    delikatnie w ręce i schować w swoim najbezpieczniejszym
    miejscu. To takie proste i takie... rzadko spotykane.
    Ojej, odpłynąłęm od tematu... albo zacząłem inny.

    Długie odpowiedzi...
    Cóż, staram się odpowiadać tak, jak lubię by mi
    odpowiadano: powolnymi, starannie przemyślanymi, pięknie
    zbudowanymi zdaniami. Zdaniami, które jasno wyrażają
    myśli i które są logicznie ze soba powiązane.
    Teraz oko za oko - właśnie napisałem, dlaczego lubię
    czytać Twoje listy. To nie czczy komplement, nie jest w
    moim zwyczaju prawienie takowych.
    A czy nie masz wrażenia, że bardzo wiele osób po prostu
    nie czyta przed wysłaniem tego, co właśnie zostało przez
    nich napisane?

    S.

  • cal-ineczka 07.03.03, 15:39
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 15:45
    ??????????????????????????????????????????????????????
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 15:57
    Czy myślisz, że świat się składa tylko z Boga i Ciebie?
    Rozejrzyj się, dookoła jest mnóstwo ludzi!
    To już nie można komuś powiedzieć, że pięknie pisze, że
    się wyraźnie odcina od tła? Jedni piszą lepiej, inni
    gorzej, a nieliczni najładniej. Tak jest ze wszystkim,
    nie wszyscy są najpiękniejsi. Pod tym względem akurat ja
    stanowię tło i nie oburzam sie tylko z tego powodu, że
    ktoś o kimś powie, że jest śliczny(a).
    Trochę pokory!

    S.
  • cal-ineczka 07.03.03, 16:50
    aaaa, to Sory.....
    --
    Płynie miasto a ja w nim tonę
    białe mury upadły i koniec
  • jmx 11.03.03, 01:32
    Ooooooch.......... naprawdę chcesz, żeby mi się w głowie przewróciło...
    Pięknie dziekuję! :-))))))))))))))))))))))))

    Co do wysyłania listów to powiedziałabym nawet więcej: nie tylko nie czytają po
    napisaniu ale ja niekiey mam wrażenie, że również PRZED. Szczególnie niektóre
    Panie w tym celują, hihihi ;-))).

    Nie musisz się tłumaczyć z komplementów! Pochlebstwa wyczuwam na tysiące mil.
    Tym razem mój nos nic mi nie mówi więc... pisz tak dalej! ;-)))))))

    Uniżona sługa
    jmx

    --
    :-)))
  • messja 11.03.03, 06:38
    > Co do wysyłania listów to powiedziałabym nawet więcej: nie tylko nie czytają
    po
    >
    > napisaniu ale ja ----niekiey---- mam wrażenie, że również PRZED. Szczególnie
    niektóre
    > Panie w tym celują, hihihi ;-))).
    >
    >... pisz tak dalej! ;-)))))))
    >
    >


    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 09:09
    cytuję:

    "...twoj atak [...] bardzo zle swiadczy o tobie i twoich
    ---umiejetnoscia--- w podejmowaniu dyskusji".

    jak myślisz, gdzie to znlazłem?

    poza tym, umiejętności można mieć CZEGOŚ, a nie W CZYMŚ.
    Ja na przykład posiadam umiejętność złośliwego reagowania
    na cudzą złośliwość.

    Lubię subtelną, inteligentną ironię, ale uważam że
    zjadliwość jest obrzydliwa. Literówka może się przydarzyć
    każdemu, nawet po dziesięciokrotnym czytaniu. Nawet w
    porządnie wydanych książkach, po fachowej korekcie.
    Proponuję uważniej czytać treść, a nie tylko przebierać
    oczami po literkach.
    No, to teraz możesz mi "dołożyć", przynajmniej masz powód...

    Za ewentualne literówki z góry przepraszam,

    MS.

    P.S. Czy, pisząc "normalne" listy, też zawsze
    przepisujesz ten, na który odpowiadasz? Autor na ogół
    pamięta, co napisał, a każdy inny może bez trudu do tego
    zajrzeć. Wszak to jest miejsce publiczne.
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:25

    > Ja na przykład posiadam umiejętność złośliwego reagowania
    > na cudzą złośliwość.
    >

    No nie. A ja myslalam, ze watek żydów mamy za sobą ...
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 16:39
    Cal-ineczko, a gdzie ci Żydzi???

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 00:51
    To Ty mnie wogóle ale i to totalnie nie rozumiesz! ! ! !
    (Nie dziwie sie messji za to ze tak walczy o swoje prawa)

    zydzi maja taka regule gry, ze jak cos komus dają to tylko za coś,
    nigdy bezinteresownie.
    chrzescijanstwo uczy natomiast za zle dobrem odpłacać.
    Ty na złe reagujesz złem - to do niczego nie prowadzi!!!!!
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 01:19
    Cal-ineczko!
    Toż przecie sama dowodzisz, że Żydzi są tacy sami, jak
    chrześcijanie. Coś za coś? Czyli, na przykład, dobro za
    dobro! Piękny handel wymienny.
    Ja popieram.

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 07:45
    Własnie ze nie!
    dobro za dobro - to też nic dobrego!
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:15
    "Dobro za dobro to nic dobrego". Czyli coś złego.

    Albo spróbujmy odwrócić (kota ogonem... ;-) ):

    "Zło za zło to nic złego" Czyli coś dobrego?

    Teraz podstawmy do drugiego wyrażenia pierwsze, czyli w
    miejsce każdego "zło" wpiszmy "dobro za dobro" i...
    popadniemy w paranoję.

    Cal-ineczko, pozwalam sobie nie zgodzić się z Tobą...

    :-)

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 22:55
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > "Dobro za dobro to nic dobrego". Czyli coś złego.
    >
    > Albo spróbujmy odwrócić (kota ogonem... ;-) ):
    >
    > "Zło za zło to nic złego" Czyli coś dobrego?

    Tak! Tu tez masz racje! zlo za zlo to tez nic zlego!

    dobro za zlo - ok
    zlo za dobro - takie cos nie istnieje
    dobro za dobro = zle
    zlo za zlo = zemsta

    zlo za zlo - tak, to zle. Ale wtedy jestesmy jasno po tej drugiej stronie -
    mowimy stanowczo "nie" - Mowcie tak, tak, nie, nie - zgadza sie!

    ++ = -
    -- = -! = "+"
    +- = -
    -+ = +
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 11.03.03, 13:07
    Chcesz wystraszyć moją wielbicielkę i korektorkę?! Tak się nie godzi! Na pewno
    przemawia przez Ciebie złośliwość i zazdrość ale żeby do takiego stopnia?

    P.S. Do Messji: to Ty nie wiesz, że ja zawsze piszę o sobie? To oczywiste, że
    jestem niektórą Panią a nie każdą...

    --
    :-)))
  • messja 11.03.03, 15:30
    > P.S. Do Messji: to Ty nie wiesz, że ja zawsze piszę o sobie? To oczywiste, że
    > jestem niektórą Panią a nie każdą...
    >


    nie wiem za jaka pania ty sie naprawde uwazasz (skoro tak glupio krytykujesz
    innych), a ja powstrzymam sie od komentarzy:)

    messja
  • jmx 12.03.03, 02:00
    Cieszę się, że tu jesteś - mam nadzieję, że mi pokażesz jak krytykuje się
    mądrze. Bo ja nie umiem :-(

    --
    :-)))
  • cal-ineczka 12.03.03, 07:57
    madrze krytykuje sie dążąc do pokoju, a nie do sporu
    o, np tak:

    tzn ogolnie kłócimy sie w sposob łagodny po to, by moc sobie pozwolic raz na
    czas na taki lewy sierpowy w waznych sprawach,
    a wiec tu poslugujemy sie lagodną metodą:
    >bo moj ostatni post nie byl glosem w dyskusji, poprostu zauwazylam cos, co
    bylo zabawne w swietle wypowiedzi jmx.

    po to by tu znow zaatakowac np:
    > Ja na przykład posiadam umiejętność złośliwego reagowania
    > na cudzą złośliwość.
    nawet wiecej, jestes bardzo gorliwy pod tym wzgledem:)

    To wszystko wprowadza pewien dynamizm do całej rozmowy.
    Nie skupiamy sie ciagle na tych samych sporach, tylko wciaz na nowych.

    Gdyby z takim samym poczuciem dynamizmu prowadzic caly spor w konkretnyvh
    sprawach nie byloby kłótni, bo za szybko doszlibyscie do porozumienia.
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 12.03.03, 12:48
    Zgoda bódóje nie zgoda rójnóje.
    Paks wobiskóm!
    ;-)

    --
    :-)))
  • cal-ineczka 12.03.03, 15:48
    To czemu wy ciagle sie klocicie?
    Dziewczyny, nie bijcie sie...Zaraz wezwe policje....

    jmx Ty mialas rozweselac forum a nie wyciagac karabin,
    przestancie wreszcie! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! !

    >Zgoda bódóje nie zgoda rójnóje.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:21
    czasem wesoło, czasem jak na ringu. Na pewno nie nudno.

    Wjenc weśmy śe fszyscy za rence...

    ;-)))

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 22:58
    No serio, nic tu fajnego nie ma!
    Forum - to takie miejsce gdzie ludzie ciesza sie sami
    z tego co napisza nie pytajac o zdanie innych.
    Daleko mi do takiego towarzystwa.
    Z dnia na dzien coraz bardziej wątpię ;-(
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 13.03.03, 00:36
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 16:35
    Ależ skądże, gdzieżbym śmiał.
    To się nigdy więcej nie powtórzy! (no, chyba żeby się
    nadarzyła jakaś pierońska okazja... - Gustlik).

    ;-)))))))))))))))))))

    S.
  • messja 11.03.03, 15:07
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > cytuję:
    >
    > "...twoj atak [...] bardzo zle swiadczy o tobie i twoich
    > ---umiejetnoscia--- w podejmowaniu dyskusji".
    >
    > jak myślisz, gdzie to znlazłem?

    przeciez wiesz gdzie i wiesz, ze ja wiem gdzie wiec po co pytasz?
    chciales mi cos udowodnic? no to ci sie nie udalo:)
    poza tym akurat te moje slowa nie moga sluzyc jako argument przeciwko mnie,
    bo moj ostatni post nie byl glosem w dyskusji, poprostu zauwazylam cos, co bylo
    zabawne w swietle wypowiedzi jmx.
    >
    > poza tym, umiejętności można mieć CZEGOŚ, a nie W CZYMŚ.

    bardzo mozliwe - nigdy nie twierdzilam, ze nie zdarzaja mi sie drobne bledy
    gramatyczne i dlatego nie krytykuje bezmyslnie innych:)

    > Ja na przykład posiadam umiejętność złośliwego reagowania
    > na cudzą złośliwość.


    nawet wiecej, jestes bardzo gorliwy pod tym wzgledem:)

    > Lubię subtelną, inteligentną ironię, ale uważam że
    > zjadliwość jest obrzydliwa.

    wiem. widzialam te zjadliwosc wielokrotnie u jmx - wyssane z palca zarzuty,
    obrazliwe sformulowania, usilne doszukiwanie sie bledow gramtycznych w
    wypowiedziach, gdzie bledow takich nie popelnilam itp. itd.
    zlosliwosc i zjadliwosc w najbardziej paskudnej postaci.
    a kiedy skonfrontowana pytaniem w prost o co naprawde jej chodzi - unikala
    odpowiedzi.
    teraz ty zachowujesz sie podobnie.
    widac odpowiadaja ci takie wzorce:)


    Literówka może się przydarzyć
    > każdemu, nawet po dziesięciokrotnym czytaniu.

    naprawde? to po co krytykowac innych, skoro tak trudno samemu ustrzec sie od
    bledow?:)


    Nawet w
    > porządnie wydanych książkach, po fachowej korekcie.
    > Proponuję uważniej czytać treść, a nie tylko przebierać
    > oczami po literkach.

    na zjadliwosc nie bede odpowiadac - jest przeciez obrzydliwa:)

    > No, to teraz możesz mi "dołożyć", przynajmniej masz powód...

    a po co sie prosisz, by ci dolozyc?
    najpierw mnie straszysz, ze mnie nie bedziesz lubil, teraz prowokujesz "by ci
    dolozyc" - po co ci ta agresja?:)
    >
    > Za ewentualne literówki z góry przepraszam,

    bardzo prosze, nie gniewam sie:)

    > MS.
    >
    > P.S. Czy, pisząc "normalne" listy, też zawsze
    > przepisujesz ten, na który odpowiadasz? Autor na ogół
    > pamięta, co napisał, a każdy inny może bez trudu do tego
    > zajrzeć. Wszak to jest miejsce publiczne.

    jestes tutaj wystarczjaco dlugo, by zauwazyc, ze cytowanie odpowiedniego
    fragmentu wypowiedzi ulatwia czytanie ze zrozumieniem watki na ktorych jest
    wiele uczestnikow, bardzo duzo roznych tematow, i niektorzy maja zwyczaj
    wpisywania sie gdziekolwiek (np. janek) a nie pod postem, ktory komentuja.
    rozumiem, ze to znowu zlosliwosc, ale poprostu glupia w tym wypadku.


    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 16:32
    Bez komentarza. Teraz juz wiesz, jak to miło...
  • messja 11.03.03, 20:16
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > Bez komentarza. Teraz juz wiesz, jak to miło...

    z jednej strony widac z tych wszystkch wypowiedzi, jakie tu dotej pory
    napisales, ze nie jestes skonczonym idiota, z drugiej zaprzeczasz sam sobie w
    dwoch krociutkich, nastepujacych po sobie zdaniach...
    to nie byl komentarz - tylko stwierdzenie faktu (to tak dla uporzadkowania
    wypowiedzi, bo masz wyrazne z tym problemy).
    p.s.
    mamy inne wyobraznenie na temat tego, co jest mile. ale nie bardzo zaskakuje
    mnie to u kogos, kto bezpodstawnie dopatruje sie agresji i gwaltownosci u
    innych, po to by zaraz potem, calkiem otwarcie zachowac sie agresywnie.

    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 20:25
    Gryzę w poniedziałki i czwartki od 8:30 do 17.


    MS.
  • messja 11.03.03, 20:40
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > Gryzę w poniedziałki i czwartki od 8:30 do 17.
    >
    >
    > MS.


    nie chcialam byc niegrzeczna wogole nie odpowaidajac, a z drugiej strony jedyne
    co wypadaloby powiedziec w tej sytuacji to wyrazic jakos podziw dla twojej
    blyskotliwosci i poczucia humoru:)
    hmmm... moze jednak wybaczysz mi, jesli sie powstrzymam - obawiam sie, ze nie
    wyjdzie mi to zbyt naturalnie:)

    p.s.
    prosze na drugi raz, jesli bedziesz probowal kogos oszolomic swoim poczuciem
    humoru, to znajdz bardziej wdziecznych odbiorcow (w ten sposob tobie i mnie
    bedzie przyjemnie:)))

    --
    messja
  • Gość: cal-ineczka IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 11.03.03, 22:12
    messja
    ale ja sie z Toba zgadzam, i wogole dzieki, ze tu jestes.
    ale klotnie....po co sie klucic.......
    wiem, wiem ze wazne jest zeby cos komus udowodnic,
    gdybym ja miala im wytykac bledy (te koniecznie oczywiscie) musialabym sie
    wrocic i bardzo dokladnie przeanalizowac tok rozmowy i pokazac co jest nie
    jasne. Inaczej takie uogolnianie tylko wprawia przeciwnika do grozy.

    Wiem, wiem, ze i dokladnie tez probowalas i za to Ci dzieki.
  • jmx 12.03.03, 02:18
    messja napisała:

    > przeciez wiesz gdzie i wiesz, ze ja wiem gdzie wiec po co pytasz?
    > chciales mi cos udowodnic? no to ci sie nie udalo:)
    Nie bądź okrutna Messjo - jak on to przeżyje?

    > poza tym akurat te moje slowa nie moga sluzyc jako argument przeciwko mnie,
    > bo moj ostatni post nie byl glosem w dyskusji,
    To zupełnie jak na sali sejmowej w Polsce...


    > poprostu zauwazylam cos, co bylo
    > zabawne w swietle wypowiedzi jmx.
    To ja mam "światło wypowiedzi"??! Ooooo....

    >
    > > Ja na przykład posiadam umiejętność złośliwego reagowania
    > > na cudzą złośliwość.
    >
    >
    > nawet wiecej, jestes bardzo gorliwy pod tym wzgledem:)
    To zupełnie jak Ty!

    > wiem. widzialam te zjadliwosc wielokrotnie u jmx - wyssane z palca zarzuty,
    Doskonale wiesz, ze nie są wyssane, niestety.

    > obrazliwe sformulowania, usilne doszukiwanie sie bledow gramtycznych w
    > wypowiedziach, gdzie bledow takich nie popelnilam itp. itd.
    Nie musiałam niczego usilnie się doszukiwać w Twoich postach. A chciałabym,
    uwierz mi.

    > zlosliwosc i zjadliwosc w najbardziej paskudnej postaci.
    To tak jak Ty - na pewno przypominasz sobie co pisałaś Jankowi i innym.
    Masz świetną pamięć, niestety baaardzo wybiórczą.

    > a kiedy skonfrontowana pytaniem w prost o co naprawde jej chodzi - unikala
    > odpowiedzi.
    Nie unikałam i pisałam chyba ze sto razy O CO MI CHODZI.

    > teraz ty zachowujesz sie podobnie.
    > widac odpowiadaja ci takie wzorce:)
    Jestem wzorcem dla Sergiusza? Miło mi :-))))))))))))))))))
    --
    :-)))
  • messja 12.03.03, 10:13
    ... bo pamiec mam dobra. jesli chodzi o sergiusza masz szanse powodzenia:)
    zaloze sie, ze mu wszystko jedno jakim jestes czlowiekiem i jak postepujesz,
    tak dlugo jak prawisz mu komplementy:)

    ale to wszystko co napisalam na twoj temat to prawda.
    nie zmieni tego ani sarkazm, ani dziecinne wmawiania:"to nie ja-to ty".
    jestes zlosliwa, zjadliwa i cyniczna - juz ci o tym pisalam.
    twoje "zarzuty" byly wyssane z palca - o tym tez juz pisalam.
    wtedy nie mialas nic na swoje usprawiedliwienie.
    ale wtedy, nie bylo obok sergiusza, ktory nie czytal twoich wypowiedzi i
    bezpodstawnych napadow, wiec nie bylo po co sie zapierac:)
    nie mam jednak do ciebie zalu- widac to twoja konstrukcja psychiczna, kaze ci
    napadac na ludzi bez powodu, a reczej pod byle pretekstem (przyklad calineczka).



    --
    messja
  • jmx 12.03.03, 13:00
    messja napisała:

    > ... bo pamiec mam dobra. jesli chodzi o sergiusza masz szanse powodzenia:)
    > zaloze sie, ze mu wszystko jedno jakim jestes czlowiekiem i jak postepujesz,
    > tak dlugo jak prawisz mu komplementy:)
    Widać, ze masz duże doświadczenie w tym względzie, ja tam zawsze twierdziłam,
    że można się od Ciebie wiele nauczyć.


    > ale to wszystko co napisalam na twoj temat to prawda.
    > nie zmieni tego ani sarkazm, ani dziecinne wmawiania:"to nie ja-to ty".
    > jestes zlosliwa, zjadliwa i cyniczna - juz ci o tym pisalam.
    > twoje "zarzuty" byly wyssane z palca - o tym tez juz pisalam.
    > wtedy nie mialas nic na swoje usprawiedliwienie.
    > ale wtedy, nie bylo obok sergiusza, ktory nie czytal twoich wypowiedzi i
    > bezpodstawnych napadow, wiec nie bylo po co sie zapierac:)
    > nie mam jednak do ciebie zalu- widac to twoja konstrukcja psychiczna, kaze ci
    > napadac na ludzi bez powodu, a reczej pod byle pretekstem (przyklad
    calineczka)

    Skoro tak twierdzisz to na pewno tak jest.
    --
    :-)))
  • messja 12.03.03, 15:28
    jmx napisała:

    > messja napisała:
    >
    > > ... bo pamiec mam dobra. jesli chodzi o sergiusza masz szanse powodzenia:)
    > > zaloze sie, ze mu wszystko jedno jakim jestes czlowiekiem i jak postepujes
    > z,
    > > tak dlugo jak prawisz mu komplementy:)
    > Widać, ze masz duże doświadczenie w tym względzie, ja tam zawsze twierdziłam,
    > że można się od Ciebie wiele nauczyć.

    a gdzie widac? i gdzie "zawsze mowilas"?
    bo do tej pory twoje wypowiedzi dowiodly, ze masz duzy dar do "widzenia", tego,
    czego nie ma.
    i nie nauczylas sie tego ode mnie:)


    >
    > Skoro tak twierdzisz to na pewno tak jest.

    tak jest, ale nie dlatego, ze tak twierdze. gdyby moje stwierdzenia mialby moc
    sprawcza, twierdzilabym od tej pory, ze zawsze starasz sie mowic prawde i
    wyrazac swoje opinie w taki sposob by niepotrzebnie nikogo nie urazic.
    --
    messja
  • jmx 13.03.03, 13:12
    A, i jeszcze jedno - nigdy nie powiedziałaś o mnie, że jestem cyniczna.
    Ale, że - wyrachowana.
    --
    :-)))
  • jmx 14.03.03, 00:25
    Oooo... ale mam słabą pamięć. Myślałam, że tak o mnie nie powiedziałaś.
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:41
    jmx, daj mi w pysk lewym sierpowym, bardzo proszę!!!
    Komplementom stanowcze nie!
    Przestanie mi być wszystko jedno. Ach jaka ta obojętność
    jest straszna! Ja cierpię!!!!

    ;-)))))))))))))

    MS.
  • jmx 13.03.03, 02:36
    No wież.... !
    Pżecierz jesstem taka delikatna i sóbtęlna... jak mogie dawadź w pyzk?
    I to TOBIE?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - dórzymi literami tak jak sobie
    rzyczysz. Staram sie zpęłniadź lóckie mażenia.

    A poza tym Calineczka zakazała mi używać mojego karabinuuuuu... buaaaaa.....
    a przecież jestem polic_jan_tką ;-((((((((((((((((((
    Ale mam sprawną pałkę, na szczęście. I... kajdanki...! ;-))))
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 16:30
    Dźenkujem!!!!

    Noto nieh teras któź powi, rze to pszes kąplemęty!

    MS.
  • jmx 14.03.03, 00:28
    Oczywiście!
    ...........i oczy wisiały...
    ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 14.03.03, 09:06
    Zawieśmy też...
    rzeczy.

    ;-))

    MS.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:57
    "..wtedy nie było obok S(!)ergiusza, który nie czytał
    Twoich wypowiedzi..."

    Jeśli nie czytał to może dobrze, że go nie było?

    Całkiem sympatyczne spostrzeżenie, że teraz jest...
    obok... i czyta. A jednak potrafisz być miła!

    Twoje wypowiedzi też czyta, tylko mu dużo trudniej
    zrozumieć ich sens.

    ;-)

    MS.
  • messja 12.03.03, 21:22
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > "..wtedy nie było obok S(!)ergiusza, który nie czytał
    > Twoich wypowiedzi..."
    >
    > Jeśli nie czytał to może dobrze, że go nie było?
    >

    Faktycznie, lepiej to zdanie brzmialoby, gdyby je troche zmienic:"...wtedy nie
    bylo obok sergiusza, ktory by czytal twoje wypowiedzi..."

    dziekuje za uwage, chociaz widze, ze to tylko twoich zlosliwosci ciag dalszy.
    troche to glupie i niskie zachowanie zwazywszy, ze ja ci nie dokuczam, ani sie
    ciebie nie czepiam.

    jesli zas chodzi o twoja prosbe w sprawie "S", to spostrzegam to jako zwykla
    kpine, po tym jak zaadresowales jedna z twoich wypowiedzi do mnie:"do m....".
    dla tego nie mam powodow sie tlumaczyc, nawet gdyby moje "s" bylo jednak
    przejawem braku szacunku.
    a nie jest. jak sadze, zauwazyles,zazwyczaj nie stosuje wielkich liter. jest to
    swiadomy zabieg i nie ma nic wspolego z okazywaniem badz brakiem szacunku do
    adwersarza/y.
    mysle, ze strony osoby, ktora swiadomie pisze bledy ortograficzne, powinno sie
    ten zabieg spotkac z duza wyrozumialoscia.

    jesli masz jeszcze jakies uwagi tego typu, to nie gniewaj sie, jesli nie bede
    ich komentowac.
    cenie sobie swoj czas i nie go marnowac, na dyskusje na tym poziomie.



    >
    > Twoje wypowiedzi też czyta, tylko mu dużo trudniej
    > zrozumieć ich sens.
    >
    > ;-)
    >
    > MS.


    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 22:00
    No dobrze, to bez złośliwości:

    1. Twoje zdanie w zmienionej wersji nie jest LEPSZE,
    tylko INNE.To nie jest drobna zmiana, tylko zasadnicza.

    2. Podpisujesz się messja, a nie Messja, więc nie
    wiedziałem, że M ma znaczenie. Trzeba było mi o tym
    powiedzieć, pisałbym M.

    3. Sergiusz to imię. Pisanie go małą literą to nie tylko
    brak szacunku, ale i błąd ortograficzny. Imienia Messja
    nie znam, choć być może istnieje. Więc jeśli zrobiłem
    błąd, to z niewiedzy. Jeśli tak było - przepraszam. Może
    mnie za mało znasz i dlatego nie wiesz, że mogę być
    baaaardzo złośliwy, ale okazywanie pogardy (np. przez
    pisanie imienia małą literą) nie leży w moich zwyczajach.

    4. Nie dokuczaj komuś, z kim lubię rozmawiać, to i tobie
    nie będę dokuczał. Nie jest dla mnie ważne, czy macie
    stare zatargi. Ja jestem TU i TERAZ.

    5. KAŻDEMU czasem zdarza się wybuch. Ideałów nie ma.
    Tylko niektórzy potrafią przeprosić i wytłumaczyć, co go
    spowodowało, a inni nie. Dotychczas nie zauważyłem
    żadnego pojednawczego gestu z Twojej strony - i nie
    chodzi mi tylko o siebie.

    Z wyrazami szacunku

    MS.


    P.S. Chyba nie używałem wobec Ciebie słów typu "idiota",
    prawda?

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 23:09
    > 5. KAŻDEMU czasem zdarza się wybuch. Ideałów nie ma.

    Ciagle nie rozumiem tej twojej postawy S.
    Jak taki jestes to ja sie z Toba nie zadaje.
    A jak jmx jest taka sama to z nia tez nie trzymam.
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 13.03.03, 02:40
    cal-ineczka napisała:

    > > 5. KAŻDEMU czasem zdarza się wybuch. Ideałów nie ma.
    >
    > Ciagle nie rozumiem tej twojej postawy S.
    > Jak taki jestes to ja sie z Toba nie zadaje.
    > A jak jmx jest taka sama to z nia tez nie trzymam.

    Ożesz w morde jeża! SERGIUSZUUUUUUUUU!!! cOŚ ty N A P I S A Ł???? Nie jestem
    ideałem?? J A????!
    CALINECZKA, DAWAJ TEN KARABIN MASZYNOWY, ALE JUŻ!
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 16:53
    No... może... no, tego, nooo...
    Eeeeee...
    Hm, no... tego...
    Ten, no.. wyjątek potwierdzający tę, no, no... tego...
    regułę.

    :-)

    MS.
  • cal-ineczka 13.03.03, 18:11
    Ja tez dopiero wstałam.
    Proponuje umyc twarz zimna woda,
    to dobrze robi ;)
  • messja 12.03.03, 23:17
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > No dobrze, to bez złośliwości:
    >
    > 1. Twoje zdanie w zmienionej wersji nie jest LEPSZE,
    > tylko INNE.To nie jest drobna zmiana, tylko zasadnicza.

    wcale nie, znowu sie czepiasz i oboje o tym dobrze wiemy.
    >
    > 2. Podpisujesz się messja, a nie Messja, więc nie
    > wiedziałem, że M ma znaczenie. Trzeba było mi o tym
    > powiedzieć, pisałbym M.

    nie mowilam, ze:"M" ma znaczenie. nieuwaznie czytasz.
    >
    > 3. Sergiusz to imię. Pisanie go małą literą to nie tylko
    > brak szacunku, ale i błąd ortograficzny. Imienia Messja
    > nie znam, choć być może istnieje. Więc jeśli zrobiłem
    > błąd, to z niewiedzy. Jeśli tak było - przepraszam. Może
    > mnie za mało znasz i dlatego nie wiesz, że mogę być
    > baaaardzo złośliwy, ale okazywanie pogardy (np. przez
    > pisanie imienia małą literą) nie leży w moich zwyczajach.

    nie okazywawalam, anie nie okazuje ci pogardy. wymysliles sobie to, by miec
    powod do klotni.

    > 4. Nie dokuczaj komuś, z kim lubię rozmawiać, to i tobie
    > nie będę dokuczał. Nie jest dla mnie ważne, czy macie
    > stare zatargi. Ja jestem TU i TERAZ.

    nie "dokuczam".
    na tej samej zasadzie moge powiedziec: dla mnie nie jest wanie, ze TY lubisz
    rozmawiac z jmx, wazne natomiast dla mnie jest jak ona sie zachowuje wobec MNIE
    i innych osob.

    > 5. KAŻDEMU czasem zdarza się wybuch. Ideałów nie ma.
    > Tylko niektórzy potrafią przeprosić i wytłumaczyć, co go
    > spowodowało, a inni nie. Dotychczas nie zauważyłem
    > żadnego pojednawczego gestu z Twojej strony - i nie
    > chodzi mi tylko o siebie.

    potraktuje to jak sarkastyczny zart, ze strony osoby, ktora niesprowokowana
    wciaz mnie atakuje. inaczej sie nie da.

    > Z wyrazami szacunku

    to tez sarkazm:)
    >
    > MS.
    >
    >
    > P.S. Chyba nie używałem wobec Ciebie słów typu "idiota",
    > prawda?
    >
    jeszcze nie i chwala ci za to. chcesz mnie uprzedzic, ze bedziesz?

    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 00:09
    >>...spostrzegam to jako zwykłą kpinę po tym, jak
    zaadresowałeś jedną z Twoich wypowiedzi "do m..."<<

    MS.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 00:17
    "...okazywanie pogardy [...] nie leży w MOICH zwyczajach"

    I jeszcze o "idiocie". Nie zamierzam używać, natomiast Ty
    JUŻ użyłaś... Może jednak znasz słowo "przepraszam"?

    MS.

  • messja 13.03.03, 00:27
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > "...okazywanie pogardy [...] nie leży w MOICH zwyczajach"
    >
    > I jeszcze o "idiocie". Nie zamierzam używać, natomiast Ty
    > JUŻ użyłaś... Może jednak znasz słowo "przepraszam"?
    >
    > MS.
    >
    jestes uciazliwy i robisz sie coraz bardziej irytuajcy: bez ogrodek przyznajesz
    sie do zlosliwosci, a potem jeszcze oczekujesz przeprosin.
    moze nie jestes az tak inteligentny, za jakiego cie uwazalam.

    co do "m..." to bardzo trudny problem do rozwiazania. nic dziwnego, ze nie
    mozesz sobie z tym poradzic. ale na mnie nie licz:)
    dobranoc
    p.s.
    wydaje mi sie, ze nie masz prawdziwych problemow, skoro probujesz je stworzyc.
    w pewnym sensie mozna ci pozazdroscic.

    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 00:31
    "Być idiotą w oczach kretyna - rozkosz dla smakosza".

    MS.
  • messja 13.03.03, 00:49
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > "Być idiotą w oczach kretyna - rozkosz dla smakosza".
    >
    > MS.

    nigdy nie twierdzilam, ze jestes idiota, ale jesli cie to uszczesliwi to mozesz
    sobie nim byc(nic mi do tego) nawet w oczach kretyna, jesli tutaj takiego
    znajdziesz.

    mam nadzieje, ze teraz dasz mi juz spokoj.
    --
    messja
  • cal-ineczka 13.03.03, 01:06
    wiesz... sa ludzie i taborety...
  • jmx 13.03.03, 02:43
    Cal-ineczko nie obrażaj taboretów. To bardzo pożyteczne, czworonożne
    stworzenia.
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 13.03.03, 13:25
    Jak mam nie obrazac, takie jedne popsuly internet w mojej klatce.
    Czy to nie taborety?
    Hmm moze to robota złego.
    Trzeba bedzie z nim zrobic porzadek....
    jmx do broni!
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 16:48
    "Dłoń ogrzeją, dubeltówkę
    wezmą w ręce i buch, buch!
    Pozamienia(ją) na gotówkę
    Taboretów dwóch."

    MS.
  • cal-ineczka 13.03.03, 18:25
    Dzieki wszystkim. Spocznij!
    diablisko zostalo pokonane
    i internet działa ;)
    --
    1 Jezus zwyciężył! To wykonało się
    szatan pokonany,
    Jezus złamał śmierci moc!
    Jezus jest Panem! O Alleluja!
    Po wieczne czasy Królem królów jest.

    ref. Jezus jest Panem *4
    Tylko Jezus jest Panem
    Jezus jest Panem
    On jest Panem ziemi tej.

  • messja 13.03.03, 06:23
    cal-ineczka napisała:

    > wiesz... sa ludzie i taborety...

    :))))
    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 11:05
    Wiesz, możemy się zamienić. Chcesz?

    MS.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 11:02
    Hm... Siedzę, pode mną taboret. Różnię się. Może więc jestem....?

    ;-)

    MS.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 11:17
    "z jednej strony widać z tych wszystkich wypowiedzi, jakie tu do tej pory napisałeś, że nie jesteś skończonym idiotą, z drugiej zaprzeczasz sam sobie w dwóch króciutkich, następujących po sobie zdaniach"

    11 03 2003, 20:16

    Jeśli coś źle zrozumialem, to Cię przepraszam. Już pisałem, że mam niejakie problemy ze zrozumieniem Twoich wypowiedzi.

    A swoją drogą, żeby oceniać cudzą inteligencję, trzeba mieć naprawdę ogromne wyobrażenie o swojej. Zazdroszczę Ci.

    MS.
  • messja 13.03.03, 18:45
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    > "z jednej strony widać z tych wszystkich wypowiedzi, jakie tu do tej pory
    napis
    > ałeś, że nie jesteś skończonym idiotą, z drugiej zaprzeczasz sam sobie w
    dwóch
    > króciutkich, następujących po sobie zdaniach"
    >
    > 11 03 2003, 20:16
    >
    > Jeśli coś źle zrozumialem, to Cię przepraszam. Już pisałem, że mam niejakie
    pro
    > blemy ze zrozumieniem Twoich wypowiedzi.
    >
    > A swoją drogą, żeby oceniać cudzą inteligencję, trzeba mieć naprawdę ogromne
    wy
    > obrażenie o swojej. Zazdroszczę Ci.

    slusznie - to byla moja wypowiedz, w ktorej wyrazilam opinie, ze "NIE jestes
    skonczonym idiota":)

    przyjmuje przeprosiny, bez wzgledu na to czy sa szczere - naleza mi sie:)
    poza tym, zastanawiam sie, skad ta ciekawa hipoteza, ze aby stwierdzic, ze ktos
    NIE jest skonczonym idiota, trzeba miec ogromne wyobrazenie o swojej
    inteligencji:)


    --
    messja
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 20:17
    "Dzidek! Już nie wiem, jak mam do Ciebie
    mówić,
    żebyś zrozumiał mnie!"

    MS.
  • Gość: Dzidek IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 14.03.03, 01:26
    > "Dzidek! Już nie wiem, jak mam do Ciebie
    > mówić,
    > żebyś zrozumiał mnie!"

    Gosc portalu : Dzidek:
    Nie, nie kumam Cie.

    kum kum kum
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 14.03.03, 09:22
    Dzidziu - żabo, czyli żabko,
    a cóż ci się stało, że tak przeraźliwie kumkasz?

    MS.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:33
    Woooooody!
    Mogę... jednak........ nie przeżyć.....................

    M

    S

    .
  • cal-ineczka 11.03.03, 12:27
    ani przed, ani po...
    najgorsze, jak wogole nie odpisują

    messja napisała:
    > > Co do wysyłania listów to powiedziałabym nawet więcej: nie tylko nie czyta
    > ją po> > > > napisaniu ale ja ----niekiey---- mam wrażenie, że również
    PRZED.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 16:36
    Masz rację, wtedy jest przykro jak...

    :-)

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 17:33
    jak..?
    Co chciales powiedziec? Bo ja nie wiem...

    Apropo odpisow : czekam i czekam az zacznie sie tu cos a tu nic.
    Co z tym klubem?
    Klub powinien miec jakies zasady.
    Jak harcerze!
    1. Nigdy nie kłamać
    2. Nie palić papierosów
    3. Nie kłócić się!................
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 12.03.03, 20:30
    "...takie niedopowiedzenie, tak więcej inteligentnie"
    (Dudek).

    Trujka. Trójka odeszła w niebyt, niestety.

    MS.
  • cal-ineczka 12.03.03, 23:02
    O przepraszam! jedyne polskie radio pozbawione swiatowej rąbanki
    jednak ktorego mozna posluchac w przeciwienstwie do 1 lub 2
    Fajne dyskusje tam mają o 21 pozatym

    Chyba nigdy nie studiowales. To radio studentów...
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 00:02
    Jeszcze niedawno to było JEDYNE radio, którego słuchałem.
    I to od rana do późnej nocy, bez przerwy. Niestety, na
    obecną wersję nie mogę się "przestawić". Ale są audycje,
    których nie przegapiam. Zaraz się zacznie... Dwie godziny
    cudnej muzyki.

    O, już się nagrywa!

    Przyznaję, że to jest wciąż najlepsze radio, ale
    nietrudno być dobrym na tle miernoty.

    :-)

    MS.
  • cal-ineczka 13.03.03, 00:15
    Jedyne czego nie lubie w tym radiu to metal ktory leci czasami przez cala noc.
    Tak pozatym prawie wszystkie audycje mi pasuja. Powtorka z rozrywki, za a
    nawet przeciw, klub trojki itd

    A to co teraz leci...wybacz ale jednak nie ;)
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 00:22
    Przecież możemy się różnić... To nic złego, prawda?
    Metalu też nie znoszę.

    Pan Kuba... ach, jak on zszedł na psy w tym nieszczęsnym
    "za a nawet przeciw"... A "robił" taaaaką audycję!

    MS.
  • cal-ineczka 13.03.03, 00:58
    To zalezy w czym.
    Niektore sprawy wymagaja wyjasnien.
  • jmx 13.03.03, 02:47
    Było lepiej. Ale mogło być gorzej. Pogodziłam Was, nie? ;-)

    A pamiętacie Kaczkowskiego? To były audycje... i piosenki....

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 10:58
    No właśnie! Po prostu patrzymy z różnych stron

    P.K?
    Lejesz mjut na moje uszy...

    Ale jeszcze ciągle jest, tylko za mało.

    ;-)))

    M.S.
  • jmx 13.03.03, 13:08
    :-))))
    Tylko uważaj, bo się przykleisz do... taboretu ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 16:27
    Uszami?????

    ;-)

    MS.
  • cal-ineczka 13.03.03, 18:54
    Sergiusz!
    Ty nie myjesz uszu!?
    --
    Szczotka, pasta, kubek, zimna woda.
    Tak sie zaczyna wielka przygoda ;))))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 13.03.03, 20:07
    Tylko myśli o wydawaniu!

    A gdzie jasny płomień duszyczki Twej niewinnej? Gdzie
    myśli zwiewne i ulotne? Za pieniądz szystkoś,
    wszetecznico, oddała! Na wylot Cię przejrzałem!!!
    ;-)))

    Na co mi, szaraczkowi, uszy myć, kiedy mi je i tak nimfa
    jakowaś piękna a tajemnicza mjutem słodkiem i lepiącem
    wciąż oblewa?

    MS.
  • jmx 14.03.03, 00:42
    Materialistka?? Przecież to o zamążpójściu było!

    Na nic me polewanie słodkiem mjodem usząt Twych Sergio! Tyś już inną nimfą
    zainteresowan jest! Ach, biednam, cóz mam teraz czynić? Niech szum łez mych
    doprowadzi Cię do szczęśliwego portu wędrowcze... Bywaj zdrów! Z inną? Nic to!
    Aaaaaaaaa.............. /nifa rzuca się ze skały/

    Kurtyna.
    --
    :-)))
  • Gość: Krzysio IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 14.03.03, 01:33
    To ja mu miód dawałem,
    totez nigdy mu nie mówiłem
    iż go jesc nie moze!

    Domagam sie cofniecia oskarzenia!
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 14.03.03, 08:33
    Ty jeden widzisz, że nimfa krzywdzi mnie przeokrutnie i na cierpienia skazuje! Dziękuję za mjut Twój. Nie zastąpi on jednak mjutu z Jej garnka czarownego. Bo tylko na nim jak drut napisane było...
    Powiedzże wędrowcze, żyważ ona jeszcze? Obaczę jeszcze kiedyś postać jej zwiewną? Prawda to, że pod skałą wysoką pierzyny wietrzyli?

    Kap, kap, kap... (łzy).

    (Wchodzi konserwator powierzchni płaskich ze szmata by wytrzeć kałużę).

    ----------------
    Koniec aktu drugiego

    Kurtyna
  • jmx 14.03.03, 00:32
    No wiesz.... czasem kropelka spadnie z uszu tam ... i tu....
    ;-)

    --
    :-)))
  • Gość: cal-ineczka IP: *.media4.pl / 10.5.14.* 14.03.03, 01:31
    E. To Sergiusz juz kogos ma kto mu miod przynosi do domu?
    Wszak bylo napisane:
    zasada czwarta naszego klubu: nie objadac sie miodem!
    (tu wyjatek dla Kubusiow Puchatkow)

    O ile Kubusiem nie jestes, miodu ani rusz!
  • jmx 14.03.03, 01:39
    Przecież mowa była o polewaniu a nie jedzeniu... ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 14.03.03, 07:41
    Ach. cóżem ja nieszczęsny uczynił, że mnie takimi
    podejrzeniami, serce me drącymi, obrzucasz???

    Nimfooooooooooooooooooooooooooo!

    Polej me uszy i... (tam, gdzie skapywa), bo świat mój
    gorzkim się stał!

    :-))))))))))))

    MS.
  • jmx 14.03.03, 23:51
    Akt II, scena I.

    Duch Nimfy:
    Ach, niewdzięczny! Me serce już spoczywa w grobie, już martwam i nigdy nie
    stanę przed Twym obliczem klejkiem a skapującem! Niech Słońce Wschodzi i
    Zachodzi dla Cię... Niech Weny podszepty słodkie i czarowne skłonią do
    pissania... A nie zapominaj tej niebogi co życie straciła w walce o sswój
    chonor i cnotę...

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 15.03.03, 00:14
    O ja nieszczęsny! Pissać już nie mogę! Od dziś milczał
    będę, na wieki zaklejty. Cisssza zapadnie, kiedy za Tobą
    z wysokiej skały się rzucę!
    (rzucam się).

    Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! (niesie się ponure wycie
    zaklejeńca)
    ----------------

    oklaski
  • jmx 16.03.03, 01:22
    Akt II, scena II

    /Duch Nimfy uratował nieszczęsnego zaklejeńca. Mjut i klejkość sprawiły, że
    nasz bohater rzucając się przykleił się do rosnących nieopodal zarośli/

    > Buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! (niesie się ponure wycie
    > zaklejeńca):

    ....Nie mam żalu do nikogo, jeno do Ciebie niebogooooo.....!


    Standing ovation
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 16.03.03, 08:55
    ...az tu nimfa byla chora.
    Predko, predko po doktora!
    Ale doktor był pijany
    i przylepił sie do ściany.'
    A ta ściana była mokra
    wiec przykleił sie do okna..
    Na podwórzu w piłke grali
    I mu kopa w tyłek dali.
    Tam gdzie lezal były mrówki
    podarły mu tenisówki...
  • messja 16.03.03, 21:14
    cal-ineczka napisała:

    > ...az tu nimfa byla chora.
    > Predko, predko po doktora!
    > Ale doktor był pijany
    > i przylepił sie do ściany.'
    > A ta ściana była mokra
    > wiec przykleił sie do okna..
    > Na podwórzu w piłke grali
    > I mu kopa w tyłek dali.
    > Tam gdzie lezal były mrówki
    > podarły mu tenisówki...

    :)))
    --
    messja
  • cal-ineczka 16.03.03, 21:40
    :-)))))))))

    messja napisała:
    > :)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 16.03.03, 18:00
    (Omjutowany zaklejeniec przestaje wyć. Potrząsa głową.
    Zaczyna bełkotać)

    A... gdzież... em ja myśli me trzeźwe... zatracił. Nimfa
    prze...cie istotą nie... nie... nie... śmiertelną jest!
    Zgi... nąć w otchłani nie... mogła! To chyba mjut...
    me... myśli za... za... za... ślepił.

    (wyje)

    Nimfooooooooooooooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!!! Moja
    Nimfoooooooooooooooooooooooooo!!!!!!!!!!!!!

    Gdzieeeeeeeeeeeeeeeeeeżeś Ty???????????

    --------------------

    na widowni grobowa cisza...
  • jmx 17.03.03, 01:56
    Nimfa milczy...

    Chór starców:
    Ciemno wszędzie, głucho wszędzie... Co to będzie? Co to będzie?



    ------------
    rozlegają się pojedyncze okrzyki na sali

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 17.03.03, 21:48
    Zaklejony delikatnie ociera mjut z uszu. Chowa go do
    słoika, jak najcenniejszy skarb. Nasłuchuje...

    Nasila się świst wiatru. Śpiew starców przechodzi w
    upiorną mantrę.
    Czy słychać cichy głos Nimfy, czy to w oddali zawodzą
    dusze potępionych?

    ---------------

    Na sali cisza. Słychać tylko łomot serca staruszki w
    pierwszym rzędzie.
  • jmx 18.03.03, 01:14
    Nagle rozlega się ciche skrzypienie i do zaklejonego podchodziiiiiii....

    -----------
    Widownia wstrzymuje oddech...


    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 20.03.03, 19:17
    ...iiiiiiiiiiii zakapturzona postać. Rozlega się
    przeraźliwy klekot nagich kości.

    Zaklejonemu po plecach płyną strugi zimnego mjutu. Zza
    kulis wczołguje się osobnik w białym kitlu, wyposażony w
    kilkanaście słoików. Podstawia słoiki pod plecy
    zaklejonego nieszczęśnika i napełnia je mjutem. Na jego
    parchatej gębie pojawia się obleśny uśmiech...

    ------------------------

    siedząca w pierwszym rzędzie staruszka spokojnie umiera
    na zawał. Nikt nie zaraca na to uwagi...
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 09:24
    dopisuję, odpisuję - tylko dwie przestawione literki, a
    znaczy całkiem co innego. Śmieszne.

    No, jakby Ci się miało zacząć przewracać w głowie, to daj
    znać. Napiszę Ci coś przykrego i uratuję przed zgubą. ;-))))

    Piękne dzięki za piękne dzięki!

    A może... straciłaś węch??? Może kadzę bezwonnie (tylko
    jeśli bezwonnie, to właściwie po co kadzić?)?

    I tylko spróbuj być uniżoną sługą! Jeszcze by tylko tego
    brakowało...

    Ogłaszam poprawę humoru.
    :-)))

    MS.
  • cal-ineczka 03.03.03, 21:53
    Sergiusz napisał(a):
    1 Po pierwsze przepraszam, że tak długo nie odpisywałem. To
    > nie z powodu niechęci do tematu, czy autorów, tylko z
    > przyczyn czysto technicznych. "Papierowe" listy maja tę
    > wielką przewagę nad "wirtualnymi", że do ich pisania
    > wystarczy bardzo prosta i niezawodna aparatura - kawałek
    > papieru i ołówek...
    Ja też mam teraz egzaminy, toteż odpisze w czwartek.

    2 Niestety, nieco się pogubiłem w kolejności odpowiedzi,
    > dlatego pozwalam sobie niejako zacząć nowy "podwątek".
    Ja też, ale już sie znalazłam :)

    3 Może najpierw o problemie nieba, zbawienia i pośmiertnych
    > wizyt w cudzych domach.
    > Cóż, możesz to uważać za duchowe ubóstwo, ale dla mnie
    > wędrówka po świecie kończy się z chwilą śmierci. Potem
    > zostaje tylko 80 kg biomasy, która wraca do przyrody.
    > Jakoś nie cierpię z powodu takiej świadomości. Przecież
    > to, co po mnie pozostanie, stanie się bardzo pożytecznym
    > pokarmem. Być może kawałek zjedzą pędraki, z których
    > potem wyfruną motyle, cieszące czyjeś oczy. Być może
    > skorzystają ze mnie rośliny, na których rozkwitną
    > różnokolorowe kwiaty. A może wyrośnie perz - on także
    > spełnia na świecie jakąś rolę. Uważam tylko, że pomysł
    > zakopywania ludzi w lakierowanych trumnach, zrobionych z
    > zamordowanych drzew, jest idiotyczny.
    > Ktoś kiedyś bardzo mądrze powiedział, że problem śmierci
    > w ogóle nie istnieje, ona nas nie spotyka - bo kiedy my
    > jesteśmy, jej nie ma, a kiedy jest ona, już nie ma nas...
    Jak tak piszesz to aż mi sie coś przekręca w żołądku. Ja nawet nie jestem w
    stanie sobie wyobrazić tego, że niebyłoby tego "później" Rzadko tak mysle, ale
    wtedy wpada mi do glowy mnstwo zdan z pisma sw a potem przypominam sobie
    wszystkie chwile w ktorych namacalnie odczuwalam obecnosc Boza, rozne rzeczy
    ktore mi dal a byly niemozliwe, moje oczy na ktore jednak widze...
    Musisz miec bardzo smutne to zycie, tak nie miec na kogo liczyc...
    Cały czas samemu, martwic sie o wszystko, bac sie przyszłości (tej tu na
    Ziemii) nie miec tego Kogos, kto moze każdą sprawe załatwic, załagodzić spory..

    4. INGERENCJA
    A mi sie wydaje, że jest to tak, że Bog jest tym, ktory pomaga nam w życiu ( o
    ile tego chcemy)- jako jedyny ten, ktory moze naprawic to co jest zniszczone
    przez grzech. Bo tylko grzech niszczy, i to tylko grzech decharmonizuje swiat
    taki jaki byl stworzony na poczatku. I to tylko on nie pozwala nam na to, co
    pozwala nam byc szczesliwymi. (I tu smialo mozesz mnie obluzgac za odnoszenie
    sie do typowo chrzescijanskiej tezy o grzechu pierworodnym który zniszczył
    świat) - czy Bóg jest w tym momencie marionetką? Raczej lekarzem.
    Kto do czyich usług?
    My mamy kochać Boga, a on nas (tak, to tez Jego zadanie :)I ludzi tez mamy
    kochać. Taka rownowaga musi sie wytworzyc miedzy modlitwą, a działaniem w
    realu. (Miedzy relacja bog-czlowiek, a relacja miłości między ludzmi)
    Tak nawet gdzies pisze w Ewangelii.

    5 Nie jestem w żadnym stopniu nastawiony wrogo czy
    > niechętnie do ludzi, którzy wierzą. Myślę, że w gruncie
    > rzeczy jesteśmy tacy sami. Wszyscy uważamy, że w świecie
    > istnieje jakiś ład i sens. Tylko jedni ten ład nazywają
    > Bogiem, a inni po prostu i dosłownie - porządkiem świata.

    Wierzysz, że istnieje jakis ład na Ziemii? Jakis porządek?
    No i tu sie różnimy. Ja wierze, że panem świata jest szatan.


    6 Uzależnianie wartości ludzi od ich wiary w
    > chrześcijańskiego boga lub nie uważam za tej wiary
    > zaprzeczenie.
    No wlasnie. To tez wynika z tego, ze wierzysz, ze na swiecie jest lad i
    porzadek. Ja wierze, ze go nie ma, totez potrzebuje kogos, kto mi pomoze.
    i po to mi moja wiara (...)

    7 Rozmawiałem kiedyś z wyznawcą religii wschodu (nieważne
    > jakiej). Powiedział mi, że spotyka ludzi, którzy chcą
    > zmienić swoją wiarę (trochę głupio brzmi, ale nie bardzo
    > wiem, jak to lepiej napisać). Potem powiedział, że
    > namawia ich do pozostania tam, gdzie są. Bo nie jest
    > najważniejsze, by pozyskać nową duszę.
    Jest, owszem jest. "Kto sie nie narodzi na nowo nie wejdzie do krlestwa b...."
    "Nawracajcie sie i wierzcie w Ewangelie"
    pisać dalej?
    Caly nowy testament po to powstał, zeby mowic ludziom o nawroceniu, o wejsciu
    w nowe zycie, o tym, ze to koniecznosc. Moglabym Ci znalezc takich cytatow
    tysiące.

    8Najważniejsze
    > jest, by pozostać uczciwym człowiekiem - wobec siebie i
    > innych. A w jakiego boga się wierzy i czy się w ogóle
    > wierzy w jakiegoś - cóż, jednym to jest niezbędne do
    > życia jak powietrze, innym nie...
    Po co piszesz głupoty? Jesteś uczciwym człowiekiem? Nikogo nigdy nie
    skrzywdziłeś? Jak tak, to juz nie jestes uczciwym. Okłamujesz się?

    > Życzę Ci dużo szczęścia - w wierze i poza nią.
    Dzieki. Tobie też.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 03.03.03, 22:41
    1. Myślisz, że liczyć można TYLKO na Boga? To masz smutne życie...
    Dobrze zrozumiałem? Bóg jest od ZAŁATWIANIA różnych spraw? Taki sekretarz???
    2. Nie mam zwyczaju "obluzgiwać" kogokolwiek.
    3. Ja wierzę w ład, a Ty w szatana? Chyba się zamieniliśmy miejscami.
    4. Inaczej pojmujemy uczciwość. Jeśli się kogoś skrzywdzi, to uczciwy człowiek się do tego przyznaje i, jeśli może, stara się tę krzywdę naprawić lub choćby zminimalizować.

    No to dzisiaj króciutko, bo czasu mam malutko...

    S.
  • cal-ineczka 04.03.03, 12:24
    1.
    Już mówiłam, nie na tym wiara polega, zeby tylko dostawac rozne prezenty od
    Boga, to jest skutek uboczny. Ale na tym, że ciągle się "wzrasta" w miłości
    poprzez Jezusa, który przychodzi i naprawia serce człowieka. I staje się
    lepsze. Samego czynu - tego naprawiania nie widać gołym okiem. Ale widać po
    człowieku, który nagle promienieje radością Bożą, miłością, pokojem...

    4. krzywdy sie nie da zmazać. Stało się i nikt z ludzi nie jest w stanie
    wymazac winy, kare może odcierpieć, chociażby w piekle. Jezus - tylko On
    zmazuje wine.

    3. Tak. Jak ktoś nie wierzy w szatana, w to, że to on jest Panem tego świata,
    to nie może wierzyć w Boga - jako tego kto go wybawia od grzechu.
    Po co miałby Jezus na Ziemie przychodzić?

    5. Ja też nie mam czasu, egzamin czeka, jeszcze nie zaczelam sie uczyć, narazie


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 04.03.03, 12:27
    1.
    Już mówiłam, nie na tym wiara polega, zeby tylko dostawac rozne prezenty od
    Boga, to jest skutek uboczny. Ale na tym, że ciągle się "wzrasta" w miłości
    poprzez Jezusa, który przychodzi i naprawia serce człowieka. I staje się
    lepsze. Samego czynu - tego naprawiania nie widać gołym okiem. Ale widać po
    człowieku, który nagle promienieje radością Bożą, miłością, pokojem...

    4. krzywdy sie nie da zmazać. Stało się i nikt z ludzi nie jest w stanie
    wymazac winy, kare może odcierpieć, chociażby w piekle. Jezus - tylko On
    zmazuje wine.

    3. Tak. Jak ktoś nie wierzy w szatana, w to, że to on jest Panem tego świata,
    to nie może wierzyć w Boga - jako tego kto go wybawia od grzechu.
    Po co miałby Jezus na Ziemie przychodzić?

    5. Ja też nie mam czasu, egzamin czeka, jeszcze nie zaczelam sie uczyć, narazie


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 13:07
    Ejże, ejże, przecież to Ty napisałaś o "załatwianiu spraw"...

    A więc jak? Zdarzy Ci się zrobić coś, z czego nie jesteś
    specjalnie dumna (mówiąc delikatnie...) i po prostu
    idziesz dalej? Nie robisz nic, tylko czekasz na swoje
    piekło? To dość okrutne podejście do ludzi.

    Nie wierzę ani w szatana, ani w boga. Wszystko gra.
    Przynajmniej tu się zgadzamy.

    Powodzenia na egzaminie! Który to rok i czego, jeśli nie
    tajemnica?

    S.
  • cal-ineczka 04.03.03, 20:00
    Tak, fajnie mi sie załatwia sprawy wiedząc, że moge liczyć na Tego, który
    sprawiedliwie potrafi je załatwić.
    Ale to nie załatwia sprawy popełnianych w życiu błędów - czemu mówisz, że nic
    nie robie, tylko ide dalej? Ide, jesli Bog mnie od tych wszystkich złych
    rzeczy wyzwoli. To otwiera mi horyzonty doskonalenia sie w miłości.

    Zdaje statystyke, ale i tak jej nie zdam. Który rok? Ide teraz własnym tokiem,
    trudno powiedzieć.

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 04.03.03, 20:05
    Dajesz na zgodę? Są ostatki...

    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 22:30
    Pewnie, co nie znaczy że zmieniam zdanie!.

    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 04.03.03, 22:20
    To nie durne wścibstwo, tylko chciałem zamienić kilka
    normalnych słów. Dzięki za odpowiedź.

    Nie zdasz, to nie zdasz - ale daj spokój z takim
    nastawieniem! Optymizm to 3/4 sukcesu. Tym razem naprawdę
    wiem, co mówię. Nieważne dlaczego, ale powiedzmy... mam
    sporo doświadczenia.

    No to do "usłyszenia" PO.

    :-)

    S.
  • cal-ineczka 04.03.03, 22:51
    Wierze Ci. Mi też tak mówią - ci, którzy myślą tj Ty - tak myślą i zawsze
    zdają! Ja nie. Ja natomiast jestem najlepszą pesymistką chyba na całej
    mojej uczelni. Wiem, doskonale wiem, że nie zdam, - toteż nie zdaję.
    - mam dokładnie to co przewiduje.
    - w tym jestem najlepsza!

    Nie, nie uraziłeś mnie ani razu,
    więc może przestańmy wchodzić w sfere jakości postu ;)
    A jestem na roku 1, 2, i 3.
    hej

    --
    Spotkali się rano w kinie bez snu
    Wakacje i wszystkie noce po świt
    Rozdzielił ich los i parę lat przybyło
    Inni byli już i lato się skończyło

    Przyjaciół dwóch, bracia krwi gorących głów
    Miliony spraw, wspólne dziewczyny, dziki świat
    Tak mijał czas
  • jmx 05.03.03, 01:57
    ......Was pogodzi?

    "Bóg jest prawdą.
    Każdy, kto szuka prawdy szuka Boga, choćby o tym nie wiedział".
    E. Stein

    P.S. Ja też jestem pesymistką...
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 10:09
    Jak zapewne wiecie, pesymista mówi, że już gorzej być nie może, a optymista - że może...

    Spiskujecie przeciwko mnie, pesymistki??????

    Jak mi się jeszcze uda założyć z cal-ineczką jakiś spisek przeciwko Tobie, to będzie nezły spiskowy trójkąt. Wtedy się wszyscy wyposażymy w sztylety i podstępnie pozabijamy sami siebie. A może lepiej podać sobie nawzajem po pucharze cykuty???? Bedzie romantyczniej.
    ;-)

    S.
  • jmx 05.03.03, 11:59
    To ja właśnie jestem taką "optymistką"
    - nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być jeszcze gorzej....

    Hmm, czy sztylety i cykuta działają na takiego uroczego... interludka? Mam
    wątpliwości... ;-)))
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 12:41
    No i wyszło na Twoje...

    Działają. Tylko złego licho nie bierze...
    ;-)))

    S.
  • jmx 06.03.03, 01:30
    Tylko po co traktować bratnią duszę (ale i jakąkolwiek) sztyletem? Trudno
    trafić... A po pucharze cykuty to tylko plama na podłodze zostanie...

    Msz rację - licho złego nie porwie...
    ;-)
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 09:48
    Ależ przecież wczesniej napisałem o trój-spisku!. Spiski
    są na ogół po to, by wyrządzić komuś jakąś krzywdę.
    Sztylet to tylko jedna z form, stosowana już w
    starożytności. Julek C. może to potwierdzić.
    ;-)

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 12:39
    A ja naprawde jestem pesymistka. Od jakiegos czasu. Wystarczy, ze dostane w
    plecy jakims egzaminem. Skutek? Nie mozna tego poprawic w nastepnej sesji,
    trzeba czekac rok. I to czekanie.....Tak sie czuje jakbym była w wiezieniu nie
    mogac pojsc ani do przodu ani do tylu, zupelny nonsens tylko dlarego, ze tak
    sobie ktos regulamin studiow ulozyl.
    Ale co jest fajne w tym wszystkim - to, ze jak minie juz ta odsiatka i znow
    moge (musze) uczyc sie zaleglosci to nabieram znow takiego optymizmu do życia
    ze....choc wiem, ze te przedmioty sa nie do zdania, i ze pewnie nic z tego, to
    sama możliwosc walki daje mi taka satysfakcje ze hej!
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 16:02
    Z tego co piszesz raczej wnioskuję, że to nie żaden
    życiowy pesymizm, tylko zupełnie normalna różnorodność
    nastrojów. Czasem euforia, czasem rozpacz.
    Nigdy nie zdałaś żadnego egzaminu? To skąd się wzięłaś na
    1,2,3 roku???? A więc zdałaś egzaminy "nie do zdania"? No
    to znaczy, że jednak były do zdania...
    Wiesz, jedną z najważniejszych rzeczy, których się
    człowiek uczy na studiach jest... umiejetność zdawania
    egzaminów. To duża sztuka, ale spokojnie, przyjdzie.

    A co do regulaminów... większość jest durnych. Wydanie
    regulaminu to najprostsza metoda "porządkowania"
    otaczającego świata. Niestety regulaminy, mające
    ujednolicać zachowania całych grup ludzi, zupełnie nie
    przewidują jednostek, ich indywidualnych cech i potrzeb.
    Mądrzy ludzie stosują regulamin elastycznie, głupi -
    ślepo. Niestety, wbrew pozorom, na uczelniach aż sie roi
    od tych drugich. Ale są też i ci wspaniali, dla ich
    spotkania warto studiować.

    Powodzenia, naprawdę szczerze.
    To nic, że się różnimy... Postarajmy sie tylko, byśmy,
    tak jak napisała jmx, różnili się pięknie, a nie wstrętnie.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 18:49
    Chodzi mi o to, że jak sie ma jakas sprawe do zalatwienia, bardzo wazną, a
    ciagnie sie ona latami, wpada sie w ogolna niechec do wszystkiego. Niechec
    wynikajaca z braku walki. Jak sie jeszcze walczy, zdaje, nie zdaje, to jeszcze
    mozna to przetrzymac. A jak ma sie inne sprawy na glowie ktore uniemozliwiaja
    walke, lub jesli regulamin na to nie pozwala...kaze czekać i czekac....to jest
    dla mnie więzienie. Wlasnie postanowilam z niego wyjsc, dlatego pojde wlasnym
    tokiem, czy to legalne czy nie.

    A zdawalam wierz mi juz bardzo duzo egzaminow. Zwykle ucze sie w 3 szkolach
    jednoczesnie. to takie moje podejscie do zycia - po co wieczorem tracic czas
    skoro i tak tylko w nocy sie ucze? - wiec wykorzystywalam czas wiecz. i
    weekendy na nauke dziennie, wieczorowo i zaocznie. Juz mi sie tego odechcialo
    (tzn mam tych dyplomow zaduzo) totez studiuje na jednym kierunku. To dla mnie
    poprostu za mało, i dlatego sobie nie radze ;)
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 18:58
    No to zwracam honor, już Cię nie będę pouczał.
  • cal-ineczka 06.03.03, 19:12
    Poprostu trzeba walczyć.
    Najlepiej takim ostrym sztyletem....
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • debestofkropeczka 21.02.03, 02:02
    j#m napisała:

    > "Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?
    >
    > Jak myślicie?...
    Chyba żyjemy, po to by zyć. A co to oznacza? Hmm... pewnie ile ludzi, tyle
    odpowiedzi. Kochać nie każdy ma szanse. To coś ,co zdarza sie niezwykle
    rzadko . Moja teoria miłości opiera się przede wszystkim na fakcie, że jest ona
    wieczna. Nie wyobrażam sobie , iż mogłabym powiedzieć , że kiedyś kogoś
    kochałam. I co teraz? To pojecie nie występuje w czasie przeszłym. Jeżeli
    miałabym takie odczucia,że nagle kogoś przestaje kochać, to zinterpretowałabym
    to dwojako. wariant nr 1- ten ktoś mi na to nie pozwolił, bo np. mnie olał; i
    wariant nr 2 tylko mi się wydawało, że to była miłość. Ludzie! Nie profanujcie
    Miłości, mówiąc ,że to akurat wy byliście tymi szczęściarzami.Mijasz dzisiaj na
    ulicy osobę , którą kiedyś ponoć kochałeś i ... mówisz cześć (albo i nie).Nie
    macie o czym gadać,bo to przeciez było dawno... Hi,hi. Ja żyję. W głebi mojego
    serca mam miejsce dla ludka, który będzie chciał mnie kochać, którego i ja z
    ogromną radością pokocham, ale wiecie co? Jak on mnie nie odnajdzie , to nie
    będę rozczarowana. Jestem świadoma rzadkosci tego ZJAWISKA i nie zadreczam się
    myśla, że umrę nie kochając. Są na świecie wspaniali ludzie , są miejsca ,
    które trzeba zobaczyć , ogrom książek do przeczytania . Fajnie jest dzielić
    te radości z kimś bliskim. Nie zawsze można... Pozdrawiam kochanych,
    kochających , szukanych i szukających.
  • Gość: alicja42 IP: 217.153.44.* 22.02.03, 11:47
    j#m napisała:

    > "Żyjemy po to by kochać" czy "kochamy po to by żyć"?
    >
    > Jak myślicie?.."ŚWIAT BEZ MIŁOŚCI JEST MARTWYM ŚWIATEM
    I ZAWSZE PRZYCHODZI GODZINA
    KIEDY CZŁOWIEK ZMĘCZONY BŁAGA
    O TWARZ JAKIEJŚ ISTOTY
    I SERCE OLŚNIONE CZUŁOŚCIĄ"
    ALBERT CAMUS
  • ja_nek 22.02.03, 13:52
    Calineczko: wielu ateistów skrycie wierzy w jakąś swoją wersję Boga.
    Absolutnych ateistów było i jest niewielu.

    cal-ineczka napisała:
    > Jest sobie takie małżeństwo. Ja jestem inna, on jest inny. Mnie co innego
    boli, jego co innego. On nie jest w stanie mnie zrozumiec, bo mysli swoimi
    kategoriami, ja tez. Kazdy w swoja strone...A Bog jako ten ktory naprawia
    wprowadza jakby harmonie w ich zycie

    Nie obraź się, ale to brzmi jak nauki przedmałżeńskie pełne pobożnych życzeń i
    ładnych słówek. Skoro są wierzący, to wiara w Boga im pomoże, bo mają wspólny
    fundament i wspólne odniesienie do Boga. Ładnie brzmi i nic więcej.
    Nasłuchałem się takich pięknych słówek, a potem patrząc i analizując otoczenie
    klapki z oczu opadają.

    Pozdrawiam
    janek
  • cal-ineczka 22.02.03, 22:27
    ja_nek:
    No wlasnie, tak myslalam, ze jak ktos z zewnatrz to przeczyta, uzna to za
    wariactwo. Jednak trzeba sprobowac by przypadkiem czegos nie ominac...
    Tak sie sklada, ze nie ma dowodu, ze tak nie jest, natomiast na to, ze Bog
    działa są dowody. I właśnie tym różnimy sie od ateistów.
    Oni nigdy nie znajdą dowodu na to, ze go nie ma...

    Tak. każdu wierzy w Boga, ale to szczescia nie daje - wszyscy bylibysmy
    szczesliwi. Sęk w tym, żeby wierzyć Bogu, a nie w Boga
    - a to jest różnica.
  • Gość: cal-ineczka IP: *.media4.pl 25.02.03, 00:03
    Ateisci maja takie same pragnienia, potrzeby - nie powiedzialabym.
    Gdyby tak bylo to po co katolikom bylby kosciol, bog?


    >już pisałam: żeby wierzyć trzeba mieć łaskę otrzymaną od Boga. To nie jest
    >ich wina(najczęściej), że nie wierzą.
    ...pewnie, ze nie ich.
    Nikt, nikt by nie odrzucil Boga, gdyby go poznal w pelni. Ktos kiedys
    powiedzial, ze gdyby czlowiekowi dane bylo choc na jeden moment zobaczyc jak
    jest w niebie, to zostawilby wszystko co go ciagnie tu na ziemii, i robilby
    wszystko by byc w niebie.


    >Wiesz, nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby czuć się kimś lepszym dlatego, że
    >wierzę w Boga...
    ...wcale nie czuje sie lepsza. Raczej z Nim lepiej mi sie przechodzi przez
    życie.


    >"nie każdy kto powtarza Panie, Panie, wejdzie do
    >Królestwa Bożego").
    ...Ja jednak mysle ze warto sie modlic. "Kto sie modli ten nie grzeszy"
    -wiec chyba raczej wejdzie...

    ...bo po co ma ten Bog ingerowac w czyjes zycie - nie po to by byl jak to
    powiedziales marionetka. Raczej po to by naprawial serce czlowieka, zeby bylo
    coraz lepsze, a, to jest niewidoczne. I masz racje - pewnie, ze nie wystarczy
    modlitwa.
  • jmx 01.03.03, 21:13
    Gość portalu: cal-ineczka napisał(a):

    > Ateisci maja takie same pragnienia, potrzeby - nie powiedzialabym.
    > Gdyby tak bylo to po co katolikom bylby kosciol, bog?
    Miałam na myśli bardziej ogólne potrzeby, nie tylko potrzeby religijne.
    Zresztą, wg mnie mają i takie, tylko zaspokajają je w inny sposób.

    > Nikt, nikt by nie odrzucil Boga, gdyby go poznal w pelni. Ktos kiedys
    > powiedzial, ze gdyby czlowiekowi dane bylo choc na jeden moment zobaczyc jak
    > jest w niebie, to zostawilby wszystko co go ciagnie tu na ziemii, i robilby
    > wszystko by byc w niebie.
    Mi ksiądz kiedyś tłumaczył, że niebo to nie jest konkretne miejsce ale stan
    duszy. I nadal uważam, że do wiary potrzeba łaski Boga, daru Ducha św. Jeśli
    jej nie otrzymasz nie uwierzysz, choćbyś stawała na głowie.
    Żden człowiek nie może poznać Boga w pełni - gdyby tak było sam by był Bogiem.

    > >Wiesz, nigdy mi nie przyszło do głowy, żeby czuć się kimś lepszym dlatego,
    > że
    > >wierzę w Boga...
    > ...wcale nie czuje sie lepsza. Raczej z Nim lepiej mi sie przechodzi przez
    > życie.
    Hmmmm... Odebrałam Twoje słowa jako coś w rodzaju pychy: jestem lepsza, modlę
    się, może ktoś się nawróci dzięki temu...

    > ...Ja jednak mysle ze warto sie modlic. "Kto sie modli ten nie grzeszy"
    > -wiec chyba raczej wejdzie...
    Nie chciałabym podważać tekstu Ewangelii i słów samego Jezusa :-).
    Ale wydaje mi się, że chodziło w tym fragmencie o jakość modlitwy a nie jej
    ilość.

    > ...bo po co ma ten Bog ingerowac w czyjes zycie - nie po to by byl jak to
    > powiedziales marionetka. Raczej po to by naprawial serce czlowieka, zeby bylo
    > coraz lepsze, a, to jest niewidoczne. I masz racje - pewnie, ze nie wystarczy
    > modlitwa.
    Ja wierzę, że Bóg ingeruje bo wtedy modlitwa nie miałaby wiekszego sensu. Po co
    się modlić skoro to nic nie zmieni? To deiści wierzyli, że rola Pana Boga
    polegała na stworzeniu świata i... na niczym więcej.
    I jeszcze jedno, jeśli jednak Bóg zmienia czyjeś serce (czyli ingeruje) nie
    można powiedzieć, że tego nie widać. Wg mnie najpierw zmienia się wnętrze
    człowieka ("serce") a później powinno się zmienić jego postępowanie.

    P.S. Jak egzamin? Specjalnie nie odpisywałam tak długo :-).
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 03.03.03, 21:11
    jmx >
    > P.S. Jak egzamin? Specjalnie nie odpisywałam tak długo :-).

    Zdałam. Duża sala, pełno ludzi, nagle podchodzi do mnie nauczyciel i zaczyna
    rozwiązywać mi zadania. 1, 2,... pomyslalam, ze musi sie ktos za mnie niezle
    modlic. Wracam do domu - a moja mama- ze modlila sie do tego Szymona z Cyreny,
    który pomagal niesc krzyz Jezusowi - zeby i mi tez kogos tam przyslal :)
    Tego samego dnia spadla z nieba mi dziewczyna, ktora zaoferowala mi że nauczy
    mnie całej statystyki.
    Dobra, bo wyjdzie, że sie chwale...ale fajną mam mamę, nie prawdasz?

    Masz racje z ta łaską. "Łaska Boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna".
    Ale to chyba nie jest tak, że Bog sobie wybiera np. tylko niebieskookich 25-
    ciolatków i im właśnie daje łaskę...wszyscy mają chyba równe szanse...
    No oczywiście co innego Ci z Afryki, z buszu, którzy naprawde nie mieli
    możliwości zetknąć się z wiarą chrześcijańską, tzn z Bogiem.
    Wszyscy pozostali - na dobrą sprawe mogą zainteresować sie czym jest ten
    kościół i po co "kto ma uszy niechaj słucha". Tak dużo ludzi dyskutuje miedzy
    soba o ksiezach i ich pieniadzach, a przeciez moga pójść i spytać jak to
    naprawde jest, to, że nie chcą to tylko z zaniedbania wynika.

    Myślę, że wystarczy chcieć - pojsc za Nim. -tzn poznawać Go coraz bardziej -
    im batrdziej sie Go poznaje tym bardziej dostrzega sie tą Jego łaskę. Łaske
    wiary. -Tylko o nia trzeba sie modlic. A i inne dary sie widzi inaczej, (o ile
    są darami) - dla jednych to beda zbiegi okolicznosci, - dla wierzacych to beda
    takie cukierki od P Boga, bardzo jasno widoczne (to sie czuje ze od Niego
    pochodzi) o ile sa wczesniej wymodlone.

    -Modlitwa...mnie jednak na religii uczyli, że trzeba sie modliż rano i
    wieczorem ?

    -mówisz, że ateiści mają te same pragnienia, potrzeby co wierzący więc tak
    samo kochają - oj! niewiem!
    Wierzący człowiek po przyjeciu komunii sw. lub natchniony przez Ducha św.
    staje sie narzedziem, którego Bóg posyła do ludzi - to właśnie Bóg wskazuje mu
    miejsca - gdzie trzeba komus pomóc, gdzie ktoś potrzebuje pomocy - toteż jego
    pragnienia stają się Boskimi pragnieniami, panuje jedność - taka sama jaka
    bedzie w niebie w relacji bog-czlowiek. (Kto tu jest czyja marionetka -
    niebardzo potrafie powiedziec, chyba nikt niczyją, bo panuje jedność)

    -Panie, Panie...nie o taka modlitwe mi chodzi!!!!!!!!!!!!!!
    modlitwa też kojarzy mi sie ze słuchaniem słów Pisma Św, i wdrazaniem ich w
    zycie. Tego nie potrafie robic, totez do nieba mi bardzo daleko :) chyba ;)
  • jmx 04.03.03, 01:17
    Gratuluję mamy i zdania egzaminu :-)

    Wybór Boga. Ja jedna kmyslę, że jest jakiś klucz wybrańców, tych którzy mogą
    uwierzyć. Ale nie wiem jaki. Niewierzący zainteresować się mogą i nawet
    interesują ale nie uwierzą z tego powodu, że poczytają katechizm i "Gościa
    Niedzielnego". Zresztą już do Sergiusza pisałam, że tak naprawdę, wg mnie, nie
    liczą się deklaracje (choć i one są ważne) ale przede wszystkim czyny. Jak ktoś
    stara się życ uczciwie, nie raniąc innych to myślę, że nie pozostanie to bez
    echa, Bóg to "doceni" - tak przynajmnej sądzę. Powiedzmy sobie jedno - wiara i
    Bóg to nie tylko katolicyzm... A o księżach i pieniądzach nie chcę pisać, bo...
    to zupełnie inna sprawa.

    Pamiętasz taką pieśń? "O Panie, to Ty na mnie spojrzałeś, Twoje usta dziś
    wyrzekły me imię..." - Jak nie wyrzekną nie pójdziesz za Nim...

    Wiesz, ja Cię trochę nie rozumiem... Najpierw piszesz, że Bóg może
    się "posługiwać" ateistami i nawet szatanem. Teraz piszesz, że tylko ludzie po
    komunii, lub natchnieni Duchem Sw. są posyłani do czynienia dobra. Później
    jeszcze wyznajesz, że wierzysz w szatana, ze on rządzi światem??? Czyżbyś była
    satanistką?

    --
    :-)))
  • cal-ineczka 04.03.03, 12:14
    Tak, goscia niedzielnego...posłuchaja radia Maryja...a wiec sugerujesz, ze
    wiara jest zle przekazywana? Może tak! Jesli zle to dlatego, ze nie głosza w
    imieniu Boga, lecz w imieniu siebie. (Teorie ktore nzaja na pamiec a nie te
    natchnione)
    No niewiem, wg mnie...w kazdym razie nie jest najlepiej. Moich wszystkich
    znajomych, z ktorymi spiewalam w mojej parafii, i innych spotykam zawsze w
    takim kosciele daleko polozonym. Tam zreszta spotykam sie z wieloma ludzmi,
    wszyscy mowia ze sa bardzo zadowoleni i ze zerwali z tamtym kosciolem (ksiadz
    tylko o pieniadzach mowil :)
    I mysle, ze duzo jest takich kosciolow, niestety....

    No dobrze, ja tez staram sie zyc uczciwie, ale nie bede sie oklamywac, ze nic
    zlego nie zrobilam. Zrobie cos zlego i co wtedy? Zyc uczciwie - to jest taka
    postawa, która ma wg mnie wynikac wlasnie z wiary, tzn z wypelniania w swoim
    konkretnym zyciu tego co mnie uczą w Pismie św. O ile zaprzestane - wtedy nie
    stoje w miejscu, lecz zawsze spadam w dół - tzn o ile nie staram sie poznawac
    Boga - o Tyle zawsze moja uczciwosc, moje wszystkie dobre strony - one zawsze
    spadaja na wartości. To moze za bardzo teoretycznie napisane...ale to wynika z
    tego, ze zaczyna w tym momencie brakować Tego, który naprawia ludzkie serca.
    Nie tyle oczyszcza, ale też naprawia ku dobremu.

    Czy Bog doceni? Tak, Bog wszystko doceni. Zwłaszcza jesli robi sie cos wbrew
    sobie, tzn dla nieprzyjaciol. Jesli zyjemy tylko dla tych, ktorzy nas kochaja
    to nie dostanie sie nic, bo to tylko dbanie o własną skórę. Zreszta wiesz.
    (stad wyplywa 8 błogosławieństw)

    No właśnie, co z tym wybraństwem? Jak zaczne wierzyc ze takowi istnieja to
    czuje sie jak swiadek jehowy - 144 000, i nikt wiecej...
    wiesz co, mysle, ze to zalezy od naszej postawy, od tego jak zyjemy. A potem
    jest wybieranie... Bog wybrał Piotra, a Jezus byl przekonany, ze to Jan
    bedzie.. Bardzo czesto jestem na jakims spotkaniu - a ktos mowi czy nawet
    prorokuje, ze przyszlismy tu nie z wlasnej woli, tylko dlatego, ze on nas tu
    przyprowadził. To moze byc prawda. (raczej jest) - ale zalezna od nas. Tak
    mysle, ze od tego czy tak ogolnie chcemy, czy sie chcemy interesowac tymi
    Bozymi sprawami, czy niebardzo.
    A moze od czego innego zalezy.......

    Bóg posługuje sie ateistami i szatanem...tak!
    Robi to dwoma sposobami.
    1. Posługuje sie ludzmi na ktorych zsyla swojego Ducha sw, tzn napelnia ich
    swoją jakby dobrocią
    2. Posługuje sie ...i znow - smiesznie to zabrzmi ;)... szatanem.
    hmm nie czyni zła sam z siebie, ale dopuszcza zło. Odwiązuje szatanowi rece w
    pewnych sytuacjach, w ktorych widzi, ze to potrzebne komus do zbawienia. (np
    pozwoli mu na spowodowanie wypadku, zona bedzie umierac w szpitalu, a mąż
    dajmy na to wieczny pijus w koncu zacznie sie zastanawiac nad swoim zyciem i
    sie nawroci).
    W starym testamencie wiele razy Bog pozwalal dzialac szatanowi, ale to nie
    znaczy, ze On robi cos zlego, nie, to szatan sie do tego rwie.

    Tak, szatan rzadzi swiatem, tu na ziemi. - o tym jestem przekonana na 100 %
    Stworzyl swiat i powiedzial do Adama " czyncie sobie Ziemie poddana" dał mu ją
    by nią rządził człowiek. I człowiek zaczął się rządzić....i tak to wygląda jak
    wygląda...Po co Bogu rządy nad Ziemią, On już ma - niebo.


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • jmx 05.03.03, 02:21
    Nawrócić może tylko Pan Bóg a nie czyjeś słowa, nawet z religijnych mediów.

    O uczciwym życiu: to uważasz, że dobre, prawe życie mogą mieć tylko wierzący?
    Ja nie. Każdy kieruje się swym własnym sumieniem. I z tego będzie rozliczany.
    Niezależnie do tego w co i kogo wierzy. Poza tym, uczciwość jest zawsze
    uczciwością - nie ma lepszej uczciwości (wierzących) i gorszej (niewierzących).
    Takie myślenie kojarzy mi się z poprzednią epoką i
    stwierdzeniami: "sprawiedliwość społeczna" albo "demokracja socjalistyczna"...

    Wbrew sobie?? Nie sądzę... Chęć pomocy powinna wypływać z potrzeby własnego
    sumienia. Znasz przypowieść o Samarytaninie? Nie dostrzegam w jego postawie
    postepowania "wbrew sobie". Po prostu zobaczył potrzebującego i mu pomógł.

    Zdaje sobię sprawę z tego, że Bóg może posługiwać się wszystkim i wszystkimi,
    bo to on jest Panem Wszechświata, a nie szatan!!! Szatan został zwyciężony
    poprzez zmartwychwstanie Jezusa. Poza tym, szatan nie wziął się "z niczego", to
    zbuntowany anioł, więc można zaryzykować i powiedzieć, że Bóg stworzył i
    szatana.

    Myślę, że dla Pana Boga niebo, puste, nie przedstawia sobą większej
    wartości...
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 05.03.03, 06:34
    > Nawrócić może tylko Pan Bóg a nie czyjeś słowa, nawet z religijnych mediów.
    Tak, zgoda!

    > O uczciwym życiu: to uważasz, że dobre, prawe życie mogą mieć tylko
    wierzący? .....nie ma lepszej uczciwości (wierzących) i gorszej
    (niewierzących).>
    No cóż, uważam, że jednak jest! Mądrość Boża, która jest ponad wszelkie
    mądrości ludzkie mówi o zupełnie nowych wartościach, o zupełnie nowym
    pojmowaniu sprawiedliwości Bożej, jako tej lepszej od sprawiedliwości
    ludzkiej. My nie jesteśmy w stanie nikogo osądzić, ani nikogo potępić bo nie
    znamy dokładnie tego co dzieje sie w czyims sercu - motywacji, intencji, ludzie
    zawsze będą skorzy do pochopnych opinii, do szerzenia niesprawdzonych
    plotek i pomówień, ponieważ z natury jesteśmy źli. Nawet jeśli Chrystus
    przez łaskę obdarzył nas swoją naturą, ciągle spod kontroli wymyka się
    stara grzeszna natura i ma tendencję dominować. Bóg - tylko On wie, dlaczego
    jesteśmy atakowani i co czujemy w związku z jakąś sytuacją - bo tylko On jest
    w pełni uczciwy. O takiej uczciwosci właśnie mówi księga mądrości.

    > Wbrew sobie?? Nie sądzę... Chęć pomocy powinna wypływać z potrzeby własnego
    > sumienia. Znasz przypowieść o Samarytaninie? Nie dostrzegam w jego postawie
    > postepowania "wbrew sobie". Po prostu zobaczył potrzebującego i mu pomógł.
    Chodziło mi o to, że ten samarytanin nie ma żadnego interesu w tym, że mu
    pomaga. I Ci, którzy pomagaja bezinteresownie to są właśnie chrześcijanie, w
    przeciwnym wypadku do żydów, którzy pomagają zawsze wg zasady coś za coś

    > Zdaje sobię sprawę z tego, że Bóg może posługiwać się wszystkim i
    wszystkimi, bo to on jest Panem Wszechświata, a nie szatan!!! Szatan został
    zwyciężony > poprzez zmartwychwstanie Jezusa. Poza tym, szatan nie wziął
    się "z niczego", to> zbuntowany anioł, więc można zaryzykować i powiedzieć, że
    Bóg stworzył i > szatana.

    Tak, pokonał, chyba jednak nie zaprzeczysz faktu, że jeszcze działa tu na
    ziemii?
    Na początku 20 wieku papież pius 12ty słyszał ponoć dyspute miedzy Bogiem a
    szatanem - kłócili sie o ludzi. Szatan mówi do Boga - Panie Boże, to
    nieuczciwa gra. Związałeś mi rece i nogi tak, żebym nie mógł ich odwrócić od
    Ciebie, to dlatego są tacy dobzi i idą za Tobą, tak naprawde niewiele są warci!
    Na to Bog - w takim razie daje Ci cały wiek 20 - pokaż co potrafisz! - od tego
    czasu szatan ingeruje w podświadomość ludzką - wpajaja sie w podświadomość
    różne antyreligijne texty - za pomocą sekt, (narkotyków), muzyki szatanskiej,
    wróżbiarstwa itd.
    >
    > Myślę, że dla Pana Boga niebo, puste, nie przedstawia sobą większej
    > wartości...

    No ciekawe. A może jest tam ktoś? W opisach nieba są różności. Różne istoty,
    herubiny, serafiny (może to anioły, ale wiem, że nie tylko) to chyba gdzieś w
    apokalipsie pisze, jest ich co nie miara!

    --
    Spotkali się rano w kinie bez snu
    Wakacje i wszystkie noce po świt
    Rozdzielił ich los i parę lat przybyło
    Inni byli już i lato się skończyło

    Przyjaciół dwóch, bracia krwi gorących głów
    Miliony spraw, wspólne dziewczyny, dziki świat
    Tak mijał czas
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 10:31
    Chyba niepotrzebnie tu zajrzałem, ale stało się.

    Stwierdzenie o "żydach, którzy ZAWSZE..." to po prostu potworność!!!!!!!
    Jak tak można???!!!!!

    Żeby nie było wątpliwości: nie jestem Żydem. Tak samo sie oburzę, jeśli napiszesz o muzułmanach, czukczach, czy czarnoskórych czarownikach.

    Ilu Żydów znasz? Na jakiej podstwie stawiasz takie tezy?
    Powieś sobie na ścianie portret Gomułki, on też nie cierpiał Żydów.

    Szlag mnie trafia, jak słyszę takie rzeczy, które wygłaszasz.

    :-((((((((((((((((

    S.

    P.S. Mam nadzieję, że słowo "Żydzi" napisane z małej litery to literówka, a nie świadomy wyraz pogardy.

    S.
  • jmx 05.03.03, 12:11
    O Żydach/żydach: chodzi o ortografię
    - jeśli mówi się o wyznaniu, piszemy małą literą; np. muzułmanie,
    chrześcijanie, etc.
    - jeśli o narodowość - dużą np. Arabowie itp.
    Jednak wg mnie, z powodu wydźwieku jakie ma to słowo SZCZEGÓLNIE W POLSCE,
    uważam, że należy pisać dużą literą. Mnie to nic nie kosztuje, nawet jeśli to
    błąd, a jest oznaką szacunku.

    A reszta? A reszta jest milczeniem...

    P.S. Pan Jezus też był Żydem, gdybyś nie wiedziała Calineczko.
    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 05.03.03, 13:02
    Nawet przez chwilę nie pomyslałem, że chodzi o wyznanie, stąd ta uwaga na temat dużych i małych liter. Być może to był mój błąd, jednak niezależnie od tego, o co cal-ineczce chodziło, uważam uczynioną uwagę za oburzającą. Nieczęsto wypowiadam myśli z aż tyloma wykrzyknikami, ale tym razem się we mnie zagotowało i jeszcze wre.

    Przez chwilę chciałem zrobić tę uwagę na temat Jezusa, ale uznałem, że mi mało wypada.

    Co do potrzeby szczególnego traktowania tego narodu(?), wyznania(?) w Polsce, podpisuję się obiema rękami.

    Skąd się w ludziach bierze taka uogólniona niechęć do całych grup ludzi??? Nie mogę tego pojąć.

    S.

  • jmx 06.03.03, 01:41
    Ja myslę, że wiem o co Calineczce chodziło - być może literalnie odniosła się
    do treści przypowieści, nie miała ogółu Żydów/żydów na myśli. To znaczy mam
    nadzieję, że tak było.

    Też coś! A czemu niby miałoby Ci nie wypadać? To fakt powszechnie znany.
    Niektórym nie.

    Niechęc do grup ludzi... no cóż, o stereotypach już pisaliśmy nie raz i to
    kilkakrotnie na tym wątku. Tak się zastanawiam, czy chodzi o całe grupy ludzi
    (jakichkolwiek) czy konkretnie o antysemityzm, który podobno Polacy ssą wraz z
    mlekiem matki... Aż chciałoby się powiedzieć - błogosławieni karmieni sztucznym
    pokarmem...
    --
    :-)))
  • cal-ineczka 06.03.03, 04:53
    To by była wczorajsza ewangelia. Mt 6, 1-6, 16-18.
    Tak, wszystko sie zgadza.....
    ... jak obłudnicy czynia w synagogach - tu chodzi o faryzeuszow (zydow)
    ...itd - tam jest duzo o zydach.

    -------------------------------------------------------------------------------
    Ale chwila. Czy ja mówię, że to coś złego postępując wg zasady oko za oko?
    No tak, wg mnie to bezsensu. No tak - gardze wiarą Żydowską ale nie miałam
    zamiaru tej pogardy tutaj wyrażać ;)Miałam na myśli przedstawienie wyznania
    żydowskiego.
    Pokrótce przypomnę, iż chodziło o to, czy Bóg doceni nasze wszystkie
    starania - odpowiedz brzmi - NIE. Tylko te bezinteresowne. Nowy testament
    się kłania. Dla Żydów ciągle jeszcze działają zasady Starego testamentu - 10
    przykazań, oko za oko itd. (dla wtajemniczonych wspomne iż Bóg Ojciec
    wprowadzał takie zasady - nawet do kary śmierci, gdyż nie było rady na
    ludzi, którzy i tak nawzajem sie zabijali). A chrzescijanstwo działa nowymi
    zasadami - jedna z tych nowych to wybaczenie. - przez Tego który przychodzi i
    oczyszcza ze wszystkiego - i odrazu wybacza. Wybaczenie tylko ludzi nie
    wystarczy. - choc to tez jest warunek zbawienia.
    -------------------------------------------------------------------------------

    > P.S. Pan Jezus też był Żydem, gdybyś nie wiedziała Calineczko.
    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

    Tak, był. Co w związku z tym? O ile zaczal zmieniać nauke Żydowską na nową -
    za to został skazany, no przecież :)
    -------------------------------------------------------------------------------

    Każdy kto szuka Boga szuka prawdy - tak. Problem jednak w Tym, że nikt Go
    nie szuka ;) Jak szuka to wzrasta w Jego miłości. Jak to zaniedbuje - to się
    łamie.....spada na dno.......!

    -------------------------------------------------------------------------------


    ...\/
    ..('')
    <( )>
    ,,JL,,
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 11:20
    Cal-ineczko, jeśli mnie obrzucisz stertą cytatów i
    numerów, to oczywiście zasypiesz. Ale czy naprawdę chodzi
    Ci o takie zwycięstwo?

    Nie wątpię, że masz świetną orentację w piśmie świętym.

    Ale co TY MYŚLISZ???????????????????

    S.
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 11:11
    Polska to bardzo dziwny kraj, w którym jest antysemityzm,
    a prawie nie ma Żydów. Więcej w tym chyba pozy,
    powtarzania jak papuga tego co się przyjęło, niż
    prawdziwych przekonań.

    Z mlekiem matki? Tatusiowie nie są pod tym względem gorsi...

    Znów oddryfowaliśmy od tematu wątku? Chyba nie. Kochamy
    człowieka, kochamy ludzi, żyjemy jako człowiek, żyjemy
    jako ludzie. Nie wierzę, by można kochac kogoś,
    jednocześnie nienawidząc tysięcy innych.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 12:16
    Ty nie rozumiesz. Chodziło o nasz wspolny ład tu na Ziemii, w jakiego rzekomo
    wy wierzycie - że Pan Bog wszystkie nasze starania docenia. A ja mysle, ze to
    zadna sztuka byc poprostu dobrym. To w interesie czlowieka jest byc dobrym dla
    kogos, zeby cos pozyskać. I to taka normalka. To cóż za zaplate chcemy jeszcze
    otrzymac od Boga ?
    Bog raczej docenia te bezinteresownie czynione rzeczy, (no moze interes to
    poczucie spokoju, i radosci z tego ze sie komus pomaga)
    I o tej bezinteresownej milosci mowi wlasnie chrzescijanstwo w przeciwienstwie
    do wiary zydowskiej (No chyba kojarzysz ze zydzi sa najlepsi w interesach?)


    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • cal-ineczka 06.03.03, 12:28
    Tak, zgadles. To ze nie ma ładu na ziemii - na to tez mam potwierdzenia,
    zreszta wiem od jakis paru lat, kazdy sie oburza jak to slyszy
    Jestesmy skazeni grzechami, i dlatego, cala ziemia jest jakby owinieta złem.
    I Ja wierze w Jezusa jako jedynego kto ten ład wprowadza.
    Nie w Boga Ojca - on stworzył świat, wiec myslicie ze jest na nim ład.
    My go popsuliśmy, wiec Teraz nie ład Boga Ojca stworzyciela, lecz ład i
    porządek Syna Bożego (lekarza ludzkich serc)
    - zupełnie nowy porządek.
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 16:12
    Nie zrozumiałem zdania "To w interesie człowieka jest być
    dobrym dla kogoś, żeby coś pozyskać". Trochę nie wierzę,
    byś chciała powiedzieć, że być dobrym ot tak, po prostu,
    to nie interes.

    Polacy są podobno nienajgorsi w piciu wódki. Są narody,
    które nami za to gardzą. Cieszy Cię to? Uważasz, że to w
    porządku? Ja nie. Myślę, że bycie dobrym w interesach to
    bardziej pożyteczna cecha, niż alkoholizm.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 18:38
    Ja tam nie wierze zeby pieniadze szczescie dawały.

    Nienawidze wodki. Nienawidze narodu polskiego za to ze tak pije. Nie moge
    pojsc na zadna impreze bo tam rozmawia sie tylko z pijanymi ludzmi. A ja lubie
    trzezwosc. Jestem w organizacji propagujacej trzezwosc w Polsce - nasze
    zalozenie to nie wypic ani jednego kieliszka dopoki procent pijacych w Polsce
    nie spadnie do jakiejs minimalnej liczby. Być moze nigdy to nie nastąpi (...)
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 18:55
    Bo pieniądze nie są po to, by dawać szczęście. Ci, którym
    do szczęścia wystarczają, są... bardzo biedni. Pieniądze
    to dobry pomysł służący ułatwieniu wymiany dóbr, to
    wszystko. Jako takie są bezwartościowymi papierkami i
    metalowymi krążkami.

    Naprawdę tak często nienawidzisz? A co kochasz?

    Bez morza wódy da się przyjemnie spędzać czas. Jakoś w
    moim otoczeniu nie ma z tym problemu. Ale w żadnym
    wypadku nie jestem abstynentem i nie mam zamiaru się
    "zaprzysięgać", to przesada. Są przeróżne bardzo
    sympatyczne w smaku napoje z pewną zawartościa alkoholu
    (choćby DOBRE wino) i nie widzę powodu, by sobie ich
    odmawiać dla idei (jakkolwiek uznaję i szanuję taką
    decyzję). Jest natomiast różnica pomiędzy delektowaniem
    się czymś smacznym, a chlaniem "sportowym". To ostatnie
    budzi we mnie obrzydzenie.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 19:09
    I wlasnie o to w tym wszystkim chodzi zeby sie nie "delektowac" tymi napojami.
    To właśnie takie umiarkowane picie prowadzi do uzaleznienia a nie upijanie sie.

    Pieniadze...Ci ktorzy je maja i nie umieja sie nimi dzielic - spadaja na dno.
    Nawet mafiozi sprzedajacy narkotyki naiwnym sami w koncu wpadaja w nałóg
    (zle kończą)
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 20:03
    No to sie spróbuj poupijać tak ze trzy razy w tygodniu -
    wtedy zobaczymy, kto to prędzej zostanie nałogowcem...

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 20:32
    Niewazne do jakiego stopnia sie upijesz. o moga byc nawet male łyczki
    codziennie - wyjdzie i tak na to samo.
    Uzaleznienie - w to sie wpada niewiadomo kiedy, kazdy inaczej, niektorzy
    wogole. Ja moge upijac sie cale zycie i nie odczuwac przymusu, inni dla paru
    kropel potrafia sprzedac dom.
    Pozatym juz wspomnialam- nie pije i nigdy nie bede, wiec na mnie nie da sie
    sprawdzić.

    Ale doskonale uzależniam sie od interneu! Pisz czesciej, a zaczne cierpieć...
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 20:53
    Dobrze, dajmy spokój alkoholowi. Powiedziałem, że szanuję
    Twoją postawę.

    A czy wiesz, że uzależnienie od Internetu jest taką samą
    chorobą, jak inne nałogi? Nie żartuję! Bardzo wiele osób
    się leczy, tylko niewiele się o tym mówi. Dlaczego?
    Pewnie dlatego, że to się mniej widzi. Dramat rozgrywa
    się w domu, w fotelu, za zamkniętymi drzwiami. Nie ma
    krzyków, awantur, bełkotu. Jest kompletne zaniedbanie
    siebie i najbliższych, brak snu, zaburzenia osobowości.

    Człowiek to bardzo skomplikowana konstrukcja, łatwo ją
    naruszyć.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 21:06
    Tak, wiem. Wiem to bardzo doskonale!
    Niewiem czy to kwestia internetu ale to moze byc uzaleznienie od jakiejs osoby.
    W internecie. To jest tak, ze jedna strona bardzo teskni a druga nie ma
    pojecia o co jej chodzi. Mowie poważnie.

    Ponoć uzaleznienie od kogoś jest gorsze od uzależnienia od czegoś...
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 21:56
    Po pierwsze: bardzo sie cieszę, że można choć przez
    chwilę bez kłótni o swiatopogląd...

    Po drugie: które uzależnienie jest gorsze, pewnie się nie
    da jednoznacznie rozstrzygnąć. Oba mogą być straszliwie
    destrukcyjne. Tu nie będę odgrywał roli mądrali, Właśnie
    spadły na mnie nienajlepsze chwile i też muszę trochę ze
    sobą powalczyć. Z rozsądku zabić coś, co było piękne, a
    przestało mieć jakikolwiek sens. Cóż, czasem trzeba
    zdecydowanie odkroić przeszłość, by uratować
    przyszłość... Ale nie mam zamiaru dalej drzeć publicznie
    szat. Tak mi się tylko "ulało". Będzie dobrze.

    Ucz się do tego egzaminu zamiast inter-dyskutować! Bo jak
    wyciągnę pas...

    :-)

    S.

  • cal-ineczka 06.03.03, 22:30
    Uzaleznienie to potworna siła. Pochodzi nie z tego swiata....
    I tylko Bog wyzwala z tego. Niby uzalezniony jest uzaleznionym do konca zycia,
    ale pokladajac ufnosc w Bogu ktory zwycieza zlo mozna trwać w wolności którą
    On przywraca. Chwała Mu za to!

    Ja wiem, czy od razu kroić przeszłość...czasem wystarczy modlitwa i wszystko
    co zlego do kogoś sie czuje tak nagle ustępuje.... i znika
    Wystarczy Mu tylko powiedziec, ze ma sie z czyms problem, i nagle wszystko
    przechodzi, to takie psychologiczne traktowanie Boga co prawda, ale i tak to
    bardzo dużo co On może dla nas zrobić, Chwała Mu za to! Alleluja!!!!!

    Nagle wlewa sens do bezsensu życia... Pan jest Wielki!
    --
    > Z Tobą odeszły anioły
    > Jest noc w ogromnym domu
    > Umierałem i wołałem do nich
    > Nie ma nas, nie ma nas
    >
    > Nie ma nas...
    >
    > Płynie miasto a ja w nim tonę
    > Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 06.03.03, 22:52
    Nie, nie mam dziś siły ani ochoty na teologiczną
    dyskusję. Dziś jestem tylko podeptanym człowiekiem.
    Nie czuję do nikogo złości. Tak by było najprościej,
    popełniłbym zbrodnię w afekcie i sprawa byłaby załatwiona.

    Masz szczęście, widząc dla wszystkiego tak proste
    rozwiązania. Oby Ci się nie przydarzyło coś, co wyjdzie
    poza przyjęty schemat...

    Idę spać, dobranoc.

    S.
  • cal-ineczka 06.03.03, 23:07
    Ale masz racje, po co kłócić sie o dogmaty wiary...
    strach, lęk, kłótnie...to od szatana pochodzi.
    Pokój natomiast od Boga ;)))

  • jmx 07.03.03, 02:20
    Calineczko - wiesz co? Głupia jesteś. A właściwie "głupia". Bo pomimo
    wykształcenia, inteligencji, Ty nie myślisz... Piękne słowa, gładkie regułki,
    cytaty... a co z tego wynika w życiu? Byc może to Twój młody wiek, naiwność
    albo jeszcze coś? Modlitwa jest dobra na wszystko... jasne. Powiedz głodnemu,
    żeby się najadł Pismem Świętym. Oczywiście - "nie samym chlebem żyje syn
    czlowieczy". Napewno wiesz ską ten cytat... Pieniądze szczęścia nie dają. Yhm,
    nie dają. To zadziwiające, że ilekroć to słyszę od kogoś okazuje się on całkiem
    majętnym człowiekiem? Który, dodajmy, nie wygląda na nieszczęśliwego.
    Wykształcenie, dobre wykształcenie, dużo kosztuje w Polsce. Wszystko kosztuje -
    nowa pralka, lodówka, internet, buty, płaszcz... chleb kosztuje. Pieniądze
    szczęścia nie dają. Oczywiście, nie. Dają spokój, bezpieczeństwo, poczucie
    pewności. Ale kto o tym wie? A, jakieś tam szaraczki z dołów i
    inne "odszczepieńce". Takie uduchowione Calineczki to co innego, nie piją,
    modlą się i wpatrzone w niebo depczą wszystko co mają pod nogami.....

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 14:37
    Dodam jako "ściślak":

    są warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym.

    Nie chodzi mi o pieniądze gromadzone dla samego ich
    posiadania. Chodzi mi o pieniądze zapewniające poczucie
    bezpieczeństwa, pewności jutra, umożliwiające realizację
    swoich planów. Sęk tylko w tym, że obecnie strasznie
    rzadko trafiają się ludzie, którzy potrafią zachować
    równowagę pomiędzy zdobywaniem pieniędzy, a dostrzeganiem
    szczęścia. Więcej, więcej, kariera, nowe stanowiska - to
    się najczęściej nazywa szczęściem. "Miałem szczęście,
    dostałem podwyżkę, awansowałem". Ha, ha - zaśmiał się S
    ponuro...
    Dlaczego ludzie za wszystko proponują zapłatę,
    przeliczoną na pieniądze? Jakież zdziwienie wywołuję, gdy
    np. naprawiwszy jakieś urządzenie, na pytanie "ile?"
    odpowiadam: "uśmiech" albo "dziękuję". Wtedy pada
    odpowiedź: "ale przecież straciłeś swój cenny czas".
    Przecież to, że Ci pomogłem, jest stokroć cenniejsze, niż
    mój cenny czas! Pewnie bym go właśnie stracił na jakieś
    głupoty, a pomagając zasiałem na świecie trochę dobra.
    Może malutkiego, ale przecież każda jego kropelka jest
    bezcenna. To jest strata czasu????

    Widziałaś "Jańcia Wodnika"? Potrząsnął mną wiele lat temu
    i pomógł zachować właściwe proporcje.

    Pewnie jestem fafuła - z mom zawodem mógłbym być lepiej
    sytuowany. Ale po co, jeśli mi więcej nie potrzeba?
    Kosztem czasu? Kosztem przyjacół? Wyjazdów w góry?
    Radości fotografowania? Hawaje latem to nie dla mnie, nie
    lubię. Samochód mam mały, stary, ale jeżdżący. Posiadam
    za to coś niesłychanie cennego: czas. Nie szkoda mi jego
    kawałka, by go rozdać innym. Mogę spokojnie pojechać z
    prędkością 60 km/h na uczelnię, by społecznie wygłosić
    darmowe seminarium albo za 0,00 zł zastąpić kolegę na
    wykładzie.

    Cóż, znowu ujawniłem kawałek swojej dziwacznej filozofii
    życiowej... Wybacz(cie), jeśli gadam za dużo o sobie.


    S.
  • cal-ineczka 07.03.03, 16:32
    No wlasnie. Dobrze mowisz - w tym rzecz ze bardzo malo jest takich ludzi co
    potrafia pieniadze polaczyc ze szczesciem, wolnym czasem, i wogole malo jest
    tych, ktorzy potrafi nimi dobrze dysponowac. Staraja sie, staraja, ciezko
    pracuja a potem "przezeraja" - tak w skrocie mówiąc

    A moze to ze ludzie nie sa bezinteresowni wynika z tego, ze tak wlasciwie to
    nie sa szczesliwi w zyciu, pracuja tam gdzie nie chca, (o ile wogole)...
    Ja wierze, ze Ci co sa szczesliwi albo inaczej - zadowoleni ze swojego zycia -
    to potrafia pomoc i odczuwac przy tej pomocy satysfakcje.
    --
    Z Tobą odeszły anioły
    Jest noc w ogromnym domu
    Umierałem i wołałem do nich
    Nie ma nas, nie ma nas

    Nie ma nas...

    Płynie miasto a ja w nim tonę
    Białe mury upadły i koniec
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 07.03.03, 19:47
    Satysfakcję to mam, jak zwalczę opór materii.
    A pomoc bez zapłaty to nie jakaś zideologizowana
    charytatywność, tylko uznanie swojego działania za
    drobnostkę. Jeśli się na czymś znam, to pomoc w tej
    dziedzinie nie jest niczym wielkim. Oczywiście,
    korzystając z cudzej niewiedzy, można wmawiać, że się
    wykonuje czarną magię.
    Ale dla uzupełnienia, żebym nie udawał świętego: jeśli
    wykonuję usługę dla firmy, nie mam skrupułów wziąć za to
    zapłatę. Tyle.

    S.
  • jmx 11.03.03, 01:20
    .....samochodami!!! Takie samochody na p o l s k i c h drogach to śmierć!!
    Samochód ma być jeżdżący, sprawny i bezpieczny. A czy się tam nazywa Rover,
    Mercedes, Volvo czy jeszcze inaczej to jest sprawa naprawdę drugorzędna.
    Pomyśl o tym. Koniecznie!
    ;-)

    --
    :-)))
  • Gość: Sergiusz IP: 213.17.172.* 11.03.03, 09:14
    Nie, nie, to nie jakiś niebezpieczny rupieć. Po prostu
    nie zmieniam co dwa lata, jak rękawiczki, i nie muszę
    mieć najnowszego cudu techniki. To wariactwo - harować,
    harować, harować - w dodatku najczęściej bez przyjemności
    - żeby sobie kupić nowy samochód. Świat oszlał...

    MS.