Dodaj do ulubionych

chciałam się z Toba pożegnać

IP: *.chello.pl 01.01.07, 03:28
wróciłam własnie z mile spędzonego Sylwestra...

chciałabym Cię pożegnać, miłości moja.
nie zawalczyłeś o Nas, może wcale i nigdy nie chciałeś Nas, tak naprawdę,
w takiej postaci, w jakiej chciałam się oddać, bezgranicznie.
Twój wybór, mój ból i moje złamane zycie...

ale dziś postanawiam -koniec czekania na Ciebie.
nie warto.
nie warto czekać na miłość która nie daje miłości.

nie będę już za Tobą tęsknić, płakać, wspominać, zastanawiać się, ze może..że
gdyby...że jednak... że przecież...

żegnam Cię mój Ukochany już na zawsze.

nie dzwoń do mnie, nie pytaj o mnie, nie rzucaj kolejnych ochłapów
zainteresowania, obietnicy za którą nic nie stoi...

zostawiłeś w moim sercu sztylet i krwawiąca ranę.
wiem, ze Tobie sprawia przyjemność to, że mnie boli...
nauczę się żyć nie zwazajac na to.

żegnaj.

zrozum to co powiem<
żegnaj na zawsze

Twoja ....
Edytor zaawansowany
  • Gość: anusia86 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.07, 13:01
    mogłabym napisać to samo :(
  • Gość: przebudzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.01.07, 01:26
    Wrocilam wczoraj z kiepskiego Sylwestra...
    i tez musze pozegnac milosc ktora byla tylko moja miloscia...
    Karmilam sie bezgraniczna wiara, ze przeciez bedac 6 lat " razem" nie mozesz
    udawac, nie mozesz nie kochac.Dzis, dopiero a moze na szczescie dzis
    zrozumialam, ze nie kochasz, ze spotykanie ze mna bylo dla Ciebie wygodne bo w
    razie chwil smutku i przygnebienia bylam,przytulilam,pomoglam.
    Poszedles wczoraj na Sylwestra sam, nie myslac o mnie i moich potrzebach.
    Podobno zle bym sie bawila...tlumaczenie dobre moze dla kilkulatka:)Az tak
    naiwnie zakochana nie jestem.
    To nie jest milosc...
    Ja mowilam "My" Ty mowiles "Ja"
    To bardzo boli ale musze sie podniesc, nie chce dac Ci satysfakcji z mojego
    cierpienia, wreszcie naucze sie zyc dla siebie. Dziekuje ze nauczyles mnie
    egoizmu,egozimu ktory narodzil sie dzisiejszej nocy ,chociaz tego jednego...
    Jeszcze Ci tego nie powiedzialam, ale powiem w najbardziej dogodnym dla MNIE
    momencie, zeby poczucie straty nie bylo okupione dodatkowymi przykrosciami.
    Zegnaj Moj Mily, zegnaj Kochanku, zegnaj Przyjacielu!
    Przebudzona...

  • Gość: Warto IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.01.07, 10:32
    Warto zrobić remanent z życia na koniec roku, wyrzucić co zbędne, obciążające i
    nie dające żadnej satysfakcji a tylko smutek... i zacząć od nowa nowe życie.
    Powodzenia!
  • scarlett27 02.01.07, 17:43
    Właściwie to wyjęłaś mi to ust, mogłabym się podpisać pod każdym jednym zdaniem
    tutaj...Kiedy czytałam Twój post trudno było mi uwierzyć, że ktoś może czuć tak
    samo jak ja...Ja przed świętami na forum pisałam o moich rozterkach, ślub czy
    czekać na kogoś, kogo bardzo kochałam.. Ale te święta, długie rozmowy z wieloma
    osobami i wreszcie sylwester - udany, w gronie przyjaciół i mojego faceta
    pokazały mi co jest naprawdę ważne, że widocznie nie każda miłość jest warta
    czekania. Zresztą ileż można czekać, ja czekałam od lipca; jeszcze wcześniej 3
    miesiące (kiedy mnie pierwszy raz zostawił). I mówię DOŚĆ.
    Żegnaj kochany M. Nie ma dla Ciebie już miejsca w moim życiu.Ani w snach. PA.
  • koniczynka777 03.01.07, 09:21
    I ja moge podpisac sie pod slowami
    "nie warto.
    nie warto czekać na miłość która nie daje miłości"
    Bo to nas niszczy,bo boje sie ze przez to beznadziejne czekanie nigdy nie
    potrafie pokochac kogos innego,a tak bardzo trudno zyc razem bez milosci
  • Gość: A Paris IP: *.sol2.cable.ntl.com 13.01.07, 23:00
    Raz żegnamy się, raz witamy i tak w kółko,
    jak w życiu.
  • delusa 03.01.07, 15:41
    Zarzekmy sie, zaklinamy, przyrzekamy, bo nowy rok - nowe zycie, a potem...
    odbieramy telefony, otwieramy drzwi, podajemy usta do pocalunku i switu
    zawirowania, bo zwyczajnie... kochamy.
    I dobrze nam spac pod ta kolderka klamstw, przytulnie grzac sie w falszywych
    brewion blasku, oszukiwac racjonalne "ja", przestawiac na pozniej zegarek
    prawdy i trwac...
    A kiedy lustro lez nie zatrze, koszmar oczodolow stanie sie codziennoscia,
    poranna kawa nie wskrzesi, pracowity dzien wspomnien nie wymaze i...
    w wieczornej ciszy wreszcie nie bedzie "kapliczek", tylko "czort ich bral!!!"
    To jest prawdziwe ZEGNAJ!
  • Gość: jaga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.07, 15:46
    a niby dlaczego twierdzisz, że te powyższe pożegnania nie są prawdziwe i długo
    przemyślane?
  • delusa 03.01.07, 15:52
    Nie twierdze, pisze, co czuje, a ze natury mam dwie, stad liczba mnoga :)
  • Gość: jaga IP: *.internetdsl.tpnet.pl 03.01.07, 15:55
    to długo się żegnałaś aby wreszcie pożegnać? :-)
  • scarlett27 03.01.07, 15:58
    Jest dużo racji w tym co napisałaś, ale generalizować nie można. Ja wiele razy
    mówiłam dość, ale uwierz, przychodzi taki dzień i taka chwila, że człowiek ma
    po prostu dość. Tak po prostu dosyć. Czuje wstręt do siebie samego, że znowu
    dał sie nabrać, że może tym razem, że może on/ona przemyślał/a, że jak nie da
    szansy będzie żałować do końca życia. Ale wszystko ma swoje granice. Ja wiem
    jedno, tego trzeba chcieć po prostu. Nie rzucać takich słów pod wpływem emocji,
    nerwów, rozczarowania, żalu, złości. Trzeba zejśc na samo dno (subiektywnie
    postrzeganego oczywiście)...
    Przypomina mi się piosenka "Umierała dłogo, teraz rodzi się lekko...nie dla
    Ciebie"..
  • khinga 03.01.07, 16:01
    Scarlett gratuluję Tobie wyboru. Śledzę Twoje rozterki od początku.
    Ty wiesz najlepiej, czy jest on słuszny. Moim zdaniem tak. Nie mozna czekać w
    nieskończoność. Wszysko ma swoje granice, a my musimy mieć swoją godność.
    Życzę powodzenia:-)



    --
    "Pomimo, że każda chwila radości trwa niezmiernie krótko, a później znika,
    zawsze jednak zostawia za sobą trwałą nadzieję i jeszcze trwalsze wspomnienie".
    Jean Paul Sartre
  • delusa 03.01.07, 16:09
    Scarlett, Khinga, to jest ten moment, kiedy nie mozna juz spojrzec w lustro i
    sie zachwycic. Nawet jesli powiem "koniec", to wiwat i fanfary, ale to jest
    pozorny final, bo jeszcze mi w duszy gra ta pieszczota, to spojrzenie, ta
    czulosc... I kiedy wreszcie czar zniknie, urok prysnie, zostane SAMA z
    SOBA, "urocze" tete-a-tete, to wtedy do mnie dotrze prawda. Zostawianie kogos
    to proces, a nie zwykle dwa plus dwa rowna sie cztery. :)
  • khinga 03.01.07, 16:11
    Deluso, fakt wspomnień nie wymarzesz z pamięci. Jednak czasami tylko one
    pozostają...

    --
    "Pomimo, że każda chwila radości trwa niezmiernie krótko, a później znika,
    zawsze jednak zostawia za sobą trwałą nadzieję i jeszcze trwalsze wspomnienie".
    Jean Paul Sartre
  • scarlett27 03.01.07, 16:30
    No dokładnie o to mi chodziło, to jest proces! Jeśli ktos po pierwszym
    rozczarowaniu kimś, po wylaniu pierwszych oceanów łez powie dośc i będzie umiał
    w tym wytrwać to jest albo szczęściarzem albo naiwnym głupcem. Mówię to na
    bazie własnego doświadczenia. A wspomnienia? Czym byłby świat bez wspomnień?
    Dla mnie, na tym etapie, na którym jestem teraz, są mi bardzo potrzebne, ale
    nie po to, by rozpamiętywać, przypominac sobie to co było wspaniałe i cudowne,
    ale po to by pamiętać jak po tych chwilach szczęścia płakałam do poduszki,
    pytałam "dlaczego" po raz kolejny, jak wpatrywałam się w milczący telefon itd.
    I chcę to pamiętac jak najdłużej.
  • Gość: przebudzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.07, 22:35
    Mnie sie na razie udaje, choć nie jest łatwo. Zresztą na ciężką próbę jestem
    przygotowana. Najgorzej bedzie w weekend, dlatego umowiłam się już z
    przyjaciólmi by nie rozpamiętywać i nie myśleć.Trzymajcie kciuki!!! A decyzja
    jest bardzo przemyślana...albo ulegnę Jemu albo wygram siebie. Siebie mogę być
    bardziej pewna.
  • delusa 03.01.07, 22:37
    Tak trzymaj! I zycze Ci dobrego wiartu w zaglach!
  • triderm 03.01.07, 22:48
    ja też chciałabym sie z tobą pożegnać,ja dłuzej tak nie mogę ,ty nigdy nie masz
    czasu,zaczynając to wiedziałeś,że jestem mężatką ty jesteś żonaty,ale myślałeś
    tylko o własnych przyjemnościach,jesteś egoistą,dopiero teraz to
    zrozumiałam,ale lepiej późno niż wcale,żegnaj moje kochanie ,to juz
    skończone,jakos się pozbieram,a ty hulaj dalej,myślałam,że jesteś bardziej
    odpowiedziałny,ale okazało się ,że jesteś tylko nic nie wartym facetem.ŻEGNAJ.
  • ksiras 13.01.07, 20:12
    Żegnaj Kochanie.
  • scarlett27 15.01.07, 15:39
    Fajnie, że ten wątek wrócił...może jakieś refleksje z perspektywy tych prawie
    trzech tygodni? Pytanie głównie do osób, które tutaj się wypowiadały...udało
    wam się wytrwać? To było jednak ostateczne pożegnanie? Jeśli chodzi o mnie to
    tak.Nie żałuje decyzji...chociaż jak sie okazało, ja tylko pozornie rozdawałam
    karty...Najważniejsze jest jednak, że teraz jest dobrze.
  • z.z.z 17.01.07, 19:04
    Próbując go zapomnieć
    Sztyletuję
    Kartofle.

    A.Rotella
  • Gość: Warto IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.01.07, 13:07
    Warto było zatrzasnąć wreszcie drzwi. Dla spokoju samej siebie. A on...? może go
    to nawet nie obeszło. To juz nie jest ważne dla mnie. Wyzwolenie.
  • Gość: to ja... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.01.07, 03:24
    pozdrawiam Wszystkich chcących zapomnieć i tych, którym się udała ta sztuka

    ja nie chcę zapomnieć
    ja chcę pamiętać po wsze czasy...


    "spoza ogrodów drzewa
    kwitną jak niegdyś majem
    a ja we wrześniu marzę
    że wszystko mi jedno się staje

    czy odszedłeś przyszedłeś
    odejść chcesz lub pozostać
    dałeś czy też zabrałeś
    wyśmiałeś mnie opłakałeś

    śnieg albo kwiatów płatki
    spadają na mnie pocałunkiem
    dalekie góry przed deszczem
    zdają się bliskie jak ty"
    (Ulla Hahn)
  • Gość: przebudzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.07, 03:18
    napisałam na innym forum, jako lusia821 ale już wiem czemu ta miłość była
    jednostronna...bo przez półtora roku jednocześnie poza mną spotykał się z
    jeszcze jedeną dziewczyną. Nie zdążyłam się z Nim pożegnać i już nie chcę,
    życie i jego zachowanie rozłączyło nas skutecznie i na zawsze. Na szczęscie
    zobaczyłam Go z Nią na własne oczy i nie wiem, myślę że Ona mu wybaczy ale
    cieszę się że dowiedziała się o Jego drugiej stronie i o mnie. Może kochany
    trochę pocierpii, źle mu życzę ale nie potrafię wybaczyć tak perfidnej zdrady i
    manipulacji...
  • Gość: zabajone IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.01.07, 08:56
    Mój już-ex nie przyznał się, że za każdym razem po upojnym spotkaniu ze mną
    wracał prosto do żony. Taki był wrażliwy, że nie chciał mnie ranić przyznaniem
    się, że ma żonę! Wyobrażasz sobie?? Ohyyyda!
  • Gość: sarah IP: *.ptim.net.pl 30.01.07, 13:03
    Miłość ślepa jest... ale... jak czytam te wpisy, nie mię uwierzyć, że tak wiele z was dało się oszukać, nabrać. Dziewczyny, patrzcie obiektywne na przesłanki zachowania "lubego"! Ja rozumiem, że pragnienie bycia z kimś, kochania, przesłania czasem rzeczywistość, ale, proszę Was, spojrzcie czasem na faceta z naprawdę otwartymi oczami!
    Moja koleżanka spotykała sie z chłopakiem od roku, czuła, że coś sie nie układa, ale nie wiedziała co. A tymczasem oni widywli sie raz na 2 tygodnie, a na dodatek on często odwoływał spotkania. Okazało sie, ze był w stałym związku z inną, a ją miał tylko na boku... Jak patrzę na to teraz, wydaje mi sie to oczywiste, ale będą w takiej relacji czasem trudno odkryć najbardziej oczywista prawdę.
    Moja inna koleżanka, porozmawiała z chłopakiem, gdy tylko zaczęło być coś nie tak i wyciągnęła od niego, o co chodzi. Wielki szacunek dla niej, że nie bała sie szczerej rozmowy i odkrycie, czasem nawet bardzo nie miłej dla siebie prawdy. Też bym tak chciała. :>
    Pożegnanie to jedno, ale nauczenie się patrzenia na rezczywistość, to drugi etap, którego powodzenia Wam życzę.
  • Gość: sarah IP: *.ptim.net.pl 30.01.07, 13:05
    ps sobie też tego życzę, zeby nie było :>
  • Gość: przebudzona IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.07, 15:32
    Tyle że ja czułam że coś jest nie tak i wielokrotnie próbowałam z Nim o Tym
    porozmawiać. Twierdził że wymyślam,że jest zajęty bo pisze prace mgr do tego
    drugi kierunek studiów i czemu miałam mu nie wierzyć? Raz w tygodniu zawsze się
    widywaliśmy, nigdy nie odwołał spotkania. fakt, miał troche mniejszą ochotę na
    seks ale to też tłumaczył zmęczeniem. Byliśmy ze sobą 6 lat, znaliśmy się o
    wiele dłużej i mysałam że potrafi uszanować moje uczucia i że gdy nie będe dla
    Niego juz tak ważna jak wcześniej to mnie poinformuje i kulturalnie sie
    rozstaniemym pozostając dobrymi znajomymi.a On tymczasem od ponad roku był z
    kimś innym, ponoć miłością swojego życia...tylko czemu nie potrafił powiedzieć
    mi żegnaj a musiałam w szoku dla siebie i Jej spotkać ich przypadkiem na
    mieście...
  • natalka1978 01.02.07, 16:39
    Powtórzę to jeszcze raz-BRAWO!!!Lepiej się obudzic późno,niz wcale. Mam za sobą
    6-cio letni toksyczny zwiazek.W każdym z Waszych postów odnajduję
    siebie...Minęło 6 lat,a ja od 3 lat jestem mężatką i mamy 2 letniego synka.
    Dziś jestem szczęsliwa i cieszę się, że wybudziłam się z tego koszmarnego
    snu...Trzeba mieć siłę,ale wierzę, że ja macie!!!Powodzenia!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka