Dodaj do ulubionych

Co sądzicie o pierwszych kochankach?

IP: *.softel.gda.pl 11.12.01, 15:57
Jestesmy malzenstwem od dwoch lat, znamy sie siedem. Od szesciu lat wspolzyjemy
ze soba. Mielismy wtedy po 19 lat i zarowno ja bylam jego pierwsza kobieta jak
i on moim pierwszym facetem. Wydawalo nam sie to calkiem Ok, ja wrecz cieszylam
sie z tego, pomimo, ze poczatkowo nieporadnie nam to wszystko wychodzilo....
MInelo troche czasu i zaczelismy we dwoje czerpac rozkosz.
No a teraz po 7 latach mojego meza zzera ciekawosc jak jest z innymi!!!
Obserwuj wątek
    • Gość: Basia Re: Co sądzicie o pierwszych kochankach? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 11.12.01, 20:00
      Ja jestem po slubie 9 lat i przeżyłam już zdradę mojego męza.To był wielki
      cios .Początek był piękny i słodki jak nasz ślubny tort.Kochaliśmy się naprawdę
      mocno.Do tego stopnia ,że pozwalałam mu na b.wiele (zarówno w życiu jak i w
      sexie ).Zycie układało się b.dobrze ,ale on coraz rzadziej dawał mi dowody
      miłosci i pił więcej ... Gdy mnie zdradził był to dla mnie szok.Nie mogłam się
      z tego otrząsnąć i wtedy poznałam JEGO.Był jakby lekiem na to całe zło ,którego
      doznałam.Było nam wspaniale.Straciłam wszelkie skrupuły.Ja i mój mąż
      ciągneliśmy nasz związek ze względu na dziecko.Niestety on był młodszy ode mnie
      o 4 lata.Mieszkał w akademikach i jak sie można było spodziewać poznał
      inną.Chciałam walczyć o niego i wtedy BOG mnie pokarał .Moj mąz uciekł i zabrał
      ze sobą moją córeczkę.Teraz walczymy w sądzie .



      Pozdrawiam Barbara

      ps odpowiedz prosze co u ciebie
    • Gość: RaV Re: Co sądzicie o pierwszych kochankach? IP: 195.205.229.* 14.12.01, 09:56
      witaj,
      ja z moja kobieta jestesmy dosc doswiadczeni - przed naszym zwiazkiem kazde z
      nas mialo paru partnerow. ogolnie mielismy ostry pociag do sexu a o zdradzie
      nie bylo mowy bo oboje tego nie akceptowalismy ale wybrnelismy z tego
      sposobem... hmmm, jak to napisac... sex w trzy osoby. ja moja kobieta i ktos ze
      znajomych albo kobita albo facet. tego nigdy nie uwazalismy ze zdrade tylko za
      dobra zabawe :) oczywiscie rozumiem ze moj punkt widzenia jest dosc dziwny ale
      moze wam pomoze
      take care
    • Gość: Anuszka Re: Co sądzicie o pierwszych kochankach? IP: 195.94.206.* 18.12.01, 16:14
      Przykro mi, że Panią to spotkało. Bardzo dobrze rozumiem to co Pani przeżywa,
      bo sama kiedyś czegoś takiego doświadczyłam. On to zrobił z dziewczyną 20
      letnia, studentką (on ma 29 lat). Pomimo kilku prób naprawy tego wszystkiego,
      nie udało sie nam. Teraz sprawa jest w sądzie i czekam na jej rozwiązanie.
      Obiecywał mi, że nie bedzie tego robił, ale wybrał inaczej. Kłamał i kłamał. Na
      pewnym etapie nie potrafiłam już wybaczać. A ponieważ jestem młoda,
      wykształcona i mądra życiowo, nie muszę czegoś takiego tolerować. Ja również
      mam prawo do szczęścia. Chcę usiaść kiedyś jako staruszka w fotelu i móc
      wspomnieć swoje życie jako szczęśliwe i dobre. Nie pozwolę na to aby ktoś taki
      marny jak mój ex zniszczył mi marzenia, plany o rodzinie, czystej miłości.
      Teraz jestem związana z innym mężczyzną i czuje się szczęśliwa i jestem mu
      potrzebna. Mam wiele obaw, czy ten związek mi się uda, bo tak naprawde trudno
      przewidzieć jak to będzie za 5 czy 10 lat. Mam nadzieję, że mój drugi
      mężczyzna "wyszumiał" sie na tyle, aby móc się zaangażować w coś na poważnie.
      Jeśli chce Pani być szczęśliwa to niech Pani "to" zostawi i spojrzy na swoje
      życie. Proszę sobie wyobrazić siebie jako staruszkę i jakby Pani chciała
      wspominać swoje życie: z żalem, czy z radością?
      Życzę Pani jak najlepiej, a kobietom, które rozbijają rodziny jak najgorzej.
      • quickly kobiety sa stworzone do zdrady 21.12.01, 00:37
        Jezeli ktos uwaza, ze jest inaczej, prosze uprzejmie przerwac czytanie tego
        postu i oszczedzic sobie krytyki pod moim adresem.

        Nigdy nie nie chcialem lamac kobiecych serc, ale niestety tak sie stalo.
        W wieku 20 lat poznalem swoja pierwsza milosc i chyba jedyna. Oboje
        studiowalismy i bylismy w sobie zakochani. Szczerze, prawdziwie, do konca -
        taki raz na milion! Pobralismy sie.

        Wyjechalismy do Australii. Studiujac (ja w tym czasie pracowalem), poznala
        tego "kogos", no i odeszla. Swiat mi sie urwal pod nogami! Ile razy pytalem
        siebie: za co? dlaczego?

        Kilka lat cierpialem, czekalem - taka typowa reakcja "jelenia".

        W koncu po latach przyszedl taki dzien, ze siedzac przy stole na obiedzie u
        moich znajomych, poczulem stope gospodyni domu na swojej nodze. Szok!
        Gospodyni potrzebowala trzech miesiecy, zebysmy sie w koncu znalezli w lozku.

        Spodobalo mi sie to. Miala kolezanki. Najpierw bylem w lozku z jedna, pozniej
        bylem z druga, a pozniej z kolezankami kolezanek. Zaczelem dochodzic do
        wprawy. Najbardziej dziwil mnie fakt, ze jako "przecietny facet" nigdy nie
        mialem zadnych problemow z "uwiedzeniem" mezatek. One sie po prostu do tego
        palily! Niesamowite! Kiedys, bardziej z ciekawosci, niz czegos innego
        postanowilem uwiesc 16 lat strasza ode mnie pania. Malzenstwo, w ktorym byla,
        bylo najwyrazniej "chore". I tu tez nie mialem zadnych klopotow!

        Pozniej, dla sportu zaliczylem (prosze sie nie smiac!) 23 lata mlodsza ode mnie
        mezatke. Bywaly dni, ze mialem seks z czterema partnerkami w ciagu doby.

        Po latach "praktyki", jezeli moglbym cofnac wskazowki zegara, na pewno inaczej
        spojrzalbym na swiat i kobiety. Tutaj nie ma nic trwalego. Kobiety sa
        stworzone do zdrady, a te ktore tego nie robia, po prostu nie maja do tego
        okazji, czyli odpowiedniego partnera.
        • mkona Re: kobiety sa stworzone do zdrady 21.12.01, 17:40
          WIEKSZEJ BZDURY NA SWIECIE NIE SLYSZALAM!!!!!!!!!!!!!!!!!
          Chyba nie wiesz co mówisz, brak słów, współczuję ci ze spotkales na swojej drodze
          tylko takie kobiety

          quickly napisał(a):

          > Jezeli ktos uwaza, ze jest inaczej, prosze uprzejmie przerwac czytanie tego
          > postu i oszczedzic sobie krytyki pod moim adresem.
          >
          > Nigdy nie nie chcialem lamac kobiecych serc, ale niestety tak sie stalo.
          > W wieku 20 lat poznalem swoja pierwsza milosc i chyba jedyna. Oboje
          > studiowalismy i bylismy w sobie zakochani. Szczerze, prawdziwie, do konca -
          > taki raz na milion! Pobralismy sie.
          >
          > Wyjechalismy do Australii. Studiujac (ja w tym czasie pracowalem), poznala
          > tego "kogos", no i odeszla. Swiat mi sie urwal pod nogami! Ile razy pytalem
          > siebie: za co? dlaczego?
          >
          > Kilka lat cierpialem, czekalem - taka typowa reakcja "jelenia".
          >
          > W koncu po latach przyszedl taki dzien, ze siedzac przy stole na obiedzie u
          > moich znajomych, poczulem stope gospodyni domu na swojej nodze. Szok!
          > Gospodyni potrzebowala trzech miesiecy, zebysmy sie w koncu znalezli w lozku.
          >
          > Spodobalo mi sie to. Miala kolezanki. Najpierw bylem w lozku z jedna, pozniej
          > bylem z druga, a pozniej z kolezankami kolezanek. Zaczelem dochodzic do
          > wprawy. Najbardziej dziwil mnie fakt, ze jako "przecietny facet" nigdy nie
          > mialem zadnych problemow z "uwiedzeniem" mezatek. One sie po prostu do tego
          > palily! Niesamowite! Kiedys, bardziej z ciekawosci, niz czegos innego
          > postanowilem uwiesc 16 lat strasza ode mnie pania. Malzenstwo, w ktorym byla,
          > bylo najwyrazniej "chore". I tu tez nie mialem zadnych klopotow!
          >
          > Pozniej, dla sportu zaliczylem (prosze sie nie smiac!) 23 lata mlodsza ode mnie
          >
          > mezatke. Bywaly dni, ze mialem seks z czterema partnerkami w ciagu doby.
          >
          > Po latach "praktyki", jezeli moglbym cofnac wskazowki zegara, na pewno inaczej
          > spojrzalbym na swiat i kobiety. Tutaj nie ma nic trwalego. Kobiety sa
          > stworzone do zdrady, a te ktore tego nie robia, po prostu nie maja do tego
          > okazji, czyli odpowiedniego partnera.

          • quickly Re: kobiety sa stworzone do zdrady - dla mkona 21.12.01, 23:55
            Droga mkona,

            Po pierwsze, nie mialem zamiaru nikogo urazic swoim postem, jak rowniez na
            poczatku mojego wpisu prosilem o darowanie sobie slow krytyki pod moim adresem.

            Po drugie, w temacie ktory poruszylem, chcialem tylko wskazac na pewne fakty,
            min. ze zbyt wiele czasu i uwagi przyklda sie do spraw wiernosci i wszystkiego
            co jest z tym zwiazane. To przypomina mi tradycyjne przelewanie z pustego w
            prozne. Te panie, ktore maja okazje to zrobic (odpowiedni czas, miejsce,
            osoba), zrobia to zawsze. Gwarantowane! Mniejsza o pobudki. Jak juz
            napisalem wczesniej, byc moze sa takie, ktore tego nie zrobia, prawdopodobnie z
            tego prostego wzgledu, ze one po prostu nie maja odpowiedniej do tego osoby i
            warunkow. Zreszta nie bede sie sprzeczal, byc moze gdzies sa jakies panie
            dochowujace wiernosci (nie wiem, z czego to moze wynikac: silne uczucia
            religijne?, zmiany fiziologiczne - niezdolnosc do odbycia stosunku?,
            uwarunkowania psychiczne? itp.) - osobiscie nie mialem wiele do czynienia z
            takimi przypadkami. Nie jestem seksuologiem, a to co napisalem wynika z wielu
            lat mojej praktyki w tych sprawach. Kobiety sa stworzone do zdrady!!!
            • Gość: aronia Re: kobiety sa stworzone do zdrady - dla kwikiego IP: *.B1.srv.t-online.de 22.12.01, 00:16
              A wiesz jak to jest? Kobiety sa stworzone do zdrady. Tak to prawda-wnioskuje z twojej
              wypowiedzi. A wiesz co dzieje sie potem (skoro o zdradzie mowa)? Pewnego pieknego
              dnia pakuja walizke i wychodza z zycia Tego i tego Drugiego. Lacznie, bez slow i
              wymowek, bez oczekiwan i lez. Juz bez zbednego slowa. Wychodza te oczekujace
              autostopowiczki na ciezarowke do- nikad. To moze sie zdarzyc...kazdemu/kazdej.
              To walka o siebie-one/i rezygnuja ze wszystkiego- juz nie chca wiecej tzw. szczescia,
              milosci, pozadania. Wsiadaja i odjezdzaja. To nie zart- kwiki jesli spojrzysz na to
              ..globalnie..bo nie dotyczy to tylko kobiet.


              • quickly Re: kobiety sa stworzone do zdrady - dla kwikiego 22.12.01, 00:33
                aronia,

                Z wlasnego doswiadczenia moge Ci napisac, ze z "autostopowiczkami" (doskonale
                okreslenie, gratuluje) mialem calkiem sporo do czynienia. Wlasciwie juz teraz
                moge napisac o tym ksiazke. Rozstawaly sie takie panie z mezami (oczywiscie ja
                bylem tego powodem) wymachujac torebeczka i oczekujac odemnie porwania ich na
                ksiezyc. Szczerze piszac, tak naprawde to zal mi bylo tylko tych ich "mezow"
                (czasami ich dzieci), bo kiedys bylem w podobnej sytuacji. Dlatego nigdy nie
                mialem wiekszych skrupolow w sprowadzaniu "autostopowiczek" na ziemie. Dalsza
                czesc "dramatu" nigdy mnie zbyt wiele nie obchodzila (moze z wyjatkiem
                przypadkow, kiedy wchodzily w gre male dzieci "autostopowiczek" - ale i przez
                to zawsze udawalo mi sie jakos "przeskoczyc".)

                Dlatego jak widze te wszystkien wpisy o wielkiej, dozgonnej milosci i innych
                podobnych mrzonkach, nie wiem czy mam sie smiac, czy plakac...
                Nie wiem, moze sie komus uda. Szczerze zycze powodzenia!!!
                • Gość: Aronia Re: kobiety sa stworzone do zdrady - dla kwikiego IP: *.B1.srv.t-online.de 22.12.01, 00:49
                  quickly napisał(a):

                  > aronia,
                  >
                  > Z wlasnego doswiadczenia moge Ci napisac, ze z "autostopowiczkami" (doskonale
                  > okreslenie, gratuluje) mialem calkiem sporo do czynienia. Wlasciwie juz teraz
                  > moge napisac o tym ksiazke. Rozstawaly sie takie panie z mezami (oczywiscie ja
                  >
                  > bylem tego powodem) wymachujac torebeczka i oczekujac odemnie porwania ich
                  na
                  > ksiezyc. Szczerze piszac, tak naprawde to zal mi bylo tylko tych ich "mezow"
                  > (czasami ich dzieci), bo kiedys bylem w podobnej sytuacji. Dlatego nigdy nie
                  > mialem wiekszych skrupolow w sprowadzaniu "autostopowiczek" na ziemie.
                  Dalsza
                  > czesc "dramatu" nigdy mnie zbyt wiele nie obchodzila (moze z wyjatkiem
                  > przypadkow, kiedy wchodzily w gre male dzieci "autostopowiczek" - ale i przez
                  > to zawsze udawalo mi sie jakos "przeskoczyc".)
                  >
                  > Dlatego jak widze te wszystkien wpisy o wielkiej, dozgonnej milosci i innych
                  > podobnych mrzonkach, nie wiem czy mam sie smiac, czy plakac...
                  > Nie wiem, moze sie komus uda. Szczerze zycze powodzenia!!!

                  :)....................

                  Pozwol ze zacytuje za Toba : " Szczerze zycze powodzenia!!!" w takim razie...

    • Gość: szrot ZDRADA IP: *.scm.de 28.12.01, 16:34
      Cóż,
      Wyra�nie zarysowane dwie strony barykady, ci �li i te złe <zależy z której strony patrzeć. Nie to bym nie uważał, że temat jest bez sensu, wręcz przeciwnie. Jest jak najbardziej na miejscu. Co� mi się wydawa, że ostatnio coraz więcej zwišzków rozbija się o po�ladki koleżanki z pracy podwożonej do domu <przez zasiedzenie>, lub wizyty w agencjach towarzyskich vel burdelach i tzw. podwójnš moralno�ć. Z drugiej strony też pewnie można by co� znale�ć, ale nie w tym rzecz - obustronnš podwójnš mentalno�ć. Bo w końcu je�li facet zdradza, to zwykle robi to z kobietš. Pewnie nie wszystkie one patrzš na niego ma�lanym wzrokiem wierzšc, że je pokocha i będš żyli razem aż do �mierci. Otóż prawda jest chyba całkiem inna. Kobiety mniej więcej wiedzš czego chcš <choć wydaje się to nie możliwe, wiem>. Nie wystarcza im spracowany misio przynoszšcy do domu parę zet, ale oczekujš czego� więcej - cišgłej adoracji. Nie seksu, nie drogiej bryki, ale adoracji. A jak wiadomo, każdy normalny facet po zaklepaniu babeczki rozwala się przed telewizorem z butelkš piwa w gar�ci. Może smutne ale prawdziwe. Faceci znowu , chcieli by mieć w domu ponętnš młódkę bez rozstępów, w łóżku jak ogień, w kuchni jak kura <domowa oszywi�cie>. Smutne ale co� w tym jest. Pora na wnioski. A wnioski oparte na mundro�ci ludowej i własnych przemy�leniach <było tego trochę...> Do rzeczy:
      Wydaje mi się, że sama zdrada i w ogóle niechęć do partnera, seksu z obecnym partnerem <mężem/ żonš > ma swoje korzenie w naszych wzajemnych relacjach. Mówišc krótko: albo się chce kogo� kochać i z nim i�ć do łóżka, albo nie. Albo się chce zdradzić, albo nie. Je�li kto� nas drażni, męczy, uciekamy od niego i nie możemy go zaakceptować, to wcze�niej czy pó�niej zdrada murowana. Czym wcze�niej tym lepiej, po co tracić czas. Życie jest takie krótkie. Je�li kto� czuje się dobrze ze swojš drugš połówkš, to zdrada jest możliwa tylko w stanie upojenia, jednostkowa i raczej mało prawdopodobna. I taka chyba jest do przebaczenia.

      Jednym słowem, nie w zdradzie problem, ale w oczekiwaniach.
      Panowie kochajcie u kobiet rozstępy i paplanie przez telefon z durnš koleżankš.
      Panie bšd�cie dumne ze swoich brzuchatych facetów z przetartymi skarpetkami.
      A wtedy o zdradę nie trzeba będzie się martwić <raczej>.

      Szczę�liwego Nowego Roku.
      szrot


      • quickly Re: ZDRADA 29.12.01, 12:45
        szrot,
        wiele z tego co piszesz to tylko stereotypy.
        Mezczyzni sa rozni. To Twoj biznes, zebys znalazla takiego, ktory ma glowe na
        karku i rece do pracy. Tych rozsiadujacych sie przed telewizorem z piwem w
        reku zostaw innym paniom. Niech sie pozniej martwia jak zwiazac koniec z
        koncem.

        Powiem Ci ciekawy paradoks. Wiesz co mnie najbardziej zastanawia w tym
        wszystkim, ze im sie facet bardziej stara, tym bardziej jego partnerka go
        serdecznie olewa. I chyba jest na odwrot, ale tego nie jestem pewien.

        Znam sporo rodzin polskich i nie tylko, gdzie facet jest glupi jak przyslowiowy
        osiol, robi takie rzeczy, ze biedna kobiecina zalamuje rece - ale do tej pory
        sa razem. Jest w tym jakies ciekawe sprzezenie zwrotne, w ktorym partnerce nie
        przychodzi do glowy, zeby sie nawet puscic (przynajmniej tak raz od Swieta, dla
        zdrowia psychicznego), nie mowiac juz o odejsciu. Moze dlatego, ze chce zeby
        nie bylo jeszcze gorzej? Ale chyba wyglada na to, ze one po prostu nie maja
        czasu na skok w bok, albo troche wiecej. Sam nie wiem. Kiedys sie nad tym
        zastanawialem...

        Ale znam tez takie rodziny (albo byle rodziny, bo sie juz porozpadaly), w
        ktorych gosciu zarabial sie po lokcie, ciagnal do domu nogami i rekoma,
        gotowal, pral, a baba jak to baba w takich wypadkach musiala w koncu znalezc
        sobie "rozrywke" bo sie strasznie nudzila i usychala. Daleko nie siegajac,
        mozesz sie zapytac mnie o wiecej szczegolow, sam przez to przeszedlem.

        Daltego jak widze takie "znudzone"... dalej Ci nie bede pisac, bo chyba jestes
        jeszcze za mala...
        • Gość: szparaga Re: ZDRADA IP: *.*.*.* 29.12.01, 14:13
          Sama nie wiem. Quickly z pewnością przerysowuje troche temat ale trudno mu
          momentami nie przyznać racji. A tak na marginesie - sporo w Tobe
          zgrzorzknienia, oj sporo...
          Prawdą jest natomiast, że zdrada wynika w wiekszości wypadków z niespełnienia w
          związku. A za to odpowiadająją oboje. Mówi się: mąż ją zdradza bo ona jest taka
          a taka. Podobnie jest przeciez z kobietami. Ona zdradzi, bo czegoś jej brakuje.
          Problblem w tym, że kobiety daja sygnały o swoich potrzebach i pragnieniach ale
          mężczyźni nie zawsze tego słuchają. On, tyrając po łokcie, uważa, że robi dla
          kobiety wszystko, czego jej trzeba. a prawda jest taka, że ona potrzebuje
          przede wszystki JEGO, jego uwagi, olbrzymiej dozy czułości i opieki bardzo
          szeroko pojmowanej, a nie sprowadzonej do polowania i przynoszenia zwierzyny.

          Owszem jest część królewien, którym nie dogodzi żaden mężczyzna i które bedąc
          wiecznie niezadowolone poszukaja nastepnego. Ale Quickly myli się sprowadzając
          wszystkie kobiety do wspólnego mianownika.
          Jeżeli kochały sie z Tobą, to widać dawałeś im to, czego nie dostawały od
          meżów. Uważasz, że oni sami winy za to nie ponosza?
          • Gość: szrot Re: ZDRADA IP: *.scm.de 02.01.02, 12:50
            znaczy się jestem kobieta ;-)))))) dobre. Kolego drogi za maly vel za mala <chłe, chłe> nie jestem. Ale koleje losu kazaly mi nabrac dystansu do zycia, do zbyt jednoznacznych slow. Ludzie sie kochaja, ludzie sie nienawidza, ludzie się rozchodza. Ale zapominaja o jednym, ze czasem tak niewiele mozna zyskac, kiedy chce sie wiecej, a tak wiele sie traci. Jednym slowem: zdrada to jednych problem, dla innych tragedia, ale sedno lezy w stosunku do partnera, akceptacji status quo i zdrowym rozsadku... no i odrobienie szczescia. Zdrada to objaw choroby, nie choroba w rzeczy samej.

            Powodzenia i cierpliwosci.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka