Powiedzcie mi, co zrobic, aby Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • nie udusic swojego slubnego golymi rekoma. Albo nie obrzucic stekiem wyzwsk. Ale po kolei. W zeszlym tygodniu nasza cora byla chora. Siedzialam wiec z nia w domu, a od 12 w poludnie jeszcze z synem. Dwojka dzieci niemal non stop na glowie. W tym tygodniu rozchorowal sie mlody. Juz za mna trzy noce nieprzespane, bo maz pracuje, ma praktyki etc. i z mlodym siedze ja (bo o spaniu z non stop kaszlacym dzieckiem nie ma mowy). A dnie cale na nogach, bo syn marudzi, placze,chce byc ciagle noszony ew. przytulany, nie moze sie zdrzemnac, bo kaszle i meczy go goraczka, bo jeszcze trzeba zaprowadzic i odprowadzic core, ugotowac posilki, zrobic zakupy, poprac i posprzatac. A co robi moj maz? Wychodzi o 8.00, wraca o 17.30 i reszte wieczoru spedza glownie w necie. Wiem, ze jest zmeczony, praktyki odbywa na stojaco. Ale do kurki nedzy moglby po dwoch godzinach wypoczynku domowego chociazby spytac, w czym mi pomoc lub chociazby zrobic jakies zakupy w drodze do domu. Jedyne co robi, to chwile posiedzi z dziecmi (i z laptopem i z netem), do czasu ich zasniecia i pomaga mi w ich umyciu. Poza tym tylko net. Obiecalismy sobie miesiac temu, ze nie korzystamy z internetu, kiedy jestesmy z dziecmi, chyba ze maz pisze prace zwiazana ze studiami. Nawet nie wiem, jak mam z nim juz rozmawiac. Podczas rozmowy wszystko rozumie i sie zgadza, a w praktyce jest zupelnie inaczej. Poza sporadycznymi okazjami nawet w wolnym czasie typu niedziela nic w domu nie robi, malo spedza czasu z dziecmi (poza spacerami i wieczornym kladzeniem spac), nie pomaga w ich wychowaniu. Ciagle tylko internet. A ja czuje sie jak sluga domowa- przynies, podaj, pozamiataj.
    Przepraszam, musialam sie wygadac, bo problemy z synem rosna i moja wscieklosc na meza takze.
    • Ha, co za super wątek :)
      Mój mąż jest taki sam, tylko gorszy. Ja nie czekam, aż sam się domyśli, tylko proszę o pomoc, ale wtedy słyszę "nie". Często też wychodzi wieczoram i wraca nad ranem, a następnego dnia nie może mi niestety w niczym pomóc, bo jest dziwnie zmęczony (ale jak mu robię awanturę, że ma się nie łajdaczyć, to odpowiada, że dzieci śpią i że to jest jego czas wolny).
      Mój mąż ma w domu tylko jeden (jeden) obowiązek - wyrzucać śmieci. W związku z tym w naszym domu wiecznie cuchnie, a do kuchni nie da się wejść, bo stoją worki ze śmieciami.
      Po wszystkich krzesłach rozkłada ciuchy, koszule, skarpety, krawaty. Jak każę mu to posegregować, co do prania, a co do schowania (chowam i piorę ja), to zwija to wszystko w kłąb i rzuca gdzieś w kąt, żebym nie widziała.
      Notorycznie śpi na obierkach z mandarynek i jak nie sprzątnę, to już tak zostaną.
      Prosiłam, żeby sprzątnął mieszkanie przed moim porodem - nie kwinął palcem.
      Proszę, żeby bawił się z synem - włącza kreskówkę.
      Proszę, żeby poszedł z nim na spacer - bierze go do swojej mamy, a sam gra tam na komputerze (mały nie wychodzi w związku z tym w weekendy na spacery).
      Jestem cały dzień sama z dziećmi, sama je kąpię i usypiam, a on siedzi przed kompem.
      A pieniędzy daje mi tyle, że nie starcza na życie (dokładam z oszczędności).
      Jak cokolwiek się w domu zepsuje, gwóźdź trzeba wbić, cokolwiek, to mogę czekać do zgonu - na pewno nic nie zrobi (nie dzisiaj).
      Ostatnio siedzi w kuchni jak król, ja latam jak oszalała i próbuję jednocześnie nakarmić dwójkę dzieci, z których jedno ryczy z głodu w krzesełku, bo jest niemowlakiem, jednocześnie probuję coś w locie zjeść i zmywać i w końcu mówię: "teraz ty wstań i pozmywaj resztę". Mój mąż poczuł się bardzo, ale to bardzo urażony "nie możesz mnie tak zaskakiwać!" zawołał. I nie pozmywał, bo był moją prośbą zbyt zaskoczony, żeby tak NAGLE zacząć zmywać bez przygotowań psychicznych do tego trudu.
      Uf, nie ma to jak wylać wiadro pomyj na głowę swojego ukochanego męża.
      Poza tym, co napisałam, mój mąż jest bardzo miły ;)
      • No nieeeee, moj slubny tez ma wiele zalet np. segregujesoie sam rzeczy do prania, chowa czyste (chcial zebym to ja robila, ale powiedzialam, ze wystarczy, ze segreguje i mu klade w ladnej kupce tylko jego) i poza paroma parami spodni tudziez bluz swoich rzeczy raczej nie rozrzuca. Za to jak wypije herbate, rzadko kiedy odnosi pusta szklanke do zlewu. Czasem potrafi zostawic i ogryzek. Z drugiej strony podczas moich pobytow z mlodym w szpitalu (bylo kilka takich epizodow) doskonale sobie radzil w domu, pral, sprzatal i gotowal, gdyz po prawdzie maz moj umie niemal wszystko zrobic, tylko, jak mi sie kiedys przyznam, na ogol mu sie nie chce. Ma przeciez mnie :/ . Sytuacje pogarsza fakt, ze i uczy sie i pracuje i zawsze ma argument, by nic nie robic. Np. ze jest zmeczony i musi dbac o siebie, albowiem nikt inny o niego nie dba. Probowalam juz nie sprzatac, liczac, ze w koncu zauwazy koniecznosc. Mial wlasnie nieco wiecej wolnego. Po poltora tygodnia machnelam balagan, bo juz zaczynalam kichac (alergia+astma). Roboty domowe 'meskie' odbebnia, ale czesto z wielomiesiecznym poslizgiem. Tak wiec chyba i w tym bede musiala nasze mieszkanie dogladac.
      • Ola i Ty uważasz, że on jest miły?? No to sorki, w takim razie mój nawet w najgorszym momencie swojego życia był ideałem!!! (a mimo to odeszłam, bo doprowadzał mnie do obłędu). Twój mąż nie jest miły, bo nie liczy się, że jest tylko w takich czy siakich momentach, miły to ten co nie wyskakuje z zaskoczeniem na robotę i odmową pomocy. Zastanów się nad tym wszystkim, bo niestety coraz bardziej okazuje się, że on wcale miły nie jest, ba, on nawet nie wie co to znaczy!!

        Ja na Twoim miejscu wyszłabym wieczorem przed nim. Podobnież też robiłam, a że to była jesień i u nas niestety sklepy pozamykane już były a marketów wtedy niet, więc szwendałam się od piekarni pod dom, na ławeczce pod blokiem, dupa mi zmarzła, uszy prawie odpadły, ale trzymałam się ustanowionych 1-2-ch godzin i już. Nieraz nie mogłam dotrwać, ale zaparłam się, umierając z nudów na tym dworze. Kiedyś wyszłam i pod latarnią na murku blisko domu książkę czytałam (ja się raczej boje po ciemku chodzić). Z domu wzięłam tylko reklamówkę, żeby mi dupsko nie przemokło na tym murku. Nigdy nie mówiłam gdzie wychodzę, a on się głowił... i docenił! (ale nie tylko dlatego, to tylko jeden z silnych argumentów)



        --
        http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/fWbY.jpghttp://lbyf.lilypie.com/fWbYp2.png
        http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/C5W3.jpghttp://lbyf.lilypie.com/C5W3p1.png
        • Och Anno, ja właśnie czasem chcę wyjść, ale jak myślę, że mam na mrozie na murku siedzieć, to już wolę w domu, choć po tym, jak mój mąż zaczął wpadać do domu tylko po to, żeby się przebrać i ruszyć wieczorem na miasto, postanowiłam jednak wychodzić, choćby po to, żeby on nie mógł (ale jak ja wrócę o 22 czy 23, to on i tak wyjdzie po mnie).
          Wkurza mnie jeszcze to, że jak wraca z pracy i każę mu się zająć dziećmi, to nie mogę broń boże otworzyć komputera, bo zaraz posypią się obelgi, jaka to chora i uzależniona jestem i czas tracę, kiedy w domu syf aż śmierdzi (jakbyście się nie domyśliły, to jest moja wina, bo dom to mój obowiązek).
          Najgorsze jest to, że mój mąż ciągle pracuje i nie mogę mu z tego powodu robić wyrzutów (a robię), wyjeżdża w delegacje tygodniowe, pracuje wieczorami i w weekendy. Więc jak chcę mu na chwilę wręczyć niemowlaka, którego mam po dziurki w nosie, to mówi, że pracuje. Oczywiście wygarniam mu, że pracuje 14 h na dobę, a dla dziecka nie może wygospodarować nawet pół godziny, a on na to bardzo się oburza, bo on sobie żyły wypruwa, a ta jędza jeszcze gdera.
          Wiem, że to wszystko jest opisane w poradnikach i jak Was czytam, to wszystko jest proste - kopnąć w dupę i już, ale w życiu wszystko jest dużo trudniejsze. Bo jednak wiele nas łączy i są chwile, kiedy on naprawdę mi pomaga.
          Dzieci nie mogę mu zostawić dłużej niż na 3 h, bo karmię ciągle, a młody ciągle ciężko chory, więc nie chcę go cycka pozbawiać. A jak zostawiałam mu staraszaka na weekend i wyjeżdżałam, to zawsze podrzucał go swojej mamie.
      • Aleksandra więc jesteś dla niego sprzątaczką, opiekunką do dzieci, kochanką? a wasz dom jest świetną noclegownią po imprezach i Ty jeszcze nazywasz go swoim mężem? I żebym zrozumiała tolerujesz go bo jest miły? Albo sobie z nas żartujesz albo nie masz za grosz godności aby się takiej łajzy z domu pozbyć. Małżeństwo to wspólna droga przez życie gdzie każdy z nas ma po równo obowiązków względem utrzymania rodziny, opieki nad dziećmi a także szacunku wobec siebie, to co Ty opisujesz to jakaś patologia, a Twoje dzieci patrzą i będą patrzeć jak tatuś świetnie sobie żyje podczas gdy mamusia zmienia się w sfrustrowaną i zarobioną po łokcie kobietę. Ja bym takiego pogoniła dawno albo dała przez łeb tak mocno, żeby raz dwa stanął do pionu i przypomniał sobie swoje obowiązki :P
    • dziewczyny swojego męża trzeba jakoś wypracować. Same musicie dojść do tego jak i co podziała, bo nie każdy facet taki sam, jak i nie każda kobieta ;) To co się sprawdza w stosunku do jednego może się nie sprawdzić u drugiego. Jedno jest pewne. Nie wolno Wam przestać egzekwować swoich praw i nie podporządkowywać się. Taka walka o to kto silniejszy trwa kilka lat. U nas to trwało 7 lat :D przez które pojawiały sie różne zmiany (m.in. pojawienie się potomka, a potem trzech :D), wiele razy się rozstawaliśmy, już nie pamiętam nawet ile... no i sławetne pakowanie walizek w zaaawansowanej ciąży drugiej, to był krok ostateczny w rezultacie prawdziwe odkochanie się w nim, które najbardziej go otrzeźwiło.


      --
      http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/fWbY.jpghttp://lbyf.lilypie.com/fWbYp2.png
      http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/C5W3.jpghttp://lbyf.lilypie.com/C5W3p1.png
    • Ok, ja wiem, ze nie pomoge, ale gdzie wy (wlaczam tutaj aleksandre) mialyscie glowy jak sie z tymi facetami wiazalyscie? Nie widzialyscie co sie dzieje? A jezeli juz wczesniej sie zapowiadalo na takie zachowania, jak moglyscie zdecydowac sie na dzieci z nimi??
      I co to znaczy, ze poza tym, twoj maz jest mily, aleksandro? Bo ja, patrzac na twoj rozklad dnia, nie widze czasu na jego bycie milym. Niech on lepiej mile nauczy sie jak sprzatac i zajmowac sie dziecmi.
      Yuka, ty po prostu odlacz internet. Albo zaloz wirelessa i zaloz haslo. Bedzie potrzebowal do pracy to mu wlaczysz. Zachowuje sie jak dzieciak, traktuj go jak dzieciaka.
      A tak ogolnie, to mysle, ze obu wam jest potrzebne jakies drastyczne dzialanie. Wyjedzcie na weekend i zostawcie dzieciaki z mezami. Dzieciaki przezyja, facecie jak sie nie naucza wszystkiego, to chociaz docenia co robicie.
      No jej, ale sie zdenerwowalam.
      --
      "Who wants to be balanced, Billy. Balanced is way overrated."
      • no mnie też trzepie jak czytam takie rzeczy :D:D Zwłaszcza, że znam to z własnej autopsji, tylko, że ja swojego już wypracowałam i wiem, że się da. Dziś jest facet super, ale jeszcze zdarzają się różne potyczki i drastyczne kroki np. całkiem niedawno mu korki wyłączałam, bo nie dał się do łóżka zagonić (chyba co godzinę się budziłam i kazałam mu się kłaść, bo jak jest niedospany to na dzieci potem warczy) aż wreszcie mu ok. 4:30 te korki wyłączyłam. Niby nic, bo może sobie sam włączyć, ale wie już, że jak posuwam się do takich kroków to już nie przelewki i może nie rozejść się po kościach.
    • Połowa z tego co tu wyczytałam dotyczy też niestety mojego męża. Kiedyś było gorzej, na szczęście kilka sztuczek opanował, mimo zaawansowanego wieku ;)
      Ja "siedzę" w domu z Młodym, mąż pracuje średnio do 15. Oczywiście bardzo doceniam, że zarabia na naszą rodzinę, chociaż nam się czasem nie przelewa to zawsze jest co do gara włożyć ;)
      Zazwyczaj kiedy Młody śpi ja przygotowuję obiad/sprzątam/robię pranie, więc kiedy małż wraca z pracy wszystko jest gotowe. Czasem dzwonię i mówię, że nie mam pomysłu, więc może dzisiaj on coś ugotuje, bo wraca wcześniej, a ja nie umiem zrobić takiej dobrej ogórkowej jak on (nie ma to jak połechtać trochę jego ego - działa ;)) Skarpety i inne brudne ciuchy nauczył się wrzucać do kosza, bo prałam tylko to, co w nim było. Ciągle walczę z kubkami, które namiętnie wszędzie rozstawia, ale na komendę "włączam zmywarkę" potrafi je błyskawicznie pozbierać :D Na polu pielęgnacji/kąpieli/przewijania/usypiania nic nie udało mi się wywalczyć - małż twierdzi, że nie umie, że będzie robił źle, że uszkodzi Młodego, że przecież nie da mu cycka. Poddałam się, ale za to jak tylko wraca z pracy przekazuję mu dziecia do zabawy, a sama dosiadam się do kompa, co małż zdiagnozował jako uzależnienie ;)
      --
      "Kobieta rozumie dziecko lepiej niż mężczyzna, ale psychicznie to mężczyzna jest bardziej do dziecka podobny"
    • Nie do pojęcia jest dla mnie, jak można się tak dawać wykorzystywać. Chyba najprościej zacząć od nieprania rzeczy męża (sorki, nie miałam czasu). I robić zakupy tylko dla siebie i dziecka (siaty były za ciężkie, więcej nie wlazło), żeby Pan i Władca nie miał co zjeść na kolację i śniadanie. Bo brakiem obiadu to raczej ukarałybyście przy okazji same siebie.
      I co wtedy zrobi, do mamusi się wyprowadzi?

      --
      Własnymy ręcyma
      Tu straszy
      • Tak, to zupelny brak poszanowania wlasnej osoby. Zgadzam sie z autumna, ze mozna by zaczac od dosc zlosliwych malych krokow. Jezeli rozmowy nie dzialaja.
        Jednym z wielkich punktow zapalnych w moim pierwszym malzenstwie byly wlasnie porzadki domowe, zakupy oraz net i gry. To takie polaczenie waszych mezow bylo, tylko nie takie drastyczne. Nie pomagaly prosby, grozby pomagaly na troche, bo nie bylam konsekwentna. Az w koncu miarka sie przebrala ktoregos dnia, kiedy wrocilam do domu po lunchu, bo sie rozchorowalam a w domu: maz, skacowany po imprezie calonocnej, kumpel siedzi na moim kompie i gra, kot lata jak oszalaly po domu, porozwalane naczynia i opakowania po pizzy. Tego dnia kazalam mu sobie isc :) To nie tak, ze to byla jedyna taka sytuacja i nie tak, ze tylko na podstawie tego kazalam mu sobie isc. Ale tego dnia poczulam, ze juz dluzej nie moge. My nie mielismy dzieci (dzieki bogu!), bylo latwiej.
        A w kwestii wykorzystywania: pamietam sytuacje, kiedy tachalam do domu zgrzewke wody mineralnej ze sklepu, pomimo tego, ze maz pracowal w supermarkecie i jezdzil do pracy samochodem. I nie widzialam w tym nic zlego dopoki mnie przyjaciolka nie opieprzyla :)
        --
        "Who wants to be balanced, Billy. Balanced is way overrated."
    • 10.03.11, 10:59
      wręcz gadowi dzieci w drzwiach, kiedy wraca do domu, a sama wyjdź, wyłącz telefon i nie wracaj przed północą

      jak nie pomoże, wyjdź znowu i udaj się do sądu celem złożenia wniosku rozwodowego

      po co Ci taki truteń?
      --
      otomoto.pl/mazda-rx-7-fc3s-C9983309.html

      • <ambivalent
        <Tak, to zupelny brak poszanowania wlasnej osoby. Zgadzam sie z autumna, ze mozna by <zaczac od dosc zlosliwych malych krokow. Jezeli rozmowy nie dzialaja.

        Zgadzam się również z tym co napisały dziewczyny i dodam też że małe złośliwe kroczki u mnie tez podziałały :) albo robiłam to samo co mój mąż czyli jeden z przykładów mówił że jest zmęczony bo coś tam, więc na drugi dzień obiadu niet, bo ja była zmęczona - co prawda takie ćwiczenia głównie odbywały się jak nie mieliśmy dziecka, ale teraz też czasami trzeba gościem potrząsnąć. a tak dla śmiechu proszę bardzo:

        "Dlaczego mężczyźni siusiają na stojąco... Kiedy Bóg stworzył Adama i Ewę miał jeszcze dla nich dwie rzeczy, które chciał im podarować. Bóg powiedział: Mam jeszcze dwa podarki dla was, ten pierwszy to umiejętność siusiania na stojąco... Adam przerwał mu - To dla mnie! ja chcę to! To będzie naprawdę fajnie, > życie będzie znacznie prostsze i weselsze! Bóg popatrzył pytająco na Ewę, a ona skłoniła głowę i powiedziała: Dlaczego nie, to nie jest konieczne dla mnie. Więc Bóg dał Adamowi tę umiejętność. Adam krzyczał, skakał ze szczęścia i obsikiwał wszystko dokoła. Obsikiwał okoliczne drzewa, pobiegł na wybrzeże i na piasku siusiając zrobił przepiękny wzór. Był dumny z tej umiejętności. Bóg i Ewa patrzyli na radość Adama a w końcu Ewa zapytała Boga:- Jaki jest ten drugi podarek, który chciałeś nam dać? Bóg westchnął i odpowiedział: - Rozum Ewo, rozum!. "

        pozdrawiam Was i nie dajcie się!!!
        • historyjka jest cu-dow-na!
        • Mam jakieś takie dziwne odczucuie że wszyscy faceci sa tacy sami, a może się mylę???? Kurde czy praca zawodowa to naprawdę take ciężkie wyzwanie że kuźwa mać nie można po sobie posprzatać??? NIe - otóż moje drogie panie tym draniom się nie chce. Oni przynosza pieniążki więc ty zapieprzaj w domu jak dziki osiołek z motorkiem w dupie. Dlatego wracam do pracy bo jak mnie nie ma cały dzień w domu to podział ról jest jakoś zawsze sprawiedliwy :) Ola i Yuka ja wam nic nie poradzę tylko terapia wstrząsowa może coś zmienić. Cóż ja postąpiłam nieco inaczej -j pojechałam na wakacje tylko z córą bez niego - opłaciło sie, na jakiś czas . Potem pół roku później zaczął podskakiwać i pojechałam na dwa tygodnie do W-wy - zostawiając ich na łaskę i niełaskę losu - przeżyli i świetnie sobie radzili . Jak byłam w szpitalu rodzić młodą nr 2 to tez mnie nie było 2 tygodnie i znowu mężulek sprawdził się w roli świetnie. Znowu siedze w domu tym razem z drugą córą na macierzyńskiem i szykuję się do kolejnego kroku bo znowu czuję się wykorzystywana. Młoda jest na cycku więc jestem na razie uwiązana ale jeszczed chwilka i ...... chce przypomnieć mojemu ślubnemu że znowu zbliżają się wakacje :) A we wrzesniu wracam do roboty - już się nie moge doczekać.
          • Tylko widzisz to wszystko nie takie proste. Jak poznalam meza, dbal o czystosc bardziej niz ja. W swoim wynajmowanym pokoju pral nawet dywan. Wspolnie robilismy zakupy i dbalismy o mieszkanie. Sprawy zaczely sie komplikowac, gdy zaczal swoje pierwsze studia dwa lata po slubie. W tygodniu pracowal, soboty i niedziele spedzal na uczelni. Na szczescie nie w kazdy weekend studiowal, ale za to wtedy pracowal (praca zmianowa w supermarkecie). W wolnym czasie sie uczyl, pisal. I tak powoli, powoli niemal wszystkie sprawy domowe spadly na mnie (nawet rachunki), choc ja tez pracowalam, czasami nawet po godzinach. Kiedy urodzila sie cora i wrocilam do pracy, niewiele sie zmienilo. Wciaz bylam za wszystko odpowiedzialna, takze dziecko, chociaz maz juz byl dawno po koncowych egazminach. Wkrotce jednak maz wyjechal za granice, ja zostalam w ciazy i ze starsza cora i wszystkim na glowie na kilka miesiecy sama. Poradzilam sobie nawet z pakowaniem naszego dobytku mimo zagrozonej ciazy.
            Teraz przezywam powrot do przeszlosci poza tym, ze kiedys raz na jakis czas ktoras z mam do nas przyjezdzala troche nam pomoc, a teraz przy dwojce dzieci jestem zupelnie sama. Do tego mlody choruje niemal non stop, na szczescie w tym roku mniej powaznie i nie konczy sie to w szpitalu. Maz studiuje na studiach dziennych, dodatkowo jeszcze pracuje na pol etatu. Choc oczywiscie co jakis czas ma kilka dni wolnego. Jezeli powiem mu, ze musze sie przespac czy wyjsc do sklepu, nie ma nigdy problemu, zostaje z dziecmi. Klopot w tym, ze zamiast sie nimi zajac, puszcza im kreskowki, a sam siedzi w internecie obok nich. Dobrze, jezeli pamieta o ich nakarmieniu :). I to ciagle proszenie. Po 10 latach malzenswa mam juz po prostu dosc. No i nie cierpie relacji w jego domu rodzinnym, ktore do zludzenia przypominaja nasze poza jednym- maz nie pije, nie przeklina, kocha mnie i dzieci nad zycie. Poza tym nie chodzi z kumplami na piwo. Ciagle mysli o rodzinie i naszych problemach. Tylko gdzies w jego umysle slabo przedklada sie to na zycie codzienne. Wezmy przyklad jedzenia. Zabrania kupowania dzieciom szajsu czyli czipsow, sztucznych lizakow itp, z czym sie absolutnie zgadzam. Ale sam to je po katach i dzieci to widza, niestety. Mam ograniczac antybiotyki dla mlodego. Ale maz przy kazdej porzadniejszej chorobie bierze je jak najbardziej. Zada od dzieci szacunku dla siebie i mnie. Ale niezbyt czesto uzywa slowka prosze, jesli chce, abym cos przyniosla. Sa to wszystko male rzeczy, jednak jest ich wiele i powoduja rozdzwiek miedzy teoria (slowami) i praktyka. Jakby teoria dotyczyla jego, a praktyka innych osob. Podobnie ma sie rzecz z porzadkami. Mowie mu, ze jest brudno i czy nie moglby odkurzyc. Odpowiada mi, ze jeszcze nie trzeba. A tydzien temu nagle odkryl, ze schody sa brudne i sporzal na mnie wymownie. Udalam, ze nic nie widze i sam je wyczyscil. Ale ile sie nakomentowal na temat brudu, chociaz
            u nas nie ma raczej balaganu, bo dbam o dom i dzieci. Maz kiedys byl od mycia okien, teraz nawet i to robie ja. Smieci tez najczesciej wyrzucam ja, rowniez ja dbam o wystawianie kubla na zewnatrz, zeby byl wyrzucony przez ekipe. Jak nie chce mi sie gotowac, kupujemy pizze, maz jednak bardzo rzadko sam cos gotuje, chociaz umie. Peroruje na temat konsekwencji w wychowaniu, a gdy syn zaczyna poplakiwac czy sie upierac, moj slubny mieknie i na wiele mu pozwala, albo wpada w bezsasadne ataki wscieklosci. Ale to ja pozniej musze sie z efektami tego kulac, bo spedzam z dziecmi wiecej czasu.
            Wyjazdy dwudniowe nie maja sensu. Bylam w spitalu z mlodym przez tydzien, maz wspaniale zajal sie i cora i domem. Jak bylam w zeszlym roku po zabiegu i przez kilka dni lezalam w lozku, robil zakupy, zaprowadzal i odprowadzal dzieci, sprzatal, pral i gotowal. Ale kiedy wydobrzalam wszystko wracalo do normy. Komputer i net, czasami wspolne rodzinne wyjscia. I zadne rozmowy nie pomagaja.
            • wiecie co, zawsze jak czytam takie wypowiedzi, to się zastanawiam (wcale nie złośliwie, naprawdę dla mnie to interesujace) co wy w takich facetach widziałyście? i czy człowiek po ślubie jest w stanie aż tak się zmienić? A, i jeszcze: jakie zalety musiałby mieć facet żebym przy takich wadach nie pierdolnęła za nim drzwiami zakazując wracać?
              • > e? i czy człowiek po ślubie jest w stanie aż tak się zmienić?

                To akurat jest chyba możliwe. Byłam świadkiem koszmarnej metamorfozy sąsiada psiapsióły. Spokojny chłopak, znałam go od wieku szkolnego i pamiętam, jaki był dumny, gdy dostał pierwszą pracę jako mechanik samochodowy. A potem wdał się w jakieś szemrane towarzycho i nie mniej szemrane interesy, zaczął pić i lać żonę.

                Niemniej jak się faceta traktuje jak dziecko o niezdarnych rączkach, które nic nie umie zrobić i nie ma siły, to i jak dziecko się będzie zachowywać i z chęcią wejdzie w tę rolę. Ale skoro już się stało, to próbowałabym raczej ewolucji niż rewolucji.

                --
                Własnymy ręcyma
                Tu straszy
            • Yuka, doszłam do wniosku, że mamy wspólnego męża :)
              Mnie też wkurzają te landrynki i lizaki cichcem kupowane synowi, a ja tego nie cierpię. Dobra, słodycze raz na jakiś czas, ale te cholerne cukiereczki przy każdej okazji, a po dentystach latam z dzieckiem ja, nie on. Ale on je dokładnie tak samo, więc co się dziwić.
              • On im nie kupuje tego swinstwa, tak zle nie jest :) . Ale jezeli katem sobie podjada przed laptopem, dzieci widza i tez chca. Mnie tez zdarza sie takie podjadanie, ale tylko gdy w domu nie ma dzieci albo juz spia.
            • yuka Ty nie rozumiesz.. idziesz spać zabierając ze sobą KABEL albo inną strategiczną część (u nas bez pilota nie uruchomią dvd :D) i wrzucasz ją sobie pod poduszkę!! W ostateczności zawsze możesz poucinać końcówki, ale wtedy i Ty nie włączysz niczego :D


              --
              http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/fWbY.jpghttp://lbyf.lilypie.com/fWbYp2.png
              http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/C5W3.jpghttp://lbyf.lilypie.com/C5W3p1.png
    • Zdecydowanie powinnaś przestać sobie radzić.

      --
      Bazuna 2011
      Moje dzieci
      • Dzieki. Zaczynam od dzisiaj. I tak po kilku bezsennych nocach nic mi sie nie chce. Nawet- o zgrozo- bawic z mlodymi.
        • yuka12 napisała:

          > Dzieki. Zaczynam od dzisiaj. I tak po kilku bezsennych nocach nic mi sie nie ch
          > ce. Nawet- o zgrozo- bawic z mlodymi.

          Źle się czujesz i koniec. Jesteś przemęczona. Żyć ci się nie chce. Czujesz się opuszczona i zaniedbana ;)

          --
          Bazuna 2011
          Moje dzieci
          • Tylko ja mam tak z przerwami od prawie roku, kiedy z przyczyn zdrowotno-rodzinnych opuscilam wymarzony koledz, a po przeprowadzce we wrzesniu juz w zasadzie machnelam reka na planowane od kilku lat studia (ktore mialam juz w zasiegu reki). Zostala mi wiec funkcja opiekunczo-wychowawczo-porzadkowo-zywieniowa. Brakuje mi juz sil na nadzieje na zmiany. Zwlaszcza, ze co zaczne myslec o pracy albo jakims kursie lub odbede owocna rozmowe ze slubnym, jakies dziecko zachorowuje albo on na nowo wraca do starych zwyczajow lub brak kasy albo/ i tp. i wszystko znow wraca do punktu wyjscia.
            Moze jakis samotny wyjazd na dwa dni by mi pomogl?
            • Moze i tak :) Jak chcesz przyjedz do mnie, mnie tutaj samotnie :)
              --
              "Who wants to be balanced, Billy. Balanced is way overrated."
              • Miałam taki egzemplarz jak Ola i bardzo dużo czasu mi zajęło,żeby zrozumieć pewne rzeczy.
                Eks potrafił zadzwonić do mnie do pracy z wiadomością,że dziecko upaprało się bitą śmietaną i na moją sugestię,żeby je umył,stwierdził,że nie i że mam wracać(sic!)do domu i to zrobić.
                Na pocieszenie powiem,że istnieją faceci którzy:gotują,nie zostawiają ciuchów byle gdzie,potrafią zająć się trójką dzieci,a nie tylko jednym,zrobią zakupy z uśmiechem na ustach,pamiętają o rocznicach,urodzinach i kupują kwiaty bez powodu.
                Po 12 latach mordęgi,gdy już zwątpiłam,że kiedykolwiek będzie mi dobrze,trafił mi się taki osobnik i kocham go nad życie.
                --
                "Żeby odpędzić złe sny, pociągnęła solidny łyk z butelki pachnącej jabłkami i radosną śmiercią mózgu".

                "Maskarada" Terry Prachett
            • yuka, ale Ty nie masz przestać sobie radzić swoim (i dzieci) kosztem a tylko w sprawach dotyczących Twojego M. i szeroko pojętego gospodarstwa domowego (musisz to przemysleć)
              sama użeram sie z moim męzem, wiec wiem, ze nie jest łatwo ale jeśli sama o siebie nie zawalczysz to nikt tego za Ciebie nie zrobi. a dzieci patrzą :/

              --
              kura domowa
    • yuka,
      pogonic lenia smierdzacego, albo zastosowac terapie wstrzasowa. inaczej nigdy nie bedzie dobrze!
      ja na mojego meza narzekac absolutnie nie moge, bo jest prawie idealny. prawie :)
      ale mam wrazenie, ze pewne rzeczy zaczal lepiej rozumiec, jak wszedl w moja role.
      tzn. jak urodzily sie nasze blizniaki maz pracowal, ja 'siedzialam' w domu i to na mnie spadalo wiekszosc obowiazkow w stylu pranie, przatania, gotowanie. mimo, ze maz pomagal mi, pomimo pracy zawodowej i wspieral psychicznie to i tak mialam wrazenie, ze tak podskornie uwaza, ze przesadzam.
      teraz role sie odwrocily. wyjechalismy za granice, ja 'robie kariere', on siedzi w domu. mimo, ze dziewczynki sa juz duze, chodza do szkoly on i tak ma sporo do zrobienia - zakupy, gotowanie, sprzatanie itp. wszystko praktycznie spadlo na niego :), 'no ba ja przeciez pracuje i jestem zmeczona' :))).
      po takiej zamianie rol oboje zaczelismy chyba lepiej sie rozumiec i lepiej dogadywac.

      --
      justinka + ♥zosia i hania♥
      moje bliźniaki mają...
    • Niestety, z pewnymi facetami trzeba się nakombinować, żeby zagonić do roboty.
      Był już kiedyś wątek, w którym podawano instrukcje, jak powinna się zachowywać zapracowana kobieta.

      Dyplomacja to podstawa. Musisz częściej mu nawijać, jaka jesteś zmęczona, w stylu "Czuję, że zaraz zemdleję" lub "Boże, jaki ciężki ten odkurzacz, po dzisiejszym odkurzaniu nie czuję rąk".

      Dobrą "karą" dla lenia jest właśnie brak obiadu czy tam prania, prasowania. Oczywiście, że zmartwioną miną i uwielbieniem w oczach należy rzucić tekstem: "Tak chciałam ugotować Twoje ulubione bitki, ale po prostu padłam, zmęczona!".

      Pamiętaj też, że w każdym facecie drzemie rycerz, trzeba tylko, żeby cały czas widział w Tobie damę, potrzebującą jego pomocy i opieki. Teksty w stylu "Bez Ciebie nie dam sobie rady" lub "Podziwiam Cie, kochanie, że potrafisz tak dobrze .... i coś tam coś tam".

      I tak jak pisały dziewczyny - małymi kroczkami do celu!!!
      • goodnightmoon napisała:

        > Dyplomacja to podstawa. Musisz częściej mu nawijać, jaka jesteś zmęczona, w sty
        > lu "Czuję, że zaraz zemdleję" lub "Boże, jaki ciężki ten odkurzacz, po dzisiejs
        > zym odkurzaniu nie czuję rąk".

        To ja mam jakiś inny model, bo ja nie mogę powiedzieć, że jestem zmęczona, bo pogardliwie wznosi oczy do nieba, że mi się we łbie poprzewracało i że ciągle narzekam. Myśli, że wymyślam sobie zmęczenie, żeby go zadręczyć i wykorzystać.

        > Dobrą "karą" dla lenia jest właśnie brak obiadu czy tam prania, prasowania.

        Zamawia pizze i chodzi w nieprasowanych koszulach (nigdy nie splami się wzięciem żelazka) ciuchach - zero reakcji, tylko jeszcze udaje skrzywdzonego, że ma wredną żonę, która nie potrafi zadbać o męża.

        Z ostatniej chwili: wychodzę wieczorem i zostawiam męża z dziećmi na 2,5 godziny (przykład Anny mnie zmotywował). Wracam: 22:05 (zamkli CH). Młodszy padł, starszy bez kolacji, nie umyty, wymęczony tak, że kolacji już nie zje, po zabójczej dawce kreskówek. Przyszłam, rozebrałam się i do roboty: kolację małemu, umyć, poczytać, a potem do rana nosić młodszego, bo chory.
    • dziewczyny, strasznie wam współczuję... idę zatem ozłocic swojego małżonka szanownego, bo skarb mi się trafił widocznie - eh, głupi ma szczęście, u nas w domu to ja robię za trutnia:(
    • Mam taka pracę, że czasami mogę pracować z domu.
      Sytuacja:
      Małż wraca do domu o 16 i widzi: gary w zlewie, pranie nie wstawione, dywan kąsa po nogach, ja przy kompie.
      Słyszę pretensję: nic nie zrobiłaś, a cały czas byłaś w domu:
      Małż słyszy: nie kochanie, ja byłam w pracy i jeszcze nie wróciłam. Wrócę dopiero za godzinę, więc jak Ty wróciłeś wcześniej, to zajmij się domem w dowolnej kolejności. I nadal siedzę przy kompie.

      A jak bywa niemiły, to o zakupach zawsze zapominam, albo kupuję jajka, twaróg i sałatę. Żadnych szynek, kabanosów, piwa. Nie uniosłam, zapomniałam, wiedziałam, że coś jeszcze miałam kupić, ale bez listy byłam. To ty kochanie kup.

      Pranie sam wstawi i powiesi, obrażony a jakże, bo już nie ma gaci na dupę, albo skarpet. Potem wkłada na dupę prosto z suszarki, bo mu do szuflady samo nie wchodzi.

      W myślach nazywam to survival małżeński, a w głębi duszy wierzę, że mężczyzna kocha swoją ZOŁZĘ i ją szanuje, bo, chcąc nie chcąc, MUSI się z nią liczyć.

      Yuka, Aleksandra, zacznijcie być cichymi zołzami, w CZYNACH, nie w słowach.
      Faceci uczą się przez czyny, nie przez słowa.
      --
      Extreme couching w niedzielę po południu: Mamo, tato, wy teraz sobie pobiegajcie, a ja za chwilę Was zawołam i ustawicie się w pary.
      • wiecie co, sorry ale najmądrzejsze to są zawsze te, które nie mają takich problemów.. jedyna która tak naprawdę podjęła radykalne kroki mając już dzieci, co jest istotne była Anna - i zajebiście mi jej odwaga imponuje. mój też z prac domowych niewiele wykonuje. Sprzątanie, pranie - nigdy w życiu. jedzenie - czasem, w weekend zawsze śniadanie do łózka wszystkim przynosi, bo poranki spędzamy wszyscy w jednym łózku, choć już kuchni po sobie nie posprząta. Małą się co prawda prawie nie zajmuje bo twierdzi że ona nic nie kuma i nie umie się z nią bawić, czasem ją weźmie na chwilę jak poproszę bo czterech rąk nie mam, a przewijać to on nie będzie bo nie wie jak to się robi z dziewczynką, ale pies go drapał, ja to lubię robić. Starszym się jakoś tam zajmuje, nie zawsze twórczo bo często to polega na wspólnym graniu na playstation, ale czasem coś budują, a jak jest ciepło to codziennie obowiązkowo choć na pół godziny idą na piłkę. Jeździ z nim też dwa razy w tygodniu na taniec i judo. Zakupy owszem zrobi, ale jak mu się listę da (jak tylko powiem to na bank nie kupi tego na czym mi najbardziej zależy). Wyjazd na kilka dni powoduje taki burdel w domu, ze strach wracać, jemu to nie przeszkadza, więc żadna to terapia dla niego, a jeść może w knajpie. Wszystkie wakacje, czas wolny organizuję ja, no ale to przyznaję, lubię. On za to zajmuje się naprawą samochodów. Kiedyś się swoim zajmowałam sama ale się pokłóciłam z facetami w warsztacie tak, że już tam nie wejdę :) Jak wychodzę wieczorem to nie ma problemu, zawsze zostanie, tylko rzeczywiście tak jak pisze Ola, na to że dziecku trzeba dać kolację już sam nie wpadnie. Jest masa rzeczy która mnie wkurza, np rozrzucanie skarpet i brudnych ubrań albo to że nie chce mu się czytać małemu, chociaż on tak go prosi (twierdzi ze tego nie cierpi) ale co to znaczy pogonić? Co, ze wspólnego mieszkania ma sie wyprowadzić? Chyba sobie żartujecie - nie wiem jaki facet by na to poszedł. Chyba że to tylko jej mieszkanie. Można oczywiście samemu pójść tylko trzeba jeszcze mieć gdzie. Mnie osobiscie nie stać by było na wynajęcie ze swojej pensji mieszkania. Ale najłatwiej powiedzieć "ja to bym pogoniła takiego" taaa, jasne, chciałabym widzieć jak on potulnie jak piesek zostawia wszystko i idzie, a wam od razu jest w życiu łatwiej, nie? ktoś spytał dlaczego się wiążemy z takimi facetami? a dlatego ze nie kocha się kogoś z powodu umiejętności wrzucania brudnych ubrań do pralki czy używania odkurzacza..
        • Wiążemy się z takimi facetami bo przez pierwsze .... - tu wstawić należy odpowiednią liczbę lat - uważałyśmy, że my mu pokażemy jak to jest fajnie z nami mieszkać i jeść razem obiadki przygotowane przez żonę, dbałyśmy o pranie, dywany bo mamy taki pęd do tworzenia przytulnych gniazdek, a facet miał to tylko doceniać i związać się tylko z nami a nie z tą rudą, wstrętną Magdą lub zatęsknić za swoją byłą. Starałysmy się żeby sobie nie pomyślał, że jesteśmy brudaski albo niegospodarne albo nie daj boże nie potrafimy się zajmować własnym facetem. Ja byłam w szoku bo mój mąż miał poukładne majtki i skarpetki w szufladach w kosteczkę i kolorami. Pomyślałam sobie wtedy, że będzie miał ze mną przesrane bo u mnie pranie z suszarni do szuflady idzie 3 dni. Fakt nie wchodzenia do jednego pokoju w ogóle nie wzbudził u mnie dzwonka alarmowego! Okazało się po kilku latach jak przestałam w amoku sprzątać po sobie i facecie, że ten pokój służył do wrzucania tam wszystkiego co powodowało wrażenie nieładu w domu: brudne ubrania, czyste ubrania, nie wiadomo jakie ubrania, gazety , kurtki, czapki, buty i cholera wie co jeszcze i kiedy przestałam sprzątać okazało się, że mąż nie potrzebuje osobnego pokoju. Wystarcza mu całe mieszkanie!
          No i między innymi dlatego wiążemy się z takimi facetami.
          A teraz która się walnie w piersi i z ręką na sercu powie: wychowuję swojego syna tak, że na pewno będzie po sobie sprzątał, sam gotował, wyręczał kobitę bo wyręcza mamusie i robi to sam z nieprzymuszonej woli a nie po naszym wielkim wrzasku, że jak nie posprząta pokoju to ma się pożegnać z komputerem do 18-tki?
          • Wiec, o dziwo, ucze swojego mlodego sprzatac [psobie, zanosic brudne naczynia do zlewu, sprzatac zabawki, wrzucac brudne rzeczy do kosza na bielizne zamiast gdzie popadnie, scielic lozko, myc recejak najczescie a zwlaszcza po skorzystaniu z ubikacji i zamykac klape. Ucze podobnie moja corke. Tylko ona robi to chetnie i wystarczy sie jej tylko przypomniec, a syn najczesciej udaje, ze prosby nie dotycza jego tylko kogos zupelnie innego ... . Wyglada znajomo, prawda?
            A za mezam wyszlam dlatego, ze jest porzadnym, kochajacym , cieplym czlowiekiem i dobrym przyjacielem, na ktorego moge liczyc w ciezkich chwilach. Tylko wtedy nic a nic nie wiedzialam o jego domu rodzinnym (znalam tylko z krotkich wizyt). Gdybym miala dzisiejsza wiedze, bardziej bym sie zastanawiala. W kazdym badz razie kocham tego czlowieka.
            • No i na koniec dopisze, ze jest to jeden z niewielu mezczyzn, przy ktorym moge byc soba. A jestem typem dosc dzikim, niezaleznym i z wybuchowym temperamentem, teraz juz oswojonym. Przy innych chlopakach musialam wciaz udawac, nawet to ze czasami bylam bardziej rzutka i inteligentna. Przy mezu nie musze tego robic, sam jest wystarczajaco silna osobowoscia. Zaakceptowal mnie taka, jaka jestem. To raczej ja mam do dzisiaj problem z zaakceptowaniem jego. Moze wlasnie ta moja niezaleznosc i samowystarczalnosc ponosi wine za wziecie zbyt duzej ilosci obowiazkow na swe kobiece ramiona?
              • Dużo się nauczyłam na tym wątku :)
                Dlaczego wiążemy się z takimi facetami?
                Ja np. nie znałam skali problemu, no i wydawało mi się, że można się dogadać co do obowiązków, no i wydawało mi się, że pranie i zmywanie nie jest aż tak istotne, żeby decydowało przy wyborze faceta.
                Brak pomocy w domu przysłania mi skutecznie cały wachlarz zalet mojego męża - cudowny luz, poczucie humoru, stoicki spokój, duszę szeroką jak ukraińskie stepy. W końcu kiedyś byłam w nim zakochana - tak pięknie grał na gitarze i śpiewał piosenki Dżemu... Ech!
                • Aleksandra, tak na co dzień to chyba bardziej cenna jest u faceta umiejętność trafienia z brudnymi ciuchami do kosza i zmywania niż gry na gitarze i śpiewania piosenek Dżemu;)
                  Watek ten głęboko mnie poruszył:D
                  Mój pierwszy facet był typem przyzwyczajonym do pełnej obsługi, tak go nauczyły poprzednie kobiety, ja zaś nawyków panny służebnej nigdy nie posiadałam.Kiedys żartem rzuciłam,że ok, urodzę jeszcze dwójkę dzieci, zajmę się domem a on nas będzie utrzymywał.Propozycja ta wywołała jego szczery zachwyt, nawet nie załapał,ze to dowcip był.Bozia uchowała,że się rozstaliśmy -nie tylko z powodu trzech lewych rąk eksa do prac domowych.
                  Zawodowo jakiś czas temu go przegoniłam i generuję większy dochód,że się tak wyrażę. Z trójką jego dzieci i bez pracy byłabym dziś za zakrętem głębokiej czarnej dupy.
                  Mój aktualny mąż to z kolei pedancik w kancik, sprząta , prasuje i narzeka na mnie,że bałaganię.Idealny nie jest, potrzebuje łagodnego ukierunkowania ale generalnie jest bardzo OK.
                  Dziewczyny, zastanówcie się jeszcze nad jednym-jakie będą wasze emerytury, skoro to pan i władca pracuje i robi karierę, a wy siedzicie w domach-nie na macierzyńskich czy wychowawczych, tylko po prostu bez pracy?
                  --
                  http://tickers.baby-gaga.com/t/eleeleard19961028_-8_Kuba+Big+Brother+is.png

                  http://tickers.baby-gaga.com/t/catcatard20090629_-8_Zofija+is.png
                  • berkano8 napisała:

                    > Aleksandra, tak na co dzień to chyba bardziej cenna jest u faceta umiejętność t
                    > rafienia z brudnymi ciuchami do kosza i zmywania niż gry na gitarze i śpiewania
                    > piosenek Dżemu;)

                    No właśnie niej jestem do końca przekonana, bo na pewno jeszcze gorzej by mi było z facetem, który by w domu zasuwał i pozwalał mi odetchnąć, ale poza tym był ćwokiem. Oczywiście, że można szukać dwa w jednym (nie-ćwok i sprzątający, ale to wyższa szkoła jazdy).

                    Z ostatniej chwili: zerwał nam się dwa miesiące temu sznur od suszarki bieliźnianej podsufitowej. Kupiłam sznurek i czekam i czekam... I w końcu myślę: ja pitolę! Wzięłam drabinę (mieszkanie ma 3,5 metra), szarpałam się godzinę, nie wiedząc za cholerę, jak to naprawić i zrobiłam. Mąż przyczłapał na chwilę, obejrzał i powiedział: "Moim zdaniem tego nie da się zrobić". Ja na to: "Byłam pewna, że Twoim zdaniem się nie da". Obraził się. Suszarka działa.

                    • > No właśnie niej jestem do końca przekonana, bo na pewno jeszcze gorzej by mi by
                      > ło z facetem, który by w domu zasuwał i pozwalał mi odetchnąć, ale poza tym był
                      > ćwokiem.Oczywiście, że można szukać dwa w jednym (nie-ćwok i sprzątający, ale
                      > to wyższa szkoła jazdy).


                      życie to szkoła wyborów i kompromisów... nie rozumiem tylko, dlaczego narzekasz? sama sobie wybrałaś?
                      nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, że z twoich opisów twój maż to właśnie ćwok, który wcale cię nie szanuje, no, ale zawsze moze ci zaśpiewać " w życiu piękne są tylko chwile"

        • > ale co to znaczy pogonić? Co, ze wspólnego mieszkania ma sie wyprowadzić? Chyba sobie
          > żartujecie - nie wiem jaki facet by na to poszedł. Chyba że to tylko jej mieszkanie.
          > Można oczywiście samemu pójść tylko trzeba jeszcze mieć gdzie.

          ja swojego wyrzuciłam z jego mieszkania :D:D Zarówno ja jak i on właściwie mamy gdzie wrócić w razie czego, ale zrobiłam to, bo ja generalnie za dużo się nie zastanawiam w takim momencie. Zaczynam od "jakoś to będzie/pomyślę o tym później" albo i nawet bez tego. Liczy się dla mnie zawsze TA chwila, a ja w tej TEJ chwili nie mogę z nim dłużej być pod jednym dachem, jestem impulsywna i zaczynam świrować w kryzysach między nami, zanim zacznę racjonalnie myśleć on musi zniknąć z horyzontu. Na ogół pakuję go sama (pakowałam kilka razy, wyrzuciłam tylko raz)... albo zamykam się w mieszkaniu od środka. Mamy specjalny zamek - zamknięty z jednej strony nie otwieralny z drugiej - zabezpieczenie przy dzieciach - trzeba tylko pamiętać by drugiego nie zamknąć od zewnątrz, bo nie wyjdzie :D - kiedyś go zamknęłam i nim się kapnęłam po powrocie jeszcze awanturę zrobiłam, że zakupów nie zrobił :D:D:D


          --
          http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/fWbY.jpghttp://lbyf.lilypie.com/fWbYp2.png
          http://lbyf.lilypie.com/TikiPic.php/C5W3.jpghttp://lbyf.lilypie.com/C5W3p1.png
    • Mogę jeszcze trochę ponarzekać? Proszę, proszę, proszę :D
      Wczoraj małż pojechał o 8 do pracy. Podczas jego nieobecności przeprowadziłam Młodego do jego pokoiku (co wiązało się z rozkręceniem i powtórnym skręceniem łóżeczka, bo nie mieściło się w drzwiach), przemeblowałam nasz pokój (łącznie z przesuwaniem ciężkiej jak sam skur%^* szafy), poodkurzałam, pomyłam podłogi, zmieniłam pościel, przygotowałam obiad i po wszystkim zrobiłam sobie kawę i przysiadłam na chwilkę do kompa. Dokładnie w tym momencie wszedł małż i stwierdził, że ja cały dzień nic nie robię, tylko siedzę na necie :D Przeniesienie Młodego skwitował, że po co mi to, że teraz będę musiała latać do niego całą noc. Przemeblowania w sypialni jakby nie zauważył. Na prośbę wywiezienia sanek do mojej mamy zareagował tak: "Ale po co? Na NASTĘPNĄ zimę będziesz kazała mi je z powrotem przywieźć" :D Wczoraj przy śniadaniu skomentowałam jakąś radiową reklamę, na co dostałam zjebkę, że się nie znam na samochodach, więc po co się odzywam. A dziś rano padło pytanie: "A ty co się tak nie odzywasz, od rana masz focha?" :D
      O, jeszcze mi się przypomniało coś fajnego. Z okazji dnia kobiet miałam wyjść wieczorem ze znajomymi. Wykąpałam Młodego i zaczęłam go usypiać. Na to małż nagle zapałał ojcowskimi uczuciami i dawaj zabawiać synka. W końcu mały usnął, ale ja już nigdzie nie poszłam, bo byłam sporo spóźniona, poza tym małż stwierdził, że jak się dzieć obudzi, to on go weźmie do salonu na matę, bo akurat będzie mecz i nie będzie miał czasu żeby chwilę go ponosić i uśpić.
      Nie wiem, czy on to robi specjalnie, ale skutecznie mnie zniechęcił do wyjścia. Może ja z powodu pmsa jestem wrażliwsza na takie szczegóły, ale szlag mnie czasem trafia. I jeszcze moja pizgnięta kotka ma ruję i jęczy non stop :D Żyć nie umierać :D
      No to się wywnętrzyłam, od razu mi lepiej :D
      --
      http://lpmf.lilypie.com/TikiPic.php/sQmg.jpghttp://lpmf.lilypie.com/sQmgp1.png
      • trzeba było wyjść i zostawić go z rozbawionym dzieciem. On po prostu u Ciebie wciaż jest górą i usilnie stara się utrzymać tą pozycję..

        Ja pamiętam jak mój mąż, wtedy jeszcze nie-mąż wziął się za uwijanie gniazdka ze mną z hasłem "partnerski związek", który wg niego polegał na tym, że ja MUSZĘ sprzątać, gotować, prać, jak on wraca z pracy ma być w domu czysto niezależnie od tego czy w domu jestem czy byłam czy jestem w pracy, brak obiadu mógł być wyłącznie wtedy kiedy byłam w pracy.. natomiast on MOŻE posprzątać, pomóc mi np. w robieniu obiadu, ale ja nie mogę WYMAGAĆ tego od niego, a co najwyżej POPROSIĆ! I oczywiście ani on ani nikt inny nie wiedział o co mi chodzi, dlaczego narzekam! A jak już nie miałam pracy?? O laboga, on wtedy nie musiał w domu robić niczego.. nawet wychodzić ze mną na spacer ;) Dodam, że dyplomata z niego niezły i potrafi tak człowieka zakręcić, że wielokrotnie czułam się tak zapędzona w kozi róg, że to on był górą. On był zawsze święty.
    • Ja się przy was poczucia winy nabawię....

      Wczoraj: wstałam późno, bo wstaję późno zazwyczaj o ile nie muszę być w jakimś miejscu służbowo z rana.
      Poklepałam swoje teksty.
      Ponegocjowałam kolejne zlecenia.
      Pogadałam z dziećmi trochę, niezobowiązująco.
      Dałam się chłopu nakarmić: kawusia rano, śniadanie, obiadek, kolacyjka (nie, nie chciałam tego, chciałam co innego... zrobił co innego).
      Po czym zakończywszy bicie się ze słowami (czyli pracę zawodową) ok. 21, stwierdziłam: wiesz co? biorę auto i lecę na karaoke...
      Na to chłop: A może zawieźć cię i przyjechać potem? Chociaż wolałbym nie...
      Ja: Nie, siedź sobie spokojnie. Nie będę piła, to będzie bezpieczniej...

      Do domu wróciłam ok. 2. Wstałam dziś późno... dałam się nakarmić, pogadałam z dziećmi niezobowiązująco, obrabiam właśnie teksty.... :)

      Jestem mężczyzną, jasna aniela! Jestem mężczyzną.
      --
      Ad maiorem interpret(ation)is gloriam :)
    • Czytam, czytam i sie zastanawiam. Ja tez mam na sumieniu bycie z facetem, ktory do niczego sie nie nadawal (wiekszosc czasu przynajmniej). Taki Piotrus Pan. ALE nigdy bym sie nie zdecydowala na dzieci z nim. Tzn, zdecydowalabym sie, gdybym widziala poprawe.
      Czy wy zobaczylyscie poprawe a potem okazalo sie to nieprawda czy jak? Bo jak mozna takiego niezyciowego czlowieka na ojca brac?
      --
      "Who wants to be balanced, Billy. Balanced is way overrated."
      • ambivalent napisała:

        > Czytam, czytam i sie zastanawiam. Ja tez mam na sumieniu bycie z facetem, ktory
        > do niczego sie nie nadawal (wiekszosc czasu przynajmniej). Taki Piotrus Pan. A
        > LE nigdy bym sie nie zdecydowala na dzieci z nim. Tzn, zdecydowalabym sie, gdyb
        > ym widziala poprawe.
        > Czy wy zobaczylyscie poprawe a potem okazalo sie to nieprawda czy jak? Bo jak m
        > ozna takiego niezyciowego czlowieka na ojca brac?

        Oj Ambivalent, dla Ciebie to takie proste. Jak nie ma dzieci, to mieszkanie bardzo łatwo ogarnąć, to nie jest problem. Nie ma nieprzespanych nocy i natłoku obowiązków.
        Poza tym zawsze można myśleć, że jak będą dzieci, to facet stanie na wysokości zadania, bo będzie chciał pomóc, tak normalnie i po ludzku.
        • aleksandra1357 napisała:

          > Poza tym zawsze można myśleć, że jak będą dzieci, to facet stanie na wysokości
          > zadania, bo będzie chciał pomóc, tak normalnie i po ludzku.

          Myślę, że to słowo klucz. Tak normalnie, po ludzku, facet jest takim samym człowiekiem i rodzicem jak kobieta, więc we własnym domu i przy własnych dzieciach nie pomaga, tylko się zajmuje.

          --
          Bazuna 2011
          Moje dzieci
          • gaja78 napisała:

            > aleksandra1357 napisała:
            >
            > > Poza tym zawsze można myśleć, że jak będą dzieci, to facet stanie na wyso
            > kości
            > > zadania, bo będzie chciał pomóc, tak normalnie i po ludzku.
            >
            > Myślę, że to słowo klucz. Tak normalnie, po ludzku, facet jest takim samym czło
            > wiekiem i rodzicem jak kobieta, więc we własnym domu i przy własnych dzieciach
            > nie pomaga, tylko się zajmuje.

            Wycofuję słowo "pomóc". Wydawało mi się, że każdy normalny człowiek przejmie swoją połowę obowiązków, zamiast perfidnie i wrednie zwalać wszystko na drugą osobę i tego nie dostrzegać.
        • Ok, droga Aleksandro. Jedno rozumiem, ale decydowac sie na drugie??? Po pierwszym juz wiedzialas, prawda?
          I nie chce absolutnie, zeby to brzmialo jak zlosliwosci. Ja naprawde rozumiem, ze w buraku mozna sie kochac. Baa, mozna z takim 10 lat byc, jak ja. Bo duzo mozna wybaczyc.
          --
          "Who wants to be balanced, Billy. Balanced is way overrated."
          • Decydować się na drugie? No tak, wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale może jeszcze się łudziłam, że się zmieni. Poza tym nie wyobrażam sobie mieć jedynaka, bardzo chciałam mieć choć dwójkę dzieci i w miarę małą różnicę wieku (na dużą różnicę jestem zresztą za stara). Myślałam sobie: najwyżej sama dam radę.

            A tak w ogóle to mam podejrzenia, że mój mąż przeczytał mój wpis na tym wątku, bo dziwnie obrażony chodzi i zerka dziwnie. Choć z drugiej strony przeczytanie czegoś wymaga dużo energii, więc ciężko go o to posądzać.

            Tak sobie myślę i myślę o tym wszystkim i to naprawdę jest trudne. Bo może mój mąż wcale nie jest burakiem, tylko ja mam nierealne wymagania? Może jestem prawdziwą jędzą, która chce zagonić pracującego po 12 h na dobę męża do roboty, a sama siedzi większość dnia na forum i udaje potem śmiertelnie zmęczoną? Spójrzmy prawdzie w oczy: dziecko czasem śpi. A ja wtedy niestety nie rzucam się na robotę, tylko śpię lub siedzę przed komputerem.
            Nie wiem, kto ma rację.
            No i z tym wieczornym wychodzeniem: skoro ja mam prawo wyjść i zostawić go z dwójką na cały wieczór, to on ma chyba prawo zrobić to samo, co nie? A jak on mnie zostawia wieczorem samą z dwójką, to czuję się straszliwie skrzywdzona.
            To ja mam prawo wyjść, bo on cały dzień jest poza domem? Ale przecież pracuje.
            Powiecie pewnie, że można wychodzić na zmianę i będzie sprawiedliwie, ale też nie do końca, bo jak on po pracy jeszcze sobie wolny wieczór zrobi, a ja cały dzień sama, to jakoś mi się to wydaje niesprawieliwe.
            Może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i mój mąż mógłby opowiadać (nie jest gawędziarzem), jaką ma beznadziejną żonę, która jest wiecznie niezadowolona, całe dnie przed kompem, dzieci rozwydrzone, obiadów od dawna nie gotuje i jeszcze narzeka, że za mało kasy dostaje.
            Gdybym była pewna, że to on jest burakiem, nie ja, to bym ogarnęła tę sytuację. Ale pewna jestem tylko czasem.
            Poza tym jak mu udowowdnić, że ja więcej robię: opowiadać co zrobiłam danego dnia? Nagrywać? Nie mam dowodów, że robię więcej niż on. On śpi w nocy i nie ma pojęcia, że ja pół nocy noszę dzieci. Obudzić? Nie chcę, ostatnio mam etap "mam cię głęboko i daję sobie radę sama". Etap proszenia o pomoc był bardzo upierdliwy: "Płacze, proszę weź go!" "Oj tam, jeszcze nie płacze" (zajada coś) "Idź, proszę, zanosi się!" "Jeszcze chwilę" (drapie się po tyłku) W efekcie biegnę po dziecko, sine od płaczu. To ja już wolę bez tego całego gadania.
            • wiesz, każdy ma inną definicję ćwokostwa.Dla mnie ćwok to facet sprowadzający swoją kobietę do roli kuchty i nieliczący się z jej potrzebami,zostawiający brudne gacie i skarpety na środku mieszkania i choćby śpiewał jak Riedel, tańczył jak Barysznikow, pisał wiersze i patrzył w gwiazdy, to ćwokiem dla mnie pozostanie z powodu braku szacunku dla swojej kobiety.
              Riedla to ja sobie mogę posłuchać z płyty.
              Niech sobie chłopak poczyta:) zostaw tą stronę otwartą;P
              --
              http://tickers.baby-gaga.com/t/eleeleard19961028_-8_Kuba+Big+Brother+is.png

              http://tickers.baby-gaga.com/t/catcatard20090629_-8_Zofija+is.png
            • A po co ty chcesz coś udowadniać? Co to jest - małżeństwo czy praca naukowa?
              Ty się źle czujesz, jesteś nieszczęśliwa, zmęczona, czujesz się nieszanowana, olewana. To wystarczy. Nieważne, czy masz do tego racjonalne przesłanki. Tak to już jest z uczuciami - rzadko bywają racjonalne. W małżeństwie nie chodzi o argumenty, a przynajmniej nie powinno, bo wy macie być razem dla waszych dzieci i dla siebie, a nie przeciw sobie.
              To mąż jest burakiem i ja ci to mówię z całą pewnością. A wiesz, dlaczego? Bo ty się zastanawiasz, jak on się czuje i że może mu źle. A on ma w dupie to, co ty myślisz i czujesz. Co więcej, ty mu to komunikujesz, a on olewa. To jest buractwo właśnie.
              Dziecko jest twoją robotą. Nie musisz się na nią rzucać. Też masz prawo do odpoczynku. Do posiedzenia na forum. I bez prania, sprzątania i gotowania jesteś wystarczająco uchetana.
              Sprawa jest w sumie chyba dość prosta - kochasz go jeszcze? To walcz o niego, o wasz związek. Zapisz was na terapię i zaciągnij wołami, zmuś szantażem, bo pewnie nie będzie chciał iść. Rozmawiaj. Proś. Pisz listy. Działaj po dobroci i podstępem. Kto wie, może jeszcze uda się coś wywalczyć.
              Nie kochasz? To zacznij planować wyjście z tej sytuacji. Lemoniada ma rację - łatwo powiedzieć "wystaw walizki". To nie jest łatwe nawet, gdy nie ma dzieci, a z dziećmi sprawa komplikuje się jeszcze sto razy bardziej. Dlatego nie chodzi o to, żeby go rzucić dziś. Ani jutro. Ale powoli zastanów się, jaką masz drogę ucieczki i czy chcesz z niej skorzystać. Jesteś silną, mądrą kobietą. Dasz radę. Zastanów się, na kogo możesz liczyć - na rodzinę, przyjaciół? Masz pracę do której możesz wrócić? Chcesz poczekać, aż dzieci podrosną, pójdą do przedszkola/szkoły itp.? Skonsultuj się ze znajomym prawnikiem, żeby zobaczyć, z czym zostaniesz, jakie masz możliwości. To się da zrobić. Nie będzie łatwo. Ale chyba lepsze to, niż męczyć się latami z kimś, kogo nie kochasz, kto nie szanuje ciebie ani waszych dzieci i kogo ty nie szanujesz. Tak mi się przynajmniej wydaje.
              Każdy ma prawo do szacunku, odpoczynku i wsparcia. A szczęście czasami trzeba sobie wywalczyć. Jeśli nie znajdujesz go w tym, co masz, to może czas poszukać gdzie indziej.


              --
              Dwie rzeczy są w życiu bardzo istotne: dobre łóżko i wygodne buty. Człowiek jest bowiem albo w łóżku albo w butach. (M. Achard)
        • aleksandra1357 napisała:


          > Oj Ambivalent, dla Ciebie to takie proste. Jak nie ma dzieci, to mieszkanie bar
          > dzo łatwo ogarnąć, to nie jest problem. Nie ma nieprzespanych nocy i natłoku ob
          > owiązków.
          > Poza tym zawsze można myśleć, że jak będą dzieci, to facet stanie na wysokości
          > zadania, bo będzie chciał pomóc, tak normalnie i po ludzku.

          No, łatwo ogarnąć. Zwłaszcza, jak się pracuje całymi dniami, często nawet w weekendy i w innym mieście. A mąż na miejscu i ledwie parę godzin dziennie, do tego wstaje najwcześniej o 8ej. Ale ma w dupie ogarnianie, bo jest facetem, maczo znaczy się. Ogarnia się tę chatę z pieśnią na ustach i radosnym poczuciem, że przecież po dziecku to się zmieni, a po drugim to już wogóle bajka :D

          Ja się takiemu elementowi przyglądałam i przyglądałam, i coraz bardziej byłam pewna, że dzieci to owszem, ale nie z tą osobą. Rozwód ma na drugie inne imię: wybawienie!

          --
          http://www.gify.org/bazagif/slonce/sole004.gif

      • mój się zmienił jak się dziecko urodziło :D
        wcześniej byliśmy partnerami

        ambivalent napisała:


        > Czy wy zobaczylyscie poprawe a potem okazalo sie to nieprawda czy jak? Bo jak m
        > ozna takiego niezyciowego czlowieka na ojca brac?


        --
        kura domowa
        • Podczas dwoch miesiecy bezrobocia moj maz sprzatal, gotowal i robil zakupy. Kiedy wracalam z pracy wykonczona, w domu juz nic nie potrzebowalam robic. Kiedy musialam wrocic do pracy po macierzynskim, przez dwa pierwsze tygodnie zajmowal sie corka (wzial urlop wypoczynkowy) i domem. Kiedy z nim teraz rozmawiam malzonek twierdzi, ze np. nie odkurza, bo nie potrafi robic tego tak dokladnie jak ja i nie ma do tego cierpliwosci (prawda, odkurza glownie na srodku). Ale jak mnie nie ma, bo jestem w szpitalu z mlodym lub tp., w domu potrafi zrobic wszystko. Poza tym czesto rzeczywiscie nie ma czasu (praca+studia), czasem jednak chyba zwycieza u niego lenistwo.
          Odpowiadajac na posta powyzej dot. emerytury- do niedawna bylam na urlopie wychowawczym. Teraz bardzo chcialabym pojsc do pracy. Niestety syn moj jest chory przez jakies dwa tygodnie w miesiacu, a cora przez tydzien. Wiec moglabym pracowac przez pozostaly jeden tydzien, tylko nigdy nie wiem, ktory to bedzie :/ .
    • Aleks, najważniejsze, że Cię nie bije!

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Oferty

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Zadaj pytanie na Forum

Za darmo

Na każdy temat

Tysiącom użytkowników

Zapytaj

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.