Gazeta.pl   Forum   Prywatne   Dziecko   Rodzice   Klub Matek Wyrodnych   trudna decyzja -...

trudna decyzja - poradzcie

Autor: rupiowa 15.02.12, 11:27
Jakoś ostatnio płodna jestem w nowe wątki... ten będzie na dodatek długi i jest związany nieco z poprzednim o dole psychicznym, złym wyglądzie itd.
Otóż sprawa ma się tak, że ponieważ dostaje nerwicy na samą myśl o pójściu do pracy (takiej serio, przed wyjściem do pracy mam rozwolnienie, boli mnie głowa, żołądek) rozważam bardzo radykalny krok. punkty 1-6 są tylko w celu zobrazowania sytuacji, możecie pominąć.

1. Dostałam stanowisko sekretarki, na 3 miesiące, za kwotę o 400 zł niższą niż to co chciałam, ale założyłam że jak w większości firm po okresie próbnym spotkamy się kwotowo po środku co by mnie satysfakcjonowało.
2. Jak kończył mi się próbny miałyśmy z szefową rozmawiać o dodatkowych obowiązkach (asystentka dyrektora) a co za tym idzie i pieniądz choć niewielki. Ale okazało się, że umowa się skończyła a szefowa taaaka zajęta. Podpisałam niezmienione warunki i stanowiskowe i finansowe z nadzieją że wrócimy do tematu. Czekałam do grudnia jako że ciężko finansowo było w firmie (wykazałam się zrozumieniem) ale w grudniu jak zatrudnili 5 nowych osób poszłam do szefowej na rozmowę. Stanowisko asystentki nadal wolne.
3. Rozmowa się właściwie nie odbyła, wyjaśniłam tylko kwestie nieporozumienia wywołanego przez moją przełożoną a powodującego że zostałam nazwana przez księgową oszustem. Chciałam rozmawiać dalej ale szefowa nie miała już więcej czasu ale w najbliższych dniach na pewno do rozmowy wrócimy. Upominam się co i rusz o rozmowę, ciągle szefowa jest zajęta a tu już połowa lutego za pasem...
4. W grudniu była awantura (kiedyś pisałam) z podrobieniem wniosku urlopowego i zrobieniem ze mnie oszusta co wyjaśniłam, potem po świętach mówiłam że biorę urlop w ferie, 4 stycznia miałam podpisany wniosek ale 16 stycznia urlop został mi zabrany bo koleżanka się zdecydowała wyjechać i dostałam od przełożonej polecenie że mam być. Byłam, wywalczyłam 2 dni na załatwienie spraw w urzędach.
5. Obowiązków nie mam niemal żadnych (zmywarki, kawa, herbata, srajtaśma, odkamienianie czajników, przeglądanie zamówień publicznych, odbieranie telefonów, zmywarka). Tak, co jakiś czas trzeba coś zeskanować, zrobić jakieś pismo, zamówić cyferki na drzwi, ale to zajmuje chwile a reszta dnia nic... Znajduje sobie zajęcie bo nie umiem nic nie robić ale stało się to już bardzo męczące. Generalnie podział obowiązków jest taki że ja odwalam czarną robotę (trudne telefony, awantury z dostawcami, pliki które wymagają użycia mózgu) ale glorię i chwałę zbiera przełożona moja. Jak coś pójdzie nie tak ochrzan zbieram ja (np. zagubiona faktura której ja nigdy nie miałam w rękach a gwiazda owszem).
6. Pracujemy na dwa gwizdki - 8-16, 9-17. Miałyśmy się z przełożoną dogadywać. Dogadanie jest takie, że ja prawie zawsze jestem na 9, ciężko mi cokolwiek zmienić bo gwiazda zawsze ma jakieś plany. Od czwartku do wczoraj byłam na zwolnieniu chorobowym, ponieważ młody chory a nie mam go z kim zostawić wysłałam jej sms-a że biorę dzień opieki nad dzieckiem (KP188) - nie mogę bo ona ma szczepienie dziecka zaplanowane i mam być. Myślałam że w ciągu dnia jej nie będzie - otóż nie, jest w pracy a musi wyjść przed 16. Czyli jak zwykle.

Nie widzę szansy rozwoju w tej firmie, potencjalne stanowisko jest tylko szefowa ucieka przed rozmową, zbywa mnie. W związku z tym oraz objawami nerwicy rozważam radykalne posunięcie. Od grudnia wysyłam CV na wszystkie ciekawe oferty, nie miałam żadnego telefonu, żadnej odpowiedzi. Nie ustaje w poszukiwaniach, liczę na to, że wreszcie się uda. I teraz zasadnicze pytanie:
czy zaryzykować że nie znajdę nowej pracy w przeciągu najbliższych tygodni i mimo to złożyć wypowiedzenie w firmie?
Mam w umowie 2 tygodnie wypowiedzenia, umowa do września przyszłego roku. Zarabiam brutto niewiele ponad średnia krajową co starcza mi na dojazd do pracy, składkę zus zdrowotną bo mam działalność i tą muszę i tak płacić, na jedzenie dla 4 osób i niewielka rata kredytu (wziętego na spłatę karty kredytowej). Za przedszkole obniżoną opłatę płacą moi rodzice bo na to już nie starcza. Z pensji męża płacimy rachunki, jego dojazd do pracy, coś dorzuca do gotowania. I koniec kasy, jak mamy jakieś nieplanowane wydatki to umarł w butach. Ryzykuję więc siedzenie na garnuszku rodziców do czasu znalezienia nowej pracy/rozdmuchania firmy chociaż wszystkie dotychczasowe pomysły umarły. Miałabym czas natomiast wreszcie na wystawienie na sprzedaż miliarda rzeczy po dzieciach, rozważam między innymi zrobienie komisu z rzeczami dziecięcymi oraz dorosłymi które są zbyt dobre żeby wyrzucić, zbyt ładne żeby oddać darmo (sama mam dwa wielkie pudła takich rzeczy które chciałabym sprzedać po kilka-kilkanaście złotych) więc "jakieś" pieniądze bym miała w razie przestoju. Co robić kumy, co robić...

--
Paula & Zofia & Przemo (a suwaczki mi nie dzialaja)
Poleć znajomemu Powiadomienie zostało wysłane
Poleć tę wypowiedź znajomemu
  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
Pokaż wszystkie

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Ostatnio odwiedzane wątki

Zaloguj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.