Dodaj do ulubionych

Metoda Vojty

19.09.06, 21:55
Kto się zna? Ktoś rehabilitował dziecię w ten sposób?
Ssak niestety bedzie miał taką rehabilitację (zaczynamy za tydzień). Czekamy też na wizytę u neurologa - w poradni pierwszy wolny termin 31X, chyba zdecyduję się więc pójść prywatnie:( Bo niby jest wzmożone napięcie mięśniowe, ale "nie do końca"...
Edytor zaawansowany
  • 19.09.06, 21:58
    ja rehabilitowałam dziecko przez rok
    możesz przezyc horror
    Gabi maiął wzmożone napięcie miesniowe i jeszcze inne sprawy
    Usg robiłas ?
    i kto Cie skierował na Vojte , kiedy neurolog dziecięcia nie oglądał ?
    są teraz metody mniej stresujące niż Vojta , szok dla matki i stres dla dziecka
    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 19.09.06, 22:03
    Usg nikt Ssakowi nie robił. Pediatra skierowała nas do lekarza - specjalisty rehabilitacji. Ta zarządziła rehabilitację i wizytę u neurologa. W tym ośrodku rehabilitacyjnym (zresztą 5 min. od naszego domu) stosują właśnie metodę Vojty.
  • 20.09.06, 09:38
    Ja bym jednak najpierw poszła do neurologa.
    Rehabilitowałam vojtą, no miłe to nie jest, poza tym dość ciężko było mi na
    początku załapać o co chodzi.
    Jeszcze jedna sprawa: byłam u kilku specjalistów, zarówno neuro jak i reha.
    Diagnozy - od "jest beznadziejnie, będzie upośledzone" do "no nie jest wcale
    tak źle, kręcz szyi i napięcie nie teges".
    Młoda jest _normalnym_ dzieckiem, także jednak skonsultowałabym się z jeszcze
    innym rehabilitantem i przede wszystkim neurologiem
    --
    Forum służy do prezentowania jedynie miłych i przyjemnych opinii. Niekoniecznie
    szczerych.
  • 19.09.06, 22:00
    a musi byc Vojta???
    Stasia rehabilitowaliśmy inna metodą (nie wiem niestety jaką) była to zabawa dla niego i dla mnie.

    --
    Ajkciątkówna
  • 19.09.06, 22:05
    ja tez zapomniała coś na B.... , Mikołaj tak rehabilitowałam , super zniósł
    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 20.09.06, 09:40
    bsl napisała:

    > ja tez zapomniała coś na B.... , Mikołaj tak rehabilitowałam , super zniósł

    Czyżby metoda Bobath?

    --
    Kotulątko nr 3
    Nas Troje
    KMW
  • 20.09.06, 09:41

    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 20.09.06, 09:42
    Bobath, też mi się wydaje, że młoda lepiej znosiła.
    Nie wierzę kurczę, że przy vojcie wszystko cacy i dziecko urazu nie ma. Ja się
    nie znam, ale miałam wrażenie (zreszta nie tylko ja, cała rodzina), że młoda po
    vojcie się ode mnie odsunęła, wolała towarzystwo innych. Ale to tylko moje
    zdanie jako lajkonika.
    Generalnie uważam, że jeśli dziecko nie jest ewidentnie upośledzone, to nie
    babrałabym się w vojcie.
    --
    Forum służy do prezentowania jedynie miłych i przyjemnych opinii. Niekoniecznie
    szczerych.
  • 20.09.06, 11:50
    dziecko mojej kolezanki zaczelo sie jej naprawde bac, darlo sie jak zjawienie,
    gdy probowala je usypiac na przyklad...


    --
    --------------------
    Dobry Bóg ustanowił granice ludzkiej mądrości, nie zakreślił natomiast granic
    jej głupocie - a to nie jest uczciwe. (K. Adenauer)
  • 19.09.06, 22:02
    Ja się znam. Chłopcy byli rehabilitowani ponad rok. Emilia ćwiczy do dziś-
    miała największe problemy.
    To nie horror- trzeba się przyzwyczaić. Dziecko nie płacze z bólu, tylko
    dlatego, że układa się je wbrew jego nawykom (tym złym) i poprzez ucisk
    odpowiednich punktów "uczy się" układ nerwowy odpowiednich wzorców ruchowych-
    to wszystko powoduje dyskomfort. Efekty są bardzo dobre ( szkoda, że nie
    widziałyście moich chłopaków w niemowlęctwie albo kulejącej rocznej Emilii)-
    warto się poświęcić.
    --
    Zenon 22.10.1998
    Witek 15.01.2001
    Emilka 26.03.2003
  • 19.09.06, 22:04
    Alternatywą dla Vojty jest metoda Bobath- bardziej przyjazna dla dziecka. Ale
    nie w każdym przypadku się sprawdza podobno.
    --
    Zenon 22.10.1998
    Witek 15.01.2001
    Emilka 26.03.2003
  • 19.09.06, 22:06
    no wiec dlatego pytam , czemu ustalono formę rehabilitacji skoro nie widział
    neurolog!?
    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 19.09.06, 22:08
    No- faktycznie tak "od dupy strony".
    --
    Zenon 22.10.1998
    Witek 15.01.2001
    Emilka 26.03.2003
  • 19.09.06, 22:08
    też się zdziwiłam i z tego, co się zorientowałam, pytając znajomą napotkaną w tej poradni, taka tu jest procedura.
    Dlatego wolalabym jak najszybciej iść do naurologa - jutro zadzwonię i spróbuję umówić się prywatnie.
  • 19.09.06, 22:09
    idz prywatnie , a ile ma ssak ?
    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 19.09.06, 22:11
    bsl napisała:

    > idz prywatnie , a ile ma ssak ?

    3,5 m-ca
  • 19.09.06, 22:12
    to dobrze w razie gdyby Usg miało być , bo jest malutki i ciemię nie
    zarosnięte ,
    --
    Chcę być księdzem jak mój ojciec ;)
  • 19.09.06, 22:13
    Czekaj! usg miał przecie w szpitalu jeszcze robione, jak miał jakiś tydzień/półtorej, wtedy wszystko było ok.
  • 19.09.06, 22:14
    No i poza tym ostatni dzwonek na rozpoczęcie rehabilitacji- pózniej jest dużo
    trudniej, bo nieprawidłowości się utrwalają. Ale w sumie- zobaczysz, co
    neurolog powie. Rehabilitanci często przesadzają.
    --
    Zenon 22.10.1998
    Witek 15.01.2001
    Emilka 26.03.2003
  • 20.09.06, 09:43
    lucy_cu napisała:

    > Ale w sumie- zobaczysz, co
    > neurolog powie. Rehabilitanci często przesadzają.

    Tu się zgadzam.

    --
    Forum służy do prezentowania jedynie miłych i przyjemnych opinii. Niekoniecznie
    szczerych.
  • 20.09.06, 09:56
    annika-ja napisała:

    > lucy_cu napisała:
    >
    > > Ale w sumie- zobaczysz, co
    > > neurolog powie. Rehabilitanci często przesadzają.
    >
    > Tu się zgadzam.
    >
    odwrotnie też się zdarza. Dziecko koleżanki na rehabilitację skierował neurolog a rehabilitant stwierdził, że nie wie, co ma rehabilitować.

    --
    Ajkciątkówna
  • 19.09.06, 22:14
    nas na rehabilitację skierował pediatra. Staś nie trzymał główki i wyginał się w bok. Dopiero po jakimś czasie rehabilitantka powiedziała, żeby iść do neurologa, tak dla świętego spokoju. Przy drobniejszych problemach (mysle, ze u Stasi wszystko wyrównałoby sie samo, tylko po dłuższym czasie a to z kolei opóźniłoby jego rozwój) dobry pediatra i rehabilitant spokojnie moga sobie poradzić bez naurologa.
    Napięcia mięsnowe moga wynikac nie z problemów neurologicznych, ale np. ze złego ułożenia płodowego a pogłębiać mogą je np. nieprawidłowe podnoszenie czy noszenie (tak było prawdopodobnie ze Stasiem).
    A tę rehabilitacje wspominam bardzo dobrze - to była świetna zabawa i pomysł na wypełnienie czasu sobie i maluchowi ;)
    --
    Ajkciątkówna
  • 20.09.06, 09:50
    troche czytalam o tym przy okazji tlumaczenia ksiazki
    (www.gwp.pl/add2cart.php?product=240), troche rozmawialam na ten temat z
    autorka, ktora od lat zajmuje sie rehabilitacja i jakos mrozi mi krew w zylach,
    gdy slysze slowo "voita"...

    --
    --------------------
    Dobry Bóg ustanowił granice ludzkiej mądrości, nie zakreślił natomiast granic
    jej głupocie - a to nie jest uczciwe. (K. Adenauer)
  • 20.09.06, 10:22
    Ja się tylko podpiszę pod tym, co napisała Lucy - Vojta jest do przejścia. Są
    momenty kryzysowe (bo ćwiczyć trzeba 4x dziennie) i na początku ma się wrażenie
    że cały świat kręci się wokół tych 4 razy, które trzeba odbębnić, ale da się
    przywyknąć. A efekty są. Spektakularne nawet. Więc - moim zdaniem - warto.
    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • 20.09.06, 10:54
    no i ja się nie zgodzę że warto jeżeli dziecko nie jest upośledzone; efekty
    spektakularne ale nikt nie sprawdził dokładnie jakie skutki ma dla dalszego
    rozwoju taki uczenie odruchów "na skróty" nie dając szansy na plastyczny
    rozwój, poza tym efekty spektaklarne tylko w zakresie ćwiczzonych odruchów a to
    nie jest pelny rozwój dziecka, z rozmów z mamami często dowiadywałam się, że
    takie maksymalne przyśpieszanie rozwoju doprowadziło do rozwinięcia innej
    przeciwstawnej wady, którą trzeba było potem odkręcać,
    poza tym podręczniki vojty wyznaczają osiągnięcia dziecka ok 1-1,5 wcześniej
    niz inne a w przypadku maluchów to naprawdę bardzo dużo

    wielu psychologów rozowjowych hest bardzo przeciwnych tej metodzie bo nie
    szanuje naturalnego tempa rozwoju, nie daje dziecku szansy; zmuszanie maluszka
    do wielokrotnych może nie bolesnych ale bardzo niprzyjemnych ćwiczeń w bardzo
    specyfizny sposób łamie dziecko i efekty mogą pojawić się w późniejszym okresie
    no i dziecko od sasamego początku pozbawiane jest podstaw do kształtowania się
    podstawowej ufności do świata jeżeli nawet matkę odbiera jako kogos "przeciwko
    sobie", psycholodzy pracujący w poradniach coraz częściej stwierdzają, że
    problemy w rozwoju zwłaszcza emocjonalnym wychodzą ok. 4-6 roku życia
    potwierdzic tego badaniami się niestety nie daje, bo środowisko vojtystów
    zaciekle broni sie przed jakimikolwiek badaniami psychologicznymi związanymi z
    tą metodą - nie udało sie nam przeprowadzic ich ani w ramach seminariów mgr ani
    w ramach badań prowadzonych na uniwerku, wszytski dane i wnisoki mamy więc
    dopiero po fakcie

    tyle teorii badań i moich poszukiwan a teraz osobiście
    młoda mi skierowali na vojtę kiedy miała ok 4 miesięcy srasząc że dziecko nie
    będzie siedziało, chodziło itp. złe napięcie mieśniowe i tona innych reczy -
    stwierziła to pani dr wojewódzki konsutant w ziedzinie neurologii dziecięcej,
    prezes stwoarzyszenia vojtystów w naszym regionie

    po 2 diach ćwiczeń i modej widziałam takie zmiany w jej stosunku do mnie do
    rania na ręce itp. że na własna odpowiedzialność powiedziałam stop znalazłam
    jeszcze paru innych neurologów poparli moje zdanie elementami zaczerpniętymi z
    bobathów w czasie zabawy i codziennej pielęgnacji udało sie drobne różnice w
    napięciu poszzegółnych stron wtrównac w pół roku (vojta by to w tydzien
    załatwił)
    młoda siadła chodzi biega i jest dzieckiem świetnie skoordynwanym

    ja podpisuje się pod zdaniem jednego z moich wykładowców dośiwadczonego w pracy
    z dziećmi z problemami neurologicznymi, że gdybym mogła to pozamykała bym
    ośrodki wciskające rodzicom, że będą miały kalekie dzieci bo tylko robia im
    krzywde

    to jest metoda dla dzieci z głębokimi uszkodzeniami neurologicznymi a nie z
    problemami z napięciem mięśniowym, można to rozwiązać dużo łagodniej
    --
    ... szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych
    labiryntów...

    lila gaja ma już...
  • 20.09.06, 10:58
    > to jest metoda dla dzieci z głębokimi uszkodzeniami neurologicznymi a nie z
    > problemami z napięciem mięśniowym, można to rozwiązać dużo łagodniej

    w wieli srodowiskach rehabilitanckich nawet to jest stawiane pod wielkim
    znakiem zapytania...

    --
    --------------------
    Dobry Bóg ustanowił granice ludzkiej mądrości, nie zakreślił natomiast granic
    jej głupocie - a to nie jest uczciwe. (K. Adenauer)
  • 20.09.06, 11:13
    Almamag, niech cię uścisnę, toczka w toczkę moje obserwacje. A już myślałam, że
    nienormalna jestem.
    --
    Forum służy do prezentowania jedynie miłych i przyjemnych opinii. Niekoniecznie
    szczerych.
  • 20.09.06, 11:22
    Almanag - ja nie mam żadnego przygotowania teoretycznego w kwestii metod
    rehabilitacji. Mogę tylko powiedzieć - jak zachowywało się MOJE dziecko
    rehabilitowane Vojtą. Gdybym miała jakiekolwiek poczucie,że robię mu krzywdę -
    darowałabym sobie zapewne, albo spróbowała cegoś innego.
    Ale Ignac ani specjalnie się nie wyrywał, ani nie płakał jakos ponad normę, ani
    nie utracił "ufności do świata" czy do mnie - po skończeniu stymulacji od razu
    był uchachany od ucha do ucha i kontynuował swoje harce.
    A mam wrażenie, że w naszym przypadku Vojta to nie tyle "uczenie odruchów na
    skróty", co wręcz przeciwnie - systematyczne (i cierpliwe)przechodzenie
    kolejnych faz rozwoju rozwoju (np. raczkowania - moje starszaki nie raczkowały
    w ogóle a Ignaca po prostu raczkowania nauczyliśmy dzięki rehabilitacji
    właśnie).

    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • 20.09.06, 11:26
    A i jeszcze - może ja trafiłam na fajny ośrodek, ale mnie nikt nie straszył, że
    mały będzie miał jakieś braki, jeśłi nie będę rygorystycznie trzymać sie
    metody...Wręcz przeciwnie - uspokajano mnie - "rozwija sie w swoim rytmie, mamy
    jeszcze czas, to normalne, że nie będzie siadał wcześniej niż ok 10 miesiąca,
    raczkował nie wcześniej niż w jedenastym itp"...
    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • 20.09.06, 11:48
    mnie nie przyszloby do glowy, ze gdy dziecko nie siada okolo 10 miesiaca, to
    jest z nim cos nie tak. Widzialam dzieci, jednym takim sie sama opiekowalam
    przez 1,5 roku, ktory zaczal siadac dopiero jak skonczyl 11 miesiecy! I nikomu
    nie przyszloby do glowy robic z nim jakas rehabilitacje bo niby jest opozniony.
    Dziecko mialo po prostu swoje tempo rozwojowe. BTW: dostal takiego tempa tuz
    przed skonczeniem 1 roku zycia, ze pierwsze samodzielne kroki zrobil w swoje
    pierwsze urodziny. Dzis ma 11 lat. Czasami mam wrazenie, ze do rozwoju
    ludzkiego podchodzi sie tak podrecznikowo. Tylko co dziwne, gdy 2 tygdoniowe
    dziecko podnosi glowe i zaczyna gurzyc, nikt sie nie dziwi, wszyscy sie ciesza.
    Ale gdy 10 miesieczne dziecko nie siada, to bardzo wielu zaczyna sie martwic,
    ze opoznione.

    --
    --------------------
    Dobry Bóg ustanowił granice ludzkiej mądrości, nie zakreślił natomiast granic
    jej głupocie - a to nie jest uczciwe. (K. Adenauer)
  • 20.09.06, 12:02
    To nie kwestia tego, że "nie siada w 10 miesiącu". Moje starszaki też późno
    osiągały kolejne etapy - siadali ok 9 mies, chodzili ok. 15-17 miesiąca, nie
    raczkowali w ogóle. I jestem ostatnią osobą, która dążyłaby do przyspieszania
    rozwoju ze względów - dajmy na to "rywalizacyjnych" ;)
    Ignac ma ONM. On się "lał przez ręce", po prostu był wiotki.
    Nie chodzi o to, że nie siadał, tylko JAK nie siadał :)))
    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • 20.09.06, 12:13
    karolina, moze niepotrzebnie sie wtracam, napisalam ten post troche tak
    ogolnie, nie majac wlasciwie zamiaru odnosic sie do Twojego konkretnego
    przypadku. Fajnie, ze Ty masz poczucie, ze tobie albo raczej Twojemu dziecku
    rehabilitacja wlasnie cos dala. Mnie osobiscie po prostu Voita troche mrozi,
    sama metoda jak i takie dosc schematyczne podejscie do krokow rozwojowych
    dziecka. Wiem, ze rehabilitacja to bardzo zlozona sprawa... Ale wiem tez, ze sa
    inne metody nie mniej skuteczne ale mniej brutalne niz Voita.

    --
    --------------------
    Dobry Bóg ustanowił granice ludzkiej mądrości, nie zakreślił natomiast granic
    jej głupocie - a to nie jest uczciwe. (K. Adenauer)
  • 20.09.06, 12:16
    no cóż dzięki metodzie vojty dziecka raczkowania nie nauczysz żaden
    ortodoksyjny rehabilitant o tym nawet nie wspomni ( a niestety większość ze
    stosujących tę metodę podchodzi do niej niemal jak do religii)

    poza tym warto się zastanowić czy tego samego nie można było osiągnąć
    łatwiejszą drogą (oczywiście to moje spekulacje bo nie znam stanu twojego synka
    sprzed rehabilitacji)
    --
    ... szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych
    labiryntów...

    lila gaja ma już...
  • 20.09.06, 12:21
    :))) ja mam bardzo nieortodoksyjną rehabilitantkę :) podejrzewam również, że
    nie stosujemy "czystego Vojty". Możliwe, że jest to skrzyżowanie Vojty z
    Bobathami (czy jak-im tam). Jak wspomniałam - nie mam podstaw teoretycznych -
    ŻADNYCH. Cieszę sie tylko, że mały fajnie się rozwija i że juz nie leje sie
    przez ręce tak jak kiedyś :)
    A to coś co (być może niesłusznie) nazywam Vojtą nie było dla mnie jakos
    specjalnie trudne :))
    --
    Antek
    Franek
    Ignac
  • 20.09.06, 13:48
    A ja do neurologa dodzwonić się nie mogę:((
  • 21.09.06, 10:02
    ja już pisałam, że Piotrusia rehabilitowałam przez rok. najpierw była reh. NDT
    Bobath, potem właśnie vojta. Pi miał wylewy, był wcześniakiem i do tego
    podejrzewano u niego rozwijające się wodogłowie.
    Pewnie, że nie było łatwo, ale mnie podobnie jak Karolinę, nikt nie straszył. A
    w zasadzie straszył, ale nie rehabilitant vojty. Neurolog i rehabilitant
    (bobath) w Cz-wie roztaczali czarne wizje. Nie widziałam efektów, dziecko
    płakało (tak tak, przy bobathach właśnie). Szukałam jak szalona. Trafiłam do
    Krakowa i tam właśnie moje wiotkie i napięte (obniżone w osi, wzmożone na
    obwodzie nap.) dziecko jakby ruszyło. Do tej pory nie robił nic. Był
    spokojniutki, spał i jadł. Nie uśmiechał się. Masakra.
    Pod wpływem vojty ruszył. Nie płakał strasznie, ja też po chwilowych napadach
    wątpliwości utwierdziłam się, że nie robię mu krzywdy. Nie zaobserwowałam, żeby
    się mnie bał. Wręcz przeciwnie. Myślę, że dzięki ćwiczeniom właśnie wzmocnił
    się kontakt. Zaczął reagować na mnie, na pieszczoty...
    Oczywiście momenty zwątpienia miałam. Nawet buntu. Nie jest łatwo narzucić
    sobie musztrę codziennych ćwiczeń. Niech ktoś spróbuje codziennie 4 razy robić
    coś z żelazną konsekwencją! I to nieważne, że goście, że wyjazd, ładna pogoda,
    praca...
    Ktoś może powiedzieć, że moje dziecko osiągnęło by wszystko, tylko później. Być
    może, ale jakim kosztem? Ja przeprowadziłam eksperyment, z którego dumna nie
    jestem. Zbuntowałam się i przez 6 tygodni przerwy pomiędzy ćwiczeniami nie
    ćwiczyłam wcale. Chciałam sprawdzić co będzie. Wydawało mi się, że idzie "swoim
    tempem" czy ćwiczyć będę, czy nie. No i przy wizycie kolejnej okazało się
    (oczywiście nie przyznałam się do leserowania), że jesteśmy w tym samym
    punkcie, w którym byliśmy na ostatniej wizycie. I mogę się tylko zastanawiać co
    moje dziecko robiłby teraz, gdybym do Krakowa nie trafiła...
    Ja vojtę chwalę. Bobath nie przynosiła żadnych rezultatów. W przypadku mojego
    synka okazała się skuteczna met. Vojty. Chodzi mi o rozwój ruchowy. I to
    właśnie trzeba chyba indywidualnie dopasować do dziecka i jego problemu. Szkoda
    tylko, że rzadko w ośrodkach jest wybór. Przeraża mnie fanatyzm niektórych
    rehabiltantów.
    Tak myślę o tym, co pisała któraś dziewczyna o zaburzeniach emocjonalnych u 4,
    5-latków ćwiczonych vojtą. Mnie przyszło na myśl to, że może one są zaburzone z
    tego samego względu z jakiego ta rehabilitacja była konieczna? No chyba, że
    mamy dwoje dzieci z podobnymi zaburzeniami na początku ćwiczone różnymi
    metodami i tylko u tego z vojty zaburzenia tej sfery obserwujemy? Jestem żywo
    zainteresowana tym tematem.

    Gratuluję tym, którzy doczytali do końca ;))))


    --
    Pitu

    najpiękniejszy kwiat
  • 21.09.06, 15:24
    czekałam, aż się wpiszesz, bo bylam ciekawa, czy wiesz coś na ten temat. Miałam nawet na priva pisać.
    Cieszę się więc, że sie odezwałaś:)

    Jak się dziś dowiedziałam, neurolog pojechała na szkolenie, ma wrócić w poniedziałek - wtedy postaram się porozmawiać na temat wcześniejszej wizyty. A we wtorek zaczynamy rehabilitację. Zobaczę, jak Ssak będzie reagował.
  • 21.09.06, 18:26
    hej
    bardzo sie cieszę, że vojta twojemu maluchowi pomógł, z tego co piszesz twoje
    dziecko miało na tyle poważne problemy, że rzeczywiście to mogła byc dobra
    metoda, ale zastanawia mnie dlaczego płakał przy bobathah - rehabilitacja jest
    tam wpleciona w czynności pielęgnacyjne i dziecko "nie zauważa", że jest
    rehabilitowane

    to a pisałam o problemach emocjonalnych u dzieci ćwiczonych vojtą, jak juz
    napisałam wcześniej przynajmniej wrocławskie środowisko pracujące ta metodą
    jest tak ortodoksyjne, że nie ma szans na zrobienie badań psychologicznych

    wiadomo, że problemy te nie wystąpią u wszystkich dzieci, wchodzi tu w gre
    wrodzony temperament, stopień tolrancji przymusu itp. wiele dzieci reaguje na
    tą metodę w naprawdę dużym wstrząsem

    największa moja wątpliwość budzi przyśpieszenie kolejnych zdolności dziecka o 1-
    1,5 w podręcznikach vojty i wysyłanie dzieci na rehabilitację jeżeli nie
    mieszczą sie w sztywnych tabelach

    totalne moje przerażenie wzbudziło skierowanie na rehabilitacje póltorarocznego
    chłopczyka, dobrze skoordynowanego, chodzącego, świetnie rozwijającego się
    psychoruchowo (potwierdzone to testami psychologicznymi) bo lekarz neurolog
    która go prowadziła dopatrzyła sie u niego zbyt niskiego napięcia mięsniowego
    uzasadniając konieczność terapii słowami - żeby to się w nic gorszego nie
    rozwinęło

    dodam jeszcze że we wrocku na 17 dzieci moich znajomych w podobnm do młodej
    wieku 14 zotało skierowane na rehabilitację vojta (rózni neurolodzy, jednak
    bardzo silne środowisko vojtystów właśnie) samo to powinno dać do myślenia

    chodził mi o to że ta metoda to poważna ingerencja i powinna być traktowana
    jako ostateczność (kiedy nic nie pomoga, albo kiedy stan diecka jest bardzo
    ciężki) a nie jako rehabilitacja profilaktyczna
    --
    ... szczęście polega na tym by z prostych rzeczy nie tworzyć intelektualnych
    labiryntów...

    lila gaja ma już...
  • 22.09.06, 10:01
    Almamag, z tego co piszesz - faktycznie włos się jeży na głowie. My chyba
    mieliśmy szczęście, że trafiliśmy na dobrego specjalistę. Tak sobie teraz
    przypominam, że kiedyś w poczekalni słyszałam jak jedna matka mówiła, że
    trafiła tu właśnie z Wrocławia i moja lekarka była załamana co jej tam kazali z
    dzieckiem robić, jak silnie uciskać, przytrzymywać, walczyć wręcz z dzieckiem.
    Dopiero ona pokazała jak powinny prawidłowo wyglądać te ćwiczenia. Dziecko
    n.i.e m.o.ż.e odczuwać bólu! Pewnie, że buntuje się odczuwając dyskomfort, ale
    n.i.e m.o.ż.e go NIC boleć!
    Jestem zaskoczona faktem kierowania półtoraroczniaka, chodzącego jak piszesz,
    dobrze skoordynowanego na ćwiczenia! Kto tak postępuje? Dlaczego rodzice się na
    to zgodzili? I dlaczego neurolog dopiero w tym wieku dopatrzył się
    nieprawidłowego napięcia? Co oni tam w ogóle robili u tego neurologa?
    Ja tez jestem zagorzałą przeciwniczką przyspieszania rozwoju dziecka, jednak
    wiem czym kończy się zaniedbane zaburzone napięcie mięśniowe. W najlepszym
    razie skrzywieniem kręgosłupa i cierpieniem później z nim związanym.
    Odpowiadając na Twoje pytanie: Piotrek płakał bardzo przy bobathach, kiedy
    ćwiczyła z nim rehabilitantka w ośrodku. Dużo bardziej niż przy vojcie. Ja
    jeszcze wtedy nie wiedziałam o tym, że to właśnie vojta jest uznany za bardzo
    inwazyjny. Wielkie więc było moje zaskoczenie, bo Piotrek o wiele lepiej znosił
    właśnie ćwiczenia met. vojty. Czytając opinie w necie otwierałam tylko szeroko
    oczy! A w domu oczywiście stosowaliśmy się do zaleceń odpowiedniej pielęgnacji
    dziecka, sposób podnoszenia, karmienia. Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego.
    Moja lekarka nie miał nic przeciwko.
    Zastanawia mnie nadal fakt zaburzeń dzieci w wieku przedszkolnym, o którym
    pisałaś wcześniej. Prowadziłaś jakieś badania? Na jakiej podstawie tak
    twierdzisz? Nie odbierz tego jako atak, jestem na prawdę bardzo zainteresowana.
    Sama jestem przedstawicielem pokrewnego zawodu ;))))
    Jeśli chodzi o Piotrka, to w tej chwili ma 2,5 roku. Dogonił rówieśników w
    okolicach 2 lat ruchowo (choć jeszcze jest trochę bardziej ostrożny na
    zjeżdżalni czy w czasie biegania). Rozwój intelektualny nawet powyżej (ale sama
    wiesz jak to jest później czasem ;)))). Sfera poznawcza, zdolność koncentracji,
    rozwój społeczny na odpowiednim poziomie. Nikt nie rozpoznaje, że mogło być
    kiedyś tak ciężko :)))
    Gada, recytuje wierszyki, nawiązuje kontakty, odnajduje się w nowych
    sytuacjach, je, załatwia swoje potrzeby fizjologiczne... No jeszcze pomagam w
    ubieraniu trochę... taka kwoka trochę jestem ;))))

    jx3
    czytaj i się nie załamuj! Pójdźcie na ćwiczenia i o wszystko pytaj, co tylko
    Cię zaniepokoi, wywoła wątpliwości! Musisz być przekonana, że postępujesz
    słusznie. Jeśli weźmiecie się do pracy, myślę, że ćwiczenia nie potrwają długo.
    Musisz uzbroić się w cierpliwość, a jeśli będziesz potrzebować wsparcia,
    jakiejś pomocy - wal śmiało!
    Myślałam nawet o Was często, życząc w duchu aby was rahabilitacja ominęła.
    Jak na razie trzymam kciuki
    ps
    a tak w ogóle, to państwowo czy prywatnie będziecie chodzić się ćwiczyć?
    Pozdrawiam


    --
    Pitu

    najpiękniejszy kwiat
  • 22.09.06, 13:44
    Uma,
    panstwowo, ale 5 min od domu mamy otwarty kilka lat temu cieszący się dardzo dobrą opinią, świetnie wyposażony ośrodek pobytu dziennego dla dzieci upośledzonych, w którym też jest rehabilitacja na NFZ.
    Zaczynamy od wtorku, trzymaj kciuki!:)
  • 22.09.06, 13:51
    trzymam!
    I o wszystko pytaj, o pielęgnację, co gdzie, kiedy....
    trzymam mocno!
    --
    Pitu

    najpiękniejszy kwiat
  • 22.09.06, 14:01
    Jx - bo jeśli jesteś Czchowy to prosiłabym o dokładny adres tej przychodni w
    której będziesz rehabilitować dla dziewczyny która rehabilituje dziecko ale
    uważa że postępy są za małe lub prawie wogóle nie ma.
    Uma a Ciebie proszę o adres do Krakowa z tego samego względu.

    Generalnie ja uważam że tą kobitkę naciągają na rehabilitację ( jest albo
    niepotrzebna albo nieskuteczna )i chciałabym jej coś polecić. Do Wawy laska nie
    przyjedzie:(

    Aha - czy mogę dać linka do wątku na innym forumie?
  • 22.09.06, 14:33

    --
  • 22.09.06, 14:14
    Ona, ja z samego południa Śląska.
    A linka jasne:)
    Uma i Dziewczyny, których dzieci się rehabilitowały pomogą najlepiej.

Nie pamiętasz hasła lub ?

Zapamiętaj mnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.