Dodaj do ulubionych

Jak odbieracie ten zamet wokol Pekao/KNB/Balcerow?

15.03.06, 13:08
Tak bym byl ciekaw waszych opinii?

Mnie sie to uklada w ten sposob ze PiS jest spadkobierca polityki gospodarczej
SLD tylko bardziej smile
Edytor zaawansowany
  • tomek854 15.03.06, 15:14
    A idź. Żenada. Mi się już nawet nie chce o tych palantach słuchać. Biedny ten Balcerowicz.

    --
    oryś _@/"
    ---
    J'ai ete touche par son tentacule de pates
  • robak_wroc 15.03.06, 15:57
    szczerze mowiac, to nie wiem nawet o co im chodzi. zagubilem sie w tych aferach
    i komisjach.

    --
    foto.wro.com.pl
    wrocław widziany moim obiektywem
  • napoj.chmielowy 15.03.06, 16:55
    Mi się bardzo podoba:
    W jakimś wątku wyczytałem hipotezę (moim zdaniem bardzo prawdopodobną), że
    komisji europejskiej chodzi o taką strukturę systemu bankowego w Polsce by już
    nie można było nie przyjąć euro. Balcerowiczowi też o to chodzi, a mi wcale o
    to nie chodzi, lubię PLN, a zwłaszcza nie lubię gwałtownego wzrostu cen tym
    razem trzymam za Kaczki kciuki - euro jeżeli musi w Polsce się pojawić to jak
    najpóźniej.
  • brezly 15.03.06, 17:01
    Ale jakos mi to przypomina te historie o chlopczykach co poniewaz nie chcieli
    jesc owsianki w szkolenj stolowce to ja (stolowke) z dymem puscili.

    Mam wrazenie ze Kaczy poziom rozumienia gospodarki odpowiada ichniej znajomosci
    jezykow obcych. I SLDowska pseudoprywatyzacja dala im super szanse na dalsze
    dynamicznie upolitycznianie gospodarki.
  • truten.zenobi 28.03.06, 08:11
    jeśli rozpieprzymy system finansowy kraju to szybciutko doprowadzimy do
    wysokiej inflacji tym bardziej że od dawna wielu polityków ma zakusy by
    dodrukowac pustego pieniądza.

    Z tym że ludzie już przez to ptrzeszli i szybciutko w obiegu pojawi sie EU (no
    może oczywiście bezrobotni emeryci sprzątaczki będa swoje pieniądze dostawać w
    zł ale ktoś kto bvedzie mógł negocjowac swoją wypłatę/zapłatę będzier
    preferował EU co więcej cena w zł będzie uwzgledniać przyszłą inflację a wiec
    ją napedzać).
    oczywiiscie ten rząd może walczyć ograniczając prawo do "obrotu dewizowego" ale
    chyba nie jest na tyle silny by w to właczyć aparat represji. a każdy nastepny
    rząd zamiast walczyć z inflacją może pójźć nałatwizne i zakceptowac EU
    (oczywiście w dużym uproszczeniu)

    po d... dostanie tez sektor bankowy gdyż pewnie obecny rzad nie dopuśi eu do
    obrotu na rynku miedzyfirmowym tak więc większość ludzi będzie albo wozić
    pieniądze i tryzmać je w sejfie albo zaraz po przelewie przewalutowywać.

    Wzrośnie podaż na eu więc inflacja będzie jeszcze większa

    ale już nie pierwszy raz tak zwana "prawica" chce podpalić kraj dla jakiejś
    bzduy więc wcale bym sie nie zdiwił gdyby mój "czarny sczenariusz" się sprawdził

    pamietajmy: "nieważne biedna czy bogata ważne żeby katolicka"!
    i jak narazie nie widzę by cokolwiek mogło ściągnąć ten kraj z tego jedynie
    słusznego kursu!
    może za 4 lata ludzie zaczną myśleć ale jak narazie widac że chca sobie po raz
    kolejny przypomniec co to jest prawdziwa bieda (głód?), hiperinflacja, państwo
    policyjne.
  • no.logo 15.03.06, 17:22
    A ja czekam. Balcerowicza nie lubię za arogancję i przekonania ekonomiczne, ale to nie ma znaczenia.
    Jeśli potwierdzi się zadyma z listu ABW i potwierdzi się, że Balcerek de facto działał pod UniCredito, a nie
    pod swoje konstytucyjne obowiązki, to kolejny autorytet runie z hukiem...


    --
    Wrocław Bez Cenzury
  • brezly 15.03.06, 17:26
    Teczki i raporty sluzb sepcjalnych - najbardziej wiarygodne zrodlo wiedzy o
    rzeczywistosci. Jak sobie chlopcy z Wolnosci i Pokoju pozniej UOPu a pozniej
    jeszcze tam czego wyobrazaja ze wielka finansjera robi machloje. Ze smiechu
    mozna skonac.
  • map4 15.03.06, 18:42
    rezly napisał:

    > Tak bym byl ciekaw waszych opinii?

    1. Swego czasu będąc MinFinansów Balcerowicz podniósł w ciągu jednego roku
    budżetowego akcyzę na olej napędowy o 70 %

    2. Na tym samym stanowisku raczył przy okazji dorocznej podwyżki wszystkiego
    stwierdzić, że nie możemy mieć za niskich cen, bo to szkodzi konkurencyjności
    naszej gospodarki i naszej pozycji w Europie.

    3. Jako naczelnemu w III RP macherowi od procentów jeszcze ani razu nie udało mu
    się trafić z prognozą rozwoju PKB ani z prognozą poziomu inflacji, a stołek już
    przecież trochę okupuje.

    4. Będąc min. finansów postanowił schłodzić gospodarkę, bo się zbyt szybko jego
    zdaniem rozwijała.

    Z jednej strony - facet nazywa siebie liberałem a z drugiej ciągle się myli,
    pieprzy ekonomiczne banialuki i podnosi (czasownik podnosić jest za mało
    wyrazisty - tu przydało by się coś soczystszego) podatki. Ten gość na tym
    stanowisku jest pomyłką.

    > Mnie sie to uklada w ten sposob ze PiS jest spadkobierca polityki gospodarczej
    > SLD tylko bardziej smile

    Aaaa .... to my jednak o PiSie ?

    OK.

    Są sprawy ważne i ważniejsze. Na plus PiSowi trzeba zapisać, że konsekwentnie i
    w zgodzie ze starożytną zasadą "dziel i rządź" wycina ekipę poprzedników z
    każdego stołka w zasięgu rąk ...eee... łap.

    Na razie patrząc z oddali widzę dym na parkiecie i szalejących w tercecie brata
    z backupem (logiczna jedność) oraz Romka i Andrzeja w takt jakiejś przedziwnej,
    stołkami synkopującej melodii. Trochę jak discopolowy free-style z tym, że
    Andrzejowi przeszkadza brylantyna, QńHead ma jak na mój gust zbyt mało
    skoodynowane drgawy (za mało ziela wypalił ?) a kaczorki do kompletu wrażeń
    powinny od Romka pożyczyć spodnie, żeby z krokiem w kolanach wyglądać czadowo.

    Może bardziej poważnie: są najwyraźniej tematy ważne i ważniejsze.
    Niewątpliwie ważne tematy jak szybkie koleje, kombinowany transport towarów,
    autostrady, lecznictwo, sądownictwo, edukacja czy ochrona środowiska leżą, bo
    chwilowo chłopaki mają ważniejsze zadania na głowie: becikowe, obsada stołków i
    lustracja.

    Ja rozumiem, że aby coś zmienić, należy najpierw przydupasów starej władzy
    pogonić. Ale PiS rządzi już cztery miesiące i wypadało by coś i dla kraju
    zrobić. Choćby od niechcenia przynajmniej. Na razie bowiem wygląda to tak, że
    chłopcy pracują głównie nad swoimi wewnętrznymi problemami, problemy kraju
    zostawiając sobie na deser. A przecież nie za to im płacimy, żeby się w swoim
    gronie żarli. To równie dobrze mogą robić po godzinach w piaskownicy, nawzajem
    wyrywając sobie foremki.

    --
    Wrocław bez cenzury
  • brezly 15.03.06, 19:29
    Poprosiłem was o opinie, wiec nie mogę sie czepiac ze bierzecie opinie za fakty
    smile))

    Dzisiejsze igraszki sejmowe jako żywo jednak przypominaja ten evergreen:
    galczynski.kulturalna.com/a-6655.html
  • preslaw 17.03.06, 19:11
    A moja opinia jest taka: nie wiem o co chodzi, ale nie ufam Kaczyńskim i całej tej ekipie i dowierzam ich intencjom. Ale Balcerowiczowi także już nie ufam. Zniechęciła mnie do niego do niego jedna kwestia. Okazuje się bowiem, że Balcerowicz zasiada a Radzie Funcjcji CASE - Centrum Analiz Społeczno - Ekonomicznych, a prezesm zarządu, o ile się mylę, jest jego żona Ewa Balcerowicz. Fundacja ta jest podmiotem non profit i jest sponsowrowana przez... między innymi kilka banków, głównie PEKAO SA, który stnowi własność Uni Credito Italiano. Choć z tego układu sammo z siebie nic nagannego nie wypływa, to jest jest on wybitnie nietransparentny i rodzi podejrzenia i spekulacje. Ponadto Balcerowicz z racji pełnionych funckcji nadzoruje działalność banków i z pewnością może mieć znaczący wpłwy na decyzje w stosunku do nich podejmowane.
    A co chodzi z tym zamieszaniu może ten tekst wyjaśni.
    wiadomosci.onet.pl/1318957,720,1,1,kioskart.html
  • bonczek_hydroforgroup 28.03.06, 11:14
    a ja jestem za jesli chodzi o kontrolę przez państwo banków i sektora
    finansowego bo państwo czy nam sie podoba czy nie to my!
    Gdzie jest napisane, że wartością nadrzedna dobrobytu i normalnego zycia jest
    inflacja czy deflacja oraz stabilny kurs złotego?
    Dlaczego wykładnią jakości mojego zycia od lat nastu jest profesr sachs i
    balcerowicz a wartością nadrzędną dyrektywy banku światowego?
    Pytanie tylko czy ma to robić PIS czy ktoś kto ma o tym pojęcie....?
  • tsy 28.03.06, 12:31
    Jest to taka hiperbola bezrobocie versus inflacja (mała inflacja - duże
    bezrobocie, duża inflacja - małe bezrobocie). Przez lata była uważana za prawdę,
    ale przyszły lata siedemdziesiąte pojawiła się stagflacja (inflacja+stagnacja) i
    neoliberalizm, porzucono biedną hiperbolę. W Polsce w latach 90 gdy się zbierze
    dane jakimś dziwnym trafem układają się wzdłuż krzywej Philipsa (mimo, że ona
    jest całkiem nie neoliberalna).
  • truten.zenobi 28.03.06, 13:19
    ...do 90 inflacja 2 cyfrowa bezrobocie 0%
    90 inflacja nawet 3 cyfrowa pojawia się bezrobocie
    do 96 inflacja spada bezrobocie rosnie
    po 98 inflacja utrzymuje sie na niskim poziomie bezrobocie drastycznie rośnie!

    Gdzie Ty widziałeś "krzywą Philipsa"?
    pozatym było to jakby stwierdzenie pewnej prawidłowosci dotyczącej rozwiniętych
    gospodarek (czyli krajów do których my się nie zaliczamy!) a nie powiązanie
    przyczynowo skutkowe.

    Ja bym powiedział że główną przyczyną wysokiego bezrobocia w polsce jest
    szalejąca biorokracja: bzdurne, sprzeczne, sztucznie skomplikowane, przepisy
    które dają: nieuzasadnione przywileje, za dużą władze urzędnikom jak i dużym
    koncernom.
    można by długo o różnych patolpgiach naszego zycia ale naprawdę w naszym kraju
    niewidzę związku pomiedzy wysokim bezrobociem a niską (ale nie za bardzo, wszak
    nie 0 ) inflacją.
  • tsy 28.03.06, 14:32
    truten.zenobi napisał:

    > ...do 90 inflacja 2 cyfrowa bezrobocie 0%
    > 90 inflacja nawet 3 cyfrowa pojawia się bezrobocie
    > do 96 inflacja spada bezrobocie rosnie
    > po 98 inflacja utrzymuje sie na niskim poziomie bezrobocie drastycznie rośnie!
    >

    Do 90 nie mamy pieniądza tylko bony wymiany wewnętrznej, a dalej dokładnie
    opisujesz krzywą Philipsa. Teraz mamy stabilny poziom inflacji i stabilny poziom
    bezrobocia.
    >
    > pozatym było to jakby stwierdzenie pewnej prawidłowosci dotyczącej
    >rozwiniętych gospodarek (czyli krajów do których my się nie zaliczamy!) a nie
    > powiązanie
    > przyczynowo skutkowe.
    >

    Krzywa Philipsa jako prawidłowość ekonomiczna pochodzi z (obecnie nie modnej)
    szkoły Keynesa i doskonale zgadza się z danymi z wielu lat (nie tylko w
    rozwiniętych gospodarkach). Zachwianie prawidłowości nastąpiło po tym gdy
    generał Degol (nie wiem jak go się pisze) skończył z mitem wymienialności dolara
    na złoto.

  • truten.zenobi 28.03.06, 14:55
    > Do 90 nie mamy pieniądza tylko bony wymiany wewnętrznej,

    tylko te "bony" funkcjonowały prawie do połowy lat 90!
    na to co nie wygodne przymykamy oko i wszystko jest OK?

    Tak tyle żezauważ iż teorie keynsa powstały jako odpowiedź na wielki kryzys lat
    30.
    Z jednej strony stały (nowoczesne!) puste fabryki z drugiej ludzie nie mieli
    pracy.


    W Polsce takiej sytuacji nie mamy! jeżeli stoją puste fabryki to najczesciej
    ich maszyny pamietają Bismarck'a (no może paroma które są właśnie przejmowane
    przy pomocy róznych przekrętów)
    a i ludie tak naprawde nie chcą pracować - znaczna cześć naszych bezrobotnych
    to "zawodowcy" do normalnej pracy się nie zniżą!
    Tak więc teria na która się powołujesz nijak sie ma do obecnej sytuacji
    gospodarczej w Polsce!

    ba nawet nie zauważasz że czasy też się troche zmieniły i teraz nie ma fabryk
    takie jak były w latach 30! produkcja jest zautomatyzowana i tak naprawdę nie
    potrzeba tylu wykonawców czynności prostych
    Tak wiec nie dawanie komukolwiek jakichkolwiek pieniedzy nic nie zmieni trzeba
    edukowac i podnosić kwalifikacje obywateli!
  • tsy 28.03.06, 15:28
    truten.zenobi napisał:

    > > Do 90 nie mamy pieniądza tylko bony wymiany wewnętrznej,
    >
    > tylko te "bony" funkcjonowały prawie do połowy lat 90!
    > na to co nie wygodne przymykamy oko i wszystko jest OK?

    Tu się chyba mylisz - kiedy zniknął rubel transferowy?


    >
    > Tak tyle żezauważ iż teorie keynsa powstały jako odpowiedź na wielki kryzys lat
    >

    Widzisz byłem promotorem pracy magisterskiej "Wpływ duszenia inflacji na wzrost
    bezrobocia w Polsce w latach 90. Krzywa Philipsa". Dane na prawdę układają się
    zgodnie z teorią.

    .
    > Z jednej strony stały (nowoczesne!) puste fabryki z drugiej ludzie nie mieli
    > pracy.
    >

    Polecam "Modern Times" Chaplina (mogę udostępnić DivX).
  • truten.zenobi 28.03.06, 16:15
    > Polecam "Modern Times" Chaplina (mogę udostępnić DivX).

    Bardzo chętnie!!!
    od dawna na to poluję ale jak trafiam to zwykle marnej jakości! masz też
    Dyktatora?

    > Widzisz byłem promotorem pracy magisterskiej "Wpływ duszenia inflacji na
    wzrost
    > bezrobocia w Polsce w latach 90. Krzywa Philipsa".

    no kurde! nie pogadasz...
    Ale jak jesteś ekonomistą to tym bardziej chyba zdajesz sobie sprawę z tego że
    wzrost inflacji wcale nie musi się przełożyć na spadek bezrobocia!
    że pusty pieniądz tylko pogłębia biedę, że obecne bezrobocie to raczej wynik
    rosnącej biurokracji, zacofania, braku krajowych kapitalistów itd.
    zbyt mała podaż pieniądza (nawet jeżeli faktycznie mamy tu do czynienia z takim
    zjawiskiem) tak naprawdę nie ma większego wpływu. a przy takich politykach
    dodruk zakończył by się tylko i wyłącznie wzrostem wynagrodzeń "sfery
    budżetowej” czyli przede wszystkim urzędników.
    Psucie pieniądza nigdy na dłuższą metę nie przynosiło korzyści i nawet było
    sposobem na osłabianie przeciwnika w trakcie przygotowań do, i w czasie wojny.
    Skąd się więc bierze taki „run” na uwolnienie inflacji?
    Ja rozumiem ludzi prostych, ale często tak wypowiadają się ludzie poważni!

    Co więcej na wskaźnik inflacji mają też wpływ dobra wysoce przetworzone które
    tanieją w wyniku postępu technicznego.
    Tak więc polemizował bym tez z twierdzeniem o niskiej inflacji ale znając
    statystykę możemy sobie w zasadzie wszystko udowodnić odpowiednio dobierając
    dane wink

    > Tu się chyba mylisz - kiedy zniknął rubel transferowy?
    A Ty się czepiasz!
  • tsy 28.03.06, 16:23
    truten.zenobi napisał:

    > > Polecam "Modern Times" Chaplina (mogę udostępnić DivX).
    >
    > Bardzo chętnie!!!
    > od dawna na to poluję ale jak trafiam to zwykle marnej jakości! masz też
    > Dyktatora?
    >
    Dyktatora niestety nie mam. Namiary prześlę na maila (za moment najpierw muszę
    plik przesłać na serwer)

    > > Widzisz byłem promotorem pracy magisterskiej "Wpływ duszenia inflacji na
    > wzrost
    > > bezrobocia w Polsce w latach 90. Krzywa Philipsa".
    >
    > no kurde! nie pogadasz...
    > Ale jak jesteś ekonomistą to tym bardziej chyba zdajesz sobie sprawę z tego że
    > wzrost inflacji wcale nie musi się przełożyć na spadek bezrobocia!

    Jestem matematykiem, a w tej pracy chodziło o to by uniknąć psychologizowania.
    Neoliberałowie nie mają teorii pieniądza, z której można byłoby coś wyliczyć
    (popatrz jak Balcer mylił się w swoich prognozach).

  • truten.zenobi 28.03.06, 16:27
  • tsy 28.03.06, 16:34
    Siedzę przy kiepskim łączu i przesyłanie trwałoby sześć godzin. Jutro będę przy
    szybszym łączu. Poczekaj.
  • truten.zenobi 24.08.06, 20:42
    taki mały artykuł a propos

    gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3568892.html
    "W dodatku wzrostowi gospodarczemu towarzyszy spadek bezrobocia. Po raz kolejny
    okazuje się, że krzywa Phillipsa - pokazująca zależność między inflacją a
    bezrobociem - ma dziś inny kształt niż przed pół wiekiem, gdy po raz pierwszy
    była kreślona. "

    myślę że zależność napewno istnieje ale nie jest ona taka prosta jak to kiedyś
    zakładano
  • tsy 24.08.06, 21:50
    truten.zenobi napisał:

    > taki mały artykuł a propos
    >
    > gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,49621,3568892.html
    > "W dodatku wzrostowi gospodarczemu towarzyszy spadek bezrobocia. Po raz kolejny
    >
    > okazuje się, że krzywa Phillipsa - pokazująca zależność między inflacją a
    > bezrobociem - ma dziś inny kształt niż przed pół wiekiem, gdy po raz pierwszy
    > była kreślona. "
    >
    > myślę że zależność napewno istnieje ale nie jest ona taka prosta jak to kiedyś
    > zakładano


    Ta zależność nigdy nie była prosta (modele ekonometryczne zwykle są
    skomplikowane). Z moich niegdysiejszych badań (dane 1990-2002) wynika, że:

    stopa inflacji=0.7274 + 17.6234/stopa bezrobocia

    współczynnik determinacji wynosi 72%.

    Z grubsza mówiąc, za 72% bezrobocia odpowiada walka z inflacją, a wybór był
    wyborem politycznym. Nie każdy je PKB.
  • truten.zenobi 25.08.06, 13:22
    > współczynnik determinacji wynosi 72%.
    >
    > Z grubsza mówiąc, za 72% bezrobocia odpowiada walka z inflacją, a wybór był
    > wyborem politycznym. Nie każdy je PKB.

    a jak to się kształtuje w ostatnich latach gdzie jest niska stabilna inflacja a
    bezrobocie zacęło spadać (aczkolwiek obecny dosyć spory spadek bezrobocia
    wunika całkiem z czegos innego)

    > Nie każdy je PKB.
    pewnie tak ale to jest najlepszy dowód ile ma wspólnego statystyka z
    jednostkowymi przypadkami
  • brezly 25.08.06, 13:55
    tsy napisał:

    >
    > stopa inflacji=0.7274 + 17.6234/stopa bezrobocia
    >
    > współczynnik determinacji wynosi 72%.
    >
    > Z grubsza mówiąc, za 72% bezrobocia odpowiada walka z inflacją, a wybór był
    > wyborem politycznym. Nie każdy je PKB.

    Mozesz to rozwinac, bo jakos mi sie ten wzor nie uklada w kupe z ostatnim zdaniem.
    Bo z wzoru wynika (ja nie jestem pewien czy w ogole mozan korelowac procent
    czegos z procentem czegos innego, w sensi okreslac wspolczynnik korelacji, ale
    ty tego nie robisz):

    stopa bezrobocia = 17/(0.27*stopa inflacji)=63/stopa inflacji

    Z tego mozna rozne wnioski wyciagac, np. przy inflacji 1% bedzie 63 procent
    bezrobocia, ale nie widze tych 72% zaleznych od walki z infalcja.

    Czego nie kapuje?
  • tsy 25.08.06, 20:25
    Może ta stronka Ci wyjaśni (dziś w nocy postaram się napisać więcej).

    www.ekonometria.4me.pl/wzory.htm
  • truten.zenobi 27.08.06, 18:23
    a jaka jest korelacja pomiędzy iloscią pracowników urzedów publicznych a
    bezrobociem.

    moja teza wzrost ilości urzedników w następnych ogresach generuje bezrobocie

  • brezly 27.08.06, 20:07
    Nie może istnieć żaden proporcjonalny związek, gdyż zgodnie z prawem Parkinsona
    liczba urzędników stale rośnie. Słynna krzywa zalezności pomiędzy ilością
    ciężkich okrętów (lub marynarzy) w Royal Navy a ilością urzędników Admiralicji.

    Więc jeżeli jakś jest to raczej typu sinusoidalnego.
  • truten.zenobi 27.08.06, 21:05
    > Więc jeżeli jakś jest to raczej typu sinusoidalnego.

    hmm... to mozliwe nowi urzednicy generują nowe przepisy, sprawozdania, kontrole
    itp. co zkolei wykańcza mniej "elastyczne" firmy. ale po jakims czasoie albo
    się pozbierają albo ktoś wejdzie w ich miejsce czyli jakby gospodarka "lize
    rany" i powraca do normy aż tu nowe wybory i kolejna fala - czyli wzrosty
    ilości urzędników tez są zjawiskiem okresowym.

    wink
  • brezly 28.08.06, 15:44
    Nie sa zjawiskiem okresowym, bo liczba U stale rosnie smile Najwyzej jakas
    modulacja jest nalozona, cos w rodzaju y(x) = ax + sin(x)smile)
  • truten.zenobi 29.08.06, 06:56
    y(x) = ax + |sin(x)| wink

    przypominam iz ilość urzeędników nie maleje a wartości funkcji sin są z
    przeciału [-1; 1]
    wink
  • brezly 29.08.06, 08:09
    Tez myslalem o module, ale sa jednak pewne zaburzenia, jak trzeba wymieniac po
    wyborach to od razu sie nie aztrudnia. Wiec moze jak liczyc z P.O. to z modulem,
    a jak formalnie to bez?
  • truten.zenobi 29.08.06, 13:42
    ja myślę że można dodać do wzoru jeszcze wskaźnik oparty na przeciętnym
    poziomie wykształcenia członków (tak to dobre słowo!!!) partii trzymającej
    władzę.
  • brezly 29.08.06, 14:29
    Znaczy jak czlonki niewyksztalcone to wspolczynnik zastepowania wiekszy? Ze
    takie kutasiny bardziej sie pchaja? To jest chyba zludzenie smile
  • truten.zenobi 29.08.06, 15:30
    im większy tłuk na stołku tym więcej potrzebuje zastępców i doradców
    tym bardziej potrzebuje się wykazać że coś robi, i tym bardziej sie boi
    przyznać do błędu (i może to ostatnie jest najgorsze bo idzie w zaparte i robi
    jeszcze 1k innych jeszcze większych głupstw byle "zatuszować" jakąś głupotę
    która jak co dzień nieopatrznie palnął

    tylko jak to włączyć do wzoru??? wink
  • brezly 29.08.06, 15:45
    Dodac czlon kwadratowy i dalsze smile
  • truten.zenobi 29.08.06, 21:35
    a może silnia?


    ...*(100-IQ)!

    wink
  • brezly 30.08.06, 08:52
    Silnia? Brzmi jak jakas frakcja Mlodziezy Wszechpolskiejsmile)

    *[(100-IQ)!]**2 ?
  • truten.zenobi 30.08.06, 14:30
    > Silnia? Brzmi jak jakas frakcja Mlodziezy Wszechpolskiejsmile)

    właściwe działanie na właściwe czasy wink "silnia jako narzedzie oceny
    inteligencji obecnej władzy" czyż to nie brzmi ciekawie?
  • napoj.chmielowy 30.08.06, 15:14
    Co jest zmienną objaśnianą, a co zmienną objaśniającą?
  • brezly 30.08.06, 18:31
    Mysmmy sie nie tyle pomylili co poszli w dygresjesmile
  • truten.zenobi 30.08.06, 21:29
    "każda bardziej skomplikowana analiza jest tak samo dobra jak "strzał na pałę""
  • truten.zenobi 28.03.06, 13:02
    > Gdzie jest napisane, że wartością nadrzedna dobrobytu i normalnego zycia jest
    > inflacja czy deflacja oraz stabilny kurs złotego?

    To taka wiedza tajemna której młodzi adepci ekonomii uczą się na pierwszym
    roku wink

    Człowieku to takie oczywiste ze aż dziw że w tym kraju jest tyle matołków
    którym marzy się inflacja. Nie pamiętasz lat 80 i początku 90 gdy inflacja
    była 2 cyfrowa.
    dodruk pustego pieniądza nie zwiększy ilości towarów na półce ani nie obniży
    ich realnych cen co najwyżej może je podnieść bo wszyscy będą w cenę
    wkalkulowywać inflację. tworzy się koło zamknięte i zatrzymanie tego procesu
    jest "bardzo kosztowne"
    Oczywiście na całym zamieszaniu najwięcej zarabiają instytucje finansowe i
    urzędnicy.
    a na najbiedniejszych to sie wszystko skupia.

    tak więc wysoka inflacja w znacznym stopniu podnosi koszy utrzymania a nic nie
    daje w zamian.

    inna sprawą są działania naszych polityków... tu chyba nie ma żadnych
    logicznych argumentów by poprzeć któregokolwiek z nich sad


  • bonczek_hydroforgroup 28.03.06, 15:15
    Uzyłem sformułowania o cesze nadrzednej a nie jedynej. ba jestem zwolennikiem
    wpływu państwa na wahania wartości złotego bo jak widze efekty dzisiejszej
    ekonomii w naszym wydaniu to coś jest jednak nie tak. Temat ten jednak pozwole
    sobie rozwinąc nieco pózniej przygotowawszy się precyzyjniej.
  • truten.zenobi 28.03.06, 16:24
    > wpływu państwa na wahania wartości złotego bo jak widze efekty dzisiejszej
    > ekonomii w naszym wydaniu to coś jest jednak nie tak.

    ale to co nas otacza to właśnie wpływ coraz większych ingerencji państwa w
    gospodarkę!
    Zwiększając wpływy niekompetentnych polityków pogłębisz tylko problemy!

    Z drugiej strony "do demokracji trzeba dorosnąć" na co głupcowi wolność by
    robił głupie rzeczy? może faktycznie jeszcze jesteśmy na tym etapie ...

  • truten.zenobi 29.03.06, 07:07
    rozwojowi gospodarczemu sprzyja pewna stabilizacja warunków działania (prawo,
    polityka, itd...)
    Trudno inwestowac gdy niewiadomo co bedzie jutro.
    Czyli może na dłuższą metę nie jest tak ważna wartość wskaźnika inflacji ile
    jego stabliność. (może inaczej ważniejsza jest stabilnośc od wielkości!)

    ale poniewazprzy inflacji zaczyna działac mechanizm samonapedzający jej wzrost
    tak więc trudno jest utrzymać stabilby wskaźnik powiedzmy 8%. dużo łatwiej jest
    utrzymać wskaźnik rzędu powiedzmy 2%.

    Oczywistą też jest sprawą iz "duszenie inflacji" wymaga wysokich kosztów (też
    społecznych) tak więc jeśli ponieśliśmy te koszty, udało nam się(!), więc teraz
    dążenie do wzrostu inflacji nie jest najrozsądniejsza postawą.

    Ja wiem gospodarka leży i dobrze by było coś z tym zrobic by 40% społeczeństwa
    nie żyło w nędzy, ale może dużo lepiej by było powalczyć z realnymi przyczynami?
    no tak tyle że do tego potrzebna jest wiedza i doświadczenie, czego 97,9%
    polityków i 99,9(9) urzedników nie ma!
  • truten.zenobi 24.08.06, 20:46
    i jak to dzisiaj sobie przeczytałem obecna koalicja jakoś nie stara się
    świadomie zwiekszyć inflacji (to znaczy robi wiele bzdur ale nie poto by
    zwiększyć inflacje casem to moze byc skutek ich głupoty ale jak widac nie są na
    tyle głupi by drukowac pusty pieniadz)
  • brezly 28.03.06, 13:33
    Dlatego ze inni to przerabiali. I maja pewne doswiadczenie do czego prowadzi
    podporzadkowanie banku centralnego i bankow wogole politykom z horyznotem
    czterch lat gorna gora.

    Chociaz jest przyklad gdzie wogole bank centralny funkcjonuje na prawach
    ministra. UK sie nazywa. Jak bedziemy miec tyle wiekow demokracji parlamentarnej
    to u nas tez sie moze da.
  • napoj.chmielowy 01.09.06, 00:51
    Załóżmy, że zmienną objaśnianą jest inflacja faktyczna, a zmienną objaśniającą
    stopa bezrobocia. Testujemy hipotezę zwaną "Krzywa Philipsa". Potrzebne nam są
    dane. Dobrym źródłem jest GUS. Tabele Pierwsza = miesięczna stopa inflacji w
    latach 1990-2002. Tabela Druga = miesięczny procent bezrobocia w tych samych
    latach. Chcecie dalej tak polecieć?
  • truten.zenobi 03.09.06, 08:32
    i szczerze mówiąc jestem dośc zaskoczony tak wysokim wskaźnikiem korelacji.
    tz. nie neguję że walka z inflacją pociąga za sobą koszty, czyli że w momencie
    ("wywalczonego") spadku inflacji nastąpił wzrost bezrobocia.
    ale wszak przed 89 inflacja była wysoka a bezrobocia nie było,
    a i obecnie stopa inflacji jest mniej-wiecej stała a bezrobocie spada (co
    prawda skala tego spadku w znacznej mierze wynika z innych czynników, ale
    spadek bezrobocia zaczął się jeszcze zanim zaczęła się masowa emigracja)
  • brezly 03.09.06, 09:31
    Mnie sie w ogóle bardzo podoba idea krzywej Philipsa, która cos obrazuje, a jak
    przestaje obrazowac to znaczy (cf. Witold Gadomski) że się jej przebieg zmienia
    smile) /wiec dalej obrazuje/.

    Przypomina to wiekopomne zdania z okresu poprawiania sprawozdań studenckich z
    rozmaitych pracowni.
  • napoj.chmielowy 03.09.06, 14:02
    brezly napisał:

    > Mnie sie w ogóle bardzo podoba idea krzywej Philipsa, która cos obrazuje, a jak
    > przestaje obrazowac to znaczy (cf. Witold Gadomski) że się jej przebieg zmienia
    > smile) /wiec dalej obrazuje/.
    >
    > Przypomina to wiekopomne zdania z okresu poprawiania sprawozdań studenckich z
    > rozmaitych pracowni.

    Redaktor Gadomski jest makroekonomicznym kabareciarzem. Gdyby policzyć korelację
    między bezrobociem, a inflacją, najpierw w latach 1990-1998, potem 1990-2000,
    1990-2002, 1990-2004, 1990-2006 to jestem pewien, że będzie się zmniejszać.
    Oznacza to tylko tyle, że inne czynniki mają coraz większy wpływ na obie
    wielkości inic nie mówi o innym kształcie krzywej Phillipsa. Krzywa Phillipsa do
    roku 2003 daje o wiele lepszą prognozę inflacji niż prognozy przedstawiane, w
    tym czasie, przez Profesora Balcerowicza

  • truten.zenobi 03.09.06, 21:41
    Gdyby policzyć korelacj
    > ę
    > między bezrobociem, a inflacją, najpierw w latach 1990-1998, potem 1990-2000,
    > 1990-2002, 1990-2004, 1990-2006 to jestem pewien, że będzie się zmniejszać.
    > Oznacza to tylko tyle, że inne czynniki mają coraz większy wpływ na obie
    > wielkości inic nie mówi o innym kształcie krzywej Phillipsa. Krzywa Phillipsa
    d
    > o
    > roku 2003 daje o wiele lepszą prognozę inflacji niż prognozy przedstawiane, w
    > tym czasie, przez Profesora Balcerowicza

    tak tyle że zauważ iż w okresach 86-91 czy 2002-2006 takiego związku
    praktycznie nie ma.

    czyli twierdzenie jest prawdziwe tylko w okreslonych warunkach.
  • napoj.chmielowy 03.09.06, 23:23
    truten.zenobi napisał:

    >
    > tak tyle że zauważ iż w okresach 86-91 czy 2002-2006 takiego związku
    > praktycznie nie ma.
    >
    > czyli twierdzenie jest prawdziwe tylko w okreslonych warunkach.

    Oczywiście i dobrze byłoby zbadać jakie to są warunki.

    (terminy podane przez Ciebie jako kontrprzykład są trochę krótkie).
  • truten.zenobi 04.09.06, 07:03
    > (terminy podane przez Ciebie jako kontrprzykład są trochę krótkie).

    to mzna brac dane miesieczne bądź kwartalne. Ale fakt są krótkie, jednak myślę
    że dobrze obrazują że nie jest to ścisła zalezność zależność bo jeśli by tak
    było to zawsze i wszedzie zmiana inflacji powinna wywoływać takie same efekty a
    tak nie jest.

  • napoj.chmielowy 03.09.06, 14:05
    truten.zenobi napisał:

    > ale wszak przed 89 inflacja była wysoka a bezrobocia nie było,
    > a i obecnie stopa inflacji jest mniej-wiecej stała a bezrobocie spada (co
    > prawda skala tego spadku w znacznej mierze wynika z innych czynników, ale
    > spadek bezrobocia zaczął się jeszcze zanim zaczęła się masowa emigracja)

    Przed 89 mieliśmy nie pieniądz, a bony wymiany wewnętrznej.
  • truten.zenobi 03.09.06, 21:34
    > Przed 89 mieliśmy nie pieniądz, a bony wymiany wewnętrznej.

    to tez juz omawialiśmy wink
    a czym jest pieniądz jak nie "parytetem wymiany"?

    a pozatym troche niesciśle się wyraziłem
    do 90 (91?) inflacja rosła pod koniec nawet w gigantycznym tempie a bezrobocia
    nie byłoa póżniej mimo tego gigantycznego wzrostu zaczęło roznąć.
    czyli jakby "niezgodnie z krzywą"

    pozatym w latach 89 - 96 na ile wzrost bezrobocia wynikał z inflacji a na ile z
    przebudowy ( bo zwłaszcza pod koniec trudno nazywać to naprawą) gospodarki.

    i następne pytanie w na ile w latach 89 - 2006 wzrost bezrobocia wynikał z
    wzrostu biurokracji, wzrostu realnych danin państwowych, utrzymywania systemu
    dopłat do rolnictwa, górnicta, PKP, itd., ale też "dziwnych" ulg podatkowych
    dla zagranicznych koncernów.

    bo tak naprawdę wydaje mi się że spadek inflacji nałozył się na wiele innych
    zdarzeń gospodarczych które łatwo logicznie powiązać ze wzrostem bezrobocia, a
    które nie były bezpośrednio ze sobą powiązane
  • napoj.chmielowy 03.09.06, 23:34
    truten.zenobi napisał:

    > > Przed 89 mieliśmy nie pieniądz, a bony wymiany wewnętrznej.
    >
    > to tez juz omawialiśmy wink
    > a czym jest pieniądz jak nie "parytetem wymiany"?
    >

    Najważniejszym słowem w tym co napisałem jest "wewnętrznej".

    > a pozatym troche niesciśle się wyraziłem
    > do 90 (91?) inflacja rosła pod koniec nawet w gigantycznym tempie a bezrobocia
    > nie byłoa póżniej mimo tego gigantycznego wzrostu zaczęło roznąć.
    > czyli jakby "niezgodnie z krzywą"
    >

    To jest krótkookresowe zaburzenie.

    > pozatym w latach 89 - 96 na ile wzrost bezrobocia wynikał z inflacji a na ile z
    >
    > przebudowy ( bo zwłaszcza pod koniec trudno nazywać to naprawą) gospodarki.
    >

    Nie napisałem, że wynikał. Napisałem, że był skorelowany.

    > i następne pytanie w na ile w latach 89 - 2006 wzrost bezrobocia wynikał z
    > wzrostu biurokracji, wzrostu realnych danin państwowych, utrzymywania systemu
    > dopłat do rolnictwa, górnicta, PKP, itd., ale też "dziwnych" ulg podatkowych
    > dla zagranicznych koncernów.
    >

    Aby to uwzględnić należałoby model rozbudować (zmiennych wyjaśniających może być
    więcej). Czyli - zebrać dane postawić hipotezę i przetestować.

    > bo tak naprawdę wydaje mi się że spadek inflacji nałozył się na wiele innych
    > zdarzeń gospodarczych które łatwo logicznie powiązać ze wzrostem bezrobocia, a
    > które nie były bezpośrednio ze sobą powiązane

    To jest oczywiste, ale prosty "philipsowy" model dawał lepszą prognozę niż
    modele stosowane przez Profesora.

    I to jest chyba główna teza.
  • truten.zenobi 04.09.06, 07:42
    > Najważniejszym słowem w tym co napisałem jest "wewnętrznej".

    może być i wewnętrznej, czy to coś zmienia? fakt sztucznego regulowania jego
    siły nabywczej nie zmienia faktu że był instrumentem wymiany.

    > To jest krótkookresowe zaburzenie.

    "wyjątek potwierdzający regółę"???
    coś za dużo wyjątków! a to zł z PRL to nie pieniądz a to "krótkotrwałe
    zaburzenie"...

    > Nie napisałem, że wynikał. Napisałem, że był skorelowany.

    oczywiście tyle że skorelowaie to pojęcie z statystyki czy ekonometrii
    obrazujące siłę jakiegoś związku.
    ale to było pytanie właśnie o związek bo to tak naprawdę się liczy. statystyka
    tylko opisuje jaby skutki a nie bada przyczyny. korelacja może występować
    czasem całkiem przypadkowo, czasem być wynikiem działania 3 czynnika
    (naprzykład szybkośc obrotów wiatraczka i siła wychyleń drzewa są ze sobą mocno
    skorelowane ale czy to oznacza że wychylenia drzewa zależą od obrotów
    wiartaczka?)
    Tak więc by walczyć z bezrobociem trzeba poznać jego przyczyny a nie opierac
    się tylko na analizach statystycznych czy wręcz jednym twierdzeniu.


    > To jest oczywiste, ale prosty "philipsowy" model dawał lepszą prognozę niż
    > modele stosowane przez Profesora.
    >
    > I to jest chyba główna teza.

    tak tyle że w 2006 roku chyba taka prognoza się nie sprawdziła. inflacja byłą
    niska (jak do tej pory) a bezrobocie spadło.

    "każda bardziej skomplikowana analiza jest tak samo dobra jak strzał na pałę"
    czyli na ile wynik obliczeń uwzględnił wszystkie czynniki a na ile ktoś miał
    szczęscie.
    albo jeszcze inaczej można prognozować inflację na podstawie trendów prognoza
    może byc nawet bardzo trafna tylko czy coś to wyjaśnia? czy może to wskazać jak
    walczyć z bezrobociem?

    bo wracając do B to uważam iż ktoś odpowiedzialny za polską gospodarkę
    niekoniecznie musi umiec wrózyć z fusów, ale powinien wiedzieć jak ją budować
    B oczywiście świętym nie jest i popełnnił mase błedów ale... nasz problem
    polega na tym że nikogo lepszego przez te 17 lat nie dopuściliśmy do władzy
    realnej (czywiście było paru profesorów o których mozna by dyskutować czy są
    lepsi od B ale tak naprawdę niewiele mogli zdziałać wiec bedzie to tylko
    dyskusja czysto akademicka)
  • napoj.chmielowy 04.09.06, 13:48
    truten.zenobi napisał:

    >
    > może być i wewnętrznej, czy to coś zmienia? fakt sztucznego regulowania jego
    > siły nabywczej nie zmienia faktu że był instrumentem wymiany.
    >

    Jeśli odgórnie jest ustalana ilość "pieniądza" na "rynku" i "zerowe" bezrobocie
    to wszelkie badania statystyczne mówią jedynie o możliwościach wykonawczych
    władcy. Komunistyczna złotówka nie była pieniądzem w rozumieniu gospodarki
    rynkowej i jako taka nie podlegała prawom tej gospodarki (podobnie z
    bezrobociem, które było "ukryte").

    > > To jest krótkookresowe zaburzenie.
    >
    > "wyjątek potwierdzający regółę"???
    > coś za dużo wyjątków! a to zł z PRL to nie pieniądz a to "krótkotrwałe
    > zaburzenie"...
    >

    Nie jest to "wyjątek potwierdzający regułę" tylko "odchlenie od trendu", które
    może być (i zazwyczaj jest) mierzone w modelach ekonometrycznych. Ma
    niebagatelny wpływ na współczynnik determinacji.



    >
    > oczywiście tyle że skorelowaie to pojęcie z statystyki czy ekonometrii
    > obrazujące siłę jakiegoś związku.
    > ale to było pytanie właśnie o związek bo to tak naprawdę się liczy. statystyka
    > tylko opisuje jaby skutki a nie bada przyczyny. korelacja może występować
    > czasem całkiem przypadkowo, czasem być wynikiem działania 3 czynnika
    > (naprzykład szybkośc obrotów wiatraczka i siła wychyleń drzewa są ze sobą mocno
    >
    > skorelowane ale czy to oznacza że wychylenia drzewa zależą od obrotów
    > wiartaczka?)
    > Tak więc by walczyć z bezrobociem trzeba poznać jego przyczyny a nie opierac
    > się tylko na analizach statystycznych czy wręcz jednym twierdzeniu.
    >

    Polecam książkę wybitnego hinduskiego statystyka Rao (imienia nie pamiętam) pt.
    "Statystyka, a prawda" (książka jest dość trudno dostępna, ale napisana jest
    bardzo przejrzyście).

    >

    >
    > tak tyle że w 2006 roku chyba taka prognoza się nie sprawdziła. inflacja byłą
    > niska (jak do tej pory) a bezrobocie spadło.
    >

    Jeśli powtórzymy obliczenia za 10-20 lat (bez rewolucyjnych zmian w warunkach
    gospodarowania) to fakt ten prawdopodobnie będzie "krótkookresowym odchyleniem"
    (wprowadzenie euro znowu zaburzy model i spowoduje jego umieszczenie w owiele
    szeszym kontekście).

    > "każda bardziej skomplikowana analiza jest tak samo dobra jak strzał na pałę"
    > czyli na ile wynik obliczeń uwzględnił wszystkie czynniki a na ile ktoś miał
    > szczęscie.
    > albo jeszcze inaczej można prognozować inflację na podstawie trendów prognoza
    > może byc nawet bardzo trafna tylko czy coś to wyjaśnia? czy może to wskazać jak
    >
    > walczyć z bezrobociem?
    >

    Na pewno nie przy pomocy deklaracji ani modlitwy.

    > bo wracając do B to uważam iż ktoś odpowiedzialny za polską gospodarkę
    > niekoniecznie musi umiec wrózyć z fusów, ale powinien wiedzieć jak ją budować
    > B oczywiście świętym nie jest i popełnnił mase błedów ale... nasz problem
    > polega na tym że nikogo lepszego przez te 17 lat nie dopuściliśmy do władzy
    > realnej (czywiście było paru profesorów o których mozna by dyskutować czy są
    > lepsi od B ale tak naprawdę niewiele mogli zdziałać wiec bedzie to tylko
    > dyskusja czysto akademicka)

    Jeszcze raz powtórzę, modele ekonometryczne, które stosował Pan Profesor
    Balcerowicz w swoich prognozach prowadziły do błędnych wyników. Jak wskazuje
    poniższy artykuł prawica.net/node/4513 były od początku oparte na
    błędnych założeniach. Czy można było lepiej i czy był ktoś mądrzejszy - nie
    jestem biegły w historii alternatywnej.
  • truten.zenobi 04.09.06, 15:55
    > Komunistyczna złotówka nie była pieniądzem w rozumieniu gospodarki
    > rynkowej i jako taka nie podlegała prawom tej gospodarki

    no nie do końca, bo także podlegała prawom rynku tyle że było to najlepiej
    widać na czarnym rynku a inflacja nie zawsze wynikała z dodruku. Prawa ekonomii
    dosięgały nawet socjalizm. "praw fizyki pan nie zmienisz..." wink
    pozatym tak od połowy lat 80 powsawała sfera prywatnej gospodarki.

    > Jeśli powtórzymy obliczenia za 10-20 lat (bez rewolucyjnych zmian w warunkach
    > gospodarowania) to fakt ten prawdopodobnie będzie "krótkookresowym
    odchyleniem"
    > (wprowadzenie euro znowu zaburzy model i spowoduje jego umieszczenie w owiele
    > szeszym kontekście).

    zauważ tylko że są takie 2 podstawowe odchylenia od modelu.
    1. zdrowa gospodarka gdzie przy niskiej inflacji jest niskie bezrobocie
    2. całkowity rozpad gospodarki gdzie inflacja prowadzi do całkowitej utraty
    wartości pieniadza a i bieda i bezrobocie jest coraz większe.

    czyli nie jest tak że jest stały zwiazek miedzy inflacją a bezrobociem a jest
    on zalezny od wielu czynników.
    oczywiście w pewnych warunkach można sobie uprościć go do funkcji jednej
    zmiennej ale tu powstaje jakby powazny narodowy problem
    wielu polityków zaczyna tą uproszczoną funkcję traktować jak dogmat i relacje
    przyczynowo-skutkową a tak nie jest!!!

    pozatym czy tak naprawdę nam zależy by wszyscy w tym kraju mieli pracę czy na
    tym by żyli na jaknajwyższym poziomie?
    wzak gdyby wypłata była wystarczająco wysoka (cokolwiek by to miało
    znaczyć wink ) to w większości rodzin tylko jedna osoba by pracowała

    wink
  • napoj.chmielowy 04.09.06, 16:24
    Patrząc na niedościgły wzór jakim jest gospodarka USA można domniemywać, że
    zdrowe bezrobocie mieści się (z małymi odchyleniami w okolicach 5%, a inflacja -
    tu mam problem - szacowałbym ją (po wzroście kosztów kampanii prezydenckich) aż
    na 25%, ale to jest pewnie niezła bzdura.
  • truten.zenobi 05.09.06, 07:43
    ja znalazłem takie dane że inflacaja w US waha się w granicach 3 do 10% a
    bezrobocie 3 do 6% ale nie były to dane dajace sie zestawić w jakąś rozsądną
    tabelę.
    ale są stany z bezrobociem nawet 12% i takie z 3% wliczając to własne podatki i
    prawo federalne oraz dużą autonomię poszczególnych stanów myślę że lepiej by
    było analizować dane z poszczególnych stanów a nie dla całych stanów bo to są
    dane już jakoś "uśrednione"
  • napoj.chmielowy 05.09.06, 18:18
    truten.zenobi napisał:

    > ja znalazłem takie dane że inflacaja w US waha się w granicach 3 do 10% a
    > bezrobocie 3 do 6% ale nie były to dane dajace sie zestawić w jakąś rozsądną
    > tabelę.
    > ale są stany z bezrobociem nawet 12% i takie z 3% wliczając to własne podatki i
    >
    > prawo federalne oraz dużą autonomię poszczególnych stanów myślę że lepiej by
    > było analizować dane z poszczególnych stanów a nie dla całych stanów bo to są
    > dane już jakoś "uśrednione"

    Nie można badać poszczególnych stanów bo polityka monetarna należy do Federacji.
  • napoj.chmielowy 05.09.06, 18:23
    Można badać jako zagadnienie "korelacja poziomu inflacji i stopy bezrobocia na
    określonym terytorium". Skoncentrowałbym się chętnie na Kalifornii.
  • napoj.chmielowy 05.09.06, 18:33
    Załóżmy, że stopa inflacji jest ustalana przez Pana Boga (może nim być Pan
    Profesor, FED, bank we Frankfurcie) chcielibyśmy zbadać jakie mamy mozliwości
    walki z bezrobociem (znalezienie poziomu "zdrowego bezrobocia"). Załóżmy, że
    "Hipoteza Phillipsa" jest w dłóższych okresach zasadna. Jeśli popatrzeć na wzór
    podany w poście Tsy występują w nim dwie stałe. Pytanie: w jaki sposób możemy
    mieć wpływ na te stałe? Jak uczynic te stałe zmiennymi?
  • truten.zenobi 05.09.06, 20:54
    1. masz rację polityka monetarna jest taka sama dla całych stanów tak więc
    jeśli twierdzenie o silnym zwiazku było by prawdziwe wachania bezrobocia
    powinny byc zbliżone w różnych stanach.

    czyli można by USA potraktować jako "myszke doswiadczalną" ten sam pieniadz
    rózne warunki gospodarowania (naturalne polityczne, społeczne itd)
    tu łatwiej bedzie badać wpływ róznych czynników gdyż możemy przestać zajmowac
    sie inflacją.

    następnie na podstawie tych danych ale już krajów całego świata prześledzić
    które czynniki dodatkowo maja wpływ na wysokość inflacji

    2 da nam to wiedzę wyjściową do analizy naszej polskiej rzeczywistości
    bo tak naprawdę nie jest to rónanie jednej zmiennej ale bardzo wielu zmiennych.
    tyle że nasze zacofanie, biurokracja, a także wiele innych czyników jest od lat
    stałe.

    czyli myślę że Twoja propozycja jest bardzo dobra. nie ma co dyskutować o
    przebiegu krzywej Philipsa tylko o tym jak go zmienić

    czyli mówiąc prosciej zamiast wybierac pomiędzy bezrobociem a wysoka inflacją
    może lepiej sie zastanowić co trzeba zrobic byśmy mogli korzystać z
    dobrodziejstw i niskiej inflacji i niskiego (naturalnego) bezrobocia.

  • napoj.chmielowy 06.09.06, 00:17
    truten.zenobi napisał:

    > 1. masz rację polityka monetarna jest taka sama dla całych stanów tak więc
    > jeśli twierdzenie o silnym zwiazku było by prawdziwe wachania bezrobocia
    > powinny byc zbliżone w różnych stanach.
    >

    Niekoniecznie. "Wzór Phillipsa" wygląda następująco:

    stopa inflacji=stała1 + stała2/stopa bezrobocia

    stałe estymujemy (metodą najmniejszych kwadratów) i (w zależności od danych
    regionalnych dotyczących bezrobocia) możemy uzyskiwać różne wyniki dla różnych
    regionów.

    > czyli można by USA potraktować jako "myszke doswiadczalną" ten sam pieniadz
    > rózne warunki gospodarowania (naturalne polityczne, społeczne itd)
    > tu łatwiej bedzie badać wpływ róznych czynników gdyż możemy przestać zajmowac
    > sie inflacją.
    >

    Przy założeniu długookresowej poprawności Krzywej Phillipsa odziaływanie tych
    różnych czynników powinno wyrażać się w tych stałych.


    > następnie na podstawie tych danych ale już krajów całego świata prześledzić
    > które czynniki dodatkowo maja wpływ na wysokość inflacji
    >
    > 2 da nam to wiedzę wyjściową do analizy naszej polskiej rzeczywistości
    > bo tak naprawdę nie jest to rónanie jednej zmiennej ale bardzo wielu zmiennych.
    > tyle że nasze zacofanie, biurokracja, a także wiele innych czyników jest od lat
    >
    > stałe.
    >
    > czyli myślę że Twoja propozycja jest bardzo dobra. nie ma co dyskutować o
    > przebiegu krzywej Philipsa tylko o tym jak go zmienić
    >
    > czyli mówiąc prosciej zamiast wybierac pomiędzy bezrobociem a wysoka inflacją
    > może lepiej sie zastanowić co trzeba zrobic byśmy mogli korzystać z
    > dobrodziejstw i niskiej inflacji i niskiego (naturalnego) bezrobocia.
    >

    W pełni się zgadzam.
  • truten.zenobi 06.09.06, 09:48
    możemy uzyskiwać różne wyniki dla różnych
    > regionów.

    nominalnie tak ale proporcje powinny byc podobne

    odziaływanie tych
    > różnych czynników powinno wyrażać się w tych stałych.

    tak ale analizując dane dla poszczególnych stanów możemy się pokusić o
    wyznaczenie tych stałych w oparciu o parę czynników (poziom wykształcenia ,
    biurokracja , wielkośc podatków, bariery wejscia/wyjścia, itd...)

  • truten.zenobi 06.09.06, 23:00
    Ja myślę że nie ma co dyskutować o prawie Okuna dlatego że to chyba oczywiste.
    Wzraz ze wzrostem bezrobocia spada nie tylko produkcja ale i efektywność
    gospodarowania (chociażby ze wzgledu na wzrost przestępczosci czy konieczność
    zwiekszania pomocy społecznej)

    istotne natomiast jest okreslenie kiedy "działa" a kiedy "nie działa" krzywa
    Philipsa.

    jak znajdę chwilę to postaram się poszukac jakiejś krytyki tej teorii bo trochę
    się od jej ogłoszenia w ekonomii pozmieniało wink

    pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_Phillipsa
  • map4 07.09.06, 11:36
    Tak sobie czytam o krzywej Philipsa i zauważam, że gdzieś tam w latach x-y
    działała, a w innym kraju, w innym czasie było dokładnie odwrotnie.

    No to jak dla mnie jest zgodnie z zasadami nauki prawo o kant dupy potłuc.
    Z lekcji matematyki pamiętam bowiem, że nie wystarczy wykazać, że zasada
    obowiązuje w skończonej ilości przypadków - zasada obowiązuje tak długo, aż ktoś
    znajdzie przypadek, w której ona nie działa.

    Jeśli w ekonomii jest inaczej - to cała ekonomia nie ma prawa nazywać się nauką.

    --
    Wrocław bez cenzury
  • napoj.chmielowy 07.09.06, 12:39
    map4 napisał:

    > Tak sobie czytam o krzywej Philipsa i zauważam, że gdzieś tam w latach x-y
    > działała, a w innym kraju, w innym czasie było dokładnie odwrotnie.
    >
    > No to jak dla mnie jest zgodnie z zasadami nauki prawo o kant dupy potłuc.
    > Z lekcji matematyki pamiętam bowiem, że nie wystarczy wykazać, że zasada
    > obowiązuje w skończonej ilości przypadków - zasada obowiązuje tak długo, aż kto
    > ś

    To nie jest takie proste. "Statystyka, a prawda".
    > znajdzie przypadek, w której ona nie działa.
    >
    > Jeśli w ekonomii jest inaczej - to cała ekonomia nie ma prawa nazywać się nauką
    > .
    >
  • truten.zenobi 07.09.06, 15:02
    Jeśli w ekonomii jest inaczej - to cała ekonomia nie ma prawa nazywać się nauką.

    no może trochę inaczej nie porównywał bym jej z matematyką tylko z fizyką

    pewne prawa działają tylko w określonych warunkach wszak piuro i ołowiana kula
    nie spadają z tą samą prędkością jak je rzucisz.

    podobnie z krzywą philipsa działa w określonych warunkach, i jest tylko pewnym
    uproszczeniem, zaobserwowaną prawidłowością.
  • map4 07.09.06, 15:36
    truten.zenobi napisał:

    > pewne prawa działają tylko w określonych warunkach wszak piuro i ołowiana kula
    > nie spadają z tą samą prędkością jak je rzucisz.

    Eeeee .... nooooo ..... z dokładnie taką samą prędkością spadają, powiedziałbym.
    Ewentualne różnice biorą się z oporu aerodynamicznego stawianego przez pióro, a
    właściwie ze stosunku oporu stawianego przez powietrze do masy pióra. Stosunek
    ten jest dla kuli śmiesznie mały, a dla pióra zabójczo wysoki.

    > podobnie z krzywą philipsa działa w określonych warunkach, i jest tylko pewnym
    > uproszczeniem, zaobserwowaną prawidłowością.

    Która, jednakże, jest co najwyżej ciekawostką, naukowo sytuującą się pośród
    takich starych, sprawdzonych zasad jak "każda ruda jest wredna", "urodzeni w
    niedzielę mają dwie lewe ręce", itp, itd.

    --
    Wrocław bez cenzury
  • truten.zenobi 07.09.06, 23:15
    > Eeeee .... nooooo ..... z dokładnie taką samą prędkością spadają,

    czyżby?
    wykonaj doswiadczenie! wejdz na najwyższy budynek w okolicy i zrzuć piurko i
    jakis metalowy przedmiot
    wink

    > Ewentualne różnice biorą się z oporu aerodynamicznego stawianego przez pióro,

    no widzisz już Ci zaczyna coś świtac tylko czy aby napewno tylko opór
    powietrza?
    metalowa kula OK ale piórko? czy jesteś wogóle w stanie obliczyc przyblizony
    czas jego spadania?
    Kombinuj Kombinuj!
    wink
    a jeszcz epowiedz mi z czego wynika opór powietrza. to w okreslonych warunkach
    jest oczywiście stała ale jeśli chcesz uwzlednic wszystkie mozliwe warunki to
    okaze się że zależy ona od conajmniej 2 czynników gęstości (cisnienia) i
    lepkosci
    tak więc nie masz ścisłej funkcji jednej zmiennej ale jakieś prawdopodobieństwo
    tym dokładniejsze im wiecej czynników uwzględnisz.
    tak więc fizyka też nie daje jednoznacznych odpowiedzi.
    dodaj do tego różnice pomiedzy fizyką newtonowsa i kwantową i masz twierdzenia
    które są prawdziwe a jednocześnie sprzeczne

    czyli fizyka w myśl Twojego twierdzenia nie jest nauką
    Q.E.D.
    wink

    > Która, jednakże, jest co najwyżej ciekawostką, naukowo sytuującą się pośród
    > takich starych, sprawdzonych zasad jak "każda ruda jest wredna", "urodzeni w
    > niedzielę mają dwie lewe ręce", itp, itd.

    a tu się z Kolegą nie zgodzę
    co prawda uważam się za liberała i blizej mi do monetarystów, ale nie da się
    zaprzeczyć osiągnięciom Keynesa czy pewnym prawidłowościom jakie dostrzegł
    Philips. tyle że trzeba też brac pod uwagę czego one dotyczyły - co było
    obiektem badań.

    podstawowy problem jest taki co wywoła zwiekszona podaż pieniadza. jeżeli kraj
    jest dobrze uprzemysłowiony, a do tej pory była optymalna lub zbyt niska podaż
    pieiniadza to taki wzrost (w granicach rozsądku oczywiście ) wywoła raczej
    wzrost produkcji. jeżeli kraj jest zacofany, nie ma wolnych mocy produkcyjnych,
    a do tego do tej pory podaż pieniadza była ponad optymalną to zwiększanie jej
    na 100% wywoła inflacje ale niekoniecznie jakikolwiek wzrost produkcji.











  • napoj.chmielowy 07.09.06, 19:09
    map4 napisał:

    >
    > Jeśli w ekonomii jest inaczej - to cała ekonomia nie ma prawa nazywać się nauką
    > .
    >

    Wyciągasz pochopne i radykalne wnioski. Jak definiujesz naukę? Co to znaczy, że
    "Krzywa działa" lub "krzywa nie działa"?
  • map4 14.09.06, 12:07
    napoj.chmielowy napisał:

    > Wyciągasz pochopne i radykalne wnioski. Jak definiujesz naukę? Co to znaczy, że
    > "Krzywa działa" lub "krzywa nie działa"?

    Zależność pomiędzy dwoma zmiennymi pozwalająca odkryć (obliczyć) wartość jednej
    ze zmiennych na podstawie drugiej.

    Jeśli wynik obliczeń rozjeżdża się z wynikiem pomiarów, to znaczy, że obliczenia
    są złe, błędne, lub wzór jest do niczego. Nazywa się toto chyba prymat szkiełka
    nad ołówkiem ...

    --
    Wrocław bez cenzury
  • napoj.chmielowy 14.09.06, 14:26
    map4 napisał:

    > Zależność pomiędzy dwoma zmiennymi pozwalająca odkryć (obliczyć) wartość jednej
    > ze zmiennych na podstawie drugiej.
    >
    > Jeśli wynik obliczeń rozjeżdża się z wynikiem pomiarów, to znaczy, że obliczeni
    > a
    > są złe, błędne, lub wzór jest do niczego. Nazywa się toto chyba prymat szkiełka
    > nad ołówkiem ...
    >

    To jest bardzo newtonoskie podejście (warunki początkowe i równania ruchu
    determinują położenie w każdej przyszłej chwili). Prognoza stosująca metody
    statystyczne mówi o trendach, odchyleniach od trendu, korelacji zjawisk,
    szeregach czasowych, prawdopodobieństwach. Testowanie hipotez to bardzo
    rozwinięta nauka. Tezy, które się w niej otrzymuje są niewyrażalne w języku
    mechnistycznego paradygmatu.
  • map4 14.09.06, 15:29
    napoj.chmielowy napisał:

    > To jest bardzo newtonoskie podejście (warunki początkowe i równania ruchu
    > determinują położenie w każdej przyszłej chwili).

    Moje rozumienie fizyki zakończyło się gdzieś tak na Newtonie, przyznaję.
    Całe to hokus-pokus ze skwarkami wink to nie dla mnie.
    Jak na przykład takie małe nic nie ważące coś zasuwające w próżni z obłędną
    prędkością może być jednocześnie psem i kotem ?
    Od przodu pies - od tyłu kot ? smile

    > Prognoza stosująca metody
    > statystyczne mówi o trendach, odchyleniach od trendu, korelacji zjawisk,
    > szeregach czasowych, prawdopodobieństwach. Testowanie hipotez to bardzo
    > rozwinięta nauka. Tezy, które się w niej otrzymuje są niewyrażalne w języku
    > mechnistycznego paradygmatu.

    To jeszcze zrozumiałem. Nie rozumiem jednak, jak można mówić o zasadzie, że
    funkcjonuje w granicach, z prawdopodobieństwem, z odchyleniem, w korelacji ...
    Jak dla mnie jest to próba wciśnięcia rzeczywistości w sztywny kołnierz teorii,
    czyli odwrócenie kota ogonem.

    Teoria nie działa ? To na śmietnik z nią. A nie korelować, rozciągać, z
    prawdopodobieństwem zakładać i w ogólności próbować dopasować wyniki do założeń.

    Mam szkiełko, mam ołówek. Jeśli obydwa przyrządy pomiarowe wskażą co innego - to
    powinienem wybrać prawdę obserwacji, a nie tak długo naginać pomiary, aż mi się
    z teoretycznymi rozważaniami zgodzą.

    Może jeden przykład: w zgodzie z Twoją wizją nauki ziemia jest płaska. Przecież
    każdy głupi codziennie widzi dookoła siebie naszą planetę. A że nie widzi dalej
    - to wszystko wina nierównego terenu, brudnego powietrza i braku dobrych
    okularów. Skoreluj, zaszereguj, przemnóż przez prawdopodobieństwo
    krótkowzroczności obserwatora i wyjdzie Ci, że jak nic ziemia płaska jest.
    Wystarczy tylko odpowiednio rozciągnąć parametry pomiaru.
    Q.E.D smile

    --
    Wrocław bez cenzury
  • napoj.chmielowy 14.09.06, 18:58
    map4 napisał:

    >
    > Moje rozumienie fizyki zakończyło się gdzieś tak na Newtonie, przyznaję.
    > Całe to hokus-pokus ze skwarkami wink to nie dla mnie.
    > Jak na przykład takie małe nic nie ważące coś zasuwające w próżni z obłędną
    > prędkością może być jednocześnie psem i kotem ?
    > Od przodu pies - od tyłu kot ? smile
    >

    Bardzo grubo mówiąc: istnieje bardzo dużo wielkości, które są na tyle złośliwe,
    że sam fakt ich pomiaru zmienia ich wartość.

    > > Prognoza stosująca metody
    > > statystyczne mówi o trendach, odchyleniach od trendu, korelacji zjawisk,
    > > szeregach czasowych, prawdopodobieństwach. Testowanie hipotez to bardzo
    > > rozwinięta nauka. Tezy, które się w niej otrzymuje są niewyrażalne w języ
    > ku
    > > mechnistycznego paradygmatu.
    >

    > To jeszcze zrozumiałem. Nie rozumiem jednak, jak można mówić o zasadzie, że
    > funkcjonuje w granicach, z prawdopodobieństwem, z odchyleniem, w korelacji ...
    > Jak dla mnie jest to próba wciśnięcia rzeczywistości w sztywny kołnierz teorii,
    > czyli odwrócenie kota ogonem.
    >

    Mylisz związek przyczynowo-skutkowy ze zjawiskami skorelowanymi.

    > Teoria nie działa ? To na śmietnik z nią. A nie korelować, rozciągać, z
    > prawdopodobieństwem zakładać i w ogólności próbować dopasować wyniki do założeń
    > .
    >

    Co to znaczy działa? W przypadku ekonometrii - pozwala (z mniejszym lub większym
    błędem) prognozować zjawiska ekonomiczne.

    Powracając do Pana Profesora. Model ekonomtryczny zwany Krzywą Phillipsa według
    (dość pobieżnych) obliczeń przeprowadzonych przeze mnie lepiej prognozował
    inflację niż model stosowany w NBP. Czyli działał.

    > Mam szkiełko, mam ołówek. Jeśli obydwa przyrządy pomiarowe wskażą co innego - t
    > o
    > powinienem wybrać prawdę obserwacji, a nie tak długo naginać pomiary, aż mi się
    > z teoretycznymi rozważaniami zgodzą.
    >

    Nikt nie nagina pomiarów. Pomiary się opracowuje i wyciąga z nich wnioski o
    trendach.

    > Może jeden przykład: w zgodzie z Twoją wizją nauki ziemia jest płaska. Przecież
    > każdy głupi codziennie widzi dookoła siebie naszą planetę. A że nie widzi dalej
    > - to wszystko wina nierównego terenu, brudnego powietrza i braku dobrych
    > okularów. Skoreluj, zaszereguj, przemnóż przez prawdopodobieństwo
    > krótkowzroczności obserwatora i wyjdzie Ci, że jak nic ziemia płaska jest.
    > Wystarczy tylko odpowiednio rozciągnąć parametry pomiaru.
    > Q.E.D smile
    >

    Ziemia jest płaska (lokalnie) i mądrością jest stosowanie tej wiedzy w swoim
    codziennym doświadczeniu (powiedział chłopiec z teodolitem).
  • poloeschatolo 15.09.06, 03:44
    map4 napisał:

    > Mam szkiełko, mam ołówek. Jeśli obydwa przyrządy pomiarowe wskażą co innego -
    > to powinienem wybrać prawdę obserwacji, a nie tak długo naginać pomiary, aż mi
    > się z teoretycznymi rozważaniami zgodzą.

    a propos dokładności obserwacji, którą się męczył śp. Werner H. z 80.-lat temu
    (nota bene fascynował się też innym panem na H. co zresztą potwierdza jego teorię):

    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3616279.html
  • napoj.chmielowy 07.09.06, 12:32
    truten.zenobi napisał:

    > Ja myślę że nie ma co dyskutować o prawie Okuna dlatego że to chyba oczywiste.
    > Wzraz ze wzrostem bezrobocia spada nie tylko produkcja ale i efektywność
    > gospodarowania (chociażby ze wzgledu na wzrost przestępczosci czy konieczność
    > zwiekszania pomocy społecznej)
    >
    > istotne natomiast jest okreslenie kiedy "działa" a kiedy "nie działa" krzywa
    > Philipsa.
    >
    > jak znajdę chwilę to postaram się poszukac jakiejś krytyki tej teorii bo trochę
    >
    > się od jej ogłoszenia w ekonomii pozmieniało wink
    >
    > pl.wikipedia.org/wiki/Krzywa_Phillipsa


    Jeśli o prawie Okuma nie ma co dyskutować to Krzywa Phillipsa (w swojej
    matematycznej postaci) jako jego konsekwencja też nie podlega dyskusji.
  • truten.zenobi 07.09.06, 15:03
    > Jeśli o prawie Okuma nie ma co dyskutować to Krzywa Phillipsa (w swojej
    > matematycznej postaci) jako jego konsekwencja też nie podlega dyskusji.

    w prawie Okuma jest klarowny związek przyczynowo skutkowy
  • napoj.chmielowy 07.09.06, 21:27
    Hipoteza Phillipsa oparta jest na bardzo bogatym materiale empirycznym (dane
    bodajże ze 100 lat) i nadawała się doskonale do prognozy aż do lat
    siedemdziesiątych kiedy to wystąpiło zjawisko stagflacji. W jakiś sposób wiąże
    się to (ta stagflacja) z całkowitą zmianą filozofii pieniądza jaka nastąpiła w
    mniej więcej w tym samym momencie - zniknął parytet złota. Złotówka jest oparta
    na rezerwach walutowych - zastępują one złoto, a obliczenia Tsy (czyli mnie
    trzeźwego) potwierdzają wartość prognostyczną tej hipotezy dla gospodarki
    polskiej w latach 1990-2002.
  • truten.zenobi 07.09.06, 23:31
    > Hipoteza Phillipsa oparta jest na bardzo bogatym materiale empirycznym (dane
    > bodajże ze 100 lat) i nadawała się doskonale do prognozy aż do lat
    > siedemdziesiątych kiedy to wystąpiło zjawisko stagflacji.

    a ja myślę że on brał dane z krajów rozwiniętych.spostrzeżenia dotyczące
    stagflacji pewnie pojawiły się z tąd że zaczęto analizować dane z "3 świata" bo
    tam nagle się okazało że teorie swietnie sprawdzające się w stanac "nie
    działają"

    obliczenia Tsy (czyli mnie
    > trzeźwego) potwierdzają wartość prognostyczną tej hipotezy dla gospodarki
    > polskiej w latach 1990-2002.

    tak tylko że gdyby po roku 1996 obnizono podatki, a wcześniej zmniejszono
    biurokracje i jej sztuczne wymagania, zdjęto z barków przedsiebiorców obowiązki
    pomocy społecznej itp. to było by bardzo prawdopodobne że inflacja by spadała a
    bezrobocie by sie ustabilizowało na poziomie 3 - 8%

    moim zdaniem bezrobocie w polsce jest wynikiem 2 czynników
    1 niedojrzałości polskich przedsiębiorców
    2 barier zwiazanych z zatrudnieniem (stworzeniem stanowiska pracy), utrzymaniem
    i zwolnieniem pracownika.

    jeżeli łaczna wielkośc danin państwowych wynosi 60 do 80% tego co się wypracuje
    a dodatkowo znaczna cześć pieniędzy aństwowych jest marnotrawiona to niemożliwe
    jest utrzymanie niskiego bezrobocia!
  • truten.zenobi 07.09.06, 23:32
    ps
    nie odrobiłem jeszcze lekcji i pewnie do wtorku nic nie poczytam ani nie
    poszukam - rodzinka mi się zwala sad(
  • truten.zenobi 07.09.06, 23:43
    > tak tylko że gdyby po roku 1996 obnizono podatki, a wcześniej zmniejszono
    > biurokracje i jej sztuczne wymagania, zdjęto z barków przedsiebiorców
    obowiązki...

    a dodac do tego nalezy iż walka z inflacją tez ma swoje koszty. Zaryzykował bym
    nawet twierdzenie iż inflacja (znacznie)ponizej oczekiwanej niesie ze soba
    podobne skutki (moze tylko nie tak silne ) jak deflacja.


  • napoj.chmielowy 08.09.06, 02:06
    truten.zenobi napisał:
    >
    > a ja myślę że on brał dane z krajów rozwiniętych.spostrzeżenia dotyczące
    > stagflacji pewnie pojawiły się z tąd że zaczęto analizować dane z "3 świata" bo
    >
    > tam nagle się okazało że teorie swietnie sprawdzające się w stanac "nie
    > działają"
    >

    Nie było tak jak myślisz. Stagflacja (rosnąca inflacja i rosnące bezrobocie)
    była powżnym problemem Zachodu w latach siedemdziesiątych i to zjawisko stało
    się podstwą krytyki teorii Phillisa. Powszechnie uważa się, że przyczyną
    stagflacji był kryzys energetyczny. Moim zdaniem równie wielki wpływ na to
    zjawisko miał koniec parytetu złota. Cała filozofia finansów uległa zmianie.
    Śmiem mniemać, że w ekonomiach, w których istnieje jakaś namiastka parytetu
    złota "Krzywa Phillipsa" ma się świetnie.


    > tak tylko że gdyby po roku 1996 obnizono podatki, a wcześniej zmniejszono
    > biurokracje i jej sztuczne wymagania, zdjęto z barków przedsiebiorców obowiązki
    >
    > pomocy społecznej itp. to było by bardzo prawdopodobne że inflacja by spadała a
    >
    > bezrobocie by sie ustabilizowało na poziomie 3 - 8%

    To jest właśnie historia alternatywna, w której nie jestem specjalnie biegły.

    >
    > moim zdaniem bezrobocie w polsce jest wynikiem 2 czynników
    > 1 niedojrzałości polskich przedsiębiorców
    > 2 barier zwiazanych z zatrudnieniem (stworzeniem stanowiska pracy), utrzymaniem
    >
    > i zwolnieniem pracownika.
    >

    Rozumujesz dość sztampowo.

  • truten.zenobi 09.09.06, 07:32
    "Analiza keynesowska wychodzi od spostrzeýenia, ýe w gospodarce, szczeg?lnie w
    czasie kryzysu
    istniej? niewykorzystane moce produkcyjne. Przedsi«biorstwa produkuj? mniej
    niýby w rzeczywistoæci
    mog¸y. Objawem tej sytuacji jest niepe¸ne zatrudnienie. Z powyýszej obserwacji
    Keynes wyci?gn?¸
    wniosek, ýe problem leýy po stronie popytowej Ð w gospodarce nie ma dosy? si¸y
    nabywczej, aby
    zakupi? wyprodukowane dobra."

    www.nbp.pl/publikacje/materialy_i_studia/Ms168.pdf#search=%22krzywa%20philipsa%20milton%20Friedman%20stagflacja%20inflacja%22

    może nie jest to material w całosci poswięcony tematowi naszej dyskusji ale
    troche można znaleźć

  • napoj.chmielowy 09.09.06, 18:02
    Jestem Ci Trutniu jedyny szalenie wdzięczny za ten link. Moje intuicje znalazły
    potwierdzenie i wyjaśnienie. Wspaniały artykuł (i jak najbardziej na temat).
  • napoj.chmielowy 11.09.06, 16:02
    Oglądałem konferencję prasową. Mam bardzo mieszane odczucia. Ktoś jakieś
    odczucia ma?
  • truten.zenobi 14.09.06, 11:41
    mam pytanie czy wpolsce były w latach 92-2002 na tyle znaczące wzrosty inflacji
    i spadki bezrobocia by mozna było ocenić siłę korelacji właśnie w takich
    przypadkach?
    czy może jest tak że dysponujemy jedynie informacja o związku spadku inflacji i
    wzrostu bezrobocia?
  • napoj.chmielowy 14.09.06, 14:28
    truten.zenobi napisał:

    > mam pytanie czy wpolsce były w latach 92-2002 na tyle znaczące wzrosty inflacji
    >
    > i spadki bezrobocia by mozna było ocenić siłę korelacji właśnie w takich
    > przypadkach?
    > czy może jest tak że dysponujemy jedynie informacja o związku spadku inflacji i
    >
    > wzrostu bezrobocia?

    Muszę sięgnąć do danych, a nie mam ich w tej chwili pod ręką. Poczekasz moment
    albo dwa?
  • napoj.chmielowy 15.09.06, 12:54
    truten.zenobi napisał:

    > mam pytanie czy wpolsce były w latach 92-2002 na tyle znaczące wzrosty inflacji
    >
    > i spadki bezrobocia by mozna było ocenić siłę korelacji właśnie w takich
    > przypadkach?
    > czy może jest tak że dysponujemy jedynie informacja o związku spadku inflacji i
    >
    > wzrostu bezrobocia?


    Może nie jest to odpowiedź na Twoje pytanie, ale pokazuje słabość
    Pillipsowskiego modelu. W latach 95-98 spadały dość jednostajnie i inflacja i
    bezrobocie.
  • napoj.chmielowy 15.09.06, 13:20
    napoj.chmielowy napisał:

    >
    > Może nie jest to odpowiedź na Twoje pytanie, ale pokazuje słabość
    > Pillipsowskiego modelu. W latach 95-98 spadały dość jednostajnie i inflacja i
    > bezrobocie.

    Ponieważ w badanym przeze mnie okresie (1990-2002) lata 95-98 stanowią mniej
    więcej 1/4. Wyjaśnia to dlaczego współczynnik determinacji wynosi tylko 72% (ale
    i tak mówi się wtedy o silnej korelacji).
  • napoj.chmielowy 19.09.06, 20:35
    napoj.chmielowy napisał:

    > napoj.chmielowy napisał:
    >
    > >
    > > Może nie jest to odpowiedź na Twoje pytanie, ale pokazuje słabość
    > > Pillipsowskiego modelu. W latach 95-98 spadały dość jednostajnie i inflac
    > ja i
    > > bezrobocie.
    >
    > Ponieważ w badanym przeze mnie okresie (1990-2002) lata 95-98 stanowią mniej
    > więcej 1/4. Wyjaśnia to dlaczego współczynnik determinacji wynosi tylko 72% (al
    > e
    > i tak mówi się wtedy o silnej korelacji).

    Po kilku dniach zorientwałem się, że w latach 1995-1998 Pan Profesor Balcerowicz
    nie miał zbyt wielkiego wpływu na finanse publiczne. Wydaje się pewnym, że
    Krzywa Phillipsa zastosowana tylko do okresu wpływu Pana Profesora będzie
    wykazywała ok 90% korelację między spadkiem inflacji, a wzrostem bezrobocia.
  • truten.zenobi 21.09.06, 20:12
    > Krzywa Phillipsa zastosowana tylko do okresu wpływu Pana Profesora będzie
    > wykazywała ok 90% korelację między spadkiem inflacji, a wzrostem bezrobocia.

    smile

  • truten.zenobi 21.09.06, 20:38
    no dobra zgoda dusząc inflacje ponosi sie pewne koszty (zwiazane ze zmiana
    struktury gospodarczej - instytucje finansowe mniej zarabiają, firmy moga
    redukować struktury odpowiedzialne za minimalizowanie skutków inflacji a z
    drugiej strony musza się dostosowac do nowych wymagań rynku) które z kolei moga
    wpływać na wzrost bezrobocia (tym bardziej jesli w tym samym czasie nie
    wprowadza sie innych zmian uzdrawiajacych gospodarkę) to bezrobocie moze rosnać

    tyle ze jeśli warunki gospodarowania sie nie zmieniają to wzrost inflacji
    niekoniecznie spowoduje spadek bezrobocia.
    i to mozna nawet chyba przyjać za dobry test stanu gospodarki.
    gdy jest silna gospodarka to zwiększona podaż pieniadza pewnie spowoduje spadek
    bezrobocia (dodatkowy pieniadz na rynku wygeneruje wzrost produkcji)

    gdy jest słaba to przedsiebiorcy bedą bardziej skłonni podnieść ceny niż
    zwiekszyc produkcję (by zaspokoić zwiekszony popyt) czyli bezrobocie w
    najlepszym przypadku bedzie się utrzymywac na tym samym poziomie a inflacja
    bedzie szybko rosla.

    co wiecej myśle że da się też zauważyć iż w pierwszym przypadku taki sam wzrost
    pieniadza w obiegu wywoła (proporcjionalnie) mniejszą inflację
  • truten.zenobi 21.09.06, 22:04
    bo tak naprawdę to dziedziną funkcji jest podaż pieniądza.
    jego wzrost generuje wzrost popytu na rynku i teraz od stanu mozliwości
    gospodarki zalezy czy/w jakim stopniu przełozy sie to na wzrost cen a w jakim
    na wzrost produkcji

    i w drugą stronę
  • napoj.chmielowy 22.09.06, 12:18
    truten.zenobi napisał:

    > bo tak naprawdę to dziedziną funkcji jest podaż pieniądza.
    > jego wzrost generuje wzrost popytu na rynku i teraz od stanu mozliwości
    > gospodarki zalezy czy/w jakim stopniu przełozy sie to na wzrost cen a w jakim
    > na wzrost produkcji
    >
    > i w drugą stronę

    Czy postulujesz tego rodzaju "Krzywą Trutnia" - mała podaż pieniądza to duże
    bezrobocie, duża podaż pieniądza to małe bezrobocie?
  • truten.zenobi 22.09.06, 16:26
    > Czy postulujesz tego rodzaju "Krzywą Trutnia"

    nie! smile)
    to w zasadzie na podstawie tego co pamietam z wykładów makroekonomii (a w
    zasadzie dorobku keynesa)

    - mała podaż pieniądza to duże
    > bezrobocie, duża podaż pieniądza to małe bezrobocie?

    on własnie coś takiego postulował tyle że dotyczyło to gospodarki US w czasie
    wielkiego kryzysu. poprostu nie uwzglednił tego że wzrost podazy może w
    wyniku "niedostatku mocy produkcyjnych" czy duzych oczekiwań inflacyjnych
    przerodzić sie tylko w inflację - stąd stagflacja - a ja sobie to tylko jakoś
    uogólniłem (z polskiego na naszewink )

    przy czym zawsze jest jakaś podaż pieniądza a chodzi o jej zwiększenie lub
    zmniejszenie a w zasadzie należało by moze bardziej analizować proporcje popytu
    do podaży??? bo chyba bardziej z ich zachwiania wynikają perturbacje gospodarcze
  • napoj.chmielowy 23.09.06, 00:58
    truten.zenobi napisał:

    > > Czy postulujesz tego rodzaju "Krzywą Trutnia"
    >
    > nie! smile)
    > to w zasadzie na podstawie tego co pamietam z wykładów makroekonomii (a w
    > zasadzie dorobku keynesa)
    >
    > - mała podaż pieniądza to duże
    > > bezrobocie, duża podaż pieniądza to małe bezrobocie?
    >
    > on własnie coś takiego postulował tyle że dotyczyło to gospodarki US w czasie
    > wielkiego kryzysu. poprostu nie uwzglednił tego że wzrost podazy może w
    > wyniku "niedostatku mocy produkcyjnych" czy duzych oczekiwań inflacyjnych
    > przerodzić sie tylko w inflację - stąd stagflacja - a ja sobie to tylko jakoś
    > uogólniłem (z polskiego na naszewink )
    >
    > przy czym zawsze jest jakaś podaż pieniądza a chodzi o jej zwiększenie lub
    > zmniejszenie a w zasadzie należało by moze bardziej analizować proporcje popytu
    >
    > do podaży??? bo chyba bardziej z ich zachwiania wynikają perturbacje gospodarcz
    > e

    Tu potrzeba precyzji, a właściwie precyzyjnych definicji. Oparłbym się na
    rozważaniach zawartych w artykule "Rola złota w polityce piniężnej. Teoria
    monetarna w modelu ekonomii podaży" (ten artykuł, do którego linkę wskazałeś w
    którymś z poprzednich postów) i wprowadziłbym pewne postulaty. Po pierwsze u
    podstaw każdej działalności gospodarczej leży pojęcie "wartości wymiennej",
    która to wartość jest, zmieniającą się w czasie, wyrażalną w liczbach, cechą
    przedmiotów materialnych, usług i informacji umożliwiającą ludziom dążenie do
    wymiany ekwiwalentnej.
    Na razie tyle, bo przypomniały mi się wykłady z wojska w czasie studiów.
  • napoj.chmielowy 23.09.06, 15:03
    Pieniądz jest jednostką miary wartości wymiennej. Mały cytat:

    "Pomiar wartości pieniądza jest sprawą wielce dyskusyjną. Istnieje wiele miar -
    parytet siły nabywczej, kurs walutowy, indeksy cen. Na rzecz każdego z tych ujęć
    moýna podać pewne argumenty teoretyczne. W przypadku złota najczęściej wskazuje
    się na jego włściwości fizyczne i rzadkość występowania.
    Jednak teoretyczna dyskusja nie pomoże rozstrzygnąć sporu o najlepszy sposób
    mierzenia wartości pieniądza. Poszukując wskaźnika wiodącego dla polityki
    monetarnej jedynym arbitrem może być empiria, zgodność modelu z rzeczywistością.
    Trzy poprzednie rozdziały służyły pokazaniu zagadkowej zależności między
    zmianami sygnalizowanymi przez złoto a wahaniami pozostałych cen a także,
    pośrednio, stanu koniunktury." (cytat z przywołanego w porzednim moim poście
    artykułu).

    W tym cytacie zmieniłbym jedno zdanie - zamiast "wyznaczanie wartości pieniądza"
    napisałbym "skalowanie".
  • napoj.chmielowy 23.09.06, 15:06
    Powinno być
    zamiast "pomiar wartości pieniądza" napisałbym "skalowanie pieniądza".
  • truten.zenobi 23.09.06, 21:36
    ja myślę że trzeba zacząć od tego że pieniądz to pojecie dosyc ogólne.
    pl.wikipedia.org/wiki/Pieni%C4%85dz
    przy czym ja osobiście troche inaczej sobie go klasyfikuję (upraszczam)

    pienadz fizyczny (materialny) czyli dobro wymienne (złoto banknoty, ale także
    zapisy na kontach)
    pieniądz jako jednostaka pomiarowa
    i pieniadz jako parytet wymiany.

    zauważ iż

    1. jeśli dobro wymienne samo w sobie ma jakąś wartość to nie jest łatwo psuc
    pieniądz z jednej strony a z drugiej bywa że jest bardzo trudno zapewnić
    właściwą podaż pieniądza.

    2. jeśli nawet psuje sie pieniądz to parytet wymiany pozostaje podobny czyli
    np. jeden chleb to 3 bułki i niezaleznie czy chleb kosztuje 100zł czy 1,5 PLN wink

    3. trudno tak naprawdę określić "wartość" pieniądza.
    np. jesli oceniasz piekarz ocenia wartośc swojej pracy 1 chleb to 0,25 kg
    szynki i 0,5 kg pomidorów ale np. rzeźnik moze już swoje 0,25 kg szynki
    wyceniać na 0,6 pomidorów
    tak wiec pojawiąja się pwene róznice w parytetach wymiany (co jest zresztą w
    normalnej gospodarce rynkowej źródłem dochodów spekulantów i co tak naprawde
    przy n elementach tworzy praktycznie nierozwiązywalny układ równań) i tak
    naprawdę uniemożliwiają jakąkolwiek bardziej złozoną analize i "gospodarke
    planową"

    4. pieniadz fizyczny umozliwia dokonanie tranzakcji pomiedzy graczami rynkowymi
    którzy nie sa zainteresowani wzajemna wymianą.

    czyli z niedoborem pieniadza na rynku mamy do czynienia wtedy gdy są chetni do
    wymiany ale brakuje im pieniądza fizycznego
    a z nadmiarem pieniądza mamy do czynienia wtedy gdy gracze posiadaja pieniadz
    ale nie są zainteresowani wymiana (nie maja co wymieniać)

    zauważ też iż w sytuacji niedoboru pieniadza gracze mają takie możliwosci jak
    wymiana towar za towar (wymiana wzajemna) a nastepnie szukanie chętnego na
    nabyty towar, cesja wielostronna, kredyt kupiecki, i jeszcze pare innych

    w przypadku nadmiaru pozostaje w zasadzie tylo podniesienie własnych cen i/lub
    zwiększenie produkcji
  • napoj.chmielowy 24.09.06, 20:09
    Podywagowałbym sobie w trochę innym kierunku niż te artykuły z wikipedii, które
    mi wskazałeś. Braki obu wiądących filozfii pieniądza doskonale są ukazane w
    "Rola złota w polityce pieniężnej..." naszkicowana jest tam również teoria
    alternatywna (poparta materiałem empirycznm). O ile dobrze zrozumiałem, jednym z
    założeń tej teorii (totalne zaprzeczenie monetaryzmu) jest stwierdzenie, że
    pieniądz (bardzo abstrakcyjny, ale właśnie o abstrakcję chodzi) nie ma sam w
    sobie żadnej wartości, jest tylko i wyłącznie środkiem pomiarowym wymiany. Ta
    teoria do mnie przemawia, bo monetaryzm, w którym pieniądz jest dobrem grzęźnie:
    po pierwsze w paradoksach logicznych, po drugie ma już swoje lata, a po trzecie
    historia ekonomiczna pokazuje, że pod jego wpływem podjęto wiele decyzji
    ekonomicznych o bardzo wątpliwych skutkach.
  • napoj.chmielowy 24.09.06, 20:20
    Głównym brakiem logicznym pieniądza jako dobra rynkowego jest "wąż gryzący
    własny ogon" - dolarem mierzymy złotówkę, złotówką mierzymy euro, euro mierzymy
    franka szwajcarskiego, frankiem szwajcarskim mierzymy jena, jenem mierzymy
    dolara. Kółko się zamknęło, a jednocześnie albo straciliśmy, albo zyskaliśmy.
  • truten.zenobi 25.09.06, 21:30
    te pretensje to do fenicjan!
    podrzucili nam to gówno i nie zostawili instrukcji obsługi (w j. polskim -
    zgodnie z odnosną ustawą)
    wink

    Wartość złota:

    w zasadzie wartośc złota wynika z poczucia estetyki a ostatnio z zastosowań
    elektryczno-elektronicznych.
    złoto samo w sobie nie ma żadnej wartosci podobnie jak inne przedmioty.
    (np. będąc na pustyni jest nic nie znaczoncym minerałem - tam liczy się tylko
    woda!)

    tak więc złoto tez nie jest idealne. ma co prawda wiele zalet ale.. wystarczy
    by ktoś wynalazł tanią metode pozyskiwania go z wody oceanicznej i ta mydlana
    bańka pęknie (albo by jakiś kraj zwiększył nagle jego wydobycie)

    poszukiwano też innego dobra, bo sama zasada wydaje sie słuszna, ale jak
    narazie tylko w książkach SF znalazło to jakieś odzwierciedlenie.

    dosyć ciekawym pomysłem jest energia ale nie daje sie jej przecież ani
    magazynować ani zbytnio kumulować (pamietasz pomysł Lema z monetami z uranu wink )

    > Głównym brakiem logicznym pieniądza jako dobra rynkowego jest "wąż gryzący
    > własny ogon" - dolarem mierzymy złotówkę,

    dlatego miara jego wartośi jest jego siła nabywcza..
    czyli umowa/akceptacja społeczna. ja zgadzam się wykonać pracę za kawałek
    papierku(/zapis na moim koncie) pod warunkiem że ktoś inny zaakceptuje ten
    papierek jako wynagrodzenie swojej pracy wykonanej dla mnie.

    i teraz pytanie co zrobić by było to zaufanie.
    powiązanie go z jakaś uniweralną wartoscią wydaje się dobre ale ma też wady.
    deklaracja państwa sie sprawdza dopóki państwo faktycznie wywiązuje się z umowy
    społecznej.
    wycena wolnego rynku - a jaka jest gwarancja że nie dojdzie do sytuacji
    przypominającej znaczne przewartościowanie akcji (np. w wyniku owczego pędu,
    spekulacji prowadzonych przez dużego gracza, braku informacji czy monopolizacji
    rynku)



    nie ma pewnie jeszcze "uniwersalnej teorii". każda z nich opisuje
    jakis "wycinek". a jej prawa sprawdzają się tylko przy spełnieniu określonych
    założeń...

  • napoj.chmielowy 25.09.06, 22:07
    truten.zenobi napisał:

    > te pretensje to do fenicjan!
    > podrzucili nam to gówno i nie zostawili instrukcji obsługi (w j. polskim -
    > zgodnie z odnosną ustawą)
    > wink
    >

    Nie będę miał (i już). Instrukcja obsługi tkwi pewnie w jakiejś szufladzie pod
    instrukcjami obsługi odkurzacza, pralki. odtwarzacz DVD i kuchenki mikrofalowej
    i jest tak samo nieczytelna jak te wymienione.

    > Wartość złota:
    >
    > w zasadzie wartośc złota wynika z poczucia estetyki a ostatnio z zastosowań
    > elektryczno-elektronicznych.
    > złoto samo w sobie nie ma żadnej wartosci podobnie jak inne przedmioty.
    > (np. będąc na pustyni jest nic nie znaczoncym minerałem - tam liczy się tylko
    > woda!)
    >
    > tak więc złoto tez nie jest idealne. ma co prawda wiele zalet ale.. wystarczy
    > by ktoś wynalazł tanią metode pozyskiwania go z wody oceanicznej i ta mydlana
    > bańka pęknie (albo by jakiś kraj zwiększył nagle jego wydobycie)
    >

    Tu absolutnie nie chodzi o wartość, albo inaczej - wartość złota jak prędkość
    światła jest stała. Tylko przy takim założeniu złoto może być wzorcem.
    Zwiększenie ilości złota nic nie zmienia oprócz przeskalowania walut.

    > poszukiwano też innego dobra, bo sama zasada wydaje sie słuszna, ale jak
    > narazie tylko w książkach SF znalazło to jakieś odzwierciedlenie.
    >
    > dosyć ciekawym pomysłem jest energia ale nie daje sie jej przecież ani
    > magazynować ani zbytnio kumulować (pamietasz pomysł Lema z monetami z uranu wink
    > )
    >

    Pozostałbym przy złocie. Takie tradycjonalistyczne podejście.

    > > Głównym brakiem logicznym pieniądza jako dobra rynkowego jest "wąż gryząc
    > y
    > > własny ogon" - dolarem mierzymy złotówkę,
    >

    > dlatego miara jego wartośi jest jego siła nabywcza..
    > czyli umowa/akceptacja społeczna. ja zgadzam się wykonać pracę za kawałek
    > papierku(/zapis na moim koncie) pod warunkiem że ktoś inny zaakceptuje ten
    > papierek jako wynagrodzenie swojej pracy wykonanej dla mnie.
    >
    > i teraz pytanie co zrobić by było to zaufanie.
    > powiązanie go z jakaś uniweralną wartoscią wydaje się dobre ale ma też wady.
    > deklaracja państwa sie sprawdza dopóki państwo faktycznie wywiązuje się z umowy
    >
    > społecznej.
    > wycena wolnego rynku - a jaka jest gwarancja że nie dojdzie do sytuacji
    > przypominającej znaczne przewartościowanie akcji (np. w wyniku owczego pędu,
    > spekulacji prowadzonych przez dużego gracza, braku informacji czy monopolizacji
    >
    > rynku)
    >
    >

    Dlatego wartość złota przyjmijmy za stałą, a rynek będzie nam wskazywał jak
    skaluje się waluta.
    >
    > nie ma pewnie jeszcze "uniwersalnej teorii". każda z nich opisuje
    > jakis "wycinek". a jej prawa sprawdzają się tylko przy spełnieniu określonych
    > założeń...
    >

    W środy pisuję hauptwerk pt. "Ogólna teoria wszystkiego zwana również
    szczegółową teorią niczego". Zaczyna się od słów:

    "Na początku był początek, bo jeśli nie początek był na początku to nie było
    początku"

    Ale jest to chyba materiał na zupełnie inny wątek, w tym chciałbym zacytować mój
    ulubiony artykuł

    "1. Pieniądz jest przede wszystkim jednostką miary
    2. Złoto najlepiej może posłużyć do zdefiniowania owej jednostki miary
    3. Zmiany wartości owej jednostki mają skutki realne
    4. Te skutki dla gospodarki jako całości są niekorzystne
    5. W związku z powyższym, jedynym celem polityki monetarnej powinno być
    zachowanie stałej wartości ekonomicznej jednostki miary czyli pieniądza."
  • napoj.chmielowy 21.09.06, 22:12
    Po tym artykule, który mi podrzuciłeś zupełnie zmieniłem kontekst pojęcia
    pieniądz. Na razie, w każdej Twojej ekonomicznej wypowiedzi widzę tylko i
    wyłącznie rację, ale we łbie galopuje mi tyle myśli na temat pojęcia "wartość
    wymienna", że palce na klawiaturze nie mogą ich wystukać. Muszę ten artykuł
    trochę głębiej przestudiować.
  • napoj.chmielowy 08.09.06, 15:53
    truten.zenobi napisał:

    > myśle że poniższy tekst dosc sporo wyjaśnia....
    >
    > gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,3603297.html

    Mogę tylko zacytowć moją kapelę:

    czy się spowiadacie
    przy bankomacie
    czy debet macie

    czy się spowiadacie
    w komisariacie
    czy coś kryminalnego
    na sumieniu macie

    nie ma kata
    nie ma bata
    mamy vata
    mamy vata

    mamy pita
    mamy cita
    a o zdanie
    nikt nie pyta

    czasem mamy
    też kredyta
    sprawa to jest
    znakomita

    mamy zusa
    mamy krusa
    oj bez zusa
    nic nie rusza

    wolny rynek
    wolny rynek
    nie dla chłopców
    nie dla dziewczynek

    wolny rynek
    jest dla świnek
    dla pazernych
    świnek jest
  • napoj.chmielowy 08.09.06, 20:35
    oprócz tej laurki
    lewica.pl/?id=11591
  • truten.zenobi 11.09.06, 21:20
    w zasadzie dosyć dobrze acz stronniczo sunktował autor przyczyny kryzysu tyle
    że..

    1. globalizacja to proces naturalny, walka z globalizacją przypomina mi
    chłostanie morza.
    za to napewno mozna walczyć z negatywnymi skutkami, i lepiej wykorzystywac
    pozytywy

    2. zabrakło mi takiego małego podsumowania bo przeciez w sposób ewidentny
    złamano zasady wolnego rynku a to ustalając szytwny kurs waluty (nie mylić z
    unią monetarną czyli wspólną walutą), a to dopuszczając do monopolizacji rynku
    przez światowe koncerny (a i pewnie kwitła w związku z tym korupcja)

    3. dopuszczono do przegrzania się gospodarki (czyli tego z czym pod koniec lat
    90 walczył B) rząd dopuścił do emisji pustego pieniadza/ nadpodaży pieniądza z
    jednej strony a z drugiej wysokiego zadłużania się obywateli...
    to przypomina wprost wielki kryzys lat 30 XXw.
    widocznie zamiast zdobywac wiedze w szkole woleli wiedze praktyczną - ponoc
    najlepiej sie uczy na własnej d... wink
  • napoj.chmielowy 12.09.06, 14:47
    Nie bardzo rozumiem Twoją krytykę. Autor artykułu (nomen omen Nędzyński) nie
    walczy z globalizacją tylko wytyka braki różnych podejść do tego czym jest
    pieniądz i opierając się na materiale empirycznym optuje, że najbardziej
    adekwatnym podejściem do pieniądza jest podejście szkoły podażowej.
  • truten.zenobi 12.09.06, 15:15
    pierwsze zdanie żeby nie szukac daleko:
    "To było kilka lat temu, kiedy korporacyjne telewizje pokazywały straszną
    sytuacje w Argentynie – państwie o burzliwej przeszłości aczkolwiek do czasu
    wprowadzenia ekonomii globalnej nieźle dającym sobie radę."

    jak można wprowadzić "ekonomię globalna" globalizacja nastepuje czy tego chcemy
    czy nie. nie da się powstrzymać postepu technologicznego. można z nią walczyc
    jak Kim ale czy cos w ten sposób się osiaga a i Korę mimo wszystko dosięgają
    różne wpływy zagraniczne..

    "Menem należał do partii Peronistów, największej siły politycznej w Argentynie.
    Był silnie związany ze Stanami Zjednoczonymi, globalizmem i wolnym rynkiem."

    "Menem oparł ekonomię państwa o „wyższą” walutę, jaka był USD. Wprowadzono
    wymianę argentyńskiego peso na USD w stałym stosunku 1:1. "

    to jaki to wolny rynek? albo zdanie pierwsze albo drugie nie jest prawdziwe!
    itd itd...

    ja myślę że analiza przyczyn jest jak najbardziej poprawna tyle że całoośc
    arykułu jest raczej propagandowa a wyciągnięte na siłe wnioski błedne.

    bo tak naprawdę to właśnie przykład Argentyny pokazuje jak zbyt daleko idące/y
    regulacje/wpływ państwa na walutę może się zakonczyć. jak nieprzemyślanymi do
    końca interwencjami na rynku walutowym mozna narazic państwo na wysokie koszty
    i rozregulowanie gospodarki. czyli ogólnie rzecz ujmując czym kończy się
    interwencjonizm państwowy.

    oczywiście można tez zarzucić że jest to przykład złego zarządzania bo gdyby na
    odpowiednich stołkach byli fachowcy...
    Tyle że tego nigdy nikt nie zagwarantuje. dlatego właśnie wolny rynek lepiej
    sie sprawdza - partacze mają mniejsze pole do popisu. wink
  • napoj.chmielowy 12.09.06, 15:21
    Myślimy nie o tym samym artykule. Ja o pracy z zasobów NBP. Ty o "laurce" z
    lewica.pl . Za pomyłkę przepraszam i zgadzam się z Tobą w zupełnosci. Chciałbym
    poczytać coś mniej zideologizowanego na temat Argentyny i jej gospodarki po
    krachu, który tam nastąpił, ale nie umię znaleźć.
  • map4 12.09.06, 15:47
    1.
    27% powierzchni Chin stanowią pustynie. Pustynia wdarła się ostatnio do wioski
    położonej o 80 km na północ od Pekinu. To jest również cena globalizacji, czyli
    wyzysku środowiska naturalnego przez człowieka.

    2.
    Brak związków zawodowych, czyli brak ochrony pracowników przed niewolnictwem,
    brak ubezpieczeń medycznych, brak ubezpieczeń rentowych - to wszystko są cechy
    systemów opieki społecznej państw - młodych tygrysów gospodarczych.

    3.
    Wytwarzanie butów w Indonezji za 16 dolarów i sprzedawanie ich za 130 dolarów w
    Nowym Jorku to już jest przesada.

    4.
    Brak opodatkowania środków międzynarodowego masowego transportu towarowego
    (opodatkowanie kerozyny do odrzutowców oraz diesla do statków) spowodowało, że
    transport międzynarodowy stał się zbyt tani. Ponownie: kosztem środowiska
    naturalnego.

    Pod kreską zastanawiam się, czy naprawdę się nam, bogatym społeczeństwom zachodu
    globalizacja opłaca. Mam wrażenie, że jako społeczeństwa w pogoni za tańszymi o
    5% marchewkami podcinamy gałąź, na której sami siedzimy.

    Bezrobocie, zapaść systemów emerytalnych, presja produktywności, czyli "kariera
    albo rodzina", praktyczna likwidacja sektoru usług, niszczenie planety ...

    Czy Wam też się może wydaje, że cena jest po prostu za wysoka ?

    --
    Wrocław bez cenzury
  • hurysa1 12.09.06, 20:39
    Taki cytat:

    "Dzisiejsze konflikty etniczne nie są eksplozjami stłumionych namiętności, ale
    implozjami. Impulsy do ich powstawania nie biegną z dołu do góry społecznej
    struktury, ale na odwrót. To państwo i wspierany przezeń kapitał są ich źródłem.
    Wbrew pozorom, etno-religijne antagonizmy wcale nie zagrażają państwu
    narodowemu. Stanowią one niebezpieczeństwo jedynie dla pewnej formy owego
    państwa. W gruncie rzeczy, przyczyniają się do wyzwolenia prawdziwej natury
    kapitalistycznego państwa, które po roku 1945 zostało uwięzione w gorsecie
    paktów, praw i zobowiązań socjalnych. Wyzbywając się swych funkcji socjalnych,
    współczesne państwa przygotowują grunt dla konfliktów społecznych a następnie
    umiejętnie nimi zarządzają, tak by ich przebieg nie zagroził neoliberalnym
    formom akumulacji kapitału. Irak i Jugosławia stanowią modelowe przykłady tej
    strategii. Jest ich jednak znacznie więcej. Przekształcenie konfliktów klasowych
    w wojnę etniczno-religijną to najlepsza i zarazem najbardziej okrutna forma
    kanalizacji i pacyfikacji społecznego oporu wobec neoliberalizmu. W ten
    perwersyjny sposób globalny kapitalizm prowadzi bezlitosny i często skuteczny
    dżihad przeciwko klasom ludowym."
    --
    Salonik
  • truten.zenobi 14.09.06, 11:21
    > Czy Wam też się może wydaje, że cena jest po prostu za wysoka ?

    tylko czy to cena globalizacji czy tego iż najlepiej globalizm wykorzystują
    terroryści i miezynarodowe koncerny...
    wiele organizacji jakby żyło jeszcze w XVIIw.
  • truten.zenobi 28.09.06, 20:27
    kto sie dziś przejmuje LB
  • hurysa1 06.10.06, 22:54
    truten.zenobi napisał:

    > kto sie dziś przejmuje LB

    Dziś nikt bo jutro w Stolicy demonstracja goni demonstrację, a wiec obok wiecu
    wiecuje. Znalazłam u Kataryny taki poniżej cytowany wpis i jeśli Panowie
    znudzili się już "rolą złota" i "krzywą phillipsa" to może ustosunkowaliby się
    do niego.
    " wtorek, 12 września 2006
    Leszek Balcerowicz atakuje organizacje pozarządowe

    Nie śledzę przesłuchania Ewy Balcerowicz, stenogram przeczytam z poślizgiem i
    nie nastawiam się raczej na żadne sensacje bo choć konfikt interesów w przypadku
    Leszka Balcerowicza jest tu oczywisty, trudno mi wyobrazić sobie, że został
    skonsumowany i do jakichś nadużyć - nie mówiąc już o korupcji - faktycznie
    doszło. Zarzut konfliktu interesów nie jest tożsamy z zarzutem korupcji, czego
    zdaje się nie chce zrozumieć większość uczestników dyskusji o Balcerowiczach,
    przez co dyskusja ta przestała mieć jakikolwiek sens bo nie odwołuje się do
    wspólnej definicji. Afera wokół Balcerowicza jest wyjątkowo niesmaczna, narwani
    śledczy już piszą akt oskarżenia i publicznie sugerują korupcję, Balcerowicz
    zachowuje się jak prezio i pod pretekstem 'obrony stabilności złotówki" unika
    przesłuchania, jacyś zachodni ekonomiści bawią się w interpretowanie co wolno
    polskiej komisji śledczej, a widz chyba już nie rozumie o co chodzi. Ogólna
    żenada i tyle, żadnych nadziei w tej komisji nie pokładam, nie sądzę, żeby do
    czegokolwiek doszła pracując w takim stylu. Ale może to tylko wrażenie i zmienię
    zdanie po lekturze stenogramu.

    Ale właściwie nie o tym chciałam tylko o ciekawym cytacie z Leszka Balcerowicza,
    na który się natknęłam szukając statutu Fundacji CASE aby z czystej ciekawości
    sprawdzić czy faktycznie nie przewiduje ani odwołania, ani rezygnacji członka
    Rady Fundacji (tak Ewa Balcerowicz tłumaczyła dzisiaj dlaczego Leszek
    Balcerowicz nadal jest w Radzie Fundacji co stało się powodem całej tej dyskusji
    o konflikcie interesów). Statutu nie znalazłam ale w raporcie za rok 2005
    znalazłam informację, że na przykład członek Rady Naukowej CASE zrezygnował z
    funkcji bo został prezesem Narodowego Banku Izreala. Gdyby Leszek Balcerowicz
    wziął z niego przykład nie miałby dzisiaj problemów. No ale nie wziął i problemy
    ma. I broni się jak może, na przykład rzucając zbiorowe podejrzenie na
    organizacje pozarządowe, wymyslając nawet nowy termin "organizacje pożytku
    wewnętrznego". Zwracam uwagę, że jest to oficjalne stanowisko prezesa NBP (o
    czym świadczy papier firmowy na jakim jest przedstawiona) a nie prywatna opinia
    Leszka Balcerowicza. Prezes NBP w odpowiedzi na podnoszone wobec niego zarzuty
    (uzasadnione) pozostawania w styuacji konfliktu interesów odpowiada tradycyjnym
    "a u was biją Murzynów", atakując bliżej nie określone organizacje pozarządowe.

    "Fałszywe zarzuty o tzw. konflikt interesów nie powinny przysłaniać
    autentycznego problemu, a mianowicie jakiego rodzaju organizacje działają w tzw.
    sektorze pozarządowym i jaką rolę odgrywają w nich politycy. Otóż należy
    wyróżnić tu dwa typy. Organizacje pierwszego typu uzyskują finansowanie głównie
    z jednego czy kilku źródeł (szczególnie publicznych) i nie mają udokumentowanych
    efektów swojej zewnętrznej działalności. Takie organizacje można określić jako
    organizacje pożytku wewnętrznego, gdyż można przypuszczać, że służą one głównie
    finansowaniu osób z nimi związanych. Organizacje drugiego typu mają różnorodne
    źródła finansowania (a w tym szczególnie w małym stopniu korzystają z pieniędzy
    od sektora publicznego) oraz prowadzą szeroką działalność zewnętrzną o
    udokumentowanych i uznanych efektach. Tylko takie organizacje zasługują na miano
    organizacji pożytku społecznego. Tylko takie organizacje budują społeczeństwo
    obywatelskie. Byłoby dobrze, aby politycy i wolne media przedstawili opinii
    publicznej informacje o tym, w jakiego typu organizacjach działali lub działają
    przedstawiciele naszego życia publicznego. To będzie służyło jego prawdziwej
    przejrzystości. Z całą pewnością będzie to służyć mu lepiej niż forsowanie
    partyjnej koncepcji prawdy i sprawiedliwości."

    Wszystkie podkreślenia pochodzą od Leszka Balcerowicza. Mam nadzieję, że zgodnie
    z jego życzeniem wolne media zajmą się tematem, na początek przepytując samego
    oskarżyciela o to jakie organizacje ma na myśli mówiąc o "organizacjach pożytku
    wewnętrznego". Może przy okazji ustalą także związek między tym "argumentem" a
    zarzutami stawianymi samemu Balcerowiczowi (mam tu na myśli wyłącznie zarzut
    pozostawania w sytuacji konfliktu interesów, który uważam za bezsporny, w
    przeciwieństwie do podejrzeń o korupcję, które z kolei wydają mi się całkowicie
    nieprawdopodobne). Bo trochę wstyd jeśli ktoś taki jak Leszek Balcerowicz
    tłumaczy się w ten sposób.

    PS. Leszek Balcerowicz ma szczęście, że jest Leszkiem Balcerowiczem a nie jakimś
    PiSiakiem. Gdyby taki atak na organizacje pozarządowe przypuścił jakiś wredny
    kaczysta to burza trwałaby kilka dni i bez listu otwartego w obronie sektora
    pozarządowego chyba by się nie obyło.

    Oświadczenie Leszka Balcerowicza, Definicja konfliktu interesów wg. OECD,
    Definicja konfliktu interesów wg. Transparency International,
    15:11, kataryna.kataryna
    --
    Salonik

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka