Dodaj do ulubionych

Kupa (w odcinkach)

09.03.07, 04:48
Jak niektórzy z Was wiedzą zdarza mi się w życiu parać filozofią (polityczną). Niejedno już w tej
branży widziałem, przyznam jednak, że nigdy nie przypuszczałem, że można napisać - zupełnie
serio - filozoficzną rozprawę habilitacyjną o szeroko oraz dosłownie pojętym... przepraszam...
jedzeniu kupy.

Jako dowód wklejam w odcinkach recenzję tego czegoś napisaną przez znakomitego profesora UŁ
Marka Rosiaka. Polecam smile

--
Wrocław Bez Cenzury
Obserwuj wątek
    • no.logo Część pierwsza - wstęp 09.03.07, 04:49
      Żeby nie było, że łamię czyjeś prawa autorskie:

      Szanowni Adresaci,
      Za zgodą Autora udostępniam najszerzej jak mogę tekst recenzji napisanej
      przez prof. Marka Rosiaka z rozprawy habilitacyjnej (sic!) "sadyka" -
      koprofaga, dr. Bogdana Banasiaka. Unaocznia ona do jakiego dna dochodzi
      dzisiaj w Polsce "twórczość naukowa" i to honorowana stopniami
      akademickimi. Dodam, że z oburzeniem znakomitej większości Rady Wydziału
      Instytutu Filozofii na UŁ, gdzie cała rzecz się toczy, spotkał się...
      recenzent demaskujący brednie, któremu grozi proces dyscyplinarny (za
      "kalanie gniazda" itp.).
      Z poważaniem
      Jacek Bartyzel

      --
      Wrocław Bez Cenzurya
    • no.logo Re: Kupa (w odcinkach) 09.03.07, 04:50
      KUPA (BZDUR)
      Bogdan Banasiak, Filozofia integralnej suwerenności. Zarys systemu Markiza de Sade,
      Wyd. UŁ, Łódź 2006 (Rozprawy habilitacyjne Uniwersytetu Łódzkiego).
      W minionych epokach ci, którzy nie mieli w filozofii niczego ważnego do powiedzenia, z reguły
      zostawiali ją w spokoju. Wydaje się, że w dobie współczesnej, w której ? wbrew pozorom ? wzrost
      rozmaitości możliwych zajęć nie nadąża za wzrostem populacji, filozofia zaczyna przyciągać coraz
      więcej zadufanych w sobie dyletantów. Niektórzy usiłują sprzedać swoje amatorskie pomysły w postaci
      takiej czy innej ?filozofii? niszowej, od wegetarianizmu do feminizmu. Ci spośród nich, którym zupełnie
      brakuje pomysłu. co można by tu począć, ale mimo to bardzo chcieliby jakiś ślad swej bytności
      pozostawić, obwieszczają bez ceregieli, że nic począć się nie da, z tym jednak, że jest to wina nie ich,
      lecz filozofii.
      Dr Bogdan Banasiak podjął śmiałą próbę dialektycznej syntezy obu tych przeciwstawnych podejść. W
      swej ?filozofii? integralnej ekskrementalności ów ?światowej klasy znawca? ? jak sam o sobie, bez
      fałszywej pruderii, pisze ? kieruje uwagę na obszar, który choć może trudno nazwać dziewiczym, jest w
      każdym razie uczęszczany rzadko, rzec można ? jedynie za specjalną potrzebą. Efekty
      przeprowadzonych na tej osobliwej materii eksploracji zaiste zapierają dech, i to w dość dosłownym
      sensie. Gdyby potraktować je jako miarodajne dla stanu współczesnej refleksji filozoficznej,
      stanowiłyby wymarzony argument na rzecz (anty)tezy, że najwyższy już czas przestać traktować
      filozofię poważnie.
      Efekt mentalnych sekrecji kol. Banasiaka można poddać krytyce na różnych płaszczyznach. Po pierwsze
      i niejako odruchowo, można kwestionować wartość jego książki z powodów estetyczno-
      fizjologicznych. Opisy libertyńskich praktyk, zwłaszcza w rozdziale VII, mogą przyprawić nawet takiego
      czytelnika, który niejedno już w życiu jadał, o co najmniej czasową utratę apetytu. Obrzydliwości te
      służą wyłącznie epatowaniu, co autor określa jako ?naruszanie tabu?, ale już nie, jak to on również
      twierdzi, ?przewartościowaniu wartości?, czy wręcz ?obaleniu metafizyki obecności?. Podkreślam, że w
      danym razie nie chodzi o moralne oburzenie czytelnika, a jedynie o odruch analogiczny do zatkania
      nosa .
      Po drugie, można w pełni zasadnie oskarżyć autora o propagowanie przestępstwa. Nie rozważa się tu
      bowiem teoretycznych kwestii, lecz wzorem Marksa et consortes nawołuje do działania, w danym razie
      do tzw. ?ekscesywnej praktyki?. Wezwania te powtarzane są przez Banasiaka za jego idolem bez
      jakiegokolwiek krytycznego komentarza. Oczywiście, nikt przy zdrowych zmysłach tego wezwania nie
      podejmie, a nawet żaden ?naturalny zboczeniec? nie zaczerpnie stąd podniety do swych niecnych
      praktyk. Trzeba jednakże pamiętać, że filozoficzna tandeta ma szczególny urok dla osób o zachwianej
      psychice, a wśród takich ?Towarzystwo Miłośników Zbrodni? łatwo znajdzie adeptów, którym może
      przyjść do głowy, miast rzekomo zalecanej przez markiza ?teatralizacji fantazmatu?, jego jak
      najdosłowniejsza realizacja.
      --
      Wrocław Bez Cenzurya
    • no.logo Re: Kupa (w odcinkach) 09.03.07, 04:51
      Po trzecie, można w uzasadniony sposób powątpiewać, czy lektura wymagająca tak wielkiego
      samozaparcia (co przyznaje z dumą sam Banasiak) w ogóle zawiera jakiekolwiek spójne stanowisko, w
      szczególności metafizyczne. Trudno jest to stwierdzić podążając za tokiem wywodów autora, a nie
      zachęcają one raczej do sięgnięcia po teksty źródłowe. Po ? na ile to się dało ? starannym przeczytaniu
      omawianej książki dochodzę do wniosku, że Sade, jako nieodrodny arystokrata i zdeklarowany libertyn,
      uważał, iż wolno mu wszystko to, czego nie wolno jego ofiarom. Pogląd ten, choć zdrożny,
      przynajmniej z punktu widzenia moralności ?stadnej?, nie jest ani na jotę odkrywczy. Wydaje się też, że
      nie potrzeba było żmudnych wysiłków sadologów, aby go Sade?owi przypisać. Musiała sobie z takich
      przekonań zięcia doskonale zdawać sprawę już jego teściowa, zabiegająca o trwałe odizolowanie go od
      społeczeństwa, i władze kolejnych reżymów, które tym suplikacjom niezmiennie dawały posłuch. Sam
      pogląd, o którym mowa, jest dyskutowany ? jak powszechnie wiadomo ? już w Platońskich dialogach .
      Żadne nagromadzenie perwersji, których ofiarą padają zastępy niewinnych dziewic, nie wnosi tu nic
      więcej, stanowi bowiem jedynie szczególny przypadek ogólnej zasady. Można co prawda powiedzieć,
      że w naszym stuleciu pogląd ten, w postaci hasła ?śmierć frajerom?, zbłądził pod strzechy i że w tym
      jest pewne novum. O pomysł jego popularyzacji trudno byłoby jednakże podejrzewać markiza.
      Banasiak, zapewne świadom filozoficznej miałkości wypreparowanej tu tezy, usiłuje dorobić do niej
      okazałą teoretyczną nadbudowę. Ale jego opowieści o ?krytyce ontologiczno-epistemologicznych
      fundamentów? pozwolę sobie pozostawić bez merytorycznego komentarza.
      Krytyka merytorycznej zawartości jest najczęściej spotykanym punktem zaczepienia polemiki z autorem
      tekstu o naukowych ambicjach. Błędem byłoby jednak przyjęcie takiego punktu wyjścia jako
      uniwersalnej zasady. Błąd ten (obok wielu innych) popełnili najwyraźniej niektórzy zwolennicy książki, a
      zarazem koledzy autora, którzy podczas publicznej dyskusji nad nią stwierdzali, że brakło
      ?filozoficznych? zarzutów pod jej adresem. Zarzuty takie i szerzej ? wszelkie merytoryczne obiekcje
      można formułować pod warunkiem, że w inkryminowanym tekście da się je do czegoś odnieść. Jeśli
      ktoś zgłasza się na konkurs psich piękności z kozą, to trudno winić jurorów, że nie oceniają jej
      rodowodu ani ufryzowania brody. Z takim właśnie przypadkiem mamy tu, mutatis mutandis, do
      czynienia. Jest to godne uwagi, gdyż stanowi ? jak mi się zdaje ? popularną wśród autorów ?niszowych?
      strategię obronną (a może zaczepną).
      Twierdzę, że autor nie zadbał o dopełnienie elementarnych warunków intersubiektywnej zrozumiałości
      tego, co zdecydował przedstawić naukowej społeczności. Zapisany w takiej postaci tekst może
      stanowić interesujący dokument jego stanów psychicznych i z pewnością świadczy o tym, że autor jest,
      w przeciwieństwie do mnie, pisarstwem Sade?a zafascynowany. Gdyby jednak Rada Wydziału miała
      nadawać kandydatowi jus legendi na podstawie pamiętnika jego intymnych wzruszeń, to równie dobrze
      studenci mogliby domagać się wpisu w indeksie na podstawie stwierdzenia, że bardzo przejęli się
      nauką (co notabene nierzadko się słyszy). Aby poprzeć swoje twierdzenie, że w danym wypadku mamy
      do czynienia z tego rodzaju zasadniczym niedomogiem, wyliczam poniżej kilkadziesiąt różnych
      elementarnych błędów, jakie znalazłem w książce. Jest to lista daleka od kompletności ? uzupełnienie
      jej pozostawiam powołanym przez właściwe organa recenzentom pracy. Dla porządku zarzuty grupuję
      w trzech (prowizorycznych) kategoriach: najpierw wymieniam najgrubsze błędy natury syntaktycznej,
      takie jak jawne sprzeczności, czy wadliwie zbudowane rozumowania, następnie zestawiam błędy
      semantyczne polegające na używaniu terminów o nie dość ustalonym lub zupełnie niewiadomym
      znaczeniu, i wreszcie wyliczam błędy terminologiczne, polegające na zupełnie niewłaściwym użyciu
      określeń naukowych i filozoficznych.
      --
      Wrocław Bez Cenzurya
    • no.logo Re: Kupa (w odcinkach) 09.03.07, 04:52
      Błędy syntaktyczne:
      s. 43. Sade podobno, jak przystało na filozofa, ?poszukuje zasad?. Jednak zaraz czytamy, że
      ?kwestionuje fundamenty? i to nie takie czy inne, lecz fundamenty w ogóle (jest to tzw. ?ruch usuwania
      fundamentów?) .
      tamże. Z tego, że większość ludzi godnych szacunku jest filozofami (co zresztą na szczęście nie jest
      prawdą) nie wynika, że wszyscy filozofowie (a nawet tylko większość z nich) to ludzie godni szacunku.
      s. 106. ?Uwolnienie aktywności intelektualnej od tyrańskiego rozumu?. Książka Banasiaka niewątpliwie
      jest świadectwem zerwania pęt rozumu, ale jak może przy tym ocaleć intelekt?
      s. 193n. Idea Boga jest Sade?owi nieodzowna, ale ?sama myśl o Bogu czyni człowieka niewolnikiem?.
      Czy konsekwentny libertyn jest niewolnikiem? Gdzie jego integralna suwerenność?
      s. 203. Z idei pierwszej przyczyny jakoby nie wynika, że świat musi mieć swoją przyczynę (Banasiak). Z
      żadnej idei w ogóle nic nie wynika, ale chodzi tu zapewne o to, że nie wynika to z założenia o istnieniu
      pierwszej przyczyny rzeczywistości. Otóż wynika bezpośrednio i w sposób oczywisty.
      s. 252n. Przyczynowość to fikcja, ale wszystkie byty są rezultatem praw i procesów natury. Godzi się
      zwrócić uwagę, że fikcyjny rezultat nie jest rezultatem, podobnie jak niedoszły docent ? docentem.
      s. 259. ?Idea czystej destrukcji (owego Nic lub negacji) nigdy nie jest dana w doświadczeniu?, lecz
      ?może być tylko przedmiotem demonstracji?. Jeśli demonstracja oznacza tu dosłownie okazanie, to
      mamy możliwość doświadczenia, jeśli zaś dowód, to chciałbym się dowiedzieć w jaki sposób można
      dowieść nicości.
      s. 303n. Empiryzm Sade?a ugruntowany jest w Naturze, którą się jednak (s. nast.) teoretycznie
      kwestionuje .
      Błędy semantyczne:
      s. 8 Jedną z większych filozoficznych zasług markiza ma być ?wykraczanie poza metafizykę
      obecności? poprzez ?teatralizację fantazmatu?. Konia z rzędem temu, kto w książce znajdzie
      wyjaśnienie, cóż to takiego ?metafizyka obecności? i na czym polega ?teatralizacja fantazmatu? (oba
      zwroty są żywcem przepisane z francuskich pisemek sławiących Sade?a, których autorzy także zapewne
      nie zadali sobie trudu ich wyjaśnienia).
      s. 44. W swoich próbach uzasadnienia, że Sade spełniał słownikowe definicje filozofa, Banasiak
      przytacza słownik Lalande?a, gdzie czytamy, iż filozofem jest ten, kto ?wiedzie samotny i spokojny
      żywot?. Skoro znaczącą część swego żywota Sade spędził w taki właśnie sposób, to jest filozofem,
      konkluduje nasz autor. Otóż mamy tu do czynienia z wielce zabawnym niedopowiedzeniem: Sade
      pędził spokojny żywot nie z własnej woli, ale jako pensjonariusz kolejnych zakładów karnych, a w
      końcu domu wariatów.
      s. 54. Na pytanie, czymże na litość Boską może być ?wewnątrztekstualny dowód libidinalnego ataku
      wywodu? i czy przypadkiem nie ma tu drukarskiego lapsusu, autor odrzekł szczerze, że nie jest w
      stanie tego na poczekaniu rozstrzygnąć. Ze strony sympatyzującego z autorem emerytowanego
      pracownika Instytutu Filozofii padła godna odnotowania uwaga, że przecież autor musiał zamieścić w
      pracy jakieś cytaty, by udowodnić, że zna literaturę.
      s. 55. Za zadanie pytania, co można mieć na myśli twierdząc, że ?bezgraniczna negacja jest zasadą
      każdego człowieka?, zostałem skarcony przez uczonego kolegę, piastującego zresztą ważną
      wydziałową funkcję. Jest to podobno fakt tak powszechnie znany, że jego nieznajomość kompromituje
      filozofa.
      s. 200. Uświadomiono mnie, że ?inneizm? to natywizm. Po co mówić ?welocyped?, gdy chcemy komuś
      oznajmić, że umiemy jeździć na rowerze? Twierdzę zresztą, że przytoczony termin w ogóle nie
      funkcjonuje w polskiej terminologii filozoficznej. O ile wiem, autor pracy naukowej nie ma obowiązku
      popisywania się znajomością obco brzmiących słów.
      s. 259. W rozważaniach okołoontologicznych, jakie prowadzi kol. Banasiak do spółki z de Sadem ,
      znajdujemy godne uwagi przypuszczenie, że ?przyczyny są być może nieskończenie odległe od
      skutków?.
      s. 260. Co to jest ?równa suma?? Nasuwa się skojarzenie z ?okrągłą sumką?, ale to chyba mylny trop.
      Błędy terminologiczne:
      s. 6. Niestrudzony w próbach uzasadnienia, że Sade był filozofem, autor wytacza najbardziej ? jego
      zdaniem ? przekonujący argument: ?Przede wszystkim jednak Sade uważał się za filozofa?. Myślę, że w
      miejscu, gdzie bohater kol. Banasiaka dokonał swego żywota nie brakowało takich, którzy uważali się
      za Napoleona albo i lepiej. W związku z tym argumentem warto odnotować głos pewnej pani profesor,
      której względy kultury osobistej nie pozwoliły co prawda przebrnąć przez obszerne niecenzuralne
      partie dzieła, gdzie referuje się poglądy Sade?a. Niemniej, osoba ta, wiedziona zapewne nieomylnym
      kobiecym wyczuciem, stwierdziła, że nie ma wątpliwości, iż był on filozofem. Błogosławieni, którzy nie
      widzieli, a uwierzyli!
      s. 52n. ?Klasyczne przedsięwzięcie filozoficzne? to podobno ?intencja zniesienia różnicy między
      podmiotem a przedmiotem?. Najbardziej konsekwentnym z tego typu klasycznych przedsięwzięć
      wydaje się być kanibalizm.
      s. 56. Konsekwencje ?śmierci Boga? wyznaczają horyzont, w jakim dziś myśli filozofia. Wąski horyzont
      myśli autora tej tezy wyznaczają poważne luki w jego erudycji.
      s. 57. Powtarzanie się to oznaka krytycyzmu. Każdy maniak byłby wtedy hiperkrytyczny.
      s. 58. Zaspokajanie ?głodu poznawczego? poprzez ?wynalezienie nowego języka?, ?nadanie każdemu
      słowu tysiąca znaczeń, wielości sensów?. Oto twórcze zastosowanie słynnego dialektycznego prawa
      przechodzenia ilości w jakość .
      s. 118. Libertynizm jest ?obłędem zmysłów?, ?zerwaniem wszelkich hamulców?, a zarazem ?zakłada
      postawę krytyczną?. Najwyraźniej nie wobec samego siebie. Może zresztą chodzi o to, że obłęd
      zmysłów prowadzi do stanu krytycznego? W to można uwierzyć.
      s. 193. Inwektywa jest w ustach Sade?a argumentem. A więc jedność tytułowego ?systemu? markiza ma
      charakter tzw. ?wiązanki??
      s. 203. ?Każda przyczyna ma swoją przyczynę?. Czyżby Sade był czytelnikiem Kanta? A może wpadł na
      to niezależnie? Najpewniej jednak na autorze zemściło się w ten sposób studiowanie historii filozofii po
      łebkach.
      s. 241. Filozoficzna doniosłość sodomii polega na tym, że stanowi ona zakwestionowanie Natury. Nie
      lepiej od razu się powiesić?
      s. 291. ?Sprzeczność między jednostkowością a ogólnością jest fundamentalna?. O co chodzi? Jeśli o to,
      że nic nie może być zarazem indywiduum i powszechnikiem, to równie fundamentalna jest sprzeczność
      między siedzeniem i leżeniem. Jeśli zaś o to, że podpadanie pod to samo universale rzekomo implikuje
      jednakowość, to mogą tak sądzić tylko niedowarzeni ontologowie, który jeszcze dotąd nie zdołali zejść
      z drzewa (Porfiriusza).
      s. 296. ?Podstawiać zmienne pod stałe? ? czy tym razem chodzi o naruszenie ?tabu logicz?nego?, które
      dopuszcza jedynie operację odwrotną?
      s. 305. ?Pożądanie jako doświadczenie źródłowe?. Czego ? samego siebie?
      s. 309. Przedmiot, który się jawi, nie jest przedmiotem, który jest postrzegany. Oto prekursorskie
      odkrycie, do którego, podobnie jak i do poprzedniego, nie dojrzała jeszcze XX-wieczna fenomenologia,
      a są podstawy sądzić, że i kolejnego stulecia na pojęcie takich rewelacji nie starczy.
      --
      Wrocław Bez Cenzurya
    • no.logo Koniec 09.03.07, 04:52
      Pozwolę sobie jeszcze zatrzymać się na kwestii rzekomego ?tabu ekskrementalnego?, którego
      naruszanie stanowi zdaniem Banasiaka szczytowe osiągnięcie libertynizmu. Gdy byliśmy w powijakach,
      mamusia zachwycała się na głos naszą kupką, gdy dorośliśmy ? lekarz niejeden raz indagował nas o
      stolec. Świadczy to ponad wszelką wątpliwość, że mówienie o ekskrementach nie jest obwarowane
      żadnym tabu. Termin ?gówniarz? i jemu podobne wulgaryzmy, funkcjonują w języku potocznym. Jednak
      szanujący się libertyn nie poprzestanie na mówieniu ? tu ?niezbędna jest praktyka? (mianowicie
      koprofagii). Gdyby autor, jako propagator libertynizmu, poddał się owej praktyce (a powstrzymanie się
      od niej byłoby poważną niekonsekwencją), wiedziałby, że na przeszkodzie nie stoi żaden mityczny
      zakaz, lecz bardzo niemiłe doznania zmysłowe grożące tak praktykującemu, jak i jego otoczeniu. Jeśli
      doda się do tego kompletny brak pożywności takiej strawy, otrzymamy proste wyjaśnienie, które
      pojmie każdy libertyn, o ile oczywiście nie pogrążył się akurat w krytycznym szale zmysłów. Twierdzić,
      że spożywanie odchodów jest aktem Nietzcheańskiego przewartościowania wartości może tylko
      zupełny ignorant, żeby nie powiedzieć ? imbecyl. Postulat Nietzschego miał wszak na uwadze
      zastąpienie wartości stadnych przez dostojne, a tu proponuje się istocie ludzkiej powrót już nawet nie
      do stanu zwierzęcego, ale wręcz owadziego. Wreszcie zauważmy, aby skończyć z tym cuchnącym
      tematem, że okoliczności związane z wydalaniem były niejednokrotnie poruszane w literaturze, i to
      bynajmniej nie tej z tylnej półki. Pisał o tym obszernie Rabelais, aluzje można znaleźć u Boya. Rzecz w
      tym, że byli to lekarze, którzy czynności te pojmowali bez niezdrowej fascynacji, a przede wszystkim
      ludzie obdarzeni nietuzinkowym poczuciem humoru, którego wśród miłośników markiza ani śladu.
      Na koniec można jeszcze zwrócić uwagę, że autor jest poważnie niedokształcony nie tylko w historii
      filozofii, ale i w metodologii ogólnej. Świadczy o tym jego zamie?szczona na pierwszej stronie jego
      wywodów deklaracja, że zamierza cytować jedynie tych autorów, których poglądy zbieżne są z jego
      własnymi . Wolno miłośnikom kontaktów z pozaziemską inteligencją cytować tylko autorytety z
      własnego kręgu. Jeśli jednak taką metodę badawczą przyjmuje autor publikacji mającej pretensję do
      naukowego charakteru, to dyskwalifikuje go to nieodwołalnie. Nie można pozwolić, by prawo
      obywatelstwa we wspólnocie uniwersyteckiej zdobyli wyznawcy ?innego dyskursu?. Kto, tak jak kol.
      Banasiak, jest miłośnikiem inności, niech założy ośrodek dla inteligentnych inaczej. W przeciwnym
      razie z idei uniwersytetu pozostanie jedynie wielość bez jednoczącego czynnika.
      Po przedarciu się przez taką kupę bzdur człowiek zadaje sobie pytanie, czy można powstanie jej
      wytłumaczyć w sposób nie uwłaczający inteligencji autora. Po dość długim namyśle dochodzę do
      wniosku, że być może, będąc libertynem, postanowił on zakpić sobie ze społeczności do której chce
      przeniknąć, niczym ów biskup, który po otrzymaniu sakry oświadczył, że jest ateistą. Przyznam, że
      dałoby się w tym dostrzec pewne poczucie humoru, którego tak brakuje w samym tekście
      przedłożonego nam dzieła.
      Marek Rosiak
      --
      Wrocław Bez Cenzurya
      • kotegaeshi1 Re: Koniec 09.03.07, 06:40
        Niezłe... Oto czym zajmują się luminarze oświaty... Ostatnio - podczas "podglądania" któregoś z odcinków "Kiepskich" zauważyłem wydrapaną na ścianie ich kibla filozoficzną sentencję: "W kupie siła". I właściwie to motto pasuje tu jak ulałsmile
        • hurysa1 Re: Pytanie 10.03.07, 10:05
          no.logo napisał:

          > > Czy mimo negatywnej recenzji habilitacja stała się faktem?
          >
          > Na razie jeszcze nie. Ale prof. Rosiak ma przerąbane.
          >

          Czy masz dostęp do pozostałych dwóch recenzji?
          --
          Salonik
          • hurysa1 Re: Pytanie 10.03.07, 10:20
            Nie mogę sobie wyrobić zdania na podstawie jednej recenzji. Procedurę
            habilitacyjną znam. Po to są trzy recenzje by wyeliminować pochopne sądy.
            Recenzja, którą przytoczyłeś nie trzyma się pewnych standardów, jest złośliwa i
            emocjonalna. Można ją było napisać inaczej.
            --
            Salonik
        • hurysa1 Szkoda 11.03.07, 14:31
          W ten sposób dyskusja staje się bezprzedmiotowa (książki o kupie nie kupię).
          Recenzja, którą wkleiłeś jest napisana źle, forma jest zbyt
          publicystyczna,.Stosunek recenzenta do recenzowanego obiektu zbyt osobisty, a
          sam początek wywodu wręcz skandaliczny (teza postawiona obraźliwie).
          Interesowałaby mnie recenzja zewnętrznego recenzenta (taki zgodnie z prawem musi
          być), nieuwikłanego w układy i układziki łódzkiej filozofii.
          --
          Salonik
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka