Dziesiątki osób czekały na lekarzy na oddziale ...
taaa...
przywieziono mnie kiedyś na ostry dyżur karetką z ostrym zapaleniem nerek. 41 stopni, drgawki, podejrzenie pełnej niewydolności nerek (na szczęście się nie sprawdziło). zastrzyki dostałam od razu, krew też od razu pobrali i posadzili w korytarzu, każąc poczekać, bo lekarz akurat był zajęty jakąś połamaną ofiarą wypadku.
ok, to poczekamy.
czekałam dwadzieścia minut, le zdążyłam się wkurzyć pięknie, bo najbardziej na opieszałość lekarzy protestowali ci, którzy się na ostrym dużurze w ogóle znaleźć nie powinni.
np. dziewczyna z wybitym palcem u nogi - wybiła na wuefie w szkole i mamunia ją zawiozła prosto do szpitala, bo po co do rodzinnego, skoro tu od razu zrobią rentgena i ortopeda obejrzy, a i czeka się krócej.
albo facet z gorączką i przeziębieniem albo grypą. na moje delikatne pytanie, czy nie byłoby mu wygodniej u rodzinnego, odpowiedział, że on do tych konowałów nie chodzi, bo rodzinni się na niczym nie znają. no to cholera, niech się przepisze do lepszego, zamiast robić tłok na izbie przyjęć!!!
ja wiem, że czasem lekarze się też opie-przają, że nie zawsze jest tk szybko i fachowo, jak być powinno. ale ludzie, ja nie chodzę z drobiazgami do szpitala, po to właśnie, że tylko utrudnałabym innym dostęp do opieki. czy ci wszyscy z drobiazgami też by nie mogli tak robić?