Student nic nie umie? Trudno, trzeba mu zaliczy... Dodaj do ulubionych

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
    • Oto skutki kapitalizmu w nauce a raczej kapitalizacji nauki z jednej strony a z drugiej niedofinansowania uczelni przez państwo. Ponuro wygląda obraz edukacji młodego pokolenia a w związku z tym i przyszłości kraju...
      • Gość: Tinky-Winky IP: 77.236.28.* 07.03.11, 19:03
        Hahahahaha. I jeszcze Buahaahahahaha. To nie skutki kapitalizmu tylko socjalizmu państwowego. Uczelnie nie konkurują na rynku tylko dostają dotacje za ilość studentów. Weź się chłopie/dziewko ogarnij bo nie wiesz co piszesz.
      • Gość: Towfik IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 20:25
        Jakiego kapitalizmu ??? Polskie uczelnie wyższe to relikty socjalistyczne, wszystko zostało ustawione tak, żeby uchronić je przed jakimkolwiek wpływem wolnego rynku. Od 20 lat walczymy z "komercjalizacją szkolnictwa", utrzymując w tej dziedzinie socjalizm w najczystszej formie. Na każdy argument za tym, że uczelnie powinny być mniej zależne od rządowych pieniążków, a bardziej ukierunkowane na potrzeby rynku, słyszymy, że "trzeba pełnić misje a nie zarabiać pieniądze". Że uniwersytet nie może być "wolno rynkowy", i że przepływem pieniędzy, dotacjami, programem nauczania i wszystkim co się da muszą kierować urzędnicy z ministerstwa.

        Jak przystało na Polskę, Ojczyznę Hipokryzji, wszyscy którzy w ciągu swojego życia przebywali na terenie uniwersytetu choćby jeden dzień, doskonale wiedzą o co w tym wszystkim chodzi, i skąd dokąd płynie kasa. Ale wszystko jest git, nic nikomu nie przeszkadza i wszyscy są szczęśliwi, a polskie uczelnie w rankingach są deklasowane przez kraje byłego ZSRR, a za kilka lat wyprzedzi nas Etiopia i Czad !

        Ale nikt nie ma sobie nic do zarzucenia... Teraz nagle ktoś niechcący nagłośnił sprawę i zrobił z niej wielką aferę, i każdy struga głupka, i udaje oburzenie, jak Tartuffe z Moilerowskiego "Świętoszka". Za trzy dni o wszystkim się zapomni, i syf będzie trwał dalej. Docelowo ministerstwo edukacji wyda rozporządzenie o wydawaniu dyplomów Uniwersytetów w formie audio, dla absolwentów nie potrafiących czytać.
    • "Nawet jeśli wiemy, że w algorytmie na dotacje brana jest pod uwagę liczba studentów, to jest to tylko jeden z kilkunastu czynników decydujących o dotacji z budżetu, którego wpływ na jej wysokość jest trudna do określenia. "

      Przez wiele lat (od paru lat już tego nie śledzę, więc może się zmieniło, chociaż nie sądzę by zbyt radykalnie) połowa dotacji rozdzielana była między uczelnie w proporcji do liczby i kwalifikacji nauczycieli, a połowa w proporcji do liczby studentów (obliczeniowych, czyli razy współczynnik kosztochłonności dochodzący do 3).

      Slogan o "kilkunastu czynnikach" sugeruje, że zależność od liczby studentów jest marginalna. A w rzeczywistości, gdyby uczelnia zmniejszyła liczbę studentów do połowy, dotacja dla niej spadłą by o 25% (średnio - na jednych uczelniach, tych słabszych o więcej, na uczelniach z liczną kadrą wysoko kwalifikowaną o mnie niż 25%).
      Mówię tu o studentach studiów dziennych w szkołąch publicznych.
      W szkołach prywatnych zależność funduszy od liczby studentów jest teszcze silniejsza.
      --
      "Wesołe jest życie staruszka, wesołe jak piosnka jest ta."
    • Gość: hmmm IP: 89.191.147.* 07.03.11, 17:55
      Oblewa się tylko jak ma się nadkomplet na pierwszym roku. Natomiast zaoczny student, który uprze się żeby skończyć studia na pewno je skończy, nieważne ile się nauczy.
      • Gość: nauczyciel akademi IP: *.centertel.pl 09.03.11, 07:45
        Zaoczny student może nic nie umieć i będzie zaliczać, ponieważ wiąże go umowa z uczelnią a robi się wszystko, aby było jak najwięcej zaocznych i oblewa strach dziekana jak ktoś odważy się nie zaliczyć zaocznemu a jeszcze kiedy ten zaoczny potrafi być chamski i wulgarny to ma wtedy cały wydział w rękach...i każdy nauczyciel się go boi. Dziekan wtedy mówi "no wszyscy jakoś zaliczają a pani/pan ciągle ma problemy ze studentami" i co robi nauczyciel ? Z zaciśniętymi zębami zalicza aby więcej chama nie widzieć na oczy.
    • Gość: gość portalu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 17:57
      Tu też szczególnie na obecnych młodszych rocznikach
      nie wolni postawić z niektórych zajęć (laborek) 2 tylko 3 = na szynach

      Temu wydziałowi skończyła się akredytacja 2lata temu
      przydałaby się taka Komisja znowu!I nie tylko z tego powodu...
    • Gość: szymon1969 IP: 195.205.21.* 07.03.11, 17:57
      Zjawisko powszechne.Kasa to słowo klucz.Wszędzie.
      A to na romanwww.youtube.com/watch?v=3OIm79KIlW0tyczne wieczory ..............
    • Bo natworzyli marno-miernych uczelni i sie ciesza ze w Polsce najwiecej jest studiujacych
      %0% z nich to oszolomy ktore zdaja z roku na rok bo musi byc dotacja
      To nie tylko prywatne uczelnie
      spojrzcie na jakich zadupiach natworzyli uniwersytety
      Opole Bydgoszcz Olsztyn, Opole, Rzeszów, Siedlce, Zielona Góra.
      • i dobre to to do wykladania na regalach
        • Gość: halo IP: 195.82.180.* 07.03.11, 18:25
          .... żeby starsze pokolenie przyznało (gdziekolwiek, kiedykolwiek) "młodsze pokolenie jest zdolniejsze i lepiej wykształcone od nas" ?

          Zawsze jest tak, że się wiesza psy na młodych, a dziwnym trafem świat jakoś idzie do przodu - czy ktoś może wytłumaczyć ten dziwny paradoks?
          • Gość: aa IP: *.szczecin.mm.pl 07.03.11, 20:36
            bo mlode pokolenie "jedzie" na tym co wymyslili "starzy" . Poza tym poziom umyslowy mlodych raczej spada - jest niz demograficzny nie ma konkurencji, teraz mlodziez ma wszystko w d...
            • Gość: halo IP: 195.82.180.* 07.03.11, 20:57
              ość portalu: aa napisał(a):

              > bo mlode pokolenie "jedzie" na tym co wymyslili "starzy" . Poza tym poziom umys
              > lowy mlodych raczej spada - jest niz demograficzny nie ma konkurencji, teraz ml
              > odziez ma wszystko w d...

              Ale w takim razie postęp techniczny powinien wyhamowywać, czemu więc przyśpiesza ?
          • Jeśli jesteście tacy cudowni, to dlaczego potrzebujecie lewych zaliczeń? I co to niby znaczy, że "świat idzie do przodu"? Tylko mi nie mów, że komputery są coraz lepsze i ajpody coraz fikuśniejsze.
            • Gość: halo IP: 195.82.180.* 07.03.11, 20:56
              1. To nie jest odpowiedź na moje pytanie
              2. Nigdzie nie napisałem, że młodzież jest zdolna
              • Gość: mma IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 22:25
                Narzekanie starszego pokolenia na młodsze to chyba norma. Pewnie każdy z nas słyszał coś w stylu "bo ta młodzież to teraz taka ... a za moich czasów, to ...." :-) Tyle, że tu chyba nie chodzi o krytykę młodszego pokolenia, bo tak naprawdę jeśli chodzi o studia dało się ono złapać w pułapkę, którą zgotowali im starsi. Tak samo jak krytykujemy system opieki zdrowotnej w Polsce, możemy krytykować cały system edukacji. A w końcu to w interesie nas wszystkich, żeby ten system sprawnie funkcjonował. W takim jak teraz istnieje ogromne ryzyko produkcji sfrustrowanych absolwentów, którzy wcale naszego kraju do przodu nie popchną. Przeciwnie.
              • > 1. To nie jest odpowiedź na moje pytanie

                Nie udzieliłam jej, bo jej nie oczekujesz (zakładam, że wiesz, co to jest pytanie retoryczne).

                > 2. Nigdzie nie napisałem, że młodzież jest zdolna

                Ale taki właśnie był przekaz Twojej pwypowiedzi, chociaż nie użyłeś akurat tych słów.
          • jeszcze nie znaczy, że do góry.

            Wystarczy popatrzeć, co zdziałało "młode pokolenie" w Iranie w 79'.
            --
            Fio Maravilha, Nós gostamos de você
            Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
      • Gość: odon IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:24
        "Kanclerz Politechniki przyznał publicznie, że tak się dzieje na jego uczelni i twierdzi: - To zjawisko powszechne w szkołach wyższych. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego: - Nic o tym nie wiemy"

        Nic o tym nie wiemy? To czym się w tym ministerstwie się zajmują? Żyją na księżycu? Wiem osobiście od jednego znajomego wykładowcy pewnej uczelni w Szczecinie, że za postawienie oceny niedostatecznej studentowi, jest się wzywanym na dywanik do szefa, który informuje, że "jak pan tak dalej będzie robił, to zwolnimy pana z pracy". Na studiach płatnych to normalka, bo tam się nie idzie, żeby się czegoś nauczyć, tylko żeby kupić dyplom.
        • > Na studiach płatnych to normalka, bo tam się nie idzie, żeby się
          czegoś nauczyć, tylko żeby kupić dyplom.

          Na bezpłatnych też, bo "uczelnia" (cudzysłów dlatego, że nie ma już w Polsce instytucji zasługującej na tę nazwę) dostaje pieniądze za liczbę studentów, a nie za poziom kształcenia czy badań naukowych. Kanclerz mówi prawdę, całą prawdę i tylko prawdę. To jest powszechna praktyka, a ministerstwo, które samo doprowadziło do tej skandalicznej sytuacji, rżnie teraz głupa.

      • Gość: Mucor mucedo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.11, 13:24
        > spojrzcie na jakich zadupiach natworzyli uniwersytety
        > Opole Bydgoszcz Olsztyn, Opole, Rzeszów, Siedlce, Zielona Góra.

        Czy ci się wydaje, że te uczelnie powstają znikąd? Że, ot tak, buduje się uniwerek na szczerym polu? Że robi się to bez niczyjej wiedzy i zgody i stawia się ministerstwo przed faktem dokonanym? Przykładowo - Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie powstał z połączenia trzech istniejących uczelni.
    • Gość: nastka IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:10
      Nie wszędzie takie praktyki są tolerowane. Mój mąż jest wykładowcą akademickim i jak musi kogoś oblać, to oblewa bez obaw. Jego szefowa popiera to podejście. Ale wielokrotnie słyszałam o takich praktykach od wykładowców z innych uczelni z różnych miast. Albo taki nieszczęśnik ma "rozmowę dyscyplinującą" z dziekanem, albo prośby o "wystarczającą liczbę dodatkowych terminów zaliczeń", aż każdy oblany delikwent zdąży poprawić ocenę. W tym drugim przypadku pokrzywdzony jest egzaminator, bo siedzi niezliczoną ilość godzin z tępakami, traci mnóstwo czasu, a efektów w zasadzie nie ma. To technika "na zmęczenie" - bo on po paru-parunastu godzinach wpisze te zalki, żeby więcej czasu nie tracić. Ale o takim bezczelnym "jak nie pan, to ktoś inny wpisze im zaliczenia" to jeszcze nie słyszałam.
    • Nikogo nie zdziwiło, że wykładowca, który ma zajęcia z ponad setką studentów, później idzie na studia doktoranckie? Co to za uczelnia, gdzie się stu studentów magistrowi powierza?

      Pulbek.
      • Gość: Lehoo IP: *.globalconnect.pl 07.03.11, 18:20
        Mnie zdziwiło, ale nie do końca. Mógł facet ćwiczenia prowadzić.
      • Gość: cre IP: 62.108.176.* 07.03.11, 18:27
        Tak, mnie to właśnie zdziwiło. 100 studentów u magistra. Inny fakt ze Pan mgr Mikołaj I. uczył w Instytucie Neofilologii i Komunikacji Społecznej, a dyrektor tegoż instytutu jest moim byłym wykładowcom i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie by proponował danie wpisów osobom, które nie były w stanie pochwalić się posiadaną wiedzą (trochę się natrudziłem by uzyskać wpis u profesora Słowińskiego).
        • Gość: kaja IP: *.217.146.194.generacja.pl 07.03.11, 20:45
          "wykładowcom"???? matko... Poza tym to normalne, że doktoranci prowadzą część zajęć i wcale nie oznacza to, że są one gorszej jakości. Śmiem twierdzić, iż z reguły dużo bardziej przykładają się do swojej pracy!
          • Gość: g IP: *.legnica.vectranet.pl 09.03.11, 15:56
            Też mam takie zdanie. W moim przypadku najgorsze były zajęcia z profesorami (z nielicznymi wyjątkami). Taki to łaskę robił że przyszedł na zajęcia. A mgr to się stara, zajęcia prowadzi ciekawie, potrafi przyzwoicie wytłumaczyć temat.
      • Gość: romek IP: 194.29.162.* 07.03.11, 19:02
        nie slyszales nigdy zeby ktos wiele doktoratow robil? Znam wykladowce, ktory w wieku 60 paru lat jeszcze doktorat robil z ... filozofii (studiuje na politechnice)
      • Gość: xyz IP: 62.108.186.* 07.03.11, 19:20
        Ja studiuje na tej uczelni i mogę powiedzieć, że tylko ćwiczenia są prowadzone przez magistrów i to tylko niektóre. Poza tym kadra jest dobra. Wielu wykładowców wykłada także w Szczecinie, Gdańsku a nawet na UEP-ie. Co do uzyskania zaliczenia, to takie proste nie jest. Trzeba posiadać wiedzę, żeby je dostać.
        • Gość: marduk IP: *.technologpark.net 08.03.11, 11:20
          > Ja studiuje na tej uczelni

          Studiuję, czy pracuję?

          > Trzeba posiadać wiedzę, żeby je dostać.
          Ale wiedzę przedmiotową, czy wiedzę o tym, z których przedmiotów zaliczenie będzie i tak i nie trzeba się uczyć za bardzo?
      • Gość: mixer IP: 173.233.207.* 07.03.11, 20:49
        "Nikogo nie zdziwiło, że wykładowca, który ma zajęcia z ponad setką studentów, później idzie na studia doktoranckie? Co to za uczelnia, gdzie się stu studentów magistrowi powierza?"

        Nalezy tez sadzic, ze (niezbyt doswiadczony) magister i tak nie byl w stanie tej setce studentow zapewnic nauczania na bardzo wysokim poziomie...
      • Gość: gość IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 23:31
        A co miał mieć zajęcia w postaci konsultacji? Pewnie miał kilka grup ćwiczeniowych z jednego przedmiotu :(
    • Gość: pracodawca IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:10
      Kończyłem studia politechniczne +/- 15 lat temu.

      Zacząłem na zaocznych, kończyłem na dziennych. ZNAM specyfikę.

      Teraz (niestety) muszę rekrutować do własnej firmy.

      Poziom wiedzy (i zainteresowania tematem) absolwentów jest ŻADEN.
      • Gość: Artur IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.11, 19:05
        Zgadza się. 15 lat temu skończyłem AE Kraków. Wszyscy absolwenci dostali pracę bez problemu - zresztą był okres przemian (zwłaszcza w rachunkowości). Ale obecnie osłabia mnie również - zarówno poziom jak i ilość absolwentów wyższych szkół. Ciężko wybrać człowieka do współpracy - na wysokim poziomie mają jedynie oczekiwania dot. zarobków. No, i trzeba przyznać że znajomość języków obcych (gł. angielskiego) o niebo lepsza niż za "naszych" czasów.
    • Gość: szwejk222.dwa IP: *.net.pl 07.03.11, 18:11
      Podobnie, ze względu na świadomośc pozbawienia się ewentualnego czesnego dzieje się na tak zwanych "prywatnych" uczelniach. Potwierdzają to moje obserwacje "studiów" różnych moich krewnych dwa pokolenia młodszych niż ja.
      Ponadto kto tam "naucza" ? Sam miałem w rekach test egzaminacyjny tak zwanego jednokrotnego wyboru, (zgodny z kierunkiem moich studiów i ponad czterdziestoletnią pracą zawodową), w którym wbrew założeniom było więcej niż jedna prwidłowa odpowiedź, albo żadna z zaproponowanych odpowiedzi nie była prawidłowa.

      Przykro mi to pisać, ale za tak zwanej "KOMUNY" coś takiego było niewyobrażalne. Sam studiowałem w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku i były tylko dwie opcje: ALBO KTOŚ SIĘ NAUCZYŁ, ALBO NIE ! (tertio non datur).
    • Na UG to samo. Liczy się tylko kasa i godziny dla wykładowców. Przez 5 lat ciągle zajęcia z tymi samymi nieudacznikami. Magisterki czy licencjaty mimo, że często to gniot trzeba ocenić na bdb. Bonusem są zwalczające się grupki wykładowców. Ech to były czasy...
    • Gość: helenka dziekanka IP: *.uznam.net.pl 07.03.11, 18:11
      No to teraz sobie wyobraźcie co sie dzieje na 'uczelni' pt. zachodniopomorska szkola biznesu w Świnoujsciu, czyli miasteczku.... oj, dzieje sie to samo x 10...
      • Gość portalu: helenka dziekanka napisał(a):

        > No to teraz sobie wyobraźcie co sie dzieje na 'uczelni' pt. zachodniopomorska s
        > zkola biznesu w Świnoujsciu, czyli miasteczku.... oj, dzieje sie to samo x 10..
        > .

        Bo pracują tam wykładowcy z Gdańska, Słupska, Koszalina i Szczecina ;-)
    • Zasadniczo nie powinno mnie to dziwic bo kasa w tym negatywnym tego slowa znaczenju robi wieksza kariere niz zwyczajna solidnosc. Nie jestem wrogiem prywatnych uczelni, nie dziwie sie,ze chca robic pieniadze bo kazdemu potrzebny jest "rozwoj intelektualny" i niech robia. Ludzie mlodzi niech sie ucza ale na wlasny rachunek. Potrzebna jest jednak--- LISTA RANKINGOWA UCZELNI ---aby przyszly "absolwent" zwany magistrem wiedzial, jaka skonczyl szkole po ktorej ma dyplom czy tylko papier i wtedy wie jakie ma perspektywy. LISTY POWINNY BYC POWSZECHNIE ZNANE, jak wartosc zlotowki do dolara. Jeszcze jedno ,to powinna byc samofinansujaca sie szkolka zwana szumnie wyzsza i ani zlotowki z publicznej kasy. Nie chce byc bardzo krytyczny ani oceniac innych ale prosze sie przygladnac kadrze tych szkolek. Ogladam kanal TV--EDUSAT i nie uwlaczajac nikomu ogladalem wyklady prof,doc, dr i musze powiedziec ze czesc z tych nauczycieli nie mowi a duka i to z kartki. Mysle wiec, ze poziom na wielu szkolkach jest taki sam jaki prezentuja prowadzacy. Wyksztalcenie zdobylem na jednej z warszawskich uczelni i mysle ze mlodzi ludzie powinni sie kierowac jakoscia uczelni bo to nie gwarantuje przyszlosci ale zwieksza szanse, ogromnie. Podobnie jest w Stanach, gdzie pieniadze sa b.wazne/czesne/, kiepskie szkoly sa ale perspektywy absolwentow b. slabe.
      Znam to z autopsji wiec dlatego zabralem glos

      • Gość: ad IP: *.static.vip-net.pl 07.03.11, 21:05
        Podjęte kroki powinny być jednoznaczne:
        1) Likwidacja dożywotnich belwederskich profesorów, profesor to stanowisko na uczelni a nie dożywotni tytuł jest to relikt komuny, a wiedza zmienia się galopujaco w niektórych dziedzinach, że profesorowie belwederscy za nią nie nadążają
        2)Praca tylko na jednej uczelni a nie objazdowy dydaktyk bo liczy się do możliwości funkcjonowania,
        3)Funduszy na naukę i badania nie jest potrzeba bo jest ich dosyć tylko są marnowane przez osoby nie kompetentne kierujące uczelniami o ministerstwie nie wspomnę, uczelnią powinien zarządzać ekonomista a nie koleś wybierany ze swojego grona, co w okresie kadencji uczy się zarządzać i zapewnia byt swoim wyborcom i koteriom.
        4) Wszelkie fundusze na badania powinny być w formie kredytu który poręcza uczelnia , obecnie zespoły utytułowanych wzajemnie się adorują przyznawaniem i przyjmowaniem tematów badawczych, tak jeżeli nic nie osiągnięto zespół zwraca otrzymane fundusze co świadczy że nie orientuje się w tym temacie.
        5) Wykładowcami w naukach technicznych powinny być a szczególnie na stanowiskach profesorskich osoby posiadające uprawnienia budowlane , eksploatatorskie lub projektowe z danej dziedziny. Śmiesznym jest kiedy specjalność prowadzą osoby nie mające żadnego kontaktu z rzeczywistością a posługują się tylko starymi notatkami.
        6)Kandydat na studia powinien otrzymywać ze świadectwem maturalnym bon edukacyjny , który pozwoli na to że fundusze idą za studentem a nie wg algorytmu wówczas naprawdę dobre uczelnie przygotowujące do zawodu szczególnie techniczne będą docenione bo te wszystkie algorytmy są gó... warte premiują układziki
        7) powinny być stosowane zasady: jedną uczelnię się kończy na drugie doktoryzuje a na trzeciej pracuje lub tworzy habilitacje które są zbędną bo służyły i służą do eliminacji osób z wiedzą .
        8) Na uczelni nie może być rodzinnych katedr jak to jest w szczególności w Lublinie gdzie tata pilnuje syna aby ukończył studia , później u kolesiów doktoryzuje , a następnie rehabilituje i rodzinka powraca na feudalna katedrę.
        9)Uczelnia ta normalna działalność gospodarcza i wszelkie badania naukowe powinny być finansowane w postaci kredytu zaciąganego przez zespół , poręczanego przez uczelnię. W przypadku błędnych założeń koszty ponosi zespół. Takie są normalne zasady działalności gospodarczej , a nie charytatywne finansowanie z naszych podatków. Fundacje czy firmy mogą w ramach odpisów podatkowych finansować dowolną działalność naukowa szczególnie w naukach humanistycznych czy politycznych
        • Gość: mixer IP: 173.233.207.* 07.03.11, 21:33
          "8) Na uczelni nie może być rodzinnych katedr jak to jest w szczególności w Lublinie gdzie tata pilnuje syna aby ukończył studia , później u kolesiów doktoryzuje , a następnie rehabilituje i rodzinka powraca na feudalna katedrę."

          Niech zgadne... czyzby chodzilo o politechnike Lubelska???
    • Gość: profik IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 18:13
      Loba z MNiSzW mówi:
      "- Nawet jeśli wiemy, że w algorytmie na dotacje brana jest pod uwagę liczba studentów, to jest to tylko jeden z kilkunastu czynników decydujących o dotacji z budżetu, którego wpływ na jej wysokość jest trudna do określenia. Algorytm jest bardzo skomplikowanym wzorem matematycznym..."

      Co ten urzędnik robi w ministerstwie??? Algorytm jest BANALNY, a jego zastosowanie w Excelu jest w stanie zrobić początkujący użytkownik peceta. Szkolnictwo wyższe schodzi na psy... Niestety.
    • Jakość studiów się kompletnie zdewaluowała. Przez ten sztuczny i IDIOTYCZNY boom na studia wszyscy się rozpłynęli w błotku bylejakości wyższej edukacji kompletnie nie patrząc na jej kryzys. I wszyscy mają w tym udział. Politycy za likwidację zawodówek, społeczeństwo za zmanipulowanie się i przyzwolenie na tę likwidację, naukowcy za pikujący lot w dół jakości kształcenia (byle więcej, byle szybciej), pracodawcy za absurdalne żądania wyższego do byle najprostszej roboty bo mają muchy w nosie (dla pracodawcy nie winno się liczyć wyższe a umiejętności). I wszyscy razem w tym młynie gów... narzekają na niskie pensje. A niby jakie mają być skoro byle kasjer ma wyższe?!?

      Dewaluacja wykształcenia wyższego a pośrednio także jednoznaczne przyzwolenie na obniżanie się poziomu polskiej nauki to aspekt z którym Polska powinna walczyć. Przecież jak widzę jakie durne doktoraty są wyrabiane to mnie krew zalewa. Niektóre doktoraty kiedyś mogłyby być bardzo dobrymi magisterkami ale doktoratami z pewnością by NIE zostały !!! I nie, nie reprezentuję nauki ale jak widzę tę powszednią bylejakość to nie dziwię się że jeszcze przez 100 lat będziemy pomywaczami Europy.
      • Gość: Gucio IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.11, 20:11
        No tak, ale profesorom (i uczelniom) potrzebni są doktoranci i promocje doktroskie - do "dorobku" i awansów, do lepszej punktacji, itp. Zawsze chodzi o kasę, a jakość nie ma znaczenia, bo może 5% badań naukowych prowadzonych w Polsce jest coś warte, reszta to lipa i udawanie.
    • Gość: baba IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:19
      Na Politechnice Gdańskiej stosuje się podobne praktyki - wprawdzie nie wpisują dziekani niektórych wydziałów ocen ale za to idą na zmęczenie materii czyli prowadzącego zajęcia dając tyle dodatkowych terminów aż prowadzący ma dosyć i przepuszcza
    • Kudrycka rządzi.
      • Gość: adiunkt_UAM IP: *.ip.maverick.com.pl 07.03.11, 20:03
        Zamiast zrobić reformę, kobieta zalakowała konserwę. Nic się nie zmieni. Poddała się presji środowiska.
        • Gość: Mucor mucedo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.11, 13:31
          > Zamiast zrobić reformę, kobieta zalakowała konserwę. Nic się nie zmieni. Poddał
          > a się presji środowiska.

          Ach, bo ty nie rozumiesz jaki mechanizm za tym stoi... Pewna liczba ministrów, wiceministrów, posłów, senatorów etc. to profesorowie - więc już jest odpór przeciwko zmianom. Przed wprowadzeniem czegokolwiek trzeba zapytać "ekspertów" i środowisko, nie? Konferencja Rektorów - sami profesorowie. Polska Akademia Nauk - niemal sami profesorowie. Senaty uczelni - w znacznej większości profesorowie. "Niezależni" "eksperci" - oczywiście w większości profesorowie. No i co? Profesorowie będą podcinać gałąź na której siedzą? NIGDY!
    • Na sto prac studentów znalazłem w internecie 94 z prac, które mi przedstawili na zaliczenie. Z poprawkowych większość ponownie z internetu. Trzecie podejście podobnie. Rzecz w tym, że oni samodzielnie nie byli w stanie napisać swojego CV. Musieliby mieć wzór. Przedstawiłem listę studentów z adresami stron www skąd wszystko zerżnęli. A było śmiesznie bo niektóre z prac powtarzały się po pięć razy ze zmienionymi jedynie nazwami własnymi. Na następny rok nie miałem już kontraktu.
      Kiedyś zadałem napisanie eseju na określony temat. Nikt (!) nie wiedział co to za forma ów esej.
      Jednak ktoś im dał maturę (bo trudno powiedzieć, że ją zdali).
      • Gość: cre IP: 62.108.176.* 07.03.11, 19:26
        Ależ oni ją zdali. Ale przecież takie są wytyczne ministerstwa w sprawie matur. Mam przyjemność uczyć studentów będących wynikiem wypaczonej polityki Ministerstwa. Gdybym tylko od nauczyciela w liceum usłyszał, że nie jest w stanie przygotować ucznia do studiowania, to może bym nie widział w tym nic strasznie dziwnego. Ale kiedy zwracają na to uwagę sami studenci... Gdy przyszedłem na studia zszokował mnie poziom matematyki. Przez te parę semestrów spędziłem na nauce więcej czasu ucząc się samej matematyki niż w przez całe liceum gdzie na starej maturze bez najmniejszych problemów miałem 4. Nowa matura to bubel, a poziom jaki reprezentują studenci 1 roku jest tego dowodem. A Pan wspominał tu bardziej o maturze z j. polskiego, tu przecież jest chyba jeszcze gorzej, proces nauczania w liceum ogranicza się do wpojenia uczniom klucza rozwiązań...
    • Gość: doktorant IP: *.szczecin.mm.pl 07.03.11, 18:24
      Nie chodzi tylko o dotacje dla uczelni ale o to, że, bez odpowiedniej liczby studentów nie można uruchomić niektórych przedmiotów, a co za tym idzie niektórzy pracownicy nie mają odpowiedniej liczby godzin, aby mieć wypłatę.
      Dotacje dla uczelni nie powinny zależeć od ilości wypuszczanych magistrów, ale przede wszystkim od ilości punktów jakie ma uczelnia za granty naukowe. Te z kolei powinny być rozliczane wyłącznie artykułami zamieszczanymi w czasopismach z listy filadelfijskiej, a nie w Polskich gniotach ;).
      • Gość: Gucio IP: *.adsl.inetia.pl 07.03.11, 20:08
        Człowieku, czy ty wiesz o czym mówisz?
        Po co pisać te arytkuły? Czy to oznacza że nasza nauka będzie lepsza? Czy lepiej finansowana? Czy to co tam napiszemy przyda się naszej gospodarce, społeczeństwu?
        Czy będziemy mieć więcej czasu na lepsze kształcenie, bo nie bedziemy musieli dorabiać na boku? Jakiś maniak usłyszał o "liście filadelfijskiej" i za nim wszyscy , jak błędne owce, w kółko to powtarzają, nie wiedząc czy to w naszych warunkach ma jakiś sens i wnosi jakąś wartość (poza ew. satysfakcją dla autora, że przytrafiło mu się coś opublikować w piśmie z "listy". Czyli jest już wybitnym naukowcem, ale niepotrzebnym członkiem społeczeństwa, które nie wie po co zajmować się nauką.
      • Gość: mikjam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 22:24
        podpisuję się pod wypowiedzią doktoranta obiema rękoma i obiema nogami
    • Gość: wykładowca PB IP: *.89-161.tel.tkb.net.pl 07.03.11, 18:27
      Jestem wykładowcą na Politechnice Białostockiej. Zawsze cześć studentów nie zalicza moich przedmiotów i nigdy nie miałam żadnych nacisków, żeby liczbę niezaliczających zmniejszyć. Ponadto stosuję jednakowe rygory zaliczeń dla studentów stacjonarnych i niestacjonarnych (płatnych).
    • Gość: barbarus IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 07.03.11, 18:27
      Powiem tak - mam znajomych wykładowców na wielu uczelniach. Wszyscy z którymi mogłem szczerze porozmawiać potwierdzają. Ten stan trwa od lat. Więc niech ministerstwo nie udaje - tak jest i jest to norma. Zarówno na renomowanych uniwersytetach, jak i tych "prowincjonalnych".
    • Gość: baron IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:27
      ... i słowo sami sobie znajdźcie: bumelantem, filistrem, dyletantem, laikiem, bądź hipokrytą lub po prostu durniem i kłamcą.
      Zapraszam na każdy z kierunków, gdzie na pierwszy rok było mniej niż 5 osób na miejsce, a przyjmowali mniej niż 100. Zacznijcie od UG.
    • Gość: Aspa IP: 62.40.35.* 07.03.11, 18:27
      "najważniejsze czynniki to kosztochłonność kierunków studiów, kadra akademicka, liczba studentów i doktorantów"
      Pan z ministerstwa ściemnia jak małolat twierdząc, że liczba studentów jako tylko jeden z czynników nie ma nic do rzeczy. Przyjrzyjmy się:
      - kosztochłonność kierunku studiów - tu pole do kreatywnej księgowości jest nieograniczone, chyba każdy się zgodzi. Wszak "kosztochłonność" to oszacowania i założenia, więc w czym problem?
      - kadra akademicka, czyli jeden profesor na 7 uczelniach, każdy z tytułem doktora (choćby i nie miał nawet cienia zdolności dydaktycznych a stopień zdobył przed 12 laty na płatnych studiach doktoranckich, żeby w lokalnej administracji zająć wyższe miejsce) na lukratywnym dodatkowym etacie na uczelni plus garstka doktorantów, których się trzyma z daleka od obrony najdłużej, jak to tylko możliwe. No problemo by "wykazać się" kadrą.
      - pozostaje liczba studentów. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Gdy ja zdawałem egzamin wstępny na studia (było kiedyś coś takiego...), to było niemal 11 kandydatów na jedno miejsce. Przyjęto nas na pierwszy rok 58 osób, inteligentnych i już nieźle wyedukowanych, ale do końca studiów i dyplomu dotrwało może 40. Z "odpadniętych" większość skończyła studia, ale zaliczyli "zjazd" bo ktoś ich na którymś etapie "uwalił" (z reguły na trzech pierwszych latach).
      Dzisiaj studiuje każdy, kto chce. Dotacja zależy od kilku czynników, z których każdy uczelnia może kontrolować. Jedynie liczba studentów pozostaje "niepewna" - gdyby od ludzi "z łapanki" wymagano rzetelnej pracy i wiedzy, znaczna część musiałaby odpaść: choćby ci, których nie zweryfikowały egazminy wstępne. Robi się więc wszystko, by nie odpadli...
    • Gość: zzz IP: *.acn.waw.pl 07.03.11, 18:29
      nagle halo, a jak uczelnia ulewa cala grupe po to zeby miec kase z warunkow, to sie o tym nie pisze? bo przeciez cynk 'alertowicza studenta' malo kogo obchodzi.
    • Gość: oki IP: *.10.rev.vline.pl 07.03.11, 18:30
      Może Pan wykładowca potrafi tylko egzaminować i oblewać studentów, a nie przygotować ich do egzaminów. Pewnie sam tyra na kilka etatów i nie zbyt dobrze przygotowuje do egzaminów.
      • Gość portalu: oki napisał(a):

        > Może Pan wykładowca potrafi tylko egzaminować i oblewać studentów, a nie przygo
        > tować ich do egzaminów. Pewnie sam tyra na kilka etatów i nie zbyt dobrze przyg
        > otowuje do egzaminów.

        Bo tu sama chęć wykładowcy nie wystarczy. Studenci też powinni chcieć, bo później strach pomyśleć, jakie domy nam zbudują..
      • Gość: piechuzg IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 20:14
        Jestem studentem pwr i jedno mogę napisać ! STUDENT MA ZDOBYWAĆ WIEDZĘ wykłady mają mu w tym pomóc a nie zastąpić go w pracy. Więc takie bajki o złym wykładowcy są prawdziwe oni nie uczą studenta tylko pomagają mu się uczyć a to że wykładowca X nie umie wyłożyć tematu w zrozumiały dla studenta sposób to ma niskie noty wśród studentów i tyle. Nie godzę się ze stwierdzeniem, że wpis ma się za darmo bo potrzebna jest dotacja. Widocznie te praktyki mają małe uczelnie które mają mało chętnych! Nie mówię też o zamiejscowych ośrodkach bo to są maszynki finansowe.
    • Gość: aurorra IP: *.torun.mm.pl 07.03.11, 18:35
      zmieni! Studia wyższe w Polsce to jakis żart. Piszę licencjat, w ciągu 3 lat nie nauczyłam się absolutnie niczego praktycznego. Moja praca pójdzie do śmieci, nikt jej pewnie nie przeczyta. Niektóre uczelnie nadają się juz tylko do zamkniecia, jak np. UMK, a wiekszość ich pracowników powinna dostać mocno w twarz, tak jak walą nas na codzień - lenie, mądrale, oszuści i złośliwcy.
      • Gość: magister 1984 IP: *.toya.net.pl 07.03.11, 18:47
        Na moich studiach nigdy nie spotkałam nikogo, kto posługiwałby się podobnie prostackim językiem. Nigdy też, w żadnych okolicznościach, nikt nie usłyszał ode mnie podobnej wypowiedzi. Nie przeszłoby mi coś takiego przez gardło. Śmiem twierdzić, że podobnie było w moim liceum. Dlatego uważam, że z twoim poziomem kultury, w normalnych czasach miałabyś szansę, droga auroro, ukończyć co najwyżej zawodówkę. Nigdy tez nie przyszłoby mi do głowy, że ktokolwiek, w jakichkolwiek okolicznościach powinien "dostać mocno w twarz". Z tego co wiem na temat polskiego prawa, podobne czyny sa karalne.
      • tylko co zrobić, jeśli:
        1. oblewając na 1 terminie, ma się pewność, że przyjdą na 2
        2. oblewając na 2 terminie, ma się pewność, że przyjdą na 3
        3. oblewając na 3 terminie, ma się pewność, że wezmą egzamin komisyjny, na którym w 99% zostaną przepuszczeni a egzaminator nie ma już nic do gadania.

        A jeśli jakimś cudem obleją komis, to wezmą powtarzanie przedmiotu i za rok powtórka z rozrywki. Do tego jeszcze niekończące się przedłużenia sesji - w czerwcu przychodzą ludzie, którzy chcą zdawać egzamin z zimy.

        Współczuję dydaktykom z powołania, pracującym na uczelniach. Jeśli się nie ma dystansu do tej pracy, grozi to załamaniem nerwowym.

        --
        Fio Maravilha, Nós gostamos de você
        Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
    • Gość: Student IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.03.11, 18:37
      Bzdura! Studiuję we Wrocławiu i tutaj żaden wykładowca mi jakoś życia nie ułatwił. Może w Koszalinie tak się dzieje ale nie jest to zjawisko powszechne, ciekawy sposób tłumaczenia własnej uczelni..
    • Gość: Gosc IP: *.ghnet.pl 07.03.11, 18:41
      Uniwersytet Jagielloński, Wydziały Humanistyczne, praktyka dokładnie taka sama. Ale co się dziwić ? Studenci mogą pójść choćby na prawo albo przeniesc sie na inna uczelnie. I co ? Nie ma studentów to nie ma etatów, a to oznacza likwidację katedr, wydziałów, a to oznacza bezrobocie dla niektórych spośród kadry akademickiej, a dalej to oznacza mniej pieniedzy dla uczelni/ wydzialu. Szp. Kudrycka albo udaje, ze nie wie o tej praktyce albo czyms nas jeszcze zaskoczy..., hehe, kolejna reforma.
    • Gość: bubu IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 07.03.11, 18:42
      I o to chodzi narod musi byc durny.
    • Gość: student IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:42
      u mnie na uczelni mają także inna praktykę - nie skreślają osób, którzy już dawno zrezygnowali, z listy studentów. u mnie na roku na listach są wciąż osoby, które porzuciły studia po ostatnim letnim semestrze (a znowu mamy letni) . przymusowych wpisów, może nie ma, ale poprawki potrafią być nawet 3, a jak, ludzie nie zdadzą to waruneczek i szkoła też zarabia ;]
    • Normalka. Występuje pewna korelacja - im niżej uczelnia w kategoryzacji, tym częściej takie wałki...

      --
      Przekaż 1% podatku
    • Tyle w temacie studiów. Jak się idzie byle gdzie na byle co, zarabia się byle jak byle gdzie:
      finweb.pl/aktualnosci/artykul/116/
    • Odpowiedź: dla "górnej półki" czyli 5-7% społeczeństwa; górnej wedle możliwości intelektualnych - gwoli jasności (i pracowitości). Jeśli na siłę produkuje się maturzystów, to czemu się dziwić, że jest jak jest?
      --
      "Ekspert" od spraw gospodarczych to jak erotoman-teoretyk.
    • Gość: ggg IP: *.e-wro.net.pl 07.03.11, 18:50
      Wykładam od 20 lat na UWr.. Nigdy się to nie zdarzyło, choć nieraz 1/3 roku miała dwóje na koniec semestru.
    • Gość: payder IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:54
      dochadzą też jeszcze stypendia socjalne, ktore wielu kuszą do zaczęcia studiów, byleby sie dostać, a np na pielegniarstwo na WUM wystarczy zdac mature, bo progow nie ma zadnych - jak student ma rodzicow rolnikow w KRUS, to nie wykazuje dochodu i bieze od uczelni 1020 zł MIESIECZNIE !!!
      na 300 zaczynajacych konczy studia 60, a pieniedzy na stypendia idzie mnostwo...
    • Gość: Hrabia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.03.11, 18:56
      Pracuje na 2 uczelniach wyższych na G. Śląsku i na obu tak się dzieje. Co prawda nigdy nie wywierano na mnie bezpośredniej presji żebym dawał zaliczenia, ale, że się tak wyrażę "oblanie matoła" nie jest łatwe. Słowem student musi się niesamowicie postarać żeby wylecieć. To samo dzieje się na obronie prac. Dobre oceny i dyplomy dostają osoby, które nigdy nie powinny. To jest zwyczajna patologia, ale wszyscy sie do tego przyzwyczaili. A przykład idzie z samiusieńkiej góry :/ Słowem wstyd i psucie ludzi i rynku za jednym zamachem.
    • Gość: kalinka IP: *.multimo.pl 07.03.11, 18:57
      aha, to czemu w tamtym roku licencjat na UJ na wydziale Polonistyki obroniło tylko 5 osób na cały rok ????
    • Gość: kalinka IP: *.multimo.pl 07.03.11, 18:57
      jakos im nikt nie powpisywał zaliczeń ????
    • a co sie dziwic? Dziadzienie edukacji trwa od lat. Ot chocby matura, gdzie sie dba aby wszyscy zdali. Dlatego taki opor przy wprowadzeniu obowiazkowej matmy na maturze czy narzekania ze zadania za trudne...

      Pozdrawiam

      Losiu
    • Rzecznik ministerstwa udaje zdziwienie i twierdzi, że nic o tym nie wie.

      I jeszcze twierdzi, że liczba studentów jest jednym z czynników decydujących o finansowaniu, ale wcale nie "decydującym".

      Sprawa jest banalnie prosta. Więcej studentów=więcej kasy. Więc nie opłaca ich się wyrzucać.

      Można naiwnie zapytać: czemu w takim razie ministerstwo nie zmieni algorytmu? Czemu nie zmniejszy limitów na studiach dziennych, dając uczelniom po prostu więcej kasy "od głowy"? Przecież to automatycznie przełożyłoby się na wyższą jakość dydaktyki - student miałby łatwiejszy kontakt z wykładowcą, byłby czas na indywidualną pracę... Studia stałyby się bardziej elitarne...

      Odpowiedź jest prosta. Nikt nie jest tym zainteresowany. Nikt spośród polityków. Zmniejszenie liczby miejsc na studiach dziennych ("darmowych" - czyli finansowanych z podatków) - to pewny spadek popularności wśród elektoratu, szczególnie młodego.

      Ba, przecież obecnie studia są przechowalnią bezrobotnych. Gdyby teraz liczbę studentów dziennych ograniczyć, automatycznie na rynek pracy wyjdzie paręset tysięcy młodych ludzi, dla których nie ma pracy. I kłopot dla rządzących gotowy.

      --
      Fio Maravilha, Nós gostamos de você
      Fio Maravilha, Faz mais um pra gente ver
    • Gość: olsztyn IP: *.dynamic.chello.pl 07.03.11, 18:59
      To ja zapraszam na UWM, budownictwo. 200 zaczyna, 15 kończy.
      • Gość: Mucor mucedo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.11, 13:35
        > To ja zapraszam na UWM, budownictwo. 200 zaczyna, 15 kończy.

        Czy ciągle na jeden z egzaminów trzeba przychodzić z książką profesora w celu otrzymania autografu na stronie tytułowej aby zaliczyć?
    • Gość: M IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 18:59
      Sam jestem studentem i z przykrością muszę stwierdzić, że studia dawno już utraciły elitarność. Zbytnie ich upowszechnienie sprawiło, że poziom niestety bardzo poszedł w dół. Znam takich, którzy kompletnie nic nie umieją, podkreślam kompletnie nic ale zdają egzaminy i przechodzą dalej.
    • Gość: eduk28 IP: *.ssp.dialog.net.pl 07.03.11, 19:01
      Miejsce akcji:
      Uczelnia wyzsza, techniczna. Jedna z 2 najlepszych na swoim kierunku w kraju. Kierunek techniczny, wypuszczajacy absolwentow bedacych odpowiedzialnymi swoimi dzialaniami za zycie i bezpieczenstwo ludzi.

      Czas akcji:
      Pierwsze w semestrze cotygodniowe zebranie zakladu prowadzacego podstawowe przedmioty obliczeniowe rzutujace na bezpieczenstwo 'produktow' wypuszczanych prez absolwentow. Zdawalnosc: 60-70% (srednia semestralna, rozne formy, bez rozroznienia, ktora realizacja przedmiotu).

      Wystepuja:
      Adiunkt (20 letni staz, wymagajacy, znajacy sie na temacie, studeci wychodza od niego z wiedza, choc trzeba sie uczyc, badz powtarzac kurs), profesor (kolega z zakladu adiunkta, postac niewiele wnoszaca do akcji), kierownik zakladu (profesor tytularny, czlonek 'cial wyzszych' w strukturach szkolnictwa krajowego), pracownicy zakladu (>10 osob, w tym autor niniejszego wpisu).

      Akcja wlasciwa:
      W akcji wlasciwej dominuje wypowiedz Adiunkta, przytaczam z pamieci.
      Adiunkt: Panie Profesorze (skierowane do kierownika zakladu), ruszyly studia II stopnia po angielsku, na ktorych prowadze XX. Na zebraniu dotyczacym tych studiow, na ktorym bylem ja i (p)rofesor, dziekan wyraznie powiedzial, ze nalezy przepuscic wszystkich studentow. Argumentowal to tym, ze studia sa w jakis sposob zwiazane z programami UE i zostaly uruchomione jednorazowo. Nie przewiduje sie, by byly robione corocznie, a wiec nie bedzie mozliwosci przeprowadzenia kursow poprawkowych. Jak mamy sie zachowac?
      P: no cos takiego zostalo powiedziane...
      Kierownik: (cisza)...
    • Gość: nauczycielka akade IP: *.centertel.pl 07.03.11, 19:02
      Wreszcie ktoś odważył się powiedzieć głośno o tego typu praktykach.
      Jestem niesamodzielnym pracownikiem naukowym. Sama byłam w podobnej sytuacji. Do nacisków dochodziło zwłaszcza w czasie egzaminu komisyjnego. Wiem, że wiele moich koleżanek i kolegów obniża wymagania do minimum, żeby nie mieć kłopotu. Ci bardziej wymagający nie są popularni wśród studentów, a nawet są wzywani "na dywanik" przez władze wydziału. Sugeruje się nam, że nasz byt zależy od liczby studentów, że jak ich za dużo oblejemy, nie będzie dla nas godzin dydaktycznych. To jest chore, ale nowa ustawa tego nie naprawi, o ile nie zwiększą się nakłady na naukę.
    • Studiowałem na na dwóch płatnych uczeniach i muszę powiedzieć, że rzeczywiście tak jest.

      Uczył się kto chciał. Miałem wspaniałych wykładowców, ponieważ przeważnie najlepsi dostają godziny dodatkowe. Wiele można się było od nich nauczyć, ale dyplomy dostali wszyscy podobne. Dawniej nie zaliczyliby matury niektórzy z quasi-studentów.

      Niby życie powinno to weryfikować, ale przy szukaniu pracy dobre przygotowanie nie jest najważniejsze. Jedyne wyjście to samemu spróbować sprzedać wiedzę, ale nie zawsze jest możliwość założenia własnego interesu. Jakby człowiek nie miał wewnętrznego poczucia wartości to zwariowałby i kompleksów się nabawił.

      Tadeusz17

      www.problems.com.pl
    • Gość: miki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.03.11, 19:04
      Potem, tak studiujące frajerstwo ciężko zdziwione, że z pracą kicha, a ludzie po "zasadkach" zarabiają krocie w porównaniu z pseudo magistrami. Oni, przynajmniej mają fach w ręku, a co wy macie, pseudo inteligenci? Jedynie wysokie mniemanie o osobie!
    • Gość: Jacek IP: *.szeptel.net.pl 07.03.11, 19:05
      Panowie (Panie) z uczelni. Chcecie tego czego nie będzie (dobrego poziomu większości studentów). Do głowy Wam nie przychodzi, że to jest wynik podjętej wcześniej reformy (m.in. 3-letnie licea). Czy to nie pora aby również z Waszej strony zaalarmować Ministerstwo. A rozmowa z Nimi będzie ciężka. Bo Oni tam na górze posługuję się tylko: badaniami, przelicznikami, wskaźnikami itp. A, że te wskaźniki nijak nie mają się do poziomu nauczania to Im do głowy "nie przychodzi".
    • potem się dziwią, że mają fakultety, a nikt ich nie chce zatrudnić.....:)

      no coś takiego, panie, ja znam 3 języki /łacina, francuz, polski-stadionowy/, mam 3 fakultety /2 kupione na pobliskim bazarku, a podstawowy .... to jakoś sam się zrobił, przepchnęli albo taki dobry byłem, ale nie wiele pamiętam jakoś z wykładów :)
    • Gość: rumbun IP: *.centertel.pl 07.03.11, 19:08
      Nie rozumiem o co chodzi z tym zaskoczeniem niektórych osób? Takie praktyki są niestety na porządku dziennym na bardzo wielu uczelniach, w tym tych, które mienią się najlepszymi. Jeżeli państwo nadal będzie płacić tyle samo za dobrego magistra co za magistra - idiotę, to jaki uczelnia ma interes w tym żeby studenta oblać? Lepiej niech się przebuja do ostatniego roku, tam ktoś mu napisze za kasę pracę i hajda rusza w świat nowy matoł z dyplomem, który do układania polbruku najwyżej się nadaje. Odpowiedź ministerstwa jest chyba jakimś żartem. Wielcy specjaliści nic nie wiedzą o takich przypadkach? To chyba nigdy nie byli na polskiej uczelni. Szacun dla pana, który odważył się o tym opowiedzieć publicznie. Tyle, że się trochę obawiam, że niestety tylko on dostanie teraz po łbie, bo sam się wychylił... A fakt, że ten "news" musiał aż przez alert24 wypłynąć jest podwójnie zabawny - gamonie z redakcji też nic nie wiedzą o takich przypadkach? Pewnie dzięki temu procederowi spora część z nich studia pokończyła, to cicho siedzą...
    • Gość: Pracodawca IP: *.pai.net.pl 07.03.11, 19:12
      A teraz moje 3 grosze

      Tak się składa , że od jakiegoś czasu przestałem ufać "dyplomom MGR" przynoszonym przez kandydatów do pracy. I tak osoby aplikujące coraz częściej nie umieją napisać prostego pisma i odpowiednio go sformatować, sporządzić raportu w arkuszu kalkulacyjnym (użycie w nim formuł graniczy z cudem!) czy też podać podstawę prawną dla konkretnego przypadku.
      Teraz egzamin zamiast w trakcie studiów absolwenci mają w pierwszych dniach pracy (albo przeważnie jej braku !).


      Nie dziwmy się - od moich czasów (połowa lat 90-tych) coraz bardziej liczyła się kasa jaką studenci płacą za prawo do bycia obecnym na wykładzie / seminarium , a nie jakość tej obecności. I wtedy już istniała patologia - dwa pierwsze lata były najdroższe - i przyjmowano każdego kto miał maturę (studia prawnicze) , z pierwszego roku na drugi przepuszczaną każdego minimum inteligentnego człowieka. Dopiero po pod koniec drugiego roku odsiewano (pamiętam komentarz jednego z wykładowców - że wynik w tej sesji - 75% oblanych i skreślonych) . Dzięki temu WPiA kończyła odpowiednia liczba potencjalnych prawników (utrzymanie limitu konkurencji) , a samwydział rozbudował się, powstały nowe gmachy. A że młodzi stracili niepotrzebnie dwa z najlepszych lat swojego życia ? Przecież to nie uczelni strata ...
      • Gość: Mucor mucedo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.03.11, 13:40
        Mam propozycję - jak ludzie przynoszą CV i dyplom magisterski, to zajrzyj co tam mają napisane. Dyplom magisterski to nie magiczny papirus - trzeba brać odpowiednie osoby do odpowiedniej pracy. Może jak zaczniesz prosić humanistę o pisanie pism, informatyka o formatowanie teksów i arkusz kalkulacyjny a prawnika o paragrafy, to otrzymasz efekty...
(1-100)
przejdź do: 1-100 101-200 201-294
(201-294)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.