Dodaj do ulubionych

zniszczyłam człowieka,co dalej?

17.09.09, 02:09
Jestem w związku od ponad czterech lat,przez te lata zniszczyłam
(świństwa rodem z horroru)swojego partnera,wspaniałego,wrazliwego
człowieka.Nie mogę patrzeć na swoje dzieło,chcę uciekać,ale boję
się,że to dobije go jeszcze bardziej,że nie będzie mógł sobie z tym
poradzić...to znowu dobija mnie jeszcze bardziej, jednoczesnie mam
wrażenie ,ze jesli odejdę uratuję Go.Nie wiem jaką podjąć
dezyzję,oczywiście nie wiem czy kocham czy nie,fuck jakie to jest
trudne......wiem ,ze nie możecie mi pomóc.piszę,bo chciałam się z
kimś podzielić,pierwszy raz zkimś kto może mnie zrozumieć,jedna
próba z osobą,która nie rozumie była straszna,czuję zażenowanie.a
jednocześnie czuję,ze nie powinnam się tym dzielić wcale,tylko udać
się po profesjonalna pomoc,ale boję się,ze przypomnę sobie rzeczy
straszne,boję się bólu i że sobie z tym nie poradzę....i będzie
jeszcze gorzej,jakaś matnia.......
Obserwuj wątek
    • annarchia Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 17.09.09, 10:39
      Ale przecież partnera nikt siłą w tym związku (i to od 4 lat!!) nie trzyma,
      prawda? Skoro tyle lat w nim tkwi, to znaczy, że w jakimś sensie mu to odpowiada
      - oprócz tego, że może Cię kocha. Relację budują zawsze dwie osoby i obie osoby
      są za nią odpowiedzialne. "Nawet" jeśli jedna jest chora.
      --
      "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
      - W. Churchill -
        • annarchia Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 17.09.09, 14:08
          Zawsze mnie zastanawiało dlaczego tzw. zdrowi siedzą w związkach z zaburzonymi
          osobami. Wcześniej miałam zdanie, że to dobre osoby o kochanym sercu,
          poświęcające się, itd. A gówno prawda. Mogą kochać - ok - ale interes swój w tym
          też mają, choć niekoniecznie sobie z tego zdają sprawę. Często z chorymi wiążą
          się osoby także w jakiś sposób zaburzone. Np. partnerzy agorafobików bywają
          zaborczy i kontrolujący - ta cecha ich charakteru łatwo kamufluje się w takich
          związkach. Albo partnerzy depresyjnych potrzebują kogoś, aby się nim opiekować.
          A partnerzy osób z BPD też często posiadają lekkie borderowe cechy. Na osobę
          chorą łatwo zwalić odpowiedzialność za wygląd i funkcjonowanie związku. Zdrowy
          dojrzały człowiek nie siedziałby kilku lat w takim związku, myślę, że tacy są w
          mniejszości.

          stefanszczanka5 napisała:

          > chory układ. zastanawiam się czy odejsc ,bo mogę wiwinąc taki numer(z
          > życia wzięte),że bedzie po nim.nie chce tego.

          Tzn? Że się zabije?


          --
          "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
          - W. Churchill -
      • grow888 Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 17.09.09, 21:35
        annarchia napisała:

        > Ale przecież partnera nikt siłą w tym związku (i to od 4 lat!!) nie trzyma,
        > prawda? Skoro tyle lat w nim tkwi, to znaczy, że w jakimś sensie mu to odpowiad
        > a

        to nie jest prawda. Nie zdajesz sobie sprawy z tego jakie pranie mózgu potrafią przeprowadzić osoby z bpd

        > - oprócz tego, że może Cię kocha.

        Jeśli daje się rujnować, to jest to toksyczna miłość...czyli nie miłość. On już jest rozbity.

        > Relację

        ???
        • liljah Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 17.09.09, 22:38
          Autorke teksu prosze o odezwanie się do mnie na priv (jeżeli jest taka możliwość
          na tym forum). Bardzo chciałabym z Tobą o tym porozmawiać, ponieważ sama mam
          podobny problem. Od środy zaczynam psychoterapie i może coś razem nam się uda...
            • annarchia Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 18.09.09, 00:08
              jacykov napisała:

              > W mniejszości są tzw. zdrowe dojrzałe związki, zdrowych dojrzałych
              > ludzi.Wystarczy spojrzeć na ilość rozwodów czy separacji.

              Zgadza się. Mówi się, że nie ma osób niezaburzonych, są tylko niezdiagnozowani :P

              grow888 napisał:

              > annarchia napisała:
              >
              > > Ale przecież partnera nikt siłą w tym związku (i to od 4 lat!!) nie trzym
              > a,
              > > prawda? Skoro tyle lat w nim tkwi, to znaczy, że w jakimś sensie mu to od
              > powiad
              > > a
              >
              > to nie jest prawda. Nie zdajesz sobie sprawy z tego jakie pranie mózgu potrafią
              > przeprowadzić osoby z bpd

              Zdaję zdaję, bo sama mam BPD :D
              Ale prania mózgu można dokonać TYLKO na osobie, która na to w jakimś sensie
              pozwoli. Można pozwolić sobie na wkręcanie sobie chorych mechanizmów, albo i
              nie. Inna rzecz, że niewielu ludzi to potrafi.


              --
              "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
              - W. Churchill -
                  • stefanszczanka5 Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 19.09.09, 17:57
                    jacykov napisała:

                    > Tak apropo (pomijając wszelakie aspekty)...czy Ty czujesz że on Cie
                    > kocha(w sensie:czy daje Ci to odczuć)?Czy Ty wciąż go kochasz?
                    czuję jego uczucia na każdym kroku mi to okazuje,to wspaniały
                    człowiek,z mojej strony raczej to nie jest "miłość",ja go cenię za to
                    jaki jest,stara się zrozumieć ten świat,nie zawsze celując w
                    dziesiątkę,ale tak ,myślę ,ze osiągnie harmonię,jeśli się ulotnię
                    oczywiście,dziś znowu to zrobiłam,następny cios,nie mogę się
                    opamiętać........do tego znowu probowałam wytłumaczyć osobie,ktora
                    moim zdaniem miała zadatki na przyjaciela(juz dawno nie czułam tego
                    aż tak)nie rozumie wcale,i nie stara się tego robić tylko mi pitoli
                    te pierdoły,tzn,ze juz ją straciłam(oby,lepiej dla niej ,ze nie
                    rozumie)fuck,fuck,fuck!
                    • stefanszczanka5 Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 19.09.09, 17:58
                      czuję jego uczucia na każdym kroku mi to okazuje,to wspaniały
                      człowiek,z mojej strony raczej to nie jest "miłość",ja go cenię za to
                      jaki jest,stara się zrozumieć ten świat,nie zawsze celując w
                      dziesiątkę,ale tak ,myślę ,ze osiągnie harmonię,jeśli się ulotnię
                      oczywiście,dziś znowu to zrobiłam,następny cios,nie mogę się
                      opamiętać........do tego znowu probowałam wytłumaczyć osobie,ktora
                      moim zdaniem miała zadatki na przyjaciela(juz dawno nie czułam tego
                      aż tak)nie rozumie wcale,i nie stara się tego robić tylko mi pitoli
                      te pierdoły,tzn,ze juz ją straciłam(oby,lepiej dla niej ,ze nie
                      rozumie)fuck,fuck,fuck!
              • grow888 Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 18.09.09, 21:49
                > > annarchia napisała:
                > >
                > > > Ale przecież partnera nikt siłą w tym związku (i to od 4 lat!!) nie
                > trzym
                > > a,
                > > > prawda? Skoro tyle lat w nim tkwi, to znaczy, że w jakimś sensie mu
                > to od
                > > powiad
                > > > a
                > >
                > > to nie jest prawda. Nie zdajesz sobie sprawy z tego jakie pranie mózgu po
                > trafią
                > > przeprowadzić osoby z bpd
                >
                > Zdaję zdaję, bo sama mam BPD :D
                > Ale prania mózgu można dokonać TYLKO na osobie, która na to w jakimś sensie
                > pozwoli.

                tak samo jak można okraść kogoś kto sobie w jakimś sensie na to pozwoli, tak samo można pobić kogoś kto sobie na to w jakimś sensie pozwoli, tak samo można zabić kogoś kto sobie na to w jakimś sensie pozwoli....tylko że to "pozwolenie sobie" nie jest usprawiedliwieniem.
                • annarchia Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 18.09.09, 22:13
                  grow888 napisał:

                  > tak samo jak można okraść kogoś kto sobie w jakimś sensie na to pozwoli

                  Ale co to ma wspólnego z kilkuletnią relacją dwóch osób?

                  grow888 napisał:

                  > mo można pobić kogoś kto sobie na to w jakimś sensie pozwoli
                  > tak samo można za
                  > bić kogoś kto sobie na to w jakimś sensie pozwoli....

                  Na spacerze czy w parku - nie. Ale mówimy o związku. Jeśli partner mnie raz
                  uderzy to do mnie należy decyzja, czy pozwolę sobie na to, aby zrobił to kolejny
                  raz, i jeszcze kolejny, czy też odejdę albo postawię ultimatum.

                  grow888 napisał:

                  > tylko że to "pozwolenie so
                  > bie" nie jest usprawiedliwieniem.

                  Nie, nie jest.
                  Ale związek zawsze budują dwie osoby.
                  Jeśli partner mnie raz skrzywdził (emocjonalnie, fizycznie) to jest za to
                  odpowiedzialny. Ale z drugiej strony moja odpowiedzialna decyzja - jako jednej z
                  dwóch osób w relacji - polega na tym, czy dalej w to brnę i czy pozwolę sobie na
                  kolejne poniżanie i rany.
                  --
                  "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
                  - W. Churchill -
                • liljah Re: zniszczyłam człowieka,co dalej? 18.09.09, 22:18
                  Zgadzam się z annarchia. Ja nauczyłam się manipulować moim chłopakiem, ponieważ
                  pozwalał mi na to. Przepraszał za nic, żebym się uspokoiła. To mnie tylko
                  pogłębiało w tym, co robiłam. I robiłam to częściej, bo skutkowało. Dwa lata
                  sobie na to pozwalał. Później zaczął się buntować, ale jak widział, że jego bunt
                  wprawia mnie w ataki histerii - znów przepraszał, głaskał, tulił. I właśnie tym
                  wypisywał mi pozwolenie, abym na następny dzień, albo tego dnia wieczorem znów
                  zrobiła mu "raj na ziemi". Dopiero w momencie, jak odchodził i nie wracał zdałam
                  sobie sprawę co ja robię. Teraz, gdy odszedł możliwie na zawsze mam powód do
                  leczenia się. Dzisiaj wiem, że kolejny raz nie pozowliłby sobie na manipulacje,
                  teraz by nie głaskał. Po prostu przestał sobie na to pozwalać.

                  Czasami warto oszukać takie osoby jak my. Bo gdyby on powiedział mi "Odchodze,
                  ale wróce jak bedziesz zdrowa" ja oczywiście nie martwiłabym się niczym i za
                  miesiąc czy dwa OKŁAMAŁA go że jestem zdrowa, ew. gdyby to nie poskutkowało
                  zrobiła bym opcje, która często w chwilach kryzysu przyhcodzi mi do głowy.
                  Wywołac sytuacje, która zaprowadzi mnie do szpitala i tam przybiegnie do mnie,
                  biednej, poszkodowanej i będzie kochany. Ale wiem, że nie przyleciał by bo wie,
                  że to specjalnie wywołałam - dlatego nie próbuje już nim w żaden sposób
                  manipulować, a jak przychodzi mi to do głowy, przypominam sobie wiele jego słów,
                  które wyraźnie mówią "Mam dość manipulacji i sobię na nią nie pozwole".

                  Dwa lata znosił manipulację, rok był stanowczy ale poddawał się. Od pół roku
                  stał się dość bardzo stanowczy. Dzsiaj jest całkowicie stanowczy. Gdybym dalej
                  próbowała nim manipulować - całkiem by się na mnie znieczulił..

                  Nie wiem czy ma sens to co napisałam bo pisze na szybko. Łeb mi pęka i w ogóle..

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka