Dodaj do ulubionych

czy można tak dalej żyć???

22.09.09, 20:21
Zaczęłam od tego poniedziałku terapię na oddziale dziennym - grupa
otwarta przez trzy miesiące 5 razy w tygodniu. Miałam wielkie
nadzieje, ze może tym razem bedzie mi łatwiej i lepiej ale jest
jeszcze gorzej niż na 7F. Wiem że na początku trzeba zaplacić
frycowe bo jest się nowym - ale czy tak powinno być? Mam poczucie że
znowu mimo moich wysiłków, żeby tutaj przyjść - wszystko jest nie
tak i zaczynam znowu zamykać się w sobie, wpadać w głębszą deprechę.
Jak byłam na konsultacji to widzieli moje papiery z borderem - a mam
wrazenie że tam sa ludzie nie z tej bajki. Nie wiem co mam już robić
bo znowu gdy cos zaczęłam to wszystko zaczyna się psuć-mimo to iz
jeszcze nic na tej terapii nie zrobiam. Może to kolejny niewypał z
tą terapią, a może ja po prostu jestem inna, dziwna, niepotrzebna
nikomu? Nie mam siły walczyć, chociaż jutro zamierzam tam pójść-
zmuszam się do tego żeby dac sobie szansę- czy ja naprawdę nie
potrafię zobaczyć nic innego poza moja chęcią destrukcji całkowitej?
Jak mam żyć, skoro nie potrafie widzieć życia w innej kolorze niż
czarnym?
Edytor zaawansowany
  • annarchia 23.09.09, 11:10
    A próbowałaś psychoterapię indywidualną?
    Opartą na relacji pełnej zaufania, akceptacji, zrozumienia?

    Do mnie grupowe także nie przemawiały, wcale. Nic mi nie dały oprócz miłych bądź
    mniej miłych rozmów.
    --
    "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
    - W. Churchill -
  • jgpk2 23.09.09, 19:57
    miałam świetna terapeutkę ale niestety powiedziała, że ona juz nie
    może mi pomóc - chociaż raz na wielkie dzwony spotykamy się, gdy
    jestem w bardzo głebokim dołku. Potem jak byłam na 7F miałam
    indywidualną - ale babka chyba sama miała ze soba problem-wogóle nie
    mogłam z nią nawiązac kontaktu - były to raczej spotkania, żeby
    cokolwiek powiedzieć a nie coś wyjaśnić czy uzmysłowić sobie - zero
    empatii, zaufania, akceptacji, zrozumienia Miałam wrażenie że
    rozmawiam z jakims posągiem, bez wyrazu. I tak było przez cały pobyt
    na oddziale przez pół roku. Z tego co rozmawiałam z innymi ludźmi z
    nią mieli takie same problemy-babka po prostu sie chyba nie
    nadawała. Szkoda, że nie trafiłam na inną terapeutkę. Niestety nie
    stać mnie na prywatną psychoterapię więc spróbowałam grupowej, bo
    byla najszybciej. Zobaczymy co będzie dalej - ale widzę to wszystko
    w czarnych smolistych barwach.
  • annarchia 23.09.09, 22:49
    jgpk2 napisała:

    > miałam świetna terapeutkę ale niestety powiedziała, że ona juz nie
    > może mi pomóc

    No to faktycznie świetna...

    A jak długo chodziłaś na terapię? No i właśnie: jak pracowałaś na terapii oprócz
    "chodzenia"?
    --
    "Jeśli właśnie przechodzisz piekło - idź dalej."
    - W. Churchill -
  • jgpk2 25.09.09, 00:05
    Cześc annarchia - tak uważam, że miałam świetna terapeutkę i
    pracowałyśmy prawie dwa lata ze sobą - ale w pewnym momencie już nie
    potrafiła mi pomóc- i szanuję ja za to że potrafiła mi to powiedzieć
    a nie ściemniać i robić coś na siłę. Nie wszyscy specjalizuja się w
    borderze - ona mi pomogła na tyle na ile mogła i za to jestem jej
    wdzięczna. Miałam z nią naprawde świetny kontakt- z żadnym terapeutą
    nie miałam nawet w połowie tak dobrych relacji-kontaktu jak z nią.
    Pozdrawiam :)
  • aigala 24.09.09, 08:43
    jgpk2 napisała:

    Niestety nie
    > stać mnie na prywatną psychoterapię więc spróbowałam grupowej

    Ale przeciez terapia na kase chorych nie oznacza wylacznie terapii grupowej. Ja
    chodze od 9 miesiecy na terapie indywidualna, spotkania raz w tygodniu i nie
    place za to nic. Koniecznie dowiedz sie o taka forme terapii u ciebie w miescie,
    bo z tego co piszesz rozumiem, ze terapia grupowa nie do konca ci odpowiada. A
    przeciez zeby dokonywac postepu w terapii sama musisz czuc ze to co robisz ma sens.

    Przerazily mnie troche twoje slowa na temat oddzialu 7F. Kilka miesiecy temu
    bylam zdecydowana aby sie tam dostac takze na polroczna terapie. Jednak
    znalazlam sie w szpitalu i cala rekrutacje diabli wzieli, a pozniej musialam
    nadrobic zaleglosci w szkole i tak jakos 7F przeszedl mi kolo nosa. Ale nie
    ukrywam, ze bardzo to przezylam, bylam nawet zdania, ze juz tylko ten oddzial
    jest mi w stanie pomoc. Podczas pierwszej wizyty kwalifikujacej na oddzial
    mialam bardzo mieszane uczucia co do tego miejsca. Ludzie bardzo oschli,
    rekrutacja tasmowa, zero empatii, no ale "to specjalisci" tlumaczylam sobie,
    "widocznie tak musi byc".
    Mowisz, ze jednak poswiecenie pol roku na terapie w tym miejscu nie przynioslo
    zadnych efektow!? Boze, a ja bylam gotowa szkole rzucic zeby dostac sie na ten
    oddzial. Moze jednak dobrze sie stalo, ze sie tam nie dostalam...
  • jgpk2 24.09.09, 23:59
    Cześc aigala - to nie tak z tym oddziałem 7F - akurat w moim
    przypadku terapeutka nie dała rady- albo ja z nią- gdyby terapeutka
    była moja pielęgniarka pewnie było by zupełnie inaczej. Ale jest tam
    wiele naprawde świetnych terapeutów -niestety ja miałam pecha i
    trafiłam na niewłaściwą mi osobe- czasami tak się zdarza. Wiele
    osób, które już wyszły z oddziału mówi, że dużo im dala ta terapia-
    dlatego uważam że powinnaś spróbowac-to może byc dla Ciebie naprawde
    szansa. W sumie to dzięki też tej terapii na 7F od kilku miesięcy
    wygrywam z bulimią i nie żygagam jak kot a jest to dla mnie ogromnie
    ważne. Wszystko zalezy od Ciebie i od Twojego podejścia. Wiele osób,
    które były na oddziale studiowały, lub uczyły się i jakoś udawało im
    się to wszystko pogodzić. Jak będziesz chciała uzyskac więcej
    szczegółowych informacji to pisz a odpowiem na wszystkie pytania na
    temat oddziału 7F- oczywiście na które będę znała odpowiedź.
    Pozdrawiam :)
  • jgpk2 26.09.09, 23:27
    kolejne dni terapii za mną- coś ruszyło ale kompletnie nie potrafię
    nad tym zapanować. Tak głebokich odczuć nie miałam juz dawno a teraz
    po prostu, strach, panika i ucieczka. Jak widze tych wszystkich
    ludzi nie potrafie teraz nic powiedzieć, uciekam z zajęć bo nie moge
    wytrzymać tago napięcia. Mam wrażenie że wszycy mnie obserwują. Mam
    ochotę po prostu sie zabić. Czekam do lekarza bo wiem że musze się
    wyciszyć wspomagaczami i przed samym wejściem do niego uciekam -
    dlaczego- ano dlatego że panicznie sie boje że mnie znowu zamkna na
    oddziale i w pasy. Co moge zrobić skoro myślę ciagle o śmierci, o
    tym jak się unicestwić, żeby uwolnic od siebie bliskie mi osoby.
    Boję się o tym mówic komukolwiek- ale ten strach nie jest przed
    śmiercią, przed odrzuceniem - tylko przed pasami i oddziałem
    zamkniętym- bo tego nie zniosę po raz kolejny. Co robić- bo ja już
    nie znam odpowiedzi. Jak mam dalej żyć? :(
  • jgpk2 28.09.09, 22:47
    dalej panika mnie ogarnia, chociaż bardzo sie staram- ale mam
    wrażenie jakbym to co robie nie miało sensu. Czy wogóle jest sens
    życia z piętnem "nieprzyjaciółki borderki". Co robić żeby nie
    zwariować- schizy i jeszcze raz schizy!!! A może ja już zwariowałam-
    może nie wiem co to już jest poczucie bezpieczeństwa? Szkoda że nie
    piszecie- bo bardzo tego potrzebuję- a może po prostu za wiele
    chciałabym? No cóż sami osądzicie. :(
  • dziwny.90 29.09.09, 08:08
    Niestety tutaj żaden z Nas Ci nie pomoże.. na pewno jest Ci ciężko, ale
    jeśli jesteś borderem to jedno o co możesz być spokojna - mimo tego jak
    bardzo źle się czujesz - to fakt, że niedługo twój nastrój ulegnie
    zmianie. Będzie to prędzej czy później, za tydzień, miesiąc, a może
    nawet za kilka godzin. Wytrwałości Ci życzę, wszystko zależy od Ciebie.
    Pozdrawiam.
  • jgpk2 29.09.09, 14:45
    dzięki dziwny .90 - zdaję sobie sprawę, że nikt tutaj mi nie pomoże,
    ale nawet czytanie Waszych postów dodaje mi trochę nadziei.
    Najgorsza jest ta cisza i pustka. Nietety wpadam w coraz głębszą
    deprechę i tak naprawdę nie wiem kiedy nastąpi poprawa mojego
    chwiejnego nastroju- a trzyma mnie juz ładnych kilka dni i jest
    coraz to gorzej. Pozdrowionka
  • dziwny.90 29.09.09, 15:37
    Uwierz mi, że wiem co przezywasz, tzn. na pewno motyw twojej deprechy jest inny,
    ale samo przeżywanie tego pewnie aż tak bardzo nie różni. Nie ma lekko i jakoś
    trzeba sobie pomóc choć, gdy mamy spadek humoru nigdy nie wiemy jak... Nie wiem
    posłuchaj muzy, "wróć" myślami do czegoś co kiedyś sprawiało Ci radość może to
    coś pomoże. Nie jesteś sama, są tacy co przeżywają bardzo podobne rzeczy. Wierzę
    w Ciebie.
  • jgpk2 29.09.09, 21:25
    dzięki dziwny,90- jest to cholernie trudne, żeby nad soba zapanować-
    nawet muza nie potrafi mnie wyrwac z tych szponów. Jestem po prostu
    za słaba na zrobienie czegokolwiek. Ciągłe myśli co i jakby tu
    zrobić żeby wreszcie się już więcej nie męczyć. Zero checi do życia.
    Czuję sie jakbym nawet od wenątrz była martwa. Nic mi już nie
    sprawia radości- nawet wspomnienia- czuję sie jak nawis śniezny na
    stoku, który napewno kiedyś się zerwie i poleci w czeluść. Ale
    dzięki za wsparcie- jest to dla mnie cholernie ważne.
  • dziwny.90 29.09.09, 21:37
    Męczyć - nie męczyć, autodestrukcja to nigdy nie jest wyjście. Jeśli jesteś w
    baardzo głębokim dole, to przydałaby się jakaś farmakologia (na czas tej
    depresji) bo widać inaczej będziesz miała ciężko się podnieść. Mimo wszystko
    uważam, że kwestią czasu jest zanim przejdziesz na "drugi brzeg jeziora" i znowu
    ponownie zaczniesz się uśmiechać, cieszyć itd. To wszystko się zmienia np. Ja
    jeśli mam dobry humor - który też często u mnie nie gości - to korzystam z
    "niego" w pełni, zdaje sobie sprawy, że nie będzie to trwało wiecznie, że to
    tylko kwestia czasu, ale staram się tym cieszyć. Co do tej terapii to jak to się
    mówi "początki są zawsze trudne", bądź dobrej myśli - jest to po to, aby Ci
    pomoc. Życzę spokojnej nocy :)
  • jgpk2 29.09.09, 22:47
    Znowu coraz częściej myśle że autodestrukcja jest nieunikniona- a
    wręćz mnie wciąga i pochłania- co z tego że wspomagam sie
    farmakologią jak to nie działa- co rusz to nowe, mocniejsze leki i
    d... blada- jak stałam nad przepaścia tak stoję. Ja Tobie tez życzę
    spokojnej nocy. - Chyba wezme potrójną dawkę, żeby choć trochę
    przespac nocy. :(
  • jgpk2 30.09.09, 21:09
    I jak tu dalej żyć???- jak ja mam się podnieść z tej deprechy skoro
    jest coraz to gorzej-czy los dał mi jakąś szansę- otóż nie wręcz
    przeciwnie ukarał mnie jeszcze bardziej. Zabrał mi na zawsze bliską
    mi osobę- w piątek pogrzeb i nie wiem jak się mam do niego czqasub
    pozbierać, co począć. Do du.. jest to życie- zwłaszcza gdy się
    patrzy na okropne męki najblizszych osób. Więc po co dalej zyć?-
    chyba po to tylko by później cierpieć.
  • dziwny.90 30.09.09, 21:24
    Pogrzeb to bardzo ponure doświadczenie nie zależnie od tego czy masz bpd czy
    nie. Odczuwać smutek w takiej chwili to normalne, gorzej gdyby się go nie
    odczuwało, wtedy można by się zacząć bardzo poważnie martwić... Nie ma tutaj
    jakieś metody na pozbycie się depresji, "czas leczy rany", po prostu trzeba
    zaczekać.
  • jgpk2 01.10.09, 23:21
    dziwny.90 napisał:

    > jakieś metody na pozbycie się depresji, "czas leczy rany", po
    prostu trzeba
    > zaczekać.

    Z tym czasem to jest tak, że od maja zeszlego roku- czas sprawił, iż
    czuję się coraz to gorzej, a teraz odejście wujka spotęgowało to po
    wielokroć. Mam coraz to gorsze "jazdy"- schizy izupełnie sobie z tym
    nie daję rady. Troszeczkę tylko farmakologia mi pomaga, że jeszcze
    żyję na zewnątrz, chodź już czuję że umarłam wewnątrz.

    Potrzeuję niesamowicie Waszego wsparcia więc jeżeli możecie i
    chcecie to piszcze do mnie. w ten sposób choc na chwile czuję, że
    żyję bo samotność sprawia, że umieram na zewnątrz a ból psychiczny i
    fizyczny sprawia, że umieram wewnątrz. :(
  • jgpk2 10.10.09, 21:36
    czy warto wogóle żyć? po jaka cholerę tak się męczyć. Zycie to jedno
    wielkie bagno-które wciąga na dno!!!
  • mkmarzena 10.10.09, 21:46
    jestem partnerem.. a własciwie byłam .. takich osób jak ty jgpk2. Dziś moja
    znajoma przegrała walkę z białaczką swojej 6letniej córki. Chce mi się wyć w
    niebo.. i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie daru jakim
    jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ? Po cholerę się męczyć ? Odpowiedz
    sobie sama.. Bo TY możesz, możesz wygrać ... innym takiej szansy nie dano
    !!!!!!!!!!!!!!!! Życie jest piękne.. tylko nie każdy może żyć ! Kończę swoje
    wypowiedzi na tym forum.. tym postem.. jeśli któreś z WAS BORDERÓW TO CZYTA to
    zróbcie coś da świata.. zacznijcie szanować swoje życie i zycie ludzi którzy
    chcą wam nieść pomoc.. Trudne.. wiem.. Ogromnie trudne !!!! Ale łatwiejsze niż
    mała trumna z bukietem białych róż.
  • exross 10.10.09, 22:23
    "i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie daru jakim
    > jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ?"

    Ty sobie jaja robisz? A kto Ci dał prawo wypisywać takie głupoty, jakbyś miała monopol na jedyne, jedynie słuszne zdanie?

    "Życie jest piękne.. tylko nie każdy może żyć !"
    Życie nie jest piękne, życie jest szare bure i ponure, jak deszczowy, zimowy dzień, albo jak papier toaletowy (też czasem bywa delikatne i kolorowe ;)
    Ci co żyją i się męczą, nie mogą umrzeć, choć próbują, a Ci co kochają żyć, umierają... Czyżby życie było okrutne. A skoro jest okrutne, czy może być piękne?

    "Ale łatwiejsze niż mała trumna z bukietem białych róż."
    Ile ja bym dał, żebym mógł się znaleźć w takiej trumience, nieżywy (a co za tym idzie, nie cierpiący) w bukiecie białych róż...
  • jgpk2 11.10.09, 21:11
    mkmarzena napisała: > jestem partnerem.. a własciwie byłam .. takich
    osób jak ty jgpk2. Dziś moja
    > znajoma przegrała walkę z białaczką swojej 6letniej córki. Chce mi
    się wyć w
    > niebo.. i mam pytanie do was wszystkich którzy tak nie szanujecie
    daru jakim
    > jest życie... KTO WAM K>> A DAŁ TAKIE PRAWO ? Po cholerę się
    męczyć ?

    Owszem nie ma nic gorszego niz śmierć dziecka, własnego dziecka.
    Wiesz co mkmarzena -ja juz zbyt wiele śmierci widziałam za swojego
    życia-cierpienia tych ludzi gdy nie jestem w stanie nic zrobić, dla
    moich najbliższych.

    CZy Ty wogóle kiedykolwiek doznałaś cierpienia na własnej skórze,
    będąc w niewoli własnego ciała i umysłu.

    I wiesz co myślałam że mozna walczyć o siebie, ale ta walka prowadzi
    do nikąd, zwłaszcza gdy ciało odmawia Ci posłuszeństwa, starasz sie,
    wygrywasz z wozkiem inwalidzkim, którego masz juz dosyc. czekasz na
    kolejny rzut choroby, zero wsparcia od innych, zostajesz sama i
    widzisz jak możesz w kazdej chwili stać się warzywkiem, do ktorego
    czasami przyjdzie pielęgniarka, ktora podetrze ci tyłek, lub umyje
    cię, albo nakarmi.

    Więc nie mów mi że nie mam prawa umrzeć, kiedy ja tego chcę!!! Wizja
    bycia warzywkiem jest nie do zniesienia-jeżeli wogóle wiesz co to
    znaczy nim być. A do tego ten mój popaprany borderownski i dda
    umysł. No tak moze poprosze o coś jeszcze to "wspaniałe" życie? jak
    sądzisz mało tego? :(
  • jgpk2 16.10.09, 23:27
    chyba za bardzo pojechałam z poprzednim postem. No ale trudno.
    Szkoda tylko, że to nasze życie jest takie popaprane. Z której
    strony nie patrzę to dostaję w łeb i jak z tym wszystkim dawać sobie
    radę. Jakoś nie widzę jasnych barw w tej sytuacji :(
  • dziwny.90 17.10.09, 21:24
    Dalej Cię ta deprecha trzyma? Masz jakieś hobby?
  • jgpk2 19.10.09, 20:22
    niestety deprecha mnie nie chce opuścić, tak się do mnie przczepiła,
    że już na nic nie mam siły i nic nie sprawia mi ani odrobiny
    ukojenia.

    Czy mam jakieś hobby?- owszem miałam ale wszystko szlak trafia i nic
    mi się już nie chce. :( Moje hobby nie sprawia mi juz wogóle
    przyjemności a wręcz przeciwnie zamieniło się w katorgę. To całe
    moje popaprane życie jest nic niewarte :(
  • jgpk2 24.10.09, 20:09
    mam dosyć juz tego cholernego świata- tych ludzi pijawek, którzy
    wypijaja ostatnia krew ze mnie. Czy swiat i zycie musi byc tak
    popaprane? Czy naprawde nie można liczyć na nikogo? Dajesz serce a w
    zamian dostajesz kopa w tyłek z odrzutem.

    Nie mam juz po prostu siły- wypaliłam się by dalej tak żyć!!!
    Po cholerę żyć i tak cierpiec i męczyc siebie a może i innych
    Może świat będzie lepszy beze mnie!
    Może tam po drugiej stronie tęczy swiat jest piękniejszy-
    przynajmniej mam taka nadzieję.

    Pozdrawiam wszystkich i dziękuję Wam za wszystkie posty, ktore
    pisaliście do mnie.
    Jeszcze raz dzieki i trzymajcie się - do zobaczenia kiedys i gdzieś
    tam. :(
  • aigala 24.10.09, 20:29
    chcialabym cie jakos pocieszyc, ale sama jestem w bardzo zlej formie... Ale moze
    chociaz to bedzie dla ciebie pocieszenie-nie tylko tobie jest teraz ciezko:*
  • dziwny.90 25.10.09, 21:17
    Jakie do zobaczenia, masz mi tu pisać i to zaraz. Nie każdy "ludź" to "pijawek"
    często dana osoba wydaje nam się całkowicie inna niż jest w rzeczywistości.
    Trzeba kogoś poznać, później dopiero można stwierdzić jaki Ona/On jest. Co tam u
    Ciebie poza tym, że ludzie są nic nie warci?
  • jgpk2 28.08.10, 17:51
    cześć wszystkim - wróciłam z dalekiej podróży i ciekawa jestem na
    jak długo. Muszę trochę poczytać Waszych postów oj bo bardzo dawno
    tutaj nie byłam. Całusy dla osób które ze mną pisały :)
  • jgpk2 28.08.10, 17:59
    napiszcie coś ciekawego tak na nowy start. Po powrocie do szarej
    rzeczywistości. :(
  • aigala 28.08.10, 19:18
    witaj ponownie:)

    Az z ciekawosci poczytalam sobie co takiego pisalam do Ciebie ponad rok temu;)
    U mnie zmienilo sie bardzo duzo, tzn jesli chodzi o samopoczucie,
    funkcjonowanie, trwam w tej samej terapii o ktorej pisalam we wczesniejszych
    watkach, czyli to juz ponad rok i 7 miesiecy, ach powiem nieskromnie, ze jestem
    z siebie dumna;)
    Czuje, ze zyje mi sie duzo lepiej, ach no i mojemu otoczeniu ze mna mysle, ze
    rowniez. Ciezko pracuje na terapii, zaczelam nawet pisac bloga, co kiedys
    wydawalo mi sie totalnym debilizmem zwiazanym z zakochanymi, rozczarowanymi
    miloscia nastolatkami(nie obrazajac nikogo):)
    Czuje, ze bardzo duzo mi to daje, glebiej analizuje rozne sprawy, wracam do
    niektorych napisanych przeze mnie watkow, z czasem widze, ze inaczej patrze na
    rozne problemy. Przygladam sie sobie, otaczajacym mnie ludziom, terapii.
    Naprawde duzo mi to daje, wiecej niz sie spodziewalam;)

    No to chyba troche Cie pocieszylam:)? Moze byc lepiej, naprawde.
  • jgpk2 29.08.10, 16:14
    cześć aigala - super że u Ciebie sie troche pozmieniało. :)

    Ja niestety nie miałam takiego szczęścia - opisałam to w poście:(
    Jednym słowem prosiłam a wręcz błagałam o moc wiele osób i razy -ale
    bez skutu, czego efektem była kolejna b. głeboka deprecha i kolejny
    raz - przed którym próbowalam się ratować mimo wszystko, i naprawdę
    żałuję że się nie udało. Teraz próbuję coś zrobic ze sobą, tak aby
    przetrwać, ale nie mam pojęcia jaki tego będzie skutek. Chciałabym
    sobie dać szansę ale jak mam to zrobić skoro inni mi jej nie dają :
    ( !!!
  • annarchia 28.08.10, 20:23
    jgpk2 napisała:

    > otwarta przez trzy miesiące 5 razy w tygodniu. Miałam wielkie
    > nadzieje, ze może tym razem bedzie mi łatwiej i lepiej ale jest
    > jeszcze gorzej niż na 7F.

    A mogłabyś napisać, co konkretnie oznacza dla Ciebie to "źle" na 7F?
    Skończyłaś tamtą terapię w terminie?


    > frycowe bo jest się nowym - ale czy tak powinno być? Mam poczucie że
    > znowu mimo moich wysiłków, żeby tutaj przyjść - wszystko jest nie
    > tak

    Możesz to rozwinąć, co jest wg Ciebie "nie tak"?

    > Jak mam żyć, skoro nie potrafie widzieć życia w innej kolorze niż
    > czarnym?

    Powiem coś o moich ostatnim odkryciu, choć nie musi się ono pokrywać z tym, co
    Ty przeżywasz. Widzenie świata, ludzi, w kolorze czarnym nie tylko z czegoś
    wynika, ale i czemuś służy, przed czymś chroni, mimo cierpienia. Na przykład
    przed pozytywnymi stanami emocjonalnymi i miłymi doświadczeniami w kontakcie z
    ludźmi, przed przeżywaniem satysfakcji z kontaktów z innymi. Taka blokada na
    pozytywy. Dlaczego? Z silnego lęku przed bliskością z innymi, przed
    przywiązaniem. Bliskość uczuciowa może się jawić jako niebezpieczna, bo...
  • jgpk2 29.08.10, 16:06
    cześć annarchia- dzięki za posta. odnośnie 7F to skoczyłam terapię w
    terminie, i jak dla mnie to terapia za dużo mi nie dała. Tak jak
    opisywałam w dalszych postach nie trafiłam na odpowiednią
    terapeutkę. Nie potrafiłam rozmawiac z kobieta która zachowuje się
    jak królowa śniegu a w zasadzie "lodu". zero empatii i to nie tylko
    moje spostrzeżenia ale również i pozostałych WSZYSTKICH pacjentów
    stacjonarnych z oddziału, których ona akurat miała. :(

    Tak poza tym gdyby nie ta kobieta to reszta zajęć i ludzie byli OK
    chociaż jak to zawsze bywa na dłuższych pobytach nie zawsze jest
    kolorowo. Ale tak ogólnie to OK.

    Odnośnie drugiej terapii to było tak jak napisałam. Wydaje mi się -
    oczywiście jest to tylko moje subiektywne odczucie że chyba nie za
    bardzo byli dobrani ludzie do poszczególnych grup. Były dwie: 1-
    neurotyczna i 2-psychotyczna do której mnie dołączyli wraz ze
    schizofrenikami. Mówili żeby mówić otwarcie o swoich problemach-OK
    mówiłam co wiązało się z bardzo silnymi przeżyciami jak dla mnie i
    wyglądało to tak że grupa mnie wysłuchała albo i nie, terapeuta o
    coś sie dopytał i pozostawiał mnie z tym całkiem samą -rozwaloną
    psychicznie bez żadnej pomocy i wsparcia. Terapia miała trwać 3
    miesiące a wypisali mnie po 2 stwierdzając że już zobaczyli co mi
    jest i potraktowali gorzej jak psa twierdząc że muszę sobie sama
    teraz radzić. Czyli sama musze się teraz poskładać do kupy to co oni
    porozwalali, a leczyć mogę się ambulatoryjnie w rejonie - no i widać
    tego efekt- kolejny niestety nieudany RAZ. Próbowałam jeszcze gdzieś
    indziej niestety kolejna porażka - po kilku testach i rozmowach
    kwalifikacyjnych terapeutka stwierdziła że za dużo przeszłam i
    niestety ten ośrodek nie jest mi w stanie pomóc. zastosowała
    spychotekę tak jak pozostałe ośrodki. Kolejne próby były takie same.
    Nawet zastanawiałam sie czy jest w takim razie sens pisać i mówić
    prawdę w testach i na kwalifikacjach - skoro cię odrzucają jak
    piszesz prawdę.

    Dlatego też wszystko widzę w czarnych kolorach bez nadziei na
    szarość- życie mnie tego nauczyło bo gdy z wielkim trudem udało mi
    się poprosić o pomoc to jej nie uzyskiwałam. cała ta mrzonka o
    pomocy psychologicznej jest wielkim GÓWNEM oczywiście sa wyjątkowi
    terapeuci ale ja poza jedną osoba(z dawnych lat) na innych już nie
    trafiłam. :(
  • aigala 29.08.10, 16:38
    hmmm, a skad jestes? Lub chociaz wojewodztwo podaj, to moze akurat ktos Cie
    pokieruje do jakiegos dobrego osrodka lub przychodni.
    Jesli dolny slask, to ja bardzo chetnie Ci pomoge:)

    Ja mialam wielkie szczescie i gdzies dopiero pol roku temu zdalam sobie z tego
    sprawe. Trafilam na terapeutke, ktora jak sie okazalo pracuje tylko i wylacznie
    z osobami z zaburzeniami osobowosci lub zaburzeniami odzywiania, a mnie akurat
    dopadlo jedno i drugie, tak wiec trafilam swietnie. Babka mloda, a genialnie
    sobie ze mna radzi, nie daje sie prowokowac, co nie raz uskutecznialam, jednym
    dobitnym zdaniem potrafi mnie sprowadzic na ziemie, jakby wylala na mnie kubel
    zimniej wody. A mimo wszystko jest w tym ciepla i zatroskana o pacjenta, co
    czuje na kazdym spotkaniu. Zawsze powtarza, cos w stylu terapeuty Rachel z
    "Uratuj mnie", ze ona nigdy mnie nie zostawi, ze ona chce mi pomoc a jedyna
    osoba, ktora moze sobie zaszkodzic jestem ja sama i tylko ode mnie zalezy czy
    wytrwam w terapii, bo z jej strony nigdy nie uslysze tego, ze ona juz mi
    dziekuje, wiecej nie da sie zrobic.

    Bardzo bym chciala, zeby udalo Ci sie znalezc kogos, kto w koncu Ci pomoze,
    zwlaszcza, ze widac, jak bardzo chcesz dac sobie pomoc, szukasz tej pomocy a los
    jakos tak nieudolnie Cie kieruje, ze trafiasz na samych niewyksztalciuchow,
    ktorzy nie umieja Ci pomoc...
  • jgpk2 30.08.10, 15:47
    dzięki aigala- jestem z Krakowa i wydawałoby się że w tak dużym
    mieście nie będzie problemów z dobrym terapeutą. Ja miałam 3 lata
    temu świetną psycholog, ale niestety stwierdziła, że ona nie potrafi
    sobie juz dalej ze mna poradzić- bardziej specjalizowała się w
    terapii wspomagajacej a nie borderowskiej. Powiedziała że nawet
    gdyby chciała to nie potrafi dalej mnie prowadzić i za to ją bardzo
    szanuję. Potrafiła powiedzieć jasno że to jest za trunde dla niej a
    nie obiecywać mi gruszek na wierzbie.

    Nie rozumiem tylko jednego. A mianowicie tyle się mówi o osrodkach i
    terapeutach otwartych na NAS a tak naprawdę gdy się juz pojawimy u
    NICH to dostajemy kopa w dupę, i dalej stosuja ta swoja spychetekę.
    Ja naprawdę potrzebuję osoby, która potrafiłaby mnie poprowadzić bo
    sama wiem że nie dam rady. Zawsze się łudzę że to może ta osoba a
    potem załamka.

    Może bym miała inne podejście gdybym nie próbowała szukać, chociaż
    uwierz mi jest to dla mnie bardzo trudne - PROSIĆ o POMOC !!!.
    Dlatego pytam DLACZEGO NIKT nie chce mi pomóc. :(
  • aigala 14.12.10, 20:44
    jgpk2, zagladasz tu jeszcze? Co tam u Ciebie? Zaczelas moze jakas nowa terapie? Jak sie czujesz?
  • jgpk2 26.01.11, 20:19
    aigala napisała:

    > jgpk2, zagladasz tu jeszcze? Co tam u Ciebie? Zaczelas moze jakas nowa terapie?
    > Jak sie czujesz?

    cześć aigala, żadko kiedy zaglądam bo jakoś ludzie nie piszą to mnie jakoś tak zatkało. Nie mam weny i siły wchodzic na posty innych - mam troche ciężki czas i same czarne myśli. Nie zaczęłam żadnej terapii - ponieważ strwierdziłam że to nie ma sensu- kolejne rozczarowania,odsyłania do innych- za dużo tego było i za duża trauma pozostała- ale dzięki że pytasz:)

    A co u Ciebie? pozdrowionkia :)
  • aigala 27.01.11, 14:48
    Szkoda, bo czuje jakas taka rezygnacje w "Twym glosie":) Nikt nie nakloni Cie do terapii, jesli sama nie czujesz takiej potrzeby, zwlaszcza, ze jak mowisz na wielu sie zawiodlas. Moze za jakis czas znowu zechcesz sprobowac, nie zarzekaj sie, ze nie, bo nigdy nic nie wiadomo;)

    U mnie dobrze. Mimo, ze mam mase, mase problemow, chyba w sumie nawet najgorszych jakie mialam do tej pory w zyciu, jakos sobie radze.
    Co najciekawsze jestem bez lekow od ponad 4 miesiecy, za kilka dni zaczne 5 miesiac "czystosci";) I jest dobrze. Jakby to opisac? Kiedys, gdy mialam problemy, bylam tak przytloczona, mialam poczucie, ze nikt nie rozumie, jak bardzo jest mi ciezko i ile mnie kosztuje radzenie sobie z tym wszystkim. I kazde niepowodzenia tak strasznie mnie zalamywalo a to dodatkowo blokowalo mnie na jakiekolwiek dzialanie, aby uporac sie z problemami...
    A teraz mimo, ze wokol mnie dzieje sie bardzo zle, to mam jakies takie wewnetrzne poczucie, ze i tak dam sobie rade. Nie ja jedna mam problemy i nie ja jedna z nich wychodze. Fakt, ze wielu ludzi nie dotkna takie trudnosci jak mnie, ale czy to powod, zeby sie nad soba uzalac?
    Tlumacze sobie co dzien "pomalu, powoli, jakos z tego wybrniesz". I malymi krokami ide do przodu. Fakt, ze zdarza mi sie poryczec, gdy juz nie mam sil, ale zwroce sie wtedy o pomoc do przyjaciolek, porozmawiam, przytule sie, poslucham rad innych ludzi i jakos mi lzej:) Kto by pomyslal, ze robie to ja, ktora 2 lata temu nie miala prawdziwej przyjaciolki i ostatnia rzecza ktora bym zrobila w chwili slabosci, to rozmawiala o tym z kimkolwiek.
    Bardzo duzo ucze sie na terapii, nie mam napadow agresji, niekontrolowanych wybuchow emocji, takowy zdarzyl sie raz w ciagu ostatniego roku a bylo to ponad 8 miesiecy temu. Ucze sie czerpac z bycia blisko innych ludzi, co kiedys napawalo mnie tak niewyobrazalnym lękiem (samo slowo "bliskosc" juz powodowalo u mnie dreszcze) a teraz sama umiem przyjmowac od przyjaciolek troske o mnie, nawet "zwykle" ich przytulenie mnie nie zamyka mnie tak jak kiedys, sama umiem mowic o trosce o kogos, okazywac ja, no ogolnie "byc blisko".
    Jestem jakas taka lagodniejsza, spokojniesza, mimo, ze nie biore lekow a to one przez ostatnie lata mnie stabilizowaly. Bardziej naturalnie przyjmuje rozne wydarzenia, to, ze raz cos mi sie uda, innym razem nie, to ze ktos postepuje inaczej niz bym chciala itd. Juz nie jestem takim pieniaczem i egocentrykiem ( a to, ze nim jestem, oczywiscie nie widzialam) ;)

    Ach w sumie to moglabym pisac i pisac, bo zmienia sie wszystko, naprawde wszystko:) I moje zachowanie i moje odczucia i to jak zyje z otoczeniem w kazdym doslownie kazdym wymiarze. Ktos "zdrowy", kto czyta o tym co pisze moze sobie pomyslec "a co to za osiagniecie, ze daje sie przytulic kolezance?" albo "wielkie mi co, ze poszla sie zwierzyc przyjaciolce". Jedynie border doskonale wie, jaka walka okupione sa takie osiagniecia.

    Chyba nigdy nie mialam takiej wiary jak teraz w poklady sil, ktore we mnie sa. Mimo, ze wokol dzieje sie zle, czesto nie po mojej mysli, to reaguje adekwatnie. Nie odreagowuje, nie wyzywam sie.
    Jest dobrze:)

    A Ty jgpk2 jak sobie radzisz?

  • jgpk2 08.05.11, 18:07
    cześć aigala- sory że nie odpisywałam ale miałam doła. Jakoś nie po drodze mi było na nasze forum. U mnie jest nieciekawie. Ciągłe schizy, i namole mysli sm. nawet nie mam odwagi iść do swojej lekarki. Każde wyjście z domu jest dla mnie czymś niewyobrażalnym. Nie mam siły:(
  • perpetua-mobila 09.05.11, 11:52
    Hej, jako żem borderka czuje że może nie powinnam sie wtracac, ale kto jesli nie ja (my) powinnismy sobie nawzajem pomagac i sie wspierac w gorszych chwilach:]
    Wiesz sama że musisz w końcu sie przełamać- to nie Ty-teraz nie chcesz wyjsc z domu, tylko przezyte krzywdy Cie blokuja i hamuja kazde dzialanie. To czego potrzebujesz teraz jest najwazniejsze bo przeszlosci juz nie ma, siedzi tylko w Twojej glowie. Dlatego powinnas i MOZESZ zrobic to co jest dla Ciebie najlepsze- pojsc do specjalisty. Nie warto sie tak meczyc, nie ma to zadnego sensu, szczegolnie ze pomoc masz w zasiegu reki. Trzymam kciuki ze predzej niz pozniej odwazysz sie wyjsc z domu:)
  • jgpk2 30.05.11, 21:41
    dzieki za wsparcie - udało mi się dzisiaj umówić do psychola na piątek. Ciekawe tylko czy odważę się wyjść z domu i czy zdobęde na to siły. Czy wogóle warto prosić kolejny raz o pomoc?
  • inga_beta 31.05.11, 13:37
    jgpk2
    Przeczytałam o tym co cię spotkało, i mnie to przeraziło, że nikt nie chciał ci pomóc w takim mieście gdzie jest tylu dobrych specjalistów.
    Ja włąśnie w Krakowie uczęszczam na terapię już od 3 lat do bardzo dobrego terapeuty. Gdy zaczynałam, byłam na granicy choroby psychicznej, a teraz już jest o wiele lepiej. Ja nie mam bpd, tylko zaburzenia osobowości typu schizotypowego.
    czy ten twój obecny specjalista to osoba pewna i sprawdzona? Bo może mój terapeuta mógłby ci dać namiary na kogoś dobrego, jezeli byłabys tym zainteresowana.
    Idziesz na fundusz czy prywatnie? Mój terapeuta przyjmuje również na fundusz.
    To F7 było na Babińskiego? Moja znajoma z forum leczy się tam obecnie.
  • jgpk2 05.07.11, 17:34
    Ja byłam na 7F i interesuje mnie tylko terapia na NFZ bo na inną mnie po prostu nie stać. Z moją terapeutka niestety spotykam sie tylko raz na pół roku lub na kilka miesięcy:(
  • inga_beta 13.07.11, 09:44
    A nie mogłabyś spróbować dostać się na NFZ do mojego terapeuty? Podałabym ci namiary.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka