Dodaj do ulubionych

Najgorsza rzecz jaką (zrobiłeś/ąś ukochanemu?

16.12.09, 22:44
Temat nie ma na celu nikogo urażać, chciałbym w tym temacie zobaczyć
jakie najgorsze "numery" lub krzywdy sprawiłeś/aś najbliższej osobie.
Zachęcam do opisywania sytuacji osoby z borderline jak i ich
partnerów. Myśle, że pisanie to też forma dzielenia się przeżyciami..

Nie chce rozpoczynać wątku więc poczekam aż ktoś się wypowie

Pozdrawiam!


Edytor zaawansowany
  • cyntia33 17.12.09, 12:09
    1. Oskarżyłam mojego męża o zdradę, przeszukiwałam mejle, kieszenie i rachunki z
    karty kredytowej. A potem napisałam pozew o rozwód i kazałam mu się wyprowadzać
    (mimo, że nie znalazłam jednoznacznych dowodów, a szczerze mówiąc te, co
    znalazłam, to były mocno naciągane). To była jednorazowa akcja i mam nadzieję,
    że się nie powtórzy. Nie rozwiedliśmy się :)

    2. Wydarłam się kilka razy na dzieci (nie podniosłam głos, ale WYDARŁAM się).
    Zwłaszcza po wywiadówce. Ale nad tym też pracuję i po ostatniej wywiadówce nawet
    nie krzyczałam, ani nie zrobiłam wykładu.

    3. Obrażałam się na męża na 2-3 dni, nie odzywałam, wyprowadzałam z domu itd.
    Ale to też zamierzchła przeszłość.

    4. Założyłam sobie konto na portalu towarzyskim-erotycznym i flirtowałam z
    facetami. Nie umówiłam się jednak z żadnym i po chwili autorefleksji, konto po
    miesiącu skasowałam.
  • cyntia33 18.12.09, 10:17
    Ach, i jeszcze uciekłam tydzień przed ślubem z domu, nie odbierałam telefonu,
    nikt nie wiedział, gdzie jestem, czym przyprawiłam jego i rodzinę do palpitacji.
    No, ale wróciłam na czas, ślub wzięliśmy i zostało mi wybaczone.
  • izabela33_beauty 05.02.11, 14:47
    Ja.... udałam omdlenie przed domem mojego Ukochanego Lekarza ( Psychiatry) i to w niedzielę. Nie dałam Mu odpocząć. Nawet w niedzielę! Namówiłam przy tym przyjaciółkę, by zadzwoniła do drzwi i narobiła histerii - tylko po to, by Go zobaczyć i przez chwilę posłuchać Jego głosu. Kto zechce, może mi teraz nawymyślać
    --
    < Autismus video, syntoniam quero>
    <
    Medycyna jest jak Wielkie Drzewo, zrodzone w Ogrodzie Nauk
  • nico_2009 07.02.11, 16:22
    ..eee...to Ty zwyczajnie albo masz 13 lat albo poprostu "walnięta" jesteś.
    A tak na poważnie to myślę, że ani w tym wątku ani w poprzednim nie napisałaś prawdy, opisałaś zwykłe jakieś pierdoły i tyle. Dopuki jednak nie przestaniesz kłamać (przede wszystkim sziebie!) to daj se spokój z pisaniem...:)
  • aigala 07.02.11, 16:46
    nico, piszesz, jakbys nie wiedzial(a) do czego border jest zdolny;)
  • nico_2009 09.02.11, 01:56
    Oj wiem Aigala do czego border jest zdolny:) (i nie wiem czy tak do końca chcę mi się śmiać) lecz Pani Izabela33_... opisuje nie sytuacje ze swoim parnerem tylo jakieś pierdołki tutaj (patrz wątek "Mój były i ja"), uważam więc że jeszcze nie jest szczera.
  • pongielka 11.04.11, 11:59
    ..o boże.. to prawie jak ja:) tylko bez tego pozwu
  • kkkkota 17.12.09, 12:47
    Błędem było to ,ze wogóle się urodziłam. Już usłyszałam od 2 żony
    mojego ojca ,że byłam dzieckiem niechcianym , szkoda ,ze moja matka
    nie usunęła tej ciąży , wszystkim i mnie i im było by wtedy łatwiej.
  • cyntia33 17.12.09, 15:25
    Nie, nie, kochana, nie przypisuj sobie takich zasług ;-)
    Ty się na świat nie prosiłaś.
    Dorośli ludzie wiedzą, że od seksu można mieć dzieci. Dzieci nie są winne, że są.

  • adamek890 17.12.09, 17:43
    hmm..wiadomo..wszystkie akcje po tekstach typu (kocham Cie, chce z
    Toba mieszkać i mieć dzieci)


    1. Moja Kobieta chciała się umowić z jednym z członków mojej
    rodziny..
    2. Zabrała mi dwóch mocnych kumpli ( po jakies kłotni miedzy nimi
    musialem wybierac)
    3. mowila ze uprawiala seks z typem na dyskotece, na ktorej bylismy
    razem( pozniej okazalo sie ze to sciema ale jednak..ja wteyd nie
    wiedzialem)
    4. Szczuła moje kumpla..(sliczne masz oczy itp.)- w pewnym momencie
    zrobilem afere, gdzie wyszlo ze jestem debilemz emam do nieog
    pretensje jak to ona bajerowala
    5. Wyrzucenie mnei z mieszkania w środku nocy(chyba powod jest mnie
    istotny jak fakt ze nie mialem funduszy i do domu dwoma
    nocnymi ..wrocilem nad ranem
    6. Wjazdy ze nie zapewniam jej tego czego oczekuje.., nie jestem
    gotowy zamieszkac itp, czesto bolesne teksty wjezdzajace na
    psyche..jak moj biedny dom czy ze mam zle stosunki z rodzina(np.
    kazirodztwo..bo..pewnie dlatego ze raz na dwa miesiace chcialem sie
    spotkac z siostra, ktora ma męża.
    7. Wiele sytuacji po imprezach na, ktorych nie bylem.."zle zrobilam,
    stalo sie cos, porozmawiajmy bo... I tu najczesciej wlaśnie
    symulowanie zdrady..- fikcja(ale wychodzilo po czasie, bardzo
    chciala zeby odpuscil ją..a ja jeszcze bardziej ją kocham.. i
    wybaczalem..nastepnie wychodzilo ze jednak ot nie byla prawda(po
    kilku dniach

    cdn...

  • dolna1 17.12.09, 18:34
    Robiłam i robię wiele rzeczy, które go krzywdzą.
    Przede wszystkim moja impulsywność. Krzyczę, wydzieram sie, wrzeszczę, obrażam
    go, ranie, manipuluje. Trzaskam drzwiami i wybiegam z domu. Nie wracam po
    sesjach do domu, nie odbieram telefonów, jeżdżę godzinami po mieście i pozwalam
    aby sie zamartwiał.
    Nie potrafię z nim rozmawiać, czego nie potrafi mi wybaczyć. Nie jestem w stanie
    przekazać mu prostej informacji: posiedź dziś ze mną w nocy bo jest źle. To
    bardzo go boli!
    A najgorsza rzecz. Kilka miesięcy temu wzięłam ponad 80 tabletek i chciałam
    zostawić jego, dzieci. Kiedy byłam w śpiączce trzymał mnie za rękę, obserwował
    moje parametry życiowe i bił się z myślami czy będę żyć, czy będę zdrowa. Tym
    skrzywdziłam go najbardziej. Zrozumiałam to gdy odzyskałam przytomność, on
    rozpłakał się i zaczął krzyczeć: powiedz mi co miałbym powiedzieć dzieciom,
    powiedz co miałbym im powiedzieć...
  • kkkkota 17.12.09, 19:09
    Co nie zmienia faktu ,że gdyby mnie tu nie było ,było by lepiej i
    dla mnie i dla nich
  • dolna1 17.12.09, 20:04
    Kkkota popadasz w skrajności. Nikt się na świat nie prosił, ani Ty ani nikt z
    nas. No ale trzeba to życie jakoś przeżyć, skoro tu już jesteśmy. Dzisiaj żyć
    jeszcze nie potrafimy, no ale może kiedyś się to zmieni.Chciałabym się obudzić
    pewnego dnia, spojrzeć w okno i poczuć, że jestem zdrowa. Ale to nie bajka. Co
    możemy? Brnąc do przodu, dzień za dniem, uczyć się siebie, a kiedyś może
    zmieniać swoje schematy, zachowania. Na to liczę, choć chwile entuzjazmu
    pojawiają się sporadycznie. Ja też się na świat nie prosiłam, 2 razy próbowałam
    z niego zniknąć, do dziś walczę z myślami samobójczymi, ale w chwilach gdy czuję
    sie lepiej wiem, że warto brnąć dalej bo kiedyś może sie udać!
  • kkkkota 17.12.09, 20:29
    Tak trzymaj :)
  • dolna1 17.12.09, 20:46
    Kkkota zawiało optymizmem co? ;) Wierz mi, że mało go we mnie, ale gdybyśmy go
    choć ciut nie mieli każdy z nas już dawno zawisłby na pierwszym lepszym drzewie.
  • kkkkota 17.12.09, 21:05
    No ale dobrze ,ze go masz choć trochę! Też trochę mam tylko coraz
    bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
    drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
    ciągle? Mam już naprawdę tego dość , staram się ostatnio zmuszać i
    uważam ,ze to dobra metoda na nas zmuszać się poprostu no ale i tak
    dużo czasu wszystko zajmuje ,za dużo. Chyba też robienie sobie planu
    dnia jest dla nas dobre , tylko do tego udaje mi sie zmusić bardzo
    rzadko, choć to takie łatwe ;) codziennie planuję to zrobić a
    wychodzi w 1% określenie swoich celów na dzień, ciekawe dlaczego.
    Trochę zeszłam z tematu ale własnie się zastanawiałam nad
    skutecznymi metodami na nas ;)
  • kkkkota 17.12.09, 21:13
    Dzięki temu ,ze to napisałam zaczęłam robić ten plan :) najpierw
    wyszedł 1 pkt i NIC, teraz dopiero się rozpisałam ;)
  • piotrpiat11 03.02.10, 01:14
    Proszę napiszcie gdyż ja tego nie rozumnie.. jak można zdradzić
    osobę którą się kocha, której się mówi -KOCHAM CIĘ..... JAK JAK JAK
    TAK MOŻNA
  • dolna1 17.12.09, 21:31
    kkkkota napisała:
    Też trochę mam tylko coraz
    > bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
    > drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
    > ciągle?

    od skrajnosci w skrajnosc. Dół, mysli autodestrukcyjne, jakies chore jazdy,
    podniesienie sie nastroju, pozorna normalnośc, euforia, pobudzenie. Tak zyjemy!!!


    >Mam już naprawdę tego dość

    nie Ty jedna mysle :)

    , staram się ostatnio zmuszać i
    > uważam ,ze to dobra metoda na nas zmuszać się poprostu

    nie wiem jak Ty ale ja zmuszam sie, zeby życ. Ale to i tak sukces bo daje ciut
    nadziei :)

    Plan dnia.
    Całe życie z kartką i skreślanie co zrobiłam, a co jeszcze zostało.Zasrany
    perfekcjonizm. A jak coś z kartki nie znika na koniec dnia automatycznie
    przychodzi mysl, ze jestem do dupy, niezorganizowana, leniwa, beeeeeee I
    automatycznie mam ochotę zawiesić sobie pętle na szyi.
    To jest dopiero popieprzone.
    Wolałabym jednak forme braku planu :)
  • annarchia 18.12.09, 09:03
    A mnie się nawet planu nie chce robić :(
    Do braku celów długodystansowych (praca, studia, rodzina, itd.) doszedł brak
    konkretnych celów na dzień obecny. Szwendam się w tych dresach i szwendam...
    Na razie mam "cel", aby kontynuować podjętą terapię, analizować sesje. Poza tym
    robić sobie jedzenie kilka razy dziennie bo trzeba jeść - no ale jaki to cel.
    Chcę pisać od czasu do czasu na blogu, karmić kota. I mam jeszcze zamiar zrobić
    na wigilię rybę po grecku jak starczy chęci i sił...
    --
    Studium poczwarki (mój blog)
  • kkkkota 18.12.09, 09:33
    No to ja też się tak szwendam i też mam cel iść do psów, pobawić
    się, puścić , nakarmić, na planie sobie wpisałam ,żeby poćwiczyć
    pościelić łóżko, wykąpać się ;), ty masz bloga i tą rybę i terapię,
    ja bym nie powiedziała ,ze to brak planu :)
  • kkkkota 18.12.09, 09:29
    dolna1 napisała

    >
    > nie wiem jak Ty ale ja zmuszam sie, zeby życ. Ale to i tak sukces
    bo daje ciut
    > nadziei :)

    No zmuszam się ,żeby wogóle wstać z łóżka, żeby przygotować sobie
    ubranie, żeby się wykąpać (czasem nie wychodzi ;)), żeby pościelić
    łóżko. Do zjedzenia śniadania i wypicia kawy na szczęście nie muszę
    się zmuszać ;). Oprócz jedzenia i komputera włsciwie do wszystkiego
    się zmuszam,żeby żyć
    >
    > Plan dnia.
    > Całe życie z kartką i skreślanie co zrobiłam, a co jeszcze
    zostało.Zasrany
    > perfekcjonizm. A jak coś z kartki nie znika na koniec dnia
    automatycznie
    > przychodzi mysl, ze jestem do dupy, niezorganizowana, leniwa,
    beeeeeee I
    > automatycznie mam ochotę zawiesić sobie pętle na szyi.
    > To jest dopiero popieprzone.
    > Wolałabym jednak forme braku planu :)

    Hehe to ty próbuj bez planu a ja spróbuję z planem ;)
  • dolna1 18.12.09, 13:21
    kkkkota napisała:

    >
    > No zmuszam się ,żeby wogóle wstać z łóżka, żeby przygotować sobie
    > ubranie, żeby się wykąpać (czasem nie wychodzi ;)), żeby pościelić
    > łóżko.

    ja również tak często mam.
    Jestem obecnie w etapie jak to nazywam: pozornie dobrego samopoczucia, wiec nie
    mam z tym co wyżej opisujesz problemu.
    No, ale mam tez gorsze dni. Gdy tez szwedram sie w dresie ( a w ciężkiej
    depresji w ogole nie wstawałam, w ogole nie jadłam, nie spałam) i z niczym nie
    potrafię ruszyć, nic zrobić.
    Ale to mija na szczęście.
  • cyntia33 18.12.09, 10:24
    Też trochę mam tylko coraz
    > bardziej mnie zaczyna wkurzać ,że upadam a potem wstaje i przez to
    > drepczę w miejscu, czy za 2,5,10 lat będę w tym samym miejscu
    > ciągle?

    Czytam teraz taką książkę o borderline Jerolda J. Kreismana i Hala Strausa i
    piszą oni (czego nie wiedziałam do tej pory), że mamy kłopoty z pamięcią, w tym
    sensie, że nie pamiętamy naszych sukcesów sprzed roku, miesiąca, czasem nawet
    godziny i co chwila musimy się potwierdzać od nowa.
    Stąd nasze niskie poczucie wartości i wymuszanie od bliskich czy przełożonych
    (codziennie, kilka razy dziennie) deklaracji, dowodów miłości, a na studiach czy
    w pracy - zapewnień, że jesteśmy dobrzy w tym, co robimy. I wpadanie w dół,
    jeśli tych zapewnień nie ma, albo nie są wystarczająco mocne.
    Więc może dlatego wydaje ci się, że drepczesz w miejscu. Ja, szczerze mówiąc też
    tak mam. I czasami na siłę muszę sobie przypominać moje sukcesy (co niewiele
    daje) albo w jakim stanie byłam np. 10 lat temu (co daje dużo, bo naprawdę było
    mi i innym ze mną dużo gorzej). I powstrzymuję się z całych sił, żeby nie pytać
    mojego męża co kilka minut, czy mnie kocha albo domagać się od mojej szefowej
    pochwał.
  • jsleczek 18.12.09, 10:53
    A co to za książka?Jaki tytuł?
    z tymi sukcesami to tak jest...ja swoje zwykle dewaluuję...i co z tego, że mam
    taką i taką średnią, skoro nie mam tego i jeszcze tego...
    i co z tego, że jestem czysta od prawie 6 lat, skoro inni w ogóle nie mają
    problemów z uzależnieniem?zwykle mam na celu taką poprzeczkę, której nawet z
    ziemi nie widać...a przecież, gdybym zrobiła to i to, wtedy i wtedy, to teraz
    wszystko mogłabym mieć...i poprzeczka już byłaby moja....:-(((
  • dolna1 18.12.09, 13:26
    jsleczek napisała:

    ja swoje zwykle dewaluuję...i co z tego, że mam
    > taką i taką średnią, skoro nie mam tego i jeszcze tego...
    > i co z tego, że jestem czysta od prawie 6 lat, skoro inni w ogóle nie mają
    > problemów z uzależnieniem?zwykle mam na celu taką poprzeczkę, której nawet z
    > ziemi nie widać...a przecież, gdybym zrobiła to i to, wtedy i wtedy, to teraz
    > wszystko mogłabym mieć...i poprzeczka już byłaby moja....:-(((

    Mam identycznie.
    Słysze, od t, ze skończyłam studia, ale co za sukces mysle, skoro nic nie
    potrafię robić?
    Słyszę, nie bierzesz, ale mowie sobie dokładnie jak Ty, inni nigdy nie biorą, co
    za sukces, że JUŻ nie biorę.
    Słyszę chcesz i chodzisz na terapię, chcesz się zmienić, ale co z tego jeśli
    rozumiem ale w niczym nie potrafię się zmienić :(
  • cyntia33 18.12.09, 21:16
    > A co to za książka?Jaki tytuł?

    Dr. Jerold J. Kreisman, Hal Straus - ja mam po niemiecku "Zerrissen
    zwischen Extremen" - ale oni są Amerykanami, więc pewnie napisali ją
    po angielsku :) Z tego, co guglałam, nie ma polskiego tłumaczenia,
    zamówiłam sobie na empik.pl wersję niemiecką, bo nie mam problemu z
    czytaniem w tym języku.
    Powinno się ją przetłumaczyć (i mam nadzieję, że zaraz ktoś to
    zrobi!), bo to bardzo pomocna i pisana prostym językiem książka -
    taka właśnie dla chorych i ich bliskich, nie dla lekarzy. Na mnie
    działa terapeutycznie :) Polecam, jeśli znacie języki.
  • kkkkota 18.12.09, 21:37
    To przetłumacz :P. Próbowałam ostatnio zamówić w empiku "Uratuj
    mnie" to nie mieli skąd zamówi bo nigdzie nie było :(.
    A dziś w Tesco wypatrzyłam książkę "Twoje drugie ja" i ją wzięłam ,
    jestem bardzo ciekawa i trochę się boję czy dobrze zrobiłam, może
    ktoś z was ją czytał?
  • cyntia33 19.12.09, 19:51
    kkkkota napisała:
    > To przetłumacz :P.

    Mam nadzieję, że wkrótce zrobi to jakiś profesjonalista :) A jak nie,
    to chyba się za to wezmę i rozprowadzę w drugim obiegu.

    Próbowałam ostatnio zamówić w empiku "Uratuj
    > mnie" to nie mieli skąd zamówi bo nigdzie nie było :(.
    > A dziś w Tesco wypatrzyłam książkę "Twoje drugie ja" i ją wzięłam ,
    > jestem bardzo ciekawa i trochę się boję czy dobrze zrobiłam, może
    > ktoś z was ją czytał?

    Nie, ale czekam na twoją recenzję. Czy to też o borderze?
  • kkkkota 07.01.10, 09:32
    YYhhhhhh książki (twoje drugie ja) nie da się czytać, przynajmniej ja
    nie mogę, zmuszam się trochę. Muszę powtarzać to co przeczytałam po 3
    razy , po chwili znów myśli odpływają. Wogóle nie wciągająca, niestety.
  • cyntia33 08.01.10, 12:14
    kkkkota napisała:

    > YYhhhhhh książki (twoje drugie ja) nie da się czytać, przynajmniej ja
    > nie mogę, zmuszam się trochę. Muszę powtarzać to co przeczytałam po 3
    > razy , po chwili znów myśli odpływają. Wogóle nie wciągająca, niestety.

    szkoda :(

    --
    www.border.blox.pl
  • cyntia33 19.12.09, 20:04
    Uratuj mnie, kkkota, jest w Merlinie. Dostępne w 24h :)
  • annarchia 18.12.09, 08:54
    Bardzo bolesne słowa raniące prosto w serce...
    Uderzenie w twarz...
    Szantaże samobójstwem w godzinach jego pracy...
    Zerwanie relacji po tym wszystkim dobru, które dostałam...
    --
    Studium poczwarki (mój blog)
  • miumiu.only 18.12.09, 11:12
    Witam :)
    Życzę Wszystkim Miłego Dnia w śnieżny-mroźny-dzionek :D

  • mykolina88 22.12.09, 10:29
    Oczywiście grożenie, że się zabiję
    dzwonienie w chwili, kiedy się ciełam, bądź miałam atak bulimii <
    wzbudzanie w nim poczucia bezsilności>
    nieobecnośc duchem i ciałem, niesprawiedliwe porównania do innych
    ludzi, poniżanie i wytykanie najbardziej czułych błędów


    www.zajrzyj-domi.bloog.pl
  • marciatko84 18.12.09, 21:52
    Najgorsza rzecz jaką zrobiłam ukochanemu?!
    - zdradziłam go i co zakończyło ten związek. Zakochałam się w koledze z mojego
    roku i całowałam się z nim a później przez pół roku ukrywałam ten fakt;
    - próbowałam popełnić samobójstwo, a zatem opuściłam go i wszystkich wokół;
    - nienawidziłam go podczas naszych kłótni, wyzywałam (to oczywiście było w obie
    strony);


  • aka-tka 18.12.09, 22:31
    Nie mam najgorszej, raczej zawsze trzymalam sie jednego schematu:
    - flirt z innymi mezczyznami na jego oczach, przy czym jego traktowalam jak powietrze. Raz zamknelam sie z dwoma znajomymi w lazience... nie chce nawet myslec, co on wtedy przechodzil;
    - sugerowanie mojej zdrady, klamstwa, aby wzbudzic zazdrosc
    - nieodzywanie sie, nieodbieranie telefonu, wtedy gdy dalam powody do martwienia sie;
    - wyrzucanie z domu, lozka, wybieganie z samochodu, wychodzenie z jego domu bez wzgledu na pore;
    - szantazowanie, manipulowanie, slowa, ktorych nie powinnam nigdy mowic;
    - moze to byloby najgorsze: ciecie sie na jego oczach, udowadnianie, ze to co mowie o samobojstwie to moje rzeczywiste pragnienie i gdy tylko bedzie mi zle, nie bede sie wahac. Przez to ciagle bal sie o mnie... przez to tym latwiej bylo mi nim manipulowac... :(
  • cyntia33 19.12.09, 19:49
    O co chodzi z tym budzeniem zazdrości? Tyle z nas się do tego
    przyznaje? Albo flirtuje, albo zdradza albo symuluje zdradę. Po co to
    robimy? Żeby sprawdzić, czy jemu zależy? Bo nie zawsze chodzi o to, że
    nie możemy się oprzeć Temu Drugiemu, tylko, żeby sprowokować Tego
    Jedynego?
  • aka-tka 20.12.09, 14:40
    To chyba jeden z wielu testow na sprawdzenie uczuc partnera. Pokazanie, przynajmniej u mnie, ze moze mnie stracic. Szczegolnie w sytuacjach, gdy robi sie tak zwyczajnie i zaczynam myslec, ze juz mu na mnie nie zalezy.
    Masz racje, nie chodzi o oczarowanie nowa osoba, tylko potrzebe ciaglych zapewnien o uczuciu oraz strach przed porzuceniem. Prowokujac dostajesz to czego chcesz i choc przez chwile czujesz sie spokojna.
  • my_love7 23.12.09, 21:26
    Wczoraj stał się CUD. Spotkałem Swoją Miłość po 3 miesiącach
    niewidzenia w SUPERMARKECIE. Stała w kolejce do kasy tuż za mną.
    Odwróciłem sie bo poczułem Jej zapach (niepowtarzalny). I nie
    myliłem się. Wydaje mi sie że to nie przypadek. Co ma być to będzie.
  • dolna1 23.12.09, 22:50
    my_love7 napisał:

    > Wczoraj stał się CUD. Spotkałem Swoją Miłość po 3 miesiącach
    > niewidzenia w SUPERMARKECIE. Stała w kolejce do kasy tuż za mną.
    > Odwróciłem sie bo poczułem Jej zapach (niepowtarzalny). I nie
    > myliłem się. Wydaje mi sie że to nie przypadek. Co ma być to będzie.

    rozmawialiscie?
    zmieniło sie jej podejscie do Twojej osoby?
  • my_love7 24.12.09, 08:17
    Zamieniliśmy co prawda tyko kilka zdań, ale przeprosiła za wszystko
    i powiedziała że nie jestem Jej obojętny. To najważniejsze.
  • dolna1 24.12.09, 09:38
    Aby wszystko szło po Twojej mysli. Takie życzonka świąteczne dla Ciebie.
  • my_love7 24.12.09, 13:11
    Też życzę Ci Wszystkiego Najlepszego i dziękuję za cenne rady.
  • cyntia33 25.12.09, 18:12
    my_love7 napisał:

    > Wczoraj stał się CUD. Spotkałem Swoją Miłość po 3 miesiącach
    > niewidzenia w SUPERMARKECIE. Stała w kolejce do kasy tuż za mną.
    > Odwróciłem sie bo poczułem Jej zapach (niepowtarzalny). I nie
    > myliłem się. Wydaje mi sie że to nie przypadek. Co ma być to
    będzie.

    Śliczne takie cudy :) Wszystkiego dobrego.
    --
    www.border.blox.pl
  • adamek890 26.12.09, 12:23
    U mnie zupelnie inaczej, wczoraj kolejny raz ze mna zerwala..

    Znowu przezywam dramat.., wiem ze jest chora..ale chyba ja tez juz
    przypominam kogos chorego..wrakiem jestem.
  • topika10 27.12.09, 14:11
    Witam Wszystkich

    Robiłam te wszystkie wyżej wymienione w moim długim chorym życiu.
    Ale obecnie robię najgorsze - nie mieszkam z moim dzieckiem, oddalamy się od
    siebie bardzo, mieszkamy w innych miastach.
    Te święta na własne zyczenie spędziłam sama, nie wiem po co , dlaczego? Jest mi
    żle czuje się przegraną osobą. Nie spotkałam się w te dni z dzieckiem ani z
    rodziną. Nie wiem co dalej..
    dziecko mnie nie lubi , boi się mniei walczy ze mną.
  • selimah80 27.12.09, 18:14
    adamek890...mi wczoraj też udowodniono miłość w najgorszym wydaniu, pierwszy raz
    bałam się o siebie, kolejny raz dostałam ciosy fizyczne i psychiczne, teraz
    siedzę i się zastanawiam, które były bardziej bolesne...po fizycznych sińce i
    zadrapania znikną, a psychiczne? czy bpd musi tak wyniszczać osoby zdrowe? za
    to, że chcemy pomóc, ochronić, dać miłość,.... musimy tak mocno cierpieć?
    jak sobie z tym radzić?
  • adamek890 29.12.09, 17:24
    selimah80, chodź jestem w calkiem innej sytuacji bo mam ukochana,
    ktora jednak mnie napierdala z bezsilności. Doskonale Cie
    rozumiem..ciosy psychiczne bolą jeszcze mocniej..czesto mowie mojej
    kobiecie.."kopnelas lezacego.." Chorzy to widzą..tylko juz na
    spokojnie..

    Widzisz..Wszytsko polega na tym, że psychicznie zgadzmay sie na
    cierpienie.. i chodz to dziwne bo podobno mozmey odejść(chodz ja nie
    potrafie zostawic milosci mojej..) to jednak wszyscy mysla ze sami
    teog chcemy skoro dlaje ejstesmy z tymi osobami..jak chcesz pogadac
    mozmey na gg, Pozdro!dla wszystkich!z bdb mozna zyc!! a terapia trwa
    kolo 5lat..i pozniej jest dobrze..osoba chor ajets nadal ale udana
    terapia pozwala jej wyladowywac sie w inny sposob..radzic sobie z
    tym wsyztskim co ma w glowie
  • selimah80 04.01.10, 22:49
    hej, adamek890 podrzc mi gg na mikesz80@wp.pl ..pogadamy spokojnie
  • adamek890 05.01.10, 21:40
    poszło..

    Swoja drogą ja dostalem teraz mocny cios..o ktorym narazie tylko tu
    czytalem, a teraz spotkal mnie..:/

    Znowu nie moge zrozumiec bpd.., skoro osoba mnie kocha..w co
    faktycznie wierze..to jak moze przespac sie z kims na imprezie po
    pijaku..?

    Rozumiem chorobe w jakims stopniu(chyba nikt jej nie rozumie calkiem
    ale wydaje mi sie ze jak na osobe zdrowa duzo wiem..o terapii,
    przyczynach, lekach, itp.) jednak o ile "zwracanie uwagi facetow
    swoja osoba lub nawet symulowanie zdrady(mimo ze ja jestem swiecie
    rpzekonany ze to prawda)..ale teraz nie tlyko mi o tym
    powiedziala..to jeszcze inne zrodlo mi to potwierdzilo jako fakt
    dokonany..

    Jak mozna oddac swoje cialo po alkoholu?

    Pytanie do chorych ktorym to sie zdarzylo..jak sie czuliscie po tym?
    (chce zrozumiec moja kobiete)
    Czym moglo to byc spowodowane(przed wejsciem dzwonila ze mnie bardzo
    kocha) nastepny telefon byl rano..z informacja..ze stalo sie cos
    strasznego..- krotko i na temat..podobno koles ją wykorzystal jak
    miala zgona.. boze nie wierze ze to napisalem..

  • grow888 05.01.10, 22:07
    adamek890 napisał:


    > Znowu nie moge zrozumiec bpd.., skoro osoba mnie kocha..w co
    > faktycznie wierze..to jak moze przespac sie z kims na imprezie po
    > pijaku..?

    bo jej się wtedy akurat spodobał, bo "chciało jej się bzykać", bo..... Niezależnie jak będziesz blisko danej osoby i jak dużo dla niej zrobisz, ona może Cię potraktować jak zupełnego, nic nie znaczącego śmiecia. Takich osób nie można kochać, bo w przeciwnym razie cię zniszczą.

    > (chce zrozumiec moja kobiete)

    powiedz, jej że jest twoją kobietą... hehehe... ;)

    Ona sama siebie nie jest w stanie zrozumieć, a co dopiero Ty. Zrozumieć można coś co jest logiczne.
  • tyline 05.01.10, 22:29
    Wiesz, kiedy ja to robiłam, kila razy, nawet mi nie było głupio,małam wręcz
    satysfakcje z mojej przygody, mojej mocy i chęci wyrządzenia krzywdy, bo miałam
    w głowie chore myśli, że to ja jestem krzywdzona przez faceta.
    Ona wcale nie musiała być pijana aż tak bardzo, a teraz tak mówi bo jej
    chwilowa faza sie zmienia.
    Chciała też adoracji, uwielbienia i wydawało jej sie , że ten inny facet jej to
    daje, idealizowała go.
  • adamek890 08.01.10, 15:19
    a co czulas pozniej? nastepnego dnia..jakies refleksje?..czy dalej
    bylas zadowolona ze mowilas chlopakowi ze go kochasz a pozniej go
    zdradzilas?
  • adamek890 08.01.10, 15:21

    > bo jej się wtedy akurat spodobał, bo "chciało jej się bzykać",
    bo..... Niezależ


    skoro po poprostu chcialo jej sie bzyknac...takich typiar i maniurek
    sa setki..w miescie..nie ma w tym glebi jakiejs? po prostu chciala
    sie bzykac?
  • cyntia33 08.01.10, 16:29
    Głębia? Pewnie jest. Może chciała cię sprawdzić? Czy twoja miłość jest
    wystarczająco silna, żeby przetrwać i to?
    --
    www.border.blox.pl
  • dinsky 23.01.10, 14:17
    ale jak sprawić by w ogóle poszła do specjalisty? kiedy jest się na etapie,ze
    nie można sprawić by otworzyła drzwi od pokoju w którym zabarykadowała się na
    noc przed "atakiem" kochającej kobiety, mam coraz mniej sił, to trwa.......i się
    nasila,kiedyś po jakimś czasie były obietnice i jakieś poczucie winy, teraz jest
    milczenie i kiedy minie, nie wolno wracać do tego co zaszło,rezygnuję z siebie
    krok po kroku bo jakaś siła mnie tu trzyma, ale to bardzo boli
  • aura-ora 23.01.10, 16:30
    kiedy jest się na etapie,ze
    > nie można sprawić by otworzyła drzwi od pokoju w którym
    zabarykadowała się na
    > noc przed "atakiem" kochającej kobiety

    czy piszesz o związku dwóch kobiet?
  • dinsky 25.01.10, 10:19
    nie , nie piszę o związku dwóch kobiet, ja jestem kobietą i raczej
    nie używam przemocy:) zabarykadowuje się "silny" facet
  • 40andwinning 20.02.10, 23:13
    rezygnuję z siebie
    > krok po kroku bo jakaś siła mnie tu trzyma, ale to bardzo boli

    dinsky, piszę do ciebie ale też do innych którzy są w związkach z
    borderami i cierpią, ale jakaś siła ich trzyma... Słuchajcie, sama mam już
    dość i zaczęłam patrzeć na siebie przez lupę, bo w moim związku coraz
    częściej słyszę, że to ja jestem taka owaka (i to wcale nie w odpowiedzi
    na jakieś ataki werbalne z mojej strony), i już całkiem siada mi poczucie
    własnej wartości :( Więc żeby się ratować zaczęłam szukać informacji o tym
    jak zwiększyć swoje poczucie włąsnej wartości, jakoś od tego doszłam
    do "przyznania" przed sobą, że jestem DDA (dorosłe dziecko alkoholika) -
    co oczywiście wiedziałam całe życie jednak ponieważ w życiu poza związkiem
    radziłam sobie całkiem normalnie to wydawało mi się, że jednak jakoś te
    przeżycia z dzieciństwa nie mają wpływu na mnie w tej chwili. Myślałam, że
    znajdę w necie jakieś grupy wsparcia dla osób DDA, ale nie bardzo :(
    W "realu" może takie są ale pewnie tylko w dużych miastach? W każdym razie
    trafiłam na stronkę na której inni pytali o terapię dla DDA i był tam
    m.in. wpis od osoby, która pisze pracę licencjacką (chyba) i prosiła o
    anonimowe wypełnienie ankiety. W zamian obiecywała książki o tematyce
    związanej z DDA, z toksycznymi związkami, itp. Skontaktowałam się z nią i
    zrobiłam ankietę (niezbyt długa), i poprosiłam o książkę z jej listy -
    "Toksyczne związki". PRzeczytałam już prawie całą, JEDNYM TCHEM.
    Rewelacja. Niestety pokazuje mi jak na dłoni, że w dzieciństwie nie miałam
    jak ustalić sobie pewnych granic (w tej książce jest to bardzo dokładnie a
    bardzo prosto opisane) i dlatego w bliskim związku właśnie spotykają mnie
    takie problemy, jakie mnie spotykają, a mimo wszystko "nie potrafię"
    odejść. Wygląda na to, że niestety ci, którzy trwają w związkach z osobami
    z "aktywnym" BPD to osoby wykazujące syndrom "współuzależnienia", taki
    wyniesiony np. z domu w którym rodzic był w jakiś sposób uzależniony (czy
    to od sybstancji chemicznej, czy od seksu, czy nawet od religii). A więc
    przede wszystkim trzeba pomóc SOBIE. Mam nadzieję, że powoli uda mi się to
    zrobić. Zostało mi jeszcze do przeczytania jakieś 30 stron książki,
    zobaczę, czy autorka pisze jak w dorosłym życiu ustanawiać sobie granice w
    takich bliskich, raniących związkach z osobami, które zachowują się
    właśnie tak jak borderowcy. Autorka sama była "współuzależniona", ale była
    w stanie wyjść z problemu, wygląda na to, że ma dobre małżeństwo i dobre
    kontakty z dziećmi. Jej mąż prowadził klinikę dla osób z uzależnieniami i
    ona w tej klinice pracowała; chyba tak się poznali. Facet musiał mieć
    anielską cierpliwość :) a może uznał też kobietę za "ciekawy przypadek
    kliniczny" i tak się do niej zbliżył ;P W każdym razie owocem tego związku
    jest kilkoro dzieci i ta książka... Dla mnie naprawdę REWELACJA. Opisane
    są w niej mechanizmy zaburzeń w relacjach międzyludzkich, i można się
    dokładnie przyjrzeć i swoim własnym zachowaniom (gdzie "popełniamy błąd"),
    a też rozpoznać CZEMU partner (np. z BPD) zachowuje się nieraz tak dla nas
    dziwacznie, raniąco, itd. To pomaga zredukować stres... w każdym razie
    MNIE ogromnie.

    Zamierzam też w najbliższym czasie przeczytać "Kobiety które kochają za
    bardzo". Słyszałam już o tej książce wcześniej, ale jakoś do niej nie
    dotarłam. A teraz przeczytałam wprowadzenie i wiem, że po prostu MUSZĘ ją
    przeczytać. Zobaczcie:

    "Jeżeli miłość oznacza dla nas cierpienie, kochamy za bardzo. Jeżeli z
    bliskimi przyjaciółmi rozmawiamy głównie o nim, o jego problemach, jego
    myślach, jego uczuciach; jeżeli prawie każda nasza wypowiedź rozpoczyna
    się słowem „on", kochamy za bardzo.
    Jeżeli wciąż rozgrzeszamy go ze złych humorów, znieczulicy, przykrego
    usposobienia, wybuchów złości kładąc wszystko na karb nieszczęśliwego
    dzieciństwa; jeżeli staramy się być terapeutą, kochamy za bardzo.
    Jeżeli w trakcie lektury jakiegoś poradnika zakreślamy ustępy, które mogą
    okazać się mu przydatne, kochamy za bardzo.
    Jeżeli nie lubimy jego charakteru, zachowania i postaw, a zarazem sądzimy,
    że zechciałby się dla nas zmienić, gdybyśmy tylko były dość atrakcyjne i
    czułe, kochamy za bardzo.
    Jeżeli związek z nim naraża na szwank naszą równowagę emocjonalną, a nawet
    nasze zdrowie i bezpieczeństwo, kochamy z pewnością za bardzo."

    W tytule są "kobiety, które kochają za bardzo", ale myślę, że równie
    dobrze mężczyźni mogą "kochać za bardzo".

    Dalej we wstępie: "Postarajmy się wyjaśnić, dlaczego wiedząc już, że
    związek nie zaspokaja naszych potrzeb, nie potrafimy położyć mu kresu.
    Pokażemy również, jak miłość przeradza się w miłość przesadną, gdy partner
    okazuje się nieodpowiedni, obojętny lub nieprzystępny, a my nie umiemy się
    z nim pożegnać, ponieważ tym bardziej nas do niego ciągnie. Zrozumiemy
    wówczas, jak nasza potrzeba miłości, nasza tęsknota za miłością, a
    wreszcie sama miłość staje się nałogiem."

    Niestety wszystko wskazuje na to, że nawet jeśli my sami/same nie jesteśmy
    borderowcami, to TRWAJĄC I CIERPIĄC w związku z osobą, która jest
    borderowcem, najwyraźniej jesteśmy od tego związku jakoś uzależnieni. To
    smutna prawda, ale jeśli ktoś się już nacierpiał dość, tak jak ja, z ulgą
    przyjmuje do wiadomości, że można SAMEMU coś zrobić, żeby przestać tak się
    męczyć. Bo na borderowca/alkoholika/narkomana nie ma co liczyć.
  • dinsky 23.01.10, 14:08
    wiem co przeżywasz, najgorsze jest to,ze decydując się na taki związek nie ma
    się pojęcia,że człowiek może mieć dwa oblicza, aż...pierwszy raz, potem coraz
    dalej, częściej, boleśniej, cios i ucieczka w milczenie, mnie najbardziej
    rozwala brak jakiejkolwiek metody by dotrzeć ... poniżanie już boli coraz
    mniej-najbardziej fakt,ze trzeba być idealnym by niczym nie sprowokować, ale nie
    wolno niczego oczekiwać, trzeba cieszyć się z tego co się w ogóle dostanie i
    czekać, czekać, czekać .....................
  • piotrpiat11 02.02.10, 22:10
    Witaj. przeczytałem Twoje niepewności co do osoby którą się kocha.
    CO ZROBIŁEŚ ??????? doradż proszę .........
  • zgrzytnica 08.02.11, 20:37
    zdradziłam. czasem mam potrzebę zrobić mu coś wstrętnego, tylko po to, żeby go oczyścić z urojonych sobie przeze mnie win, żeby bardziej kochać
  • czita88 14.02.11, 21:54
    Albo żeby się zemścić za urojone winy, odkuć, by cierpial bardziej...

    Ja przyznałam się do zdrad. Bardzo licznych. Stopniowo, co jakiś czas wychodziła nastepna (o wszystkich jeszcze nie wie), potem znów po przyrzeczeniu że już nigdy w życiu nie zdradzę & nie rzucę go po durnej awanturze (-> by zdradzić z czystym sumieniem) i długich miesiącach (dla mnie) wierności... DO dziś żałuję że się przyznałam (po ponad roku bycia razem). Wtedy miało to na celu by ostatecznie przekonał się jak jestem poroniona, by odszedł, OCALIŁ SIĘ. Ale on nadal (2,5 roku razem) chce być ze mną a z każdą informacją (i tygodnie po) niewyobrażalnie cierpiał. Lepiej by mu było w niewiedzy (wiedział od początku o bpd i że nie byłam wierna w poprzednich krótkich związkach)...
    Poza tym wielokrotnie zdradzałam, bez wyrzutów sumienia. Nie dla przyjemności tylko żeby podnieśc sobie swoje poczucie wartości (tak bardzo mnie pragnał, był tak zachwycony po, a teraz ja go oleję) / w odwecie po kłótni / bo było mi żal tego z którym zdradzałam/czułam wyjątkową bliskość/impuls/ i co najbardziej chore i zabawne - żeby zarobić kilka stów i pomóc mu w jego problemach z długami.

    Całowałam się pijana na jego oczach z jego bardzo dobrym kumplem, wcześniej siedziałam mu na kolanach (a on... nie mogę tego napisać, ale pieścił mnie a ja patrzyłam wtedy w oczy mojemu który sie nie zorientował), potem nie chcialam iść z moim do domu , wolałam zostać z kolegą i chcieliśmy się kochać. On wrócił wywlókł mnie stamtąd uciekłam a jak wróciłam za 2 h po auto to wyciągnął mnie z niego i spizgał, bił bez litości (choć nie tak żeby zabić). I to najlepsze co zrobił w życiu ;( !!!!!! Równoczesnie najgorsze co zrobił mi, lecz wybaczyłam mu , zapomniałam, wciąż "kocham" (bpd bez "..." nie powinni używac tego słowa).

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka