Dodaj do ulubionych

dla partnerów osob dotknietych BPD

15.05.10, 11:57
Kilka dni temu dowiedziałam się,że mój były partner jest dotknięty BPD. W jeden chwili wszystko wywróciło mi sie do góry nogami. Poczułam ogromną siłę, że nie jestem sama,że innych ludzi też to spotkało. Będąc w dośc długim związku z borderem ( nie majac pojecia o czyms takim jak bordeline) uważałam,że nikt inny nie zrozumie tego co przezywam, zadreczalam sie bo inni nie rouzmieli jak moge byc z kims kto mnie zdradza, oszukuje, nie szanuje. Ciagle slyszałam, że to zły człowiek, nie dla mnie itd. Teraz juz wiem, ze on tak naprawde nie jest niczemu winien.

Zastanawia mnie tylko,czy ja nie przesiakłam pewnymi cechami bordera, czy bede wstanie byc w " normalnym" zwiazku. Boje sie ze kazdego kolejnego partnera bede traktowac z ta ogromna delikatnoscia, ktora mi sie wytworzyla przez bycie z borderem. Piszciee o swoich doswiadczeniach!

Pozdrawiam wszystkich i jestem niezwykle wdzieczna, ze istnieje miejsce gdzie moge sie wkoncu wygadac i wymienic doswiadczeniami bez leku ze ktos mnie nie zroumie.
Edytor zaawansowany
  • extranova 17.05.10, 11:34
    Mamy podobne historie. Ja tez doweidziałam się po czasie, po
    zakonczeniu związku o który walczyłam wbrew wszystkim, nawet wbrew
    sobie.
    Panicznie balam sie,ze bede sama do konca zycia,ze nigdy nikogo tak
    nie pokocham. Stało sie jednak inaczej, jestem bardzo szczesliwa z
    idealnym facetem. Czy przenosze coś z tamtego zwiazku na ten? Chyba
    nie, na poczatku bylam podejrzliwa, nieufna, wciaz mialam
    nadzieje,ze wroce do tamtego. Trwalo to ok roku. ALe powoli
    oczyszczalam sie z tego toksyka i teraz zyje juz bez łez i
    nieprzespanych nocy. Jestem szczesliwa
    Ale o tym co bylo i jak kiedys kochalam-nie zapomne.
  • krowawkropki 17.05.10, 17:27
    Macie szczęście ponieważ jesteście kobietami więc wam będzie zawsze się
    współczuło. Jestem facetem i .... ona jest BPD, wcale nie jest to fajene
    ponieważ na nas się patrzy tak jakbyśmy nie mogli zapanować nad wredną babą.
  • extranova 18.05.10, 10:01
    jezel ktoś nie rozumie problemu związków z osobami borderline, to
    nie bedzie nikomu wspolczuł- ani kobiecie ani mezczyznie- dla osob
    postronnych nasza miłość bedzie wygladała jak kurczowe trzymanie się
    kogoś kto nas nie chce. Pomijając,że czasami sama tak sie czułam,
    nawet jeżeli intuicyjnie wiedziałam,że jest inaczej.
    Wspolczucie bylo mi niepotrzebne, tylko mnie irytowało.
  • krowawkropki 18.05.10, 23:56
    - dla osob
    > postronnych nasza miłość bedzie wygladała jak kurczowe trzymanie się
    > kogoś kto nas nie chce. Pomijając,że czasami sama tak sie czułam,
    > nawet jeżeli intuicyjnie wiedziałam,że jest inaczej.

    swieta prawda ....
  • rudasuka21 24.03.15, 17:55
    Trzymam za was kciuki kochane. Wiem jacy potrafimy być okropni, ale to nie ejst tak ze oni chcieli was ranić. To polega na tym że chcemy tej abolutnej miłości, wszytsko co robimy, chociaż czasami jest to naprawdę okropne, jest jakby zabezpieczeniem przed utratą tego chwiejnego poczucia bezpieczeństwa. Jedyne co mogę wam powiedzieć na pocieszenie, to będąc w zwizku z borderem, mozecie być pewne że byłyście dla niego całym światem, i każdą głupota którą robił była wynikiem jego panicznego strachu przed odrzuceniem. Teraz moze wydawać się wam że jesteście okropnie skrzywdzone, i na pewno tak jest, ale wierzcie mi że w ich głowach dzieje się o wiele gorsze piekło. Czasami sama mam wrażenie ze popadam w obłęd ;)
  • katarzyna897 18.05.10, 13:07
    Moim zdaniem to nie ma znaczenia czy osoba dotknieta BDP jest kobieta czy mezczyzna, partnerzy tych osob niezależnie od płci przechodzą to samo.Poprostu musza sobie zdawac sprawe, ze czeka ich pieklo przeplatane rajskimi chwilami i tyle. Trzeba naprawde kochac zeby to wszystko znosic. Ja z perspektywy czasu zastanwiam sie czy kochalam i co raz czesciej wydaje mi sie ze zostaalm tak mocno zmanipulowana ze porpostu dzialalam jak automat. Podejzrewam ze zarowno border jak i jego partner nie moze miec do konca pewnosci czy laczace ich uczucie to miłość.
  • krowawkropki 18.05.10, 16:52
    Nasi wspólni znajomi, walą się w głowę aż chuczy i mocno się zastanawiają co u
    diaska ja robię. Czemu chcę z nią być, przecież ta dziewczyna kompletnie nie
    zasługuję na moją uwagę. Zachowuje się tak skandalicznie, że frunęła by ze
    swoimi rzecami przez okno. Mimo tego ona, kocham ją. Może przez wspomnienie tych
    pierwszych chwil, kobieta z BDP jest w pierwszym momencie niesamowitą kochanką.
    Dlatego polecam, każdemu facetowi nie ma to jak z kobietą z BPD ale tylko jako
    kochanką, potem cóż .... MASAKRA
  • czita88 18.05.10, 21:52
    Wiem że to wątek z tytułu nie dla mnie :), ale chyba mogę się
    wypowiedziec?
    Mimo że jesteś trochę brutalny krowawkropki (gdy co jakiś czas
    zachwalasz swoją bpd za seksualne umiejętności pojawiają się w mojej
    głowie, jak przy każdym konfilkcie, znów te chore przypuszczenia że
    mój T może ze mną być tylko z pewnych przyczyn :( a nie z
    miłości...) to masz dużo racji... Już ładny czas temu w rozmowie z
    przyjaciółką stwierdziłyśmy że ja jestem wprost idealną kandydatką
    na kochankę (a zdarzyło mi się pełnić tę rolę), ze względu na moje
    hmm... wyuzdanie, pociąg do przygód i ryzyka, brak zahamowań, też to
    że straszna ze mnie flirciara itd..., a ona idealną kandytatką na
    żonę :) - absolutnie wierna, umiejąca pysznie gotować, pracowita, z
    zasadami, oddana, zdystansowana do wszystkich otaczających ją
    mężczyzn (czyt. wręcz nieśmiała), tyle że w sprawach łóżkowych
    totalna lipa....
    Ale ja chcę kochać, chcę się poświęcać, dbać, wspierać, szanować,
    dotrzymywać wierności i obietnic... Chcę się tego nauczyć! Niczego
    nie pragnę bardziej niż czuć się pewnie i bezpiecznie, czuć się
    potrzebna i niezastąpiona, kochana - przy tym JEDNYM jedynym... Póki
    co znajomi myślą że mu odbiło że ze mną jest i dużo się nie mylą :)
    kocha jak wariat, a ja-pesymistka wciąż czekam aż mu przejdze i
    nic...
  • krowawkropki 18.05.10, 23:36
    Przepraszam za mój jasy i prosty styl. Może jest zbyt bezpośredni ale staram się
    dotykać sedna.
    Życie z osobą z BPD to żadna pewność dnia następnego, kompletnie nie można nia
    nich polegać w sprwach domowych. Szanowne Panie i Szanowni Panowie, życie składa
    się z obiadu i naprawionego sprzęgła.
    Moja BPD nie mogła kompletnie pojąć że ja okazuję jej miłość każdego dnia, że
    rano wstaję do pracy, pracuję i dzielę się swoim dochodem z nią, że chodzę z nią
    do lekarza i pytam się co będzie dzisiaj na obiad.
    Uważała i uważa, że kompletnie nic dla niej nie robiłem, mimo tego że miała
    gdzie spać i co jeść, to ja dla niej nic.
    Natomiast jako kochanka, perfekcyjna.
    Kobieta z BPD, to naprawdę skarb ale tylko na pewien dystans życiowy, potem
    zaczyna się ugór który trzeba orać i orać i orać i tak w nieskończoność.
    Co ważne, te zaburzenia pochodzą z domu rodzinnego. Więc po okresie kiedy jesteś
    najdoskonalszym człowiekiem na świecie, to to co powie mama jest najważniejsze
    na świecie. Jak mama powie skacz dziewczynko z BPD to ona skoczy. Może to
    idiotyczne ale prawdziwe, i za nic w świecie nie wytłumaczysz BPD że mama ją
    podpuszcza. Bo mama to świętość mimo tego że ją skrzywdziła emocjonalnie nie
    dając się jej rozwinąć jako kobiecie.
    Tak więc, jak wygląda życie z BPD.
    Kochasz tak mocno ją ponieważ w jej ramionach czujesz się szczęśliwy i
    spełniony, potem następuję twoja dewaulacja jako człowieka. Następnie, jesteś
    kochany a potem ciebie nienawidzi. I tak w koło Maciej. Życie takie, jest
    conajmniej niepewne.
    Moja BPD też była kochanką żonatego i to nie jeden dzień.
    BPD lubi cały czas atrakcje życiowe, a ty chciałbyś stabilizacji. Konflikt
    gotowy. Czy moja BPD może mnie zdradzić, może zrobiła to ....

    Miłość do kobiety BPD to miłość całkowita, nigdy nie poznałem takiego uczucia.
    Nasi znajomi, pukają się w czoło mocno jak słyszą o Niej. Ubaw mają wielki,
    najbardziej pieszczotliwe określenie to "dzieciak". Mimo wszytko kocham tą
    dziewczynę ponieważ kiedy jest choroba w cofaniu się jest najbardziej wspaniałą
    kobietą na świecie.
    Czasami można powiedzieć, że miłość do BPD jest jak masochizm a ja nie jestem
    masochistą.
    Nigdy nie przestanę jej kochać, to jest nie możliwe z powodu właśnie tych jej
    dobrych chwil.
  • halina0302 29.06.10, 00:38
    zgadzam sie z toba. pomimo tylu trudow, jakie sie znosi z osoba z borderlne
    bardzo sie ja kocha. bo oni/one tez potrafia bardzo kochac i rozkochac w sobie,
    a potem rania i nie wierza w twoja milosc i zangazowanie dla nich. kocham go
    bardzo, ale niestety po ponad 20 latach przyszedl moment, ze mnie odrzuca. nie
    chce byc ze mna, wszystkim to oglasza, hoc poczatkowo mielismy tylko "odpoczac
    od siebie". wiem, ze sie zapetla, a potem nie bedzie juz mial wyjscia.
    czuje sie zle, tesknie za nim i martwie sie o niego.
  • idaho7916 09.07.10, 22:58
    krowawkropki napisał:

    > Przepraszam za mój jasy i prosty styl. Może jest zbyt bezpośredni ale staram si
    > ę
    > dotykać sedna.
    > Życie z osobą z BPD to żadna pewność dnia następnego, kompletnie nie można nia
    > nich polegać w sprwach domowych. Szanowne Panie i Szanowni Panowie, życie skład
    > a
    > się z obiadu i naprawionego sprzęgła.
    > Moja BPD nie mogła kompletnie pojąć że ja okazuję jej miłość każdego dnia, że
    > rano wstaję do pracy, pracuję i dzielę się swoim dochodem z nią, że chodzę z ni
    > ą
    > do lekarza i pytam się co będzie dzisiaj na obiad.
    > Uważała i uważa, że kompletnie nic dla niej nie robiłem, mimo tego że miała
    > gdzie spać i co jeść, to ja dla niej nic.
    > Natomiast jako kochanka, perfekcyjna.
    > Kobieta z BPD, to naprawdę skarb ale tylko na pewien dystans życiowy, potem
    > zaczyna się ugór który trzeba orać i orać i orać i tak w nieskończoność.
    > Co ważne, te zaburzenia pochodzą z domu rodzinnego. Więc po okresie kiedy jeste
    > ś
    > najdoskonalszym człowiekiem na świecie, to to co powie mama jest najważniejsze
    > na świecie. Jak mama powie skacz dziewczynko z BPD to ona skoczy. Może to
    > idiotyczne ale prawdziwe, i za nic w świecie nie wytłumaczysz BPD że mama ją
    > podpuszcza. Bo mama to świętość mimo tego że ją skrzywdziła emocjonalnie nie
    > dając się jej rozwinąć jako kobiecie.
    > Tak więc, jak wygląda życie z BPD.
    > Kochasz tak mocno ją ponieważ w jej ramionach czujesz się szczęśliwy i
    > spełniony, potem następuję twoja dewaulacja jako człowieka. Następnie, jesteś
    > kochany a potem ciebie nienawidzi. I tak w koło Maciej. Życie takie, jest
    > conajmniej niepewne.
    > Moja BPD też była kochanką żonatego i to nie jeden dzień.
    > BPD lubi cały czas atrakcje życiowe, a ty chciałbyś stabilizacji. Konflikt
    > gotowy. Czy moja BPD może mnie zdradzić, może zrobiła to ....
    >
    > Miłość do kobiety BPD to miłość całkowita, nigdy nie poznałem takiego uczucia.
    > Nasi znajomi, pukają się w czoło mocno jak słyszą o Niej. Ubaw mają wielki,
    > najbardziej pieszczotliwe określenie to "dzieciak". Mimo wszytko kocham tą
    > dziewczynę ponieważ kiedy jest choroba w cofaniu się jest najbardziej wspaniałą
    > kobietą na świecie.
    > Czasami można powiedzieć, że miłość do BPD jest jak masochizm a ja nie jestem
    > masochistą.
    > Nigdy nie przestanę jej kochać, to jest nie możliwe z powodu właśnie tych jej
    > dobrych chwil.


    Witam.

    Bylem w zwiazku malzeniskim z kobieta z BPD. Przezylem pieklo, mamy razem
    dziecko, coreczke. Bogu dzieki corka jest pod moja opieka.

    Moja nalepsza rada: uciekaj, uciekaj, uciekaj! . Nic dodac nic ujac. Jakkolwiek
    sie na to patrze, z perspektywy czasu wszystkie opinie typu, ze BPD sa wspaniale
    i niezrozumiane i ze same przezywaja katusze na mnie juz nie dzialaja. Jednego
    wiem, ze osoby z BPD potrafia z czlowieka zrobic wrak, klebek nerwow i
    niejednokrotnie po takim zwiazku trzeba samemu szukac wsparcia u psychologa.

    Po wlasnych poszukiwaniach doszedlem do wniosku, ze wlasnie... do "tanga" trzeba
    dwojga i wlasnie ososby ktore sie wiaza z Borderline same sa w jakims stopniu
    nie calkiem zdrowe... np jesli posiadasz chec "ratowania" kogos za wszelka
    cene... tylko, ze ta osoba wcale nie chce byc uratowana i w finale ciagnie
    Ciebie za soba w otchlan szalenstwa.

    Pozdrawiam i zapraszam do kontaktu

    Idaho
  • cierpliwa28 19.01.13, 16:27
    Witaj,
    z dokładnie czytałąm to, co napisałeś.
    Czy mężczyznę, który jest w związku z kobietą-borderem, który podobno kocha nieprzeciętnie, można jakoś z tego "wyciągnąć"?
    Jestem kobietą, która darzy uczuciem mężczyznę (podobno z wzajemnością) będącego aktualnie z kobietą-borderem. Boję się o niego, o to by nie zatracił siebie. Byliśmy razem przez jakiś czas, jednak kobieta-border wróćiłą, przeprosiła a on na skinienie przebaczył różne świństwa. Manipuluje nim jak tylko się da. A on robi wszystko czego ona zachce, ponieważ uważa, że "jeśli da jej się, czego chce, to nie będzie miała ataków..." . Co o tym sądzić??
  • totalclassic 23.08.14, 16:01
    Odświeżam, za co przepraszam, ale powyższy tekst w 100% oddaje moje spostrzeżenia. 

    Dziękuję

  • krowawkropki 18.05.10, 23:39
    Jestem z moją BDP bo ją kocham, nie ma innego powodu.
  • katarzyna897 19.05.10, 10:12
    Człowiek który nigdy nie był z borderem, absolutnie nigdy nie pojmie tego
    uczucia, nigdy nie zrozumie.
  • ms.murder 18.09.10, 23:17
    przeczytalam dokladnie Wasze wypawiedzi i...brakuje mi slow, sama walcze z bpd od 16 roku zycia (teraz mam 22) i oczywiscie wspolczuje Wam tego ze spotkaly was te rozne przykre lub nawet straszne sytuacje w zyciu, ale chcialabym tylko uswiadomic niektorych ze bpd to nie grypa ludzie sie tym nie zarazaja, bpd ma wiele podluz bardzo czesto jest to molestowanie seksualne ,gwalt czy agresja lub rozbita rodzina czy obojetnosc ze strony najblizszych w dziecinstwie lub okresie dojrzewania. Nikt nie chce miec bpd! wielu nie chce zyc z bpd kiedy juz zorientuje sie ze to'' to''..Ale czy to znaczy ze nie mamy prawa do milosci...do zycia...ze jestesmy czyms gorszym-nie dosc ze spotkalo nas cos zlego w przeszlosci to nie mamy tez szans na przyszlosc...Wiem , ze bycie z bpd to walka dzien w dzien...ale wielu z nas tez walczy i to zazwyczaj nie dla samych siebie ale dla kogos kogo kochamy....a tutaj czytam ze w gruncie rzeczy to nie mamy prawa do tej walki. A jezeli zabierzecie nam prawo do milosci ..nie bedziemy juz mieli dla kogo walczyc.

    Od roku jestem z moim partnerem ...od pierwszego dnia z nim...walcze by byl szczesliwy i bym nie sprawiala mu bolu. jestem swiadoma tego co mi dolega i wiem do czego jestem zdolna ale nie chce mu tego pokazywac ...chce tylko by widzial moja milosc...oczywiscie sa dni kiedy jest trudno...kiedy brakuje mi sil ale nawet kiedy upadam ...to podnosze sie bo widze jedo reke wyciagnieta w moja strone..to dla mnie znak ze moge zyc i oddychac na ''powierzchni'' jak inni. oczywiscie kazdy jest inny,takze kazdy border jest inny, ja postawilam na zycie dla innej osoby i to daje mi sile, moj partner od poczatku wiedzial co mi dolega i poznal moja historie od razu, bo stawiam na szczerosc, od kad z nim jestem odzucilam leki, bo chcialam wygrac wlasnymi silami ze sama soba...i oto jest ja i moje bpd i ten rok caly 365 dni ZWYCIESTWO z malych potknieciami ale bez lekow bez krzywdzenia siebie i Jego ...pelna wiary ze mozna i ze trzeba...
    wiem ze to nie koniec ... ale ja wciaz walcze i wcale nie chce przestac bo mam kogos kto jest ...i jest ze mna, zaryzykowal i walczy ze mna ramie w ramie...
    czesto pisalam tu Wasza walka i Nasza
    ale tak naprawde wszyscy walczymy razem...chodzi o milosc, kazdy jej pragnie i kazdy zasluguje na nia, bez wzglegu na to kim jestesmy.
    do osob z bpd :warto walczyc dla kogos z samym soba ,bo mozesz uszczesliwic dwie osoby na raz i...zyc
    do partnerow,bylych partnerow i innych;nikomu nie moge powiedziec ze powiniem z kims zostac jezeli jest nieszczesliwy...ale nie moge pozwolic na budowanie stereotypow...ze ludzie z bpd niszcza innym zycie ,ze z takimi osobami nie mozna sie zwiazac...bo to nie prawda..
    zycze wszystkim wiele milosci ,sily i samych wschodow slonca.
  • anaanaltd 06.12.10, 02:19
    do ms.murder. Dodałaś mi swoją wypowiedzią dużo siły i wiary, że on może sie wyleczyć. Dziękuję
  • pszakal14 02.03.11, 21:21
    DZIEKUJE BARDZO ZA TWOJA WYPOWIEDZ,ZA TO,ZE CZYTAJAC JA POPLAKALEM SIE,MAM 41 LAT I OD ZAWSZE MAM BORDERLINE,OD BARDZO DLUGIEGO CZASU NIE SADZILEM,ZE SPOTKA MNIE JAKAKOLWIEK PRZYJEMNOSC,A TU PROSZE CZYTAM TWOJA OPOWIESC I POCZULEM SIE LEPIEJ,JAKBY KTOS OFIAROWAL MI TROCHE NADZIEJI,ZE MOZNA POKOCHAC KOGOS I BYC Z NIM
    JEDNOCZESNIE WALCZAC Z CHOROBA.
    JESZCERAZ BARDZO DZIEKUJE I POZDRAWIAM
  • krowawkropki 18.05.10, 23:42
    Zachowuje się tak skandalicznie, że frunęła by ze
    > swoimi rzecami przez okno

    raz tak przegieła ze pofrunela
  • extranova 19.05.10, 12:00
    kiedyś zastanawiałam się czy go kochałam czy po prostu byłam
    uzalezniona- teraz po kilku latach izolacji nie pragne juz
    desperacko jego zainteresowania, nie mam go w glowie 24 h na
    godzine, w ogole widze go raz na pol roku może-ale nie było
    dnia,zebym o nim nie myslała. Krzywdził mnie tak mocno,tak
    dogłebnie, kpił z tego co kochałam, wymyslał wady których nie
    miałam, a ja nadal w głebi serca go kocham. Inaczej niż kiedys, ale
    kocham. Chociaz najwazniejszy jest dla mnie obecny partner.
    Faktycznie ktoś, kto nie był w takim związku, nigdy nie zrozumie
    powodów dla których to wytrzymujemy. Ja sama bym siebie nie
    zrozumiała, dopoki mnie to nie spotkało. Do konca wierzyłam,ze w
    koncu pod wpływem mojego uczucia i cierpliwosci, on przestanie być
    tak okrutny- i bedzie tak cudowny jak bywał przez godzine, dwie w
    ciagu tygodnia, miesiąca.
    ZA jedną chwile jego słabosci, czułego gestu, zapominałam kazdą
    krzywde. Ale to niestety w moim przypadku było czekaniem na
    emocjonalną śmierć.
    Nie wiem czy tak jest zawsze, nie chce uogólniać, ale co do tego
    zachwycania się seksem w przypadkow "borderlinów", to faktycznie
    jest szał, tyle w tym namietnosci,ale...po pewnym czasie za duzo w
    tym było wulgarnosci, a za mało czułości. Ale mezczyzna moze inaczej
    to odczuwać.
  • krowawkropki 19.05.10, 12:19
    Szanowne Panie, moje poprzedniczki. Ja mam odwrotną sytuację, bo ona jest kobietą.
    Po związku z osobą z BPD, nie jestem już w stanie związać się z nikim tak
    naprawdę jak z nią. To jest nie możliwe, nie wiem z czego to wynika. Może
    dlatego, że człowiek oddaje całego siebie nie oczekując kompletnie niczego od
    drugiej osoby.
    Moja BPD, dała mi tak w kość że .... jej dosłownie głupota sięgnęła szczytów
    Himalajów, i mimo tego że zrobiłem dla niej olbrzymią pracę w pewnym momencie
    człowiek musi powiedzieć dość.
    Osoba z BPD tak deorganizuje spojrzenie na świat, iż człowiek potem nie jest w
    stanie wejść w poważne relacje z inną osobą. To jest jestem w stanie się
    zakochać, ale już nie kochac. To jest już nie możliwe.
    Nie wiem jakie konsekwencje ma tak choroba, dla innych ale trzeba powiedzieć
    sobie szczerze. Związek z osobą z BPD, to destrukcja własnego życia, podnoszenie
    się z tego to lata.
    Czego właśnie nie będę już umiał, kochać kogoś tak jak ją.
  • extranova 19.05.10, 12:33
    tez kiedys myslalam tak jak Ty- ten albo żaden. Ale z drugiej sprawy
    zdałam sobie sprawe,że on sie nie zmieni( to byla powiedzmy choroba
    genetyczna w rodzinie) i że w takiej atmosferze nie chce tak
    naprawde życ bez przerwy, na zawsze, nie chce żeby moje dzieci były
    okaleczone emocjonalnie.
    Wiec uciekłam od niego, dałam sobie sporo czasu na żałobe, przez
    prawie rok żadnych facetów, tylko przyjaciele, rodzina- jak na
    odwyku.
    No i żadnych spotkan, powrotow do eksa, sporadyczne sms-y,ale bez
    dalszego ciagu.
    I udalo sie, ktoś o mnie zawalczył, bo łatwo nie było,ale po tym
    czasie miałam już inną perspektywe. Doceniłam nowy związek.
    I jest on jakosciowo o niebo lepszy- bezpieczny, czuły, oparty o
    zaufanie i zrozumienie. Ale np bez tych "motyli", ktore jak teraz
    mniemam, były oparte nie tyle na chemii, ile na hustawkach euforii i
    depresji.
  • krowawkropki 19.05.10, 13:09
    Ale np bez tych "motyli", ktore jak teraz
    > mniemam, były oparte nie tyle na chemii, ile na hustawkach euforii i
    > depresji.

    Dokładnie tak ... już bez tych motyli bez tych motyli
  • katarzyna897 19.05.10, 13:18
    Wlasnie dlatego jest tak ciezko zapomniec. Mnie najbardziej przeraza fakt, ze nawet nie wiem czy moj byly partner mnie kochał, czy to wszystko nie było efektem BPD. Mimo tego,że od naszego rozstania mineło juz naprawde sporo czasu. cialge mnie to nurtuje.
  • katarzyna897 19.05.10, 13:25
    Najbardziej boje sie, ze nigdy nie zapomne, ze juz zawsze bede miec w glowie ten zwiazek i tego czlowieka. czuje sie troche jak w jakies klatce w ktorej sama pozwolilam sie zamknac. Boje sie ze nie bede w stanie zyc w " normalnym zwiazku". jednego dnia czule sie niewiarygodnie silna i wolna , a za jakis czas pojawia sie okropny strach pzred tym co bedzie. Powoli zaczynam sie utwierdzac w pzrekonaniu ze sama kwalifikuje sie do jakies terapii.
  • extranova 19.05.10, 13:38
    Z moego doswiadczenia moge Ci napisać,że mozna być w normalym
    związku, ba, mozna być w nim bardzo szczęsliwym i spełnionym.
    Ale na to musisz sobie dac czas.
    Ja po swoim border-związku sama byłam pół-borderem, chociaż zawsze
    nalezalam do osob wyjątkowo ustabilizowanych psychicznie, wyrosłam w
    bardzo kochającej się rodzinie. Ale zostały po mnie szczątki i
    psychicznie i fizycznie. Jezeli w takim stanie chciałabym niejako na
    siłe kogoś szukać to skrzywdziłabym znowu siebie i przede wszystkim
    jakaś niewinną osobę.
    Trzeba wiec dojść do pewnego stopnia "ozdrowienia", uspokoić się i
    dać sobie szanse- wtedy naprawde wsztystko może sie odmienić.
    Ale nie jest to łatwe, wspomnienia niestety sie nie wykruszają, z
    czasem tylko mniej bolą.
  • katarzyna897 19.05.10, 13:44
    Dziekuje Ci i ciesze sie ze mam szanse porozmawiac z kims kto rozumie. To
    naprawde bardzo duzo dla mnie znaczy. Czasami mysle ze przeszlam juz tak duzo,
    ze nic mnie nie zaskoczy, ale sa tez dni kiedy jedna mysl o przeslosci
    doprowadza mnie do zwiatpienia. Mam nadzieje ze ten stan kiedys minie i tego
    zycze wszytskim osoba ktory byly w poodbnych zwiazkach!
  • extranova 19.05.10, 13:50
    z pespektywy czasu no coz" co nas nie zabije...".
    Ale nie wiem, czy weszłabym w to, gdybym wiedziala, jak sie skonczy
    ta bajka.
    Moze gdybym wiedziala wczesniej, to umiałbym sie inaczej zachowac,
    ale tak naprawde cokolwiek bym nie zrobiła zawsze byłoby zle.
    Rysa zostanie na zawsze, jesteśmy wiec "wybrane(i)" albo
    raczej "naznaczone".
  • extranova 19.05.10, 13:27
    Kasiu, dużo, bardzo dużo bym dała,żeby tez się tego dowiedziec. I u
    mnie mineły lata. Jakiś czas temu, powiernik mojego eksa uchylił
    rabka tajemnicy i wszystko wskazuje na to,że nnie bylam i nie jestem
    dla niego kimś przelotnym, jedną z wielu. Sam próbował mi to niby
    powiedziec, ale w gruncie rzeczy nigdy tak konkretnie tego nie
    usłyszałam. Moze nie wiedział jak to robic, może nie chciał, może
    nic nie czuł- akurat o tym braku uczuć często mnie informował.
    Niczego to w naszym relacjach nie zmienia, ale gdybym wiedziala to
    na 100 % od niego, miałabym taki spokój wewnętrzny...ze było
    warto,że nie oszukało mnie serce.
  • katarzyna897 19.05.10, 13:34
    Dla mnie to jest naprawde ciezkie. Przeraza mnie przyszlosc, czasami zastanwiam
    sie czemu akurt mnie to spotkalo. Chcialam tylko kochac i dac siebie z calego
    serca, a nawet teraz kiedy jestem sama odczuwam negatywne skutki tego zwiazku.
    Jak czytam co piszesz to tak jakbym czytala siebie i historie swojego zwiazku,
    zazdroszcze CI tylko, że znalazłas kogos, bo ja jestem sama juz od dlzuszego
    czasu i najbardziej boli mysl ze juz tak zostanie.
  • extranova 19.05.10, 13:43
    Wiem co czujesz, to okropny stan, ja miałam wrazenie,ze umarłam
    razem z zakonczeniem tego związku. to był okropny bol psychiczny i
    fizyczny. Czułam się jakbym zostala jakoś emocjonalnie bardzo
    brutalnie zgwałcona i pozostawiona tak sama sobie, gdzieś na obcej
    ulicy w obcym mieście.
    Jestem teraz z tym Kimś dlatego,że on czekał i rozumiał moj stan,
    był uparty i wiedział,ze jezeli mowie "nie" to znaczy"boję się".
    Gdyby nie ten jego upor,nie wiem czy coś by z tego było.
  • krowawkropki 19.05.10, 15:05
    Jesteście w lepszej sytuacji ponieważ jesteście kobietami. Faceci mają bardziej
    przerąbane z tego powodu, iż ich w dużej mierze za rozpad związku się obarcza.
    Czemuś nie sprostali, a ja przecież naprawdę mam mały wpływ na jej zachowanie.
    Dzisiaj jest dobrze jutro żle, to samo działanie przynosi inny skutek każdego dnia.

    Co po związku z BDP, zostaje taki dół psychiczny który jest naprawdę trudno
    zasypać w jakiś sensowy sposób. Wszystkie kobiety w koło bledną.
  • malinkaaa83 14.06.10, 18:31
    Ja tez jestem w takim związku. Bylismy rok, potem on zerwal, wrocil,
    zerwal i znowu wrocil... bylo cudownie przez ostatni miesiac...
    wczoraj znowu faza, ze nie nadaje sie do związku i nie potrafi
    kochac tak jak ja... Czuję sie wypalona fizycznie i psychicznie...
  • halina0302 29.06.10, 00:19
    ja jestem w zwiazku ponad 20 lat. Tez byly rozstania i powroty i teraz
    wyprowadzil sie kilka mies. temu i unika mnie, jest zimny, niedostepny, choc
    mielismy tyle planow na dalsze zycie. teraz mnie odrzucil i bardzo rani, a bylo
    tyle wspanialych chwil...
    jest mi ciezko, bo go kocham i nie moge sobie z tym poradzic. tak trudno zyc i
    nie myslec o nim. martwie sie o niego i tesknie, mimo wielu przykrych slow.
  • nico_2009 01.07.10, 07:58
    Może pomoże to Kasi... jestem dorosłym facetem, dla kobiety z którą byłem (ona z
    BPD) zrobiłbym (a właściwie zrobiłem) wszystko i ciągle było mało zawsze coś
    było nie do końca tak by już się nie bać ...byłem szczęśliwy i coraz bardziej
    nieszczęśliwy... dziś już wiem, że jedyne co można było zrobić i co powinienem
    był zrobić to stawiać granice... jedyne co Tobie pomoże to niestety (a może na
    szczęście) psycholog, ja leczyłem się z uzależnienia (by pokochać "zdrowo" by
    "zdrowo" patrzeć na Świat) ponad 8 miesięcy. Nie chcę opisywać historii bo
    wszystko działa podobnie i ktoś już ją opisał. Jednak jedno wiem na pewno, może
    i osoby z BPD nie są winni swoich zachowań lecz często są ich świadomi i
    pozostaje żal, że często też nie robią z tym nic więcej tylko przyjmują postawę
    agresji i pokrzywdzenia, że nigdy od nas partnerów nie zostali skrzywdzeni za
    przyznanie się do błędów ale tak na wszelki wypadek wolą tego nie robić (a im
    bardziej jesteśmy tolerancyjni to tym gorzej dla nas) bo można za to oberwać i
    lepiej kopać (kłamiąc - oskarżać o kłamstwo, zdradzając - oskarżać o zdradę,
    wyrzucając - oskarżać o wyrzucenie).
    Może dziś w to nie uwierzysz ale jest tak, że musisz zacząć kochać mądrze i to
    jedyne co możesz zrobić przestać być uzależniona! A przede wszystkim mądrze
    pokochać siebie:)
    I to mi pomaga... i dedykuję to wszystkim partnerom osób z BPD
    "Wszystko co nas otacza, jest takie, jak być powinno. Wszystko.[...]...jeśli
    wyrzekasz się czegoś to zrastasz się z tym na zawsze"
    "Przebudzenie" Anthony DE MELLO
    ...i nie umieramy wraz z zakończeniem związku(zresztą zawsze jest szansa i
    nadzieja:)) lecz żyjemy dalej i jesteśmy mądrzejsi:)
  • kasztanyzrenic 05.11.12, 00:32
    extranova napisała:

    > tez kiedys myslalam tak jak Ty- ten albo żaden. Ale z drugiej sprawy
    > zdałam sobie sprawe,że on sie nie zmieni( to byla powiedzmy choroba
    > genetyczna w rodzinie) i że w takiej atmosferze nie chce tak
    > naprawde życ bez przerwy, na zawsze, nie chce żeby moje dzieci były
    > okaleczone emocjonalnie.

    Dokladnie tej samej mysli się trzymam, aby wytrwać w swoich postanowieniach, u mojego partnera te same cechy wykazuje rodzeństwo i poprzednie pokolenia, to kwestia genów i to odbiera mi nadzieję, boję się,że dzieci odziedziczyłyby to samo, nie mówiąc już o atmosferze, w jakiej musiałyby dorastać!
    Extranova pisałaś też o seksie...niby ekscytujący, namiętny ,ale jednocześnie pusty! jak to możliwe? nie wiem, dla mnie w pewnym momencie stał się odarty z uczucia, wulgarny, niby taki sam, jak kiedys, taki, jakim sie zachwycalam, a jednak totalnie bezlitosnie pusty.
  • brz_a_sk 05.11.12, 10:05
    kiedy powiem sobie dość ...

    czasem warto by zobaczyć ile fascynacji, nadziei a ile szansy

    bycie z bordem to obok frajdy olbrzymie wyzwanie

    nie warto udawać, ze będzie o'key, że się ułoży - samo się tylko zdarza upokorzenie w takich związkach; reszta jest katorżniczym wysiłkiem obojga, bez żadnej gwarancji, że da się znieść to czego nie da się zmienić

    mit satysfakcjonującego seksu chyba żyje swoim życiem - nie czytałam autorskich tekstów w sprawie - może przegapiam :-) - zupełnie przedziwną rolę pełni na ogół współżycie w krainie bordów i w ich związkach przeróżnych - raczej smutną niż cudowną
  • 3bsp 05.11.12, 11:20
    kasztanyzrenic napisał(a):

    >Dokładnie tej samej myśli się trzymam,

    >aby wytrwać w swoich postanowieniach,

    >u mojego partnera te same cechy wykazuje rodzeństwo

    >i poprzednie pokolenia, to kwestia genów

    >i to odbiera mi nadzieję, boję się,że dzieci odziedziczyłyby

    >to samo, nie mówiąc już o atmosferze,

    >w jakiej musiałyby dorastać!



    To jeden z podstawowych błędów w myśleniu, polegającym na obarczaniu genetyki,

    co całość sprowadza do stwierdzenia: tak mam i już i skutkuje zwykle tym,

    że partner powodowany empatią zaczyna ?rozumieć? swego prześladowcę

    i budzi w sobie instynkty opiekuńcze tak jak człowiek w stosunku do niepełnosprawnego

    narodzonego dziecka.

    To ogromny błąd w rozumowaniu jako, ze prześladowca owszem jest ofiarą,

    ale nie genetyki a karambolu pokoleń, z grubsza polegającym na tym,

    że powtarzanie zachowania minionych pokoleń w ?bliskich? relacjach.

    To matryce, które zostały głęboko wtłoczone do jego podświadomości generujące zachowania.



    Kiedyś w bardzo ciepłej i uczciwej rozmowie z psychiatrą ratując siebie usłyszałem zdanie:

    Pragnąc utrzymać związek musi zdać pan sobie sprawę, że to bardzo długi proces,

    którego sukces jest jak trafienie szóstki w totolotka.

    Owszem podobno zdarza się, ale mnie się jeszcze w całej długoletniej praktyce nie zdarzyło.

    Nie jest pan bezpośrednio odpowiedzialny za głodujące dzieci w Afryce i tak to jest i tu.

    Proszę zebrać w sobie wszystkie siły i uciekać jak najdalej, bo cena może być zbyt wysoka.



    Nie posłuchałem, kierując się nadzieją i źle pojętą lojalnością.

    Po latach, gdy zebrałem w sobie siły i zdobyłem się na odwagę stwierdziłem:

    straciłem kilka lat i zapłaciłem bardzo wysoka cenę.



    Dobra wiadomość dla Ciebie.

    Nie masz dzieci a resztę sobie dopowiedz albo dopowiedzą Ci inni.

  • 3bsp 05.11.12, 11:24
    kasztanyzrenic napisał(a):

    >Extranova pisałaś też o seksie...niby ekscytujący,
    >namiętny ,ale jednocześnie pusty! jak to możliwe?
    >nie wiem, dla mnie w pewnym momencie stał
    >się odarty z uczucia, wulgarny, niby taki sam,
    >jak kiedyś, taki, jakim sie zachwycałam,
    >a jednak totalnie bezlitośnie pusty.



    Niedawno komuś, kogo szanuję i obdarzam ciepłym uczuciem, dedykowałem
    jedna z moich "szufladowych" myśli.

    Oto ona:

    Kupidyn to ogromny demon,
    który potrafi z ojcowską pobłażliwością traktować uczciwych kochanków.
    dając im radość obcowania bez zahamowań w swoim ogrodzie rozkoszy
    i z bezwzględnością traktować tych, którzy go nie szanują poprzez brak miłości
    czyniący rozwiązłość obyczajów, karząc ich głodem i pustką.
  • kasztanyzrenic 05.11.12, 13:23
    podoba mi się Twoja szufladowa myśl, bo to dewiza doskonała w swej prostocie!

    Faktycznie udany seks dla kobiety jest wypadkową wielu czynników, tudno o nie, kiedy atmosfera się zagęszcza i czuć swąd rozkładającej się ludzkiej godności, wtedy jest tak samo miło, jak po włożeniu palcy w drzwi, ale człowiek tego nie widzi, bo zdrowemu nie mieści się w głowie,że nawet seksu można użyć w związku tylko po to,żeby upokorzyć! a można!

    Napadła mne złość na jego rodzinę, wiem,że to trochę głupie i niedojrzałe, ale dlaczego nikt z nich nie wziął mnie na stronę i nie powiedział? no tak, usprawiedliwiam się, bo widziały gały co brały, ale tam jest co najmniej 3kobiety, które podzielają mój los, ba one mają nawet po stokroć gorzej i żadna pary z ust....ja tego wszystkiego wcześniej na prawdę nie widziałam, potrzebowałam czasu żeby to objąć rozumem, co się tam dzieje, ale przecież inni widzieli i nikt nic, byłam jakąś owcą przeznaczoną na ofiarę? ...totalny bezsens!
  • madzias22 24.04.12, 02:39
    zgadzam sie z toba. Ja jestem kobieta i zyje z osoba z bdp. Jestesmy razem 13 lat i mamy 3 dzieci. Moj maz ponad 3 lata temu rozchorowal sie na zoladek a ponad rok temu zaczol miec zaburzenia bdp. Nigdy o takiej chorobie nie slyszalam ale szukajac pomocy po ciaglych zmianach jego nastrojow przezytalam o bdp. Nie bylam w stanie uwierzyc. Walczylam o niego starajac zawrocic go z tej drogi zeby byl jak kiedys. Walke przegralam. Nadal zyje w tym zwiazku ale juz nie moge. Ciagle ciosy za nic ot tak juz sa nie do zniesienia. Chce odejsc ale nie wiem jak. Mysle ze ja go juz nie kocham tylko wspolczuje
  • brz_a_sk 24.04.12, 16:47
    może ktoś coś podpowie
    lekarze zdiagnozowali BPD?
    takie nagłe pojawienie się objawów raczej sugerowałoby przyczynę - może ktoś coś dorzuci
    zaskoczona jestem

    nagłe zmiany osobowości kojarzyła bym z urazem, wirusem wylewem ale nie z BPD
    masz przerąbane dziewczyny - niezaprzeczalnie
  • rudasuka21 24.03.15, 17:58
    Sądzę że takie zwiazki polegają głównie na uzależnieniu, jest oprawca i jest ofiara, zleżnie od humoru border może stać się jedym lub drugim, a partner musi być niesamowicie elastyczny i wyrozumiały żeby to zrozumieć i umieć się dopasować, wręcz wcielić w aakurat wybraną dla niego rolę. Dopiero jak o tym piszę widzę jak bardzo to wszytsko pogmatwane i porąbane ;D
  • amarcin85 14.07.15, 15:57
    Witajcie, Od kilku miesiecy mam przekonanie potwierdzone przez terapeute, ze moja partnerka ma BPD. To juz ponad 8 lat zwiazku, symptomy wystepuja od jego samego pocxzatku. Moj poziom wlasnej wartosci upadl niemal do "0". Jestem ofiara manipulacji, odizolowany od swiata ktory tworzył "mnie" nim zwiazalem sie z ukochana cierpiaca na BPD. Zaczynam dopiero wychodzic z tego obłędu, wiem, że to nie jej wina i w tej chwili czuje sie jakbym ranił ją dzieląc się swoimi doświadczeniami i mowiac szczerze o dobie obcym ludziom. Ciesze się, że mam to forum, bede tu czesciej opisywał swoje doswiadczenia. Kochani, trzymam za Was kciuki, życze waszym BPD partnerom duzo sily, wam jeszcze więcej ! :)
  • marekgazek 15.07.15, 08:59
    8 lat związku to szmat czasu. Może zdecydujesz się coś więcej napisać niż tak krótka notatka. Pozdrowionka. MG
  • vls 26.05.15, 14:46
    Wiecie co ? ja czegoś nie kumam?
    Nikogo nie pobiłam, nie płaczę z byle powodu, właściwie w ogóle nie płaczę bo nie mam powodu, nie wściekam się, nie szantażuję nikogo ani fizycznie ani emocjonalnie... a podobnież jestem borderem ... z tego co ja wiem border line jak sama nazwa wskazuje nie potrafi stawiać granic ... mnie kiedy facet bił i łamał mi kości myślałam, że pewnie miał powód, kiedy rodzice zmuszali mnie żebym połamana wracała w nocy po cichu do niego, żeby się sąsiedzi nie dowiedzieli myślałam że tak trzeba, mimo że dalej bił i kości łamał ... na szczęście mam to już za sobą, ale kiedyś nie umiałam powiedzieć "STOP nie wolno Wam tego robić!" i na tym polega ta choroba ... Więc nie rozumiem wpisów typu "border mnie unieszczęśliwiał , marnował mi życie", bo niby w jaki sposób ktoś kto ukochanej osobie pozwoli na wszystko nawet na okaleczenie siebie może kogoś unieszczęśliwiać (poza sobą oczywiście)? Ja się pytam w jaki sposób?
    i dlaczego osoby, która były w związku z borderem twierdzą, że nie potrafiły z tego związku wyjść ze strachu. Strach przed powiedzeniem "STOP - ja tego związku nie chcę- krzywdzisz mnie- odchodzę" może być właśnie zaburzeniem w umiejętności wyznaczania granic. Czyli kto tu jest borderem?
    Reasumując:
    1) nie piszcie: border mnie krzywdzi .. napiszcie mi jak border krzywdzi, żebym świadomie mogła pracować nad sobą.
    2) czy Wam się nie wydaje, że nie umiecie powiedzieć stop, wiec jesteście borderami. Może border przyciąga bordera? Może jesteście borderami (nieumiejącymi stawiać granic) więc dajecie się krzywdzić komukolwiek z zaburzeniami i to przypadek sprawił że to akurat byli również borderzy???
  • brz_a_sk 26.05.15, 16:03
    vls napisał(a):

    " ... napiszcie mi jak border krzywdzi ... "

    kotku pokaż mi co masz w środku to się zabawię - sorry to jest nachalnie rozpoznawalne

    - - - -

    a żeby nie wstawiać pustych postów
    proszę bardzo
    Trzepot skrzydeł - książka o tym jak to jest uzależnić się od przemocowego partnera

    zabawianie się osobami z problemami nikogo nie usprawiedliwia choćby sam był nie wiem jak pokręcony - prawda?
  • vls 26.05.15, 16:11
    zanim kupię książkę ... może rozwiniesz swoją myśl...
  • ykrastek 21.06.10, 21:14
    Potwierdzam w zasadzie (niestety) wszystko co tu piszecie... Mój
    związek z NIĄ [chyba raczej już na dobre zakończony, po tym co się
    tym razem stało i dzieje nadal...] - to aż 12 lat. Oraz 6-letnia
    cudowna, ukochana córeczka :-) Borderline u mojej partnerki "ożył"
    tak naprawdę dopiero po urodzeniu córki [tzn. w postaci dla mnie
    niespotykanie dotkliwej i traumatycznej]. Wcześniej była u niej
    po "jazdach" chociaż szczerość, co podnosiło mnie na duchu na tyle
    by szybko zapominać i upajać się niesamowitą miłością oraz "chemią",
    której chyba nigdy nie zapomnę. Jednak ostatnie dwa lata to był po
    prostu koszmar, nie inaczej. Wprost nie do wiary jak człowiek,
    istota ludzka, może zniszczyć [bez obiektywnie istotnego powodu] coś
    tak cudownego, niwecząc i niszcząc w pył tyle pięknych, wspólnych
    przeżyć. Jestem człowiekiem ciekawym życia, z natury optymistycznym,
    odpowiedzialnym partnerem i tatą, kochającym, szczodrym oraz ciężko
    do niedawna pracującym facetem - ale mimo to spotykała mnie
    progresywnie narastająca nienawiść, obelgi trudne do zaakceptowania,
    zdrady w dość podłym wydaniu, zrobienie ze mnie wręcz "frajera",
    oczernianie przed wieloma innymi ludzmi, w tym przed rodziną,
    wyworzenie dziecka do matki na tygodnie, teraz już na całe miesiące
    (zlewanie wówczas własnych skrajnych emocji z dzieckiem w jakby
    jeden "organizm"), aż wreszcie w ostatnim roku - kilka donosów na
    policję - które są powtarzane, odkąd zorientowała się jaka jest
    wiarygodna, "skuteczna" i empatycznie odbierana oraz odkąd widzi jak
    bardzo mnie to rani (myśle też, że odbiera to trochę także jako mój
    strach przed "sprawiedliwą karą"...). Słowa nie są w stanie nawet
    oddać tego co czuje człowiek po tylu szczerych i pięknych
    przeżyciach z wydawałoby się miłością swego życia - który nagle po
    okresie ciosów celnych jak od snajpera orientuje się, że ma
    zrujnowane na długi czas życie, kompletnie sponiewieraną psychikę i
    poczucie własnej wartości na dnie, nabyty po dotkliwych traumach
    brak możliwości czerpania radości z codzinnego życia, niespotykaną
    awersję do ludzi, zabrane fizycznie oraz wchłonięte emocjonalnie
    ukochane dziecko, zepsutą opinię i reputację u wielu wcześniej i
    obecnie zmanipulowanych ludzi, wręcz z aktorską doskonałością - co z
    tego że niby nieświadomie... itd. Nic nie jest w stanie oddać tego
    co się czuje odbierając tak wiele bolesnych i wręcz sadystycznych
    ciosów od naprawdę najbliższej osoby [bez istotnego i obiektywnego
    powodu], przeplatanych coraz krótszymi, aczkolwiek wspaniałymi
    okresami, które są namiastką utraconej nagle pięknej przeszłości, o
    której osoba z BPD po prostu... nie pamięta! Przemówiło do mnie
    porównanie jednej z dziewczyn, że partner BPD czuje się jak osoba
    wielokrotnie, brutalnie zgwałcona i dotkliwie pobita, pozostawiona w
    obcym mieście, z którego powrót wydaje się niemożliwy. Jednak
    przychylam się tu do nieśmiałej opinii facetów, którzy byli lub są
    partnerami kobiet z BPD - że jednak jest nam tu z wielu obiektywnych
    względów znacznie, znacznie gorzej (dziecko, sądy, stereotypy męsko-
    damskie - w obliczu aktorskich manipulacji - co naprawdę czyni
    bezradnym nawet dobrego prawnika we własnej sprawie...:-)). Ja nie
    wiedziałem wcześniej, że tacy ludzie w ogóle istnieją i gdyby 12 lat
    temu a nawet jeszcze 8 lat temu ktoś mi powiedział - że ja taki
    szczęśliwy i idący przez życie jak burza człowiek - nie będę się w
    stanie już długo podnieść i stracę wiarę we wszystko co w życiu
    najważniejsze - spojrzałbym na niego jak na wariata i śmiał się z
    tego do utraty przytomności.:-) Teraz wiem co oznacza być z tak
    bardzo ukochaną osobą, która potrafi przebić swym sadystycznym
    niesprawiedliwym okrucieństem, a za którą oddałoby się życie, a ona -
    o zgrozo - NAWET NIE ZDAJE SOBIE SPRAWY Z TEGO JAK JEST OKRUTNA
    [gdyż tak bardzo egocentrycznie a nawet bałwochwalczo jest
    zapatrzona w samą siebie...]. Pozdrawiam wszystkich partnerów osób z
    BPD i życzę aby każdy nowy dzień dawał Wam jakiś nowy promyk nadziei
    i odbudowywał w Waszym wnętrzu chociaż mały fragment tego co zostało
    tak dotkliwie sponiewierane i zrównane z ziemią.
  • hanging_garden 10.07.10, 12:47
    ykrastek - możemy sobie podać rękę... Też byłem z borderką, też mam
    z nią córcię i też przeżywałem te "hity", które fundowała Ci Twoja
    borderka... Powiem szczerze, że jeśli się kogoś naprawdę kocha,
    człowiek jest w stanie zaakceptować większość świństw, które ta
    osoba jest w stanie nam zrobić - jedno jednak boli bardzo: jesli
    border nie ma zupełnie świadomości swojej przypadłości. U mnie było
    tak, że na etapie kiedy jeszcze nie było córci na świecie i
    dochodziło między nami do ostrych awantur (zainicjowanych przez nią -
    miała jednocześie świadomość, że jak przegnie, to ją zostawię),
    moja borderka cały czas zarzucała mi, że jej nie rozumiem, że nie
    wiem co przeżywa, nie mam pojęcia o BPD (sama się przyznała), że
    zupełnie się nie interesuję jej "chorobą" - więc zacząłem się
    interesować, czytać, wyieniać poglądy z ludźmi i... zacząłem patrzeć
    na nią i to zo mi robi (wyżywa się bez powodu i bezgranicznie) przez
    pryzmat jej przypadłości - zacząłem oddzielać to co wygaduje, od jej
    faktycznych intencji... i stałem się ofiarą własnego zachowania -
    ona domyśliła się w pewnym momencie, że czegokolwiek mi nie zrobi,
    naubliża, zwyzywa, wyrzuci z domu - ja i tak jej wybaczę,
    bo "podciągnę" to pod jej BPD. BŁĄD! PODSTAWOWY BŁĄD!!! Kto ja
    jestem - Matka Teresa, żeby się nad nią litować i pozwalać
    siękrzywdzić bo jest chora... NIECH NIKT Z WAS NIE IDZIE MOJĄ DROGĄ!
    Nie możemy pozwoliś się krzywdzić tylko dlatego, że ktoś jest chory
    bo to droga w jedą stronę a na dodatek w przepaść... Robiłem jeszcze
    jedną rzecz - jak wpadała w szał, mówiłem jej: pogadam z tą
    prawdziwą M. jak wróci, bo teraz rozmawiam z kimś innym. Nie
    działało.
    Dziś jestem kłębkiem nerwów ale jeszcze na szczęśćie nie wrakiem
    człowieka. Próbowałem się zaangażować w związek z inną dziewczyną -
    na razie nie potrafię i chyba nie chcę. Za dużo kosztował mnie mój
    związek z BPD - angażowałem się w każdej sferze tego związku a w
    zamian otrzymywałem jedynie krytykę i roszczenia o więcej... Mimo,
    że się starałem i brakowało praktycznie "ptasiego mleka", wiecznie
    byłem posądzany o to, że "życie ze mną to syf, wegetacja, bagno i
    takie tam...". Więc skwitowałem to, że kończe się starać, bo czy się
    staram czy nie, jest tak samo - nie zarezerwowałem np. wakacji w tym
    roku i... dałem kolejny argment mojej BPD... Mam ją w nosie. Mimo,
    że doniosła na mnie na policję i podobno ma nagrane jak ją
    spoliczkowałem, wiem, że PRAWDA OBRONI SIĘ SAMA - czekam tylko, jak
    ściągnie sobie kolejnego faceta... Obawiam się jedynie o dziecko...
    Ktoś może nie być tak wyrozumiały, słysząc że jest skur*** i takie
    tam a jego starsza 8-mio letnia córka z pierwszego małżeństwa to
    ku**a...
  • hanging_garden 10.07.10, 12:54
    Jako, że nie mogę edytować mojego poprzedniego posta, dopiszę tylko,
    że po tym jak zaszła w ciąże (dziś wiem, że to był pretekst, żebym
    nie przy sobie zatrzymać, bo napewno bym nie wytrzymał gdyby ie
    dziecko, tak jak nie wytrzymali jej poprzedni faceci), oczywiście
    wycofała się z tego że ma BPD i stwierdziła, że "robię z niej
    wariatkę" - zadałem proste pytanie: "skąd w takim razie wiem o BPD?"
    Po co chodziła na terapię do psychologa zaraz po tym jak się
    poznaliżmy (wtedy jeszcze coś robiła z BPD albo po porstu
    potrzebowała alibi - chodzę = wyleczę się, tyle że, CHĘCI ZMIANY NIE
    BYŁO W NIEJ - albo ją zaakceptuje się taką jaka jest albo - stały
    text: "pakuj się i wypier***aj!") bo chyba sobie tego nie
    wymyśliłem - odpowiedzi nigdy nie otrzymałem... Po jakimś czasie
    wymyśłiła sobie hisoryjkę, że "pani psycholog się pomyliła a ona nie
    ma żandego BPD"... ŻEN! ŻEN NA MAX!
  • karaluch36 14.04.11, 08:49
    i jeszcze jedno moi drodzy to niejest choroba jak niektorzy p[isza tylko emocjonalne niezrownowazenie.
  • qbel2 21.06.10, 22:14
    Rodzina CHAD-owców maja swoje forum, więc osobom, które są lub była w związku z
    borderem proponuję:

    forum.gazeta.pl/forum/f,98638,Moj_partner_ma_borderline.html
  • xelestra 30.06.10, 18:11
    Aaaah nie wiem dlaczego ale my do siebie chyba ciągniemy. Ja zaliczyłam dwa związki, jeden z borderem a jeden z chorym na chorobe afektywna dwubiegunowa... I jedno co musze przyznac, nigdy przez nikogo nie czulam sie tak do konca zrozumiana jak przez nich... Jednak nasze jazdy nas wykończyły. Przeżyłam to co najpiękniejsze i najstraszniejsze. Szczescie i bol... Z osobami bez zaburzen jest inaczej, nie rozumieja do konca... I tak zle i tak niedobrze... Jak to jest?
  • hole.2 31.07.10, 00:32
    Kurczę-dokładnie, nikt nie rozumie tak jak oni...i nikt tak nie niszczy. Raj i
    piekło w jednym.Nie chce mi się żyć, brzmi banalnie, ale tak jest.Nie chcę czuć
    tego bólu z powodu rozstania...dzień po dniu...jak długo?Nikogo tak już nie
    pokocham, nie uwierzę w nic, bo postawiłam wszystko na jedną kartę i po
    trzyletnim, burzliwym związku, zostałam nikim...
  • okrent9 01.09.10, 17:21
    Wspomniałam tu już w innym wątku świetną książkę dla osób, które trwają w
    wyniszczających związkach (myślę że wiele dobrego można się z niej nauczyć
    także po wyjściu z takiego związku): "Efekt gasnącego światła" (autorka
    Robin Stern). Napisane prostym językiem, mnóstwo praktycznych porad, a na
    dodatek wyjaśnione mechanizmy takich związków - kto się w nie wplątuje,
    dlaczego, i jak się WYPLĄTAĆ.
  • focus687kf 16.09.10, 23:03
    zaczytałem się w forum i zastanawiam sie gdzie jestem...
    Od prawie dwóch lat jestem żonaty.
    Na slub zdecydowaliśmy się po kilku miesiącach znajomosci - burzliwej, ale wtedy to było dla mnie najpiękniejsze...
    Pierwsze symptomy "dziwnych syutacji' pojawiły się niemalże dzień po ślubie.
    U mojej żony niedługo po ślubie stwierdzono nerwicę. Od ponad roku uczęszcza na terapię u psychologa, trochę wcześniej, rozpoczęła terapię farmakologiczną po wizycie u psychiatry. Jakoś szło. Nie dawno jednak odstawiła leki i zaczęło się roić naprawdę nieciekawie. Nieustanna apatia, niechęć do jakiegokolwiek działania. Kiedy jednak siedzi w domu staje się bardzo nieznosna i tłuamczy to brakiem zajecia. Słowem błędne koło.
    Terapeuta podłoża jej choroby upatruje w wychowaniu.
    Jest wykształocna, inteligentna i potrafi byc napawdę kochana, ale odkąd odtsawiła leki robi mi w domu naprawdę ciężki klimat.
    Bardzo ja kocham i chciałbym zapewnić jej wszystko, co może stworzyć jej komfortowe warunki.
    Jaj marzeniem (odkad sie znamy) jest mieszkanie.
    Zarzynam sie, żeby spróbowac do tego dojść, ale w zamian, po każdym powrocie po 15-16 h pracy słysze tylko wyrzuty, że nic dla niej nie robię - nie sprzątam mieszkania, nie gotuję, nie pracuje, nie piorę - chociaż naprawdę staram sie pomimo zmęczenia uczestniczyc w obowiązkach domowych (czasami po prostu nie mam siły). Jest coraz gorzej i coraz mniejsze szczegóły sa podłożem do poważnych awantur, płaczu i nerwów porównywalncyh do 'szewskiej pasji'. Poszukuję w sieci informacji co to może być. Może błędna diagnoza?
    Czy myslicie, ze moja żona może być borderką?
    Coraz częściej łapię się na myślach, że lepiej byłoby się rozstać, ale po chwilidociera do mniee, że przeciez kocham ją nad życie i chcę o nia walczyć.
    Co jedank w przypadku kiedy moja żona mówi mi, że nie chce mieć ze mna dzieci, bo nie chcę 'sprzątać mieszkania'. Zaczynam byc naprawde mocno zaniepokojony nasza przyszłoscią, gdyż odczuwam powoli brak 'checi walki'.
    Pomóżcie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • krowawkropki 17.09.10, 00:28
    Możesz walczyć .... ale jak zawalczysz to nie wiele będziesz różnił się o niej.
  • anaanaltd 14.12.10, 16:20
    Ja mam partnera - mężczyznę z BPD, nidgy nie wiem, co może się wydarzyć za chwilę. Może ktoś mi coś podpowie?
  • aigala 14.12.10, 20:37
    a czy Twoj partner leczy sie u psychiatry badz psychologa? Bo tak naprawde wiele od tego zalezy-zarowno to, jak bedziesz zachowywac sie Ty oraz twoj partner oraz to, na co powinniscie sie nastawic, przygotowac, z czym bedziecie musieli sie mierzyc.
  • mamjuz10lat 17.12.10, 23:16
    od pół roku jestem z osobą BPD, z początku dostrzegałam że jest coś nie tak, nauczyłam się nawet działać według pewnego schematu, radzić sobie z atakami złości, apatii, nienawiści. Cieszyć się każdą dobrą chwilą. Że jest tu i teraz, przy mnie. Nauczyłam się przewidywać, jak każde moje zachowanie wpłynie na to, co się z Nim stanie. Z nami.
    Stara się z tym walczyć, ale czasami już nie ma siły, panikuje, ucieka. Boję się, czy sobie czegoś nie zrobi, bo miewa też ataki autoagresji.
    Do tego, że jest osobą z pogranicza doszliśmy niedawno.
    Rodzina nie wspiera go, twierdząc, że to bunt młodzieńczy i "wymyśla sobie, bo mu się nudzi"
    Potrzebuje pomocy psychiatry, terapeuty, wiem, ale jak go przekonać i przytrzymać przy postanowieniu zaciągnięcia rady specjalisty?

    Wszyscy tutaj wiecie, co przeżywam. Gdy każda kolejna chwila jest niewiadomą, nie ma nadziei, a gdy tracimy ukochanego/ą z oczu, pojawia się paniczny strach.

    Jestem dość młodą osobą. Mam za sobą jeden długi związek. Czytając wszystko, co piszecie, zastanawiam się, czy ten ma jakiś sens. Bo Wasze się kończyły, prawda? I zostawaliście rozbici, tak? Kocham go. I wiem, że zostanę. Tylko muszę mieć pełną świadomość tego, w co się pakuję.
  • nadzieja121 06.01.11, 22:39
    wpisalam w google haslo "jak rozkochac osobę z BPD"...
    znalazlam to forum...
    mysle, ze istnieje jakis sposob by pomoc milosci, milosci tak okaleczonej przez tą chorobę..
  • aigala 07.01.11, 10:47
    w naszym zwiazku to ja mam bpd.
    Lecze sie u pschiatry i psychologa juz od dwoch lat. Nie usiadlam na laurach i nie czekam az ktos za mnie naprawi moje zycie.
    Mam przy sobie osobe, ktora mnie kocha i bardzo mnie wspiera. Gdy dowiedzielismy sie, ze jestem chora, od nowa uczylismy sie jak byc w zwiazku, jak radzic sobie z moimi stanami, nieoceniona jest tu pomoc psychologa do ktorego chodze.
    Moj partner sam takze skorzystal z kilku wizyt u psychologa, aby rozajasnic sobie sytuacje, zrozumiec chorobe, mial mase pytan, na ktore tylko psychiatra lub psycholog mogl mu odpowiedziec kompetentnie.
    Zastanawiamy sie takze nad terapia dla par, moj psycholog podusnal taki pomysl, pewnie sprobujemy, zawsze mozna nauczyc sie i dowiedziec czegos nowego.
    Ze mna da sie byc w satysfakcjonujacym zwiazku, ale i ja i partner musi z siebie wiele dawac, ale czy tak nie powinno byc w kazdym zwiazku?
    Jestesmy ze soba prawie 8 lat
  • nadzieja121 07.01.11, 19:32
    do aigala

    Moze troche bezczelne będą moje pytania, ale chcialabym sie dowiedziec..
    Czy Ty zdradzałaś swojego partnera?
    Czy czujesz, ze on jest wspaniały, ale chcesz poznawać tez innych mężczyzn?
    Jesli tak, to powiedz co sprawia, ze i tak chcesz tylko z nim byc?

  • aigala 07.01.11, 20:33
    dlaczego mowisz, ze bezczelne:)? Na tym forum nie ma chyba nic co mozna opatrzec mianem bezczelnego, zwlaszcza przez autora danej wypowiedzi;) Nie widze nic niewalsciwego w Twoich pytaniach, jestes ciekawa wiec pytasz.

    No wiec.
    Zalezy co nazwiemy zdrada, kolokwialne stwierdzenie, ale wole uscislic moja wypowiedz;)
    Otoz nigdy nie zdradzilam mojego partnera.
    Mialam natomiast chwilowa przygode z kobieta, w sumie to z dwiema, jednak nawet na poziomie cielesnym nie doszlo do niczego wielkiego, wiec nie uznalabym tego za zdrade w scislym tego slowa znaczeniu. O obydwu kobietach moj facet wie, ba, zaczatku moich z nimi znajomosci byl swiadkiem.

    Nie czuje, ze jest nie wiadomo jaki wspanialy. Nie idealizuje go. Obydwoje mamy swoje wady, i ze swoich i jego zdaje sobie sprawe. Oczywiscie, ze mamy lepsze i gorsze chwile, miewalismy nawet jeden bardzo powazny kryzys, kiedy to mialam sie od niego wyprowadzic.
    Jak to border, mam chwile, gdy twierdze, ze go nienawidze, ale na tym etapie na jakim jestem czuje w srodku, ze na to odczucie sklada sie masa innych spraw, czesto w ogole z nim nie powiazanych.
    Doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ze kocha mnie na zycie i w znacznej mierze dzieki jego wielkiej cierpliwosci jestesmy jeszcze razem.
    Znosil wiele, mysle, ze nawet nazbyt wiele-ataki agresji, paniki, bicie, ponizanie, wozenie po szpitalach, pilnowanie przyjmowania lekow, gdy bylam w ciezkiej depresji-ubieranie, mycie, karmienie, wyciaganie na sile na spacer. Nie kazdego na to stac.
    Mysle, ze choroba w wielu aspektach krzywdzaca nasz zwiazek, bardzo nas do siebie zblizyla.
    On czesto sie smieje "w zdrowiu i w chorobie", a nie jestesmy malzenstwem...

    Czy nie ciekawia mnie inni mezczyzni? Oczywiscie, ze tak, chyba jak kazda kobiete:)!
    Ale trzeba znac granice. Chodze do klubow, pubow, rozmawiam z obcymi mezczyznami, ale wiem, na ile moge sobie pozwolic i nigdy nie przekraczam tej granicy.
    Mysle sobie, ze gdybym szukala jakichs okazji do zdrady, wychodzila na imprezy z mysla o tym, ze moze akurat kogos nowego poznam, to znak, ze w zwiazku cos nie gra.

    Hmmm, nie wiem, co Cie jeszcze ciekawi. Jesli moge pomoc, chetnie odpowiem
  • nadzieja121 07.01.11, 21:31
    Wzruszyl mnie bardzo ten fragment:
    "Znosil wiele, mysle, ze nawet nazbyt wiele-ataki agresji, paniki, bicie, ponizanie, wozenie po szpitalach, pilnowanie przyjmowania lekow, gdy bylam w ciezkiej depresji-ubieranie, mycie, karmienie, wyciaganie na sile na spacer. Nie kazdego na to stac. "
    moj przypadek jest troche inny..
    chlopak, na ktorym mi zalezy, wie, ze jestem wspaniala, ale jest swiadomy tego jaki potrafi byc zmienny, dlatego nie jestesmy teraz razem, a zdradzil mnie, ponizyl i bardzo mu ciezko idzie odbudowywanie zaufania... jednego miesiaca jestem dla niego jedna jedyna, a w drugim miesiacu slysze, ze poznalby jeszcze jakies dziewczyny... zdaje sie, ze do tego, ze ma BPD dochodzi to, ze jest niedojrzaly..
    czytajac Twoje wypowiedzi odnosze wrazenie, ze jestes w pelni dojrzala osoba swiadoma tego co sie stalo..
    czy z wiekiem objawy BPD zmniejszaja sie?
    czy wystarczy byc opiekunczym wobec osoby z bdp by poczula sie dobrze w obecnosci naszej osoby?
  • aigala 07.01.11, 22:39
    O bpd dowiedzialam sie, gdy bylismy w zwiazku od ok 6 lat. Ale choroba nasilila sie bardzo dopiero jakies 3-4 lata temu. Byl wiec przy mnie od poczatku, obserwowal jak sie zmieniam. A ze kocha, trwa nadal.
    Mysle, ze tak, ze to dzieki jego milosci, cierpliwosci, stalym zapewnieniom, ze jestem najwazniejsza, kochana niezaleznie od stanu w jakim sie znajduje, jestesmy razem.
    Mysle, ze gdyby nie jego upor, moje "nienawidze cie" mogloby nie raz zostac odebrane w doslowny sposob. Ale on od poczatku czyta, pyta lekarzy, psychologow, mnie samej co sie dzieje i dlaczego, duzow wiec dzieki temu rozumie.
    Wiesz, gdyby mi ktos wykrzyczal w szale, ze mam sie wynosic z jego zycia, bez mrugniecia okiem bym to zrobila, ale gdy mowi to border, ma to zupelnie inny sens...

    Nie ukrywam, ze na poczatku bylam jak w amoku. O chorobie dowiedzilam sie, gdy trafilam w bardzo ciezkiej depresji do szpitala psychiatrycznego. Byl to dla mnie szok ale i wybawienie dowiedziec sie co mi jest, dlaczego moje zycie wyglada tak jak wyglada, wszystkie moje irracjonalne zachowania zaczely miec logiczne wyjasnienie. I nie chce sie tu usprawiedliwiac, poprostu, gdy lekarze wytlumaczyli mi te wszystkie mech obronne, jakie stosuje border, zaczelam wszystko rozumiec.
    A potem to juz tylko mozolna, w wielkich bolach terapia. Nic innego. Moge z pelna swiadomoscia powiedziec, ze tylko dzieki lekom i psychologowi zyje mi sie coraz lepiej. Nie wiem, gdzie bym dzis byla, czy w ogole bym byla?..

    Moim zdaniem, nie ma co wierzyc w te regulki, mowiace o zmniejszaniu sie bpd z wiekiem. Tzn za jaki czas? Mi szkoda tego czasu na niszczenie siebie i innych, dlatego wlacze z sama soba i moja przeszloscia na terapii.
    Nie chce dawac Ci "madrych" rad, bo kazda sytuacja, kazda osoba jest inna. Moge Ci jedynie mowic jak jest u mnie i ewentualnie powiedziec, co zrobilabym na Twoim miejscu.

    Boli mnie bardzo, gdy ktos mowi, ze zycie z borderem to pieklo. Tak, bywa tak, gdy obie strony sie niszcza nawzajem, nie dzialaja, nie probuja szukac rozwiazan. Ja sama nie bylabym z borderem, ktory zaprzecza swej chorobie, nie rozumie tego, co sie z nim dzieje i nie jest w terapii oraz pod opieka psychiatry. Jednak do tego trzeba dojrzec. Nie wyobrazam sobie, zeby jeszcze 3 lata temu ktos mi powiedzial "jestes chora, idz sie lecz", nawet jesli byloby to w dobrej wierze.
    Po wyjsciu ze szpitala z diagnoza, dostalam inf ze powinnam zglosic sie do psychiatry i na terapie. Powoli oswoilam sie z tym i wiedzialam, ze jest to jedyny ratunek dla mnie i wszystkich, ktorzy mnie otaczaja. Najpierw zapisalam sie do psychiatry, potem on powoli zaczal sugerowac terapie, bez nacisku. No poszlam i trwam nadal ponad 2 lata.

    Mysle, ze skoro szukasz dla Was jakichs rozwiazan, pytasz, to dowod na to, ze bardzo Ci zalezy, zwlaszcze, ze masz swiadomosc choroby partnera. Czy on jest zdiagnozowany przez lekarza? Czy moze to Wasze przypuszczenia? Bo to wbrew pozorom bardzo wazne. Wielu ludzi mowi "nie potrzebuje etykietki", ale tu nie o etykietki chodzi, ale o dokladan swiadomosc tego, jak postepowac a takim czlowiekiem i czego mozna sie po nim spodziewac. Bo wiesz, on moze miec depresje, chad, nerwice itd, wiele z tych chorob moze niektorymi aspektami przypominac bpd.
    Jak myslisz, co Twoj chlopak mysli o wizycie u lekarza? Moze zacznij delikatnie rozmowe, ale wiesz, bardzo delikatnie, zeby Twojej troski nie odebral jako ataku, a tak niestety moze sie zdarzyc...
    Wasz zwiazek to Wasza wspolna troska o to, co sie miedzy Wami dzieje, niech wysilek plynie z obydwu stron a nie tylko z Twojej.

  • 0fox 10.01.11, 22:31
    " Byl wiec przy mnie od poczatku, obser
    > wowal jak sie zmieniam. A ze kocha, trwa nadal.
    > Mysle, ze tak, ze to dzieki jego milosci, cierpliwosci, stalym zapewnieniom, ze
    > jestem najwazniejsza, kochana niezaleznie od stanu w jakim sie znajduje, jeste
    > smy razem."

    Moja zona ma potwierdzone BPD , od 2-3 miesiecy. Wszystko co piszesz mozna by przypisac do nas + zdrady z jej strony, o ktorych mi powiedziala ( brutalne wrecz opisy ). Wczesniej wiele razy mielismy sytuacje kryzysowe, jednak jakims cudem godzilismy sie. Od miesiaca chodzimy niezaleznie do psychologow, a od tygodnia mieszkam z rodzicami , jestesmy ze soba prawie 8 lat , mamy 7 letnia coreczke. Oczywiscie nie twierdze , ze przez caly czas zachowywalem sie jak nalezy ale nigdy nie zrobilem nic "strasznego". Mimo to od 1,5 miesiaca jestem wrogiem publicznym numer 1. Dzisiaj napisalem jej ( po paru dniach przerwy), ze ja kocham i tesknie, w odpowiedzi otrzymalem, ze ona sie tylko utwierdzila w tym , ze nie teskni , juz mnie nie potrzebuje i nie kocha, i ze teraz zaczyna stawac na nogi. Tydzien temu twierdzila , ze teraz zamierza nie sluchac innych i sie bawic , imprezowac , zmieniac facetow jak rekawiczki...
    Tutaj pojawia sie moje pytanie : jak dlugo i daleko powinienem ja zapewniac ze jest dla mnie ta jedyna ( niedawno oboje tak myslelismy ) itd... ? Wpiera mi , ze radzi sobie ze swoim problemem i nareszcie wie czego chce ( jakby wczesniej nie wiedziala ). Bylismy naprawde szczesliwi , sama nieraz mnie o tym zapewniala... Co robic , uciszyc sie i dac jej czas , czy nadal trwac w zapewnianiu o milosci ???
  • qbel2 11.01.11, 00:47
    > Tutaj pojawia sie moje pytanie : jak dlugo i daleko powinienem ja zapewniac ze
    > jest dla mnie ta jedyna

    A nie lepiej dać sobie spokój, pomyśleć o sobie i dziecku? Młody jesteś, poukładasz sobie jeszcze życie
  • aigala 11.01.11, 07:57
    pomyslalam w ten sam sposob co qbel2...

    Bardzo prawdopodobne, ze jej zachowanie jest kierowane choroba, ja widze tu bordera, ktory za wszelka cene chce Cie zniszczyc, pokazac jaki jestes dla niej bezwartosciowy, jak to wspaniale bez Ciebie sobie radzi, gdy tak naprawde cala soba pragnie stalych zapewnien, ze neizaleznie co powie i jak sie zachowa bedziesz przy niej i jej nie opuscisz. Chore, ale bardzo prawdopodobne niestety...
    Tylko, ze wszystko ma swoje granice. Jednak bpd ma to do siebie, ze wielu zlych zachowan osoba chora nie widzi, a jesli widzi to obarcza nimi otoczenie, ze niby "miala powod, bo TY zachowales sie tak i tak, sprowokowales ja"...
    Ja na poczatku rozniez sie tak zachowywalam, targaly mna emocje nie do opanowania, za wszystkie niepowodzenia obarczalam otoczenia a najbardziej tych, ktorym na mnie zalezalo, tak jakbym szukala podowdu aby ich skreslic, odejsc od nich albo zeby sami ode mnie odeszli.
    Dopiero po ok roku regularnej terapii zaczelam dostrzegac zmiany, ale kazdy ma swoje tempo, tak wiec trudno przewidziec czy i jak szybko Twoja partnerka zacznie sobie ze soba radzic...
    Mysle, ze to bardzo dobrze, ze nie mieszkacie razem. Kazdy bedzie mial czas na zajecie sie soba? Nawet jesli w przyszlosci nie mialbys byc z matka swego dziecka, terapia bardzo Ci pomoze, to co przeszedles z ta kobieta na pewno odcisnelo sie na Twojej psychice...
    Pamietaj, ze musisz wyznaczyc zonie granice pewnych zachowan i rygorystycznie sie ich trzymac, np zaczyna wrzeszczec-wychodzisz zostawiajac ja ze slowami "nie panujesz nad soba, nie bede z toba w takim stanie rozmaiwal" i zabierz corke. A jak zachowuje sie wobec dziecka? Zastanow sie czy nie warto aby dziecko bylo z Toba dopoki matka nie doprowadzi sie do "normalnosci"...
    Ale to tylko moje gdybania, nie znamy sytuacji od srodka, mozemy jedynie radzic i glosno sie zastanawiac.
  • nadzieja121 04.02.11, 22:12
    to wszystko jest takie smutne.... bycie z osobą chorą na BPD to jakby samobiczowanie się...
    mój border pije na umór... stał się alkoholikiem. dzień bez alkoholu to dzień stracony. ćwiartka w rękę i do przodu. cały czas mówi, że coś zrobi z piciem, że małymi kroczkami. Tak naprawdę nie robi nic. Tak mi na nim zależy jak na drugim człowieku, bo na chłopaku to coraz mniej... Nie mogę patrzeć jak bliska mi osoba, najpierw ćpa a potem pije na umór.... to wszystko niszczy i on tym już wiele zniszczył a i tak nadal się źle zachowuje. : ((((

  • maybesomaybeno 27.03.11, 21:40
    Cześć,
    Jestem nowa na tym forum. Widzę, że nie tylko ja mam ten problem. Mój chłopak ma borderline, jesteśmy ze sobą pół roku. Od początku w sumie wiedziałam że ma zaburzenie osobowości, ale nie wiedziałam jakie. Dopiero psycholog któremu opisałam jego zachowanie stwierdził że to BPD. Z jednej strony mówi że na maxa mnie kocha i mu na mnie zależy i faktycznie b duzo robi dla naszego związku. Ale z drugiej ma częste ataki gniewu, które pojawiają się z jakiegoś błahego powodu. Grozi mi że jak go zostawię to się zabije, że zniszczy mi życie. Zdarzyło się parę razy że wpadł w furię i rzucał różnymi przedmiotami. Boję się że po jakimś czasie może coś mi zrobić. Jestem strasznie rozdarta bo na maxa go kocham mimo tych ataków. Wiem też że jego ojciec maltretował go w dzieciństwie fizycznie i psychicznie. Jego matka była obojętna, a on nie miał się do kogo zwrócić o pomoc, bał się ojca. Nie wiem co mam zrobić. Czy warto kontynuować ten związek? Co robić? może wy którzy już tego przez dłuższy czas doświadczyliście doradzicie co robić? Jestem zupełnie sama z tym problemem...
  • nico_2009 29.03.11, 10:04
    Niektórzy odpowiedzą nie warto kontynuować, nie warto się starać, uciekać jak najdalej...cóż moim zdaniem Twoja decyzja zależy od postępowania Twojego partnera, a jego postępowanie wobec Ciebie nie może być absolutnie tłumaczone jego dzieciństwem jest osobą dorosłą i powinien wybierać świadomie!
    Cóż wybór jest bardzo trrudny lecz "...serce nie sługa...":-) pamiętaj jednak o kilku rzeczach:
    - jasno musisz stawiać granicę jego postepowaniu;
    - chcesz być szanowana - musisz się szanować i nie tłumaczyć z byle powodu;
    - musisz przygotować się na swoją bardzo dużą przejżystość w związku (uczciwość zakrawająca o głupotę);
    - możesz zostać poraniona i wylądować na terapii;
    - możesz zostać porzucona i stać się w jednej chwili wrogiem bez żadnego konkretnego powodu;
    - ai to najważniejsze: jeżeli Twój partner nie chce się poddać terapii i wszystko z nim ok (tak twierdzi) to uciekaj!
    Wybór należy do Ciebie
    Dla wyjaśnienia: nie jestem psychologiem, jestempo związku z osobą z BPD i to moje priv doświadczenia, błędy jednak wiem że oni czasem nie umieją być inni (lub też nie chcą)
  • sermater 06.02.13, 13:24
    mam do Ciebie pytanie,i do innych też! jak twój partner dał ci do zrozumienia, albo jak to zrobić żeby osoba u której wszyscy podejrzewają BPD sama również to zrozumiała że coś jest nie tak i udała się do terapeuty chociaż na diagnozę?
    ludzie czytam wszystkie fora i objawy, i jestem załamany, mam tak na prawdę nadzieję , że to nie to , że może moja żona po prostu się odkochała, mamy dziecko , manipuluje nim i mną i całą rodziną niemiłosiernie " chodź tatuś Cie już nie kocha, nie chce Cię, nigdy Cię nie chciał" i dlaczego , bo powiedziałem że już dłużej tego nie wytrzymam i się wyprowadzę.
    Oczywiście te objawy nie zaczęły się z dnia na dzień, to ciągnęło się latami, najpierw kryzys nuda, później była z kimś na chwilę znów wracała.teraz mamy dwuletnie dziecko, kredyty itp.
    jej ojciec całe życie cierpiał na depresję dwubiegunową, raz był obecny raz nie.manipulacje są nie do zniesienia, np sytuacja sprzed paru dni:
    Otwieram oczy na kanapie, moja Zona biega juz po domu i widać ze jest zmęczona i ma gorączkę,podbiega do mnie i pyta? Masz zamiar iść dziś na uczelnie, bo ja mam 39 stopni i dziecko na głowie.nic nie odpowiedziałem ale pomyślałem ze jak ma gorączkę i ja tez mam gorączkę to zostanę w domu.ale jej irytacja juz powoli rosła.masz sie zając dzieckiem bo ja z nim siedzę sama i nawet niema mi kto herbaty podać jak jestem chora.wypilem fervex czy jakiś tam inny coldrex, wziąłem synka na kanapę przykrylismy sie kocem i Franek zaczął oglądać bajkę.no i przylozylem głowę do poduszki i przysnelo mi sie. No i to był mój błąd...wpada żona i krzyczy ze ona jest chora, ja nieodpowiedzialny, pępek swiata, najważniejszy, wszystko musi robić sama i zawsze tak było itp. ( wyzwisk i przekleństw juz nie będę wymieniał), cały czas krzyczac. No to mówię jej ze niedługo będziesz musiała zając sie nim sama bo ja dalej tego nie mam zamiaru znosic i sie wyprowadze. No i tu zaczyna sie najgorsze, synku chodź do pokoju z mamusia, tatuś nie chce sie tobą zajmować, on cię nie kocha, nigdy cię nie chciał. Ale zacisnalem zeby juz nic sie nie odezwalem,bo wiedziałem ze może byc tylko gorzej.później wysyła ludziom smsy, jakim to ja jestem bezdusznym tyranem, że nie umiem się zająć dzieckiem a ona chora.itd.Takie sytuacje są nagminne.To jest nie do zniesienia.Ale ona nie widzi swoich manipulacji, ale mówi że ma depresję że czuje pustkę jest znudzona.Przy awanturze potrafi powiedzieć że zaraz weźmie auto i rozpier... się o najbliższe drzewo.pokłóciła się juz prawie ze wszystkimi, pisze jeszcze do tych osób które nie podważały do tej pory jej zdania.Wpada czasami w szał, rzuca wszystkim wyzywa.jest bardzo wiele takich historii które można przyporządkować pod te objawy, ale je nie jestem lekarzem to są tylko moje podejrzenia. Ostatnio odkryłem jej zdradę, chciałbym dać szansę temu związkowi choć jestem już tak cholernie zmęczony, wrak, strzęp człowieka.sam zacząłem chodzić do psychoterapeuty żeby sobie pomóc.Nie zwariować.Jesteśmy ze sobą 8 lat, oczywiście z przerwami.Już pal licho z tym że mi zależy na niej, ale podkopuje tymi tekstami grunt pod nogami małemu dziecku, które jak tak dalej pójdzie nigdy nie poczuje się bezpiecznie.Ludzie nie wiem co robić, jak spowodować to żeby poszła do terapeuty, cała rodzina jej już tak na prawdę o to walczy. Nikt jej jeszcze nie powiedział co podejrzewamy.
    odpowiedzcie proszę...
  • brz_a_sk 06.02.13, 14:30
    zakładam, że CHCESZ i myślisz poważnie - więc krótko i na temat
    moje pomysły Twoje wybory i Twoja odpowiedzialność - jeśli tego nie czujesz nawet nie czytaj :)

    w Twoim tekście jest jedno ważne zadanie:

    "niedługo będziesz musiała zając sie nim sama bo ja dalej tego nie mam zamiaru znosic i sie wyprowadze "

    powiem tak - nie ważne kim jest Twoja żona i co zrobi - WAŻNE czy Ty połapiesz się co robisz i co chcesz osiągnąć i za co odpowiadasz

    czasem człowiek traci grunt pod nogami i tłumaczy się z tego, że przysnął na kanapie - a powinien się ocknąć bo rozum stracił i nie jest w stanie siebie zrozumieć

    chcesz gadamy - jestem zbyt pryncypialna spoko - w końcu to forum bordozależne - wiemy skąd się biorą bordy (w pewnym sensie z tego pieprzonego zdania powyżej też; oczywiście z wydzierania mordy też)

    ale da się zrobić wszystko tylko trzeba CHCIEĆ wziąć za SIEBIE

    wybieraj czy chcesz gadać

  • sermater 07.02.13, 08:37
    No jasne że chcę gadać, tylko na miłość boską już nie wiem co robić!Wież mi że bardzo CHCĘ, coś zrobić, z żoną, ze sobą, ze wszystkim, tylko nie wiem jak? od czego zacząć?chcę się wziąć za siebie.Dlaczego to zdanie jest takie ważne?No widzisz jak czytam Twoją odpowiedź to wydaje mi się że w ogóle nie jestem w tym wszystkim połapany...
  • sermater 07.02.13, 18:27
    Odpowiesz?
  • insekret 07.02.13, 19:13
    czasami...trzeba spocząć...żeby ...usłyszeć odpowiedź...którą ma się w sobie...
    czasami warto poczekać...
    na podpowiedzi...
    odpowiedź znasz tylko Ty....
  • brz_a_sk 07.02.13, 19:25
    odpowiem
    ale to prawda można wspierać
    ale nie da się wyręczać

    mam nadzieję, ze Ty myślisz równie dużo nad sobą co ja nad tym jak Ci odpisywać
    skrobnij na priva - pomyslimy co najwazniejsze
    jak zacząć
  • brz_a_sk 08.02.13, 02:13
    obojgu potrzebna siła ; czyli poczucie wartości
    chyba na razie skutecznie rujnujecie jej szczątki
    pozbierać się oddzielnie
    znaleźć kąt świata, w którym da się oddychać
    i pilnować by nikt tlenu nie odcinał
    próbować zapisywać czego naprawdę się chce
    co można samemu zrobić
    i nie mówić niczego, czego nie da si zrealizować, dotrzymać
    nie straszyć/grozić
    spróbować zrobić plan wychodzenia ze związku - by mieć pewność, że wie się co jest możliwe
    próbować zużywać swoją energię z sensem

    i pamiętaj bord inaczej kończy związek bez terapii i z trapią bord tak samo daje kopa na księżyc i cześć albo gorzej



  • sermater 08.02.13, 13:11
    nie wiem jak ci napisać na ten priv... ja pierwszy raz używam forum....
    Ja nie wiem, próbuję ratować ten związek...
    Zacząłem chodzić do psychoterapeuty, ta tez mnie o to czego ja naprawdę chcę....
    gubię się w tym wszystkim do tego stopnia że nie wiem co ze sobą robić....
    ja mam tylko nadzieję że moja żona zorientuje się w końcu ze coś jest nie tak i pójdzie do psychoterapeuty, podsuwam jej różne materiały, książki, ale nie chce na to nawet na razie patrzeć, ale wie że cos jest nie tak jak powinno być, doszukuje się na razie depresji.
    psychoterapeutka mówiła żeby ustalić jakieś nieprzekraczalne granice, po przekroczeniu których pojawiają się konsekwencje...
    Wczoraj po długiej ciszy postanowiłem porozmawiać z żoną, ustalić te granice, że nie będziemy się wyzywać, będziemy szanować i tak dalej, używając zawsze słowa my nie ty.rozmowa przebiegła spokojnie ale wiem że i tak gó... z tego będzie.Postanowiłem z nią pogadać bo cały czas mi na niej zależy, a poza tym nasz synek tylko cierpi, nie czuje się bezpiecznie bo nawet taka pozorna cisza i gęsta atmosfera która sączy się jak jad w domu działa na niego jak trucizna i mam tą świadomość że dzieci wyczuwają coś takiego ze zdwojona siłą...Niech zapanują jakieś normalne relacje, albo bliskie normalnym...
    Nie mam siły odejść, nie mam siły zostać, tkwię tak ku... w martwym punkcie...
    jeszcze ta jeb... zdrada, tkwi mi to w głowie jak drzazga, której nie potrafię usunąć, bo jeszcze bez tego maił bym jakąś większą motywacje, zastanawiam się tylko kiedy to znów się zdarzy, kiedy spakuje walizki i wyjdzie...
  • brz_a_sk 08.02.13, 13:16
    nick jest adresem do konta na gazecie
    spóbuj
  • drumkz 09.01.13, 12:56
    moja rozstala sie ze mna bo chialem sie przytulac . . . na 2 tygodnie. . .
  • keiju 02.03.13, 19:10
    Pracujesz po 15-16 h na dobe?? To wcale sie twojej zonie nie dziwie. Zastanawia mnie, jak to mozliwe, ze wine za nieudane zwiazki z osoba borderline obarcza sie ta osobe. A jakze czesto wiaza sie z nimi emocjonalni tyrani lub pracoholicy, ktorzy z jakichs chorych powodow potrzebuja takiej osoby, ktora nawet jesli burzliwie, to z natury jest ulegla i da sie okrecic wokol paluszka, bo zawsze mozna jej wmowic, ze skoro jest borderline, to nie wie co dobre. Moze zacznijcie sie liczyc z potrzebami swoich partnerow dotknietych tym zaburzeniem, jesli ich naprawde kochanie, a nie wykorzystujcie ich do podbudowania swojego ego dobrego i wyrozumialego czlowieka, ktore czesto jednak gdzies nawala, i to w tak zdaloby sie prozaicznych aspektach, jak pracoholizm, ktory sie tez powinno leczec! I ktory doprowadza do rozwodo nie zaleznie od tego, czy druga osoba cierpi na borderline, schizofrenie czy zapalenie przyusznej!
  • malinkaaa83 06.04.11, 12:25
    kto mi powie w jaki sposob radzic sobie w tych zlych momentach? jak pomoc, jak sie zachowywac, jak dzialac by bylo dobrze....
  • karaluch36 14.04.11, 08:46
    dzisiaj sie dowiedzialem ze jestem BPD no coz to niestety wyglada ciezko i kolorowo jestem facetem po 30 samotnym po burzliwych i licznych romansach to prawda ze sex z BPD jest nieprzecietny lubimy humor i kuchnie ale jestesmy msciwi i konfliktowi dochodzi depresja czesto tak jak u mnie kiedys kobieta powiedziala mi ze mozna mnie kochac albo nienawidziec i miala racje szukam tej jedynej bez skazy a latka lecą i jestem sam a tyle razy moglem i zawalilem irracjonalizm tez jest nasza cecha niestety niemam pomyslu juz naprawde.
  • malinkaaa83 14.04.11, 11:34
    ja juz nie mam sily...tyle lat...tyle starania... wspolne plany na przyszlosc i po co to wszystko... dzis tylko pustka
  • katarzynka-27 15.04.11, 09:47
    Ja byłam 8 lat z partnerem.Rok temu rozstaliśmy się, nie dałam rady. Niedawno dowiedziałam się o bpd, czytałam wnikliwie i z 90% objawów pasuje do niego, czytałam też o osobowości dyssocjalnej- też pasuje. Nie jestem pewna na 100%, że akurat na to cierpi, ale to by wyjaśniało wiele jego zachowań.Oprócz tego jest alkoholikiem, pije ciągami przez tydzień-dwa, potem ma przerwy 3-6 miesięcy. Od mniej więcej 3 lat zaczęło się pogarszać, jak pił robił się "ludzki", szczery.Natomiast jak trzeźwiał, to zupełnie inna natura.Kłamstwa, manipulacje, zdrady.I nic w tym nie widział złego.Potrafił mi jawnie powiedzieć, że chce bym była jedną z wielu. Te wybuchy gniewu, nagle, bez powodu, obwinianie mnie o wszystko, wręcz obsesja, że moja rodzina chce go zniszczyć, zarzuty, że nic mu nie pomagam, wyłudzanie ode mnie pieniędzy.Nie do zniesienia. Chyba najgorsze było to , że wprost upajał się seksem, snuł niezdrowe opowieści, każda babka wg niego leciała na niego, zaczął zadawać się z różnymi kobietami, żadnych hamulców.Byłam jego największą miłością (ponoć), teraz jestem największym wrogiem.To straszne, myślałam, że to taki wredny charakter, teraz myślę, że to choroba.
  • moskwicz100 16.04.11, 11:11
    siemasz czytając twoj opis jestem tez bpd i to prawda ze sex dla tych osob jest wazny i nieprzecietny tez pije ciągami a jak przestaje to kompletnie nic po alkoholu mam bajer i odwage lepiej mysle na trzezwo mam lęki i nic mi nie idzie jestem rozdrazniony jak male dziecko mialem kiedys dziewczyne 7 lat to tylko opieralo sie na sexie bo to nimfomanka byla a tak do dupy klutnie i zrywanie teraz zostalem sam i niewiem co dalej....
  • katarzynka-27 16.04.11, 13:04
    Definitywnie rozstaliśmy się rok temu, przedtem były rozstania i powroty, potrafił mi z dnia na dzień powiedzieć, że jutro jedzie na wakacje z inną. Bo niby chciał mi zrobić na złość. Potrafił być ze mną a późnym wieczorem jechać do innej, wymyślając oczywiście jakieś usprawiedliwienie dla siebie. Albo urwać się z pracy i przyjmować w domu inne kobiety, jak ja byłam w pracy.Ja nigdy nie stroniłam od łóżka, ale widać on potrzebował dodatkowych wrażeń.Teraz jest z kobietą, jak jest w ciągu to do mnie wydzwania i opowiada o niej straszne rzeczy, że to k..wa, że tylko do łóżka itp.Na pewno o mnie też opowiada straszne rzeczy. Mówi, że z nią koniec, że chce do mnie wrócić.A jak wytrzeźwieje, to wraca do niej a ja co najwyżej mogę usłyszeć parę przykrych słów. TEraz już jak jest w ciągu to nie odbieram telefonów, nie chcę rozmawiać. Ma kobietę, która przyjeżdża do niego raz na tydzień, w weekend, na noc. Kobieta ma trójkę dzieci nastoletnich i jak on chce ułożyć sobie życie, jak z własnym synem nie może się dogadać? Cóż stało się, nie żyję w wiecznym stresie, nikt nie krzyczy na mnie bez przerwy, nie zdradza, nie okłamuje, nie obwinia za wszystko. Naprawdę dużo pomogłam jemu i jego rodzinie a tak dostałam po d..ie. CZemu jak pije, to wówczas dzwoni, mówi, że mnie kocha, że tęskni. Ja też tęsknię, ale nie chcę wrócić do tego co było.On był największą miłością w moim życiu. Ma 51 lat i nie wierzę, żeby jeszcze mogło coś w nim się zmienić.
  • partnerka5 12.12.11, 22:56
    Witam Was wszystkich serdecznie....
    ja tez jestem od 10 lat z czlowiekiem BPD i dowiedzialam sie o jego przypadlosci 3 dni temu...
  • partnerka5 12.12.11, 23:16
    troche mi glupio tak sie otwierac na forum,ale wiem,ze to forum bardzo mi pomoglo(od dwuch dni czytam wasze wypowiedzi na wszystkich watkach)
    10 lat temu zwiazalam sie ze wspanialym jak mi sie wydawalo czlowiekiem,ktory wtedy w poczatkowej fazie znajomosci byl w tzw przez was fazie godowej,a wiec wiersze milosne,serenady,kwiaty,noszenie na rekach....no i zakochalam sie miloscia prawdziwa,pomimo,ze bronilam sie jak moglam-serce nie usluchalo.
    Po paru miesiacach zauwazylam,ze cos z moim facetem jest nie tak,jak mam do niego prosbe w zwiazku ze cos mi w zwiazku nie odpowiada,albo ze trzeba cos zmienic to moj lby reaguje glosno,atakiem i widzi we wszystkim ze to ja go atakuje....fakt ze nigdy mnie nie uderzyl,nie pije wcale,nie zazywa niczego,ale jego zachowania czasem odbiegaja od normy....zwala ma mnie wine za swoje niepowodzenia,chce abym wziela z nim rozwod??????Tak jakby cgcial w moje rece wlozyc odpowiedzialnosc za rozpadek zwiazku,nie mozna z nim wcale podyskutowac,no chyba ze popierasz jego zdanie to wtedy dyskusja jest cacy....co do strony seksualnej to nie wydaje mi sie aby mnie zdradzal,nie bylo jeszcze takiego przypadku ani sladow,zas on kara mnie seksem czyli jak cos mu sie nie podoba to dystansuje sie do mnie i probuje mnie ukarac niesypianem ze mna??????Dziwne jak na faceta co?Nigdzie wtedy nie wychodzi,siedzi w domu robi ciche dni i powtarza ze go bardzo zawiodlam i zranilam i obrazila,??????
    Mial bardzo ciezkie dziecinstwo gdyz ojciec go odrzucil a matka podrzucala na wychowanie w rodzinie gdyz pracowala zawodowo bardzo ciezko i miala wiele dzieci,ktore wychowywala sama.
    Oboje tez mamy dzieci i do dzieci jest cudowny i kochajacy,dzieci szaleja za nim a on za nimi,jako ojciec jest super jednakze jest NIEODPOWIEDZIALNY rzuca czesto prace i wina obarcza caly swiat i rowniez mnie???????
    A ja tak sobie na to patrze i juz dawno stwierdzilam,ze z nim cos nie tak....do tego jak okazuje mu uczucia to on ucieka a jak mam go w doopie to on za mna biega....sa fazy raju i fazy cichego dystansu gdzie on sie zamyka w sobie i nie wolno m przeszkadzac bo siedzi i mysli......dlugo szukalam az w koncu odwazylam sie zadzwonic do jego eks zony z pytaniem czy ona tez to z nim przechodzila,powiedziala mi ze on ma BPD ale on w to nie wierzy i ze jakakolwiek terapia odpada bo on w psychologow nie wierzy.....
    Jego dreczenie psychiczne polega na tym ze nie mozna z nim porozmawiac czasami o niczym gdyz roznica zdan doprowadza do tego ze on czuje sie dozkniety i obrazony przeze mnie???????A wogule to on sie najlepiej wyprowadzi ale jakos nigdy tego nie robi-az mu raz powiedzialam,ze jak jeszcze raz od niego uslysze,ze sie wyprowadzi to go osobiscie spakuje i wykopie-no i przestal szantazowac wyprowadzkami a zaczelo sie namawianie mnie do rozwodu bo ja NAPEWNO CHCE ROZWODU O!! on wie lepiej co ja mam w glowie i koniec
    Nie wiem co mam robic gdyz kocham go i kocham nasza rodzine,jednakze jego zachowania-na szczescie coraz zadziej ok raz na 3 miesiace daja mi uczucie ze jestem w jakims paranormalnym filmie i niczego nie kumam....szczesciem,ze mam silna osobowosc i czasem walcze jego bronia badz udaje blondynke-co najlepiej dziala....wiem ze normalnie z nim sie nie da wiec musze sie gimnastykowac aby nie pasc ofiara jego bezpodstawnych zarzutow....raz kocha do szalenstwa a za chwile jest mna rozczarowany...kuzwa kocham go ale zaczynam sie rozgladac za normalnym facetem,,,,,a nie chce zdradzac i rozwalac rodziny,jednakze jego zachowanie i schizy odbieraja mu respekt w moich oczach i meskosc....jakbym z dzieckiem nie z facetem byla....gubie sie w tym jeszcze gdyz dopiero jak mowilam dowiedzialam sie ze moj ma BPD a najlepsze ze on o tym nie wie i wiedziec nie chce.
    Napiszcie cos prosze......pomozcie mi tak ustawic sobie w glowie aby nie zglupiec do reszty
  • katarzynka-27 16.04.11, 13:12
    Mój były też właściwie jest sam.Oprócz nowej, weekendowej kobiety nie ma przyjaciół, kolegów.Wszyscy się odsunęli.Jedyną bliską osobą jest jego mama, która jest dla niego jak guru. Jeszcze ma ogromne długi, ponaciągał znajomych, mnie też, nie oddaje no i tak odsuwają się od niego. Chodził na terapię , nie raz i nie dwa, ale to raczej dla papieru.
  • karaluch36 16.04.11, 15:22
    no to zemną nie jest jeszcze zle widze jak chcesz pogadac to daj gg
  • katarzynka-27 16.04.11, 19:07
    Mniej więcej od 3 lat jest z nim gorzej.Alkoholizm jest chorobą postępującą, jeszcze ta jego osobowość, nawet znajomi zauważyli, że coś jest nie tak.A ja obrywałam najwięcej. Mój gg- 35262621
  • bautifulmind2 28.03.12, 14:19
    A związek typu partnerka i partner z BPD. Czy to nie jest jedna z recept?
    Jak włoskie małżeństwo. Są emocje, adrenalina, przynajmniej nie jest nudno i ciągle coś się dzieje. Czy mogłoby dać to uczucie spełnienia dla obu stron?
  • ps.witch 01.04.12, 15:12
    Nigdy nie bedzie szczesliwa ani udana. To niemozliwe. Te osoby nie potrafia kochac. I to zarowno siebie jak i innych.
    Przykre to ale trzeba to powiedziec sobie otwarcie i uczciwe. Nie bedziesz kochany nawet za cene nie wiem czego bys nie zrobi dla tej osoby. To jest glod uczuc tak wielki jak worek bez dna.

    Czesto maja niedojrzale emocjonalnie oczekiwania i wymagania, aby byc kochanym, pomimo wszystko, chca byc dla kogos tacy specjalni, uniklani. Kochani taka wyidealizowana miloscia... Daleka od realiow zycia, wszak milosc pomiedzy doroslymi jest rowniez dorosla, a wiec na pewnych warunkach.

    Generalnie mozna powiedziec, ze ludzi zdrowych mentalnie nie ciagnie do osob z bordeline. Nikt normalny nie lubi hustawek emocjonalnych, unika toksycznej relacji i swoistego emocjonalnego wampiryzmu.

    --
    _________________________

    Uwaga: Ascendent w Skorpionie!
  • madzias22 24.04.12, 18:25
    Czyli jesli ja moj zwiazek trwa juz 13 lat a bdp ujawnilo sie u mojego partnera ponad rok temu i zamienil moje zycie w pieklo to nie bedzie lepiej. Wiem ze ja jestem wykonczona tym zwiazkiem i nim. Nie moge na niego patrzec tak mi zycie zatrul. Odejsc jednak jest mi ciezko. Sama sie miotam.
  • tlustaklucha 25.04.12, 01:25
    Jak się ujawniło po 13 latach związku, to możesz być spokojna, to nie bpd.
  • madzias22 25.04.12, 04:13
    Ja na artykul o bdp trafilam calkiem przypadkiem i przeczytalam z czystej ciekawosci. Bdp u wiekszosci objawia sie po 30 roku zycia tak jak w przypadku mojego meza. To co tam wyczytalam dokladnie odpowiadalo zachowaniom z jego strony. Moj zwiazek kiedys byl idealny. Teraz jestem ponizana i kochana za razem. Wyzywana i chwalona. Za nic dostaje ciosy a za chwile jest ok. Ja zglupialam. Jestem silna osoba twardo stapajaca po ziemi i nigdy chociaz nie wiem co walczylam do konca ale to mnie przeroslo. Doszlo do tego ze tak naprawde tak jak go kochalam teraz go nie nawidze. Z naszego fajnego poukladanego zycia uczynil pieklo. Pieklo dla mnie. Wszyscy mowia zostaw go i odejdz bo lepiej nie bedzie. Wiem o tym i jeszcze daje mu jedna szanse zeby w koncu sam zobaczyl ze cos z nim nie tak. Jesli teraz nie podejmie on walki o nasza rodzine i nie zobacze mojego meza takim jak byl wczesniej to ja juz nic nie zrobie. Wiem na pewno ze to bdp.
  • brz_a_sk 25.04.12, 06:20
    żebyście nie przegapili życia wyrokując samodzielnie o chorobie
    a nie pomyślałaś, że to może być nowotwór?
    świadomie wybrałam to pytanie spośród wielu , które byłyby równie zasadne

  • 3bsp 25.04.12, 15:46
    Mam trochę doświadczenia i jestem niemal przekonany ze zbyt pochopnie wyrokujesz.
    Zgadzam się w pełni z dziewczyną o niku tłustaklucha.
    Osobiście polecałbym terapię rodzinną, dzięki której, a o tym jestem przekonany, zobaczycie, gdzie leży nie Twój, ale wasz problem.
    Trojka dzieci i 13 lat wspólnego życia to coś, o co warto zawalczyć.
    Pozdrawiam Cię i życzę determinacji.
    Naprawdę warto.
  • madzias22 25.04.12, 16:17
    Milo ze dodajesz mi otuchy. Mnie tez jest ciezko ot tak to zakonczyc. Moja starsza corka ma 9 lat i czesto przychodzi do mnie i pyta co jest z tata. Dlaczego ciagle krzyczy co ja zrobilam. Moje dzieci nie znaly do dzisiaj jego krzyku. On nigdy nie krzyczal mial stoicka cierpliwosc za co ja sama go podziwialam. Teraz jest inaczej. Jego reakcje na glupoty sa irracjonalne. Sama nie potrafie tego ogarnac swoim umyslem. Moja siostra ktora zna go od zawsze mowi ze to nie jest ten sam czlowiek ktory byl kiedys. Znajomi ktorzy znali go kiedys i znaja teraz pytaja co z nim i kazdy mowi Dziewczyno on cie wykonczy. Ja kiedys wazylam 55 kilo a teraz waze 42 kilo. Nie moge jesc nie moge spac staram sie to ogarnac. Walczylam o niego, walczylam o ten zwiazek ale jak walczysz sama zawsze przegrasz. Ja walcze juz pare lat i brak mi sil tym bardziej ze mam 3 dzieci i dla nich musze BYC. One sa moja podpora.
  • madzias22 25.04.12, 16:05
    Od dwoch lat latam z mezem po lekarzach chcac sie dowiedziec co mu jest. Plakalam razem z nim jak zwijal sie z bolu. Zrobil badania w kazdym kierunku i to ja popchnelam go na badania na raka. Nowotwor zostal wykluczony. Nie jestem idiotka.
  • 3bsp 25.04.12, 16:26
    Czy przyszło Ci kiedy do głowy, ze mężczyźni nie nie są jak skały i też maja leki.
    Lęk zniewala, lek zabija miłość, lek powoduje nasze irracjonalne zachowania.

    Czy pomyślałaś, że jego choroby to próba ucieczki przed odpowiedzialnością za rodzinę z która to odpowiedzialnością nie daje sobie rady.
    Ja nie jestem tobą i nie mogę za Ciebie podejmować decyzji.
    Pomagałem w życiu alkoholikom, nie profesjonalnie ale tak z siebie i odkryłem coś, co mnie zadziwiło swoją oczywistością - w wielu przypadkach w pierwszej fazie, to choroba osamotnienia, opuszczenia emocjonalnego przez najbliższych, którą leczy jeden głębszy.
    Przemyśl to zanim podejmiesz decyzję brzemienna w skutki dla wszystkich - dzieci też.
  • madzias22 25.04.12, 16:47
    Moze to co pisze wyglada tak jak bym juz wszystko przekreslila. Ja mojego meza zawsze wspieralam byl i jest dla mnie kims waznym. Kiedy sie rozchorowal stawalam na glowie zeby mu pomoc. Nigdy sam nie szedl do lekarza zawsze bylam z nim. Kiedy pojawila sie opcja ze moze to byc rak bylam silna i mowilam ze nie wazne co to jest ja jestem bylam i bede z nim. Plakalam po nocach tak zeby nie widzial a przy nim bylam silna. Jednak codziennie za cos obrywalam bez powodu. Wyzywal mnie bo nie mogl znalezc pilota ktorego sam polozyl w kuchni. On nigdy mnie tak nie traktowal. Obwinia mnie za wszystko. Jestem silna kobieta ale to mnie przerasta. Kiedys gotowal obiady bo jest kucharzem zreszta uwielbialam jak to robil. Gotowal dla mnie byl pelen zycia mial tyle fajnych planow. Teraz juz nie ma tego faceta. Wszystko jest na mojej glowie. Ja mam chore rece a mimo tego to ja musze isc na zakupy bo jemu sie nie chce, ja musze posprzatac, ugotowac, zajac sie dziecmi a on lezy z pilotem w rece. I co mam z tego. Tylko obrywam. On sie niczego nie boi bo wie ze nawet jesli zrobi cos nie tak to ja to naprawie. Nie moze czuc sie opuszczony bo zawsze go wspieralam. On nie jest skala ale ja tez nie. To kobieta powinna miec poczucie bezpieczenstwa ktore mezczyzna powinien jej zapewnic. U nas jest odwrotnie. Ja jestem kobieta i facetem w jednym. I czy to takie fajne?
  • brz_a_sk 26.04.12, 06:15
    nie szukaj w słowach winy czyjejkolwiek
    szukaj przyczyn
    kiedy się rozumie - decyzje są trafniejsze
    z tego co napisałaś wygląda na to, że żadne z Was nie ma pomocy psychiatry - nie ma diagnozy
    szamoczecie się ze skutkami

    jeśli macie się rozstać, to na pewno lepiej spróbować, jednak zostawić męża pod opieką lekarza
    wiem, że to trudne

    jeśli strach jest zasadniczą przyczyną jego zachowań to terapia podpowiedziałaby każdemu z Was co można zrobić - choroby nie da się nie zauważać ale kiedy się coś o niej wie jest znośniejsza

    nie krytykuję Cię i nie lekceważę
    zdaję sobie sprawę z tego co piszesz - przerosło Was już wszystko
  • 3bsp 26.04.12, 07:56
    Brz_a_sk ładnie to ujęła w poprzednim postcie. Mam wrażenie, ze wokół brak jest zwykłej ludzkiej uczciwości, która nakazuje uczciwa rozmowę wprost, bez gróźb, szantażu, etykietowania.
    Wiem co czujesz i jest mi smutno, bo kolejne życia upływają jałowo i bezsensownie.
    Jednego jestem pewien - nie wolno tego tak zostawić i powierzyć dziełu przypadku, bo to jest jak rak, który podstępnie niszczy i uderzy w najtrudniejszym momencie.
    Dopóki serca biją..........
  • madzias22 26.04.12, 09:25
    Musze sie z Toba nie zgodzic. Jestem ,bylam i bede szczera i uczciwa wobec mojego meza i wszystkich. Jest to moja domena za co ludzie mnie nie lubia bo nie ukrywam nic i mowie prosto co mysle i czuje. Z moim mezem spedzilam godziny na rozmowach. Sluchalam on sluchal i szukalismy rozwiazania. Ja nie chcem zostawic go ot tak samemu sobie bo taka nie jestem. Jednak jestem juz zmeczona ciaglymi wyzwiskami obarczaniem mnie wina za wszystko i wyrzywanie sie na mnie. Ja mu nie robie awntur staram sie z nim rozmawiac ale trafiam w mur. Zamknol sie na wszystko i wszystkich i w kazdym dookola szuka wroga, kazdemu cos zarzuca, na kazdego ma cos do powiedzenia a siebie uwarza za ideal. Ja oprocz niego mam jeszcze 3 letnie blizniaki i 9 letnia corke ktorym jestem potrzebna. Nie moge skupic sie tylko na jednym i olac drugie. Moje dzieci jak ktos by nie powiedzial sa ponad nim i jak mam wybierac to wybiore dzieci. Nie chcem zeby one patrzyly na to wszystko. Tata jak ma humor to jest fajnie ale jak nie ma humoru to krzyczy. Chyba to nie powinno tak dzialac. Powiem to tak. W zeszlym roku przez to ze akurat byl zajety czyms innym a powinien zajac sie dziecmi jedna z moich 3 letnich corek juz by nie zyla. Dzieci wyszly z domu i wyszly na ruchliwa ulice. Kilka centymetrow przed nimi zatrzymal sie van. Nigdy tego nie zapomne bo ja walczylam o ich zycie w szpitalu bo urodzily sie 2 miesiace wczesniej. On byl w szpitalu przez 3 tygodnie 2 razy bo wolal spac i pic z kolegami. Jesli chodzi o odpowiedzialnosc to nie choroba czy psychika mu na to nie pozwala ale lenistwo.
  • madzias22 26.04.12, 08:52
    wchodzac na to forum chcialam dowiedziec sie jakie sa doswiadczenia osob z osobami takimi jak moj maz. On kiedys byl inny i przez wasze doswiadczenia chcialam sie dowiedziec jak mu pomoc. nie szukam pomocy dla siebie bo choc by niewiem co ja zawsze bede go wspierac bo wiem ze mam na tyle sily w sobie. Nie oceniajcie mnie tak jakbym chciala zrobic mu krzywde. Uwierz mi nie chcem i to by byla ostatnia rzecz jaka bym zrobila. Chodzi mi o to ze mimo tego ze jest chory czasem wykorzystuje to przeciwko mnie. Przez 5 lat naszego malzenstwa bylo jak w bajce. Mialam poczucie bezpieczenstwa wiedzialam ze jestem kochana. Dwa lata temu tak jakby nigdy nic stracilam to. Pewnie ze ja tez mam swoje wady bo mam ich mnostwo ale dla mnie moja rodzina zawsze byla ponad moje zycie. Wiem ze gdyby cos za kazde z nich oddala bym wlasne zycie. Kiedy przeczytalam o bpd i porownalam to z zachowaniem meza olsnilo mnie. Przeczytalismy to potem razem. Przyznal mi racje. Przeprosil. Dzien pozniej bylo super. Kazda sekunda dnia byla jak kiedys. Tylko 1 dzien. Potem znowu hustawki nastrojow, atakowanie mnie, szukanie czegos czego mozna sie czepic i mi dogrysc. Osoby ktore znaja nas wiele lat i widzieli nasz zwiazek wczesniej nie sa w stanie zrozumiec co sie stalo. Kazdy pyta mnie a ja nie chcem odpowiadac na to pytanie. Myslalam o terapii malzenskiej ale wiem ze jesli my sami nie damy rady uporac sie z tym problemem nikt tego za nas nie zrobi. Udanie sie do psychologa bylo by najwiekszym bledem z naszej strony i my oboje o tym wiemy. Ja wiem ze jesli on nie dostanie mocnego kopa w tylek to sie nie obudzi. Troche winie jego matke za to co sie z nim dzieje. Moja mama, siostra, tata zawsze byli blisko mnie i zawsze mnie wspierali. Jego matka nigdy tego nie robila. Moja rodzina byla wiekszym wsparciem dla niego niz jego wlasna. Moj tata zawsze byl jego tata ktorego on nigdy nie poznal. Moj tata kocha go jak wlasnego syna mimo to ze w tym roku na Boze Narodzenie przyjechal nas odwiedzic po 3 latach i pierwszy raz w zyciu widzialam jak placze po tym co nawyczynial moj maz. Ta Wigilja byla dla mojego taty a przede wszystkim dla dzieci. Moje 3 letnie blizniaki malo rozumialy ale moja 9 letnia corka dostala spazmow gdyz tata wystartowal do mamy z krzeselkiem. To byl dla mnie i dla wszystkich szok. Nikt nie mogl w to uwierzyc bo on nigdy by mnie nie krzywdzil. Wolal by sobie krzywde zrobic niz mnie. Jest wiele histarii tego typu sprzed dwoch lat. Ja wiem ze jest szkoda osoby ktora jest chora i powinno sie byc dla niej wyrozumialym. Jednak co ze mna co z moimi uczuciami i ze mna sama. To nie jest latwe zycie. Wiem ze kazdy z was doswiadczyl czegos przykrego i mial ciezko i dlatego Prosze nie oceniajcie mnie bo ja mam Dobre Serce, czasem az za dobre. Mysle ze choroba stala sie troche wymowka mojego meza od odpowiedzialnosci za pewne rzeczy. Nauczyl sie siedzenia w domu nie pracuje i tak mu wygodnie. Jak trzeba cos zalatwic to mnie wysyla wszedzie a ja jak glupia leze.
  • the-crawl 26.04.12, 10:15
    zasada jest prosta zaczyna się od siebie...skoro mu jest wygodnie tak jak jest nie ponosi konsekwencji swoich słów czy czynów dodatkowo szukasz jakiś usprawiedliwień dla niego to sama powiedz po co ma się wysilać i zmieniać?? piszesz, że nie możecie iśc na terapię małżeńską, że byłby to błąd, wiesz w tej terapii psycholog nie ma zadania rozwiązania waszych problemów ale jest swoistym filtrem komunikacji między wami, to dwoje ludzi zaczyna dostrzegać problem w innym wymiarze zdarza się, że w końcu podejmują świadomą dojrzałą i racjonalną decyzję o rozstaniu. sami jak widać sobie z tym nie radzicie inaczej nie pisałabyś tutaj. aha i jeszcze jedno zanim go ometkujecie borderline niech pójdzie do psychiatry czy psychologa. na podstawie opisów internetowych sama mogłabym podpisać się pod serią chorób i zaburzeń.
  • madzias22 26.04.12, 10:38
    Nie wiem czemu mnie atakujesz. Nie pisze na tym forum po to zeby sie usprawiedliwic czy usprawiedliwic jego. Nikogo tez nie oceniam. Pisze bo mam problem i chcialam podzielic sie nim z osobami zupelnie bezstronnymi. Z gory zakladasz ze nie wiem o czym mowie i co mysle. Ciezko jest w kilku zdaniach opisac co sie dzieje jak to wyglada. Ja konsultowalam sie z psychologiem. Jednak o tyle ciezko mi podjac kroki terapii ze nie mieszkam w Polsce. Mieszkam w Anglii a moj maz nie rozumie za duzo. Poza tym tutaj dostanie sie do specjalisty graniczy z cudem i trzeba przejsc przez 10 lekarzy zeby dostac sie do tego wlasciwego. Poza tym moj maz na terapie nie pojdzie chociaz nie wiem co. Jesli chodzi o twoja zasade zaczyna sie od siebie to ja zaczelam. Staralam sie znalezc wine w sobie ale im bardziej sie staralam tym bardziej utwierdzalam sie ze to nie moja wina. Przeczytaj moje poprzednie wypowiedzi moze wiecej zrozumiesz. jesli chodzi o komunikacje miedzy nami to dwa lata temu nie bylo tematu o ktorym bysmy nie gadali. Kazdy problem rozwiazywalismy razem i kazda decyzje podejmowalismy razem. Ja nikogo nie ometkowalam to raczej ja zostalam ometkowana przez ciebie. Tak mam problem. Pisze na forum bo sa tu ludzie ktorzy maja ten sam problem a forum jest od tego zeby sobie pomagac i dzielic sie doswiadczeniem a nie dlatego ze nie mozesz sobie z czyms poradzic. Nie jestem jakas idiotka. Jestem dorosla kobieta ktora wie co mowi.
  • the-crawl 26.04.12, 18:07
    nie rozumiem dlaczego poczułaś się zaatakowana. bardzo uważnie przeczytałam Twoje posty. w żadnym zdaniu nie napisałam że czegoś nie rozumiesz itd po prostu napisałam Ci co ja jako osoba z osobowością borderline w tym wszystkim widzę. i w zaczynaniu od siebie nie chodziło mi o szukanie winy w sobie, bynajmniej, to raczej szukanie pomocy dla siebie żeby wyjść z toksycznej sytuacji i zaopiekować się sobą. widzisz teraz o tej terapii małżeńskiej piszesz w innej perspektywie wcześniej wspomniałaś tylko, że terapia byłaby błędem bo musicie poradzić sobie z problemami sami. ok napisałam bezstronnie bo nie znam ani ciebie ani jego twoja sprawa co z tym robisz/zrobisz jako matka wiem że musi być Ci cholernie trudno a jako border wiem że potrafiłam zniszczyć wszystko i wszystkich wokół i gdyby nie fachowa opieka specjalistyczna przez kilka lat pewnie teraz tonęłabym w "szambie" a z tego co pisałaś wynika, że był diagnozowany być może problem jest bardziej złożony i tyle pisze nie oceniając siebie a jedynie sytuację którą przedstawiłaś
  • doro.ta97 26.10.13, 11:33
    Zapraszam wszystkich na tą stronę.
    www.facebook.com/groups/528443767240440/
    Chyba nie ma jeszcze czegoś na fb a myślę, że warto pogadać sobie, wyrzucić coś z siebie i powymieniać sie uwagami. Strona, dla partnerów ale też oczywiście dla ogólnie bliskich osób borderów. Zapraszam i proszę o rozgłaszanie :)
    Sama mam faceta z BDP, jest DDA i ostatnio ma sporo objawów depresji...
  • brz_a_sk 26.10.13, 12:21
    uważaj na swoją prywatność na fb wiele osób bez zastanowienia, czasem przez zagapienie, pośpiech wchodzi z konta, po którym każdy wie kim jesteś i kim są osoby, o których piszesz
    CZASEM to bardzo niedobre (mam pełną świadomość, że ten kto chce wytropi w realu wszystko ale podkładać się nadmiernie nie należy)

    jasne prywatność to nasza sprawa - staram się nie ingerować, jedynie pod rozwagę podrzucam

    W poprzednim poście napisałaś coś co mnie zastanawia:
    "...żyje z borderem od dwóch lat ale dowiedzieliśmy się jakieś 1,5 roku temu. My jesteśmy ze sobą cholernie blisko i wiem, że nie będe z nikim innym i on też..."

    kiedy border nie zdaje sobie sprawy z tego na czym polega zburzenie to wiadomo to jest wpisane w tę cholerną diagnozę - to nie przyjmowanie do wiadomości na czym polega zaburzenie, mimo przeczytania nieomal wszystkiego co o zaburzeniu napisano; po długiej terapii ludzie wiedzą w co powinni uwierzyć dla swojego dobra a i tak bywa różnie;znam takich którzy z uśmiechem mówią - "no wiem wiem - jestem rasowym borderem - to moja uroda" i znam takich, którzy mimo najlepszej woli mówią tak jakby nigdy w życiu nie przeczytali na jakiej podstawie padła diagnoza BPD - tak to jest
    mnie zastanawia jak to jest czy Ty pisząc swój poprzedni wpis pomyślałaś o tym jak to jest trudne zrozumieć zaburzenie i usłyszeć na czym polega trudność w używaniu słowa na zawsze
    pomyśl
    wiem, że to nie łatwe - ale warto
    by wiedzieć w czym ta niezwykłość

  • brz_a_sk 01.04.12, 17:07
    są narkotykiem

    są bezkresni

    wymagają powrotu do źródeł
    terapii

    tamy

    www.emocje.net.pl/emocjonalny-wampir-6-typow/
  • tlustaklucha 26.04.12, 23:56
    Zgłoście sie do psychiatry, jak the-crawl tafnie napisała - nie metkuj go sama.
    Zaburzenia osobowości, to nie jest coś, co "wystrzela" nagle, w najmniej oczekiwanym momencie. Facet był całe życie cacy i nagle po trzydziestce mu odbiło, zaburzył się, tak?
    Przeczytałaś przypadkiem o bpd i machnęłaś mu diagnozę. Jakbyś przeczytała akurat co innego, to byłoby co innego. Skąd wiesz, że nie ma manii na przykład? Albo innej choroby psychicznej? A może coś się stało w jego życiu, o czym nie wiesz?
  • 41-a 25.05.12, 20:50
    Czytam i to dziwne ale czuje sie lepiej ze nie tylko ja...Poznalem dzieczyne mlodsza,bylem w szoku ze ktos sie tak mną interesuje,troche juz przezylem i wydawalo mi sie ze cos o zyciu wiem. Ona troszke dziwna miala problemy ze soba,poprosilem idz do specjalisty ,poszla i okazalo sie ma BPD. NIe szkodzi nie martw sie, bedziesz sie leczyc ,nie zostawie Cie pomoge....
    Bylo To najpiekniejsze 6 miesiecy mojego zycia,zadna ale to zadna kobieta mnie tak nie traktowala,kazdego dnia taka wielka moc ciepla i czulosci .Zakochalem sie do nie przytomnosci....Kazdego dnia slyszalem ze jestem najwazniejszy,ze nigdy mnie nie skrzywdzi ze zyje po to zebym byl szczesliwy...bylem i to bardzo .Zdarzaly sie kryzysy ale zawsze dawalem jej dlon i kochalismy sie dalej.
    Do pewnej malej sprzeczki ,po ,ktorej uslyszalem ze mam sie wynosic z jej zycia ze nie chce mnie znac,zero szansy nic mam wyp..... po dwoch dniach zaczela sie spotykac z moim "najlepszym Przyjacielem" po nastepnych 4 dniach oswiadczyla ze mam sie odp.....bo ona go kocha i juz znim byla i jest szczesliwa. Nie wiem kto gorszy?? On, bo ona chorenka a on o wszystkim wiedzial ja dzwonilem do niego zwierzalem sie z mojego strachu bólu obaw ze ja trace na zawsze, a oni byli wtedy razem,sama mi to powiedziala.Zero uczuc,sama bezdusznosc,zero litosci.Czy to ta sama kobieta ,ktora dzien przed feralna sprzeczka byla tak cudownie slodka,opiekuncza. Cos we mnie pękło nie wytrzymalem cierpienia,teraz jestem na lekach uspakajacych,7 kilo lzejszy jak wrak czlowieka. I tylko milosc nie przeszla ,dalej kocham mimo ze mosty wszystkie spalila.
  • brz_a_sk 26.05.12, 10:01
    jeśli LBP w jakimś stopniu zależy od traumy w dzieciństwie - ( myślę, że długo jeszcze będą trwały badania, zanim uda się ustalić czy trudne dzieciństwo borda było skutkiem trwających już odmienności czy trauma zaburzyła zupełnie zrównoważoną osobowość)
    to zachowanie zakochanej borderki - takie jak opisujesz jest - jakby wzorcowym akceptowaniem drugiego człowieka; taki potencjał miłości powinno dostawać dziecko od rodziców
    może to jest u borda niesamowita potrzeba akceptacji bezwarunkowej

    jeśli chcesz spróbować pojąć siebie i borda - poczytaj jak to jest, że człowiek, który nie chce nikogo krzywdzić - krzywdzi i nadmierną akceptacją i potem zanegowaniem wszystkiego

    jesli chcesz jakoś opanować traumę - dostałeś pakiet pt - nigdy nie wierz nikomu; ze strony najbliższej osoby spodziewaj się najgorszego; nie wierz w miłość, przyjaźń nie wierz w nic - zycie jest zawsze cierpieniem na końcu

    tak ma bord

    jeśli chcesz pojąć i odbudować w sobie jak najwięcej

    może spróbuj pomyśleć o tym co pięknie opisałeś - kiedy byliście razem dostałeś akceptację jakiej nikt inny wcześniej Ci nie dał; dzięki borderce odkryłeś w sobie moc; spróbuj pomyśleć nad tym; wybierz z tego związku to co dobre;
    jeśli emocje nie pozwalają Ci w żaden sposób wyjść z druzgocącego cierpienia, może spróbuj
    tak - wyobraź sobie, że związek z borderką skończył się przed katastrofą - że ona nagle umarła
    zobacz jakie inne myśli wtedy będziesz miał
    odłożysz na bok zastanawianie się jak to możliwe, że ona Tobie ale i sobie to robi
    drugi ważny tok myślenia to wyrozumiałość dla przyjaciela - Ty wiesz, on nie wie jak to możliwe co się wydarzyło; Ty wiesz jak bord potrafi kochać; gdyby Ci ktoś opowiadał wcześniej, że zdarzy się to co się stało nie uwierzyłbyś nawet nie próbowałbyś - prawda?

    jeśli to może Ci pomóc - pamiętaj Ty jakoś się pozbierasz Twój kochany bord zostanie ze swoim losem - bord ma świadomość tego co robi; trudno w to wierzyć, ale większość bordów cierpi bardziej niż osoby, które skrzywdzili; z myślenia o tym jacy są często uciekają w kolejne szaleństwa

    zbieraj się, porządkuj myśli - nie szukaj win staraj się zrozumieć chociaż to czego nie czujemy jest trudne do wyobrażenia - bord ma inaczej i nie może tego zmienić - czasem troszkę może i w tym wspierają ich towarzyszące osoby - które już wiedzą to co Ty teraz wiesz

    nieszczęśliwi są ci którzy nigdy nie kochali naprawdę - nie niszcz w pamięci tego co było piękne

  • 41-a 26.05.12, 11:38
    Dziekuje...
  • brz_a_sk 26.05.12, 12:47
    ech

    spójrz w słońce jak patrzą bordy

    tak pięknie spala
  • 41-a 29.05.12, 17:06
    mam Pytanie minal juz miesiac od kiedy mnie pozucila i nagle zaczyna wypisywac ,ze mieszka juz u tego "mojego przyjaciel" ze jest mega szczesliwa ze jest je cudownie z nim w lozku ze ze mna bylo katastrofalnie pod kazdym wzgledem ,ze jej rodzice uwielbiaja jej nowego faceta ze mnie zdradzala z kim poadnie ale teraz kocha naprawde i juz nie bedzie...po co ona mi to pisze ja jej nie zaczepiam pierwszy,po co te monologi??? sama napisala ze wie ze mnie skrzywdzila i oszukala to po co jeszce doklada??
  • brz_a_sk 29.05.12, 18:10
    chyba niechcący/instynktownie zachowałeś się jak należy
    nie reagowałeś

    dzieci przykuwają naszą uwagę w różny sposób - kiedy słabo reagujemy są niegrzeczne - lepszy klaps niż obojętność

    pomyśl czy chcesz grać w marną grę
    czy ...
  • 41-a 29.05.12, 20:33
    szczerze to zachowalem sie tak swiadomie po lektorze tego forum,nie chcialem tez wchodzic w dyskusje bo to boli...
    Wolalbym nie...juz nie grac w zadna gre.
    bardzo duzo juz zrozumialem a tego poprostu nie, dlaczego zagaduje mnie jesli tak mnie nie nawidzi.
    Doskonale wie ze sprawia bol takiego monologu przesiaknietego jadem jeszce nie czytalem.
  • brz_a_sk 29.05.12, 22:42
    ludzie inteligentni mają inteligentny instynkt nawet w potrzasku
    czytam pw :-)
  • 41-a 06.06.12, 18:01
    Nastąpila cisza,moze dobrze,gdybytak jeszcze uczucie strachu o nia znikneło.Bo nie powinienem przeciez po tym wszystkim sie martwic. A jednak głowa jedno a serce drugie,
    ale tak jak mi radzono staram sobie wmowic ze ona umarła.Tylko ze tesknie bardzo......
    Ale lepsze to od tego co doswiadczalem ostatnio.
    Głeboka rana nie chce sie zabliźnić.
  • spaprany 06.06.12, 18:20
    chciałbyś blizny po 2 tygodniach? Ooo, za łatwo by było :)

    Wyobraź sobie, co przeżywa osoba, którą to spotyka po latach związku, po ślubie, z dziećmi. To nie ja oczywiście, są tacy tutaj, na forum. Pomyśl o tych, co umierają na raty, latami - bo bord często międli, zanim wypluje.

    Nie martw się o nią, jej już nie ma. Martw się o siebie - nie myśl o niej, odwracaj swoją uwagę, zajmij się sobą, rozwijaj pasję albo dwie, pracuj, idź na imprezę, poznaj kogoś. Dumasz, rozpamiętujesz i kotwiczysz sobie to wszystko. Dopóki tak będzie to będzie samonakręcająca się spiralka.
    Dostałeś po mordzie - trudno, jesteś facetem. Wstań i idź do przodu - jak facet.
  • window62 30.12.12, 19:23
    Przeczytałam dużo na tym forum. Ja nie umiem pisać o moich 'prywatnych rzeczach' publicznie.
    Wiem jedno - niektóre z rzeczy tu opowiedzianych mają odzwierciedlenie w życiu (np. te prostsze, mowiace o pewnego rodzaju typie charakterow, zachowan - bo naprawde potwierdzaja sie yyy np. u mnie-zaznaczam, ze to nie ja mialam / mam? w zwiazku borderline -) a niektore nie (czyli typy konkretnych i niepodwazalnych wg kogos opinii (przykladowo - ze odchodza i i nie wracaja, bo znalezli cos lepszego'
    nic to nie wnosi i sama w tym temacie sobie udowodnilam ze nie mam nic do powiedzenia
    ale chole*a uzmyslowilam sobie co cpie / cpalam - i to ze moglabym czekac rok na moj narkotyk
    milosc jest w pewnym stopniu narkotykiem, ale moze ta zwyczajna miedzy normalnymi ludzmi to taka marihuanowa, a gdy jeden partner jest borderline to tak jakbysmy zazywali ciezki narkotyk - po ktorym bol przytlacza tak, ze nie mozna sie ruszyc, czekajac na kolejna dawke
    *bardzo niespojne
    pap
  • window62 30.12.12, 19:48
    dodam, ze nigdy sie nie poddam i nigdy nie zrezygnuje z niego. mysle, ze jestem silna, ale chyba nie. natomiast zdecydowanie wiem czego chce
    jedna chwila z nim, w ktorej jest szczesliwy nie rowna sie z niczym na tej ziemi - i z zadna inna chwila ktora jest dla mnie piekna (wiem, to skomplikowane) - po prostu umiem docenic to co dostalam - nie splycajac tego w obliczu kiedy to sie konczy, zmienia w odwrotnosc by znow byc pieknym
    jestem jakby zachwycona pieknoscia tej sinusoidyjakby byla w niej zawarta jakas zagadka ...nie wiem...czterech por roku?
    za to go kocham
  • szalona123456 30.12.12, 20:02
    > dodam, ze nigdy sie nie poddam i nigdy nie zrezygnuje z niego. mysle, ze jestem
    > silna, ale chyba nie. natomiast zdecydowanie wiem czego chce
    > jedna chwila z nim, w ktorej jest szczesliwy nie rowna sie z niczym na tej ziem
    > i - i z zadna inna chwila ktora jest dla mnie piekna (wiem, to skomplikowane) -
    > po prostu umiem docenic to co dostalam - nie splycajac tego w obliczu kiedy t
    > o sie konczy, zmienia w odwrotnosc by znow byc pieknym
    > jestem jakby zachwycona pieknoscia tej sinusoidyjakby byla w niej zawarta jakas
    > zagadka ...nie wiem...czterech por roku?


    Mam pytanie. A jak długo tę, jak to opisałaś zagadkową sinusoidę, już tolerujesz ?
    Jesteście razem ?
    Mieszkacie razem ?


  • window62 30.12.12, 20:55
    opisalam to wszystko lecz sesja wygasla niestety );
    napisze po krotce
    od niedawna nie mieszkamy razem - tak zadecydowalismy - potworne przeciwnosci losu -
    -wtedy sinusoida powtarzala sie nawet 2 razy na mc
    nie szkamy - tak zadecydowalismy zeby zbudowac cos lepszego - od 2010 bylismy razem, jednak byl to zwiazek na odleglosc- nie bywalo wtedy sinusoid - raz moze poldniowa
    od 2010 ma zdiagnozowane borderline
    wracajac do tego ze nie mieszkamy razem - mial mnie odwiedzac, byl czuly romantyczny i delikatny kiedy sie zegnalismy. pozniej przyjechal (zaznaczam ze w czasie wspolnego zamieszkania nie bral lekow (choc przedtem dlugo sie leczyl)- tak zdecydowalismy, teraz mial zaczac je brac znowu dla swojego dobra i ogolnie naszego). przyjechal i bylo naprawde pieknie czego nie da sie oddac slowami
    przed wigilia napisalam cos na fejsie i byla to lekka krytyka zaczynajaca sie od slow ' dzieki za to ze' i krytyka... i wlasnie wiadomo.....co bylo dalej. czulam sie rozwalkowana jak ciasto na pierniki
    (ale w sumie to ja nie przejmuje sie nigdy jego krytyka - chociaz powinnam - ale ciezko mi ustawiic obok siebie sprzeciwnosci ktore mi mowi - wiec docieraja do mnie jedynie komplementy glebiej) pozniej zaprzysiagl ze juz nigdy nigdy a na kazde proste pytanie mi juz odpowiada od aru dni w smsie. wyciszyl sie a poza tym stwierdzil ze umarl za zycia
  • kikamato 20.10.13, 22:01
    wow ,window62 to co napisalas ...o chwilach radości dla których chcesz dalej trwać w relacji ze ,,swoim,,borderem jeśli to prawda i jeśli on tak daje Ci do wiwatu że większość wolałaby umrzeć (choć mam nadzieję że nie) a Ty dalej walczysz to wiedz że zabrakło mi słów i pomyślałam że tak bardzo chciałabym kogoś takiego przy sobie czuć.
  • brz_a_sk 07.06.12, 10:43
    no tak ;(

    a masz pokazywać, że nie tęsknisz

    i to z obu powodów

    bo to szansa na powrót
    bo to szansą na pozbieranie się

    powody sprzeczne ale metoda jedna, więc bez zakładania celu - zbieraj się w sobie

    swoją borderkę wysłałeś na wakacje - tak jak chciała, wybrał co chciała, nie upieraj się, że wiesz lepiej gdzie plaże piękniejsze; zrobiłeś to co mogłeś - zapewniłeś jej ...

    wiem jak to przewrotne i wiem, że i tak zamartwiasz się - bo jesteś 'normals' albo i więcej - pogłębiony, pogrążony, zapędzony, zatroszczony, oplątany i ... no ... - ale wmawiaj sobie to co nikomu, absolutnie nikomu nie szkodzi, a Tobie pozwoli być jutro silniejszym
    do czego by ta siła i komu nie miała się przydać

    spotkasz się ze swoim rozumem - co pewnie będzie trudne ale chyba dobre na przyszłość; do tego co miałeś poukładane zawsze dołożysz to co nowe - to jest możliwe i chyba najlepsze

    daj sobie prawo do zmagania z tym wszystkim - nie jesteś idiotą - to jest naprawdę bardzo skomplikowane
  • 3bsp 07.06.12, 09:25
    Pomyśl przez chwilę, że każdy partner BPD czegoś podobnego doświadczył.
    Nie jesteś w tym osamotniony.
    To etap, ale też piękna lekcja w ziemskiej szkole.
    Ja podziękowałem opatrzności za tę lekcję co pomogło mi wybaczyć, zrozumieć i doznać wspaniałego uczucia oczyszczenia.
    Sądzę, że takie doświadczenie ubogaca duchowo, cokolwiek miałoby to znaczyć.
    Powodem do dumy nie jest fakt, że przeżyliśmy swoje życie nigdy nie upadając mocno na d..pę , ale klasa z jaką się podnosimy.

    Zupełnie prywatnie: jesteś farciarz, bo doznałeś czegoś pięknego, co powinieneś zachować w swym sercu, a opatrzność ulitowała się nad Tobą i pozbawiła Cię dalszego ciągu tej relacji.

  • 41-a 10.06.12, 20:03
    tak...w porownaniu do innych miałem wiele szczęścia,po za epilogiem bylo pięknie,nie powtarzalnie,nie wierzylem ze mogłem na to zaslużyć,nie wierze do dzisiaj ze mogło byc tak wyjątkowo.To zostanie na zawsze .
    Reszta uczuć ,wiadomo jakie są,są jak żałoba,którą musze przeżyć.
  • 3bsp 10.06.12, 22:06
    41-a napisał(a):

    > nie wierzylem ze mogłem na to zaslużyć,nie wierze do dzisiaj
    > ze mogło byc tak wyjątkowo.To zostanie na zawsze .

    No to pomyśl że:

    Każda miłość jest pierwsza,
    najgorętsza, najszczersza,
    wszystkie dawne usuwa w cień.
    Każda miłość jest siłą,
    która burzy, co było,
    zanim .....................

    A co do zasługiwania, to każdy człowiek zasługuje na miłość.
    Tylko niestety każdy chce brać.
  • brz_a_sk 11.06.12, 00:14
    bord dzięki zaślepieniu widzi w ludziach wyolbrzymione zalety
    i traktuje przyjaciół, partnera wspaniale
    daje temu wyraz - mówiąc piękny mądry wspaniały ...

    to też warto sobie przemyśleć i zapamiętać
    jak wiele daje takie traktowanie drugiego człowieka, jakie to dobre i ważne; jak stajemy na nogi, jak rośniemy, jak stajemy się lepsi, pewniejsi siebie, wspaniali
    warto tak starać się traktować nasze dzieci - trudne - ale od borda można sie bardzo duzo nauczyć
    póki jest dobrze, bord daje niesamowite poczucie pewności siebie
    stąd silny związek i zachwyt

    :-)

  • dorenka 29.12.12, 14:10
    Mam 42 lata, dzieci i długoletni związek z osobą, której objawy odpowiadają BPD. Mój mąż nie został zdiagnozowany, panicznie boi się konfrontacji z psychiatrą, a w rozmowie z psychologiem maskuje się, przedstawia siebie jako osobę bardzo pokrzywdzoną przez rodziców, trudne warunki, w których się wychował, a które sprawiły, że teraz jest wspaniałym, wrażliwym artystą, który pomaga innym. Nauczona przykrymi doświadczeniami, podsumowaniem spotkań z niezależnymi psychologami (nigdy nie poszliśmy drugi raz do tego samego psychologa, ponieważ każdy okazywał się "mało doświadczony", bo nie uznał, że to ja ponoszę winę za wszystko zło, które dotyka nasz związek) od roku czytam, szukam pomocy, żeby umieć radzić sobie z jego huśtawkami nastroju, negowaniem mojego postępowania, stawianiem mnie jako przyczyny wszystkiego, co najgorsze przed oczami dzieci, które zmanipulowane powtarzają zgodnie: mama nic nie robi, jest leniem. Dzieci mamy sześcioro, najstarsza córka ma 18 lat. Jestem twarda, silna, ale nie jestem niezniszczalna. Do tej pory żyłam z zaburzeniem mojego męża sama, radząc sobie chyba nawet nie najgorzej, co stwierdziłam przeczytawszy sporą część tego wątku.
    Kilka dni temu, tuż przed Wigilią moja astma pod wpływem potwornego stresu związanego z "rodzinnymi świętami", dała o sobie znać w taki sposób, że jedną nogą znalazłam się bardzo daleko od życia. Jedna spędzona w szpitalu doba dała mi do myślenia - potrzebuję wsparcia. Potrzebuję go dla dzieci, które muszą nauczyć się widzieć świat normalnie, a przedstawiony nie w krzywym zwierciadle nastrojów mojego męża. Kocham go, ja sama dałabym radę przeżyć jego ataki, nauczyłam się wiele. Ale w tej chwili najbardziej zależy mi na tym, by nasze dzieci mogły się cieszyć się życiem, czerpać z niego radość, mieć solidne podstawy, na których oprą kiedyś swoją własną, samodzielną przyszłość. I choć tak wiele udało nam się w tym związku przeżyć, choć ja wciąż widzę tę szklankę "do połowy pełną", coraz częściej myślę o tym, czy nie popadłam w skrajność inną zupełnie. Że staram się widzieć dobro nawet tam, gdzie go nie ma.
    Mam wspaniałą rodzinę poza miastem, w którym mieszkam. Są dla mnie i dzieci wsparciem, bardziej obiektywnie widzą rzeczywistość. Ale nie mieszkają z nami. I nie rozumieją wielu spraw, które rozumiecie Wy. Podświadomie czuję się jak żona alkoholika, której pomóc może tylko ktoś, kto rozumie ból wyboru między uczuciem do najbliższej osoby, której przychyliłoby się nieba a poszanowaniem siebie. Kto rozumie problem z wytyczeniem granicy: Tu jestem ja, wcale nie najgorsza ja, mająca dużo osiągnięć i jeszcze więcej marzeń. I nikt i nic tej mnie nie jest w stanie zniszczyć.

    --
  • ashihara 30.12.12, 12:09
    Ludzie przeczytałem o borderline wszystko. 8 lat trwalem w związku z kobietą, która cierpi na to zaburzenie osobowości. Nie ma co się łudzić. Tacy ludzie to trucizna. Żadne terapie, psycholodzy, psychiatrzy, leki itp. Borderom nie pomogą. Oni już tacy zostaną do końca swoich dni. Uciekajcie jak najszybciej i jak najdalej. Nie dajcie się nabrać na obietnice zmiany, poprawy itp. To kłamstwo. Zmieniajcie nr telefonów, nawet nie czytajcie maili od nich tylko odrazu je kasujcie! Nie otwierajcie drzwi domofonem! Mi to osobiście bardzo trudno przyszło ale zobaczycie jak już po miesiącu zmieni się wasze życie. Zaczniecie widzieć świat takim jakim on naprawdę jest a nie takim jak pod wpływem maimupacji widzą go Borderzy.

    Ostatnio to obserwuję taką tendencję, że bycie Borderem to coś fajnego. Dochodzimy do granic absurdu, że to co nie jest normalne niedługo stanie się normą. Może już nie długo otrzymają status jakiejś "prześladowanej mniejszości". W pale się nie mieści!

    Border to trucizna, która zabija powoli ale skutecznie. Jezeli nie jest to smierć fizyczna to duchowa na pewno. Jednak odbudować się można zawsze. Jest tylko jeden warunek jak najszybciej uciekać od Borderów bo Oni wprawdzie zabijają powoli ale bardzo skutecznie!

    Dla Borderów nie ma już żadnego ratunku. Z tego co wiem większość psychologów unika takich pacjętów jak ognia. Znam przypadki, że po kilkunastu spotkaniach z pacjętem z borderline to sam psychoterapeuta potrzebował pomocy swoich kolegów po fachu.

    To biedni ludzie ale coż tak to już w życiu jest.

    Uciekajcie, uciekajcie!!!
  • ashihara 30.12.12, 12:49
    I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa. Wielu Borderów manipuluje swoimi partnerami wykorzystując do tego Boga. Bardzo często to tylko Bóg ich rozumie. W związku z tym wszyscy inni, którzy chcą im pomóc "nie znają Boga". Po pewnym czasie ich jedyną ucieczką staje się jakaś dziwna miesznka "mistycyzmu i szleństwa". Pewna Pani psycholog określiła to mianem "przemistyczenia".

    Dla jasności dodam, że sam jestem osobą wierzącą ale Bóg dał nam rozum abyśmy go użwali, więc ja po prostu zacząlem go używać.

    Często takie zachowanie (przemistyczenie) spotykane jest u schizofreników ale jak wiadomo wszystkim na tym forum borderline to granica między psychozą a nerwicą więc popadnięcie przez Borderów w jeszcze większe szaleństwo to tylko kwestia czasu. I to nieprawda, że objawy ustepują po 40 roku życia. Po czterdziestym roku życia to albo się nic nie zmienia albo postepuje dalej np. w kierunku schizofrenii.
    To prawda, że każdy Border jest inny ale niestety mechanizm ich schorzenia jest identyczny. Przykre to ale prawdziwe.

    Pozdrawiam,
  • jamama03 30.12.12, 12:30
    Dorenko. Jak wiadomo piszę z innego punktu widzenia. Dlatego milczałam,bo rada marna gdy nie poparta własnym doświadczeniem.
    W zasadzie napisałabym jak mój przedmówca...po ośmiu latach związku....z tym tylko że ja nie wytrwałabym nawet roku...co dopiero ośmiu !!!!!! dlatego rozumiem złość mojego poprzednika który spostrzegł swoją ...beznadziejna decyzję po czasie tak długim. na jego miejscu byłabym bardziej zła na siebie niż na mojego partnera/partnerkę, choć jad=uczucia nienawiści wylewałabym na nią. Trudno przyznać się do własnych błędów. Ale bez przyznania nie ma wybaczenia sobie ( co wybaczać jak winy nie ma ?) bez wybaczenia nie ma spokoju.
    Dorenko.
    Twoja sytuacja jest inna. bardziej złożona. Troche przypomina moja kiedy zupełne zerwanie ( z córka ????) nie wchodzi w grę. Wtedy pewnie trzeba szukać azylu. Przestrzeni dla siebie. Zadbać o siebie Sięgając po pomoc dla siebie. Ja taka pomoc uzyskałam tutaj. Choćby przez sam fakt że w chwilach gorączki moge tu napisać, przelac emocje, zyskać wrażenie zrozumienia,( a moze i zrozumienie :)) To mnie buduje.Zbudowana wiodę życie swoje...nasze...nie ulegając porywom swoim i córki.
    Wydaje mi sie, teraz, mam nadzieje, że nauczę, nauczymy się płynąć po tych wzburzonych wodach.
    Co do " nastawiania przeciwko " mam młodszego syna.
    Owszem czasami mówi tekstami i poglądami siostry.
    ale wierzę, widzę, że podobnie jak z całą pewnością , Twoje dzieci, ma swój rozumek i rozumie bądź zrozumie, sam.
    z mojego doświadczenia nabytego w czasie i w TYM miejscu wynika...nie dać się ponieść nie swoim emocjom i...panować nad swoimi.
    Że to trudne czuje gdy w nocnym stresie mam zaburzenia rytmu serca i myślę ...już zawał czy jeszcze tylko stres ? :)
  • ashihara 30.12.12, 13:48
    "W zasadzie napisałabym jak mój przedmówca...po ośmiu latach związku....z tym tylko że ja nie wytrwałabym nawet roku...co dopiero ośmiu !!!!!! dlatego rozumiem złość mojego poprzednika który spostrzegł swoją ...beznadziejna decyzję po czasie tak długim. na jego miejscu byłabym bardziej zła na siebie niż na mojego partnera/partnerkę, choć jad=uczucia nienawiści wylewałabym na nią. Trudno przyznać się do własnych błędów."

    A gdzie Ty widzisz zlość, czy jad w tym co napisałem?
    Zlość to ja móglbym czuć do niej gdybym był z nią z wyrachowania a nie z milości. Ty chyba nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Wybaczylem jej już dawno. Jednak między wybaczeniem a zdrowym rozsądkiem jest bardzo istotna granica. Ogarniasz to?
  • jamama03 30.12.12, 14:28
    Gdzie widzę ?
    W nienawiści. Pomniejszaniu. Odbieraniu nadziei. Gnębieniu...bo czymże jest zamieszczanie tylu strasznych wizji uogólnianie, zaprzeczanie informacjom zawartym w piśmiennictwie już na stronach tego forum przytaczanych.
    Nie panujesz. Nie panujesz nad swoimi emocjami.
    Amen :)
  • ashihara 30.12.12, 15:15
    Nie histeryzuj.

    Podejscie naukowe do borderline w literaturze fachowej za jakieś kilkanaście lat się zupelnie zmieni, gdyż dotychczasowa praktyka psychoterapeutyczna zdecydowanie na to wskazuje. To nie jest kwestia odbierania nadzieii ale rozumu. Czego Ty oczekujesz, że mam dawać nadzieję ludziom krzywdzonym przez Borderów. Nadzieję na co, że tydzień będzie dobrze a miesiąć to "krzyż pański". Napisalem to dla ich dobra bo przeszedłem przez to wszystko co na tym forum przeczytałem. Gdyby tak nie bylo to moje wypowiedzi i opinie byłyby nieuprawnione.

    A tak wogóle to co tu do rzeczy mają emocje. Rozum i rozsądek to jest klucz do wyjścia z tego zaklętego kręgu. Rozum to dar Boga nie zapominaj o tym.

    Z Panem Bogiem,
  • wrakpokontakciezbl 30.12.12, 20:06
    jamamo!
    Jaka nienawiść?
    Gość podsumowuje 8 lat swoich starań, poszukiwania wyjaśnień tego destrukcyjnego fenomenu i ratunku. Poświęcił na to całe swoje 8 lat, przeżył setki prób, popraw i powrotów.
    On jest skrajnie rozczarowany, rozbity, że pomimo całej swojej wiedzy (którą dla niej pozyskał) i wszelkich poświęceń, które podjął, jego pełnego emocjonalnego i uczuciowego zaangażowania (bo na "letnio" z borderem się nie da) - to nic nie dało...

    Jamamo!
    ashihara pisze o rzeczywistości z borderem - straconych latach, złudzeniach, zdeptanych uczuciach, płonnych nadziejach, które poświęcił borderowi, takim jak toxic_chick (która opisuje to z rozbrajającą szczerością) a Ty piszesz:
    "Polaku, nic się nie stało..., jesteś zły i jadowity...Twoje ostrzeżenia są nieprawdziwe, wyolbrzymione i krzywdzące" - kim Ty jesteś aby to pisać komuś, kto to wiele lat przeżywał i chce tylko ostrzec innych?

    On opisuje dokładnie to co oznacza nazwa zaburzenia, że border to "krawędź" a za tą krawędzią jest czeluść, która wciąga wszystko to co znajdzie się wokół.
    To nic innego jak rozszerzone tłumaczenie nazwy.

    Czy fakt, że ofiarom bordów - (wcześniej całkiem normalnym ludziom) muszą pomagać psychiatrzy i psychologowie aby ich wydostać na powierzchnię - nie przekonuje Cię, że to igranie z ogniem, śmiertelnie niebezpieczne?

    Ashihara - w imieniu wszystkich tych, którym Twój komentarz odbierze złudną nadzieję na 35ty powrót, 57tą poprawę i znieczuli na 96te borderowskie "przepraszam" , i w końcu przerwie tą spiralę psychicznej śmierci - DZIĘKUJĘ


  • ashihara 30.12.12, 21:07
    wrakpokontakciezb

    Dzięki,

    Chciałem jeszcze dodać, że wszyscy którzy mieli tą, z perspektywy czasu, wątpliwą przyjemność bycia z Borderem nie są na straconej pozycji. Pamiętajcie, że to my jesteśmy normalni a oni nigdy takimi już się nie staną.
    "Trza się wziąść w garść" zacisnąć zęby i dajem! Niektórym z nas zajmie to więcej innym mniej czasu ale zapewniam Was, że dacie radę. Jestem tego pewien na 100%!
    Świat bez Bordera jest światem prawdziwym, to nie znaczy że lepszym ale prawdziwym w każdym calu.
    Pamiętajcie, że ich świat to iluzja, co gorsze iluzja powodująca stopniowe zatruwanie umysłu osoby zdrowej. Nie jest łatwo się z tego świata wyrwać ale jeżeli juz to uczynicie to zapewniam Was, że w końcu odetchniecie pełną piersią. Zaczerpniecie powietrza czystego a nie jak dotychczas zatrutego "borderowską toksyną".

    Trzymajcie się wszyscy!
    Serdecznie pozdrawiam!
  • window62 30.12.12, 21:23
    czyli sugerujesz, ze Ci ludzie nie sa zdolni by kochac?
  • ashihara 30.12.12, 21:42
    Szczerze to mało mnie to obchodzi czy potrafią Kochać czy nie. Tego się nigdy nie dowiemy bo nie siedzimy w ich głowach. Jednak w kontekście tego co napisalem powyżej nie ma to większego znaczenia. Chcesz żyć to nie wiąż się nigdy z Borderem. Jak by Ci się nie daj Boże trafilo coś takiego to uciekaj jak najszybciej i jak najdalej. Na to nie ma lekarstwa. Tam gdzie te osoby się pojawiają są tylko łzy, ból i zniszczenie. Totalna destrukcja. Borderzy po prostu upajają się krzywdzeniem bliskich osób. Takie słowa zostaly skierowane m. innymi do mnie.

    Taki jest ich wkład w "naprawę świata".
  • window62 30.12.12, 22:04
    tak mi radzisz - a jezeli dla mnie juz nie ma ratunku?
    bylam w takim zwiazku do wigilii, rozumiem destrukcyjnosc. mimo to wierze w niego, a Ty odbierasz mi ostatnia nadzieje
    milosci nie da sie odwolac
  • szalona123456 30.12.12, 22:19
    tak mi radzisz - a jezeli dla mnie juz nie ma ratunku?
    > bylam w takim zwiazku do wigilii, rozumiem destrukcyjnosc. mimo to wierze w nie
    > go, a Ty odbierasz mi ostatnia nadzieje
    > milosci nie da sie odwolac


    Chyba mylisz pojęcia. To o czym mówisz nie jest wg mnie miłością. To jest już uzależnienie.
  • ashihara 30.12.12, 22:36
    szalona123456 ma 100% rację.
    To nie jest Miłość. Ja Ci nie odbieram nadziei ja Ci pokazuję, że można żyć normalnie. Już niedługo to sam Twoj rozum tą Milość odwoła.

  • window62 30.12.12, 22:52
    Ok, powiedzcie mi skąd druga osoba która nie ma pojęcia co czuję może mówić mi co właśnie odczuwam.
    Nie mylę pojęcia, a poza tym nie umiem w tym momencie napisać czegoś bardziej konstruktywnego, bo naprawdę jestem zmęczona.
    Tak obok tematu - Jeśli miałabym podsumować życie, to za 2 najgłupsze rzeczy wypowiedziane przez kogos/ uslyszane/ przeczytane :
    *'nie wierzę w przyjażń damsko-męską' oraz
    *'osoba ze zdiagnozowanym borderline nie potrafi kochać i te inne bzdury
  • szalona123456 30.12.12, 23:07
    Ok, powiedzcie mi skąd druga osoba która nie ma pojęcia co czuję może mówić mi
    > co właśnie odczuwam.

    Może kiedyś ja odczuwałam to samo co Ty teraz. Znam te uczucia.
    Pomyślałaś o tym ?
    I też się łudziłam, też czekałam, sądziłam, że coś się zmieni.
    Próżne to było czekanie.



    > Nie mylę pojęcia, a poza tym nie umiem w tym momencie napisać czegoś bardziej k
    > onstruktywnego, bo naprawdę jestem zmęczona.
    > Tak obok tematu - Jeśli miałabym podsumować życie, to za 2 najgłupsze rzeczy wy
    > powiedziane przez kogos/ uslyszane/ przeczytane :
    > *'nie wierzę w przyjażń damsko-męską' oraz
    > *'osoba ze zdiagnozowanym borderline nie potrafi kochać i te inne bzdury
  • window62 30.12.12, 23:18
    w takim razie to Ty zdecydowalas sie na rozstanie czy ta osoba z ktora bylas w zwiazku?
    wrocila? i nie chcialas juz tego uczucia?
    czy sama zrezygnowalas bo sie nie odezwal

    nie obwiniaj mnie za to ze chce kochac. jestem w okropnym stanie. po tym co napisalam, to zrozumiale
  • szalona123456 30.12.12, 23:31
    w takim razie to Ty zdecydowalas sie na rozstanie czy ta osoba z ktora bylas w
    > zwiazku?

    To ja zdecydowałam, choć ex robi wszystko aby wrócić.

    > wrocila? i nie chcialas juz tego uczucia?

    Teraz wyraźnie to zostało powiedziane, że chce. Zostały postawione warunki.
    A jakie to teraz są już uczucia ? Miłość własna !!!

    > czy sama zrezygnowalas bo sie nie odezwal

    Odzywał się - na różne sposoby - gdy zaczęłam odsuwać się i milczeć.
    >
    > nie obwiniaj mnie za to ze chce kochac. jestem w okropnym stanie. po tym co nap
    > isalam, to zrozumiale

    Nie obwiniam Ciebie. Proszę nie myśl tak. Nic z tych rzeczy.
    Ale wiem, że szkoda czasu i nadziei. Jest to przykre. Niestety.
  • window62 30.12.12, 23:42
    napisalam o tym obwinianiu przez to, ze probowalam juz rozmawiac o tym z kolezanka. ona tego nie zrozumiala i nigdy nie zrozumie
    tak naprawde nie mam sie do kogo zwrocic - zwracam sie do niego bo nie moge patrzec ze on tak cierpi (kiedy udostepnil swoje zdjecie bylo napelnione takim smutkiem szaroscia i wywolywalo straszne ponure mysli, a raczej jego twarz, jego postura - nie potrafie obok tego przejsc obojetnie. to moze puste, banalne porownanie, ale gdy tak miewal mialam wrazenie jakby jakis wielki dementor siadal na niego wysysal cala radosc nadzieje - poniekad wiem jak on sie czuje)
    piszac to wydaje mi sie to takie banalne i puste. wiem, ze nie jestem jedyna w tym co mnie spotkalo
  • wrakpokontakciezbl 30.12.12, 22:30
    To nie jest miłość - to wielka, ogromna EGZALTACJA - prawdopodobnie taka - jakiej nie ujrzysz, nie zobaczysz i nie przeżyjesz nigdzie indziej - to jest jak najlepsze na świecie ćpanie (fenomenalne określenie spapranego).

    Ale nie zapomnij !- pamiętaj w każdej sekundzie, że tam nie ma troski o Ciebie, szacunku do Twojej osoby, wartości, uczuć - tam po prostu nie ma Ciebie jako osoby - jesteś tylko i jedynie źródłem jej emocji, którą się żywi - tylko i niczym więcej...
    Choć usłyszysz o miłości więcej słów niż kiedykolwiek wcześniej słyszałeś, usłyszysz więcej poezji i muzyki na ten temat niż wydawało Ci się, że ktokolwiek stworzył i rozmów tak głębokich, że masz wrażenie, że dotykają nieba.
    Ale to tylko ułuda - taki matrix.
    tymczasem "Witamy na pustyni rzeczywistości " (Morfeusz do Neo)

    A oto co św. Paweł powiedział o EGZALTACJI Bordera :)

    Miłość NIEcierpliwa jest,
    łaskawa NiGDY TEŻ NIE jest.
    Miłość STRASZNIE zazdrości, WRĘCZ DOSTAJE FURII
    CZĘSTO dopuszcza się bezwstydu,
    ZAWSZE szuka swego, I TYLKO SWOJE WIDZI
    CZĘSTO unosi się gniewem, WSZYSTKO DEPCZE A PÓŹNIEJ PRZEPRASZA I OBIECUJE ŻE TO OSTATNI RAZ
    ZAWSZE pamięta złego; - RESZTĘ SOBIE DOMYŚLI I CI WSZYSTKO PRZYPISZE
    cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z WŁASNĄ prawdą.
    NIEWIELE znosi,
    NIGDY W NIC NIE wierzy,
    W NICZYM NIE pokłada nadziejI,
    NIEWIELE przetrzyma. SZYBKO SIĘ NUDZI JEŚLI TYLKO COŚ NIE IDZIE PO JEJ MYŚLI
    EMOCJA Miłości SZYBKO ustaje,
    LUB ZMIENIA ŹRÓDŁO SKĄD GO CZEPRIE
  • szalona123456 31.12.12, 00:01

    > A oto co św. Paweł powiedział o EGZALTACJI Bordera :)
    >
    > Miłość NIEcierpliwa jest,
    > łaskawa NiGDY TEŻ NIE jest.
    > Miłość STRASZNIE zazdrości, WRĘCZ DOSTAJE FURII
    > CZĘSTO dopuszcza się bezwstydu,
    > ZAWSZE szuka swego, I TYLKO SWOJE WIDZI
    > CZĘSTO unosi się gniewem, WSZYSTKO DEPCZE A PÓŹNIEJ PRZEPRASZA I OBIECUJE ŻE TO
    > OSTATNI RAZ
    > ZAWSZE pamięta złego; - RESZTĘ SOBIE DOMYŚLI I CI WSZYSTKO PRZYPISZE
    > cieszy się z niesprawiedliwości,
    > lecz współweseli się z WŁASNĄ prawdą.
    > NIEWIELE znosi,
    > NIGDY W NIC NIE wierzy,
    > W NICZYM NIE pokłada nadziejI,
    > NIEWIELE przetrzyma. SZYBKO SIĘ NUDZI JEŚLI TYLKO COŚ NIE IDZIE PO JEJ MYŚLI
    > EMOCJA Miłości SZYBKO ustaje,
    > LUB ZMIENIA ŹRÓDŁO SKĄD GO CZEPRIE


    SUPER !!!
    Takiej parafrazy listu św. Pawła jeszcze nie słyszałam.
    Nic dodać nic ująć.
    Istota BPD.
  • window62 31.12.12, 00:13
    ) ;
  • ashihara 31.12.12, 00:48
    To nie ma co plakać tylko brać nogi za pas a później brać się ostro za siebie i wszystko będzie dobrze. Tylko ani mi się waż już żadnych Borderów!

    Dobrej nocy,
  • czita88 31.12.12, 01:48
    > Ale nie zapomnij !- pamiętaj w każdej sekundzie, że tam nie ma troski o Ciebie,
    > szacunku do Twojej osoby, wartości, uczuć - tam po prostu nie ma Ciebie jako o
    > soby - jesteś tylko i jedynie źródłem jej emocji, którą się żywi - tylko i nicz
    > ym więcej...

    To straszne, ale chyba masz niestety rację :(.
    Ale mnie też nie ma... Milion fragmentów nie trzymających się kupy. Tylko to zaburzenie je spaja, chyba tylko to.
    Gdyby zabić we mnie te wszystkie emocje, nieważne - dobre czy złe, to nie zostałoby nic. Zero wartości, celów, marzeń (tak, te moje "marzenia" mają chyba tylko wywoływać emocje, ja w każdym razie nie traktuję ich serio), przywiązania, zasad, priorytetów, uczuć, zero fundamentów... Worek pełen wspomnień i niespełnionych nadziei. Wszystko splątane pierdolonymi mechanizmami. Nie ogarniam się. Coraz częściej jestem przerażona :(

    A inni? Liczą się tylko ci generujący te, zwykle skrajnie zmienne, silne emocje. Cała reszta mogłaby zniknąć i nie zmieniłoby się nic. Czasem się przydaje do tego czy owego, choćby wypełnienia pustki, ale jej sympatia/szacunek/podziw/gniew/tęsknota są bezwartościowe, wręcz śmieszne.


    > NIEWIELE przetrzyma. SZYBKO SIĘ NUDZI JEŚLI TYLKO COŚ NIE IDZIE PO JEJ MYŚLI

    Nie nudzi, tylko zniechęca, irytuje i poddaje (obiera inny cel) / buntuje i walczy (o swoje). Nudziłaby się właśnie wtedy, gdyby wszystko szło po jej myśli, gdyby tylko wiedziała, co do cholery konkretnie nią jest (czego pragnie tak naprawdę). Kiedy wszystko idzie zgodnie z oczekiwaniami, to się te oczekiwania zmienia, podnosi poprzeczkę czy stawia dodatkowe przeszkody, zmienia cel/strategię, szuka dziury w całym ( zresztą jakim "całym", kiedy widzi się tylko poszczególne elementy, analizuje wszystko w oderwaniu od niedostrzegalnej całości, dzięki temu ZAWSZE znajdzie się coś, co nie pasuje, drażni) i można tak w nieskończoność. Pełna akceptacja = kapitulacja

    --
    >but food wont take this emptiness away<
  • jamama03 31.12.12, 10:11
    Rozumiem punkt widzenia wraków po..
    Sama wrakiem nie jestem...
    Czasami tylko brakuje mi sily...
    Moj punkt widzenia jest inny...
    Ja jeszcze umiem bpd kochać...
    Nie jestem uzależniona...
    Stoję po ...

    Czita88 oby 2013...............usmiechal się do Ciebie.
    I do Was wszystkich.

    Absolutna zgoda że jeśli cos wplywa na mnie destrukcyjnie, czemus nie jestem w stanie podolać muszę sie ewakuować.Ja jeszcze nie muszę ...tylko czasami potrzebuje pomocy której tutaj bpd mi udzielaja ...a jadu takiego jak od nie bpd...cholera w życiu nie widzialam. Może mój świat prawieidealny.:)

    Przyznać...że to za wiele dla mnie...ale jednak nie dyskredytować innych ludzi...TYLKO dlatego że bpd drodzy jatatusiowie.Nie uogólniać. To nie matematyka. Chyba że naprawdę musieliście pozbyc sie uczuc zeby przeżyć. Wtedy Wasze zaburzenie rozumiem.
    Zabawka okazala sie czlowiekiem. Trudnym czowiekiem.

    Pięknym czlowiekiem. Miarą piekina mimo wszystko jest dla mnie trud wkladany we wlasny rozwój.Widzę ten trud. Doceniam .Kocham.
    Blagam nie dajcie sobie wmówic że jesteście do niczego...:(

  • brz_a_sk 31.12.12, 12:54
    no nie jesteś partnerem do pary z bpd tylko matką

    zupełnie inaczej patrzysz

    oddałabyś córce pod opiekę swoje maleńkie dziecko?

    albo popatrz jeszcze tak - czy nie stawał byś na głowie gdyby syn wybrał na partnerkę borderkę?

    większość partnerów bpd bardzo się starało i rozstają się różnie z różnym doświadczeniem - nie dziw się im wiele przeszli
  • ashihara 31.12.12, 13:32
    jamama03

    To co napisalaś to typowa reakcja wyparcia.
    To prawda że po związku z Borderem jest się wrakiem człowieka. Tyle tylko, że My potrafimy się pozbierać i zacząć normalnie funkcjonować w realnie otaczającej nas rzeczywistości.
    Border w swoim szleństwie natomiast pozostanie do końca życia. Szkoda jedynie tych ludzi, ktorzy jeszcze się nabiorą na ich sztuczki.
    Dlatego ponawiam swoje ostrzeżenie Border=powoli uwalniająca się trucizna.

    Ja tam zbieram się pomału na Sylwestra z moimi nie dawno odzyskanymi przyjaciolmi. Cieszą się, że wrocilem do "żywych". Cieszą się, że znowu potrafię cieszyć się życiem. Życiem bez porąbanego Bordera.

    Udanej zabawy Sylwestrowej!
  • dorenka 31.12.12, 14:03
    Nic nie da bezwarunkowa akceptacja. Powiedziałam kiedyś: " To, że akceptuję Cię, nie znaczy, że się na wszystko zgadzam. Każde z nas musi pracować nad sobą."
    Nie jest lekko przemilczać ważne sprawy tylko dlatego, że nie można w danym momencie o nich sensownie porozmawiać, ponieważ nie przyniesie to żadnego skutku. Nie jest lekko zachować spokój, gdy Border nakręca się sam swoimi słowami. Nie jest lekko uśmiechnąć się, gdy dusza potłuczona boli i powiedzieć "Dzisiaj jesteś zmęczony, wrócimy do tego jutro". Nie jest lekko wspólnym znajomym, na oczach których zostało się znieważonym, oczernionym, zdeptanym, powiedzieć : "On/ona tak ma, nie przejmujcie się" Nie jest lekko powtarzać wciąż Borderowi "Postaraj się słuchać tego, co mówię, nie wyobrażać sobie, co myślę". Nie jest lekko znaleźć sobie azyl, przyjaznych ludzi, by na chwilę ochłonąć, odetchnąć, naładować baterie do codziennych zmagań. To są moje zadania. Wypełniam je, bo mój Border jest dla mnie kimś ważnym. Bo wiele przeszliśmy razem i potrafi mieć pozytywne wspomnienia z naszego związku. Potrafi o nich mówić. To są efekty naszej wspólnej pracy. I każdego z nas z osobna. Dlatego warto próbować.
    Ale życie z Borderem jest jak podróż w kosmos - przygotowujesz się latami, lecisz i nie wiesz, czy wrócisz, bo przestrzeń kosmiczna to nie jest środowisko do normalnego życia. Może warto nawet przygotować sobie zawczasu swoje credo dla najbliższych - opisać swoje uczucia, motywację, ważne słowa dla nich na przyszłość. Tak jak robią to astronauci ;)
    --
    Najpierw jest fascynacja drobinką w brzuchu. Potem zachwyca nas jej każdy uśmiech czy osiągnięcie. Później uczysz się spontaniczności. Następnie starasz się przekazać mu to, co wiesz o życiu. W końcu uświadamiasz sobie, że ono też myśli samodzielnie...
  • window62 01.01.13, 18:37
    czekam az ktos wymysli jakis sposob na bycie w udanym zwiazku z osobnikiem borderline
    nie wiem kiedy sie to wydarzy, ale nie umiem pojac faktu po co ktos ma brac leki i przechodzic przez to wszystko skoro najwyrazniej nie sa one na to? po co ktos wbija do glowy partnerom bpd by namwiali ich na leczenie skoro nie przynosi to rezultatu( a podobno to jedyna szansa na swiecie by z nimi byc)
    a co jesli partner chce sie leczyc, leczy sie i w ogole wszystko co mozliwe chce udzwignac wiecej niz moglby ktokolwiek
    i co? po co to
    czy to jest jakas wielka farmakologiczna manipulacja na biznes
    skoro kazdy jeden tu twierdzi ze nie ma zdrowej metody by z nimi w ogole byc to jak pogodzic fakt z tym ze ktos leczy sie by moc byc z nami
    czy to leczenie ma przynosic tylko jemu efekty. nie wiem w jaki sposob skoro ma problemy glownie z ludzmi. przyznaje nic z tego nie rozumiem
  • brz_a_sk 01.01.13, 18:52
    może to pozwoli Ci poszukać odpowiedzi na Twoje i świat pytania
    na mój rozumek
    leki pomagają opanować skutki i spotykać się z własnym rozumem
    (najnormalniej w świecie jak bierzesz coś na sen to nic nie leczysz prócz tego, że nie zdychasz z wycieńczenia)
    terapia nie tyle leczy - bo BPD to nie choroba na dokładkę - co pozwala funkcjonować, siebie znosić i innym zbliżyć się na dłużej niż chwila i bliżej niż rażenie pioruna

    a po co to wszystko?
    bo bordowi potrzebna miłość - to zaburzenie najprawdopodobniej wzięło sie z braku miłości i akceptacji
    a paranoja w tym, ze bord ani dać ani brać miłości nie może - ma to zepsute

    najpotrzebniejsze bordowi to co zabija innych

    no taka niespodzianka

    taki węzeł gordyjski, że tylko wziąć i się ciachnąć na amen

    kto rozumie borda ma ochotę go utopić w miłości, bo tego bordowi trzeba tyle tylko, że to dla borda sygnał - atakuj = koniec = alby ty albo ciebie, nie masz wyboru; nie napijesz sie z tego źródła

    ciekawe czy to da się zrozumieć
  • window62 01.01.13, 19:05
    doskonale Cie rozumiem ;p
    i wszystko jest jasne, bo poniekad z doswiadczenia / z zycia niestety
    nadal jednak nie jestem przekonana co do tego, ze czlowiek z bpd nie kocha. nie dosieglam do glebi tych wszystkich wypisywanych madrasci o borderline. nawet nie przeczytalam jednej ksiazki o tym na razie, wiec moge sie mylic(ale mam prawdziwe watpliwosci oparte na czyms czego po prostu nie da sie zglebic jak nauke)
    czy moze byc tak lub czy mozna zalozyc ze oni kochaja wtedy gdy to okazuja a kiedy nastepuje 'zly' stan to i twierdza ze nienawidza to jednak nie nienawidza - bo patrza przez pryzmat choroby
    i w tym wlasnie momencie kiedy przychodzi ten'zly' stan powinny zminimalizowac go leki az do ustepiania na wieki. ale zakladam ze to bardziej skomplikowane
    gdyby jednak tak bylo to czy jesli nie jest to takie bardzo bardzo ciezkie borderline to czy jest szansa na to ze moze te leki pomoga - ja mam taka nadzieje
    lekkie borderline - latwe leczenie - wyzdrowienie = zdrowa milosc
  • brz_a_sk 01.01.13, 19:16
    mądre ludzie piszą, że to zakochanie nie kochanie
    różnica drobna w krótkim czasie nawet żadna czasem

    kiedyś wysłuchawszy, że dziecko z FAZ czasem jest pozbawione uczuć wyższych - po prostu nigdy nie pozna kochania, emaptii ... zostałam z tym myśleniem - co gorszego mozna człowiekowi zrobić

    (tu ostrożnie zaznaczę - dla mnie zwierzęta nie różnią się od nas - czasem nas przewyższają, więc nazwę - uczucia wyższe traktuję umownie)

    window62 jedno to to, że nikt do końca nie wie co to za cholera to bpd a drugie całkiem osobne to że wiele osób z tego co w miare jasne nie chce uwierzyć albo nie jest w stanie ....

    wredna dolegliwość
  • window62 01.01.13, 19:37
    bardzo chcialabym zeby wiadomo bylo wiecej o bpd, nie dlatego by z instrukcja w reku mozna bylo pozostawac z taka osoba / by wymuszac na niej cos by bylo mozliwe to dla nas (to zupelnie bez sensu)
    chcialabym zeby to bylo takie lekarstwo ktore nie musialoby wciagac w to nas jako ich partnerow - bo wtedy gdy my udowadniamy im o chorobie to wywoluje wiele sprzecznych watpliwosci - gdy przez kogos cierpimy to jak mozemy go kochac? mozemy, bo jest nam bliski. czy jesli ich choroba wywolana byla tym ze kogos zabraklo, to czy ta osoba ktorej zabraklo byla niezdolna by go kochac bo jej nie moglo juz byc? Nie

    czy ich plany sie zmieniaja z dnia na dzien czy jak sobie cos wymysla to musi tak byc dopoki nie zniszcza?

    czy jest zupelnie roznie?
  • brz_a_sk 01.01.13, 19:43
    widzisz jest tak, że to Ty już musisz sobie zadawać pytanie co to znaczy kochać
    bpd jest 'zaraźliwe'
    nie chcę się rozpisywać ponownie o tym
    bpd się nabywa trochę inne w dzieciństwie a inne w zakochaniu - to moja własna opinia i nie namawiam by się z nią zgadzać

  • window62 01.01.13, 20:00
    dzięki Ci za te odpowiedzi ;*
    ja musze sie zastanawiac nad miloscia ze wzgledu na to co przeczytalam. chociaz troche. nie jestem podatna na zdanie innych, jednak to wzywa do myslenia (doswiadczenia innych w tym temacie)
    nie przekreslam zadnego sposobu dotarcia do osoby z borderline jaka zostala kiedykolwiek wymyslona
    nigdy nie pozbede sie swiadomosci o tym, ze kocham go
    po takim przezyciu calkowitego odrzucenia z jego strony jestem w stanie stwierdzic - rzeczywiscie - ze moglabym dopuscic kogos do siebie by tylko poeksperymentowac (nigdy jednak by byc z kims naprawde - tj. psychicznie, fizycznie mialam tak od zawsze) wiec teraz pytanie czemu z nim byly opory lecz przezwyciezylam
    po tym wszystkim przydaloby sie pranie mozgu....
  • brz_a_sk 01.01.13, 20:19
    poczytaj tych, którzy mokną w vanischu już kilka lat
    wiedzą wszystko
    i jedno wielkie gówno
    w nowych związkach zachowują sie trochę jak bord
    maja pełną świadomość swojego ... :) ... słowo zarezerwowane nickiem odpuściłam sobie - rozwalnia
    terapia pozwala im funkcjonować
    a pamięć uczuć nie pozwala być sobą
    jak maltretowne, jak DDA jak cholera wie co - osoby zarażone bpd nie mogą sobie przypomnieć jak było przed
    jeden z mężczyzn bordów napisał na forum jak sobie radzi z fazami zakochiwania i rzucania stałej partnerki - na chłodno odfruwa do innej rzuca ją i zakochuje się w stałej i tak w koło
    ta stała ma chyba dziwne poczucie stałości i miłości - cóż rodzaj terapii w związku? - nie da się inaczej to się dba by kolejną 'ofiarę' naszykować i pomóc zanegować i powrocik słodki
    nie wiem kto wtedy gorzej zaburzony bord czy stała
    trudne?
    czy odwracalne? jeśli to burzliwy związek wieloletni?

  • window62 01.01.13, 20:32
    obstawiam rodzaj terapii w zwiazku
    mowi sie ze bpd lubia gdy sa zapewniani o swoich uczuciach, a zaczynam teraz podejrzewac ze tak samo bardzo lubia cos co stoi po przeciwnej stronie
    uwielbiaja ta niepewnosc ze ktos kto byl bliski okaze sie nagle najgorszym bohaterem. ponadto lubia w tym dlubac i grzebac by dojsc znowu do punktu wyjscia - ze nas potrzebuja ze nic sie nie zmienilo
    sa tacy kochani wtedy
  • brz_a_sk 01.01.13, 20:38
    tak ;)
    bord na kolanach kocha bardzo
    tylko czy to jest do zniesienia
    to też zaburzenie

    ale da się człowiek wytresować by krzywdzić by kochał
    i potem ...
    celowo piszę ostro bo wtedy widać jak to działa

    błagam tylko nie uważajcie, że kogokolwiek chcę urazić czy zranić - i tak czuję sie jak słoń w składzie porcelany gdzie dodatkowo jest wysokie napięcie
    miejsce gdzie nie należy podnosić głosu bo i tak wszystko wrzeszczy

  • window62 01.01.13, 20:57
    'by krzywdzic by kochal'
    to jest cholernie smutne. nie wiem czy dobrze zrozumialam - ale odebralam to w ten sposob ze to jest tak ze...to my wchodzimy w role czlowieka / czegos(?) co wtedy kiedy ksztaltowala sie jego osobowosc tak bardzo wychlostalo go z uczuc
    jest bezbronny kochany
    chyba nie bede sie w te strone nakrecac, bo przeciez nie moze byc bardziej mniej bezbronny od nas / naszych uczuc
    pozniej i tak chyba to sobie uswiadamia lub wlasnie gdy ten moment nadchodzi
  • brz_a_sk 01.01.13, 21:01
    kiedy kochasz bord rzuca ze strachu, że rzucisz pierwsza
    kiedy nie kochasz bord cierpi, że nie zasługuje i kocha

    to tak expresowo
    to podstawowy problem w związkach z bordem poszukaj coś do poczytania


  • jamama03 01.01.13, 19:47
    za skarby świata stad nie odejdę bo jedynie podczytywanie Kogoś o linku Brzask mi nie wystarczy.
    No po prostu muszę rozmawiać. Szybko się uzależniam.
    Czy powierzyłabym mojej córce dziecko...tak. Nie znam nikogo o podobnej do niej wrażliwości. wiem że prędzej odgryzłaby sobie wszystkie palce niż skrzywdziła dziecko. Jest odważna. Walczy tylko z silniejszymi.
    czy chciałabym żeby mój syn miał partnera z bpd ? Nie . Mój brat ma. Jest weterynarzem . Jak słucham jak "rozmawia" ze zwierzętami...po prostu jestem dumna z niego. Choć często cierpi z powodu swojej partnerki...przenigdy nie mówi o niej wulgarnie. Wie ze ma mnie, siostrę naszą , i wielu wielu ludzi którzy do niego lgną :) jestem bardzo dumna gdy idę z nim przez wieś w której pracuje i słyszę z jaką sympatia i szacunkiem pozdrawiają go mieszkańcy.
    Ten człowiek ma partnerkę z bpd. Czasami marzę o tym żeby się rozstali, ale przenigdy nie mówię pogardliwie o niej. Cieszę się że nie muszę tak budować swojej pewności siebie.
  • brz_a_sk 01.01.13, 20:05
    nie w negatywnej ocenie borda rzecz
    wszędzie tu gęsto jest od fascynacji bordem
    inaczej nie byłoby problemu
    bord z samych defektów byłby rewelacyjnym niestrawnym tworem - spytaj borda czy by ze sobą bez zalet wytrzymał sekundę

    jeśli masz pomysł, że można dziecko wychowywać w permanentnej huśtwace nastrojów ... itd itd to wiesz jak zrobić borda

    moja znajoma zamyka drzwi by zwierzęta, o które dba nieprawdopodobnie nie widziały jej nieznośnych wybuchów i dołów; ona trzeźwo ocenia co mogła by zaoferować dzieciom
    są dzieci w związkach bordów - wiadomo - nie są to łatwe sytuacje najdelikatniej mówiąc, tym bardziej, że np borderka matka nie jest w stanie spojrzeć na dobro dzieci ponad swoje dobro z reguły - na tym polega narcyzm borderów; nie zawsze ale często; odchodzący ojciec zostaje oskarżony o wszystko co można zmyślić by dzieci stały się własnością!!! mamy borderki

    mam nadzieję, że żadna sie nie obrazi z tych, które potrafią opanować wiele by jakoś sobie radzić - ale na pewno nie jest to dla dzieci łatwa sytuacja

    często dzieci i partner są jak po wybuchu miny - nie wiadomo co zbierać i jak sklejać - często nie wiadomo po co - bo te dzieci już się nie nadają na rodziców - przekleństwo borda - deficyt miłości poodklejany jakimiś erzacami

    bord jest fenomenalny póki nie zacznie się ... druzgotanie


  • kikamato 20.10.13, 22:33
    brzasku ...to co piszesz o mamach bord ...widzę się tu choć chciałabym inaczej.nie wiem czego tu szukam i instynktownie czytam bo zawsze się czegoś uczę.od mądrych(choć dewaluacja ,,bogów,, to standard predzej czy później) i od tych którym naprawdeWYDAJE się że wiedzą najlepiej. ale dalej nie rozwiązuje to problemu niszczenia dzieci.
    czy Ty je masz?
    dzieci?
    jak czuja?
    czuły?
    jeśli
    są czy próbują
    posklejac swoje rozpadlosci
  • spaprany 03.01.13, 12:22
    "Czy powierzyłabym mojej córce dziecko...tak. Nie znam nikogo o podobnej do niej wrażliwości."

    :D
    Wybacz. Nie myl wrażliwości z nadwrażliwością, bo to dwie zupełnie różne sprawy. A "wrażliwość borda" w identycznym stopniu pomaga w wychowaniu dziecka, jak tendencje do rżnięcia dupska pasem.
    A propos, moja była kochana kobieta jest też bardzo wrażliwa. Och, jak bardzo! Jak ona potrafiła pięknie płakać z rozpaczy, że niszczy naszą relację.. No po prostu wrażliwość się z niej wylewała strumieniami.
  • brz_a_sk 03.01.13, 12:32
    chcesz powiedzieć, że kiedy się rozumie wszystko robi się dokładniej?

    perfekcjonizm jest narcyzom niezbędny - a w którą stronę z tym jadą? - oj zgubnie bywa - najgorzej kiedy usprawiedliwnie; autofull wyłożone na stole do puzzla - straszne, zewnętrzne, bolesne i nie do pozbycia
    i ucz się by nadąząć
    by nie wypaść z gry
    z klatki
    z siebie wyjdź
  • cierpliwa28 19.01.13, 11:13
    Witam serdecznie,
    zaczytałam się wszystkich komentarzach i opiniach dotyczących borderów.
    Szukam wsparcia i pewnego rodzaju pomocy (zwłaszcza rady mężczyzny, który był z kobietą mającą borderline).
    Kocham faceta, który przez kilka lat był w związku nieformalnym z kobietą mającą borderline. Zaburzenie zaczęło dawać o sobie znać kilka miesięcy temu, kiedy oni ponownie się zeszli. Przez ponad rok, kiedy oni nie byli ze sobą, ja z tym mężczyzną stworzyliśmy jakiś tam związek-relację. On podobno też mnie pokochał. Po ponad roku czasu ona się odezwałą a on na skinienie palcem poleciał do niej. Jednak ze mną nadal utzrymywał kontakt. Opowiadał, jak wygląda ich życie, że są częste kłótnie, awantury przez nią prowokowane. Całodobowy kontroling: szpera w jego komputerze, telefonie, nie pozwala nigdzie wychodzić, pilnuje go non stop. Boje się o niego, to bardzo fajny facet, jednak boję się, że zakorzeni się w tym związku, bo już spełnia każde jej najgłupsze zachcianki. Chcę mu pomóc i wyrwać go z tego. Wiem, że istnieje jakiś sposób, tylko ja go jeszcze nie znalazłam. Boję się o niego, jest manipulowany i sterowany przez tą kobietę. Mówi, że mnie także nadal kocha, jednak nie potrafi się od niej wyzwolić i z nią jest. Wiem, że cierpi. Chcę walczyć o niego, tylko jak? dlatego też proszę o jakąś radę mężczyzn. Ona mu powiedziała, ze zrobi wszystko aby z nim być, wie, ze cokolwiek by nie zrobiła to przeprosi a on i tak się ugnie. I tak w koło Macieju. Jak o niego walczyć???????
  • toxic_chick 19.01.13, 12:12
    Nie walcz... odposc... zostaw.. nie tykaj.. poczekaj grzecznie i nie mieszaj sie

    Narazisz sie... zostaniesz wrogiem...jej... pewnie juz nim jestes...a to bedzie oplakane w skutkach.. jesli sie kloca to mysle, ze przez Ciebie.. jesli zazdrosc...to musi byc powod.. Ty zaburzasz.. I fenomen... im wiecej cie bedzie w jego zyciu.. tym wiecej Jej bedzie w jego... klasyczny przyklad.. dostarczasz strawy.. doznan.. usprawiedliwasz jej zachowanie.. jesli Ci na prawde zalezy.. oddal sie.. predzej czy pozniej ona go zostawi.. dopoki bedziesz... kiepsko to widze

    Swoja droga dziwne, ze chcesz byc z kims kto Cie olal.. mniejsza o to dla kogo.. kochac dwie kobiety?... I don't think so ;)

  • cierpliwa28 19.01.13, 12:46
    wiele jest dziwnego w tym wszystkim...zostawić...oddalić się... totalnie? bezpowrotnie? na zawsze?
  • brz_a_sk 19.01.13, 14:50
    ona zrobi wszystko by go rzucić - ZE SZCZYTU oczywiście
    on zrobi wszystko by na ten szczyt wleźć
    on dba byś u podnóża poznała co on czuje gdy ona go rzuca

    a Ty?
    jeśli chcesz w to grać - rzuć go z hukiem - powrotnie oczywiście - on jest teraz bordem mysli i działa jak bord - to zadziała; oczywiście będziesz wersją bis mimo wzelkich starań(patrz poniżej)

    jeśli chcesz czekaj - to się będzie kręcić - 'bord matka' wkręca nie tylko partnera ale partnerów partnerów - bądź pewna nie jest łatwo odzyskać swój system wartości - może nawet jest to do końca niemożliwe; (partner borda potrafi robić takie świństwa, na które bord sobie nie pozwala - tym go bord wkręca w pewność wspólnoty zaburzenia :P )

    bord zawsze wie czego chce, jeśli to zrozumiesz znajdziesz sposób na swoje życie - nawet z bordem sie porozumiesz z korzyścią dla obu stron

    potrzebny Ci czas i wiara W SIEBIE - uratuj siebie a może przydasz się swojemu partnerowi - teraz realizujesz spiralę choć nie chcesz tego najbardziej

    bordy można szanować ale to trudne - trzeba umieć znaleźć to co Tobie bord może dać - tak samo jest z pochodnymi borda :) - szanować warto wszytskich, zacząć od siebie potem jest już tylko fajnie i ciekawie i z satysfakcją


  • cierpliwa28 19.01.13, 16:03
    póki co działam (czy też nie-działam) po omacku. Człowiek, któego darzę uczuciem (i on mnie podobno także) jest w związku z kobietą-borderem.
    Czy terapia wstrząsowa dla partnera borda będzie czymś co może otworzyć mu oczy na pewne działania?
    Teraz nie kontaktujemy się ze sobą od kilku dni: on ma stały kontroling, zero wyjścia samemu z domu, trzepanie komputera, śledzenie.
    Kiedy się z nim spotykałam, zwierzał sięz tego co się dzieje. Postawił sobie chyba za cel, że wytrwa. Jednocześnie dziękował za to, że jestem, bo miał "trochę normalności".
    Chcę mu pomóc w miarę możliwości ale wiem, że nic na siłę.
  • 72barbara72 24.01.13, 01:50
    Witam. Po przeczytaniu kilku postów jestem przerażona. Mój problem z mężem (myślę że ma BPD) trwa około 14 miesięcy. Regularnie co 3-4 miesiące jestem odrzucana,nie kochana, oskarżana o zdradę itd... Lekarz psychiatra stwierdził psychozę urojenia....Na temat BPD trafiłam 3 dni temu, szukając pomocy,informacji na temat chorób psychicznych.Jestem z Nim 21 lat kocham go nad życie, przeraża mnie bezradność, niemoc , nie mam już siły walczyć o niego. Zaliczyłam już wizytę u psychiatry (lekarz u którego byłam z mężem , więc zna mój problem) biorę leki żeby to wszystko przetrwać. Jest czułym dobrym człowiekiem, wiem że mnie kocha.I tylko wtedy, gdy go dopada to COŚ chce rozwodu. Po przeczytaniu tych wszystkich informacji straciłam nadzieję że będziemy razem.Mamy troje dzieci (20,17,6 lat) nie wyobrażam sobie życia bez niego, jednocześnie nie wyobrażam sobie żyć tak dalej.Pozdrawiam wszystkich walczących i tych przegranych w walce z BPD.
    --
    zawiedziona:(
  • brz_a_sk 24.01.13, 19:34
    21 lat
    kłopot od 14 miesięcy
    ?
    czy dobrze słuchałaś psychiatry?
    pytam poważnie nie ironicznie
    daleko mi do lekkości

    oni czasem mówią to czego nie chcemy słyszeć
  • 72barbara72 24.01.13, 23:26
    Witam brz_a_sk. Wcześniej było ok, jakieś tam sprzeczki jak w wielu związkach. Jednak od tych kilku miesięcy ciągłe oskarżenia o zdradę, wymyślanie różnych dziwnych historii, które najczęściej nie miały miejsca, jednak on jest przekonany że tak było. Udało mi się namówić męża na kilka wizyt u psychiatry. Nawet miałam wrażenie że zauważył że ma problem. Jednak nie trwało to długo, nie regularne zażywanie leków, i kolejny kryzys.Poddałam się, jednak dzisiaj zmieniłam zdanie. Jeszcze raz, może dam radę. Za bardzo go kocham żeby już odpuścić.
  • 72barbara72 24.01.13, 23:40
    Warto próbować pod warunkiem że kierujemy się miłością, nie litością! Pewnie uważasz że jestem naiwna, może głupia ale muszę spróbować. Jeżeli uda się nam będę szczęśliwa, jeżeli nie, będę miała pewność, że zrobiłam wszystko co mogłam. Jeżeli go stracę trudno, będę musiała nauczyć się życia od nowa i mam nadzieję że jeszcze kiedyś będę uśmiechnięta. Pozdrawiam szczególnie tych którzy stracili nadzieję. A jeżeli czyta to ktoś komu się udało proszę o wpis - nadzieję.
    --
    zawiedziona:(
  • brz_a_sk 24.01.13, 23:41
    nie zostawia się człowieka masz rację

    czasem tylko jest tak, ze to nas ktoś nie umie zostawić a chce

    ale psychiatra powinien umieć to rozróżnić od choroby

    nie przypuszczam, żebyś miał najmniejszy powód myśleć o bpd u męża

    chyba warto poszukać poradni małżeńskiej czy seksuologa czy terapeuty - może to nie ejst choroba nawet ale mąż z czymś w życiu sobie ni radzi
    zazdrość jest strasznie destrukcyjna
    jeśli ona sama jest przyczyną to też warto szukać pomocy zanim zrujnuje całkiem i wszystko

    czasem, zeby się mądrze rozstać warto wiedzieć co się stało o co chodzi
  • 72barbara72 25.01.13, 00:11
    Musiałabym opisać jego wszystkie wymysły, zapewniam cię że nie trzeba być psychiatrą (słuchając jego opowieści) żeby zauważyć że coś jest nie tak. Osobiście wolałabym żeby to nie była choroba. Lepiej żeby mnie zdradził wówczas powiedziałabym: trudno stało się, rozwodzimy się i po sprawie. No i pewnie trochę czasu by upłynęło zanim bym się pozbierała. Dziękuję za wpisy, za mną kilka nie przespanych nocy więc teraz idę spać , dzisiaj jeszcze przytulając się do męża i mam nadzieję że będzie tak zawsze .
  • brz_a_sk 25.01.13, 00:29
    oj bardzo Ci tego życzę
    jemu też

    wiel daje sie w życiu zrobic kiedy jest sie we dwoje
  • non-grata 25.01.13, 20:35

    Podobnie jak Brzask, na podstawie nie tak wielu jednak Twoich wpisów nie powiedziałabym, iż Twój mąż ma bordera.

    Piszesz, że problemy z nim zauważasz od około 14. miesięcy - wcześniej nic?
    Border nie ujawnia się ot tak, po prostu w wieku dojrzałym raczej,
    poza tym, faktem jest, iż w większości przypadków, spektrum natężenia z wiekiem blednie.

    Rozstania, czy quasi-rozstania co 3-4 miesiące to nie rozłąki co 3-4 godziny, czy dni -to tak borderowym kątem.

    Na tym forum nie znajdziesz ludzi mających prawo ferowania "wyroków", bo nikt nie jest tu kwalifikowanym specjalistą zawodowym, to najistotniejsza myśl.

    --

    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • 72barbara72 26.01.13, 11:07
    non-grata. Możliwe że tak jest jak napisałaś, mam nadzieję ale po przeczytaniu na stronie "szybkanauka"informacji na temat BPD BYŁAM PRZEKONANA TAK WIELE ELEMENTÓW PASOWAŁO DO MOJEGO MĘŻA. Zauważyłam że mąż kiepsko radzi sobie z sytuacjami stresującymi, a w ostatnim czasie kilka było i wtedy dochodzi do tych niemiłych wyrzutów, oskarżeń itd. Ta chęć rozwodzenia się ze mną nie jest najważniejszym problemem, niepokoją mnie jego wymysły, o których nie chcę tu pisać. W każdym razie jest coś nie tak,pewnie nie uda mi się namówić go na kolejną wizytę u lekarza, ponieważ usłyszałm że próbuję zrobić z niego "wariata". Zapewniam że nie mam takiego zamiaru.Kocham go i chcę żeby wszystko było ok.W tej chwili (od 2 dni) jest dobrze, dużo rozmów, łez, zapewnia że mnie kocha.Mam nadzieję że czar nie pryśnie za 3 miesiące.Bo na kolejną walkę nie będę miała siły -mówiłam tak po każdym kryzysie, to może na następny też znajdę energię:) Pozdrawiam wszystkich szczęśliwych tych mniej szczęśliwych i nieszczęśliwych aby odnaleźli swoje szczęście .
    --
    zawiedziona:(
  • brz_a_sk 26.01.13, 12:05
    zazdrość potrafi być rujnująca, może tu szukaj początku zburzeń, które trafiły w moment życia mężczyzny i rozkwitło wszystko co nosił w sobie od dawana

    bardzo możliwe, że stres + strach rozłożyły go i po prostu człowiek się sypie

    jesteśmy bardzo słabi
    i nosimy w sobie pokłady potencjalnych klęsk

    wystarcza czasem chwila, coś trafi przy okazji w czuły punkt i sypiemy się jak domek z kart

    stąd stanowisko terapeutów - przepracuj wszystko, nie zostawiaj w sobie słabych punktów :)

    wątpliwość czy można wszystko rozgrzebać i poskładać się od nowa?
    pewnie można ale większość z nas funkcjonuje nie robiąc tego - diabli wiedzą czy to lepiej czy gorzej;

    nie wiadomo czy mąż ma zły, trudny okres i przy Twoim wsparciu wróci do sił
    byłoby dobrze, na pewno inaczej niż przed ale dobrze
    ale może być tak, że to początek cholerstwa, które może dopaść każdego z nas
    co wtedy?

    nic o Was nie wiedząc, bardzo ogólnie mogę tylko tak napisać i to też mój pomysł na życie

    siebie wzmacniaj, ucz się i szukaj pomocy, dobrze gdybyś usłyszała w sobie potrzebę zadbania o siebie - Ty jesteś w trudnej sytuacji i Ty możesz dla siebie coś zrobić; a oprócz tego możesz pomóc mężowi zrobić coś ze sobą - jeśli będzie chciał;
    to jest trudne myślenie
    - czasem wydaje się, że niemoralne - jak to on ma kłopot a ja mam myśleć o sobie
    - to nie tak

    Ty masz być silniejsza i możesz zadbać o siebie, choć trudniejsze dbanie o siebie niż o kogoś;

    dbanie o siebie pozwala partnerowi podjąć decyzję i zacząć również coś robić
    teoretycznie proste i oczywiste - praktycznie - Himalaje

    Może łatwiej wyobrazić sobie to co opisałam na takim przykładzie - jeśli mąż jest alkoholikiem żona powinna zając się sobą i zmienić w sobie wszystko co pozwoliło jej być koło alkoholika, jest współuzależniona i jeśli znajdzie czas dla siebie i zobaczy jak wiele ma do zrobienia - prędzej da szansę, alkoholikowi obok siebie, na rozpoczęcie odwyku; towarzyszyć można komuś kto podjął decyzję i zaczął! wychodzić ze swoich problemów, z choroby; trzeba zrobić dla siebie dużo by towarzyszyć mądrze - ten argument chyba łagodnie naciska - zająć się pomaganiem sobie; a życie pokaże gdzie wylądujemy kiedyś
    i czy razem czy osobno;
    żona alkoholika, która mówi - ja wszystko załatwiłam, żeby on się chciał leczyć - jest w lesie i nic nie rozumie

    nie chciałam Ci sprawić przykrości tym co napisałam i jestem zwolenniczką towarzyszenia drugiemu człowiekowi z pełnym oddaniem i do końca życia - brzmi patetycznie wiem, nie szkodzi tak myślę; tylko czasem dociera do nas, że idziemy nie najlepszą drogą

    szanuj jego i siebie i niech Wam się uda :)
  • 72barbara72 27.01.13, 23:00
    brz_a_sk.Zazdrość to z pewnością początek naszych problemów. Wiele razy usłyszałam że prowokuję,kokietuję itp. Nawet kiedy poszliśmy potańczyć we dwoje, to i tak "tańczyłaś ze mną, a na innych facetów patrzyłaś" Jest wiele takich sytuacji, przy czym jest spokojny nigdy albo prawie nigdy nie krzyczy. Uchodzi za spokojnego faceta. To raczej ja jestem wybuchowa, nie owijam w bawełne, mówie głośno kiedy trzeba krzyczę. Mój mąż często bywał poza domem (kierowca ciężarówki) to jest główną przyczyną tego wszystkiego.Ci z TIRÓW mają za dużo czasu na myślenie.Jak nie ma mnie tak długo to ona pewnie mnie zdradza, i napewnoz moim najlepszym kumplem.
    --
    zawiedziona:(
  • 72barbara72 27.01.13, 23:12
    b_rza-sk.Czasem myślę że on mnie już nie kocha i sam przed sobą boi się przyznać do tego.Ale gdy już jest dobrze to nie chce mi się wierzyć,że mogłoby tak być. Wtedy (gdy jest ok) czuję że mnie kocha.Przytula, śmieje się i płacze razem ze mną,nie wierzę że mógłby udawać. Jak wcześniej pisałam obiecał że będzie już dobrze.Trzymam się tego i mam nadzieję że tak będzie, bo kolejnego kryzysu nie dam rady znieść.Pozdrawiam i dziękuję za rady i uwagi.
    --
    zawiedziona:(
  • brz_a_sk 28.01.13, 00:13
    różnie to bywa; może sam nie wie czego chce;

    ale może być i tak, że czuje się niepewnie i tylko silne emocje i Twoje skupienie na nim się liczy

    seksuolog dobrze potrafi ocenić taka sytuację - ale bywa i okrutny, wydaje mi się, ze zbyt łatwo czasem doradza odpuszczenie i rozstanie

    nie wiem czy podrzucałam tu ten link - www.ipla.tv/Mala-czarna-odcinek-359/vod-5603514
  • hose64 27.01.13, 13:12
    witam wszystkich
    72barbara72 wierze ci ze masz ciezko ,,,,,,,, ja juz tkwie w takim zwiazku od 11 lat ,,,,,, wiec w pelni cie rozumie , zycze duzo sily i wytrwalosci ,,,,,,,, bedzie ci to potrzebne ,,,pozdro ,,
  • 72barbara72 27.01.13, 23:18
    Witam hose64. Ja po kilku miesiącach takiego życia mam już dosyć. Nie jestem taka silna jak Ty -11 lat. Nie mam pojęcia jak to wytrzymujesz. Pozdrawiam Cię życzę dużo siły.Dziękuję za wpis.
    --
    zawiedziona:(
  • hose64 28.01.13, 07:17
    witaj 72barbara72
    spokojnie, uwierz mi , ze dasz rade wytrzymac ,,,,,, poza tym , macie dzieci , ,,,
    w moim przypadku choroba ujawnila sie u zony po 10 latach malzenstwa ,, leczenie ,, i najwiekszy blad ,, zaniechanie lleczenia bo objawy zelzaly , teraz nie ma sily aby ja zmusily do kontynuacjii leczenia , od 4 lat przezywam okresy jak to nazywam ,,od piekla do nieba ,, zreszta sama wiesz jak to wyglada ,,,,,,,, aby zyc z takim partnerem nalezy przestawic swoja psychike , inaczej ty wyladujesz w zakladzie psychiatrycznym ,,,,, ale to dluuga historiaa , a praca czeka ,, pozdrawiam ,, milego dnia zycze ,
  • 72barbara72 28.01.13, 09:26
    Witaj hose64.Jak wcześniej pisałam, lekarz mojego męża mówił o psychozie,urojeniach, nie bylo mowy o BPD. Ostatnio czytałam o depresji z urojeniami, też ten opis doskonale pasował do mojego męża. Czym więcej czytam, tym większy haos w mojej głowie.Podobnie jak u ciebie kolejna wizyta u psychiatry mojego męża graniczy z cudem. Doskonale to nazwałeś " od piekła do nieba" dokładnie, jak już minie to piekło to jest lepiej niż w niebie. Może dla tych pięknych chwil dajemy radę...? Trudno jest nieustannie kontrolować każde swoje słowo, a ich uraża byle drobiazg. Każdy jest tylko człowiekiem, mamy gorsze lub lepsze dni trudno żyć ciągle "jak w niebie"gdy właśnie trzeba opłacić rachunki na które czasem brakuje kasy, dzieci dom, praca itd,itd.......Mam nadzieję że dam radę, pozdrawiam i dziękuję.
    --
    zawiedziona:(
  • toxic_chick 28.01.13, 11:33
    "Jak wcześniej pisałam, lekarz mojego męża mówił o psychozie,urojeniach, nie bylo mowy o BPD"

    I mial racje.. tego sie trzymaj i nie spamuj... poczytalam sobie Twoje posty.. i tak tak.. wspolczuje i w ogole takie tam.. ale serio? kompletnie nie rozumiem dlaczego piszesz na forum o BPD... nie odrobilas zadania domowego i najwyrazniej nie masz pojecia na czym polega to zaburzenie.. zla diagnoza.. kompletnie chybiona.. sluchaj lekarzy a nie szperaj w sieci i diagnozuj na wlasny rachunek... poza zazdroscia, wahaniami nastroju i "pieklem".. jest o wiele wiecej wyznacznikow tego gowna... nigdy nie slyszalam o intensyfikacji zaburzenia powyzej 40 roku zycia... nawet powyzej 35... z wiekiem demon sie uspokaja a nie rosnie w sile.. taki myk... do tego.. mowimy o facecie.. wiec to juz w ogole jest jakis odpal.. niezdiagnozowany dojrzaly border.. no fucking way! ;-) i przy okazji.. urojenia na prawde nie sa wyznacznikiem BPD.. ja nigdy nie mialam.. psychoza? tez jakos nie.. chwilowe wkrecanie sobie czegos.. mija szybko tak samo jak sie pojawia.. ale kontakt z rzeczywistoscia? zachowany.. kontrola przeciez jakas musi byc do cholery! ;)

    To sie tam trzym tam.. tam.. i serio.. Tutaj tracisz czas..



  • 72barbara72 28.01.13, 18:38
    toxic-chick.Już trochę wyluzowałam, mam nadzieję że to nie to. Dalej się kochamy, jest dobrze i to jest dla mnie najważniejsze. Dziękuję za wpis,pozdrawiam.
    --
    zawiedziona:(
  • hose64 28.01.13, 12:36
    witam,,,,,,,, 72barbara72 jesli to BDP, a z twoich opisow wynika ze niestety , to jest to ,, to lepiej nie bedzie ,,,,,, faktem jest ,,,,, u mezczyzn przebiega to troche inaczej , niz u kobiet , wiadomo , dochodza hormony ,, ale ogolnie zasaada jest taka sama ,,, czy z wiekiem objawy zanikaja ? raczej niee , moze nawet sie poglebiaja ,,, mysle nawet ze czestotliwosc sinusoidy wzrasta ,,,, poza tym kazdym przypadkiem powinien zajac sie specjalista , a niestety , takich za wiele nie ma ,,,, ja zyje w zwiazku dla dzieci ,,, i taki mam cel ,,, ty jestes na poczatku drogi zycia z osoba z BDP,,,,, ale ale ,,,,, wczesniej nie bylo zadnych symptomow choroby ? niemozliwe ? pozdrrawiam
  • cierpliwa28 28.01.13, 20:23
    Witam,
    tak czytam wszystkie wpisy bardzo dokładnie. Jakiś czas temu dzieliłam się z Wami na temat mężczyzny bardzo dla ważnego, który jest w "dziwnym", nieformalnym związku z kobietą-borderką.
    Kilka dni temu, pewnego pięknego popołudnia, dostał od niej z pięści w twarz. Powód? sprowokował ją tym, iż nie wdawał się w kłótnię. To ją sprowokowało.
    Ma twarz poobijaną, rozcięte wargi...masakra. Martwię się o niego i bardzo chcę mu pomóc, ale w tym momencie moja pomoc kończy sie tylko i wyłącznie na dobrych chęciach.
    Zaburzenie zaburzeniem ale w pewnych momentach staję się to nie niebezpieczne. Teraz była pięść, co będzie następnym razem?
    Jeśli macie jakieś rady to będę za nie wdzięczna
  • kikamato 20.10.13, 22:22
    patrząc na to o św pawle i egzaltacji...monty pajton to nie jest ale pyszczek mi się w podkowke wygial do góry.bez względu na twój pogląd.ave
  • jamama03 01.01.13, 20:44
    Kiedy czytam te czarne opisy...myślę sobie ze jednak lekarz się pomylił.
    Stanowczo nie widzę tak beznadziejnie mojej córki.
    Albo on się pomylił...albo obrazy zbyt czarne...albo ja wypieram...

    Póki co rozmowa o dzieciach mojej córki bardzo hipotetyczna.
    Dziewczyna zamierza najpierw zorientować się o co jej w życiu chodzi zanim wejdzie w związek.
    Bez tego dzieci się nie poczynają.
  • brz_a_sk 01.01.13, 20:48
    nie bierz tego dosłownie bo nic tego nie będzie

    a co do wyobrażeń czym dla borda jest jego zaburzenie to ciekawe jest to, że wielu rodziców nie ma pojęcia o problemie swojego dziecka

    pomyśl jak to możliwe

    jak to różne światy

    jakie to skomplikowane

    czy lepiej gdy rodzic wie?

    czy lepiej gdy wie wszystko?

    ???
  • brz_a_sk 19.01.13, 15:08
    TU - od rzeczy i znienacka pozornie - ale bierze się to stąd, ze na prośbę bordów w ich wątku nie piszę

    ale tu mogę skrobnąć refleksyjnie

    bord z bordem sie zrozumie

    bord bordowi oko wydłubie po czym wepchnie na miejsce i poklepie po piórach - fajnie było, aleśmy sobie przyjebali - najdelikatniej mówiąc; takie pozbieranie się po rozładowaniu brata i pozwala w podskokach korzystać z chwili ulgi

    bord żyje inaczej, żąda gdy mu się krawędź spod paznokci wyślizguje i nie czek gdy mu się uda na molo wykaraskać; ma chwilę na dobiegniecie i skorzystanie z międzyczasu;
    jak o wszystko robi, czyli jak żyje - szczerze powiem - mam wrażenie, ze tak jak mu się udaje;

    nie patrzę na bordów w kategoriach win za nieskuteczne terapeutyzowanie się tak samo jak daleka jestem od wymaganie od niebordów odporności

    uczmy się zmieniać w sobie co się da, a reszty nie zabijajmy - w końcu z tego jesteśmy - sami sobie możemy się jeszcze przydać :)
  • 72barbara72 28.01.13, 11:53
    b-rza-sk .Mam prośbę wcześniej chyba od ciebie dostałam link na temat depresja z urojeniami.Nie mogę tego odszukać, czy możesz przesłać jeszcze raz ? Dziękuję
    --
    zawiedziona:(
  • brz_a_sk 28.01.13, 14:05
    ode mnie nic nie dostawałaś ;(
    ale proszę poczytaj tu

    portal.abczdrowie.pl/depresja-urojenia
    online.synapsis.pl/Depresja-podstawowe-informacje/Rozne-depresje-proby-podzialu.html
    www.afektywni.pl/czymjestdepresja,38,l1.html
    www.nerwica.com/viewtopic.php?f=18&t=19581&view=previous
    pl.wikipedia.org/wiki/Urojenia
    www.poradnikzdrowie.pl/eksperci/pytania/jak-stwierdzic-urojenia/26788/1/
    www.przychodnia.pl/psychiatria/index7.php3?d=24&s=3&t=7
  • 72barbara72 04.02.13, 08:57
    brz-a-sk . Dziękuję za linki, dokładnie chodziło mi o ten pierwszy. Pozdrawiam.
    --
    zawiedziona:(
  • greks 02.02.13, 20:58
    Pierwszy raz dorzucę swój głos, bo jest źle. A temat relacji z osobą z borderline tyle razy odgrzewany przy przyjaciółce, że zrobiła się z niego mdła papka. Sama się nią przejadłam.

    Myślałam, że dam radę, że się uwolnię, że będę się ratować póki mogę, że nie oddam tak łatwo swojego spokoju, osobowości, radości i chęci do życia. Tego, co miałam jeszcze rok temu. Co traciłam później każdego dnia spędzonego z nim. Kłótnie, manipulacje, oskarżenia, przemoc fizyczna, obarczanie ciągłym poczuciem bezsensu i brakiem chęci do życia, groźby samobójstwa, opowiadania o nowych przyjaciółkach - to był chleb powszedni, zjadany ze słodkimi pieszczotami i czułymi słówkami. Nie od razu wiedziałam, na co się piszę. Jego opowiadania o poprzednich związkach traktowałam jako wyzwanie: "one były złe, a ja Cię kocham i będziemy szczęśliwi". Jego wspomnienia z dzieciństwa były powodem do współczucia, do większych czułości. Jego długoletnią terapię (aktualnie psychoanalizę) traktowałam jako dobrą monetę. Myślałam, że podbijemy świat naszym genialnym projektem w pracy.

    A jednak było coraz gorzej. Nie dawałam rady z oskarżeniami, buntowałam się przeciwko tłumaczeniom. Ale nie chciałam się poddawać. Chciałam rozmawiać, odpłacać mu jego czułość. Jednak zawsze było za mało, na jego pretensje w końcu zaczęłam reagować agresją. Koniec cierpliwości i chęć wysupłania się z chorych zależności oznaczał początek dużych kłopotów. Wiele rozstań, coraz bardziej widowiskowych i dla szerszej publiczności. Po drodze wiele urazów, które uniemożliwiały zdrowe i oczyszczające powroty. Absurdalny i książkowy freudowski przykaz powtarzania.

    W międzyczasie ułudna próba nowego, szczęśliwego związku z kimś zdrowym zakończona fiaskiem. Mimo wszystko tęskniłam, wiedziałam, że zaczął brać leki, że obiecuje nową miłość do końca życia w wymarzonym domku z dziećmi i kotami. Długo nie chciałam dać się przekonać. A jednak jak zwykle uległam, zatopiliśmy się w namiętności. Nie byłam już pewna, czy to miłość, czy współczucie, czy zwykła tęsknota, czy moja chęć zmazania z siebie wszystkich przypisanych win. Później bitwa na ustalanie zasad nowego życia. Wszystkie przeszłe krzywdy wylazły na powierzchnię. Znowu skończyło się równie szybko, jak zaczęło. Napisał, żebyśmy zeszli sobie z drogi i zapomnieli o kosmarze. Ma do mnie bardzo dużo żalu, pamięta zdradę, uważa, że nie jestem w stanie mu dać tego, co potrzebuje. Ja też mam dużo żalu.

    Wydaje mi się jednak, że jestem w stanie przebaczyć i zapomnieć. Pytam siebie, czy naprawdę i dlaczego. Tak, sama też jestem zaburzona, introwertyczna, o niskim poczuciu własnej wartości, miewająca myśli s, na zewnątrz samodzielna, pewna siebie, żartująca z codzienności i wycofana. Taka choroba dwubiegunowa. Wiem, że zaburzenia go przyciągały, on mnie rozumiał i wspierał. Myślałam wtedy, że jego wsparcie płynie z próby przerzucenia na mnie winy. Że to on jest bardziej chory, a ja jestem tą silną stroną. Nie chodziłam na terapię, bo chciałam udowodnić, że sama dam radę, że nasze problemy nie płyną ode mnie. Robiłam to nieświadomie, uświadamiając sobie później. Wiem, że mam problem z uświadomieniem sobie przyczyn i powodów gniewu, który - ostatecznie - jest skierowany przeciwko mnie samej. Teraz nie wiem, skąd naprawdę płynęła złość. Może denerwowałam się na siebie samą, że nie jestem idealna, że nie potrafię sprostać jego oczekiwaniom i sprawić, żeby poczuł się bezpieczny i kochany? Wysoko ustawiałam sobie poprzeczkę, i za każdym razem uderzałam w nią głową. Denerwując się na siebie samą. Przecież mogłam odpuścić, przyznać się dużo wcześniej. Że sama mam problemy, że nie przejdziemy tej drogi z naszymi ciężkimi bagażami.

    W kółko to samo. Znowu tęsknię i chcę naprawiać. Zdaję sobie sprawę, że relacja z nim była jedną z większych lekcji mojego życia. Poza tym przepowiednia się spełniła, nie byłam szczęśliwa w "normalnym" związku. Może to masochizm, chcę próbować jeszcze raz. Może najpierw pójść na terapię? Co zrobić, żeby odbudować zaufanie? Czy dojdę do punktu, w którym przestanę wierzyć, że zbudujemy szczęśliwy dom? Czy pracując nad sobą, możemy go zbudować? Jak wykorzystać wiedzę o nas, o naszych problemach, żeby nie popełniać błędów? Kocham, ale - jak widać - jest we mnie dużo złości. Gdzie zrobić jej ujście?
  • brz_a_sk 02.02.13, 21:34
    to jak narkotyk
    tak to bierz

    pomyślałam tak - terapia może Wam podpowiadać jak żyć z tym co macie w duszy
    a czy znajdziecie siłę by z terapii przenieść coś do związku - trzeba spróbować by wiedzieć

    możesz jeszcze zrób tak jak zawsze warto
    kartka zgięta pionowo na pól
    po jednej za po drugiej przeciw
    zyski i straty
    czemu tak i czemu nie

    nikt nie wie więcej niż Ty
    tak?
    wiesz w co się pakujesz
    wiesz czemu
    wiesz w jakim stanie wyjdziesz
    no chyba, że cud
    to też wiesz

    trzymaj się
  • greks 02.02.13, 23:09
    Jak narkotyk...

    Próbuję wyciągnąć jakieś ścisłe wnioski z tego, co ludzie narażeni na problem borderline piszą. Pierwsza nauka jest taka, że tam, gdzie zaczyna się borderline, tam kończy się encyklopedyczna miłość (pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C5%82o%C5%9B%C4%87). Druga, że bez terapii nie ma szans na znośny związek.

    I w końcu - najważniejsza dla mnie - że wzięcie po raz kolejny tego narkotyku to wyraz nieświadomej chęci ponownego przeżycia jakiejś trudnej sytuacji z dzieciństwa. Pragnienie naprawienia relacji z rodzicami, powrotu do nich i zapieraniem się przed ostatecznym zamknięciem nieudanego dzieciństwa. Bez terapii nie przeżyję tego, a tym samym niejasne będą moje pobudki. Po terapii będzie czas na myślenie, co z naszą "miłością".

    Dziękuję za to forum. Naprawdę ułatwia obiektywne spojrzenie na problemy.
  • toxic_chick 03.02.13, 10:58
    Wyjesz.. jestes uzalezniona.. potrzebujesz.. chcesz tego gowna.. dla krotkich, ulotnych chwil.. tych ktore pamietasz.. tych ktore byly dobre..w tym wszystkim co zle.. tzw. milosci.. spokoju.. mysle, ze to gora 10% czasu, ktory spedziliscie razem.. na poczatku.. a pozniej to tylko nawroty.. pomiedzy klotniami.. i ciagla tesknota za tzw. normalnoscia.. wybiorcza pamiec masz.. tesknisz.. i tak tak.. jestes zaburzona.. boisz sie odejsc do konca.. wolisz tortury niz spokoj... specyficzny typ osoby.. takie zostaja najdluzej.. i takie najbardziej obrywaja.. wrazliwcy.. niepewni siebie.. swojej wartosci.. dostajesz wpierdol mentalny i fizyczny.. bo lubisz.. trafilas na kogos kto Ci dostarcza emocji... od tego jestes uzalezniona.. to nie milosc.. to destrukcja..

    Border nigdy nie zapomni zdrady i "krzywd".. nie wybaczy.. predzej czy pozniej bedzie chcial prac brudy.. bedzie powracal do tego.. obwinial.. zaufanie.. brak zaufania.. nie masz czystej karty.. juz nie..

    Terapia.. tak tak.. przerabialam i to.. rozstalismy sie na zawsze po niej.. wiec moze warto sprobowac.. sie uwolic.. a nie naprawiac... czasu nie cofniesz.. pamieci nie wymarzesz.. ani swojej ani jego.. za duzo sie wydarzylo.. za duzo zeby osiagnac status quo.. zostaw.. i idz sobie.. nie ma co naprawiac.. nigdy nie zapomnisz.. to powinno Ci wystarczyc...
  • hose64 03.02.13, 11:43
    tak tak ,,,,, dobrze mowisz ,,,, tylko pomysl ..... ze moze ktos chce zostac w zwiazku , nie dla bordera , nie dla watpliwej 10 % przyjemnosci ,,,,,,, ale dla dobra dzieci ,,,, kazdy kij ma 2 konce ,,, i nic nie jest takie latwe ,jak sie nam wydaje ,,,,,, odejsc ,, zawsze mozna ,,,,, wszystko co napisalas jest swieta prawda o zyciu z borderem ,,, ale wiedz ze czasem warto sie poswiecic , dla dzieci ,,,, moze sie myle ,,,,,,,nie wiem ,,, ?
  • toxic_chick 03.02.13, 12:04
    Luzzz.. nie o Tobie Tu i nie o dzieciach.. inny przypadek i inne motywy..

    Nie wypowiadam sie w tematach, ktorych nie ogarniam.. dzieci nie mam i nie bede miala.. na to akurat mam wplyw

  • brz_a_sk 03.02.13, 12:20
    bywa niewyobrażalnie skomplikowanie
    więc zakładam, że szczegółowo i konkretni nie wiem nic
    ale generalnie (choć w tej dyskusji akurat nie o troskę o dzieci chodzi - napiszę) nie znam przykładu dobrego dbania o dzieci w złym związku; pokazanie dzieciom lodówki, nienawiści czy obojętności, nawet poprawności w niekochaniu się - to masakra;
    jeśli mnie ktoś pyta zawsze powiem - rozstać się natychmiast i zająć się dziećmi - oboje starannie i z miłością, bez tracenia czasu na jakiś sztuczny chłód;

    problemem najgorszym z możliwych jest debilizm jednego z rodziców (bywa i obojga!!!!) kiedy ktoś uważa dziecko za soją własność i pogrywa dziećmi - kiedy już wie, ze spieprzył mu się związek, nie ma rodziny i pora po rozum iść; taki pustogłowy niemiłosierny twór spala własne dzieci w nadziei, ze sobie coś z tego upiecze - straszne, straszne, straszne

    tylko dzieciom doradzić - uciekajcie
  • cierpliwa28 03.02.13, 12:56
    Tyle o zachowaniach borderów i ich partnerów...
    A ja trochę z innej beczki: jak rozstać się z osobą zaburzoną? wiem, że jest to tak samo trudne jak z innymi, niezaburzonymi: każde rozstanie w jakimś stopniu boli. Jednak jak to zrobić, kiedy chodzi o osobę mającą borderline? co robić a czego unikać? czy po rozstaniu utrzymywać kontakty czy na jakiś czas odpuścić? taka osoba może się różnie zachowywać i mam tego pełną świadomość.
    Proszę, piszcie jeśli macie jakieś doświadczenie w tym temacie
  • wrona_czerwona 03.02.13, 13:17
    cierpliwa28 napisał(a):
    > A ja trochę z innej beczki: jak rozstać się z osobą zaburzoną? wiem, że jest to
    > tak samo trudne jak z innymi, niezaburzonymi: każde rozstanie w jakimś stopniu
    > boli.

    Typowego bordera już boli życie i samo istnienie, więc jedno rozstanie więcej czy mniej da mu tylko więcej ekscytacji i tańczenia po granicy.
    Dbaj lepiej o twój własny ból i o twoje uczucia - zadbaj o siebie.

    Jednak jak to zrobić, kiedy chodzi o osobę mającą borderline? co robić a
    > czego unikać?

    Unikać należy... tej osoby. Pożegnaj się w spokoju, wypuść bordera z rąk i chroń siebie. Dbaj o siebie, to dla ciebie się rozstajesz.

    >czy po rozstaniu utrzymywać kontakty czy na jakiś czas odpuścić?

    Odpuść, nie wracaj, nie oglądaj się za siebie. Kiedy rozstaniesz się z borderem, automatycznie staniesz się wrogiem i będzie tobą gardzić (jeśli cię uzna za słabszą i głupszą od siebie) albo nienawidzieć (jeśli cię uzna za tą silną, samodzielną co go opuściła i już nie potrzebuje).

    > taka osoba może się różnie zachowywać i mam tego pełną świadomość.

    Osoba da sobie świetnie radę sama, zwłaszcza jeśli jest borderem acting-out (tym, co wali w otoczenie). Jeśli to typowy border, to rozstanie da mu ekscytację i spuszczenie ze smyczy.
    Tylko nie daj się przypadkiem nabrać na groźby autodestrukcji czy destrukcji, jeśli się takie pojawią. To będzie raczej szantażyk.
  • cierpliwa28 03.02.13, 13:30
    Mam tego świadomość...po jednym z setek rozstań były prośby, groźby, strzał z piachy w twarz, szantaże, zwyzywanie na środku drogi od najgorszych, maile i smsy z wyzwiskami.
    Jednak po czasie jest smutek, przeprosiny i prośba o kolejną, "ostatnią" szansę.

  • brz_a_sk 03.02.13, 13:33
    szczera prawda
    bordy są życzliwe :) to nie żart to pełna goryczy prawda
    to niebord nie może zrozumieć, nie chce uwierzyć
    a bord pisze prawdę
    tak jest
    bord jak ciacha to na amen
    czasem mu się odwidzi
    niestety prawdą jest, że czasem po jakimś czasie wraca - poprawić

    dziś któryś z bordów napisał, że bord nie zapomina tego co uzna nie do darowania
    czasem jedynie wymaże z historii na amen i nie życzy sobie wtedy powrotów żadnych

    bo to wszystko nie bajki tylko zaburzenie - bardzo poważne :(
  • margaretka2002 03.02.13, 14:33
    Kiedy rzucilam meza alko - najpierw obrzucal mnie wyzwiskami, ktore ignorowalam, odgrodzilam sie od niego na tyle na ile moglam i byla cisza. Po kilku miesiacach mial kilka pretekstow zeby sie ze mna spotkac, bylam przyjacielska chociaz duzo mnie to kosztowalo. Nasze drogi nadal krzyzuja sie w sprawach zawodowych i robie co moge, zeby zyc z nim w przyjazni, a on... chyba nie moze w to uwierzyc. Moj ojciec strasznie sie denerwuje, ze ja do niego wroce, ale prawdziwa granica jest we mnie, to sie juz nie zdarzy, bo mozna kogos nawet darzyc jakims uczuciem, ostatecznie to byl dla mnie do tej pory najwazniejszy mezczyzna w zyciu, ale mozna sobie rowniez zdawac sprawe, ze nie da sie z nim miec udanego zwiazku. Nie pielegnuje w sobie zlych wspomnien, ale to nie znaczy, ze mam amnezje...

    Ciekawa jestem czy z bordami jest podobnie - ze oni obrzucaja wyzwiskami, a w glebi duszy zdaja sobie sprawe, ze po prostu zawalili to. Ze mieli kogos, kto znosil ich, akceptowal duzo, ale pekl, nie wytrzymal i ze sami sa sobie winni. Latwiej jest pomyslec - nienawidze ciebie niz nienawidze siebie. U mojego eksa ta refleksja byla pierwszym krokiem do podjecia wysilkow w strone leczenia, chociaz daleka droga jeszcze przed nim. Najwieksza satysfakcja byloby dla mnie, gdyby tak tez bylo w przypadku "mojego" borda...

    --
    Sumptus censum ne superet
  • toxic_chick 03.02.13, 14:42
    Tak tak.. wlasnie tak...

    I taka ciekawosta.. zle bordy.. niegrzeczne... uciekac.. unikac.. bo krzywdza demony.. kreatury... ;) a jednak brakuje.. brakuje jak nie ma.. teskni sie.. pragnie emocji.. moze sie zmieni.. moze zrozumie.. moze zbawie.. ;) sa sa sa sa... sami sie prosicie.. macie.. jest zle.. nie macie jest zle.. analizujecie to i to.. Wy.. niby normalni ;) Bord to bord.. nieprzewidywalny.. zaburzony.. nie zmieni sie.. nigdy...

    Banal... banaly... banalni zaprogramowani na wlasne cierpienie ... checie macie.. na wlasne zyczenie... taaaaaaaa ;) a ja na to... smacznego ;) tez cos z tego mam... wiec bedzie pysznie ;) zawsze jakas ofiara sie trafi... zawsze... bo chce.. bo wyje...
  • margaretka2002 03.02.13, 15:23
    Nie, mnie nie brakuje, przeciwnie - ulzylo mi. I to podwojnie bo wiem, ze nie wszystko bylo kontrolowane i wyrachowane. Ale to jednak czlowiek, cos spowodowalo ze go polubilam. Wiem, ze da sobie rade lepiej czy gorzej, nie martwie sie o to. Nie ma powrotu jako facet, najwyzej jako kolega, zwlaszcza odkad wiem o chorobie, tego tematu nie ma nawet gdyby zaczal sie leczyc, bo wlasnie zbawiac nie chce. Nie stac mnie na to ani finansowo ani emocjonalnie. Zastanawiam sie tylko czy jest jakas szansa, ze przestanie jechac po rowni pochylej, moze pod wplywem kopa jakiego mu zapodalam. Skoro to jedyne co dziala na uzaleznionych to moje pytanie do Was, ktorzy wiecie o tym znacznie wiecej jest takie, czy dziala to na bordow. Czysta ciekawosc i nadzieja, ze tak jest.

    --
    Sumptus censum ne superet
  • brz_a_sk 03.02.13, 16:52
    no i w ramki
    no jak bord walnie
    to na bank krew sika po ścianach
    ech
    pięknie o miłości
    a niech o szlag trafi
    =============================================

    "zawsze jakas ofiara sie trafi... zawsze... bo chce.. bo wyje... " !
    =============================================
  • krolewna.z.drewna88 21.05.13, 22:22
    Odnośnie rozstania z bdp. Jeżeli jako partner dojrzejesz już do tej decyzji (najczęściej chodzi o wypalenie do cna i zmęczenie amokiem i życiem w złudnej nadziei na lepsze jutro), trzeba naprawdę przygotować sobie strategię. Być może brzmi to jak bezduszna taktyka, ale z doświadczenia wiem, że już tyle razy próbowałam odejść od swojego partnera i za każdym razem, kiedy serce brało górę, ponosiłam klęskę i uginałam się pod CIĘŻAREM tej niebotycznej miłości. Bo trzeba przyznać, że osobę z bdp naprawdę kocha się DO SZALEŃSTWA, nie ma żadnych półśrodków. Ale pomimo mojej wielkiej miłości, tak bardzo męczyłam się i dusiłam w tym związku i intuicyjnie wiedziałam, że to jest toksyczne i muszę się uwolnić. Nie próbuję wsadzić wszystkich ludzi z bdp do wora z łatką 'ŹLI LUDZIE' ale w momencie, kiedy border jest świadomy problemu i mimo to nie chce sobie pomóc, dla nie-bordera powinien to być sygnał, że znajduje się na równi pochyłej, za horyzontem nie ma już słonka, i że dosłownie jest się na pokładzie tonącego statku, z którego ktokolwiek z instynktem samozachowawczym po prostu musi uciec.
    moje wskazówki dotyczą właśnie trzymania się planu i pamiętania, że odstępstwo od tego zimnego planu i dopuszczenie serca do głosu, skończy się powrotem na znany nam roller-coaster i dalszego bytowania w tym związku, ale nie zmieni podświadomej potrzeby ucieczki z takiego związku.

    Przestań myśleć, że Twój bdp jest jedynym kluczem do Twojego szczęścia. Czy jako dziecko, czyste i szczere w swoich myślach naprawdę uosabiałeś szczęście z wieczną huśtawką, serią upokorzeń na przemian ze złudnym szczęściem? nie sądzę!

    -podziel rozstanie na kilka warstw, jeśli spróbujesz wprowadzić w życie niespodziewane rozstanie, sam zostaniesz wmanipulowany w bycie nieprzewidywalnym wariatem i ugniesz się kolejnym manipulacjom. Pamiętajmy, że osoby z bpd mają naprawdę zupelnie inne spojrzenie na świat i pewne akcje trzeba wprowadzić tak, żeby nadawały się borderowi do 'strawienia' i w zasadzie do zauważenia ciągłości i nieodwracalności danego procesu.
    W tym procesie najważniejsze jest systematyczne zniechęcanie do siebie partnera. Niestety. Na zasadzie Twojej ciągłej apatii i bycia po prostu nudnym. Wiadomo, że osoba bpd potrzebuje bardzo silnych bodzcow i jeśli będziecie się kłócić i godzić jak dawniej, w jej głowie, wszystko z Wami będzie dobrze, po staremu, natomiast jeśli staniesz się pasywny i spokojny aż do bólu, wtedy być może dostrzeże jakiś sygnał, znak jakiejś zmiany. Coraz rzadziej dziel się swoimi przemyśleniami, wycofuj się powoli i pamiętaj, że im mniej się udzielasz w danym momencie, tym mniej punktów zaczepienia i wymówek do walki będzie miał Twój partner, słowem, zacznij go sobą nudzić! :)
    (w tym okresie zacznij się przygotowywać do 'życia po'. Nie chcę generalizować, ale chyba często podczas takiej relacji, wykrusza się wiele znajomości, przyjaźni, osłabiają się więzy z rodziną, bo często osoba bpd wymaga 100% atencji a dawanie choć odrobiny uwagi innym ludziom może być odbierane jako zdrada i sprzeniewierzenie. Dlatego też po dłuższym czasie można się obudzić z ręką w nocniku, w świecie zmanipulowanym przez bordera i bardzo mocno uszczuploną ilością osób, które mogą Cię wspierać w procesie odchodzenia od partnera i osób, które będą budowały Twój świat po rozstaniu. Może więc czas odnowić zaniedbane więzi i przygotować ich na Twój 'wielki powrót' do świata żywych? :) Po drugie, może brzmi to drastycznie i znowu nie chcę generalizować, ale jeśli Twój partner jest typem impulsywnym i destrukcyjnym dla otoczenia, może warto po woli wynosić z domu cenne rzeczy? Wiem, że brzmi to okropnie, ale czasami border w ataku irracjonalnego gniewu potrafi się zamienić w człowieka demolkę!:/ )
    W okolicznościach konfliktogennych czas przystopować, zacisnąć zęby i zamiast walczenia o swoje racje i zrozumienie partnera, (które najprawdopodobniej i tak nie nastąpi), odpowiadać na zasadzie: ''no być może, ja nie wiem, ostatnio jestem tak wypalona i obojętna, no nie wiem, może masz rację, a może nieee, nie wiem co się ze mną ostatnio dzieje, jakoś ciężko mi się określić w tym temacie..'' itd. Wprowadzaj pewne wskazówki na temat tego, że jesteś wypalona, łapiesz deprechę, nie wiesz za co się zabrać, nie wiesz co myśleć itd... Skoro świadomie dążysz do tego, żeby zerwać z taką osobą, najprawdopodobniej typ Waszej relacji, to taki, gdzie właśnie TY ponosisz całą odpowiedzialność za związek i dzielnie nosisz wszystko na barkach. No właśnie. Nie licz na to, że border przyjmie do wiadomości jakąkolwiek odpowiedzialność za rozpad Waszego związku, nie ważne jak będziesz się starał to zakończyć, Twój border winą i tak obarczy Ciebie, dlatego nie warto się już silić na kłótnie i tłumaczenie swoich racji, bezpieczniej jest przybrać tą apatyczną, pasywną zobojętniałą postawę, dzięki czemu bpd zorientuje się, że coś jest nie tak, że coś się zmienia. Border, jako osoba z natury szukająca wrażeń i zaczepki, Twoje nudziarstwo i nie wdawanie się w te ekscytujące utarczki, może bpd bardzo skutecznie do Ciebie zrazić, bdp może być Twoją stoicką postawą wręcz zbulwersowane i zawiedzione, dzięki czemu łatwiej będzie Ci odejść.

    Po zbudowaniu takiego gruntu do odejścia, w momencie, kiedy Twój partner zacznie się łapać, że coś nie gra, czas zebrać wszystkie siły, wyczuć w miarę neutralny moment (jeśli to możliwe) i przejść do sedna sprawy. I jeszcze raz, trzeba pamiętać, że nie ważne jak byś uargumentował swoje potrzeby i cierpienie, rozstanie i tak BĘDZIE TWOJĄ WINĄ. W dodatku może się skończyć totalną jatką, groźbami samobójstw, samookaleczeń, lawiną upokorzeń, jednym słowem, wyobraź sobie waszą najgorszą awanturę i pomnóż razy sto, tak może wyglądać próba walki o Twoją wolność, jeśli będziesz się starał udowodnić swoją rację, której border I TAK NIE UZNA. Dlatego, niestety BEZPIECZNIEJ dla Ciebie będzie z góry wziąć winę na siebie i tylko siebie. Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale może być kluczem, do załagodzenia procesu i wyjścia ze związku z nieco nadszarpniętym ego, ale z mniej nadszarpniętą psychiką. I tutaj bezpiecznie byłoby to argumentować w taki sposób: ''Kochanie, chyba zauważyłeś, że od dłuższego czasu coś ze mną nie gra, męczę się ze sobą, sam dla siebie jestem ciężarem a co dopiero dla Ciebie, myślę, że na tym etapie życia nie jestem w stanie być w związku, że beze mnie będziesz szczęśliwszy i jesteś tak wspaniałym człowiekiem, który da Ci tyle uwagi, atencji i miłości na ile zasługujesz. Ja jestem tak wypalona i bezużyteczna jako partner, nie mogę Cię tym dłużej obciążać, muszę być sama i poukładać sobie życie od nowa, żeby nikogo nie krzywdzić....bla bla bla''. W tym momencie, nie zarzucając partnerowi absolutnie żadnej odpowiedzialności za rozpad w związku, co więcej łechcąc jego potrzebę akceptacji i uwagi i dając nadzieję, że istnieje ktoś kto pokocha go jeszcze bardziej bezwarunkowo i da mu jeszcze więcej uwagi, otwieramy sobie furtkę do wyjścia jeszcze szerzej. Do jakichkolwiek kontrargumentów podchodź zimno i apatycznie, ale STANOWCZO, daj wyraźnie znać, że decyzja jest podjęta!!! Zero akceptacji dla szantażu emocjonalnego i obietnic, które nie zostaną pokryte. Pamiętaj, że miałeś naprawdę tysiące powodów, żeby ten związek skończyć. Bądź nieugięty!!! To jest moment, kiedy border w emocjach i panice w desperacji może zrobić i naobiecywać dosłownie wszystko. Asertywność i zimna krew pomogą Ci odeprzeć te wszystkie dziwne akcje, obrazy, być może obelgi na przemian z gorącymi deklaracjami miłości.

    Po otrząśnięciu się bordera i zrozumieniu, że sobie nie robisz jaj i mówisz jak najbardziej serio, przyjdzie czas na jego walkę, wszystkimi podziemnymi sposobami. Maile, smsy, liściki za wycieraczką, telefony. Ignoruj to, a jeśli dojdzie do konfrontacji, reaguj na zasadzie: ''dziękuję za wiadomość, ale decyzja jest nieodwracalna, proszę Cię, zaniechaj już tych kontaktów''. Słowem: bądź do bólu nudny i grzeczny, bo nie ma dla bordera nic bardziej zniechęcającego. CDN poniżej
  • krolewna.z.drewna88 21.05.13, 22:52
    Ciąg dalszy mojej grafomanii powyżej:

    Jeśli po rozstaniu wdasz się w jakiekolwiek dyskusje, bpd uzna to za pewną 'lukę' w Twojej nieugiętości i zacznie drążyć, a sprawa jest już przecież przesądzona, więc po prostu nie wdawaj się w te dyskusję, bo nawet nie wiesz jak łatwo możesz stracić kontrolę nad przebiegiem takiej rozmowy i po godzinie może się nagle okazać, że nie zauważywszy, z przyzwyczajenia już się ugięłaś i dla dobra sytuacji, wracasz do starego bagienka, a potem czujesz się wmanewrowana. Dlatego nie używaj stwierdzeń typu ''być może'', ''kto wie, może w przyszłości'', ''czasami się zastanawiam i tęsknię'', bo nawet jeśli jest to prawda i wiadomo, że nadal kochasz tą osobę i różne myśli przechodzą Ci przez głowę, dla własnego dobra; nie wypowiadaj głośno swoich myśli! Będzie to dla bpd gruntem do podwojonej jeszcze akcji ''nawracania Cię'' i ponownego wmanewrowania w związek. Odbieranie telefonów i słuchanie tego, jak bardzo jesteś winny i ile zostało dla Ciebie zrobione, jak dużo Twój partner dla Ciebie poświęcił a Ty jesteś bezdusznym tyranem, który go zostawił'', no nie jest to najlepszy pomysł. Nie odbieraj albo zmień numer i pozwól sobie wreszcie żyć bez poczucia winy i wiecznego obciążenia. Nie staraj się tłumaczyć co czujesz, bo przecież i tak wg bordera chodzi tu tylko o jego uczucia i jego żal. Olej te wszystkie kompulsywnie wypowiadane obietnice i przysięgi, wizje ślubów, dzieci, lepszego życia, tylko pogodnych pozytywnych dni. Takie postanowienia i próby mogą potrwać max kilka tygodni, może dni, a potem bpd wróci i tak do swojego świata. Dla swojego dobra, bądź nieugięty.

    Osoba bpd tak łatwo nie odpuści, dlatego nawet jeśli przejdziesz pomyślnie największą burzę rozstania, przygotuj się na dalsze próby ze strony byłego już partnera.
    Nawet jeśli po jakimś czasie, kiedy kurz już opadnie, zastanów się tysiąc razy zanim spotkacie się już na neutralnej stopie. Border może wbić cię w taką troskę i potrzebę dalszej opieki nad jego zabłąkaną, odrzuconą duszą, że wmanipulujesz się w gigantyczne poczucie winy i wrócisz. Pomimo ogromnych różnic między Wami, takiej miłości ciężko wygasnąć i bardzo łatwo do niej wrócić z kolejnym poczuciem misji ratowania bdp.

    Jednym słowem; POWODZENIA.

    A na marginesie, nie pisałam tego wszystkiego, żeby obrazić czy poniżyć borderów. Jeśli w związku osoba bpd stara się jak może i walczy o miłość i harmonię, moje oklaski i chapeau bas i naprawdę podziwiam i trzymam kciuki za każdą taką parę i za każdą taką wyjątkową miłość. Moja bardzo subiektywna notka skierowana jest bardziej do osób, które żyją w toksycznej matni, jaką niestety jest związek z borderem, który nie akceptuje pomocy, przez co, nie ma wątpliwości, że zmienia życie partnera w koszmar. Słusznie ktoś zauważył, że takie związki są jak narkotyk, ja tak jak i inni, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś był w stanie dać mi większą i piękniejszą miłość, niż mój były partner, ale zdaję sobie sprawę, że te dobre i czyste chwile stanowiły tylko niewielki procent całości związku, a ja stałam się po pewnym czasie kochającym do szaleństwa... warzywkiem. A najgorsze jest to, że wiem, że gdyby nie ta przypadłość, która w żadnym stopniu nie jest Jego winą, bylibyśmy najszczęśliwszą parą jaka chodziłaby po tej planecie. Tym bardziej to wszystko tak bolało, tym cięższy jest dla mnie okres 'odstawienia' tego narkotyku jakim był mój związek i nauczenie się życia po nim.
  • cierpliwa28 22.05.13, 09:26
    krolewna.z.drewna88
    z uwagą przeczytałam Twój wpis...i z chęcią wymieniłabym się spostrzeżeniami i uwagami na ten temat, bo mam kongo z podobną sprawą i kompletnie nie wiem, co robić.
  • krolewna.z.drewna88 22.05.13, 12:18
    może prywatnie? nie wiem, czy bezpiecznie podawac na forum swój email, ale co mi tam zdrewnakrolewna@gmail.com wal jak w dym.
  • brz_a_sk 22.05.13, 17:00
    podpowiem coś - jeśli podajecie w sieci adres to zamiast @ coś wstawiajcie - coś pokombinujcie bo automaty zbierają adresy i potem badziewie przychodzi do skrzynki
    tu większoś ma skrzynke 'autorską' na gazecie (kiedyś to był obowiązek by pisać na gazetowych forach) albo na gmailu można próbować

  • cierpliwa28 22.05.13, 23:22
    odezwę się z pewnością
  • cierpliwa28 23.05.13, 20:51
    dzięki, napisałam na prywatny
  • brz_a_sk 22.05.13, 10:27
    rewelacyjnie piszesz

    bardzo cenne słowa

    jeśli zdarzy się, ze bord pomyśli o partnerze to pomoże mu odejść - niewyobrażalne prawda?

    natomiast bord szukający niewinnego kontaktu - przyjacielskiej kawki, czegokolwiek po latach nawet, to zawsze bord w akcji , choćby sam przed sobą się zaklinał, że ma dobre intencje zawsze odpali i dopadnie - jeśli nie nakłoni do powrotu i 'skruchy' to dowali i zniszczy wszystko co żywe wokół; mimo swoich planów i dobrej woli - bord nie zgodzi się na utratę kontroli i posiadania na wyłączność;
    mój albo trup;
    i wróci poprawić po każdym zmartwychwstaniu; sam siebie potem nienawidząc za to czasem; taka to przypadłość w niszczenie togo co kochane;

    jeśli borda nie bierze się w kawałkach nie sposób docenić w nim zalet - ma ich bardzo dużo,ale pułapek by złapać na lep mnóstwo, a wtedy koniec z cieszeniem się ze znajomości;
    bord poluje i jest śmiercionośny jeśli raz rozpozna ofiarę pozbawia ją prawa do wyjścia na wolność
    partner borda to zwierzątko urodzone w zoo - pozbawione instynktu bycia wolnym

    pojąc borda nie da się ale próbować warto

  • cierpliwa28 22.05.13, 15:06
    Święta prawda.
    A co zrobić, jeśli zależy nam na kimś, kto jest w "relacji" z borderem, nie potrafi odejść choć bardzo się w tym układzie męczy, obawia się każdego dnia ale trwa? Czuje się odpowiedzialny, boi się o tą osobę i poświęca swoje "normalne" życie i swoją wolność
  • brz_a_sk 22.05.13, 16:53
    chcesz 'dawaj go' tu - nie gwarantuje to olśnienia ale jest szansą na budowanie w wyobraźni prawdziwego obrazu
    większość ludzi odchodzi i wraca
    co gorsze jak ja to nazywam 'zaraza się' bordyzmem - przejmuje sposoby reagowania borda, uczy się ich po prostu; potem nie może sobie poradzić z tym w relacjach z ludźmi, świadomość tego jest bardzo obciążająca
    bordy są wspaniałe ale kosztowne i niezapomniane

    znam kilka osób, które odeszły i są na odwyku - tzn w pełni świadome tego, że nie chcą sie zbliżyć ani na moment
    i takie które systematycznie rzucają chory związek
    kiedy nie ma dzieci pal diabli dorosły człowiek da sobie radę - poniesie koszty ale sam sobie kowalem swojego losu
    natomiast kiedy są dzieci i zaślepienie chorym związkiem powoduje, że we wszystkich jazdach dziecko ma udział, a dorośli mówią nic to drobiazg - dorośli, którzy widzą co robi dziecku destrukcyjny rodzic - tego darować nie można

    uzależnieni od borda odchodzą długo i potem długo się zbierają - bord kasuje łatwo jeśli podejmie taką decyzję - zabija wzrokiem intruza wtedy; jeśli bord jest porzucony zabija niezadowoleniem; bordom jest bardzo trudno żyć wszystkie emocje odczuwają boleśnie, dotkliwie są specjalistami od extremalnych emocji
    i takim emocjami obdzielają w razie rozstania - nie ma złudzeń to nie jest łatwe

    paranoja polega na tym, ze z jednej strony bord by żyć potrzebuje miłości a z drugiej strony jego miłość jest zabójcza więc powinien się jej wystrzegać

    świadome bordy, po terapii wiedzą więcej chronią partnera przed sobą

    najważniejsze to uświadomić sobie, ze nie da sie udawać borda i bord nie zdoła udawać nieborda - nie ma takiej możliwości
    a większość na to liczy, według mnie w tym najgorszy błąd związków z bordami
  • castamara 22.01.14, 16:37
    mogę prosić o adres email?
  • brz_a_sk 22.01.14, 22:45
    jesli ode mnie - proszę bardzo

    nick @gazeta.pl :)


    nie pisze ciurkiem adresu bo automaty sciagaja i spam przychodzi
    ja tu jestem z dawnych czasów, kiedy żeby pisać trzeba było mieć konto na gazecie itd
  • castamara 23.01.14, 12:53
    witam wszystkich ponownie. Jestem obecnie na etapie odstawiania swojej borderki. Brzmi to bardzo sucho i mało ludzko ale niestety zbyt dużo kosztowało mnie to wysiłku i starań o lepsze, a efekty przyniosło mizerne. Wahania nastrojów były już tak duże że nawet przy dokładnym przestudiowaniu zagadnienia (książki, forum, gazety rozmowy z psychologami) nie byłem w stanie złapać jakiejkolwiek ostrości. Końcówka grudnia ubiegłego roku była wspaniała. Na chwilę straciłem z oczu temat tej choroby. Ona była zupełnie normalna, uczuciowa i bliska jak kiedyś. przed samymi świętami robiliśmy wspólnie potrawy świąteczne, bawiliśmy się przy tym doskonale i radośnie. niestety w dniu wigilii i później już tak kolorowo nie było. Znów uświadomiłem sobie że ona zapewne nie chcąc być sama ze sobą. (zresztą mieliśmy kiedyś taką rozmowę że ona musi być sama i przyszły święta i nagle się okazało co sama stwierdziła że jednak sama to ona za długo nie może być). Nowy rok minął i stara bida powróciła. znów dni milczenia. zdawkowego odzywania się albo i nie. cały czas ucieczka w prace. w domu jak do niej przychodzę bo nie mieszkamy razem - umieralnia. zero aktywności, inicjatywy samej z siebie. czasem przebłyski jakiejś normalności. lubi gotować więc często to robi ale jest przy tym tak perfekcyjna i władcza że nie można się czuć sobą. zastanawia mnie tylko taki fakt dlaczego jak jest taka sinusoida uczuć i emocji, ona mi sama nie podziękuje, sama mnie nie zostawi, nie zerwie. >?? pozdrawiam
  • brz_a_sk 23.01.14, 13:48
    masz wrażenie, że czytasz o specyficznych schematach w zachowaniach bordera i odrzucasz informację ?

    pomyśl o tym
    do dziś łapię się na tym, ze coś jako niemożliwe wywalam mimo, ze kawa na ławę podana

    to co borderom uchodzi jako specyficzna przypadłość tego zaburzenia - teraz nie klnie = nie klnie; teraz nie zdradza=nie zdradza; teraz lubi/nie lubi ... tak jest zawsze ; wielu swoich problemów woóle nie widzi - bo w tym trudnośc tego zaburzenia;
    osoby po długoletniej terapii mówią o tym z pełna świadomością i nie akceptacją - z uśmiechem - bo co maja zrobić -
    kiedyś kolezank powiedziała mi powiedz borderowi, ze jest borderem i masz przerąbane; powiedz borderowi, ze zachowuje się jak dziecko i że to rozumiesz; powiedz, ze kłamie i ze wiesz, ze wierzy w to co mówi bo jest zawsze TERAZ i to sie wydaje jedyna PRAWDĄ - zabije Cię zanim zajarzy, ze to skarb, ze rozumiesz problem

    tylko jest ten dalszy ciąg - trzeba nie tylko wiedzieć ale pogodzić się z tym - TAK JEST - choć to niemożliwe; spójrz na swój post i pomyśl czy nie ma tam takich sprzeczności właśnie - wiesz ale za cholerę nie wierzysz; a kiedy jestes pod ścianą i widzisz czarno na białym wszytsko - zmykasz w mysl - no tak ale to zaburzenie i coś tam coś tam - myk i zwiałes przez mierzeniem się z prawdą

    zaufanie borderowi, ze nie będzie borderem świadczy o naszym debiliźmie - sama w to wierzę, kiedy rozmawiam śmieje się i widzę prawdziwe szczere emocje; szczęka opada gdy nagle słyszę z ust tego samego człowieka - lawinę pretensji i potrzebę zniszczenia kogokolwiek - nie do wiary ano właśnie; drugi potwornie smutny i wymagający jednak olbrzymiego dystansu do siebie i bordera to świadomy czas na refleksję - border wiele gestów robi bardzo naturalnie, wierzy w to co robi choć wie, ze to maska; popatrzenie na emocje jakie łączyły nas z przeróżnymi maskami tej jednej osoby trzeba sobie dawkować powoli, bo można odlecieć;
    bywa, ze były partner juz wszystko to sobie poukładał, ma świadomość konsekwencji - wie, ze nie ma tego co sobie powybierał z tego balu maskowego, wie, ze ani maski ani nic realnego z osobna nie jest prawdą i co z tego
    wraca mając nadzieję, ze border nie jest borderem; wraca nie znając zaburzenie, ale nie chcąc go znać - nie godząc się na to co jest oczywiste ale nie do pojęcia

    trudne do streszczenia; trudne do mówienia o niemożliwym jednak z nadzieją - w co wierzę - w dystans jaki do siebie dzięki terapii border opanowuje i uczy jak go obsługiwać - straszne słowo? może; niech którys dojrzały border powie, ze można z nim rozmawiać nie biorąc pod uwagę palety jazd ; o byciu razem nie wspomnę - border niby docenia partnera wie, ze to skarb ale jak tylko ma okazję to poniewiera - głośno czy cicho manipuluje, zabija trzy razy dziennie, wymyśla dystans - 'jak coś to kopa dam, pójdę i już ..." a jak przesadzi umiera ze strachu i ...

    border nie przestaje być borderem ani na chwile, co nie znaczy, ze nie jest po pierwsze człowiekiem
    zaraz oberwę znowu - zacznie się od słów 'nie każdy" to od razu dodam NIE KAŻDY i dodam co z tego, ze nie zawsze mam rację - czasem mam

    tym razem zapytam o coś co mnie ostatnio zastanowiło - czy sa borderzy, którzy nauczyli sie żyć solo - czy to jest możliwe? bez dewastowania własnych znajomych, kochanków i rodziny, dzieci - chodzi mi o to czy terapia pozwala zająć się sobą i już

    jeśli to jest niemożliwe to każda rozmowa tu o odchodzeniu od bordera zyskuje inny wymiar

    za dużo widziałam by nie widzieć pewnych smutności

    okropne jest to zaburzenie i dotyczy ludzi - no patrzcie - czasem trudno uwierzyć, że człowiek moze mieć takie problemy i może tak zniszczyć siebie i osobę, która była przez chwilę dla niego wręcz bogiem - ciach i ścięty śmieć - trudniej obalić okres bycia boskim partnerem :( łatwiej wytłumaczyć zaburzeniem "śmiecia"










  • doro.ta97 23.01.14, 20:42
    Eh, to nie ma tu już osoby, która nadal jest w związku z borderem...?
  • doro.ta97 23.01.14, 20:46
    Coś mi się wydaje, że nie ma samotnych borderów... A nawet gdyby to nie na długi czas.
  • castamara 24.01.14, 08:27
    Jeżeli bord sam zdecydował się odejść, ja natomiast nie wierząc w jej zimno podczas zerwania poprostu podziękowałem za całokształt i wyszedłem. Jakie mogą być teraz zachowania borda jak to on sam podjął decyzję? Czy to już finał forever?
  • brz_a_sk 24.01.14, 10:59
    może border jakiś odpowie na podstawie swoich doświadczeń
    wtedy będzie o tym co jest możliwe

    na podstawie, tego co dotychczas tu pojawiło się, spylaj zadowolony i okop się na wszelki wypadek

    obyś miał szczęście i nigdy nigdzie Twój border nie starała się Tobą interesować - bywa to nieznośne

    jeśli masz ochotę na powroty - oczywiście jest szansa - im mniej odpowiedni moment tym niespodzianka większa

    Pomyśl na ile jesteś w stanie logicznie myśleć i na ile możesz robić to co Ci rozum podpowiada - kusi chora relacja - pomyśl czy chcesz nie tracić smyczy?

    Z borderem nie da się stworzyć żadnej rozsądnej relacji z pozycji służalczej , wiec jeśli chcesz jakiegokolwiek konkretnej sytuacji - nie ważne czy razem czy osobno - wstań na własne nogi;

    Ktoś mi słusznie powiedział, że lekiem na uzależnienie od drugiego człowieka jest zobaczenie schematu jego działania z drobnymi szczegółami - te same gesty, te same słowa te same zapewnienia z każdym kolejnym obiektem - poczytaj Niebezpieczne związki; Border ma olbrzymie emocje i prawdziwe do bólu ale maskę chce czy nie chce wsadza na siebie i leci - też chce czy nie chce powtarza swój schemat;
    Okrutne? tak bo to nie jest zaburzonko do usunięcia na pstrykniecie palcami - to pi@przona wada zatruwająca emocje i ciało i odbierająca wolność
    border nie robi bo chce ale robi co chce zmuszony swoimi przerażeniami i wyuczonymi technikami

    nie da się zmienić bordera warto próbować zmieniać siebie - czasem wystarczy wrócić do równowagi - choćby i po to by być z borderem czy obok niego

    w końcu w coś wierzą terapeuci podejmując się walki o bordera - tego się trzymajmy - heroiczne często ale takie wyzwania są dla mistrzów

    Myśl o sobie i kontroluj głowę - w niej dzieje się to co wcale nie ma miejsca poza nią.

    Pomogłam cokolwiek?





  • doro.ta97 07.02.14, 21:52
    Ostatnio z moim borderem lepiej, terapia chyba rzeczywiście działa, leki też. Nawet do szkoły dziś ze mną poszedł choć jeszcze miesiąc temu by go można zabić a nawet mu przez gardło nie przeszłoby. Ale ciągle się boje, że to cisza przed burzą.
    Problem teraz tylko taki, że zabiorą alimenty i przez pół roku nie będzie można płacić jego matce a ona może chcieć go z domu wyrzucić... Ale jakoś to będzie.
    Ostatnio odkryliśmy że ma depersjonalizacje. Ma to też ktoś od was ?
  • wrona_czerwona 03.02.13, 13:33
    hose64 napisał(a):
    ,,, tylko pomysl ..... ze moze ktos chce zostac
    > w zwiazku , nie dla bordera , nie dla watpliwej 10 % przyjemnosci ,,,,,,, al
    > e dla dobra dzieci

    To najgorszy pomysł na świecie! I obrzydliwa wymówka -- chcę brać dalej narkotyk o nazwie bordo, więc będę udawać, że to "dla dobra dzieci".
    Żadne dziecko nie będzie miało dobrze z nieleczonym, szalejącym borderem w rodzinie, zwłaszcza jeśli to któreś z rodziców --- bardzo szybko dziecko samo zacznie się zachowywać jak border, bo nie będzie nigdy czuło bezpieczeństwa ani stabilności na codzień.
    To jest równie porypany pomysł, co chcieć zostać z alkoholikiem "dla dobra dzieci" --- co z tego, że alkoholik dzieci poniża, zaniedbuje, czy przeraża codziennie brakiem kontroli, skoro jest taki słodki jak sobie wypije i tak ładnie mamusię potem przeprasza...
    Dla dobra dzieci to właśnie trzeba uciekać i odseparować dzieci jak najdalej od bordera, zwłaszcza nieleczonego albo bardzo szalejącego.
  • hose64 03.02.13, 13:54
    wszystko jest ok ....... ale z tym narkotykiem o nazwie bordo ,,,,,,, ? ech , punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia ,, poza tym .. hahaha dobre narkotyk ,,, niech ges kopnie taki narkotyk , ale ok , koniec dyskusjii z mojej strony ,
  • wrona_czerwona 03.02.13, 14:17
    hose64 napisał(a):
    ale z tym narkotykiem o nazwie bordo ,,,,,,, ? ech , p
    > unkt widzenia zalezy od punktu siedzenia ,, poza tym .. hahaha dobre narkot
    > yk ,,,

    W sensie - osoba bordo i jej zachowania sa jak narkotyk dla partnera, i trudno się partnerowi oderwać potem, bo syndromy odstawienia dają w kość.
    Narkotyk niestety tak szkodliwy jak heroina czy crack - na początku wielki haj i niesamowita euforia, poczucie szczęścia jak z bajki, ale potem zaraz uzależnienie i wzmożona tolerancja (trzeba brać coraz więcej aby poczuć się dobrze) no i w efekcie zrujnowane zdrowie psychiczne i fizyczne.
  • hose64 03.02.13, 14:34
    ale sie usmialem ........ boze co w tym jest fajnego ,,,,,, w ktorym miejscu jest ten haj i euforiaa ,? raczej zupelnie odwrotne odczucia ,,,,,,, hahahah szczescie ? gdzie ono sie znajduje? taak tak , zrujnowanie zdrowia to sie zgadza ,,,,, ale gdzie tu miejsce na szczescie ? narkotyk raczej kojarzy sie z czym innym ,,,
  • wrona_czerwona 03.02.13, 15:39
    hose64 napisał(a):
    > aboze co w tym jest fajnego ,,,,,, w ktorym miejscu
    > jest ten haj i euforiaa ,?

    Na samym początku i tylko raz - dokładnie jak przy heroinie, haj życia, który potem partner bordo pamięta -- ale ten haj już nigdy nie wróci, tylko jakieś małe okruszki i ochłapy od bordera, nędzne cienie. A partner uzależniony zadowala się coraz mniejszymi ochłapami i marzy, że to się wszystko naprawi samo, oszukuje się, znajduje wymówki, usprawiedliwia -- i znosi coraz większą przemoc psychiczną od bordera.

    Są też ludzie, którzy od razu uzależniają się od przemocowców, borderów czy alkoholików, chociaż na początku żadnego haju nawet nie było --- bo lepiej być nieszczęśliwym z kimś, niż nieszczęśliwym samotnie.

    raczej zupelnie odwrotne odczucia ,,,,,,, hahaha
    > h szczescie ? gdzie ono sie znajduje? taak tak , zrujnowanie zdrowia
    > to sie zgadza ,,,,, ale gdzie tu miejsce na szczescie ? narkotyk raczej
    > kojarzy sie z czym innym ,,,

    Zapytaj narkomana, po co ćpie i gdzie jest jego szczęście..
  • greks 13.02.13, 22:36
    może teraz taki czas... dużo złych chwil w ostatnich latach; czekanie, samotność, zawody, ucieczki. teraz rzeczywiście zamrożona, odcięta, nieczuła i uciekająca. nie czuję, że krzywdzę, odcinając się. wydaje mi się, że to jedyna droga do przetrwania. tak bardzo się boję, że ktoś pierwszy to zrobi. może po prostu niedojrzałość?

    i kolejna ofiara... to na pewno nie przypadek. nie jestem ofiarą, lecz oprawcą. nie współczuję, wciąż się boję, że ktoś mnie uderzy zanim zrobię unik. uderzy i rozpadnę się na drobne kawałeczki, uderzy i odkryje tą nędzną konstrukcję, uderzy i zobaczy, że w środku pusto, a ja się nadal uśmiecham, bo nie umiem nic więcej.

    a on to zobaczył i nie uciekł...
  • keiju 02.03.13, 20:16
    Czytam te watki i az mrugam ze zdumienia oczami - co za pseudonaukowe domorosle teorie!!! Sadzac po tych wpisac, osoby z borderline sa co najmniej diablem wcielonym i powinno sie ich oddawac do kastracji i ogole wyrzucac poza obreb spolecznosci, jak niegdys tredowatych. A faktem jest, ze obecnie malo kto jest "niezaburzony" i jak nie ma bordelrine, to ma aspergera, depresje, jakies uzaleznienie, albo chorobe fizyczna, z ktora partnerom tez sie ciezko zyje. I co, od razu dyskwalifikowac wszystkich takich ludzi i odbierac im prawo do zakladania rodziny? Fakt, borderline reaguje pochopnie, brutalnie i ale w przeciwienstwie do schizofrenika zawsze adekwatnie do sytuacji, nawet jesli w potwornie wyolbrzymiony sposob. Patrenrzy osob z borderline - nie robcie z siebie aniolow i siostr milosierdzia, bo kazdy ma cos na sumieniu, a czlowiek pozostawiony sam sobie nie rzuca talerzami ani sie nie pieni jesli nie ma do tego powodu. Poza tym borderline to nie choroba psychiczna wiec nie lekami sie ja glownie leczy ale psychoterapia a kazdy wie ze najlepsza psychoterapia sa sprzyjajace warunki zyciowe, w tym domowe (bo w gabinecie psychiloga zawzse jest to troche sztucznie stymulowane). Jesli macie problemy w zwiazku, to idzcie na terapie par, a nie od razu lekka reka obwiniajcie swojego partnera za wszystko posluchujac sie dogodna i modna etykietka borderline. Dziekuje za uwage. Podpisali: Osoba ze zdiagnozowana bordeline ktory sie ujawnil i nasilil wlasnie w toksycznym zwiazku gdzie tzw. "zdrowy" partner bynajmniej swiety nie byl... Ani to, co robil, ale ze w bialych rekawiczkach, a zachowania bordera sa szczere i widoczne, wiec jemu latwo bylo nakleic sobie latke normalnego, a mnie - tej nienormalnej, nad ktora on sie w dodatku lituje i jest z laski.
  • brz_a_sk 02.03.13, 20:40
    spoko spoko fajny związek masz to dobrze że piszesz
    przeczytałam oba posty bardzo optymistyczne
    chyba troche idealizujesz ale to nic

    jest i watek w zasadzie dla bordów tam też jest sporo ciekawych wpisów

    od dawna marzy mi się , że tu ktoś założy wątek o długotrwałym udanym związku i może nawet podzieli się sposobami dbania by wytrwać
    ostatnio kilka osób pytało mnie czy znam taki czy jest szansa
    na razie nie znam takiego gdzie para powiedziałaby że jest szczęśliwa
    chociaż ostatnio jest iskierka nadziei
    akurat w tej parze bord pracuje bezustanni by opanować swoje wady, które określa bardzo jasno i dosadnie i na ogół kiedy jest trudniej bord mówi - zamykać w klatce i nie wypuszczać, bo tak trudno nie zatruwać życia - emu bordowi wolno bo wie jak tyra by nie ściemniać
    może kiedyś odważy się pochwalić - jest tu na forum pisuje - ale nie szarżuje
    trzymam za nich - świetna para z dziećmi
    walczą kilka razy dziennie by sie nie "pozabijać/ranić' i udaj się


  • rwpg 04.03.13, 19:35
    Dzisiaj, 4.3.13, w PR 1, była audycja radiowa z udziałem psychoterapeuty, który wyjasniał pewną chemię mózgu ludzkiego, jaka powstaje podczas zauroczenia osobą z osobowością borderline. Osoba zauroczona nie przyjmuje żadnej krytyki, ani porad. Wierzy w to, co czuje, czego doznaje. Takim kimś ja jestem,choć od niedawna zorientowałem sie w prawdziwych powodach takiego postepowania mojej ukochanej kobiety. Wiem, że to beznadziejne, ale wierzę, ża dam rady. Bo liczy się tylko ona. I tylko nieraz dociera do mnie to, że TO może być moje wielkie nieszczęście, a nie szczęście, jak na ogół mi się wydaje. I tak trwam...
  • wrakpokontakciezbl 04.03.13, 21:37
    @rwpg

    Jakbym czytał siebie sprzed 2lat ...
    Tylko ja nie wiedziałem wtedy, że to BPD

    Znowu nie mogę się nadziwić jakie te odczucia są podobne...
    Rwpg trzymam za Ciebie kciuki!
  • rwpg 06.03.13, 03:56
    Dzięki, mam nadzieję, że to się ułozy, chyba, że to płonna nadzieja. Ale będę próbował, bo inna możliwość nie wchodzi w grę...
  • brz_a_sk 04.03.13, 22:26
    jak myślisz kiedy bord jet prawdziwy, kiedy dostajesz dobre komunikaty czy wtedy kiedy złe?
    mnie się wydaje, że w obu

    nie rób huśtawki mózgowi bo oszalejesz - w bodzie jest wiele zalet ale i wiele niebezpieczeństw
    wydaje mi się, że wiele mądrości trzeba by sprostać
  • rwpg 06.03.13, 04:01
    Wariacji, to ja dostawałem, jak nie wiedziałem że to BPD. Dopiero jak przeczytełem o tym w dodatku do niedzielnego wydania Gazety Wyborczej - aż mnie zatkało! Bo to było jakoby o nas, jakby o mnie napisane. Pasowalo jak ulał. I od tamtego momentu, od czasu, gdy poczytalem nie tylko to forum, zrozumiałem co jest grane. Teraz wiem i wiem też, że mogę wiele wybaczyc. Aby tylko Ona była ze mna...
  • brz_a_sk 06.03.13, 12:11
    niestety jeszcze kilka olśnień przed Tobą
    i oby to były tylko olśnienia

    bordy już się na mnie nie wściekają - kiedy tak piszę - staram się znajdywać sposób przeżycia mimo mówienia do wszystkich na raz - bordów i niebordów tych w trakcie i tych po
    to kilka różnych chyba nawet nie planet to osobne galaktyki - dobrze gdy odległe czasem :)

    może dobrze, że tu jest mało nieświadomych istnienia światów równoległych :)

    czasem tylko płakać sie chce - ale to nic nie daje :) dobra terapia daje dużo - szukajcie - zawsze dla siebie nie dla partnera!!!! bo zmieniać można głownie siebie choć to najtrudniejsze na ... - no na tych galaktykach :)

  • margaretka2002 06.03.13, 14:38
    Rozumiem co czujesz i ze wiedza pomaga, ale to chyba niedobre podejscie w kazdym zwiazku, nie tylko z osoba zaburzona "aby tylko Ona byla ze mna". Nie mozna godzic sie na wszystko, to pierwszy stopien do rozpadu zwiazku. Jak ktos tu napisal - zwiazek polega na dorzucaniu do kociolka - jak jedna osoba zaczyna dorzucac 90% to jest pozamiatane (sorry za plagiat, ale spodobalo mi sie to). Ona tez musi chciec byc z Toba i dbac o Ciebie, to bardzo trudne zgrac sie w tych chceniach, ale nie niewykonalne...

    Trzeba czasem odroznic milosc od bycia z kims w zwiazku - mozna sie bardzo kochac, mozna chciec ze soba spedzac czas, mozna miec ze soba wspanialy seks, ale w dalszym ciagu mozna nie moc z kims mieszkac, miec wspolnego konta i dzieci, planowac wspolnej przyszlosci. Mnie to tez zajelo troche zanim to zrozumialam bedac w zwiazku z alkoholikiem, ktory poza tym byl (jest) fantastycznym czlowiekiem. Jedni wola zrywac nie rokujace znajomosci od razu, inni wola, az one sie same jakos rozleca, kazdy jest inny. Zajmij sie soba i pytaj siebie, czego chcesz od zycia. Mozna kochac, mozna sie kumplowac cale zycie, nikt nie umiera, ale staly zwiazek to inwestycja, a staly zwiazek z osoba zaburzona to inwestycja wysokiego ryzyka...


    --
    Sumptus censum ne superet
  • rwpg 07.03.13, 09:32
    Otrzeźwiasz mnie swoim postem, otrzeźwiasz... U mnie układ jest taki,, że ja jestem 65-letnim emerytem osiem lat po rozwodzie, a Ona jest 52-letnią mężatką w rozwalonej rodzinie, zmierzającą do rozwodu. Poznaliśmy się 1,5 roku temu i było fantastycznie "czasookresowo": miesiąc sielanki, dwa miesiące nerwów - i tak na przemian. Aż miałem dość i zerwałem. Wtedy dopiero odkrylem że ona ma typowe BDP i zmieniłem pogląd, tym bardziej, że przekonałem się o moim do Niej uczuciu. Również Ona zainteresowała się poznaniem mswej osobowości, co do której zdawała sobie sprawę, że coś jest nie tak. Wiem to od jej znajomej. Po dłuższym milczeniu to ona nawiązała znowu kontakt i wiem ,że chce wrócić. Ale chce to zrobić po załatwieniu swoich spraw. Jest w tym racja. Oboje jesteśmy sobie potrzebni - to widać dość wyraźnie. I to nas napędza...
  • margaretka2002 07.03.13, 15:37
    Doskonale czuje ten uklad, to pokrewienstwo dusz miedzy Wami... Wiedza o zaburzeniu pomaga reagowac na tyle dobrze, na ile nas stac, pomaga nie nakrecac spirali, sprobowac zawsze mozesz, ale jesli ktos swoim zachowaniem doprowadza Cie ciagle do palpitacji serca to nie jest fajne. Tak czy inaczej dbaj o to, zeby ona nie byla trescia Twojego zycia. Ludzie znikaja z niego z roznych powodow, trzeba byc na to przygotowanym. Zreszta takie ponadludzkie poswiecenie moze sie okazac dla niej nie do udzwigniecia.

    --
    Sumptus censum ne superet
  • 1superheroine 10.03.13, 02:11
    Witam!
    Przeczytałam różnorodne wpisy zawarte na tym forum. Wiele z nich wywołało mój niepokój związany z odpowiednią diagnozą choroby partnerki.
    Jakiś czas temu zdiagnozowano u niej depresję. Leczyła się ona jedną z terapii - nieskutecznie. obecnie zaczyna terapię poznawczo-behawioralną. W momencie kiedy zaczynalysmy nasz związek była wyjątkowo rześką osobą, która oprócz tego, że miała dużo energii chciała mnie nosić na rękachni robić wszystko byle tylko mnie było dobrze. z czasem zaczęło się psuć wszystko. osoba ta popadała w stany lękowe przestała miec ochote na wychodzenie gdziekolwiek miala mysli autodestrukcyjne, nie widziala sensu swojego zycia, dzialala destrukcyjnie nawet na swoje cialo. wszystko jednak tlumaczyla depresją. ze to przez to pojawialy sie wybuchy zlosci i klotnie nie wiadomo o co. myslalam ze tak jest w depresji. ze nie ma sie ochote jedynie lezec w lozku, ze sa napady zlosci a wrecz jej wybuchy i ze najbardziej na swiecie paralizuje te osoby mysl o opuszczeniu przez partnera czy tez przyjaciela niewazne czy na zawsze czy na ilkudńiowy wyjazd. z czasem jednak zaczelo byc gorzej. nie bede wypisywac po kolei wszystkiego bo praktycznie sa to objawy wczesńiej wspomniane juz w postach. destrukcyjne myslenie, nie widzenie troski plynacej z mojej strony, ciagle wmawianie mi ze sie nie staram, klotnie wyniszczajace psychicznie i angazujaće coraz wiecej ludzi naokolo, szantaz emocjonalny - 'zabije sie przez Ciebie/to bedzie Twoja wina; albo zrobisz tak albo ja sobie cos zrobie', tworzenie w glowie problemow ńie istniejacyc, wszczynanie kłotni o malo istotne rzeczy, wymaganie poswiecenia uwagi w 100% tylko jej przez ciągle telefony w momencie kiedy jestem w innym miescie, ograniczanie moich mozliwosci czasu samej dla siebie, bezradnosc i placz w niektorych naprawde prostch sytuacjach jak przygotowanie sbie posilku, co wiecej rowniez role nadrzedna pelni tu mama ktora wie zawsze najlepiej i,jest na pierwszym miejscu. co wiecej ostatnio pojawilo sie tez 'zrywanie' mowienie o tym ze nie powinnysmy byc razem, czekanie na to az ja zaczne zaprzeczac ze tak nie powina myslec, czekanie na deklaracje ze nigdy ja nie zostawie, po czym znow klotnia ona jest w szale mowi ze zrywa w momencie kiedy ja sklaniam sie ku temu z powodu psychicznego niewytrzymywania sytuacji - ryk i placz. moglabym duzo jeszcze pisac na ten temat bo duza jest liczba wrecz patologicznych sytuacji.
    ja czuje sie nieo jak w potrzasku. od rozstania ostatecznego zawsze odciagaja mnie mysli o dobrych chwilach albo strach przed tym ze partnerka cos sobie zrobi badz tez ze bedzie lepiej przeciez juz chodzi na terapie i walczy z depresja. znajomi zauwazaja ze sie zmienilam, przygaslam. co wiecej to wszytsko wywolalo u mnie nerwice, dodatkowo wydaje mi sie ze mam jeszcze leki bo przez to wszystko u mnie pojawily sie mysli np. czy zasypiajac bede oddychac przez sen i czy nic mi sie nie stanie. nie wiem czy ma tutaj miejsce jakies przeniesienie cy cos.
    zastanawiam sie czy to wszystko nie wyglada tak ze moja partnerka jest leczona na depresje a powinna byc leczona na cos innego. chyba ze leczenie depresji jest zbiezne z druga choroba. zastanawia mnie rownież czy jest mozliwe wystapienie tych dwoch chorob na raz. czy moze to faktycznie jest jakas poglebiona depresja.
    chcialabym jej pomoc, co prawda zaczynambrakowac i sil bo ja przezywam wszystko razem z nia, nawet jak ona twierdzi wymyslajac ze mam to gdzies. oczywiscie za zachwanie zdarza jej sie przepraszac, jednak wiekszabczesc razy na mńie zrzuca wine o wszystko jak wcale tak nie jest. ostatnio zauwazylam jeszcże jedna niepokojaca rzecz ktora sklonila mnie do myslenia o manipulacji. poniewaz w jednej z klotni padly z jej strony dosc ostre i obrazliwe slowa a nawet grozba ktore wykrzyczala do wspolnej znajomej przez telefon. ja slyszalam te krzyki i slowa ktore padly bo salam obok znajomej a w omencie kiedy zapytalam prosto z mostu czy i dlaczego tak powiedziala wszystkiego sie wyparla.
    nie wiem co robic chce moc ale zastanawiam sie czy to zbyt mnie nie wyniszcza. martwi mnie to czy w jakis sposob nie jestem juz uzalezniona psychicznie od tej osoby. chcialabym znac jakiekolwiek dobre wyjscie z tej sytuacji...
  • margaretka2002 10.03.13, 14:40
    Ja tam ekspertem nie jestem, ale oczywiscie, ze to zaburzenie moze wspolistniec z depresja. Przejrzyj linki, moze to Ci cos rozjasni. Czytaj i wyciagaj wnioski... Jesli az tak zwiazek z nia na Ciebie wplywa to chyba sama juz wiesz, co kazdy Ci powie - uciekaj. A juz na pewno wybierz sie sama do psychologa.

    Jak tak czytam i porownuje rozne sytuacje to widze, ze "moj" border nie jest nawet w polowie tak zaburzony jak osoby tu opisywane, a jednak nie moglam tego zniesc. Jestesmy teraz przyjaciolmi, powiedzialabym ze nawet bliskimi, ale bycie w zwiazku wyniszczyloby mnie mimo, ze on takich jazd jak opisujesz nie mial. Samo bycie z kims, komu odechciewa sie zyc srednio raz w tygodniu jest bardzo trudne. Na pewno pomoc psychologiczna jest Ci potrzebna.

    --
    Sumptus censum ne superet
  • brz_a_sk 10.03.13, 15:34
    spojrzałam na Twój nick i tak mi się skojarzyło

    czy należy cokolwiek zmieniać heroinie czy na sobie się skupić

    w każdej sprawie tak jest po pierwsze trzeba wyczaić co NAS tu trzyma?

    co w sobie zmienić by

    wiedzieć gdzie idziesz

    a potem z kim Ci po drodze

    inaczej wkręcasz sie w złą sprawę i pogrążacie się razem a nie pomagacie sobie na wzajem

    co do depresji popatrz tak może ja dobrze to rozumiem? do zaburzania borda dochodzą choroby między innymi np depresja i ją trzeba opanować lekami=leczyć by zacząć terapię - wyprowadzająca z depresji; a kolejną sprawą jest terapia ucząca żyć z bpd - nie można zapominać o komplecie bo skutek może być dramatyczny - kiedy nie nauczysz się pewnie lądować nic ci z latania nie przyjdzie dobrego - wprost przeciwnie
  • insekret 10.03.13, 23:27
    Nawet kiedy stwierdzasz...
    że nie po drodze...
    tak trudno zostawić...

    tak trudno zrozumieć ...
    że nie Ty zostawiasz...

    że jesteś...odstawiona...
    zdaje się że masz koło ratunkowe...
    a ktoś woli utonąć...

    granice możliwości ingerencji w drugiego człowieka...
    granice odpowiedzialności za drugiego człowieka...

    nieostre...
  • marcin905 12.06.13, 12:44
    Jak ktoś jest po**bany to unika sytuacji mogących być katalizatorem takich zachowań. A zdradzać, oszukiwać i nie szanować (czyli pewnie gnoić) nie można nieświadomie. Był gnojem koniec kropka. Najłatwiej zwalać wszystko na chorobę w ogóle z nią nie walcząc.
  • brz_a_sk 11.07.13, 20:28
    chciałam zmienić tytuł postu
    na:
    "dla byłych partnerów osób dotkniętych BPD"
    ale odstąpiłam od tego pomysłu
    bo jakoś to tak jest, że były partner borda trafia na borda raz za razem

    a nawet jeśli trafi na nie borda to w nowym związku sam widzi, wyczuwa , boi się - sam w związek wprowadza elementy znane ze swojego związku z bordem

    czy udaje się komuś zbudować stały związek po złych doświadczeniach?

    czy tylko próbujecie i wycofujecie się

    znam kilka osób, które po kilku próbach ułożenia sobie życia, po rozstaniu z bordem, zrezygnowały z planowania związku

    czy można uznać, że takie rozwiązenie jest sukcesem, spokojem, ukojeniem po kolejnych dramatycznych rozczarowaniach?




  • doro.ta97 23.07.13, 13:20
    żyje z borderem od dwóch lat ale dowiedzieliśmy się jakieś 1,5 roku temu. My jesteśmy ze sobą cholernie blisko i wiem, że nie będe z nikim innym i on też. Ale widzę, i on też, że mam chwilami jakieś przebłyski jego cech. I wiem że to źle więc staram się wykluczać każdą tą rzecz. Jeśli byliście blisko to jestem pewna że będziesz, przynajmniej na początku traktować tak swojego przyszłego faceta... Ale to może się zmienić, to zależy jaka jesteś i wgl.
  • siss-i 14.09.13, 23:13
    Witam wszystkich i bardzo proszę o radę. Wydaje mi się, że mój chłopak wykazuje symptomy osobowości borderline i nie wiem, co robić;(

    Poznaliśmy się rok temu i na początku było jak w bajce, czuły inteligentny, cierpliwy facet. Z czasem zaczął pokazywać swoje inne oblicze. Ciągle ma huśtawkę nastrojów. Raz mu się wydaje, że życie jest piękne, a świat cudowny, za dwie godziny ma zupełną depresję. Te zmiany humoru nie mają charakteru sporadycznego, są po prostu stałym elementem naszego życia. Od początku próbowałam go pocieszać i wspierać, ale to nic nie daje, on jest ciągle nieszczęśliwy. Próbuję go jakoś podnieść na duchu, wyciągnąć gdzieś na weekend, do kina - zero efektu. Co więcej, nie wykazuje inicjatywy, żeby coś zmienić w swoim życiu na lepsze. Wszystko organizuję ja. On nie pracuje, cały dzień siedzi nieszczęśliwy w domu, a ja się o niego zamartwiam. Z tej depresji popada w nastrój euforii, szczęścia, ma tysiące planów - niezrealizowanych.

    Często popada w furię, wydaje mu się, że np. kelnerka w kawiarni krzywo na niego spojrzała, bo jest cudzoziemcem. Potrafi być wtedy bardzo zły, wypowiada głośno uwagi na temat tego, że "Polacy to rasiści" etc. Po takiej sytuacji w domu wpada w furię i wygłasza monologi co do tego, jak tutaj jest źle, jak kobiety zdradzają, zastanawia się, kiedy ja go zdradzę. Potrafi to robić nawet przez kilka godzin. Jego reakcje są zupełnie absurdalne i nieadekwatne do sytuacji. Wdał się ostatnio raz w bójkę i został delikatnie zadrapany. Było to bardzo delikatne skaleczenie (obecnie już niewidoczne), ale przez 2 miesiące miał na jego punkcie obsesję, twierdząc że został oszpecony. Mówił o nim non stop.

    Zawsze wszystko jest nie tak. Nie miałam urlopu - był zły, że nie pojedziemy na wakacje, a on chciał pojechać nad morze. Nieoczekiwanie dostałam wolne - twierdził, że nie chce plaży, pojedźmy do jego znajomych. Zgodziłam się, to stwierdził, że nie ma humoru na wyjazd gdziekolwiek... Ostatnio poszliśmy do muzeum i kina, cały dzień był ok, to przy kasjerze się zezłościł, że wybrałam beznadziejny film...

    Zapytałam go, jak to możliwe, że na początku znajomości był zawsze taki zadowolony. Odparł, że to dlatego, że codziennie pił, a ja namówiłam go, żeby przestał. Wielokrotnie mnie okłamał, co do swojego wykształcenia, wcześniejszych związków etc. Mieszkał w kilku krajach, wykonywał wiele prac, nie może nigdzie zagrzać miejsca. Wyznał mi, że w przeszłości brał narkotyki, miał zatargi z prawem. Co więcej, wydaje mi się, ze flirtuje z innymi, bo w portfelu miał maila jakiejś dziewczyny (podobno nawet z nią nie rozmawiał tylko podeszła i mu go dała), ukrywa przede mną facebooka. Miał ciężkie dzieciństwo.

    Nie wiem, co robić. Czuję się psychicznie wykończona i jednocześnie odpowiedzialna za niego. Współczuję mu, ale nie chcę się zatracić w tym. Czy myślicie, ze on może być borderem?
  • brz_a_sk 15.09.13, 08:44
    co w Tobie jest takiego, że czujesz sie bardziej odpowiedzialna za niego niż za siebie?
    siebie krzywdzisz a jemu oferujesz coś czego nawet nie wiadomo czy oczekuje, chce

    popatrz czy nie ratujesz w ten sposób swoich wyobrażeń o człowieku?

    po okresie wzlotów kiedy obie strony sprawiają jak najlepsze wrażenie na sobie przychodzi czas zmierzenia się z rzeczywistością - nie wszystko jest takie jak byśmy chcieli;

    moze spróbuj przeczytac to co napisałaś oczami swojej dobrej przyjaciółki
    czytaj i pomysl co byś jej doradziła
    i tak kilka krotnie
    moze spróbuj nawet wejść z nią w dialog

    wiem, ze kiedy on odezwie się miło, poprosi o coś wrócisz do myślenia z planu o Was
    tak to jest
    chyba nie takie ważne co jemu jest
    ważniejsze po co Ci to?
    i wcale nie chodzi o odpowiedź: "po nic"
    trzymaj się
    poszukaj chwil osobnych by przypomnieć sobie o swojej sile

    czasem dla kogoś możemy więcej zrobić z dystansu i z poczuciem swojej siły i godności
    ważne byś znalazła siłę by sie upewnić czy on chce cokolwiek ze sobą zrobić

    opowiedz sobie jakim jesteś człowiekiem

    bądź dla siebie dobra

    :)

  • siss-i 17.09.13, 22:24
    Dzięki za odpowiedź;) Myślę, że powoli dojrzewam do poważnej decyzji. Btw, polecam ciekawy artykuł:
    www.bpdfamily.com/bpdresources/nk_a101.htm
  • brz_a_sk 18.09.13, 08:46
    nie udaję, że śmigam po angielsku
    ale dobrze mi tak :) w końcu mogłabym
    :)

    wstęp jest zapowiedzią konkretnego tekstu
    poczytam na pewno

    trzeba upychać życie swoimi dobrymi przebłyskami
    rozjechane emocje wpuszczają wygodne przećwiczone jazdy
    tracenie kontroli kończy się płycej gdy nie chcemy oddać przebłysków

    tyle na razie

    sobie poczytam :)
  • doro.ta97 28.10.13, 17:46
    www.facebook.com/groups/528443767240440/
    Zapraszam bardzo. Myślę, że warto wymieniać się uwagami i wgl.
  • doro.ta97 28.10.13, 17:53
    Przepraszam, że dodałam to samo jeszcze raz. Przez przypadek. Nie rozumiem trochę tego, ale no raczej mój facet nie chce tego mega ukrywać. Nie powie, że nie jest, ale nie będzie chodził i gadał wszystkim, że jest.
    Wiem, o tym. Zdaje sobie sprawe w 100%. Jestem pewna tego. Rozumiem, choć to oczywiście trudne, bo czasami nie wiem jak on może "coś takiego" czuć.
    Tak wgl, skoro jestem, to zaczynam mieć rzeczy podobne do niego. Jego objawy.
    Martwimy się o to. Ja ze względu że ja muszę być ogarnięta żyjąc z nim tak mi się wydaje... A nie mieć problemy ze sobą samą...
  • wolna_jak_ptakk 03.01.14, 13:53
    Niestety ,żeby wyjśc na prostą to osoba zaburzona jakkolwiek musi chcieć.Rozmawiałam ze znanym specjalistą w dziedzinie psychiatrii bo miałam taka okazję i oczywiscie uwzględniając ,ze każdy przypadek jest inny zasada jest taka ,że partner osoby zaburzonej z czasem sam zaczyna miec problemy natury psychicznej jak i fizycznej.Dramat polega na tym ,że często z osobamu zaburzonymi wiążą się także osoby z deficytami i taka relacja te deficyty często głęboko uśpione w podświadomości rozbudza.W konsekwencji mamy dramat dwóch ludzi a potem często i dzieci.
    Żyjemy w kraju w jakim żyjemy gdzie nadal psychiatra kojarzony jest z kaftanem bezpieczeństwa i gumowymi ścianami.A to po prostu lekarz od głowy-układu nerwowego.Dopóki nie zmieni się mentalność to ciężko będzie coś zmienić.
  • brz_a_sk 03.01.14, 20:06
    nie ma cudów
    chwiejność wystarczy by się rozchwiać

    z borderem (oczywiście nie tylko) włącza się opiekuńczość i to pierwsze niebezpieczeństwo
    nie wiem jak nalezy
    ale męczenie się ze stawianiem wymagań tez jest destrukcyjne
    nie można chyba z bordera zrobić równoprawnego (wymagania!!!) partnera

    a opiekuńczość to narzędzie znęcania się w ręku bordera

    magia sprzeczności i niemożliwości

  • doro.ta97 13.01.14, 16:59
    Taak... Dawno nie pisałam i dużo się zmieniło. Chodzi do psychiatry i psychologa. Bierze leki. Ale z szkoły chcą go wywalić a wtedy 0 alimentów. No i wtedy matka może go wyrzucić z domu. Nie wiem co zrobić bo ma napisane "usprawiedliwienie" od psychiatry, ale tu już za późno z tym mówią, dodam że on w zaocznej. Nie chce pracować, nie chce się uczyć. Nie że nie chce, tylko nie może jak to mówi. Choć mniej mu "odwala" i do mnie się lepiej zachowuje. Co nie zmienia, że ja chyba zaczynam się w