Dodaj do ulubionych

Partnerzy BPD to chorzy masochiści

31.07.10, 12:18
Ludzie, którzy wchodzą w związki z BPD, są do siebie podobni. To z
reguły ten sam typ: osobowość zależna, skłonności masochistyczne. W
dzieciństwie 'opuszczenie' przez rodziców, narcystyczna matka itp.
Krótko mówiąc, żaden człowiek stabilny psychicznie nie wytrzymałby z
kimś z BPD, wcześnie postawiłby granice, a w razie ich
nierespektowania - zdecydowanie zakończył związek. Podczas gdy BPD
tkwią z destrukcyjnych, toksycznych, sado-masochistycznych relacjach,
uzależnione i skrzywdzone, bo same weszły w rolę ofiary. Dlatego tylko
z ludźmi o tym zaburzeniu, uzależnieniu, BPD są w stanie wytrwać w
odrobinę dłużczym "związku".
Edytor zaawansowany
  • qbel2 31.07.10, 12:58
    masz ode mnie info na skrzynce (o ile jest aktywowna)
  • persefona-5 04.08.11, 23:58
    No to ciekawe co na to "spece" w tym forum.Teraz wiem co z moją matką było nie tak: zmienne nastroje, manipulowanie ludzmi - w pewnym momencie- ja 16-latka totalnie się jej przeciwstawiłam agresją, co na owe czasy było wyczynem nie lada.Miałam do czynienia z osobą albo psychopatyczną, albo właśnie borderlinerką.Powiedziałam sobie: piorun nie uderza dwa razy i wyszłam za mąż za faceta, ktory budził moje obawy, ale był zachwalany przez moich rodziców/ w tym przez moją matkę!!/Miałam lat 20 i naprawdę nie było w tym czasie internetu i jednostki chorobowej BPD.Gdybym o czymś takim wiedziała wtedy to spiepszałabym i od mamuśki i od tego mojego już w tej chwili-ex.Na mamuśce się dość szybko poznałam-chociaz nie byłam w stanie jej zakslasyfikować.Bardzo pozno-na ex- winiłam siebie.Nie jestem masochistka-parę razy mocno reagowałam na jego zmienne nastroje/potrafił w ciągu minuty piać z zachwytu nad synem i za moment obrzucać dziecko obelgami/ musiałam się celowo nabuzowywać i grać agresje niekontrolowaną-robił wielkie oczy i na trochę był spokój.Aż stał się wiceprezesem i podał o rozwod.Teraz jestem sobą i szczęśliwa.Wnioski nasuwają się same
  • annarchia 31.07.10, 13:15
    Zgadzam się. Każdy człowiek jest w takim związku, który mu z jakichś względów
    odpowiada. Najczęstsza racjonalizacja: "Bo na początku zachowywała się
    normalnie, fajnie, taką ją pokochałem"... Ale to było na początku, właśnie.
    Prawda jest taka, że niezaburzona, zrównoważona emocjonalnie osoba nie będzie
    tkwiła w związku z osobą z BPD (czy innymi zaburzeniami osobowości), bo nijak
    nie odnajdzie się w takiej relacji, gdzie ktoś nią manipuluje, szantażuje,
    odreagowuje emocje, a czasem potrzebuje opieki jak małe dziecko... Zdrowy w
    takiej relacji nic dla siebie nie znajdzie po prostu :)

    Z własnego doświadczenia widzę takie podobieństwa: moi partnerzy to były
    osobowości...
    - silnie zależne emocjonalnie ("jak odejdziesz to się zabiję", "jak się
    rozstaniemy to moje życie straci sens")
    - zaborcze (starali się (bezskutecznie) ograniczać moją wolność w bardziej lub
    mniej zakamuflowany sposób: "jak pójdziesz do znajomych to mnie będzie
    przykro..", "jak możesz do nich iść, gdy ja..")
    - kontrolujące (tysiąc smsów, telefonów "gdzie jesteś, co robisz", "wracaj już"
    - nawet na zwykłych zakupach)
    - skrajnie podejrzliwe i nieufne ("a ty na pewno jesteś z koleżanką..? daj mi ją
    do telefonu", "tam gdzieś słyszę męski głos..", "ty na pewno jesteś w domu?
    zaraz zadzwonię do twojej mamy i zapytam")
    - insynuujące, zwłaszcza niewierność
    - typ opiekuna małej dziewczynki na przemian z małym chłopczykiem z głodem uczuć
    - masochiści: pozwalają sobie na wszystko, bo tak mocno potrzebują ciepła,
    głaskania, czułości, że przeboleją okresowe poniżanie, obrażanie, ignorowanie,
    pogardę.. z tego względu szybko wybaczają, powiedziałabym, że nie mają szacunku
    do siebie :(
    Oczywiście obaj byli tzw. zdrowi... W pracy, szkole, wśród ludzi funkcjonowali
    "normalnie", a w związku patologia.

    Dlatego partnerze osoby z BPD - jeśli tkwisz w związku z taką osobą to dobrze
    zastanów się nad sobą. Nie mów "on mnie zniszczył", "on mnie zmanipulował",
    "przez niego jestem wrakiem człowieka", "byłam normalna, a przez niego...".
    "zniszczył mi życie", "przez nią mam teraz depresje, załamanie nerwowe..." -
    przecież nikt Cię siłą nie trzymał w tym związku. Jako osoba niezaburzona (już
    wcześniej) nie związałbyś się z nią/nim na dłużej. Wierzę jednak, że sytuacja
    komplikuje się, gdy istnieje dziecko...
  • qbel2 31.07.10, 14:07
    > Zgadzam się. Każdy człowiek jest w takim związku, który mu z jakichś względów
    > odpowiada. Najczęstsza racjonalizacja: "Bo na początku zachowywała się
    > normalnie, fajnie, taką ją pokochałem"... Ale to było na początku, właśnie.

    Tak, a później następuje coś, o czym wy - borderzy nie macie pojęcia: uczuciowe
    zaangażowanie.
    Dziś mam tyle doświadczenia, że potrafię wyczuć, że z kobietą jest coś nie tak,
    więc teraz nie grozi mi następne wdepnięcie w łajno pt. związek z borderem.
    Kiedyś tego nie umiałem, szczerze mówiąc nie miałem nawet pojęcia o istnieniu
    takiego schorzenia.

    > Prawda jest taka, że niezaburzona, zrównoważona emocjonalnie osoba nie będzie
    > tkwiła w związku z osobą z BPD (czy innymi zaburzeniami osobowości), bo nijak
    > nie odnajdzie się w takiej relacji, gdzie ktoś nią manipuluje, szantażuje,
    > odreagowuje emocje, a czasem potrzebuje opieki jak małe dziecko... Zdrowy w
    > takiej relacji nic dla siebie nie znajdzie po prostu :)

    Wam, nie znającym takiego uczucia jak miłość, trudno jest pojąć, że ktoś tkwi w
    takim związku. Z moją ex dwa razy zrywałem, bo nie szło z nia wytrzymać. Ale
    przychodziła błagając o ostatnią szansę, obiecując, że podejmie leczenie. I
    rzeczywiście je podejmowała. Leczyła się raz dwa lata, raz 5 lat. Ja - inaczej
    niż wy - nie przekreślam ludzi z byle powodu, bo nagle coś mi strzeli do łba. I
    dopóki sie leczyła było OK. A później, myślisz, że normalny człowiek zrywa
    związek trwający lata nie próbując go ratować? Nie, gdybym tak się zachowywał,
    to znaczyłoby, że też jestem borderem

    > Z własnego doświadczenia widzę takie podobieństwa

    Twoje doświadczenie jest jednostkowe, akurat ja nie mam ani jednej cechy
    wymienionej przez ciebie.

    Twoja wypowiedź z innego wątku:
    >To TY sama siebie wykończyłaś angażując się w ten związek i trwając w nim.
    >Pozwoliłaś sobie na takie jego zachowania wobec Ciebie. Nie przerzucaj
    >odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie psychiczne na inną osobę.

    Klasyczne odwrócenie sytuacji: z ofiary zrobić sprawcę.
    Widzę, że jesteś z siebie bardzo zadowolona. Bądź. Ja widziałem też nędzne życie
    borderki po 50 (mojej ex teściowej), od której odwrócili się wszyscy, łącznie z
    najbliższą rodziną. Wiedzie samotne życie, bo przyjaźnić się nie potrafi, kochać
    też, a w tym wieku ciężko wyłapać faceta choćby na jedną noc. Dopóki masz z
    przodu 1, 2 lub 3 możesz się bawić, ale to tylko połowa życia. W drugiej połowie
    zapłacisz za to, że nie zaleczyłaś BPD, przez co nie potrafisz nawiązywać
    normalnych relacji z ludźmi.
  • annarchia 31.07.10, 16:01
    qbel2 napisał:

    > Tak, a później następuje coś, o czym wy - borderzy nie macie pojęcia: uczuciowe
    > zaangażowanie.

    Chodziło mi właśnie o to, że osoba niezaburzona nie zaangażuje się emocjonalnie
    w związek partnerski z osobą z borderline.

    A to, że nie mam pojęcia, czym jest zaangażowanie emocjonalne to BZDURA, nie
    znasz mnie. Angażuję się okrutnie. Bardzo mocno przeżywam relacje z ludźmi.


    > Kiedyś tego nie umiałem, szczerze mówiąc nie miałem nawet pojęcia o istnieniu
    > takiego schorzenia.

    Nie trzeba wiedzieć teoretycznie o istnieniu jakiś zaburzeń, o diagnozach, aby
    nie pozwalać sobie na manipulacje i szantaże drugiego człowieka i nie odnaleźć
    się w związku partnerskim z emocjonalnym dzieckiem.


    > Wam, nie znającym takiego uczucia jak miłość

    Miłość jest raczej stosunkiem do drugiego człowieka, a nie prostym uczuciem.
    Kochać oznacza obdarzać wolnością. Polecam "Wezwanie do miłości" de Mello.

    > Ja - inaczej niż wy - nie przekreślam ludzi z byle powodu

    Nigdy nikogo nie "przekreśliłam" i to "z byle powodu". W pierwszym związku
    zerwał ze mną partner, w bardzo dziecinny sposób zresztą. Zakończenie drugiego
    związku odbyło się spokojnie i kulturalnie, w atmosferze szacunku. Z byłym mam
    do dzisiaj serdeczny kontakt. to o czymś świadczy.


    > dopóki sie leczyła było OK. A później, myślisz, że normalny człowiek zrywa
    > związek trwający lata nie próbując go ratować?

    Ja ratowałam wielokrotnie. Ratowaliśmy. Długie rozmowy, próby dotarcia do
    siebie. Nie udało się. Ku rozpaczy obojga. Nie odeszłam nagle, bez wyjaśnienia,
    w złości.


    > Twoje doświadczenie jest jednostkowe

    Z jednej strony - jak każdego. Z drugiej strony - nie do końca, skoro inne osoby
    mają podobne refleksje... (nie ja założyłam wątek).


    > Twoja wypowiedź z innego wątku:
    > >To TY sama siebie wykończyłaś angażując się w ten związek i trwając w nim.
    > >Pozwoliłaś sobie na takie jego zachowania wobec Ciebie. Nie przerzucaj
    > >odpowiedzialności za swoje życie i zdrowie psychiczne na inną osobę.
    >
    > Klasyczne odwrócenie sytuacji: z ofiary zrobić sprawcę.

    Ale to NIE JEST ofiara gwałtu, mordu, aktu pedofilskiego, napaści z bronią w
    ręku, przetrzymywania w zamknięciu, dręczona wbrew swojej woli osoba czy zależne
    od katujących rodziców dziecko. TO są ofiary. Nie widzisz różnicy? Nie była
    ubezwłasnowolniona. Nikt łańcuchami nie trzymał. Tkwienie w tym związku było jej
    WYBOREM. Mogła odejść. A trwała, zgadzając się tym samym na takie traktowanie -
    czyż nie? Jeśli po odejściu byłaby dręczona wbrew swojej woli to - tak, w takiej
    sytuacji byłaby ofiarą (i mogłaby złożyć słuszny wniosek o dręczenie). Albo
    gdyby ją uderzył, zaszantażował czy zastraszył tak, że nie mogłaby odejść ("jak
    odejdziesz to zabiję Twoją matkę") - tak, byłaby ofiarą i powinna to wtedy
    zgłosić jako przestępstwo. Nie było to też (o ile zrozumiałam) małżeństwo, które
    żyje pod wspólnym dachem (gdzie mieszkanie należy do obojga). Zastanów się: czy
    jeżeli kobieta TKWI DOBROWOLNIE w związku z facetem, który ją dręczy - czy jest
    ona ofiarą tak naprawdę? To jest raczej masochizm.


    > Widzę, że jesteś z siebie bardzo zadowolona. Bądź.

    To jakaś insynuacja. Jestem w depresji, do zadowolenia mi daleko.

    > Dopóki masz z
    > przodu 1, 2 lub 3 możesz się bawić

    Bawić się..? O czym ty mówisz... Od kilku lat mam ciężkie depresje, lęki, pół
    roku spędziłam w szpitalach. Nigdy w życiu nikogo nie zdradziłam, w jakikolwiek
    sposób, byłam wierna jak pies.

    > ale to tylko połowa życia. W drugiej połowi
    > e
    > zapłacisz za to, że nie zaleczyłaś BPD

    Leczę się od kilku lat. Farmakoterapia plus psychoterapia. Motywacja własna, ikt
    mnie nie musiał namawiać. Jako odpowiedzialna osoba postanowiłam, że dopóki nie
    wyzdrowieję nie zdecyduję się na dziecko, bo uważam, że dziecko musi mieć
    zrównoważoną zdrową mamę.

    Nie patrzysz z góry stereotypowo na wszystkie osoby z BPD?
    Nie każdy bpd jest z siebie zadowolony, nie każdy się dobrze bawi, nie każdy ma
    w dupie uczucia innych ludzi, nie każdy puszcza się na prawo i lewo.
  • qbel2 31.07.10, 16:52
    "Leczę się od kilku lat. Farmakoterapia plus psychoterapia. Motywacja własna,
    ikt mnie nie musiał namawiać. Jako odpowiedzialna osoba postanowiłam, że dopóki
    nie wyzdrowieję nie zdecyduję się na dziecko, bo uważam, że dziecko musi mieć
    zrównoważoną zdrową mamę."

    No proszę, border z zasadami i odpowiedzialny. Biały kruk - powinnaś być pod
    ochroną :)

    Z moją ex nie było tak, że "dziczała" od początku na tym samym wysokim poziomie.
    Owszem, było z nią coś nie tak, awanturowała się dużo bardziej niż normalny
    człowiek, ale nie manipulowała, nie zachowywała się jakoś totalnie
    irracjonalnie. Poważnie ją siekło dopiero jak miała gdzieś 26-27 lat (po
    porzuceniu leczenia). A wtedy byliśmy razem ok. 10 lat. Pamiętałem, że wcześniej
    zachowywała się inaczej, do tego łączyły nas też inne sprawy, choćby wspólnie
    prowadzone firmy. Nie jest łatwo wziąć zerwać w takim momencie i zrobić
    zgliszcza. Ja jej w pewnym momencie zaproponowałem 3 wyjścia:

    1. Rozchodzimy się jak ludzie, załatwiając wszystkie sprawy majątkowe, żeby nie
    wyszło, że oboje lądujemy z długami i bez środków do życia.
    2. Idzie się leczyć i naprawiamy związek.
    3. "Białe małżeństwo" - czyli łączą nas tylko sprawy zawodowe, poza tym każdy ma
    swój pokój, swoje życie, śpimy osobno, a jeśli chodzi o seks, to poszukam sobie
    gdzie indziej, ale tak,że nikt ze znajomych, sąsiadów itd. nie będzie wiedział.

    Na to dostała histerii, zaczęła krzyczeć, że jeśli ją zdradzę, to mnie w nocy
    wrzątkiem obleje i... nic nie dało się uzgodnić. Oczywiście leczyć się nie
    poszła, więc życie (czy jej choroba) zdecydowała za nią - "sam sobie" wyszedł
    wariant nr 1, czyli zgliszcza pod każdym względem.
    Mając możliwość rozejścia się jak człowiek, zrobiła wszystko, żeby było jak
    najgorzej i jak najgłośniej, łącznie z tym, że o jej wyczynach pisała prasa
    lokalna i w tej chwili sąd chce ją aresztować.
  • qbel2 31.07.10, 17:09
    ps.

    >>Owszem, było z nią coś nie tak, awanturowała się dużo bardziej niż >>normalny
    człowiek, ale nie manipulowała

    a przynajmniej te manipulacje wtedy były dla mnie niedostrzegalne. Nie mam
    potrzeby kontrolowania wszystkiego, więc po prostu brakowało mi danych żeby
    niektóre fakty posklejać
  • annarchia 01.08.10, 10:02
    qbel2 napisał:

    > No proszę, border z zasadami i odpowiedzialny. Biały kruk -

    Przede wszystkim nie jestem borderem, ale człowiekiem.

  • persefona-5 05.08.11, 00:18
    Nie da sie tego wyleczyć-dopiero kiedyś odkryją co to za uszkodzenie w genach to powoduje.Wylecz np. chorego na hemofilie, czy inną chorobę wrodzoną.To tak jakbyś chciał zmienić kolor swojej skory.Potrafisz?Można siłowo z nimi jak z psychopatami, ale to będzie tylko leczenie objawów, nie przyczyny.
  • mist_er1 31.07.10, 14:56
    > - silnie zależne emocjonalnie ("jak odejdziesz to się zabiję", "jak się
    > rozstaniemy to moje życie straci sens")
    > - zaborcze (starali się (bezskutecznie) ograniczać moją wolność w bardziej lub
    > mniej zakamuflowany sposób: "jak pójdziesz do znajomych to mnie będzie
    > przykro..", "jak możesz do nich iść, gdy ja..")
    > - kontrolujące (tysiąc smsów, telefonów "gdzie jesteś, co robisz", "wracaj już"
    > - nawet na zwykłych zakupach)
    > - skrajnie podejrzliwe i nieufne ("a ty na pewno jesteś z koleżanką..? daj mi j
    > ą
    > do telefonu", "tam gdzieś słyszę męski głos..", "ty na pewno jesteś w domu?
    > zaraz zadzwonię do twojej mamy i zapytam")
    > - insynuujące, zwłaszcza niewierność

    To nie tak Annarchio. Zachowanie partnera jakkolwiek przecież różni są ludzie,
    często jest reakcją na akcje bordera. I tak jeśli border porzuca nagle bez
    podania przyczyny, po prostu nie wytrzymuje ciśnienia (to jest dobrze opisane,
    prawda?) to jego partner jak reaguje, jeśli kocha? Ano histerycznie. A który
    człowiek nie wiedząc co się dzieje (w przypadku np. nagłego niewyjaśnionego
    zerwania) zachowuje zimną krew? Więc nie dziwne, że partnerzy postawieni w
    takiej sytuacji często padają na kolana, błagają, szantażują itp. Też mają
    emocje. Może uważasz, że powinni się w takiej zaskakującej niewytłumaczalnej
    sytuacji zachować "kulturalnie" i "spokojnie"? Równie dobrze mogłabyś matce
    widzącej śmierć dziecka doradzić spokój i opanowanie. Dziewczyno, zrozum, że
    normalni też mają emocje.
    A jeśli chodzi o zaborczość i kontrolowanie to w obliczu kłamstw, bajek,
    wygadywania bredni trudnych do zweryfikowania, nie dziwne chyba że nigdy taki
    partner nie ma pewności co jego ukochany border wyprawia, więc kontroluje bo też
    ma serca, które mu pęka na myśl, że bawisz się z kimś innym, wolisz być gdzie
    indziej itp. Przecież chyba jesteśmy na forum BPD. Chcesz powiedzieć, że bordery
    nie kłamią, nie manipulują, nie ranią i nie wprowadzają celowego zamieszania?
    Tylko cierpią potulnie w milczeniu i zbierają ciosy od nieprzyjaznego świata?
    Otórz nie.
  • obrazo-burca 31.07.10, 21:49
    BPD u niektórych wychodzi dopiero przy okazji porodu, ciąży. I co wtedy ma
    odpowiedzialny ojciec zrobić? Zostawić dziecko z matką chorą na BPD, czy trwać i
    próbować wyleczyć?
    --
    Dla NIEKTÓRYCH koleżanek z RiCD.
    1. Wystąpiłem o powierzenie mi opieki nad dziećmi.
    2. Najmłodsze 2 lata chodzi do przedszkola, a mamusia wciąż nie pracuje.
    3. Ja gotuję dzieciom obiady, ja wykonuję prace domowe. Mamusia mówi, że i tak
    ona dzieci dostanie, a nie ja, więc może na wszystko kłaść laskę.
  • krowawkropki 01.08.10, 00:56
    BDP u kobiet często objawia się w momentach kryzysu. Przecież moja BDP, mówiła
    składnie i ładnie. Gdy zaszła w ciążę zaczął się koszmar. Związek to także
    zaufanie a kłamstwa wychodzą wcześniej czy później zazwyczaj później.
    Przygotowuję się do tego samego co obrazoburca.
  • annarchia 01.08.10, 08:45
    obrazo-burca napisał:

    > BPD u niektórych wychodzi dopiero przy okazji porodu, ciąży. I co wtedy ma
    > odpowiedzialny ojciec zrobić? Zostawić dziecko z matką chorą na BPD, czy trwać
    > i
    > próbować wyleczyć?

    Przykładna wersja jest w "Uratuj mnie". Ona dostaje pierwszych objawów tuż przed
    trzydziestką, po urodzeniu dwójki dzieci, gdy młodsze ma ok. 2 lat. Leczy się.
    On wspiera ją przez całe cztery burzliwe lata ciężkiej terapii (=wyzwisk,
    szantaży samobójczych, pomiatania, przekleństw, histerii, ucieczek z domu,
    depresji, silnej anoreksji, braki opieki nad dziećmi z jej strony, bezrobocia,
    szpitali, manipulacji, grożenia). Nie wykazuje przy tym żadnych cech podobnych
    do osób, które tutaj psioczą na partnerów z BPD - mimo, że także miał ostro. Nie
    użalał się nad sobą, jaki to on zmanipulowany i biedny, nie groził jej
    odebraniem dzieci czy odejściem/rozwodem, nie popadł w alkoholizm itp., nie
    wkręcał się w jej manipulacje, nie zarzucał jej "braku uczuć", braku seksu przez
    długi czas, nie mówił, że jest złą matką/żoną (rozumiał, że to choroba), nie
    wywyższał się (typu "wy borderzy nie wiecie, co to znaczy kochać"). Kilka razy
    powiedział po prostu, że ma dość. Tyle.
  • qbel2 01.08.10, 16:17
    > Leczy się.

    No właśnie. Tylko to postawa mniejszościowa, a co w związku z borderką, która
    się nie leczy i leczyć nie chce? Pewnie to, że się nie leczy to też wina
    partnera, bo nieodpowiedni... Znam to z długoletniego związku: zawsze jest
    winny, tylko nigdy nie border. Zawsze inni.

    > Nie wykazuje przy tym żadnych cech podobnych do osób, które
    > tutaj psioczą na partnerów z BPD - mimo, że także miał ostro.

    a jakie my tu niby wspólne cechy wykazujemy? Wspólne cechy to macie wy -
    borderzy. Te same zakodowane zachowania. A my różnimy się tak, jak ludzie
    normalni się różnią.
    Podkreślam jeszcze raz różnicę: ta kobieta się leczyła.

    > nie groził jej odebraniem dzieci

    Tylko człowiek nieodpowiedzialny i bez serca może skazać swoje dziecko na
    "wychowywanie" przez bordera. Gdybym ja miał z moją ex dzieci, zrobił bym
    wszystko, żeby miały z nią kontakt wyłącznie w mojej obecności. Dziecko nie jest
    zabawką, żeby na nim eksperymentować

    > czy odejściem/rozwodem,

    To się wreszcie zdecyduj, bo najpierw czytam, że partner, który z borderem
    wytrzymuje ma nierówno pod sufitem, a teraz dowiaduję się, że taka postawa jest
    postawą odpowiedzialną. A może po prostu chcesz nam dowalić na zasadzie: nie
    kijem go, to pałką?

    > nie wkręcał się w jej manipulacje

    I znowu - nie kijem go to pałką. Powiedz mi w jaki sposób możesz obronić się
    przed manipulacjami? Nie mówię tutaj o sprawach uczuć, ale np. finansowych,
    stosunków ze znajomymi itd.? Otóż możesz w jeden sposób - nie dasz się
    zmanipulować, jeśli wiesz, że jesteś manipulowany. Do tego potrzebna jest
    wiedza, a wiedzę trzeba zdobyć. Ja nie mam potrzeby kontrolowania,
    podsłuchiwania, czytania korespondencji itd. Jakoś mi też nigdy nie przyszło do
    głowy dzwonienie do innych i weryfikowanie słów mojej żony.

    Czyli wybór jest taki: albo jesteś "kontrolerem" albo "zmanipulowanym". Obie te
    postawy zostały już tu przez borderów potępione i obśmiane. Jak już pisałem -
    obojętnie co robisz, jest źle; nie kijem go to pałką.

    > nie wywyższał się
    > (typu "wy borderzy nie wiecie, co to znaczy kochać")

    To nie jest wywyższanie się, lecz po prostu fakt. Taka choroba; właśnie to wam
    odbiera.

    napisałaś, że przede wszystkim jesteś człowiekiem, a nie borderem. Przykro mi,
    ale ja w borderach ludzi dorosłych, odpowiedzialnych nie widzę. Widzę ludzi
    dorosłych fizycznie, a emocjonalnie na poziomie przedszkolaka.
  • the-crawl 01.08.10, 21:15
    radzenie sobie z własnymi frustracjami przez obrażanie wszystkich osób
    mierzących się z pogranicznym zaburzeniem osobowości świadczy również o
    niskim rozwoju emocjonalnym:/.
  • qbel2 01.08.10, 21:21
    Proszę o cytat, co jest obraźliwego w mojej wypowiedzi?
  • goswork 02.08.10, 04:39
    tu nie trzeba cytatów...wystarczy umiejętność czytania między wierszami.
    wkładasz wszystkich posiadających BPD do jednego worka.przyklejasz etykietki.
    piszesz w sposob pokazujacy twoja wyzszosc. sorry - nie twoja. waszą - czyli NORMALNYCH niezburzonych ludzi (jak to sam ująłeś) nad bpd.
    a ja myslalam ze wszyscy jestesmy ludzmi i istniejemy na rownych zasadach na tym swiecie

    wiesz, nie jestem z siebie dumna ze mam to cholerstwo, nie wybralam sobie tego "typu osobowosci", nie moja wina ze sie z tym urodzilam.
    a leczyc tu nie ma czego
    nie mozna zmienic swojego charakteru. jak wymysla przeszczep mozgu to pogadamy
    ja mam wyrzuty sumienia ze w ogole zyje bo tak krzywdze innych.
    mam 22 lata a od 8 sie lecze. depresje czy nerwice mozna wyleczych czy to lekami czy terapia - ale to sa tylko skutki uboczne borderline. poza tym maja to do siebie ze lubia wracac
  • annarchia 02.08.10, 14:17
    goswork napisała:

    > piszesz w sposob pokazujacy twoja wyzszosc.

    Ja też to w jego postach wyczułam.
    Stygmatyzacja. Patrzenie z góry. Wywalanie frustracji z własnego związku na obce
    w sumie osoby (tylko dlatego, bo mają etykietkę z ICD).
    Niedojrzałe.
    Normalne?
  • qbel2 02.08.10, 16:38
    >tu nie trzeba cytatów..
    aha, czyli nie masz faktów, masz odczucia. No to sobie nie pogadamy, bo o czyiś
    odczuciach nie widzę sensu

    > a ja myslalam ze wszyscy jestesmy ludzmi i istniejemy na rownych > zasadach na
    tym swiecie

    Niestety, świat nie jest sprawiedliwy. Życie też

    > a leczyc tu nie ma czego
    > nie mozna zmienic swojego charakteru

    Nie jestem fachowcem, ale podobno "charakter" można wyprostować. Spytaj o to
    Anarchii, ona się leczy i liczy na wyleczenie, zatem jest to zapewne możliwe.

    Poza tym nawet jeśli Cię nie wyleczą całkowicie, to znacznie złagodzą negatywne
    zachowania. Tym razem wiem o czym piszę, bo przeżyłem z borderką 14 lat, z
    których przez 3 lata leczyła się tak, jak powinna (leki + psychoterapia), a
    przez 4 tylko leki. Gdy było "pełne" leczenie - było dobrze, gdy tylko brała
    leki - szło wytrzymać, jak się nie leczyła - zrobiła piekło mi i sobie też.
  • the-crawl 02.08.10, 21:10
    w swoich wypowiedziach wychodzisz z założenia, że nie wiemy co to
    miłość, zaangażowanie,że nie nadajemy się na rodziców i to my
    odpowiadamy za los naszych partnerów...osobiście mam rodzinę, męża i
    małego synka no i kota i całe to męskie towarzystwo kocham i spełniam
    się w swoich życiowych rolach, chociaż nie jest łatwo,popełniam błędy
    jak każdy człowiek, ale jednocześnie jak każda dorosła i odpowiedzialna
    osoba nie próbuję zmieniać ludzi-zaczynam od siebie i tego życzę
    wszystkim obecnym i byłym partnerom osób żyjących z bpd
  • qbel2 02.08.10, 22:04
    > wychodzisz z założenia, że nie wiemy co to miłość

    Miłość to nie jest miotanie się między uwielbieniem a nienawiścią. Właśnie na
    tym polega BPD, że chory do dojrzałej miłości nie jest zdolny

    > że nie nadajemy się na rodziców

    A tu trochę inaczej - być może część na rodziców się nadaje, ale ryzyko jest
    zbyt duże, żeby osobę z takim zaburzeniem czynić jedynym opiekunem dziecka. Moim
    zdaniem, BPD jednego z rodziców, w razie rozwodu/rozstania powinno być
    przesłanką do powierzenia opieki nad dzieckiem drugiemu rodzicowi. Dziecko to
    nie jest zabawka, opiekę nad nim powinien dostać ten rodzic, który jest lepiej
    do tego predysponowany, zwłaszcza psychicznie
  • the-crawl 03.08.10, 07:18
    powiem tyle że łatwo przychodzi tobie ocenianie innych ludzi panie
    idealny. wielu spośród nas leczy się i pracuje nad sobą bardzo długo i
    ciężko więc daruj sobie te sądy bo nas obrażasz, borderline nie było
    naszym wyborem a jest naszym koszmarem i co ważne przypominam że wg
    międzynarodowej klasyfikacji chorób i zaburzeń psychicznych bpd jest
    zaburzeniem a nie chorobą- etykietowanie nas nie pomaga nam w
    naprawianiu siebie
  • qbel2 03.08.10, 18:49
    > powiem tyle że łatwo przychodzi tobie ocenianie innych ludzi panie
    > idealny

    Napisałem gdzieś, że jestem idealny? Skąd, mam mnóstwo wad, a konfrontacyjność i
    ostrość wyrażanych sądów do nich należą:)

    > daruj sobie te sądy bo nas obrażasz,

    Tak, to już wiem - obrażasz, bo obrażasz, tylko na czym to obrażanie polega
    wciąż się nie dowiedziałem

    > borderline nie było
    > naszym wyborem a jest naszym koszmarem

    Ależ ja tego nie neguję. Kibicuje wszystkim z Was, którzy się leczą. Wkurzają
    mnie dwie postawy niektórych spośród Was:
    1. BPD sprawia, że jesteśmy lepsi, nie ma po co się leczyć.
    2. Skoro związałeś się z borderem, sam jesteś sobie winny (wniosek - skoro sam
    jesteś winny, to osoba z BPD jest niewinna obojętnie jak się nie zachowuje;
    jeszcze brakuje pochwały pewnych zachowań)

    A że piszę "chory" - nie uśmiecha mi się powtarzanie: "człowiek z zaburzeniem
    osobowości" (za długie), a słowo "zaburzony" jakoś mi się nie podoba. Jak
    pisałem "border", też były sprzeciwy. Zgadzam się, że jest to forma
    etykietkowania, ale tak samo pisanie "politycy", "głuchoniemi" czy "nauczyciele"
    jest przyklejaniem jakiś etykiet.

    Specjalnie dla Ciebie postaram powstrzymać się od zbyt ostrych sądów (ale proszę
    nie krzyczeć, jak mi czasem puszczą nerwy - wystarczy przypomnieć: "obiecałeś") :)
  • hanging_garden 03.08.10, 21:54
    Związki same w sobie są trudne - z borderami (boredekami) już
    extremalnie "naznaczone" i z góry skazane na niepowodzenie. BPD nie
    wzięło się z nikąd, nie pojawiło się nagle. Oprócz "genetycznego
    skrzywienia charakteru" w mojej ocenie (i wypowiem się tutaj
    WYŁĄCZNIE o kobietach i CELOWO zabrzmi to SZOWINISTYCZNIE ale w moim
    mniemaniu tak jest - zapraszam oczywiście do dyskusji), BPD nasiliło
    się (w kobietach) "dzięki" zjawiskom ostatnich lat: mózg przeciętnej
    kobiety nie jest bowiem przystosowany i gotowy na taką "dawkę"
    emancypacji i równouprawnienia, jaką otrzymał w ostatnich latach.
    Kobieta jako "puch marny" nie przystosowana jest do funksjonowania
    w "warunkach konkurencyjności"... no dobra bo zapędzam się w za
    bardzo filozoficzne wywody i obawiam się, że panny nie zrozumieją
    mnie - czyli: męskiej szownistycznej świni (w tym miejscu) - otóż:
    pojebały Wam (pannom) w główkach kolorowe czasopisma, odrealnione i
    przesłodzone seriale (rodzime i z importu), wyluzowane koleżaneczki
    z pracy, internet i inne "bodźce". Dla mnie w obecnych czasach
    kobieta to nie kobieta - jeśli mam przyjemność obcować z Wami na co
    dzień, większość z Was to babo-chłopy, cyborgi pozbawione uczuć,
    ciepła, empatii... bleeeee... mam odruch wymiotny jak widzę te
    dzisiejsze wyemancypowane, wyzwolone lale, które bardziej udają
    kobiety niż naprawę nimi są... Baby stały się gorsze od facetów.
    Takiego zakłamania, obłudy, wyrachowania, zimnej kalkulacji,
    nastawienia WYŁĄCZNIE na własny zysk - dawno nie widziałem. Dla Was
    (bab) równouprawnienie kończy się w chwili, jak trzeba wnieść
    lodówkę po schodach na 8-me piętro... Sorki za dosadność ale: SRAM!
    na związki z takimi babami - a jak do tego jest to borderka, to już
    porażka i "kaplica" na całej linii...
  • glorifia 04.08.10, 07:20
    Co to było?
  • krowawkropki 04.08.10, 11:03
    glorifia napisała:

    > Co to było?

    Szczera prawda to była
  • hanging_garden 04.08.10, 11:28
    Fakt - tak jak napisał krowawkropki - wyraziłem swoje zdanie na
    temat kobiet (bardzo złe zdanie - takie są niestety fakty i takie
    mam nastawienie do kobiet - a po związku z borderką i tym co czytam
    tutaj, na forum - już extremalnie negatywne).
    Połowę życia spędziłem w trzech długoletnich związkach - może nie
    miałem szczęścia, może powinienenm dłużej szukać tej jednej jedynej,
    pospotykać się z większą ilością kobiet, porównać i wybrać -
    niestety: te z którymi byłem, pogłębiły we mnie tylko to złe zdanie
    o kobietach. Większość tych, które spotykam teraz, to ablo
    materialistki albo puszczalskie a w najlepszym wypadku
    ekscentryczki, które nie wiedzą czego chcą a przy okazji wydaje im
    się, że są pępkiem świata i zachwoują się jak rozkapryszone
    księżniczki.
    Przykład: dzwoni do mnie znajoma: "Spotkamy się na kawę?" -
    odpowiadam: "Czemu nie?" - nie mam "zobowiązań" wobec mojej ex więc
    nie widzę problemu - poza tym to tylko spotkanie towarzyskie więc
    spox. Jak byłem w związku, takie spotkania (nawet TYLKO z
    koleżankami nie wchodzą zupełnie w grę). Spotykamy się więc w
    knajpie, rozmawiamy no i na "grande finale": rachunek. Oczywiście
    płacę ja, bo ona ani "meee ani beee", że będzie partycypować w
    kosztach (żadnej propozycji, pytania - NULL!). Za tydzień znowu
    dzwoni z propozycją spotkania - znowu odpowiadam: "Czemu nie" ale
    tym razem dodaję, że "rozumiem, że tym razem to Ty mnie
    zapraszasz?" - oczywiście zbaraniała - tłumacze więc, że skoro tak
    WALCZYŁYŚCIE o równouprawnienie, to chyba działa to w KAŻDEJ
    (absolutnie KAŻDEJ) dziedzinie życia... ale według WAS (kobiet) -
    nieeeeeeeeeeeeeeee - równouprawnienie działa WYŁĄCZNIE w
    sytuacajach, w których WY na to pozwolicie.
  • krowawkropki 04.08.10, 12:32
    Ale broń Panie Boże coś zrobić przy dzieciach bo taka to się zna najlepiej.
  • krowawkropki 04.08.10, 12:37
    Generalnie obecnie z laskami jest kiepsko. Dużo gadają jak to one bardzo chcą
    mieć rodzinę ale co do czego to zupy nie umie ugotować, rozmowa u takiej kończy
    się po 10 min, a sex to tylko od święta.
    Zagłada idzie
  • hanging_garden 04.08.10, 13:15
    Zgadza się - kiepsko i to nawet bardzo. Dlatego postanowiłem zacząć
    dbać wyłącznie o siebie. Przez lata byłem idiotą, bo ZAWSZE
    ważniejsze były dla mnie nie własne potrzeby a to, czego chce i
    potrzebuje rodzina, jakie ma potrzeby - skupiałem się wyłącznie na
    ich zaspokajaniu zapominając o sobie i chodząc w
    przysłowiowych "jednych portkach", tylko po to, żeby rodzinie było
    lepiej... I co...? Mam prawie czterdziechę na karku i obudziłem się
    z przysłowiową "ręką w nocniku". Nie warto się starać, bo nikt tego
    nie doceni - z jednym wyjątkiem: DZIECI - o nie zawsze należy dbać
    ale nie przesadzać z rozpieszczaniem.

    Gdzieś kiedyś przeczytałem, że "jeśli pomożesz komuś 100 razy a za
    101-wszym odmówisz, to jesteś dla niego takim samym wałem, jak ten,
    który odmówił mu za pierwszym razem". Bardzo lubię to powiedzenie
    i... odmawiam za pierwszym razem.

    P.S.
    Sorki za te kilka OT ale tak jakoś mi się skojarzyło.
  • the-crawl 04.08.10, 13:30
    żałosne jest to co czytam, żałosne i tyle.
  • krowawkropki 04.08.10, 13:46
    Ale to szczera prawda. Rodzinne szczęście składa się z naprawdę prostej recepty.

    1. Uczucia
    2. Samodzielność
    3. Kobieta jest duszą związku, ona zapewnia rodzinie emocjonalną stabilność
    4. Facet, materialną i buduję zręb tego wszystkiego co w koło
    5. Muszą być samodzielni
    6. Dzieci przygotowuję się do życia a nie dla rodziców przyjemności

    Facet musi umieć zarobić, ale nie zarobić się, a kobieta zająć się domem.
    Jakieś dziwne odstępstwa kończą się nieszczęśliwe.
    Dzisiaj kobietą wkłada się do głowy jakieś bzdury, o emancypacji a nie uczy się
    współpracy z facetem dla wspólnego dobra. Dziewczyny wchodzące do małżeństwa nie
    potrafią ani pożądnie prowadzić budźetu domowego ani zająć się pożądnie domem,
    ale wymagania mają nieboskie do do drugiej strony.
    Dzisiejsze kobiety to egoistki oczekujące na bardzo wiele nie dające nic od
    siebie. Nie można na nie liczyć w żadnych poważnych sytuacjach życiowych.
  • iamcrazy 16.08.10, 13:55
    A o kim ty mówisz? Chyba o swojej kobiecie... No chyba, ze byłeś ze
    wszystkimi kobiatami, że takie masz doświadczenie i tak
    generalizujesz. A do tego klapki na oczach co i kto ma robić,
    smieszne, może u ciebie tak musi być, a inne związki maja się
    świetnie z innym podziałem ról...
  • hanging_garden 04.08.10, 14:14
    ...nie pocieszę Cię the-crawl, bo... będzie jeszcze gorzej, jeśli
    wszystko pójdzie w tym kierunku, w którym idzie. Coraz więcej
    rozbitych małżeństw, nieszczęśliwych dzieci, singli ograniczających
    związek jedynie do "aktu seksualnego". Taka prawda - wg mnie - choć
    oczywiście dla Ciebie może to być "żałosne" i wcale nie musisz się
    ze mną (nami) zgadzać...
  • krowawkropki 04.08.10, 14:31
    Dokładnie idzie w tym kierunku. Poco się z kimś związać skoro mój dorobek życia
    może przepaść w ciągu paru chwil, a na koniec można dowiedzieć się że nic się
    nie zrobiło.
    W jakim celu mam latać z dzieckiem do lekarza wstawać o 4 nad ranem skoro i tak
    przechwyci go matka, co ma taki kaprys.
    Po jakiego grzyba mam wchodzić w związek, skoro jedynym celem związku nie jest
    miłość i wzajemne wspieranie się ale korzyść jednej strony.
  • the-crawl 04.08.10, 17:50
    dużo tu stereotypizacji...moje małożeństwo jest widać inne i dzięki
    temu udane, a wy chyba źle szukacie kobiet skoro wszystkie są takiee
    złe(?!)
  • glorifia 04.08.10, 19:32
    the-crawl napisała:

    > dużo tu stereotypizacji...moje małożeństwo jest widać inne i dzięki
    > temu udane, a wy chyba źle szukacie kobiet skoro wszystkie są takiee
    > złe(?!)

    To by potwierdzało to, co powiedziała gdzieś Anarchia, że ludzie nagminnie
    wiążący się z borderami, sami mają pewne, delikatnie mówiąc, rozchwianie
    emocjonalne. Jeśli Garden był w trzech związkach i po każdym z nich stwierdza,
    że tego kobiety były zaburzone, to warto się zastanowić, dlaczego niby-normalny
    i zdrowy facet trafia wyłącznie na takie wybrakowane kobiety. Nie myślałeś o tym
    , Garden? To pomyśl.

  • qbel2 04.08.10, 23:51
    Nie zgadzam z kolegami krową i gardenem. Jestem zwolennikiem równouprawnienia -
    równych praw i obowiązków. Nie chciałbym nawet kobiety, która zajmuje się tylko
    domem. Kobieta też powinna mieć swoje pasje, ambicje i pracę, w której może się
    realizować. Dla mnie, "łomen" decydująca się na karierę gospodyni domowej, to
    takie pokorne ciele, a ja - jako ennagramowe 8w7 nie wyobrażam sobie związku z
    pokornym cielęciem
  • niedama 15.08.10, 22:56
    qbel2 napisał:

    jako ennagramowe 8w7 nie wyobrażam sobie związku z
    > pokornym cielęciem

    Ciekawy opis maja osemki, taki pasujacy do opisu bpd?
    www.enneagram.com.pl/typ8.html
    "Większość Ósemek to skryci lub jawni despoci, wywierający na otoczenie
    niewiarygodną presję, aby uzyskać pożądany rezultat. Stymulują, chwalą,
    nagradzają albo poniżają, umniejszają i onieśmielają. Nieświadome swojej siły
    Ósemki mogą zamęczyć otoczenie, nie zdając sobie nawet z tego sprawy, i
    ignorować płynące skargi jako pozbawione sensu.
    Ósemki nadużywają ośrodka działania, wspierając go intelektem, natomiast cała
    sfera emocjonalna pozostaje u wielu z nich na poziomie dziecka.
    Napotykane przeszkody mogą uwolnić w nich potężne pokłady agresji. Gdy taki
    kryzys nadejdzie, dość powszechne jest przekonanie tych silnych ludzi, że świat
    zmierza w kierunku samozniszczenia, a głupcy, którzy tego nie widzą, niech idą
    na zatracenie razem z nim."

    Mysle, ze moj toksyczny ojciec tez byl 8.
  • qbel2 16.08.10, 18:21
    na tej stronie to wszystkie "numery"przedstawili jak zaburzenia osobowości. Tu
    jest znacznie lepiej opisane:
    www.enneagram.pl/
  • hanging_garden 05.08.10, 09:55
    Powiem Ci szczerze, że analizując moje związki, zawsze zaczynam od
    analizy własnego zachowania i tego co w nim jest nie tak. Nigdzie
    się nie wybielam, nie uważam, że jestem "kryształowy" - mam mnóstwo
    wad, to co moim partnerkom przeszkadza(ło), to moja pedantyczna
    naura, czasem czepianie się o drobiazgi ale do zachowania bordera mi
    daleko. Mam jednak świadomość swoich przypadłości i mocno pracuję
    nad sobą, rozmawiam z patnerkami, pierwszy wychodzę z inicjatywą
    porozmawiania o tym, co nie tak ze mną. Swój udział w "wyrzeźbieniu"
    mojego charakteru mam (niestety) moja toxyczna matka, która skaziła
    mi charakter... Ona niestety nie ma żadnego dystansu do siebie i
    uważa, że jest najmądrzejsza i wszystkowiedząca - czasem się
    zastanawiam, czy to nie miało wpływu na rozpad moich związków. Choć
    z drugiej strony, 2 z 3 moich dotychczasowych życiowych partnerek
    (ostatnia to borderka) już powiedziały mi wprost, że żałują, że nie
    jesteśmy razem więc chyba tak źle ze mną nie miały. Ja jestem po
    prostu idiotą - zakochuję się, przywiązuję, zabiegam o kobietę,
    obsypuję prezentami, jestem wierny jak pies, podstawą jest dla mnie
    rodzina i dopóki partnerka solidnie mnie nie "skopie", będę z nią
    trwał mimo przeciwności. To mój błąd - czasem powinienem odpuśić,
    olać i nie powinno mi tak bardzo zależeć - może wtedy zyskałbym choć
    odrobinę szacunku, a tak - nie mam go chyba czasem sam do siebie
    dając się wykorzystywać i sobą pomiatać. Pierwsza dziewczyna, z
    którą byłem od liceum do czasów studenckich (jakieś 6 lat), chciała
    bardzo szybko wyjść za mnie (za namową mamusi) - oczywiście ja też
    byłem ZA ale pod warunkiem, że najpierw stworzymy warunki do
    założenia rodziny: zaczniemy pracować, zarabiać, mieć na swoje
    utrzymanie a przede wszystkim na utrzymanie dzieci. Dwójce studentów
    raczej trudno to pogodzić, tym bardziej, że był to początek lat 90-
    tych. Więc znalazła sobie faceta o ponad 10 lat starszego i za niego
    wyszła. Szczęśliwa nie jest, o czym wiem. Druga partnerka - 9 lat
    razem - żona, dziecko, firma, ptasiego mleka brakowało. A właściwie
    to miała wszystko - "do kompletu" brakowało tylko kochanka więc się
    znalazł. Odszedłem bo miałem tego dość. Trzecia - borderka -
    historię znacie więc nie będę się powtarzał.

    Co do partnerki i modelu rodziny qbel2 - nie zrozumieliśmy się
    chyba - mnie nie interesuje zrobienie z kobiety kury domowej. Wręcz
    odwrotnie - zawsze imponowały mi kobiety ambitne, mające swoje
    zdanie, zaradne, mające to "coś", czyli m.in. tzw. pazur - kobieta
    musi przy tym być mądra ALE nie udawać mądrej, yntelygentnej i
    wyzwolonej NA SIŁĘ. Mnie interesuje związek partnerski z dzieleniem
    obowiązków - jeśli ONA szykuje obiad, ja po nim zmywam, ONA pierze
    ale ja prasuję (przynajmniej swoje rzeczy), JA szykuję śniadania,
    ONA odwodzi dziecko do żłobka, JA łożę na utrzyanie, ONA płaci
    czynsz, prąd, ONA ma mieszkanie, więc ja zabezpieczam samochód, żeby
    miała czym jeździć. Na przyjemności (wakacje, wyjazdy, itd.) daję
    albo w większości ja albo się zrzucamy. Nie naciągajcie proszę, że
    robię jakiś harmonogram z życia codziennego - rzecz, które opisałem
    wyżej udało nam się wprowadzić i podzielić wspólnie na zasadzie
    kompromisu. Niestety - BPD zepsuło wszystko a było (momentami)
    naparawdę bardzo fajnie i naprawdę świetnie się rozumieliśmy i
    dogaadywaliśmy we wszystkich sprawach, oprócz dogadania się co do
    problemów emocjonalnych między nami. Myślę, że ona zrozumie i kiedyś
    to doceni - nawet jak się rozstajemy, to po 2-3 miesiącach
    (wcześniej dawała znaka trochę wcześniej) ona dzwoni do mnie z
    płaczem i pytaniem: czemu nam się nie udało? Nadal nie rozumie
    jednak, że potrzebuje terapi...
  • niedama 13.08.10, 23:00
    hanging_garden napisał:
    Mam jednak świadomość swoich przypadłości i mocno pracuję
    > nad sobą, rozmawiam z patnerkami, pierwszy wychodzę z inicjatywą
    > porozmawiania o tym, co nie tak ze mną. Swój udział w "wyrzeźbieniu"
    > mojego charakteru mam (niestety) moja toxyczna matka, która skaziła
    > mi charakter... Ona niestety nie ma żadnego dystansu do siebie i
    > uważa, że jest najmądrzejsza i wszystkowiedząca - czasem się
    > zastanawiam, czy to nie miało wpływu na rozpad moich związków.

    Czy aby Twoja mama to nie bpd? Toksyczna osoba "wyrzezbila" Twoj charakter. Ty
    tez sprawiasz wrazenie wszytskowiedzacego... moze jestes do niej po prostu podobny?
    A moze tylko projektujesz swoje wady na innych i nie potrafisz zauwazyc problemu
    u siebie?
    Ja mialam ojca z bpd, potem bylego z bpd i jak czytam Twoje posty to tak jakby
    on pisal...
    Sama tez sie zastanawiam czy nie mam bpd "po ojcu", mimo, ze potrafilam stworzyc
    szczeliwy i dlugoletni zwiazek i nie ma u nas klotni. Pewne osoby jednak,
    podobne do ojca i mojego bylego, dzialaja na mnie jak plachta na byka i czuje w
    sobie zlosc. Na szczescie moj maz do nich nie nalezy:)
  • hanging_garden 14.08.10, 13:16
    Nie wiem, czy moja matka ma bpd - jeśli nawet to niezdiagnozowane. W
    każdym razie coś z pewnością jest z nią nie tak (nie chcę się
    rozpisywać w temacie) ale ona nawet nie chce zdawać sobie z tego
    sprawy - tak jak napisałem: ZERO dystansu do siebie. Faktem jest, że
    moja matka działa na mnie jak płachta na byka - moje rakcje na jej
    niektóre zachowania są (patrząc z boku) przesadzone, wręcz
    automatyczne i alergiczne. Ktoś, kto ją jednak dobrze pozna (a jest
    kilka osób, które na początku uważały, że ona jest o.k.) zmienia
    zdanie o 180 stopni - to nie jest człowiek, z którym się porozmawia
    na argumenty - totalnie zawężone horyzonty do własnych przekonań,
    uprzedzeń - "umeblowała" sobie psychikę po swojemu i nie dopuszcza
    żadnego argumentu a o merytorycznej dyskusji można w ogóle zapomnieć
    bo nie ma to najmniejszego sensu...
    Co do tego, że jestem do niej podobny masz pewnie rację i zdaję
    sobie z tego sprawę - w końcu 100% wychowania przejęła na siebie
    właśnie ona - ojciec zawsze stał z boku i się nie odzywał. Zostałem
    więc wychwowany w prawdziwym "matriarchacie"... ALE - ja mam tą
    świadomość, staram się coś ze sobą robić, zmieniać nawyki,
    przyzwyczajenia, wykorzeniać z siebie automatyczne reakcje na pewne
    sprawy - widzę i wiem (mam przynajmniej taką nadzieję) kiedy
    zachowuje się nie tak... a jeśli nie wiem (a nikt nie jest
    obiektywny w stosunku do samego siebie i nie ma odpowiedniego
    dystansu) lub uważam, że zachowuję się normalnie, to w imię tego,
    żeby było dobrze (w związku) rozmawiałem z moją partnerką (tą z
    BPD), żeby ZAWSZE mówiła mi wprost co jej przeszkadza w moim
    zachowaniu i oboje zastanowimy się co z tym zrobić. O to samo
    prosiłem ją - że też chciałbym porozmawiać o jej zachowaniach, które
    przeszkadzają mnie - niestety: działało to tylko w jedną stronę,
    czyli: stała krytyka moich zachowań + ich przejaskrawianie przez nią
    na max - cóż: typowe u bordera. Ona oczywiście we własnej ocenie
    była "krzyształowa".
    Co do tego, że jestem "wszystkowiedzący" - nie jestem i tak nie
    twierdzę ale to co napisałem wyżej - pewnie nie mam wystarczająco
    dużego dystansu do siebie i nie jestem do końca obiektywny. Mówię co
    myślę i nie owijam w bawełnę - nawet jeśli prawda czasem jest
    niewygodna lub nie powinienem czegoś powiedzieć. W każdym razie -
    dziękuję za konstruktywną krytykę i obiecuję pomyśleć nad tym...
    Być może takie a nie inne moje zachowanie spowodowane jest tym, że
    życie mnie doświadczyło i nieźle dało po tyłku. Do tego przez lata
    się uginałęm pod presją otoczenia - tylko po to, żeby być lubianym,
    znaleźć akceptację innych... Przeważnie mówiłem to, co ktoś chce
    usłyszeć, niż to, co naprawdę chciałem w danej sytuacji powiedzieć.
    Skończyłem z tym. Stałem się bardziej asertywny, choć nie zamykam
    się (tak myślę) na argumenty drugiej strony i zawsze chętnie
    podyskutuję...
  • glorifia 14.08.10, 14:04
    Jesteś ofiarą borderów. Rodziców, a potem partnerki. Tak jak ja.
    Cały Twój tekst to potwierdza. Każde zdanie. Mogłabym napisać dokładnie to samo.
    Zapewne też nie przez przypadek znalazłeś się na tym forum.
    Potwierdza to jeszcze raz zdanie wypowiedziane tu na forum, że jednak ciągnie
    borderów, lub tych z namiastką BPD,do siebie podobnych. Nie obwiniajmy więc
    swoich partnerów za wszystkie grzechy i nieszczęścia naszego zycia, a zajmijmy
    się sobą, przede wszystkim.
  • niedama 14.08.10, 19:50
    Ja bym w ogole nie byla tego taka pewna, kto jest bpd a kto nie. Czesto diagnoza
    jest niedokladna albo nietrafna, postawiona pomylkowo. Starsze pokolenia z kolei
    nigdy raczej nie chodzily na terapie i nie sa zdiagnozowane jako bpd co nie
    znaczy, ze wlasnie ich ten problem nie dotyczy.
    Mysle, ze ludzie z bpd przyciagaja do siebie dwa typy partnerow- masochistow (na
    zasadzie przeciwienstwa) albo podobnych do siebie, tez bpd.
  • niedama 14.08.10, 20:45
    Moj ojciec tez mial niezdiagnozowane bpd i pewnosci nie ma czy to bylo to. Nigdy
    by zreszta nie wpadl na to, ze problem moze byc w nim i mial rowniez zero
    dystansu do siebie. Tez mialam na niego alergie, dopoki zyl. W zasadzie moglabym
    sie podpisac pod opisem Twojej matki, opisujac jego. Tez staram sie pracowac nad
    soba, wciaz analizuje siebie, porownuje z nim i nie chce skonczyc jak on. Zdaje
    sobie jednak sprawe, ze nie wszystko jestem w stanie sobie uswiadomic i zmienic.
    Czesc rzeczy pewnie automatycznie wypieram ze swiadomosci i nie dopuszczam
    mysli, ze to moze mnie tez dotyczyc. Pewnie zdrowiej byloby sie przyznac, ze
    jestem do niego podobna i zaakceptowac tez ta czesc siebie. Ucze sie tego i
    analizuje ludzi ktorzy mnie draznia aby poznac swoje odrzucone czesci siebie.
    Moj ojciec nie zyje juz i dopiero po smierci zdolalam mu wybaczyc i staram sie
    go zrozumiec i traktowac jak przyjaciela a nie wroga. Wierze, ze gdzies gleboko
    chcial dobrze ale nie potrafil inaczej. Jego pewnie tez uksztaltowalo zycie,
    trudne dziecinstwo, skrajna bieda, wojna itd. Nie wychowal sie tez w czasach
    kiedy wszyscy biegaja do psychologow i dokonuja autoanalizy. Wiem jedno, dopiero
    odkad mu wybaczylam i zmienilam do niego stosunek to zaczelam przyciagac inny
    typ ludzi i udalo mi sie stworzyc szczesliwy zwiazek. Ale za jego zycia nie
    bylam w stanie sie na to zdobyc. Polecam poczytac o wybaczeniu:
    radykalnewybaczanie.com.pl/radykalnewybaczanie1.htm
    hanging_garden napisał:
    > Być może takie a nie inne moje zachowanie spowodowane jest tym, że
    > życie mnie doświadczyło i nieźle dało po tyłku. Do tego przez lata
    > się uginałęm pod presją otoczenia - tylko po to, żeby być lubianym,
    > znaleźć akceptację innych... Przeważnie mówiłem to, co ktoś chce
    > usłyszeć, niż to, co naprawdę chciałem w danej sytuacji powiedzieć.
    > Skończyłem z tym. Stałem się bardziej asertywny, choć nie zamykam
    > się (tak myślę) na argumenty drugiej strony i zawsze chętnie
    > podyskutuję...
    Uwazaj, zeby nie wpasc ze skrajnosci w skrajnosc. Analizujac mlodosc mojego ojca
    odkrylam, ze byl bardzo wrazliwym, niesmialym, niepewnym siebie chlopakiem. W
    pewnym momencie zdobyl wysoka pozycje spoleczna, autorytet w swoim zawodzie i...
    totalnie przestal sie liczyc z ludzmi.
    Dawniej mialam ogromne obawy, ze jak poznam partnera to bedzie podobny do ojca i
    analizowalam czujnie ich charakter. Zakochalam sie w niesmialym i wrecz
    nadwrazliwym chlopaku, ktory zabiegal o akceptacje otoczenia i zycie mu dalo
    niezle po tylku. Bylam zafascynowana tym, ze jest totalnym przeciwienstwem
    mojego ojca (wtedy nie wiedzialam, ze moj ojciec wczesniej tez taki byl).
    Rozstalismy sie ale utrzymywalismy przyjacielski kontakt przez lata i ze zgoza
    zauwazylam ostatnio, ze sie stal identyczny jak moj ojciec! Skonczyl z
    wrazliwoscia i staraniami dla innych, powiedzial sobie dosc i stal sie w swoim
    mniemaniu asertywny, tymczasem dla otoczenia jest chamski i agresywny z
    wiecznymi pretensjami do wszystkich i o wszystko...
    Wniosek taki: trzymajmy sie zlotego srodka:)
  • qbel2 15.08.10, 01:44
    > Mysle, ze ludzie z bpd przyciagaja do siebie dwa typy partnerow-
    > masochistow (na zasadzie przeciwienstwa) albo podobnych do siebie, tez > bpd.

    To cie rozczaruję. Ja po rozejściu z borderką poszedłem na psychoterapię,
    odwiedziłem też psychiatrę. Ani masochizmu, ani bpd nie stwierdzono. Psycholog
    utrzymuje, że mam syndrom najstarszego dziecka (fakt, mam tylko młodsze
    rodzeństwo), czyli zbyt opiekuńczy i odpowiedzialny, co borderka wykorzystywała.
  • niedama 15.08.10, 02:02
    Pewnie, ze nie jest to regula ale chyba wystepuje dosc czesto takie przyciaganie
    wzajemne tych dwoch typow. A moze chodzi nie tyle o masochizm co o typ dawcy? Ja
    w sumie wczesniej zawsze bylam dawca w zwiazkach. I to by pasowalo tez do
    Twojego syndromu najstarszego dziecka.
  • niedama 15.08.10, 02:19
    www.cogito.com.pl/PrezentacjaPisma/137/Carpe_Diem_Psychologia_Zwiazku.html
    i znow wychodzi na to, ze zloty srodek najlepszy:)
  • qbel2 15.08.10, 11:12
    niedamo
    pod tym linkiem są jakieś skrajne skrajności :). Ja nie jestem ani jednym, ani
    drugim - mam niektóre cechy dawcy i niektóre biorcy.
  • niedama 15.08.10, 13:23
    Ano sa skrajnosci przedstawione. Ale gdybys mial okreslic co przewaza albo co
    przewazalo dawniej? Ja tez mam cechy zdecydowanie wymieszane ale jednak z
    przewaga dawcy.
    U mnie tez nie zdiagnozowano zadnych zaburzen typu masochizm ani bpd, a kiedys
    bylam na terapii z powodu depresji. Depresji tez nie zdiagnozowano. Ponoc zdrowa
    jestem. A ja uwazam, ze nie ma ludzi zdrowych. A moze nie ma ludzi chorych,
    tylko sztucznie wyznaczamy sobie normy normalnosci i etykietujemy? O ile takie
    szufladkowanie moze komus pomoc w zrozumieniu siebie to dobrze. Gorzej jak inni
    zaczynaja sie dowartosciowywac kosztem tych "chorych" i sami oddalaja sie od
    zrozumienia siebie.
  • qbel2 15.08.10, 20:16
    > Ano sa skrajnosci przedstawione. Ale gdybys mial okreslic co przewaza
    > albo co przewazalo dawniej?

    Teraz to jest chyba równowaga.
    W poprzednich związkach (przed borderką) raczej biorca, ale nie tak skrajny jak
    w tym artykule.
  • hanging_garden 15.08.10, 14:51
    Mój ojciec w przejściach (wojna, bieda, wielodzietna rodzina) jest
    podobny do Twojego - do tego dostał od życia tak po tyłku (jeszcze
    za młodu) zanim ożenił się z moją matką, że szkok (nie chcę wnikać w
    szczególy bo to totalna trauma - prawdę o tym, co przeszedł mój
    tato, poznałem dopiero jak miałem 18 lat). Do tego wychowywał się
    bez swojego ojca (dziadek zginął tragicznie jak mój tato był bardzo
    mały) więc miał identyko jak u mnie: był wychowywany przez matkę,
    czyli "matriarchat". Mama mojego taty była jednak normalna.
    Potrafiła go wychować na porządnego gościa. Mimo, że moja matka jest
    totalnie toxyczna i "umila" mu życie jak typowa borderka, mój ojciec
    jest totalnie opanowany... Czasem mu "wentyl puści" i odpowie jej
    dosadnie na jej awantury.
    Nawet teraz - siedzę w pokoju z moją 2-letnia córką - a "babcia"
    (czyli moja matka) przyniosła małej rosół - oczywiście nie pozwoli
    jeść dziecku po swojemu, tylko wchodzi co 2 minuty i mówi jak ma
    jeść, jak ma siedzieć, jak ma trzymać łyżkę, ile ma nabierać
    rosołu... "obóz koncentracyjny" i pranoja jakaś... Do wnuczki to ma
    jeszcze cierpoliwość ale do mnie i brata jak byliśmy mali, miała jej
    ZERO - wyzwiska od najgorszych jak tylko robiliśmy coś nie po jej
    myśli (np. wyciskaliśmy pastę do zębów z tubki nie tak jak ona
    chciała albo dostawaliśmy wciry za to, że w zlewie stała
    nieumyta)...

    Źródło moich problemów w związkach upatruję właśnie w moich
    beznadziejnych relacjach z matką... do tego być może w międzyczasie
    przejąłem część cech bordera będąc z borderką...
    Ja mojej matce nie wybaczyłem i chyba tak jak Ty niedama - wybaczę
    jej dopiero po jej śmierci... "Najlepsze" jest to, że ona się
    wypiera, że nogdy nie biła ani mnie ani brata - nie wiem, czy jej
    problem psychiczny jest tak głęboki ale fakty przekręca jak typowy
    border... Wpierdziel dostawaliśy od niej najczęściej po powrocie z
    pracy - zawsze była nikim, nic w życiu nie osiągnęła, zawodowo
    doszła do stopnia referenta więc swoje frustracje wyłądowywała w
    domu na mężu i dzieciach, po tym jak wracała z pracy - ZAWSZE
    znalazła sobie powód, żeby nas lać... nieumyta szklanka, nie tak
    wyciśnięta pasta do zebów, zła ocena (zła oceną była już
    czwórka...)... szkoda gadać i pisać...

    Myślę jednak, że dopóki jej nie wybaczę, nie ułożę sobie życia -
    niestety obecnie nie czuję do niej nic poza nienawiścią...
  • hanging_garden 15.08.10, 15:01
    Dopowiem tylko - bo to wgmnie bardzo ważne - że moja "mamusia"
    dwała mi do zrozumienia od namłodszych lat, że byłem niechcianym
    dzieckiem bo ona chciała mieć tylko jedno dziecko (mam starszego
    brata)... Texty (w kłotniach) typu, że "trzeba mnie było usunąć albo
    zostawić po porodzie w szpitalu, zamordować po porodzie" itp. były
    kiedyś na porządku dziennym... Rozumiem, że każdy może się wkurzyć i
    czasem pojechać po drugim czlowieku - mojej "mamusi" takie texty
    zdarzały się jednak na porządku dziennym właśnie jako efekt furii, w
    którą wpadała o tą przykładową "nieumytą szklankę", żeby wyładować
    na nas frustracje przyniesione z pracy... Możecie się zastanowić, że
    być może byłem trudnym dzieckiem i moja matka miała ze mną same
    problemy co "uzasadniałoby" takie karanie mnie - otóż nie: zawsze
    dobrze się uczyłem (bałem się konsekwencji za złe oceny), nie byłem
    smykiem, nie włóczyłem się z kumplami, wracałem do domu o
    wyznaczonych godzinach...
  • niedama 15.08.10, 16:07
    A Ty Garden, mieszkasz razem z matka, czy to tylko odwiedziny? Ja wyprowadzilam
    sie z domu zaraz po liceum i kada wizyta weekendowa to byla trauma, ktora
    odchorowywalam dlugo. Z czasem coraz rzadziej odwiedzalam rodzicow, a gdyby nie
    mama to pewnie w ogole bym nie jezdzila.
    Zastanawiam sie nad tym, jakie postawy przyjmujemy wobec toksycznego rodzica.
    Moja matka bala sie ojca i jego nieobliczalnosci i uciekala w prace. Ustepowala
    mu tez we wszystkim dla swietego spokoju ale oczywiscie i tak byla dla niego ta
    najgorsza. Siostra miala podobna postawe jak mama, unikajaca i podporzadkowana i
    w ciszy i pokorze znosila wszystkie wyzwiska i obelgi, bala sie mu sprzeciwic.
    Tylko ja nie potrafilam na to patrzec w spokoju jak wyzywa i poniza mame, co
    oczywiscie go jeszcze bardziej nakrecalo i obrywalam za wszystkich. Potem
    obrywalam od matki, ze jego "draznie".
    Teraz zastanawiam sie na chlodno, jak to jest, ze akurat ja sie sprzeciwialam a
    one nie? Moze to faktycznie wskazuje na to, ze jestem do niego w duzym stopniu
    podobna. Nie chcialabym byc jednak tez taka jak one. Siostra ma meza, bardzo
    podobnego do naszego ojca i przyjmuje identyczna postawe jak kiedys:(
  • hanging_garden 16.08.10, 09:48
    Niestety - mieszkam z moją matką i ojcem. Sytuacja życiowa mnie
    zmusiła - (chwilowo) nie stać mnie na własne mieszkanie więc muszę
    znosić moją "mamunię" i jej zachowania...
  • niedama 16.08.10, 10:56
    Wspolczuje Tobie garden, ze musisz obecnie nadal tkwic w tym chorym ukladzie i
    zycze Tobie abys mimo wszystko nie tracil wiary w ludzi, a zwlaszcza w kobiety.
    Jestem przekonana, ze jestes madrym facetem i mimo tego, ze tak wiele
    wycierpiales, wiele tez rozumiesz i starasz sie zrozumiec, a to juz bardzo duzo.
    Staraj sie ze wszystkich sil aby sie wyniesc jak najszybciej od „mamusi“, choc
    wiem, ze w zyciu roznie bywa i nie zawsze jest to takie proste. Trzymam kciuki
    za Ciebie, abys byl silny i zachowal wiare w dobro:)
  • hanging_garden 16.08.10, 14:17
    Serdeczne dzięki za te słowa... Miło jest przeczytać kilka
    optymistycznych zdań pod swoim adresem (choć narcyzem nie jestem) -
    w tym przypadku jeszcze milej, bo są one anonimowe więc wg mnie
    szczere :-)

    Wiesz - samo mieszkanie z rodzicami nie jest złe, choć nie należę do
    wygodnickich "synalków mamusi" i już dawno mam "odciętą"
    mentalną "pępownię" - zresztą moja matka sama ją odcięła w bardzo
    brutalny sposób i od wczesnych lat potrafię o siebie zadbać. Gdybym
    tylko miał wybór, zamieszkałbym sam co jest w tej chwili nr 1 na
    mojej liście priorytetów.
    Oki - ale koniec z żaleniem się... Trzeba popracować nad sobą
    i "przemeblować" sobie psychę... Co do kobiet to... chwilowo nie
    chce mi się wikłać z żadne związki - jednak: tylko krowa nie zmiania
    poglądów więc i moje pewnie się zmienią, jeśli trafię na odpowienią
    dziewczynę - nic na siłę i nic na "pół gwizdka"...

    P.S.
    Przeczytałem artykuł o "dawcach" i "biorcach" - niestety jestem
    dawcą i to mnie chyba gubiło w moich związkach...
  • hanging_garden 05.08.10, 09:57
    Jeśli Garden był w trzech związkach i po każdym z nich stwierdza,
    > że tego kobiety były zaburzone, to warto się zastanowić, dlaczego
    niby-normalny
    > i zdrowy facet trafia wyłącznie na takie wybrakowane kobiety. Nie
    myślałeś o ty
    > m
    > , Garden? To pomyśl.


    NIGDZIE nie napisałem, że moje WSZYSTKIE partnerki były zaburzone -
    zaburzona była jedynie OSTATNIA (bpd).
  • glorifia 05.08.10, 19:28
    Ale z żadną nie stworzyłeś trwałego związku i to też na COŚ wskazuje.
    Zresztą zostawmy to. Bo podoba mi się to, co napisałeś w poście powyżej, to
    nieco usprawiedliwia Twoją poprzednią wypowiedzieć o kobietach, choć naprawdę
    nie rozumiem takiego obrazu - bo nie znam takich kobiet - w którym skomasowałeś
    wszystko co najgorsze nie tylko w kobietach, ale i w mężczyznach, też.
  • marlicja 14.03.11, 03:57
    Hanging_garden
    SRASZ czy nie srasz - Twoja sprawa.
    Nie jestem borderką, temat mnie zajmuje z pewnych innych powodów.
    Zwóciłam uwagę na Twoj wpis, bo jest KOMPLETNIE nie na temat.
    Równouprawnienie, feminizm, a BPD czy inne podobne, ma się ... jak Twoje wnioskowanie do badań naukowych. Wybacz, to męski bełkot po piwku.
    Emancypacja, otrzymana w ostatnich latach - wg Ciebie odjęła nam kobietom rozum i spowodowala poważne problemy psychiczne?
    Idę Twoim torem myślenia:
    Emancypacja, równouprawnienie, nareszcie zrównanie praw, a co za tym idzie równy dostep do edukacji, awansu społecznego, rozwoju osobistego, spowodował u wielu mężczyzn zachwianie emcjonolane, frustrację równą trzęsieniu ziemi. To załamanie męskiego świata wartości bo oto bowiem przestali być panami, głowami domów, osobami decyzyjnymi.
    Wielu znakomicie dzisiaj potrafiło stać się partnerami, ale niestety wielu miota się i pokrzykuje wulgarnie, nie umiejąc odnaleźć się w świecie, w którym nie ma już uległych kobietek, służących, przymilnych kokotek, albo zwiotczałych, wiecznie rodząco karmiących mateczek.
    Jak widzę, BOLI - co?
    To nie jest problem emencypacji, to TWÓJ problem.
    Jako meżczyzna okazałeś się słabeuszem bo nie umiesz pogodzić się z tym, że kobieta ma takie same prawa w życiu jak facet, a noszenie pralki na X piętro nawet Tobie sprawiłoby problem. I nie o pralkę tu chodzi, ani płacenie rachunku.
    Mojemu staremu wujowi, ja podaję płaszcz, to kwestia grzeczności i pomocy.
    Lubię być po męsku adorowana - to kwestia kulturowa, ale też wymagam szacunku.
    I nie koniecznie za ogórkową. Za moje osiągnięci zawodowe, intelektualne przede wszystkim.
    A Twój poziom agresji - powiedziałbym delikatnie - do kontroli.
    Reasumując - nie obrażaj tu nikogo. Pozbawione ciepła, empatii, uroku cepy, to również mężczyźni, zwłaszcza domowi agresorzy.

    Szacunek mój wielki dla tych, którzy podjęli wielką, heroiczną walkę ze sobą.





  • mkmedia 09.07.19, 14:41
    Borderki nie kochają takich ludzi. Racjonalnie oczywiście powiedzą za to wspaniały mąż ale nigdy nie obdarza takiego stałym ogromnym uczuciem. Ty sobie myślisz ze jesteś cierpliwy znosisz, tłumaczysx to choroba, jestes wspaniały. Otóż nie. Zobaczysz za 10-15 lat jak wszystko runie i zostaniesz wrakiem. Botderki kochają drani. Niedostępnych zimnych karajacych. Podswiadomie szukaja kontynuscji traum z dziecinstwa. Zadtepstwa nieczulych matek. To masochistki. Ona obdarzy uczuciem kochanka drsnia sadystycznego. Do niego będzie wzdychac nie do ciebie. To osoby pełne paradoksów. Jeśli jej dasz to co piszesz jesteś skończony jeśli chodzi o jej uczucia.
  • glorifia 02.08.10, 19:54
    no_illusion napisała:

    > Ludzie, którzy wchodzą w związki z BPD, są do siebie podobni. To z
    > reguły ten sam typ: osobowość zależna, skłonności masochistyczne. W
    > dzieciństwie 'opuszczenie' przez rodziców, narcystyczna matka itp.
    > Krótko mówiąc, żaden człowiek stabilny psychicznie nie wytrzymałby z
    > kimś z BPD, wcześnie postawiłby granice, a w razie ich
    > nierespektowania - zdecydowanie zakończył związek.

    Wiesz, coś w tym jest. Ale ja zerwałam swój związek i nie żałuję. I wiem, że on nigdy sam z siebie tego by nie zrobił, choć to ja uchodziłam w małżeństwie za tą bardziej nienormalną. Truliśmy się nawzajem latami. I dopiero teraz mając czterdziestkę na karku i cztery lata świadomej samotności za sobą i pracy nad sobą wydaje mi się, że powoli wracam do żywych. A przedtem nie wiem kim byłam. Najpierw podporządkowywałam się humorom matki, a potem pod jego dziwaczne zachowania, a w pewnym momencie znajdowałam się już między nienormalna matką i nienormalnym mężem, aż zaczęłam czuć, że powoli wariuję. Na szczęście jestem już dziś bardzo blisko odnalezienia siebie, i , paradoksalnie, to nie bliscy mnie utwierdzają w tym , że jestem normalna, tylko znajomi, przyjaciele, ludzie z pracy. Patrzę na ich reakcje i widzę, że traktują mnie normalnie! A więc można! a więc wcale nie jestem jakimś potworem, co mi wmawiano praktycznie od urodzenia i przez kolejne lata mojego małżeństwa. Jedyne uwagi, który otrzymuję od otoczenia, słuszne, że powinnam popracować nad poczuciem własnej wartości, bo niczego innego, Okazuje się! mi nie brakuje. I jeszcze, że nie powinnam się stresować z byle powodu, nie reagować przewrażliwieniem na najdrobniejszą, nawet nie osobiście zwróconą uwagę (zawsze się bałam, że ludzie to zauważą, i oni to zauważają i dzięki bogu, że mi mówią o tym wprost, bez ogródek, ale też z ogromnym wyczuciem). W każdym razie, czuję, że nie mając w soim otoczeniu ludzi chimerycznych i niestałych, sama wreszcie zaczynam funkcjonować równo. I to już trwa ponad rok, z czego strasznie się cieszę.
  • love_7 05.08.10, 23:18
    Od kiedy na forum weszły dwie "osóbki" - forum zrobiło się
    niepoważne. Haging_ garden czy jak Cię tam nazywają ! Jesteś na
    forum z ludzmi którzy mają problemy. Jeśli chcesz się wyładować
    zapisz się na kurs karate. Tutaj są ludzie potrzebujący pomocy - od
    Ciebie tego nie otrzymają NIGDY. Byłeś zakoczany w BPD ? - nie Ty
    jeden. Niczego sie nie nauczyłeś w tym związku. Nie szanujesz
    innych, nie masz do nikogo szacunku! Pogrożenie palcem to mało !
    Admonistrator strony powinien Ci dać czerwoną kartkę.
    BPD w tej chwili znam na wylot ! Przeszedłem "małą drogę krzyżową"
    z partnerką. Psychicznie wygrałem, ale Ty "ludziku" skoro masz inną
    dziewczynę czemu tracisz czas na tym FORUM ? Spadaj! Tweje
    słownictwo niczym nie ustępuje "acting out" ! Pasożycie spadaj ! To
    samo dotyczy krowa itd..... (kretyńskie logowanie)
  • krowawkropki 06.08.10, 00:43
    To
    > samo dotyczy krowa itd..... (kretyńskie logowanie)
    Nie rozumiem nick się nie podoba ???
  • hanging_garden 06.08.10, 09:21
    Nie schylę się... Nie licz na to... Popracuj nad sobą, bo jak
    widzę "walnął Ci wentyl" i masz problem z zapanowaniem nad emocjami.

    Małe sprostowanie do Twojego posta: nie mam "innej dziewczyny" -
    czytaj ZE ZROZUMIENIEM to, co piszę - to JEDYNIE moja znajoma
    (koleżanka inaczej) i nic mnie z nią nie łączy.
  • krowawkropki 06.08.10, 10:55

    >
    > Małe sprostowanie do Twojego posta: nie mam "innej dziewczyny" -
    > czytaj ZE ZROZUMIENIEM to, co piszę - to JEDYNIE moja znajoma
    > (koleżanka inaczej) i nic mnie z nią nie łączy.

    A ja to bym się załapał na jakąś inną dziewczynę ale jakoś NORMALNĄ !!!
  • beata-68130 07.08.10, 23:17
    nie wiecie jak trudno odejść od osoby, którą się pokochało.Która była całym
    twoim życiem, pomimo że się miało inne zycie. Może jestem masochistką ale nie od
    urodzenia, po prostu tak się potoczyło zycie i tak sie stało. Teraz z tego
    powodu cierpię.Ale z drugiej strony jestem zadowolona, ze zrobiłam wszystko,
    zeby nie zostawić osoby chorej. Wiadomo boli, rozwala życie ale to minie. A ja
    zostanę z tym że jestem uczciwa wobec siebie.
    --
    "Wczoraj jest historią. Jutro jest tajemnicą. Dziś jest darem."
  • k7i 08.08.10, 13:48
    Oczywiście, że osoby wiążace się z borderami też mają problemy ze
    sobą. Piszę to na podstawie mojego związku, szalenie burzliwego,
    którego samo zrywanie trwało dłużej niż istnienie.
    Była to istna karuzela, którą ja rządziłam.
    Co do samego tematu wątku - osoba, z którą miałam wielką przyjemność
    stworzyć :związek:, ma jakieś zaburzenie, do czego sama się
    przyznała PO zerwaniu.
    A 'najlepsze' jest to, że teraz ta osoba chce do mnie wrócić.
    Czyż nie jest to chore? Wracać do osoby, która ciągle raniła, a
    tylko czasem dawała :miłość:?
  • extranova 11.08.10, 12:25
    Nie mogę się zgodzić z kilkoma postami w tym temacie. Owszem
    tkwienie w toksycznym związku obciąza winą obie osoby,ale co jeżeli
    to przywiązanie jest naprawde umotywowane?
    W moim związku na początku bylo cudownie, naprawde jak z bajki,
    zakochała się, byłam pewna,ze to to.
    POtem zaczeła się huśtawka, ale ja już kochałam. Naprawdę mocno. Z
    tego powdu znosiłąm to wszystko i czekałam. Nie chciałam być
    krzywdzona, po prostu go kochałam, myślalam,ze to minie,ze znowu
    bedzie dobrze,teraz wiem,że to naiwne,ale wtedy nie miałam tej
    wiedzy.
    Nie wiem czy osoby z borderline są w stanie odkochać się w ciagu
    dnia czy tygodnia tylko dlatego,że ktoś ich skrzywdził. Jeśli tak,
    to zazdroszcze mocnej psychiki. Ja nie potrafiłam.
    Jezeli mam ponosić pełną odpowoiedzialność za taki trudny związek o
    jakim tu jest mowa, to musze być ostrzezona o jego konsekwencjach
    zanim się zaangazuje emocjonalnie. Mnie niestety nikt nie uprzedził.
  • krowawkropki 12.08.10, 11:59
    Nie wiem jakie można mieć do nas pretensje że się związaliśmy z osobami, że tak
    powiem nie "dorosłymi".
    Przecież nikt nie miał napisane na czole jest BDP i zrobię Tobie z życia miazgę,
    jakieś określanie nas masochistami itp to jakaś kompletna BZDURA. Nikt nie chce
    być poniżany albo ośmieszany, moja borderka narobiła tyle świństw i głupot w
    stosunku do mnie że szok. Czy się na to godziłem w żadnym wypadku !!!!
    Jako człowiek dorosły chciałem powstrzymać niekorzystne zachowania, ale nie
    można nie jest nikt w stanie. Zrobiłem wszystko co możliwe i koniec kropka. Nie
    można oskarżać nas za cudzą chorobę.
  • krowawkropki 12.08.10, 12:04
    Reasumując nie można kogoś chorego uleczyć i namówić go do zachowań
    niedestrukcyjnych.
  • hanging_garden 12.08.10, 12:22
    Temat założyła nie-borderka więc właściwie podumowała i samą
    siebie...

    Prawidłowość jest taka, że KAŻDEMU (w przypadku borderów jest to -
    przynajmniej tak mi się wydaje - już mega mega trudne) niezwykle
    ciężko jest wyjść poza sferę swoich uprzedzeń, stereotypów,
    nastawień, itd. - nie chodzi mi tutaj oczywiście jedynie o borderów.
    Każdy z nas ma swój rozum i czasem ciężko zmienić poglądy na daną
    sprawę.
    To samo dotyczy sferu uczuć - ja wiem, że borderzy potrafią się
    odkochać z minuty na minutę - zdeptać, zniszczyć, zdewaluować,
    zgnieść najbliższą osobę, która kocha i trwa obok mimo wszystko. I
    finito - koniec kropka. Za chwilę (tydznień, miesiąc, rok) "wraca"
    rozum i border zaczyna tęsknić za swoim partnerem... Ktoś mi kiedyś
    powiedział, czy może gdzieś to przeczytałem, że drugą osobę nie
    kocha się ZA COŚ a MIMO WSZYSTKO - w przypadku uczucia do borderów
    to się jednak absolutnie nie sprawdza - im bardziej im pokazujemy,
    jak bardzo kochamy, jak bardzo za nimi jesteśmy, tym bardziej
    zostaniemy skopani i rozbijemy się o swoje "ideały" - j.w.
  • krowawkropki 12.08.10, 16:37
    no ja swojej borderki za drzwi nie wpuszczę,
  • borderka78 14.08.10, 20:34
    Nie generalizuj, BPD są rózni, bo to bardzo szerokie pojęcie. Ich
    partnerzy też są rózni, rózne rzeczy ich przy BPD trzymają. Nie tylko
    naiwna miłość i wiara, że będzie lepiej. Czasem też dzieci, finanse,
    religia. A tak w ogóle to nie fair, że na forum dla borderów królują ich
    niezadowoleni expartnerzy. Uwolnijcie się od nas, zajmijcie własnym
    zyciem, załózcie nowe związki, a nam dajcie spokój. I bez takich przykrych
    wątków nie jest nam łatwo.
  • persefona-5 05.08.11, 00:34
    Spojrz na moją wypowiedz poniżej.To nie takie proste.Moęsz z całą pewnością zaklasyfikować osobę chorą na schizofenię będącą pod wpływem leków?Moższ odrożnić psychopatę od socjopaty?Jesli tak- to chylę czoła.Ja na pewno nie zaliczam się do masochistek-a jednak miałam do czynienia z partnerem BPD.Co prawda to nie był to kontakt ciągły-on był "dojeżdzający"I tu przyznaję rację, gdybym z takim osobnikiem żyła na codzień to pewnie ja gniłabym w więzieniu za zabojstwo.Nie wnikałabym w nazewnictwo..
  • yo-bi 06.08.11, 22:54
    no_illusion - strzał w dziesiątke....
    Ja właśnie weszłem w związek z BPD myslałem że dam rade - nie dałem.......
    nawet trochę tu się na forum udzielałem .....
    trwało to rok ale w końcu przyszła "kryska na matyska"
    powiedziałem dość ...
    i się skończyło
    i teraz jest dosłownie jak w opisie osób BPD
    cyt...
    "90 kilka procent partnerów osób z Bpd wymaga później opieki psychiatrycznej"

    i tak jest też ze mną ..
    Dochodzę do siebie ... jestem na terapii grupowej dla osób DDA
    i opieką psychoterapeutów....
    i dochodzę do siebie.....
    zaczynam na nowo życie :-))




  • kro-nik 07.08.11, 11:31
    Co takiego Ci zrobila? Tak na skroty, w kilku punktach? Np. jakie wyzwiska na Ciebie lecialy, ineteresuje mnie ewentualne podobienstwo do moich.
  • yo-bi 07.08.11, 12:17
    kro-nik napisała:

    > Co takiego Ci zrobila? Tak na skroty, w kilku punktach? Np. jakie wyzwiska na C
    > iebie lecialy, ineteresuje mnie ewentualne podobienstwo do moich.

    - wyzwiska te najgorsze.... ,
    ale u mnie było cos gorszego bo przemoc fizyczna....

    ale słowa to nic.......

    W ruch szły pięśći rzucała się na mnie pięsciami, duszenie, targanie ubrania ,trzaskanie drzwiami...
    czułem się bezradny bo w końcu to kobieta.....
    ale ona nie miała żadnej skruchy na drugi dzień wogóle nie chciała o tym rozmawiać ,,,
    w końcu ją nagrałem bo się wszystkiego wypierała....
    ale te ataki się nasiliły....
    Pamiętacie tą reklame "bo zupa była słona".....
    miałem terie w praktyce
    ale z czasem zacząłem się bronić i oddawać po czasie już dochodziło do regularnych bujek między nami ...
    ona mnie biła dusiła ... ja jej oddawałem po czym ona krzyczała że ja bije i w ten sposób cały blok wiedział co się dzieje - bo akcje były w nocy, zawsze w nocy....

    Nigdy nie czuła skruchy ,,,, nie miała wyrzutów sumienia,,,
    jedyne co umiała powiedzieć ....
    "..bo Ty mnie tak rozkręcasz to Twoja wina"
    albo mnie oskarżała o to że ja bije.....

    Kluczem do zmian było obejrzenie filmu "Tato" z Lindą wtedy powiedziałem sobie dość
    chce mieć normalna rodzinę , dom... i dzieci.....

    Przemoc fizyczna wywołuje niesamowite zmiany w psychice... mam nadzeije że odwracalne.
  • perse-fona5 07.08.11, 13:56
    Tetaz wiem z kim miałam do czynienia..Za pózno.W czasie, kiedy te osoby były obok mnie mało kto wiedział o BPD.Na zachodzie pewnie specjalisci mieli już TO sklasyfikowane.Teraz po prostu jestem na te osoby wyczulona i staram się ich unikać.Nie daje mi spokoju fakt, że nie rzuciłam im w twarz, że to z nimi jest coś nie tak, a nie ze mna.Tylko jednej z nich moge jeszcze to zrobic/ jedna nie zyje-popełniła samobójstwo/-tylko czy warto??
  • evitawita 02.09.18, 21:18
    Osoba ze zdiagnozowanym BPD wymaga opieki madrego terapeuty. Twoje slowa sa krzywdzace i swiadcza o tym, ze nie rozumiesz istoty problemu. Osoba, ktorej w dziecinstwie zabraklo zdrowej milosci i troski ze strony najblizszych ludzi, do tego najprawdopodobniej doznala jeszcze gorszych krzywd ze strony innych osob i nie znalazla oparcia ani zrozumienia dla swoich uczuc, nie potrzebuje z pewnoscia zadnych zwiazkow dopoki nie otrzyma odpowiedniej pomocy. Najczesciej takie osoby zaczynaja wydobywac swoje najlepsze cechy w otoczeniu kochajacych ludzi. Kogos kto bedzie chcial je zrozumiec i im pomoc. Kto nieslusznie i krzywdzi ich falszywymi oskarzeniami, nie rozumiejac, ze osoba z BPD potrzebuje pomocy i wsparcia.
  • brz_a_sk 03.09.18, 13:12
    masz dużo racji
    ciekawe czy zgodzisz się, że obie osoby w takim związku, wchodzą w związek ze swoimi problemami, coś pomixują i z czymś zostają na progu domu, który znika?
    oczywiście bywa i inaczej, zupełnie inaczej; (ZUPEŁNIE i to jest najciekawsze, bo najważniejsze; czyli związki, w które wchodzą ludzie już świadomi problemu, lub gotowi na nową wiedzę);

    ważne co robimy z pretensjami po związku - jedni wsiadają w pierwszy, nadający się pojazd i biorą ze sobą wszystko i nie wracają nijak i nigdy, jeśli się odzywają to do kolegi czy koleżanki - bardzo ciekawe podejście do swoich potyczek z życiem; (bywa to wyznaczone świadomością, że nie ma tego co nam się tylko wydawało)

    najtrudniej jest gdy dominującym problemem w związku jest narcyzm - a to nie jest rzadkie; ten narcyzm, który jest ochroną, kamuflażem - który nie pozwala na porażkę, ona musi być wywalona na zewnątrz, wINNY jest niezbędny, by narcyz złapał choć oddech, by się podniósł; czasem porażka dusi do końca życia - to jest kompilacja problemów i nie musi być związana z kimś z BPD ale często bywa; w takim związku zagnieżdżona a priori, po obu stronach czasem nawet w jednym związku;

    nic w życiu nie jest łatwe, jedni wyzwania biorą na siebie, inni są pewni, że żadnej porażki nie będą rozważać - stąd często takie dyskusje, kto powinien iść na terapię po uzależniającym związku - cudów nie ma, każdy ma swój problem do rozwiązania przecież;

    co ciekawe jest pewna kategoria narcyzmu u ludzi poza sukcesem - oni są gotowi wejść w dowolna relację i NAPRAWIĆ każdego - BPD partner, dziecko z anoreksją, agresywne dziecko, dziadek zbereźnik - despota - 5 dni, pięć rozmów i sprawy rozwiązane, a jak nie to klient trefny - mniej więcej tak jak z tymi, którzy tak boją się raka, że są przekonani, że i raka uleczą u wszytskich - a kiedy ich metoda nie działa? - wiadomo pacjent nie stara się itd;

    nikt tak wiele nad sobą nie pracuje jak ludzie w terapiach z poważnymi zaburzeniami - szacun i pokora; nikt nie jest wart tak wiele uwagi jak osoby, które
    znajdują wiedzę jak być lub jak odejść z szacunkiem dla siebie i partnera z najtrudniejszego związku;
    jest wielu ludzi bardzo mądrych i warto z nich czerpać siłę;
  • leda16 05.09.18, 12:16
    brz_a_sk napisała:
    nikt nie jest wart tak wiele uwagi jak osoby, które
    > znajdują wiedzę jak być lub jak odejść z szacunkiem dla siebie i partnera z naj
    > trudniejszego związku;


    Buhahaha, z szacunkiem dla zwyrodnialca okładającego partnerkę pięściami, łamiącego jej żebra i przypalającego skórę papierochami. Być lub odejść z szacunkiem dla przestępcy! Co Ty Brzask masz w głowie, rozum czy sieczkę?



    --
    www.pmiska.pl
  • brz_a_sk 05.09.18, 17:44
    kulturę

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka