Dodaj do ulubionych

4 miesiace z kobietą z BPD

18.08.10, 22:02
Zaczęło się niewinnie. Coś mnie do niej ciągnęło. Emocje wypaliły - zakochałem
się. Była dla mnie najpiękniejszą kobietą na ziemi.
Jednak zaczęły się problemy.
Zaczęła opowiadać o sobie. Że bardzo szybko przywiązuje się do ludzi. Że brała
narkotyki i skończyła brać 4 lata temu.
Potem jednak stwierdziła że 4 miesiace temu.
Zaczęła mówić że do siebie nie pasujemy. Na początku myślałem że po prostu
negatywnie myśli.
Potem dowiedziałem się że miała anoreksje. Tutaj zapaliła się mi kontrolka bo
wiem że to choroba wynikająca z zaburzeń psychicznych.
Dzieciństwo - zpaprane.
MIała ogromne lęki. Przez okres 4 miesiecy rozstawaliśmy się raz na miesiąc.
Po naszych spotkaniach juz 2 dni potem sugerowała że ma wrazenie jakbym się
oddalał i że czuje że coś się zmienia w moich odczuciach.
Ciągle chciała zapewnienia o mojej miłosci, wierności.
Jednocześnie widziałem że flirtuje z każdym facetem który się nią
zainteresuje. Ma masę orbiterów. Cholernie otwarta w seksie. Wręcz wskoczyła
mi do łóżka.
Nie dałem rady. Po4 miesiącach odpusciłem.
Edytor zaawansowany
  • become_daniel 19.08.10, 18:46
    tydzień i 1 dzień, ale coś mnie dziś korci żeby do niej napisać :(
  • retropercepcje 19.08.10, 21:14
    Coz Ci moge powiedziec, Daniel. Zycze wytrwalosci w postanowieniu, chyba tylko
    to jest teraz najwazniejsze.
    Jesli to osoba s BPD, podejrzewam, ze i tak juz jestes skreslony za to, ze
    smiales ja porzucic. Jesli sie zejdziecie, to bardzo prawdopodobne, ze
    poniesiesz za to 'kare'...
    Wnioski z autopsji.
    Pozdr!
  • borderka78 19.08.10, 22:41
    No i? Chwalisz się czy żalisz? Nie masz problemu z kobietą tylko ze
    sobą. Żeby dorosly facet cierpiał na publicznym forum bo mu się chce
    wrócić do ex która jest "be"... Oj chłopie, chlopie...
  • retropercepcje 19.08.10, 22:47
    Dlaczego tak ostro?
    W koncu wszyscy tu jestesmy dorosli, sa faceci, sa kobiety... wszyscy sobie
    cierpimy tutaj glosno i czesto bez ogrodek. Mysle, ze 'zdrowy' zlosliwiec mial
    by tu piekne pole do popisu. Szkoda chlopa, szkoda jego ex. Kazdy sobie cierpi
    po swojemu.

    A i przywitac sie chcialam. Nowa tu jestem. Czasem bede cierpiec tutaj na glos,
    slyszalam, ze mozna :)
  • become_daniel 20.08.10, 06:01
    a ciebvie czemu to rusza ? przecież to nie Ciebie odrzuciłem
  • borderka78 20.08.10, 10:52
    Serio nie mnie? Uff, bo już się przestraszyłam.
    Czemu na forum bordeline mnożą się jęczący ex-faceci borderek? Co to
    wnosi do tego forum, co to da osobom, które tu trafią żeby poczytac
    o swojej chorobie, o mozliwościach walki z nią? I choćby co wniesie
    w twoje życie (become_danielu) produkacja postów "chce do niej
    wrócić ale się trzymam", "chce mi się do niej
    zadzwonic", "zadzwonilem i ona wrócila, cieeeerpięęęę"? Nie masz
    przyjaciela któremu się zwierzasz z takich przezyć? Albo mamy? Albo
    babci? Czemu jęczysz obcym ludziom? Przecież to proste: kochasz -
    zostajesz z nią i pomagasz jej walczyć z choroba. Nie kochasz -
    odchodzisz i zaczynasz nowy rozdział. Gdzie tu miejsce na jęczenie?
    I po co?
  • hanging_garden 20.08.10, 11:34
    borderka78 napisała:

    > Czemu na forum bordeline mnożą się jęczący ex-faceci borderek? Co
    to
    > wnosi do tego forum, co to da osobom, które tu trafią żeby
    poczytac
    > o swojej chorobie, o mozliwościach walki z nią?

    Naprawdę nie wiesz, czy tylko udajesz? Spieszę więc z odpowiedzią,
    choć wydaje mi się, że jest ona aż za bardzo logiczna:
    - przede wszystkim KTO i GDZIE powiedział, że to forum wyłącznie dla
    borderów?
    - po drugie: jesteśmy tutaj po to (jako ex-partnerzy/-ki
    borderek/borderów), bo być może ktoś z Was (borderów), będzie chciał
    skorzystać z naszych doświadczeń bycia z Wami. Ci z Was, którzy
    potrafili wznieść się ponad swoją "przypadłość", takie wnioski
    wyciągają lub chociaż się starają - robią to jednak w konstruktywnej
    dyskusji a nie w napadaniu jeden na drugiego, tak jak robisz to Ty.
    Zamiast więc zachowywać się jak typowa borderka, przeczytaj jeszcze
    raz swoje posty i zastanów się choć przez chwilę nad sobą, jeśli w
    ogóle jesteś do tego zdolna...

  • become_daniel 20.08.10, 13:57
    bo oczekuję wsparcia zebym wytrwal i do niej nie dzwonil.
    pisze o swoich przezyciach tylko dlatego zeby przestrzec innych przed wikłaniem
    się w związki z osobami z takim zaburzeniem
    chcialem jej pomoc ale ona nie chciala za to chciala pomagac wszystkim w okolo a
    jej kłamstwa byly nie do zniesienia
  • hanging_garden 20.08.10, 14:24
    Moje wsparcie masz. "Zaprogramuj" się na na "niedzwonienie" - za
    każdym razem jak Ci się uda, uznaj to jako swój mały sukces i tak
    małymi krokami do przodu. Wierz mi - jest trudno ale DA SIĘ - ja się
    trzymam już 7 tygodni i powiem szczerze - jest mi coraz łatwiej
    zrezygnować i odłożyć telefon, choć czasem strasznie mnie korci(ło) -
    szczególnie jak się lekko wyluzowałem (po piwku, dwóch...).

    Poza tym a właściwie to będzie najważniejsze - ONA TYLKO NA TO CZEKA
    a Ty chyba NIE CHCESZ dawać jej satrysfakcji, no bo chybą mięczakiem
    (sorki za dosadność) nie jesteś...?
  • niedama 21.08.10, 23:39
    hanging_garden napisał:
    ja się trzymam już 7 tygodni

    Gratuluje garden, ze wytrwales 7 tygodni!:) A co ona na to? nie dzwoni i nie
    szuka kontaktu z Toba?
    Mysle, ze problemem czestym u partnerow bpd jest brak szacunku do siebie samego,
    zbyt duza dobroc i niska samoocena i wlasnie tą slabosc borderzy wykorzystuja
    maksymalnie. Paradoksalnie czesto tak jest w kazdym zwiazku, ze im bardziej sie
    starasz i mniej myslisz o sobie to tym bardziej obrywasz i druga strona nie
    liczy sie z Toba. Borderzy zmuszaja nas do poznania swoich granic wytrzymalosci
    i przy nich odkrywamy, ze mamy spore braki w asertywnosci.
    Skoro tyle wytrwales to dobry znak i mysle, ze ona poczuje jak wiele traci i ze
    jej jednak na Tobie bardzo zalezy... Im bardziej bedziesz stanowczy, nieugiety i
    zdystansowany tym bardziej bedzie Cie kochac... Moze jest nawet szansa aby z
    milosci do Ciebie zaczela nad soba pracowac i nad swoim bpd?
  • hanging_garden 22.08.10, 10:58
    niedama napisała:

    > Gratuluje garden, ze wytrwales 7 tygodni!:) A co ona na to? nie
    dzwoni i nie
    > szuka kontaktu z Toba?
    > Mysle, ze problemem czestym u partnerow bpd jest brak szacunku do
    siebie samego
    > ,
    > zbyt duza dobroc i niska samoocena i wlasnie tą slabosc borderzy
    wykorzystuja
    > maksymalnie. Paradoksalnie czesto tak jest w kazdym zwiazku, ze im
    bardziej sie
    > starasz i mniej myslisz o sobie to tym bardziej obrywasz i druga
    strona nie
    > liczy sie z Toba. Borderzy zmuszaja nas do poznania swoich granic
    wytrzymalosci
    > i przy nich odkrywamy, ze mamy spore braki w asertywnosci.
    > Skoro tyle wytrwales to dobry znak i mysle, ze ona poczuje jak
    wiele traci i ze
    > jej jednak na Tobie bardzo zalezy... Im bardziej bedziesz
    stanowczy, nieugiety
    > i
    > zdystansowany tym bardziej bedzie Cie kochac... Moze jest nawet
    szansa aby z
    > milosci do Ciebie zaczela nad soba pracowac i nad swoim bpd?

    Na szczęście nie dzwoni i nie nawiązuje kontaktu. Wie, że przegięła.
    Przedostatnim razem jak się rozstaliśmy w grudniu 2009 - a
    właściwie - to ona kolejny raz wyrzuciła mnie z domu w szale, bo...
    w lodówce nie było jej ulubionego jogurtu (dobry powód,
    nieprawdaż?), zadzwoniła dokładnie 2 miesiące po tym fakcie - w
    lutym (w Walentynki) z płaczem: "żebym jej powiedział, czy kogoś
    mam, żeby jej było łatwiej" (?!). Jak zawsze w takich sytuacjach,
    jak tylko ona nie wyjeżdża na mnie z "chamówą", tak i teraz
    porozmawiałem z nią i (chyba) udało mi się ją wtedy uspokoić.
    Tłumaczyłem jej to setki razy, że jeśli ona będzie dla mnie (już
    nawet nie cudowna) a wystarczy, że dobra, jeśli będzie mnie
    traktować jak człowieka i partnera, nie będzie mi ubliżać - to ja
    będę dla niej 100 razy lepszy niż ona dla mnie...

    Co do braku szacunku i zaniżonej samooceny - pewnie masz rację - w
    moim przypadku chyba obie rzeczy się zgadzają i nie jest to moje
    zdanie a stanowisko moich znajomych. Stwierdzili, że zachowuję się
    jak "zaszczute zwierzę" - unikam ich, nie chcę nigdzie wychodzić, w
    rozmowie uważam na każde słowo i bardzo ważę, to co mówię... na
    szczęście razę sobie juz i z tym i powoli wychodzę z dołka.
    Zaczynam "meblować" sobie psychę po swojemu, zaczyam się cieszyć z
    najdrobniejszych rzeczy, pracuję nad sobą a każde powstrzymanie się
    od telefonu lub wysłania sms-a do niej, traktuję jako swój osobisty
    kolejny mały sukces i wiecie co...? Codziennie jestem silniejszy i
    czuję, że "nałóg" mnie nie pokonał a to ja pokonałem to chore
    uzależnienie...

    Jeśli chodzi o moje uczucie do niej - nie jestem w stanie zdobyć się
    na maksymalny obiektywizm, stanąć z boku i się tem przyjrzeć bez
    emocji i odpowiedzieć na pytanie: co do niej czuję... Jak to pisał
    ni-k (w wątku Zmianipulowanej: "On mnie wykończył emocjonalnie"),
    jeśli dojdziemy do momentu, w którym dotrze do nas, że borderzy
    ograniczają nas i tak naprawdę to nie jest uczucie, że to nie jest
    związek a fatalne narkotyczne uzależnienie, które nas wykańcza,
    wyniszcza, dopiero wtedy będziemy naprawdę wolni. Nie ma nic
    piękniejszego od wolności - lepiej wybrać samotny spacer na
    wolności, niż spacerniak z drugą osobą w więzeniu. Na dodatek z
    osobą zaburzoną.
    Czy ona się zmieni - nie wiem. Czy dziś byłbym jej w stanie dać
    kolejną szansę? - na tym etapie: NIE. Jeśli kiedykolwiek i w ogóle -
    to chyba wyłącznie ze względu na fakt, że mamy cudowną córunię :-) Z
    drugiej strony (i ta strona dziś przeważa) - za dużo mnie kosztował
    ten związek - codziennie widzę kolejne fatelne momenty w jego
    przebiegu, poza tym nic się nie zmieniało na lepsze a wręcz
    odworotnie: im dalej w to brnąłem, im więcej dawałem z siebie, im
    bardziej rezygnowałem ze swoich spraw, naginałem się, tym bardziej
    roszczeniową postawę przyjmowała ona i tym większa była "dewaluacja"
    moich gestów dobroci wobec niej.
    Jeśli jednak kiedykolwiek cokolwiek by mnie podkusiło, żeby jednak
    tą szansę jej dać, WARUNEK NR 1 - ona idzie na terapię wspomaganą
    farmakologią i nie mam mowy, żebym się ugiął. Jeśli zmiany będą
    zauważalne, rozważę to wszystko... Tylko, czy to ma sens - setki
    razy mówiłem jej, że następne rozstanie będzie ostatnim... i co - i
    po tym wracaliśmy do siebie już chyba ze 3 razy. Brak mi było
    konsekwencji, bo to ja najczęśćiej "pękałem" i już średnio po 2
    tygodniach to ja zaczynałem aranżować powrót, przepraszać itd. W
    związku z tym jeszcze wzmacniałem w niej poczucie bezkarności, co
    ona wykorzystywała brnąc w wyżywanie się na mnie, bo wiedziała, że
    ja i tak wróce i wybaczę. Skończyło sie jednak.
  • niedama 27.08.10, 18:00
    hanging_garden napisał:
    > Co do braku szacunku i zaniżonej samooceny - pewnie masz rację - w
    > moim przypadku chyba obie rzeczy się zgadzają i nie jest to moje
    > zdanie a stanowisko moich znajomych. Stwierdzili, że zachowuję się
    > jak "zaszczute zwierzę" - unikam ich, nie chcę nigdzie wychodzić, w
    > rozmowie uważam na każde słowo i bardzo ważę, to co mówię... na
    > szczęście razę sobie juz i z tym i powoli wychodzę z dołka.
    > Zaczynam "meblować" sobie psychę po swojemu, zaczyam się cieszyć z
    > najdrobniejszych rzeczy, pracuję nad sobą a każde powstrzymanie się
    > od telefonu lub wysłania sms-a do niej, traktuję jako swój osobisty
    > kolejny mały sukces i wiecie co...? Codziennie jestem silniejszy i
    > czuję, że "nałóg" mnie nie pokonał a to ja pokonałem to chore
    > uzależnienie...

    Ciesze sie, ze analizujesz swoje zachowanie i pracujesz nad soba i odnosisz juz
    sukcesy i masz silniejsza wole:) Mozna faktycznie porownoac to do uzaleznienia.
    Ja tez jestem "dawca" i tez musze pracowac nad soba aby nie wychodzic z
    inicjatywa i nie chciec "pomoc". Musze sie koncentrowac wciaz na tym aby nie
    zapominac o sobie w zwiazku i nie dawac wiecej niz otrzymuje. Trudne to dla mnie
    i nowe ale jesli my nie bedziemy siebie szanowac to inni tez nie beda nas szanowac.

    Mysle, ze powinienes nauczyc sie cieszyc wolnoscia i korzystac z niej i
    zobaczyc, ze jest mnostwo dziewczyn, ktore chcialyby miec u boku tak madrego
    faceta jak Ty:) Na Twoim miejscu pochodzilabym na mityngi DDA. Poczytaj sobie
    zreszta o DDA bo majac trudna matke, jestes podobnie jak ja, DDD.


    Mysle, ze dawanie jej szansy na tym etapie nie ma sensu i myslenie o tym chyba
    tez. Zacznij myslec w koncu o sobie, zacznij uzywac zycia, poznawac je bez obaw
    i lekow i cieszyc sie zyciem i towarzystwem kobiet. Wierze, ze znajdziesz kogos
    kto doceni to wszystko co masz do zaoferowania, a masz wiele. Nie poddawaj sie w
    pracy nad soba i nie uciekaj od milosci, bo milosc jest piekna:) Poza tym
    spotykajac sie z innymi kobietami nawet na stopie przyjacielskiej, bedzie Ci
    latwiej nie myslec o niej. A mysle, ze mnostwo kobiet chcialoby miec takiego
    przyjaciela jak Ty:) Nie trac wiary w kobiety...
  • hanging_garden 27.08.10, 20:56
    Niedama - dziękuję za tyle pozytywnych słów i komplemrntów pod moim
    adresem... jakoś nie przywykłem... choć moja borderka powiedziała mi
    raz (jeden jedyny), że jestem "najlepszym tatą na świecie"...
    Później oczywiście w napadzie szału, kilkakrotnie jednak zdeptała
    ten pizytyw wykrzykując, że nie jestem ojcem naszej córki i że jest
    nim zupełnie ktoś inny... ehh....

    Na związek z kobietą nie jestem jeszcze gotowy. Nie wiem kiedy będę,
    bo nawet na niezobowiązujące spotkania z koleżankami/znajomymi nie
    jestem gotowy. Nie odczuwam potrzeby spotkań ze znajomymi a z
    kobietami tym bardziej. Patrzę na to jeszcze cały czas przez pryzmat
    mojego nieudanego związku z borderką + wytwarzam w sobie jakiś
    instynkt obronny. Nawet na sex nie za bardzo mam ochotę, bo to
    zawsze było dla mnie uzupełnieniem związku a nie jego podstawą.
    Jednym słowem - na razie jestem na nie, jeśli chodzi o koboety.
    Pewnie mi przejdzie, jeśli spotkam kiedyś Tą jedyną i odpowiednią. W
    każdym razie - nic na siłę.

    Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa. Pozdrawiam :)
  • niedama 27.08.10, 21:47
    Twoja borderka pewnie powiedziala to co naprawde mysli, mowiac, tak o Tobie jako
    o najlepszym tacie:) Szkoda, ze tak rzadko zdarza sie jej to mowic. Wierze
    jednak, ze Twoja coreczka dzieki Tobie ma szanse wyrosnac na kobiete, ktora
    bedzie sie super rozumiala z mezczyznami i bedzie potrafila stworzyc szczesliwy
    zwiazek.
    A Ty przyzwyczajaj sie do komplementow- to czesc "brania";) Pozdrawiam rowniez
    serdecznie:)
  • hanging_garden 28.08.10, 04:22
    Fakt - jako "dawcy" musimy przemeblowac sobie psyche w kierunku "biorcy", choc to latwe nie jest. Nie wiem jak Ty ale ja co rusz lapie sie na tym, ze wychodzi ze mnie "dawca". Nad tym tez pracuje. P.S. Qurcze nie moge spac - to chyba stres - budze sie ok. 3.00 i do rana nie spie...
  • niedama 28.08.10, 17:14
    Ze mnie tez co rusz wychodzi dawca i mam wciaz ciagoty do zapominania o sobie.
    Zastanawiam sie czy w ogole jest to mozliwe zeby to zmienic. Czy moze lepiej ta
    "energie dawcy" po prostu trzeba ukierunkowac i konstruktywnie wykorzystac? Nie
    na "uslugiwanie" zaburzonej osobie z bpd ale pomaganie tym co tej pomocy
    faktycznie potrzebuja i potrafia ja przyjac i dzieki niej sie rozwinac.
    Ciekawe jak to jest gdy spotykaja sie dwaj dawcy?
    Ps. no niezle masz pory wstawania i ciekawe dlaczego? Stres z powodu borderki?
    Uprawiasz jakis sport? Jesli nie to moze zacznij. Joga jest ponoc rewelacyjna na
    stres ale pewnie kazdy sport wskazany. Samo bieganie tez robi super. Trzeba
    skierowac "dawanie" na swoje cialo;)
  • hanging_garden 28.08.10, 18:33
    Powodem moich pobudek o dziwnych porach jest chyba moja zdemolowana psycha - przed zasnieciem i przy wybudzaniu sie dopada mnie jakas dziwna mieszanka stanow lekowych polaczonych z "tesknota" za...? Moja ex? Chyba nie za nia, bo z tym sobie juz dosc dobrze radze i nie mam w takich momentach problemu,zeby spojrzec realnie na ten "stan" a ja potraktowac jako paskudne wyniszczajace uzaleznienie. Moj mozg opracowal sobie juz w ramach instynktu samoobronnego, caly "katalog" jej najgorszych cech i najwiekszych swinstw jakie mi wyrzadzila ona i... od razu mi przechodzi "tesknota". P.S. Jesli chodzi o sport, to latem dosc duzo jezdze na rowerze a zima uwielbiam narty.
  • niedama 28.08.10, 20:35
    Sprobuj dojsc z czym zwiazane sa Twoje stany lekowe, odnalezc zrodlo. Czasem sie
    udaje jak sie sobie taki cel postawi. Kiedys chyba pytalam ale nie pamietam
    szczegolow, czy masz/miales problem z alkoholem? Pytam bo znajomy po zerwaniu z
    nalogiem wciaz ma problemy z bezsennoscia. Takie pierwsze skojarzenie...

    Tesknota za bliskoscia? Mowilam, idz na "polowanie";) Wyszalej sie towarzysko
    poki jestes wolny, bo nigdy nie wiadomo jak dlugo to potrwa i czy nie bedziesz
    zalowal, ze marnowales czas a mogles w tym czasie niezle sie dowartosciowac i
    poczuc jak ludzie lakna Twojego towarzystwa i jak wiele dobrego mozesz ofiarowac
    innym (chociazby zrozumienie i przyjazn- mysle, ze bardzo by to Ci pomoglo w
    odbudowaniu utraconego zaufania do kobiet) i otrzymac tez wiele.
    Wczuj sie w swoje potrzeby i nie zapominaj o sobie:)
  • hanging_garden 28.08.10, 21:14
    Moje problemy sa zwiazane chyba glownie z brakiem stabilizacji w zyciu osobistym choc i zawodowo bywa roznie... Jestem czlowiekiem bardzo uporzadkowanym. Niektorzy mowia nawet, ze jestem pedantem. Kazde "zaklocenie" np. w warstwie emocjonalnej, automatycznie przeklada sie na pozostale sfery mojego zycia. Oczywiscie negatywnie. Nie mam i nie mialem problemow z alkoholem. Tym bardziej z "twardszymi" uzywkami. Lubie miec kontrole nad rzeczywistoscia i nie lubie jej tracic. Co do "polowan" na kobiety czy towarzyskiego udzielania sie - to nie dla mnie. Przelotne romanse to tez nie moja bajka. Jesli sie angazuje, to w zwiazek z perspektywa "do grobowej deski". Pozrywalem nawet kontakty ze znajomymi dziewczynami, ktore poznalem w czasie ostatniej 3-miesiecznej przerwy od mojej borderki - pierwszy raz chcialem cos odmienic w tej kwestii ale zrezygnowalem. Choc nie bylo to nic powaznego a tym bardziej zobowiazujacego, stwierdzilem, ze mi to nie pasuje i to nie dla mnie. Spotykam sie oczywiscie od czasu do czasu ze znajomym towarzystwem zebym do konca nie "zdziczal" ale nawet jak z nimi siedze przy piwku, to i tak ciagle mysle o tym, ze jak najszybciej chcialbym sie juz znalezc z powrotem w moim pokoju i miec swiety spokoj. Inaczej byloby, gdybym byl tam z moja kobieta - a solo to dla mnie bez sensu... Dla samego siebie, nic mi sie nie cbce. W tym przypadku jestem absolutnym minimalista.
  • andante.grazioso 28.08.10, 21:34
    Może się mylę, garden, ale odnosze wrażenie, skoro dla samego siebie nie chce Ci
    sie, to żeby coś Ci sie chcialo potrzebujesz motywacji z zewnątrz? dobrze
    rozumiem? Oczekujesz że ktoś z zewnątrz Cię zmotywuje do czegoś? Czy jest cos,
    co Cie kręci, nakręca, motywuje wewnętrznie, niezależnie od tego czy jestes z
    kimś czy sam?
  • hanging_garden 28.08.10, 21:42
    ...qurcze - ciężkie pytanie i ciężko mi na nie jednoznacznie
    odpowiedzieć. Dla mnie zawsze głównym motywatorem była rodzina, moja
    kobieta, dzieci... Mogłem się dosłownie "zarżnąć" na śmierć, żeby
    tylko dogodzić moim najbliższym. Praca - też raczej nie jest
    moim "motywatorem", choć prowadzę własą działalność ale jest to dla
    mnie raczej środek niż cel. Nie przepracowuję się - nie po to
    zresztą zakładałem działalność, żeby się zacharować na śmierć.

    Nie oczekuję nic od nikogo - to ja jestem nastawiony na to, że ktoś
    może czegoś oczekiwać ode mnie i dopiero to mnie nakręca.

    Nie mam też jakiegoś motywatora (wewnętrznego lub zewnętrznego) -
    lub nawet jeśli mam, to o nim nie wiem.

    P.S.
    Dziękuję Wam za oddzew a jednocześnie przepraszam twórcę wątku,
    że "zaśmiecam" mu jego temat swoimi problemami.
  • niedama 28.08.10, 22:53
    Dawcy chyba tak czesto maja, ze sa motywowani zewnetrznie i nie licza sie ze
    swoimi potrzebami. Ja tez mialam zawsze z tym problem i w zasadzie przyjmowalam
    cale zycie role "niewidzialnego dziecka", ktore nie ma potrzeb, wazniejsi byli
    zawsze inni. Wciaz ucze sie poznawac siebie i swoje potrzeby i wciaz mam
    tendencje stawiac innych przed soba.
  • hanging_garden 28.08.10, 23:11
    ...egzakli!

    Myślę o tym co napisałaś wcześniej (a propo korzystania z życia) -
    mam totalną świadomość, że życie przecieka mi przez palce a ja
    kolejny dzień siedzę w domu - NAWET w sobotni wieczór przed kompem
    zamiast bawić się na jakimś "melanżu". Trochę to chyba nienormalne...
  • niedama 28.08.10, 23:32
    Zycie niestety szybko przemija i przeraza mnie wizja, ze obudze sie ktoregos
    dnia i uswiadomie sobie, ze zmarnowalam najpiekniejsze lata zycia, ze moglam
    zrobic tyle fajnych rzeczy i boje sie, ze bede czegos zalowac.
    Ale moze pisanie na forum ma wiekszy sens niz zabawa na jakiejs imprezie? Chyba
    sie starzeje i wszystko mi sie przewartosciowuje...
  • hanging_garden 28.08.10, 23:36
    Właśnie założyłem sobie konto na sympatii - zobaczę - może ktoś mnie
    wyrwie z tego marazmu, choć nie o to chodzi - zależy mi, żeby poznać
    naprawdę wartościową Kobietę... zasada Nr 1 - NIC NA SIŁĘ! Jeśli
    będę miał choć 1% wątpliwości, zerwę taką znajomość w trybie
    natychmiastowym...
  • niedama 28.08.10, 23:49
    i fajnie:)
    Kiedys organizowalam spotkania singli z sympatii i w ogole ciagnie mnie do
    swatania innych. Dawca sie wtedy realizowal;)
    Pamietaj, ze musisz byc zaczepny na sympatii jako facet;)
  • hanging_garden 28.08.10, 23:52
    ...w ty miejscu jestem raczej pasywny - przyglądam się raczej "zza
    firanki" co się dzieje i raczej pozwalam się zaczepiać pannom - sam
    sporadycznie podejmuję inicjatywę (miałem tam konto w przerwie z
    moją ex-borderką - wyżej pisałem o zrywaniu znajomości - AŻ z dwoma
    kobietami - no po prostu reord do Guinessa ;-)
  • niedama 29.08.10, 00:03
    eee tam, tak nie mozna, musisz wzmocnic w sobie biorce i wyjsc zza firanki;) Ty
    znow wchodzisz w swoja stara role... Przejmij troche inicjatywe, pobajeruj panny;)
  • hanging_garden 29.08.10, 00:13
    ...Ty mnie podpuszczaj... z "bajerowaniem panny" nie mam problemów
    pod jednym warunkiem - jeśli wiem, że kieruję swoją sympatię akurat
    w kierunku tej jednej jedynej panny. "Hurtowo i (częściowo)
    anonimowo" (choć zdjęcia są) jakoś mi nie za bardzo zależy, żeby
    bakerować panny :-)
  • niedama 29.08.10, 00:20
    Oj tam od razu jedna jedyna i do tego juz chcialbys to wiedziec z gory... Jesli
    Cie to natchnie, to wyobrazaj sobie, ze kazda z nich to ta jedna jedyna;) Po
    prostu duzo jest tych jedynych;)
  • hanging_garden 29.08.10, 19:28
    ...ze mną jest chyba naprawdę gorzej niż myślałem. Wczoraj założyłem
    konto na sympatii (miałem przez noc ok. 90 "wejść" na mój profil a
    dwie panny zaczepiły mnie bezpośrednimi mailami z propozycją
    poznania się w realu...) a dzisiaj... zlikwidowałem konto. Powód:
    dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że zachowuję się nie fair wobec
    mojej ex-borderki... mam chyba bardziej zdemolowaną psychę niż
    myślałem...
  • niedama 29.08.10, 19:43
    Moze ja po prostu nadal kochasz, a do tego macie coreczke i jesli jest uczucie
    to moze warto powalczyc o ten zwiazek i o to aby ona sie leczyla?
  • hanging_garden 29.08.10, 20:12
    Staram się nie myśleć o tym jako o miłości a raczej jak o toksycznym
    uzależnieniu - tak jest mi łatwiej.

    Dzisiaj zabrałem naszą córcię do lasu na spacer - to było
    zawsze "nasze" miejsce, gdzie spacerowaliśmy w trójkę i które jest
    związane jedynie z miłymi wspomnieniami... i te wspomnienia
    odżyły... niestety...
  • niedama 29.08.10, 21:57
    sprawdz @
  • andante.grazioso 29.08.10, 00:02
    Zadalam to pytaanie, bo sama mam z tym problem.
    Wydaje mi się, że jak mowimy o sobie" o, jestem dawcą" to tak fajnie
    dowartościowujemy się w jakims sensie. Jestem dawcą, jestem bardziej szlachetny
    w domysle itp. A czy to nie jest tak, że to że okreslamy siebie jako donatorów
    jest pewną ucieczką od siebie samego. Wydaje nam się, że jak coś komuś damy
    bezinteresownie, to ludzie będa nas bardziej lubić, bardziej szanować, że uda
    nam się kogoś do siebie przywiązać, zauroczyć tym dawaniem kogos na kim nam
    zależy. Ale przecież dawać też trzeba umieć, wiedzieć komu, po co i jak. Inaczej
    tego nikt nie docenia.
    Ja, w każdym razie, mam ogromny problem z tym.
    Inna sprawa, wewnetrzny, niezalezny od wszystkiego motywator. Kiedyś wydaje mi
    się, go miałam. Potem na tyle zdominowało mnei otocznie, któremu nie chcialam
    sie podporządkować, ale ono bardzo chciało wpływac na mnie, że wycofałam się.
    Wewnetrzny motywator rozplynął się, zalamał, a wplywu otoczenia unikalam. Bo
    bałam się. Zewnętrzny motywator nie jest najlepszy. Nie daje stabilizacji, bo
    stabilizacja jest w nas, w naszym "kręgoslupie". Bo co się stanie jak ten
    zewnętrzny motywator zniknie? Tracimy zaraz sens życia? Jak odnaleźć w sobie
    siłę, zainteresowanie, motywację do czegokolwiek, do zycia?

  • niedama 29.08.10, 16:47
    Nie, nie sadze aby bycie przesadnym dawca bylo czyms pozytywnym. Przegiecie w
    zadna strone nie jest dobre, trzeba wysrodkowac. Dlatego ucze sie brac;)
    Zgadzam sie tez z tym, ze motywator wewnetrzny jest zdrowszy, ale tez bez
    przeginania i z zachowaniem otwartego umyslu.
  • niedama 21.08.10, 23:03
    become_daniel napisał:

    > chcialem jej pomoc ale ona nie chciala za to chciala pomagac wszystkim w okolo

    Ciekawie, kazdy chcial pomagac i zabraklo biorcy... A ona Tobie nie chciala
    pomoc?;)
  • become_daniel 20.08.10, 06:07
    Kupiłem sobie "Uratuj mnie". Zastanawiam się czy to dobry pomysł aby te ksiazke
    wyslac mojej bylej partnerce...
  • borderka78 20.08.10, 19:15
    Pewnie, wyślij. Udowodnisz jej, że inne borderki miewają dobrych,
    cierpliwych i kochających facetów, a ty umiesz tylko podwinąc ogon,
    zwiać i jęczeć na forum. Bardzo po rycersku.
  • become_daniel 21.08.10, 08:47
    pewnie ze zwialem, tym bardziej ze byla mezatką nie mieszkającą z meżem ale za
    diabla nei potrafiącą zakonczyc poprzedniego związku
  • borderka78 21.08.10, 11:20
    Nooo, skoro zabierasz się za mężatki to ja już nie mam pytań.
  • become_daniel 21.08.10, 16:31
    no. nagadala mi glupot ze sie rozwodzi, jak sie okazalo to byl kit jak i to
    zenie pali marichuany na imprezach kiedy jej kumpela powiedziala ze pali

    borderka78 napisała:

    > Nooo, skoro zabierasz się za mężatki to ja już nie mam pytań.
  • the-crawl 21.08.10, 17:58
    jezeli chcesz rzeczywiście zakończyć tą znajomość to recepta jest
    jedna- naucz się być asertywny, zaznacz granice waszych relacji lub
    ich braku, bo właśnie z tymi granicami sama zawsze miałam poważny
    problem. jeżeli mówisz jej że to koniec to powiedz to otwarcie
    łącznie z tym że nie chcesz już się z nią kontaktować, nie będziesz
    odpowiadał na sms-y, telefony, maile, szantaże emocjonalne i próby
    manipulacji, a to co ona z tym zrobi, czy coś sobie zrobi to niestety
    ale pozostaje w jej gestii, a ty nie masz na to żadnego wpływu.
    zawsze możesz pójść pogadać z jakimś specjalistą o tym co czujesz, że
    jest ci trudno zakończyć definitywnie tą znajomość, bo to akurat twój
    problem, nie jej. aha i konsekwencja jest podstawą!
  • become_daniel 21.08.10, 20:13
    to nie jest takie proste. caly czas cos do niej czuje. tesknie.
    pamietam, ze jak ja zobaczylem pierwszy raz to poczulem ze chcialbym byc z ta
    dziewczyna . los chcial ze spotkalismy sie po kilku miesiacach i mielismy okazje
    spedzic ze soba kilka pieknych chwil...
    chcialbym moc z nia rozmawiac, ale boje sie wybuchu tego uczucia i pozniejszego
    mojego cierpienia...
    teraz wiem ze chce byc z kims kto mowi prawde, nie zazywa narkotykow ani
    alkocholu i ma porzadek z emocjami
  • hanging_garden 22.08.10, 11:11
    ...u mnie bylo identycznie- na początku:
    - dobre chwile = 99%
    - złe chwile = 1%
    a po jakimś czasie:
    - dobre chwile = 1%
    - złe chwile = 99%

    Dla własnego dobra - UCIEKAJ i odetnij się od niej raz na zawsze.
    Jest tyle pięknych, mądrych i normalnych kobiet. Uciekaj póki nie
    będzie za późno...
    W moim przypadku zauroczenie było identyczne - od razu oddałem mojej
    borderce całą przewagę - ona doskonale wiedziała, że mi imponuje, że
    bardzo mi się podoba i że marzyłem o takiej kobiecie jak ona. Błąd!
    Żadna kobieta Cię nie uszanuje, jeśli zobaczy, że za nią latasz. To
    samo jest z większością facetów - jak kolo zobaczy, że pannie na nim
    zależy, to w zdecydowanej większości przypadków ją oleje...
    Dlaczego? Ano dlatego, że stara zasada mówi: "Nie chodzi o to, żeby
    złapać króliczka ale żeby go gonić!"

    Powinieneś wprowadzić w swoją relację z nią więcej dystansu: nie
    dzwonić, nie pisać, dać jej spokój na jakiś czas i trochę
    przestrzeni, żeby mogła zastanowić się nad swoim postępowaniem i
    traktowaniem Ciebie. Miałbyś satysfakcję, że ona jest z Tobą z
    litości czy na siłę? NIE! Ty chcesz, żeby ona pragnęła i chciała z
    Tobą być a nie odwrotnie. NA Twoim miejscu (i bardzo Ci zazdroszczę,
    że na nim nie jestem, bo czasu cofnąć nie mogę) - pogoniłbym ją
    gdzie pieprz rośnie i poszukał sobie normalnej dziewczyny. Wierz mi -
    szkoda czasu... Sam zastanawiałem się 5 lat temu, gdzie będę za
    kolejne 5 lat - czyli teraz... W 2005 roku miałem marzenia, plany,
    ambicje ale wiedziałem jedno: w 2010 będę dużo dalej, niż jestem
    obecnie... i co z tego wyniknęło - doskonale wiecie jeśli czytacie
    moje posty. Siedzę w maxymalnym emocjonalnym "gównie", bo
    wmanerwowałem się w związek i dziecko z osobą, na którą gdzybym
    wiedział jaka jest, to mimo jej urody i tego jak mi imponowała
    intelektualnie, w życiu bym się nawet nie spojrzał wiedząc jaka jest
    naprawdę...
  • nico_2009 27.08.10, 12:10
    Szanowna Pani borderko78, a może czytając to jęczenie spojrzysz jak wygląda lub
    wyglądały Toje związki? Co czują partnerzy kiedy raz są wynoszeni ku górze a za
    chwile spadają do piekła i nie wiedzą dlaczego? To właśnie po to ktoś jęczy!
    Mówisz "stój przy niej po rycersku"! A ile razy zdarzyło się Tobie chcieć kogoś
    a go odrzucać, mówiąc i robiąc coś innego niż czujesz wewnątrz w chwili
    przemysleń i tęsknoty! Niesty prawda jest taka, że nikomu nikt nie pomoże jeśli
    druga osoba tego sama wobec siebie nie robi Szanowna Pani. Postaraj się proszę
    nie atakować tylko przemysleć pewne rzeczy choć wiem że czasem trudno spojrzeć
    czyimis oczami...
  • become_daniel 28.08.10, 01:56
    nie wiem czemu, ale ona mocno mi tkwi w głowie. pewnie już dawno o mnie
    zapomniała, a ja zauważyłem że ten temat stał się niejako kotwicą która w jakiś
    sposób cały czas mi ją przypomina.
    ale tęsknię za nią - szkoda że tak to się potoczyło.
  • hanging_garden 28.08.10, 04:33
    become_daniel - mysle, ze wiem co czujesz, bo mialem (mam?) podobnie. Nie jest latwo sobie poradzic po rozstaniu ale MUSISZ sobie zdac sprawe a wrecz WMOWIC, ze nic z tego nie bedzie poki nie jest za pozno. Szkoda Cie chlopaku - szanuj sie, bo ona NIGDY Cie nie uszanuje. Znajdz sobie dziewczyne bez zaburzen, taka ktora pokochasz i w zwiazek z ktora sie zaangazujesz. Gwarantuje Ci, ze jesli nie zrobisz tego na sile tylko faktycznie znajdziesz kobiete warta Twojego uczucia i zaangazowania (i vice versa), szybko zapomnisz o swojej borderce. Gwarantuje Ci rowniez, ze za jakis czas bedziesz sie smial z tego, ze mogles byc w takim "zwiazku". Pamietaj jednak o jednej rzeczy: nic na sile. Powodzenia!
  • hanging_garden 30.08.10, 03:39
    become_daniel - co u Ciebie chlopaku? Daj znaka jak sobie radzisz...
  • become_daniel 30.08.10, 14:48
    daje rade :)
    fakt - korci mnie zeby do niej zadzwonic, czesto o niej mysle, ale staram się
    spotykać z innymi kobietami
    siediz mi w głowie strasznie no i tęsknię
  • hanging_garden 30.08.10, 17:40
    Fajnie, że się odezwałeś :-) Rozumiem Cię i to co czujesz bo miałem
    (mam?) tak samo - "tęsknota" (celowo w cudzysłowiu) jest czasem nie
    do zniesienia ale wg mnie NIE MOŻESZ się złamać... 3mam za Ciebie
    kciuki - na Twoim miejscu postąpiłbym tak, że dałbym jej jeszcze
    minmum miesiąc czasu i się z nią nie kontaktował. Wiem - to długo
    ale jeśli wytrzymasz, będziesz silniejszy - po prostu potrkatuj to
    jako formę "treningu" i pracy nad sobą. Ona prędzej czy później
    odezwie się do Ciebie. Zobaczycz. Jak się odezwie - postaw warunek:
    dajesz jej szansę na zejście się, pod warunkiem, że zacznie chodzić
    na terapię - najpierw pierwsza wizyta na terapii, potem spotkanie...
    Oczywiście ona MUSI CHCIEĆ chodzić na terapię dla SIEBIE i dla WAS -
    nie "dla świętego spokoju czy dla Ciebie" albo na odczepne lub w
    ramach "alibi", że coś ze sobą robi i pewnie jej przejdzie. Moja
    borderka tak robiła i nic z tego nie wyniknęło.
    W każdym razie - jeśli na propozycję terapii odpowie agresywnie lub
    Cię oleje, znaczy że nie jest Ciebie warta a Ty pakujesz się w
    bagno, którego kiedyś będziesz żałował. Czasu nie cofniesz a życia i
    umykającego czasu szkoda.

    Postaraj się też pomyśleć, co było złego w Twoim zachowaniu jak
    byliście razem - spróbuj zacząć od siebie i swoich wad - ona powinna
    wiedzieć, że część winy bierzesz na siebie - tylko bez przesady. W
    końcu dlaczego masz płacić za nie swoje "długi".

    Wyjście nr 2 (LEPSZE wg mnie) - zakochaj się szczęsliwie
    w "normalnej" dziewczynie a o borerce zapomnisz. Nie masz bagażu
    oprócz (wg mnie) narkotycznego uzależnienia od swojej ex. Piotraktuj
    to jako coś złego i jak najszybciej się z tego wyzwól.

    ...wiem wiem - dobrze jest dawać "dobre rady" samemu nie będąc do
    końca konsekwentynym w swoim postępowaniu. Powodzenia i fajnej
    dziewczyny, która na Ciebie zasługuje a TY NA NIĄ życzę!
  • become_daniel 31.08.10, 21:52
    wiesz - takie normalne mnie nie kręcą ;)
    ale serio - nie wiem czy ona jest BPD - sam jej to przykleiłem na podstawie tego
    co o niej wiem i analizy zachowania.
    Nie wiem czy się odezwie - raczej nie sądzę.
    Niestety ma męża z którym nie mieszka wiec nie widze zadnych szans do póki sie
    nie rozwiedzie.
  • become_daniel 07.11.10, 19:26
    to jest jakas masakra. cholernie chcialbym sie z nia zobaczyc. odnowilismy kontakt - sms.
    4 miesiace sie nie widzielismy a ja tesknie. poronione to wszystko...
  • krowawkropki 09.11.10, 01:30
    Nie potrzebnie. Też kocham swoją BDP ale co z tego, jak z nią tylko zniszczenia i zgliszcza.
  • tautschinsky 10.11.10, 14:46
    Wszystkie te opisy osób z bdp do siebie tak bliźniaczo podobne,
    aż smutne, kiedy się je czyta samemu będąc z kimś takim - nie ma
    wątpliwości. Te żądania wyznawania miłości, oddalanie się od ciebie,
    ta łatwość i dawanie sobie prawa do niewierności przy jednoczesnej
    dzikiej wściekłości, kiedy samemu spojrzy się na inną. Te fale: jest całą
    sobą i chwilę później bez powodu jest daleko. Co by nie mówić, czy komuś
    to się podoba czy nie: takie osoby, tak zachowujące się, niezależnie czy
    mają bdp, stwierdzone czy podejrzewane, czy nie mają - są TOKSYCZNE.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka