• drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego

jaka terapie wybrac? Dodaj do ulubionych

  • 24.10.10, 20:09
    Musze zrezygnować z obecnej terapii, ponieważ: po pierwsze kobieta mnie nudzi, tzn. nie mam mozliwości pokłócenia sie z nia, nie daje sie wytrącić z równowagi tylko siedzi jak mumia...
    po drugie zbyt czesto odwołuje spotkania (czeste wyjazdy, teraz choroba, chyba cos powaznego).
    Zastanawiam sie nad nurtem terapii jaki mialabym wybrac dla siebie. myslalam zeby wybrac do sie terapeutki, ktora pracuje w gestalcie. Ale coraz wiecej czytajac o tym zaczynam wątpic czy to dla mnie... Nie chce juz byc w psychodynamicznym, badz psychoanalizie (broń Boże), bo siedze i gadam jak najęta przez 45 minut , nic z tego nie wynoszę, jedynie co fascynuje mnie to jak moja T. slucha mnie i czasem kiwa glowa z przerazenia co wyprawialam zeby usunąć się ze swiata;) , a ja ...nic sobie z tego nie robie tylko zafascynowana paplam dalej.
    Z tego względu ze mieszkam w nie duzym miescie, nie mam duzego wyboru, tak wiec w gre wchodzi jeszcze terapia systemowa.
    Co radzicie?;)
    Zaawansowany formularz
    • 24.10.10, 21:05
      Psychoanaliza to w ogole nie jest terapia. Cos co tylko ci mowi jaki/jaka jestes i dlaczego postepujesz w taki a nie inny sposob bez propozycji poprawy i wsparcia rozwoju jest tylko czcza gadanina. Mowie to jako byly border a obecnie wyleczony cieszacy sie z zycia czlowiek. Omijaj terapeutow ktorzy czerpia z Kernberga. Tezy tego pana ze border to 3 latek pokazuja dokladnie iz ow super fachowiec nigdy nie mial wlasnych dzieci i nie wie jak sie zachowuje PRAWDZIWY 3 latek pod wzgledem emocjonalnym. To ze np. jako border masz sklonnosci do narcyzmu moze ci powiedziec kazdy inny czlowiek ktorego to razi i wcale nie musi byc wielkim fachowcem. Tylko co z tego wynika? Nic. Wiesz ze jestes narcyz i tyle :) To jest wlasnie cala wartosc psychoanalizy :) Jesli chodzi o skuteczne terapie dla bpd to mysle ze kazda z wyjatkiem wyzej wymienionej powinna byc w mniejszym lub wiekszym stopniu skuteczna i pomocna :)
      • 26.10.10, 08:29
        wiesz, to, ze wg Ciebie dana terapia jest bezsensowna, nie znaczy, ze nalezy ja od razu spisac na straty. Skoro dany nurt rozwija sie, jest utrzymywany przez terapeutow i stosowany to musi pacjentom pomagac.

        I pisze to nie dlatego, bo jestem w nurcie psychodynamicznym i wszyscy, ktorzy mowia, z eten durt jest bez sesnu, nie maja racji. Poprostu widze, co sie ze mna dzieje od kiedy w nim jestem, jak wiele sie zmienia w moim zyciu, w mojej osobowosci. A to co napisalas, ze "sposob bez propozycji poprawy i wsparcia rozwoju jest tylko czcza gadanina", otwiera mi noz w kieszeni!
        Po pierwsze moje zycie dzieki tej terapii to jedna wielka poprawa a wsparcie od terapeuty i rozwoj odczuwam na kazdej sesji. Wiec nie pisz w taki sposob, jakby Twoje zdanie bylo jedyne i najlepsze, bo tak nie jest, skoro choc ja jedna uwazam inaczej i jestem tego zywym przykaladem.

        Nie mowie, ze jest to terapia dla kazdego. Tak jak mowisz, taka_ja_85, moze denerwowac, bolec, zloscic to milczenie terapeuty, swego rodzaju przymus mowienia non stop. Jednak na wszystko sa sposoby. To, ze zasada tej terapii jest to, ze terapeuta nie mowi nic o sobie, nie wyraza emocji itd jest faktem, ktory nalezy przyjac jako oczywisty jeszcze przed rozpoczeciem terapii, w koncu nie idziemy tam szukac przyjaciela a osoby, ktora nas poprowadzi, wesprze. A zeby mogla to dobrze zrobic, nie musimy wiedziec jak ma na imie jej maz czy ile ma dzieci.
        Mowilas terapeucie, ze deprymuje Cie jego milczenie? Bo moze on nie wie, ze jest dla Cibie to niewygodne. Ja rowniez po kilku miesiacach terapii mialam ogromny kryzys. Myslalam "po co mi to, przeciez ta babka mnie nie wspiera, tylko slucha a moze nawet nie slucha tylko mysli o czyms innym w trakcie sesji; przeciez mi to gadanie nic nie daje, rozmawiac to ja moge z kolezanka a nie z obca baba"itd. Pomoglo mi to, ze poprostu powiedzialam terapeutce, ze nie znosze tego jej milczenia i czy mozemy cos z tym zrobic. I zaczelysmy rozmawiac o tym, czego oczekiwalabym od niej jako terapeuty w trakcie sesji. No i skonczylo sie na tym ze terapeutka w trakcie sesji juz nie tylko sie usmiecha albo patrzy na mnie jak slup soli czy tez pyta "o czym pani mysli?" (!) a rozmawia ze mna. Dopytuje, wnioskuje, prowokuje mnie pytaniami itd, dzieki temu czuje, ze nie tylko ja w gabinecie jestem strona czynna.

        Pomysl, czy terapii wolisz miec dystans, wyznaczone granice, czy np nie masz nic przeciwko dotknieciu reki, przytuleniu, mowieniu po imieniu czy tez per "pani", bo to wszystko ma wplyw na to, w jakim nurcie bedziesz sie czula najlepiej.

        Moze zanim odejdziesz od terapeuty sprobuj z nim porozmawiac o swoich planach rezygnacji. Moze cos uda sie zrobic z wasza relacja, abys poczula sie lepiej. Moze wydarzylo sie cos miedzy wami, moze terapeutka cos powiedzila, moze nie zareagowala tak jakbys tego podswiadomie oczekiwala i to Ci sie nie spodobalo. I wiesz, wtedy wszystkie preteksty do ucieczki z terapii wydaja sie takie racjonalne,znam to z autopsji;) "A bo terapia mi nic nie daje, terapeutka sie nie przyklada, nie podoba mi sie ten nurt, moze jeszcze nie jestem gotowa na terapie" itd...

        Ale to tylko moze zdanie, moze cos da Ci do myslenia, moze choc troche pomoglam.

        • 20.11.10, 06:13
          Skoro dany nurt sie rozwija to rowniez moze oznaczac ze ma wyznawcow ktorzy swoje wlasne sukcesy przypisuja dzialaniom terapeuty. Tak jest w przypadku terapii psychodynamicznej. Opisujesz ze terapeutka cie czynnie wspiera i dzieki temu widzisz wielka poprawe. O ile dobrze wiem, czynne wsparcie nie jest normalna cecha terapii psychodynamicznej i ociera sie o behawioryzm/humanizm. Wyglada na to ze terapeuta psychodynamiczny jest skuteczny tym bardziej im bardziej odsuwa sie od swoich pierwotnych zalozen :) To dobrze obrazuje wartosc tej terapii. Dotkniecie reki czy przytulenie, czy ogolnie mowiac wsparcie, nigdy nie bylo w zalozeniach terapii psychodynamicznej. To czysto humanistyczna metoda. Wiec jak mozesz mowic ze ci pomaga psychodynamiczna skoro pomagaja ci dzialania terapeutki zaczerpieniete akurat z innych nurtow? Nie wmawiaj ludziom o jakis podswiadomych oczekiwaniach. Wiekszosc ludzi idac na terapie swiadomie wie czego od terapeuty oczekuje. Przynajmniej tak jest w moim przypadku.
          • 20.11.10, 14:51
            Nie masz tak naprawde pojecia o jakie wsparcie mi chodzi, jakim wiec prawem oceniasz sytuacje nie majac do tego podstaw? Po pierwsze-wsparcie przybiera rozne formy, dla mnie jest nim nawet samo przebywanie w gabinecie z osoba, ktora wiem, ze chce mi pomoc. Ton glosu, spojrzenie, postawa ciala-jest przeciez masa rzeczy, ktore wplywaja na to, ze czujesz sie wspierany.
            Mam wrazenie, ze dla Ciebie wsparcie jest wtedy, gdy osoba mowi Ci co i jak robic? Bo jesli tak to interpretujesz, to mozesz byc pewien, ze w psychodynamicznej tego nie dostaniesz.
            Powiedzialam rowniez bardzo wyraznie, ze nie zycze sobie dotyku ze strony terapeuty. Nie powiedzialam, ze moja terapeutka tak robi. Na podstawie czego wnioskujesz wiec, ze moja terapeutka odsuwa sie od podstawowych zalozen ter. psychdyn? O dotyku mowilam w kontekscie innego poedajscia, w ktorym wiem, ze nie chcialabym byc, ale doskonale wiem, ze sa ludzie, ktorym taka forma moze odpowiadac i byc bardzo pomocna.

            Mam wrazenie, ze bardzo bys chcial, zeby kazdy terapeuta, ktory nie opiera sie o behawioryzm, pracowal zle, nieskutecznie, mowisz, ze ma za malo podstaw i musi kozystac z zalozen innych nurtow; za wszelka cene podwazasz kazde podejscie inne niz to, ktore Ty preferujesz.
            Moze idz na psychodynamiczna, terapeutka pomoze Ci uswiadomoc to sobie. Chociaz nie, dla Ciebie na pewno nie ma spraw nieuswiadomionych, bo to zalozenie zbyt psychodynamiczne;)
            • 20.11.10, 22:18
              Zalezy jak kto rozumie wsparcie. Ja mialem na mysli wsparcie w rozumieniu terapeutycznym. Przebywac w gabinecie i chciec pomoc moze kazda dowolna osoba, nawet nie bedaca terapeuta.
              • 20.11.10, 22:44
                jak wiec widzisz Twoje rozumienie odbiega od mojego. A wsparcie w "znaczeniu terapeutycznym" jak to nazwales, moze przybierac rozne formy, to jakie przybiera w "Twym ulubionym nurcie" nie oznacza, ze inne formy nie istnieja. Wszystko zalezy od podejscia. W "Twoim" mozesz chciec dotyku jako wsparcia, w psychodyn. nie masz co na niego liczyc.
                Po to ide do terapeuty, zeby poprzebywac w gabinecie z nim, gdy bede chciala z kimkolwiek innym, zadzwonie do kolezanki. Po co ten osad? Bo nie rozumiem co mial wniesc do rozmowy?..
                • 21.11.10, 07:08
                  Wlasnie to o czym napisalas, ze wsparcie mozna roznie rozumiec.
      • 21.11.10, 00:37
        Witam Wszystkich, z ciekawością przeczytałam ten wątek i chciałabym dorzucić "parę groszy". Wygląda na to, że dyskusja dotyczy tego, czy dla bpd jest lepsza terapia psychodynamiczna (lub psychoanaliza) czy też poznawczo- behawioralna. A raczej: jakie doświadczenia mają Osoby piszące tu na forum. Specjalnie piszę pod wypowiedzią Rebaelliuna - gdyż wspomniał on nazwisko Kernberga. Otóż ja byłam ok.6 lat w terapii psychodynamicznej. Najpierw wyglądało to nieźle. Mimo dużego kryzysu przez 5 lat miałam nadzieję, że terapia mi pomoże. Póżniej niestety nastąpił dużo gorszy kryzys i po nim zakończyłam terapię. Próbowałam sobie oczywiście z tym jakoś poradzić i zrozumieć co się takiego stało, ze po tylu latach relacja, którą uważałam za dobrą, potoczyła się w tak destrukcyjnym dla mnie kierunku. (tj. w kierunku mojej autoagresji). W książce "Zaburzenia z pogranicza" Goldstein znalazłam opis różnych podejść do pracy z bpd. Wygląda na to, ze w ramach samej psychoanalizy jest kilka podejść - dla mnie istotne okazały się poglądy Kernberga i Kohuta. Tzn. swoją terapię oceniłam jako prowadzoną w kierunku poglądów Kernberga (co mi nie pomogło), a to drugie podejście wydało mi się bardzo obiecujące. Tak więc nie jestem pewna, czy ta dyskusja może znaleźć rozwiązanie, ponieważ psychoanaliza to nie monolit. Niektóre teorie mocno się wykluczają, i choć dotyczy to być może szczegółów, to dla osób z bpd nawet bardzo subtelne różnice w podejściu mogą okazać się znaczące. Takie jest w każdym razie moje zdanie. Pozdrawiam
        • 21.11.10, 20:22
          masakra, ja odkąd chodze na psychodynamiczna jestem ciagle rozwalona, bo dokunuje odkryc, a jest tak rozciagnięte w czasie, ze zanim dokonam wszystkich to umrę.
          i omże faktycznie, na innej terapii ( beh-pozn) poszłoby to nieco szybciej, bo nie jara mnie chodzenie rozwalona przez dobre kilka lat, co do tego ze moja terapeutka wcale sie z tym nie liczy to nie mam juz jakichkolwiek wątpliwości.
          na wszytskich forach jakie przeglądałam nie ma juz praktycznie nikogo kto zachwalaby terapie psychodynaimczna.
          anna dorota mogłabys napisac w jakim nurcie teraz jestes i czy tamten czas uważasz chodzenia na psychoanalize uwazasz za stracony? Dziekuje:*

          --
          nic jest pewne
          • 21.11.10, 21:30
            A czy nie jeste czasem tak, ze oczekujesz wypowiedzi, ktore potwierdza Twoje obecne odczucia, watpliwosci co do terapii:)?
            Zrozum, ze kryzys w terapii to naturalna kolej rzeczy, powtarzac sie to moze wielokrotnie. I ten bol przy wracaniu do bolesnej przeszlosci, przy mowieniu o czymkolwiek trudnym...
            Jednak wazne jest aby zdawc sobie sprawe z tego, ze czesto jego przyczyna jest nie niekompetencja terapeuty, ktora tak lubimy sie podpierac;) a czesto np problemy, ktore akurat dzieja sie w zyciu prywatnym, czy tez ciezkie tematy poruszne na terapii. Watpliwosci sa jakgdyby swego rodzaju obrona przed dalszym sieganiem glebiej, bo to jest czesto bardzo bolesne.

            Jednak moze byc rowniez tak, ze rzeczywiscie masz niekompetentnego terapeute lub wychodza inne sprawy, ktore uniemozliwiaja Ci kontynuowanie terapii. Kazdemu sie to moze zdarzyc. Najwazniejsze to nie podejmowac decyzji pod wplywem chwili, negatywnych emocji, warto zdac sobie sprawe z rzeczy, ktore moga rzutowac na nasza decyzje. Najwazniejsze, zeby byla dla Ciebie najkorzystniejsza, zebys nie zrobila sobie krzywdy niezaleznie czy pozostajac przy obecnej terapii czy tez wybierajac nowa.
            Powodzenia:)
            • 21.11.10, 22:06
              > A czy nie jeste czasem tak, ze oczekujesz wypowiedzi, ktore potwierdza Twoje ob
              > ecne odczucia, watpliwosci co do terapii:)?

              a czy Ty nie jestes za bardzo podejrzliwa?;)

              Zrozum, ze kryzys w terapii to naturalna kolej rzeczy...
              >doskonale rozumiem swoje kryzysy.:)
              i nie czepiajcie sie juz niekompetencji mojej T, bo czytam tutaj to drugi raz, wiec se darujcie..
              i ten bol i to i tamto, ja to wiem naprawde , nie musicie mnie uswiadamiac w tak prymitywnych rzeczach, tu sprawa o co innego sie rochodzi , tak?:) to skierowane do Was_ aigala i canoine , bo reszta chyba skumała..

              wątpliwości mam tylko dlatego, że naczytalam sie na tym durnym necie , same zreszta widzicie, ze obydwie bronicie psychodynamicznej, a reszta od tego odchodzi, i na inych forach tez znajda sie dwie osoby ktore pochwala, a reszta jest zdania ze psychodyn, jest do kiczu, bo mozna niektore sprawy załatwić znacznie szybciej, a nie siedziec 2 lata zeby wstac a pozniej znow dostac kopa zeby moc sie podnieść,
              ale wiem tez ze maialam zjechane zycie i w 5 minut wszystkiego nie da sie załatwie,
              pogadam na sesji z moja T., moze tez wybiore sie pogadac z innym terapeuta ( to bym bardzo chciala zrealizowac), bo na serio nie usmiecha mi sie tracic życia na dłubanie i zastanawianie isie czemu mama mnie nie chciala hih,


              --
              nic nie jest pewne
          • 21.11.10, 22:23
            taka_ja_85, to trudne pytanie: czy czas poświęcony terapii psychodynamicznej uważam za stracony? Powiem tak: nie , nie uważam, żeby to był czas stracony. Samo interpretowanie problemów, którego nauczyłam się dzięki tej terapii - tzn. szukanie skojarzeń, zaglądanie do dzieciństwa, próby rozumienia swoich mechanizmów obronnych (co jest projekcją, co introjekcją itp.) - bardzo mi pomogło. Terapia rozbiła się o to, że moim zdaniem nie mogłam w pełni ujawnić swoich uczuć. Terapeutka śpieszyła z interpretacjami, które nie zgadzały się z moim wewnątrznym odczuciem - i było to na tyle bolesne, że jedynym ujściem dla trudnych emocji stała się dla mnie autoagresja. Oczywiście mogę usłyszeć zarzut, że "nie wytrzymałam" na terapii, że trzeba było poczekać... Ja uważam, że każdy musi sam ocenić: czy ból związany z terapią jest "wpisany" w terapię czy jest zbyt dotkliwy i zaczyna bardziej ranić niż pomagać. Zaczynając terapię myślałam, że kazdy terapeuta "wie" wiele więcej niż ja i powinnam stosować się do jego oceny sytuacji. Teraz wierzę w zaufanie - ale takie, które się rodzi w relacji, daje poczucie wzmocnienia, wzrostu a nie wynika z faktu, ze ktoś ma dyplom certyfikowanego terapeuty. Polecam Wam książki Alice Miller. Dla mnie były ratunkiem.(Alice Miller jest psychoanalityczką, ale krytykowała wiele pomysłów psychoanalizy)
            • 21.11.10, 22:37
              anna. dorota- bardzo mi pomogłas tą odpowiedzią, dzieki:*

              Oczywiście mogę usłyszeć zarzut, że "nie wytrz
              > ymałam" na terapii, że trzeba było poczekać...
              nie, ode mnie na pewno tego nie usłyszysz.

              co do mojej terapeutki, to ona akurat sie nie spieszy, powtarza: "nie ma co sie spieszyć" hehe

              dawnymi czasy przeczytałam z dwie książki Alice Miller- moze do nich powróce:)
              --
              nic nie jest pewne
              • 22.11.10, 09:03
                nie jestem podejrzliwa:) Poprostu na dzisesiatki watkow odpowiadasz tylko na takie, ktore jadą po psychodynamicznej, wiec wychodzi na to, ze takich odpowiedzi oczekujesz.

                W ani jednym moim poscie nie powiedzialam, ze psychodnamiczna jest ach i och, a i nne nurty sa o do bani. Naucz sie czytac ze zrozumieniem. Boli mnie, ze czesto osoby, ktore albo byly za krotko w psychodyn, albo nie byly w niej w ogole moga ja krytykowac w tak mocny sposob. Mi pomaga, ratuje zycie, wiec wiem, ze jest warta wiele.
                Nigdy wypowiadajac sie o jaiejkolwiek innej terapii nie powiedzialam o niej zlego slowa. Dostrzegalam aspekty, ktore moga mi nie odpowiadac, ale zdaje sobie sprawe, ze sa ludzie, ktorym taka a nie inna terapia moze pomoc. Np ja w zyciu nie poszlambym na bahawioralna a wiem, ze sa ludzie, ktorym moze ona uratowac zycie. Jak wiec smialabym pisac, ze ma ona prymitywne podstawy, terapeuta zle pracuje bo czerpie z tego czy tamtego.

                Wspaniale, gdy ludzie maja rozne pkt widzenia, bo wtedy ktos, kto zadaje pytanie moze zweryfikowac swoj i upewnic sie czy sa inni, widzacy w podobny sposob. Ale narzucanie komukolwiek swojej wizji jest chore. A takie osoby sie tu zdarzyly, nie mam zamiaru kruszyc o to kopii, bo chyba za bardzo chcialam pomoc a prosze, jak dziwnie odbierasz moje posty.



              • 24.11.10, 11:03
                Cieszę się, że mogłam dołożyć jakąś cegiełkę :) Trzymam kciuki.
        • 06.12.10, 01:44
          Do kogo Wy ludzie chodzicie? 2 lata, 4, 5 lat. Naprawdę nie znacie kogoś, kto pomoże szybciej i skuteczniej? Służę adresem, jeśli założyciele zgodzą się podać mój e-mail
          • 06.12.10, 16:05
            taka jest terapia w nurtach analitycznych he he , beznadziejna i dluga, tylko i wylacznie dla wytrzymałych ziomów!
            Służę adresem, jeśli założyciele zgodzą się poda
            > ć mój e-mail

            o co caman?
            --
            nic nie jest pewne
    • 26.10.10, 11:13
      osobiście radzę przestać się zabawiać, a wziąć serio za terapię. chyba że wcale nie o to Ci chodzi.
      pozdrawiam.
      • 28.10.10, 21:21
        aigala pomogłaś, dziekuje.


        moze i racja ze nie nadaję sie na terapie. zawsze sama sobie dawałam rade. tym razem tez tak moze sie stanie.


        • 28.10.10, 21:42
          można i tak - "nie nadaję się". krótka piłka, koniec tematu i już nie trzeba się wysilać.
          • 28.10.10, 23:05
            Tego typu komentarze wobec osoby cierpiacej (a zakladem ze taka jest autorka posta) sa zupelnie nie na miejscu.
            • 28.10.10, 23:08
              zazwyczaj wiem co mówię i dlaczego. podtrzymuję powyższe.
              • 28.10.10, 23:13
                Nie zdajesz sobie sprawy ze w przypadku bpd wsparcie daje duzo wiecej niz konfrontacja.
                • 28.10.10, 23:20
                  skąd wiesz z czego sobie zdaję sprawę, a z czego nie?
                  • 28.10.10, 23:23
                    A zdajesz sobie z tego sprawe? Jesli tak, to zwracam honor. Ale w takim razie po co byl ten post?
                    • 29.10.10, 06:04
                      po to, by zwrócić na coś uwagę. nie podzielam poglądu, by wsparcie i pomoc miały być zawsze jedynie bezmyślnym głaskaniem po główce.
                      • 29.10.10, 19:40
                        jakbys mogla, nie pisz wiecej w tym wątku, nic mądrego tu nie wnoszisz.

                        co do terapii to nadal nie wiem co robić. nie bede pisac publicznie na forum na ktorym nie ma zrozumienia. a szkoda...
                        • 29.10.10, 20:19
                          brak zrozumienia, bo nie napisałam tego, co chciałaś przeczytać?
                          mogę nie pisać. szkoda, że nie da się tak wszystkiego, co niewygodne, z życia wyciąć, nie? :)

                          napisałam, co napisałam, bo wiem, co piszę.
                          pozdrawiam i nie biduj już tak, nie ma potrzeby :)
                          • 01.11.10, 05:58
                            "Podoba ci sie tylko to co chcesz uslyszec", "chcialbys za dotknieciem czarodziejskiem rozdzki zmienic wszystko", "chcialbys zeby wszystko wokol ciebie tobie dogadzali", "swiata nie zmienisz, musisz zmienic wiec siebie" - znam takie myslenie. I serdecznie pozdrawiam. Z adnotacja ze na bpd NIE DZIAŁA :)
                            • 01.11.10, 06:04
                              bo nie zadziałało na Ciebie? :) widzisz, czasem takim głaskającym "dobrym słowem" można zrobić więcej szkody niż pożytku. i bynajmniej nie chodzi tu o tzw. kopanie kogokolwiek. aż dziw, że nie chcesz tego pojąć.
                              • 01.11.10, 11:45
                                Tak. To ze nie zadzialala na mnie stanowczosc swiadczy o tym ze nie na kazdego dziala gdyz nie jestem zadnym wyjatkiem i wiele jest osob podobnych do mnie.
                                • 01.11.10, 22:24
                                  sugerujesz, że Ty = reszta świata? :)
                                  • 02.11.10, 10:10
                                    Sugeruje ci zebys nie przypisywala mi pogladow ktorych nie wypowiedzialem.
                                    • 02.11.10, 20:52
                                      uśmiech na końcu zdania miał sugerować żartobliwy ton wypowiedzi :) odrobinę poczucia humoru i dystansu do siebie sugeruję :)

                                      z Twojej wypowiedzi wcześniejsze natomiast jasno wynika, iż uważasz, że Tobie takie podejście nie pomaga, a są na tym świecie osoby podobne do Ciebie, więc nie pomaga to wszystkim. z tym się jak najbardziej skłonna jestem zgodzić. jednak patrząc od drugiej strony - to są osoby podobne do Ciebie, ale są i takie, którym podobne podejście może pomóc. w związku z tym powiedz mi proszę gdzie z tego, że nie pomaga to Tobie, wynika, że nie może to pomóc Autorce postu? bo żadnej logiki w tej implikacji w tym kontekście nie widzę.
                                      • 20.11.10, 05:56
                                        Ale niby jak moze komus pomoc terapia psychodynamiczna? Chyba tylko przez przypadek. Czlowiek jej poddany dowiaduje sie o rzekomych swoich popedach ktorych ani zmierzyc ani zwazyc sie nie da. Majac taka 'wiedze' zaczyna szukac 'swiadomie' ich zaspokojenia. Czasem trafia na cos co przynosi mu rzeczywista satysfakcje i szczesliwy rozpowiada wsrod znajomych jak to dobrze siebie poznal dzieki terapii. Zapominajac ze na to samo, trafilby z pomoca terapeuty behawioralna, i to nie po kilku latach a kilku sesjach :)
                                        • 20.11.10, 08:33
                                          A Ty nie mylisz nieco terapii psychodynamicznej z bardziej radykalną analityczną? I czy ktoś Ci płaci za opiewanie wszem i wobec doskonałości terapii behawioralnej?
                                          Cóż, tak się składa, że obecny terapeuta, którego nurtem dominującym jest nurt psychodynamiczny, był pierwszym, z którym udało mi się nawiązać trwalszą relację i to pierwsza terapia, która MI rzeczywiście pomaga. Specjalnie podkreślam - MI. Nurt terapeutyczny to jeden z czynników mających znaczenie na terapii. Poza tym jest jeszcze osoba samego terapeuty, indywidualne potrzeby i oczekiwania pacjenta, okoliczności życiowe, w jakich się aktualnie znajduje, specyfika problemu. Nie twierdzę, że psychodynamiczna jest ach i och i niezastąpiona. Twierdzę, że MI pomaga. Jak również zaznaczam, że terapeuta, z którym współpracuję, prócz wiodącego nurtu psychodynamicznego, czerpie także z innych.
                                          To, że Tobie coś nie odpowiada, nie oznacza naprawdę, że nie może być dobre dla kogoś innego. Czasem warto wyjść poza ten swój uświadomiony, jak twierdzisz, egocentryzm i dostrzec, że istnieje coś poza samym sobą :)
                                          • 20.11.10, 17:52
                                            A to moze troche z innej beczki - niektorym zamiast terapii pomaga wiara w Boga. Wobec tego czy mozemy wiare w Boga uznac za technike leczaca? :) Oczywiscie nie, poniewaz jest to subiektywne odczucie osoby wierzacej. Terapia behawioralna jako jedyna posiada empiryczne dowody skutecznosci. W ogole to my mowimy o tym co komu pomaga czy przytaczamy rzeczowe argumenty nt. skutecznosci? Bo wiesz, jesli to pierwsze, to ja moge powiedziec ze mi pomagaja gry komputerowe albo obieranie ziemniakow :)
    • 29.10.10, 20:58
      dodam jeszcze, że nurt, w którym pracuje dany terapeuta, wydaje się mieć nieco drugorzędne znaczenie. mimo wszystko. ważniejszy jest człowiek, z którym zapada decyzja współ-pracować. choć warto, by obcykany był w różnych podejściach. dzięki temu łatwiej się być może do siebie "dopasować".

      +
      nie zwykłam pisać dla pustej pisaniny. ani złej woli we mnie nie ma, by kogokolwiek kopać tudzież inne szpile wbijać. a jeśli już - to jako akupunkturę. powodzenia. pax.
      • 29.10.10, 21:36
        Podzielę się tylko i wyłącznie swoim osobistym doświadczeniem.
        Psychoanaliza na początku nie dawała mi tego czego oczekiwałam, ale jak po dwóch latach spoglądam ile zmian zaszło w moim zewnętrznym życiu, mogę ją polecić. Oczywiście nie powiem że w każdym momencie życia byłaby dla mnie idealna, wierzę że nie bez powodu trwam te 2 lata.
        Wcześniej byłam na bodajże Gestalt, albo jakichś autorskich mieszankach terapeutycznych, i owszem, wzmacniało doraźnie... ale nie zapobiegło największemu aktowi destrukcji, w moim życiu... Po nim byłam 3 lata w tak ciężkiej depresji, że kontakt z drugim człowiekiem ( w tym terapeutą) nie wnosił totalnie nic. I po tych trzech latach i próbach łapania pionu, zdecydowałam się ponownie... Najpierw trafiłam na gościa który chciał drążyć moje fantazje seksualne... (nie skomentuję) w każdym razie trochę źle wycelował bo odbiłam w 2 stronę nakierowując bociusia z zawiniątkiem pod swój adres.Z terapeutą dałam sobie spokój, bo za duże napięcie we mnie wywoływał ten cżłowiek (ogólnie, złe wspomnienia z dzieciństwa jak to się mówi, i potrzeba bliskości.. możliwe że coś by ruszyło na tej terapii, ale to było zbyt ryzykowne, bałam się tych przeżyć) W każdym razie wylądowałam tu gdzie jestem do teraz, i choć nie czuję się wygodnie w samej relacji z terapeutką (która oczywiście deklaruje gotowość omówienia tego) to widzę, że moje tzw. życie zewnętrzne jest dużo stabilniejsze i w ogóle jest...
        • 30.10.10, 08:45
          No wlasnie, tak to jest z terapia, ze wielu ludzi idzie na kilka spotkan i stwierdza, ze to nie dla nich. "Bo za drogo, bo terapeuta nie taki, bo za malo mowi, bo etrapia nic nie daje". Jak ma dawac po kilku miesiacach?! Choc niektorzy nawet po kilku wizytach potrafia wyciagac takie wnioski. Na podstawie czego?
          Relacja z terapeuta nie miala szans sie dobrze nawiazac a co dopiero mowic o jej glebi. Ow czlowiek nie maial szans dobrze poznac pacjenta, jego problemow, sposobow reagowania, mech obronnych a ten juz od niego ucieka...

          Ze mna bylo tak, ze z reka na sercu moge przyznac, ze zmiany dostrzeglam po ok roku, no moze poltora regularnej terapii (raz w tyg, czasem dwa), wiec ludzie, oapnujcie sie! Czym jest kilka spotkan?
          Wiem, ze ta terapia ratuje mi zycie, zmieniam sie tak naprawde a dnia na dzien, teraz mam niesamowite tempo pracy;) Na poczatku szlo to straszliwie mozolnie, bo tak naprawde nie wiedzialam co to znaczy "byc terapii", nie umialam za wiele wnosic w sesje i zniej czerpac. Ale z czasem czlowiek wpada na wlasciwy tor i rozpedza sie ku zmianom.
          Nigdy w zyciu nie zmienilabym terapeutki i nie zmienilabym rodzaju terapii mimo, ze jest czasem bardzo bolesna, potrafi mnie wytracic z zycia na jakis czas, ale z wlasciwa postawa terapeuty, wszystko jest do pokonania. Bo jak to mowi moja terapeutka "Jesli nie bede wiedziec, co pania gryzie i w czym jest problem, nie bede umiala pani pomoc. Nie jestem jasnowidzem, wielu spraw moge sie domyslec, ale nie wszystkich." Tak wiec najwieksza praca po naszej stronie. A to czesto denerwuje, bo z reguly chcielibysmy wszystko szybko i bez wysilku, a tak sie nie da, zwlaszcza w terapii psychodynamicznej;)
          • 30.10.10, 08:59
            Podpisuję się pod powyższym - po prawie dwóch latach regularnej terapii psychodynamicznej mogę to dziś zrobić.
            Dopóki nie dorosłam to tej terapii teraz, wcześniejsze traktowałam właśnie jak powyżej - nie pomaga, bez sensu, terapeuta jest do kitu, nic mi to nie daje, nie nadaję się widocznie itp.
            Dlatego jak czytam w poście autorki "terapeutka mnie nudzi", "ona nic, a ja się zafascynowana wkręcam w swoją chorobę" - to, proszę mi wybaczyć, nie widzę w tym poważnego podejścia do terapii. Terapeuta to nie jest ktoś, kogo zadaniem jest zabawiać klienta i urozmaicać mu czas swoją osobą. Nie można się z terapeutką pokłócić? A może właśnie w tym ta relacja jest inna od wszystkich? Może to właśnie jej plus?
            Bo najłatwiej to orzec, że bez sensu. Czekając na cud, który nie nadchodzi, zamiast przyłożyć się do pracy i czerpać z terapii co tylko można dla siebie (bo z każdej coś można, jeśli tylko chcieć). Łatwiej odciąć się krótko "nie nadaję się" i tym usprawiedliwić własną niechęć do leczenia.
            Że nie rozumiem? Przeciwnie, rozumiem całkiem nieźle. Ale zrozumiałam też, że to nie o to chodzi.
            • 30.10.10, 19:29
              Wrecz przeciwnie, bardzo trudno jest tak powiedziec gdyz jest to nieracjonalne a ciezko jest sprzeniewierzyc sie rozumowi.
              • 30.10.10, 19:39
                Chyba jednak łatwiej niż by się mogło wydawać. Z licznych obserwacji wnioskowane.
                • 31.10.10, 15:54
                  "Wez sie w garsc" i "Twoj wybor" to dwa najgorsze sposoby przemawiania do bpd. Obydwa prowadza predzej czy pozniej do samobojstwa. Nie potrzeba statystyki zeby o tym wiedziec.
                  • 31.10.10, 16:17
                    dziękuje Ci chaos, że stoisz po mojej stronie.
                    Dokładnie w ten sposób zrozumiałam jej pierwsze posty (dalszych już nie czytałam), że mam się wziaść w garść. Straszne to... nie wiem skąd ona ma takie wiadomości ze terapia bez sensu, i wogole pisze chyba na swoim przykładzie. Nie bedę tutaj przytaczać i tłumaczyć o co chodzi z tym "kłóceniem z terapeutą" bo canoine i tak wie swoje, ale jeśli Ty-chaos1 masz ochote ze mna porozmawiać było by mi miło, i zapraszam na priva.
                    • 01.11.10, 05:55
                      "Wez sie w garsc", "twoj wybor", "trzeba z czegos zyc", "dziecko, co ty wiesz o zyciu?", "nikt za ciebie tego nie zrobi", "nikt nie bedzie cie na sile namawial", "jak chcesz zmarnowac sobie zycie to twoja sprawa", "w takim razie radz sobie sam i o nic mnie/nas nie pros", itp itd moglbym takich glosow pseudorozsadku przytaczac wiele czy gdyz znam myslenie pseudorozsadkowego czlowieka problem w tym ze na bpd w stanie ciezkiego zaburzenia takie myslenie po prostu NIE DZIAŁA i dlatego tak naprawde trudno czlowieka ktory tak mowi uznac za prawdziwie rozsadnego i dojrzalego, nawet czesto wbrew mniemaniu jakie ma o sobie.
                      • 20.11.10, 06:01
                        Nie, wedlug psychodynamicznej wlasnie nie jestes swiadomy niczego, popedy toba steruja. Dopiero dzieki wspanialemu terapeucie mozesz kierowac swoim zyciem. Swiadomosc i twoje aktualne zachowanie nic nie znacza, wazne jest ze wedlug terapeuty podyktowane sa jakas twoja potrzeba, nawet jesli z badan neurologicznych wynika ze zachowanie jest efektem zmian w mozgu :)
                        • 20.11.10, 14:54
                          a wg behawioryzmu czym jest podyktowane ludzkie zachowanie?

                          ps masz bardzo waskie pojecie na temat podejcia psychodyn., nie szerz wiec stwierdzen wyssanych z palca, sluchaj tego co mowia inni, chociaz wiem, ze przy bpd to trudne...
                          • 20.11.10, 22:22
                            Zgadza sie ze mam waskie pojecie na ten temat ale znam podstawowe zalozenia i to mi w zupelnie wystarcza. Gdybym mial sie zaglebiac w cos co w gruncie rzeczy nie ma podstaw empirycznych, marnowalbym swoj czas.
                    • 01.11.10, 06:06
                      na terapii jak coś źle zrozumiesz, to też przestajesz dalej słuchać? :)
                      • 20.11.10, 05:58
                        O jakim ty zrozumieniu w ogole mowisz? Na psychodynamicznej dowiadujesz sie o urojonych popedach i jesli zgadzaja sie z twoja swiadomoscia to przyznajesz racje terapeucie, a jesli nie - przyjmujesz na wiare ze istnieja.
                        • 20.11.10, 08:36
                          Nie do Ciebie tu pisałam, a do Autorki posta. Czy już naprawdę wszędzie musisz wstrzelić swoje trzy grosze o marności terapii psychodynamicznej, niezależnie czy ma to jakiś sens, czy nie?
                          • 20.11.10, 22:23
                            Sens zawsze jakis sie znajdzie.
          • 30.10.10, 14:36
            mimo ze nie lubie aby ktos mowil mi co mam robić ;)
            to wypowiem sie ostatni raz w tym watku.
            Zazdroszcze Ci aigala, ze masz reularna terapie, ja od pol roku widzialam sie z moja T wlasnie te kilka razy... ze masz z kims pogadac, ze wiesz na czym stoisz, na terapie nie szlam zeby cos zmieniac w zyciu, bo nawet na to nie licze, chcialam z kims pogadac , kto mnie nie bedzie oceniac i wykaze wyrozumialość.to ostatnie otrzymalam.
            Tak wiec...
            • 31.10.10, 16:58
              Tak slucham a dokladniej "czytam";) jak roziwja sie watek i mam mieszane uczucia.

              Trafila tu dziewczyna, ktora jest jakgdyby na rozstaju drog i nie wie, co dalej zrobic z terapia. Odpowiedzialy jej osoby, jedne lagodnie, drugie konkretniej ( ale na pewno nie zlosliwie ani z przytykiem). Mnie sama oburzylo stwierdzenie "kobieta mnie nudzi, tzn. nie mam mozliwości pokłócenia sie z nia, nie daje sie wytrącić z równowagi tylko siedzi jak mumia...", gdyz wg autorki watku swiadczy to w jej mniemaniu o niekompetencji terapeutki, a tak sie sklada, ze musi miec do czynienia ze wspaniala terapeutka, jesli ta "slucha mnie i czasem kiwa glowa z przerazenia co wyprawialam zeby usunąć się ze swiata;) , a ja ...nic sobie z tego nie robie tylko zafascynowana paplam dalej". Obraz ten swiadczy tylko i wylacznie o autorce watku a nie terapeutce. Jednak podejrzewam, ze zwrocenie na to uwagi, moze sie skonczyc atakiem na moj post lub jak to uslyszala juz jedna osoba-zmuszaniem autorki do "wziecia sie w garsc",hmmm. Jeszcze raz przeczytalam caly watek i nie znalazlam zadnej wypowiedzi canoine, w ktorej sugerowalaby to autorce watku.
              Fakt, ze osoba, ktora zle sie teraz czuje, nie wie co dalej robic mogla odebrac jej slowa opatrznie, ale to tylko dlatego, ze powiedziala wprost co mysli a chyba ma do tego prawo? Nikogo nie obrazila, nie uzyla wulgaryzmow, nie wciska ludziom klamstw, tylko poporstu mowi co mysli. Ja wyrazilam to samo co ona, jednak ubralam to w inne slowa. Sami powinnismy wiedziec najlepiej, jak opatrznie border potrafi zrozumiec czyjes slowa, jesli nie sa ubrane w taka otoczke, jaka on by chcial (ton glosu, teresc inf itp).

              Nasze wypowiedzi sa po to, aby komus pomoc, zwrocic na cos uwage (no w kazdym razie ja po to pisze). I uwazam, ze takie w tym watku sie pojawily. Autorko watku, uslyszalas wiele rad i uwag na temat, do ktorego zalozylas watek. I cos powinnas z tego wyniesc, a nie tworzyc wzajemne kolko adoracji, bo "ta odpisala mi a taki sposob jakiego oczekiwalam a tamta juz nie, wiec ona jest be. Ale ten mnie obronil, to on jest dobry, bede sie jego trzymac." Boze, jakie borderowskie zachowanie! Czarno-bialosc najczystrzej postaci.

              Z kazdej wypowiedzi mozna wyniesc cos wartosciowego, nawet gdybys uslyszala od kogos wulgaryzm, obrazliwe slowa, krytyke (hmmm, zauwazmy, ze tego nie bylo), moglabys sie zastanowic "dlaczego to uslyszalam?", "czy to ze mna jest cos nie tak czy z tym kims innym?"

              Ja sie bardzo ciesze, jesli pomoglam, staralam sie pisac najszczerzej jak potrafie. Sama pamietam, ze kiedys wiele bym dala zeby ktokolwiek doradzil mi, co robic z tym moim spapranym zyciem. Dostalas wiele cennych rad, pytaj, jesli mozemy dac kolejne. I nie przejmuj sie tak slowami, to tylko otoczka tego, co chcemy Ci przekazac. Czasem moze Ci sie to nie spodobac, ale nie oznacza, ze ktos mial zle zamiary.
              Powodzenia!


              • 31.10.10, 17:34
                dzięki Aigala za ten głos rozsądku - przywracasz mi wiarę w istnienie ludzi, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem.
                • 01.11.10, 05:43
                  Nie bardzo rozumiesz o co mi chodzilo. Nie o rozsadek czy czytanie ze zrozumieniem tu sie rozwodzi. Ja mam na mysli osobe ciezko zaburzona czyli taka ktora ma mysli samobojcze. Dla niej jest kompletnie wszystko jedno czy to co robi jest rozsadne i rozumne czy tez nie, ona chce jedynie ulgi w cierpieniu. W takim przypadku teksty typu:
                  1. "wez sie w garsc"
                  2. "nikt nie bedzie za toba plakal"
                  3. "twoj wybor"
                  4. "chcesz tylko zwrocic na siebie uwage"
                  5. "robisz krzywde rodzicom"
                  Po prostu NIE DZIAŁAJĄ. Jesli chcemy pomoc takiej osobie musimy pokazac jej pozytywne strony zycia. I na tym moim zdaniem powinna sie w ogole opierac terapia bpd. Oczywiscie zaraz ktos napisze ze to "glaskanie po glowce a tu nalezy sie brac ostro do roboty za siebie" ale z wlasnego doswiadczenia jako byly bpd wiem ze takie tego typu slowa na bpd po prostu NIE DZIAŁAJĄ.
                  • 01.11.10, 06:01
                    jeśli widzisz którykolwiek z tych tekstów w moim wpisie, to mam dla Ciebie złą wiadomość - chyba się tak do końca nie wyleczyłeś. nadinterpretujesz. a co gorsza - rozsiewasz to dalej. jak najbardziej o czytanie ze zrozumieniem się tu rozchodzi.
                    różnimy się w poglądach. zapewne i w doświadczeniach. i co? jestem "ta zła", bo mam odmienne od Ciebie zdanie? czy to nie brzmi jakoś trochę znajomo? :)
                    i sorry, wiem co to bpd. i jak żyję nie słyszałam o jednym uniwersalnym przepisie na całą ludzkość. niechby i zaburzoną.
                    pozdrawiam, miłego dnia.
                    • 01.11.10, 15:16
                      Jesli chodzi o literalne brzmienie tresci twojego postu - zgadzam sie, nie bylo w nim takiego ani zadnego podobnego sformulowania. Niemniej jednak ogolny sens twoich wywod wlasnie do tego sie sprowadza stad tez moja wypowiedz.
                      • 01.11.10, 15:41
                        ciekawe, ze ja, zupelnie postronna osoba, nie wynioslam z wypowiedzi canoine takiego wnosku jak Ty. Zupelnie nie mam pojecia, skad wniskujesz, ze sugeruje ona autorce watku "wziecie sie w garsc" itd. Nie widze ani jednego zdania sugerujacego cos takiego. I sama autorka watku, czyli osoba najbardziej swiadoma tego, co chciala przekazac, przeczy takowemu przekazowi w tresci jej postu, wiec zupelnie nie rozumiem o co kruszysz kopie.

                        Nienawidze wkladania ludziom w usta slow, ktorych nie wypowiedzieli, powinno Ci wystarczyc to, ze canoine zaprzeczyla, by kiedykolwiek miala na mysli to, co jej sugerujesz. I koniec tematu.
                        Bo chyba nie po to powstal ten watek...
                        Robi sie powoli troche zenujacy, smieszny a chyba nie taki mial byc jego wydzwiek.
                        • 01.11.10, 15:54
                          Dobrze, moze nie "wzecie sie w garsc" ale "ciezka prace nad soba" :)
                          • 01.11.10, 16:13
                            A coz jest zlego czy niewlasciwego w uswiadomnieniu autorce watku, ze terapia to ciezka praca, ba, powiedzialabym nawet czasem ponad sily? Przeciez to prawda, nic odkrywczego. Dopoki osoba chcaca czerpac cos z terapii, a nie sie nia (lub terapeuta) bawic, nie uswiadomi sobie tego to kazda terapia nie ma sensu najmniejszego.
                            Przykro mi to mowic, ale smutne jest dla mnie to, co napisala w jednej z wypowiedzi do mnie "... ze masz z kims pogadac, ze wiesz na czym stoisz, na terapie nie szlam zeby cos zmieniac w zyciu, bo nawet na to nie licze, chcialam z kims pogadac , kto mnie nie bedzie oceniac i wykaze wyrozumialość". Na terapie idzie sie wlasnie po to, aby zrozumiec mechanizmy sterujace naszym zachowaniem a w przypadku bordera takze ich ZMIANĘ, a autorka watku wyraznie pisze, ze nie po to szla na terapie.
                            "Ktos, kto nie bedzie ocenia, przed kim mozna sie wygadac i wykaze wyrozumialosc to przyjaciolka, nie terapeuta." Dziwne, ze jeszcze nikt nie zwrocil na te slowa uwagi...

                            Boje sie jednak, ze autorka watku jest na zbyt wczesnym etapie poznawania siebie i swoich zachowan i nie za wiele z naszych wypowiedzi do niej dotrze a jesli nawet to w opatrznym kontekscie. A to na pewno nie jest moim celem.

                            Moglabym napisac jak krowie na rowie najwazniejsze pkt naszych wypowiedzi, ale juz nie mam sily. Trzeba nauczyc sie czytac ze zrozumieniem i wziac pod uwage to, ze nie wszystko, co nam sie wydaje najlepsze i najwalsciwsze, jest dobre. Skoro jest kilka punktow widzenia jednej sytuacji, jest to znak, ze nalezy uwaznie sie przyjrzec im wszystkim a nie jedynie tym, ktore nam odpowiadaja i sa "na reke".
                            • 01.11.10, 16:20
                              Aigala, poki co nie jestes zadna specjalistka zeby oceniac kto jest bardziej a kto mniej zaburzony. Moje osiagniecia zyciowe i zwiazki z ludzmi w swiecie rzeczywistym pozwalaja mi siebie uwazac za wyleczonego. A co ty o mnie sadzisz i na jakim stopniu zaburzenia mnie stawiasz to mnie ryba. To co nazywasz uswiadamianiem, w rzeczywistosci autorke jedynie doluje.
                              • 01.11.10, 16:56
                                W zadnej mojej wypowiedzi nie nazwalam sie specjalistka.
                                W zadnej mojej wypowiedzi nie ocenilam nikogokolwiek pod wzgledem zaburzenia.
                                W zadnej mojej wypowiedzi nie stwierdzilam czy jestes wyleczony czy tez nie.
                                W zadnej mojej wypowiedzi nie postawilam Ci na jakim kolwiek, jak to nazwales, stopniu wyleczenia.
                                W zadnej mojej wypowiedzi nie "zdolowalam" autorki watku, raczylbys zauwazyc, ze w przeciwienstwie do Ciebie powiedzkowala mi za rady, i stwierdzila, ze w jakis tam sposob pomoglam.

                                Mysle, ze Twoje wypowiedzi wspaniale ukazuja stopien Twego "wyleczenia".
                                TAK-TERAZ POSTAWILAM CIE NA BARDZO NISKIM "STOPNIU WYLECZENIA".
                                A moze nawet nie ja a Ty sam;D

                                Kolejne Twe wywody nie omieszkam przmilczec, gdyz jak to juz nie raz zauwazylam, takowe nie wnosza nic do watku.
                                No chyba, ze autorka watku bedzie miec jakies pytania, bardzo chetnie postaram sie pomoc, jesli tylko bede umiala-gdyz jak to slusznie zauwazyles, "specjalistka nie jestem", ach:)
                                • 20.11.10, 06:04
                                  Jesli juz oceniamy stopien wyleczenia badz choroby to psychodynamiczni terapeuci wszyscy cierpia na schizofrenie paranoidalna :)
                            • 01.11.10, 17:05
                              > "... ze masz z kims pogadac, ze wiesz na czym stoisz, na terapie n
                              > ie szlam zeby cos zmieniac w zyciu, bo nawet na to nie licze, chcialam z kims p
                              > ogadac , kto mnie nie bedzie oceniac i wykaze wyrozumialość".

                              zwróciłam, choć nie wprost, uwagę i na te słowa, dlatego ciągle piszę tu o tym, że rozważanie takiej czy innej terapii, w takim czy innym nurcie, nie ma najmniejszego sensu w tym przypadku, bo na terapię nie idzie się "sobie pogadać", ale (współ)pracować w dążeniu do zmiany czegoś. pogadać to sobie można z koleżanką na kawie albo na forum internetowym. inaczej to szkoda czasu własnego i terapeuty. co więcej - można sobie w ten sposób robić krzywdę ugruntowując się dzielnie w swoim zaburzeniu. rzetelny terapeuta nie powinien na to pozwalać, a nawet i uzasadnionym byłoby przerwanie przez niego/niej takiej "terapii". dla własnego dobra lepiej to zrozumieć. bo inaczej człowiek się buja od terapii do terapii, umacniając jedynie swoje zaburzone myślenie, dochodząc do wniosku, że "nic i nikt nie może mi pomóc", po jakimś czasie, że nie warto kolejny raz próbować terapii, bo "już tyle razy próbowałam i nic to nie dało". nie dało, bo nie mogło dać. szkoda tylko zmarnowanych w ten sposób lat, kolejno traconych złudzeń, a i bywa, że większych jeszcze krzywd.
                              raz jeszcze dzięki Aigala za ten wpis. fajnie, że się rozumiemy :)
                              • 20.11.10, 06:19
                                Nie spotkalem nigdy osoby ktora myslalaby dokladnie tak jak piszesz. Zawsze chory ma jakas tam chec wyzdrowienia, chocby z ciekawosci jak to zdrowie wyglada. Twoja wypowiedz wydaje mi sie alibi dla psychodynamicznych terapeutow, wobec braku rzetelnych dowodow ze to akurat ich interpretacje polepszaja zdrowie pacjenta.
                                • 20.11.10, 08:37
                                  być może nie spotkałeś wystarczającej ilości osób.
                                  • 20.11.10, 22:24
                                    Jaka liczba osob jest wystarczajaca?
                  • 01.11.10, 07:26
                    kilka lat temu trafiłam po raz pierwszy na terapię.psycholog pracował na zasadzie intry, czyli mieszania różnych nurtów terapii w zależności od potrzeb pacjenta. pamiętam jak wiele razy niemal mu groziłam, tak bardzo byłam wściekła, kiedy nie pozwalał mi na manipulację i przekraczanie granic w terapii, nie reagował na moje prowokacje, testowanie go. nie raz wychodziłam od niego trzaskając drzwiami z obietnicą, że już więcej nie wrócę...wracałam- zawsze. raz poszłam do niego z awanturą, że przez to jak mnie potraktował chciałam się zabić i mu tego nie wybaczę, tylko nie widziałam wówczas, ze w terapii nastąpił przełom, a ja dzięki niemu uwolniłam z siebie mega pokłady energii i w końcu rzeczywiście zaczęłam nad sobą pracować.
                    ja osobiście zawsze miałam problem z relacją pacjent terapeuta i mam nieodparte wrażenie, że autorka tego postu również. typowe testowanie i do tego nieuświadomione, jak widać, ile terapeuta zniesie, kiedy powie dość, pozwoli przekroczyć granice- skoro na to nie pozwala to to jest właśnie odpowiednią osobą dla pacjenta z bpd, i kiedy w końcu nastąpi olśnienie pacjenta, że chodzi na terapię żeby skupić się na sobie a nie psychologu to ruszy z miejsca i ma duże szanse coś w sobie odkryć, zmienić.
                    co do mnie to bardzo żałuję, że mieszkam ponad 400km od miejsca gdzie zaczynałam terapię.nigdy później nie spotkałam nikogo kogo bym tak szanowała właśnie za konsekwencję i stanowczość w relacji ze mną i z kim udałoby mi się nawiązać równie zdrową postawę w terapii.
                    • 01.11.10, 17:13
                      uśmiechnęłam się czytając Twój post, bo przypomniałam sobie ile razy ja "rzucałam" terapię, jak w złości mówiłam terapeucie, że go nienawidzę, jak testowałam co i ile mi wolno, co się stanie jak złamię taką czy inną zasadę :) a on niezmiennie ze stoickim spokojem "proponuję o tym porozmawiać". ile razy szlag mnie wówczas trafiał :> chociaż niestety nie udało mi się nigdy wybuchnąć, bo mam problem z wyrażaniem emocji i częściej sobie wtedy ze złości robię krzywdę. ile razy po to, by mu pokazać "patrz co sobie przez Ciebie zrobiłam". ponad rok mi zajęło dojść z tym do ładu, a i nie powiem, że uporałam się z tym etapem do końca. ale znam to bardzo dobrze i dziś to mi się trochę śmiać z siebie czasem chce jak sobie pomyślę, jakie cyrki na tej i na poprzednich terapiach wyprawiałam :)
                      mam nadzieję The-Crawl, że jakoś sobie z tymi swoimi reakcjami poradziłaś i że jeśli nie dobrze, to jest Ci w życiu teraz lepiej :)
                      • 20.11.10, 06:22
                        Jesli jest tak jak mowisz, no to ...gratuluje dobrego wychowania :) Twoj post pokazuje wyraznie jaka terapia jest ci potrzebna (behawioralna) i wyraznie pokazuje czarno na bialym ze to zle nawyki behawioralne byly twoim problemem zyciowym.
                        • 20.11.10, 08:25
                          moje dobre czy złe wychowanie nie ma nic do rzeczy. aż dziwi mnie, że z taką stanowczością wypowiadasz się na mój temat, nie mając nawet najmniejszego choćby pojęcia kim jestem. i nie Tobie dyktować mi co mi jest potrzebne, a co nie. a zanim następnym razem zechcesz podzielić się ze mną czy z kimkolwiek swoją prawdą oświeconą, zastanów się proszę, czy w ogóle wiesz co i do kogo piszesz. bo tu akurat trafiłeś. kulą w płot :)
                          • 20.11.10, 14:40
                            moze zaloz osobyny watek pochwalny na temat podejscia behawioralnego, bo mam wrazenie, ze wg Ciebie te terapie nalezy uswiecic. Czy Ty nie rozumiesz tego, ze co czlowiek, to inne potrzeby, inny terapeuta, inna terapia? To co pomaga (?..) Tobie, nie musi byc dobre dla innych ludzi. Moze troszke wiecej pokory w osadach i wypowiedziach?
                            • 20.11.10, 15:44
                              bo widzisz sa.per, co nie napiszesz to źle, bo musisz przytakiwać canoine, bo jak napiszesz cos nie tak, to juz najadz na te osobę.. przeczytałam całego posta i wpółczuje autorce wątku, ze musiala to czytać, bo wogóle nie otrzymała odpowiedzi na pytanie, a nasłuchała sie kazań od canoine heh. (pewnie komentarzyk będzie).

                              co do terapii- celem każdej terapii jest pomóc poradzic sobie z problemem, i sama musisz zasmakować która jest dla Ciebie odpowiednia. Na co ja bym zwracała uwage - to na wybór terapeuty- pod kątem czy dobrze sie z nim czujesz, to dla mnie priorytet, bo mysle ze nie jest latwo znależc dobrego terapeute ( takie mam doświadczenia), a co dopiero w pełni zaufać.
                              Pozdrawiam.
                              • 20.11.10, 20:58
                                ależ dostała całkiem wyczerpującą odpowiedź :)
                                i - powtórzę - nikt mi nie musi w niczym przytakiwać.

                                odnośnie drugiego akapitu Twojej wypowiedzi - to widzę, że się zgadzamy w poglądach. więc w czym problem?

                                pozdrawiam.
                                • 20.11.10, 22:27
                                  Chyba cos przeoczyle/-aś, ale co tam...
                                  • 20.11.10, 22:54
                                    Autorka watku zadala pytanie, dostala odpowiedz i to niejedna, mysle, ze bardzo wartosciowa z racji roznych punktow widzenia, wlaczajac nawet Twoj, dosc zawezony i jednostronny. Ale o to chodzi na forach. Ale chyba nie o to, aby wyciac z czyjejsc wypowiedzi jedno slowo, zdanie, zacytowac je, wyobracac, wyjac z kontekstu i probowac zamieszac. Bo takie wrazenie mam po przeczytaniu Twych ostatnich wypowiedzi. Ustosunkowujesz sie tylko do wypowiedzi, na ktore masz jakis tam pomysl, sposob, jak sie im przeciwstawic, ukazac swoj, najlepszy punkt widzenia, zero samokrytycyzmu, brania pod uwage zalet punktow widzenia innych ludzi.
                                    Widzac zagorzalosc i jednostronnosc Twych wywodow rozumiem, ze sa one dla Ciebie najlepsze. Ale czyz nie grzeczniej podkreslic, ze jest to tylko i wylacznie twoj punkt widzenia i ze jestes ciekaw czy ktos rowniez go podziela? Ale nie, bordera "jaraja" takie zagmatwania, szum wokol jego osoby, chec zmuszenia innych do slusznosci jego osadow.

                                    To moze byc trudne bez dobrej terapii. Aj, przeciez Ty juz taka masz;)
                                    • 21.11.10, 07:10
                                      Mysle ze piszac jakiekolwiek swoje zdanie, czlowiek ma w domysle ze jest to tylko jego opinia. Po co mam o tym pisac.
                                      • 21.11.10, 08:37
                                        a to z tego powodu, ze jestem niejedyna osoba, ktora ma wrazenie, ze Twoje wypowiedzi maja na celu podwazenie innych punktow widzenia i przekonanie do slusznosc Twoich.
  • Powiadamiaj o nowych wpisach

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.