Dodaj do ulubionych

Czy u osob z BPD ten proces odbywa sie swiadomie?

01.03.11, 13:48
Cyt.: "Boją się porzucenia; strach przed utratą ukochanej osoby jest u nich powodem uciekania od bliskich związków, do których jednocześnie dążą, gdy druga osoba jest niedostępna."
Edytor zaawansowany
  • aigala 01.03.11, 20:09
    Teraz, gdy jestem po dziesiatkach sesji terapeutycznych widze i rozumiem duzo wiecej swoich zachowan. Powiem Ci moze jak to bylo u mnie:)

    Nie wiedzialam, ze boje sie porzucenia, wydawalo mi sie, ze nie potrzebuje ludzi, ze swietnie sobie bez nich radze, ze sa mi zupelnie zbedni a nawet ze mi przeszkadzaja. W srodku czulam, ze milo by bylo czasem sie z kims spotkac, poczuc, ze komus na mnie zalezy, ale skoro tego nie mialam, to tlumaczylam sobie, ze widocznie dobrze mi bez tego. Gdy jednak bylam w sytuacji, ze ktos mowil np ze bardzo chce sie ze mna spotkac albo ze dawno sie nie odzywalam i sie martwil to od razu mi sie panika wlaczala. Zaraz wymyslalam, ze musze cos zalatwic, ze sie zle czuje, ze jestem chora, ze juz sie umowilam itd. Mialam caly arsenal bajeczek a w srodku tak bardzo chcialam sie z tym kims spotkac. Ale wiecej lęku mialam na mysl o spotkaniu niz po odmowieniu spotkania, rozmowy na skype czy jakiegokolwiek kontaktu, wiec zazwyczaj odmawialam... Mialam pretensje do calego swiata, ze chyba nikomu na mnie nie zalezy, a tak naprawde to na swoje wlasne zyczenie bylam sama...
    I na pewno nie robilam tego swiadomie. To bylo takim miotaniem sie miedzy wielka potrzeba bycia przy drugim czlowieku a strachem przed byciem blisko tego kogos. To jest bardzo trudne do wytlumaczenia, ale czlowiek bardzo wtedy cierpi, wydaje mu sie ze jest sam na swiecie, ze nikt go nie rozumie, ze wszyscy sa pochlonieci soba i nie maja czasu dla innych. Sama nie raz mialam w duchu pretensje, ze ktos dlugo sie do mnie nie odzywal, nie interesowal moimi problemami ale sama rowniez milczalam, tym bardziej bylam niezorientowana w problemach ludzi, ktorzy byli "blisko". Oni sami mogli myslec, ze sa dla mnie malo wazni, bo tak naprawde nie okazywalam prawie zadnego zainteresowania, mimo, ze mialam poczucie, ze bylabym w stanie łasic sie jak kot, zeby dostac choc ochłap czulosci...

    Tego drugiego mechanizmu o ktorym mowisz, ze ciegnie bordera do osob niedostepnych nigdy u siebie nie zaobserwowalam, raczej wlasnie takie oddalanie sie od takich osob-skoro sa dla mnie niedostepne to ja rowniez taka dla nich bede, tak jakby na zlosc, zeby im pokazac, ze ich nie potrzebuje, "skoro wy mnie nie chcecie, to ja was tym bardziej".

    Duzo sie oczywiscie zmienilo, ale wiele swoich zachowan pamietam, nie wiem tylko czy zrozumiale to wytlumaczylam:)
  • extranova 02.03.11, 10:16
    Dziekuje Ci Aigalo za to co napisałaś. Jestem już dosyć długo po związku z Osobą Borderline,ale w pewien sposób przez wspolne znajomości nadal z nią związana( w sensie emocjonalnym, bo chyba przez całe moje zycie nie bedzie mi obojętny)
    Sporo rzeczy, kompletnie dla mnie niezrozumiałych, wyjasnia mi to forum i takie Osoby jak Ty.
    Pozdrawiam Cie serdecznie
  • kro-nik 02.03.11, 13:22
    Dziekuje aidala, opis jest bardzo dobry, tylko ten stan ducha skomplikowany.

    Moj chlopak powtarza mi "Nie moge byc z Toba, nie moge byc bez Ciebie", miota sie i mowi, ze nasz zwiazek to relacja love-hate, oboje zachowujemy sie jak dzieci w przedszkolu i ze "nigdy jeszcze tak nie mial". Odpycha mnie i przytula, wynosi na szczyty i z impetem niszczy, do konca. Wydaje mi sie, ze to po prostu niekontrolowane bpd daje sie mocno we znaki. Kilka razy w zyciu podejmowal terapie, ale zawsze rezygnowal, ostatni raz rok temu. Obecnie jestesmy na etapie nieodzywania sie i wrogosci i nie wiem, jak go otworzyc, zeby zrozumial, ze nie musi sie przede mna bronic.

    Dzieki za odpowiedz i pozdrawiam serdecznie.
  • aigala 02.03.11, 13:47
    Nie ma za co:) Jesli moge pomoc, to zawsze bardzo chetnie.
    Problem na tym forum jest tak, ze w wiekszosci przebywaja tu osoby, ktore sie nie lecza, mysla, ze wiedza wszystko na temat swoich mechanizmow, bo "przeczytaly literature fachowa", albo "maja taka gleboka samoswiadomosc". Sratytaty. Jeden wielki egocentryzm i egoizm a nie samoswiadomosc. I czesto wypowiedzi takich osob to albo zarzucanie innych obelgami, negowanie cudzych wypowiedzi, podwazanie ich, podejscie typu "moje zdanie ejst jedyne sluszne" itd. Bywaja tu tez osoby bardzo mocno zranione przez (bylych) partnerow bpd, ktorych jedyna rada jest "uciekaj gdzie pieprz rosnie od osoby chorej, bo Cie zniszczy". A coz to za rada? Dla mnie rada jest sugestia, ze leczenie jest w takim wypadku konieczne, co nie wszyscy chorzy sa w stanie przyjac do swiadomosci, bo wiadomo, jak jednoznacznie kojarzy sie psychiatra i psycholog. Ale kazdy z nas ma prawo podejmowac decyzje dotyczace swojego zycia, bo to my sami bedziemy ponosic ich konsekwencje, choc w przypadku bpd to i takze nasi bliscy i otoczenie... Sama nigdy nie zdecydowalabym sie byc z partnerem bpd, ktory nie leczy sie psychiatrycznie i psychologicznie. Ale to moje zdanie:)
    Tak wiec do odp na tym forum podchodzcie odrobine z rezerwa, bo roznej glebokosci zaburzenia mozna tu zaobserwowac (przy czym absolutnie nikogo nie chce obrazic swoja wypowiedzia, mowie o tym, co obserwuje juz dosyc dlugi czas bycia na forum)

    kro-nik, piszesz o swoim zwiazku, myslalam, ze bardziej pytasz o relacje miedzyludzkie w pierwszej swojej wiadomosci. Bo w moim przypadku jesli chodzi o relacje z moim partnerem to od poczatku bylo to charakterystyczne w bpd "wszystko albo nic". Bylam z nim zlana w jedna osobe, gdy patrze teraz na to z perspektywy czasu bylam troche jak taka huba drzewna, niby bylam osobnym bytem, ale czerpalam sily z relacji z partnerem, on mi ladowal akumulatory, gdy z nim bylo cos nie tak, wszystkie inne sfery mojego zycia lezaly. Dzialalo charakterystyczne czarno biale myslenie- byl cudowny, jedyny na swiecie i niepowtarzalny aby za chwile po jednym zdaniu, ktore ja niopatrznie zrozumialam spasc w przepasc glebokosci bajkału i zrodzic do siebie tak wielka nienawisc, ze ledwo bylam w stanie ja zniesc.
    Pamietam chwile, gdy nie moglismy sie widywac za czesto, to ja zamiast cieszyc sie chwila, czerpac radosc z bycia przy nim, potrafilam przeplakac caly wieczor w Jego ramionach z zalu, ze za kilka dni nie bedziemy sie widziec(!). A jego slowa "kochanie, ale teraz jestem, cieszmy sie tym, ze teraz siebie mamy" odbieralam jak "ty idiotko, po co wyjesz, teraz ciebie mam, ok, jest fajnie, ale za kilka dni gdy nie bede cie widzial, tez bedzie ok, ani mnie to ziębi ani grzeje i po co ty tak wyjesz?". Straszne. A najgorsze, ze bylam tak mloda, tak nierozumiejaca tego co sie ze mna dzieje, ze nie bylam w stanie nic z tym zrobic, nijak sobie ulzyc.

    Nie wiem jak sie ma okazywanie przez mezczyzn zachowan bpd, kobieta ma niejako wieksze przyzwolenie na krzyk, wscieklosc, nawet przemoc fiz, zawsze moze powiedziec, ze partner ja wyprowadzil z rownowagi, ze sie zdenerwowala itd. A mezczyzna bpd, gdy uderzy, jest odbierany zupelnie inaczej i przez otoczenie i partnerke. A pewnie zalewajace uczucia i niemoc innego postepowania jest taka sama u obydwu plci. Nie mialam nigdy do czynienia z bpd plci meskiej, nie wiem wiec jaki arsenal zachowan sie pojawia, gdy dzialaja u nich mechanizmy obronne. Mysle, ze wielkich roznic nie ma, jednak kobieta wpadajaca w furie, rzucajaca przedmiotami, szarpiaca faceta, czy klnąca wywolalaby chyba mniejsza sensacje niz mezczyzna. Nie wiem... Tak tylko glosno mysle:)

    jesli jeszcze bede mogla cos wyjasnic z mojej perspektywy to piszcie, jesli tylko bede umiala to chetnie pomoge
  • kro-nik 02.03.11, 14:38
    Ponowne dzieki, Aigala.

    O tak, czarno-biale myslenie to u niego charakterystyczne.

    Swietnie charakteryzuje go rowniez zdanie, cyt.: (...) za chwile po jednym zdaniu, ktore ja niopatrznie zrozumialam spasc w przepasc glebokosci bajkału i zrodzic do siebie tak wielka nienawisc, ze ledwo bylam w stanie ja zniesc.

    I tu pytanie do Ciebie - jak dlugo trwalas w takiej nienawisci i jak znow wracalas do siebie? Jak to mozliwe, ze na przemian mozna kogos kochac i zaraz potem wdeptywac w ziemie, zdajac sie nawet czerpac radosc i satysfakcje z takiego zachowania?

    Kiedy moj chlopak uruchomi sie na calego, wpada w furie, klnie i gada do siebie, szarpie, nie pozwala spac... Ewidentnie dzieje sie z nim cos niedobrego, nad czym on dawno stracil kontrole. Podaje przyklad: jednego ranka obudzil mnie wsciekly uderzeniem piescia, tuz po pracy zadzwonil z troska, czy czegos nie potrzebuje, bo akurat jest w centrum handlowym, a po powrocie do domu przytulal i calowal, sam myslac na glos, co wlasciwie z nim (nami) sie dzieje... A oto kolejny, jak zaczela sie nasza enta z rzedu wojna, przed miesiacem. Wstalam rano, on zajmowal sie niepelnosprawnym bratem w salonie, halasowal taka trabka, jaka maja kibice na meczach. Wstalam i mowie, normalnym, przyjaznym tonem: "Nie musisz byc tak glosno, i tak nie spie". Tyle. Zeszlam na dol wyczyscic kocia kuwete. On przechodzac obok w miedzyczasie wysyczal z wsciekloscia "Szukasz swojego mozgu?" Zamurowalo mnie. Nie wiedzialam skad to, dlaczego, o co chodzi. Nawet rzucilam "Co?", nie dowierzajac, ze to bylo na powaznie. Kiedy skonczylam, rzucil "I co, znalazlas?!" Rozlozylo mnie, juz wiedzialam, ze szykuja sie kolejne ataki, kolejna przeprawa, obwinianie mnie o wszystko.

    Po jakichs dwoch tygodniach, kiedy rozmawialismy o tym incydencie powiedzial (sam nawet nie pamietal o co dokladnie chodzilo), ze tamtego ranka po przebudzeniu czyms go cholernie zdenerwowalam, kielich sie przepelnil, dlatego nie wytrzymal...



  • aigala 02.03.11, 14:44
    kro-nik, masz moze aktywna poczte na gazecie? jesli nie to podaj mi jakas alternatywna
  • kro-nik 02.03.11, 14:48
    kro-nik na gazecie powinno dzialac :)
  • aigala 02.03.11, 14:55
    wiad wyslana, mam nadzieje, ze dojdzie;)
  • s-t-x 02.03.11, 20:45
    Najkrócej pisząc albo zostaniesz świętą albo zwariujesz i sama będziesz wymagała leczenia.
  • s-t-x 02.03.11, 20:56
    Jeżeli Twój partner jest świadomy siebie i przynajmniej bardzo Cię lubi powinien Cię odepchnąć, zranić emocjonalnie lub zrobić coś takiego żebyś go zostawiła na zawsze dla Twojego dobra
  • ppkin11 03.03.11, 09:39
    Witam.
    Nie wiem, czy fajne by to było, gdyby osoba z BPD miała opuścić kogoś, bo skoro przynajmniej lubi, powinien itd... A co, jeśli człowiek prawdziwie kocha osobę z BPD... A jeśli mimo wszystko jest tam prawdziwa Miłość...
    Moja Żona ma BPD, i nigdy nie chciałbym być z kimś innym. I nie jestem masochistą ani nie podoba mi się BPD, ale podoba mi się moja Wspaniała Żona. I kocham Ją, i pragnę kochać najmocniej jak tylko jest to możliwe.
    Bycie z kimś, KOCHANIE KOGOŚ, to ogromne, często przerastające nas "zadanie"; nie tylko uczucie, ważne, ale nie najważniejsze. Kochanie to często bardzo bolesne umieranie dla Osoby; to pragnienie poświęcenia się Jej- poświęcania ciągłego i tylko Niej. To cholernie trudne. Często niewykonalne, ale cóż... Wiem, często trzeba kogoś opuścić, często ktoś nas musi... Lecz często po prostu nie potrafimy kochać... Nie znaczy to, że ja potrafię, że ja jestem mocarz. Ja mam tylko pragnienie i intencję, mam wolna wolę, by kochać. A jak to wychodzi? Czy Człowieka w ogóle łatwo jest kochać? Nie jest. Bo bardziej kochamy swoje chcenia, swoje wyobrażenia...
    Ilu ludzi"kochało", kochało ludzi"normalnych", a jednak się wszystko rozlatywało. Coś było nie tak? ktoś nas ranił? ktoś wydał nam się nie taki, jaki powinien być? I co? Co to było? Odkochanie się, ktoś powie. Uczucie wygasło! NIE KOCHALIŚMY! Taki jest fakt. Uczucie miłości było, nawet bardzo silne, ale uczucie to za mało... Zresztą, pewnie piszę coś, o czym każdy wie, przynajmniej większość... nie wiem. Ale wiem, że się nie mylę: MIŁOŚĆ TO ŚWIADOMY WYBÓR. MIŁOŚĆ TO ZGODA, ABY Z DRUGIM NIEŚĆ WSPÓLNIE KRZYŻ, BY TEN KRZYŻ STAWAŁ SIĘ WSPÓLNYM...
    Więc, jeśli tego w nas nie ma, to faktycznie: dajmy sobie spokój. Nie damy siebie w pełni i w pełni nie będziemy potrafili przyjąć, bo nie wszystko, co nam ktoś daję, musi się nam podobać. I nie chodzi też o to, by kochać kogoś z litości, chęci pomocy itp. Nie wystarczy też kochać jak bliźniego. Związek w Miłości to nie wolontariat. Też dajemy siebie, też coś otrzymujemy i możemy przyjąć, ale to coś zupełnie innego. I w byciu z drugim człowiekiem nie wystarczy, a najczęściej szkodzi.
    Nikt nam nie każe zmuszać się do miłości. Nikt nie ma takiego prawa. Ale faktycznie- z czymś takim mogę się zgodzić- jeśli się kogoś prawdziwie nie miłuje, nie oddaje w pełni i w pełni nie przyjmuje, to odejście, uwolnienie, może być oznaką miłości. Miłości bliźniego.
    Warto się czasem nad tym zastanowić.
    Pozdrawiam wszystkich, szczególnie ludzi z BPD i osoby będące w związkach z Wami.
  • extranova 07.03.11, 09:51
    wybacz "ppkin"- czytając Ciebie mam wrazenie jakbym czytała wycinek z "Goscia Niedzielnego" i to nie jest komplement...
    Wiem czym jest miłość, kochałam kogoś chorego i dałam wszystko,ale to uczcie powinno uskrzydlać, a nie wbijać w czarną glebę. Jezeli dwoje ludzi nad sobą pracuje, obojętnie, zdrowych czy chorych to mają dużą szanse na sukces. W przeciwnym razie jest kiepsko. Mozesz kochać najbardziej na świecie, miłością najczystszą, a i tak zostac odrzuconym.
    Nie jest to kwestia chcenia milości albo nie-chcenia. Na pewne rzeczy nie ma się po prostu wpływu.
    Poza tym nie zgadzam się ,ze miłosc to "krzyż". Owszem są takie sytuacje w życiu, ze trzeba się dla kogoś poswiecić i trudnych warunkach udowodnić swoje przywiazanie- ale nie pownno tak byc przez całe zycie. Miłość ma dodawac sił, dawać wsparcie i przyjazn- Z OBU STRON, to nie ma być pokuta na całe zycie.
    Pasuje Ci taki układ,ok, Twój wybór, ale nie wydaje mi sie,zebys wiedzial o milosci wiecej niz inni ,a kreujesz się conajmniej na św. Aleksego, tylko dlatego,ze niby "prawdziwie kochasz kogoś z BpD". Skad wiesz,ze inni tu podpisani nie kochali nawet mocniej od Ciebie,ale ta druga strona po prostu nie chciala tej milosci? Pozdrawiam

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka