Dodaj do ulubionych

do partnerów BPD

12.03.11, 14:42
Zacznijmy od uświadomienia sobie podstawowego stwierdzenia – osoba z BPD jest człowiekiem. Człowiekiem, który żyje, czuje ma swoje problemy, swój świat, uczucia. Co więcej, jest człowiekiem na swój sposób ułomnym(w rozumieniu społecznym), więc wymagającym od nas większej dozy empatii i zrozumienia a nie współczucia (okropne uczucie współczucie)
Nie jesteśmy ideałami i każdy z nas ma swoje słabe strony. W moim przekonaniu, co podkreślam z całą stanowczością, osoby te słabo sprawdzają się w związkach. Moja ulubiona autorka Karen Horney bodajże w książce Psychologia Kobiety pisze wręcz o kobietach, które nie nadają się do związków. Przyjmijmy to i zaakceptujmy.
Czy mając piękną wyścigową klacz, która nie sprawdza się w pracy na roli, powiemy o niej, że jest bezużyteczna i gorsza. Czy to spowoduje, że przestanie być piękna? Czy przez to straci swoją grację i szybkość? Każdy ma w życiu swoje miejsce.
To my, partnerzy osób z BPD w swej nieświadomości, egocentryzmie, hipokryzji i bezbrzeżnym braku samokrytycyzmu, próbujemy szukać dróg jak postępować z ludźmi z BPD, próbując jednocześnie w ten sposób podporządkować ich sobie wbrew ich naturze. Najpiękniejszą ripostą osób z BPD na zapytanie: jak postępować z partnerem BPD jest odpowiedź: z nami nie da się postępować, to my postępujemy z innymi. Czy nie jest to aby uczciwsze z ich strony postawienie sprawy.
Zadaję sobie pytanie, kiedy wreszcie partnerzy BPD przestana się oszukiwać, dręcząc siebie i partnera i uświadomią sobie, że pozostają w związku, który nie ma sensu i krzywdzi obie strony.
PARTNER Z BPD może być partnerem w pracy, w drużynie w towarzystwie, w interesie ale NIGDY W STAŁYM ZWIĄZKU. Związek aby mógł przetrwać musi się rozwijać, muszą być spełnione określone niezbędne warunki, których osoba z BPD nie jest w stanie trwale spełnić, bo nie ma ku temu predyspozycji !!!, natomiast ma wiele innych wspaniałych cech.
Ale to my, partnerzy osób z BPD czujemy się pokrzywdzeni, zranieni, zdołowani, zdeprecjonowani, poniżeni, pozbawieni należnego nam szacunku, cierpiący z powodu braku zaufania do nas ze strony partnera, niedocenieni choć tak się staramy, traktowani niesprawiedliwie, sprowadzeni do roli przedmiotu, zdradzeni i tysiące innych jęczących zarzutów , które stawiamy naszemu BPD partner, wzbudzając w ten sposób w nim jeszcze większe poczucie winy, nie dopuszczając nawet na moment do swej świadomości najważniejszej konkluzji: PARTNERZY Z BPD NIE NADAJĄ SIĘ DO STAŁYCH ZWIĄZKÓW i nie zmuszajcie ich do cholery na siłę do czegoś, co nie leży w ich naturze,. To jest nieuczciwe i nieludzkie.
Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Z takich związków rodzą się dzieci. Czy uważacie, że dziecko wzrastając w dysfunkcyjnej rodzinie będzie normalna jednostką. Uświadomienie sobie tego faktu może będzie tym kamyczkiem, który obudzi w nas ODPOWIEDZIALNOŚĆ za nasze czyny. Czy naprawdę pragniesz powołać do życia istotę, którą z góry skazujesz na cierpienie. Obudź swoje sumienie, bo może ono obudzi w tobie świadomość.
Teraz kilka słów do partnerów BPD. Wiem, że jest wam bardzo trudno. Znam wasze wszystkie problemy aż nadto. Przestańcie się obwiniać i utulcie wasze wewnętrzne dziecko, które w tej relacji było zgwałcone w ohydny sposób na wszystkie sposoby i raz po raz. To boli, lecz niech ten ból, będzie świętym bólem który ma moc uzdrowicielską. Niech będzie zaczynem do aktów odwagi bycia sobą, niech uświadomi wam, że życie jest darem, wspaniałym darem, który należy uszanować, bo nie dostaniecie go jeszcze raz. Niech ten święty ból obudzi w was świadomość, która jest lampą w mrocznym korytarzu i kompasem na bezbrzeżnym oceanie życia.
Tylko dzięki świadomości ruszycie z posad cierpiące tyłki i zobaczycie to, co było dla was niewidoczne. Nie wierzycie, no to zobaczcie:
Przytłacza was bezmiar bezsilności, bezowocności wysiłków, cierpienia itp. Dlaczego? Bo to jest bezmiar. Tego nie można określić, zmierzyć, zważyć podobnie jak wszechmocy.
Czy próbowałeś kiedy złamać miotłę. Nie? To spróbuj. Prawda, że daremny wysiłek. Ale jeśli jest w tobie wola, to ona obudzi świadomość i zaczniesz kombinować. Rozkręcisz druciki i zaczniesz łamać patyk po patyku. Jest w tym trochę roboty ale jest i realizacja, wydawać by się mogło, niemożliwego do osiągnięcia celu.
Jako przykład, pierwszy patyczek. Cyklicznym zjawiskiem w relacji z partnerem BPD jest odrzucenie. Gdy powtarza się to wielokrotnie zaczynasz zadawać sobie pytanie – co ze mną jest nie tak. Jest to bardzo uczciwe podejście, gdyż w normalnym związku, aby utrzymać zdrową relację, nie próbujemy zmienić partnera szanując jego integralność ale zmieniamy siebie. To w normalnym związku. W tym związku, gdzie permanentnie wysyłane są sprzeczne komunikaty taka postawa prowadzi do nikąd a właściwie do totalnej dezintegracji osobowości a to może rodzic tylko cierpienie. Czy naprawdę chcesz żyć po to żeby cierpieć. Czy nie zauważyłeś, że twoja postawa w innej relacji zaowocowałaby serdecznością ze strony partnera. Czy czasem nie tego oczekujesz?
Zebrałem wiele podobnych patyczków by skonstatować w końcu, że my partnerzy BPD kochamy iluzję. Kochamy być smagani tyranią powinności do której przyłącza się ambicja, neurotyczna duma, potrzeba akceptacji i wszelkie lęki począwszy od leku przed odrzuceniem a skończywszy na lęku przed oceną najbliższych, sąsiadów, znajomych itd i wszystkie inne możliwe złe uwarunkowania, będące efektem trwającym przez niemal całe twoje życie, skutecznego wykorzystywania ciebie do realizacji cudzych oczekiwań na które się godziłeś.
Gdybyś był świadomy, krzyknąłbyś DOŚĆ!!! Nie pozwolę na to by cierpieć z powodu jakiegoś absurdu. Trzasnął byś drzwiami i poszedł dalej swoją drogą. Ale nie ty. To przecież byłby akt tchórzostwa a ty jesteś odpowiedzialny, szlachetny, sprawiedliwy, uczciwy i całe to piękno słowie, którego zwykliśmy używać by zakłamać siebie i skrzeczącą rzeczywistość.
Brniesz więc dalej, bo tego od ciebie oczekują aż dotrzesz do celu jakim jest żywot wieczny. Przy okazji wędrówki uważaj na zawały, które cię nie ominą, jako bonus za spełnianie oczekiwań a w przyszłym życiu i tak będziesz wiódł żywot męczennika, bo to umiesz robić najlepiej i to cię najbardziej rajcuje, choć do tego, jako wytrawny hipokryta, zapewne się nie przyznasz. To może czas powiedzieć DOŚĆ, przestać się okłamywać i zacząć czytać to co napisałem od początku z przebłyskiem świadomości obudzonej złamaniem przez ciebie tylko dwóch patyczków. Spróbuj bez mej pomocy złamać jeszcze kilka i ponownie zacząć czytać to co napisałem od początku jeszcze raz. Prawda, ze miejsce żalu do twego partnera zajmie zrozumienie i wybaczenie. TU NIKT NIE JEST WINIEN – uświadom sobie to i nie zawracaj kijem Wisły a w wolnych chwilach polecam czytanie „życiorysu” hrabiego Kichany, który zwał się Don Kichotem. Wielce pouczająca historia i pasuje jak ulał do twej sytuacji.
Pozdrawiam
Edytor zaawansowany
  • tlustaklucha 24.03.11, 22:22
    czy mili patnerzy bpd mogliby sobie zalozyc wlasne forum i tam sie wzajemnie dopieszczac? we wlasnym milym gronie?
  • ykrastek 27.03.11, 00:40
    Osobne forum dla NON-BPD to wcale nie jest idealny pomysł. Wszak borderline ujawnia się przede wszystkim w bliskich relacjach, w związku, w rodzinie. Ponadto zarówno osoby z BPD, jak i ich partnerzy (NON-BPD) uczą się wzajemnie wiele od siebie, uczą się rozumienia a w przypadku osób z BPD zawsze co nieco uczy to w miarę prawidłowego (bardziej prawidłowego) postrzegania, nie skrzywionego do końca oddziaływaniem skrajnych emocji.
  • tlustaklucha 27.03.11, 16:12
    tylko że tu nie ma żadnego rozumienia, a jest wylewanie żalów partnerów bpd za to, że związali się z takimi a nie innymi osobami. nikt tu na forum nie jest winny ich wyborów. ja nad swoim związkiem pracuję a tu chcę się czuć w miarę bezpiecznie a nie być w kółko narażoną na ataki osób pokrzywdzonych przez innych bpd. nic mnie to nie obchodzi.
    zreszta to nie ma wielkiego znaczenia, bo forum i tak jest martwe i w sumie angażowanie się w nie nie ma sensu. najlepsze jest: poznam borderlineczkę - że nikt tego nie kasuje, to tylko potwierdza martwotę tego forum. porażka totalna.
  • ykrastek 26.03.11, 15:09
    Brawo 3bsp ! Twój tekst jest bardzo prawdziwy, powiem więcej - on uświadamia tak dużo, że jest prawie... genialny.:-)

  • thymi67 23.06.11, 13:29
    Tekst wyśmienity, wnikliwy aż do gwiazd, niosący wiele nadziei i bardzo potrzebny w tym miejscu. Polecam. Pozdrawiam utalentowanego i zdeterminowanego autora.
  • brz_a_sk 29.04.12, 12:01
    i co?
    poległo

    bo wymaga

    łatwo i pięknie bywa tylko za miliony i na pozór

    ozór :P

    końcem mnie jest JUŻ

    na razie

    mam - NIE WIEM

  • babalaba 29.04.12, 13:06
    > końcem mnie jest JUŻ
    >
    > na razie
    >
    > mam - NIE WIEM

    I ja to mam.
    I całą zgrzewkę iluzji samoprzylepnych. Klej mocny.
    Depiluję bez znieczulania.
  • brz_a_sk 29.04.12, 13:20
    a jakby tak podlewać, pielęgnować i pozostawiać, zaniechiwać z powodu nadmiaru oczekiwań, wymagań nadmiernych

    przeżyte, znudzone

    byle się nie zagłębić, nie zanurzyć, nie unurzać

    sprytne w naiwności?
  • babalaba 29.04.12, 16:14
    Gdyby ktoś mnie tak nauczył
    co jest prawdą a co piekłem
    w mojej głowie
    zamiast tkwić w emocjach dziecka,
    w słońcu bym leżała sobie.
    A tak...
    umiejętności brak.
    I odhaczyć się nie mogę.
    I tak smęcę w tej piosence
    zamiast wolność wziąć za ręce.
  • brz_a_sk 29.04.12, 17:47
    za ciasne granice
    i
    trzecia kosmiczna

    ale gdyby tak pod Słońcem przeczekać?
    wiosennym

    tylko bez zsuwania się pod

  • 3bsp 30.04.12, 07:06
    babalaba napisała:

    > Gdyby ktoś mnie tak nauczył
    > co jest prawdą a co piekłem
    > w mojej głowie
    > zamiast tkwić w emocjach dziecka,
    > w słońcu bym leżała sobie.
    > A tak...
    > umiejętności brak.
    > I odhaczyć się nie mogę.
    > I tak smęcę w tej piosence
    > zamiast wolność wziąć za ręce.


    Czytając Twoje posty moje, myśli permanentnie nagabywał Konfucjusz, a zatem
    cytuję Go dla Ciebie:

    Największym powodem do chwały nie jest to, że nigdy nie upadamy, ale to, że potrafimy się po upadku podnieść.

    Na Twoje wiersze chciałbym odpowiedzieć wierszem.

    Napisałem coś spontanicznie o uczeniu się życia odnowa, o budzeniu się kobiecości; tej prawdziwej, wolnej, odważnej, lecz wśród liryki zabłąkała się szczypta erotyki a bez tej szczypty owa liryka straciłaby smak – tak myślę.
    Zawstydzony dedykuję ci zakończenie:

    ………………………………………

    Gdy przyjdą czerwce upalne
    A serce Twe będzie gorące
    Znów ujrzę Ciebie w swych myślach
    Jak lekka biegasz po łące

    I nagle zatrzymasz się w biegu
    Twe serce znów forte zabije
    Rozłożysz szeroko ramiona
    I krzykniesz: Boże, ja żyję.
  • babalaba 30.04.12, 08:48
    Dziękuję.
    Czepiam się jak liany
    dobrych słów i wzruszeń,
    żeby choć na chwilę,
    ukołysać duszę.

    Oznaką zdrowienia dla mnie jest to, że zaczynam przyjmować dobro. Kropelkami na spragnione serce. Ja nie prosiłam o pomoc, wsparcie. Uciekałam, gdy ktoś je proponował. Zatrzymana w rozwoju, myślałam, że wszystko muszę sama.
    Teraz zaczynam mieć nadzieję, i ta nadzieja podstawowa jest u mnie kluczowa. I zaufanie do świata. Reszta pójdzie sama, z promieniami słońca.
  • prinzessin_salome 02.06.12, 00:39
    Pięknie. I ja czekam na taki stan. Na razie nie ufam, nie wierzę w nic, straciłam nadzieję.
  • bloodyandblunt 29.04.12, 17:50
    3bsp wreszcie
    mniej wiec zgadza się i o to mi wcześniej chodziło prubujac
    niezgrabnie ironizować ze jaki to pech jest bycie z bpd
    ale
    na boga nie skreślaj nas ze nie nadajemy sie do związków
    (nie jest łatwo kurde wiem ze jednak naszej winny ogrom)
    też chcemy miłości, bliskości, ciepła
    fakt bardziej musimy sie napracować
    i pewnie niewszystkim wyjdzie jakis "dobry zwiazek"
    i będzie masę "uzywania po drodze"

    swoja drogą sedno naszego problemu to relacja z drugim człowiem
    i tak naprawdę to my musimy (chcac byc w miare szczęśliwymi)
    pracować, terapeutyzować się a jak nasz partner zechce nam w tym towarzyszć
    to chwała mu za to.
  • 3bsp 29.04.12, 23:23
    bloodyandblunt napisał:

    >na boga nie skreślaj nas ze nie nadajemy się do związków

    Bloody ( wybacz mi to fraternizowanie się, które wynika z sympatii) ten tekst popełniłem ponad rok temu i chętnie bym go opatrzył wielką erratą.
    Nie mogę.
    Nie uprzedzam się, bo uprzedzenia zamykają nas w intelektualnym getcie, ale też nie potrafię sprzedawać siebie za akceptację, która jest jedynie iluzją dla tych, którzy pragną oszukać swoje poczucia własnej wartości.
    Świadome naginanie granic, to zgoda na permisywizm i nie jest to bynajmniej myślenie w kategoriach czarne białe, ale obrona przed chaosem znaczeniowym.
    Jeszcze nie zmieniłem zdania.
    Bardzo bym chciał, by kiedyś tak się stało. Bardzo.

    >(nie jest łatwo kurde wiem ze jednak naszej winny ogrom)

    Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy mówić o winie.
    Zaskoczę Cie być może moim rozumowaniem, ale w tej relacji nie ma winnych.
    Znajdź winę w dziecku z zespołem Downa a zmienię zdanie.

    Im więcej wiem im więcej rozumiem tym jest mi trudniej
    To tak jak bezczynność na widok krzywdzonego dziecka

    >też chcemy miłości, bliskości, ciepła
    ………………………………………………….
    Osamotnienie we wszechświecie
    Bez osoby, której można zaufać
    Bez kogoś, komu można pokazać wszystkie swoje rany
    Bez osoby, która zrozumie i poda pomocną dłoń
    Jak być prawdziwym
    Gdy bliskość budzi w nas lęk
    Gdy nie jesteśmy dla siebie
    Ta jak mamy być dla innych
    A jeśli nie jesteśmy dla innych
    To jaki sens ma nasze życie?
  • prinzessin_salome 02.06.12, 00:41
    > swoja drogą sedno naszego problemu to relacja z drugim człowiem
    > i tak naprawdę to my musimy (chcac byc w miare szczęśliwymi)
    > pracować, terapeutyzować się a jak nasz partner zechce nam w tym towarzyszć
    > to chwała mu za to.

    O! Powiedz to "mojemu" bordowi. Może od Ciebie to przyjmie? Bo na razie uważa, że najlepiej wywalić strach siejąc zniszczenie- a terapia mu nie potrzebna, bo już za długo mu trwała i nie ozdrowiał do imentu....;)
  • kingas87 13.11.13, 13:03
    si
  • 3bsp 25.06.12, 19:03
    W jednym z postów brz_a_sk napisała:

    >choć bywa i wtedy dobrze gdy ktoś przy nim trwa i przetrwa najgorsze
    >bord najtrudniejszy jest jako partner ale jako znajomy jest jak kot.

    Zadumałem się nad tym i przyszła mi do głowy pewna refleksja

    Rzeczywiście - koty są słodkie. Wiem, bo mam takiego osobnika w otoczeniu. A figlujące myszy to dopiero. A taka np. orka. A foczka wylegująca się na śniegu w pełnym słońcu podczas polarnego lata, a przy niej małe foczątko. Cóż za słodkie obrazki.

    No, może relacje wzajemne są mniej słodkie; myślę tu o zamęczonej na śmierć podczas bliskiej relacji myszce i inteligentnej orce, która odgryza płetwę matce małego foczątka podczas gdy ta uczy ją pływać, by potem spokojnie skonsumować małe foczątko i wrócić do matki, by dokończyć ucztę.
    Przy jedzeniu nie należy się śpieszyć, jak mówiła moja mamusia. Och, jakie one kulturalne. Ach, jakie te orki inteligentne.
    Owym zwierzątkom nie udało się przetrwać najgorszego.
    A taki Klaus Barbie – wzorowy mąż, kochający ojciec, doskonały tancerz, laureat wielu konkursów tanecznych i dusza towarzystwa i ……… oszczędzę sobie i Wam dalszego ciągu.
    Wśród świata zwierząt to tak ma być. Wśród ludzi zdecydowanie – NIE.
    Ponieważ sam doświadczyłem wiele, protestuję przed umizgami w stylu:
    >choć bywa i wtedy dobrze gdy ktoś przy nim trwa i przetrwa najgorsze.

    W cywilizowanym świecie nie powinno być zgody na takie praktyki, bo to prowadzi do przesuwania granic odpowiedzialności za okrucieństwo. Nienaruszalność podstawowych wartości człowieka takich jak GODNOŚĆ I SZACUNEK, oraz nienaruszalność cielesna, powinno być sprawa nadrzędną. Tu nie powinny, moim zdaniem, mieć miejsce jakiekolwiek dywagacje. Brak społecznego przyzwolenia poparte mądrym prawem i to wszystko. I nie ma tu miejsca na dzielenie włosa, że przecież ktoś z własnego, wolnego wyboru. Widziałem i widzę takie wybory. To taki sam wybór jaki ma alkoholik. Zapytajcie niepraktykującego alkoholika, co na ten temat sądzi a wszystko stanie się jasne. Ale cóż, tak nas wytresowano, że nie reagujemy na płacz maltretowanego dziecka za ścianą czy chociażby na widok matki okładającej dziecko bo się przewróciło, ale potrafimy rozdzierać szaty na wieść o dzieciach cierpiących głód w Afryce. Cholera hipokryzja porąbana i wszechobecna. Złoszczę się i tęsknię za cywilizacją człowieka.

    Cierpienie uszlachetnia, cierpienie to droga do zbawienia, cierpienie za nasze grzechy a zwłaszcza za ten jeden, który tak rajcuje, to droga do ich odpuszczenia i podobne dyrdymały – och mam ochotę jak mój mistrz odpasać rzemień, walić hipokrytów i wołać: uczyniliście z daru ojca mego jakim jest życie jaskinię zbójców czy raczej nikczemny interes w którym hodujecie lęk, który, niczym pocałunek Almanzora, czyni życie przekleństwem pełnym uzależnienia.

    Ostatni akapit dedykuję bordom, a ku ich rozwadze zależności: lęk a wyparta seksualność w kontekście nakazów społecznych. Jak ktoś z Was odważy się otworzyć podobny tematycznie wątek, to walnę esej, jeśli czas pozwoli.
  • brz_a_sk 25.06.12, 19:16
    odstaw bordalkohol
    jeśli potrafisz

    czepiasz się borda :-) :-) :-)

    blues
  • 3bsp 26.06.12, 00:30
    brz_a_sk napisała:

    > odstaw bordalkohol
    > jeśli potrafisz
    >

    Kiedyś byłem czynnym zawodnikiem
    Teraz lubię czasem pokibicować
    Dzięki za radę, bo bez niej mógłbym stać się entuzjastą.
    Uchowaj Boże.

    > czepiasz się borda :-) :-) :-)
    >
    > blues

    Ale jakiego, świadomego.
    No i ten format.
    Miło grać w jednej lidze.
    To nobilituje

    Bord Bordowi nie równy, jak byłaś kiedyś łaskawa zauważyć.
    Ja tam wolę tych mniej bordowych.
    Raczej w odcieniu soczystej czerwieni.
    Jak róże za moim oknem.
    Teraz kwitną
    Tak Ciebie postrzegam.
    A co do czepiania?
    Wyluzuj. Kiedyś to naprawdę się bałem.
    Jakby mnie kto zobaczył, to by nie uwierzył
    Ale to było.
    Twoje huuu!!!! Nie powoduje paniki jak dawniej w takich razach
    Mam ochotę Cię połaskotać
    żartobliwie, trochę ckliwie, sam już nie wiem jak;
    Ech…..Uch….. luz blues

    A ze świadomym bordem to mogę i w góry.
    A nie z każdym bym poszedł
    A i lista na „nie” jest spora.

    Co zaś tyczy się bliższej relacji:
    Raczej dziękuję, już mnie nie kręci.
    Sprawdzone.
  • brz_a_sk 26.06.12, 17:05
    dobrze, że łaskotliwie wyszło

    a ja poważnie ironicznie zasugerowałam, że bord nie ma co odstawić by nie być najaranym
    alkoholik odstwia alkohol
    ćpun różności
    bord może odstawić siebie
    znowu będzie wieloznacznie - no przecież nie myślę o samobójstwie

    bord jest bordem - nie ma kawałka poza swoim 'nałogiem' , chorobą - bord jest bordem
    róża to płatki, sedno, łodyga i kolce i korzonki - czasem oskubana trwa chwilę ale marnie
    bord uczy się być różą okiełznaną - co proponujesz róży amputować ?

    bord się tresuje - jeśli dobrze - nadaje się do cyrku/życia i ma satysfakcję z osiągnięć
    bord się nie zmienia
    bord uczy się znośnie żyć i opanowywać swoje bordoizmy

    bord w 'swoje inne miejsca' wstawia to co jest znośne dla niego i otoczenia

    ---------
    wydaje mi się, że dobrze jest spróbować pojąć anorektyka - tu więcej widać
    pojąć, że jest swoim bólem, swoją nieakceptacją i swoim wyobrażeniem siebie
    a bord to kompilacja wielu takich niepojętych, niedostępnych dla nieborda, nieopisywalnych bordoizmów

    a tak przy okazji - ktoś z was wyobraża sobie piąty , szósty i kolejne wymiary? a to takie proste dla każdego zdrowego człowieka - odrobina fizyki i dobrych chęci ;-/
    bord jest spoza wymiarów - wydaje mi się
  • 3bsp 26.06.12, 23:14
    Czytajac twój post Brz_a_sk, naszła mnie refleksja
    By budować mosty porozumienia, potrzebna jest komunikacja werbalna.
    Ale to zbyt mało.
    Most emocjonalny można zbudować tylko w procesie dialogu a nie dyskusji; tak sądzę
    Dialog rozumiem jako porozumienie się ludzi autentycznie słuchających z ludźmi autentycznie mówiącymi.
    To specyficzny rodzaj braterstwa dusz z poziomu werbalnego.
    Dlaczego to było takie nieosiągalne w relacji BPD - partner
    A może od zrozumienia tego zagadnienia, należałoby zacząć budowanie mostów?
  • brz_a_sk 27.06.12, 16:49
    cały czas jest tak, że próbujmy poczuć niepojęte
    i szukamy wytrycha do nieistniejącego zamka
    a bord mówi to nie tak i ja ci nie podpowiem jak jest
    bord nie czuje nas my nie czujemy borda
    nie ma przepisu na zrozumienie
    nie ma słów na borda - jest inny

    mój kolega kiedyś tłumaczył maleńkiemu synowi coś przez pół godziny - wyzwałam go od idiotów - i jestem pewna, że miałam rację - a po latach bardziej niż pewna - czuby powinny sobie potłumaczyć, a nie nad maleństwem się znęcać; może warto pamiętać, że nasze rozmowy z bordem są czasem rzucaniem słów w puste - może bord nie jest w stanie ich odebrać; może trzeba inaczej a czasem wcale

    może warto borda pytać i z odpowiedzi budować sobie most - ile razy usłyszymy nie wiem? to wiele mówi o konstrukcji mostu
    ze skrzydeł motyla
    a ten pyłek taki bezcenny
  • 3bsp 28.06.12, 15:38
    brz_a_sk napisała:

    > może warto borda pytać i z odpowiedzi budować sobie most - ile razy usłyszymy n
    > ie wiem? to wiele mówi o konstrukcji mostu
    > ze skrzydeł motyla
    > a ten pyłek taki bezcenny

    A gdy stąpam po ziemi, to jaki jest tego sens.
    Czy nie jak budowanie wiaduktów dla przyszłej drogi, której nigdy nie będzie
    A może to most do świata iluzji?
    Zbłąkani w poszukiwaniu bezsensu
    A życie się zdarza tylko raz.
    I ciągle pytać dokąd? dokąd?
    Jak w tym żyć w "tu" i "teraz"
    A jeśli nie żyć w "tu" i "teraz"
    To śnic sen o życiu, które przepływa obok.
    A my nawet tego nie widzimy uwikłani.
    Matrix

  • brz_a_sk 28.06.12, 17:01
    na szczęście czasem sensem życia nie jest stąpnie po ziemi
    :-)

    uśmiecham się, bo pewnie rozumiem
    wiele

    a może tak napiszę - jeśli bord się stara to warto
    albo wtedy kiedy się stara to warto

    ale zawsze najważniejszy jest sens

    w życiu chyba powinno się zawsze patrzeć na równowagę dawania i brania i bez odkładania na przyszłość; wszystkie pomysły z trwaniem bo myśleliśmy, że do końca świata itd są marne;

    ja miałam kiedyś pomysł by starać się jak tylko potrafię i było o'key bez wyceniania kto komu coś winien - ale w momencie kiedy usłyszałam, że coś jest nie tak, stanowczo powiedziałam: ja wysiadam - lepsza nie będę nie ma o czym gadać; to mnie nauczyło, że liczy się właśnie tu i teraz, staramy się - jest fajnie; nie staramy się - świat jest wielki wystarczy się rozsunąć nieco; chyba nie da mi się wejść na głowę; obym tak wytrwała do końca życia :-)

    3bsp - wiem, że wiele piszemy obok nie o tym samym jakby;
    chyba dobrze, że rozmawiamy

    a swoją drogą ciekawe jak odbiera kolejny partner osobę, która zwiała od borda czy to jest proste czy nieźle zakręcone?
    ciekawe życie nie jest proste

  • 3bsp 28.06.12, 20:43
    brz_a_sk napisała:

    > uśmiecham się, bo pewnie rozumiem
    > wiele

    Gdy dusze współgrają, milczenie też może być pięknym dialogiem.
    Skarbów szukam między wierszami.
    Spostrzegasz, że moje komplementy to nie "smalenie cholewek".

    > ja miałam kiedyś pomysł by starać się jak tylko potrafię

    Ja tez kiedyś chciałem stworzyć raj, ale nieopatrznie wsiadłem do pociągu relacji: uzależnienie - do nikąd.
    Mogłem wysiąść, gdy spostrzegłem pomyłkę, ale byłem niezdecydowany – zdezorientowany

    Chyba naprawdę chciałem dokądś jechać, goniąc fantasmagorię i mając wiatr w podeszwach.

    Gdy chciałem wysiąść, nie ogarniałem, że to expres i nie zatrzymuje się na stacjach.
    Tory wysłużone a prędkość jak na kolejach dużych prędkości.

    Wyskoczyłem w ostatniej chwili przed stacja "życie wieczne".

    > 3bsp - wiem, że wiele piszemy obok nie o tym samym jakby;

    Patrz jak wyzej

    > a swoją drogą ciekawe jak odbiera kolejny partner osobę, która zwiała od borda
    > czy to jest proste czy nieźle zakręcone?

    Fajne pytanie, intencyjne. Spoko, ja chwytam w lot.

    Ja do życia powróciłem, ale już nie taki.
    Byłem mustangiem, ale moja lubiła wielbłądy, więc przyprawiałem sobie te garby, znosiłem znój miłosnej pustyni i prowadzony za uzdę, człapałem jak wielbłąd, taszcząc toboły życia
    ponad siły, a mimo, zawsze było nie tak.
    Cóż, taki „wielbłąd” III gatunku. Ten typ tak ma.
    Mogło być gorzej, np. jak u modliszek.
    Ech…., ten optymizm życiowy.

    Na razie znów sprawdzam, jak smakuje stepowa trawa i próbuje żyć wśród innych mustangów lecz nie oglądam się wstecz, bo życie mi miłe.
    Gdybym spojrzał na tego „wielbłąda” oczami mustanga, to chyba umarłbym ze śmiechu.

    Być sobą to takie piękne i ekscytujące i nie potrzebni mi są jurorzy a już bynajmniej treserzy.
    I doprawdy nie przeszkadza mi, że gdzieś żyją wielbłądy.
  • brz_a_sk 28.06.12, 22:00
    żyj pięknie bogatszy

    czasem towarzyszymy komuś w umieraniu - jakie to straszne doświadczenie

    ale przekuwamy to w piękno przecież

    nie można tu powiedzieć wszystkiego

    ale można namawiać by ze spotkania pięknych ludzi zapamiętać właśnie tylko to :-)





  • kingas87 09.11.13, 22:48
    3bsp napisał:


    > A gdy stąpam po ziemi, to jaki jest tego sens.
    > Czy nie jak budowanie wiaduktów dla przyszłej drogi, której nigdy nie będzie
    > A może to most do świata iluzji?
    > Zbłąkani w poszukiwaniu bezsensu
    > A życie się zdarza tylko raz.
    > I ciągle pytać dokąd? dokąd?
    > Jak w tym żyć w "tu" i "teraz"
    > A jeśli nie żyć w "tu" i "teraz"
    > To śnic sen o życiu, które przepływa obok.
    > A my nawet tego nie widzimy uwikłani.
    > Matrix
    >
    DOKŁADNIE
  • to_byl_maj 19.09.16, 15:09
    Pozwolę sobie na odrobinę polemiki, chociaż jestem tu nowy (ale jak to na forum każdy ma głos).

    Bardzo duże uproszczenie wlazło w Twoją wypowiedź. Alkoholik odstawia alkohol. I po problemie. Tylko dlaczego pierwszy rok terapii przetrwa co trzeci, albo co dziesiąty? Alkohol nie jest podstawą problemu. Jedni piją i alkoholikami nie są. Druga grupa kocha alkohol. Jest to dla nich brakujący element życiowej układanki. Co zatem zmusza ich do porzucenia swojej miłości. Koszty, które rosną i rosną. A kiedy przewyższają już aktywy pozostaje upadek. No i przed upadkiem trzeba się bronić. Albo pełzać do marnego końca.

    Do czego zmierzam? Wychodzenie z alkoholizmu czy innego uzależnienia to ciężka orka. Taplanie się w swoim brudzie, wstydzie, zmaganie się ze swoimi deficytami, zezwolenie na przeformułowanie celów, na behawioralną tresurę (bo ten nurt podobnie jak w przypadku terapii BPD przynosi najlepsze rezultaty), na swojego rodzaju pranie mózgu. W miejsce pewnych reakcji, wstawiamy inne. Układanie klocków w głowie. Jest to długie, żmudne, bolesne i wkurwiające. Wymaga samodyscypliny i ogromnego wsparcia. I nadal się jest alkoholikiem. No i po co to wszystko? Po jaką cholerę ta orka, skoro służy jednemu - żebym wyrzekł się swojej miłości, swojego napędu? Śpieszę z odpowiedzią: żeby lepiej funkcjonować, żeby nie budzić się w środku nocy z irracjonalnym lękiem, żeby opanować toksyczny wstyd, w końcu - być dla drugiego człowieka. I czy rzeczywiście jestem teraz kimś innym? Czy zostałem wyprany z siebie? Niekoniecznie. Nie szmacę się na lewo i prawo, nie wywołuję awantur, jestem mniej agresywny, jestem bardziej wyrozumiały dla siebie i innych, nie prowokuję niebezpiecznych akcji. Lubię to samo, mam taką samą orientację seksualną, taki sam kolor oczu i tę samą duszę za nimi. Jestem spokojniejszy.

    Może się mylę. Myślę jednak, że w przypadku osób z BPD chodzi o to samo. Borderem będziesz do końca, ale po terapii może trochę mniej. I będzie mniej bolało, będziesz spokojniejsza. Nie dla obecnego partnera, czy dla stawianych społecznie wymogów. Ale dla samej siebie.

  • 3bsp 07.07.12, 12:35
    Przywołałem ten wątek celowo………..

    Że co? Że już to pisałem w wątku o Wasza definicja miłości

    Spoko, to nie skleroza, ale niezgoda na zuniformizowanie mnie, bym mówił jednym głosem z większością.
    Ja się do tego nie nadaję.
    A lubię ostrych przeciwników, tak jak ostre potrawy

    Pewna dama dała mi chusteczkę inspiracji (a może sam wziąłem bez pytania – nie pamiętam),
    Więc pochylam kopię krytyki, na której zawiązana jest owa chusteczka, dosiadam rumaka intelektu i staję w szranki, czyli mówiąc po ludzku, wkładam kij w mrowisko albo patyka w szprychy jak kto woli.

    Do kogo kieruje me słowa?
    A do kogóż by innego jak nie do partnerów, którzy zdominowali to forum, zawodząc jak wynajęte płaczki, nie dając miejsca moim kochanym bordom, na swobodę wypowiedzi.
    Że ja w tym uczestniczyłem też.
    Dobra, zgoda, niech tak będzie ale nie będę się umartwiał z tego powodu.
    Jestem zbyt wyrozumiały i pobłażliwy dla siebie.

    Moi kochani sponiewierani partnerzy, bracia i siostry niedoli.
    Umiłowani hipokryci
    Wiecie co was nakręca?
    Dwie siły o ogromnej dynamice:
    1 – popęd seksualny
    2 – poczucie winy
    To te dwa składniki plus brak wglądu w siebie, spowodowały, że nie macie kontaktu z sobą, a przemawia przez was EGO, które w was zaszczepiono, a wy wykorzystując swoja inteligencję, wyhodowaliście Lewiatana na kształt Uroborosa.
    I znów cała para idzie w gwizdek.(Spaprany pozdrawiam.)

    W swych relacjach z BPD przypominacie mi małego chłopca w sklepie z zabawkami, który nie otrzymawszy upragnionej zabawki, rzuca się na ziemię, płacząc w niebogłosy.
    Dajcie mi moją zabawkę!!!
    Czas dojrzeć Panie i Panowie zanim robal EGO was zeżre, albo zgnijecie nie dojrzawszy.

    Już słyszę te głosy, że miłość, oddanie, poświęcenie, szlachetne pobudki, uczciwość, przyzwoitość – mam wymieniać dalej?
    Tiaa… oczywiście.
    Język hipokryzji nie jest mi obcy, jak nie obcy jest mój przeciwnik.
    Używanie słowa altruizm, jest w tej sytuacji, moim zdaniem, wielkim nadużyciem.
    Pisałem już kiedyś na ten temat.
    W psychologii nazywa się to racjonalizacja, czyli mówiąc inaczej, do każdej bzdury można dorobić ideologię.

    Rozpisujecie się o odrzuceniu, o braku bliskości a przy okazji obnosicie z dumą swoje posłannictwo argumentując, że nie potrafilibyście żyć w związku z osobą zrównoważoną czy zintegrowana wewnętrznie jak kto woli, bo taki związek jest płytki, powierzchowny bez tego głębokiego przeżywania.
    No właśnie, czy czasem nie potykamy się tu o dylemat: miłość to czy żądza.
    To poszukiwanie tej „głębi” w związku, staje się dla was nieznośne jak zatwardzenie, w skutek zachłanności. (to tyż bachor żądzy)
    By nie męczyć swoich bordów w poszukiwaniu bliskości, proponuje ersatz – onanizm przy pomocy młotka.
    Tu też zbyt duża bliskość staje się bolesna.

    Jest w psychologii takie pojęcie, które ja znam jako dwubiegunowość:
    Jeśli kocham siebie – potrafię kochać innych
    Jeśli szanuje siebie – potrafię szanować innych
    Jeśli jestem uczciwy wobec siebie – to jestem uczciwy wobec innych.

    Szanowni Państwo hipokryci.
    Proponuję ruszyć ten gmach od fundamentalnego zagadnienia, które brzmi:
    UCZCIWOŚĆ WOBEC SIEBIE!!!
    Jeśli zrobicie to uczciwie (i tu jest sedno mojej intelektualnej przewrotności we wzajemnym uwarunkowaniu), to może zdejmiecie tą złotą zbroję wydumanej szlachetności i spuścicie powietrze z aureoli świętości, przyznając, że była to zwykła dętka od roweru.
    To dobry czas na uczciwa refleksję wobec siebie.
    Jako literaturę pomocniczą, polecam katechizm i rozdział: 7 grzechów głównych nie wyłączając nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu jako efektu przeżywanego stresu.
    Lenistwo umysłowe też jest grzechem.

    Ulżyło mi.
    Dla mnie hipokryzja jest jak czyrak na siedzeniu.
    Po tym wszystkim jestem jak żółwik, który leży na skorupce, wystawiając brzuch do słońca.
    Spoko, wiem czym jest hipokryzja.
    Mam specjalną pelerynkę, chroniąca mnie przed tępymi dzidami hipokryzji.

    Na koniec:
    Jeśli kogoś obraziłem tym co napisałem wyżej, to super.
    Cała przyjemność po mojej stronie.
    Prawdziwa cnota krytyk się nie boi, a fałszywa z cnotliwością się obnosi.

    No to wyżej te sztandary i głośniej w te werble.

    Moim zamysłem było przewietrzenie tego forum

    Ja też lecę się przewietrzyć, bo zrobiło mi się duszno.

  • 3bsp 08.07.12, 07:04
    Kilka zdań w biegu w odniesieniu do poprzedniego postu, mogące moim zdaniem mieć kapitalne znaczenie w odbiorze tekstu.

    Świadoma hipokryzja, nazywana często DYPLOMACJĄ to element relacji, świadomych, pragnących się wzajemnie oszukać stron, by wygrać tzw. swoje

    Gdy we wzajemnych relacjach, jedna ze stron jest nieuczciwa i podejmuje działanie mające skłonić drugą stronę, nie zawsze świadomą, do działania bądź odczuwania sprzecznego z jej interesem, to nazywamy to MANIPULACJĄ.

    Jeżeli obie strony nie posiadają tzw. wglądu, podejmują działania niespójne z tzw. zdrową częścią osobowości, naginając pryncypia, nieświadome swych rzeczywistych intencji, a wszystko po to, by czerpać z tego własne korzyści, to w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z HIPOKRYZJĄ. Tak sądzę.
    Towarzyszy temu mechanizm obronny zwany racjonalizacją – niezbędny, by ukryć owe intencje.
    Hipokryzja w relacjach interpersonalnych, jest elementem zachowań mających swe podłoże w próbach rozwiązywania wewnętrznych konfliktów.
    To stały element tzw. neurotycznej osobowości.

    Jeśli nie uświadamiamy sobie, że czynimy źle, nie grzeszymy.

    Pisze to po to, aby czytający poprzedni mój post nie budził w sobie poczucia winy, a obudził w sobie refleksję, zadając pytanie – czy aby nie jest to prawda.

  • brz_a_sk 08.07.12, 10:26
    mądrzy wiedzą, że życie jest grą

    dla mnie tam gdzie kończy się przyjaźń i miłość dopiero zaczyna się gra

    cenię w sobie idiotkę

    Eric Berne, “W co graja ludzie“ nie wiem czy czytanie tej książki nie daje efektu podobnego jak poznawanie życia od pornografii - potem już nic nie jest takie samo - jestem pewna, że 'dziewictwo' w tych sprawach jest niedoceniane; kto nauczył się pięknie kochać nauczy się i pięknie - a choćby i przegrywać; kolejność wydaje mi się - ma kapitalne znaczenie - gry i pornografia 'rozdziewiczają' umysł brutalnie

    trafiła się jakaś niezła strona - to proszę na zachętę - tu aniołów już nie ma - sporo przegranych - co by to słowo nie miało znaczyć - :-) - zgrani, skopiowani, powleczeni kalką nagrań :-)

    zenforest.wordpress.com/2008/12/24/gry-i-gracze-psychologia-zachowan-miedzyludzkich/
    w miłość się nie wkręca w grę zawsze
  • pola2911 08.08.12, 17:24
    spaprany prosze odezwij sie pola.eska@gmail.com
  • brz_a_sk 11.08.12, 13:32
    polu załóż swój wątek
    masz obietnicę od kilku osób, ze zajrzą

    masz pierwsze podpowiedzi

    teraz Ty daj z siebie coś

    możesz wkleić tu okrojoną swoją historię - Ty wybierasz co piszesz
    może wkleić nasze pierwsze jakie nasunęły się rady

    i próbujmy razem

    samo nic się nie zmieni
  • spaprany 11.08.12, 21:34
    "> dla mnie tam gdzie kończy się przyjaźń i miłość dopiero zaczyna się gra "

    a może tam, gdzie zaczyna się gra - kończy się przyjaźń i miłość? ;)
  • non-grata 11.08.12, 21:49
    Cóż...

    Niechybnie więc ja musiałabym powiedzieć: tam, gdzie zaczyna się przyjaźń i miłość, zaczyna się gra...

    Nie, nie gra z wyrachowania i świadoma. Gra z przerażenia, trochę obłędna....
  • wolna_jak_ptakk 11.08.12, 21:55
    Tam gdzie jest gra,manipulacja, nieszczerość,prowokacja i testowanie nie ma mowy o przyjaźni i miłości a ,że każdy ma swoją ich definicje to już oddzielny wątek jest
    Spaprany dawno sie nie udzielałeś jak sobie dajesz radę próbujecie czy już każde poszło w swoją stronę?
  • umeczona100 11.08.12, 22:41
    jestem tutaj nowa..............udręczona,umęczona toksycznym związkiem,znacie to?pewnie podobnie macie lub mieliscie ...............nawet opisywac nie ma po co??????????znacie to,przeżyliscie JAK odzyskać siebie???
  • zmeczona790 15.02.13, 00:07
    I ja jestem nowa. To moj pierwszy raz.
    Znam to. Pewnie mialam, mam podobnie...duzo jest do napisania ale sily chwilowo nie mam.
    Wiem jak odzyskac siebie ale jeszcze nie potrafie. Szukam sily dla siebie. Mamy dzieci i nienawidze siebie za bezsilnosc i niemoc. Rollercoaster bez trzymanki na wlasne zyczenie.

    Rok prawie minal. Jak u Ciebie???
  • brz_a_sk 12.08.12, 19:53
    spojrzałam non-grata pisze poczytam

    słowami uszy popieszczę

    jak ona pięknie pisze

    lubię to mówię - zachwycam się!

    i zaczęłam post po poście wracać do dawno przeczytanych a może i niektórych nie

    zawsze czytam na nowo - jest parę rzeczy, które nawet jeśli znam na pamięć czytam na nowo, bo nie tekst się zmienił ale główka inna od Małego Księcia poczynając;

    i tu tak duzo mnie zastanowiło, zupełnie inaczej spojrzałam na to co na pewno czytałam;

    warto
  • axelfoley19 16.02.13, 23:20
    Board - To jak gówno na talerzu pomieszać i liczyć, że się zamieni w kryształki Svarowskiego.
  • margaretka2002 16.02.13, 23:29
    Chodzi Ci o deske? :)

    --
    Sumptus censum ne superet
  • perpetua-mobila 16.02.13, 23:36
    Pięknie. Z werwą. Humaniratnie. Trzymaj tak dalej joł!
  • kingas87 10.11.13, 10:00
    miód na moje uszy:)
    Bord to CZŁOWIEK (bardzo skrzywdzony) to po pierwsze
    po drugie ,Ty podejrzewam jesteś zdrowy/a a zachowujesz się gorzej niż nieleczony bord bo on przynajmniej nie rani celowo i świadomie a Ty włazisz tu i porównujesz żywego, czującego, na wyraz wrażliwego człowieka do GÓWNA? to, że tobie się nie udało... no cóż bywa ale nie wrzucaj wszystkich do jednego wora i nie obrażaj LUDZI.
  • axelfoley19 22.02.13, 23:14
    dla partnerek a przyda się i partnerom polecam lekturę "Mężczyźni którzy nie potrafią kochać" bardzo dobre studium pouczające. Generalna rada "uciekać jak najszybciej" z takiej relacji. Jest też rada jak ew. w sporadycznych przypadkach -jak wygrana 6 w totolotka -postępować z takim "partnerem".
  • axelfoley19 22.02.13, 23:20
    dosłownie chodzi o tależ - na rodzinnym stole i tak humanitarne jak bpd może uczynić humanitarnym :)
  • axelfoley19 22.02.13, 23:44
    i to jest tależ bo to nawet nie jest talerz
  • axelfoley19 22.02.13, 23:58
    włączyłem się przypadkowo w te dyskusje dla partnerów i chciałbym poradzić niech poczytają o sektach, manipulacji psychologicznej, npl jaką wobec nich bpd zastosował w swojej podświadomości systemem nagród i kar
    i wyłączam sie z tego towarzystwa
  • kingas87 19.08.13, 22:12
    uważasz, że ja mająć BPD, lecząc się... nie jestem w stanie stworzyć stałego związku? nie rozpiszę się za bardzo bo mam za sobą dlugą podróż i idę spać ale czemu wszystkich bierzecie w ramki. Nie chcę umrzeć samotnie, marząc o miłości. Chcę ja po prostu spotkać i nie spierdolić tego.
  • brz_a_sk 20.08.13, 12:05
    ramy istnieją
    czy się w nie wpiszesz czy się przed nimi terapią uchronisz Twój wybór
    stworzysz związek - zajrzyj, napisz
    o to na tym forum chodzi

    kto widział złe skutki pisze o tym - wrażenia są piorunujące
    czy dla Ciebie to lepiej, że ktoś przestrzega?
    ja uważam, że jeśli mieszkamy nad Wisłą to warto i uczyć się pływać i wiedzieć jak wielu utonęło mimo starań - by ZWIĘKSZYĆ SWOJE SZANSE

    życie to nie totolotek i przegrany kuponik to nie 3,-
  • elroy55 16.09.13, 22:33
    www.facebook.com/pages/Blog-Depresi%C4%85tka/536484859741804
  • estereaaa 21.09.13, 18:56
    Zgadzam się i w sumie opisałaś wszystko, nic dodać, nic ująć. Tyle, że gdybym ja jakieś 3 lata temu wiedziała, że istnieje coś takiego jak borderline... to być może zachowałabym się inaczej i szybciej skończyła to, co powinnam skończyć. A tak o co najmniej 2 lata za długo :)
    I to prawda , że border jest człowiekiem, a w każdej z dziedzin i sfer życia prócz trwałego odpowiedzialnego związku sprawdzi się wyśmienicie. Mojego "borda" znałam 4 lata, jako znajomego i dobrego przyjaciela... pierwsze miesiace związku sielanka. Potem problemy, ale gdzież nie ma problemów? CHyba rzadko kto rezygnuje od razu i nie stara się walczyć o naprawienie i utrzymanie związku, tym bardziej, że nie zna się prawdziwej przyczyny, ale wszystkie mniej ważne ( ale wtedy najważniejsze) okoliczności, jak chora mama, śmierć bliskich z rodziny, samotność, problemy w pracy... no i zaczyna się tłumaczyć taką osobę, bo przecież ma prawo "strzelić focha" przy tak ciężkich okolicznościach... Później się jednak okazuje, że Ty nie możesz sobie pozwolić na gorszy nastrój, Ty nie możesz mieć problemów... bo nie masz na nie czasu, po prostu zajmujesz się problemami partnera, które są WIELKIE! Po jakimś czasie się wypalasz i zaczynasz zauważać, że dajesz wszystko, a nie dostajesz nic... żyjesz po części tym, jak było na początku i łudzisz się, że obecna sytuacja jest chwilowa, że będzie pięknie jak kiedyś... ale w miarę upływu czasu coraz bardziej się przekonujesz, że nie będzie, że trzeba uciekać, że nie ma sensu, że żadna metoda nie skutkuje... Długo by opisywać. Znam osoby, które męczyły się w takich związkach ponad 10 lat... uważam, że te osoby były bardziej zaburzone niż sami "bordowie".... dlatego, że tylko ktoś, kto nie kocha siebie i swojego życia zgadza się na takie traktowanie, którego niczym nie można już wytłumaczyć. ( Cały czas mam na myśli partnera, który nie wie , że istnieje takowe zaburzenie i wszystko tłumaczy "naturalnie")
    Ale w końcu są kobiety, które mąż tłucze przez 20 lat, od czasu do czasu kupi kwiatka na przeprosiny i one zostają, nie odchodzą, kochają, cierpią, łudzą się... Dla mnie to już po prostu głupota i te osoby bardziej potrzebują pomocy niż sami oprawcy. W jakiś sposób każdy z nas jest współuzależniony i każdy ma jakieś małe zaburzenia, ale nie powodują one, że czyni się piekło z życia drugiej osoby. Każdy może się pomylić, ale trwanie w czymś takim na własne życzenie jest nienormalne. Zgadzam się , że bord może być wspaniałym człowiekiem jako znajomy i tylko znajomy. Jak tu ktoś na forum napisał... "byle się nie zakochać". I chyba tu jest sedno. Tylko , kiedy jest się samemu i spotyka się, takiego "fascynującego znajomego"... to jak tu się nie zakochać ? :) A wszystko wychodzi w praniu...
  • brz_a_sk 21.09.13, 19:25
    oczywiście kiedy spotykają się dwie wolne osoby szukające partnera - border jest wspaniałym kandydatem i nie ma wątpliwości; początek katastrofy jest piękny a potem dramatyczny;
    osoby po wieloletniej skutecznej terapii naprawdę świetnie zdają sobie sprawę jak muszą się starać by nie zniszczyć wszystkiego czego się dotkną z uczuciem
    dlatego często mówią "nigdy więcej tego nie zrobię, tobie nie" i ostrzegają znając swoje słabości - nigdy to nie jest łatwe; nie słyszałam by terapia uleczyła kogoś; ale nauczyła się starać
  • wolna_jak_ptakk 05.10.13, 10:37
    Do partnerów , wiecie tak sobie myślę ,że najgorsze problemy z ułożeniem sobie życia po związku z Bordem mają ludzie dla któych on był pierwszym powaznym partnerem, nie mają oni żadnego porównania i potem każdy inny jest z góry skreślany bo w porównaniu z emocjami jakie dawał Bord wypada blado.Moja koleżanka ma taki problem była ponad 2 lata w takim związku oczywiscie nie wyszło ale ona pomimo wizyt u lekarzy i psychoterapeuty nie może się otrząsnąć.Tłumaczę jej jak innym tutaj ,że trzeba czasu itd.ale to był jej pierwszy facet, wielka miłość itd , masa emocji tych dobrych i złych .Widzę jak się męczy , nie daje szans nikomu "normalnemu" ,mam tylko nadzieję ,ze faktycznie czas będzie lekiem.
  • brz_a_sk 05.10.13, 14:44
    podpowiedz by zaakceptowała zalety i zdała sobie sprawę z ich konsekwencji
    kiedy zrozumie, że nie da się tego rozdzielić zacznie żyć w realnym świecie
    emocje od bordera to wirtuozeria ale nie da się życia spędzić na scenie choćby najlepsze dramaty wystawiali

    może odłoży te emocje do osobnej działki z inna nazwą niż miłość - pewnie można by do działu uzależnień, do których nie należy wracać - no chyba, że by sobie na trzeźwo przypomnieć jak to jest pomylić ... jest kilka zapomnień, które wydają się być rewelacyjne
  • wolna_jak_ptakk 06.10.13, 11:18
    Moja terapią było na wspomnienie pieknej chwili -dwie niepiekne chwile ale każdy ma inna konstrukcje psychiczną.Pozbiera się kwestia jak sądzę czasu.
  • axelfoley19 09.11.13, 00:58
    eraz, czy to jest czy nie jest przypadek że jedną z najbardziej frustrujących wad związku z borderline jest ich kompletna i całkowita zawodność? Pomiędzy kompulsywnymi kłamstwami, ich gorliwością do zarzucania świata (szczególnie Twojego świata) pasywną agresją, w niczym nie możesz liczyć na niego – żadne obietnice, cele, plany na wieczór, nawet rzetelną transackcję. Dobrze, MAM DLA WAS ODPOWIEDŹ. Możecie mieć to wszystko zrobione I MIEĆ borderlina!

    Widzicie, cały problem polega na tym, że usiłujecie pracować nad JEDNYM borderlinem. A to może zrobić tylko jakaś emocjonalnie wypaczony idiota. Podążacie? Tak – to co powinnyście zrobić TO WIĘCEJ BORDERLINÓW. Powiedzmy około ośmiu.

    Znakomicie. Jeśli weźmiecie ośmiu borderlinów do swojego życia, to zawsze około czterech z nich będzie w oślim nastroju – albo całkowicie będą Cię ignorować, albo flirtować na boku, albo zajęci czymś innym. Trzech będzie w idiotycznym nastroju i będą przekręcać na opak wszystko co mówisz, albo „zapomną” albo „zmienią zdanie”. Ale jeśli jesteś dobrą czarodziejką, zobaczysz że z tych ośmiu jeden zawsze będzie w „Twoim” nastroju – będzie Cię wessywał, żebrał o uwagę, komplenentował i adorował. Innymi słowy z tych ośmiu – jeden będzie zawsze dostępny dla Twoich potrzeb w każdym dowolnym czasie.

    Więc odpowiedź brzmi: wciągnąć w swoje życie tak dużo borderlinów jak to tylko możliwe. Jak jeden Cię zdołuje, idź do następnego ze swojej listy. Jak „zerwą” z Tobą to nie trzeba ich skreślać, bo wrócą żebrząc, kłamiąc i kompromitując się. Po prostu daruj ich sobie na jakiś czas. Ewentualnie zawsze będzie jeden który będzie Twoim mężczyzną w danej chwili i dziesięciokrotnie Ci się odwdzięczy.

    To co tu jeszcze siedzisz? Idź i szmeraj po więcej bordelinów!
    Celem jest ośmiu, im więcej tym lepiej!
  • toxic_chick 09.11.13, 09:36
    axelfoley19 napisał:

    > To co tu jeszcze siedzisz? Idź i szmeraj po więcej bordelinów! Celem jest ośmiu, im więcej tym lepiej!

    :D Jesli plec nie ma znaczenia? zglaszam sie na ochotnika :P Zapewniam, ze jestem bardzo elastyczna i androgeniczna ;)

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • brz_a_sk 09.11.13, 11:05
    axelfoley19 napisał:
    ...Dobrze, MAM DLA
    > WAS ODPOWIEDŹ. Możecie mieć to wszystko zrobione I MIEĆ borderlina!
    >
    > Widzicie, cały problem polega na tym, że usiłujecie pracować nad JEDNYM border
    > linem. A to może zrobić tylko jakaś emocjonalnie wypaczony idiota. Podążacie?
    > Tak – to co powinnyście zrobić TO WIĘCEJ BORDERLINÓW. Powiedzmy około oś
    > miu.

    ...
    i mylisz się i tak, mimo tak starannego planu

    ani na chwilę nikt nie ma bordera, nawet on sam siebie nie ma

    z zewnątrz możecie sobie polookać na bordera, włącznie z samym rzeczonym

    a obiekt westchnień siedzi w niedostępnej klatce i ma dystans niechętny, po pierwsze do siebie i reszty widzów też, z tym stałym nieznośnym dla niego samego rozdwojeniem bycia i w środku i zupełnie poza

    jakże trafny jest pierwszy post tego wątku - brawo 3bsp - dla potomnych to napisałeś chyba na wieki :)



  • kingas87 09.11.13, 14:16
    uważasz, że Border nie ma szans na szczęśliwy związek? nawet po kilkuletniej terapii?
  • brz_a_sk 09.11.13, 16:59
    pytaj borderów o szanse

    szukaj przykładów, tu nie pojawił się nikt z takim komunikatem

    są nieśmiałe próby, z dziećmi i nie bez problemów

    pytaj na pewno takie przykłady wiele by podpowiedziały jak żyć i jaką terapię wybierać

    mało jest wpisów o uporządkowaniu swojego życia na tyle, by nie wracały falowo bardzo trudne chwile




  • kingas87 09.11.13, 18:35
    ale ja sama jestem BPD. Jestem po 6 latas psychiterapii i teraz jeszcze ide na pół roku do szpitala do Krakowa. Byłam w stabilnym związku w którym było dziecko neistety mam to do siebie, jak przystało na bordera, że podświadomie wybeiram równie porąbane osoby co ja. Ale pytam co o tym myslisz bo przeraziło mnie to co napisałeś o osobach z BPD.
  • toxic_chick 09.11.13, 18:58
    kingas87 napisał(a):

    > ale ja sama jestem BPD. Jestem po 6 latas psychiterapii i teraz jeszcze ide na pół roku do szpitala do Krakowa. Byłam w stabilnym związku w którym było dziecko neistety mam to do siebie, jak przystało na bordera, że podświadomie wybeiram równie porąbane osoby co ja. Ale pytam co o tym myslisz bo przeraziło mnie to co napisałeś o osobach z BPD.

    Do "przerażenia" tutaj powinnaś się przyzwyczaić ;) a moze bardziej posiadac dystans oraz nie brac na klate wypowiedzi, ktore nie dotycza Ciebie bezpośrednio... nie przejmuj się etykietami... nie warto
    Staram się stać po środku... i staram się zrozumieć dwie strony medalu.. z mniejszym lub większym powodzeniem..

    Jesteś autonomiczną jednostką i nie ma drugiej takiej samej... i zaburzenie nie jest równe zaburzeniu... tak samo jak ktoś hodowany ma się nijak do osoby, która o siebie walczy i chce się naprawić...

    Odpowiadając na Twoje pytanie... osoba z BPD może i jest w stanie stworzyć udany związek, jeśli nauczy się siebie, swoich emocji i będzie w stanie kontrolować co poniektóre reakcje... i oraz również (bardzo waże) będzie z kimś względnie stabilnym emocjonalnie, ODPOWIEDNIM, akuratnym... związek osoby zaburzonej z kimś "porąbanym" (klasyka^^) na dłuższą metę nie wypali.. NIGDY
    Kochanie w naszym wydaniu jest na tyle skomplikowane, że musi trafić na odpowiedni grunt... tak aby miłość i przyjazń były wartościami.. a nie celem samym w sobie... bez walki, bez ucieczek, bez zatracania się... po równi... emocje budzą emocje.. dlatego wybór jest tak ważny...

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 09.11.13, 19:55
    zgadzam się z Tobą w 100 %. Wiem, że samoświadomość to 80% sukcesu, myślę że 65-70% sukcesu już osiągnęłam Jednak ten głód bliskości i miłości jest niezaspokojony. Nie potrafię żyć sama dla siebie i cieszyć się z życia. Jestem cholernie zakochana w dziewczynie z BPD, ona podobno też z tym, że ona prócz brania leków nie leczy się...
  • brz_a_sk 09.11.13, 20:15
    ja nie napisałam co myślę tylko co wiem

    ot i tyle

    pytanie nie było o marzenia i jakieś moje ściemy ale o realia - dobrze zrozumiałam?

    stąd tak rozbieżność miedzy moim tekstem a oczekiwaniem

    mam wrażenie, że sporo osób pisze tu o tym co im si nie udało tak jak Ty

    może ktos wreszcie napisze, ze mu się udało - szukaj i namawiaj do napisania

    wielu ludzi bez bpd nie umie stworzyć trwałego dobrego związku mimo, ze chce - szukają pytają analizują - to jedyna droga

    brak dobrego związku rodziców wiele utrudnia - jak ja to mówię ciepły dom to najcenniejszy posag

    przy raku mówi się o dobrych szansach by pacjenta zagrzać do walki o życie a lekarze podtykają chemię

    w sprawach budowania tego posagu chyba taka metoda nie jest dobra ale każdy ma wybór
  • kingas87 09.11.13, 21:51
    podstawą leczenia BPD jest psychoterapia, bez tego ani rusz jednak weź pod uwagę, że w niektórych przypadkach leki są niezbędne. Tak jak w moim. Niektóre mózgi mają zaburzoną chemię w mózgu i nie widzę nic złego w tym żeby lekami ją stabilizować, jeśli to pomaga to czemu nie? Ale bez psychoterapii nie będzie postępów. Mi się wiele w życiu udało, mimo uzależnienia od alkoholu, nie pije już 4 lata, wyprowadziłam się z domu i jakos żyję, skończyłam studia z wyróżnieniem. Każdy związek był coraz bardziej stabilny. To, że mam BPD nie znaczy że nie potrafię kochać, zapewne myślisz że miłość w moim pojęciu to nasycenie (nie to nie projekcja). Gdybym mogła wybrac osobę którą będę kochać i z którą ułożę sobie życie wszytsko byloby łatwiejsze jednak życie to życie a serce nie sługa.

    może należe to wybranych :D:D
  • kingas87 09.11.13, 21:52
    "niektóre mózgi mają zaburzoną chemię w mózgu" :D:D:D
  • kingas87 09.11.13, 21:56
    i należy odróżnić Bordera który się nie leczy i pozwala na to by choroba/zaburzenie nim rządziła, a Bordera, który się leczy i stara się żyć normalnie co jest cholernie trudne dla takich osób.
  • brz_a_sk 09.11.13, 22:08
    wiem i znam wiele osób które się starają
    i bardzo im życzę stabilizacji
    nie napisze Ci nic innego niż prawdę
    choć nieraz marzyłam by wszystkim się udawało

    w sumie prawie wszyscy z którymi rozmawiam sa w terapii wieloletniej a potem w autoterapii
    wiele osób jest bardzo świadomych z wyedukowanym partnerem, który znosi sporo; kiedy są dzieci to sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana
    nawet trudno o tym pisać
    ale żyć trzeba - prawda?

    i próbować na pewno sa tacy którym się udaje - może tak załóżmy

    bo nie chodzi o to by Ci psuć nastrój przecież



  • kingas87 09.11.13, 22:09
    ja wychowywalam dzieck przez 2 lata. nie moje. ale przez te 2 lata to dziecko bylo najszczęśliwszym dzieckiem na świecie.
  • brz_a_sk 09.11.13, 22:17
    szkoda, ze nie jesteś z tym dzieciaczkiem
    wiem jak troskliwe sa borderki
    byle nie pokazać dziecku ciemnej strony swoich dołów czy złości to jest wspaniale

    jeśli się nie udaje to patrzy się na swoje dziecko tnące się itd
    i jest kolejne nakrecanie się paranoi, win

    dobrze jeśli udaje sie przekazać troskliwość; wiem jak fantastycznie borderki zabawiają dzieci i są przez nie uwielbiane
    dziś nie piszę już nic więcej o negatywnych skutkach - nie chcę myśleć o tym


  • kingas87 09.11.13, 22:18
    akurat Teoś odemnie krzywdy nie zasnął, nawet zaczął mówić do mnie mamusiu. Krzywde zrobiła mu matka zdradzając mnie i wiążąc się z kimś innym i wiem, że to sie na nim odbije.
  • kingas87 09.11.13, 22:20
    nie patrz na wszytsko przez pryzmat własnego życia i doświadczeń. I nie wrzucaj wszystkich Borderów do jednego wora.
  • kingas87 09.11.13, 22:11
    współczuję Ci że tak wątpisz w tosoby z BPD. ja wiem że będę miec rodzinę i stabilne życie. To mój życiowy cel.
  • toxic_chick 09.11.13, 22:29
    kingas87 napisał(a):

    > współczuję Ci że tak wątpisz w tosoby z BPD. ja wiem że będę miec rodzinę i stabilne życie. To mój życiowy cel.

    I tego się trzymaj..

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • brz_a_sk 09.11.13, 22:32
    wprost przeciwnie
    nie wątpię
    zbyt mam nadzieję, ze każdemu się uda
    ale zostawmy to

    miejmy nadzieję że się uda

  • kingas87 09.11.13, 22:38
    ale ja to wszytsko wiem. i nie biore wszystkiego co na tacy:/ JUŻ NIE
  • kingas87 09.11.13, 22:43
    każdemu się na pewno nie uda. Ale mnie się udać musi. Po prostu musi i koniec kropka. Zbyt dużo wysiłku w to włożyłam. Ważne by nie popełniać tych samych błedów i nie robić rzeczy które potem sprawiają, że wyrzuty sumienia nie pozwalają życ
  • kingas87 09.11.13, 22:45
    no i nie testować cierpliwości...
  • non-grata 17.11.13, 15:33
    Brzasku, napisałaś:


    "może ktos wreszcie napisze, ze mu się udało".


    Może jestem gorzka, możliwe bardzo,

    ale wydaje mi się, że to oczekiwanie na informację, że komuś udało się, udaje się jest ...niepotrzebne.

    Wydaje mi się, że nie tego potrzebują partnerzy, ani same bordery.

    Wymarzyliście sobie tęczę, na którą czekacie.
    Skupiacie się na czekaniu.
    Co robicie, by osiągnąć swoje "udało się"? Ależ - Wy, po prostu, czekacie...
    Myśleliście, co dalej, jeśli ujrzycie, jeśli okaże się, że stworzenie takiego związku jest możliwe?
    Co dalej?
    Będziecie czekać, aż się sypnie, by było po standardzie?
    Uznacie za ewenement, lecz "Was to nie dotyczy"?

    Jasne, że Was to nie dotyczy.
    Jesteście osobni, rozdzielni.
    Większość ma szczęście - przypuszczam - posiadania jednej głowy, dwóch rąk i pary nóg, ale - niestety - to, co wewnątrz, doświadczenia, sposoby myślenia, wszystko, WSZYSTKO Was różni.

    Przykład, ani też 20 przykładów na "daje(my) radę" nie jest, nie są Wam potrzebne,
    bo nie implikują uniwersalnego sposobu na dojście do "celu", do utrzymywania jakiejś ciągłości (wiadomo, z fluktuacjami, te naturalnie są zawsze, dla każdych związków).

    Chcecie świadomości, że komuś się udało, ponieważ łudzicie się, że moglibyście wpasować się w tę schematyczną wyrwę, że wiedza, iż komuś..., będzie dla Was impulsem.
    Tak nie nie jest.
    Ta świadomość, ten przykład nie są Wam potrzebne, ponieważ będą jak plik "tylko do odczytu" - nic ponad, bo bez przełożenia na Wasze życia.

    Szukacie przykładu, czekacie na niego, ale nie przenicujecie siebie, tego, co macie w głowach na chwilę obecną (nie mówię o ewolucji, do której zdolny jest każdy, lecz to przecholernie ciężka i wyboista droga, niekomfortowa, dla każdego, lecz nie dla każdego), by przyjąć czyjąś ścieżkę do szczęścia, a i jeszcze wpuścić w nią Waszych partnerów, chociaż nie podejmiecie się drogi krok po kroku traktem już wytartym, a i nie wtłoczycie w nią partnera - przecież to jasne, jak słońce.

    Każdy, KAŻDY musi znaleźć swój sposób, swoją siłę, (.....), odkryć swoją potrzebę, zapytać siebie "po co?" i oszacować "czy na pewno warto?" - szacunki także nigdy nie będą Waszym gwarantem.

    Nigdy nie otrzymacie żadnego pewnika i życzę Wam szczerze, byście go nie otrzymali, inaczej przestaniecie ćwiczyć swoje zaufanie wobec siebie i partnera oraz - możliwe - zaniechacie starań, a starać się będziecie musieli zawsze, jako, że starania w mojej definicji są jedną z podwalin związku, ale i każdego istotnego przedsięwzięcia.

    Sami możecie stać się swoimi gwarantami, choć, o zgrozo! - każde z Was ma doskonałą świadomość tego, jak bardzo w środku jest niepewny i naruszony (bądźmy szczerzy, gdybyście byli doskonale silni i ułożeni, nie mielibyście wątpliwości - poza tym, ja nie wierzę w doskonałą siłę i ułożenie nikogo. NIKOGO. Nikt nie jest na tyle pogodzony i nietknięty, niewyszczerbiony).

    Sumując?

    Mam nadzieję, że nawet, jeśli istnieją (a wiem, że istnieją) przykłady na "tak", mogące Was chwilowo usatysfakcjonować (i kopnąć powerem po to, by za x czasu uznać przykład, którego pragniecie za niewystarczający),

    nigdy do nich nie dotrzecie.

    Dlatego, że życzę Wam, byście potrafili sami wytyczać swoje drogi ku, zupełnie nie zważając na innych.
    Nie bądźcie innymi, zostańcie przy sobie i swoich pragnieniach.

    Nie życzę Wam nawet "powodzenia", ponieważ nie oznacza ono niczego wspólnego, uniwersalnego.

    Mam nadzieję, że każdemu z Was uda się.
    Co?
    Nie wiem.
    A Wy naprawdę wiecie?

    --

    Jedni wołają: „Kochaj mnie!”. Inni: „Nie kochaj mnie!”. Ale pewien rodzaj, najgorszy i najbardziej nieszczęśliwy: „Nie kochaj mnie i bądź mi wierna!”.

    desaparecido.blog.onet.pl
  • toxic_chick 20.11.13, 21:23
    non-grata napisała:

    > Brzasku, napisałaś:"może ktos wreszcie napisze, ze mu się udało". Może jestem gorzka, możliwe bardzo, ale wydaje mi się, że to oczekiwanie na informację, że komuś udało się, udaje się jest ...niepotrzebne. Wydaje mi się, że nie tego potrzebują partnerzy, ani same bordery.

    Gorzka? nie... raczej intencjonalna i przytomna...
    Ci, którzy są świadomi siebie? obie strony? nie potrzebują "bajek", ani przykładów, ani nic ... dla mnie osobiście ta informacja jest zbędna i nic nie wnosi.... zwyczajnie nic...bo co takiego? że my możemy być w szcześliwym związku?... że nie możemy być?... obie wersje są prawdziwe i żadna nie jest kłamliwa... upieranie się zaś przy tym, że jeden przykład na milion na TAK! napisany gdzieś wyznacza precends i poniekąd odbiera co poniektórym argumenty... jest pozbawione logiki
    Osoby, które szukają przykładów u innych? potwierdzeń?... mają "nadzieję".. że coś... a jak mówi przyłowie.. nadzieja matką... i takie tam ;) brak wiary w siebie i innych napędza zjawisko u obu stron.. obsesyjnie momentami
    A to, że Stefce się udało a Zosi, Tosi, Gosi nie?... wnioski jakieś?

    > Przykład, ani też 20 przykładów na "daje(my) radę" nie jest, nie są Wam potrzebne, bo nie implikują uniwersalnego sposobu na dojście do "celu", do utrzymywania jakiejś ciągłości (wiadomo, z fluktuacjami, te naturalnie są zawsze, dla każdych związków).

    Myslę, że niektórym potrzebna jest wspomniana nadzieja... i o to tutaj w gruncie rzeczy chodzi... no i o wspomniane ukontentowanie... jedni radują się, że BORDY w swej zjebatowości nie potrafią kompletnie nic... i że jeśli uda im się przez pół roku nie zabić rośliny, tudież uśmierić rybek przez zagłodzenie na śmierć to mega sukces ;) inni? inni bywają zwyczajnie pozbawieni "nadziei" i sam cel, że kiedyś, coś, ktoś.... WYBAWI... zbawi... zabierze w cholerę daleko i będzie pałac i kucyk i tęcza :D
    Oba przypadki są skrajne... ale może właśnie skrajności szukają potwierdzeń u innych. Ci pośrodku żyją swoim życiem i lubią niespodzianki ;)
    Każdy jest inny..... nie ma dwóch autonomicznych jednostek!

    > Sumując? Mam nadzieję, że nawet, jeśli istnieją (a wiem, że istnieją) przykłady na "tak" mogące Was chwilowo usatysfakcjonować (i kopnąć powerem po to, by za x czasu uznać przykład, którego pragniecie za niewystarczający), nigdy do nich nie dotrzecie.

    Dotrzeć może tak..... ale tylko poprzez własne doswiadczenia i osób które się "zna osobiście"... kiedyś napisałam... osoby zaburzone, które są ogarniete całkowicie? nie chwalą się na forach... oni nie wiedzą co to forum.. nie mają potrzeby ani czasu.... dzielić się i "pomagać"

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • toxic_chick 09.11.13, 22:27
    Jak bedziesz w stanie żyć dla siebie?... cieszyc się? bez innych? to znaczy że terapia działa ;) nie myl kochania z nie kochaniem ;) i nie bierz się za wszystko co akurat na tacy ;) taka rada
    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • 3bsp 10.11.13, 09:19
    Do kingas87

    Pragnę abyś wiedziała, ze Twoja determinacja budzi mój szacunek – ten zwykły,
    jakim obdarzam ludzi wartościowych.
    Jak wiesz, wiara czyni cuda, ale by stał się cud oprócz wiary i dobrych okoliczności,
    potrzeba ogromnej pracy, której owocem jest budzący się szacunek do siebie
    i duma – ta prawdziwa, nie neurotyczna zrodzona z próżności.
    Część tej pracy już wykonałaś ale wiedz, że twoja potrzeba związania się z kimś,
    jest jedynie próbą uleczenia swoich deficytów miłości.
    Zaczekaj, zanim w swym pędzie do miłości, znów zwiążesz się z kimś „porąbanym”,
    jak była to łaskawa zaepitetować Pani toxic chick i zniweczysz całą włożoną pracę
    tracąc wiarę.
    Pani toxic chick napisała: „Jak będziesz w stanie żyć dla siebie?... cieszyć się? bez innych?
    to znaczy że terapia działa.
    Prawda, choć bez rozwinięcia sensu zdania, brzmi jak deklaracja egocentryka
    Erich Fromm w książce „O Sztuce Miłości” napisał, ze miłości można się nauczyć.
    Kiedyś w to nie wierzyłem.
    Jeśli odkryjesz pewnego dnia, ze miłość to stan przepełnienia a nie osoba,
    to znak, że przekroczyłaś Rubikon i poczujesz potrzebę prawdziwego dzielenia się.
    I dalej Pani toxic chich pisze: „nie myl kochania z nie kochaniem”.
    Znów prawda.
    Ja to niekochanie nazywam żądzą, choć aż wstyd, że w polskojęzycznych tłumaczeniach
    znaczenia tego słowa sprowadzono niemal wyłącznie do aspektu seksualnego.
    Cóż, jakie elity takie i słownictwo chciało by się rzec.
    Myślę, że żądza to brać i brać, racjonalizując swoja postawę świętości na miarę intelektu.
    Miłość to dawać, nie czekając na odpłatę z twarzą jasną, pełną pokory.
    Miłość to emanacja prawdziwej wolności człowieka i akt najwyższej odwagi.
    Tak myślę będąc w drodze pełen nadziei, że kiedyś to zobaczę.
    Pomyśl, czy poświęcające się matki naprawdę kochają,
    a wtedy zrozumiesz różnicę pomiędzy posiadaniem dziecka a akceptacja jego istnienia,
    jako niezależnego bytu.
    Brz_a_sk napisała: „może ktoś wreszcie napisze, że mu się udało” .
    Przyłączam się pełen nadziei, życząc wszystkim walczącym o siebie powodzenia,
    a Tobie kingas87 za wiarę i determinację przesyłam:
    www.youtube.com/watch?v=V7Cw5RQKGIk
  • kingas87 10.11.13, 09:39
    dziękuje za te słowa. Trzymaj za mnie kciuki bo we wtorek mam ostatnie kwalifikacje do krakowa na oddział 7f.
  • kingas87 10.11.13, 09:44
    teoretycznie to ja już wszystko wiem jednak przełożyć to na życie i emocje to o wiele trudniejsze... :( jeśli ma mi się nie udać to jaki sens ma moje życie? nie chce być wiecznie cierpiętnicą i bohaterką. Chcę po prostu żyć, cieszyć się ze zwyczajności, nie chcę potrzebować mega emocji to poczucia że żyję i chcę stworzyć stabilny związek oparty na zaufaniu, szacunku, wsparciu. I nie bać się, że w momencie załamania ta osoba odejdzie.
  • kingas87 10.11.13, 10:02
    moglibyśmy porozmawiać prywatnie? kingas87@interia.pl to mój mail, ewentualnie podam fb. Potrzebuje rozmowy z kims mądrym i empatycznym
  • toxic_chick 10.11.13, 10:56
    Ładnie, na temat i co najważniejsze.. mądrze.. choć...nie do końca rozumiem zdania poniżej.. a może rozumiem i zyczajnie uważam, że nie jest na miejscu do końca...

    3bsp napisał:
    > Część tej pracy już wykonałaś ale wiedz, że twoja potrzeba związania się z kimś jest jedynie próbą uleczenia swoich deficytów miłości.

    A skąd to wiesz?... pytam serio i z ciekawości... oczywiście to zdanie ma wielki sens w przypadku każdego z BPD.. to klasyk i stwierdzenie na zasadzie: bo jest czarno i jest biało... bo jest wina i jest kara... czaisz? napisałeś "jedynie" .. to spłycenie.. nie znasz autorki... nie masz pojecia czym dla niej jest miłość.. więc skąd odgórnie o deficytach?... wiesz czym dla mnie jest bycie z kimś? związanie sie z kimś? mówię o świadomej, odpowiedzialnej decycji, a nie jakimś pseudo czymś na chwile... to mega poważna deklaracja.. która nie tylko dotyczy przecież mnie samej ale drugiej strony... dawno nie biegam z wywieszonym językiem i szukam obsesyjnie (zresztą w sumie.. aż tak to nigdy nie miałam.. jedynie obrazuje schemat), nie postrzegam związku jako miejsca w którym się AŻ realizuje.. a jedynie TYLKO... jestem przy tym cholernie asertywna w wyborze... mimo,że korci i kusi nie raz.. mimo, że "zakochuje" się czasami kilka razy na dzień (płeć bez znaczenia), że niewinny flirt jest obecny w moim schemacie KAŻDEGO dnia (nie nie.. nie piszę o sobie...)... nie będę bo nie chce być schematyczna i dzielić życia z kimś kto akurat się pojawi i jest mną zainteresowany z wzajemnością, a kto jest bardziej deficytowny niż ja sama... mimo, że nie zaburzony... albo zaburzony... przecież średnio ogarnięty człowiek po kilku spotkaniach jest w stanie ująć w ramy potencjalnego partnera?... zwłaszcza jak ktoś potrafi dokładnie obserwować... i wyciągać wnioski? Dlatego nie zgadzam się z tym Twoim "jedynie".. związek = odpowiedzialna miłość, a nie deficytowa..

    > Pani toxic chick napisała: „Jak będziesz w stanie żyć dla siebie?... cieszyć się? bez innych? to znaczy że terapia działa. Prawda, choć bez rozwinięcia sensu zdania, brzmi jak deklaracja egocentryka

    Mów mi "toxic" ;) bez Pani ;) i owszem, to zdanie jest skrótowe - nie miałam czasu przerabiać na czynniki pierwsze... brzmieć a znaczyć nie zawsze jest tożsame.. chodzi o samowystarczalność emocjonalną.. o akceptację siebie bez konieczności szukania potwierdzenia z oczach innych... nie ma: "muszę życ dla innych".. jest" "chcę żyć dla siebie i innych"..

    > Erich Fromm w książce „O Sztuce Miłości” napisał, ze miłości można się nauczyć. Kiedyś w to nie wierzyłem.

    Choć brzmi dziwnie... coś jest w tym, że można... a może nie tyle nauczyć się miłości.. co sposobów postępowania z nią?... nauczyć się rozróżniać tą prawdziwą o tej wyimaginowanej?... tu mowa o uczuciu do drugiej osoby... miłość do samego siebie nieco inna bajka... i faktycznie... tego chyba należy się nauczyć od podstaw.. ;) pokochać siebie?... wpoić sobie poczucie odpowiedzialności za własne działania?.. odrzucić egoizm emocjonalny?... widzieć drugą osobę na prawdę... a nie jako przedłużenie nas...

    I dalej Pani toxic chich pisze: „nie myl kochania z nie kochaniem”. Znów prawda. Ja to niekochanie nazywam żądzą

    Ja to nazywam zaspokajaniem deficytów... dostarczaniem sobie emocji... wypełnianiem pustki... i nie zawsze jest to powiązane z fizycznością.. choć często ;) dlatego najtrudniej nam / im wyjść z toksycznych relacji... na zasadzie.. jest zle.. jest niezdrowo.. ale do cholery JEST! i przecież coś z tego mam.... i to lepsze niż nic... ten schemat od lat mi nie towarzyszy... ale kłamałabym pisząc, że nie wiem o czym mowa ;) swoje dostałam i oddałam z wielokrotnioną siłą... czas przeszły

    > Miłość to emanacja prawdziwej wolności człowieka i akt najwyższej odwagi.

    To sobie gdzies autentycznie zapisze :) idealne zdanie

    > Brz_a_sk napisała: „może ktoś wreszcie napisze, że mu się udało”

    Znam kilka przypadków.. osobiście... z tym, że te osoby nie goszą na forum.. przynajmniej aktywnie i nic o tym nie wiem... ale objecuje, ze jesli mi się uda napiszę :D

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 10.11.13, 14:47
    ja mogę nawet dziś być z jedną z drugą trzecia ale nie chcę!!!!!!!!! te czasy minęły! chcę prawdziwej miłości! nie chcę mi się rozwijac tego zdania.
  • kingas87 10.11.13, 14:56
    www.youtube.com/watch?v=pn3zvDDp9lw&hd=1 piosenka która dosłownie odzwierciedla pragnienie miłości przez Bordera.
    ja nie chcę byle kogo, kto by po prostu był. Kiedyś tak było owszem ale już nie. Zależy mi na dojrzałym, stabilnym, pozbawionym chorych emocji związku. Problem mam z tym, że jeśli już zwiążę się z kimś na kim mi zaczęło zależeć to nie umiem uwierzyć w to, że może mnie kochać, testuje jej cierpliwość setkami pytań... ale to nie jest tak że biorę to co akurat jest dostępne. Jestem sama od dłuższego czasu (jak na mnie) moje serce jest zajęte i nie mam ochoty szukać pocieszenia żeby tylko zapełnić pustkę.
  • toxic_chick 10.11.13, 15:22
    kingas87 napisał(a):

    > ja mogę nawet dziś być z jedną z drugą trzecia ale nie chcę!!!!!!!!! te czasy minęły! chcę pawdziwej miłości! nie chcę mi się rozwijac tego zdania.

    Ej?... daj na luz? ok? ten post nie był o Tobie bezpośrednio.......... był przykładowy, nie zaś osobisty :)

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 10.11.13, 15:40
    dobra. Luz blues. Trzymajcie kciuki we wtorek. Cholernie mi zalezy na tym szpitalu
  • 3bsp 12.11.13, 12:54
    toxic_chick napisała:

    > ...nie do końca rozumiem zdania
    >poniżej.. a może rozumiem i zyczajnie uważam, że nie jest na miejscu do koń
    > ca...
    >
    > 3bsp napisał:

    > > Część tej pracy już wykonałaś ale wiedz, że twoja potrzeba związania się
    > z kimś jest jedynie próbą uleczenia swoich deficytów miłości.
    >
    > A skąd to wiesz?... pytam serio i z ciekawości...

    Zdanie powinienem zacząć od słów: Ja myślę, że…..
    Jestem Ci wdzięczny za skorygowanie mnie.
    Rzeczywiście w pierwotnej wersji brzmi megalomańsko.

    Czemu tak myślę?
    Dwie dekady pracy nad sobą czegoś mnie nauczyły.
    Czasem pragnę tak zwyczajnie dzielić się tym,
    stąd moje spostrzeżenia, że, dla przykładu:
    jeśli ktoś dużo mówi o uczciwości,
    to wolę mieć się na baczności a rękę trzymać blisko portfela,
    a jak mówi wiele słów o swej pracowitości, to raczej go nie zatrudnię.
    Wielość słów skrywa niepewność i maskuje meritum.
    Nie zbudujesz nic trwałego na niepewnym fundamencie.
    Wczytaj się w posty kingas87, podeprzyj się trochę intuicją,
    która jest jedna z twoich charakterystycznych cech,
    (nie każ mi tłumaczyć skąd wiem, bo wymigam się intuicją)
    to wielce prawdopodobne, ze zrozumiesz mój tok rozumowania,
    choć przecież nie musisz się z nim zgodzić
    To co napisałem, nie jest bynajmniej próbą dyskredytowania kingas87,
    ale próbą przestrzeżenia przed popełnieniem błędu,
    którego konsekwencji doświadczałem w przeszłości.
    Neuroza nie polega na tym, ze nie pragniemy kochać,
    czy kochamy zbyt mocno, ale na tym, ze kochamy za szybko.
    Świadome uczucie, ma to do siebie, że…….. - sama to sobie wykombinuj.

  • kingas87 12.11.13, 21:33
    nie rozpędzaj się tak. Ja mam 26 lat leczą mnie od 6go roku życia, od 19go tak konkretnie. Też dużo wysiłku włożyłam w leczenie. Zawsze co bym nie powiedziała będziesz wiązał z tym ze mam BPD. Nie chce wiązać się z byle kim, mogę ale nie chcę. Wiem, że my bpd bardziej niż inni pragniemy bliskości ale jeśli ta potrzeba staje się szczera, nie zaburzona to jakim prawem mówisz że jest inaczej? znasz mnie? wiesz jaka mialam terapie? wiesz co się ze mna dzialo? co sie dzieje teraz? odpowiem Ci. Nie masz pojęcia. Zgodziłabym się z toba kiedys. Ale nie teraz. Bo dzis jestem troche innym czlowiekiem, z innym, wyższym poziomem swiadomosci niz kiedys. Więc nie zachowuj sie jak bys pozjadal wszytskie rozumy panie Freud.
  • brz_a_sk 13.11.13, 10:39
    "Zawsze co bym nie powiedziała będziesz wiązał z tym ze mam BPD."

    gdy pojawia się takie zdanie mamy pozamiatane

    1. koniec dyskusji - border jest tylko tu i teraz - nie liczy się nic, nie ma przeszłości niczego nie ma prócz "jest tak jak ja chcę w tej chwili" koniec

    2. border jest borderem ale kiedy chce nim nie być tak ma być - koniec kropka - rozmawiać z borderem - albo to jako podstawowy objaw zaburzenia przyjmujesz albo nie masz pojęcia co znaczy być borderem

    3.border jest borderem co znaczy, ze nim nie jest BO TERAZ TAK CHCE - ale to mu za sekundę mija (tylko zabije kogo chciał zabić)

    4.border wyłapie każde słóweczko, wyabstrahuje subiektywnie i zamrozi całą swoja inteligencję na czas dowolny - ma prawo bo JEST=NIE JEST borderem

    5. rozum mnie i nie masz prawa napisać, że cokolwiek rozumiesz

    6. pomóż, wesprzyj i spierdalaj - border jako border ma prawo tak mówic bo jest borderem, którym nie jest (chwilowo)

    7. to wszystko jest proste i jasne, trzeba się z tym pogodzić choć bardzo trudno - ale to pomaga w zrozumieniu, że border się nie zmienia; może tylko nauczyć się patrzeć na siebie ze zrozumieniem zaburzenia; raz domaga się wyręczenia/odciążenia w myśleniu, współodczuwaniu raz wpada w negację każdego kogo przed chwilą wysysał z wdzięcznością;

    8.jak border traktuje swojego terapeutę? - (najlepszego z możliwych przyjmijmy dla jasności) - nie rozmawiajmy o rodzinie partnerach, przyjaciołach!!!! - borderze chcesz być dla siebie lepszy pamiętaj - sam sobie to robisz bo na tym polega to zaburzenie


    9. nie-borderze pamiętaj - wiesz a jednak boli za każdym razem; trudno zgodzić się z tym, ze takie zaburzenie jest możliwe; mówisz z troska bez agresji a tu border już ma armatę i wybije na pewien czas wszytskich przyjaznych=wrogów i tak w koło, stale; border bywa sam nie dlatego ze świat pusty ale, że rani najbliższych; im inteligentniejszy tym trudniej mu dopuścić ten kawałek terapii do świadomości; znajduje milion pomysłów by się nie dać - nawet terapii

    10.smutne

    11. ale jest nadzieja - akurat świadomych swojego zaburzenia kilku borderów poznałam - wiedza, że zranią, wiedzą, że się zablokują i wiedzą jak brzmi ich ratunkowa kartka - border musi zdążyć sięgnąć po tę SWOJĄ kartkę zanim sam sobie postawi mur - a robi to błyskawicznie
    zaneguje terapeutę, ukochaną osobę, chorobę, zaneguje siebie i brnie z czasem w autodestrukcję

    12. border jest człowiekiem i dlatego to nie-borderzy czasem pokręca się tu ale border nie ma poczucia, ze ma po pierwsze zachowywać się jak człowiek i do tego mu niezbędna terapia;

    border jest nieludzki gdy przypomni mu się, ze każdy czyha i wolno mu wskoczyć na głowę; takie to zaburzenie

    zapraszam do rozniecenia stosu przeciw głupim złym nie-borderom - spalić można wszytskich i w połowie wycinania ostatnich - sobie coś wypalić

    to coś jak podanie do sądu ofiary i triumfu z wygranej :) :) :) bez poczucia g@wna w jakie się brnie

  • kingas87 13.11.13, 12:47
    mozesz odezwac sie do mnie na maila? kingas87@interia.pl
  • brz_a_sk 13.11.13, 14:16
    jeśli to do mnie prośba

    pisz

    ja mam skrzynkę na nick na gazecie - zgodnie ze starymi zasadami tu nick@gazeta.pl

    nie zdarzyło mi się nie odpowiedzieć

    :)
  • kingas87 13.11.13, 12:59
    ostatnio mam trochę problem z czytaniem ze zrozumieniem... :|
    jeśli chodzi o MNIE, zdaje sobie sprawę z tego jak bardzo podstępne jest to zaburzenie. Zresztą nie muszę się rozpisywać bo na pewno wiesz o czym mówię. Ja mam tylko wkurwa na tych (choc ich nie znam i to tez zaburzone bo nie umiem odpuścic i olać) którzy uważają, że skoro ktoś ma BPD to nieważne czy się leczy czy nie, i tak zawsze będzie pojebany i wszystko co robi robi z wynikających deficytów... a to nie prawda. Osobowość bardzo ciężko zmienić o ile w ogóle to jest możliwe, ale można nauczyć się z tym żyć. Można nauczyć się rozpoznawać emocje i nad nimi w porę zapanować. Był czas, że robiłam to doskonale. Niestety... smierć bliskiej osoby, strata dziecka, samobójstwo przyjaciela i kilka innych złych rzecz... i wszystko wróciło. Jestem teraz na zadupiu gdzie nie mam dostępu do terapii nad czym bardzo ubolewam, bo gnije tu i tracę czas a na dzień dzisiejszy nie mogę wyjechać. Wczoraj byłam w Krakowie dowiedzieć się czy przyjmują mnei na oddział czy nie. Powiedzieli, że bardzo by chcieli mnei leczyc jednak nie przyjmują ludzi, którzy... (i tu płacę za głupotę swojego życia... ale o tym nie na forum brzasku) ale chcą mnie leczyć więc przedyskutuja to na społeczności z pacjentami i mam zadzownić. Cholernie sie boje. Ciężko się dostać na ten oddział, moje 2 znajome odrzucili na wstępię a ja mam dużą szansę i mase wyrzutów sumienia, że mogę to stracić przez chwile impulsywności.......... której się dopuściłam. To jest najgorsze w BORDERACH, impulsywność a potem biczowanie się i bezskuteczna chęć naprawy.
  • brz_a_sk 13.11.13, 14:26
    masz bardzo dużo racji
    i bądź pewna że nie tylko borderzy Cię rozumieją
    ja wiem, ze nagle kiedy błyśnie Ci myśl:
    "uważają mnie za gorszą" jest koniec dyskusji

    przecież tu piszą ludzie różni sporo partnerów po terapii
    wiedzą
    wiedzą jak to beznadziejne schorzenie/zaburzenie
    jak trudno o poprawę
    1000 wpisów że jest trudno a bez terapii zjada się własny ogon i zdycha

    nie ma wyboru

    terapia jest konieczna

    nie można się spalać niszczyć poniewierać dręczyć -przecież co z tego, ze powiesz inny ALE PATRZCIE NA MNIE JAK NA CZŁOWIEKA kiedy sama nie umiesz tego w sobie docenić

    co z tego ze ja widzę i rozumiem co z tego i tak co jakiś czas ktoś odpali świra i mysli, ze dowalenie innym cokolwiek mu zmieni w życiorysie ?
    takie to zaburzenie

    zaczynasz terapię i starasz się

    a my trzymamy za Ciebie


  • toxic_chick 12.11.13, 22:30
    > Zdanie powinienem zacząć od słów: Ja myślę, że…..Jestem Ci wdzięczny za skorygowanie mnie. Rzeczywiście w pierwotnej wersji brzmi megalomańsko.

    Brzmi jak wyrok! zaimplementowany na wszystkich?... do wszystkich...? nie mozna tak... bo nie.. więcej wiary ;)

    > Wczytaj się w posty kingas87, podeprzyj się trochę intuicją, która jest jedna z twoich charakterystycznych cech, (nie każ mi tłumaczyć skąd wiem, bo wymigam się intuicją) to wielce prawdopodobne, ze zrozumiesz mój tok rozumowania, choć przecież nie musisz się z nim zgodzić

    Swoje wiem... intuicje mam dobra (zbyt) ale mam tez cos co nazywa sie widzeniem kazdej strony (...) i chcialam wiedziec skąd TY wiesz więcej? nie lubie jak ktoś atakuje.. nas... i czasami nie widze czlowieka? tylko ow atak... ot prawda

    > Neuroza nie polega na tym, ze nie pragniemy kochać, czy kochamy zbyt mocno, ale na tym, ze kochamy za szybko. Świadome uczucie, ma to do siebie, że…….. - sama to sobie wykombinuj.

    Wykombinuje... a może już to uczyniłam? co niestety przekłada się na wybory... ich brak! im więcej wiesz... tym bardziej uważasz... co skazuje poniekąd na samotność w pewnym wymiarze

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • 3bsp 13.11.13, 17:12
    toxic_chick napisała:


    > Swoje wiem... intuicje mam dobra (zbyt) ale mam tez cos co nazywa sie widzeniem
    > kazdej strony (...) i chcialam wiedziec skąd TY wiesz więcej? nie lubie jak kt
    > oś atakuje.. nas... i czasami nie widze czlowieka? tylko ow atak... ot prawda
    >

    Doprawdy byłbym wdzięczny, gdybyś wskazała mi moment gdzie atakuję,
    a z pewnością byłaby to dla mnie cenna wskazówka na drodze do samodoskonalenia
    Pytanie: chciałam wiedzieć skąd TY wiesz więcej? postawiłaś w moim przekonaniu niewłaściwie.
    Wiem sporo lecz ja się nie porównuję, nie stopniuję wiedzy i nie walczę, a zwłaszcza o rację.
    Ponad 20 lat permanentnego łączenia teorii z praktyką,
    uporczywego stawiania sobie pytania co ze mną nie tak w obliczu destrukcji
    i próba zrozumienia istoty relacji, to czas, w którym przeciętnie intelektualna jednostka,
    może zgromadzić spory zasób wiedzy o patologicznej relacji międzyludzkiej
    Jeśli w dodatku potrafi jeszcze czytać i jest pasjonatem logiki,
    to gdy wszystko jakoś poskłada do kupy, potrafi znaleźć dystans
    i zrozumieć nie tylko istotę patologicznego uzależnienia
    ale również role składowych, tworzących ten wyniszczający obie strony układ,
    w którym szukanie winnego świadczy o braku zrozumienia istoty tej relacji.
    Ta relacja to puzzle które, mówiąc obrazowo, przedstawiają grafikę Michaela Wolgemuta,
    zatytułowana Danse Macabre a każda ze stron jest puzzlami,
    które na sposób perwersyjny, pasują do siebie.
    Mówiąc o perwersji mam tę na uwadze,
    którą opisuje MF Hirigoyen w „Molestowaniu Moralnym” ( to tak dla uściślenia)
  • toxic_chick 13.11.13, 21:54
    3bsp napisał:
    > Doprawdy byłbym wdzięczny, gdybyś wskazała mi moment gdzie atakuję,a z pewnością byłaby to dla mnie cenna wskazówka na drodze do samodoskonalenia

    Pisałam bardzo ogólnie i przykładowo... argumentujac dlaczego stanlelam nieco z boku i poniekad w obronie piszacej?... (slusznie czy nie slusznie to jest inna kwestia...w ramach mojej wiedzy i intuicji).. nie sądziłam, że słowo "atak" będzie zrozumiane dosłownie.. jeśli zostało? moje nadurzycie w stosunku do Ciebie.. wyjaśnie: w tym miejscu bardzo często jest tak, że wypowiadaja się osoby nie mające pojęcia o wielu rzeczach... w wielu tematach... i dla nich wystarczy a b c napisane przez BPD i nastepuje odgorna dyskredytacja?...skreslenie... troche mam z tym problem.. przyznaje.. a Twoja wypowiedz sie taka wydawala.... w koncu zalozyles cos odgornie?...... patrz brak "mysle ze" ;) mam nadzieje, że logicznie tłumacze?... wyjasniłeś to już poprzednio... z mojej strony nie ma tutaj "ale"

    > Pytanie: chciałam wiedzieć skąd TY wiesz więcej? postawiłaś w moim przekonaniu niewłaściwie.

    Postawiłam tylko dlatego, że nie znasz osoby....... OSOBIŚCIE... (intuicja fajna.. wiedza... ale myla bywa... ale ale... nie lubię etykiet... nawet jak sama je stawiam ;)) w druga strone ;) czasami mysle, ze zaburzenie nie jest rowne zaburzeniu... malo, ze mysle! ja to wiem.... sa ogolniki i schematy... ale tyle wymiarów i tyle przypadków? że wiedza bywa niczym... przy faktach dokonanych i konkretnych osobach

    > Wiem sporo lecz ja się nie porównuję, nie stopniuję wiedzy i nie walczę, a zwłaszcza o rację

    To widzę i szacun

    > Ponad 20 lat permanentnego łączenia teorii z praktyką, uporczywego stawiania sobie pytania co ze mną nie tak w obliczu destrukcji i próba zrozumienia istoty relacji, to czas, w którym przeciętnie intelektualna jednostka, może zgromadzić spory zasób wiedzy o patologicznej relacji międzyludzkiej Jeśli w dodatku potrafi jeszcze czytać i jest pasjonatem logiki,to gdy wszystko jakoś poskłada do kupy, potrafi znaleźć dystans i zrozumieć nie tylko istotę patologicznego uzależnienia ale również role składowych, tworzących ten wyniszczający obie strony układ, w którym szukanie winnego świadczy o braku zrozumienia istoty tej relacji. Ta relacja to puzzle które, mówiąc obrazowo, przedstawiają grafikę Michaela Wolgemuta, zatytułowana Danse Macabre a każda ze stron jest puzzlami, które na sposób perwersyjny, pasują do siebie. Mówiąc o perwersji mam tę na uwadze, którą opisuje MF Hirigoyen w „Molestowaniu Moralnym” ( to tak dla uściślenia)

    Wiesz... gromadze jakieś... 11 lat... od diagnozy... a nawet jak jej nie było i tak czerpałam.. więc! może nie 20... ale 16 lat?... ucze się dzień w dzień... wycigam wnioski.. analizuje.. i tak w kółko.. czasami wolę pomagać innym a nie sobie.. mysle, że tak prościej.... spełniać się.. dawać... nie dając całości.. mając margines... najtrudniej pomagac samemu sobie... to jest dopiero perwersja^^

    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 13.11.13, 21:58
    rozumiem, że mimo tych 20 lat terapii nie udało Ci się stworzyć w miare stabilnego związku, stąd Twoje zwątpienie w borderów...
  • brz_a_sk 11.11.13, 03:16
    nadzieja jest niezbędna każdemu
    czasem warto skłamać by ją wzniecać
    a czasem warto gasić gdy wybucha na pokuszenie

    plan i wizja sukcesu są zapowiedzią pomyślności starań
    może nie należy sukcesu ubierać w zbyt wielgachne obietnice

    krok po kroku
    z małymi celami
    i niech nas nadprodukcja :) zaskakuje

    wczoraj kingas87 pokazała co to znaczy potrzeba akceptacji przez innych by zaznać spokoju
    wiedziała co chce usłyszeć by mieć potwierdzenie swoich myśli; bez opinii z zewnętrznego lustra nie da się;



  • kingas87 11.11.13, 11:24
    po prostku wkurwia mnie wrzucanie każdego do jednego wora i posługiwanie się psychologicznymi formułkami... bord bordowi nie równy. i nieleczony bierze to co na tacy jak ktoś tu napisał ale ja się leczę robie postępy i niesamowicie mnie drażni jak ktoś mnie nie zna a wie lepiej co mysle czuje i jak postepuje tylko dlatego ze jestem BPD
  • brz_a_sk 11.11.13, 11:59
    chcesz przemyśl

    pytasz
    a zarzucasz, że nikt nie może odpowiedzieć bo Cię nie zna

    bardzo słusznie i tego należy się trzymać!!!

    chcesz skorzystaj

    odpowiedzieć można tylko ogólnie, bo nikt Cię nie zna
    a Ty możesz z tego wybrać coś co Ci się przyda

    problem

    w tym ze border wszystko bierze do siebie
    oczekuje niemożliwego (znania nieznanego)
    sam ma najpowazniejszy problem z oceną swojej sytuacji i szuka w opinii innych tego co ma akurat na myśli
    i co najgorsze kiedy sie nakręci pędzi myślami zupełnie już nic nie analizując

    ***
    Na pytanie czy możliwy jest pomyślny związek bordera można odpowiedzieć:

    miejmy nadzieję, ze tak i szukajmy dobrych przykładów

    można odpowiedzieć - nie wiem, wydaje się to bardzo trudne

    można odpowiedzieć póki nie poznam takiego związku milczę ze smutkiem i mam nadzieję, bo wiem jak to ważne dla każdego człowieka i chciałabym i nie godzę się wewnętrznie, ze nie da się; może najlepiej przyjąć, że to bardzo trudne ale praca opłaci się i na pewno każda sumienna terapia poprawia życie i zwiększa szansę na poukładanie się z drugim człowiekiem


    Oczekiwałaś tylko jednej odpowiedzi:

    "ależ tak idź na terapię a zapewniam, że stworzysz wspaniały związek"

    bądź jednego dziś pewna - g@wno warta tak odpowiedź

    ma sens tylko czasem by przerwać nakręcanie się, pozwolić zasnąć, podjąć decyzję o terapii

    szukasz łatwych głasków, ściem czy szansy by być traktowaną jak człowiek ze świadomością, że masz trudniej bo jesteś borderem?

    ja widzę zawsze człowieka i pisze do człowieka ze świadomością - border ma chwile kiedy nic nie jest proste i jasne, na tym to cholerne zaburzenie polega, ze człowiek nie rozpoznaje swoich problemów

    sam wybierzesz co cenisz















  • kingas87 11.11.13, 12:10
    "ależ tak idź na terapię a zapewniam, że stworzysz wspaniały związek" nie nie oczekuje takiej odpowiedzi. oczekuje nie klasyfikowania i nie wrzucania każdego do jednego wora. Tak zwane osoby zdrowe które miały do czynienia z Borderami uważają nas, jak to tu ktoś napisał za gówno. Nie wiedza ile wysilku wkladamy w to by bylo lepiej, by poprawic swoja jakosc zycia. wkurwia mnie to: Border=pojeb ktoremu nic nie pomoze. nikt nie zwraca uwago na to ze ktos sie leczy stara wklada mnustwo pracy by przynioslo to wymarzony efekt.
  • brz_a_sk 11.11.13, 12:41
    załamię Cię
    tak myśli tylko border i w tym cały dramat

    to jest tylko w Twojej głowie

    moze trudno to zmienić ale choć żółta kartka na lodówę - nie ludzie o borderach to border o ludziach i sobie

    1000 osób napisze Ci tu - nie mówię tylko o Tobie ale ogólnie a Ty te 1000 wpisów olejesz i wytropisz wszystko czego nie znosisz

    zapewniam to samo zrobisz słysząc w tv coś - przypasujesz do siebie i dzień szlag trafił

    no na tym masakra bordera polega

    cały czas śledzenie cudzych myśli by nie dać się zaskoczyć - ech
  • kingas87 11.11.13, 12:43
    u nieleczonego bordera owszem
  • toxic_chick 11.11.13, 12:57
    Ponieważ non stop dostaje powiadomienia na telefon o kolejnym poscie w tym wątku...Droga Kingo...

    Od wczoraj (i mowie to JA) krecisz sie w kolko... napisałaś już nie raz, nie dwa nie trzy... o nieakceptowalności wypowiedzi, które wrzucają do wora... ok... czaje... rozumiem... ba! rowniez jestem uczulona i dałam temu wyraz wielokrotnie! ... ale nie sadzisz, ze osoby, ktore weszly z Toba w polemikę chcą jakoś Ci pomoc? przekazać cos?... nie czytaj (po co Ci to??) wypowiedzi, które nie były adresowane do Ciebie bezpośrednio... ten wątek jest obszerny i długi... jakbyś poszperała na forum uwierz mi... nie takie perełki odnajdziesz.... ;) Każdy wyraża swoje opinie... nic ponad to.. okaż asertywność... i bądż ponad? nie zbawisz nikogo, zwłaszcza siebie tupiąc nogą... i co gorsze? tupiesz totalnie bez celu...
    Brzask napisała, że możesz wnioskować do woli.. nie koniecznie się zgadzając z nimi...Ty natomiast z tej wypowiedzi wychwyciłaś jedno zdanie?.... domyślam się nawet dlaczego... Nie szukaj na siłę akceptacji.. nie szukaj gotywych rozwiązan... bo takowych nie ma...

    Wczoraj odpowiedziałam na Twoje pytanie ad związków tworzonych przez BPD... to moja interpretacja... i nie skreślam... nie mówie "nie możlowe"... mówię... że wymaga dużo pracy... i odpowiedniej osoby z którą związek się tworzy...
    I pamiętaj...borderline nie równy borderline? tak? osoby, które nas nienawidzą widocznie mają ku temu powody? i też nie było im łatwo.... a tutaj mają swoją mekkę... rodzaj autoterapii... dalej się uczę jak to działa... i do jakiego stopnia można przenosić swoje własne doświadczenia na każdego zaburzonego.... i pisać o swoich traumach w liczbie mnogiej... ale widocznie można....

    polecam zieloną herbatkę ;) i ponawiam prośbę z wczoraj.... daj na luz :P
    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 11.11.13, 13:08
    ale ja bardzo cenie wasze wypowiedzi i to co pozytywne dla mnei zabieram dla siebie i nie komentuje. przeczytalam wszystkie wypowiedzi. Wiem że partnerom bpdowcow nie jest łatwo. sama bylam / jestem , sama nie wiem, z kobieta ktora ma bpd i sie nei leczy. i jest masakra :/ pierwszy raz zobaczylam jak kiedys musialy czuc sie osoby ktore ze mna byly. ja czuje sie bezsilna wobec niej, nie umiem jej pomoc a bardzo bym chciala. Ze mna kiedys bylo tak samo. Jestem wdzieczna za wszystkie wypowiedzi. Moja porywcza natura nie pozwala na nieskomentowanie drażniących mnei wypowiedzi :D ale te dobre mam w juz zakodowane w glowie.
  • brz_a_sk 11.11.13, 14:15
    wiem jak border łapiący sens i sposoby autoterapii wraca do swoich wypowiedzi

    nic tak nie pomaga zobaczyć gdzie się rozkręca a gdzie łapie doła

    zawsze wtedy kończy się rozmowa zaczyna to z czym walczysz

    wczoraj widziałam jak wpadłaś w to 'nie wytrzymam co ona mi wciska'

    spokojnie odpowiadałam Ci

    kiedyś z dystansu spojrzysz i tylko tak można chyba sobie pomagać

    czy znajdziesz w tym szacunek dla Ciebie? zobaczymy

    znam takich, którzy rozmawiają i takich którzy wyłącznie negują - tak to jest i zmienia się

    chcesz spójrz - ciężko się z tym godzić ale tak bywa

    raz masz korzyść z rozmowy w innej fazie tropisz wroga - warto sobie zdawać sprawę, że zmiana wynika z zaburzeń bordera i od doceniania do dewaluacji krok w głowie bordera a nie w zepsuciu się nagłym rozmówcy

    fajnie kiedy chwilowa niechęć mija gorzej gdy ktoś nie potrafi pamiętać, ze najbardziej siebie krzywdzi zapominając, że przyjaciół na wrogów zamienia jak rękawiczki - bo tak to dział nieznośnie u borderów - czasem i niektórych pewnie :)

    podeprę się neutralnym tekstem by było jasne o czym czasem nieskładnie piszę:

    bpd-info.pl/borderline-na-granicy/

    jak łatwo w swojej głowie zniszczyć rozmówcę i zarzucić mu tonę bzdurnych bezsensów widać po tym jak to się dzieje w czasie profesjonalnej terapii

    nie-border najczęściej otwiera szeroko oczy odwraca się na pięcie i marzy by nigdy już nie spotkać się i nie zamienić słowa z borderem, który odpalił voltę; kiedy zna się schemat ma się dystans i już

    tak wiele razy tu widziałam i wściekłe ataki i niechęć ale i refleksję
    najszybciej godzą się borderki ze soba po wyrywaniu piór i poniżaniu wracają z pewnością, że nie mają wpływu na swoje emocje, a inni są niezbędni im jak tlen

    border w niezłej formie to taki border, który nie poświęca ani sekundy swoim wrogom - wie jak ich sam sobie generuje i dlaczego i unika kontaktu i nie podlewa tego kwiatka

    nasze myśli mieszkają tylko w naszej głowie - jesteśmy ich panem choć bywają nieposłuszne to jednak nasze

    mozemy sobie opowiadać co myślimy :)
  • kingas87 11.11.13, 21:01
    :(
  • brz_a_sk 11.11.13, 21:07
    daj spokój

    wyłaź na powierzchnie

    dzis trudno to mają ci ze squatów

    www.facebook.com/photo.php?v=546380885452132&set=vb.261324837291073&type=2&theater




  • kingas87 11.11.13, 21:11
    żyłam na squacie... to bylo spoko :D mysle ze my bpd walczymy a i tak zdechniemy w bezsensie
  • brz_a_sk 11.11.13, 21:18
    przecież te ataki dziś to na wszystkich odmiennych tak?

    krew się gotuje kiedy człowiek to widzi



  • kingas87 11.11.13, 21:18
    co mam powiedziec?
  • toxic_chick 11.11.13, 21:33
    kingas87 napisał(a):

    > co mam powiedziec?

    Myśle, ze lepiej już nic?... dajesz świadectwo... od jakiegoś czasu... i chyba nie jesteś świadoma?.... z każdą wypowiedzią z kogoś zaburzonego przeistaczasz się w BORDA! czaisz????????? bronisz... walczysz... po czym takie coś?... gdzie konsekwencja? niiii ma

    Z tego co pamiętam jutro masz ważny dzień? więc ogarnij się.. idź wczesnie spać i nie analizuj.... samo czytanie tego co piszesz jest męczące... serio... nie wiem czy Cie opierdolić czy pogłaskać???

    ps. dostać się na oddział nie jest proste... jakby ktoś z Babińskiego dostał kopię Twoich wypowiedzi?... bez szans!
    Mimo to.. trzymam kciuki i proszę znajdź jakiś spokój w sobie... dobranoc
    --
    I stopped fighting my inner demons.. we're on the same side now
  • kingas87 11.11.13, 21:41
    1go stycznia zmarl mi dziadzio ktorymnie wychowal potem zostawilamnie po 2 latachkobietga zabrala dziecko potemmialam wypadek potem szpital 2 miesiace potem moj przyjaciel sie powiesil... nie uzalam sie nad soba ale ten rok byl pelny zlych emocji.., ide spiac caluje was durnie:))
  • brz_a_sk 11.11.13, 21:58
    trzymaj się

    nie jesteś ani dziwna ani zła

    będzie dobrze

    jedno jest pewne że terapia jest bardzo potrzebna

    chwile słabości nie są naganne - byle chcieć z nich wyłazić

    znam takich którzy udają ze są silni - lipa - nie nalezy
  • natka.natki 18.11.15, 01:31
    kochana, w jeden rok tyle nieszczęść? Jak Ty to wszystko wytrzymujesz?
  • san-ds 19.11.15, 18:35
    Chciałabym nawiązać kontakt z osobami, które obecnie trwają w związku z osobami z zaburzeniem bordeline. Jest to dla mnie niezmiernie ważne, sama jestem po związku z borderem. Koncze psychologię kliniczną a tym jakże trudnym zaburzeniem interesuję się odkąd sama osobiście się z tym nie zmierzyłam. Będę wdzięczna za odzew. Proszę jednak o kontakt z osobami które mają postawioną diagnozę, bądź osoby które żyją w związku ze zdiagnozowanym borderem zostawiam e mail sanderson26@wp.pl
  • kingas87 11.11.13, 11:26
    ale masz dużo racji. często uważam (zwłaszcza w związku) że wiem co ona mysli i czuje i dopiero jak to usłyszę mam spokoj :/ to nie jest normalne prawda?
  • brz_a_sk 11.11.13, 12:50
    normalność to wyłącznie statystyka
    może najpożyteczniejszą normalnością jest oryginalność

    ja bym powiedział 'nienormalne' jest to co uwiera przeszkadza
    warto sprawdzić czy to drzazga czy nadwrażliwy punkt
    kłopot z wnętrzem czy z otoczeniem

    zmieniać siebie czy wybory towrzystwa

    być normalnym w swoich oczach to szczęście
  • brz_a_sk 20.11.13, 22:07
    co jakiś czas ktoś pyta czy mu się uda

    warto rozmawiać?

    chyba tak

    na pewno warto przeczytać wątek

    i pomyśleć jak krok po kroku walczyć o to co jest możliwe

    bo samo na pewno nic z nieba nie spadnie

    jedno jest pewne nie trzeba być pięknym, żeby być szczęśliwym

    ale kiedy ktoś się uprze to może pobłądzić

    :) jest ciekawa książka "Jedna rzecz" - nie wszystko wydaje mi się w niej oczywiste/słuszne ale na pewno warto poczytać i wyłuskać co komu przydatne
    każdy sam jest królem swojego życia

    gadać warto ?
  • eveline_max 23.02.16, 14:16
    Dziękuję 3bsp!! Po prostu Twoje wpisy obudziły mnie z letargu i nie przesadziłabym mówiąc, że dzięki nim zaczynam teraz nowy etap w życiu... Pozdrawiam ciepło. Aż chciałoby się zapytać czy u Ciebie wszystko się układa :)
  • to_byl_maj 18.09.16, 22:51
    Bardzo dobre. Dzięki. Oceny, w których się zagalopowaliśmy nie są uczciwe. Nie możemy winić kogoś za to kim jest. Z dzikiej pantery nie da się zrobić domowego kota. Akceptacja i pójście własną drogą. Wygląda na to, że to jedyne rozwiązanie. Pozdrawiam serdecznie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka