Czy "borderowcy" sa zdolni do wyrzutow sumienia?
Chyba nie :(
Od ponad trzech lat w moim zyciu jest ktos, kto wykazuje cechy osobowosci borderline, na dodatek mniej lub bardziej regularnie doswiadcza atakow paniki (i chyba agorafobii). Syn alkoholiczki, wychowany bez ojca. Swiadomosc, na co moj chlopak cierpi coraz bardziej mnie przytlacza. Z jednej strony czuje ogromny smutek przez to, co go w zyciu spotkalo. Z drugiej wielka gorycz i zal, ze we mnie upatrzyl osobistego wroga nr 1. Na spolke z matka (o ironio!) to wlasnie mnie obarczyli wina za wszystkie jego obecne niepowodzenia i problemy z nerwami. Byc moze znow zmienil zdanie, nie wiem, bo wyjechalam i po raz kolejny zerwalam kontakt, 2 miesiace temu. I jestem w kropce, nie mam pojecia, czy jest sens podejmowac go na nowo. Bo dopiero po tych kilku latach, doswiadczajac skutkow ww. zaburzen, zglebiajac lekture i rozmawiajac z ludzmi, ktorzy sie z tym zetkneli, widze z kim (z "czym") mam do czynienia. Zrodlo jego problemow tkwi hen w przeszlosci, w nim, nie we mnie. I m.in. stad ta gorycz i rozczarowanie, ze on tego nie widzi, nie rozumie, i wlasnie ze mnie robi skonczona wariatke i kozla ofiarnego. Zapytam naiwnie, czy wyjatkowo wysoka inteligencja nie ma zadnego znaczenia, nawet jesli osobnik jest zaburzony? Pisze kolejny raz, bo wcale nie jest mi latwo usunac go z zycia. Szczegolnie, ze kiedys ten ktos staral sie mnie wspierac calym soba. Nie wiem, czy kogos z bpd, atakami paniki i w ogole sklonnoscia do depresji mozna nazwac "chorym"? A jesli choroba, to jakie perspektywy wyleczenia, przyslowiowego "przejrzenia na oczy"? Czy osobowosci typu borderline sa zdolne do odczuwania wyrzutow sumienia? Zal jest tym wiekszy, bo mnie zycie tez nie rozpieszczalo, a mimo to brawurowo poradzilam sobie z powaznymi problemami, bo... chcialam, bo "dla niego". Mam rozumiec, ze jemu sie po prostu nie chce? Albo moze rzeczywiscie mysli, ze walczac ze mna, pozbywa sie wszystkich swoich utrapien? Na koniec zdalam sobnie sprawe, ze sama gderam jak on, jak borderowiec, zwalajac na niego odpowiedzialnosc za to, ze zrujnowal mnie psychicznie. A to moja wina, bo mu na to pozwolilam :(