Dodaj do ulubionych

sprawy łóżkowe

02.10.11, 13:30
a co z seksem? Zawsze lubiłam być gryziona i lubiłam klapsy. Lubię swoje ciało po takim seksie. Wiem ze nie zawsze tak lubię ale lubie tez seks gwałtowny, agresywny i pełen przemocy.
Potem zawsze mam takie uczucie że przecież takie traktowanie mi sie należy. To jest jakby spełnienie tego co jest we mnie w środku. Ale... przecież i tak chce przytulania i obejmowania i miłych słów i pieszczot.
Edytor zaawansowany
  • koleiny 02.10.11, 19:02
    A co to jest seks ;-) Nie pamiętam niestety.

    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • bloodyandblunt 02.10.11, 23:40
    wygooglaj sobie napewno coś znajdziesz ;))))
  • koleiny 03.10.11, 09:51
    wygooglałam, słabe to ;-)
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • bloodyandblunt 03.10.11, 14:06
    az sobie z ciekawosci tez wygooglałem i rzeczywiscie słabe to co co wyskoczyło ;)))
    przereklamowana sprawa ;))
  • koleiny 03.10.11, 15:29
    A widzi kolega? Czytam właśnie artykuł o Marku Aureliuszu i jego postawie stoickiej. Uważam, że przede wszystkim tego powinni nas uczyć na tych naszych terapiach - nie poddawać się emocjom, nie kochać za bardzo, odbierać sygnały z zewnątrz ale to co mamy w środku powinno być nienaruszone. Jeśli wciąż myślimy o tym czego nam tak bardzo brakuje (seksu np), to jego brak jest po prostu nie do zniesienia.
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • bloodyandblunt 03.10.11, 16:40
    czy ja wiem... osobiscie uważam ze jak kraść to miliony jak kochać to księzniczki
    takie podejscie "stoickie" troche bokiem mi czasami wychodzi
    bo jak sie juz rypnie i coś uzewnętrzni no to blada dupa (przepraszm za wyrażene)
  • mu.rena 04.10.11, 09:15
    ... no chyba, że się trafi na naprawdę kumatą księżniczkę ( albo księcia )... :).

    Witaj Bloody, winna Ci jestem publiczne podziękowanie. Wyszło akurat w wątku o seksie, nie szkodzi :). Nie chcę dyskutować o tym, za co to podziękowanie jest publicznie. Melduję tylko, że udała się nam obojgu zaje..fajna i skuteczna współpraca dla cudzego dobra ( ale dla mojego też ) :). To jest żywe świadectwo dla tych niedowiarków od czarno-białych podziałów na "biedaczków" i "potwory".

    Ty wiesz i ja wiem, że to nie BPD określa człowieka, tylko jego świadome wybory życiowe. No, to niech się inni też dowiedzą.....
  • koleiny 04.10.11, 09:59
    A możecie być mniej tajemniczy i powiedzieć o co kaman? :-) chociaż troszkę... Szczególnie jeśli ktokolwiek z nas mógłby na tym skorzystać.
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • mu.rena 04.10.11, 10:11
    Pewnie, że tak. Poczytaj sobie wymianę poglądów w wątku "zdiagnozowano u mnie BPD", mój nick jest constans. Tam jest , że tak tu ujmę "background" do hołdów dla Bloodego... Możesz się wtrącić do dyskusji, jeśli chcesz...., proszę bardzo. Ona zaczęła się od pytania gdzieś indziej, ale nie chce mi się szukać gdzie, jak ludzie z BPD budują poczucie własnej wartości. Odzewu wielkiego nie było, bo że przez seks właśnie - to jest jasne. I że to jest takie sobie rozwiązanie, to też jest jasne i gdzieś po forum takie głosy są rozrzucone. A ja potrzebowałam dotrzeć do jakiegoś innego spojrzenia, stąd ta dyskusja...
  • bloodyandblunt 04.10.11, 11:46
    witam mu.rena

    niekumata ksieznicznicza to juz niestety ćwierć księzniczki ;))
    ale najpierw by trzeba te miliony skrasć żeby na salony jako gołodupiec sie nie wbijać
    mozna ewentualnie sie zapoznać na modnym skwerku (ksieżniczka nie dba przeciez o róznice materialne) ale czy zauważy to jak wygrana w totka
    ale ile kurna tych ksiezniczek jest ? i jak ja znależć ;)))

    dziekuje za hołdy ale ich nie rozumiem
    to była tylko wymiana mysli
    fajnie ze udało sie wreszcie dogadąć i powodzenia dalej
    pozdrawiam
  • mu.rena 04.10.11, 13:01
    Do tego, żebyśmy się naprawdę dogadali , to jeszcze kawałek drogi, bo trafiła kosa na kamień, a kamień na kosę.

    W tym konkretnym przypadku księżniczka absolutnie nie wygląda na księżniczkę, a książę na księcia - ale są nimi, są ... :). W efektywnej komunikacji największą trudność sprawia mi to "lustrzane" myślenie, że druga strona z sympatii musi się do gardła rzucić... Ale wysiłki, żeby zrozumieć moje "lustrzane" dla niego reakcje ( bo przecież z drugiej strony też tak to widać, choć to mało kto kuma naprawdę ) dostrzegam i podziwiam. Bo przecież powinnam się wdać w pyskówkę, a ja nic. I zamiast huzia na Józia, cisza jak makiem zasiał. Ale ile go to musi kosztować....

  • bloodyandblunt 04.10.11, 13:18
    hehe... bo to księzniczka archetypowa ;) miliony też nie obłożone podatkiem ewentualnie grożbą przebywania w ciemnym lochu. ;)

    wiadomo ze łatwo nie będzie wam sie tak dobrze porozumieć (ale jest w tym też dużo uroku przynajmniej ja tak mam jak trafiam na osobe która nie reaguje jak sobie założyłem)
    coś w tym jest że to nie świat stawia nas w trudnej sytuacji ale nasza reakcja na otoczenie .
  • mu.rena 04.10.11, 13:35
    W tym przypadku jest jeszcze śmieszniej, bo i kumata księżniczka, co absolutnie nie wygląda na księżniczkę i kumaty książę, co nie wygląda na księcia mają całkiem niekiepski majątek każde. Tylko, że książę najpierw epatował otoczenie tym majątkiem, a właściwie pewnym aspektem tego majątku, a potem miał uzasadnione obawy, że nie o niego chodzi, tylko o te "opakowania życiowe" ( o tym było wcześniej gdzie indziej ). A księżniczka jest naprawdę kumata, bo majątek ma, ale się z nim ostentacyjnie nie obnosi. Za to ma "wadę fabryczną" polegającą na (zbyt) szybkim myśleniu i to jest potworna męka jak trzeba czekać, aż ktoś dogoni. Każdy ma swoją dysfunkcję :).

    I tak sobie wymyśliłam, że trzeba poczekać na księcia, żeby on z kolei wymyślił, żeby część swojego majątku przeznaczaną dotąd na cele mało szczytne oddać w ręce tych z Was, którzy potrzebują terapii , a kasy na nią nie mają.

    Ostatnie skierowane do mnie pytanie brzmiało ( cytuję dosłownie ): " czegoś jeszcze chcesz kretynko?". Prawidłowa odpowiedź brzmi: patrz wyżej.

    Żeby książę wymyślił takie coś, trzeba mu chyba posłać publiczne wiązanki... :).

    To wszystko Bloody w hołdzie za Twoje konsultacje. No zobacz sam, myśl potężniejsza niż seks :).

    Trzymaj kciuki, żeby się książę skupił na odbiorze takich myśli... :).
  • bloodyandblunt 04.10.11, 14:08
    hehe ... tu już do pole do popisu mają literaturoznawcy
    mozna by to okreslić naturalizmem basniowym
    absolutnie nie bajkowy książe pełen przywar
    pod wpływem niebajkowej księzniczki
    łoży na zdrowienie dla nieszczesliwych
    ale zeby było w konwencji naturalizmu dodaje "czego jeszcze chcesz kretynko"
    i zeby na zakończenie nie było " i zyli ....." to dodam
    "az do smutnej smierci uzerali się nawzajem czynili jednak dobrze" (basn musi byc basnia)

    ps: tak serio fajny ten pomysł z terapia
  • koleiny 04.10.11, 14:25
    Rany jak wy ślicznie pijecie sobie z dzióbków. Para?
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • mu.rena 04.10.11, 14:41
    Nie. Wspomniany książę, to ktoś zupełnie inny. Bloody ma inne zasługi, czemu daję publiczny wyraz.

    Ale z Boodym też łączy nas człowieczeństwo :). Ta teza zszokowała w pewnym momencie tych z "ofiar potworów z BPD", którzy się przerzucali na medyczno-psychologiczne formułki. bardzo im współczuję :(.

    Zwyczajnie mieliśmy szansę poznać się z Bloodym lepiej wymieniając myśli, a nie płyny ustrojowe :). I bardzo sobie to cenię.
  • bloodyandblunt 04.10.11, 14:46
    nie widziałem nieznam nieorientuje się
    hehe jak ja komus pieknie pije z dziubków to chyba zle rozumiane co pisze
    ale ale
    kowencja bpd w znacznej mierze polega zeby sie nie dać zeby byc na wierzchu
    cały czas (nawet jak niewychodzi) jak ktos za miły to cos nie tak (trzeba przypierdolic)
    dla mnie niektóre kwestie poruszane na tym forum są zupełnie nie autentyczne
    (wreszcie bedę szczery) w kontekscie złego dnia w kontekscie reakcji na partnera
    i wielu innych. Nie jestem świety wrecz mam wiele na sumieniu
    ale czy zle ze sie jest dla kogos miłym
    czy to zle ze czasem sie powstrzymam i nie przywle bliskiej osobie dzbankiem

  • koleiny 04.10.11, 14:51
    Ale to nie było złośliwe. Ja chyba mam problem z odpowiednim formułowaniem tego co mam na myśli. Często właśnie spotykam się z tym, że gdy wyrażam np szacunek, to ktoś patrzy na mnie jakbym mu przyfasoliła czymś ciężkim. :-) no taki mój los.
    Bez obrazy, lubię miłych ludzi.
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • mu.rena 04.10.11, 15:02
    Bo Bloody jest zwyczajnie fajny i ja też jestem zwyczajnie fajna ( a co tam ! ). I oboje mamy luzik, a to jest podejrzane na martyrologicznym forum ( no, sorry za szczerość ). Jakaś przeciwwaga dla hektolitrów cierpienia musi być.

    Posty Bloodego czytam tak, jak on " się wyraża" i dobrze się bawię, bo martyrologię przerobiliśmy wcześniej publicznie na forum.
  • koleiny 04.10.11, 15:21
    Pewnie przeciwwaga musi być... Ale co prawda to prawda - borderowcy cierpią i to cały czas. Znam to z autopsji niestety. Też bym chciała być uśmiechnięta, nie rzucać się codziennie z balkonu i nie odczuwać bólu żołądka. Zmiana nastawienia jest cholernie trudna, szczególnie gdy jesteś sam, terapia gówno daje, prochy cię otumaniają i kompletnie nie wiesz po co zyjesz na tym głupim świecie. Dlatego też rzeczywiście możecie zostać uznani za "normalnych" z tym waszym luzackim odnoszeniem się do siebie. A ci szczęśliwi to chyba nie za bardzo znajdą tu tematy dla siebie. :-(
    --
    schizofrenia niekontrolowana
  • mu.rena 04.10.11, 15:27
    I tu się mylisz ( z całym szacunkiem ). Nie wpadłam na forum, żeby epatować szczęśliwością, tylko po to, żeby zrozumieć zjawisko, którego mimo niemałego łba absolutnie nie kumam, a chcę. Bo z panem księciem wiele mnie łączy, chociaż również nie jesteśmy parą. Zbawiać go nie zamierzam, bo to każdy musi sam i nie ma inaczej. Ale wierzę w to, że można próbować wypracować obustronnie akceptowalny dystans. I jak widać można, bo z Bloodym rozumiemy się jak trzeba.

    P.S. Pozdrowienia dla zielonego, Bloody :).
  • bloodyandblunt 04.10.11, 17:15
    >Pewnie przeciwwaga musi być... Ale co prawda to prawda - borderowcy cierpią i to cały >czas. Znam to z autopsji niestety. Też bym chciała być uśmiechnięta, nie rzucać się >codziennie z balkonu i nie odczuwać bólu żołądka. Zmiana nastawienia jest cholernie trudna, >szczególnie gdy jesteś sam, terapia gówno daje, prochy cię otumaniają i kompletnie nie >wiesz po co zyjesz na tym głupim świecie. Dlatego też rzeczywiście możecie zostać uznani >za "normalnych" z tym waszym luzackim odnoszeniem się do siebie. A ci szczęśliwi to chyba >nie za bardzo znajdą tu tematy dla siebie. :-(
    > --
    >schizofrenia niekontrolowana

    alez tu kompletnie nie chodzi o to ze sie nie cierpi bajka jest jednak mocno gorzka
    i ksiąze kompletnie nie zrównoważony
    ja sam mam zycie takie ze pare osób mogloby się kompletnie za glowę złapać jak by wiedziało
    ale nie chce przynajmniej zyc w ciagłym rozpamietywaniu i rozdrapywaniu ran
    lepiej to ruszyc z innej strony na dystans to u mnie jecszcze duzo trzeba
    ale mozna to w to troche zartów włożyć
    pamietam swietny moment w takim filmie znanego aktora jak polityk
    krzyczy do publicznosci "jesli ktos jest winny to pierwszy rzuce kamieniem" (dokładnie sobie nieprzypomne ale tak to tam leciał)
    Brak mi dystansu co drugi dzien zastanawiam sie czy by sobie krzywdy nie zrobic
    ale kuzwa wszystko jest w moich rekach i jakkolwiek mi trudniej z tym bpd to ja kształtuje swoje zycie albo przynajmniej mam wybór na reakcje wobec niego (choc czasem dosc ostrą)
  • mu.rena 05.10.11, 09:52
    Bloody,

    za tę codzienną, upierdliwą i nieustanną walkę samego z sobą naprawdę Cię podziwiam. Dlatego zasiałam... Publicznie nie mogę napisać, co zrobiłam - bo się nie uda. A na privie nie jestem jeszcze gotowa. Czas pokaże...

    Trzymajcie kciuki :).

  • mu.rena 05.10.11, 10:20
    Tu po namyśle postanowiłam dopisać jeszcze taki komentarz: pan książe ma teraz jazdę , bo mu przewróciłam myślenie do góry nogami i odebrałam nade mną wszelką kontrolę. On mimo tych jazd ma swoje niezaprzeczalne piękno, bo już wcześniej stosował dzielenie się, ale u podstaw tego dzielenia się leżało coś bardzo dziwwnego i wychodziło z tego wielkie g... . A on ma ogromny potencjał ( w każdym sensie ) i szkoda, żeby się zmarnował ( i on sam i potencjał ).

    Komunikacja z nim, to dopiero sztuka - wszystko jest nie dość, że w lustrzanym odbiciu, to jeszcze komunikat jest "podwójny" - w zasadzie pozytywny, ale przecież nie można tak całkiem oddać pola, więc trzeba mnie dla równowagi ugryźć w dupę. Nie szkodzi, to wszystko dla dobra publicznego :). Potem będzie miał absolutnie zasłużone publiczne hołdy. Nie pierwszy raz ćwiczę niemożliwe.... :). I bardzo być może, że tak jak w pewnym momencie potrzebowałam konsultacji Bloodego , ze względu na pewien wątek w Twoich postach, Koleiny, będę potrzebowała Twojej konsultacji. Da radę?
  • bloodyandblunt 04.10.11, 15:05
    hmm...a to przepraszm
    troche tak to odebrałem
    (i znow dwa sposoby reagowania)
    nawet ciekawie wyszlo ;))
    nawet przyklad do watku ponizej mu.reny

    Tak przezwycięzyc ten egocentryzm
    to nielatwe
    az sie normalnie zawstydziłem
  • mu.rena 04.10.11, 15:15
    To w nagrodę rozkoduję Ci to: " czegoś jeszcze chcesz kretynko? ". Żebyś był ze mnie dumny, że masz taką kumatą uczennicę :).
    Kretynkę trzeba olać albo zamienić na "kochanie" - ale nie od seksu tylko od przyjacielskiego podejścia. Ważne jest "jeszcze" - on już się naprawdę wysilił, a że nie jest " biedaczakiem z BPD" tylko "siłaczem z BPD" , da radę. Tylko musi się skupić na tym, czego od niego chcę. A chcę nie tego, żeby się przede mną popisywał , tylko żeby się podzielił z tymi, którzy rzeczywiście potrzebują. Ja tam w niego wierzę... :).
  • mu.rena 04.10.11, 15:20
    Zapomniałam dopisać, że księżniczka ma drugą dysfunkcję: totalną niezależność myślenia. To jest dla otoczenia bolesne.
  • mu.rena 04.10.11, 14:36
    ... a szydziłeś ze mnie kiedyś wytykając próby stworzenia międzynarodówki BPD.... :).

    Ostatnio byłam na uczelnianym zjeździe "wielkich łbów" w naprawdę eleganckim hotelu. I okazało się, że za alkohol do kolacji trzeba płacić i to niemało. A wcześniej płaciliśmy za zjazd i to też niemało, więc wydawało nam się to niesprawiedliwe. Nie mówię, żeby się od razu skuć na cudzy koszt, ale żeby tak całkiem sucho...Ponieważ każdy miał za zadanie coś przywieźć do wspólnego wora, żeby potem dostać jakąś niespodziankę - były też w worze fajne wina. Poprosiłam mojego kolegę, żeby się skupił, bo potrzebna nam jakaś fajna butelka. No i się skupił, i dostał z wora fajne wino. Ponieważ to mój nowy kolega od biznesu, z ciekawością patrzyłam na to, co zrobi. Egzamin zdał: najpierw polał nam, a potem nie schował butelki za pazuchę, tylko obdzielił resztę towarzystwa przy stole. Wyszło bardziej niż symbolicznie, ale nie o to chodziło, tylko o ten gest dzielenia się.

    A potem inni się skupili i też wylosowali fajne flaszki i polali nam. I też symbolicznie. A potem było jeszcze śmieszniej, bo skoro jest równouprawnienie i nie była to randka, nalegałam żebym mogła chłopakom postawić po lampce wina, jak oni wcześniej mnie. I okazało się, że moja karta pokojowa, którą mogłam normalnie płacić na terenie hotelu nie działa i jeden z nich zapłacił za ten mój gest bez słowa. I oboje dostaliśmy brawa.

    Gdzieś tam na forum przeczytałam, że BPD to megaskłonność do skoncentrowania się na sobie. A tu potrzeba trochę luzu, nic więcej.

    Księżniczka nie ma problemu z tym, żeby się dorzucić do kasy księcia, ale NAJPIERW książę musi pokonać swój egoizm. Zobaczymy....

  • mu.rena 14.10.11, 14:53
    Mogę dopisać kolejny rozdział do tej jakże naturalistycznej historii: książę zamiast pracować nad sobą dla swojego własnego dobra ( co jest trudniejsze - zwłaszcza, że do tej pory ani on sam od siebie ani nikt inny tego od niego nie wymagał ) właśnie ugryzł księżniczkę w dupę ( co jest banalnie proste ). Jedno dobre: ugryzł ją za to, że jak mówią w kołach zbliżonych do mistrzów karate: "stanął w prawdzie". Wobec tego jest nadzieja... Mam takie wrażenie, że gryzienie w dupę na jego własną szkodę, to jego pasja. Pierwsza zasada bezpieczeństwa w pracy z narowistymi rumakami brzmi: stanąć trzy razy dalej niż zasięg zębów.

    A jesli chodzi o karate, to z tym jest taki problem, że najpierw trzeba zdefiniować który z trzech podstawowych kierunków ma się na myśli.

    Nie wiem, na ile tomów przewidziana jest ta bajka i czy ma szansę przejść do historii literatury. W ciągu 57 lat pracy twórczej J.I.Kraszewski napisał i wydał około 600 tomów. Bardzo być może, że ambitny książę pragnie pobić ten rekord. Księżniczka zamiast się odgryźć, zachowała stoicki spokój i pojechała do królewskiego grodu zobaczyć, czy da się zorganizować kasę z alternatywnego źródła. Bo słowo się rzekło...

    Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie i proszę o cierpliwość

  • mu.rena 14.10.11, 15:17
    Jedno jest tylko nieczytelne w tej historii do tej pory: dlaczego książę uparł się gryźć w dupę tę właśnie księżniczkę? Mógłby ją przecież zwyczajnie olać, tyle jest innych księżniczek do gryzienia. I nie-księżniczek też całe roje.

    Jakieś sugestie ze strony czytelników ?
  • perpetua-mobila 14.10.11, 19:48
    mu.rena napisała:

    > Jakieś sugestie ze strony czytelników ?

    Ja mam jedna.

    Myslalas o widzycie u psychologa? Ja płodze tyle postow na godzine tylko w stanach leciutko psychotycznych i jeszcze nie zdarzylo mi sie mimo to pisac samej do siebie. Milego wekendu.
  • mu.rena 16.10.11, 08:29
    Perfekcjonizm,

    dzięki za radę, otrzeźwiłaś mnie natychmiast.

    Wpadłam na forum po to, by lepiej poznać świat BPD z powodu Księcia. I zrozumiałam, że ten świat jest zerojedynkowy: albo dam się traktować jak przedmiot, albo nieustannie będę gryziona w dupę. Nie chcę ani jednego i ani drugiego.

    To, co mnie tu uderzyło, to nie huśtawka emocji, bo to się zdarza każdemu, ale brak wartości. A jeśli nie ma wartości, łatwo jest traktować ludzi jak g... i dawać się traktowac jak g...

    Żeby utrzymać się w konwencji bajkowej: Książę ugryzł mnie w dupę z dwu powodów - w tym samym czasie odkryłam jego najskrytsze marzenie, a on ujawnił je w inny sposób. Problem polega na tym, że żebym w ogóle rozważała taką opcję, muszę mieć do niego megazaufanie, bo musiałabym oddać mu się pod całkowitą opiekę, a w ekstremalnym przypadku w grę wchodzi narażenie życia. I nie można tego wykluczyć na starcie. Nikt rozsądny nie powierzy najcenniejszego co ma zachciance huśtawki emocjonalnej. Zwłaszcza, że niedawno z całkiem bliska widziałam podobną sytuację i skończyło się marnie. Co mnie boli o tyle, że to był bliski mi człowiek - sam spowodował katastrofę i pociągnął za sobą niewinną ofiarę.

    Znajomość z Księciem bardzo mmnie wzbogaciła, dlatego chciałabym jakoś spłacić ten dług. Ale żebym mogła to zrobić bezpiecznie , znikam stąd do siebie. Od tej pory bardziej świadomie będę się przyglądała, czy moje relacje z ludźmi są podmiotowe i nacechowane szacunkiem, mimo naturalnej różnicy poglądów, czy przedmiotowe. Tych drugich zwyczajnie nie chcę: ani dla siebie, ani dla drugiej strony.

    Dziękuję Wam za wymianę myśli ( szczególnie Bloodemu ) i życzę wszystkim wiele miłości.

    Mu.rena

    P.S. Czy i jak bedzie wyglądał ciąg dalszy bajki- nie mam pojęcia. Jedno wiem z pewnością: w moim przypadku do realizacji swoich marzeń Książę wybrał jedyną absolutnie nieskuteczną drogę. Gdybym na nią weszła, katastrofa dla obu stron murowana. A ja go nie chcę traktować przedmiotowo. I tyle.
  • mu.rena 14.10.11, 15:33
    Na swój własny użytek mam taką teorię, że głowa służy do myślenia. A książę ma tak jakoś, że najpierw musi ugryźć w dupę, żeby mu się włączyło myślenie głową. To bardzo energochłonna i czasochłonna strategia. Elektrownia atomowa nie starczy, żeby sprostać takiemu poborowi energii.
  • czita88 14.10.11, 19:12
    Sorry że ja może nie na temat ale nie chce mi się czytać wszystkich wypowiedzi w tym wątku tym bardziej że to chyba dwuosobowy dialog a takich w ogóle nie chce mi się czytać :P.

    Mi zdarzylo się być posądzaną o nimfomanię... Tylko że tu nie chodzi o seks... No dobra nigdy nie pościłam to nie wiem co znaczy jego brak .. Ja po prostu siebie nie szanuję. Tak mi mówią bo ja nie wiem nawet jak powinno być. Uwielbiam sprawiać że tym gnojom (sorry wszyscy panowie) jest dobrze. Lubię nad tym panować także pozornie dając im sobą pomiatać. Kocham widzieć pożądanie w ich oczach... Czuć ;)... Ech... Czasem gdy robię rzeczy których "nie wypada" sretetete powinnam mieć wyrzuty moralnego sumienia i czuć się nikim albo zwyklą ku*wą to myślę że ja po prostu do niczego innego się nie nadaję (czyt. odpowiedzialność, związek, rodzina, kariera...) a raczej że niczego nie robię tak dobrze i jeśli do tego im jestem potrzebna, to niech tak będzie. Przecież to nie boli a wręcz przeciwnie. Tak jak fred2011:
    "Potem zawsze mam takie uczucie że przecież takie traktowanie mi sie należy"
    choć mamy na myśli co innego.
    A co do ostrych akcji to owszem zdarzało się, były elementy przemocy, lubię być szarpana za włosy i ach.. no uwielbiam silnych dużych facetów (choc na codzień są beznadziejni i popierdoleni :/...). Gdy fantazjuję to już w ogóle... odjeżdżam.. laski marzą o łóżu pełnym róż i 2 godzinach całowania przez jakichś lalusiów (żygam...!) a ja sobie wyobrażam gwałt przez napalonego spoconego zarośniętego wielkiego brutala.... hmm..
  • sicucha 18.10.11, 19:37
    ja również mam skłonności masochistyczne. Fantazjuję o brutalnym gwałcie, że idę sobie ciemną ulicą a tu wyskakują jakieś 2 typy i mnie gwałcą i nie mogę nic zrobić.
    Lubię także jak mnie facet poniża w łóżku, wyzywa od szmat,dziwek itd najlepiej po rosyjsku. Wiem, dziwna jestem :P
  • czipsia 31.10.11, 16:53
    sicucha a ja swojemu kazałam się nazywać swoją "ukraińską dziwką" i specjalnie ubieram się na czerwono a maluję oczy na niebiesko jak Ukrainki. kręci mnie to....
  • czipsia 31.10.11, 16:49
    czita88 w zasadzie nie muszę się wypowiadać, bo czuję dokładnie tak samo. też mnie posądzają o nimfomanię i w d** to mam, moze i tak a moze to próba rozładowania napięcia? im bardziej się denerwuję, tym bardziej mi się chce, a że ostatnio poszłam na nowe studia i jest stres to ciagle myślę o o seksie. Każdego faceta oceniam pod kątem seksualnym. Mijam ich na ulicy i się zastanawiam, jacy są w łóżku, albo jak idą z dziewczynami pod rękę, to wyobrażam sobie, jak to robią. Poza tym filmy porno to już nałóg, w ostatnim miesiącu 17GB transferu mi zjadły ale to nie jest zwykły seks! ma być przemoc, albo dziwactwa typu on młody-ona po 50tce, albo na odwrót. Też nie lubię chucherkowatych facetów. Ma być duży, najlepiej grubszy, by było się do kogo przytulić. Przy takim kimś czuję się bezpieczna. Popęd mam tak duży, że zastanawiam się nad antydepresantami, bo po nich się nie chce, tylko chłodna, beznamiętna logika. Cierpię bardzo, kiedy mój chłopak już nie chce się kochać i wtedy czuję się tak, jakbym się narzucała i to ja nosiła spodnie w tym związku. A gdy się naoglądam filmów i nie spożytkuję tej energii to mam myśli samobójcze albo mnie mdli. To nowy mechanizm jakiś bo wcześniej tego nie było. Gdy już dojdzie do seksu to jest zajebiście ale do najczulszych partnerek nie należę :/ róże i gra wstępna dłuższa niż stosunek to też jest dla mnie śmieszne! poza tym jeszcze cos ale to już bardzo intymne :>
  • sicucha 10.11.11, 21:40
    Czipsia, a mówisz po ukraińsku lub rosyjsku :D?
    ja mówię i po ukraińsku i po rosyjsku ale wolę po rosyjsku, po ukr mówię jak muszę a czasami muszę.
    W łóżku bym mówiła z Rosjaninem / Ukraińcem po Rosyjsku i powiem Ci że jeszcze nie miałam okazji nigdy ale uprawiałam wirualny seks haha z Białorusinem.
  • chemical_moon 11.11.11, 11:43
    tu reaktywowana czipsia czyli ja :) tak, mówię po rosyjsku a po ukraińsku nie może jedynie "pizdiec" i to nie wiem, czy po ukraińsku czy litewsku :D ja uprawiałam seks w taki sposób, że ktoś do mnie dzwonił, gadaliśmy co by kto komu zrobił a potem się rozłączyliśmy na kilka minut ;D ciekawe po co... no ale to był Polak :D muszę przyznać, że wirtualny to jednak nie dla mnie ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma i wszystkie chwyty dozwolone. dziś przyjeżdża mój partner, zechcę go wykorzystać seksualnie uhhh :D
  • miskolaj 11.11.11, 14:23
    a ja mam pytanie, czy ten seks zawsze daje Wam rozkosz czy tylko rozładowanie emocji? bo mi najczęściej jednak tylko to drugie, nie umiem tez i nie lubie romantycznego bzykanka, takiego delikatnego bo juz w ogole nic nie czuje, ale z kolei jak robie to nie ze swoim oartnerem, to chocby pociagal mnie i byl zajebisty nie czuje nic kompletnie, poza oczywiscie jakims tam rozladowaniem napiecia, potem oczywiscie dol i masakra, ale chyba najlepiej mi samej ze soba:) seks zaczyna byc dla mnie przeeklamowany niestety:(
  • czita88 11.11.11, 15:53
    Seks stracił sporo na znaczeniu i odczuwanej satysfakcji odkąd biorę leki :/ ... Zgadzam się że seks z kimś obcym, z kimś z kim nie jestem, to zupełnie inna sprawa. Jest namiętność, nie raz rozkosz, ale nie jestem wtedy w pełni sobą, wydaje mi się chwilami że widzę całą akcję "z boku"... Co daje... Uwolnienie od napięcia (jeśli zwabiła mnie masakryczna chemia - bardzo często "po wszystkim" drastycznie maleje, jest rozczarowanie), często przyjemność, no i przede wszystkim (chwilowy) wzrost samooceny, bo zawsze po te dupki zachwycają się jakby nie wiadomo co przeżyły... Jest satysfakcja jak łatwo ich uwiodłam, zauroczyłam i zachwyciłam sobą... Potem zwykle w stosunku do takich facetów pojawia się obojętność :).
    Gdy kocham się z kimś kogo kocham (to nie jest jednoznaczne z seksem w związku :P), to ... ojej :-)... jest mnóstwo czułości, gorąca, namiętności ale takiej innej, nie pośpiesznej i "zimnej", nastawionej na orgazm i nic więcej, to jest namiętność pełna uczucia, wyplywająca ze mnie glęboko ze środka, pełna uczucia, oddania, miłości (?)... sprawiająca że cała drżę, nie panuję nad tym... Pragnę żeby było mu dobrze, pragnę się połączyć, stanowić jedność... chociaż tu i teraz... Nie potrafię opisać słowami co wtedy czuję... Jak dojdę to już w ogóle jestem w niebie... Zawsze robię wszystko by on się tam znalazł... Po jest cudowna błogość, bliskość, ciepło, bezzpieczeństwo, spokój.... Ech... :). Oczywiście nie zawsze było/jest tak cudownie, dużo zależy od atmosfery, okoliczności no i mojego nastroju, postawy danego dnia wobec tego ukochanego... w takiej bliskości bardzo przeszkadza mi alkohol (spłyca doznania) i gadanie w trakcie (wszelkie inne dźwięki bardzo pożądane ;)).
  • chemical_moon 11.11.11, 19:28
    no ja już po... już pojechał. Też mi się to już coraz mniej podoba. Pierwszy raz był taki totalnie bez uczuć, bo tak mu się chciało bardzo no i nie doszłam a za 2 razem się poprawił - był u mnie 4 godziny i w sumie tylko to robiliśmy. Denerwuje mnie to, ze on jest taki niedojrzały. Leżę obok niego, przytulam się a ten mówi o jakichś terapeutach i o tym co się dzieje w szpitalu - chcę złapać klimat a on albo się śmieje albo leży, oczy zamknięte, nie rusza się. Seks poza związkiem nie przynosi mi kompletnie satysfakcji, więc go nie uprawiam, ale próbowałam. Pomyłka. Ja muszę jednak czuć, ze GO kocham i ze jest MÓJ.

    Widzę, jak on coraz bardziej "odlatuje" do swojego świata. Mówi, że się cieszy i tego nie okazuje, w zasadzie nie okazuje żadnych emocji. A ja jak się cieszę to aż skaczę z radości, a jak płaczę to się tarzam po podłodze
  • ocede 19.03.12, 15:48
    Miskolaj, dla mnie sex zawsze był przereklamowany niestety.... Nie daje przyjemność, jedynie zwieńczenie więzi emocjonalnej (z nikim, z kim mnie nie łączyło "coś" nie spałam, bo i po co....)
  • hu.i 17.04.12, 18:51
    marzenia się spełniają.
    chętnie poczytam Twoje spostrzeżenia i refleksje po fakcie
  • ewaberlin 17.03.12, 02:20
    tez tak mam,z jednej strony chce byc w jakis sposob ponizana a z drugiej brakuje mi ciepla....
  • luka1978 22.03.12, 12:32
    Te sprawy łóżkowe, to tragiczna sprawa, bo u mnie coś takiego w ogóle nie występuje. Jako nastolatka miałam liczne kontakty seksualne, z kim popadnie, szukałam akceptacji w społeczeństwie, ale sam stosunek był dla mnie torturą. Jako leska, potwornie się do tego zmuszałam, ale wedle oczekiwań mojej mamy, chciałam udowodnić, że jedyne co umiem to kurwić się. źle się z tym czułam i tak nagle jak zaczęłam tę niekontrolowaną beznadziejną, jazdę, tak nagle ją skończyłam. Minęło 12 lat, a ja nadal nie byłam z nikim w łóżku, jestem anorektyczką i mam problem, aby pokazać swoje ciało jakiejkolwiek kobiecie, choć bliskości i namiętności potrzeba mi jak powietrza, a zakochana jestem po uszy, no i płonę z pożądania. W ogóle samotność to taki wyrok, sama się na niego skazuję, tylko nie wiem za co i za co?
  • czita88 01.03.13, 23:15
    luka1978 napisała:

    jestem anorektyczką i mam prob
    > lem, aby pokazać swoje ciało jakiejkolwiek kobiecie, choć bliskości i namiętnoś
    > ci potrzeba mi jak powietrza, a zakochana jestem po uszy, no i płonę z pożądan
    > ia.

    Może to głupie, co napiszę, ale kiedy miałam anę, to był chyba jeden z najlepszych okresów w moim życiu ( :/). Wtedy wreszcie coś mi wychodziło. Sprawy seksualno-uczuciowe nie liczyły się, nie było do nich głowy, czasu, chęci, były czymś zbędnym. Akceptacja owszem, miała jakieś znaczenie, odbiór innych, może były jakieś marzenia co do przyszłości, ale tu i teraz (tam i wtedy :)) żadni faceci i namiętności się nie liczyły. Jakikolwiek dotyk "parzył" Tylko jeść jak najmniej, najlepiej wcale, i spalać jak najwięcej. Pełna kontrola. To katowanie się dawało satysfakcję. Odwrotnie niż w napadach bulimicznych 2-3 lata później, kiedy sprawianie sobie przyjemności skutkowało skrajną pogardą i obrzydzeniem sobą. Czułam się silna, twarda, czysta, momentami nawet lepsza (od tych uzależnionych od jedzenia, zapychających się tym syfem).
    Pewnie gdybym z tego nie wyszła, to skończyłoby się dla mojego organizmu nieciekawie, ale straszne konsekwencje wychodzenia z tego bez terapii i jakiegokolwiek wsparcia sprawiają, że żałuję... NAjbardziej to żałuję, że w ogóle w to wpadłam :/, bo odtąd już nigdy nie było normalnie (jeśli w ogóle kiedykolwiek przedtem) :(.

    Luka, w loginie masz swój rocznik?
    Leczyłaś się i to wraca? Długo już się z tym zmagasz?
    Jesteś zakochana w konkretnej osobie (głupie pytanie w sumie :)) ? Czy ona o tym wie, ma szansę się choćby domyślić ?

    --
    >but food wont take this emptiness away<
  • brz_a_sk 02.03.13, 13:52
    są osoby, które mówią, że pasja, plan, cel o jedyne co potrafi porwać i umożliwić

    zgadza się

    straszne jest to, że bord daje sobie prawo jedynie do zadawania tortur po drodze - katowanie ciała jest świetne, mordowanie własnych miłości świetne, deptanie własnej godności - o pycha!

    tak niebezpiecznie dać bordowi siłę

    nie zawsze zrobi z tego wiosnę i nie zawsze pąk uszanuje w sobie - mimo chęci
  • cierpieniamlodegobordera 24.02.13, 18:15
    Up! Podbijam wątek, żeby się nie zarchiwizował.
  • 523xxx 10.06.13, 14:54
    Czy zdarzyło się komuś aby ich partner z bpd lubił stosować w łózku przemoc fizyczną, po prostu bicie, szarpanie aż tak do siniaków.....??
    dzięki za odp.
  • fred2011 12.06.13, 22:23
    ja tak mam. Lubię. Lubię silne doznania. Ale w jakimś stopniu uważam ze mi się należy takie zachowanie.

    --
    Bez emocji uda mi się przeżyć te cholerne życie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka
Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.