Witam Wszystkich.
Zostałem sam.
I chcę być sam do końca życia,
to najlepsza droga w moim przypadku.
Mam zdiagnozowane borderline,
Byłem w związku, raj, piekło, raj, i tak przez dwa lata.
Ale chciałbym napisać o ostatniej mojej fazie.
Wpadłem w stan nie do opisania.
Znęcałem się nad dziewczyną 5 godzin.
Wpadłem w jakiś odrealniony świat.
Nie umiem go opisać.
Ale mało brakowało, aby doszło do tragedii.
Chciałem zabić byłego chłopaka dziewczyny, i nie wiem czy w tym stanie w którym byłem nie byłbym zdolny.
Wpadłem w jakiś demoniczny stan,
zero kontaku,
mało co nie podciąłem sobie rozbitą butelką tętnicy.
Dziewczyna moja rozpadła się totalnie,
później chciała popełnić samobójstwo.
Nie mam siły żyć z poczuciem winy,
od miesiąca leże w łóżku,
koszmary mam,
czuję się jak morderca.
I jestem nim.
Powinienem pójść do więzienia.
Wyję, czuję się jak w piekle.
Nie umiem sobie spojrzeć w twarz,
nie umiem żyć ze świadomością, że tak skrzywdziłem człowieka.
Nie wiem jak żyć z tą myślą,
nie umiem,
boję się o moją dziewczynę
i wiem, że nic mnie nie tłumaczy,
wiem, że będąc ze mną straciła wiele zdrowia,
zrobiłem spustoszenie w jej psychice i życiu.
Mój ojciec był tyranem,
robił to samo mojej mamie,
i dopóki nie związałem się,
zawsze marzyłem o wielkiej miłości,
o tym, że nie będę taki jak ojciec,
że nie skrzywdziłbym drugiego człowieka,
teraz wszystko legło w gruzach.
Wolałbym powiesić się
ale wiem, że to umycie rąk po tym co zrobiłem i tchórzostwo.
Muszę jakoś żyć, ale strach o moją dziewczynę pozostanie już na zawsze,
i poczucie winy nie do opisania.
Nie umiem już życ i cieszyć się życiem.
Jestem katem.