może najpierw się przywitam - Cześć:) wszystkim; tak sobie czytam i czytam Wasze forum i coraz bardziej krystalizują mi się pewne sprawy w głowie - chociaz pewnie nie na długo - bo mam kiepską pamięć. Między innymi własnie dlatego miesiac temu sama zaczęłam terapię i myślałam na poczatku, że będzie łatwo prosto i przyjemnie wrocić do pionu...a moze nie, sama nie wiem. w sumie odkąd mam świadomosć to wiedziałam, ze "coś" jest ze mną nie tak, że jestem "zła" i dlatego się starałam... i doszłam do perfekcji w tym staraniu sie a raczej "stawaniu" się niesobą. mam milion masek, na każdą pore dnia i nocy i każda z nich jest tak samo sztuczna że aż włosy dęba stają :) i chyba trafiłam na terapie bo sie potwornie zmęczyłam tym wszytskim. a mam dopiero 27 lat, 2 latkę do wprowadzenia w życie i coraz mniej cierpliwego męża. po 1 spotkaniu z terapeutką kompletnie się rozyspałam, nie rozumiałam co ludzie do mnie mowią, nie potrafiłam zapamiętać kompletnie nic, gdzie dałam klucze, gdzie miałam zadzwonic, co kupić - dobrze że mam w miarę schematyczny rytm dnia i w zasadzie 10 dni chodziłam jak automat - i wszystko widziałam tak jakby z góry, i chyba coś z tej góry zobaczyłam, bo sobie nagle uswiadomiłam ze to ciągłe naskakiwanie na mojego meża, musztrowanei go, obwinianienie za całe zlo tego swiata z góry wyglada koszmarnie, i jest neiadekwatne do sytuacji. byłam/ jestem w szoku bo starciłam kontrolę nad sobą - ja, która wszystko kontroluje, nawet swoje chipochondryczne zapędy, wymyślane choroby, nagle stanęła przez "tym" - nie wiem póki co czy to owo jest, ale mnie przeraża - jest prawdziwe, niewymyślone i przejęło kompletnie kontrolę nad moją głową. nade mną - super - hiper wyzowloną, wszsytkowiedzącą, idealną, towarzyską panią M., mającą wielu znajomych, tuszujacych jej samotność :(, która chyba starciła chęć do okłamywania samej siebie - bo ludzi okłamywac jest latwiej. no nic, tak się uzewnętrzniłam na przystanku w drodze do mojgeo wyimaginowanego idealnego "ja" w idealnym świecie, który niestnieje, a czego swiadomosć jest dla mnie nie do przyjęcia, ponieważ na chwilę obecną tylko w tym "raju" mogę przestać myślec, martwić sie, analizować, wpadać w manie robienia wszystkiego na 300% po to aby za chwilę nie robic nic.
idę smażyć kotelty, to moze mi odejdzie chęc na filozofie egzystencjalą.