Praktyczny opis cech osoby z ...

  • drzewko
  • od najstarszego
  • od najnowszego
  • drzewko odwrotne
  • Praktyczny (czasem dość drastyczny, ale czy aby nie prawdziwy?) opis osoby z BPD - według www.borderlinewaif.com. Pytanie brzmi : dlaczego w USA inaczej (bardziej brutalnie i po imieniu) postrzega się zaburzenie BPD oraz o wiele poważniej traktuje krzywdę osób blisko związanych z BPD, która stosuje wobec nich nadużycia, szantaże, groźby - niszcząc ich za życia - a jednocześnie radząc sobie doskonale w życiu w oparciu o manipulacje i oszustwa zamiast ponoszenia odpowidzialności ? Czy nie należy przestać obchodzić się z osobami BPD jak z jajami, a zacząć chronić ich ofiary (zwłaszcza ich dzieci), wobec których dopuszczają się przemocy i nadużyć w "białych rękawiczkach" zakłamania i manipulacji, bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia ? Proszę o Wasze opinię na temat poniższego opisu - zarówno od partnerów i członków rodzin jak i od osób z BPD...

    Ludzie z BPD są drapieżnikami, podobnie zresztą jak pedofile, którzy jednak nie szukają dzieci do swych nadużyć, lecz szukają dostrzeżonych „słabości” u ludzi dorosłych do własnych nadużyć. Stanowi to emocjonalną patologiczną pożywkę, niezbędną do ich codziennego życia. Dlaczego? Osoby z BPD, podobnie zresztą jak i pedofile, byli w jakiś sposób wykorzystywani psychicznie lub fizycznie albo doznali dotkliwej traumy, nie znajdując we wczesnym dzieciństwie właściwego oparcia emocjonalnego w swych opiekunach – lecz chłód, zastraszanie, krzyk, szantaż itp. W późniejszym życiu wyznają podświadomie realizowaną zasadę : „jeśli sama byłam nadużywana przez bliskich, to moi bliscy, z którymi byłam związana emocjonalnie, powinni za to zapłacić i cierpieć również”. Ludzie z BPD są jak pająki przędący kolejne wstęgi pajęczyny wokół swojej ofiary, czekając aż ta w nie wpadnie i można będzie wpić swe wygłodniałe trujące kły kolejnych nadużyć. Osoby te są zawsze głodne, aby uzyskać więcej cierpień od swych emocjonalnych ofiar – zwykle najbliższych im partnerów, a nawet własnych dzieci. Cierpienie najbliższej osoby to jedyna rzecz, która daje im złudzenie, że chwilowo ich „głód” został zaspokojony, ale trwa to bardzo krótko. Ten głód jednak nigdy nie będzie zaspokojony, nawet poprzez znalezienie następnej i kolejnej „ofiary”. Ludzie z BPD są trochę jak psychopaci, bo zawsze bardzo baczną uwagę zwracają na najdrobniejsze szczegóły i oznaki słabości u innych. Dzięki temu wiedzą dokładnie, jak dostać to, czego chcą i jak podłączyć innych ludzi dla swoich celów! Udają przy tym na zewnątrz (tworzą pozory, manipulują), że to wszystko jest tylko zbiegiem okoliczności albo jest zupełnie naturalne. Jednak oni doskonale wiedzą, co robią. Są mistrzami skutecznego oszustwa i manipulacji, ponieważ nauczyli się tego podświadomie od najlepszych : od sprawców nadużyć wobec siebie, z zapomnianej ale tkwiącej głęboko w podświadomości przeszłości wczesnego dzieciństwa. Osoby z BPD tak naprawdę NIE MAJĄ ŻADNYCH UCZUĆ DLA INNYCH! Widzą i odczuwają tylko własne emocje, nie dostrzegając tego jak bardzo są one niedojrzałe i egoistyczne oraz jak bardzo krzywdzą innych. Postrzegają każdą sytuację, w całkowitym oderwaniu od wszystkiego innego. Nie potrafią patrzeć i myśleć perspektywicznie tak jak inni. Nie ma w ich pojęciu związku między dwoma sytuacjami. Brakuje im oczywistych dla innych połączeń z drugim człowiekiem i z jego emocjami (brak empatii emocjonalnej). Dlatego dbają o innych (niekiedy nawet przesadnie bardzo – co jednak nie jest trwałą, stabilną sytuacją) – lecz tylko na tyle i tylko tak długo, na ile jest to niezbędne do własnych, wewnętrznych, uzasadnionych emocjonalnymi „potrzebami” celów. To zachowanie bardzo potrafi zmylić i znieczulić ofiarę BPD. Emocjonalny związek z drugą osobą BPD postrzegają wyłącznie przez pryzmat potrzeb swojego ego, a jest ono naprawdę dziecinnie niedojrzałe i niezmiernie egocentryczne. Kiedy potrzeby własnego ego, związane z daną osobą – obiektem, odpadają (nie spełnia ona niedojrzałych i egocentrycznych oczekiwań oraz potrzeb ego) – nie ma już co liczyć na dojrzałą relację i związek. Nieporozumieniem jest także oczekiwanie zwykłej empatii, zrozumienia czy nawet liczenia się przez BPD z wielbioną do niedawna osobą, ani powoływanie się na jakiekolwiek zdarzenia, odwoływanie do uczuć, empatii albo zwykłej logiki. Pojawiają się uczucia skrajnie negatywne, napędzane co rusz prymitywnymi mechanizmami obronnymi. Ludzie z BPD są przekonani, iż ich niedawnego, tak bliskiego i kochającego ich przecież szczerze partnera – powinna spotkać sroga, zasłużona kara. Osoba z BPD, bez emocjonalnego niedojrzałego i zawsze niestabilnego, krótkotrwałego uniesienia, PO PROSTU NIE CZUJE NIC, CZUJE ZNOWU SWOJĄ PUSTKĘ (za którą obwinia zawsze dotychczasowego partnera, a nie siebie), gdyż brakuje jej tych niedojrzałych intensywnych, ale jakże potem toksycznych i szkodliwych emocji w początkach „związku” z drugą osobą, która staje się w końcu potencjalną „ofiarą”. Osoba z BPD swe początkowe idealistyczne emocje do drugiej osoby postrzega często błędnie jako „miłość”. Niedojrzałe emocje BPD przypominają jednak bardziej prymitywne reakcje zwierząt niż ludzi. Najprawdopodobniej wzięły się one z konieczności znalezienia emocjonalnego sposobu na przetrwanie nadużyć z dzieciństwa. Nie widzą ludzi, widzą sytuacje, a każda sytuacja na nowo definiuje je same i osoby, z którymi wchodzą w interakcje. Jednego dnia można być ich bohaterem, który „chroni je”, a następnego dnia jest ich „oprawcą”. Patrząc powierzchownie z zewnątrz na osoby z BPD (abstrahując od ich relacji emocjonalnych) – są one postrzegane na ogół bardzo pozytywnie przez otoczenie zewnętrzne, często wręcz atrakcyjnie, oraz stanowią (ale tylko pozornie) bardzo funkcjonalne, dostosowane praktycznie zjawisko codziennego bytu. Funkcjonują, ale tylko w ujęciu społecznym i zawodowym, zdecydowanie najlepiej spośród wszystkich ofiar przeszłych nadużyć wobec dzieci, często nawet lepiej niż wiele osób bez zaburzeń. Z drugiej jednak strony są ludźmi szalenie niebezpiecznymi, którzy mogą spowodować wiele poważnych szkód innym ludziom, zwłaszcza najbliższym emocjonalnie a zwłaszcza własnym dzieciom - jeśli nie będą w porę leczeni. Bardziej niebezpiecznymi przypadkami zaburzeń osobowości są jedynie ludzie o skłonnościach pedofilskich, psychopaci, sadyści, a także czasem ludzie o antyspołecznym zaburzeniu osobowości. Najczęściej jednak osoby te nigdy nie podejmują prawdziwej i konsekwentnej terapii w sytuacji gdy mają już „na talerzu” swoją ofiarę (lub ofiary) w postaci byłych lub aktualnych partnerów, a nawet własnych dzieci. Robią wówczas wszystko aby trzymać się, dla własnych celów i wygody, swej rutyny bycia „ofiarą”. One nie chcą się zmieniać. Byłby to ich zdaniem zbyt wielki i obciążający wysiłek emocjonalny aby stać się kimś innym, „prawidłowym”, „non-BPD”. Będą za to zawsze chętniej próbować stać się pasożytem emocjonalnym w kolejnej, ich zdaniem „uzdrawiającej” relacji, aby tylko uniknąć konieczności zmiany i sprostać swym wielkim lękom : przed byciem samemu oraz koniecznością przejęcia kontroli nad własnym życiem oraz brania za wszystko odpowiedzialności. Są jak wiecznie małe dzieci w swej psychice i nie postrzegają siebie jako ludzie będący w stanie zarządzać własnym życiem samemu – co jest paradoksem w sytuacji gdy jednocześnie, podświadomie, potrafią tak silnie, choć toksycznie i niszcząco, wpływać na życie innych oraz sterować, a nawet zarządzać życiem innych ludzi, nigdy nie ponosząc za nic odpowiedzialności. Większość ludzi na świecie nawet nie zdaje sobie sprawy jak poważne zagrożenie może stanowić osoba z BPD dla innych, zwykle najbliższych ludzi, w tym zwłaszcza dla własnych dzieci, które po prostu nie mogą odejść, a najbardziej potrzebują akceptacji, ukojenia oraz oparcia emocjonalnego właśnie od swych rodziców.
    • 27.03.12, 17:07 Odpowiedz
      Szczerze? Ten tekst jest po prostu żałosny.
      • 27.03.12, 17:29 Odpowiedz
        hybris.aniketos napisała:
        > Szczerze? Ten tekst jest po prostu żałosny.

        Tak to każdy potrafi napisać...;))) Żałosny jest Twój komentarz - tak najbardziej szczerze rzecz ujmując (bez urazy). Nie zostałem tu ani trochę przez Ciebie przekonany, bo sam mam na plecach byłą partnerkę borderkę (matkę mojej 8-letniej córki). Byłem przez 12 lat partnerem osoby z BPD. Znam smak tej patologii...;)
        • 27.03.12, 18:13 Odpowiedz
          A mnie nie przekonał ten tekst. Jest niezwykle stronniczy (choć tym Cię pewnie nie przekonam) i napisany dość obrzydliwym, sensacyjnym stylem utrzymanym w konwencji prostego podziału świata na czarne i białe. Białe - ofiary osób z BPD, czarne - osoby z BPD, a nie wszyscy BPDowcy są diabłami wcielonymi. A porównanie BPD do pedofilii jest po prostu czarujące... To już na samym wstępie dyskwalifikuje ten tekst, przepraszam.
          • 27.03.12, 18:33 Odpowiedz
            Twoja wypowiedź nosi znamiona manipulacji, bo nikt w tym tekście nie porównuje wprost borderów z pedofilami - lecz jedynie wskazuje, że jedni i drudzy dokonują NADUŻYĆ z powodów leżących po stronie zaburzeń osobowości. Pedofile dokonują nadużyć seksualnych wobec dzieci, zaś wobec BPD dokonują NADUŻYĆ EMOCJONALNYCH (ktore są często zwykła przemocą emocjonalną) wobec osób nabliższych, a co gorsza także własnych dzieci. Ponadto wskazuje się tu podobieństwa w podłożu (przyczynach) powstawania wielu zaburzeń osobowości : trauma z okresu wczesnego dzieciństwa, wykorzystywanie itp. Pedofilia jest uznawana za przestępstwo, ale poza ujęciem prawokarnym wynika ona przecież z zaburzeń osobowości o chrakaterze seksualnym.
        • 15.03.14, 12:45 Odpowiedz
          Coś w tym jest, przychodzi taki moment, takie coś, że szuka się dziury w całym, do czego się przywalić żeby się wyżyć i zaatakować a potem dziwny stan opada, w miarę zaspokojenia tego czegoś dziwnego, impulsu tego i nawet jest żle że tak się zachowałam, trochę wstyd jakby ale szybko się zapomina i zaczyna się dbać, rozpieszczać....
          Coś takiego jest na rzeczy, choć nie znaczy że nie ma się uczuć, bardziej robi się tak pod wpływem takiego parcia, że muszę, że ty jesteś zły i nie będziesz mną pomiatał, to ja jestem krzywdzona więc skrzywdzę ciebie bo sobie nie pozwolę....nigdy nie mam z tego radości czy satysfakcji np. z widoku łez drugiej strony.....choć jest to miłe, że ktoś prosi, błaga, płacze dla mnie jakby że mu zależy, czasem jest mi zwyczajnie przykro że jednak zaatakowałam, że bez powodu w sumie...ale ogólnie w takim momencie mam ochotę żeby tego nie było, żeby było jak dawniej, jak wcześniej bez łez....

          Mój mi powiedział, że potrafię zrobić tak żeby poczuł się nikim, malutki....a ja wcale tego nie chcę, chcę byc oparciem i mieć je w partnerze, a robię tak że ranię jakby półświadomie, najczęściej jak coś pęka we mnie, widzę coś i działam szybko....potem zapominam i dziwię się że akurat do tego się przyczepiłam, że nie doceniam tego co mam.
          Ja nie wiem czy bord może coś zaplanować np jakiś plan wymierzony przeciw komuś rozłozony w czasie, wyrachowany.....najczęściej działa się szybko, gorączkowo, niestabilnie choć w odebraniu partnera może uchodzić za zimnego, wyrachowanego i podstępnego kłamcę.
          Dodam, że ja nie mam diagnozy bpd, a jedynie uważam że pewne cechy opisywane jako bpd sa mi zrozumiałe i spójne ze mną.
          • 15.03.14, 15:22 Odpowiedz
            to trochę stoi w sprzeczności z terapią,

            o której wspominasz dziś w innym poście


            • 15.03.14, 18:26 Odpowiedz
              Oczywiście, ale pisałam odnośnie samego opisu, że tak jest czasem tak się czuje, że ten amerykański opis też w sumie z jakiejś strony ma sens, nie jest to wg mnie totalna bzdura i kpina....a to co ktoś zrobi z tym co nim targa dalej to już kwestia osobnicza, ja zdałam sobie sprawę z tego właśnie i nie pasuje mi to....nie można usprawiedliwenia szukać w border i ogólnie ja o wiele lepiej czuję się jeśli uda mi się na spokojnie z opanowaniem podejść do wielu codziennych spraw związku i nie dam się ponieść, nie dam się rozładować w taki sposób...mam z tego satysfakcję większą niż z wyżywania się na oślep, ale to trudne i nie zawsze się udaje niestety, dlatego praca wskazana :)
              • 20.03.14, 20:52 Odpowiedz
                Opis może i oburzać...ale...no właśnie jest pewne ale! Sam przeżyłem związek z kobietą z BPD, na własnej skórze doświadczyłem manipulacji (myślę że opis nie jest tu potrzebny), sam widziałem co ona robi ze swoim dzieckiem! Po rozstaniu najbardziej było mi żal właśnie tego chłopaka! Doświadczona psycholog swierdziła, że niestety muszę się pogodzić z tym, że chłopak jest stracony! a mi że i tak nieźle się trzymam jak na tak długi związek z BPD
                Głośno się o tym nie mówi w Polsce ale BPD to dokładnie jeden stopień przed psychopatią! Później już nie ma nic!
                Dla czego to piszę?
                Bo wkurza mnie oburzenie, osób z BPD "jak można" my nie winni a tu takie rzeczy" porównania... a prawda właśnie jest taka: większość manipulacji jest robiona z pełną świadomością i perfidią!!! Bez jakiegokolwiek zahamowania, żalu lub czegoś innego tylko "JA"!!!
                BPD są bardzo brutalni w tym co robią i bezwzględni! Świadomie i nieświadomie, a szkody które wyrządzają często są nie do odwrócenia!


                • 22.03.14, 03:00 Odpowiedz
                  Mylisz dwie szkoły - w jednej bd to zaburzenie osobowości a w drugiej głębokość zaburzenia. Jeden podział jest horyzontalny a drugi wertykalny i ich opisy się nie pokrywają.
                  + ostatni poziom to schizofrenia a nie psychopatia
                  • 22.03.14, 07:27 Odpowiedz
                    myślisz, ze pogranicze dotyczy schizofrenii?

                    przy diagnozowaniu chyba nie schizofrenia stoi na granicy BPD czy już granica przekroczona

                    myślę, że dla osób z zaburzeniem najważniejsze jest to ile mogą w sobie opanować, poskromić by nie brnąć w otchłań - swoją własną

                    degrengolada po każdym upadku/wzlocie spycha nieodwracalnie na skraj granicy
                    do tego leki, picie czy ćpanie robi swoje

                    nie ma na to cudownej rady czy leku jest potwornie ciężka samokontrola bez obietnicy cudu

                    ale ludzie walczą tak jak niewidomy, czy bez nóg i rąk jak śmiertelnie chory - o coś walczą i bywa to coś wspaniałego
                    czy dla bordera "coś" wystarczy? czy tylko "wszystko" się liczy?

                    zastanawiam się czy właśnie świadomość tej rezygnacji nie jest drogą do sukcesu w katorżniczej terapii

                    kto chadza na spotkania z terapeutą by jutro mieć świetny związek i dzieciaczki ten może sobie chadzać dalej i pytać na milionie for czy ja się zakocham - nic nie rozumiejąc ze swojej sytuacji

                    border nie powinien mieć dzieci

                    jeśli ma powinien gryźć terapię jak konający ziemię, by chronić dzieci przed sobą

                    okrutne? nieprawda okrutne to jest uznać, że jak mnie źle to innym powinno być gorzej by nie być ostatnim z nieszczęśników

                    miłość to dawanie - jeśli się wie, że nie da się tego co niezbędne to nie brnie się - realizowanie swoich potrzeb to nie miłość

                    trzeba się uczyć żyć, przynajmniej nie szkodząc - a to dla większości borderów jest zupełnie nieosiągalny szczyt terapii

                    Rozmawiam z tymi , którzy przychodzą pogadać. Mówią kiedy chcą, ile chcą i o czym chcą. Warunek jest jeden nienaruszalny: SZACUNEK.

                    osobną sprawą są odloty borderów ale o tym innym razem








                    • 22.03.14, 12:04 Odpowiedz
                      spotkałaś takich borderów, którzy rozumeieją swoją sytuację i mówią, że świadomie nie zdecydują się na dzieci?
                      ...ja niestety z czymś odwrotnym się spotkałam, z totalną bezkrytycznością w stosunku do siebie w tym względzie.
                      • 22.03.14, 12:37 Odpowiedz
                        tak
                        czy to trwałe i wynika ze świadomości nie mam podstaw przesądzać
                        z wielu powodów

                        u tych, którzy mają dzieci
                        bywa potworny ból świadomości krzywdzenia

                        i coś co mnie wprawiło w konsternację
                        - tzn do łba mi nie przyszło wcześniej -
                        matka bordera jest wszystkiemu złu winna ale border w stosunku do dziecka ... a co tam, że się tnie, a co tam, że ma orzeczone nawet bpd - takie jest życie JA MAM PROBLEM a dziecko ? JA MAM PROBLEM 2 z dzieckiem
                        reszta się nie liczy

                        to zabija ale i uświadamia egocentryzm nienaruszalny, niewzruszalny - dramat
      • 09.05.12, 11:09 Odpowiedz
        Nie zauważyłem nigdzie nazwiska autora tego wywodu. Zresztą nieważne nazwisko. Mam wrażenie, że autor sam cierpi na zaburzenie osobowości borderline. Widzi świat w czarno- białych barwach, brak mu empatii wobec osób BPD, tekst napisany jest językiem mocno zabarwionym negatywnymi emocjami, jest zwyczajnie prostacki, można się w nim doszukać próby manipulacji, osądzania. Chyba więcej objawów BPD nie można było zawrzeć w tak krótkim tekście.
    • 27.03.12, 17:39 Odpowiedz
      W USA (podobnie jak w innych krajach) istnieją stowarzyszenia skupiające ofiary osób z BPD, pomagające wyjść z traumy. Najprężniej działa stowarzyszenie skupiające dorosłe dzieci matek z borderline. W Polsce problem... nie istnieje. "Pomaga się" tylko osobom z BPD (z kiepskim rezultatem) czyli tym, którzy tak naprawdę tego nie chcą, ale to oni stosują przemoc wobec bliskich i własnych dzieci.
    • 27.03.12, 20:03 Odpowiedz
      coś w tym niestety jest

      nie zła wola ale mechanizm

      cierpię bo odrzucam - jest zgodne z tym o czym wyżej - JA

      rodzę dziecko choć nie wierzę w terapię - też z tej bajki - JA

      staram się - JA

      JA - zła, winna, upokarzająca, świadoma pożogi - JA - opętana strachem, uwieszona na cudzej szyi, odreagowująca - JA - pośród, pomiędzy - JA - zostawiająca poturbowanych, uwalniająca się z nadmiaru emocji - JA ...

      i po furii, zdruzgotaniu i porzuceniu - mająca w dupie wszystko JA - cierpiąca JA

      wiem na jak krótko ta ulga - ale co z tego !!! niestety BPD jest swoim pępkiem świata - piekło na ziemi - piekło w ofercie - z pakietem uzależnień

      ostatnio przeczytałam o współuzależnieniu partnera - partner BPD hoduje ofiary do porzucania - BPD ma się na kim wyżyć i co jakiś czas tym sposobem wraca pokornie, osamotniony, spanikowany - do sprytnego luzującego smycz od czasu do czasu - właściciela emocji dotkniętego BPD;

      wolno pić i ... byle być - a kiedy przepał - spuszczamy emocje po naszykowanych - tym sposobem BPD jest wbity w winny i sparaliżowany uzależnieniem od jednej osoby - trwały uścisk - wykorzystanie defektu? kontynuowanie traumy?

      ciekawe co tym sądzicie? - BPD na smyczy - usprawiedliwione piekło trwałe piekielnie?

      Krzywdzenia innych nie można usprawiedliwiać, bo wtedy przestajemy szukać wyjścia i

      na przykład chlamy jak nasz papcio

      - wiedza o złej przeszłości jest nie usprawiedliwieniem ale szansą

      tak łatwo rozgrzeszamy się z tłuczenia dzieci, palenia i picia i .... - odziedziczonego - a można sobie odmówić prawa do tego czego nie jesteśmy w stanie w sobie uporządkować zamiast dawać sobie prawo do słabości

      okrutne? a może właśnie ludzkie - nie leź gdzie nie jesteś w stanie nie krzywdzić siebie i innych - zwłaszcza dzieci

      nie wszyscy nadajemy się do wszystkiego - może warto swoje JA zaakceptować i zadbać o siebie nie turbując innych;

      BPD są wspaniałymi ludźmi - nie szukam sposobu odrzucania ich, wiem jak cierpią kiedy krzywdzą; nie wiem ile mogą w sobie zmienić, na ile mogą się ograniczyć;
      nie twierdzę, że terapia pomaga wszystkim i na wszystko, wiem że używki znieczulają na chwilę i pozwalają żyć - ale na chwilę

      BPD uzależniaja innych, są jak narkotyk - niestety to też jest prawda - cudowny, oszałamiający narkotyk

      Dobrze, że kilka osób pisze tu o pozytywnych skutkach terapii - pewnie tacy którym udało się naprawdę ustabilizować emocje - nie wracają na takie strony



      • 27.03.12, 20:39 Odpowiedz
        >"Pomaga się" tylko osobom z BPD (z kiepskim rezultatem) czyli tym, którzy tak naprawdę tego nie chcą <

        naprawdę? jestem oburzona tym wątkiem.
        • 27.03.12, 21:06 Odpowiedz
          ...jak by to zapytał 3bsp: "niech zgadnę co jest siłą sprawczą Twojego posta" ykrastek...?

          Nie było Cię tu jakiś czas... z ciekawości spytam: odszedłeś na "drugi krąg" i (znowu) się nie udało...(?) Napisz szczerze... Plis. W mojej wypowiedzi nie ma cienia cynizmu - wierz mi. Po prostu najnormalniej w świecie: jestem ciekawy (jako "stara pierdoła") czy znów próbowałeś i (znów) Twoja borderka wylała na Ciebie "wiadro pomyj" ;-) Tylko nie mów, że "w pakiecie" zafudnowała Ci kolejne "randewu" z wymiarem sprawiedliwości... Schemat znany (mnie również).

          3bsp zapewne nie powie Ci: "a nie mówiłem?".

          P.S.
          Ja spróbowałem się związać z normalną dziewczyną i wierz mi - mimo początkowych "huśtawek emocjonalnych" i narkotycznego głodu za extremalnie skrajnymi emocjami, przesiąknięciem cechami BPD, zrywania z nią co chwila bez (lub z błahego powodu) wreszcie wyszedłem na prostą i dziś JESTEM SZCZĘŚLIWYM CZŁOWIEKIEM. Dzięki 1 osobie. Właściwie TEJ osobie i cierpliwości i wyrozumiałości mojej obecnej dziewczyny...
          Zwalczyłem swój głód za życiowym "rollercosterem". Nie wierzyłem, że mi się uda i pewnie jestem "uleczony" z mojego uzależnienia od BPD tak w 99,99% ale jestem znacznie dalej, niż jeszcze kilka miesięcy temu. I mam zamiar iść tą drogą.

          Skończ z rozpamiętywaniem!

          Weź się chłopie w garść i za siebie!

          ...i daj sobie spokój z tą kobietą!
          • 27.03.12, 23:01 Odpowiedz
            witam
            ykrastek napisałeś bardzo mocny artykuł, że aż mi ciśnienie podniosło żeby porównać do pedofilów to już przesada... żeby nie napisać przegięcie pały...

            Jak czytałem to co napisałeś to czuje w tym tekscie bardzo dużo złości i żalu...
            ja też jestem ofiarą byłym na szczęście partnerem osoby z BPD......
            I chciałem napisać CI przede wszystkim że to nie prawda że nie ma pomocy dla osób partnerów lub partnerek osób z BPD...
            Oczywiście na drzwiach przychodni czy innej instytucji nie będzie pisać "ofiary osób z BPD"
            Ale z NFZ możesz skorzystać z pschologa, psychoterapeuty, psychiatry....
            Możesz isc zapisać sie na wizytę i napewno dostaniesz fachową opiekę...

            I polecam artykuł o osobach BPD i cały opis tej choroby który jest na tym forum po przeczytaniu którego dowiesz sie że,, 90% partnerów osób z BPD jest zaburzonych....
            Wiec jesli jesteś w tych 90 % to napewno wymagasz terapii,
            Bo z jakiś powodów związałeś sie z taka a nie inna osobą ....
            A zdrowa osoba prawdopodobnie nie zwiąże sie z osobą z BPD...
            Bo nikt zdrowy psychicznie, z dobrym poczuciem własnej wartości nie związę sie z osobą która będzie go poniżać, ranić, ośmieszać,
            Taka osoba nie będzie tkwić na siłe w związku gdzie dochodzi do przemocy psychicznej czy fizycznej..
            Wydaje mi sie ze taka osoba będzie szukać szcześcia w życiu a nie drogi krzyżowej .....
            Ja jestem po 1,5 rocznej psychoterapii gdzie przyszło mi spotakać się sam ze sobą i ze swoimi emocjami i jestem dziś uwolniony od zaszłości.
            W moim przypadku kontakt i zwiazek z partnerka z BPD pozwolił w ostatecznym rozrachunku poznać samego siebie.
            Także dla mnie wszystko dobrze sie skończyło czego i Tobie życze..
            Pozdrawiam
            ps
            a pedofilów to bym kastrował z definicji.....




    • 27.03.12, 23:40 Odpowiedz
      Wiesz jaka jest różnica między piekłem bycia BPD / bycia z BPD ??
      Z tego pierwszego już nie wyjdziesz. To drugie jest na własne życzenie.

      Tekst bawi mnie, momentami zastanawia, ale ogólne wrażenie negatywne. Najlepsze zdanie wg mnie to:
      "Jednak oni doskonale wiedzą, co robią." :D
      zaraz po:
      "Ludzie z BPD są jak pająki przędący kolejne wstęgi pajęczyny wokół swo
      > jej ofiary, czekając aż ta w nie wpadnie i można będzie wpić swe wygłodniałe tr
      > ujące kły kolejnych nadużyć.Osoby te są zawsze głodne, aby uzyskać więcej cie
      > rpień od swych emocjonalnych ofiar – zwykle najbliższych im partnerów, a
      > nawet własnych dzieci."

      Myślałam, że egoizm i bezmyślność to nie to samo co sadyzm i mściwość, ale z tego jakże inteligentnego tekstu wynika, że chyba nie. Swoją drogą to szalenie skuteczni jesteśmy, skoro nasz jad już do końca życia krąży w waszej krwi i zmienia postrzeganie całego świata (co widać w tym tekście).

      Hmm... Jestem drapieżnikiem, nie mam żadnych uczuć, zero wyrzutów sumienia, za to mam diabelską moc i dostaję to czego chcę, wykorzystuję ludzi do własnych celów, żywię się ich cierpieniem. Hehe nie no, jest zajebiście, wczuwam się... Idę zbierać siły, wkrótce nowe łowy, ból mych ofiar ma niepowtarzalny smak, a ja znów czuję głód.

      Jak w Polsce zaczną w końcu dbać o nasze ofiary, byłe, aktualne i potencjalne, np. poprzez znakowanie nas - ZŁYCH, sterylizację, karę śmierci lub przymusowe zamknięcie, to ja już się zgłaszam !!!

      W tym opisie sporo sprzeczności, generalizacji, katastrofizowania, nienawiści, czarno-białego spojrzenia. Za to całkiem fajna prowokacja.

      --
      inni boją się śmierci ja boję się żyć
    • 27.03.12, 23:47 Odpowiedz
      Kurde, że też Ci się chce cały czas do tego wracać.
      A ten artykuł jakiś taki mocno demonizujący. I również uważam, że żeby związać się z osobą z bpd trzeba mieć samemu nierówni pod sufitem.



      --
      zatrzymajmnie.blogspot.com/
    • 28.03.12, 02:12 Odpowiedz
      Współczuję, że twoja partnerka nie chciała się leczyć ani chyba nic ze soba zrobić - tak wynika z postu i z komentarzy potem. Jednak to nie jest reguła. Sporo osób z bpd jednak podejmuje leczenie, bo życie ich jest męczernią. Owszem, totalnie nie da się zmienić nikogo, ale można uświadomić i osłabić nieco tą siłę.

      Bpd to teraz dość częsta diagnoza, więć to zła wiadomość dla "was zdrowych". Będziecie mieli niebawem bardzo mały wybór. A zwłaszcza panów to bardzo przyciąga - trzeba się mieć na baczności. Piszę to, bo mnie wkurza, że chcecie szaleństwa na początku, a świadomości, że coś za tym pewnie idzie innego - nie macie. Typowy scenariusz, a potem jest płacz i zgrzytanie zębów. Wy, "zdrowi", łączący się z bpd jesteście tak samo egoistyczni i tak samo pozbawieni empatii. Idziecie za czymś co błyszczy z własnej potrzeby - taka jest prawda.

      Teskt jest prawdziwy, tak myślę, ale dotyczy niestety chyba ogółu społeczeństwa. Nie trzeba wcale mieć bpd, żeby się tak zachowywać, choć łatwo zwalić na takie osoby całą winę. Oczywiście reszta ludzi jest zawsze wyrozumiała, empatyczna, cierpliwa, nie odgrywa swoich emocji na innych itd. Heh, ja bym naprawdę chciała żyć w takim społeczeństwie.
    • 28.03.12, 11:01 Odpowiedz
      Bardzo się cieszę, że przyczyniłem się do rozwinięcia dyskusji na tle tego dość mocnego tekstu (częściowo trafnego, częściowo kontrowersyjnego - jak zuważyła Czita). Jednak trzeba się zastanowić poważnie nad jednym : czy należy się nadal przede wszystkim koncetrować nad waszym bólem wewnętrznym - co sami robicie, broniąc się, tłumacząc i usprawiedliwiając... Czy też raczej przesunąć punkt cieżkości rozważań na temat borderline na krzywdę jaką w "niewidzialny" dla społeczeństwa sposób wyrządzacie najbliższym, a zwłaszcza własnym dzieciom. Dzięki za wypowiedzi. A jednej z osób - h-g (znany mi już ;))) - odpowiem dokładniej pózniej... Pozdrawiam wszystkich
      • 28.03.12, 15:34 Odpowiedz
        A jednej z osób - h-g (znany mi już ;))) - odpowiem dokładniej pó
        > zniej...

        Czekam, czekam Chłopaku :-)

        Co do textu - zgadzam się z nim (stety lub nie-stety) w całej rozciągłości jeśli chodzi o "diagnozę behawioralną". Jestem o krok dalej w rozumieniu zachowań mojej ex -najbardziej przeraża mnie to "oderwanie" każdej sytuacji, zachowania, reakcji od "całokształtu" - tak niestety jest i pod tym się podpisuję.

        Co do textach i porównaniach, to są "z lekka" przesadzone - zgadzam się więc z oburzeniem o porównanie do "pedofila"...
      • 28.03.12, 21:14 Odpowiedz
        Ykrastek, zafiksowałeś się na swoim, czy swojej żony i córki przypadku, i lecisz niebezpiecznie w uogólnienia. Szukasz, tego, co by potwierdziło twoje tezy i ukoiło twój ból. Widzimy, wiemy i rozumiemy i współczujemy, ale tu nie ma nic poza tym. Nie wiem, kiedy to zauważysz, pewnie nigdy.
    • 28.03.12, 11:16 Odpowiedz
      Jeszcze jedno : problem w tym, ze niektore z Was (facetow z BPD to nie dotyczy) wpadaja na pomysł aby zamiast sie leczyć : URODZIC SOBIE DZIECKO i PRZEJAC JE NA WŁASNOSC ZA WSZELKA CENE I WSZELKIMI METODAMI... To sposob zastepczy na złagodzenie bólu przez niedojrzałego i egocentrycznego pępka świata. A dziecko???
      • 28.03.12, 15:43 Odpowiedz
        ...właśnie o DZIECKO obawiam się najbardziej... jeśli zobaczę jakikolwiek przejaw krzywdzenia córki, moja reakcja będzie natychmiastowa i użyję wszelkich (prawnie i legalnie) dostępnych środków, aby przejąć opiekę nad małą ew. usatowić kuratelę dla "mamuni".

        Jak "suprajs" dla mamusi (po jej ostatnich "hitach" i kolejnym pomówieniu mnie na policji) szykuję pismo do przedszkola, z prośbą o informowanie mnie o wszelkich niepokojących objawach w zachowaniu małej.
      • 28.03.12, 21:17 Odpowiedz
        Które na przykład, twoja żona?
        Nie możecie pogadać we dwójke o tym tylko musisz się projektować tu na forum?
        • 28.03.12, 21:43 Odpowiedz
          I, Ykrastek, zastanów się, na ile ty sam jesteś dojrzały emocjonalnie, skoro zamiast się zmierzyć ze swoim problemem, iść do psychologa, zaprowadzić tam swoje dziecko, piszesz tu na forum przenosząc swoje frustracje na bogu ducha winnych ludzi. Chcesz ukarać wszystkich chorych, bo twoja żona narozrabiała. Kąsasz i generalizujesz, popatrz na samego siebie - czy tak robi dorosly facet.
          • 28.03.12, 22:08 Odpowiedz
            Ośmieszasz się swoją wypowiedzią kochana...;) Atakujesz mnie za brak odpowiedzialnosci matek z BPD za własne dzieci (?) - za kształt ich psychikę, prawidłowy rozwoj, wiarę w siebie, za komfort ich pózniejszego życia, poczucie wartosci oraz szczescia...? Robie co moge moja droga - bo bardzo kocham swą córkę. Myslisz, ze psycholog (moze 1% z nich czuje ten problem) da tu radę? ;) Przeciez to własnie matki borderki co rusz prowadzaja manipulacyjnie swoje dzieci do psychologów - z zupełnie innego niż WŁAŚCIWY powodu, pogłębiajac tym tylko traumę i wycofanie dziecka. Spróbuj powalczyć przed Sądem o dobro dziecka - z gotową na każde świństwo i superwiarygodną - mimo że oszukującą makiawellicznie (to problem wymiaru dostrzegany juz w USA) - mamusią z BPD... ! To jak podróż do krainy Oz. Żaden Sąd nie jest skłonny uwierzyć, że tak wiarygodna i sympatyczna matka może być tak strasznie nieodpowiedzialna i niedojrzała...
            • 28.03.12, 23:50 Odpowiedz


              ykrastek napisał:

              (...)
              Ty ykrastek na siłę chcesz zmieniać rzeczywistość. Z uporem maniaka pragniesz zmienić Walpurgię w anioła. To się nie uda. (Przy okazji Czita dzięki za inspirację. Dla mnie byłaś i pozostaniesz „pticą” wysokich lotów, w tym intelektualnych.)
              Chcesz przyjacielskiej rady ykrastek? Mam gest i dostaniesz dwie:
              - zacznij zmieniać siebie a nie partnera BPD
              - druga przyszła mi na myśl wraz ze słowami pieśni: „Pierwsza Brygada” i ostatnią zwrotką, której treść pozwolę sobie zacytować:

              Nie chcemy już od Was uznania
              Ni waszych mów, ni waszych łez
              Skończyły się dni kołatania
              Do waszych serc, je……………!!!

              Warto znaleźć w tym sens i uwolnienie.

              Ogromnie trudnym zagadnieniem jest MATKA BPD JAKO RODZIC.

              Szkoda, że zanim staną się matkami, nie zadadzą sobie trzech pytań i nie udziela sobie uczciwej odpowiedzi:
              - Dlaczego chcę być matką
              - Czego spodziewam się po swoim macierzyństwie
              - Co się zmieni w moim życiu w związku z nim.

              Najtrudniejszym i chyba najbardziej smutnym faktem jest to, że dziecko traktowane jest instrumentalnie, jak istota, która ma zaspokoić deficyty emocjonalne poświęcającej się matki, która i tak zażąda ceny za poświęcenie; ceny jaką jest uzależnienie dziecka. Zwykle dziecko traktowane jest jak własność, często jako karta przetargowa a nie jako integralna istota. To bardzo smutny temat, rodzący bardzo bolesne konsekwencje.
              Nieszczęśliwa matka nie wychowa szczęśliwego, a więc wolnego dziecka, zdolnego do samodzielnego i twórczego życia.

              > Przecież to właśnie matki borderki co rusz prowadzają manipulacyjnie swoje dzieci do psychologów - z zupełnie innego niż WŁAŚCIWY powodu, pogłębiając tym tylko traumę i wycofanie dziecka.

              Mogłem obserwować taki przypadek dzięki uprzejmości przyjaciół. Po rozmowie z dzieckiem doznałem tego samego uczucia jak po informacji o Cieszyńskim Jasiu.

              > Spróbuj powalczyć przed Sądem o dobro dziecka - z gotową na każde świństwo i superwiarygodną - mimo że oszukującą makiawellicznie (to problem wymiaru dostrzegany juz w USA) - mamusią z BPD... ! To jak podróż do krainy Oz. Żaden Sąd nie jest skłonny uwierzyć, że tak wiarygodna i sympatyczna matka może być tak strasznie nieodpowiedzialna i niedojrzała...

              To świadczy o poziomie Sądów Rodzinnych i poziomie intelektualnym ludzi w nich zasiadających. Od dawna twierdzę, że studia to nie gwarant mądrości, a pęd do poznania skutecznie blokuje pycha. Jakie czasy takie obyczaje.
              Co do USA, to rzeczywiście jest realizowany obecnie program szeroko omawiający kodeks postępowania w przypadku osób w rodzinie, dotkniętych BPD. Obiecała mi Kobitka przesłać informacje na ten temat.
              • 06.08.13, 10:07 Odpowiedz
                W pełni się zgadzam z tymi motywami BDP do posiadania dziecka, moja partnerka (przypadek kliniczny) mająca już dziecko z poprzedniego zniszczonego przez siebie związku, namawiała mnie do potomstwa (niepotrzebnie, bo i tak chciałem miec z nią dziecko), przedstawiając uroki macieżyństwa mowiąc w ten sposób: "wiesz jakie to niesamowite uczucie miec przy sobie całkowicie uzależnioną od Ciebie istotę?"...
                Nic dodac nic ując...
            • 29.03.12, 16:15 Odpowiedz
              Cieszę się, że mnie kochasz :)
              Ja dzieci nie mam i nie planuję, myślę, że wiele kobiet z bpd też tak robi, a drugie tyle się leczy i leczy swoje dzieci, jeśli już są.
              Nie wiem więc, co to jest za twór "matki z bpd".
              Oczywiście ciągną swoje dzieci do psychologa i ten oczywiście nic nie widząc, robi, co one chcą. Oczywiście tylko jeden procent psychologów jest do rzeczy, inni to idioci. Po co szukać, i tak się nie znajdzie przecież.
              Ja cię nie atakuję za brak odpowiedzialności matek z bpd, tylko ewentualnie za to, że generalizujesz i nie szukasz rozwiązania.
              Poszukaj naprawdę terapeuty, kóry ma jakieś doświadczenie z tym zaburzeniem i dowidz się, co konkretnie możesz zrobić. Skąd w ogóle wiesz, że twoja żona ma bpd, a nie dwubigunówke na przykład? To nie jest tak łatwo zdiagnozować wbrew pozorom i na pewno nie podczas jednej wizyty.
              Ja się leczę gdzieś już 20 lat, tzn. tyle chodzę na terapię i naprawdę dobry psycholog to wcale nie jest taka rzadkość, jak ci może jest wygodnie twierdzić. Nie wiem, skąd jesteś, ale może popytaj ludzi, np tu na forum, o jakieś wiarygodne namiary?
              Zobacz forum depresja albo choroba afektywna dwubiegunowa, tam są podane konkretne adresy. I płatne i bezpłatne. Ja bym od tego zaczęła.
              • 29.03.12, 16:45 Odpowiedz
                Jeśłi jesteś z warszawy, mogę podać ci miejsca, gdzie możesz się zwrócić.
                Nie idź do prawnika, bo prawnik nie ma pojęcia o zaburzeniach psychicznych. Doświadczony terapeuta lub psychiatra (jeszcze lepiej) dysponuje taką wiedzą, jak ewentualnie zabrać sie do ograniczenia kontaktów, jeśli nie da się zrobić nic innego.
                To, co się dzieje w stanach nie ma żadnego przełożenia na nasze warunki i nigdy nie będzie miało. Tu wszystko musisz zrobić sam. Sąd może ewentualnie uwzględnić opinię biegłego, pracę u podstaw musisz wykonać ty.
    • 28.03.12, 14:14 Odpowiedz
      ykrastek czy Twoja była partnerka próbowała się leczyć/mówię tu o terapii długofalowej???
    • 28.03.12, 23:17 Odpowiedz
      w pierwszym poście nie ma porównania czynów BPD do czynów pedofila - jest porównanie mocy, skutków tych krzywd;

      i podejścia 'sprawcy' do odpowiedzialności za rujnowanie innym, w tym dzieciom życia;

      BPD brzmi zdecydowanie lepiej niż narkoman, a jeszcze lepiej niż pedofil i to Was tak zdenerwowało!

      Czemu spokojnie nie czytacie tekstu? który mówi - jesteś BPD lub współuzależnionym musisz tak jak narkoman, alkoholik, anorektyk .... i pedofil zabrać się za siebie

      czemu BPD ma mieć więcej luzu i tolerancji?

      bo jest CHORY ładniej, a Wy też ulegacie 'wykwintniejszej' chorobie

      BPD dorosłych rypie aż świszcze - daje raj i piekło - jak narkotyk? dokładnie jak narkotyk!!!
      a co robi dzieciom - własnym dzieciom?

      nie mówcie, że nie gwałci im psychiki - każdy BPD dobrze wie, że pieprzy swoim dzieciom wszystko!

      BPD nie powinni mieć dzieci jeśli się nie leczą

      nie twierdzę, że terapia pomaga!!! nie twierdzę !!!

      ale BPD z ostrymi fazami nie powinien mieć dzieci

      napiszcie, że nie mam racji - bardzo proszę

      i napiszcie że po rozstaniu dzieci można zostawić z BPD - 'rozhuśtanym'

      powiecie, że jak chce to jakoś panuje nad sobą? - niby tak - w pracy czasem długo się trzyma - wie, że wyleci razem z zaświadczeniem o chorobie, kiedy przekroczy, naciągnięte i tak, dla niego normy
      w domu pozwala sobie więcej
      mam pytać dlaczego?

      BPD jedzie dalej z partnerem współuzależnionym niż by sam pojechał

      jak alkoholik - dokarmiany, oprany, i rozumiany ...

      alkoholik jest wrażliwym człowiekiem,
      BPD jest bardzo pociągającym człowiekiem
      narkoman jest też z reguły człowiekiem wspaniałym

      piekielnie trudno zrezygnować z pewnych ich atrakcyjności, zalet ... a postawić na terapię i postawić na człowieka nie na swoje fajne bycie z chorym

      Nie naskakujcie na ostre, stanowcze postawy, póki nie macie innego, lepszego sposobu na BPD

      albo kastrujecie/ kasujecie wszystkich nie wyleczonych albo nie - macie super życie z BPD i by był boski robicie wiele - to czujcie współsprawstwo?

      popił to się nie awanturuje! - niewinna rodzina? nawet współfinansuje butelkę, działkę - upić się da w geście współ ...

      trzeba się wiele wyrzec by być partnerem trzeźwiejącego alkoholika zwłaszcza DDA

      i tak jest z byciem partnerem BPD - pewnie trudniej może być nawet - i może się okazać, że wiele zalet BPD po terapii zaniknie

      cudny sex i haluny, boska twórczość ... może zniknąć

      ale alkoholik chla by być bardzo atrakcyjnym - akceptowanym

      BPD - podleczony też już nie jest taki 'cudowny'

      czy partner zniesie chorego? czy gotów jest być z chorym 'podleczonym' bez wybuchów ale i bez zalet BPD?

      o tym jest pierwszy post

      bycie z BPD jest niesamowicie boskie i ma pewne niedogodności

      czy bez boskości i ze zniwelowanymi trochę wadami jesteśmy gotowi być z BPD? terapia zabiera odlotowe atrakcje hojną ręką a z wadami idzie to trudniej - jak w każdej chorobie, jak w przemijaniu

      niech pije i ćpa byle był mój taki cudowny? niech zdradza i wrzeszczy, niech innych depcze, czasem nawet własne dziecko - zdarza się takie umykanie? we współuzależnienie?

      dlaczego jestem z BPD? - bo chcę!

      czy przez moją akceptację BPD się nie leczy?

      zagadka

      dużo można poczytać - u AA i DDA - ale to taka pospolita choroba, BPD ekskluzywniejsza

      mamy być świetni i na 5
      na 3- możemy spierd*

      to się psujemy - jesteśmy ekstremalni - bez wyjścia bez powrotu

      wolno przypalić nie wolno być marnym

      na wyciszenie www.youtube.com/watch?v=nfp-DRAUN8E














      • 29.03.12, 01:22 Odpowiedz
        Brawo!!! :) To co powyżej jest małym dziełem sztuki. Monologiem prawdy o okrutnej świetności-nicości pępka świata zwanego borderline. Magia? Atrakcyjność? Uduchowienie? Ktoś kto krzywdzi małe, nieukształtowane, oczekujące wsparcia i otuchy dziecko : czy to jest pedofil (-ka) czy też mama-borderka - nie jest godzien nazywać się CZŁOWIEKIEM. Nawet super atrakcyjna, magiczna, kusząca borderka - dowartościowująca się kosztem swego dziecka ale przyciągająca facetów jak muchy do gnoju - jest tak naprawdę kupą tego gnoju. Być może kiedyś prawo będzie skuteczniej chronić dzieci także przed rodzicem z BPD... Oby.
        • 29.03.12, 09:37 Odpowiedz
          myślę ,że masz w 100% rację i jeżeli matki z BPD świadomie brną coraz głębiej w te emocjonalne tortury względem swoich dzieci to uważam,że nie powinny mieć do dziecka prawa-tTy jako w pełni "sprawny emocjonalni" na pewno dałbyś córce ciepło,miłość i przede wszystkim zrozumienie ,które pozwolą jej wierzyć ,że jest wyjątkowym,ważnym,zasługującym na szacunek człowiekiem .......
          Ja sama miałam/mam matkę ,która chyba nigdy nie umiała mnie kochać -ten cholerny deficyt wepchnął mnie w miejsce ,w którym jestem teraz w moje BPD,ale..... sama też mam córkę i z każdym dniem boję się coraz mocniej żeby nigdy nie zadać jej tego bólu...żeby nie czuła tego co ja.....póki co jest jeszcze maleńka ,a ja walczę ze swoimi demonami z całej siły(nie ukrywam ,że rykoszetem trafia to w mojego partnera),ale ....chce żeby ona była bezpieczna. Dlatego zdecydowałam się na półroczną terapię" W ZAMKNIĘCIU"-chce wierzyć ,że to coś zmieni. Dzień ,w którym zauważyłabym ,że traktuje ją analogicznie do sposobu,który znam z dzieciństwa byłby ostatnim dniem mojego życia- mogę to powiedzieć z całą stanowczością bo moje poczucie własnej wartości już teraz oscyluje koło zera -a jako matka-potwór nie czułabym już motywacji żeby żyć...........................
    • 29.03.12, 07:37 Odpowiedz
      Ja poszłam sama z dzieckiem do poradni. Powiedziałam ze jestem borderlinem i ze nie powinnam miec dziecka. Ze nie chce jej krzywdzić.
      Dziecko jest na 2letniej terapii - może uda się ją uratować.
      --
      Bez emocji uda mi się przeżyć te cholerne życie...
      • 29.03.12, 09:28 Odpowiedz
        fred2011 napisała:

        > Ja poszłam sama z dzieckiem do poradni. Powiedziałam ze jestem borderlinem i ze
        > nie powinnam miec dziecka. Ze nie chce jej krzywdzić.
        > Dziecko jest na 2letniej terapii - może uda się ją uratować.

        Bo ty jesteś matką mimo wszystko, a czubek Twego nosa nie jest wyznacznikiem wszechświata.

        • 29.03.12, 14:12 Odpowiedz
          chyba przez chwilę zapominacie, że zaburzenia takie czy inne biorą się właśnie ze zjebanego dzieciństwa i że ci okrutni dorośli byli bezbronnymi dziećmi, którym wyrządzono ogromną krzywdę. i tak w kółko. wiele trzeba pracy, aby się z tego kręgu wyrwać. eh spadam stąd, za wiele tu bagna i pomyj, przestaję znajdować w tym cokolwiek dla siebie. :)
          • 29.03.12, 16:31 Odpowiedz
            Twoich ofiar to zupełnie nie obchodzi lub nie bedzie obchodziło, że Ty "nie znajdujesz nic dla siebie, bo za dużo tu pomyj..." Ech, wypada tylko pogratulować odpowiedzialnego podejscia i życzyć dalszego koncentrowania się na samej sobie jako pępku świata.;D
            • 29.03.12, 18:41 Odpowiedz
              ykrastek napisał:

              Ech, wypada tylko pogratulować
              > odpowiedzialnego podejscia i życzyć dalszego koncentrowania się na samej sobie
              > jako pępku świata.;D


              Wiesz, myślę, że dla większości te Twoje komentarze mające być zabawnymi (okraszone durnymi emotikonami), wcale zabawne nie są, więc może sobie daruj.

              Poza tym wkurza mnie jak ciśniesz ludziom, którzy się z Tobą nie zgadzają. Oceniasz, gówno o nich wiedząc, komentujesz ich sposób myslenia i postępowania, jak jakaś wszechwiedząca wyrocznia. Co z tego masz ??? I czy myślisz, że wezmą do siebie "radę" przekazaną w takiej "miłej" formie? Nie umiesz szanować ludzi, którzy mają inne zdanie ? Ty, podobno normalny? W każdym razie niezaburzony?
              To przez takie właśnie wpisy neonki i pewnie parę innych osób, w tym ja, ma (już) dość tego wątku, choć zapowiadał się interesująco powiedzmy. Co innego normalnie rozmawiać, dyskutować, a co innego zmasowany atak was i nas samych na bpd. Jak tak sobie czytałam ostatnie wypowiedzi to po prostu poczułam się jeszcze gorzej, wizja labiryntu bez wyjścia, nic dobrego mnie nie czeka, na nic nie zasługuję, jestem złem i niczym poza tym. W dodatku (!!!) obłudnym złem. Jestem czystym egoizmem. Moje uczucia są złudzeniem! Mój ból i moje szczęście. Nic, tylko sobie poderżnąć gardło i patrzeć jak to ścierwo, którym jestem, zdycha. Po prostu tak się czułam.

              I już odnośnie Twojego wpisu powyżej. Neonki wg Ciebie ma się za pępek świata, bo ma dość czytania takich rzeczy? A za kogo Ty się uważasz, żeby tak cynicznie oceniać innych co? 12 lat byłeś z kobietą BPD, to już dużo mówi. Siedzisz i kisisz swoje żale tu na forum, a co robisz naprawdę? Ciśniesz bpd-owcom, "zakazujesz" im rozmnażania się, włażenia w związki, prawie odmawiasz im prawa do istnienia. Może po prostu, jak tu już Ci parę osób radziło (bsp) zajmij się sobą i swoimi sprawami a nie podkurwianiem innych. Nie bronię bpd ani was partnerów, ale kurwa jak mam brać przykład z kogoś takiego? Często uważacie się za lepszych od nas, mądrzejszych, dojrzalszych. Piszecie o nas niemal z litością, rozczuleniem, politowaniem. Mi imponuje spokój, mądrość, szacunek do innych i do siebie samego, pasja, odwaga. Takie cechy. A nie to co tu widać.

              --
              inni boją się śmierci ja boję się żyć
              • 29.03.12, 20:11 Odpowiedz
                Przecież to widać na kilometr, że facet zakłada wątek, żeby się wyżyć emocjonalnie.
                Nie pyta, co może zrobić, nie chce się niczego dowiedzieć, chce tylko przykopać innym zaburzonym, bo jemu ktoś przykopał. Nie ma sytuacji bez wyjścia, w każdej można coś zrobić, tylko trzeba chcieć na prawdę. Tak samo w jego sytuacji sprawa na pewno nie jest przegrana.
                Bpd to nie jest psychoza, to nie jest nawet choroba psychiczna, ludzie najczęściej nie mają do końca zmienionego obrazu rzeczywistości i nie traci się z nimi kontaktu.
                Labirynt ma wyjście, większości osób można pomóc. Rzeczywiście trzeba może wytrwałości i cierpliwości, ale to nie jest żadna jakaś demoniczna pułapka. Dużo osób z bpd się przedstawia jako demony, bo chcą mieć poczucie mocy, tak też są może odbierane. Sama tak robiłam. Ale głębiej jak na to spojrzeć, to tam nie nic takiego aż nadprzeciętnego. Naprawdę to jest zaburzenie, które rokuje poprawę.
                Nie wiem, no ja faktycznie chodzę sporo lat na tą terapię, ale skutek jest dość duży, choć ja wolałąbym go umniejszyć i dalej widzieć siebie jako totalną biedotę.
                Naprawdę warto szukać dobrego terapeuty i dać mu czas. Ja chodziłam teraz do jednej osoby przez ok. 10 lat. To zaowocowało wzajemnym zaufaniem i poprawą mojego funkcjonowania. Teraz na terapię już nie chodzę,bo mnie nie stać z różnych przyczyn zyciowych. Kiedy to się zmieni zamierzam wrócić.
                Dużo dają leki normotymiczne, więc kontrola psychiatry też wskazana. Ale gdy stan sie ustabilizuje, to to mogą być wizyty raz na kilka miesięcy.
                Ja poszłam na terapię,bo się męczyłam za sobą myślę, że to jest najlepszy argument do zmiany.
                • 30.03.12, 09:29 Odpowiedz
                  Sorry, ale nawet mnie nie dotknęłyście tym co piszecie. Na codzień jesteście osobami o słabym ego - pokazując wszystkim na zewnątrz, że jest inaczej. To nic złego. To jest tylko skorupa, maska. Niewybaczalne jest natomiast to jak pastwicie się emocjonalnie nad innymi. Tylko to. CZY JA MAM SIE POWSTRZYMYWAC OD OSTREJ KRYTYKI - TYLKO DLATEGO, ZE WY "BIEDACTWA" TEGO NIE ZNOSICIE I WŁĄCZAJĄ WAM SIE WTEDY AUTOMATYCZNIE PRYMITYWNE MECHANIZMY OBRONNE? Porównywanie z pedofilami WPROST jest nadużyciem (ja o tym wiem). Wy sami własnych nadużyć nie potraficie nawet w życiu naprawiać, korygować. Potraficie je co najwyżej nazywać na tym forum (i to tylko garstka z Was). Pedofile (kiedy jeszcze mieli swoje tajne fora) wychwalali swoją nieprzeciętność, uważali się za ludzi wybranych, tych którzy są na wyższym poziomie wtajemniczenia, gdyż odkryli "wyższy poziom" erotyki. Uważali sie wrecz za dobroczyńców dzieci a nie ich krzywdzicieli. Wsrod nich byli bardzo inteligentni ludzie : profesorowie wyzszych uczelni, artyści, aktorzy, nauczyciele, księża, psychologowie dziecięcy - czyli wszyscy, pełen przekrój! Mimo swej inteligencji, sposobu myślenia i przeświadczenia o wyjątkowosci - WSZYSCY ONI KRZYWDZILI - BO BYLI ZABURZENI. Czy Wy rozumiecię tę analogię w postaci KRZYWDZENIA? Jako BPD macie jeszcze pancerz w postaci prymitywnych mechanizmów obronnych (stąd te ataki na mnie). To wszystko nie zmienia faktu, ze jesteście NIEODPOWIEDZIALNI wobec najblizszych (szczegolnie własnych dzieci). Nikt nie usprawiedliwia pedofili. Ja Was także nie mam zamiaru usprawiedliwiać. Mogę?
                  • 30.03.12, 23:44 Odpowiedz
                    Ykrastek - idź się lecz.
                    To dla twojego dobra. Napisałam ci parę postów wyżej, żebyś poszukal miejsc, napisałam, ze mogę ci pomóc takie znaleźć.
                    Ale ciebie interesuje tylko pyskówka.
                    Naprawdę, za chwilę pomyślę, ze jesteś trollem i chyba tak jest właśnie w rzeczy samej.
              • 30.03.12, 10:17 Odpowiedz
                Czita. Nic o mnie nie wiesz, nie znasz mnie. JA SZANUJE KAŻDEGO CZŁOWIEKA. TO WY NIESTETY NIE POTRAFICIE TEGO. Wcale nie czuję sie juz emocjonalnie skrzywdzony. Mam to juz za sobą. Jednakze jestem ojcem swojej corki... Ona wiele dla mnie znaczy. Znam każdy Twój post na tym forum i byłaś bodajże najbardziej zbliżona w zachowaniach, reakcjach, nienawisci i miłosci... Nie robi jednak juz na mnie wrażenia Wasze rozczulanie sie nad sobą... Nie potrafię juz (po doswiadczeniach ze swoją borderką oraz tego co sie dzieje z moja córką) litowac sie nad Wami, a tym bardziej tolerowac słów, którymi próbujecie mnie poniżyć. Spływa to po mnie, bo nic o mnie nie wiecie.
                • 30.03.12, 10:49 Odpowiedz
                  Wywnioskowałeś, że ja Cię próbowałam poniżyć?? W którym niby miejscu? Chyba, że to akurat nie o mnie.
                  Po prostu się wkurzylam i musiałam napisać parę słów. Dla mnie wzajemne poniżanie się na forach, w necie, w komentarzach właśnie jest cholernie dziecinne. Poniżające. Dla piszącego. Dla mnie ten który poniża, jest zerem, a nie poniżany. W ogóle to wkurwia mnie takie skupianie sie na drugiej osobie, a nie na sobie, na wątku, na omawianej sprawie. Ja na szczęście / niestety mam tendencję do pisania o sobie, i to dużo za dużo, a nie do oceniania innych, a co dopiero krytykowania czy poniżania. Przynajmniej tu mi się udaje (chyba).

                  Ale w sumie to masz chyba rację. Lepiej się wyżyć, narobić głupot, popyskować na forum niż w rzeczywistości, bliskim osobom. Nie mówię, że Ty tak napisałeś, tylko że taki mi wyszedł wniosek - co z tego, że nas tu ostro pokrytykujecie, trochę skrzywdzicie czy doprowadzicie do szału, jak to i tak nasza wina i to my jesteśmy godni potępienia. To my jesteśmy popierdoleni i egoistyczni, Wy hmmm... no mieścicie się w normie. Bo normalny to nikt nie jest. A takie wpisy jakie mi tu nie odpowiadały to widuje się wszędzie, więc o co chodzi. Jak forum o zaburzonych bpd-owcach może być idealne, pełne kultury i uprzejmości....

                  A chodziło mi przede wszystkim o to, że my wiemy co z nami nie tak i że tracicie czas "jadąc" nam ostro, zniechęcacie do tego forum. I co innego opisywać bpd jako zaburzenie, a co innego krytykować wprost daną osobę, wymądrzać się na jej temat. O to mi chodzi. Nawet psycholog, terapeuta tak się raczej nie zachowuje. Choć wie dużo więcej o życiu, zdrowiu, wychowywaniu niż Wy. I to nie my Was zraniliśmy, tylko Wasi partnerzy. Rozwalamy swoje życie, nie Wasze. Pamiętajcie o tym.

                  I ja tu nie piszę, żeby się ktokolwiek kurwa nade mną litował!!!! Nie ma to na nikim robić wrażenia, to moje "rozczulanie sie nad sobą". Piszę przede wszystkim dla siebie, potem dla innych bpd. Was czytam, żeby zrozumieć tę drugą stronę, jak ona widzi moje zachowanie, co czuje. Ale w to, że Wy [tak naprawdę] zrozumiecie mnie, to nie wierzę. Wy widzicie mechanizmy i patologie, autodestrukcję i agresję, głupotę i brak odpowiedzialności, widzicie to wszystko, ale nie widzicie mnie.
                  --
                  inni boją się śmierci ja boję się żyć
    • 30.03.12, 10:30 Odpowiedz
      Jeszcze raz wszystkim dziękuję za komentarze. Tekst na początku jest INNY niż wszystkie dotychczasowe opisy osoby z BPD. W dużej wierze prawdziwy ale są tak też sformułowania demonizujące i wskazujące za zamiar bezpośredni - a wszyscy wiemy jak dużą rolę odgrywa w BPD podświadomość. Rzadko kiedy border jest wyrachowany jest raczej podświadomie sterowany i nad tym nie potrafi zapanować... Pozwólcie nam "non-BPD" Was krytykować, nazywać w sposób ludzki rzeczy po imieniu - w sytuacji gdy KRZYWDZICIE : NAS lub NASZE DZIECI. Stawajcie się ODPOWIEDZIALNI za siebie samych i za waszych bliskich. SZANUJCIE bliskich tak samo jak obcych.
    • 30.03.12, 16:43 Odpowiedz
      z BPD można rozmawiać? czy tylko można go rozumieć, doceniać, chronić, podziwiać, tłumaczyć i współczuć
      w tym jest ten problem?
      BPD sam może pisać o sobie potworną prawdę, może oceniać siebie jako ostatnia szmatę i potwora, może opisywać jak cierpi wkodowując w swoją rodzinę swoje schizy, może pisać, że jest bliski samobójstwa, bo wie co robi bliskim ...

      ale niech tylko bliski spróbuje powiedzieć - jest ci i trudniej bordzie niż innym ale możesz nad sobą pracować i wręcz musisz więcej nad soba pracować niż mniej skomplikowani
      wtedy BPD dostaje szału i nie czyta wątku :-)
      opierd* wszytskich i mówi, że świat go nie rozumie - a powinien

      BPD sa wspaniałymi ludźmi ale jesli nie wykorzystują swojej szansy i z wiedzy o źródłach zaburzeń i wiedzy o swoich ułomnościach nie budują swojego silnego szkieletu by nie niszczyć innych to pozostaje im jak nieodpowiedzialnemu alkoholikowi brnąć w nałóg z beztroskim - mamusia mi to zrobiła bo piła to i ja wam dam popalić też

      nie można usprawiedliwiać domowego potwora - można go wspierać w walce o siłę do panowania nad sobą

      BPD cały czas walczy o panowanie nad sytuacją i wkłada w to niesamowitą energię - niestety często panowanie oznacza najgorsze zamiary; niektórym terapia pozwala skierować tę energię na szacunek dla siebie i bliskich

      BPD chętnie piszą kiedy znajdują współczucie, kiedy obok zrozumienia dla bardzo uciążliwego życia - to niezaprzeczalne i nikt nie podważa cierpień! - ale kiedy obok współczucia i wyrozumiałości pojawia się choćby wzmianka - 'sam się dołujesz'; kiedy jesteś w lepszej formie nie pracujesz nad sobą, potrafisz planować niszczenie drugiego człowieka - wiesz, że to zrobisz i nie walisz własnym łbem w ścianę by cię powstrzymała - ulżysz sobie katując bliskich;
      nie wszyscy tak żyją ale cześć BPD jest upojona swoim cierpieniem - ma kaca - ale nie walczy ze sobą ( kac jest też cierpieniem i okey wpisuje się w powody do współczucia)
      często nie współpracuje z psychologiem tylko z nim tez pogrywa - to element zaburzenia BPD ale nie tylko :-) to przemożna potrzeba panowania nad wszystkimi, manipulowania na chłodno; gorące emocje to tylko te BPD kiedy kocha i kiedy rujnuje - z dystansem lodowca do ofiary;
      na pewno BPD cierpi potwornie i swoje cierpienie rozumie - nie zgadzam się z opiniami, że BPD 'nie mają uczuć' bzdura - potrzebują nieustannej wspinaczki na K2 i odmrażania nosa - czasem muszą się powstrzymać i wieść nudne życie jeśli nie chcą by bliscy odpadli od ściany - niestety niektórzy nie dają się od hibernować po zepchnięciu kopem w szczelinę

      BPD dobrze wiedzą kogo można w miarę bezkarnie maltretować a kto zabierze połamane zabawki i odwróci się na pięcie - niestety tej wiedzy nie należy BPD pozbawiać - bo traktują partnera jak plastelinę i trzymają go lodówce - skruszałego nie wyciągają już nigdy z zamrażarki :-)

      o dzieciach nie wspomnę - to okrutne urodzić dziecko dla swoich słabości - i jeszcze wpaść na pomysł, że własne samobójstwo może być fajnym rozwiązaniem dla dziecka - w razie tragicznej sytuacji trzeba dziecko oddać i żyć bez dziecka - pracować na nie itd - dziecko jest pępkiem świata - przynajmniej przez jakiś czas










    • 01.04.12, 14:40 Odpowiedz
      Bardzo ciekawy watek i napisany krotko, jednak z przemyceniem istotnej podstawy tematu.
      Samej bordeline jest kilka, moze aktualnie wiecej-> podtypow. I opisany tu przez ciebie to bordeline wynikajace z zaburzenia narcystycznego. Sam temat bordeline to historia w historii. Niektore przypadki sa na tyle lagodne ze "samouleczalne", sa tez i takie, ktore wiaza sie ze zmianami w mozgu, mikrouszkodzeniami, chorobami mozgu a takze z opoznionym rozwojem psychicznym, tak daleko idacym, ze praktycznie bez szans na wyleczenie.

      Problem pogarsza sie, gdy dopowie sie ze coponiektore przypadki wiaza sie z genami.
      I tak np. gen regulacji humoru, dzis podaje sie jako jedna z przyczyn "sklonnosci" do zaburzen typu bordeline.

      Nikt kto nie byl w jakimkolwiek kontakcie z takimi osobami nie zrozumie, o czym jest mowa.

      Dla mnie to zaburzenie trudne i w koncu trzeba dodac, ze osoby z bordeline tego sobie nie zamowily na swoje zyczenie. Sa ofiarami. I jedynie duzy dystans oraz wiedza w temacie moze sprawic ze kontakt z takim kims jest wzglednie mozliwy. Ale trudny i rzeczywiscie w niektorych wypadklach wrecz niebezpieczny.

      W Polsce jakos tak nie chce sie widziec problemu matek z bordelinie i tragedii jaka za ich przyczyna dotyka rodzine, zwlaszcza niewinne dzieci. Szkoda, bo to one czesto staja sie pozniej dlugoletnimi pacjentami psychiatrow. Gdyby taka pomoc ofiarowac im na czas i matke z bordeline odizolowac od rodziny, to po jakims czasie dzieci w jakims tam procencie dochodza do siebie. Pomarzyc mozna, bo kobiet z bordeline w Polsce jest ciagle duzo....A temat zamiatany pod dywan.
      --
      _________________________

      Uwaga: Ascendent w Skorpionie!
    • 01.04.12, 17:51 Odpowiedz
      wspaniali
      porywający
      destrukcyjni
      kochani
      toksyczni
      ponadprzeciętni
      cudowni
      cudowni
      cudowni
      cudownie zabójczy i samobójczy
      jak narkotyk

    • 05.04.12, 17:53 Odpowiedz
      hehe ja tam sie troche pośmiałem
      "czasem dość drastyczny ale czy aby nie prawdziwy"
      bardzo nawet prawdziwy tylko.....
      no właśnie tylko czegoś brakuje
      no i masz
      tunelowo i sofistycznie ale mi się podobało
      bo jakze ekspresyjnie
    • 09.04.12, 17:50 Odpowiedz

      Zawsze uważałam, że prawda jest drogą do wyzwolenia. Niezależnie od tego czy ten tekst kogoś dotyka do żywego, czy nie jest komuś już potrzebny, istnieją osoby, które stoją na początku smutnej drogi, jaką jest wyzwolenie swego życia spod jarzma cierpienia i manipulacji. Takie osoby krążą jak dzieci we mgle, w ciemnym, wrogim lesie. Nie wiedzą, że to, czego doświadczają zostało sklasyfikowane, opisane i przeżyte. Że schematy są te same. Że doświadczają przemocy, że nie są same sobie winne. Że są ofiarami.
      Warto pisać - szczególnie tutaj - prawdę. Może pomoże to komuś, kto tu zajrzy szukając pomocy, wyjaśnienia, kto stracił zaufanie do siebie i do własnej intuicji. Kto nie ma wsparcia w najbliższym zmanipulowanym przez BPD otoczeniu.
      --
      muszę już iść
    • 13.04.12, 10:06 Odpowiedz
      Ta córka ykrasteka to ma dopiero straszne i bardzo smutne życie. Chora matka która musi o wszystko walczyć, w walce raniąca córkę o którą walczy oraz tatusia który ukojenia szuka na forach i który jest tak sfrustrowany faktem, że był słabiutki na tyle, ze kobieta go poniszczyła, że nie daje rady bez wyzywania ludzi od "kupy gnoju", bez odmawiania im miana człowieka.

      Ykrastek my atakujemy bo jesteśmy chorzy, a co usprawiedliwia twoje żałosne ataki tutaj?
      Wiesz jak niemęsko się zachowujesz ?
      Czy ty w ogóle czujesz się jeszcze mężczyzną ?
      Nikt ci nie kazał być z tamtą kobietą tyle lat, masz to na własne życzenie.
      Człowiek zupełnie normalny by odszedł lub coś zrobił. Może zamiast obrażać innych i jęczeć zacznij się leczyć. Bo my przecież nie możemy, sam piszesz o 1% dobrych specjalistów, a twój przypadek na oko beznadziejny chyba łatwiej wyleczyć. W sumie nie wiem nigdy nie próbowałam leczyć resztek zdeptanej męskiej dumy.

      Ty szanujesz ludzi ?
      Wyzywasz ludzi, generalizujesz w okropny sposób. To jest szacunek ?
      Ja często nie szanuje ludzi, ale mam odwagę się do tego przyznać, ty nie.

      Nie czujesz się emocjonalnie skrzywdzony ?
      a zachowujesz się jak chłopczyk którego dziewczyna sprała przy ludziach.

      Ciągle piszesz, ze nic o tobie nie wiemy?
      A co ty wiesz o nas ?
      Myślisz, ze jak znasz jedna to znasz wszystkie ?
      Choroba czyni z nas klony z jednakowymi cechami bez własnych charakterów, osobowości czy przesłanek ?
      Gdyby to co tu ludzie piszą cie nie ruszał to byś tak uroczo się nie rzucał.

      O moim BPD wiem od kilku miesięcy, niedawno powiedziałam mężowi. Bałam się, ze odejdzie, że porzuci. Nadal się boję, cięgle się boję. Na razie jest, zapewnia o miłości, obiecuje pomoc. Przestał prowokować mnie, teraz jest lepiej. Teraz wie, ze jak go ostrzegam w kłótni to nie jest to wredna groźba a ostrzeżenia i próba zatrzymania tego co może nastąpić. Bardzo doceniam to co zaczął robić.
      Wiem, że dla niego byłoby lepiej gdyby odszedł, bo zasługuje na kogoś lepszego. Mnie na nim zalezy, choć nie zawsze umiem go docenić.
      Mam 30 lat i coraz bardziej chcę dziecka, nikt o tym nie wie, ale wiem, że nie mogę, że nigdy nie będę mogła, a to strasznie boli.

      Ranie mocno i skutecznie, ale nie jestem bez uczuć, ja mam poczucie winy, ja cierpię z tego powodu, ale ja nie umiem inaczej. Nie wiem co będzie dalej.
      • 13.04.12, 14:43 Odpowiedz
        wydrukuj tłustym drukiem
        od Ciebie do ojca Twoich dzieci
        gdyby się pojawiły
        co ma zrobić gdybyś nie potrafiła/chciała starć się wystarczająco!

        świadomośc wad jest powodem do samoogarnięcia a nie do usprawiedliwienie i olewania

        bordy są rewelacyjne - i warto by tego się trzymały
      • 14.04.12, 15:10 Odpowiedz
        Po pierwsze, opis jest bardzo trafny i uniwersalny, jak wzor matematyczny, gdzie mozna podstawic rozne wartosci, w zaleznosci od przypadku.

        Po drugie, oburzajacy, ale i znamienny jest powszechny nalot BPD-owcow na ich partnerow, ze cierpia z wyboru, przeciez "nikt nam nie kazal". A czy ktokolwiek, wchodzac w zwiazek z druga osoba, ktora okazuje milosc i przywiazanie zadaje jej pytania o ew. schorzenia psychiczne? O tym, ze z moim chlopakiem COS jest nie tak, dowiedzialam sie po poltora roku zwiazku, w momencie, kiedy z nim zamieszkalam. A o tym, ze istnieje cos takiego jak BPD jakies poltora roku temu. A co to jest BPD ucze sie caly czas. Waszym zdaniem "sama jestem sobie winna", czyli ZASLUGUJE na cierpienie i potepienie, bo nie rozumiem, co sie dzieje i o co tu w ogole chodzi, kiedy ukochana, dobra osoba staje sie twoim najwiekszym wrogiem, ktory atakuje cie na wszelkich mozliwych frontach?

        W ktorym miejscu Ykrastek ATAKUJE, wskaz mi linijke?

        A moze dla Ciebie atak to juz samo zapodanie tematu, pytanie?
    • 13.04.12, 15:26 Odpowiedz
      Wiesz, ja chciałabym się ogarnąć, coś zmienić.
      Bardzo bym chciała znaleźć fachowa pomoc, tylko prawie nie wierzę, ze znajdę. Na prywatnych lekarzy nie mam kasy, nigdy nie trafiłam na państwowego który by interesował się czymś więcej poza prawidłowo wypisana receptą.

      Chciałabym dziecko, kiedyś myślałam, ze będę umiała wychować, bo wiem czego nie robić, wiem jak to jest być niszczona i poniżana, ignorowaną, opuszczoną. Myślałam, ze skoro wiem to tego nie będę robiła. Miałam nie być jak rodzice. Teraz bywam podła jak oni, kiedy nie wiem co robić robię o co oni robili.
      Myślę, ze jakbym miała dziecko to bym je bardzo kochała, a jednocześnie bym je niszczyła, Wiem, ze manipulowałabym nim i mężem, tak by byli w nie najlepszych stosunkach, by przypadkiem nie zmówili się przeciwko mnie.
      Wiem, ze poza jazdami mogłabym dać emu dziecku wspaniałe rzeczy, niestety zatrułabym jego życie. Ta choroba nie wzięła się znikąd ci który mi to zrobili zabrali mi dzieciństwo i dziecko którego nigdy nie będę miała.

      Wiem, ze mój mąż nie jest silnym człowiekiem, wiem, ze ja widząc slabośc atakuje, czuje wstręt, nienawiść i potrzebę niszczenia. Wiem jak ten człowiek się stara a zarazem tego nie dostrzegam. Wiem z ilu rzeczy zrezygnował, teraz w tej chwili to czuje, czuje ból, straszne palące poczucie winy za to, że niszczę jedynego człowieka który mnie kocha, który mnie nie odrzuca. Nienawidzę go i tak strasznie chcę z nim być, chciałabym sprawić by był szczęśliwy, by było mu dobrze a za chwilę chcę go zniszczyć.

      Szukam pomocy dla nas, szukam rad jak on powinien reagować na moje wybuchy. Nie chcę być prowokowana, nie chce by się wykłócał. To nie tak, że szukam sposoby by mu dowalać skutecznie a jemu odebrać zdolność bronienia. Ja mam dość tej walki.
      • 13.04.12, 23:37 Odpowiedz
        Marteczka, spokojnie, to się da ogarnąć.
        To znaczy nie będziemy innymi ludźmi, ale można dużo zmienić, mozna wpływać na swoje życie i emocje. Z pomoca leków czasem i nie od razu, pewnie. Ale to nie jest wyrok.
        Mam podobne problemy i podobne objawy, czasem myślę, żeby się zabić, bo nie moge sobie znaleźć miejsca i wydaje mi się, że mimo 10-letniej terapii nic się nie posunęłam. Ale to nieprawda, to ja tak chcę się widzieć. Żeby nie musieć decydować o sobie.
        Żyję z chronicznym lękiem.
        Dzisiaj lekarka mi powiedziała, żebym spróbowała terapii dla osób z przemocą w rodzinie, to jest wtedy bezpłatne. Ja już nie mam funduszy prywatnie.
        Jak jesteś z warszawy, to mogę ci podpowiedzieć ewentualnie coś z leczenia, jak nie, to popytaj po forach, kto kogo poleca.
        Pamiętaj, że z tego się da wyjść. Da się bardzo dużo zrobić, potrzeba tylko wytrwałości.
      • 14.04.12, 07:55 Odpowiedz
        BPD chce być dobrym człowiekiem
        tego chyba można się trzymać?

        czuje więcej, myśli więcej i chce potwornie mocno

        i może więcej :-)

        czy ma coś zepsute totalnie i nie naprawialnie czy ma inaczej, diabli wiedzą

        po pewnym czasie BPD sporo wie o sobie i to w sposób poukładany

        chyba wie, że nie może mieć wszystkiego na najwyższym poziomie

        a BPD jest jak nałóg lecisz pięknie i coraz dalej a potem krach

        ale wiesz to czego inni nie wiedzą - wiesz co jest dalej

        więc tęsknisz

        tu jest marnie - pamięć nieakceptowania przez rodziców, strach codziennych odrzuceń - nijaka galareta; tam czeka jazda bez pamięci, bez ograniczeń i pełna akceptacja wszystko na full - blask zawsze czeka

        Kiedy BPD chadza :-) na dobrą długoterminową terapię - pewnie to z pogranicza cudu przypadek - znaleźć takie miejsce
        ale kiedy uda się - BPD znajduje sens w dystansie terapeuty do siebie; chyba świadomość, że terapeuta nigdy się nie złamie (oby) trzyma BPD w uścisku - oczywiście BPD staje na głowie by zrobić z terapeuty partnera i lecimy; ale te klęski w zamanipulowaniu, uwiedzeniu a równocześnie szacunek i potrzeba rozmowy zmuszają z czasem BPD do pracy nad sobą a nie nad terapeutą :-)
        pewnie wielu BPD robi to samodzielnie - bo wielu to niesamowicie bystrzy ludzie i zdolni do myślenia jak mało kto :-) - czy łatwiej samemu - na pewno nie - ale bywa w życiu tak, że ani partner nie potrafi sprostać zadaniu - akceptuje atrakcyjne cechy BPD z obu stanów i nie wie, że trzeba z czegoś zrezygnować jeśli ma być spokojniej i nie ma takiego podręcznego oparcia w kimkolwiek - nie odrzucam cię, nie potępiam nie ... ale stawiam warunki, których nie da się rozwalić - na terapię przychodzisz zgadzając się na to albo nie przychodzisz - BPD sam uczy się decydować w stabilnej sytuacji terapeuty

        czy łatwiej na początku złapać równowagę czy dopiero na końcu dojść do wniosku, że emocje nas i otoczenie wykończą - trudna decyzja - jak u dzieci DDA - wiedząc co czyha zrezygnować z pierwszej kropli alkoholu czy polatać uciekając przed sobą i dopiero odbić się (lub nigdy) od dna - picie jest przyjemne

        najważniejsze chyba jest to by znaleźć coś co pozwoli uporać się z tym co w siedzi w każdym z nas - bólem istnienia - bywa on niesamowity i nie znika od nie picia, czy nie odlatywania, czy nie bicia dziecka ... on jest przyczyną - reszta jest skutkiem, sposobem uporania się z tym co jest nami;
        chyba to podłubanie w sobie jest konieczne i najtrudniejsze; nie da się od siebie uciec - chyba, że na amen ;-(

        czemu BPD leci do dobrego terapeuty jak ćma do świecy - bo wie, ze ten go nie odrzuci póki on sam nie odetnie się od niego złamaniem zasad? czy to początek nauki zarządzania swoim strachem? czy tylko gra jak z każdym i zawsze u BPD? czy są sposoby na naukę zarządzania swoimi emocjami? czy da się coś poukładać i być szczęśliwym a nie tylko stępionym?




    • 21.04.12, 19:10 Odpowiedz
      W uzupełnieniu przytocze inny opis z troche innego forum. może to w jakims stopniu pomoże złapać balans dla tych którzy jeszcze całkiem sie nie zaangarzowali..

      WYGLĄD

      Pasemka lub zafarbowane włosy tak, że na górze jest bardzo mocny blond, a na dole czarny.
      Częste zmiany fryzur i koloru włosów
      Mocne kolory, np. czerń ciemna jak smoła, platynowy blond
      Nienaturalny kolory włosów
      Asymetryczne fryzury, dredy, bok głowy ogolony na łyso, głowa ogolona na łyso, bardzo dziewczęca fryzura mimo dojrzałego wieku (np. dwie kitki po bokach głowy u kobiety, która jest po 30-tce
      wiele kolczyków w uszach, kolczyki w chrząstce i płatku ucha, tunele, zamiłowanie do kolczyków.
      Duże okrągłe kolczyki
      Tatuaże, im więcej tym większy freak
      Nienaturalny, mocny kolor paznokci; duża część lubi tipsy.
      Pokazywanie golizny
      Bardzo obcisłe ubrania
      Upodobanie do skórzanej odzieży
      Lubi nosić kapelusze
      Odzież bardzo mocno pobudzająca wyobraźnię, np. bielizna prześwitująca, wystrzępione jeansowe szorty, tak, że uwypuklają mocno pośladki
      Wyzywające leginsy
      Dużo makijażu
      Makijaż permanentny
      Bardzo jasny puder położony na twarz
      Makijaż o nienaturalnych kolorach, np. nienaturalnie czerwone usta, bardzo ciemny cień do powiek, zarys ust podkreślony ciemniejszą konturówką, niż sam usta.
      Przesadna sztuczna opalenizna (tanoreksja)
      Bardzo wysokie szpilki, kolekcjonowanie szpilek
      Sylikonowy biust, botoksowe usta
      Nosi glany, ubiera się niechlujny sposób.
      Częste zmiany stylu ubierania się
      Szybka zmiana stylu ubierania się z niechlujnego na full glamour

      PRACA

      Ciągle potrzebuje na coś pieniędzy i ciągle o tym mówi
      Z niewiadomych przyczyn jest jej ciężko finansowo; tak samo się dzieje – jak mówi
      burzliwa historia zawodowa i edukacja
      wszystkie zawody związane z dbaniem o wygląd zewnętrzny
      sprzedawczyni, zwłaszcza rzeczy związanych z wyglądem zarówno dla kobiet jak i mężczyzn.
      Striptizerka, dziewczyny, które tańczą bardzo seksualnie w widocznych miejscach w klubie
      dziennikarka
      artystka
      Aktorka
      Aktorka porno
      konferansjerka
      Kelnerka
      Modelki
      prostytutka, escorta - dama do towarzystwa
      zawody związane z życiem nocnym (selekcjonerka, barmanka, organizatorka imprez). Taka kobieta jest mocno rozpoznawalna w klubach; zna obsługę, ochronę, menedżerów klubów, gdziekolwiek się nie ruszysz wszędzie ma jakichś znajomych.


      ZDROWIE

      Pali papierosy
      Bardzo dużo pije
      Inicjuje większe picie na imprezach
      Bierze narkotyki
      Ma obsesję na punkcie zdrowego wyglądu, jednocześnie nie dbając kompletnie o dietę, np. rano pójdzie biegać, na obiad zje fast foodzie, wieczorem upije się do nieprzytomności, a potem rano znów będzie miała pretensję do siebie, że jest za gruba.
      Zaburzenia odżywiania i ciągła dieta (przesadne gadanie o tym ile zrzuciła i ile musi zrzucić)
      Lekomania, zna masę sposobów zastosowania tabletek przeciwbólowych.
      Uważa, że wie przy których antybiotykach i lekach przeciwbólowych można pić alkohol.
      Próby samobójcze oraz ślady nacinania się na rękach.


      OSOBOWOŚĆ

      Nie lubi być sama
      Przeklina
      Łatwo i często kłamie.
      Potrafi świetnie modulować głosem różne stany emocjonalne.
      Nikt jej nigdy nie potrafi zrozumieć
      Nie rozumie dlaczego odpycha od siebie ludzi
      Faceci są dla niej za słabi – często usłyszysz z jej ust - „Faceci są słabsi fizycznie i psychicznie od kobiet”.
      Ciągnie ją mocniej lub słabiej w stronę ideologii feminizmu.
      Będzie podrywać innych na Twoich oczach.
      Obsesyjnie potrzebuje uwagi innych.
      Jest bardzo dobrze zorientowana w tematyce relacji damsko-męskich i seksu.
      Często bazuje na swojej atrakcyjności ( są często bardzo atrakcyjne fizycznie), jednocześnie ciągle narzeka, że nikt nie widzi jej duszy.
      Jednocześnie uważa, że jest bardzo atrakcyjna i nie lubi swojego ciała.
      Jest głośna
      Ciągle przeżywa jakieś dramaty i rozterki wewnętrzne.
      Jest agresywna, potrafi wdawać się w bójki.
      Samolubna
      Bałaganiara

      SEKS

      Większość to biseksualistki.
      Dużo dobrego seksu
      Częste alarmy ciążowe
      Skłonność do seksu bez zabezpieczenia, np. kiedy bez słowa po prostu nadziewa się na Ciebie i nie chce zejść.
      Bogata historia doświadczeń seksualnych
      Skłonność do przemocy w łóżku
      Lubią bardzo ostry seks.
      Prosi, aby wyzywać ją i bić w łóżku.
      Płacze podczas i po seksie
      Po seksie lubi opowiadać o swoich seksualnych przygodach, partnerach etc.
      Ma za sobą epizody związane z seksem grupowym seksem w dziwnych miejscach, perwersjami, zmianami partnerów (np. w ciągu jednej nocy prześpi się z kilkoma mężczyznami)


      GENEZA POWSTANIA

      Szybko zaczynają dojrzewać płciowo, szybciej, niż pozostałe rówieśniczki nabierają kobiecych krągłości. Powoduje to konflikt między tym co się dzieje z ich ciałem, a fascynacją nagłym zainteresowaniem.
      Często miały starszych braci charakteryzujących się bardzo męską postawą, to byli tzw. Twardziele.
      Szybka inicjacja seksualna.
      Pochodzą z rozbitej rodziny i/lub rodziny, w której jest problem alkoholowy.
      Mogą być ofiarami gwałtów i molestowania seksualnego.
      Związki z niebezpiecznymi facetami.


      TOWARZYSTWO

      Ma wielu kolegów (orbiterów), którzy tylko czekają aby wskoczyć z nią do łóżka, ale wykonują dla niej różne usługi.
      Minimum jeden przyjaciel-gej, którym się szczyci i często o nim mówi.
      Głównie obraca się męskim towarzystwie. Często zobaczysz ją w grupie ludzi, których nie chciałbyś spotkać w ciemnej ulicy.
      Jest rozchwytywana przez znajomych. Ciągle dostaje zaproszenia na imprezy.
      Ciągle dzwonią do niej koledzy, aby „pogadać” i zaprosić na drinka, imprezę, grill etc.
      W relacjach z kobietami twardo walczy o najlepszą pozycję.
      Często jest psem pociągowym w grupie.
      Mocno identyfikuje się z jakąś subkulturą.

      ZWIĄZKI

      są agresywne względem siebie i partnera.
      Grożą, że zrobią coś sobie lub partnerowi.
      Bardzo szybko się zakochują, potrafią dostać obsesji na punkcie partnera.
      Szybko dążą do zdominowania partnera.
      Nakłaniają partnerów do specyficznych dowodów wdzięczności, np. skrzywdzenia innej kobiety w dowodzie miłości (ekstremalny, ale jednak występujący przypadek).
      Ciągłe przesuwanie granicy tego co ona może, bo „taka jest jej natura”.
      Same lubią ustawiać typ związków w zależności od stanu psychicznego czyli najpierw ona będzie chciała być Twoją dziewczyną,;potem będzie, że Ty ją naciskasz, abyście byli razem, następnie zrobi z tego układ f**k friends, potem jeszcze wmówi Ci, że to wszystko Twoja wina, potem będzie chciała się pieprzyć, a ostatecznie powie Ci, że lepiej będzie dla Was obojga jak będziecie przyjaciółmi. Niczego nie można być pewnym w tej sytuacji. Lepiej robić swoje i korzystać z tego układu tak długo jak się da.
      Prowokują zazdrość partnera.
      Ekstremalne testują dla uwagi i seksu.
      Perfekcyjnie stosują na mężczyźnie mechanizm uzależnienia PNP (pozytyw – negatyw – pozytyw), np. jest miła, robi wielką kłótnię, w nocy robi Ci najlepszy oral świata i jeszcze za niego dziękuje.
      Pamiętaj, że to wszystko za każdym razem jest „Twoja wina”, bo Ty „nie rozumiesz jej natury” i ją „ograniczasz”.
      Częste zwroty „Będę robiła co mi się podoba” i „Nie lubię gdy ktoś mnie ogranicza”
      Liczne związki, w których były
      • 21.04.12, 19:14 Odpowiedz
        ciąg dalszy:

        Liczne związki, w których były stawiane na pozycji dawcy, a biorca był silniejszy od niej. Często same z sukcesem potrafią ustawić się na pozycji biorcy.
        Przeważnie dziewczyny artystów, przestępców, ludzi obdarzonych duża siłą fizyczną i/lub charyzmatyczną osobowością. Oczywiście usłyszysz, że oni je poniżali, nie doceniali ich itp.
        Bardzo mocna projekcja relacji z ojcem na związek. Mój przyjaciel natural kiedyś podsunął mi bardzo dobrą radę – Zobacz jak zachowuje się jej ojciec, jak się do niej zwraca i rób dokładnie to samo. Jeżeli on jest wobec niej ok to bądź ok, jeżeli on jest dla niej zły to bądź zły; ona na poziomie podświadomym będzie Cię jeszcze bardziej kochać, bo to jak zachowuje się jej ojciec to jest coś co zna.
        Wykorzystuje trójkąt (oraz jego perspektywę) jako narzędzie władzy nad mężczyzną w związku.
        Godzi się na zapraszanie do łóżka innych osób.
        Sama robi rzeczy, które niszczą związek, a Ty jako prawdziwy facet oczywiście powinieneś to wytrzymać, zrozumieć i jednocześnie jej nie ograniczać Wink
        Częsty mechanizm „Kocham Cię! – Nienawidzę Cię!” i „Odejdź! – nigdy Cię nie ma gdy Cię potrzebuję!”.
        Liczyć na wierność ze jej strony tak jakbyś liczył na to, że jutro z nieba będzie padać żabami. Oczekuj wierności, nie dostaniesz jej. Nie oczekuj wierności, może ją dostaniesz.

        Idealny materiał poglądowyto filmy „Vicky Christina Barcelona”"Przerwana lekcja muzyki" (postać grana przez Angeline Jolie), oraz "Fight Club" (postać Marly).

        ZASADY UWODZENIA

        Z uwodzeniem bdp jest jak z postępowaniem z psem rasy uznanej za niebezpieczną. Musisz być twardy i inteligentny, bo chwila zapomienia i zaczyna się jazda. W tym układzie musisz mocno i krótko trzymać nie smycz, ale wręcz łańcuch.
        Jeżeli chcesz zatrzymać freaka na dłużej musisz zaciągnąc ją do łóżka jak najszybciej się da. Najlepiej na pierwszych 3-ch spotkaniach, optymalnie na pierwszym.
        Aby dobrze uwodzić musisz samemu wiedzieć w jakim momencie wprowadzać niepewność (Ogień zwalczaj ogniem).
        Uwodzenie bdp to gra wysokiego ryzyka. Ciągle zmienia się dynamika. Nigdy do końca nie wiesz, co może się stać. Może być tak, że nie będzie chciała się z Tobą spotkać, bo idzie na imprezę ze znajomymi, po czym zadzwoni do Ciebie o 3 nad ranem z pytaniem w jakim klubie jesteś, pojawi się tam i poprosi, abyś ją zerżnął (autentyczna historia), albo nie będziesz mieć z nią kontaktu przez dwa tygodnie po czym na randce zaproponuje Ci, abyście poszli do hotelu (również autentyczna historia).
        Nie ufaj pod żadnym pozorem i cokolwiek nie powie dziel razy trzy. ciągle sprawdza Twoja gotowość do pomocy i reaktywność na jej próby zwrócenia na siebie uwagi.
        Bardzo mocno zadbaj o siebie. Dobry seks, masa emocji (w końcu wiedzą jak zakręcić facetem) nie jednego już zgubiły. Aby tego uniknąć koniecznie posiadaj dużo ciekawych opcji (inne kobiety, zajęcia, hobby), aby okres gdy nie będzie się z Toba kontaktować był dla Ciebie łatwiejszy.
        Nie możesz jej ratować. Jeżeli ona przez swoje zachowanie leci na dno to zostaw ją – niech „walnie mocno o glebę”. Wtedy jest szansa, że się ocknie i na jakiś czas masz spokój.
        OD RAZU musisz ją ukarać za złe zachowanie. Jeżeli ochładzasz kontakt z nią to musisz zrobić to na całego.
        Jeżeli chcesz się z nią dogadać to musisz ją porządnie zaspokoić.
        Uwodząc ją pamiętaj, że musisz być bardziej zdecydowany i pewny siebie od niej.
        Przy bardzo atrakcyjnych fizycznie i świadomych tego bdp to jeżeli jesteś z nią w sytuacji prowadzącej do seksu to najlepszy z mojego doświadczenia jest rodzaj bardzo agresywny i zdecydowany sposób działania. Zero dobierania się jak pies do jeża.
        Swoistym paradoksem jest to, że kiedy traktujesz ją źle to ona nagle pała do Ciebie większym uczuciem, a kiedy traktujesz ją dobrze to jej coś odbija i zaczyna reagować źle na Ciebie.
        Pokaż jej, że jej urok na Ciebie nie działa i nie będziesz jej się podlizywał.
        Generalnie to idealne kandydatki do jednonocnych przygód
        • 22.04.12, 00:07 Odpowiedz
          w skrócie: kurwy i szmaty.
        • 22.04.12, 00:13 Odpowiedz
          ad. brzydale też się zdarzają.
        • 22.04.12, 10:39 Odpowiedz
          'Ojciec Chrzestny' albo burdel mama - tak?

          ograniczone zaufanie, proste zasady, konsekwencja - yes yes yes

          ale reszta jest wykorzystaniem słabości
          wpychaniem w gówno
          cwaniactwem

          przypięciem żółwia do OKRĘTU - odcinaniem pyszności póki się da - dbaniem by nie zwiał, nie zdechł i nie zaśmierdział się

          BPD ma być pewien, że OKRĘT jest jedynym wybawieniem - tym ojcem z dzieciństwa; ma nie wychodzić z roli przerażonego światem, spanikowanego dziecka i służyć w zamian za łańcuch? - tresura z przycinaniem lotek - jak w dysfunkcyjnej rodzinie;

          Niczego nie robimy w życiu bez powodu - mięsko żółwia jest celem - reszta jest tłumaczeniem, że to w żółwiu tkwią wszystkie przyczyny, dla których musimy mu odcinać z poświęceniem - wręcz z miłości;


          trudno odmówić dobrych chęci temu OKRĘTOWI - oddał się terapii syna na maxa
          www.youtube.com/watch?v=_-clFZFdLQk
          świat nie jest mafią i burdelem - BPD mają tego przeczucie i marzą, że kiedyś uda im się zachowywać tak jakby nie musieli zrywać się z łańcucha i wracać

          BPD marzą by być dobrym, a 'Ojciec Chrzestny' albo burdel mama?

          strach to podłe narzędzie tresury a nie wychowanie czy terapia

          Całuj mnie w pierścień :-) by żyć - szyderstwo?
    • 11.06.12, 23:38 Odpowiedz
      Ja uważam ,że to rodzaj psychopatii i należy schodzić z drogi takim ludziom. Ich lęk związany z bliskością jest tak wielki ,że kieruja sie zasadą zniszcze albo sam zostane zniszczony( wchłoniety , zdominowany ) przez partnera dlatego to oni musza dominować , manipulować i nie ma znaczenia czy robia to intencjonalnie czy nie bo cierpienie jest dla osoby ranionej przez nich takie samo. Zdrowy człowiek umiejacy stawiac granice nie zwiaze sie z borderem i nie jest dla nich atrakcyjny (tz jest ale w sferze marzen bo nie jest realnie dostepny) dlatego wiążą się z tez z zaburzonymi,którzy daja im bezwarunkowa milosc. Oni jej oczekuja ale nie doceniaja bo za łatwo maja ja podana wiec gardza patnerem a jesli partner zaczyna stawiać granice to teskni za podanej na tacy milosci bezwarunkowej. Border to drapieżnik, egocentryk, egoista o poziomie inteligencji emocjonalnej 2 latka,manipulant,tester,biorca nie oferujacy nic, pozeracz dusz (psychofag) i wampir emocjonalny Żyjac z nim bedziecie na rolercosterze na poczatku jest fajnie bo ekscytujaco i jest adrenalina a potem rolercoster zmienia ciagle kierunek jazdy zerzygacie sie od tej jazdy za przeproszeniem na smierc i bedziecie umierac ze strachu , bedziecie chcieli wysiasc ale nie nie bedziecie w stanie bo wpadniecie w chorobe zwane wspóuzależnieniem a border nagle łaskawie zatrzyma kolejke i kopem w dupe was wyprosi. Bedzie wrakiem człowieka ze zgwałconą duszą. Za wysiadłam po 2 okrazeniach własciwie ucieklam bo z toksycznego zwiazku sie nie wychodzi z niego sie ucieka!!!!!!!!!!!!!!!!! Polecam blog historie bylych partnerow zaburzonych uciekamdoprzodu.blogspot.com/p/o-nas_09.html
      • 12.06.12, 09:53 Odpowiedz
        Mysle ze nie chcą niszczyc ale albo idealizuja albo dewalują, nie ma nic
        pośredniego w ich działaniu.
        Idealizuja kiedy kochają a niszcza i dewaluja kiedy pojawia sie lęk, który
        przynosi nienawisc i to nienawisc do samego siebie.
        Wtedy chcąc sie uchronic przed lekiem kierują tą złosc, nienawiść na innych.
        Osoby psychotyczne działaja inaczej. Ich lęk jest jeszcze wiekszy, biorą go
        na siebie a unikaja go przez wycofanie sie z kontaktów z ludźmi, bo to związki
        z innymi go przynoszą.
        Borderline rozumie że związki z innymi sa nieodzowne, nie umie tylko w tych
        związkach być.
        Serdeczne pozdrowienia.
        Serdeczne pozdrowienia.
        bronia sie przed nim
    • 12.06.12, 10:46 Odpowiedz
      Tylko jakie to ma znaczenie czy ich działanie jest celowe czy nie i z czego wynika.
      Co do kochania i empatii to oni ich nie maja cos co interpretuja jako te uczucia to zupełnie co innego. Tak jak juz gdzies pisalam Histeryk wg prof A Kępińskiego to dzisiejszy border bo pisal swoja ksiazke 40 lat temu i pojecie to nie istnialo. Głeboki lek przed bliskoscia kaze mu niszczyc bo boi sie ze sam zostanie zniszczony czytaj zdominowany wchoniety, jak w dziecinstwie przez prawdopodobnie rodzica. Testuje prowokuje bo nie wierzy w bezwarunkowa milosc jako dostaje najczesciej od zaburzonego nałogowca kochania a jak juz sie przekona ze ja ma to nia gardzi i tak w koło macieju . Poza tym ich anioł i diabeł moze sie ujawniac po kilka kilkanascie razy dziennie Oni sa jak bomby czasem maly gest , slowo moze wywolac diabla Człowiek twardy jak stal nie wytrzymal by tego nie mowie o terapeutach ale to inna relacja niz malzenstwo. Zwiazek z taka osoba to patologia i nikt mi nie powie ze jest inaczej.
      • 12.06.12, 19:50 Odpowiedz
        nikt nie próbuje powiedzieć, że jest inaczej - tak mi się wydaje

        ale

        są bordy w stałych związkach - trudnych ale jakoś wypertraktowanych, gdzie jedno i drugie dokonuje cudu z szacunku dla siebie - czasem kalekie to związki ale świadome swoich współuzależnień i ograniczeń

        są bordy już samotne - po decyzji - nie nadaję się, niszczę ...

        przecież bord ma jedno życie, spaprane, trudne i co ma się zabić?
        powinien próbować być znośnym :-) - przecież musi pracować ...
        powinien, powinien, powinien ....

        pewnie ktoś kto jest już świadomy, że jego partner jest bordem też powinien, powinien, powinien ...

        Strasznie upraszczając - jeśli jesteś z alkoholikiem powiem zwiewaj, chyba, że zaczął nie tylko nie pić ale i robić coś z głową - wtedy - pilnuj się, żebyś nie pokazała, że wolisz żeby wypił bo jest wtedy spokój, albo na rauszu jest atrakcyjny

        Jesli jesteś z bordem nie licz, że zrobi coś z głową, może próbować coś z panowaniem nad emocjami zrobić - ograniczać się; pomyśl jak reagujesz na alkohol i narkotyki - bord czasem zamienia szaleństwo na odlot; bord czasem wie co mu pozwala znieść życie; partner borda czasem wiele akceptuje by mieć spokój; wkręca się we wszystko

        Psycholog powie - jeśli ktoś jest z bordem widocznie ma z tego jakieś korzyści;
        okrutnie szczere - zawsze prawdziwe

        Nie każdy jest gotów za taki związek oddać tak wiele; ale kiedy uda się wam wyrwać i skreślicie borda - uciekniecie :-) zostawcie borda z dobrym słowem - on naprawdę nie ma ani lekko ani łatwo - bord ma beznadziejnie i o tym pamięta swoim strachem, nawet kiedy jest ekstatycznie zakochany; Bord wie, że musi walczyć albo popełnia samobójstwo, od siebie nie może uciec; od swoich czynów też;

        Nie bronię zachowań bordów ; opowiadam o ludziach - bywają wspaniali - może nie należy się w nich zakochiwać i oczekiwać niemożliwego?

        Trzymam za tych, którzy się wyrwali z traumy - strasznej traumy;
        Wiem, że bord się nie wyrwie z niczego - może skoczyć z najwyższej trampoliny w nową klęskę i czekać na: odrzucenie albo zniknąć w kłębku nicości i strachu



        • 12.06.12, 20:51 Odpowiedz
          Brzask masz racje każdy ma swoje życie i rozum a z reguły upokorzenia bordów znosza ludzie sami zaburzeni To zwykle toksyczne relacje bord nałogowy uciekinier bliskości i nałogowiec kochania który jest z bordem dla tych dobrych chwil.Tylko weź pod uwagę ze prawie z kazdego zwiazku sa w konsekwencji dzieci i to one sa najwiekszymi ofiarami bo po pierwsze jak maja uczyc sie zdrowych relacji jak obserwuje patologie emocjonalna...i jak sie maja bronic przed np tatusiem bordem ,który raz jest aniołem raz diabłem ciągle ma inne i niezrozumiałe reakcji Mój ex był jeszcze bordem acting out czyli agresja na zewnatrz to jest hardcore dla partnera i otoczenia jak leca z niecka bomby emocjonalne Ty głupiejesz bo przed chwila było jeszcze miło a Bord ma usmiech i satysfakcje na twarzy bo sobie ulżył. Piszcie i myslcie co chcecie ale Bordy nie powinny miec dzieci bo dziecko to nie zabawka tylko zywa istota z emocjami a po drugie skoro bord nie potrafi byc za siebie odpowiedzialny to niech odpowiedzialnosci za innych nie bierze bo nie podoła. Poza tym bord nie kocha on myli to pojecie ze stłumieniem strachu i euforia w sobie ze ma spokój wewnetrzy chwilowo to nie jest miłosc oni maja płytkosc uczuc,egoizm i brak empatii. Bede sie powtarzac klasyfikacji jest dużo ale bord to psychopata (ideantyczne zachowania, cechy itd ) róznica jest tylko taka ze psychopata robi to celowo a bord zeby sobie ulzyc (to jego przymus) border wbrew pozora nie ma winy tylko poczucie krzywdy a jak zaluje i przeprasza to tylko dlatego ze sie boi kolejnego porzucenia. To jest patologia i zdrowy normalny człowiek w to nie wejdzie chyba ze jest meczennikiem i masochistą. Wiadomo ze bordy tworza zwiazki ale z reguły sa krótkie i kosztuja zdrowie psychiczne partnera. Mój w wieku 37 lat ma bagaz nieudanego małzenstwa które trwało 2 lata, 3 zwiazków po 3 lata i 4 krótszych On nigdy nie bedzie miał normalnego stałego zwiazku bo jest do tego niezdolny a jeszcze nic nie robi zeby to zmienic nie przyjmuje do wiadomosc ze cos z nim jest nie tak to one były winne i nieodpowiednie
          • 12.06.12, 21:24 Odpowiedz
            bord nie powinien mieć dzieci
            co więcej z bordem nie powinno się mieć dzieci

            ale to nie znaczy, że bord nie kocha swojego dziecka
            bord cierpi kiedy widzi co swojemu dziecku robi, mimo, że bardzo się stara nie okaleczać

            nie każdy bord pewnie
            nie każdy zdrowy też




            • 12.06.12, 22:43 Odpowiedz
              Jak sie kocha to sie nie krzywdzi miłość wyklucza krzywdę A jak sie wie ze sie krzywdzi i sie z tego powodu cierpi bo to choroba to sie nie wchodzi w zwiazek i sie nie ma dzieci zeby nie krzywdzic bo dla cierpiącego nie ma najmniejszego znaczenia czy ktos go rani intencjonalnie czy nie zwłaszcza dziecko tego nie pojmie tylko ze bordy to mega egocentrycy i egoisci i nie mysla o innych tylko o sobie i zaspokojeniu swoich potrzeb
              • 13.06.12, 02:45 Odpowiedz
                "tylko ze bordy to mega egocentrycy i egoisci i nie mysla o innych tylko
                > o sobie i zaspokojeniu swoich potrzeb"

                tylko że to nie ich wina, tyle że to nie ważne, czyja wina, bo żniwa to żniwa, ale każdy wchodzi na własną odpowiedzialność, tylko że nikt nie wie, w co wchodzi i dowiaduje się dopiero jak wejdzie na całość albo nawet nigdy i nawet ten, który wejdzie na własną odpowiedzialność a może i nie, bo nie dobrnie może coś dać bordowi, ale nie koniecznie, a nawet jak coś da, to bord i tak nie będzie wdzięczny, ale nie musi być wdzięczny, bo nie po to się daje bordowi i komukolwiek, żeby był wdzięczny tylko po to, żeby mu było lżej i lepiej i sobie żeby było lepiej, ale bord nawet nie poczuje, że mu lżej i lepiej a nawet jeśli to przez chwilę, tak jak ten, który daje, a za chwilę pomyśli, że takie lżej i lepiej może mieć od kogo innego a w dodatku nowe emocje może mieć i nowe doświadczenia i może będzie jeszcze trochę lżej i lepiej, a nawet jeżeli nie, to zawsze można sięgnąć po inne lżej i lepiej, bo to nie możliwe, żeby akurat przy tym człowieku może być najlżej i najlepiej, a nawet jeżeli tak jest, to jeżeli coś się stanie i przestanie mu przy nim tak być, to umrze z braku tego lżej i lepiej, więc odrzucić to lżej i lepiej dla innego jeszcze lżej i jeszcze lepiej, chociaż przez chwilę, chociaż może gorszego, ale innego, nowego, bardziej obiecującego, może będzie inaczej, lżej i lepiej.

                I niezależnie od tego, skąd egoizm i egocentryzm płynie - nie wolno. Nikt, kto wiąże się z bordem nie ma siły i charakteru, żeby szybko pokazać, że nie wolno. Też nie ma wpływu. Na tyle nie ma - siły i charakteru. Każdy, kto wchodzi - nie widzi, bo jest słaby. Za słaby na zdrowy związek.

                Może jest złoty środek. MOŻE. Rozwijać samoświadomość wraz z postępującą świadomością tego, gdzie się jest i co się dzieje. Zbroić się w locie. Nie po to, żeby skamienieć i umrzeć sercem. Po to, żeby odwrażliwieć na tyle, na ile za bardzo się było wrażliwym. Żeby się oduzależnić na tyle, na ile za bardzo się było zależnym i usamodzielnić na tyle, na ile za bardzo się było niesamodzielnym. Dotrzeć do siebie.

                Wtedy zaczyna się walka - kto szybciej. Kto szybciej zobaczy, że jest słabo i gdzie jest słabo, kto komu pokaże podstępem, metodą, sposobem - szczęście. Kto pokaże manipulacje, kto postawi elektrycznego pastucha tak, żeby nie było nawet jednej szparki. Kto zdąży to zrobić, zanim. Kto przekona, że się da. Kto na tyle pokaże, nie powie, że można inaczej. Że się da. Kto odpowiedniej długości kijek z odpowiednią marchewką, jak długo, jak szybko. Nie ma miejsca na pomyłkę, idealny, złoty, złociutki środek. Coś, co się wymyka klasyfikacjom - bord taki, śmaki, owaki, nie-bord, półbord, snołbord. Ty masz problem, bo jest, jak jest. Ale - ja TEŻ mam problem, bo zamiast biegać z tobą po łące stawiam elektrycznego pastucha.

                Może nic nie zadziałać. MOŻE. Stąd dystans w sobie, cały czas. Cały czas w uzbrojeniu. Jeżeli się rozbrajamy - czujnie, równocześnie, powoli, żmudnie. Symetria.

                W momencie, w którym bord zyska świadomość, że to ON - bez litości, bez dyskusji trzymać w tej świadomości siebie i jego. Musi się po stokroć położyć od pastucha, trzeba po stokroć powiedzieć, dlaczego tak, skąd ból. Skąd pastuch, dlaczego kopie, pokazać łąkę, pokazać, do czego łąka. A jeżeli nie zobaczy - zostawić pod pastuchem, leżącego, z ostatnim listem. Wiedzieć, kiedy ostatni list, umieć przegrać wygrywając. Po to, żeby bord mógł wstać, zobaczyć, że nagle nie ma pastucha i wszystko dookoła łazi po łące luzem. A on - nie umie. Czasami dać zobaczyć i zostawić - to szansa. Bord potrzebuje prawdziwej skały. Takiej, o którą się rozbije tyle razy, ile będzie potrzeba. Może całe życie. Wrażliwej skały - a takie rosną tylko na placu Pigalle.

                Myślę, że niektórzy po to w tym bordowym życiu, żeby pokazać i odejść. To smutne, ale chyba tak jest. Najgorzej tym, którzy trawą na łące, nie stawiającym pastuchy. Nieświadomym najgorzej albo takim, którzy widzą tylko belkę w oku.

                A jakby tak wszystko po coś w życiu, ale tylko nieliczni wiedzą, co, kiedy i po co? Może ci, którzy przegrywają siebie po prostu nie odrabiają lekcji na czas? Może bord to szansa, nie zły los?

                Nigdy w życiu nie pozwoliłem jej się obrazić. W sensie - siebie. Słowem, agresją fizyczną ani psychiczną, może dlatego mi tak łatwo snuć teorie. Są jakieś granice, które stoją, chociaż czasami się chwieją. Nigdy nie dałem jej poczuć, że jestem jej i nigdy sam sobie nie pozwoliłem się tak poczuć - może dlatego nie upadam. Trzymam gardę i może dlatego to jeszcze trwa. Za w mordę - daję w mordę, bo umiem i wiem, że potrzeba. Niegroźnie daję, nie prowadzę podwójnego życia, nie ranię celowo. Wystarczy dystans. Mi - do tego, żeby zachować siebie, jej - do tego, żeby się wiła czując stratę. Nie obarczam winą, nie fochy, nie emocje. Czyny, nie awantury.

                Cholernie trudno postępować z dorosłym dzieckiem, ale to nie dziecko, a ja mam wybór. Pamiętam w każdej chwili, przypominam sobie, dlaczego. Że nie tylko ona - bord. Kto komu udowodni normalność, choćby taką po środku. Wiem, że jeżeli ona gwałtownie znormalnieje (chociaż nie ma obaw) - ja gwałtownie nie udźwignę "zdrowego związku".

                Bardzo chcę razem wyzdrowieć. Nauczyć się stawiać granicę i nauczyć ją je widzieć. Wtedy będą stawiały się same i same będą zauważalne. Marna szansa, malutka, ale jest. Z gówna miód ukręcić - może się da?

                Może ja tak "kocham", jak ona "kocha"? Każdy po swojemu, każdy źle? Albo każdy dobrze?
                Może jeśli symultanicznie zdjąć cudzysłowie...

                Tak gdybam tylko. Co jakiś czas tylko sprawdzam, czy zbroja nie odparza. I powtarzam - jeżeli nie odkręcisz następnej śrubki, ja zakręcę dwie następne. Może mam szczęście - wcześnie się zorientowałem w niej i wcześnie zacząłem szukać w sobie. Może to nie border, a może ja jestem zwyczajny? A może to jest właśnie egoizm - zbyt długo stać przed klatką z niedźwiedziem i krzyczeć "kurwaaaa, wcale nie jesteś niedźwiedziem i nie udawaj, że jesteś w klatce!" ?
                • 13.06.12, 11:01 Odpowiedz
                  Wszystko co piszesz jest zakrecone i prawdziwe. Nie wiem ile masz lat ale ja 28 i chce miec dzieci i normalna rodzine z osoba zaburzona to niemozliwe. Mój ex doskonale wiedział ze ze jest chory ale mi nie powiedział ( sama zaczełam wnikac w jego zachowanie i dowiedziałam sie ze jest zdiagnozowany ale z tym nic nie robi tz był 2 razy 20 lat temu u psychiatry)
                  On jest mega egosista bo majac swiadomosc choroby przed strachem ze go opuszcze jak inne jak sie zorientuje chciał jaknajszybciej dziecko bo wiadomo ze jak jest dziecko to wszystko sie komplikuje. Poza tym z waszych wypowiedzi z róznych watków wynika ze te dłuszcze zwiazki to jednak sa wtedy jak to kobieta jest bordem a facet nie. Moze silny zdrowy dojrzały i zakochany facet jest w stanie bardziej zapanowac nad histeryczną borderka. Ale ja drobna kobieta a on 2 metrowy drągal border i to rasowy. Tak czy siak uważam ze Twój zwiazek skazany jest na porazke jak kazdy z borderem. Kwestia czasu i tak naprawde własnie o ten czas chodzi czy dłuzej tkwisz w toksynie tym dłuzej sie potem z niej oczyszczasz.
                  • 13.06.12, 14:51 Odpowiedz
                    Jestem mniej-więcej w Twoim wieku, ona podobnie. Również chcę mieć normalną rodzinę. Ona nie wiedziała, że coś się z nią dzieje. Podejrzewała, nigdy nie była diagnozowana.

                    Mega egoistą? A czego się spodziewałaś? Przecież egoizm jest wpisany w naturę takiej osoby, to kluczowa, samoobronna cecha, wynikająca z prostego myślenia - porzucając egoizm dajemy komuś wpływ na swoje życie, a to za bardzo niebezpieczne, żeby sobie na to pozwolić. Brak empatii jest tam, gdzie się empatii nie widziało i nie czuło czyjejś empatii w dzieciństwie. Odmawianie sobie prawa do potrzeb jest tam, gdzie potrzeby kojarzyły się z koszmarem zawodu, a wewnętrzna samotność jest tam, gdzie ktoś był na nią skazany od urodzenia.

                    Brak wsparcia -> tam, gdzie na wsparcie nie można było liczyć. Ktoś, kto nie mógł oczekiwać wsparcia, nie wie jak wsparcie wygląda. Nie umie wspierać.

                    Brak stabilności systemu przekonań -> tam, gdzie zasady i wartości się zmieniały w zależności od potrzeby chwili.

                    Brak wiary w słuszność własnych decyzji -> tam, gdzie nigdy nie było wiadomo, która decyzja zostanie zaaprobowana, która skrytykowana. Tam, gdzie raz za decyzję dostawało się złoty puchar, a jutro za tę samą - pręgież.

                    Brak wiary w swój wpływ na swoje własne życie -> tam, gdzie nie było pewności ani nawet prawdopodobieństwa, jaki krok pociągnie jakie efekty. Gdzie jedno działanie wywoływało różny, zależny od aktualnych, chwilowych zasad w systemie skutek.

                    Brak odpowiedzialności -> tam, gdzie za czynem nie szła jasna konsekwencja, gdzie nie było widać klarownych efektów działania.

                    Brak spójnego systemu wartości -> tam, gdzie nigdy nie było wiadomo, co jest ważne, a co nieistotne, co cenne, a co bezwartościowe.

                    Brak uczuć, a emocje zamiast nich -> tam, gdzie podejściem do najbliższych sterowały emocje, one odpowiadały za chwilową rolę i pozycję dzieciaka w stadle.

                    Brak spontaniczności -> tam, gdzie spontaniczność nie była w dobrym tonie, za to powściągliwość w reakcjach i odruchach jak najbardziej.

                    Żelazna potrzeba kontroli siebie -> tam, gdzie utrata tej kontroli, utrata władzy nad swoimi potrzebami i oczekiwaniami przeważnie przynosiła cierpienie.

                    Wszystko opiera się na kontroli, na tym zaczyna i na tym kończy. Kontroli nad sobą i całym swoim światem, więc również (a nawet przede wszystkim) nad partnerem, Bardzo podobnie działają mechanizmy dda.
                    Tam, gdzie jest uczucie - nie ma mowy o kontroli, bo miłość na tym właśnie polega: częściowym oddaniu kontroli. Powierzeniu swojego losu, komfortu i szczęścia w jakiejś mierze drugiej osobie.

                    Myślę, że to, co tak bardzo boli i niszczy bpd i dda, to nie jest BRAK UCZUĆ. Uczuć się nie da nie mieć, to nie takie proste. Z tych wszystkich teorii najbardziej nie pasuje mi to jedno - że bpd nie kochają.
                    Gówno prawda.
                    Właśnie kochają koszmarnie mocno, tyle że nie umieją obsługiwać swojego uczucia. Nie mają do niego sterowników. Mając tę świadomość (albo podświadomość) spychają te uczucia wgłąb, walczą z nimi, usiłują sobie samym i otoczeniu wmówić, że ich nie ma, udowadniają to gorączkowo słowem i czynem. A w samotności - koszmarnie cierpią, bo te uczucia w nich gniją, psują się zwyczajnie, nieskanalizowane i tłamszone. Te chwile ogromnego szczęścia, uniesienia, radości, które tak uzależniają partnerów - to nie są chwilowe emocje. Uczucia nie da się udawać, nie aż tak dobrze, to nie jest udawanie i manipulacja dla chwilowej korzyści. To są momenty, w których na moment tracą kontrolę, pozwalają sobie na to, żeby upuścić z siebie chmurkę albo dwie uczucia, poluzować zbroję. A zaraz potem znowu tracą nad tymi uczuciami władzę i gorączkowo uszczelniają tę nieszczelność w zbroi w panice, że uczucie nimi zawładnie i doprowadzi do tragedii. Uszczelniają za wszelką cenę i wszelkimi dostępnymi metodami, bo to jest ważniejsze, niż cały świat. Wtedy ranią najmocniej. Tym mocniej, im bardziej są przerażeni wyciekiem i utratą kontroli.

                    Tak to widzę. Mogę się mylić, jak zwykle - trudno sobie wyobrażać coś, co jest tak inne, tak odmienne od tego, co ja mam w sobie. A może po prostu tak to opisałem, bo uczucia to właśnie instrukcja obsługi emocji? Której nie mają, czyli nie kochają?
                    • 13.06.12, 15:14 Odpowiedz
                      Istnieje cos takiego jak inteligencja emocjonalna u bordera jest ona na poziomie 2 latka
                      Poza tym poczytaj o charakteropatii osobowosci psychopatycznej bo to jest bardzo czesto mylone z borderem a Twoja dziewczyna nie ma diagnozy. Nie wiem dlaczego upierasz sie przy tej miłosci dla mnie to oni myla własnie milosc wtedy kiedy nie musza panować kontrolowac to przynosi im ulege wpadaja w euforie i maja I Love you zwykle ekspresyjnie ja demonstrujac ( tak mi tłumaczył terapeuta z 30 letnim stazem zaburzen osobowosci) W kazdej fachowej ksiazce z zakresu psychiatrii przeczytasz o ich płytkosci uczuć o braku zdolnosci do kochania rozumianego jako uczucie wyzsze przez normalnego człowieka. To jest Twoje zycie ale bede brutalna tracisz czas i dorabiasz to tego jakas ideologie ze border cos Ci daje. Bez urazy ale albo sam masz jakies deficyty albo jestes typem masochisty. Po co w tym siedzisz majac swiadomosc czym to grozi. Chcesz miec z nia dzieci ? rodzine. Bedziesz tłumaczył 2 latkowi ze mamusia jest chora i nie ma sie przejmowac jak raz bedzie piała z miłosci do niego a 2 godziny bedzie sie nad nim pastwic psychicznie ( przemoc słowna czyli krytyka zanizanie wartosci itd pełwnie w postaci krzyków fochów. Twoje zycie Twój wybór ale wierz mi zebys czasem gorzko nie pozalował i nie powiedzial po co mi to było szkoda najlepszych lat młodosci a zycie jest jedno. Nikogo nie oceniam i nie potepiam kazdy ma wybór ale gdyby Ci było dobrze w tym zwiazku nie siedzialbys na tym forum nie oszukujmy sie :-)

                      www.deon.pl/inteligentne-zycie/psychologia-na-co-dzien/art,54,dlaczego-histerycy-sa-tak-pociagajacy.html Osoby te często przejawiają cechy charakterystyczne dla innych zaburzeń osobowości, zwłaszcza „pogranicznej" i antysocjalnych.

                      Jest różnica ale niewielka a histeria to juz istna patologia Poczytaj. :-)
                      • 13.06.12, 16:52 Odpowiedz
                        Wolna, ale twój partner, jak sama pisałaś, miał trochę inną diagnozę niż borderline, więc nie przerzucaj jego problemów na ludzi z innym diagnozami. Nie wszyscy borderzy to dodatkowo psychopaci. Ty masz takie doswiadczenia, ale ktoś inny może mieć inne, a ty uparcie chcesz wrzucić wszystkich do jednego worka.
                      • 13.06.12, 16:59 Odpowiedz
                        Ależ ja się przy niczym nie upieram, przecież napisałem, że gdybam. Czy mi coś daje, czy nie, czy tracę czas, czy nie i czy to jest border, czy nie - oceniasz na podstawie moich postów? Nie, nie jestem typem masochisty a to, że mam deficyty wyraźnie napisałem. Dostrzegłem te deficyty właśnie w tej relacji i chociażby to mi ta relacja dała. Wiedzę o sobie. Nie jestem masochistą, wybacz - biorę z tej relacji to, co mogę wziąć. Nie napiszę, że to, co jest mnie satysfakcjonuje, ale też nie cierpię za nadto i nie podniecam własnym cierpieniem. Nie mieszkamy razem, widujemy się dość rzadko, nie zakładamy rodziny i nie planuję z nią dzieci. Co do mnie - jeżeli Cię to interesuje, najprędzej osobowość zależna. Też sporo pasuje, ale również część nie pasuje.

                        Co do forum - każdy ma swoje motywy. Gdyby Tobie było tak dobrze też nie siedziałabyś na forum i nie prowadziła akcji ostrzegawczo-uświadamiającej.

                        Nie, to nie jest osobowość histeryczna. Prędzej narcystyczna, dużo prędzej. Nie mi to oceniać, nie mam kompetencji i potrzeby. Ja mogę tylko dbać o siebie, trzymać dystans, nie lecieć jak ćma do ognia i pokazywać, co mi nie odpowiada i co jest nieuczciwe, niesprawiedliwe i krzywdzące, to mogę. Bez większych nadziei na to, że nagle zrozumie.
                        • 13.06.12, 17:21 Odpowiedz
                          Słuchajcie ja nikogo nie wrzucam do jednego worka , nie moralizuje , ludzie sa rozni i rozne rzeczy im odpowiadaja. Przyznacie jednak sami ,że z reguły zwiazki z ludźmi zaburzonymi są trudne i skazane na porażkę. Ja nie mam pretensji do niego ,ze jest chory ale o to ze mnie wkrecił w ta relacje rozkochał wiedzac ze jest chory , jaka to choroba itd i jeszcze chciał mnie zatrzymac fundujac nam dziecko to dla mnie jest podłe i świadczy o megaegoiźmie ważne ze jemu byłoby dobrze i zeby osiagnał swój cel a ze ja i dziecko mielibysmy piekło to nieistotne ja to jeszcze ja jestem dorosła i mógł pomyslec widziala jaki jestem to mogła sie na dziecko nie godzic ale co z ta mala niewinna istota zrodzana nie z milosci a z checi zatrzymania partnera. Spaprany ja Cie nie atakuje widocznie Ci odpowiada taki zwiazek i takie Twoje prawo. Reasumując jesli ktos jest z borderem i jest swiadomy jego choroby i jest z nim majc ta swiadomosc to w porzadku wie na co sie pisze a tacy partnerzy jak ja czuja sie zwyczajnie oszukani.Przeczytałam to forum o BPD i wiele wiele innych o zaburzeniach osobowosci i niestety nie znalazłam żadnej opini ze jest komus dobrze "normalnie" w takim zwiazku.
                          • 13.06.12, 19:01 Odpowiedz
                            Owszem - takie związki są super trudne, często wyczerpujące dla obu stron i przeważnie skazane na porażkę. Moja partnerka przyznała się przed sobą i przede mną do tego, że coś jest nie tak, próbuje coś z tym zrobić - i to jest uczciwe. Uczciwe również mi powiedziała, że nie wie, czy da sobie z tym radę, czy nie i za to należy się jej szacunek.
                            Pozostawiła mi wybór.
                            Tak samo ja nie ukrywam przed nią ani przed sobą, że gdybym był w pełni emocjonalnego zdrowia ta relacja nie miałaby racji bytu. Nie robię z siebie ideału, cierpliwego opiekuna chorej, który z łaski i wielkiego serca dźwiga jej krzyż. I nie, nie widzę w niej tylko zaburzenia, nie postrzegam jej tylko przez pryzmat niedoskonałości.

                            Nie, nie odpowiada mi taki "związek", jaki jest teraz i też uczciwie jej o tym komunikuję, ale wierzę w nią i w naprawę tej relacji. To nie jest wieloletni związek, żebym miał pewność, że zawsze tak będzie. Nie jestem naiwny i wiem, że tak poważny problem nie rozwiązuje się na skutek kilku rozmów w ciągu kilku miesięcy. Ona między innymi po to zdecydowała się na terapię i po to tam biega, żeby o ten związek powalczyć, nie tylko "dla siebie" - bo jej na tej relacji również zależy, a ja wierzę, że to miłość. Nie widzę w niej egoistycznej psychopatki bez serca. Może to, na co cierpi to wcale nie bpd? Naprawdę ma wiele bardzo atrakcyjnych cech, nie jest ostatnia, narzeka na brak zainteresowania. A ja jestem wymagający i nie jest jej ze mną "z górki", nie jestem wiadrem na jej emocje ani workiem treningowym. Gdyby traktowała to powierzchownie i przelotnie, już dawno zrezygnowałaby z tych niewygód i byłaby z kimś, kto się nie interesuje, nie pyta, bezwzględnie akceptuje i przystaje na jej warunki. Bo, uwierz mi, bez problemu znalazłaby gościa łatwego do zmanipulowania.

                            Owszem, jest mało historii szczęśliwych związków osób zaburzonych. Wiem, że ona nigdy nie będzie zupełnie inna - nie liczę na to. Wiem, że nasza relacja nigdy nie będzie sielankowa, ale na to też nie liczę. Nigdy nie szukałem idealnej kucharki, sprzątaczki, matki i kochanki, nie interesują mnie idealni ludzie - bo sam jestem daleki od ideału. A zwłaszcza wiem jedno - że bez mojej wiary w to, że jej się uda szansa na to, że się uda będzie sporo mniejsza.
                            Trudno zdrowieć samemu, kiedy nawet nikt nie wie, że coś jest nie tak. Łatwiej w świadomości, że ktoś wie, wierzy i wspiera.

                            Jeżeli się okaże, że przy mnie coś tam sobie uświadomiła, coś się w niej zmienia i potrzebuje wolności/innej relacji - puszczę ją wolno. Moja miłość nie zakłada ubezwłasnowolnienia kobiety, ludzie i tak są przy sobie tylko dopóty, dopóki są dla siebie najlepszym wyborem. Widocznie teraz my jesteśmy dla siebie najlepszym.
                            • 13.06.12, 19:29 Odpowiedz
                              Spaprany. Trzymam za Was kciuki. Twoje wpisy swiadcza o Twojej dojrzalosci ale ona tez jest swiadoma i jej zalezy bo sie leczy chociaz próbuje. Widzisz ja jestem kobieta mam 28 lat i planuje dzieci sama mialam wspanialy dom rodziców tz normalnosc i nie wyobrazam sobie zeby moje dzieci mialy inaczej. Nie jestem psychiatra , psychologiem czy Bogiem moze sa nieliczne wyjatki własnie jak ktos sie leczy i bardzo chce ale naczytalam sie tyle i rozmawialam z terapeuta , który od 30 lat specjalizuje sie w zaburzenaich osobowosci i niestety on uswiadomil mi ze to prawie niemozliwe osiagnąć ta normalnosc z osoba zaburzona.
                        • 13.06.12, 17:28 Odpowiedz
                          Spaprany, jeśli twoja partnerka się zgłosi na terapię, ma duże szanse wyjśc z tego. Nie będzie inna osobą, ale objawy znacznie się zmniejszą. Ja jestem po dzisęcioletniej terapii i mój partner twierdzi, że poprawiło się bardzo. I to nie dopiero do dziesięciu latach, ale przec cały ten czas. Ja miałam już po prostu dosyć poprzedniego życia, bo leżałam na wszystkich płaszczyznach. Zmieniło się moje podejście do życia i jestem po prostu bardziej szczęśliwa, bo wiem, że dużo zależy ode mnie i dużo mogę zmienić.
                          Miałam diagnozę border/osobowość zależna/symbiotyczna.
                          • 13.06.12, 17:42 Odpowiedz
                            To super ale mialas swiadomosc choroby leczylas sie Twój partner wiedzial i zaakceptował i to jest uczciwe. Wszystko mozna w jakims stopniu zaleczyc jak nie wyleczyc ale trzeba sie leczyc a nie udawac ze problem nie istnieje cudzym kosztem.
                          • 13.06.12, 18:01 Odpowiedz
                            Klucho, moja partnerka chodzi na terapię od kilku tygodni. Też miała dość, też męczy się sama ze sobą - nie tylko mnie męczy. Na razie chyba jest na etapie wywiadu, diagnozy na bank jeszcze nie ma. Nie wiem, nie ciągnę jej za język jeżeli chodzi o te wizyty, ile chce - tyle mi opowiada. Ostatnio prawie nic w zasadzie, raczej się irytuje za każdym razem, jak poruszę z nią ten temat, że kontroluję.

                            Szczerze - nie wiem, jakie ma szanse. Niby pokłada w tej terapii duże nadzieje, ale czasami mam wrażenie, że nie ma w niej dostatecznej woli. Ja z nią mnóstwo gadam, może nawet za dużo, o moich potrzebach, o jej reakcjach, o tym, co jest złe i nie służy, co jest dobre, próbuję coś ustalić, przypominam jej, co mówiła, co pisała, z czego wynika jaka jej reakcja - ale to wciąż słabo działa. Najczęściej jest wściekła, bo "wydaje mi się, że wszystko wiem". Zmieniło się jedno: zaczęła mi odrobinę więcej o sobie mówić, minimalnie. Efekt jest taki, że jeszcze bardziej "zagrażam", bo więcej wiem -> jestem bliżej.

                            Nic to, ja w jakiś sposób wciąż wierzę i nie zapominam jej o tym mówić. To strasznie trudne, trzymać taki balans - żeby zarazem czuła się w miarę bezpiecznie, ale widziała granice i czuła się zobligowana do przestrzegania jakichś zasad, czuła zarazem ryzyko straty i miała świadomość, że nie chcę jej zostawić.
                            • 13.06.12, 18:12 Odpowiedz
                              Ja mam szacunek do ludzi ,któzy sie leczą próbują chociaż coś zmienić dla siebie dla partnera.Ty spaprany jestes w innej sytuacji niz ja byłam wiec nie dziw sie ze jest tyle zalu we mnie przyznaje On z premedytacja chciał prawdopodobnie mi i naszemu potomstwu spieprzyc życie bo bał sie porzucenia ? czy jego leki to usprawiedliwiaja??? Ty masz wybór ,mąż kluchy też a ja nie mialam bo bylam nieswiadoma. Kiedys tylko usłyszałam ze jestem aniołem i kocha mnie za to ze znosze jego ciżki charakter ale kuźwa jest rożnica miedzy trudnym charakterem a zaburzeniem osobowosci czyli w zasadzie choroba psychiczną.
                              • 13.06.12, 18:45 Odpowiedz
                                dlatego, że to tak strasznie trudne
                                dlatego, że masz dzieci - nikt Ci nie mówi, ze źle robisz
                                wiej i nie miej wyrzutów

                                przecież Twój bord myśli tak jak Ty - był pewien, że nie wytrzymasz z nim i zostawisz go

                                i to nie Twoja wina

                                moze kiedyś ktoś udźwignie jego ból, może on się zmieni i znajdzie terapię, pomysł na nie kończenie każdej miłości w obłędnym lęku

                                nikt nie mówi, że bord da się znieść :-) niektórzy tylko opowiadają jak im się to udało - bordy i niebordy - jak nieboraki wyszło :-)

                                bordy są wspaniałe ale nie do zniesienia :-)
                                • 13.06.12, 19:17 Odpowiedz
                                  Nie mam dziecka ale oczywiscie chce je miec i stworzyc rodzine.
                                  Ja jako człowiek zdolny do empati rozumiem go ze to trudne powiedziec ale jesli chce sie byc ojcem i mezem to trzeba byc odpowiedzialnym a jesli on uprzedmiotowił dziecko jako srodek do zatrzymania mnie to mam byc prawo oburzona. Kazdy człowiek i bord i niebord czasem jest wspanialy czasem nie tylko manipulacja borda wyklucza szczerosc a szczerosc jest fundamentem w kazdym zwiazku. On ma 37 lat ma diagnoze i nic z tym nie robi małzenstwo nieudane i 8 zwiazkow nie daly mu do myslenia? i zwala na ciezki charakter on sam sie nie zmieni a przeciez mogłby gdyby podjał leczenie jak niektórzy tu. On woli "zrobic" za przeproszeniem komus dziecko i spieprzyc zycie. Dodam ze jest acting out czyli agresja na zewnatrz bo to tez isotne mniej "szkodliwy" dla otoczenia i relacji jest chyba bord acting in tak mi sie wydaje a tak cała jego frustracja odbijala sie na mnie i na najblizszych na dziecku pewnie tez by sie odbijala. A zeby było smieszniej sam rzekomo brzydził sie nieszczeroscia i kłamstwem a sam dokładnie taki był nieszczery i zakłamany istny dualizm , chciałam go zrozumiec nawet nie majac jeszcze wtedy swiadomosci ze to choroba ale nie dalam rady , nie mogłąm pozwolic sobie na to zeby moje dzieci miały naprzemiennie raj i istne piekło Ja odeszłam chociaz tez wbrew pozora nie było i nie jest mi łatwo tesknie za tym aniołem ale boje sie i przeraza mnie ten diabeł w nim , który wychodzi niewiadomo skad i kiedy, czasem po kilka razy dziennie naprzemiennie tak było próbowalam rozmawiac ale tez nie narzucac sie byc tolerancyjna jednoczesnie stawiac granice nic nie skutkowalo. On jakby czasami rzeczy dla mnie oczywiste widzial zupelnie inaczej jakby mial inna percepcje rzeczywistosci i autentycznie w nia wierzył. Łopatologicznie pokazujesz komus biale pudełko a twierdzi ze jest czarne i koniec . Albo tłumaczysz mu ze przesadził ze taka reakcja jest nieadekwatna do sytuacji a on jeszcze Ciebie obwini ze to Twoja wina i sie obrazi o tak mur gniewu i milczenia to ulubione srodki manipulacji i co w takiej sytuacji zdrowy człowiek powinien zrobic oczywiscie nie zrobic z siebie wariata i przytaknac bo wtedy jest przegrany bord traci do niego szacunek. A jesli zostaniesz przy swoim i nie polecisz za obrazonym bordem to jestes be i najgorszy bo go nie rozumiesz bo go nie kochasz ta bezwarunkowa miloscia i nie wybaczasz wszystiego jak dziecku . Cokolwiek zrobisz bedzie w oczach borda źle. Dualizm jego umysłu chodź wiem ze wynika z zaburzenia jest dla mnie niepojety. Ja kazdemy zycze szczescia. Ale od 36 letniego wtedy faceta mialam prawa wymagac szczerosci jak chcial miec dziecko i mam do niego zal juz nie o to ze musialam psychicznie dojsc po zwiazku z nim do siebie ale o to ze mial swiadomosc w jakim szambie siedzi i chcial mnie i dziecko ewentualne wciagnac w to bez wolej wiedzy. Odpowiedzialnosc -100% plus zaklamanie i manipulacja. Solidny fundament zeby spieprzyc komus zycie.
                          • 13.06.12, 18:37 Odpowiedz
                            dobrze, że piszesz o tym

                            trudne bywa możliwe

                            wspaniałe życie nie musi być łatwe
                  • 13.06.12, 18:34 Odpowiedz
                    powinien Ci bord powiedzieć, że jest chory - dokładnie to opisać
                    mogła byś odejść

                    oczywiste ale czy tak się zdobywa powoli i starannie partnera?

                    kopem w ...

                    to taki sam prosty schemat jak mówienie dziecku, że jest adoptowane - kiedy zacząć? i jak?

                    inne prościutkie schematy to powiedzieć kandydatowi na partnera - wiem, że nie mogę mieć dzieci; albo np mam amputowaną pierś
                    - chodzisz po ulicy i ostrzegasz, czy przy pierwszej kawie; czy przed pierwszym seksem
                    kiedy?

                    nie przeczę, że powinien i wiele bordów ostrzega - to też ciekawe co do partnera dociera i kiedy




                    • 13.06.12, 18:41 Odpowiedz
                      Nie mówię ,że miał mi powiedzieć na pierwszej kawie ale w momencie kiedy chciał zakładać ze mna rodzinę to chyba taka szczerosc mi sie należała. A on przed strachem przed opuszczeniem chciał potraktować dziecko jako argument żebysmy byli do konca zycia nim zwiazani . To podłe i nie ma dla niego usprawiedliwienia.
    • 13.06.12, 19:52 Odpowiedz
      spaprany dodam tylko jeszcze ze jesli faktycznie przejawiasz cechy osobowosci zależnej bądź nią jestes to w zwiazku z borderem jest duże prawdopodobienstwo ze się współuzaleznisz. A współuzależnienie to choroba i to poważna ja byłam na dobrej drodze tak mi powiedzial terapeuta byłam w tym zwiazku rok niecały gdybym posiedziala jeszcze rok byłabym współuzależniona na bank podobno. A z tego tez trudno sie wychodzi. Własnie zwykle w zwiazkach bordera druga osoba tez jest zaburzona np ma osobowosc zalezna czy histroniczna czyli obydwie strony sa zaburzone i współuzależnione potem. Czyli jakby maja podwójny problem. Potem w terapi oddzielnie trzeba leczyc i jedno i drugie. Ja nie twierdze,że Ty to masz ale piszac ze mozesz miec taka osobowosc (zalezną) musisz sie z tym liczyc. Poczytaj na ten temat a moze juz masz ta swiadomosc.
      • 14.06.12, 03:58 Odpowiedz
        Wolna, czy twój partner ma diagnozę psychopatii czy zaburzenie osobowości? Czy jedno i drugie? Bo różnica jest taka, że psychopatii nie da się "wyleczyć" a zaburzenia oosbowości - owszem, choć rzeczywiście przy pewnej wytrwałości. Ale da się. Dla psychopaty, jeśli rzeczywiście o tym mówimy, wyjścia raczej nie ma.
        Przeczytałaś jakieś książki, w tym Kępińskiego, artykuły w internecie, a ja cały czas mam wrażenie, że mylisz pojęcia. Albo tak piszesz, nie wiem.
        Pytam, bo wydaje mi się, że trochę mydlisz ludziom oczy, opisując tu swoją sytuację. Jeśli facet jest psychopatą, to co do tego ma to forum? Boredrline nie jest psychopatią i to jest naprawdę soft przy psychopatii. Przykro mi, że miałaś cieżko i rozumiem, że chcesz to zrzucić, ale nie wprowadzaj przy tym ludzi w błąd.
        • 14.06.12, 12:31 Odpowiedz
          No własnie problem jest w terminologi. Ja nie myle pojęć a swoja wiedze opieram przede wszystkim na tym co mówi mi expert w tej dziedzinie. Wszystko tez zalezy od nasilenia problemu i wierz mi ze rasowy bord szczególnie z agresja na zewnatrz moze byc duzo gorszy dla otoczenia niz osoba z minimalna psychopatycznoscia. Ty zawsze bedziesz miec inny poglad niz ja to oczywiste bo ja byłam partnerem a nie chora. Super ze sie leczysz i Twój partner jest z Tobą, ale nie wszyscy sie leczą i swiadomie gotuja piekło innym. Mój ex jest mieszanką jak kazdy prawie bo borderline w czystej postaci jak i inne zaburzenia prawie nigdy nie istnieje samodzielnie. Zwykle jest to kilka zaburzeń , które się nakładają.
    • 14.06.12, 17:33 Odpowiedz
      czy nalezy uciekać od borda

      czy należy uciekać od borda, który nie podejmuje starań do panowania nad tym co złe

      czy bord, który dobrze funkcjonuje w pracy, wśród ludzi a jeździ tylko po partnerze nie podpowiada czasem - jestem sterowalny ale gdzieś muszę odreagować ... itd - śliski temat dla partnerów; nie myślcie, że prosty
      • 14.06.12, 18:10 Odpowiedz
        Tak należy uciekac od borda , który ma swiadomosc ze w pracy umie sie opanowac a jego złosc wyładowuje sie na partnerze i jeszcze np dzieciach. Skoro ma taka swiadmosc to niech idzie sie leczyc a jak nie chce to niech nie wchodzi z zwiazek skoro jest swiadomy ze nie moze w pracy to w domu sie wyzyje. Dla mnie to wtedy jego wybór i sam sobie jest winien,że ktos od niego odchodzi. Byc moze gdybym byla swiadoma bedac w tym zwiazku jego problemu inaczej tez bym na jego zachowanie patrzała ( wiedzialabym ze to choroba) i jesli chcialby sie leczyc to niewykluczone ze nie odeszlabym tylko razem moglibysmy próbowac udźwignac problem jak spaprany mówie moze bo nie wiem szczersze nie wiem musialabym przemyslec temat czy na pewno chce czy na pewno mam swiadomosc w co wchodze itd Ale jedna z opcji bylaby taka ze wlasnie zostaje i próbujemy razem. A tak skolowana bylam bo z nikim wczesniej takim z takimi zachowaniami sie nie spotkałam on twiedzil ze ma ciezki charakter i tyle. Wiec kiedy dowiedziala sie ze ma diagnoze od 15 lat i nic z tym nie robi to odeszlam a jeszcze wymyslil sobie patent ze nie odejde jak bedzie dziecko. Żenada. Wiele ta choroba mozna usprawiedliwic ale wiele tez nie.
        • 14.06.12, 18:46 Odpowiedz
          ale ptaku, zapominasz o jednym - bord nie ma się na co złościć w pracy. Tam jest bezpieczny, bo dystans. Tam jest zajęty, zrealizowany, spełniony, podziwiany, akceptowany. Tam też ma koszmar, bo się dostosowuje, bo w masce, bo z tajemnicą, bo może widzą, bo nie można spontanicznie - ale tam nikt nie wie, co w środku, jest dystans, nikt nie spróbuje wydrzeć tajemnicy, nikt nie ma wpływu, nikt nie zagraża, więc nie ma strachu -> nie ma agresji.

          Agresja i brak opanowania jest tam, gdzie blisko, gdzie miłość boli w duszę. Gdzie trzeba atakować w wyimaginowanej obronie, gdzie bardzo chciałoby się oczekiwać, brać i dawać, ale strach nie pozwala na nic. Gdzie partner wkurwia, bo codziennie jest sobą, takim samym tak bardzo, że to aż nie możliwe. Gdzie ktoś kocha taką zwykłą miłością, że takiej na pewno nie ma, a to tylko zwykłe oszustwo - więc niechęć, nienawiść. Albo obrzydzenie, bo partner naiwnie kocha a nie wie, głupek, jak to się kończy. Niby kocha, ale jak ja pokażę, że kocham - na pewno z szyderczym śmiechem zabierze miłość i razi prosto w otwarte serce. Więc ja szybciej, póki on jest słaby, z sercem na wierzchu. Wtedy, kiedy najbardziej boli i tym, co najbardziej boli. Chyba to jakoś tak leciało :)
przejdź do: 1-100 101-116
(101-116)

Wysyłaj powiadomienia o nowych wpisach na forum na e-mail:

Aby uprościć zarządzanie powiadomieniami zaloguj się lub zarejestruj się.

lub anuluj

Zaloguj się

Nie pamiętasz hasła lub loginu ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Agora S.A. - wydawca portalu Gazeta.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść wypowiedzi zamieszczanych przez użytkowników Forum. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną. Regulamin.